Dawny orzeł/sokół/rarog/wijnyks (piastowski) z Gniezna

Gniezno

Symbol zaratusztriański

Zabytek perski
Dawny orzeł/sokół/rarog/wijnyks (piastowski) z Gniezna

Gniezno

Symbol zaratusztriański

Zabytek perski
Góra Grojec w Żywcu – Najstarszy warsztat szklarski w Polsce
[Mój komentarz na temat tego odkrycia na końcu artykułu]

Dowody na to, że na terenie Polski w pradziejach wytwarzano i obrabiano szkło, są bardzo słabe. Tego typu działalność rozkwitła dopiero w okresie średniowiecza. „Dlatego nasze odkrycia są bardzo ważne” – podkreśla kierownik wykopalisk na górze Grojec, dr Tomasz Gralak z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Wrocławskiego.
Góra Grojec, obecnie porośnięta lasem, jest częstym celem wycieczek mieszkańców Żywca i wielu turystów. „Góra jest centralnie położona w Kotlinie Żywieckiej i doskonale nadaje się do obserwacji okolicy. Zapewne z tego względu założono tutaj ponad 2,5 tys. lat temu osadę” – opowiada dr Gralak.
Ościsłowo: Napisz e-maila do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska
Na naszych oczach rozgrywa się spór o nową odkrywkę węgla brunatnego w Ościsłowie. Po jednej stronie mamy lobby węglowe, które „po trupach” dąży do rozpoczęcia inwestycji. Po drugiej stronie jest ochrona środowiska i przyszłość mieszkańców zagrożonego zniszczeniem regionu. Właśnie pojawiły się w tej sprawie nowe fakty, które dzięki Tobie mogą przechylić szalę zwycięstwa!
W grudniu na terenie planowanej odkrywki archeolodzy odkryli kurhany liczące 5,5 tysiąca lat. To jedyne zachowane w tak dobrym stanie cmentarzysko tego typu w Wielkopolsce [1] Wszelkie prace górnicze mogą zniszczyć to wyjątkowe dla prahistorii Polski znalezisko.
Choć prawo stoi po stronie ochrony zabytków, inwestor już działa, aby usunąć stojącą mu na drodze przeszkodę [2]. Wiemy, że w dokumentacji złożonej do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ) nie uwzględnił tego odkrycia. Jednak nie łudźmy się. Użyje wszelkich metod, by inwestycję zrealizować. My więc też piszmy do RDOŚ, aby równoważyć naciski inwestora. Przekonajmy urzędników, że kurhany to ważny powód, aby zatrzymać prace górnicze. Kliknij i wyślij e-maila do RDOŚ. Przekierujemy cię na stronę ze szczegółowymi wskazówkami jak to zrobić. Wspólnie pokażmy, że są wartości ważniejsze niż kasa.
Nawałnica Słowian/Awarów na Bizancjum w 626 roku – Jerzy z Pizydii

