Tan Dziesiąty Wielki – Mokrida, Orzeszne, Łowy, Tury i Redyk Jesienny, (Godowe Koło Lędne + nowe fragmenty z drugiego tomu Księgi Tanów; 20 – 26 października)

© by Czesław Białczyński & Jerzy Przybył

Tan Dziesiąty Wielki – Mokrida, Orzeszne, Łowy, Tury i Redyk Jesienny, Tan Gęsi i Jeleni, Wyrój Biedroni-Wedraków (nowy fragment z Księgi Tanów – tom 2)
 

Wielki Dziesiąty Tan – Święto Perunów i Swarogów, Ładów, Rodów i Chorsów, ale i Strzybogów, Wodów oraz Podagów i Makoszów. Tan Gęsi!

– Zaczyna go dzień niesamowity – rzecze do młodszego brata Budymowego, Iwanki, sam Bóg Książ – Chors Wielki-a-Pełny. – Dziś dam ci ku przestrodze dla Ludu Sławy i Słowa przypomnienie Bitwy Raroga Płomiennego z Czarnym Żmijem i obrazunek Czasu Ćmicy, jaki nastał potem na Ziemi, Weli i Niebie. Październikowy Wielki Tan i kolejne nadchodzące po nim Tany Jesieni onąż Ćmicę nad Matkę Ziemię coraz mocniej sprowadzać będą, wiodąc aż do samego Jądra Ciemności w zimowe Szczodre Gody. Pokażę ci też, jako Bogowie Ciemni i Wodni, a też i Wietrzyści, warzą w boskiej kąszni (kuszni)[i] Czarną Polewkę – Potop – na Mokridę i Jeleni Tan. Pokażę ci Pogoń Ładów za Żmijem Czarnym, jak na Skrzystych Jeleniach go dopędzają i bitwę mu wydają, i jak niestety zostają przez niego pobici. Jak Złoty Jeleń z raną w boku z pola bitwy uchodzi, ratując Panią Ładę-Łagodę i jej syna Ładziwa-Władzica, ale sam przypłaca to życiem.

Zabieram cię, młody Iwanku, na Welę, więc nie dziw się niczemu i nie lękaj, bo tam wszystko inaczej niźli tu na Ziemi biegnie. Pokażę ci Mać Mokosz chadzającą pomiędzy bogami, pokażę jak ona Polewkę-Potop ziołami doprawia, jak ją dopieprza, dosładza, soli, rozcieńcza lub zagęszcza, dosypuje krup i smakuje ją wielką chochlą. Obaczysz ty, jak Bogowie Wiatrów kręcą w jej kotle wiry, razem z Bogami Wód i z Runami, którzy walą Ogniami i Gradkami w ową polewkę. Ukażę ci, jako warzy tę Polewkę Smaga – ofiarny, najgorętszy płomień ognisty, samo jądro ognia i światła. Zobaczysz, jak z niej klaruje się Czysta Swiła – Święta Siła Życia, ożywiający wicher wcielający żywot w byty, Siad Tchu, dający duszy Dech – Tchnienie, Sid Tajch, Duch Tchu Usidlający Żywot w materialnych ciałach.   

Ukażę ci, jak rozgorzała bitwa przy Gorejącym Kamieniu, jak rzucił się Orzeł Jary na Łabędzicę Białą i rozdarł ją na strzępy, a białe pióra poleciały na Welę, zaś kości jej utonęły w ziemskim morzu.

Ukażę, jak zleciały się dziwe ptaki, starła się Prawda z Kriwdą i Prawda wzleciała ku Najwyższemu, a Kriwda opadła w Dół, na Ziemię, i jak rozniosło Kriwdę po całym Padole, po całym Podniebnym Carstwie.

Ukażę, jak Swarog (Ogień Niebieski) pobieżał ku Lutemu, Czarnemu Żmijowi, który ma tysiąc głów i tysiąc ogonów. Obaczysz ty Ogień Niebieski o tysiącu pałających oczach i tysiącu ognistych zębach.

Ukażę ci, jak zbiegły się ciemne chmury, a Swarog-Ogień Niebieski Czarnego Żmija boską smagą świetlistą palił, jak nagle Swarog-Ogień Niebieski przemienił się w Jasnego Sokoła – Ogniopiórego Raroga – i jako sokół rzucił się na swego wroga.

Ukażę, jak od tej bijatyki zatrzęsła się Ziemia i rozedrgały się Czeluście trzymane przez Jusza na grzbiecie i zakolebały się Ćmiste Morza, a Drzewo Drzew zatrzeszczało w posadach.

Ukażę ci, jak pognał Jasny Sokół (Raróg-Swarożyc) daleko nad Ciemne Morze, zapędziwszy się w boju za Czarnym Żmijem.

