Od Poli Dec

Naukowcy odkryli trzecią falę migracji do Ameryki Południowej
Przez lata naukowcy postrzegali zasiedlanie Ameryki Południowej – ostatniego kontynentu zaludnionego przez człowieka – jako proces stosunkowo prosty i liniowy. Dominowało przekonanie, że niemal jednorodna populacja, która przybyła tam około 15 tys. lat temu, szybko zaadaptowała się do skrajnie różnych warunków – od wilgotnej dżungli amazońskiej po surowe płaskowyże Altiplano – a następnie pozostawała w izolacji. Okazuje się to nieuprawnionym uproszczeniem.
Najnowsze wyniki badania opublikowane 22 kwietnia w czasopiśmie „Nature” rzuciły wyzwani starym, uproszczonym modelom, ukazując znacznie bardziej dynamiczną i wielowarstwową historię, w której migracje ludności następowały falami, a w genomach rdzennych mieszkańców przetrwały ślady dawnych, egzotycznych pokrewieństw.
Zespół naukowców pod kierunkiem genetyczki Tábity Hünemeier z Uniwersytetu w São Paulo przeanalizował 128 kompletnych genomów współczesnych mieszkańców Ameryki Łacińskiej – od Meksyku po Argentynę. Dzięki zestawieniu ich z istniejącymi bazami danych oraz kopalnym DNA badacze odkryli dowody na co najmniej 3 odrębne pulsy migracyjne. Po przybyciu pierwszych osadników nastąpił okres regionalnego różnicowania się grup, który doprowadził do powstania ogromnej, nieopisanej dotąd różnorodności genetycznej.

Graf relacji genetycznych i domieszek populacji MezoamerykiCastro e Silva, M.A., Nunes, K., Ribeiro, M.R. et al. (CC BY-NC-ND 4.0)materiał zewnętrzny
Pierwsze dwie fale prehistorycznych imigrantów były już wcześniej znane nauce. Najstarsza z nich była powiązana z tzw. dzieckiem z Anzick z Montany, pochowanym ok. 12,700 lat temu, zaś druga wydarzyła się ok. 9000 lat temu. Kluczowe odkrycie stanowi dopiero trzecia fala. Jej sygnatura genetyczna pojawia się ok. 1300 lat temu i rozprzestrzenia się szeroko, docierając nawet na Karaiby.
Przybysze ci mogli być spokrewnieni z Mezoamerykanami z Meksyku i Ameryki Środkowej, niemniej jednak do tej pory badacze nie wiedzieli dokładnie, skąd oni przywędrowali. „Bez populacji źródłowej i bardziej bezpośrednich dowodów [trzeciej fali] ze starożytnego DNA naprawdę ciężko jest to pojąć” – skomentował Cosimo Posth, archeogenetyk z Uniwersytetu w Tybindze.
Sygnał Ypykuéra. Pokrewieństwo rdzennych Amerykanów z mieszkańcami Australazji i Azji
Możliwe, że najbardziej zaskakującym odkryciem z tego badania jest obecność fragmentów DNA wspólnych z populacjami z Australazji. Badanie skupiło się na kwestii tzw. sygnału Ypykuéra, czyli śladów pochodzenia australazyjskiego w genach rdzennych Amerykanów. Choć te warianty stanowią zaledwie około 2% genomu osób, u których występują, ich obecność jest zdumiewająco stała od 10 tys. lat. „Ten sygnał był znajdywany raz po raz. I kolejny raz. On musi coś znaczyć” – wyjaśnia Posth.
Tábita Hünemeier sugeruje, że przodkowie niosący te geny, nim przemieścili się w głąb kontynentu, przez tysiące lat mogli zamieszkiwać Beringię, czyli rozległy pomost lądowy łączący niegdyś Syberię z Alaską, który stanowił kluczowy szlak migracyjny dla pierwszych mieszkańców Ameryki. Ten pokryty roślinnością obszar, istniejący w epoce lodowcowej, był domem dla Paleoindian, którzy prawdopodobnie 12-11 tys. lat temu wyruszyli stamtąd na podbój nowego kontynentu.
Badania wykazały, że wiele współczesnych rdzennych grup etnicznych z Amazonii i Andów (m.in. ludy Suruí czy Karitiana) posiada zaskakująco wysokie pokrewieństwo genetyczne z dzisiejszymi mieszkańcami Australazji i Azji Południowo-Wschodniej. Dzięki wykryciu wspomnianego sygnału już w DNA sprzed ponad 10 tysięcy lat, można zakładać, że ta unikalna linia genetyczna była obecna już podczas pierwszej fali migracji do Nowego Świata, a nie jest wynikiem późniejszych kontaktów.
Paleoindianie odziedziczyli cechy po neandertalczykach i denisowianach
Naukowcy wykluczyli, by sygnał Ypykuéra, czyli specyficzna domieszka genomu, była jedynie efektem dziedziczenia po archaicznych ludziach, takich jak neandertalczycy czy denisowianie, bądź skutkiem izolacji genetycznej badanych grup. Dane potwierdzają raczej silny związek z dawnymi łowcami-zbieraczami z Azji (np. kulturą Hòabìnhian). Odkrycie to podważa teorię o pojedynczej, jednorodnej grupie założycielskiej wszystkich rdzennych Amerykanów i wskazuje na znacznie bardziej złożoną mozaikę populacji.
Za co więc odpowiada spuścizna genetyczna po neandertalczykach i denisowianach, którą przejęli Paleoindianie? Badacze odkryli, że regiony genomu przejęte od archaicznych ludzi wspierają funkcje odpornościowe, metaboliczne oraz integralność naskórka. Należy jednak podkreślić, że dane wykazały, iż sygnały pochodzenia australazyjskiego oraz archaiczne introgresje to dwa odrębne zjawiska, które niemal nie pokrywają się w genomie.
Współczesne genomy rdzennych Amerykanów są skarbnicą wiedzy o procesach ewolucyjnych – od zamieszkiwania Beringii i ekspansji polodowcowej, aż po drastyczne załamania populacyjne (tzw. efekt wąskiego gardła) wywołane europejską kolonizacją. Naukowcy podkreślają, że ta bogata mozaika genetyczna wciąż skrywa wiele nieodkrytych wariantów strukturalnych, co dowodzi konieczności lepszej reprezentacji tych grup w globalnych bazach danych.