Cieśnina Messyńska – Skylla i Harybda
Jerzy z Pizydii (Jerzy Pizydes, Georgios Pizydes) żył w VII wieku, urodzony przed 600, zmarł między 631 a 634 rokiem. Był greckim poetą i posłańcem patriarchy Konstantynopola Sergiusza I przy cesarzu Herakliuszu. W latach 622-623 wziął udział w wyprawie cesarza przeciw Persom. Uchodzi za twórcę wersyfikacji dwunastozgłoskowej. W swych utworach opiewał zwycięstwa nad Persami i odzyskanie relikwii Krzyża Świętego (poematy O wyprawie cesarza Herakliusza na Persów, O oblężeniu dokonanym przez barbarzyńców i o ich klęsce). Po 630 roku pisał poezje moralizatorskie i teologiczne (Przeciw bezbożnemu Sewerowi z Antiochii, O świętym zmartwychwstaniu Chrystusa Boga), a także epigramaty o żywotach świętych. Wydał również poetycką parafrazę pod tytułem Opis 6 dni stworzenia. Z utworów Jerzego z Pizydii czerpali Teofanes, Jan Tzetzes oraz autor Księgi Suda.
Jerzy Pizydes urodził się w Pizydii, w południowo-wschodniej Azji Mniejszej. Był związany z dworem cesarza Herakliusza w Konstantynopolu. Należał również do kręgu przyjaciół patriarchy Sergiusza. Był jednym z 12 diakonów świątyni Hagia Sophia, pełnił urzędy skeuofylaksa, odpowiedzialnego za skarbiec i liturgię oraz chartofylaksa, sprawującego pieczę nad zbiorami archiwalnymi świątyni. Uczestniczył w pierwszej wyprawie wojennej Herakliusza na Persów w 622 roku, prawdopodobnie w roli piewcy spodziewanych przyszłych sukcesów cesarza. Przebywał w Konstantynopolu podczas groźnego oblężenia stolicy Cesarstwa przez połączone siły Awarów, Persów i Słowian w 626 r. Twórczość poetycka Pizydesa znalazła wyraz w poematach historycznych, filozoficzno-religijnych i w epigramach[1].
Wytłuściłem część tekstu z polskiej Wikipedii, bo to te rzeczy będą nas u Pizydesa interesować najbardziej. Na początek potrzebne jest pierwsze sprostowanie: Pizydes nie pisze nic o Persach. Atakujących Bizancjum nazywa po imieniu: Awarami, Scytami, Słowianami, Bułgarami, Hunami i Medami.
Oblężenie Konstantynopola w 626 roku tylko cudem, określonym jako wstawiennictwo Maryi, nie skończyło się upadkiem miasta i upadkiem Wschodniego Cesarstwa Rzymskiego. Stałoby się to, gdyby nie ów cud, o 800 lat wcześniej niż dokonali tego Turcy. Notki Pizydesa na temat owego oblężenia, które noszą naprawdę tytuł „Bellum Avaricum”, mówiące dokładnie o ataku połączonych sił Awarów, Scytów, Hunów, Słowian, Bułgarów i Medów, pozwalają nam zrewidować pogląd na owo wydarzenie dziejowe. Nasza interpretacja będzie odbiegać od tej w Wikipedii, ponieważ kilka zdań jakie Pizydes zawarł w tym utworze jest wskazówką do zupełnie innego widzenia Słowiańszczyzny w VI i VII wieku (a także wcześniej w IV do VI wieku), niż chcieliby chrześcijańscy naukowcy polscy, czy nauka niemiecko-anglosaska, a już na pewno do innej wizji organizacji Słowian i ich sojuszów wojennych, niż traktuje to polska Wikipedia.
Opisywana przez Pizydesa wojna była wojną Wschodniego Cesarstwa Rzymskiego na wielu frontach, jednym z kolejnych epizodów w łańcuchu trwających wówczas już ponad 300 lat wojen Cywilizacji Wedyjskiej z Cywilizacją Rzymską.
My jako Słowianie, staliśmy w tej wojnie bez wątpienia po przeciwnej stronie barykady niż Bizancjum, z jego chrześcijaństwem. Nie widzę więc powodu abyśmy mieli przyjmować optykę Pizydesa, jego apoteozę chrześcijaństwa, hymny pochwalne dla Herakliusza, czy Sergiusza i Cywilizacji Zachodniej.
W IV,V, VI i VII wieku n.e. wcale nie byliśmy częścią tejże cywilizacji, ani częścią formującego się dopiero chrześcijaństwa europejskiego.

Kopiec Wandy odkrywa swoją tajemnicę?

