Taja 23 – O Dziwnyjuszu-Żarmokszyszu i Żar-zduszcie (fragment – bez skrótów)

Copyright © by Czesław Białczyński

Żar-zdusz, Dziwnyjusz-Żarmokszysz, Drzewo Wyspowiszu, Ryba Kara, Dziewanna i Panowie w Górach Oroli i Mieniów – Kamieniach

Ziemica Burów jest krainą niesłychanie surową, zwłaszcza na samiusieńkiej północy i na dalekim wschodzie. Jej przestrzeń zamyka się w zlewniach i obszarze takich rzek jak Workuta, Peczora, Kara, Ob, Konda, Sośwa, Usa, Kama, Irtysz (Jątrysz, Jirtyż), Meżeń, Wyczegda, Suchona, Unża (Wynża, Węża), Wietługa, Wiatka, Moskwa, Oka, Moksza, Czusowoja i Biełaja. Poszczególne ziemie Burowii dochodzą południowymi krańcami do obszarów w górnym i średnim biegu takich rzek, jak Wołga-Rzwa, Don, Kamienna (Ural, Jajik-Jająt, Okosz), Twierca, Suła, Psioł, Doniec, Sejm czy Danaper, sięgając Budynowskich Stepów. Wschodnie granice – nigdy nie strzeżone i płynne – znajdują oparcie na rzekach za Górami Kamiennymi, nazywanymi także Górami Skołockimi, a w Nowych Czasach znanymi jako Góry Orol-Gorol, a potem Ural, aż po linię wyznaczaną przez Jezioro Orol, Jezioro Bajkał i Jezioro Bałchasz. Tam nachodzą się krańce Królestwa Sis. Dalej na wschód od tychże gór żyją już tylko myśliwi, morsy, wieloryby, białe niedźwiedzie, mamuty, Monżgołowie, Kitaje i inne Żółte Ludy.

Głównymi plemionami tej ziemi byli Czarnosiermiężni, Turowie, Burowie Wielcy, Mieniowie i Orole-Gorole – z Gór Kamiennych, Słowienowie z dorzecza górnej Wołgi, Kostromcy, Sporowie, Wołgchwowie, Isepdonowie, Ispolinowie, Spitowie-Spisowie, Szyszowie (Jątowie), Mokszyszacy i Mężożercy, a także Harowie znad Orolu. Na koniec zaś siedzą, Bajanie znad Bajkału i Bujanie znad Bałchaszu, niejako poza obszarem Ziemi Burów, ale jakby na burowijskich wyspach zanurzonych w nicości Siewierzy.

Pomiędzy Burami zamieszkiwali też ludzie z różnych plemion Fenów i Ugrów, czy Ugro-Turkutów; takich jak Fenowie i Ugrowie Biali, Guniowie Biali i Czarni (Guńgarzy znani Romajom, jako Hunowie), Bułgarowie i Wołgarowie, Mordwini, Samojedowie, Zyrianie, Czeremisi czy Wogółowie, ale także i swojacy z innych ludów nieburskich, czyli nieburscy Sistanie: Słowianie, Istowie i Skołoci.

Były to między innymi tak srogie plemiona, jak Panowie z Nurów – zamieszkujący w Górach Kamiennych (w ich środkowej części, nazywanej Górami Panów), Drakowie z Dachów, których mienią tu Tuńdrakami – żyjący na samym brzegu Morza Kary (czyli Morza Ukora zwanego też Morzem Prowów), Ojcowie i Osiowie a także Bierygowie-Ryjnowie ze Skołotów – w samym obwarze, a potem grodzie, Kamień. Żyło też tutaj jeszcze wiele innych ważnych plemion, które wymieniamy w innym miejscu Księgi Ruty.

Wszyscy oni, jakimi by nie mówili językami i jakie by nie było ich pochodzenie, podlegali władcom Burowii i kniaginom Królestwa Sis.

Ziemia Ludu Burów, jest przebogata w różnorakie skarby, surowa i piękna, otulona dywanem iglastych borów i zasnuta mgłą wieczystej zadumy. Przez większą część roku – całą jesień i zimę oraz przez pół wiosny – przestrzeń bezdroży, ługów i kniei rozpostarta między licznymi rzekami tej krainy, znajduje się w lodowych okowach – ściśnięta Kleszczami Mora i skuta jego Trestnym Młotem. Okrywa ją wtedy także Biały Całun Królowej Śniegu-Marzanny, przybywającej tutaj często ze swoją świtą z Krainy Morowej. W tym czasie Swarożyc z Tarczą-Słońcem prawie się tu nie pokazuje, a dni bywają krótkie jak mgnienie, lub nie ma ich wcale. Często za to, o wiele częściej niż gdziekolwiek i kiedykolwiek, można w Burowii spotkać wtedy Zorzę, spacerującą samotnie po niebiosach i po Tajchu. Podczas gdy ona przesnuwa się po nieboskłonach na ziemi panuje zupełna cisza, łamana tylko trzaskaniem mrozu i skrzypieniem śniegu pod kopytami renów, czy łapami niedźwiedzi i białych tygrysów.

Wiosną topniejące lody przemieniają olbrzymie połacie łąk tuńdrackich w nieprzebyte bagna, jesienią zimne deszcze morzą roślinność i uprzykrzają byt temu co żywe. Za to w czasie krótkiego lata, pola i lasy okrywają się barwnym jak Baja dywanem kwiatów, a w weń wydziela się bukiet zapachów, jakich próżno szukać gdzie indziej po świecie. Nie ma tu wtedy przystępu Bodniak ze swoimi Nocnicami, a Słońce nigdy nie zachodzi.

Trudne warunki żywota panujące w Czarnej Ziemi, sprawiają, że zapełniają ją nieliczne plemiona ludzkie, wyjątkowo dobrze przystosowana zwierzyna oraz niespotykana w innych miejscach Ziemi roślinność.

Przez ową niedostępność zapewne, upodobały sobie Burowię zastępy boskie i przeróżne inożne stworzenia, rodem prosto z Niw Weli, Nawi Zaświatów i ze Skrzystego Nieba. W tej skromnej i cichej krainie bywają dni, że wielu Bogów naraz nawiedza liczne ciche przybytki przyrody, czyniąc w nich ścisk i gwar. Najczęściej wtedy przechadzają się oni grupami po okolicy, pomiędzy świerczyną a kaliną, omawiając w zakątkach Tajchu ważne boskie sprawy. Przysiadają też dla wypoczynku w tuńdrackich ługach, pławią się w ozdrowieńczych mroźnych wodach Obu i Peczory, lub po prostu bawią się i ucztują na śródgórskich polanach, w towarzystwie boginek, bogunów i swoich skrzystych zwierzyńców.

Daleko na siewiernym wstoku, inaczej mówiąc na północnym wschodzie, tam gdzie Ziemia dotyka Nieba i Bram Weli, łącząc się, poprzez objętą we władanie przez Mora i Marzannę Krainę Lodu, z Założą i Otchłanią Zaświatów (czyli Nawiami Welańskimi), miała Dziewanna razem z Rodżaną-Przyrodą swoje Święte Drzewo.

Co ciekawe, nie był to wcale Święty Brzęk (Jarząb-Brekinia), ani Święta Jarzębina, czego by się można po Dziwieniach spodziewać, ni Święty Buk, ani też Grab, jakby można sądzić po Rodach. Drzewo to zwało się Wisz Wyspowy – Wyspowisz, jako że rosło tylko na jednym isepie-ostrowiu nazywanym – Wyspa. Wyspa zaś leżała u stóp góry Kara, z której spływały wody ze źródła nazywanego Orwdą, albo Orowodą, tworząc dookoła szeroką jak morze rzekę Rangę-Ranię, inaczej mienioną też Rzeką Workutą, albo Morzem Wrotkutą, lub też Worukuszą, albo również Morzem Kary[i].

Górę Kara, zależnie od pamięci różnych plemion a także od ich języka nazywano też Harą Kara, Hare Hare, Hara Krysznia, Hara Berezaiti, Hora Brezati, Hora Brzozowa, Góra Brzeżna. Te wszystkie nazwania brały się z zapamiętanych jako najważniejsze, różnych wydarzeń związanych z ową – najważniejszą dla ziemskiego, a może i całego Świata górą. Różne gromady kapłów i różne kapiszty Wiary Przyrody różne z owych wydarzeń czy też przymiotów Góry uważały za najważniejsze – stąd tyle jej nazw.

Jedni prawili że owo drzewo Wyspowisz to była brzoza i dlatego górę zwano Brzozową, inni podają, że jej nazwa nie bierze się od owej najpierwszej na świecie Brzozy Wiszącej – Wyspo-wiszu lecz, że jest to Góra Brzeżna stanowiąca brzeg wszystkich Trzech Światów – Niebieskiego, Ziemskiego i Zaświatów. Burowie podawali, że na tej górze narodził się i z niej zszedł na świat boski Kryszeń i nazywali ją Górą Krysznia – Hare Kryszna. Persowie powiadali o tej leżącej na północnym zachodzie białej górze – Hara Berezaiti[ii] co niektórzy tłumaczyli jako Wysoka Strażniczka – bo haraiti znaczy po presku to samo co  po skołocko-słowiańsku: hroniti – chronić, strażować, bronić (stąd miano plemienia Harów – Strażników Grobów Królewskich – Ochronów).

Owa Wrotkuta, Workuta, Worukusza, Wortkosza, lub Kara, jak powiadają mędrcy i wiedunowie, może być tym samym morzem po ziemskiej stronie, co po stronie Weli jest Morze Morów w Założy, otaczające Trzydziewięcioisepie i Ostrów Bujan – może być  zwierciadlanym odbiciem tamtego morza.

Nazwa tego miejsca bierze się – według wołchwów Wołgów-Rzwieni, Ojców-Osiów, Sisaków-Szyszaków, Wogółów i Bierygów-Ryjnów – stąd, że stanowi ono Wrota Pokutne, dla tych którzy wracają do żywota ziemskiego z Założy, w której pokutują za swoje ziemskie uczynki. Nazwa ta znaczy także to, że są owe Wrota Kute w lodzie i śniegu, oraz że żywot skuty przez Welesów i Mora, przez owe wrota wraca do Bogiń Żywota: Rodżany-Przyrody i Dziewanny. Miano Wortkosza nosi w sobie także znaczenie odmiany doli i bytu, czyli dokonującego się tutaj odwrotu kosza (przypadkowego losu), od stanu śmierci założnej – przykucia do Założy i kutania się – czyli kręcenia się (okręcania, błąkania) po Nawiach Weli, do stanu żywota ziemskiego i na odwyrt – stąd dusze do niedawna jeszcze żywych wchodzą w świat umarłych. Tu znajdują się Wrota dla Kutów-Skuszenów, to znaczy tych którzy popełnili skuty (błędy) skuszeni, to jest pojmani przez Kosza-Kusza, Kusego – czyli przez Przepląta, przeciw bogom, albo skuli się przez własną pomyłkę. Przez te błędy trafili oni w Zaświaty, ale otrzymali taki wyrok w Komorze Sowiego przy Moście Czynwątu i Prawątu, że mogą jednak po pobycie w Krainie Śmierci i po odbytej pokucie wrócić do żywota w kolejnym wcieleniu.

Wołchwowie plemienia Wołgów-Rzwieni powiadają też, że po złamaniu Drzewa Ziemi i zrujnowaniu Góry Trzygław wcale nie skończyło się tak, iż Ziemia została całkiem pozbawiona jakiejkolwiek podpory Nieba. W zamian za Trzygłów i Ósicę, w Górach Kamiennych, na samej ich północy, wyrosła wtedy Góra Kara, która chyżo wspięła się do Niebiosów.

Z wierzchołka Kary, owej nowej Jasnej Góry Ziemi, wytrysło zaraz na znak zgody Swątowej dla działania świętego przybytku, źródło żywej wody. I tak spłynęła w dół białopiennymi wodospadami Orwda-Orowoda. U stóp Kary, gdzie Orowoda utworzyła banior, wyrosło natychmiast Drzewo Dziewanny i Rodżany-Przyrody – Wyspowisz-Dzieworód.

Na wierszyczku tejże Kary Kamiennej – powiadają zwiastuni Wielkich Burów i Bierygów-Ryjnów – trzyma się do dzisiaj Kamienne Niebo, Orowoda zaś niesie w swych wełnach boską chwałę, czyli ist boski wzmocniony boskim koszem, wiergiem i zrębem-źrzebem. Ten ist nazywali Czarnosiermiężni chwareną, albo chwaleną. Przez nią, przez chwarenę-chwalenę, wody Orowody mają wielką moc uzdrawiania, przywracania sił, odmładzania, leczenia ułomności, a nawet pozwalają wrócić życie zmarłemu.

