Dziewiąty Mały Tan – Tan Swadźby i Swadziebne Wesele (fragment z Księgi Tanów, tom 2)

” – Tan Swadźby – Mały Dziewiąty! Czyż to nie znamienne?

Tan Rodów, Prowów, Źrzebów, Ładów i Dziewów – takim właśnie świętem jest każda swadźba i swadziebne wesele.

Zależnie od stron różnie zwą i wymawiają plemiona Ludu Słowa ów obrzęd, a to: świętobyt, świąćba, swąćbytowanie, wyswatanie, swaćba, swatba, swat’ba, swatwa, swatebni, swadobne, wjenczanije, wienczjanie, wenczanje, westuwes, wiwaha, wiaha, wajwahika, wjasielle, wesillja, swętba, swad’ba, swątba, swądba, swadba i wreszcie swadźba, albo też kazas i poroka – rzecze k nam, Mazowszanom, Swaróg Bóg, Wielki Kowal Niebieski, Słońce Wszego Świata.

– Nazwa kazas wywodzi się od słowa kazanie, okazanie, przekazanie i prikaz – przykazanie, czyli nawiązuje do czynności, która jest nakazana i która ma być okazaniem ważności związku pary młodych. Dokonuje się onoż okazanie po innych, wstępnych wykonanych już krokach, jakie ten związek ustanawiają. Bo swadźba jest ostatnim i ostatecznym aktem zawarcia i potwierdzenia związania się trwałego i stałego, jest to Zakładzina Nowej Rodziny – Stada, a to jest wstępem do Zakładzin Gospodarstwa. Odbywa się więc ona po poprzedzających ją: Porwaniu Panny, Nocy Kupalnej, Zaobręczeniu Pary i Ślubowaniu Swadźby oraz Weselu Ślubowania, po odbyciu przez parę Próbnego Związku Rocznego – Swaćby i po dobiciu Umowy Swadziebnej, czyli warunków Wymiany Darów. Ten przedostatni krok polega na ustaleniu wysokości Wykupnego, Wiana i Posagu, a przysięga zawierana jest między rodami (zadrugami, rodzinami) pary młodych przez swatów działających w imieniu tychże rodów – powiada do Ludów Słowa, Budynowskich i Kujowskich, Swara Bogini, Pani Wszego Żaru, Władczyni Garu, Gorąca, Gorząca i Gorejąca-Horza Pani.

– Nazwa poroka nawiązuje bezpośrednio do rocznego okresu próby trwałości związku zwanej Próbą Ognia Wspólnego albo Swaćbą.

Swadźba to jeden z najważniejszych Obrzędów Przejścia, wielka zmiana w życiu młodych osób, które do tej pory były wolne i swobodne. Od teraz stanowią one jedność męsko-żeńską na wzór dwupłciowego, a zjednanego w całość posągu Źrenicy-Żarenicy obrazującego Rujewita – to jest Runię-Roję i Rujana-Gaja.

Kir Lata jest czasem najlepszym ku zawieraniu swadźby, tak jak i ku zaobręczaniu młodych i poszukiwaniu Kwiatu Pąprudzi, czyli odbywaniu Nocy Kupalnej – Kopuliów, Swaćby. Swadźba ma miejsce dokładnie w rok po owym próbnym zawarciu związku przez parę. Często więc po tym roku widać już Pierwszy Owoc Miłości – Pierworodnego Dziedzica czy Dziedziczkę – Dzieciątko (Dziedziątko) narodzone z onego Wspólnego Ognia.

– Miana: wjenczanije, wienczjanie i wenczanje – biorą się od obrzędowego zwieńczenia pary młodych swadziebnymi czapami-kiczkami (kokoszami) z jelenimi rogami (znakiem Tynu Ładów) i nakładanymi na nie kunami-obręczami, łubkami – wieńcami weselnymi, w które ustraja się ich głowy na znak zawarcia trwałego związku rodzinnego.

– Wzór Czopu-Czepu-Czerepu męskiego, jaki ludy Słowa od nas otrzymały – rzekł Swaróg Płomienny – to znana od Wądów-Wenedów i Mazonów (Mazonek Hylajskich, Mazowszan, Mazurów, Pomezanów) czapa knagińska wędzko-mazowsko-skołocka. Te czapy swadziebne są krągłe, lecz z szerokim otokiem u dołu, niczym w kłobuku (kołobogu) czy każdym innym męskim kapeluszu, idące zaś wysoko w górę, jednolite w barwie, wyniosłe, podobne do kołpaków, ale zwężające się ostro w bardzo długi szpic.

Inny rodzaj czopów-czerepów swadziebnych męskich to czapki bez otoku, wysokie a rozszerzające się ku górze, płasko na wierzchołku ścięte. Ten rodzaj czopu-czerepu męskiego swadziebnego znany jest od Ludu Harów pod mianem harniosek, czapki harnasiowej, albo zbójnickiej.

Kolejny mężom od bogów dany czerep – czapa swadziebna – to kołpak wysoki z małym otokiem z futra, tworzący stożek albo walec zakończony obłą kopułą. Tę czapę noszą północni Burowie oraz wschodnie ludy Królestwa Północy.

Jeszcze inny to czapy koliste, równe, walcowate z płaskim denkiem, z chwostem lub bez, wykonane z futra zwierzęcia ofiarnego – lisa, borsuka, wilka, rysia, barana, sobola, kuny. Te znane są jako szlacheckie i bojarskie u Lęgów, Sorbo-Mazów, Rusów, Haro-Wenedów i Budynów.    

