Slopišća ( niem. Schlepzig) mała wieś z bogatą historią

Kiedy za oknami panuje mroźna, zimowa pogoda, oglądam zawsze zdjęcia z moich wiosennych wyjazdów na kajaki na Dolne Łużyce. Od dobrych czterech lat mam w zwyczaju spędzać tam krótki urlop, wiosłując wśród zachwycającej przyrody po zielonej tafli rzeki Sprewy. Zatrzymuję się tradycyjnie w niewielkiej, bo liczącej jedynie 610 mieszkańców, wsi Schlepzig (dolnołuż. Slopišća), gdzie jednak oferta kulturalno-turystyczna jest naprawdę bogata. Ta niewielka wioska posiada bowiem ponad tysiącletnią historię, naznaczoną osadnictwem Serbołużyczan. Wcześniej cała miejscowa ludność miała mówić po dolnołużycku, dzisiaj nie jestem pewna, czy znajdziemy w Schlepzig choćby jedną osobę, władającą tym słowiańskim językiem.









Oglądam telewizję i zastanawiam się, dlaczego nawet w dziedzinie popularnej rozrywki mamy chyba kompleksy wobec pomysłów i umiejętności ludzi „zza granicy”. Znakomita większość programów jest produkowana na licencji m.in. brytyjskiej i amerykańskiej, i to tamtejsze firmy zarabiają na polskich telewidzach i kształtują nasz gust. Nie chodzi mi o to, żebyśmy oglądali tylko i wyłącznie programy polskie. Chodzi o proporcje. Wcześniej wiedziałam, że niektóre programy są produkowane na wzór tych zagranicznych, ale nie miałam pojęcia, że jest ich aż tyle.
źródło: 
