
*

Tan Mniejszy Uzdrawiania i Zamawiania Choroby
Któregoś wieczora Chorzyca-Groźnica ze Zmorą-Gorzączką do babki Bogoluby przyszła i tak ci jej powiada:
– Ty, babko Bogolubo, lata swoje już masz, na ziołach i zielskach się znasz, choroby własne, którem ci ze Zmorą i Plątwą Boginią zesłała, wszytkie żeś sprytnie pokonała. Gorączki, zimnice i zastrzały, com je na bliskich twoich spuściła, tyś odczyniła. Wieleś w żywocie swoim uwidziała, więc wiesz już, że tylko najgórniejsi góryci i najwyżsi szamani odchodzą z tego świata, nie na chorobę zapadłszy, lecz z własnego wyboru. Pozostali maluczcy chorują, a od choroby droga do śmierci najprostsza i najpewniejsza. Nie na każde choróbsko, jakie ja w kobiałce na plecyskach swoich dźwigam, idzie twoimi sposobami zaradzić, ani z pomocą najznamienitszych nawet łąkarek i zielarzy je uleczyć. Wiele ja jeszcze w moim worze takich zaraz i plag posiadam, o jakich się światu nie śniło.
Wiesz ty też, boś to od własnej babki słyszała, że dawnymi wieki, kiej się ludziska z Pępów w Jaskini Lęgu w Nowej Kolibie nad Wielkim Dunajem odrodzili, uzdrowienie ze wszelkiej długotrwałej, ciężkiej choroby najpewniej uzyskać było można przez Tany Uzdrawiające. Te tany czyniono w Dniu Kołożaru, w Wielki Maj[i].
Nic dziwnego, że babka twoja nie potrafiła ci przekazać, jak to wtedy czyniono, bo od czasu odrodzenia ludzkości do jej czasów wiele wody we wszystkich rzekach świata upłynęło.
Ja, Chorzyca, nie tylko Groźnicą jestem, nie tylko Raźnicą, Jadźmą, Jadzią – Panią Gorączki i Bólu, ale też Jagodową Babą, Jagad, Jagodą – Królową Ziół, Panią Choroby i Zdrowia, Wielką Lekarką, Wielką Łąkarą, Władczynią Trucizn i Leków, Panią Miłosierną, Jedyną Uzdrowicielką i Wielką Panią Zdrów-Wieńców.
Przyszłam więc dzisiaj do ciebie nie tylko po to, aby cię nawiedzić i doświadczyć, ale żeby daleko na północy nad Jilmieniem dać wiedę, jak uleczać ludzi z przewlekłych, najcięższych schorzeń, które nie pozwalają się przezwyciężyć znanymi wam sposobami ani ziołami. Ten bowiem znad Wielkiego Dunaju sposób, z pierwszych wieków po odrodzeniu ludzkości, jest dobry na najcięższe schorzenia, z których żadnego wyjścia już nie widać – te, co już ino ku śmierci cielesnej wiodą.
Ze Zmorą-Marą, siostrzycą moją Marchą-Marychą, Kirsną-Śniecią, przybyłam, boć ona jest Pasterką Chorób, Panią Kirsnu-Maligny, Panią Męki, Władczynią Cierpienia i Królową Zduszów, ale też Panią Zdrowień, Wielką Uzdrawiaczką. Są w tych sprawach rzeczy tylko jej wiadome. Bez jej pozwoleństwa wieda o uleczaniu ciała ludzkiego z najstraszliwszych przypadłości nie może być nikomu przekazana. Tak więc pilnie ty słuchaj, a czego ja Jedyna Uzdrowicielka nie wiem, ona – Wielka Uzdrawiaczka ci dopowie.
– Kiedy macie w siole i jego okolicy ludzi ciężko chorych, takich, co to im nic nie pomaga i po domostwach zalegają, albo się bez skutku z jakąś przypadłością rokami całymi zmagają, a niczyje sposoby im ulgi nie przyniosły, zbierzcie ich wszystkich w Dzień Kołożaru u Zapisu i całą sprawę powierzcie grumadzie Łazarów, Rusłów – tych, co ich zwą też w innych okolicach Rusalami, Zamawiaczami albo Zaklinaczami.
– Sam ów obrządek uzdrawiający, w Kołożarze czy nie, zwijcie wy Łazariami – rzekła Zmora Uzdrawiaczka. – A tę grumadę łazarów-lekarów po wieki wieków utrzymujcie w krainach swoich sławiańskich, istyjskich i skołockich, aby wam nieśli pomoc w najwyższym życia zagrożeniu.