Żeński czop-czepiec może mieć kształt prawdziwego Wogółu Swątowego, czyli wysokiej, sutej, wyjątkowo zdobnej czapy, uwypuklonej na szczycie w kopułę, albo zaostrzonej do szpica lub zgoła prostej, ze ściętym płasko denkiem. Wzory budowy czapy żeńskiej znane są ze wszech stron Słowiańszczyzny: od Lęgów, Harusów, potomków Nurów, Harowenedów, Budynów, Rusów i innych.

U Goroli (Harali), Harniosów, Harowędów Białych (Północnych) budowana jest dla swadziebnic czapa wysoka i zdobna, ale rozszerzająca się ku górze i zakończona ściętym, płaskim, kolistym denkiem, podobna do męskiej harnaśki, którą zwą kołolatoś albo kolatos, albo kołodarką.

U Burów i Borzan znanych jest wiele danych przez bogów wzorów kobiecych czap-kokoszników, w tym czopy wachlarzowe, proste okrągłe, rozszerzające się i kopułowe.

Na Białej Rusi mężatki zachowają przez tysiąclecia rogate czepce, które jak wszystkie swadziebne czapy są nosicielami małżeńskiego i rodzinnego szczęścia i mają moc ochronną. Strzegą one młodych małżonków oraz ich potomstwo od nieszczęść i działania ciemnych mocy, wrażych zaklęć czy złych rzekań. 

Wianek Łubek, Lubkiem też nazywany, obszywany materiałem, zdobiony kwiatami, z bajorkami powiązanymi w uzły-węzły będące sekirem dozgonnego węzła swadziebnego, jak i znakiem węzłów-więzów bożych (gdzie każdy z nich rodzajem i kształtem odpowiada innemu domowi bożemu), zakłada się na skronie narzeczonych zaraz po dokonaniu Wykupu Panny Młodej przez rodzinę Pana Młodego i po Słowie danym mu przez rodzinę Narzeczonej.

Wiele rodzajów czop-czepków-czerepów Ludy Słowa i Sławy w obrzędzie swadźby stosują, lecz najważniejszy dla owego obrzędu jest ów wianek swadziebny Łubkiem-Lubkiem zwany oraz Kiczka – jelenie rogi nakładane na czapę swadziebną, które są znakami Bogów Ładów – Strażników Ładu Wszech Rzeczy, Rządców RzeczyIstności, Opiekunów Mąż-Żeństwa.

W Łubku koniecznie zawrzeć trzeba ziele ruty i barwinka.

Barwinek dać należy także do Rózgi Weselnej.

Dobrze jest też dołożyć do wianka i rózgi mirt oraz rozmaryn.

– Najlepiej czynić sielańską swadźbę i wesele w ostatnie trzy dni Święta Kresu – powiada Swara Pani. – Raz, że żniwa ani kośby wtedy się nie toczą. Dwa, że jest ciepluteńko i słonecznie, więc zabawa może odbywać się pod gołym niebem. Trzy, że miesiąc czerwiec najlepszy jest do poczęcia dziatwy, gdyż dzieci spłodzone w Letnie Przesilenie rodzone są z początkiem roku godowego w okolicy Równonocy Wiosennej, i te są najmocniejsze, a też najzdrowiej się potem chowają. Cztery, że Mały Tan Swadźby i Wesela Swadziebnego wplata się wtedy w najważniejsze trzy dni Wielkiego Tanu Kraszu (Dzień Świętożarów – Święto Saraswati, Dzień Wianków i Dzień Kraszu). Świętożary to Wiązanie Par Węzłem Wód i Narodzin z Wód, a Stodarnica to uroczyste Wianowanie Par Spełnionych – co pokrywa się z obrzędem Swadźby, chociaż ma przebieg wspólnotowy, sielański, a nie wyłącznie rodzinny i osobisty, przez co jest wydarzeniem mniej uroczystym.

Sprzyja owemu połączeniu obrzędów ta rzecz, iż drugi dzień swadziebno-weselny (Poprawiny) ma luźny przebieg, a trzeci kończy się już w południe i każdy z weselników może wziąć udział osobno, w parach, czy też rodzinnie, w szczególnie ważnych dla siebie obrzędach Wielkiego Tanu.       

Bywa jednak bardzo często, że Młodzi i ich rodziny wolą nie mieszać Szóstego Wielkiego Tanu Kraszu z osobistym i rodzinnym uroczystym Małym Tanem Swadźby i Wesela Swadziebnego, którego pierwszy dzień wypełniony jest od rana do późnej nocy obrzędami. W wielu wypadkach więc Mały Tan Swadźby rozpoczyna się zaraz po zakończeniu Święta Kraszu, czyli 27 dnia miesiąca czerwca. Tym sposobem obrzędy swadziebne i weselne wplatają się w całość Wielkiego Tanu Kraszu, który kończony jest Poprawinami Krasnych Godów w dniu 30 czerwca.

– Tak jak moja swadźba ze Swarą Panią – rzekł Budymowi i Zowiji Swaróg Kowal, co Gwiazdy i Słońca Wykuwa – tak potoczyła się także swadźba Wszechwołoda, syna Bogoluby i Dagomęża ze Starogrodu nad Jilmieniem, z Dobrynią, córką Wakariny-Wieczerki i znicziusa Swantewitowego Witautasa z grodu Romowe.

Tak poszło też wesele i swadźba Dziewisława, syna Krysty i Harpogasta, z Rodomirą, córą Oty i Szkry, nad jeziorem Świętem w siole Sława, na Ziemi Ślęchskiej.

Tak biegło wesele u Borowczyków w Iskonie, kiej swadźbą wiązali się Borodar i Modraszka z ludu Burów, z plemienia Okoszów znad Oki.

