Tan Drugi Wielki – Luty, Tan Wilczy- Rozpustny Tan Od-Nawienia, Tłusty Tan Rozpustu (fragment księgi Tanów, tom 2) + kulędarz święta (20-26 luty) + Od Jerzego Przybyła Dziady Żywieckie

Jerzy Przybył – Żywieckie Jukace

*

Luty, Tan Wilczy- Welesowy i Makoszowy, Rozpustny Tan Od-Nawienia, Tłusty Tan Rozpustu

– Drugi Wielki Tan Nowego Roku Gwiazdowego to ostatni Wielki Tan Godowy, czyli ostatni obrzędowy tan Godu Przyrodzonego: Prawego w Prawi, Przyrodnego i Rodnego w Jawi, Zaniczonego i Zagrobowego w Jamie Nawi – powiada Dażbóg, Pan Kopuły Nieba i Jasnego Dnia. – A ci Luci Bogowie to Gromnica-Perperuna, Mąd-Mikuła, Sporowie, Morowie i Strzybogowie.

– Wiele mian ważnemu tanowi temu Ludy Słowa i Sławy nadają. Poważanie owo płynie zaś z tego, że ów trzeci Tan Zimy ma za zadanie ostatecznie przebłagać i przymusić bogów tynów zimowych, którzy zamrozili i umorzyli ziemię (a z nią cały Ożywiony Świat), aby zwrócili Matce Ziemi i Matce Przyrodzie rozrodcze Moce i Żywioły, czyli wsze Siły Życia – mówi Dażboga, Pani Niebieska, Pani Dobra, Wielka Bogini Nieba.

– Jest to więc Czas Ostateczny, Czas Osta, i stąd jeden z trzech wieńczących owe święta dni owego tanu mianuje się Ostatkiem. Ostatek to inaczej Osta Statek, Łódź Osta, Korab-Karabl (Ka służące Ra) – łódź, która ma uratować od śmierci wszystkie Godne Istoty Tego Świata, kiedy nastąpi Ostatnie Czwarte Wyjście Swąta z Kłódzi. W czasie Zimowego Ostatku rzeczywiście zdawać się może żywym istotom Białego Lądu i Królestwa Północy, że jedynego ratunku upatrywać mogą w onej Łodzi Osta. Jako to powiadają (a przecie nie bez powodu): „do trzech razy sztuka!”. A jeśli tym trzecim razem zapuszczenie Ziemi częściami Świętego Łuku się nie powiedzie, to nic już do zrobienia nie zostanie, ino pogrążyć się w Nicy, oddać się na unicestwienie i unyjanie-uniczenie[i]. Czyż takie niepowodzenie ostateczne nie byłoby zakończeniem żywota wszech istot Matki Ziemi i Mateczki Przyrody, pogrążeniem w niebycie wszych Rodów Zerywańskich, Zwirzorowych i Zróstowych?!

– Czas tuż przed Odnowieniem Żywota nazywa się też Przednowiem, Przednowieniem, Przednowiną i Przednówkiem – odzywa się z nagła niewidoczna nigdzie Bogini Pogoda, żona Podagi-Mira, Dobrą Miarą też zwana.

– Bywa, że mimo całorocznych wysiłków gospodarczych właśnie teraz, kiedy Morowie i Welesowie z Koladą-Kostrubem tracą moc, także ludzie i wszystko, co żywe, przychodzi do wyczerpania, ku skrajnemu wycieńczeniu. Różne plemiona Sławian przenoszą więc nazwę świętego Ostatniego Dnia – Ostatku, na cały ten Wielki Ostatni Tan Godowego Kręgu, mówiąc o nim Wielki Tan Ostatków, Ostatek. Niektórzy mianują go zaś Wielkim Tanem Przednowia – od samego ostatniego dnia świąt, który określają jako Święte Przednowie.  

– W ten wielki tan po raz trzeci potomkowie Zerywanów powierzają Matce Ziemi na schronienie ostatnie części Świętego Łuku – rzekł do woja, którego przed sobą uwidział, sam Weles, Pan całej Weli, Opiekun Niw i Nawi, Bóg Koźlo-Wilczy. – Dokładają do jamy-macicy Lotkę Strzały oraz  Wieniec Łuku, jego święte Zwieńczenie uczynione węzłem barwnych bajorków bożych.

– Miesiąc Luty nie bez powodu jest nazywany Srogim i Hardym – rzecze do Kuropieski, woja z Kuroniów, który do Borowczyków w Góry Czarnych Kauków pieszką przybył, Dyj-Poświściel, najhardszy syn Strzybogowy.

– Ciebie wybrałem na przekazanie Ludom Słowa, czcicielom Sławuny-Czsnoty, Słowa o tym Tanie Wołgim, Wołkim – Wilczym i Wołowym, Wołosowym, Welesowym, a też Sporowym, Dażbogowym i Strzym!

Ciebiem wybrał, bo tyś przeszedł przez Bory Borejskie, Bory Siewierskie, przez Morze Burzańskie, Bogskie-Bożańskie Jary i Wąwele. Przeprawił żeś się przez Bagna Dawańskie i Prypeckie! Tyś rzeki Danaster, Danaper, Don i Doniec, i Prypeć przepłynął, Tyś Pustynię Zieloną (co w zimie Białą Pustką jest) calutką przewędrował ku Górom Kauków Czarnych podchodząc. Tyś serce Ludmile Ślężańskiej oddał, tyś dowiódł Prawdy Serca przez wszych bogów głoszonej.