– Ale też pamiętajcie – dodała zaraz Chorzyca-Groźnica – że kiej by oni od swoich przysiąg i zobowiązań odstąpili albo nie potrafili uzdrawiania i zamawiania ze skutkiem całkowiecie uleczającym z choroby przeprowadzić, to ich gromadę rozpędźcie i precz przegońcie na siedem wiatrów! Nie ma nic gorszego dla plemienia, niż mieć lekara-łazara takiego, co wciąż uzdrawia, uzdrawia i uzdrawia, ale nikogo uzdrowić raz a dobrze nie potrafi! Takiego partacza ze wsi swojej wyzyńcie i daleko po świecie współziomków przed nim ostrzegajcie! Niech noga jego na Ziemi Sławskiej Wielkiej nigdy nie postanie, a ręka jego żadnego człeka z krwi waszej zrodzonego nie dotknie!
Jako wiesz, Bogolubo, my z siostrą zawsze we dwie działamy. Gorzączka jest Uzdrawiaczką, co powszechnie jest wiadomym, ale tylko Ja – Chorzyca-Gorzyca, jestem Jedyną Uzdrowicielką – Tą Która Chorego w Ozdrowieńca Przemienia.
Między nami dwiema taka jest zatem różnica, jak między zdrowieniem, a ozdrowieniem.
– Łazarowie z dawien dawna są gromadą męską, tajemną, zamkniętą – przemówiła znów Zmora Bogini. – Lecz od teraz ja ciebie, babko Bogolubo, na moje własne podobieństwo Wielkiej Uzdrawiaczki czynię wedowiną wszych wedowinów łazarskich, rusłańskich, rusalskich, i jacy jeszcze tylko są. Ty za sobą żeńszczyny do tych grumad wwiedziesz i wiedę tajemną stosowną im podasz. Żeńszczyńskie łazarki tym się będą jeno od mężczyźńskich łazarów różnić, że będą w grupach po siedem ze sobą współdziałać, a oni po dziewięciu. Tak jak łazarów prowadzi wedowin, tak łazarki prowadzić będzie wedowina. A teraz dokładnie ci powiemy, co i jak.
I tu znów Chorzyca Pani tak do babki Boboluby rzecze:
– Gdy idzie o uzdrawianie przez obrządek w Tanie Kołożarów, kiedy ono rzeczywiście ma najwyższą moc i skuteczność, to trzeba rzec, że łazarowie (czy łazarki) muszą cały święty tydzień Rusaliów spędzić wyłącznie ze sobą, w odosobnieniu, na świętym wzgórzu albo w świętym gaju. Nocami winni czuwać, nie rozmawiać z nikim z zewnątrz, a przez ostatnie trzy dni Rusaliów zachować także milczenie między sobą. Nie powinni też spożywać pokarmów, lecz karmić się przez ten czas tylko żywą wodą.
Pomiędzy nimi na wypadek wielkiej zarazy, która by na całe plemię spadła, musi być dwóch braci jednego dnia rodzonych – Bliźniaczych Strażników Ognia, którzy Jary Ogień wiertłem twardym w deszczułce z miękkiego drewna rozpalają. Drzewo na wiertło i deszczułkę tak oni dobierają, aby właściwe były na dany rodzaj zarazy. Oczyszczeni i okrzczeni Żywą Wodą i Jarym Ogniem, rozdziani do nagusieńka (albo w białej szacie do ziemi), skrzesany Płomień jako Żar Światła Świata do sioła przynoszą i każdego szczapą palną dla ochrony tykają.
Niech łazarowie ubierają się całkiem na biało, w białe spodnie i koszule oraz w długie białe kapoty. Przed sobą niech niosą zawsze bielusieńką chorągiew, świętą stanicę białobożską, która obwieszcza ich przybycie i objęcie sioła oraz całej okolicy Białymi Mocami.
Niech mają przy sobie cały czas narzędzia boskie służące uzdrawianiu, które swoją moc czerpią ze związania z tynami Ciemnych i Jasnych Bogów. Jak bowiem trucizna i lekarstwo w jednej idą parze, tak choroba i uzdrowienie stanowią jedno rodzeństwo. Tak więc nic dziwnego, że narzędzia Chorsów, Morów czy Welesów jako to kosa, sierp, kozik, sztylet, cęgi, na równi uleczająco działają co narzędzia Żywi-Siwej, Swarogów, Sporów, Perunów albo Rogłów-Rgłów.
W prawych rękach niech łazarowie trzymają czarowne długie kije z różnych rodzajów drzew i krzewów urobione, zakończone krągłą głownią-bułą, zwieńczoną wiankiem z ziół. Te kije to Laski Łaski, a przypisane są one poprzez rodzaj drewna do określonych tynów bożych, z których czerpią swoje mogtyczne moce. Sposoby wykonania owych lasek Pani Zmora ci, Bogolubo, poda, bo ona okrywa je najwyższą Załazarską Tają. Teraz niech tyle wiedy ci starczy, że malowane są w różne boskie maści i opisane we wzory boże, więc każda z dziewięciu lasek jest innej barwy i inne ma znaki. Wiedz, że Laski Łaski są owymi wzorami same w sobie zaklęte i dodatkowo zawęźlone wiankami zielnymi. Wianki przy pleceniu również zamawia się mocami boskimi poprzez przemowę mogtyczną.