Orowoda po spłynięciu całkiem w dół, owija się wielkim wirem wokół Wyspy i broni do niej dostępu swoim wężowym oplotem. Ten Wir-Rzekę, rozlaną po płaskim przestworze, zwą właśnie Rangą (Wogółowie), Ranią (Panowie), Granią (Osiowie i Orowie), Granikiem (Szyszacy-Spisowie), albo rzeką Workutą (Ryjnowie-Ryjowie-Rynowie), czy Rzeką Wrotną (Mieniowie z Kamienia, znad Mienia-Menu i znad Ilmienia), lecz wszy Sistanie określają ją najczęściej tym pierwszym nazwaniem. Rangą nazywają ją dlatego, że wielka jest waga dla Świata owej zapory broniącej górę przed wszelkimi śmiałkami. Także zwą ją Ranią gdyż leczy wszelkie rany, Granią i Granikiem z tego powodu, bo poza jej granice nikt ze zwykłych  ludzi wejść nie może, a to ponieważ tam się zaczyna już świat boski.

Dopiero tam, gdzie Orowoda ściera się z Morzem Wrotkoszą, czyli z mocami Morów, tam gdzie, w dzikich wirach i pianach z wodami słonemi owego morza, mierzy się i łączy, traci swoje cudowne właściwości, stając się zwyczajną, morską wodą. Dzieje się tak zaś, z powodu ich odwrotnego działania – śmiertelnego – dowiedzionego nie jeden raz przez Mora (choćby na Zagonie Równi).

Jak widać góra, źródło i rzeka są zupełnie niezwykłe. Drzewo Wyspowisz także nie jest drzewem zwyczajnym, ponieważ rosną na nim nasiona wszystkich roślin świata, gnieżdżą się też zalężnie wszystkiej wszechświatowej zwierzyny. Drzewo to jest przechowiskiem wszej żywej istności, jedynym zbiornikiem zaródzi w całym Bożym Świecie.

Jak powszechnie wiadomo zaródzie pod postacią złyródzi, bądź dobrudzi, albo też i zwykłoci spotkać można w przeróżnych miejscach Weli, ale najwięcej w Górach Czarnobilskich, blisko Kłódzi Swątowej. Drzewo Wyspowisz nosi na swoich gałęziach, niczym łódź ratunkowa Wszego Świata, po dwie pary dzieworódne każdego rodzaju żywej istności. Po lewej jej stronie rosną pary złyródne a po prawej dobródne. Gdyby którą parę zerwać, to na jej miejsce po jakimś czasie odrośnie taka sama. Owo drzewo jest po stokroć ważniejsze niż wszystkie drzewa Ziemi razem wzięte dlatego, że z niego każdy byt żywy ziemski, gdyby wszędy wyginął, jest do odtworzenia.

Karna-Ukor (czyli Prawota-Prawic) bardzo był niezadowolony, że w ogóle w jakimkolwiek miejscu Ziemi zostało posadowione tak ważne drzewo i prosił obie boginie od samego początku świata, żeby przydzieliły drzewu specjalne straże. One jednak lekkomyślnie odkładały sprawę i nie śpieszyły się do tego. Posłały pod Drzewo do jego pilnowania Skrzystego Tura Kara i Skrzystego Jelenia Cudożara. Potem posłano tam także Siedem Czarnych Psów i Węża Opląta, który owinął się wokół pnia.

Nie mogąc sobie znaleźć z niepokoju miejsca i nie śpiąc po nocach ze strachu o byt owego drzewa, jeszcze zanim na Świecie pojawili się ludzie, zaprosił Ukor boginie na przyjęcie do siebie.

Poczęstował je po królewsku jadłem i napitkiem, a pomiędzy tymi smakołykami i słodkimi łakociami podał im łyk napoju makowego, który dostał od Matki Mokoszy. Gdy Rodżana i Dziewanna były już mocno odurzone podstępnie obciął im po małym palcu u prawej nogi. Uczynił to tak sprytnie i bezboleśnie, że zajęte wcinaniem słodkości boginie nawet nie zauważyły ubytku.

Następnie Prawic obciął także sobie samemu mały palec u prawej stopy. Trzy obcięte palce zawiązał sznurkiem splecionym ze ździebeł ruty i zawinął w liść łopianu, który jak wiadomo ma cudowną moc przechowywania rzeczy w świeżości. Następnie zanurzył to wszystko w źródle Orowody.

Z trzech palców boskich, liścia łopucha i plecionki wieńca rucianego narodziła się olbrzymia Ryba Kara, tchnięta ku życiu chwareną Orowody. Ryba natychmiast spłynęła w nurty Rangi-Rani, a potem do otaczających Rangę-Granię wirów Morza Wortkoszy. Kara spływając z wodami przepojonymi chwareną rosła coraz bardziej, aż kiedy dotarła do Morza Wortkoszy zrobiła się olbrzymia. Ryba Kara okazała się wielce karną i prawą Strażniczką Wyspy, Wyspowiszu, Rangi, Góry Kary i Orowody.

 

Szumanowie (szeptacze-rzekacze) ze świątyni Śwista z plemienia Szyszów powiadają, że te wszystkie rzeczy leżą po prostu po drugiej stronie Nieba, na Weli, w Założy, w Trzydziewięcioisepiu. To tam Ryba Kara pilnowała Morza Worukaszy (Wrotkoszy, Wrotkuty), Rzeki Rangi-Ryni wijącej się wokół wszystkich dwudziestu siedmiu wysp Trzydziewięcioisepia, a w tym tej najbardziej środkowej wyspy i najważniejszej – Ostrowia Bujan. Według nich, to z gleby Bujanu wyrasta owo cudowne drzewo Wyspowiszu. Pilnowało go Siedem Czarnych Psów, Skrzysty Jeleń, Skrzysty Tur i wąż Opląt. Na drzewie zaś wiszą zarodki wszystkich bytów żywych – Zróstów, Zwierzów i Zerywanów. Są to zarodki, które przeszły całą swoją drogę welańską i czekają już tylko na powtórne narodziny na świat ziemski. Stąd one wracają Wrotami, czyli jedną z Bram Weli na Ziemię.

 

Pozostałe kapiszty i kąciny oraz wszystkie inne gromady kapłańskie powiadają jednak, że to w Górach Kamiennych znajdował się i znajduje cały ów cudowny przybytek boski.

 

Według kapiszt burskich  i serbomazowskich tam także, w Górach Kamiennych, narodził się Żar-zdusz, później zwany Zorianem, twórca nowej Wiary Zoriańskiej z Bogotroji. Narodził się na jugu owych Gór, tam gdzie wypływa z nich Rzeka Kamienna i podąża jeszcze dalej na południe, do Morza Kosza. A działo się to w roku 171 Starych Czasów Nowej Koliby.

Tam to Mieniowie wznieśli obwar. Gdy przybył tutaj ze swoimi Ojcami, Oścami i Osiami Ojciec II z rodu Ojców, obwar ów zamieszkali z nimi wspólnie także Mieniowie i Bierygowie-Ryjnowie. Później przybyli też Spitowie-Spisowie i wszyscy oni pospołu pobudowali gród kamienny – Kamień. Tym sposobem plemiona budynowskie i skołockie objęły we władanie ów całkiem południowy kraniec Ziemicy Burowii.

W środkowym paśmie Gór Kamiennych posadowili się Panowie, którzy tu przyszli znad Wisły. Widząc ze swej boskiej wysokości owych rosłych wojowników, Panów, postanowił Prawic-Ukor, wciąż nękany lękami, uczynić z nich Strażników Kary. Dobrze zrobił. Nie mógł wybrać lepiej, jako że Panowie pochodzili z Ludu Nurusów, ludu powstałego ze zjednoczenia Nurów i Budynów, ludu z przyrodzenia strażniczego, ludu Tartaru i Styksu, ludu który miał być, był i jest – Duszą Królestwa Sis, czyli jego Bijącym Sercem i Czystym Duchem.

Wziął Ukor ze sobą Rodżanę-Przyrodę i Dziewannę i zstąpili z Niebios w górskie polany Gór Panów, gdzie nawiedzili owo dzielne plemię. Przysięgali Panowie na Welesa, że strażować będą i upilnują Karę – Rybę, Rzekę, Morze i Górę.

Jednak w tym samym dokładnie czasie kiedy w Kamieniu rodził się Żar-zdusz, w Dachii Naddunajskiej, w Dawii, w Warze, w Tyrsie, dorastał a potem dojrzewał, zrodzony trzydzieści godów wcześniej w Serbomazogetuzie Dziwnyjusz-Żarmokszysz. I nie było dane Panom dotrzymać przysięgi.

A było to tak. Żarmokszysz miał wielkie miarunki wobec świata. Chciał – jak niejeden przed nim – ni mniej, ni więcej, tylko zostać bogiem.

 

Odraccy kapłani znad Odry, a potem Draccy znad Dunaju i Tuńdraccy znad Workuty zwani Skistami znani są z tego, że czynią wszystko by nabyć mocy boskich, nie po to, aby stać się bogami, lecz by bogowie przemówili do nich bezpośrednio ze swych wyżyn, widząc w nich istoty godne, którym warto udzielić wiedzy, olśnienia i objaśnienia rzeczy istności.

Jak to czynią? Na wiele sposobów. Wśród nich jest ten że, nie jedzą żadnego mięsa, a z pokarmów pochodzenia zwierzęcego używają jedynie mleka i pszczelego miodu. Czynią to także w ten sposób, że w pewnej chwili żywota wstrzymują się zupełnie od obcowania płciowego, czy to z kobietami czy na jakąkolwiek inną modłę i gromadzą tym sposobem niezmierzoną moc w swych trzewiach. Czynią to także pijąc jedynie świętą wodę przez czterdzieści i cztery dni – nic wtedy nie jedzą, z nikim nie rozmawiają – jedynie nasłuchują boskiego głosu. Czynią to też, na przykład, używając wonnych patyków ukręconych sprytnym sposobem ze sproszkowanych makowin, konopi, bielunia i innych tajemnych roślin, które to patyki palą by wydzielały mnóstwo wonnego dymu, który oni wdychają okryci kapami, po czym odlatują ku niebu jako ptaki, lub przemieniają się w wilki, albo inne potężne zwierzęta – reny, niedźwiedzie, tygrysy, lub w inogi, ku którym bogowie chętniej się skłaniają, i którym ofiarowują swoją wiedzę łatwiej, niż ludziom. Rzeczy te nazywają kładzidłem, a czynność kładzeniem, uroczystość zaś kładem.

Czynią to także na przykład przebiegając boso po ogniu, przyjmując na wiele godzin dziwaczne pozycje, albo nieustannie przez dzień i noc tańcząc w Świętym Kole, czyli oddając się tanom, albo śpiewając przez wiele dni i wystukując zmienne rytmy na przyrządach do gędźby – świętego grania.

Ich nazwanie Skistowie ma dwa znaczenia – jedno dla pospolitych ludzi którzy myślą, że ich tym nazwaniem poniżają. Drugie dla tych co ich czczą, podziwiają i mają za świętych, a chcą ich owym mianem wywyższyć. Ich miano nie jest, samo w sobie, ani poniżające, ani wywyższające.

Wojowie, bogatyrowie, kniaziowie, rządcy, głowy rodów, inne gromady kapłanów, którzy wszyscy uprawiają czary tajemne, krwawe ofiary i wojnę, mają skistów za niegodnych. Także myśliwi i zbieracze borowi, hodowcy zwierząt a nawet zwykli chłopi, którzy potrafią ubić zwierzynę i ją oprawić uważają ich za niegodnych – skisłych. Jako że ci wszyscy za niegodne męża mają: uchylanie się od prac męskich, zachowania kobiece, stronienie od męskich przyjemności, więc wszystko co tamci robią oni mają za takie właśnie – skisłe, niegodne i tak ich nazywają, jako za życia skisłych i sflaczałych.

Inni, którzy ich mają za świętych i bliskich bogom przez to właśnie jak żyją i co czynią, nazywają ich skistami dlatego (jak i oni sami o sobie mniemają), że pochodzą wprost od Kiści Owocującej Wierszby, chociaż nikt nie słyszał o żadnej nowej urwanej Kiści Drzewa Drzew jak tylko o tych, które były. Albo, że pochodzą od specjalnej Kiści Wyspowiszu – a to jest możliwe.

Takim właśnie kapłanem – skistem był Żarmokszysz, który zdawałoby się nigdy nie ukrzywdziłby żadnej zwierzyny, nawet uprzykrzonej muchy. Był skistem, lecz nigdy w duszy nie czuł jako skist, tylko na sposób Bierły, Widnura i innych wielkich władców. Swoją plugawą myślą sięgał jednak znacznie dalej niż oni i jeszcze wyżej mierzył – tam dokładnie, gdzie próbował sięgnąć Kościej Bezśmiertny, tam gdzie sięgał Sowicźrzał.

Skistowie z dachijskich kącin zwłaszcza ze świątyni Sołów w Serbomazogetuzie, powiadają jednak, że Żarmokszysz miał prawdziwie boskie korzenie. Boskie to znaczy podobne jak Trzy Siostry z Tyrsu, założycielki plemienia Mazonek – po obu stronach ich rodzicami byli bogowie bądź bogunowie, nie były więc one, jak królowie i inni bogatyrsowie, na pół boskiego pochodzenia lecz pełnej boskiej krwi, która uległa uśmiertelnieniu. Tak samo miało być z Żarmokszyszem.

