Wybór – Jacek Włosek
spektakl, wywiad w Kurierze
Komunikat powstawał przez wiele lat i wciąż nie był skończony, czegoś mu brakowało od samego początku – po prostu puenty i zwieńczenia. Pierwsza część – sybarytyczna powstała jak widać na obrazku 26 grudnia 1989 roku o godzinie 11.25. Komunikat został odłożony do przepastnych szuflad i był wielokrotnie przeze mnie studiowany, ale wciąż nie odczuwałem żadnego impulsu twórczego patrząc na niego. Pokazywałem go różnym osobom – kodystom, w tym, ekspertce Głębi, szaradzistce, wrażliwej duszy i ideowej kodystce, scenografowi i kostiumologowi, między innymi teatru Groteska – Ewie Englert, ale nikt nie miał pomysłu na jego zakończenie.
Śmierć buntownika – Literatura 1986, 6 lat po druku w Epoce
Młode pokolenie wnosi zawsze wiele świeżości w nasze myślenie, a bardzo przyjemnie jeśli jest ono szczególnie utalentowane.
Prezentuję z przyjemnością kodystyczną pracę plastyczną najmłodszego kodysty w Polsce – Grzegorza Ryna – lat 7.
Kodyzm polega między innymi na tym, iż zawiera się wiele kodów w jednym przekazie, a kody te oddziałując między sobą generują kolejne przekazy. I ta praca spełnia to kryterium, więc ją publikuję. Na razie bez omówienia. Na pewno zawiera dwa przekazy widoczne na pierwszy rzut oka – pierwszy tytułowy: „Dom z Doliny Muminków”
drugi znacznie subtelniejszy – radość, ciepło, nieograniczoną kanonami wyobraźnię i rozmach.

Przekaz trzeci: Dla treści nie ma znaczenia zmienna perspektywa, ma znaczenie wyłącznie treść. To bardzo głęboki przekaz, który potwierdza, że PRAWDA – jest tylko JEDNA, niezależna od punktu widzenia – perspektywa nie ma wpływu na przekaz i treść.
Przekaz 4: Dom przedstawia się sam w dymku z komina: „Dom z Doliny Muminków” – mówi.
Stamtąd pochodzi, ale tu gdzie go widać to nie Dolina Muminków, on jest „stamtąd”, ale tutaj jest „gdzie indziej”.
[Ten artykuł będzie rozwijany – systematycznie. C.B.]
Ponieważ uzmysłowiłem sobie że „Śmierć buntownika” – część 1 nie była publikowana jako wpis, nadrabiam dzisiaj to zaniedbanie – tak się bowiem składa, że czasami ludzie czytują i „wchodzą” na jakiś tekst tylko od „wpisów”, albo tylko przez boczną szpaltę – czyli na „strony”.
C.B.
Copyright © by Czesław Białczyński
Kontynuujemy druk Śmierci Buntownika w jej internetowym wydaniu, ilustrowaną zdjęciami z lat siedemdziesiątych z Polski.
Dzięki akcji grafika numeru na okładce znalazła się imitacja – najbliższa jaka mogła przejść przez Cenzurę – liścia konopi (zielony liść – zioło) – Literatura sierpień 1986
Jest to dzisiaj powieść już historyczna, której akcja toczy się w PRLu, tuż po pacyfikacji Wybrzeża przez Czerwony Reżim. Wojskami reżimowymi dowodził późniejszy Prezydent III RP – Wojciech Jaruzelski. Byłem bezgranicznie naiwny sądząc, że ten tekst zostanie kiedykolwiek doceniony przez reżimową krytykę literacką, a nawet jak się okazało, że kiedykolwiek zostanie wydany. Musiałby się z miejsca stać biblią wszystkich polskich kontestatorów. Ta powieść to bowiem dokładnie antyteza Popiołu i diamentu Jerzego Andrzejewskiego, spopularyzowanego tak świetnie z przyklaskiem reżimu komunistycznego, przez Andrzeja Wajdę (fantastyczny talent reżyserski, jak i pisarski Andrzejewskiego – obydwa oddane w służbę PRLu, wykorzystywane do wentylacji społecznych nastrojów, ale obosieczne, bo te nastroje również w części wzburzyły).