Serce nie sługa, nie wie co to pany,

Nic go nie skowa przemocą w kajdany

I nie przemoże żadne zniewolenie,

żadne na czworo włosa podzielenie

Nic mu granicą, przeszkodą nie będzie

Kiej ono wezwie, pójdziesz za nim wszędzie.

Takiego serca, takiego Serca i Woli potrzeba,

By przetrwać wszelkie przeciwności Nieba.

By ten czas srogi w Ziemicy Przyrodzonej,

Hartem Ducha pokonać,

przeciwności zmorzyć i przetrwać w czas Jary

w ostojach rozsianych między śnieżne bory.

– Takiego serca i woli trzeba, aby na Pustyni, co Białą Zaspą zasypana i dujawicą smagana, przetrwać żywemu czas ów luty – powiada Daba-Dobra do wojaka.

– Tak więc w tym czasie właśnie najmocniej upraszać należy i obrzędami zaklinać Bogów Tumu Kostrogońcowego, Tumu Ostrego, Tumu Ostary i Kostruba, aby zechcieli te Siły Żywotne, Życie-Żywie wrócić Matce Ziemi i Światu Przejawionemu! Aby dokonał się Obrót od Umorzenia i Unicestwienia ku Pomnażaniu-Płodności i ku Sporzeniu-Plenności – wtóruje jej Dażbóg.  

– Dla Zerywanów, Zwierzyny, jak i Zróstliny nic ważniejszego w tym zimnym czasie pustym nie ma, więc modły, obrzędy, orszaki, obchody, żertwy i wszelkie ofiary kierujcie do onej Kolady-Kostra oraz Morów, Welesów, Strzybogów i Dażbogów wchodzących w jej Zimowy Tum  – rzecze sama Bogini Nyja, Pani z Kosą.

– Ale też do Podagów, Makoszów, Sporów i Rodów! – Ja, Dyj-Poświściel, Dujawicy-Śnieżycy i Żłódzi-Słoty Nosiciel, rzekam tobie, Kuropiesko. – Pierwsza czwórca, jako już mówiono, odpowiada bowiem za Opustoszenie Matki Ziemi, a druga ma zdolność ponownego puszczenia w ruch Koła Zarodu. Skoro o Kole mowa, to o Ładzie-Kołacie, Ładzie-Kuładzie nie zapominajcie, a Matkę Ziemię w Pośródzi-Średczy na uwadze swej miejcie – jako tę, którą ruchem onego Kół-Łada do życia koniecznie należy przywrócić.

Aby ten Obrót Koła Ładu od Śmierci ku Odrodzeniu, od Ciemności do Jasności, od Nocy do Dnia się potoczył, konieczne jest szczególne wzmożenie obrzędów w tym najcięższym okresie. Równie ważne jest jednak, aby czynności święte toczyły się w odpowiedniej kolejności po sobie, w układności zapisanej na Niebie Gwieździstym.

W Drugim Wielkim Tanie – Lutym i Tłustym, Tanie Rozpustu – w orszakach prym wiodą Zwierzory i Zrósty, czyli oranci przebrani w zwierzęce maski i stroje, a też wyposażeni w roślinne ozdoby, we wieńce, w wiązanki, w wiecznotrwałe kwiecie i zioło.

Wilk, Jeleń, Byk-Wół, Kozioł-Kozica, Zając-Królik, Drakon-Żmij, Świstak z Rybą, ale też Koń-Świchrz, a szczególnie Koń Lel, Lelkoń, koń Tego, Który Kończy Żywoty w Jaskoni – Lelija – jako główne postacie w orszakach będą harcowali.

W tym ostatnim tanie Godów wszystkie osoby poza głównymi żercami i orantami ubierają na twarze baranie i wilcze maski. Jako to wiadomo, Baran jest zwierzęcym uosobieniem Tynu Swarogów, a Wilk Makoszów, więc i oni są nie mniej ważni.

A skoro Jeleń Ładów, Panów Rzeczy, i Jelonek Sarni Dziewów, czyli Krasnych Kupałów, to i ich ptaki: Ładów uosobienie Łabędzica Biała i Jaskółka Kupalna.

Takoż Dzik – uosobienie zwierzęce Matki Ziemi i Bocian – jej ptak, Wipera-Wieprz Sporów czy Gąsior – ptak Rodów i ich zwierz Łasica.

A jeśli Wół, to i Sroka ptaszyca Sporowa.

Orzeł i Sokół w tych tanach wystąpi i Czarny Motyl Przepierzyca, słowem cały zwierzęcy skrzysty orszak poszczególne pochody zdobił będzie.

– Tylko niektórych tutaj wymieniłem tobie, Kuropiesko, ale wiedz, że wszyscy uosabiający siły boże Zwierzorowie, ci Święci Futrzani i ci Świętopiórzy, i Święci Owadzi, i ci Zimno- i Gładko-skórzy, a z nimi wszy Zróstowie Skrzyści, Gwieździści, Świetliści, Kwieciści i Święci – powinni być obecni w onych obchodach.   

Pierwszego dnia owych Wielkich Tanów Lutych jest święto Werbin-Więzin zwane, Welesowe i Morowe, a też i Sima – Pana Ziemi Skamieniałej, Twardej, Hardej. Mianowany więc jest ów dzień także Dniem Hardym, Dniem Hartu, Dniem Lutym – Twardym.