Dokładnie nie wiadomo od kogo pochodził, ale choć powiadano o tym różnie, za każdym razem wymieniano pośród jego rodziców ważnych bogów i bogunki. A najpoważniejszymi z jego rodzicieli mieli być sama Korosieja i Władca Zaświatów – Weles. Korosieję-Korę nazywali też Romaje Persefoną, a była ona inożną córą Dziewanny i Peruna. Miała ona powić Dziwnyjusza nie w Serbomazogetuzie, a w grocie Gortynu na Wyspie Skrycie.

Zatem według jednych pochodził od Peruna lub Swaroga i jakiejś boginki Mokoszów (być może mamuny Śmieli), ci zwali go Żarmokszyszem. Podług drugich wziął się od Kadzimęża i samej Matki Ziemi, ci nazywali go Ziemoksięciem (Ziemolksisem). Trzeci sądzili, że zrodził się z Dziwienia i samej bogini Śmierci – Nyi, ci mienili go Dziwnyjuszem. Czwarci powiadają, że był z krwi Dzieldzieliji z Dziewów i samego Makosza, ci mówią o nim Żalmokszysz. Piąci upierają się, że ma korzenie bardziej pospolite i prostackie, które nachodzą się w nasieniu księcia Kudaja-Kadzimęża i ziemlanocki Ziemieli (Oziminy), albo w iście kupalnika Szaleja i tejże boginki, ci dają mu imię Pijanica-Szalej. Kolejni zaś, już szóści, wykazują, że wywodzi się on od Mąda Kosza, szyszymory Szyszy i od którejś ze swarek bogunek Swaroga – chyba Żary, więc zwą go Żarmądszyszem. Wreszcie ostatni już siódmi, powiadają, że jego matką jest Korosieja a ojcem sam Weles.

Dzieciństwo spędził Dziwnyjusz-Żarmokszysz wśród Odraków i Draków, nad rzeką Nysą, w Górach Nysy i Górach Jasienikach nad Olzą i Morawą, gdzie opiekowały się nim koźlogłowe boginki Mokoszy, Wieszczyce. Część kącin uważa, że to sam Perun ukrywał tam swojego syna (albo wnuka) przed gniewem Perperuny, a nawet że aby go jak najlepiej ukryć, mając świeżo w pamięci mściwość bogini skierowaną ku Czarodanie i jej potomstwu, nadał mu postać kozła. Dopiero gdy zainteresowanie Perperuny synem mamuny Śmieli ustało, odczarował go i nadał mu ponownie ludzki kształt. Kozły są jednak związane z boskim rodem Welesów co wskazuje, że najprawdopodobniej Dziwnyjusz był synem Nyi i Dziwienia, lub Nyi i Peruna, albo Korosieji i Welesa, a znalazł się w Górach Nysy pod opieką koźlogłowych bogunów welesożarów, albo kapłanek w kozich maskach – z kąciny bogini Nyi. Równie dobrze mogły się nim jednak opiekować kozionogie kąpielniki – bogunowie Dziwienia, którego także posądza się o ojcostwo Dziwnyjusza, czasami przydając tu za matkę samą Dzieldzieliję (Dzidzilelę) – Boginię Poronień, Zazdrości i Złej Miłości.

Z Gór Nysy udał się Dziwnyjusz do Draków nad Swratkę, Igławę i Świtawę a potem do  Odrysów nad Dunaj. By stać się wielkim musiał czymś Żarmądszysz-Dziwnyjusz między swoim ludem dachijskim zasłynąć. By stać się znanym, słuchanym i poważanym odbywał liczne podróże lądem i morzem do wyroczni i świątyń w odległych krańcach ziemi. Szedł w tym za przykładem Widnura, Bierły i Radomudry. Dlatego jako młodzieniec powędrował wpierw do Rodomachaji, gdzie spędził dłuższy czas słuchając pokrętnych mędrców. Potem udał się na południe do Mlekomediru, gdzie zapoznawał się z obrzędami tajemnymi czarnego porządku, ku czci Przepląta Kosza wcielonego w postać Koszerysa. Posiadłszy tę ciemną wiedzę, a z nią pewność, iż musi dokonać ważkiej zdobyczy, wyruszył na północ, do Gór Kamiennych.

Powiadają wiedunowie gąccy, draccy, dawscy, kałużyńscy, karyjscy, pawiolęgońscy, mynżyjscy i kącińscy, że tam, w Górach Kamiennych, gdzie przebywał przez trzy lata, wstąpił na wierzchołek Góry i przez Jaskinię do Zaświatów. Górę i jaskinię nazywają imieniem Kosza, także rzekę Kamienną nazywają inaczej Okoszem lub Jaikiem. Miejsce to może również znajdować się w północnym położeniu jako, że jak wiemy, nazwy Kara, Workuta i Wrotkosza stosowane były wymiennie w związku ze świętym przybytkiem na Górze Kary. Czasami ową koszą jaskinię określają też wiedunowie mianem Koga, co oznacza kosz szczególnie pękaty i wielki, albo Kagan, czyli naczynie na święty ogień wiedzy.

W istocie zatem można domniemywać, że tak właśnie było, iż zstąpił w Podziemie do Kogi-Kaganu na Górze Kosza, po to żeby się zbliżyć do bogów i zmarłych, ponieważ tutaj, w obwarze Kamień, poszedł Żarmokszysz na nauki do ojca Żar-zdusza, kapły świątyni Bożeboga, samego Burusza – mienionego też Burym Jeźdźcem (Bur-Aspanem, Bur-Waćpanem, Buraspą)[iii], z rodu kapłańskiego Spitów. Tenże Spita Bur-Waćpan wtajemniczył go w obrzędy prowadzące do Bram Welańskich, za Granik, na szczyt Jasnej Góry. Wtajemniczył go także w obrzędy związane z Bitwą Bożeboga z Badnyjakiem, czyli Czarnej i Białej Bożej Krowy-Światła. Te dwie zaś Krowy są wszak wcieleniem Bogini Ukrytej – Swątlnicy. Tutaj Dziwnyjusz rozpoczął budowę łodzi, którą okrył czarem Koszerysa poznanym w jego świątyniach w Mlekomedirze.

 

Samo wtajemniczenie nie byłoby niczym dobrym ani złym, gdyby nie miarunki przyświecające Dziwnyjuszowi. Upatrzył on sobie bowiem za cel Drzewo Wyspowiszu, a z tego drzewa zamierzał zdobyć nasiona roślin, których jeszcze wtedy na ziemskim padole nie było. Aby tego dokonać musiał dopuścić się przekupstwa, oszustwa, popełnić zbrodnię i dokonać świętokradztwa. Sam zaś nie był w stanie wszystkiego zrobić, a zwłaszcza jednego – wywieść w pole i oszukać Panów – Strażników Ryby Kary. To mógł zrobić tylko wtajemniczony człowiek z plemienia Spisaków, kapłan z rodu Spitów, któremu Panowie ufali – a był nim Burusz-Burwaćpan.

Raz w miesiącu na nowiu Księżyca Panowie zbierali się wszyscy u stoku Gór nad brzegiem Wortkuszy i odbywali z Buruszem oczyszczające praktyki: obmywania, umartwiania ciała oraz nieustające trzydniowe modły śpiewne, gądźbę i tany. To wszystko prowadziło Panów na duchowe wyżyny, blisko wierzchołka Góry Kary, na drugą stronę Wortkuszy, w pobliże Ryby Kary i  Drzewa Wyspowiszu na Wyspie.

Któregoś razu, w trzecim roku pobytu Dziwnyjusza w Jaskini Góry Kosza i jego nauk w Górach Kamiennych, Burusz-Burwaćpan, jak zwykle przybył do obozowiska Panów i razem przystąpili do świętych obrządków. Wszystko odbywało się zwyczajnie, aż przyszło do modłów. Zanim do onych wtajemniczeń przystąpili, kapłan podał do picia każdemu z Panów, jak zwykle, garniec wody orodowodzkiej. Tym, razem jednak woda ta została zmieszana z wodą ognistą w taki sposób, że więcej było tej drugiej niż pierwszej. Działanie owej mieszanki wzmocniono dodatkowo tajemnym odwarem. Nim jeszcze modły się rozpoczęły Panowie posnęli jak jeden mąż i to snem iście kamiennym.

Wtedy pojawił się Dziwnyjusz. Korzystając z ich uśpienia Burusz i Dziwnyjusz przyciągnęli na brzeg ukrytą czarowną łódź Dziwnyjusza i wypłynęli na morze. Ryba Kara zauważyła łódź i zamierzała ją roztrzaskać. Kiedy się tylko do niej zbliżyła dosięgły ją jednak zatrute strzały Dziwnyjusza. A skąd wiedział Dziwnyjusz jakiej trucizny użyć przeciw Rybie Karze? Od Burusza-Burwaćpana (Burwaśpy).

Długo walczyła Ryba Kara aż utraciła czucie w członkach, a trzynasta strzała, która trafiła ją w oko, zakończyła jej żywot, wsączając śmiertelny jad do jej głowy. Gdy jad dotarł do mózgu rozsadził go i Ryba Kara rozpadła się na tysiąc kawałków. Tak narodziły się Wielkie Ryby czyli Wieloryby (wielkie – olbrzymie, powstałe z wielu – tysiąca kawałków Kary – ryby świętej, także ryby święte  – welne, jako była Kara).

Korzystając z ciemności Dziwnyjusz i Burusz dotarli najpierw do Wyspy, a potem do drzewa na niej. Wpierw wspólnie pokonali strzegącego drzewa Jelenia i Tura ogłuszając każde ze zwierząt ciosem maczugi. Następnie obezwładnili Psy podkładając im zatrute mięso. Psy posnęły, lecz następnego dnia obudził się z nich tylko jeden – Czartoryk, a reszta przebudziła się dopiero trzy dni później. Na koniec Dziwnyjusz własnoręcznie przydusił węża Opląta tak, że zawiązał jego ciało w węzły. Opląt przez trzy dni łapał z powrotem dech a czwartego dnia dopiero wróciła do jego ciała dusza, a potem jeszcze przez tydzień musiał się rozplątywać z więzów.

I zerwali z Wyspowiszu-Dzieworódzi sto nasion, a ponieważ zrywali w zupełnej ciemności i poganiał ich strach, zebrali też nasiona ze strony złyródnej. Szybko powrócili do łodzi, a tutaj Dziwnyjusz wygłosił zaklęcia, które mu przekazali ongiś kapłani Koszerysa w Mlekomedirze. Łódź wzniosła się w powietrze zaczarowana i w jedną noc znaleźli się o setki stajań dalej, w obwarze Kamień. Jeszcze przed świtem obaj wyruszyli w dalszą drogę. Tak to dzięki zdradzie Burusza-Bur-waćpana z rodu Spitów i jego pomocnictwu, dzięki zwyrodniałej myśli i zbrodni Dziwnyjusza, mogli teraz bezpiecznie oddalić się z obwaru Kamień nie ścigani przez nikogo.

Już o świcie Prawic-Ukor zauważył co się stało. Przerażony zbudził Dziewannę a ta w gniewie przegnała z Gór Kamiennych nie do końca jeszcze przytomnych Panów, którzy nie rozumieli co się stało. Zstąpiła z niebios i ukazała się im jako olbrzymia Skrzysta Turzyca, która rogami podpierała Niebo. Miotając skry spod kopyt i ciskając z oczu błyskawice przeklęła ich po trzykroć i po trzykroć ich skazała.

Po pierwsze skazała ich na tę hańbę, że zostają wygnani, a tylko ci będą mogli wrócić kiedykolwiek w Góry Panów, którzy odnajdą i zwrócą na Wyspę wszystkie ziarna dzieworodne, za którymi ich drużyna rzuciła się w pogoń.

Po drugie zaś na takie piętno ich skazała, że będą zwani Karopanami, będą się odziewać tylko na czarno i będą wysługiwać się innym plemionom, dopóki choć jeden żywy mężczyzna ze Spisaków, których ścigali w drużynie, pozostanie na Ziemi. Tak Panowie stali się Karopanami.

A trzecia klątwa była taka, że nie znajdą sobie do końca swoich dni spokojnego miejsca do bytowania ci wszyscy Panowie, którzy poszukując ziaren jako jedna drużyna, przepuszczą choćby jedno z nich, a z owego przepuszczonego przyjdzie na świat choćby jedna złyródna roślina lub zwierzę, albo jakikolwiek inny złośliwy byt żywy.

Uchodzić zaś mają z Gór Panów nim nadciągnie Zorza i wzejdzie Słońce.

Rzekłszy im tę klątwę Dziewanna, a raczej Skrzysta Turzyca rozpłynęła się w krwistych obłokach górskiego zarania i wstoku Swarożyca. Jej miejsce zajęła Zorza i wschodzące zza piargów Słońce. Karopanowie ruszyli więc niezwłocznie z Gór Panów na wygnanie.

Tymczasem, gdy Burusz i Dziwnyjusz dzielili się łupem, okazało się, że gdzieś po drodze zgubili jedno dzieworódne nasiono i pozostało im ich 99. Dziwnyjusz, jako ten, który zabił Rybę Karę i wspiął się na Wyspowisz, wziął 63 nasiona, a Burusz 36. Rozeszli się w różne strony. Dziwnyjusz co koń wyskoczy ruszył na południowy zachód ku Dachji Naddunajskiej. Burusz zabrał żonę Dagdę-Piętnę i Żar-zdusza, i wyruszył na południowy wschód, do Bogtocharii i obwaru Bogotroji.