Kopiec Wandy 2009
Na wyniki pierwszych archeologicznych badań Kopca Wandy będziemy musieli jeszcze poczekać, ale póki co zaczyna się obiecująco. Jeszcze nie rozpoczęto tam żadnych wykopek i najprawdopodobniej do wiosny nic takiego się nie stanie. Na razie Kopiec przebadano georadarem i okazało się, że urządzenie wykazało anomalie – puste miejsca, komory we wnętrzu kopca lub pod nim. Czy to nie dziwne, że takie badania następują tak późno? Pogańskie symbole i zabytki w Polsce ukrywa się wstydliwie po kątach. Pisaliśmy o tym wielokrotnie choćby tutaj: O ukryciu w magazynach głowy Swarożyca z Dobczyc.
Nie dziwi więc wcale reakcja wielu internautów na wiadomość, że badania zostaną w końcu przeprowadzone. To co tam ewentualnie zostanie odkryte, w kontekście faktu iż dawno już stwierdzono, że okolica tego kopca podobnie jak Kopca Kraka jest usiana artefaktami z epoki kultury łużyckiej już dzisiaj jest traktowane, jak zagrożenie i nie brak idiotycznych komentarzy w rodzaju „zrównać z ziemią wszystko co pogańskie”. Niestety jest to trend szerszy i dotyczy on nie tylko pospolitego ruszenia Ignorantów, ale jak widać z przykładu Swarożyca z Dobczyc, czy dzieła Bożyca Bronisława Trentowskiego (filozofa uznanego w Europie za jednego z największych w XIX wieku i najwybitniejszego z Polski) nie opublikowanego nigdy drukiem, a spoczywającego od XIX wieku w magazynach Muzeum Czartoryskich, także tzw. elit intelektualnych, a szerzej środowiska naukowego w Polsce. Środowisko to wciąż chętnie ulega narracji byłych okupantów, jej XIX wiecznych kolonizatorów – „nauki niemieckiej”, czy też po prostu propagandy Niemiec.
Krytyka artykułu Jakuba Linetty „Trudne początki archeologii – odkrycia, interpretacje i…
Jeżeli ktoś ma ochotę prześledzić analitycznie w jaki sposób metodami oportunizmu naukowego potwierdza się w XXI wieku tezy autorów z wieku XIX i XX to poniższy artykuł jest doskonałą tego ilustracją. Autor zamiast wnosić swój oryginalny wkład do nauki i uprawiać naukę w sposób twórczy z zastosowaniem metod holistycznych, sięgając w pracy także po badania aktualne z innych dyscyplin wiedzy, stosuje tzw „klasyczne” podejście , które jest absolutnie bezpieczne dla piszącego i pozwala mu trwać w zgodzie z zarządcami katedry na swojej uczelni. Mało tego, dzięki temu oportunizmowi będzie niedługo uchodził za wykładowcę „doskonałego”, za pedagoga „najwyższej klasy”, a także będzie mnożył publikacje (podobnej jakości) co uprawni decydentów do przedstawiania go jako wnoszącego „cenny wkład” w naukę, jako osobę, której po prostu „należy się” tytuł naukowy.
Że taka metoda jest dla nauki szkodliwa – nic to!
Prosiłbym czytelników żeby tej krytyki nie łączyć z nazwiskiem autora – czyjaś praca musiała posłużyć nam za przykład, a że ta dotyczy Tadeusza Wolańskiego, który nie zasłużył na potraktowanie z buta przez tzw. naukę polską XXI wieku, więc ten tekst wybraliśmy do krytyki. Opisana tu sytuacja jest powszechna, jeśli chodzi o szeroko rozumiane nauki humanistyczne na uniwersytetach i w innych wyższych uczelniach w Polsce, i dotyczy wszelkich katedr, nie tylko archeologii, czy historii, ale np. psychologii, religioznawstwa czy historii sztuki. Ja znam ją doskonale z tych czterech ostatnich przykładów.
Polscy naukowcy są ponadto tak uwikłani w różne gierki na uczelniach, w tym w grę o zachodnioeuropejskie granty fundowane głównie przez Niemców, Skandynawów, Francuzów i Anglosasów oraz w grę o międzynarodowe publikacje, że gotowi są napisać największą bzdurę byle była ona zgodna z ogólnym chórem międzynarodowym i przebiła się do poważnego periodyku naukowego na Zachodzie. Mogę podać setkę przykładów personalnych z polskich uczelni, które to potwierdzą. Składa się to na ponury obraz polskich nauk humanistycznych, które są szczególnie narażone na wodolejstwo i oderwanie od potwierdzonych faktów naukowych na rzecz potwierdzania koncepcji, o delikatnie mówiąc, niepewnych podstawach faktograficznych, ale za to wciąż powszechnie na świecie głoszonych. Jest to stan skostnienia, który wskazuje, że nauka zaczyna się przeradzać w swoisty Kościół oparty na Dogmatach.
Ostatnio pewien czynny historyk starożytności z Uniwersytetu Warszawskiego, uwikłany w różne zależności w opisany powyżej sposób, zarzucił ludziom nauki domagającym się rewizji przedstawianych dziejów Polski (zwłaszcza przedchrześcijańskiej) i wspierającym ich amatorom historii i archeologii, lingwistyki, czy genetyki (jak np. autorom piszącym na tym forum internetowym), że stawiane przez nich hipotezy oparte są zawsze o różnorodne dziedziny nauki. Jest to zatem zarzut o podejście holistyczne i badania źródeł i artefaktów pod kątami wielu dyscyplin nauki. Uważam to za kuriozum wołające o pomstę do nieba – zwłaszcza, że uczynił to w niemieckim, polskojęzycznym tygodniku „opinii” o dużym nakładzie.
Na polskich uniwersytetach króluje tego typu narracja pseudonaukowa, która pozwala pisać „bezpiecznie” w nieskończoność dzieła w istocie literackie, powtarzać po innych ich archaiczne już dzisiaj wypracowania, mnożyć publikacje i zbierać punkciki niezbędne do kolejnych akceptacji rocznych i otwarcia doktoratu. Takie postępowanie pozwala trwać na pozycji wykładowcy uniwersyteckiego, a w zasadzie zbijać bąki przez całe lata, szkodząc polskiej nauce i środowisku naukowemu i wykorzystując polskiego podatnika, który na te pseudonaukę humanistyczną łoży swoje pieniądze. Na końcu tejże oportunistycznej kariery naukowej czeka na autora tego wypracowania tytuł profesora. Tytuł ten będzie mu pozwalał „wychowywać” kolejne pokolenia powtarzaczy nieaktualnych bzdur w rodzaju, że „Ziemia jest płaska”.
Czesław Białczyński