Jak przez wszystkie zimowe tany, także tu czci się Koladę-Kostruba, który w pochodach całych Tanów Rozpustu występuje jako Śmierciucha. Także tego dnia odbywa się obrzęd Dziadów Lutych ku pamięci przodków.

Do pierwszego dnia świętowania trzeba się, jak zawsze, wcześniej przygotować.

Tym razem cała społeczność powinna naciąć wiotkich, gołych gałązek z sześciu drzew: Wierzbiny-Wikliny, czyli drzewa Simów, z Więziny – drzewa Makoszów, z Bzu Hebdu – drzewa Przeplątów, z Jarząbu, który jako drzewo Kupałów-Dziwieniów występuje, z Buczyny, czyli drzewa Rodów oraz z Jabłoni Sporowej. Jabłoń pokazuje tutaj samego Boga Sporzenia i syna jego, Wołosa Płodnego, a Jarząb samego Kupałę Pana Żądzy. Do tych sześciu wici podstawowych doplata się gałązki wiotkie z sześciu krzewin: Czeremchy Przeplątowej, Szypszyny Dażbogowej, Lnu Makoszowego, Trzciny Strzybogów, Kaliny Dziwieniów-Kupałów i Jałowca Welesów.

Z gałązek tych sześciu drzew i sześciu krzewin sposobione będą domowe, gospodarskie, nagrobkowe i sobarowe wieńce, wianeczki i wiązanki. Tych sześć drzew i sześć krzewin uosabia sobą w świecie Zróstów tyny boże najważniejsze dla Rozpustu, czyli Rozpuszczenia Sił Życiowych po Białym Lądzie i Królestwie Północy.

Sześć – jako wiadomo – jest czertą życia, którego znakiem jest także i Sześciożyw, zwany Sześciolistem lub Sześcioramienną Gwiazdą.

Gałęzie i krzewiny razem wzięte, ukazują poprzez siebie dziewięć tynów bożych: Welesów, Przeplątów, Makoszów, Dziwieniów-Kupałów, Sporów, Simów, Rodów, Strzybogów i Dażbogów. Dziewięć jest czertą Śmierci i Unawienia żywota. Te dwie czerty spojone w jedń dają znów 6, czertę Odrodzenia, Odnowienia Żywota.

Prawdziwa wiązanka musi być wykonana z samych gałęzi wiązu, albo przynajmniej być przewiązana wiotką witką wiązową – tę zwać będą Lutą Rózgą Rozpustną lub Rózgą Lutych Bogów Rozpustu. We wieńce i wiązanki  wplatane są zasuszone wonne ziela boże, boskie zioła leczące oraz suche, pachnące, nieśmiertelne kwiaty.

Jednak najważniejszym, co z owych gałęzi należy upleść na to święto, a wymaga wielkiej staranności w wykonaniu i znawstwa onej roboty, jest przaśne upodobnienie Welesa, które wiele imion nosi. Postać jego pleciona jest na kształt wielkich rozmiarów Kozła. Ma ona koźlą głowę i kozie włochate nogi, zakończone kozimi kopytami.

Oto jest zwierzęce wcielenie Welesa Boga w Kozła.

Oto jest ten bóg, który o tytuł Wesela z Panem Żądzy i Miłości się zmagał!

Oto ten, który przeciw Kupale u zarania Świata Przejawionego stanął!

Oto jest, co odważył się walczyć o Płodność i Mnożność.

Pojedynek tych dwóch bogów będzie odgrywany przez orszak obrzędowy w obrazowaniach i tańcach pierwszego dnia świątecznego.

– Wypleciona z gołych gałęzi drzew i krzewin postać Welesa-Wesela przedstawiona jest z  okazałym przyrodzeniem gotowym do dziełania, do spółkowania i pomnażania żywotów na Ziemi – zaświszczał Kuropiesce w ucho Dyj Poświściel.

– Stąd płynie wielka mnogość mian, jakimi go zwać będą Ludy Słowa. Wojownicze, przepełnione żądzą zobrazowanie Boga Welesa, Pana Zaświatów, z czasu pamiętnej Bitwy o Pomnożenie, kiedy mógł przeobrazić się w Wesela, nosić będzie miana nadawane stosownie do jego wyglądu. Zwać go więc będą:

Koźlogłowem, Kozłopanem, Panem Żądz, lub po prostu Panem – jako że to on w orzym czynie panując nad własną żądzą, żądze nieopanowane w żeńszczynach wzbudza, on w spółkowaniu rządzi i panuje;

Kozłopałą go przezwą i Wielkopałą, Walimem, Wałem;

albo Kozłem Prym, czyli Owitem Prątym, Pryjem-Owijem – prącym, ryjącym i żywot owijającym.

Wymianują go też na Prujjamę, Pruja, Kozła Rypa, Rupę-Rubasza, Rupta, Ropota Uboda, Rapta albo Zimnego Roja.

Nazwą tego Kozła także Gonehartem, Godehardem, Goderahtem-Goderogiem i Werbinem-Werbusem, Wiklinem lub Więzinem albo Jarząbem.

Cztery ostatnie miana biorą się z tego, że cztery wici są dla jego istu ziemskiego najważniejsze, dwie czarne – jarząbowa i wiązowa – oraz dwie białe (jasne) – wierzbowa i wiklinowa.