Karopanowie przystąpili do dzieła niemal natychmiast, nie chcąc ani chwili dłużej nosić na sobie hańby, ni piętna, ni klątwy Dziewanny. W obwarze pojawili się Skrzysty Tur, Jeleń i Pies z Góry Kary i Wyspy. Wyjaśnili wciąż nie rozumiejącym istoty zdarzeń Karopanom co tam zaszło. Nigdy Nie Zasypiający Starzec, który pojawił się tego ranka w obwarze powiedział im, iż widział frunącą w powietrzu zaczarowaną łódź, która osiadła opodal Kamienia. Poszli tam i już wiedzieli kto tu w nocy przybył i od razu zniknął. Karopanowie podzielili się na trzy drużyny. Jedna – Pierwsza – została na miejscu, Druga Drużyna poszła śladem Dziwnyjusza, poprowadził ją Tur Kar, a Trzecia Drużyna, wiedziona przez ocalałego Czarnego Psa Czartoryka, poszła za Buruszem.

Tego samego dnia Karopanowie z Pierwszej Drużyny, którzy pozostali w obwarze, wytropili i wymordowali wszystkich Spisaków w Kamieniu i okolicy. Tylko jeden zdołał im ujść na pustynię, o czym nie wiedzieli, a nosił on imię Czajka.

Uciekając zaś, spostrzegł Czajka zaraz za murami obwaru leżące w kałuży napęczniałe ziarno które biło złotym blaskiem. Mimo strachu pochwycił je i schował. Nikomu się do tego nie przyznał. Tenże Czajka dogonił Burusza na pustyni i przekazał mu straszne wieści.

Burusz nie wiedział co począć. Przez całe pół dnia lamentował, a przez drugie pół dnia pluł sobie w brodę, że jego zachłanność stała się przyczyną nieszczęścia całego jego rodu i plemienia.

Uciekinier nie czekał co z tych lamentów Burusza-Burwaćpana wyniknie i popędził samotnie na wschód, byle dalej od strasznych Karopanów.

Nim słońce zaszło, prowadzeni przez Czartoryka Karopanowie z Trzeciej Drużyny dopadli rodzinę Burusza na pustyni. Oboje dorosłych Spisaków zabili na miejscu, a młodego Żar-zdusza zabrali ze sobą. Udało im się też odzyskać wszystkie ziarna zabrane przez Spitę, które zaraz przewieźli z powrotem na Wyspę.

Gorzej poszło Karopanom ścigającym Dziwnyjusza. Ten chcąc opóźnić ich pogoń rozrzucił za siebie w stepy 45 nasion z tego co posiadał. Wyczuł owe nasiona prowadzący ich Tur Kar i nie chciał iść naprzód póki nie wyniuchał ich wszystkich pośród traw i błot. Musieli się zatrzymać na długo. Gdy ponownie ruszyli za zbiegiem okazało się, że ten na drodze dalszej swojej ucieczki ukrył sprytnie, w różnych trudnych miejscach, kolejnych 9 ziaren. Tur Kar znów został powstrzymany, a trwało to wcale nie krócej niż poprzednio. Znalazł jednak również i te ziarna.

W tym czasie Dziwnyjusz dotarł już najpierw do Bierezanów-Bierygów, a potem między swoich Dachów do Serbomazogetuzy i opowiedziawszy im o dziejach wyprawy pokazał posiadane czarodziejskie ziarna. Zostało mu ich tylko dziewięć, ale to wystarczyło. Kiedy nadciągnęli Karopanowie z Drugiej Drużyny doszło do walnej bitwy. Wielu poległo, w tym Tur Kar ugodzony w serce strzałą Dziwnyjusza.

Niedobitki Karopanów z Drugiej Drużyny powróciły czym prędzej do Kamienia i zwrócono 54 ziarna pod Wyspowisz, na Wyspę.

Klątwa jednak nie została zdjęta z żadnej z trzech drużyn Panów. Ci Panowie, którzy ścigali Dziwnyjusza wiedzieli dlaczego tak jest, ale pozostali nie mogli pojąć. Zostali jednak wszyscy wygnani z Gór Panów, z Goroli i Gór Kamiennych.

Zatem odeszli na zachód i południe.

Karpanowie z Pierwszej Drużyny, którzy zostali początkowo w obwarze myśleli, że może jakiś spisacki karzeł ukrył się między dziewczętami. Sprawdzili wszystkie z nich, ale okazało się, że tak nie jest. Dopiero po miesiącu marszu na południowy zachód, przypadkiem, Żar-zdusz się wygadał, że do Burusza, Dagdy-Piętny i do niego dołączył jeszcze jeden uciekinier z Kamienia – Czajka, czy też Czaik, który uszedł na wschód.

Część Karopanów z Pierwszej Drużyny, postawiwszy na swoim czele Złotoskrzystego Jelenia Cudożara, zawróciła więc na wschód. Reszta poszła na południe nie zatrzymując się, i dotarła do Karii.

Ci Karopanowie, którzy popędzili za Czajką-Czaikiem, gonili go długie miesiące. Dotarli bardzo daleko, niemal do samego wschodniego brzegu Wądlądstyku, ale go nie odnaleźli. Zdziesiątkowani trudną wyprawą, pohańbieni i zgnębieni postanowili nie wracać i osiedli niedaleko Plemienia Bajan i Bujanów, nad Jeziorem Bałchasz.

Ci Karopanowie z Pierwszej Drużyny, którzy zostali nad Bałchaszem nigdy nie połączyli się już z Karyjczykami. Za to dotarli do swoich pobratymców w Górach Harów, tyle że dopiero wiele wieków później. Wtedy przywiódł ich tutaj ten sam Złotoskrzysty, Świętowieczysty Jeleń Dziewanny – Cudożar, który przeprowadził ich bezpiecznie przez Don i Mokradła Mazowskie, przez Dniepr i jego rozlewiska, przez Dniestr i rozliczne bagniska Białowieży. Przychodzili nie sami, jako że klątwa działała na nich nadal i byli jeno sługami Guniów.

Guniów zaś znad Orolu wyprowadzał kagan Honor, Najszlachetniejszy ze Szlachetnych, Najuczciwszy z Uczciwych, Najwaleczniejszy z Walecznych, a w ziemice Lądu, jako jednoczycieli i nowych władców Królestwa Sis, królów króli, wprowadzał ich kagantyrs Wonda (Wondyn) i kaganbog Białobier. Romaje mienili go Balamber, ale jego imię znaczyło po prostu Biały Bierło czyli Wielki, tak samo wielki, jak był Bierło I Obarys-Obdzierło, nie mniejszy niż Bierło II Zobiraj-Zober czyli Krak III. Działo się to roku 1170 Nowej Koliby. Razem z nimi przybyli tutaj także prowadzeni przez Świętego Jelenia Cudożara Guńgarowie, Wołgarowie, Bułgarowie i Onogórowie.

Wszystkich ich, tak jak i Ugrów i Magórów, Czeremisów, Huńczułów, Mokszyszaków, Szyszaków i Spiszów nazywa się inaczej Sabirami, albo Siewierzami, czyli Syberyjczykami – Ludźmi Północy, albo Czernią, albo Czarnosiermiężnymi, czyli Ludźmi Krain Wiecznej Nocy.

Jako się rzekło, większa część Pierwszej Drużyny Karopanów nie zawróciła ze swojej drogi na południe wzdłuż wschodniego brzegu Morza Ciemnego. Jak się okazało wkrótce z obydwu odłamów Pierwszej Drużyny zdjęta została ta część klątwy, która ich skazywała na tułaczkę. Jedni założyli kraj Karię na południowo-zachodnim skraju półwyspu Małej Mazji. Drudzy zaś osiedli na stałe w Karpatach – Górach Harów i byli znani jako  Karapanowie (Karopanowie) i Karusowie (Czarnorusowie). Znaczyło to, że chociaż uciekinier ścigany przez Pierwszą Drużynę przeżył i z jego krwi mogło sie odrodzić zdradzieckie plemię Spitów-Spisaków, to z jego ziarna nie wyrosła nigdy żadna złyródź. Nikt z pierwszej drużyny nie mógł jednak nigdy wrócić w Góry Kamienne i nie mogli też oni przestać być Karopanami.

Podobno, jak głoszą kapłani przechowujący pustynną wiedzę kapiszt Harów Uciekły Wielkiego z Pustyni Toka Mahan, Czajka-Czaik ukrył się w Ziemi Kitajów. Dzięki posiadanemu ziarnu z Drzewa Wyspowiszu doszedł tam do wielkich bogactw, odwiedzał dwory książęce i założył liczną rodzinę. Był przyjmowany przez cesarzy wielu kitajskich krajów. Roślina, która wyrosła z jego ziarna to była Herbata. To dzięki jej tajemnej uprawie tak dobrze mu się wiodło. Stała się ona ulubionym napojem cesarzy a potem wielmożów kitajskich i królów Monżgołów. Jej uprawa długo była okryta tajemnicą. Sistanie mieli ją za zakazaną i przez dziesiątki wieków, mimo że dobrze o niej wiedzieli od Kitajów i Monżgołów, nie używali jej. Herbatę od miana owego Czajki-Czaika nazywali Sistanie Czaj, a Kitaje-Kutaje – Czia (Cia). Zakaz jej picia w krajach Królestwa Sis przełamali dopiero Guniowie w XIII wieku NK (w V wieku n.e.) w grumadach kapłańskich na Siewierzy, gdzie była używana w obrzędach w Górach Kamiennych i w Horoszy, a także w krajach bliskich ziemic Monżgołów. Wcześniej była ona pita także pośród zamkniętych gromad kapłanów i wojów na ziemi Windyjskiej tam gdzie panowali Kusznowie (Biali Guniowie).

Z czasem ród Czajki rozrósł się w nowe plemię. Część z nich pozostała na zawsze wśród Kitajów-Kutajów i Harów Toka. Część jednak poszła na zachód razem z Połowcami i Pieczyngami i koło roku 1600 Nowej Koliby (800 n. e.) dotarła pod Karpaty i tu osiadła. Ci znani są do dzisiaj jako Spiszowie, a ich ziemia to Ziemia Spiska. Ci przynieśli czaj w gromady wołchwów i kudiesników, kudewosów oraz żerców krajów ziemicy nuruskiej. Tak to dawni wrogowie Karopanów zamieszkali z nimi, w tych samych górach, w Pieninie nad rzeką Dunajcem, czyli nad Małym Dunajem, nic nie wiedząc jedni o pochodzeniu drugich.

Z tych Karopanów, którzy poszli za Dziwnyjuszem, nigdy żadna część klątwy nie spadła, ponieważ nie udało im się zabić złodzieja, ani odzyskać wszystkich ziaren, a z tego co sobie Dziwnyjusz zatrzymał i posiał wyrosło jednak trochę złego.

Poszli owi Karopanowie nad Dunaj polować na Dziwnyjusza i tam przebywali jednocząc się z różnymi innymi plemionami oraz szukając okazji do zemsty. Ponieważ nie mogli być sami i musieli komuś służyć, zabrali ze sobą z Orolu-Gór Kamiennych wielkie plemię Magórów, z Ugrów, którego wodzem był siłacz Magóra, a także kilka innych, pomniejszych plemion.

Tak więc z Karopanami z Drugiej Drużyny, pod godłem Czarnego Byka, czyli Tura Kara na stanicach, weszli po raz pierwszy w naddunajskie, równinne ziemie Wągrów (Wagrów-Uhorów) także Magórowie, Wołgochowie, Czeremisi i Huńczułowie. Tutaj się rozłożyli w żyznym Uhorzu nad jeziorem Bołotońskim. Dziś nazywamy ich Madziarami, Czeremoszami, Hucułami i Wołochami.

Stąd później uważano, że Magórów tak samo jak Karopanów przyprowadził w Uhorze Tur Kar[iv].

Z krwi tych Karopanów zmieszanej z krwią Czaropanów z Karpat Nadwiślańskich pochodzą Czarnogórcy.

Swoje miano Panów, odzyskali w końcu tylko Karopanowie z Trzeciej Drużyny, ci którzy poszli za Buruszem i Żar-zduszem, a potem po wygnaniu udali się na zachód w Góry Harów. Znaleźli oni w Górach Harów przyjazny dom i spadły z nich wszystkie klątwy, jednak do Gór Kamiennych także nigdy już nie wrócili. Żeby odzyskać swoje dobre imię musieli zresztą walczyć o nie jeszcze przez 64 lata. To im zawdzięczamy mądrość, która prawi, że: „Dobre imię warte jest wszystkie skarby świata, łatwo je bowiem stracić jednym głupim czynem, lecz trudno odzyskać nawet tysiącem bohaterskich poświęceń”.

Ci Panowie z Gór Harów nazywani są też Czaropanami i Krakowianami, albo Charopanami.