Ta powieść pokazuje sytuację 25 lat po „bezsensownej” śmierci ZAMACHOWCA, zabójcy „poczciwego” sekretarza PPR Szczuki, Maćka Chełmickiego z AK (fantastyczna rola Zbigniewa Cybulskiego, który ostatecznie wybrał jednak „śmierć buntownika” – w życiu realnym i stał się legendą, mitem PRLu). Pokazuje ona sytuację uśmierconego, spacyfikowanego pokolenia Maćka Chełmickiego, pokolenia rodziców Dzieci Kwiatów, którzy sprzedali się reżimowi na ten czy inny sposób, i pokazuje przede wszystkim jednak nowe pokolenie – samych Dzieci Kwiatów, które jeszcze raz, choć zindoktrynowane i na wpółślepe w meandrach propagandy komunistycznej, jeszcze raz „niczego nienauczone doświadczeniem Ojców” woli wybrać śmierć niż kompromis z Władcami Najweselszego Baraku w Obozie Socjalistycznym. Wesoły nie wesoły, ale śmierć w nim zbierała realne żniwo.



Fajny portrecik nawet dali (1986)
A jednak znaleźli się w tamtej Polsce PRL-owskiej ludzie, którzy zdecydowali się wydrukować „bezpieczne” fragmenty, tej nieprzyswajalnej dla kultury PRL nawet pod koniec jej istnienia, książki w czasopiśmie Literatura, a potem nawet nagrać 30 0dcinków czytanych w ramach „odwilży” w 1986 roku w Polskim Radio Program III – 2 razy dziennie po 10 minut do dnia 31 sierpnia tego roku. Program III choć pełnił przede wszystkim z woli PZPR rolę wentyla dla nastrojów społecznych(publikując to i owo, nadając takie i owakie kontestacyjne piosenki rockowe), spełniał jednak jednocześnie rolę informatora społeczeństwa o niektórych zjawiskach, czy działaniach -np. w kulturze – literackiej, muzycznej, teatralnej.

Nasza grupa 1978 (foto: Marek Pawłowski)
Copyright © by Czesław Białczyński
Jalu Kurek
http://z-ne.pl/t,haslo,2693.html
Kurek Jalu, właśc. Franciszek Kurek (27 II 1904 Kraków – 10 XI 1983 Naprawa, poch. w Krakowie). Poeta, powieściopisarz i publicysta. W latach międzywoj. należał do krak. awangardy literackiej. Duża część jego twórczości to opiewanie Krakowa i Tatr (łącznie z Podhalem i góralszczyzną ).
Utwory tatrz. i podh. znajdują się w wielu zbiorach jego wierszy, np. Wiersze wybrane (Kr.1956), Strumień goryczy (Wa.1957), a zwł. Posągi z wiatru (Wa.1966), Wysoka Gierlachowska (Wa.1970), Ludowa lutnia (Wa.1975), Boże mojego serca (Kr.1983) i wreszcie Najkamienniejsze; Wiersze tatrzańskie (Wa. 1984).
Ukazał się duży album fot. wspólnego autorstwa Henryka Hermanowicza i Jalu Kurka: Tatry (Kr. 1988); zdjęcia są Hermanowicza, a cały, dość obfity tekst towarzyszący fotografiom, to fragmenty wierszy i prozy poetyckiej Jalu Kurka.
Z jego tatrz. powieści najważniejsza to Księga Tatr (Wa.1955 i kilka nast. wydań) i jej kontynuacja Księga Tatr wtóra (Kr.1978). W tej dwutomowej księdze fabuła powieściowa jest przeplatana licznymi epizodami niby to z dziejów Zakopanego i Tatr, ale tylko część tych epizodów to fakty hist., a inne to fikcja lit. o pozorach autentycznych wydarzeń. Zresztą sam autor niejednokrotnie oświadczał, że w swej powieści zarówno fakty hist. jak i przytaczane rzekome cytaty dostosowuje dowolnie do własnej koncepcji swego dzieła.
Mimo to wielu czytelników i nawet niektórzy krytycy lit. błędnie uważają Księgę Tatr za rodzaj monografii hist., łączącej materiały dokumentalne z fikcją lit., nawet cytuje się ową powieść jako źródło hist., wbrew intencjom autora.