Miano Godehard i Goderog – wiadomo – z tego się bierze, że oneż gody kończące i zamykające w Koło Obrzędy Godów na Ziemi, gody końcowe roku obrzędowego, Tany Kozłobogowe, Welesowe – Hardymi, Twardymi i Lutymi są. Imię Gonehart stąd onemuż Kozłopanowi jest dawane, iż za pannami do upadłego z zaciętością w świętym tanie, Tanie Hartu, goni.

Można by wymieniać dalej jego nazwania ziemskie, sięgając i tysiąca imion, a wszystkie je na sto sposobów tłumaczyć, lecz na tych dwudziestu siedmiu mianach poprzestańmy.

Ważne jest, abyście, Kuropiesko, w plemionach swoich sławiańskich, zarówno wspólnego Wielkiego Kozłopana – Zimnego Roja Sielańskiego – z żercami i wiedmami wypletli, jak też domowego, skromnego Małego Gospodarskiego Kozła Rupę-Rubasza ustroili.    

Wykonanie owegoż Kozłopana-Werbusa Sielańskiego i ustrojenie w odpowiednie bajory, węsiory, kwiaty i uzły, we dzwonki i łańcuchy, należy do Królewiczostwa Zimowego oraz ich orszaku złożonego z druhen i druhów. Wspomożenia w tej trudnej pracy udzielają im żercy i wiedźmy. To kapłowie bowiem posiadają głęboką wiedę na temat przeplotów świętych, które w obrazie onego Kozłoboga zrównoważyć muszą białe i czarne wici-gałęzie. Nie bez powodu bowiem czarno-biały onże Prym-Pruj Kozłobóg jest.

Żercy i wiedźmy znają też taje tak mocnego zawęźlenia i zawikłania wici w kosy-kłosy, we warkłosze-warkosze, żeby przyrodzenie Kozłoboga-Więzina przez czas wszystkich harców należycie mocno więzy owe trzymały we wzwodzie. Byłoby prawdziwym nieszczęściem, gdyby Koźlogłowemu Jarząbowi-Wiklinowi przyrodzenie opadło, albo i odpadło, w trakcie świętowania, tak jak to miało miejsce podczas tamtego pamiętnego pojedynku Welesa z Kupałą. W ten czas pusty, luty i twardy Weles musi zostać w swych żądzach w pełni nasycony.

Przaśne upostaciowanie Welesowe ruszy w Dzikie Tany i uganiać się będzie za pannami, a bóść je, czyli dawać im obod, ubod, obyd. To dziełanie, obydanie, to jest bytu dawanie, owijanie budji w żeńskim ciele, w Macicy Ziemi i w Maci Człowieczej. Przez obodanie, a więc budje, bycie, zaistnienie, obudzenie i pobudzenie – Nowy Byt, Sambyt, w ich łonach się budzi. Bóstwo owym śmiertelnym budem-bytem obdarowuje je, owija byt ów w ich wątpiach.

Wszystkie dziewice, wszystkie panny bezmężne tknięcia Werbina-Kozłoboga (Zimnego Roja) doświadczyć muszą, aby płodne były, aby kiedy ich czas przyjdzie, dorodne potomstwo na świat widny porodziły, w Jawię je wydały.

Jak w Gromnicę przygotowuje się ciało na przyjście Ducha Dziecięcia, jego Duszyc Bożych z Weli, z Gwiazd, tak teraz oczekuje się na objawienie zarodków człowieczych na Ostrowiu Bujan, na ich Rozpust po polach pustych i na ich przeniesienie do domostw sielańskich przez Boćki-Bodki, w Pieleszach – Leszych Liściach łopianowych albo kapustnych. Przez ten czas plecenia i oczekiwania na rozpoczęcie świętowania gotuje się mąż do wydanie nasienia, a żena gotuje się cieleśnie na przyjęcie zarodka życia ziemskiego, Bytu-Istu Matki Ziemi i Przyrody Pani.

Podczas gdy ową postać upoważnieni do tego wyplatają, biesednik wypowiada do Welesa modłę, jaką zwykle oddaje się Kupale-Weselowi, ale dokładnie odwróconą i ku temu pierwszemu skierowaną:

Przynoszę Ci, Welesie, Serce Swe, krwią niesplamione,
Na przybytki Twoje nie podnosiłem swego członka bezecnie,

Lecz jeślim Ci zło uczynił, to nędzą złamany, z ubóstwa.

Nie całym sobą zła się dopuściłem,
Gdy biedak złoczyni, ubóstwo zmniejsza jego winę:

Więc błagam,

Z serca mi ciężar odejmij, niewielka mej winy waga.
A kiedyś, gdy w godzinę lepszą wokoło mnie zgrabnie zaplotą się Doli Kosy,
Nie pozostawię bez darów bóstwa twojego:

Przyniosę do Twych hołdarzy, o Święty,

Ojca Trzód, Kozła Wielkiego,

przyniosę
Tego Rogacza Wesela

i ssącego jeszcze pierś Maci Wipery syna jego, Pryma.
Na ten dar zburzy ci się w czarach świeże wino,

a w Prawym obchodzie hołdarzy Twoich
Trzykroć weseląc się, iść będzie

młódź wokół Twej świątyni Jałowiczej[ii].