♦♦♦

Podążając na zachód Karopanowie z Trzeciej Drużyny, wiedzeni wciąż przez Czarnego Psa Czartoryka rozważali cały czas dlaczego to spotkało ich wygnanie. I doszli do wniosku, że ten dziwny chłopak Żar-zdusz był tego przyczyną. Chociaż bowiem był bardzo młody musiał najwyraźniej mieć już za sobą obrzędy przejścia do dorosłości i dzięki ojcu, Buruszowi-Burwaćpanowi, kaple Bożeboga, osiągnął już zapewne pierwsze kapłańskie wtajemniczenie. Kiedy tylko to pojęli usiłowali dopełnić na nim zemsty, jakiej oczekiwała Dziewanna za zabicie Ryby Kary i kradzież dokonaną przez jego ojca.

Po raz pierwszy rzucili chłopaka pod Święte Białe Konie w świątyni Swąta, wśród plemienia Walinów z Ludu Wędów, którzy zamieszkiwali Wyspę Wolin i mieli tam drużyny wojowników-żerców królewskich nazywanych Świtungami. Te konie święte pochodzą od samego Źrebca-Srebrza i Srebrzyna króla z Zerywanów, a mają je prawo chować jedynie sistańscy królowie w zagrodach przy kącinach najwyższych bogów. To te same konie, których żądał od Radopryma Perprzechwała w Troi-Widłuży, te same po które wyprawiali się Romaje chcąc je ukraść ze Skraińskich Stepów, to te same święte białe konie, na których przybył pod Troję Razos-Reznik z Dawii wódz plemienia Bobrzanów-Bierezosów, to te same konie których dosiadał Bierło I Obdzierło. One to są, do dzisiaj, niedościgłym pragnieniem władców innych krajów.

Świtungowie trzymali święte białe konie w specjalnej zagrodzie, gdzie były bardzo pilnowane i chowane tak,  żeby rzucały się w boju, gryzły i tratowały wrogów. Choć konie powinny chłopaka stratować, bądź go zagryźć, to tak się jednak nie stało i po trzech dniach i nocach wyciągnięto go z zagrody, a świtungowie oddali go Karopanom nie chcąc przyłożyć ręki do jego uśmiercenia.

Trzykrotnie potem jeszcze Karopanowie oddawali Żar-zdusza pod sąd boski, ale za każdym razem wychodził obronną ręką.

Drugi raz rzucili go w Wilcze Jamy w kącinie Mokoszów w Nawarze (a niektórzy przekazują że był to gród War w Pierwotnej Lęgii, albo Tyrs-Bierło nad Dunajem, albo Tyrs-Tyr nad Dniestrem), gdzie Nurowie Właściwi od pokoleń czcili te krwiożercze bestie. Tam święte wilki trzymali w ogrodzie kąciny i karmili je raz do roku ludzkim mięsem. Na ofiarę przeznaczali zawsze znacznego jeńca. Nie jeden raz bywało, że wilki te rozszarpywały i króli. Kącinie Mokoszów-Wilków przewodzili kapłani kudłakowie (kudawowie), wywodzący się z plemienia uralskich Mokszyszaków, a więc jedna z najtajemniejszych gromad kapłańskich całego królestwa Sis. Powiadano powszechnie, że tej Najważniejszej Nocy Obrzędu, przekształcali się oni osobiście w wilki i razem ze swoimi świętowilczymi pobratymcami uczestniczyli w krwawej ceremonii, rozrywając na strzępy i zjadając ciepłe jeszcze ludzkie szczątki szlachetnego jeńca. Podobno pili też krew ofiary mieszaną z kozim mlekiem i wodą ognistą, czyli wódką.

Część kapiszt od Dachów, tych co znamienitszych (w tym, bierezańskich), stwierdza, że jeńca wpierw jednak zabijano w ten sposób, że rzucano go w powietrze, wysoko, tak iż potem spadał wprost na podstawione sztorcem ostrza pik. Tym sposobem stawał się wysłannikiem do Makosza-Źrebca i Mokoszy Matki  – Władców Ludzkiego Bytu.

To samo uczyniono więc z Żar-zduszem, ale święte wilki zamiast go rozszarpać łasiły się do jego stóp. Przerażeni tą rzeczą kapłani-kudłakowie oddali jeńca Karopanom i nie chcieli powtórzyć jeszcze raz tej świętej próby.

Karopanowie nie zamierzali jednak cierpieć do końca świata klątwy Dziewanny. Podjęli kolejny wysiłek by zabić jeńca. Udali się do Czarnotynu (Karoduny) nad Wiskłą, na Lasotę, pod Kopiec Swaroga i Chorsa, do Świątyni Białego Kruka Lasoty. Prosili lksińców-czarowników Chorsa  i żerców Swaroga, żeby rzucili chłopaka w Świętą Znicz – ogień wiecznie płonący na górze, albo by go oddali na ofiarę Strażniczkom Ognia z Ledniej Góry.

Wohu Manah jest też zapisywane jako Wohu Mano, a oznacza w tłumaczeniu Dobra Myśl. Nie potrafię się odnieść w tej chwili do pojęcia wohu, ale mano – znaczy tu moim zdaniem miano, mianowanie, nazywanie a więc myślenie, bo myślimy słowami, mianami, nazwami. Mam pewne wątpliwości, ale mnie się widzi, że może to była nie „dobra myśl”, ale „Boska myśl” – Odczytałbym to jako „W-bohu miano”, które z biegiem tysiącleci sprowadzone zostało do takiego zapisu i brzmienia w Persji jak dzisiejsze słowo „wohu”, a u nas dzisiaj powinno brzmieć Boże Miano. Może dlatego „dobra myśl”  bo według doktryny jest to dobry bóg więc to co mianuje – nazywa , myśli jest z istoty dobre. Dla mnie to Boskie (Boże) Miano (Myśl, Nazwanie).

 

I rzucili go w ogień żercy, ale ogień go nie przyjął, gdyż z Nieba lunęła nawałnica i zalała ogień nieprzeliczonymi wodami. Znając dotychczasowe dzieje jeńca kapłani z Góry Lasoty nie zdecydowali się składać go w ofierze po raz wtóry.

Zabrali więc Karopanowie Żar-zdusza i pociągnęli do Gierusów, gdzie Gieroj trzymał święte Białe i Czarne Krowy pochodzące od Zemuny. O Zemunie prawią Zachodnie Kapiszty, iż jest niczym innym jak tylko Swątlnicą, Boginią Ukrytą, którą w taki sposób przedstawiają Kąciny Burów. Tak więc te święte krowy pochodzące od Ukrytej Bogini (ukazującej się wszak pod postacią Białej i Czarnej Bożej Krówki – Bożego Światła) miały jeńca zadeptać, jako że przywiązano go w poprzek, w najwęższym stromym miejscu, na ich ścieżce do wodopoju. Lecz i one nie chciały młodzieńca uśmiercić. Wręcz odwrotnie, wszystkie ominęły żywą przeszkodę po czym, gdy go tylko uwolniono z pęt, pozwoliły mu się wydoić i wzmocniły jego siły swoim świętym mlekiem. Ten ich dar dla Żar-zdusza okazał się tak ważki, że ocalił mu życie na długie lata. Oto bowiem w sąsiedniej zagrodzie przebywały święte byki, które raz w roku obcowały ze świętymi krowami. Żar-zdusz dosiadł Świętego Białego Byka a ten przesadził ogrodzenie i wyniósł jeńca w Budynowskie i Skraińskie Stepy, a potem w Zieloną Skołocką Pustynię, dając mu wolność. Powiadano później wśród Zorianów i Hyrniaków-Wierchniaków, powołując się na to wydarzenie, że sam Perun stał od początku za wszelkimi dziełami Żar-zdusza.

Karopanowie jednak to wojownicy straszliwi, z tych co nie ustępują nigdy, z tych których zatrzymać może tylko śmierć. Nie ich własna śmierć, lecz śmierć ostatniego z potomków któregokolwiek z nich.

Póki co, Żar-zdusz zamieszkał między Sakami i Tokami na pustyniach, przebywał między Bajanami i Bujanami. Wędrował od Oroli z Horoszy do Monżgołów z Żółtych Ludów. Na koniec zaś, czego Karopanowie nie wiedzieli, zamieszkał w Bogotroji, gdzie przedstawiał się jako Zorian i zaczął głosić nową Wiarę Zoriańską.

Jeśli zaś idzie o Żarmokszysza to był on wciąż szczęśliwym posiadaczem 9 ziaren roślin o których Dachowie ani Romaje, ani Słowianie, ani żaden człowiek na Ziemi dotychczas nie słyszeli. Siedem z tych ziaren było szczęśliwych, a dwa całkiem czarne. Posadził je wszystkie w kącinie Dziwienia, w Serbomazogetuzie, albowiem Dziwień był znany światu z udanej uprawy Stwolinów wyrosłych z drzazg obłamanej gałęzi Wierszby.

Z pierwszego z ziaren jakie ukradł Dziwnyjusz z Wyspowiszu wyrosła mu winorośl, obsypana obficie ciemnymi winogronami, z których to gron sporządził pierwsze Wino na świecie. Nazwanie owej rośliny stąd się bierze, że kiedy rosła to każdym liściem i każdym gronem szeptała Dziwnyjuszowi o jego winie i o karze. Tylko on słyszał ten głos i tracił od niego zmysły, lecz kiedy wypił wino przestawał słyszeć owe głosy i pogrążał się w zapomnieniu, czyli zapominał o swoich winach.

Z drugiego ziarna wyrósł mu czerwony Burak – wspaniałe warzywo, z którego Słowianie nauczyli się kisić cudowny święty napój – Barszcz. A jego nazwa bierze się stąd, że przypomina on także o winie i o udziale Burusza, w zbrodni kradzieży nasion i zabójstwie Kary, kiedy polała się krew czerwona i gęsta jak buraczany barszcz.

Święty Duch – Spenta Mainyu – wydaje się niezrozumiałe, ale brzmienie słowa spenta (sphenta) i święty jest bardzo bliskie i nie wymaga przekładu by je zrozumieć. A cóż znaczy drugie słowo: Mainyu (brzmienie: moinju) Mojość, Mość – Duch , dusza. My już  nie znamy słowa mości – w znaczeniu wnętrze, wnętrzności, ale w kronikach to jeszcze jest. Jest też znaczenia mości – maści (barwy, ale tłuszcze, kolory i sadło), także mościć – sposobić wnętrze , przygotowywać gniazdo, uzdatniać, wygodzić – upiększać, a może uduchowiać? Jest też inne znaczenie wprost – mania, mania czyli nawiedzenie wewnętrzne, opętanie ducha. Bliskość pomiędzy pojęciami świętości i spętania, albo opętania może się brać z faktu iż oba znaczenia wywodzą się z jednego dawnego pojęcia. W sensie logicznym świętość jest spętaniem i nawiedzeniem ponieważ jest podporządkowaniem wszystkiego, całego życia jedynemu celowi, także świętość boska jest prezentacją jedności wewnętrznej bóstwa, której podporzadkowane sa wszelkie jego działania i całość istnienia. A więc Spenta Mainyu – Święta Mania, Święta Mość – bez konieczności skorzystania ze słownika polsko-irańskiego. Powyższy przykład pokazuje także jak czasami mocno myląco działa na nasze rozumienie słowa jego zapis – który często jest zapisem przekładanym na polski za pośrednictwem adaptacji z angielskiego lub niemieckiego. Brzmienia są bliskie a zapis przeszkadza w rozumieniu.

Z kolejnych ziaren wyrosły zioła Lubczyku – który okazał się ziołem wielce użytecznym w kuchni i czarach miłosnych oraz Mięty – najważniejszego zioła wywołującego lubą błogość,  a skutecznego też przeciw bólom, brzucha, które nękały Nowokolibańczyków. Z pozostałych dobrych ziaren wzeszła na Ziemi posiana ręką Dziwnyjusza pierwsza Marchew – która stała się najważniejszym składnikiem wszystkich zup zarówno w królestwie Sis, jak również wśród Romajów, Persów i Mlekomedirów. Pożyteczny okazał się też Bluszcz, który leczy różne choroby, ale w nadmiarze obraca się w groźną truciznę. Ostatnim dobrym posiewem z Drzewa Wyspowiszu okazał się Hibiskus, który Dziwnyjusz chował w swoich ogrodach, a z którego płatków wykonuje się ozdrowieńczy rzeźwy napar. Początkowo pili ten napar tylko kapłani i królowie, potem inni panowie, acanowie tego świata.

Niestety z tymi wszystkimi wspaniałościami na świat przyszły również wylęgłe z nasion zwierzęcych Wyspowiszu komary i szarańcza.

Niektórzy powiadają jednak, że Hibiskus przywiózł Dziwnyjusz najpewniej z Mlekomediru, gdzie był na naukach, a gdzie kapłani Koszerysa znali już od dawna rzeźwy napój z płatków hibiskusowych. Ci przypisują Dziwnyjuszowi, jako siódmy cudowny dar z Wyspowiszu roślinę Mądrogorejącą, czyli mondragorę o cudownym wszechstronnie czarownie działającym korzeniu, kwiatach, liściach i owocach – nazywanych też jabłkami miłości.

Inni prawią, że nie była to mądrogora, lecz przystęp, albo też wilcza jagoda, i że zastępuje ona wśród cudownych roślin Dziwnyjusza z Drzewa Wyspowiszu nie hibiskus, lecz miętę, która była znana od dawien dawna i jest ziołem bogów od czasów Zerywanów.