Jak nagle zabrakło mu sił, a Czarny Żmij przydusił go i zepchnął na dno i tam go uwięził.

Ukażę, jak pogrążyło się Krasne Słońce w Sinym Morzu i Czarny Żmij zatopił w Ćmicy Matkę Ziemię, i jak wychynął Swąt, który postanowił oddzielić od siebie bogów walczących o Niebo, Ziemię i Welę-Ałatyr.

Poznasz, kim są ważne dla Jesieni Jesowitowe i Kostromne Bogi, i że opowieści Kapiszty Wschodu też prawdę dają, która się w Prawedę z Bajami Zachodu uwija, jak choćby ta o Utoczce, co miała w sobie dwie siły – siłę Jawi i siłę Nawi, ta o Kaczogłowej Jargonicy Utce, co wyszła na brzeg i złożyła dwa jaja – Złote i Żelazne (Sine).

O tym, jak ze złotego jaja wykluł się Orzeł i wzniósł się ku Krasnemu Słońcu – Tarczy Swarożyca – i jak w ślad za nim popędził wieszczy ptak Stratim.

Jak zrodziły się dwa Orły lub Sokoły Ogniste – Finist-Wijniks, Ogniwacz i Raróg-Płomiennik.

O tym, jak z uderzonego Gromem Żelaznego Jaja wyszedł ożywiony siłami Nawi Czarny Wron – Żmij, syn Utki[ii]. Jak za nim wzniosły się nawne ptaki wieszcze-łabędzie, Obida z pieczalnym licem oraz silnoskrzydłe Gryf i Magur, a potem i czarowny smutnośpiewy Sirin.

Uwidzisz ty, Iwanko, jak Swarog uderzył młotem w Górę Ałatyr i rozsypały się Jasne Iskry po Niebie, jak w cały świat wlała się światła jasna moc – Śwarna Swarga.

Jak jedna z iskier spadła na Ziemię i zapłonęła Ziemia, a pożar wzniósł się do Nieba. Jak wtedy w ogniowych wichrach, w smadze-swile urodził się Siemargł-Weles, syn Swaroga-Czarnoboga[iii], i że był jak samo światło słońca, jak żar i płomień Swarożyca.

Poznasz prawdę o tym, że na początku był ów Siemargł Władyką Ognia – Welesem Płomiennym i obaczysz, jak zrodził się z ognia Strzybog Władca Wiatrów.

Uwidzisz, jak Czarny Wron pełznie podstępnie ku Górze Ałatyrskiej i podkradłszy Czarnogłowowi-Swarogowi młot, uderza nim w górę. I jak góra ta sypnęła na Wszy Świat Czarnymi Iskrami, a z tych iskier zrodziły się wszystkie ciemne siły i żmije, i smoki mocarne a wielogłowe.

Jak z nimi zrodziły się wszelkie duchowe byty ziemne i wodne oraz wszyscy Boguchcice – Boginki i Bogunowie[iv].

Jak rzekł Chors Książ, Bóg Pełny, tak też uczynił. Zabrał ducha Iwanka ze sobą na Welę i w pozaczas go rzucił, aby się onym wydarzeniom z Początku Świata przyjrzeć dobrze zdołał, by walki niebieskie zapamiętał, posmakował grozy wydarzeń onych, by Ludom Słowa i Sławy przekazał, co i jak, i kogo, i z jakiego powodu w Październikowy Wielki Tan Dziesiąty trza czcić i wychwalać, jak pochodem Krąg Święty w te dni zamykać i z czym ówże krąg obchodzić.

Tak to Iwanko przed swadźbą brata swego starszego, Budyma, ze Zowiją, córą kniagini Lęgosępy, z nagła zaniemógł. Rankiem dnia kolejnego z łożnicy nie wstał, raz po raz przytomność umu tracił, a wszy ludziska myśleli, że dopadła go sama Zmora Pani i Licho wie co jeszcze. Jak tu bez swatnika swadźbę czynić, toż to niemożebne! Lecz trzeciego dnia pod wieczór przebudził się Iwanko i wszystko im, co widział, powiedział, a też i przykazał, jak od dnia dwudziestego Miesiąca Słonecznego, co Księżycowego Brata Pazdura zastąpił, odprawiać do dnia dwudziestego szóstego tegoż Października Wielki Tan Dziesiąty.

Tak więc pierwszy dzień święty, jako się rzekło, od świtania dwudziestego dnia miesiąca października czci się, a mienią owo święto Ćmicą, Welesowicą, Przewiną i Odkupieniem. Dzień ten zwany jest Dniem Swargi, Smagi i Swiły, Świętem Świętowita, Czarnogłowa, Wiatru i Pogody, dniem ostatecznego odejścia z Matki Ziemi Bogów Jasnych i Wysokich – Tynu Swarogów i Tynu Perunów, Tynu Rodów i Ładów. Dniem ich zamknięcia, zakluczenia tychże rodów boskich w ich Welskich Domach – Tynach, na Niwach.