Modła ta ma wynagrodzić Welesa za jego trud włożony w pamiętny pojedynek i oddać mu cześć jako Władcy Żądz, drugiemu po Kupale-Weselu. I nie jest to bezpodstawne uczczenie, bo mimo iż po przegranym pojedynku musiał się Weles wyrzec żądz cielesnych i tytułu Pana  Mnożności, to pozostał Panem Żądz Ducha, Panem Weli, Panem Prawi i Nawi, Władcą Ukrytych Pragnień Człowieczych, a stąd także Strażnikiem Przysiąg. Dzisiaj obrzędnicy i oranci oraz żercy muszą dołożyć wszelkich starań, aby Welesowi na ten jeden ważny dzień, przywrócić siły męskie i utracone zdolności ródcze. Nie masz dla Człowieka żądzy i namiętności wyższej ponad Miłość i Śmierć.

Temu całe owo święto służy, aby oddać cześć należną Welesowi i całemu jego tynowi. Nie jest bowiem prawdą, że Weles jest bogiem bezpłodnym, gdyż zapładnia on ducha ludzkiego. Nie na darmo na Welesa klną się wszyscy, co przysięgi dochować zamierzają. On wyznaczonych zasad zakładu i bitwy z Kupałą-Weselem dochował. Dotrzymał słowa, mimo że była to klęska sromotna, a żadna klęska dotkliwszą od sromotnej nie jest. To Weles więc pozostaje wzorem dochowania przyrzeczeń i hartu ducha oraz stróżem zobowiązań. On za złamanie przysięgi odstępców natychmiastowym ścięciem i unawieniem osobiście karze.   

Wianki, wianeczki i wiązanki plecione są też na grobki dla Bab i Dziadów, którym tak samo jak wszystkim innym Bliskim Zmarłym oddaje się cześć o poranku owego pierwszego dnia w Święcie Dziadów Lutych. Rzecz tę czyni się zgodnie z obrządkiem Małych Tanów Pamięci Zmarłych, który po wielokroć był w Księdze Tanów przez bogów powiedziany, a jeszcze raz powtórzony zostanie Mirce z Borowczyków, córce Borodara i Modromoreny.

Przy grobkach odbywa się modłę przeproszalną do duchów przodków skierowaną i do duchów zwierzyny ofiarnej i zróstliny.

Zróstlinę uosabia, jak wiadomo, Dziduch. Tego dnia, po onej modle na grobach, rozpoczyna się więc wypiek Kołacza Godów, a pierwszą rzeczą w tym dziele jest otrzepanie ziarna z Dziducha, czyli jego omłot. A jako że Dziduch uosabia nie tylko Ducha Roślinności, ale i Duchy Przodków, za uśmiercenie go, za wszystko, co będzie z nim dalej czynione, należy przeprosić. Przeprasza się więc, czyli prosi o wybaczenie tak bliskich zmarłych, jak bogów i duchy roślin.

Omłot Dziducha czynią gospodarze. Każdy w swojej studole na klepisku albo na gumnie u stożara. Część z umłóconego ziarna poniosą pod Zapis na obchód. Tam oddadzą Ziarno Owsiane do kąciny, gdzie żercy zajmą się jego umieleniem i wypiekiem sobarowego wspólnego Kołacza Godów. Po domach sielańskich gospodynie zmielą ziarno na własnych żarnach domowych i każdego dnia przez cały Rozpust kolejne czynności z wypiekiem Kołacza będą wykonywać. Stanie się on po okrzczeniu strawą ostatniego dnia Rozpustu – Świętopiórza i Przednowin.     


Przypisy

i] W tradycji rodzimowierczej w Polsce przetrwało to siedmiodniowe święto jako Welesowe albo Tydzień Welesowy.

[ii] Rozmowa Mistrzów – Mistrzów Śniadaniea (śni danie, śni nijanie-niczenie, nieci snucie, danie po śnie podane, bajne podanie). Tutaj rozmowa z treścią Modły dla Priapa, czyli Prypa, Kozłogłowego Werbina, we fragmencie z Satyryk Petroniusza – przekład Mieczysława Brożkab.

Kult Priapa i Bogów Kozłogłowych oraz Kozłonogich (Kozłobogów) przyszedł do starożytnej Grecji, a potem Rzymu, z Basenu Morza Czarnego i z Małej Azji, które od tysiącleci znajdowały się pod wpływem Słowiano-Ariów, wpierw zdobywców Minojskiej cywilizacji Krety, a potem założycieli Troji-Widłuży (Wilusy, Ilionu) i Troji Złoty Róg, strażnic (obwarów, a później grodów) pilnujących przesmyków na Morzu Mora (Marmara) pomiędzy Morzem Czarnym, a Morzem Śródziemnym. Z literatury starożytnej wiemy o nich, iż nazywano ich Mykeńczykami, Dardawianami, Dardanami, czy Henetami (Wenedami). Z drugiej strony ludy/plemiona nazywane Dahami, Parnami, Getami czy Mazogątami (Massa-Geci, grec. Massagetai, łac. Massagetae) oraz Nasielanie (Nasiemiłowie/Nasemile, z angielska Nesyci)c znad Morza Czarnego były zdobywcami Kraju Hattów i władcami Imperium Hetytów. One także przybyły z Północy, opanowały Małą Mazję (Azję), a potem były założycielami Medii i wreszcie Persji. Później, w czasach rzymskich, znajdujemy te organizacje plemienno-etniczne jako Daków i Getów nad Dunajem w ich pierwotnych siedzibach, niezmiennych od około 5500 lat p.n.e., gdzie archeologia identyfikuje ich jako cywilizację i kulturę Vincza i kultury pokrewne, płynnie przechodzące z czasem w następne widzialne w odkryciach archeologicznych. Genetycznie są to kultury związane z Ariami i Słowianami oraz Staroeuropejczykami, ale też i z Celtami. Z części z nich wyrosły potem kultury romańskie i celtyckie, a z części słowiano-aryjskie, bałtyjskie i słowiańskie oraz słowiano-romańskie czy czysto aryjskie (indo-irańskie).