Takoż niech pomyka też swadźba pomiędzy tobą, Zowijo, córo Lędoisepy Mazońskiej, a Budymem z matki Skryty Mazonki i z ojca Kruka – Kyja Budy Rusego, którą zawieracie tutaj w Warze Sławy na Równinie Serca Świata. 

Tak wiecznie niech leci Swadźba, a też niech tak właśnie przebiega zawsze Wesele u Ludów Sławy i Słowa!

– Lecz wiedzcie wy oboje, moi umiłowani Państwo Młodzi, że nie jest niczym bezbożnym – zaznacza Bogini Pałająca, Żena Ogniowa – w inne trzy dni obrzędy owe obchodzić, w różnych miesiącach z Wielkimi Tanami je powiązać, wyznaczając Swadźbę na pierwszy lub drugi dzień po końcu któregoś Tanu Wielkiego. Tym samym przedłuża się świętowanie o trzy dalsze dni, a to służy tylko większemu jeszcze wywyższeniu bożemu i przydaje więcej radości siołu oraz plemieniu. 

Innym sprzyjającym swadźbie i płodzeniu potomstwa czasem wielkogodowym jest Kraczun, a więc Szczodre Gody, czyli zimowe przesilenie, które jest przeciwieństwem przesilenia letniego. Jest tak dlatego, że wówczas trwa okres wypoczynku po rolnych pracach. Chociaż siły witalne w ludziach nie są wtedy tak mocne jak w czerwcu, to dla urodzenia dzieciątka po Dziesięciu Księżycach koniec września, a więc jesień, jest wciąż jeszcze dobrym czasem. Świeżo powite potomstwo pławić się może wtedy w słońcu i zażywać bogatego mleka mateczek karmiących się dojrzałymi owocami i jarzynami lata oraz aż do samej zimy wszelkimi obwiłtymi świeżo płodami Przyrody i Matki Ziemi zbieranymi jesienią.

Takoż więc rozpoczęły ów Mały Tan Swadziebny w Warze Sławy – Gotowania. Gotowanie to czas do Godowania, a trwało ci ono u onych Warsławskich Mazonów i Kyjowskich Budynów od dawna, od roku już. Dosyć było więc czasu na wszystko, jako że ten rok stanowił nie tylko Próbę Ognia Wspólnego – Swaćbę, ale właśnie okres przygotowania, które rozpoczęto Ślubowaniami i Umowami Zadrużnymi.

Czynności przed swadźbą i weselem jest tyle, że roboty dla nikogo z obydwu rodzin przez cały okres gotowania, przez cały godowy rok nie brakuje.

– O materialnych staraniach mówić tu nie będę – rzekł Chorsiniec Blady, co był Sierpkiem na zachodzie, nad Warem Sława wzniesionym. – Co musi być wykonane wcześniej, Zowijko i Budymie, to wynika z przebiegu Swadźby i Wesela, jakie tutaj własnym okiem uwidzicie. Tyle tylko jeszcze powiem, że najważniejszą rzecz, Krowaj Swadziebny i Korowajczyki, na jeden dzień przed samym obrzędem się wypieka – bez nich ani rusz w radości i świętowaniu owym.

– Korowaj swadziebno-weselny jest słodkim, wypełnionym rodzynkami i owocami, drożdżowym kołaczem na miodzie i mleku – rzecze Chorsawa Niewidzialna, Nowanna-Chowanna. – Rozmiary ma on spore, ponieważ musi go starczyć, choćby po malutkim kęsku, dla wszystkich uczestników swadźby i wesela. Do jego przygotowania używa się świętej mąki zmieszanej z ziarnami z wieńców obrzędowych trzymanych przez cały rok w skrzyniach-ladach obydwu domów młodej pary. Wodę do wyrobienia ciasta bierze się z siedmiu świętych źródeł, ze świętych gajów Siedmiu Dobrych Bogiń. Mleko pochodzić musi od najlepszej krowy w okolicy, a miód z najlepszej barci leśnej lub pasieki.

– Korowaj swadziebno-weselny suto zdóbcie urzeźbionymi z ciasta obrazami, na nim przed wypiekiem je naklejcie – powiada Chorsiniec Siny. – Główny obrazunek niech stanowi Drzewo Drzew – Wierszba – lub jego gałąź z listkami i kwiatami. Niechaj ptaszki i wedraki-biedrony owo drzewo czy gałąź obsiądą. Korowaj weselny połóżcie wy, Mazowszany i Kijowiany, na stole nakrytym białym obrusem, w Gnieździe z Sianka, przed Młodą Parą, samiuśko przed ich oczami. Gniazdo oplećcie wieńcem żywych kwitnących gałązek krzewów, zielenin i ziół wieńcowych, przynależących do tynów Ładów, Rodów, Prowów, Podagów, Bożebogów, Rgłów, Sporów, Dażbogów, Swarogów, Wodów, Simów i Makoszów. Wszystkie ozdoby w tym wieńcu i obrazy na korowaju mają za zadanie zapewniać młodej parze szczęście i powodzenie w samym obrzędzie, jak i w przyszłym stadle (małżeństwie) i stadzie (rodzinie).

Korowaj swadziebno-weselny[i] jest przygotowywany w domu panny młodej przez jej matkę, a wypiekany przez swatkę lub wiedźmę udzielającą swadźby. Druhny i wszystkie wolne kobiety pieką korowajczyki, czyli mniejsze a liczne korowaje. Chleba swadziebnego musi być tyle, żeby go starczyło dla wszystkich obrzędników przez wszystkie dni wesela.