Archeolodzy z Rosyjskiej Akademii Nauk odkryli pas fortyfikacji nieopodal krymskiej wioski. Znalezisko pochodzi z okresu starożytności, kiedy to część półwyspu zamieszkiwała ludność grecka. Wykopaliska na anektowanym przez Rosję Krymie rozpoczęły się w maju 2016 r.
Do tej pory archeolodzy mogą poszczycić się takimi „zdobyczami” jak pięciometrowa ściana fortyfikacji oraz przeróżne artefakty, w tym talerze i monety. Jak podejrzewa jeden z archeologów, pas fortyfikacji „prawdopodobnie stanowił linię graniczną oddzielającą Królestwo Bosporańskie zamieszkane przez antycznych Greków od zamieszkiwanych przez Scytów pozostałych obszarów Półwyspu Krymskiego”.
Podczas gdy kultura Vincza rozwijała się w południowo-wschodniej Europie w okresie 5.000-4.000 p.n.e. to cywilizacja Sumeru rozwijała się od 4.300 do 3.100 roku p.n.e. To w tym okresie miało powstać w Sumerze pismo według Akademików.
Jacek Wierzbicki, Safronow, Rezepkin i inni – Tocharowie oraz Indie i Iran
Cytuję bez zbędnego komentarza ze strony księdza Pietrzaka, coś co mnie absolutnie przekonuje i ma solidne poparcie wybitnych archeologów, lingwistów, antropologów i genetyków:
http://www.tropie.tarnow.opoka.org.pl/polacy1.htm#Praindoeuropejczycy
Uwaga. W ostatnim czasie Jacek Wierzbicki wysunął nieźle uzasadnioną tezę, że „W efekcie przerwania połączeń komunikacyjnych między [różnymi grupami ludności Kultury Pucharów Lejkowatych] dochodzi do zaniechania stosowania wspólnej, charakterystycznej dla tej ludności i akceptowanych przez nią wartości, symboliki. Lukę tę zapełnia pojawienie się grup ludności Kultury Ceramiki Sznurowej /Kultury Grobów Jednostkowych/, które choć niewielkie, dzięki swej ruchliwości na nowo scalają i „udrażniają” cały obszar wielkodolinny/…/ Dzięki temu trwanie grup ludności postpucharowej można śledzić w głąb KCSz, przynajmniej do horyzontu grup lokalnych„. Przeżywanie technologicznych cech „pucharowych” w wytwórczości społeczności KCSz „można uznać za dowód na przetrwanie jakiejś postaci grup ludności, dziedziczących pucharowe tradycje wytwarzania naczyń aż … do poziomów grup lokalnych KCSz„. Widocznie zmiana identyfikowanej kultury archeologicznej (w tym, przypadku KPL > KCSz) „nie musi być równoznaczna ze zmianą etnosu, a zanik kultury archeologicznej nie jest wystarczającą przesłanką aby podejrzewać wymarcie jej etnosu” (J. Wierzbicki, Wielka kolonizacja. Społeczności kultury pucharów lejkowatych w dorzeczu środkowej Warty, Poznań 2013, s.295-297).
Powyższa teoria J. Wierzbickiego może być potwierdzeniem charakteru jednostki taksonomicznej ceramiki sznurowej nie jako kultury, lecz horyzontu, w którym obok populacji haplogrupy R1a, praindoeuropejskiej, znalazły swoje miejsce także bardziej od nich autochtonne populacje haplogrupy I1-I2, staroeuropejskie (zob. cz. IV), a od połowy III tysiąclecia – także kultura pucharów dzwonowatych (KPDz; zob. część V).
Wraz z wymianą kulturową między KAK a KCSz szła zapewne i jakaś ekspansja elementu ludzkiego. Zresztą juz od lat, zwłaszcza od prac M.Gimbutas, przypisuje się „sznurowcom”, choć niestety bardziej tylko intuicyjnie, etniczną indoeuropejskość. Tu trzeba przypomnieć, że genetyczne badania archeologicznych szczątków znad Solawy (Eulau) , które ujawniły haplogrupę R1a (z gałęzi północno-zachodniej) przez autorów badań zostały związane z kręgiem KCSz. Ta zaś na solawskim terenie, jak i na całym Połabiu, pokrywa się zarazem z KAK.
Prasłowianie i Ariowie pochodzą z Kujaw?! Nowa teoria archeologiczno-genetyczna
Ksiądz Stanisław Pietrzak z Tropia na swojej stronie poświęconej genetyce publikuje ciekawą koncepcję praindoeuropejskiej genezy biologiczno-etnicznej Słowian, w której pokazuje ciągłość kulturową od 8000 lat temu. Archeologia czyni postępy w przystosowywaniu się do ustaleń genetyki, dzieje się to powoli, ale jednak następuje i to pokazuje dobrze ten tekst. Praca księdza Pietrzaka pochodzi z roku 2015 i jest w trakcie nieustannych modyfikacji. Widać po niej także jak mocno zmieniły się sądy na temat etogenezy Słowian od roku 2009, kiedy powstawał umiarkowanie-radykalny artykuł Romana Adlera, czy też odbierane jako ultra-radykalne i skrajnie fantastyczne teksty Czesława Białczyńskiego z tamtych lat (czy wcześniejsze z roku 1998-2000). Przytaczamy tutaj fragment tego artykułu i odsyłamy do całości na stronę TROPIA: http://www.tropie.tarnow.opoka.org.pl/pol_slavs.htm