Takie są ustalenia genetyki genealogicznej poparte odkryciami i identyfikacją Y-DNA paleogenetycznego z charakterystycznymi dla Słowian i Ariów haplogrupami R1a oraz z haplogrupami I1 i I2 Staroeuropejczyków. Ponadto poprzez autosomalne DNA i żeńskie, matczyne  mt-DNA stwierdza się ciągłość osadniczą Słowian w Europie Centralnej i Wschodniej od rzeki Ren i Bałtyku po Morze Czarne i rzekę Wołgę (Rha – Ra) oraz góry Kaukaz i poprzez Małą Azję, po Morze Śródziemne, gdzie na półwyspie Apenińskim Słowiano-Aryjscy Rasenowie-Etruskowie w Etrurii, a następnie osadnicy z Troi-Wilusy, w okolicach Wenecji dali podwaliny pod późniejsze Cesarstwo Rzymskie. Wcześniej byli oni znani na Krecie jako Pelazgowie, a ich następcami stali się tam Mykeńczycy (Ludy Morza – Bharatu, czy też Wharatu / Haratu / Hararatu– Kraju Gór RA / Górskiej Raczy – Harpątów/ Kharpątów, Karpat), którzy współtworzyli podstawy późniejszej kultury i cywilizacji greckiej.

Od najdawniejszych czasów osadnictwa pierwszych istot uznanych za ludzi Europę  zamieszkują Staroeuropejczycy, z którymi od około 5500 roku p.n.e. Słowiano-Ariowie dzielą obszar wokół Gór Harpąckich (Karpat) między trzema morzami Bałtyckim, Czarnym i Śródziemnym. Stworzyli oni tutaj wspólnie różne społeczności pre-antyczne i antyczne, widziane dzisiaj z odkrywanych artefaktów, jako następujące po sobie kultury archeologiczne. Będąc autochtonami Europy od tysiącleci są w prostej linii spadkobiercami całej kultury tej części świata, poczynając od najdawniejszych odkrytych takich jak kultura Starczewo, czy Vincza, przez czasy objęte zapisami starożytnych autorów, poprzez czas udokumentowany następnie nauką historii, aż po czasy współczesne. Są też współtwórcami kultur archeologicznych Małej Azji, Azji Centralnej (Wielki Step, Ałtaj, Toharia, Persja, Pakistan) i Południowej (Sri Lanka, Indie).

Luci Bogowie Werbinowi to: Makoszowie, Simowie, Welesowie, Morowie, Dażbogowie i Strzybogowie. Podagowie są w tych obrzędach obecni głównie w grudniu i styczniu. Makosze są tu w lutym (po Świcieniu-Przedmarczyku, Kusym Miesiącu, który był ich miesiącem w kalendarzu księżycowym) wraz z częścią obrzędów tego miesiąca włączonych w Czas Zimy. Simowie są reprezentowani tak przez zimnego, zimowego, twardego Boga Sima – Pana Kamiennej Podstawy Świata, Władcę Gór i Twardej Ziemi oraz  Skalnika – Władcę Skał, jak i przez Matkę Ziemię – miękką, rodzącą, ciepłą i przez Ziemiennika – Władcę Gleby i Gliny, którzy współtworzą lato. 

Februs zanotowany został przez biskupa Thietmara w jego notatce o Obodrytach:

 „… to bezecne zuchwalstwo wydarzyło się w miesiącu lutym, który poganie czczą przez ofiary oczyszczające oraz stosowne dary zewsząd znoszone i który wywodzi swe miano od podziemnego boga Plutona, zwanego przez nich też Februus skąd pochodzi nazwa February”d.

February – Luty –  nazwa ta pochodzi od postaci Wierzbina-Więzina, Werbina-Werbusa. Februus został przejęty przez Rzymian od Rasenów (Hytrusków, Etrusków) oraz Wenedów, w czasach gdy po Wojnie Trojańskiej opuścili oni Troję i zamieszkali nad Adriatykiem (Morzem Bodów).

Jak zwykle słowiano-aryjskie miano zostało uproszczone i przekręcone: z Wierzbina zrobiono wpierw Ferbina, a następnie po dodaniu łacińskiej końcówki –us, i po przestawce członu rb w br z Ferbusa uczyniono Februusa. Etymologie podawane przez Anglosasów wywodzą miano Februus od starszej bogini Februa (Ferbua – Werba = Werbyna, Werbynka, Wierzba). Kiedy przyjrzymy się wywodom encyklopedystów zachodnioeuropejskich, którzy rodowodów starożytnych słów języka praindoeuropejskiego nigdy nie wiążą z najbliższymi mu językami słowiano-aryjskimi, zobaczymy też jak na dłoni cały mechanizm owego „bezmyślnego”, czy „opacznego” przejęcia bogów miesiąca lutego (Lutych Bogów) związanych z mrozem i oczyszczeniem ziemi z roślin, z chorób, z robactwa, ze wszelkiego życia. Oczywiście takie wymrożenie, umorzenie, nijak ma się do warunków klimatu śródziemnomorskiego Grecji czy Małej Azji albo subkontynentu Indyjskiego i Azji Środkowej. Widać więc od razu na pierwszy rzut oka pochodzenie z Północy obrzędu i bogów uczestniczących w owym święcie, z obszaru konfederacji kulturowej Słowian, Istów i Skołotów (SIS).  