Jest to dzień, w którym na Ziemski Padół wracają Bogowie Wód i Chorsowie przejmujący królowanie, gdy otwiera się czas, kiedy górę wezmą siły Kostromne, Przeplątowe, Zimne i Ciemne.

Jest to święto obrazujące wcielenie Ducha w Materię, Wielkie Rozjaśnienie Świata Swargą, a następnie jego Zaćmienie i wejście Smagi ze Swiłą w Materialne Ciała, Ożywienie Ciał Macierzystych Tchnieniem onejż Smagi i Swiły – Przejście Światła z Kręgu Zewnętrznego (Uzewnętrznienia) do Kręgu Wewnętrznego Materii (Uwewnętrznienie). Stąd jego miano Ćmica, że z wejściem Światła z zewnątrz do wnętrza materii, na zewnątrz Ćma się uczynnia.

Rankiem myśliwcy przywodzą tego dnia pod Zapis dwa ułowione jelenie i dwanaście dzikich kaczek. Jeden jeleń i połowa kaczek będą przez nich uroczyście ofiarowane bogom. Połowie, to jest sześciu kaczkom i drugiemu jeleniowi, wskazaniem koszu-losu życie zostanie darowane. Tych sześć ocalonych to Złote Kaczki, a ten jeleń szczęsny zwany jest Złotym albo Białym Jeleniem, lub też Jeleniem Świętym, Skrzystym.

Rzecz ta odbywa się wyłącznie w obecności członków Bractwa Łowców, bieśnika, żerców i wiedźm. Bieśnik czyni modły, łowcy zaś ustawiają się półkolem (łukiem) w sporej odległości od Drzewa Zapisu i kolejno celują z Łuku do zawieszonej na nim Tarczy Życia i Śmierci. Odległość ta jest tak duża, że trafienie w czarny środek tarczy, będące wyrokiem śmierci dla zwierzęcia, wynika bardziej z prowadzenia oka i ręki łucznika siłą bożą niż z ludzkich umiejętności. Każdy łucznik przypisany jest kolejnemu zwierzęciu. Sześć pierwszych celnych strzał odbiera życie sześciu kolejno oznaczonym dzikim kaczkom, a siódma celna strzała odbiera żywot jednemu z jeleni…

… Żercy i wiedźmy zabierają ubitą zwierzynę do chrominy, gdzie składają żertwę i przygotowują z onych darów bożych świętą strawę na ostatnią ucztę siódmego dnia świąt Wielkiego Tanu Dziesiątego. Oto jest Przewina i jej Odkupienie, oto Welesowica.

Ocalone zwierzęta pozostają u Zapisu aż do ostatniej uczty, kiedy będą szczęśliwie uwolnione do dalszego przeznaczonego im przez bogów bytu w borach i na wodach.

Zaśpiew Na Odnawienie i Zmartwychwstanie Łownej Zwierzyny

Żyj, pędź, goń się rujnie, Tęgi Złotorogi,

Tobie żywot dzisiaj darowały bogi.

Żyjcie, lećcie, kwoczcie, Złotopióre kaczki,

Wyście dziś szczęsne ptice, boże jedynaczki.

Złoty krzyż ci kładę prosto między rogi.

Niech cię wolno wiodą ścieżne borne drogi.

Złoty krzyż na drogę, ptasze niebożęta,

Żadna z was nie bydzie nikuda wyrzęta.

Dziś Dziewa i Łada, Plątwa i Mokosza

Puszczają was wolno ze Saka, z Rakosza.

O, Jeleniu Biały, Jelcu Wielki Skrzysty,

Do leży powracasz we Złotej Koronie.

Śmiertelne twe strzały w Zapisie uwisły,

Rączo dziś przemierzysz Borańskie przestronie.

Wolę Bogów wzniesiesz dumnie poprzez knieję,

Dziś Światu obwieścisz Welatną Nadzieję.

O, Utki Złotopióre,

Tkajcie wy w przestworzach swój żywot ulotny.

Oto jest Rakař – Rakosz i Rokosz! Oto jest Wola Boża![v]

Z tymi świętymi słowy kreślą żercy Krzyż Prosty maścią złotą Jelcowi Białemu między rogi.

Z tą pieśnią litościwych bogiń malują wiedunki Krzyż Skośny nad Kaczych Utek dziobiskami.