Są też tacy, którzy przypisują Dziwnyjuszowi wyhodowanie pierwszej na Ziemi Czarnej Malwy, która się rozrodziła z ziemi dachijskiej i dawańskiej nad Dunajem, lub też Morwy Czarnej o smacznych owocach, która wyszła znad Morza Kosza w Kaukazie z Ziemi Dagów, albo nawet Zielonego Groszku, co go uprawiali potem Mokoszyszowie i Szyszowie orolscy i Mokszyszakowie z Oroji, albo też drzewa Brzoskwini rozpowszechnionego w kraju Tokharów, a potem w Kitaju i wśród Mężogątów.

Pewne jest naszym zdaniem, że Dziwnyjusz nie wprowadził do upraw, jak przekazują Romaje, żyta i gryki, ani nie nauczył nikogo orać pola, bo to ludzie robili wiele wieków przed jego pojawieniem się na świecie, jeszcze za czasów Starej Koliby i Zerywanów, którzy otrzymali owe umiejętności od samego boga Rgła lub Rgiełca.

Niektórzy prawią, że z ziaren które posiadł Dziwnyjusz narodzić się mogły tylko takie rośliny i zwierzęta, które nazwaniem nawiązują do tamtej zbrodni, winy i kary oraz Morów i morderstwa jakie wtedy popełniono. Rośliny swoim mianem, ale szelestną mową liści i drgnieniami  płatków przypominały bowiem nieustannie zbrodniarzowi o tym co zrobił i od tego właśnie oszalał.

Dziwnyjusz wyruszył na wiele wypraw – jak to mówiono – nie portafił usiedzieć na miejscu. Prawda jest jednak taka, że przez cały czas zmieniał miejsce pobytu, bo uciekał przed nieustającym pościgiem Karopanów.

Po wprowadzeniu wszystkich upraw, kiedy Dachowie, a za nimi Romaje, mieli go niemal za świętego, a nawet twierdzili, że jest jakowymś siódmym wcieleniem samego Boga Stworzyciela, Dziwnyjusz-Żarmokszysz, popadł w obłęd lękając się – jak myśleli postronni – urojonej zemsty i nagłej podstępnej śmierci. Jak wiadomo, nie były to żadne rojenia, ponieważ ścigali go Karopanowie.

W swoich wyprawach najpierw miał przygody z Mazonkami Lęgosępy i Mirny nad Morzem Czarnym w Cieplenicy-Pąci, póżniej udał się do Mlekomediru, stamtad poszedł do Siwej Ziemi, gdzie po raz drugi spotkał się z Mazonkami Mirny. W międzyczasie zdobył Syry Kraj, gdzie zamordował jego władcę i obdarł go ze skóry. W końcu znów z Mazonkami udał się do Windii po to, żeby podbić ten kraj. Windia-Widajana i nowe ziemie Harowarty nad rzeką Gęgawą zostały zdobyte, ale Mazonki odmówiły mu udziału w tym zwycięstwie. Po drodze w jednej z większych potyczek w Oroji wraz z Mazonkami Mirny zaprzysiężonymi do tej wojny natknął się na broniących grodu królewskiego – Mokszysza – Asiłków, wielkich mocarzy z istyjskiej wyspy Osilii na Bołotyku, których wspierali Ozerowie (Ozyryjczycy-Kozyryjczycy, Ozeryjczycy). Dziwnyjusz i Mazonki pokonali Asiłków, po czym Dziwnyjusz ośmieszył ich i upokorzył, każąc nagich pędzić kijami z grodu.

Dziwnyjusz wszędzie po drodze upowszechniał i rozdawał swoje boskie nasiona, napary i wyciągi, a przede wszystkim namawiał ludzi do picia wina, które przedstawiał jako boski nektar. Przez cały też czas pokazywał swoją manię prześladowczą. Nie jest jednak prawdą to co powiadają dziejopisowie Romajów, że Mazonki, które wystąpiły przeciw niemu wybił do nogi, a dwie ocalałe odgryzły mu rekę i padły martwe zatruwszy się jego boską krwią. Z Windii wygnał go kagan Jakoszanów, a zwycięstwo odniosły tam sprzymierzone harmie Mazonek, które odsunęły nieudolnego szaleńca od łupów.

Szaleństwo było głównym powodem, dla którego kniagin Kubera wypędził go ze swojej Jakoszańskiej ziemi w Windii, gdzie po zwycięstwie Mazonek nad Gągawą, Dziwnyjusz, swoim zachowaniem i nieumiarkowaniem w piciu wina, siał po prostu jawne zgorszenie.

Kiedy wrócił jak niepyszny z Windii, przyjęto go w Rodomaji, Dracji, Gątji i Dachii, a nawet nad Czeremoszem i Bołotoniem, jako równego bogom. Przestał się wtedy nagle ukrywać i sformował przepyszny orszak wyznawców i pijusów, z którym wędrował nieustannie przez te wszystkie kraje.

Była też z nimi Orodna-Jarodawa (Wyrodna), córka Pożywii, która to uciekła od matki ze Skryty i była ścigana przez władcę Skryty, a zarazem własnego ojca, Męża II Mążynosa, za zdradę rodzonego brata Mężotura, którego wydała Skarabeuszowi-Tezeuszowi na śmierć. Ta urodziła nawet szalonemu Dziwnyjuszowi-Pijanicy syna, Winopijusa[i], a on z kolei został z pomocą Romajów władcą Wyspy Chios i miał córkę  Meropę.

To prawdziwa niesprawiedliwość boskich wyroków, iż mimo wieloletniego pościgu nie dozwolili bogowie, aby w końcu padł Dziwnyjusz z ręki Karopanów, którzy tak wytrwale podążali jego tropem.

Jednak któregoś razu, gdy znalazł się Dziwnyjusz nad Rzeką Wagi w kraju Wagowędów (Wagowenetów)  nieopodal ziemi Orawskiej i Odrackiej po południowej stronie Gór Harów i Tartarów, upiwszy się winem wpadł znowuż na tych samych istyjskich mocarzy z Osilii, których wygnał kiedyś z Mokszysza. Nie bacząc w jakim znajduje się położeniu, podochocony winem, które nadmiernie szumiało mu w głowie, znowuż się zaczął z nich nabijać i ich upokarzać. Rozsierdzeni Asiłkowie pobili go na śmierć.

Różne o śmierci Dziwnyjusza powiadali rzeczy Romaje, jednak ta jedna jest tylko prawdziwa.

Podobno uciekając przed Asiłkami Dziwnyjusz wezwał na pomoc swojego ojca, lecz ten pogardził nim i zjawiła się tylko skrzysta krowa, która go uniosła, ale Asiłkowie ściągnęli go na ziemię z jej grzbietu i rozszarpali szaleńca na strzępy.

Wiele kapiszt uważa, że w postaci Dziwnyjusza-Żarmokszysza splotły się dwie postacie. Według nich to Żarmokszysz miał się zetknąć z Buruszem i Żar-zduszem, a Dziwnyjusz miał scierać się z Mazonkami o całe sto lat wcześniej, lub nawet przed Wojną o Troję Widłużę.

Tak podają kapiszty, kąciny, chramy i kościoły: nuruskie, buryjskie, istyjskie, dachijskie i wędyjskie oraz te wywodzące się z dawnej tradycji budynowskiej a dziś rozsiane po Południowym Lądzie nad Morzem Czarnym, Morzem Marmara (Morzem Morów), Adriatykiem (Morzem Bodów) i Morzem Śródziemnym (Morzem Żywym).

W każdym razie to od rodu Spitów, a właściwie od ojca Żar-zdusza, Burusza-Burwaćpana i jego rodzimego, wytępionego niemal doszczętnie plemienia Spisów-Spisaków, bierze się określenie spisek – na przygotowany w tajemnicy zamach, przewrót, lub na podstępną wojnę, kradzież i zdradę oraz drugie powiedzenie: Spisanie na straty.

 

 

Dzieje Zoriana Zgwiezdnika według kapiszt Czaropanów, czarowników Panów z Gór Kamienia i z Gór Harów oraz wiedunów dachijskich znad Odry, Dunaju i Orsaku

Panowie-Czaropanowie i Karopanowie z Gór Harów, powiadają, że Żarmądszysz (po skołocku mówiąc), Żarmolksis (po odracko-dachijsku), Zordhuszt (po hunoawarsku), Zarzdusz (po sławsko-istyjsku), Żar-zdusz (po harsku) albo Zar-at-Husztra (po persku) urodził się w Górach Gorol-Kamiennych, i pochodził z ojca, który był kapłą Bożeboga przybyłym z Bogotroji, z plemieniem Spisów, z rodu Spitama, którego wołano Borusz, albo Burusz Waćpan. Tu w górach związał się on z Dagną-Piętną, księżniczką z plemienia Panów ze sławnego rodu Osjoryja pochodzącego z krwi Osiów i Bierygów-Ryjów.

Żar-zdusz urodził się w 171 roku Starych Czasów w Karii, Harii-Wiślanii, Kamieniu lub w Warze. Jego plemię Spitów-Spisaków zostało wybite niemal do nogi z powodu niewybaczalnej zdrady Burusza i współudziału tegoż Burusza-Burwaćpana w wykradzeniu nasion Wyspowiszu i zabiciu Ryby Kary. On sam, Żar-zdusz, z powodu tej zdrady był wieczyście ścigany przez Karopanów. Osiągnął pierwsze wtajemniczenie kapłańskie przez ojca w wieku siedmiu lat: w obrzędy Ukrytej Bogini Swątlnicy, Kosza-Koszerysa, Bożeboga i Badnyjaka, a także we wszystkie Taje Przesilenia i Równowagi Dorocznej oraz Taje Księżyca. Zaraz potem stracił oboje rodziców.

Czterokrotnie poddano go próbie boskiego sądu i za każdym razem cudownie ocalał. Po ucieczce z niewoli w Górach Harów, błąkał się po Stepie Uhorza, Stepie Skraińskim, Stepie Nadciemnomorskim i Zielonej Pustyni Skołotów, a także wśród Monżgołów i Kitajów. Przybył do Bogotroji będąc jeszcze wciąż niespełna dwunastoletnim chłopcem, co ich zdaniem miało miejsce w 183 roku Nowej Koliby.

Jak prawią wiedunowie dachijscy znad Odry-Wiady, na Pustyni Uciekły Wielkiego, Żar-zdusz doznał olśnień i spotkał boskiego męża Wondę (Wodę, Wędę), który go przywiódł przed oblicze Dobrego Boga (Boża-Bożeboga – Obry Mądrzaka – Wielkiego Dobroboga). Kiedy przybył do Bogotroji opowiadał o tych olśnieniach i spotkaniach z bogami. Twierdził, że u boku Dobrego Boga Obro-Mądry (Dobro-Mądrego) siedzi Bogini Cziszta (Czsnota, Czystota) – Władczyni Czystości, Cnoty i Prawego Wyboru Boskiej Drogi, która obdarowała go nadprzyrodzoną ostrością wzroku i możliwością widzenia dobrego i złego. Dała ona jego oczom przejrzystość, przenikliwość i siłę. Czsnota w białych szatach chadza z orszakiem Mira-Podaga i Swarożyca po Niebie, w cudownym rydwanie, ze wschodu na zachód i z powrotem. Ona to wyznacza prawych władców i kapłanów na Ziemi i uczyniła kapłanem jego, Żar-zdusza.

W Bogotroji rządził w tym czasie aga Durasz a po nim jego syn Rawa z rodu Duraszów, który poczatkowo przyjął Żar-zdusza jako świętego męża. Z biegiem lat Żar-zdusz głosił jednak coraz dziwniejsze przesłania i zbierał wokół siebie coraz liczniejszych zwolenników. Kiedy zaczął mówić wprost o tym, że Obry Mądrzak – Bożebóg wyłożył mu zasady nowej wiary, wiary jedynej, która przekreśla wszystkie inne wierzenia i wszystkich innych kapłanów na świecie poza nim samym, Rawa Durasz zakazał mu dalszych nauczań. Było to obraźliwe nie tylko dla kapiszty Bożeboga założonej przez Stopana II Uboga i Gromady Czystów osiadłej w Górach Dachu Świata, ale dla całej Wiary Przyrody w Królestwie Sis.

Żar-zdusz pozornie podporządkował się temu zarządzeniu władcy, lecz oto skoro nie mógł mówić, zaczął spisywać zasady nowej wiary, a przecież posługiwanie się pismem wciąż było zabronione. Żar-zdusz miał już wtedy 36 lat, i tym sposobem, na piśmie, językiem hunoawarskim, którym posługiwali się Spitowie-Spisowie i Szyszacy z Gór Kamiennych ogłosił pierwsze Gądki-Gądby, które stały się podstawą jego Obwiesty i Nowej Zoriańskiej Wiary.

Według czarowników Panów z Kamienia, Żar-zdusz głosił tam, że w świecie toczy się wieczna bitwa dobra ze złem. Dobro uosabia Bożebóg – Obry Mądrzak (Wielki Dobrobóg), zło Bodnyjak – Orymąż (Oromąd). Tylko on, Żar-zdusz jest jedynym kapłanem prawdziwej wiary, natchnionym przez Dobroboga i Czsnotę.

