Zofia Kossak-Szczucka – Troja Północy

Zofia Kossak Szczucka – “Troja Północy” (fragment)

Opublikowany w Słowianie, powieści przez bialczynski w dniu 20 grudzień 2009 Edytuj

Zofia Kossak-Szczucka

Sama Zofia Kossak nie była związana osobiście ze Strażnikami Wiary Przyrodzonej Słowian, ale cała jej rodzina była głęboko przesiąknięta podobnymi ideami i coś z tego ogólnego klimatu wychowania przesączyło się również w duszę Zofii. W czasie wojny działała w Żegocie i brała udział w Powstaniu Warszawskim podobnie jak Jan Stachniuk, który został odznaczony za udział w tym powstaniu Krzyżem Walecznych (nie łączyła ich ideologia – Zofia działała w Akcji Katolickiej). Oboje ich łączył Wołyń, gdzie Jan Stachniuk się urodził w roku 1905 w Kowlu, a Zofia przybyła ponownie na Wołyń w roku 1915. Zofia Kossak była córką Tadeusza Kossaka – brata bliźniaka Wojciecha, kuzynką satyryczki Magdaleny Samozwaniec i poetki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej oraz wnuczką Juliusza Kossaka.

W większości publikacji figuruje rok 1890 jako data jej narodzin; po dotarciu do nieznanych wcześniej dokumentów okazało się, że przyszła na świat rok wcześniej. Dzieciństwo i młodość spędziła na Lubelszczyźnie i na Wołyniu.

Jan Stachniuk był oficerem AK podobnie jak dwaj członkowie krakowskiej rodziny Gorzkowskich – Józef i Jan.  Maria Pagaczewska – siostra Stanisława Pagaczewskiego, była żoną Józefa Gorzkowskiego.