– W czasach przyszłych, kiej wy, ludzie, w obfitości i wszelakim dostatku już żyć będziecie  – powiada do Iwanki Chors Wielki Bóg – ofiarę tę jeno odegracie, na niby owe zwierzęta ubijając. Lecz póki ten czas nie nadejdzie, ofiara mieć musi odpowiednią wagę i powagę. Te przymioty zaś, waga i powaga, biorą się z trudności samego aktu zabijania, odwagi, jaką musi wykazać się łowca, by ubić zwierza bądź go pochwycić, z trudu wypraw i czatowań czy pogoni w łowach. Jak przy każdej ofierze zwierzęcej uczucie przykrości, żalu i strachu miesza się w człowieku z poczuciem konieczności spożywania pokarmów i przyjemności, jakie owo spożywanie przynosi. Czy ofiara złożona z ciała przez zrósta (rostlinę) inne uczucia niesie? Tym samym jest jedno i drugie – uśmierceniem żywej istoty. Jest owa śmierć darem złożonym przez żywiciela temu, kogo on swym ciałem żywi, a też życiowym przymusem i jednocześnie przewiną tego, który mu życie odbiera. Uroczyste spożycie ciała uśmierconej istoty jest więc aktem jej ofiarowania się, przyjęcia tego daru danego z dopustu bożego i aktem jednoczesnego odkupienia przewiny wynikającej z odebrania życia tej istocie. Akt ów musi wiązać się więc z żertwą na cześć ofierze i jednoczesną prośbą o podarowanie winy jej zabójcy przez bogów. Dopiero po spełnieniu owej żertwy ofiarnej spożywanie strawy bożej, pokarmu, potrawy danej ludziom, staje się prawilne, zgodne z prawami przyrodzonymi.

– Żertwę ofiarną uczyń ty, a prawilijnie posilisz się! Tylko taki pokarm i taki posiłek prawdziwą moc i przyjemność da tobie, Iwanku. Da ją też każdemu z tobą spożywającemu.  

Do południa w pierwszy dzień świąt trwają przygotowania żertw i strawy oraz strojów dla postaci, które będą obrazunki odgrywały. W południe pod Zapisem rozpalane jest Ogniszcze Boskie. 

Jeden jedyny orszak ten dzień ubarwia.

Wiedziony jest przez Źrzenię Żenną niesioną w rękach bieśnika i przez Królewiczostwo Jesienne. W nim odgrywane są okazane powyżej Iwance obrazy przez barwnych przebierańców pod czterema hołdarzami Kirów.

Jak w każdym obrzędowym godzie-chodzie, obchód zaczyna się od godarzu-hołdarzu Środka, czyli od Zapisu. Potem do hołdarza Wiosny – Jiwnego lub Jarząbowego – trza pójść, potem przez Letni Jaworowy i Jesienny, co pod Jesionem jest, i przez Kostromy – Jodłowy, a znów na Zapisie drogę tę ukończyć.

Odgrywana jest Bitwa Swaroga-Raroga Płomiennego, Świetlistego, z Czarnym Żmijem, wcieleniem Czarnego Wrana-Czarnogłowa, w której raz jedna, raz druga strona jest górą, a w końcu Światło tonie w Słonych Wodach.

Obrazuje się nie tylko zwycięstwo Ciemności nad Matką Ziemią, lecz także Wcielenie Światła Świata w Materię, Światła Świata pod postacią Smagi i Swiły, Żaru i Tchnienia Ducha w głębiny, we Słone Wody Głębokie, w Wewnętrzne Wody Człowieka i innych Istot Ziemskich – Zwierzorów i Zróstów.

Pod każdym hołdarzem krzci się wodą i solą, ogniem i dymami kładzideł ludzi i zwierzynę oraz zróstlinę, żertwienne ofiary i pokarmy do strawy.

Skromną ozdobą tegoż pochodu są Nieśmiertelnikowe Wianki na głowach uczestników, obficie sypane płatki złocieni na drodze po Kręgu, jak też złocieniowe i astrowe przybrania hołdarzy, które uwypuklają zwierzchność Bogów Kiru Jesiennego nad onym czasem odświętnym.

– Z biegiem kółwieków, kiedy zza Wielkiej Wody kwiat ów sprowadzicie – rzecze Chors Pan Pełny a Książ Wielgachny do Iwanka – ozdobicie też hołdarze i wyścielecie drogę Kręgu Świętego kwiatem Orgonii, czyli Dawanią-Dalią. Ten kwiat Gorgonią też zwać będziecie, czyli Kwiatem Gorgon[vi].

W obrazowaniach onego obchodu wywyższajcie Panów Wichrów i Wirów Wodnych, Panów Światła i Ognia – jako poddanych Czarnogłowa i Nocy oraz Wrona Czarnego Żmija. Złóżcie żertwę i obiaty, spożyjcie z bogami strawę w uczcie i na tym świętowanie zakończcie, a wianki ze sobą do domu weźcie. Tam, w każdym kącie gospodarstwa i po polach swoich po kwiateczku z nich połóżcie. Jeden cały wianek na Październikowe Święto Dziadów i Bab zachowajcie.