Te poglądy Zoriana były niezgodne z wykładem wierzeń kapiszt Wiary Przyrodzonej, podług których dobro i zło (jako takie) – nie istnieją we wszym świecie, a istnieją tylko i wyłącznie dla podmiotu – to jest istu lub bytu. Czy dzieło, lub dzieje, albo wydarzenie, jest odbierane i oceniane jako zło, bądź dobro, zależy wyłącznie od umiejscowienia w Rzeczywistości danego podmiotu (bytu lub istności) względem tegoż dzieła lub wydarzenia, czyli od  zapisu ich względem siebie, jako wzoru na Baji.

Według Wiary Przyrody ocena wydarzeń i postaw oraz oddziaływań, wynika wyłącznie ze stosunku danego bytu, bądź istności, do danego wydarzenia oraz od sposobu w jaki wydarzenie wpływa na dalszy byt danej istności, lub istnienie bytu. Kapiszty i Kąciny oraz wszystkie Gromady Wiary Przyrody rozstały się z Zorianami i powstała nowa wiara, nie uznawana przez Sistanów i Królestwo Sis.

Kapiszty Zachodnie, zwłaszcza nuruskie, w tym Starosłowiańska Świątynia Światła Świata i dachijskie kąciny tradycji Serbomazogetuzy znad Dunaju, powiadają, że Żar-zdusz, czyli Zorian Zgwiezdnik oparł swój wywód nie na przykładzie rozdzielonych, odległych w istocie, Żywiołów i Mocy (Bodnyjak jest Małym Żywiołem – Bogiem-Synem Wielkich Żywiołów Nieba, a Bożebóg jest Wielkim Mogtem – Bogiem-Ojcem Mocy Gospodarstwa), lecz sprzężonych w jedność przeciwieństw, wywodzących się od jedności – Jaryły-Jarowita, boga dwugłowego, dwupłciowego, dwukierunkowego, Władcy Kiru, Boga Jarego czyli Pana Wzrostu, Wiosny, Wzwodu i Młodości. Ma bowiem Jaryło przyrodzoną jasną stronę, widzialną jako postać żeńska Oromudry-Jaromodry i stronę ciemną widzialną jako męski, o sino-zielonym obliczu – Orymąż-Jarmuż. Według nich owa dwojakość Jaryły-Jarowita, bóstwa Wiary Przyrodzonej i dwojakość głównych postaci Wiary Zoriańskiej (postaci Mądrości-Dobroci oraz Pana Złego) w oczywisty sposób są zbieżne i odbite w mianach: Ahura Mazdy (Ormuzda – Obro Mudry), jak i  Jarego Męża – (J)Arymana (Angra Mainju – Orymęża).

Wkrótce spory pomiędzy kapisztami Wiary Przyrody w Bogotroji a Zorianami stały się tak zażarte, że władca Bogtoharotyrsów aga Rawa Durasz przegnał Żar-zdusza z Bogotroji. Ten jednak nie przestał głosić wichrzycielskich swoich sądów po okolicy. Durasz II wydał więc na niego wyrok śmierci. Któryś z ukrytych wyznawców Zorianizmu na dworze Durasza II Rawy musiał uprzedzić jednak Żar-zdusza o tym, że ma być pojmany i stracony, gdyż w ostatniej chwili przed przybyciem straży do jego kryjówki w górach, zbiegł do sąsiedniej Horoszy.

Tak oto, jak przekazują wiedunowie Dachów znad rzeki Orsaku, Zorian przybył nad Starą Drę, nad brzeg starodawnego Morza Orol, do grodu Bałcha (znanego Persom jako Balch), gdzie rządził kagan Wisztaspęt – ten sam, który był ojcem późniejszego króla króli Persów Darjusza I Wielkiego.

Spenta Armaiti to Święte Oddanie – a więc wprost z oryginału:  Święte Oro-Majenie (Armaiti – or-maiti, oro-maić – pierw-obejmować, orzo-jarzęcojaro – pierwotnie, świeżo i gorąco. Czyli możemy to odczytywać wprost w językach słowiańskich z oryginału staroawestyjskiego, czy też pierwotnego języka Gaty (Ghaty)  – podstawowej, pierwotnej księgi wykładu Zaratusztry  jako jakby pierwobjęcie, Święte Pierwe-Objęcie Boga Bogów. Obej-mati to mieć – brać w mienie – posiadanie, w majęść , w majątek, do siebie, na własność, czyli na zawsze. Samo słowo Gata staje się mniej tajemnicze jeśli je porównać do gwarowego gadka, gądka, godać – czyli mówić. Dzisiaj u nas uchodzi za prostackie określenie mowy bo przechował je język ludu, a literacki odrzucił, ale jeśli wziąć pod uwagę rodowód takich słów jak God – bóg (angielskie, a u nas zachowane tylko w odniesieniu do Bogów Pór Roku – Godów), czy godny – szlachetny (a więc tutaj też szlachta), albo god – rok obrzędowy, gody – święto, godoć, godać – mogło by znaczyć niegdyś nie mowę pospolitą a świętą mowę, mowę słów posiadających moc- mogtycznych, mogących działać, czyli magicznych. Wydaje się, że w starożytności te słowa były zrozumiałe i bardzo blisko brzmiały zarówno dla Persów, Scytów jak i Słowian, dzisiaj są bardziej zniekształcone, zwłaszcza w zapisie, bo jeśli się ich posłucha w mowie stają się bliższe, jednak wciąż można je przetłumaczyć wprost, nie ucząc się irańskiego. Czy to przypadek czy głęboka wspólnota genetyczna i wyjście od jednego języka wspólnego ku późniejszemu rozdzieleniu? Podobno Gata została zapisana w bardzo starym języku huno-awaryjskim (nie żartuję – to by znaczyło dla nas że po prostu w gunio-harskim) , który Irańczycy bardzo słabo rozumieją – dla nich samych te nazwy są równie obce jak dla nas, a po rozszyfrowaniu jednak stają się dla nas zrozumiałe wprost, bez konieczności przekładu.

Podobieństwa brzmień słów spenta i święty nie trzeba chyba dokumentować.

Tymczasem aga Durasz posłał wici do władcy całej Skołotii – kagantyrsa Widana, że kapła Żar-zdusz głoszący przeciw Wierze Przyrody i prawowitym królom Królestwa Sis zbiegł z jego kraju do Horoszy – nad Morze Orol i nad Jezioro Bałchasz do Bujanii. Kagantyrs Widan wydał zatem nakaz zatrzymania i osądzenia Żar-zdusza gdziekolwiek by go znaleziono. Wici z tym nakazem wkrótce dotarły do wszystkich władców krajów sistańskich, w tym także do Wisztaspęty kniagina Horoszy i Bujanii.

Wisztaspęt kazał zamknąć i postawić pod sąd Żar-zdusza. Kiedy zamknięto Żar-zdusza w więzieniu, tak się wydarzyło, że ciężko zachorował święty biały wierzchowiec królewski, koń samego Wisztaspęty. Nikt nie potrafił go uleczyć z opuchlizny nogi i zdawało się, że wieszczy wierzchowiec, który wszak w obrzędach Świątyni Światła Świata stanowił swoją wróżbą na włóczniach o powodzeniu całego ludu Horoszy, zemrze. Żar-zdusz twierdził, że potrafi wyleczyć boskiego wierzchowca. Kagan Wisztspęt pchnięty rozpaczą pozwolił mu – pod karą głowy w razie niepowodzenia – podjąć się takiej próby.

Żar-zdusz wyleczył boskiego wierzchowca Świątyni Światła Świata, który mógł wrócić do służby kagana. Wkrótce odbyto przy pomocy owego wierzchowca wróżby, puszczając go na włócznie. Wróżby były bardzo pomyślne, wieszczyły kniaginowi niesłychane powodzenie w najbliższej przyszłości i sławę po wieki. Kołacz-Korowaj, który wytoczono ze Świątyni Swąta był tego roku wyższy dwa razy niż sięgał wzrostem najtęższy woj z drużyny królewskiej. Kniagin Wisztaspęt bardzo był wdzięczny Żar-zduszowi. Nastała ogólna radość a Wisztaspęt uczynił Żar-zdusza głównym kapłanem, zaś jego Zoriańską Wiarę wyniósł na wiarę jedyną w Horoszy.

Kiedy się o tym dowiedział kagantyrs Widan i inni władcy, a zwłaszcza Durasz II, kiedy to dotarło do wiedzy Karopanów nad Dunajem, w Karii i w Górach Harów, zorganizowano natychmiast pod wodzą agi Durasza II Rawy wyprawę, która miała zetrzeć w pył Wisztaspętę i Zorianów w Horoszy. Bowiem, nieposłusznych władzy Widana oraz ich rody, należało pokarać śmiercią do trzeciego pokolenia.

Wyprawa, która wyruszyła z Bogotroji nie była dobrze przygotowana. Bitwa nad Morzem Orol okazała się klęską Durasza, Karopanów, Hyrniaków i innych plemion  burskich i dachijskich, jakie wzięły udział w starciu zbrojnym. Wojowie Wisztaspęty walczyli jak uskrzydleni, jak namaszczeni boską ręką i natchnieni boską wenią. Harmia Durasza poszła w rozsypkę, a Wisztaspęt zajął ziemię Hyrniaków (Wierchanów zwanych też Warczanami-Warachami i Wierszanami) – Hyrkanię-Wierchowinę, a także Partię i wypowiedział posłuszeństwo Widantyrsowi oddając się pod opiekę Miodewów (Medów) i Persów. Miodewów z Kraju Miodewów odrodzonego przez Miodewę z Horuszji i agę Dajoka (Dziejana-Dziejoka) z plemienia Dagów-Dagonów, ale w tym czasie już butnych, pysznych i zapatrzonych w Romajów.

Kagantyrs Widan uwikłany w wewnętrzne boje w Królestwie Sis pozostawił swoim następcom nierozwikłaną sprawę Horoszy i Miodewów.

Przez następne lata Żar-zdusz żył spokojnie na dworze kniagina Wisztaspęty, a jego wiara była rozpowszechniana na świat poprzez Horoszę, zwłaszcza do Hyrkanii (Wierchanii) i Partii, a także dalej do Medii (Miodewii) i całej Małej Mazji. Żar-zdusz dostąpił najwyższych zaszczytów, ożenił się z córką ważnego dostojnika  dworskiego Wisztaspęty Wragostry, której było na imię  Hołowa i urodziły im się dzieci. Po kolejnych latach jego córka Piroczysta wyszła za Jamaspętę, najważniejszego doradcę kniagina Wisztaspęty. Mimo, że Żar-zdusz przez cały ten czas cieszył się ochroną i opływał w dostatki nie mógł być pewny dnia ni godziny.

Dla wypełnienia zemsty Dziewanny wybrano pięciu braci z Trzeciej Drużyny Karopanów, najniebezpieczniejszych i najsprytniejszych wojów. Ci udali się wpierw do Kamienia po namaszczenie kowalisów-kowych, kapłanów Swaroga i Łady, służących tajami kowalstwa plemieniu Wielkich Burów i Bierygów-Ryjnów. Otrzymawszy od nich narzędzia zemsty udali się do Bogotroi, a potem do przybytku Czystów Stopana II Uboga na Dach Świata, aby tam przygotować się do wypełnienia wróżdy.

Raz do roku Żar-zdusz przybywał nad jezioro Kosowe w Górach Dachów, gdzie oddawał się obrzędom oczyszczania, w rycie przekazanym mu przez ojca, tym samym, które Burusz uprawiał z Panami w Górach Kamiennych.

Pewnego razu kiedy Żar-zdusz, mając już 77 lat, ale wciąż będąc w pełni sił i niczego złego już się nie spodziewając, poszedł nad jezioro Kosowe i zanurzył się w jego zimnych wodach, zjawił się tam Brat Okres. Brat Okres okazał się być jednym z Pięciu Braci Karopanów z Bogotroji i nie pozwolił już wypłynąć Żar-zduszowi na powierzchnię.

W ten sposób Żar-zdusz zakończył żywot po 77 latach i 40 dniach i wtedy dopiero dopełniła się zemsta Trzeciej Drużyny Karopanów. Wtedy też zdjęta została z nich klątwa, i stali się na powrót Panami w Górach Harów[6]. Był 248 rok Starych Czasów Nowej Koliby.

Niektórzy powiadają, jednak że Żar-zdusz został zasztyletowany nie przez Okresa w wodach Jeziora Kosego a przez Rahwasza, Brata Okresa, na dworze Wisztaspęty.

Nad tym jeziorem Kosowym (znanym Persom jako Kasawa, a Skołotom jako Kosogoja – czyli Jezioro gromady Kosegów-Kosezów) miał mieć Żar-zdusz święte zbliżenie z żoną Hołową. Jego nasienie spoczęło wtedy w żywych wodach owego Jeziora Kosa. Z dziewicy i nasienia Żar-zdusza z Jeziora Kosa ma się narodzić, w 3000 lat po jego śmierci, trzech synów Zbawicieli Świata. Zwani są oni Pojmicielami Prawego Posłania – Szyszjątami, Jątami Szyszów. Owi Jątowie mają nosić imiona Gusitar, Gusitorga i Szyszująt-Straszjęta[7].