Lekcja Druga – Gdzie żyjemy oraz o uniwersalizmie Wiary Przyrodzonej Słowian![]()
Czy słyszeliście kiedyś o Robercie Holdstocku? To pisarz, przedstawiciel anglosaskiego nurtu literatury fantasy – tak zwykło się go przedstawiać i tak widzi jego osobę skomercjalizowane, konsumpcyjne społeczeństwo współczesne poprzez swoje media.Przede wszystkim jednak, co w tym wypadku ważne, był Walijczykiem, podobnie jak John Porter – stąd jego szczególne zainteresowanie wierzeniami Celtów (jak i buddysty Portera, bo można być jednocześnie buddystą i wyznawcą Wiary Przyrodzonej).
foto: Duncan Morrison, Natural Resources Canada, Canadian Forest Service
|
Czesław Białczyński |
||
|
|
Copyright © by Czesław Białczyński |
|
|
Październik 2010 Prawdziwa Jesień Spadły mi martwe liście z powiek
Kiedy nienawiść nazwano miłością Cały świat roztopił się i zatonął w krwistym szkarłacie i w żółci
Kiedy czyjąś wypowiedź nazwano zamachem na demokrację Spadły mi liście z powiek Najpierw raz, potem drugi i trzeci… Kiedy przestępstwo zaczęto nazywać roztargnieniem, albo przypadkiem, albo zauroczeniem Spadły mi martwe liście Kiedy zbrodnię nazwano zbiegiem okoliczności Spadły mi liście Przebudziłem się na te dziwne zdarzenia po dwudziestu latach snu Przypomniała mi się Tamta Jesień …Spadały liście Jesień której się dzisiaj nie pamięta, jesień której młodzi pamiętać nie mogą Wolność nazywano wtedy warcholstwem Swobodę wypowiedzi nadużyciem Solidarność zamachem na demokrację Potem jak to po jesieni Z pierwszym śniegiem spadły na ulice czołgi
sępiożarłoczne przeleciały przez martwe miasta
spod gąsienic sypnęło czarnym lodem Kilku robociarzy zabito w strzelaninie Kule spadały z Nieba – jak stwierdził Sąd Najwyższy Kilkadziesiąt osób zamordowano po cichu Kilkaset samo umarło rozjechanych tym Krytycznym Stanem Kilka tysięcy uwięziono sugerując, że mają fajne wakacje Kilkadziesiąt tysięcy wyjechało raz na zawsze Kilkaset tysięcy pogrążyło swoje tęsknoty za wiosną i latem w lekturze bibuły, i w setce czystej, albo …czasami… w niezbyt czystych setkach Kilka milionów zamilkło jak rażone…(prze?) Kilkadziesiąt milionów, po prostu (prze)żyło …jak gdyby nigdy nic Jesień Znowu kogoś zabito? Znowu spadają liście |
|
Czesław Białczyński Prawdziwy wiersz o Jesieni Spadły mi martwe liście z powiek Kiedy nienawiść nazwano miłością Cały świat roztopił się i zatonął w krwistym szkarłacie i w żółci Kiedy czyjąś wypowiedź nazwano zamachem na demokrację Spadły mi liście z powiek Najpierw raz, potem drugi i trzeci… Kiedy przestępstwo zaczęto nazywać roztargnieniem, albo przypadkiem Spadły mi martwe liście Kiedy zbrodnię nazwano zbiegiem okoliczności Spadły mi liście Przebudziłem się na ten fakt po dwudziestu latach milczenia Przypomniała mi się Tamta Jesień Spadały liście Jesień której się dzisiaj nie pamięta, Jesień której młodzi pamiętać nie mogą Wolność nazywano wtedy warcholstwem Swobodę wypowiedzi nadużyciem Solidarność zamachem na demokrację Potem jak to po jesieni Czołgi spadły na ulice z pierwszym śniegiem spod gąsienic sypnęło czarnym lodem Kilka osób zabito w strzelaninie Kilkadziesiąt zamordowano po cichu Kilkaset samo umarło rozjechanych tym ciężkim Stanem Kilka tysięcy uwięziono sugerując, że mają fajne wakacje Kilkadziesiąt tysięcy wyjechało raz na zawsze Kilkaset tysięcy pogrążyło swoje tęsknoty za wiosną i latem w lekturze bibuły i setce czystej Kilka milionów zamilkło jak rażone gromem Kilkadziesiąt milionów po prostu żyło, jak gdyby nigdy nic Jesień Znowu kogoś zabito? Znowu spadają liście |
Spektakl sensacyjno-muzyczny. Opowieść o przyjaźni, poświęceniu, lojalności i odwadze, które zmierzą się ze zdradą, zakłamaniem i żądzą władzy. W tym nowym, oryginalnym spojrzeniu na dzieło Stanisława Pagaczewskiego uczłowieczony Smok Wawelski staje się bohaterem na miarę naszych czasów, a jego pojazd-amfibia… – właśnie, niech to pozostanie zagadką. Awanturnicza historia detektywistyczna pełna jest grozy i humoru. Tajemnicze zniknięcie wielkiego naukowca i bliżej niezidentyfikowane porwanie poprowadzą widzów ku wielkiej wyprawie w nieznane.