Racibor – król Morski – 1136

Bolesław Krzywousty przeżywał w Merseburgu najgłębsze swe upokorzenie, zaś Racibor syn Swiętobora, dumny i szczęśliwy, zarządził dla wszystkich swoich pracowników odpoczynek i ucztowanie. Dzieło wieloletnie było zakończone. „Król morski” dowodził flotą złożoną z czterystu wyposażonych w sprzęt i ludzi statków i rozglądał się za sposobnością wypróbowania jej zalet bojowych.
Długo nie czekał. Polityka cesarza Lotara owocowała, ledwo zaszczepiona. Gdy książęta duńscy, obecni na zjeździe merseburskim, powiedzieli swemu królowi Brykowi Emmune o złożeniu przez Bolesława hołdu z wyspy Rany, Eryka mało zła krew nie zalała. Przysiągł, że nie dopuści do wylądowania Polaków na wyspie, do której on tylko ma prawo. Pieniądze wypłacone przez Bolesława jako danina z Rany (za dwanaście lat! Ha! Ha! Ha!) książę polski może uważać za stracone.
Oburzenie króla podziela metropolita Asger.. Dania, nie kto inny, .posieje Słowo Boże na pogańskiej niwie wyspy. Rana dawno jest włączona do ziem metropolii Lund.
Aby okazać Bolesławowi, kto na morzu panem, Emmune postanawia nie mieszkając uderzyć na wyspę.Powiadomiony o tym Racibor naradza się z bratem, co czynić? Posyłać do Bolesława po rozkazy? Nim goniec wróci, Duńczycy mogą już być tutaj…
— Czyń, jak chcesz — odpowiada Warcisław zniechęcony. Zatarg Bolesława z Danią na pewno na nim się skrupi. Król duński i tym razem nie zdobędzie Rany, lecz nie omieszka spustoszyć grodów pomorskich… — Pytasz, co począć? Masz statki, czuwaj na morzu!
Racibor, urodzony dowódca, powiada:
— Morze — szeroki gościniec, łatwo się na nim rozminąć… Będę strzegł Dziwnej, król zaś pójdzie na Kołobrzeg lub Wołogoszcz… Jeżeli wszędzie zostawię część sił, a Eryk uderzy całą mocą w jedno miejsce, moi nie zdzierżą. Utracę okręty i sławę.
— Cóż więc zamierzasz? — pyta Warcisław zaniepokojony, że brat odpłynie z flotą do bezpiecznego Gdańska, zostawiając go samego.
—     Po mojemu — odparł Racibor — trzeba ich najazd uprzedzić.
W końcu września 1135 r. „król morski” rozbił duńską flotę, płynącą ku wyspie Ranie, wszedł śmiało w cieśninę między Szwecją a Zelandią i spadł jak jastrząb na nie spodziewające się napaści Roskilde. Stolica duńska została doszczętnie zniszczona.
. Zuchwały najazd wstrząsnął światem skandynawskim. Dowód tego dają ówczesne kroniki: „Anno 1135 Roskylde devastata est a Sclavis” — piszą Annales Ludenses, „Roskild deuastata a Slauis” — notuje Chronicon Danici pod datą 1135; Anrtales Waldemariani, Annales Nesti^edienses i Annales Sorami powtarzają: „Roskilde zniszczone zostało przez Słowian. Zburzono również zamek Haralda w Roskilde” (co znaczy, że Pomorzanie zdobyli nie tylko miasto, lecz i gród).
W drodze powrotnej Racibor stoczył parę pomyślnych utarczek z okrętami królewskimi, zdążającymi na odsiecz i powrócił do Kamienia. Bogate łupy zabrane z Roskilde rozdał wojom i załogom na zachętę i dobry początek. Był szczęśliwy. Eryk nierychło pojawi się na naszym wybrzeżu — zapewniał brata, który milczał, jak gdyby odniesione zwycięstwo było dlań rzeczą obojętną. Warcisława trapiły ostatnio złe przeczucia, czy ukryte kłopoty, o których nie mówił nikomu. Otoczenie widziało, że książę od jakiegoś czasu chodzi frasobliwy, ale przyczyny zmartwienia nie znano. Nie poznano jej i później, gdy na początku 1136 roku, książę pomorski Warcisław, mąż w pełni sił, zginął zamordowany we śnie w grodku Słup (Stołp) nad Pianą. Zabójcy nie udało się odnaleźć. Jedni przypisywali zbrodnię pobudkom politycznym, inni osobistej zemście (Warcisław był jurny, lubił popaśnice i na tym tle miewał nie­przyjaciół), kronikarze domyślali się ręki pogańskiej.
„Doznał on niemałego oporu, ze strony tych, co przyjęli Ewangelię z niechęcią i dla pozoru, od nich też został ostatecznie i zdradziecko zamordowany, w czasie snu, we wsi Stołp nad Pianą…” (Kantzow).
Warcisław pozostawił dwóch nieletnich synków, Bogusława i Kazimierza. Starszyzna pomorska ogłosiła Racibora opiekunem małych książąt, co Bolesław Krzywousty jako suweren zatwierdził. Swobodny dotychczas „król morski” został Wielkim Księciem.
Krzywousty zmianę na tronie pomorskim poczytywał za korzystną. Warcisławowi nie wierzył, twierdząc uparcie, że ten chytrek zdradzi go, gdy tylko zdarzy się ku temu okazja, Raciborowi zaś ufał. Było to szcze­gólnie ważne obecnie, kiedy w związku z zamierzoną wyprawą ruską zachodnie ziemie Polski znajdą się ogołocone z sił wojskowych. Na Raciborze spocznie obowiązek obrony Polski i własnego księstwa.
Bolesław wezwał zięcia-regenta do Gniezna i uradzali nad położeniem..