Słowianie byli w Polsce od zawsze! – Polskie Radio

Wbrew opinii części archeologów, Słowianie nie przybyli do Europy dopiero we wczesnym średniowieczu. Tak przynajmniej wynika z badań genetycznych zespołu badawczego prof. Tomasza Grzybowskiego z Collegium Medicum Uniwersytetu M. Kopernika w Bydgoszczy.
– Raczej skłanialibyśmy się ku autochtonizmowi Słowian, ale zastrzegając mocno, że cechy genetyczne wcale nie muszą być tożsame z charakterystyką kulturową właściwą dla tych populacji – mówi prof. Grzybowski w „Naukowym zawrocie głowy”.
Badanie trwały prawie 10 lat. Naukowcy przebadali materiał genetyczny pobrany od 2,5 tys. osób z różnych populacji narodów słowiańskich.
Okazało się, że przodkowie niektórych z nich żyli w Europie już w epoce brązu – czyli 4 tysiące lat temu, a może nawet już w Neolicie, siedem tysięcy lat temu.
100 rocznica urodzin profesora Konrada Jażdżewskiego i Stanisława Madajskiego
Wczesnośredniowieczne słowiańskie formy odlewnicze słońca i księżyca
W ramach obchodów 100-lecia urodzin Profesora Konrada Jażdżewskiego i Stanisława Madajskiego w Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym, została otwarta nowa, stała wystawa archeologiczna pt. „Przeszłość wydobyta z ziemi”, która zastąpiła dawną przygotowaną przed piętnastu laty.