O Pomniku Smoleńskim w Warszawie

Taki pomnik smoleński miałby naprawdę sens uniwersalny, bo to uniwersalny symbol dla Wszystkich Ludzi Wierzących w Istnienie Siły Wyższej. Byłoby tak tylko wtedy, gdyby monument był naprawdę niebotyczną iglicą, a nie skarlałym duchowo wytworem skatoliczonej sztuki – schodkami, które nie prowadzą wyżej niż na trzecie piętro otaczających plac budynków, jak w przypadku pomnika na Placu Piłsudskiego w Warszawie.
Musiałby wybijać się z Chmur niczym Rakieta, a jednocześnie stanowić Schody do Nieba/Niebiańską Drogę Dusz i celować w Gwieździste Niebo, w Jądro Galaktyk.
Niestety, skarlałym po wiekach niewoli kolonialnej, potomkom Wielkich Lechitów z Warszawy, zabrakło rozmachu i wyobraźni.





Warto czasem sobie odświeżyć, a i innym przypomnieć, pieśń napisaną w 1976 roku przez Jana Pietrzaka „ku pokrzepieniu serc” w czasach tlącego się buntu przeciwko zaczynającej gonić w piętkę komunie. Dzisiaj warto jeszcze zwrócić uwagę na niezwykle prawidłowy początek pierwszej zwrotki. Pietrzak wywodzi nasz rodowód od miłych nam słowiańskich władców. I wybaczamy mu, że nie wymienił explicite Ariów, Scytów, Sarmatów i Wandalów. Wystarczy, że wspomniał o stepach.