– Oto i cały Dzień ten, Dzień Swargi, Smagi i Swiły. Oto Święto Świętowita, Czarnogłowa, Wiatru i Pogody! – powiada Chors, Książ Wielki-a-Pełny. – Oto jest dzień ostatecznego odejścia z Matki Ziemi Bogów Jasnych i Wysokich, tych z Tynu Swarogów i Tynu Perunów, Tynu Rodów i Ładów. Oto jest spełniony czas ich zamknięcia, zakluczenia w ich Welskich Domach!

– Oto wypełnia się Ziemski Padół Bogami Wód, oto otwiera się czas, kiedy władzę nad ziemskim Padołem biorą siły Kostromne, Przeplątowe, Zimne i Ciemne. Oto jest Ćmica, Welesowica – rzecze do Iwanka Połowica Chorsowa – Chorsina Pani, obracając ku niemu raz swoje Do Pełni Pół-Lico, a raz to drugie, Od Pełni. – Oto Duch w Materię się wciela, Wielkie Rozjaśnienie Świata Swargą ustępuje Zaćmieniu, a z wejściem Smagi ze Swiłą w Materialne Ciała Orzywiają się ich Tchnieniem Macierzyste Isty. Oto Przechodzi Światło z Kręgu Zewnętrznego do Kręgu Wewnętrznego. Oto jest Uwewnętrznienie Swargi, Smagi i Swiły!

Drugiego dnia Tanu Dziesiątego także tylko jeden obchód się odbywa. Jest to pochód Bogini Mokoszy, Święto Mokridy, które rozpoczyna Posiady Prządek. Mokre to święto poświęcone jest Wodom i Makoszom. Wiąże się ono z kruszeniem lnu oraz konopi na włókno, a także zmiękczaniem przez roszenie wikliny. Tego dnia panny podążają do świętych źródeł po wodę na ostatnie namoczenie łodyg. Używa się wody ze świętych źródeł albo ze świętych strumieni, gdyż Nici skrapiać należy żywą wodą, po to by każda wypleciona rzecz była uświęcona i niosła w sobie boski spór.

Panny, tak samo jak wiosną, czynią przy tem wróżby różnorakie dotyczące ich szczęsnej przyszłości, a też upraszają Wodycę i Wądę o piękność lica i powabność kształtów, co by mieć powodzenie w miłości i mnożności. Modlą się nad strumieniami do Wodycy o czystość i zdrowie (dobry poród), o szczęśliwe małżeństwo, ponieważ w jej pieczy znajdują się, według podań, welańskie studnie (źródła) żywej wody. Skropione żywą wodą nieci Baji są mocne i stanowią o powodzeniu życiowym, o dobrej doli i bycie, czyli kosie-koszu-losie jednostki wplecionym w ogólny los-kosz plemienia, w przyszły i teraźniejszy los-kos miejsca oraz w wierg (wyroki) i źrzeb (zręb) całej Ziemi. Stąd wzięło się pojęcie baji-podania jako ciągłej, nieprzerwanej, lejącej się strugą opowieści o wielu barwnych wątkach (wełnach, nieciach).

Główną osobą obrzędu ofiarnego i obchodu tego dnia jest kapłan-gadacz (gajda, gędźbiarz, guślarz, bajarz lub zamawiacz) oraz stare kobiety będące najważniejszymi krzewicielkami wiary i przekazicielkami wiedzy plemienia. Kobiety te są zwykłymi gospodyniami, babkami i matkami, ale też kapłankami Gogołady-Mieni zwanymi kazicielkami.

Podczas pochodu na przystankach pod hołdarzami guślarz i kazicielki prawią i przekazują wszystkim dla przypomnienia podstawowe podania Wiedy i Wiary Przyrodzonej. Prawią główne opowieści o Bogach i Narodzinach Świata oraz o Wojnach Bogów i Ludzi czy wydarzeniach związanych z Karoduną i Wyjściami Świętowita z Kłódzi.

W tym właśnie pochodzie jeden jedyny raz w roku uczestniczy podobieństwo Matki Mokoszy – ustrojone w Broszę pokazującą Mokosznego Pająka Złotego, który spina chustę bądź szatę na piersi bogini. Upostaciowanie Mokoszy to rzeźba o wielkiej głowie, długowłosa, o długich kończynach, wyposażona w narzędzia do międlenia, szczotkowania i przędzenia. Postępuje ona w orszaku omotana sznurami i spętana powrósłami, a też przybrana od stóp do głów bajorkami, głównie barwy błękitnej. Spętanie owo pokazuje, iż bogini ta jest przymuszona, wręcz przywiązana do dziełania Przędzy Wyroków Świata i wplatania owych Wyroków w Materię Baji. Obrzęd ma ją dodatkowo wzmocnić w jej dziele, aby do tej roboty z ochotą się przykładała. Temu samemu dziełu, dla zachęcenia bogini i dla dobra plemienia (czyli pracy z lnem i konopiami, przy międleniu i przędzeniu) powinny oddać się od tej chwili wszystkie ziemskie kobiety.