Częścią Korowaju obdziela się po swadźbie tych gości, którzy na wesele nie idą, a resztę dzieli się uroczyście pomiędzy weselników po Koronowaniu Pary Młodej. Korowaj zwą też Korowianem, na cześć Drzewa Drzew i Wszystkowiszu, co ziarna wszech zbóż przechowuje. Jego wypiekowi towarzyszy osobny obrzęd i pieśni:

Przed pieczeniem

Oj na ohrodzie chmiele
a za ohrodem ziele 
W tyj chacie po bożemu
Zaczynajcież wesele
Oj korowajnico wdajsie
tydzień nie wmywajsie
korowajnica stała 
korowaj rozczyniała

Przyjemność to czy Ciemność? Ku czemu żywot mój, ku czemu droga ta moja mnie wiedzie? –  Zowijka rozgląda się, świt czarny niczym gęsty szal RzeczyIstność spowija. – Gdzie jestem? Czy na właściwej drodze? Gdzie ta droga mnie zaprowadzi?

We mgłach, w tumanie perłowym jeno cienie błąkają się jako zarysy rzeczy i istot, tylko niedopowiedzenia, tylko byty-niebyty. Szelesty i szmery słychać, czasem ciche pluśnięcie, jakby kijanki kałużę zmąciły, jakby zając spłoszony tupnął w ciemnościach i umknął, nim umyczki jego dźwięk do ucha dotarł, jakby jeż na suchą kitkę sośniny nastąpił. Serce skacze nie z lęku, bardziej z podniecenia, bardziej z ciekawości nowego, lecz jego bicie gorące niespokojem jest podszyte.

Nie przez bór bowiem droga ta się wije, nie przez dnia świtanie ci się ona przewikłuje, lecz przez żywioł zgoła inny, niezbadany. Korowaje rozczyniają, więc odwrotu już nie ma! Korowaje mieszają, krowaje do pieca kłaść będą!

– Będzież mnie Budym kochał jak ja jego? Będzież zawdy miłował z serca całego, nawet kiedy uroda moja skruszeje, kiedy kwiat ciała przekwitnie, kiedy duch mój osłabnie, podkopując zdrowie?

Czy ja go w ogóle znam? Całe beztroskie życie moje porzucam dla niego! Czy porywu serca, które teraz tak mocno bije, że aż w żołądku mnie ściska i ręce same rwą się, by ukochanego przytulić, starczy mi na całe długie wspólne życie? Czy ja go naprawdę miłuję, skoro teraz, teraz właśnie, takie myśli…

Mateczka i Tatko, i rodzeństwo ukochane tutaj przecie ostanie, a ja sama, samiutka… tam daleko… w Gród Kyja, kaj raz ino byłam… Szmat świata od naszego sioła, w grodzkie życie i dworskie, w świat jakże obcy, choć tym samym Słowem mówiący. Czym na pewno gotowa rzucić moje panieństwo, Siostrzeństwo Kukułcze, całą tę błogą krainę? Nie, nie, nie… 

–  To nie wstyd, Zowijo, lękać się Nowego, ale tyś przecie już nie mała dziecina, żeby w konika bułanego i kniazika struganego wierzyć – odzywa się z Ciemności głosem ciepłym, wcale nie karcącym, Swara Bogini. Pstryk! Ogieniek zapala, Skrę Jasności czyni. – Wątpliwość rzecz ludzka, zastanowienie rzecz rozumna, przemyślenie rzecz wskazana. Serca uspokojenie, co by  ku nieznanemu nie rwało się w szale jakim opętańczym, albo i z piersi nie wyskoczyło, rzecz konieczna.   

Mieszanie ciasta

Oj na chmielu szyszki wiszo,
korowajnice korowaj minszo,
korowajnice minszo mamuńcia im dunosi
toj bogów o darzenie prosi.
Oj za całe rodzine u szczynsliwe gódzine, 
na swadźbę na wysele.

Patrzy Zowija okiem szerokim i całą przeszłość przekrasną w Macierzy, na Ojcowiznie dotychczas spędzoną, widzeniem swego umu przenika, dotykiem czucia swego dotyka, obrazy widziane z drżeniem serca świeżym przeżywa. Kolejne obrzędy przejścia, Godowe Roki wiklą się i przepędzają przed okiem jaźni, odkąd na własnych nóżkach pierwszy raz stanęła, odkąd Pępkówkę jej opito, odkąd ją Zapleciono i potem Rozpleciono, aż po zeszłoletnią Noc Kupalną, Noc Krasną…

– Co po rusku znaczy imię twoje, Budymie? Azaliż to samo co po naszemu, po mazowsku? Byłeś, Jesteś i Będziesz? Zawdy?! Miłowanie twoje twarde jak skała i stałe jako ona… czy przyjemne, lecz lekkie jak podmuch ciepły od stepu?

– Powiedz mi, Budymie – panna nagle rzecze. – Czy dla ciebie to też tak Wielka Zmiana i czy jej tak samo jako ja mocno, mocno pragniesz? 