Wyprawa na Konungahele

„Król duński Eryk oraz arcybiskup Asger przysłali wiadomość, że Słowia­nie są w drodze z wielką wyprawą, bijąc i odnosząc ciągłe zwycięstwa. Grodzianie bezmyślnie nie zatroszczyli się o to, zapominając tym więcej, że czas upływał…

Tymczasem w dniu św. Wawrzyńca [10 sierpnia 1136 r.] w czasie sumy podpłynął pod Konungahele król słowiański Racibor, wiodąc sześć i pół seciny statków. Na każdej łodzi mieściło się 44 zbrojnych i po dwa konie. Dunimysł nazywał się siostrzeniec króla, Unibor był wojewodą. Ten prowadził ze sobą wielu ludzi. Dwaj wojewodowie wpłynęli we wschodnie ramię rzeki [Gotaelf]… i podeszli pod samo miasto. Reszta stanęła w zachodnim ramieniu rzeki. Przybili do lądu przy palach .portowych i wysadziwszy na ląd konnych, kazali im okrążyć miasto od strony Bratsas… Einar zięć Andrzeja [kanonika, proboszcza od Sw. Krzyża] wszedł do kościoła, gdzie naród był zebrany na sumie, i oznajmił, że do miasta zbliża się wojsko na wielu łodziach, a liczna jazda pojawiła się od Bratsas. Ludzie orzekli, że konnicę prowadzi król Eryk, który im zapewni pokój. Wielu jednak pobiegło do miasta pilnować swego dobytku, a uzbroiwszy się zeszli na pomost. Tam spostrzegli, że to nadciągnął wróg z nieustraszoną armią. Przy pomoście stało dziewięć statków kupieckich ze wschodu, naładowanych towarami. Słowianie przybili do nich. Kupcy bronili się dzielnie, zanim ulegli… Mieszczanie, patrzący z pomostu, uciekli do miasta, a stamtąd do grodu. Ludzie pobrali swe kosztowności… Solweig [żona proboszcza] z córkami oraz inne kobiety zdołały ujść na wieś… Słowianie wysiedli na ląd. Jedni skoczyli do miasta, drudzy rzucili się na statki kupieckie. Wyciągali wszystko, co mogli zabrać ze sobą. Potem spalili statki i podłożyli ogień w mieście… Po czym wszyscy obiegli gród [cytadelę, zamek].
…Solweig przybyła do Solbjargu i opowiedziała, co się dzieje w mieście… Tedy wycięto wojenną strzałę i posłano do Skurbargi, a tam wielu biesiadników siedziało przy uczcie… Olwer o szerokiej gębie wyskoczył, chwycił tarczę, hełm i wielki topór… — Chodźmy na pomoc — wołał — bo zdałoby się haniebne brzuchy tu piwem napełniać, gdy zacni mężowie są w niebezpieczeństwie… Wielu odpowiedziało, że w ten sposób znajdą śmierć, a mieszczanom nie pomogą… Olwer rzekł: Pójdę sam. Pobiegł do miasta… Otoczyli go poganie. Zabił sześciu, a sam pozostał nieruchomy w fosie. Dwu naczelników, Sigurd syn Gyrda i Sigard, nadeszli z sześciuset ludźmi do Skurbargi. Tutaj Sigurd zawrócił z drogi z czterystu ludźmi (mało go później szanowano i niebawem zmarł), Sigard zaś z dwustu udał się do miasta i walczył tam z nieprzyjacielem i poniósł śmierć ze wszystkimi swoimi ludźmi…”
Słowianie, zdobywszy port, obiegli gród, który był bardzo obronny. Całe miasto płonęło, tchnąć na zamek oraz oblegających dymem i żarem. Proboszcz Andrzej zachęcał swoich do mężnej obrony. Przy proboszczu walczył jego wychowanek, Jan Lobston, który następnie, jako naoczny świadek, przekazał kronikarzowi Snorremu przebieg okrutnego najazdu:

„Grodzianie bronili się włóczniami, następnie miotali kamienie… Potem rzucali bierwionami, gdyż nieostrożnie wyzbyli się w pierwszej walce strzał i kamieni… zauważywszy, że zmniejsza się zapas bierwion, zaczęli dzielić każde polano na dwoje. Z obu stron wiele było zmęczenia i ran…”

Choć walka zacięta trwa, Unibor zwraca uwagę księcia na rozszczepia­ne polana, dowodząc, że oblężeni nie mają już broni.