Widowisko barwne, dynamiczne i bogate w sceniczne formy wyrazu. Ciekawa plastyka kostiumów, masek i animacji filmowych oraz wykonywana na żywo muzyka nadaje całości fantastyczny wymiar. Ścieżkę muzyczną stanowią utwory zespołu: Globalne Ocieplenie oraz covery i przeróbki przebojów gwiazd takich jak: The Jackson 5, The Doors, Rolling Stones, Pink Floyd, The Beatles czy wreszcie Elvis Presley.
Przedstawienie stanowić będzie wyśmienitą rozrywką dla młodych widzów, którzy dadzą się porwać niezwykłemu rytmowi widowiska. Poruszone w spektaklu, wciąż aktualne, zagadnienia dostarczą wielu powodów do refleksji widzom dorosłym.
Spektakl adresowany do widzów od 9 roku życia po…. nieśmiertelność.
Premiera: 9 października 2010 r.
Pashet’ – Święto ku Czci Niebiańskiej Drogi Bogów obchodzone jak Święto Czarodany raz na wiele lat (co Trzy razy Dziewięć roków, czyli co 27 lat – 1/4 wielkiego kołwieku, bo małe koło wieków 54 lata , a wielkie 108 – tyle ile ogniw w różańcu buddyjskim) . Powyżej ilustracja z jednej z rosyjskich stron rodzimowierczych, związana z tym świętem – niepodpisana nawet inicjałami ani jakimś nickiem. Szkoda bo chętnie zobaczyłbym inne prace tego autora. Ta ma absolutnie magiczną mitologiczną moc, oddaje dobrze ideę splotu świata boskiego z ziemskim oraz ze światem zmarłych przodków – Zaświatem – Nawią (Wela-Ziemia-Zaświaty, Prawia-Jawia-Nawia)
® all rights reserved by Bogumił Znicz
Bogumił Znicz – to polski artysta, grafik, zwolennik allochtonistycznej teorii pochodzenia Słowian, pasjonat – jak sam powiada absolutnie zakręcony – na punkcie kultury dawnych Słowian.
Dekoracja starosłowiańskich pisanek, ich symbolika i znaczenie
Copyright © by Dobrosław Wierzbowski
Ponieważ artykuł Dobrosława Wierzbowskiego o symbolicznych wzorach na słowiańskich pisankach cieszy się olbrzymią popularnością a nigdy nie ukazał się jako wpis – przypominamy go tutaj z racji rocznicy publikacji na naszym blogu (jest też w dalszym ciągu dostępny w kolumnie po prawej – jako strona). W tym czasie przeglądało go bądź czytało ponad 2800 osób, czyli około 8 osób każdego dnia. C.B.
Irańskie motywy słoneczne na Złotej Tarczy Słońca- Sassanid silver plate of a Simorgh (Sēnmurw), 7-8th c. CE (Słoneczny Ptak)
xvar, xvarnah – to po irańsku „słońce” – słowiański bóg słońca Swar, Swarog, jego syn Swarożyc – słoneczny skwar
Wielkanocne pisanki i malowanki na jajach i wydmuszkach mają swoją genezę w starosłowiańskich (przedchrześcijańskich) kultach.