Wkładanie do pieca

Wygartajże mamo żar, mamo żar
czyż ci Zowijki nie żal
Mamunia żar wygartała Toj ślozy obcirała
Czemu ty węglu się żarzysz
Czemu moje serce parzysz
A chuda rozczyniała,
a gruba zamiesiła,
ładniutka i udana
do pieca wsadziła,
Siadła sroczeńka i cze-cze
nasz korowaj się piecze

Swarogu Panie, dam ci swoją spowiedź,

a Ty mi wyrzeknij jasną odpowiedź,

Ty mi powiadaj, co czynić mam,

czy zmieniać w nieznane – życie, które znam?…

– Czy ta dziewka płocha, zwiewna a urodna darzy ciebie, Budymie, miłością, która sięga do najgłębszej głębi? Czy w czas ciężki, czas klęski pójdzie w ogień za tobą? Czy może, gdy Plątwa podszepnie jej pokusę przyjemną, albo gdy ona… albo bogi jakie… uznają, że coś jest ważniejszego niż dalsze wasze życie wspólne, porzuci dom i Gospodarstwo Kyjowskie, zaprze się waszej hylajskiej, kałużańskiej, bo przecie nie swojej mazowskiej, tradycji i dziejów? Zdradzi mężowską krainę i nową dziedzinę? Czy u boku twego przetrwa czas Smuty i Ćmicy, czy dotrwa wbrew przeciwnościom do Jasności, do Dnia? Czy ona na tyle silna, żeby z tobą zgodnie Gosudarstwo Nadciemnomorskie wspólną ręką przez dalsze dzieje przewieść?

Czy też dworakom, wojom, teściowej – matce twojej – jakże wszak hyrnej, dostojnej, zasługami słynącej, mocą mogtyczną przepełnionej, boskimi względami opromienionej i poważanej przez lud polańsko-kałużański, albo jej sługom najbardziej zasłużonym, gdy twoja wola naprzekór wszystkim stanie, nie będzie zdolna czoła stawić?

A może ulegnie, lękając się Obcego… albo wrażego żelaza i ognia… uklęknie przed obcym krzyżem, orłem, sierpem lub gwiazdą i zaprze się siebie i ciebie, zwiedziona obiatą pośmiertnej, wieczystej szczęśliwości?

– Co też ty Boże, Panie mój, do mnie powiadasz?! Tyś Swarogiem czy może innym jakim bogiem? Przeplątem jesteś?!

Lecz Budymowi odpowiada tylko cisza, kiej na łące przejasnej, przekrasnej, w samotności mądowaniu się oddaje i z Niebiosami poprzez Światło Syna Swarogowego – Swarożyca Najjaśniejszego – się łączy.  

Po upieczeniu

Udał się korowaj udał
w rumiane gąski si ubrał.
A nasz korowaj szyroki
jak dziżka wysoki.
Jak jaśniuteńkie słonko
co świeci zoro w okno.
Oj ty jasny korowaju 
kwieciem cie ubirajo.
Oj w różowe kwiateczki
żeb cie wiedli dziateczki.
Witaj święty korowaju
witaj z Bożestwego daru.

Swara Pani rozpłomienia Ciemność, serce dziewczyny zagrzewa, oko jej ku przyjemnościom wspólnego pożycia kieruje, od lęków i smutków ją odwodzi.

– Więcej ufności w Mądrość swą, Zowijo! Patrzaj! – Długim ognistym palcem wskazuje bogini ku przekrasnej polanie. – To przecie twój kochanek, to wybranek twój! Wszak roczna Próba Wspólnego Ognia za wami! Sama się go spytaj, czy cię dość mocno miłuje, aby mu tego miłowania na całe pospólne życie wasze starczyło. Rozmawiaj z nim, zamiast we własnych domysłach uczucia topić! Czyż ci nie przyrzekał? Czy dał powody przez ten rok, abyś zwątpiła w wagę jego Słowa?! Czy dla Rusów Kijowskich przysięga na Welesa, jak też swadziebne oświadczenie Woli i Weselne Gody mniej znaczą niż dla Mazonów Nadwiślańskich?

I pobiegła Zowija wprost przez zielone łany, przez oną polanę kwietną wyłonioną ręką Bogini z Ciemności, z Barda, z Założy, z Wątpi Nawskich, by się ukochanemu w ramiona rzucić, by się mu bezgranicznie przez zatracenie samej siebie oddać! A on uśmiechem szerokim ją przywitał i ze łzami w oczach w ramiona ją wziął! A uścisnął tak mocno, tak miłośnie, że aż jej dech zaparło!

– Kocham cię! Nic więcej nie wiem.

Pierwszą rzeczą w Małym Tanie Swadźby jest Kąpiel Oczyszczająca – najlepiej w bani. Po niej ponowne Zaplecenie Narzeczonej przez jej rodzinę. Takie same czynności równoważne wykonuje pan młody, czyli kąpiel i ponowne Przyrzeczonego Podstrzyżyny z Podgolinami. W wypadku pana młodego polega to na starannym wygoleniu tyłu głowy i boków wysoko tak, że pozostaje jeno czub włosów, który nad skronią i potylicą równo się kończy, przez co garniec lub czepiec przypomina. Z wielką starannością podgala się też i układa wąsy oraz brodę pana młodego.

Jedno i drugie czyni się, aby młodzi pokazali się w Swadźbie i Weselu Bożym w całej swojej krasie, piękności, nadobności i powadze. Na swadźbę i wesele szyje się też całkiem nowe odświętne stroje dla młodej pary, w których każde z młodych małżonków musi mieć coś czerwonego, krasnego, a to: koszulę, serdak, chustkę, kołopatrę, czy choćby krasne krajki u bluzki albo opaskę karminową na udo czy przegub dłoni. Ważne jest bowiem nie tylko pokazanie się z jak najlepszej strony przed ludem sielskim i przed bogami, ale też wejście w nowy stan w pełni własnej, osobistej odmiany i odnowy. Czerwień jest znakiem miłości, żądzy, krwi, życia, barwą Jesowitów, Dziwieniów-Kupałów, Swarogów, jest oznaką źrałości, żarliwości i ognistości.    

Przyszłość się tutaj rozgrywa. Nie ta jutrzejsza wcale, ani pojutrzejsza. Przyszłość rozległa na całą Ziemię, Przyszłość wszech plemion, wszech Ludów.