,,…Król [Racibor] ofiarował oblężonym pokój. Mieli oni zatrzymać swoje obleczenie i wszystko, co zdołają unieść.

…gdy padł Semund Matrona [dowódca załogi], pozostali uradzili… przystać na poddanie grodu. Była to bardzo zła rada, gdyż poganie nie dotrzymali słowa. Wzięli w niewolę wielu mężów i kobiet, wielu też zamordowali… Wdarli się do kościoła Sw. Krzyża i ograbili… Król Racibor oddał proboszczowi Andrzejowi kościół i tabernakulum i Święty Krzyż, płytę carogrodzką z ołtarza i księgę pisaną złotem oraz czterech księży. Poganie minio to podpalili kościół i domy w grodzie.”

Racibor rozgniewany rozkazał pożar ugasić, lecz gdy zeszedł ze starszyzną do portu, poganie:

„…przebili dach kościoła, rzucili do środka płomień i spłonął cały gmach.

…gdy jeńcy zostali wykupieni i wrócili do Norwegii do dobra swojego, mniejszego już zażywali dobrobytu. Wielki port handlowy Konungahela nigdy nie wrócił do takiego stanu, jak przedtem…”

Flota polsko-rańska powraca do kraju. Fale zmywają krew zaschłą na burtach. „Król morski” Racibor, choć zwycięzca, jest markotny. Nie powinien chrześcijanin sprzymierzać się z poganami przeciw chrześcija­nom… Nie powinien! On, wódz, obiecał mieszczanom norweskim życie i mienie, a rozwścieczeni Ranowie rzucili się na bezbronną gromadę, jednych zabili, innych wciągnęli na swe statki jako łup… Wstyd! On sam, książęcym mieczem musiał bronić świętej Drzazgi Krzyża przed poganami, znęconymi złotym relikwiarzem… Zabronił tknąć kościoła, a oni weszli przez dach i podpalili wnętrze. Gdy spostrzeżono dym, za późno było ratować. Kościół spłonął. Racibor czuje się rozdarty między pobratymstwo krwi a pobratymstwo wiary. Które ważniejsze?
Różne myśli snują się po głowie wodza, gdy stoi na pokładzie, patrząc w roztocz morską, słuchając gadania fal. Na widnokręgu nie pojawiają się żagle niczyje, od majaczących w dali wysp nie odbijają okręty. Na jak długo starczy postrach, wywołany wkroczeniem nowej morskiej siły? Wiele czasu pokoju zapewni?
Postrach niemały. O zniszczeniu Konungaheli głośno będzie w całym świecie. Zdumieją się grody ruskie, greckie, gdy niedobitki załóg korabi kupieckich powrócą do swoich. Pono nigdy jeszcze cudzoziemska flota nie wdarła się w ujście rzeki Gotaelf… Miejscowe walki skandynawskie toczono tam nieraz, lecz nie było obcej inwazji… Dania przestała być wyłączną panią na Bałtyku. Czerwone żagle osłabną w swej bucie… Przeciwstawiają się im nie korsarze z wyspy Wobry, lecz mocna książęca flota, która osłoni przed wszelką napaścią słowiańskie wybrzeże…
Mewy, zwiastunki lądu, polatywały, piszcząc nad zmarszczoną tonią. Wioślarze aż kładli się w ławach, radzi dopłynąć co rychlej do brzegu. Racibor cieszy się również. Zobaczy wnet żonę, dzieci… Każdy się cieszy, gdy wraca do domu. Nie powinno się palić domów niczyich. Słowo dom znaczy to samo, co pokój… Pokój? Powiadają, że w lata pokoju przygasa sława rycerska, przeto rycerzowi milsza ma być wojna. Racibor jest rycerzem, a pomimo to nie może się oprzeć myśli, że pokój byłby cenniejszy od sławy… Dziwaczna myśl, naszeptana przez falę, która obmy­wa okręty…

Podziel się!

Dodaj komentarz

Zaloguj się lub zarejestruj aby komentować bez podpisywania i oczekiwania na moderację (od drugiego komentarza).

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.