Tak zaczyna się pospólna obróbka roślin włóknistych i wikliny, czyli Konopielki, Lnianki i Wikłanki oraz Posiady Prządek, które trwają od tego dnia aż do końca świąt, a odbywają się każdego wieczora z udziałem kazicielek we wspólnej świetlicy sielskiej albo w izbie Rady Starszych – radnicy (poradni), albo po gospodarstwach, gdzie kobiety zbierać się będą większymi grupami razem z dziećmi pozostającymi pod ich opieką i będą pleść – nie tylko materię i kosze, ale też Bajne Opowieści i Przekazy Wiedy.

Prządki to obrządek wyłącznie kobiecy, mężczyznom nie wolno w nich brać udziału. Sama nazwa odzwierciedla przekaz zawarty w słowie przędać, które ma trzy znaczenia: prząść (wprzęgać) – łączyć ze sobą wątki i nitki, prządać – porządkować, układać i przeć do przodu – posuwać się, opowiadać, rodzić nową materię.

Owe Święte Posiady Przędne służą na równi z tkaniem zwykłej nici w materiał, porządkowaniu wiadomości oraz układaniu wiedzy w umysłach dzieci i wszystkich słuchających. Przygotowują one młodych do wejścia w dorosłość, a ucząc wspólnych wartości, kształtują jedność plemienia.

Jerzy Przybył – Bogini Pogoda – Pani Weni, Zwieńczenia i Matka Ptaków

Przypisy

[i] „Kąsznia, kusznia” albo kucznia, jadnia – to  pierwotne określenia słowiano-aryjskie na kuchnię – oddzielne pomieszczenie z paleniskiem służącym do przygotowania posiłku – z ogniskiem, warenikiem, warzelnikiem, pieczelnikiem, piekarnikiem.

W lingwistyce przyjmuje się, że określenie kuchnia (tak na pomieszczenie, jak i na sztukę kulinarną, czyli gotowanie jadła) pochodzi od łacińskiego słowa culina. Jest to pogląd błędny, wynikający jak zwykle z nieuwzględniania słowiano-aryjskich rdzeni w nauce etymologii podczas procesu wywodzenia podstawowych pojęć cywilizacyjnych o pochodzeniu starożytnym. Szukając źródłosłowów, nauka zachodnia zatrzymuje się w takich przypadkach na okresie greckim i rzymskim i wywodzi te określenia bądź z greki, bądź z łaciny. Tymczasem dzieje cywilizowanej Europy sięgają znacznie wcześniejszych czasów – epoki łowców (kamienia) czy epoki pierwszych rolników (neolit). Pojęcia związane z nazwą pomieszczenia, gdzie palił się ogień, oraz związane z procesem przygotowania posiłków (gorącego jadła) pochodzą w rzeczywistości z archeologicznych kultur tych właśnie odległych czasów.

Miejsce przygotowania potraw było w naturalny sposób związane od zawsze z ogniskiem domowym (paleniskiem, później piecem). Wpierw był to ogień pod gołym niebem, ale bardzo szybko w strefie klimatu północnego (naddunajskiej i za łukiem Karpat czy nad Bałtykiem albo na Syberii) zaczęto ogień zabezpieczać w jaskiniach. Stąd bierze się pierwsza nazwa kuchni, pieczara – miejsce, gdzie pieczono mięso złowionych zwierząt. Inna archaiczna nazwa jaskini z ogniskiem to war – miejsce, w którym czuwano nad ogniem, aby nie zgasł, czyli warowano u ognia i warzono na nim jadło. Tę nazwę jaskini znamy z mitologicznych podań Persów, jak i od Słowian którzy posługiwali się nazwą warenik, lub warnik na określenie tego miejsca, co z kolei później przeszło na określenie pieca kuchennego – warzelnik, warennik, miejsca przechowywania ognia – warowni oraz w miano czynności ochrony ognia – warowania/wartowania.

Następnie, w czasach łowców, miejscami przenośnymi chroniącymi ogień przed wiatrem, deszczem czy śniegiem stały się szałasy, które Słowiano-Ariowie nazywali kuczami, kuczinami, koczniami lub kuszniami albo koszniami, koszami i kąszniami, kąsztami, kącami, a wreszcie i kącinami w późniejszym czasie, czyli świątyniami, gdzie przechowywano ogień i czuwano nad nim oraz gdzie składano żertwy – ofiary, joście. Kuszat’, kąszat’ to jeść, spożywać jadło, kucja/kut’ja – święta potrawa ofiarna, kuczat’ to koczować – czyli robić postój na posiłek, kucać, czuwać w kuckach nad ogniem, przesiadywać nad warzoną potrawą, czyli przygotowywać joście, jadło, jadę (wschodniosłowiańskie określenie pokarmu – jada). W języku polskim zachowało się to słowo w mianie kąsać, kąsek, kąs/kęs i kosztować –próbować potraw w trakcie ich warzenia (gotowania). Z takiego szałasu albo półziemianki z dziurą w dachu – kucznej/kurnej/kurznej chaty/domu, wydobywał się dym – czyli kurz.