– Wszak czynim wspólny krok, który przez tysiąclecia będzie nasz szlak braterstwa i siostrzeństwa znaczył. Dzisiaj… w ten dzień… w Sercu Świata dzieje świata się dzieją – powiada Budym do wybranki swojej. – Co będzie, to będzie – rzecze, dłonie jej w mocne ręce swoje chwyciwszy. – Będzie, co ma być. To jedno wiem teraz, że ogniem ku tobie płonę i że ognia tego po wieczność mi starczy! Nigdy przenigdy ciebie nie skrzywdzę, nigdy przenigdy cię nie opuszczę, nigdy przenigdy przeciw tobie nie stanę, nigdy przenigdy nie pozwolę, aby czas nas rozłączył albo zdarzenie jakie mur postawiło między nami. Mur nie do pokonania, nie do przebicia, nie do zburzenia, nie do przeskoczenia!

– I ja to wiem teraz! Teraz, ale czy kiedyś, potem, kiedy uroda ma przewiędnie, kiedy z sił opadnę….

– …Umiłowana!? – wykrzyknął i gorącymi pocałunkami całe jej ciało obsypał. – Wiesz, co znaczy, kiedy powiadam Nigdy, Przenigdy?! Wiesz przecie, że ducha swojego w ręce Welesa i Nyji oddaję, kiedy te słowa wyrzekam! Przysięgam ci wtedy na całe życie moje i na moją śmierć! Stawiam na świadków przysięgi onej Wszech Bogów, Sławę Rodu mego i Pamięć Pokoleń!    

– Dopóki trwać będzie Starowiek, materię sukni niech zdobią panny młode z Ludów Słowa tak, jak ty, Zowijko, jesteś ustrojona – rzekła bogini Swara. – W prawdziwe liście lipy lub dębu zlepiane mogtowijną niecią pajęczą ku czci Perunów i Dażbogów, którzy jako boskie pary mąż-żeńskie mienili się swoimi rodowymi drzewami. Tę zamianę Makosze bogosławili i w Baję Świata nieciami Mokoszych Pajączków wpletli.

Podczas obrzędu swadźby stopy nowych małżonków niech pozostaną bose – tak jak Twoje i Budymowe, Zowijo, ukochana. A to ku czci Najwyższego Światła Świata – Swąta, w imieniu którego działają swat-żerca i swatka-wiedźma wybrani przez rody obojga młodych, a jego świadkami boskimi są swatnik i swatnica – wybrani spośród druhów pana młodego i druhen pani młodej. 

Pamiętajcież więc zawdy, że przysięgi w swadźbie onej sobie składacie w obecności i we więzi ze Świadomością Nieskończoną, ze Świętowitem, dotykając bosymi stopami Matki Ziemi, stając na Kamieniu pod hołdarzem bożym i klnąc się na wszech bogów, których prosicie o wspomożenie. Pamiętajcie, że przysięgi te składacie w majestacie Sławy Rodów swoich i przysięgacie, przechodząc w Pamięć Pokoleń, pod ich osąd przyszły.

Narzeczona niech na lewym udzie nosi przewiązkę uczynioną z wstęgi-bajoru Kryszenia, to jest barwy czerwonej, uplecioną w węzeł Dziewanny. Przewiązkę tę w trakcie obrządku śwadźby niech wymienią jej na bajorek ciemnowiśniowy lub fioletowo-niebieski, który niech zawiążą na prawym udzie młodej żony w węzeł Ładów, Władców Rządu Rzeczy – Ładności, Zakładzin i Założeń, Pokładzin, Ślubowań i Swadźby. Przyrzeczony niech nosi na sercu przywieszkę z dwóch takich samych bajorków w węzły stosowne powiązaną, a w obrzędzie swadziebnym niech Dziwieniową zdejmie, a Ładową zachowa.

W swoje ręczniki-pasy osobiste obrzędowe wplećcie wy bylicę z pasów zaobręczynowych!

Co to?! Wiewiórka skrzydlata po niebie błękitnym przefrunęła, ogon puszysty rozłożyła, uszkami zastrzygła i oczko ku Zowijce puściła. Zaraz się rozpłynęła, a za nią Zając puchowy z przestworu chmurnego się wyjawił i pędem ruszył. A potem Łeb Turzy z rogami, co zamiast uszu skrzydła perliste miał i parą białą z pyska parskał! A cóże te znaki znaczą?!

Jaśniena Pani i Jastrub Pan – Bogowie Czarowni, Bóstwa Jesienne, Władcy Czerwieni, tę Prawdę im przecie rzekli: Nie po to Was złączono, ażeby Was byle podmuchem płochym i myślą niewczesną rozłączać.

Mówiono to wszak Budymowi i Zowiji już kiej w sadku ostatnie gruszki do kosza kładli, z drzewa je zebrawszy, kiedy mateczki i ojcowie tam ich posłali, aby na osobności do siebie się zbliżyli, aby przy tej robocie zwyczajnej uczucia swoje do się odpamiętali. Z tym przecie i po to także, chociaż nie tylko, Jastrub i Jaśniena w całej krasie swojej, w całej piękności i ładzie ukazali im się wtedy na pokuszenie.

A jednak w chwili tak poważnej, kiedy świat cały na głowie staje, kiedy dom rodzinny opuszczasz raz na zawsze, kiedy krok w zupełnie nieznane stawiasz, żadne mówienia i przyrzeczenia k sercu twemu nie przemawiają.

Lęk nie opuszcza cię mimo najświętszych słów bożych wyrzykanych i mężowskich zaklęć rzucanych, mimo twoich serca porywów, mimo zatracenia się w Nowym.