Według Zorianów, których pogląd podziela także wiele kapiszt i kącin oraz gromad Wiary Przyrody, Żar-zdusz jako ofiara wróżdy, a więc męczennik, który był wyróżniany przez wielu bogów (Swątlnicę – Władczynię Skrzystych Krów, Swątowego Wierzchowca – Świchrza – Władcę Stad Świętych Koni, wszystkich Bogów Kiru – dwugłowych Stronporów – których zwierzętami rodowymi są Krowy i Byki, Dażbogów-Sołów – Władców Turów, Ładów – Panów Wiedzy i Wojny, Mokoszów-Źrzebów – Władców Wilków, Swarogów-Żgwiów – Władców Ognia, Sporów – Władców Powodzenia i Szczęścia, Wodów – Władców Wód, w tym Wód Spadających, Prowów – Władców Prawości i Czystości, a wreszcie Podagów-Mirów – Władców Drogi i Posłania) zajął w Zaświatach po śmierci szczególne miejsce.

Jako człek wyjątkowo prawy i czysty, stał się trzecim z Ludzi (po Mężu II Mążynosie i Radomudrze), który uzyskał przywilej udziału w sądach na Górze Onawielnej i stanowi orszak Bogów Sądu – Prowego, Sądzy, Sowiego i Lelija. Stoi on w Jaskini Skonu przy końcu Mostu Czynwątu i Prawątu[8] skąd kieruje we właściwe strony zmarłych, których bierze następnie Sowica-Polel na Nawną Drogę-Pąć i wiedzie do przeznaczonej im Nawi. W owym sądzie biorą też udział Podag-Mir – Pan Drogi i Spokoju, Swaróg – Władca Ognia Ogni, Straszny Prawota-Prawdziwc z Wagą Uczynków i Boski Posłaniec – Pąćdagżwik.

Ameretat – Nieśmiertelność. Czy to trudne – znów wprost: Umeretat – umierać, Neumeretat- nieumierać. U nich jak widać w Persji – a-meretat – Nieumierający. U nas także stosuje się głoskę a – na oznaczenie antytezy lub niezaangażowania, a więc gnostyczny – a-gnostyczny, a- jest stosowane jako nie – polityczny i apolityczny, historyczny i ahistoryczny, czyli niehistoryczny. Więc znów wprost po polsku bez zadnego przekładu z perskiego Ameretat – Nieumierający, czyli Nieśmiertelność Uosobiona

 


[1] Według podań irańskich jest to: Morze Worukasza (co ma znaczyć morze o głebokich zatokach) a brzmi jak Workuta – tyle że u nas rzeka Workuta, ale w lecie powstaje tutaj nieskończone bagno wielkie jak morze. Góra Hara ma wyrastać do samego Nieba – czyli sięga Wierzchołkiem Weli, Drzewo Wyspowiszu (Wispobisz) – Wisz rosnący na Wyspie – może Irańczycy nie rozumieją tej nazwy, ale przecież dla nas jest absolutnie zrozumiała  – Wisz Rosnący na Wyspie, inaczej Wisz wyspowy. Wody Worukaszy mają być wzburzone wiecznie przez spadający z góry Hary potok Ardwi (Ordwa). Na dnie tego morza spoczywać ma Chwarena – czyli boska chwała – jasność, oświecenie –  ist (jakby ałatyr według burskich podań).

Góra Hara sięgająca nieba bardziej pasuje do Karakorum, które ma i rzekę lodową widoczna z kosmosu największa rzekę lodowca na Ziemi i jest największym skupiskiem najtrudniejszych 8000 tysięczników Ziemi.

Morze Worukaszaa pełni w mitologii irańskiej tę samą rolę co rzeka Rangab wijąca się z Wierzchołka Haryc i opływająca Wyspę. Całość podania o Zorianie-Żarduszcie wiąże się z Karopanamid znanymi również mitologii Iranu i z postacią Ryby Karye strażniczki Góry.

 

a Worukasza – patrz  SMLIE str. 459

b Rangha – Rha – patrz SMLIE str. 360

c Góra Hara – patrz SMLIE str. 459

d Karapananowie – patrz SMLIE, str. 218 – pięciu braći w Awescie któryz chcieli zabić Zoriana – Czaropanowie  i Panowie z Kamienia (Uralu).

e Kara – patrz SMLIE str. 218

[2] Hara Berezaiti  – To bardzo ważne miejsce w mitologii Iranu, także dla wyznawców Wiary Zar-zdusza – Zaratusztrianizmua

a patrz Wikipedia Angielska

[3] Burusz – ojciec Żar-zdusza (Żarduszta, Zarduszta, Zaratustry, Zoroastra). Irański zpis jego imienia brzmi Puruaspa, gdzie aspa – koń, konny, jeździec, posiadający konia, woj konny, pan koni. Określenie aspa jest bardzo dobrze znane Słowianom i było znane równie dobrze Skołotom – brzmiało bardzo podobnie do irańskiego i funkcjonowało podobnie – jako określenie osoby przynależnej do szlachty polskiej – na wojowników poskołockich i posarmackich: (as)pan, waćpan, asan, waść (pan), waspan, aćpan, lub acan. Używane było w Polsce jeszcze w XXVI i XXVII wieku NK (XVIII i XIX wieku n.e.). Stąd biorą się jako naszym zdaniem mocno uzasadnione i uprawnione przedstawione tutaj interpretacje imienia Puru-aspa. Należy bowiem pamiętać, że Puruaspa był Skołotą więc mamy tutaj tylko irański zapis skołockiego imienia woja z rodu Spitów-Spisaków. Według nas imię to mogło brzmieć po słowiansku Bur-waćpan, Burwaśpan, Burwaść, Buracan, a po skołocku – pośrednio między brzmieniem słowiańskim a irańskim: Buraspa, Buraspan, Burwaśpa , Buryjaśpan, a znaczyło: Bury Jeździec, Bur Pan, Burus Pan, Burowoja.

a Miano to mogło również pochodzić od rdzenia per i oznaczać Peru-aspana – Jeźdźca Piorunowego, piorącego, uderzającego, Woja Peruna bądź Świętego Woja-Kapłę Peruna – Peru-waćpana, tak dokładnie jak jest z mianem Świtung oznaczającym miano jeźdźca-kapłana Swąta.

 

[4] Podania wołoskie i czeremoskie oraz huculskie powiadają, że dwoje książąt: Honora i Magora, przywiódł pod Góry Harów Czarny Skrzysty Tur, który tutaj zginął porażony strzałą. Podania madziarskie i guńgarskie-huńskie oraz onogórskie (wougarskie, bułgarskie) powiadają, że Hunora i Magora przywiódł tutaj Skrzysty Jeleń, za którym się w tę piękną ziemię zapuścilia. Skrzysty Jeleń z tej opowieści nosi imię Cudas Zarwas. W języku węgierskim czy w językach tureckich imię to jest trudne do zrozumienia – co innego w językach słowiańskich, gdzie Cudas Zarwas  – to cudowny żar, cud żaru, cud zerywański, cudownie zerwany z Drzewa Drzew – skrzysty jeleń podzący z Weli – cudowny i zerwany, oraz żarem jaśniejący. Dlatego jego nieco zniekształcone przez tradycję turkucką i magórską zapisujemy w tej Księdze jako Cudożar.

a Patrz  – M. Eliade Od Zalmoksisa do Czyngis Chana, wyd. PWN Warszawa, 2002

[5] Winopijus – w greckim oryginalnym zapisie Ojnopion – co znaczy dokładnie wino-pijon, Pijący Wino lub Upity Winem, Pijanica Winny.

[6] Najstarsza część Obwiesty (Awesty) uznawana jest za osobiste dzieło Zaratusztry (Żar-zduszta). Są to zapisy nazywane Gadhbami, które to niezrozumiałe dla Irańczyków nazwanie mu odczytujemy znów z łatwością- Gądby, Gadki. Podobnie jest z rozumieniem samego miana Aswesty (Obwiesty) niezrozumiałe – Dla Irańczyków. Dla nas od razu jasne (O-westa, Obwieszczam – wiestawieścićzwiastować, czyli rozjaśniać gwiezdnym blaskiem niebieskim – czyli wieścić Niebiańską Prawdę Objawioną. Owesta – O(b)westa, O(b)wiesta. Podobno jest ona napisana w niezrozumiałym języku AHUNAWAR – Ohunawar – O – Huna (gunia) – War. Pierwsza Gadka Zoriana to – Ohunawar napisana w języku hunoawarskim.

Hunoawarami  (u Naruszewicza)– nazywano Obrów- Awarów- Chawarów- Chorwatów

Tak więc Gadki są spisane w najbardziej archaicznym języku – hunoawarskim – którego sami Irańczycy i wyznawcy Obwiesty nie rozumieją za dobrze. Jest to język indoeuropejski, z którego słowa i pojęcia są nam Słowianom bardzo bliskie i jak widać zrozumiałe. Cztery najstarsze i najbardziej znane Gathy (Gadki) Zoriana Zgwiezdnika to Ahunavar, Airyema ishyou, Ashem vohu i Yenhe hatam. Są one tak trudne do przetłumaczenia, że nawet wierni mają jedynie ogólnikowe pomysły na temat ich treści. Mówi się, że Ormuzd sam mówił w języku hunoawarskim. Gadki (Gądby) Zarathustry również wykorzystywane są do ochrony w celu przeciwdziałania siłom zła.

[7] Na końcu świata przyjdą na Ziemie trzej jego synowie z tego jeziora – Saosz Jantowie (Saosz Jątowie – Jąć, a więc Jąć-owie Saoszy a może Sraoszy) – Husze-tar, Husze-Tarma, i Saosz-Jąt (Huszettar, Huszetarma i Saoszjant). Wystepuje tutaj bardzo bliskie nawiązanie do nazw plemiennych całego Ludu Jątów, spokrewnionego z Dachami (Dawami, Drakami), Słowianami i Skołotami, znanych Romajom jako Ilirowie. Z ich kwri i od skołockich Języtów a także od Istów pochodzili Jąć-wingowie (Jąt-wenedowie) znani później jako Jaćwingowie. Do ich miana nawiązuje także Widłuża-Troja, znana jako Ilion – obwar o pochodzeniu skołocko-istyjsko-dachijsko-orojskim, czyli o korzeniach na pewno nie romajskich, ale mazońsko-skołockich.

[8] Most Czynwątu-Prawątu (Czynopątny i Prawopątny lub Czyn-wici i Praw-wici) we wnętrzu Góry Onawielnej nad Prze-Paścią Nawi (Paszczą Nawi). Wąć, pąć, wić, wątek – ścieżka, droga, wskazanie. Zorian-Żar-zdusz stoi przy Moście Czynwąci (pers. Czinwat) w Zaświatach i kieruje dusze zmarłych we właściwe strony. Jest to Most Rozdziału, Most Sądu Nad Duszami (pers. Czinwat-o Perewat) – Czyn-Wąt – czyli most Drogi Czynów, Wąci (Pąci, Wątka) Czynów – Czyli Nieci Żywota związanej z Czynieniem – Wątku Czynów. Tam sądzą dusze Mitra (Dażbóg) wspólnie z Waruną (Swarogiem), Rasznu (Straszny Prawic, Pobożność – Prawota, Prawdziwc)  z Wagą ważący dobre i złe uczynki i Sraosza (Posłuszeństwo, Walczący z Duchami Zła Toporem, Włócznią i Maczugą, Nocny Posłaniec Swego Ojca – Ahura Mazdy ––Święty Ptak Ahura Mazdy, Boski Kogut (także ptak zwiastujący wzejście Słońca). U Słowian ten ostatni – Posłaniec – Boski Posłaniec – to Posłaniec czyli Po-Dagżyk – Według Zoriańskiej Nowej Wiary to On zatrumfuje na Końcu Świata.

Tak samo jak irański, awestyjski, indyjski Mitra i Waruna, mają wspólnego syna – Oko Mitry i Waruny – Słońce, również i u Słowian Dażbóg i Swaróg mają wspólnego Syna Słońce –   Swarożyca, który roni Bursztynowe Łzy. W słowiańskiej Wierze Przyrody możliwym ojcem Słońca jest także Mir-Podag, jednen z trzech domniemanych ojców Swarożyca. Istnieje także podanie wiążące Po-Daga z Dagiem-Dawem – Dażbogiem.

Perewat – Perewąt – Prawość, Prawda, Pra-wąć, Pere-wąć – Droga – Wąć – Wątek Prawdy, Prawa, Pere(u)na – i Prowego – Prawych Bogów Władców Pioruna, Bogów Piorących,  Władców Prawa stanowionego dla Bogów i Ludzi.

Most Czynuwąci przed grzesznikiem stawał się coraz węższy aż wreszcie przeradzał się w krawędź brzytwy, zaś pod sprawiedliwym stawał się szeroki na 9 włóczni albo na 27 strzał (symbolika śmierci 9).

Sądu w Komorze Sowiego gdzie przyjmowano Dusze w Zaświaty nie należy mylić z Sądem w Zamyku Welesa, gdzie u boku Welesa zasiadał Koszerys i gdzie ważyła się sprawa Ostatecznego Zesłania do Krainy Ciszy – czyli Czeluści, inaczej Otchłani, gdzie wszystko rozpływa się w ostateczną Nicę.

Podziel się!