Te właśnie nazwy dały początek starogreckiemu określeniu kouzina, a z niego, lub bezpośrednio ze słowiańskiego, łacińskiemu mianu coquina, cocina, culina, czy niemieckiemu kuchina. Miejsce warzenia potraw i warowania, czuwania, koczowania, koczewania, kuczania było też jednocześnie miejscem jedzenia – jadką, jadnią, jadalnią.

Do dzisiaj przetrwały w językach Słowian i Bałtów określenia: jatka – na miejsce dzielenia mięsa, ćwiartowania go, warzalnia/warzelnia na miejsce warzenia potraw i napojów, warenik – piec, pieczara, piekarnik, kucza – szałas, kucza-kąsznia, w języku starocerkiewnym i macedońskie kujnia – na szałas z ogniem, na którym warzono potrawy, czy litewskie i łotewskie nazwanie kuchni – virtuve, bliskie warzyć, warować i wartować. Kuca to także kupa zboża, jak również gromada ludzia.

a SEB, hasło kuchnia i kucza, str. 279.      

[ii] „Czarny Wron, Żmij Utok, syn Utki”. Utka – znaczy po rosyjsku kaczka. Mamy tutaj do czynienia z opowieścią Kapiszt Wschodnich i z ich ujęciem imion Światłogońców, Żmijów i Smoków. Chodzi o kaczogłową jargonicę Utkę, w którą wcielona była Białoboga. Według podań Burów wydała ona na świat Utoka-Wrona Czarnego Żmija.

Generalnie podania Burów i Wschodnich Kapiszt są zgodne z podaniami Kapiszt Zachodu, ale różnią się szczegółami i imionami wielu bohaterów, i mianami bogunów. Tak Żmije-Żnuje, jak i Smoki-Drakony i Światłogońce – Żar Ptaki, są właśnie bogunami – duchami pomocniczymi bogów.

Całe to podanie ze szczegółami znajduje się w opowieści O Swącie, który jest też Rodem i Białobodze-Ładzie oraz Czarnogłowie-Swarogua.

Słowo utka ma jednak także inne znaczenia związane ze znaną powszechnie działalnością Światłogońców polegającą na tkaniu, utykaniu dziur wyrwanych w Powłoce przez Nicę, zatykaniu ujść Świata w Nicę.

W słowie utka, utoka, utoczka (kaczka, kaczątko, kaczuszka) zawierają się i inne ważne, pierwotne i boskie znaczenia, takie jak: tkwić, kwiść, kwiat – zawiązek; tkwić – zamrzeć, utkwić – zatrzymać się; tch – dech, dusza; tykać, tyk – dotknięcie, tyknięcie – najkrótsza miara czasu – ksztyna, tyk – cichy odgłos miarowy (np. zegara); styk – iskon, punkt, początek, koniec, wjint; utoka–otok (zapomniane znaczenie – odwrotność zatoki, coś odmiennego od potoku), otok – kulisty kamień, rondo – otok kapelusza.

W słowie tym kryje się też ciąg znaczeń związanych z pojęciem toku – toczenia się, toku – mowy, toku – opowieści, wypowiedzi, toku – potwierdzenia, przytaknięcia, toku –zaśpiewu godowego.

[iii] Siemargł-Weles i Swarog-Czarnogłów to postacie opisywane w zapisach Kapiszt Wschodu w kontekście Wojen Bogów na Początku Świata, w ich Bitwach o Welę/Prawię –Ałatyr, Niebo/Nawię i Ziemię/Jawię. Stąd pod mianem Weles lub Swarog łączą one cechy Czterogłowego Znicza Siemargła – Upadłego Boga, będącego połączeniem Sima i Rogła, cechy Czarnogłowa Trójgłowego oraz cechy Welesa jako Płomienistego, Ogniowego Boga.

Te postacie i cechy zostały rozdzielone pomiędzy bóstwa Jednogłowe przez Swąta po jego odwecie na buntownikach i pozbawieniu ich cech wielogłowości, czyli po Wyjściu z Kłódzi i ocaleniu Świata przed zagładąa.