Czy lęk ten rozumem przezwyciężysz? Czy w czuciu się zatracisz, aby strachy płoche z głowy wyrzucić i z członków, z ciała całego, z każdej komórki jego! Kiej ono całe rozedrgane, kiej wzbudzone przez siły wszechpotężne?! Albo czy uda się go zepchnąć gdzieś i zamknąć?!

Czy za bramą jaźni i podjaźni zatrzasnąć go zdołasz, albo precz wyrząć?

Łzy do oczu Zowijki same się cisną i na przemian ze śmiechem perlistym, co z ust jej samowychodzi, we świat się leją.  

– Magowie, żercy, rodowolitki, rzekaczki, nawojki i wojki Mazońskie oraz druhowie z orszaku pana młodego, wszyscy niech będą ubrani w uroczyste harskie czapki z wysokim szpicem lub harnaśki z płaskim denkiem na rozszerzającym się ku górze otoku. Albo niech noszą inne plemienne, sielskie czapy uroczyste – powiedziała Chorsina Pani Półksiężycowa do Budyma, Młodego Pana. – Niech mają przyczepione do szerokich zdobnych pasów i ręczników gałązki dymieniczego ziela, dziurawca i werbeny przeplecionej kłosami żyta.

W domu weselnym od rana rozogniajcie kładzidła z głozna sproszkowanego, z żywicy jodłowej i sosnowej, z ziarna jałowca, z wypalanego drewna orzecha czarnego oraz z listków ziół: bylicy, mięty, szałwii, lubczyka, rozmarynu, dzięgla wielkiego, werbeny, macierzanki, biedrzeńca-anyżu, kolendry, kozibrodu, lawendy i lebiodki.

– Druhny idące w orszaku niech wepną we włosy kwiaty rumianku, pachnących grochów lub szypszyny – dodał Chors, Bóg-Pełny Książ. – W pochodzie za orszakiem niech niosą wiązanki z witwy i iwy przeplecione kwitnącymi makami lub ich zielono-brązowymi pałkami oraz miętą.

– Siostry moje, Siostry Kukułki! Na pomoc! Gdzieś żem miłość moją do Budyma zatraciła! W strach straszny się ona zamieniła. Siostry moje, ratunku! A cóż ja mądrego robię, że od was dzisiaj odchodzę? Przecie swaćba – ta roczna Próba Ognia – w związku moim i Budyma nie jest spełniona! Jam przy nim przez ten rok nie bywała, jam go nie poznała! Inaczej to jest niż w zwyczajach naszych?!

Ale Siostrzeństwo Kukułcze dzisiaj Zowiji słuchać nie chce. Siostrzeństwo w dal odleciało, na wyrzen poszło. Jakoby mur między Panną Młodą a jej Siostrami wyrósł, jakoby mur między nią a mateczką i tatką, jakoby mur między siostrą rodzoną jej i rodzonymi braćmi!

– Czy nikt mnie nie rozumie? Nikt pomóc nie może? Czy Budym teraz to samo co ja przechodzi? Czy on te same myśli ma? Czy on też o krok jest od tego, żeby w las pobiec, żeby w dziupli jakiej się skryć, żeby oczy zamknąć i świata nie widzieć, żeby w wykrocie jakim zakopać się i zasnąć?! Zasnąć, a potem przebudzić się w świecie, gdzie by nic z tego, co zaszło, nie wydarzyło się, nie zaistniało?! Jakby tego wszystkiego nigdy nie było? Odwrócić się, za plecami to mieć, o wszystkim zapomnieć, nigdy nie wracać do tego!

– Nie wracać? Jak to? Miałżeby zapomnieć o tym, co czuł do mnie, co ja czułam i com mu okazała?!   

Z nagła w Zowji cała żądza zazdrości odżyła, całe to uczucie straszne a zapalczywe, kiej się Budym na Jaśnienę w sadku nad koszem z gruszkami maślanymi ślipiami zapatrzył. Odżyła i całym jestestwem jej zatrzęsła!

Nie oddam go nikomu! – wrzasnęło jej rozdarte bólem serce. – Nie oddam go nigdy!

Dzień swadźby poprzedza pożegnalny Wieczór Siostrzeński, który panna młoda odbywa w swojej siostrzeńskiej grumadzie, ale wyłącznie w towarzystwie najlepszych, najbliższych  przyjaciółek. One stają się w ten wieczór jej druhnami i pójdą w orszaku swadziebnym zaraz za nią. W onym gronie żeńskim plecione są w ten czas wianki weselne, szczególnie Wieniec Pana Młodego zwany Koroną oraz Drzewko Swadziebne, niekiedy zwane Rózgą Weselną. Jest to pokaźne drzewko, złożone z siedmiu patyków spiętych u dołu obręczą. Każdy z nich zdobiony jest na szpicu wypieczonymi bułkami i szyszkami z zwijanego ciasta oraz jabłkami i  orzechami. Do środka owego Drzewka Szczęścia tudzież Mążżeńskiej Rózgi, czyli Chójny, wkłada się czub gałęzi świerkowej ubrany w Bajorki Boże i Miodki – cukierki z kitu pszeczelego, obnóży i pierzgi oraz czystego miodu. W tę Chójnę, jak i w Wieniec Pana Młodego, wplata się gałązki barwinka, więc niektóre plemiona nazywać je też będą Barwinkowym Drzewkiem oraz Barwinkowym Wiankiem[ii]. Dla obojga młodych przygotowuje się też Łubki-Lubki – wianki z jelenimi różkami zakładane na czoło oraz Kuny – obręcze z brązu na szyję.


