
Taki portret solenizantki to rzadkość, bo jest najbardziej nieuchwytną kocicą jaką zna świat.
Nasz prawie już dwuletni wnuczek nazwał ją Kot Którego Nie Ma. Przylgnęło do niej imię Maleństwo albo Malutka, bo faktycznie jest najmniejszym domowitem, czyli członkiem naszej rodziny i mieszkańcem naszego domu. Jak na Maleństwo sporo sobie waży ta nasza kocica, bo lekko ponad 5 kilogramów.

To niesamowita osobowość i inteligencja, wspaniała przyjaciółka. Płeć w wypadku kotów ma takie samo zasadnicze znaczenie jak w wypadku ludzi. Kot a Kocica to coś zupełnie innego. Co tu dużo mówić, Czarka jest po prostu czarująca, a kot Linux jest – jak to facet, nieco sztywniacki, a czasami tak sztywny jak bywa jego koci ogon.
Na początku, gdy zjawiła się w sierpniu 2016 roku, była rzeczywiście maleństwem, dopiero co urodzonym, ale już ciężko doświadczonym przez życie. Zebraliśmy ją wycieńczoną z 30. stopniowego upału, błąkającą się między rowerami i stopami przechodniów, odwodnioną, chorą, prawie umierającą i wycieńczoną. Trzech chłopców przyniosło ją rano z ulicy Dominikanów albo Woronicza i zostawili ją nad potokiem Sudoł, pod domami jednorodzinnymi, na tyłach naszej ulicy, u wejścia do Parku Zaczarowanej Dorożki. Nikt z dziesiątków mijających ją ludzi od rana do wieczora tamtego dnia nie zechciał jej pomóc. Na wieczornym spacerze z naszym już nie żyjącym wspaniałym pieskiem Bolciem (Czarny Bolo) zabraliśmy ją stamtąd.

Czarny Bolo, Bolcio, Bolek – zmarł w grudniu 2016 roku.
Tak Bolcio jak i dwa koty jakie już mieliśmy wtedy – Rudzielec i Linux – od razu ją zaakceptowali i we trójkę jej „matkowali” i „ojcowali”. Czarka bardzo polubiła Bolcia od pierwszego wejrzenia a on przyjął ją z wzajemnością. Bolcio był naprawdę wspaniały i serio myślałem wtedy, że żaden pies mu nie dorówna jeśli idzie o ciepłą i otwartą, przyjazną wszystkim i wszystkiemu, osobowość oraz mądrość. Myliłem się. Feniks (na co dzień Fenio), kolejny bardzo trudny „przypadek” (najtrudniejszy pies po przejściach jakiego wzięliśmy) ze schroniska ma oczywiście zupełnie inny charakter, ale jest równie wspaniały, przyjazny światu i wszelkiemu żywemu stworzeniu. A jeśli chodzi o inteligencję, kontaktowość i „rozmowność” oraz świadomość samego siebie jest niezrównany. Pojawił się w styczniu 2017 roku (po śmierci Bolcia) i od razu stał się dla Czarki naturalnym jego zastępcą, chociaż sam był wtedy zaledwie 2,5 letnim podrostkiem. Nie do wiary, że oboje są już tak długo z nami, a Linux (inaczej Burak – bo bury jest, pasiasty w jeszcze bardziej bure paski na burym tle i przemiły prostaczek z niego) żyje z nami jeszcze dłużej od nich obojga, bo 11 i pół roku (a ma w tej chwili już 15 lat).
Jak napisałem na wstępie Kocica a Kot to zupełnie różne byty. Czarka, odkąd stała się dojrzałą kotką jednym spojrzeniem, albo gestem łapy potrafi osadzić na miejscu tak kota jak i psa. Świat zwierząt tym różni się od ludzkiego, że między zwierzętami nic nie dzieje się na siłę. Relacje ustalone na początku i ład z nich wynikający jest utrzymywany bez zmian, mimo że zwierzęta te dorastają, albo starzeją się i słabną. Rudzielec aż do śmierci był przywódcą stada. Przez kilka miesięcy po tym jak „wyszedł z domu i już nie wrócił” (miał raka szczęki i uśpiliśmy go w sierpniu 2021) czekano, że może się jeszcze pojawi. Dopiero po pół roku kiedy to nie nastąpiło powstał nowy ład.
To ona, najmniejsza (Linux 6,5 kg – Feniks 12 kg) – naprawdę Malutka – dosłownie rządzi w naszym domu. Rządzi, ale też ma mnóstwo miłości w sobie, niewyczerpane zasoby, którymi obdziela wszystkich mimo, że potrafi też trzymać na dystans. Kiedy była naprawdę malutka uwielbiała zasypiać przytulona do Bolcia. Teraz tak samo przytula się do Fenia, ociera się o niego, chociaż jako dorosła kocica jest zdecydowanie osobna. Między Feniem a Czarką nigdy nie było żadnych konfliktów. Kiedy ona chce żeby jej oddał zabawkę to on jej ją oddaje, kiedy położy się przed kocicą smakołyk to inni sięgną po niego dopiero wtedy kiedy ona go dla nich zostawi.
Świat Ludzi mimo, że mają zaspokojone podstawowe potrzeby – tak jak zwierzęta w naszym domu – nie wygląda jednak w ten sposób. Ludzie nieustannie skaczą sobie do gardeł. Miotają się między miłością a nienawiścią, niezależnie od tego ile już posiedli i jak są bogactwem i przeżyciami nasyceni. Bez końca walczą o wyższy status w stadzie.
Niestety to niezbyt budująca refleksja na koniec tego rocznicowego artykuliku o Czarującej Czarce.
Czy rzeczywiście Człowiek musi być Największym Drapieżcą i Niszczycielem jakiego wydała Matka Ziemia?
Wciąż mam nadzieję, że jednak NIE… i że czerpiąc wzór z Serca Świata w dobie Wielkiej Zmiany Ludzie zakopią wreszcie swoje kamienne toporki i bezlitosne drony i zaczną zachowywać się jak przystało na Homo Sapiens. Nie jest to tylko czcza nadzieja?!