Podaje się oficjalnie w Wikipedii, iż: „W starożytnej religii rzymskiej Februus był bogiem oczyszczenia, którego imię oznacza  dosłownie »Czyszczący«, »Czysty«. Był również czczony pod tym samym imieniem przez Etrusków jako bóg oczyszczenia, a także podziemia. Dla Etrusków Februus był także bogiem bogactwa (pieniędzy/złota) i śmierci, oba połączone z podziemnym światem w taki sam naturalny sposób jak z lepiej znanym rzymskim bogiem Plutonem.

Februus mógł stać się bogiem, a raczej rzymską boginią, gorączki (febris po łacinie oznacza gorączkę) i choroby (febry,  malarii). Prawdopodobnie są one związane z poceniem się podczas gorączki, co uważano za środek przeczyszczający, obmywający i oczyszczający.
Februus został prawdopodobnie nazwany na cześć starszej bogini Februa (także Februalia i Februatio), wiosennego święta mycia i oczyszczenia. Świętym miesiącem Februusa był Februarius (z Februa), stąd angielski luty, miesiąc nazwany na cześć wiosennego święta oczyszczenia Februa/februalia, które miało miejsce 15 dnia tego miesiąca.
            Te wiosenne działania oczyszczające miały miejsce mniej więcej w tym samym czasie co Luperkalia, rzymskie święto ku czci Fauna, a także wilka, który opiekował się Romulusem i Remusem, podczas którego dokonywano również ofiar ekspiacyjnych i rytualnych oczyszczeń. Z powodu tego zbiegu okoliczności, dwóch bogów (Fauna i Februusa) często uważano za tę samą istotę” e.

Faun, Februus, Bachus, Pan, Dionizos, Luperkalia, czyli Święto Wilcze – a wszystko to związane z północą Europy, z Hiperboreją oraz pogranicznym ludem Traków i Daków nad Dunajem. Warto zauważyć w tym miejscu uderzające podobieństwo miana Plutona do słowiańskiej nazwy mroźnego, oczyszczającego miesiąca – Lutego.

Trudno wyobrazić sobie bardziej naciągane wytłumaczenie nazw tych postaci i związanych z nimi świąt oraz obrzędów niż to „naukowe” zachodnioeuropejskie, pomijające zupełnie ich słowiano-aryjski rodowód czy słowiańskie etymologie.

Mamy tutaj do czynienia z zimowymi zabiegami oczyszczającymi, a cóż jest bardziej „czyszczącego” od samej Zimy – Czyścicielki Świata! Zima czyści Matkę Ziemię ze wszystkiego, co żywe! Zima-Kostroma, Morowie i Welesowie zabierają do Zaświatów/Nawi/Podziemi, całe Życie Ziemskiej Przyrody. To wydarzenie (oczyszczenie Ziemi z życia) pokazują czynności obrzędowe tego czasu, także i te rzymskie. Obrzędy mają sprowadzić z powrotem z Zaświatów owe „zabrane” Ziemi „siły życiowe”. Zabiegi obrzędowe u Słowian służą odnowieniu owego zabranego życia w Wilcze Gody (Makoszowe), w Lute Gody (Welesowe) i w Kuse Gody (Przeplątowe).

W przytoczonym za Wikipedią wywodzie widać, że Februusowi rzymskiemu przypisano dokładnie atrybuty Tynu Morów (Bogini Zmory i Groźnicy – gorączka i choroba oraz uleczenie przez oczyszczenie organizmu). Morowie i Welesowie mają swoje święta podczas zimy, w styczniu i lutym, w znaku gwiazdowym Koziorożca – co oczywiste, naturalne, zrozumiałe bez żadnych kombinacji.

Marzec to ponowne otwarcie cyklu godowego, czyli  Odrodzenie Życia, a więc pogrzebanie – utopienie i spalenie Śmierciuchy – uosobienia Kolady-Ostary, Nyji i Marzanny-Mary. Taki cykl nie ma miejsca nad Adriatykiem i Morzem Śródziemnym. Zatem źródło owych uosobień sił przyrody (bóstw) i źródło obrzędów musiało znajdować się na północy, a nie nad Morzem Śródziemnym. To tam, wśród Słowian, spalano w świętym ogniu Kozłoboga z wielkim przyrodzeniem, wykonanego z gołych, martwych gałęzi pod koniec Zapustów, w święcie, które miało miejsce między 20 a 26 lutego (w Tan Rozpustu, Luty, Tłusty). Następnie zaś pleciono w Jare Gody Żywego Wierzbina-Werbina, z pączkującej, pokrywającej się liśćmi łoziny i wikliny. 

W przedstawionym tutaj słowiańskim obrzędzie figurę tę, uplecioną z jasnych (białych) i czarnych witek nazywamy wieloma imionami, ponieważ jej miano nie zachowało się. Odtwarzamy więc jej hipotetyczną, pierwotną nazwę w nawiązaniu do innych kultur, w tym Hindusów, Persów, Skandynawów, Greków, Celtów, Rzymian i Germanów. Stąd taka mnogość imion owej koźlej postaci.