 Przypisy

[i] Chleb weselny i uroczysty wypiek tego chleba, jako zwyczaj związany ze ślubem i weselem jest znany i obecny w całej Słowiańszczyźnie. Chleb ten w Polsce nazywany jest korowajem – głównie w regionach leżących na wschód od Wisły: na Suwalszczyźnie, Lubelszczyźnie, Podlasiu i okolicach Mazowsza.

Nazwa korowaj, określająca właśnie chleb weselny, znana jest na Litwie i Łotwie, Białorusi, Ukrainie, Wołoszy, Słowacji, Morawach, w Czechach, Panonii i Siedmiogrodzie oraz w Mołdowie, Rosji, w Serbii, Chorwacji, Słowenii, Czarnogórze, Bośni, Macedonii, Kosowie i Bułgarii.

[ii] „W środku między kijkami znajdowała się obrączka, która rozszerzała kijki. Na kijki nabijano bułki i jabłka, przedzielając je, ubierając barwinkiem. Na końcu kijków znajdowała się ‘szyszka’ ozdobna, pieczona z białej mąki, w kształcie krążka zwiniętego z paska postrzępionego ciasta. Do środka między kijki wstawiano chojak – świerk, który ubierano cukierkami, ciastkami i bibułką. Do zwyczaju należało też wkładanie flaszki z wódką, a złośliwi wkładali i kamienie, by rózga była cięższa. Różnica między rózgami była ta, że od swaszki były nabijane na kijki bułki zakończone szyszkami, od młodej zakończone orzechem. Rózgi niesiono jak karabiny”a.

„Rózga ta (np. w Sandomierskiem), długa na dwie stopy, składa się z głównego badyla, pieńka i siedmiu ramion, t. j. gałązek przywiązanych doń czerwoną wstążką. Na gałązkach tych zatykają po jabłku i wogóle przystrajają je starannie. Rózgę przy wiciu dzierży w dłoni starsza druchna, a gdy rózga jest gotowa, tańczą z nią i śpiewają pieśni obrzędowe”b.

            Jak wyglądały takie drzewka szczęścia mążżeńskiego zwane Chójną, można przeczytać też w artykule internetowym Mariusza Agnosiewicza (Mariusza Kamila Gawlika) Słowiańskie korzenie choinkic.

Te wszystkie rózgi opisane tutaj z podglądu obyczajów chłopskich XIX wieku, są oczywiście odległym echem rózg/rózeg/rożeg prawdziwie pogańskiech, które w obrzędach płodności związanych z małżeństwem-swadźbą i weselem młodej pary, czyli zakładzinami rodziny, musiały zawierać koniecznie elementy reprezentujące tyny bogów odpowiadających za płodność i powodzenie związku, rodziny, nowego domu, spichrza, gospodarstwa itd. 

Patrząc holistycznie na całość dorocznych obrzędów godowych związanych z poszczególnymi świętami astronomicznymi i rolnymi u Słowiano-Ariów, dostrzeżemy bez trudności obecność wiech-wiązanek, drzewek i drzew świętych oraz wianków i wieńców we wszystkich świętach i obrzędach wielkich i małych (Wielkie Tany i Małe Tany) całego roku i wszystkich obrzędach dojrzewania, czyli przejścia przez jednostkę na kolejny szczebel/poziom życia społecznego w plemieniu.  

Wielkim osiągnięciem Strażnika Wiary Przyrodzonej Słowian, profesora Jana Sasa-Zubrzyckiego, było już 100 lat temu (1921) stwierdzenie tej ciągłości zachowanej w kulturze ludowej Polaków i Słowian dotyczącej budowania rózg (wiech, wiązanek), czyli strojenia i używania w obrzędach godowych: rózg, drzewek, drzew i słupów obrzędowych oraz wieńców i wianków. Pisze on o tej ciągłości wykrytej przez siebie na przykładzie choinki i „różdżki godowej”, czyli rózgi-wiechy swadziebnej, mąż-żeńskiej tak: „Choinka nasza ze świętami Godowemi związana, to w dalszym ciągu różdżka godowa, przybrana początkowo papierkami w łańcuszki ze serc złożone i w pierza śnieżno-białe. Zdaje się dziś niektórym, jakby to dopiero niedawno dla fabryk zagranicznych wymyślono te Bożo-drzewka!… I są tacy co w to ślepo wierzą, bo chcą wierzyć!…”d

O tej „różdżce godowej”, zwanej inaczej Rózgą Weselną, można przeczytać w wielu opracowaniach internetowych dotyczących obrzędów weselnych etnicznych polskich i słowiańskich, zwłaszcza na kobiecych blogach powracających do słowiańskich tradycji. 

W czasie wesela rózga służyła do zbierania prezentów dla młodej pary. Swat rozpoczynał taniec z rózgą i po kilku taktach przekazywał ją kolejnej osobie, która od konieczności tańczenia z rózgą „wykupywała się”, przekazując dar dla młodej pary. Jeśli nie miała prezentu, musiała z rózgą tańcować. Rola weselnej rózgi kończyła się w czasie tak zwanych „oczepin” (koronowania swadźby, czapowania młodych), kiedy stawała ona jako wiązanka na środku stołu przed parą młodą.

a  Literatura Ludowa nr 3/1957.

b Adam Fischer, Lud polski, 1926.

c Mariusz Agnosiewicz [właśc. Mariusz Kamil Gawlik], Słowiańskie korzenie choinki, [w:] Racjonalista.pl [online], 27.12.2019, <http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,10277>, dostęp 26.06.2020.

d Jan Sas Zubrzycki, Obsypiny… obsyłania… Rąbek złoty z czasów dobrobytu i oświaty Polaków dawnych, Lwów 1921, str. 37-38.).

Podziel się!