Fakt: Znalazł skarby w ziemi i przekazał konserwatorowi zabytków. Przepadły jak kamień w wodę

zdjęcie ilustracyjne

Pasjonat poszukiwań archeologicznych natrafił na nieużytkowanej łące pod Warszawą na kilka niezwykłych artefaktów sprzed wielu wieków. Zgodnie z obowiązującymi przepisami przekazał znaleziska Mazowieckiemu Wojewódzkiemu Konserwatorowi Zabytków. Od tego czasu nie otrzymał żadnych informacji o dalszych losach odkrycia. Jego perypetie opisał portal wyborcza.pl.

W czasie wakacji 2025 r. Paweł Szelest po raz pierwszy wyszedł w teren z wykrywaczem metalu i od razu miał szczęście. Jednym z odnalezionych przedmiotów była brązowa chochla, tzw. ligula, której podobne egzemplarze można znaleźć jedynie w muzeach w Lombardii we Włoszech. Jak podkreśla, w Polsce nie natrafiono dotąd na podobny artefakt.

Wśród odkrytych przedmiotów znalazła się także bogato zdobiona rękojeść miecza i tajemniczy, podłużny przedmiot ozdobiony rowkami. Szelest konsultował swoje odkrycie z naukowcami, jednak jak relacjonuje, nawet eksperci nie byli w stanie jednoznacznie określić, czym jest tajemniczy artefakt. Według jego oceny, znaleziska mogą pochodzić z epoki brązu, z okresu około 1500–1000 r. p.n.e. Poszukiwacz przypuszcza, że natrafił na grób z tego okresu, w którym wraz ze zmarłym złożono odnalezione przedmioty, choć zaznacza, że są to jedynie przypuszczenia.

Proces uzyskania zgody na poszukiwania zabytków w ziemi jest skomplikowany i wymaga m.in. uzyskania pisemnej zgody właściciela terenu oraz złożenia wniosku do konserwatora zabytków. Szelest dopełnił wszystkich formalności, wnosząc opłatę administracyjną i oczekując na decyzję przez 30 dni. Po otrzymaniu zgody, podczas eksploracji terenu, natrafił na artefakty znajdujące się około 20 cm pod powierzchnią ziemi.

Nie doczekał się reakcji

Detektor wskazywał, że w ziemi mogą znajdować się kolejne artefakty. Poszukiwacz zdecydował się jednak nie kontynuować wykopalisk, aby nie naruszyć potencjalnego stanowiska archeologicznego. Po powrocie do domu zgłosił znalezisko do Mazowieckiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, który poprosił go o dostarczenie przedmiotów. Pan Paweł liczył na przeprowadzenie wizji lokalnej, jednak do tej pory nie została ona zorganizowana. W końcu zdecydował się poinformować o sprawie dziennikarzy „Stołecznej”.

Paweł Szelest zwraca uwagę, że przez rok od zgłoszenia nie podjęto żadnych działań w miejscu odkrycia, co jego zdaniem naraża pozostałe artefakty na zniszczenie lub kradzież. Podkreśla, że zgodnie z jego analizą terenu, w ziemi mogą znajdować się kolejne elementy unikalnego depozytu, które przez brak reakcji urzędników mogą ulec zniszczeniu. Z tego powodu nie ujawnia dokładnej lokalizacji znaleziska.

Wystarczy mu dyplom

Poszukiwacz wskazuje również na nieprzestrzeganie przepisów dotyczących nagród dla znalazców zabytków archeologicznych. Zgodnie z rozporządzeniem ministra kultury, znalazcy przysługuje dyplom oraz nagroda pieniężna, która może wynosić nawet do 267 tys. zł, czyli 30-krotność przeciętnego wynagrodzenia za 2025 r., a także do 10 proc. wartości zabytku.

Według ustaleń poszukiwacza, odnalezione przedmioty mogą być warte około 200 tys. zł, ale Szelest zaznacza, że nie zależy mu na nagrodzie finansowej. Natomiast chciałby otrzymać dyplom jako dowód uznania dla swojego odkrycia. Zastanawia się również, czy specjaliści ocenili już przekazane artefakty i czy zostały one odpowiednio zabezpieczone. Warto dodać, że handel odnalezionymi przedmiotami jest w Polsce zakazany.

Urzędnicy ignorują znaleziska?

Sytuacja Pawła Szelesta nie jest odosobniona. Sławomir Kaliński, radny w Nowym Dworze Mazowieckim i lider Grupy Poszukiwawczej GEPST, krytycznie ocenia działania służb konserwatorskich. Według niego zdecydowana większość zabytków zgłaszanych przez pasjonatów jest ignorowana przez urzędników. Kaliński podkreśla, że jego grupa przekazała służbom m.in. ponad tysiącletnią łódź-dłubankę, która obecnie niszczeje, nie będąc odpowiednio zabezpieczona.

Paweł Szelest zauważa jednak, że nie zawsze tak wygląda współpraca z urzędnikami. Przypomina sytuację z czerwca, kiedy to inny poszukiwacz amator odkrył w gdańskim lesie miecz szacowany na 3000 lat. W tym przypadku służby konserwatorskie natychmiast podjęły działania, zabezpieczyły znalezisko, a Pomorski Konserwator Zabytków oficjalnie podziękował znalazcy za przekazanie artefaktu.

Źródło: warszawa.wyborcza.pl

źródło: https://www.fakt.pl/pieniadze/artefakty-znalezione-przez-poszukiwacza-urzednicy-nie-reaguja/z1je48r?utm_source=bialczynski.pl_viasg_fakt&utm_medium=referal&utm_campaign=leo_automatic&srcc=undefined&utm_v=2

Podziel się!