Bitwy te z punktu widzenia Kapiszt i Kącin Zachodu przedstawia dokładnie Księga Turab.

a Księga Ruty, Taja 24, str. 535: Z boskich dziejów podług Burów: O Świtoku-Rodzie i Matce Miłości Bożej – Ładzie oraz Wielkim Kowalu Niebiańskim – Swarogu – podania kijowskie, według tradycji burowijsko-skołockiej Zadońskiej i Zakamiennej; Księga Ruty, Taja 24 str. 538: Różne nazwania i imiona Światłogońców i Ażdachów – w przyrodzonej wierze skołocko-burowijskiej.

b Księga Tura, Taja 2, 4, 5, 13, 14.

[iv] Dokładny przebieg wydarzeń w owej Bitwie Jasności, Światła i Ognia z Ciemnością, Ćmicą i Nocą, według Rytu Wschodniego znajduje się w Księdze Rutya, a według Rytu Zachodniego także w Księdze Turab.

a Księga Ruty,Taja 24, Bitwa Swaroga-Czarnogłowa  z Wronem – Czarnym Żmijem  – według wieszczów z Drwy nad rzeką Wołgą Rzwą, str. 549 – 552.

b Księga Tura, Taja 1, O pierworodnych synach Światłowiłta z Nicą, str. 14 -15 ; Taja 1, Przypis 8 str. 25, Taja 2, Przypis 7 i 8 str. 49; Taja 3, O Zniczach, Buncie Dziesięciu synów Boga Bogów, ich upadku i odrodzeniu w Umorach-Straszach, zwanych Orłami Weli, str. 53 – 59.

[v] Oto jest Ra-Kař! – Rakosz i Rokosz! Oto jest Wola Boża! – Zaśpiew Odnawienia i Zmartwychwstania Zwierzyny Łownej zakończony jest aktem oddania w ręce bogów Prawa Przeznaczenia – „Oto jest Wola Boża!”.

Nie jest to oddanie tegoż prawa w byle jakie boże ręce, lecz przekazanie go wyłącznie Bogom Kosza i Bogu Najwyższemu RA – Światłu Świata. Znak ř oznacza tutaj dźwięk rz oraz ż/ź, czyli słowo to posiada cztery jednoczesne znaczenia: kar – kary, czarny i czerwony (rudy – patrz „karo” w kartach), czarowny, karzący; karz/każ – wykonawca kat – kaziciel, karzyciel; kaź – rozkaz, nakaz, kazanie, przykazanieoraz Ka – Łódź Światła Świata – Powłoka dla Ra. Ra-Kař – jest to więc Wola Ra – Światła Świata, Swąt-Goša (Koša). Rakosz – to Najwyższe Przeznaczenie (Los Ostateczny), Rokosz – to wykonanie owego koszu-losu.

            Stąd bierze się prawilijne znaczenie takiego, zdawałoby się, pospolitego słowa jak rokosz – bunt wojów lechickich – szlachty, który powinien być działaniem dyktowanym wyłącznie najwyższą koniecznością, ostatecznym Nakazem Nieba.

Te same korzenie ma prawilijne znaczenie słowa rozkosz – które odnosi się do wykonania woli bożej związanej z rozmnażaniem, płodnością, czyli Nakazem Nieba będącym uwieńczeniem żądzy i miłości (koszania).

Stąd płyną też znaczenia prawilijne słów: Ka-Ra (karza, kaźń – co oznacza poddanie się ocenie – osądowi) i Ra-Ka (śmierć) oraz Koš – kosz-kos (los) i kara kosza czy słowa równoznacznego dla kosza – sak, saka.

Trzeba tutaj powiedzieć koniecznie, że znaczenie negatywne słowa kara-karza (ukorzenie) i kaźń (nakazanie, przykazanie, kazno-dziełanie) – czyli określenie tego, co było nakazane i powinno być wykonane oraz co zostanie rozliczone i osądzone, wynika wyłącznie z ludzkiego lęku przed Osądem Bożym na Moście Prawątu i Czynwątu lub na Łodzi Osta w Zaświatach Welańskich, czyli po śmierci człowieka. Lęk przed Osądem Bożym to „wynalazek” zoroastryzmu, czyli Wiary Przyrody wypaczonej już w religię Epoki Barana. Lęk ów został przejęty następnie przez kolejne religie (re-lęgje) monoteistyczne Epoki Ryb – judeo-chrześcijaństwo i islam. Wiara Przyrodzona wyraźnie mówi, że Osądu Bożego nie należy się lękać, gdyż jest on łagodny i przyjazny Duchowi przybywającemu w Zaświaty.     

[vi] Opowieść Gorgony i o Gorgonie znajduje się w Taji 28 Księgi Tanów, w rozdziale Bogowie i Ludzie.

Jerzy Przybył -Jeleń Zachodzącego Słońca

Jerzy Przybył – Dziewanna na Jeleniu – Z Duszami w Zaświaty

Podziel się!