Koźlogłowy, Kozłopan, Kozłobóg, Pan (Pan Żądz), Kozłopała, Wielkopała, Walim, Wał (Faun), Kozioł Prym, Owit Prący, Pryj-Owij, Prujjama, Pruja (Priam), Kozioł Ryp, Rupa-Rubasz, Rupta, Ropot-Ubod, Rapta-Raptus albo Raprza, Wiklin (Wikłarz), Werbin-Werbus (Wierzbin), Więzin, Jarząb, Gonehart, Godehard, Goderaht-Goderog.

Pod nazwą Godehard to bóstwo i jego uosobienie znane jest też Germanom ze wspólnej spuścizny słowiano-celtyckiej z dorzecza Renu-Grani, Menu-Mieni i Łaby oraz podnóży Alpf.

Świątynia Jałowicza w owej modle bierze się stąd, iż jałowiec jest świętym krzewem Welesów, a jałowość (bezpłodność) jest cechą immanentną (ima-nętną)bóstw Zaświatów – unicestwiających. Bogini Nyja to Wielka Jałowica (jedyna bezpłodna bogini). Stąd też ofiarę-żertwę stanowiły w obrzędach skierowanych do Welesów jałówki – młode, niedojrzałe płciowo zwierzęta. Nazwa jałówka dzisiaj u Słowian jest przypisana wyłącznie do młodych samic krowy, ale jest to nazwa ogólna dotycząca wszystkiego, co niedojrzałe lub bezpłodne, nieokraszone w Kras – Kupalia, np. jałowe gadanie, jałowe jadło, jałowy trud, jałowy bieg.  

a Kurt Vonnegut, Śniadanie Mistrzów.

b Petroniusz – Satyryki, przełożył i opracował Mieczysław Brożek, Wydawnictwo Ossolineum, Wrocław 1968.

c O Nasilanach i Nasemilach (Nasielanie, Nasiemiłowie/Nasemile albo z angielska Nesyci) – faktycznych zdobywcach Kraju Hatti, czytaj w artykule Czesława Białczyńskiego „Bitwa sprzed 3.300 lat, nad Dołężą na Wenedyjskim Połabiu, częścią „inwazji” Prasłowiańskich H-Ariów na Euroazję!” – gdzie w rozdziale Najwcześniejsze dzieje Hetytów przeczytać można o plemionach rdzennych Hetów, jak i najeźdźczych Nasilanów i Nasemilów jako o ludach/plemionach słowiano-aryjskich z przełomu IV i III tysiąclecia p.n.e.: [w:]  Bialczynski.pl [online]: Bitwa sprzed 3.300 lat, nad Dołężą na Wenedyjskim Połabiu, częścią „inwazji” Prasłowiańskich H-Ariów na Euroazję!, <https://bialczynski.pl/2016/09/19/56214/>.  

d Cytat wypowiedzi biskupa Thietmara o Obodrytach w brzmieniu przytoczonym przez Mariusza Agnosiewicza w Pomorska  Troja [w]: Racjonalista.pl, Mariusz Agnosiewicz (Mariusz Kamil Gawlik), „Pomorska Troja”, 31.03.2016, <http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9989>, dostęp 27.09.2022; oraz w PDF: Mariusz Agnosiewicz „Pomorska Troja”, str. 27 [w]: file:///C:/Users/ASUS/Downloads/racjonalista_9989-2.pdf.

e Wikipedia, hasło Februus.

f Przykładem współczesnego widowiska odwołującego się do pogańskiej, starożytnej oraz średniowiecznej tradycji Welesa-Godeharda była słynna Ceremonia Otwarcia tunelu pod górą świętego Gotarda w Szwajcarii, 11 grudnia 2016 (jak widać data nie jest przypadkowa, weekend przed Łuczyzworą, św. Łucją 13 grudnia), gdzie główną postacią baletu był Kozłobóg, występujący jako Bóg Zaświatów i Odnowienia. Zdarzenie to z oburzeniem odnotowało wiele prawicowych i katolickich portali internetowych w Polsce w roku 2016.
Czytaj np.: Czesław Białczyński, Otwarcie tunelu Gottharda – w Rycie WELESA i Kostromy Bogów Zaświatów / Podziemia-Nawi i Weli-Prawi!, 14.06.2016, <https://bialczynski.pl/2016/06/14/otwarcie-tunelu-gotarda-w-rycie-welesa-boga-zaswiatowpodziemi-nawi-i-weli-prawi/>;
Polonia Christiana – PCh24.pl: AS, Satanistyczna ceremonia podczas otwarcia najdłuższego i najgłębszego tunelu kolejowego na świecie, 07.06.2016, <https://www.pch24.pl/satanistyczna-ceremonia-podczas-otwarcia-najdluzszego-i-najglebszego-tunelu-kolejowego-na-swiecie-,43796,i.html#ixzz6cFSnYlna>, dostęp 29.10.2020;
Satanistyczne rytuały na otwarciu tunelu Gotthardrelacja [w]: Analogowy Vlog, <https://www.youtube.com/watch?v=B-vyk9dRRao>, dostęp 29.09.2022.

*

kulędarz święta (20-26 luty)

Jerzy Przybył – Dziadowskie kolędowanie

*

Od Jerzego Przybyła Dziady Żywieckie i życzenia ze Skandynawii!

Podziel się!