Łazarki też noszą dziewięć lasek, tyle że trzy z nich posiada ich wedowina.
Wedowin czy wedowina winni nosić ze sobą zawsze Łuk Boży i Kołczan ze Strzałami.
Jak wiadomo, Laska Łaski to głównie narzędzie Bogini Łady-Łagody, którym ona Światem Rządzi i w swój Porządek go Układa, ale laskami posługują się też Podagowie i Bożebogowie (Radogostowie). Także Łuk i Strzały są narzędziami przynależącymi głównie do tynu Ładów, ale narzędzia te wiele sił bożych w sobie wiążą i niosą, w tym tych najmocarniejszych, najwyższych.
Wedowin (wedowina) strzałami ciskanymi z łuku wytycza Krąg Uzdrawiający Boskiego Tanu Żurawiego. Strzałą ze świętego łazarskiego łuku odstrzeliwuje się też od człeka boleść zwaną zastrzałem i inne najcięższe schorzenia. Strzała, Łuk i Kołczan niosą w sobie wiele tajemnych sił i zaklęć przez różne zakorzenienia w innych Mocach i Żywiołach, Kirach i Działach oraz w Najwyższej Jedni, co uwidocznione jest w niemal wszystkich obrzędach godowych odbywanych z udziałem tychże narzędzi.
Łazarowie na otokach wysokich szpiczastych czap noszą wieńce z tych samych ziół, które są oplecione na ich laskach – te wieńce to Zdrówieńce. Wszystkie rodzaje ziół z owych zdrówieńców dołączone są w wiązance do Białej Łazarskiej Chorągwi. Na butach i częściach ubrania doczepiają łazarowie dzwonki i dzwoneczki różnej wielkości, które swoim ciągłym podzwanianiem przywołują uzdrawiające wiatry.
Wedowin czy wedowina w Orszaku Łazarskim niesie kociołek z żywą wodą, worek z ziołami, dzban z octem i pęk czosnku. Pozostali łazarowie czy łazarki niosą uwieszone do rzemienia liczne gliniane dzbaneczki na wywary i napary. Dzbaneczki te zakrywane są krągłym wieczkiem uczepionym do uszka dzbanka boskim nawęzem – bajorkiem konopnym.
Biała barwa strojów łazarskich i chorągwi związana jest głównie z Białą Panią – Białobogą, ale też biel-srebrzysta to maść przynależąca do Tynu Strzybogów.
Podczas zaklinania i zamawiania chorób łazarowie szczególnie mocno zwracają się ku tym bogom. Biała Bogini działa wprost przeciw Siłom Ciemnym, a Strzybogowie całą swoją mocą wyciągają z chorych i odwiewają dręczące ich bóle, zaćmy, omamy i zarazy.
– Pytasz się, Bogolubo, jak obrządek łazariów dokładnie wygląda? Ano tak, jak ci teraz powiem. Uważaj ty i zapamiętaj! – rzecze Zmora Pani wprost w myśli Bogolubine.
Łazarowie wychodzą ze świętego gaju albo z chramu sielańskiego dopiero wtedy, kiedy Tan Kołożarów do końca dobiega. Kiedy już bieśnik potrójnym strzeleniem z biczyska tan ów przerywa, zbiera się wszystkich chorych w jedno miejsce i sadza się ich wprost na trawie albo na gołej ziemi. Najbardziej osłabłych pokłada się na sianie albo na futrzanych derkach. Trawa żywa, świeże siano, jak i sama ziemia goła czy zwierzęce futro posiadają właściwość wchłaniania w siebie choroby.
Chorych układa się w jeden krąg, pomiędzy Zapisem a płonącym Ogniszczem. Pozostali obrzędnicy odstępują wtedy na boki, czyniąc przestrzeń na tany łazarów.
Ważne jest, aby grajkowie nie przerywali świętej gędźby i aż do nadejścia łazarów przez cały czas na bębenku, fujarze-wijarze i dudach przygrywali. Gędźba daje więź ze Światem Nadziemskim, z Mocą Prawi, więc jej ciągłość płynąca ze świętego tanu ma wielką w tym Kołożarowym Uzdrowieniu wagę. Moc tę, z wibracji i dźwięku wprost płynącą, wzmagają łazarowie, nadchodząc ku Zapisowi z podzwaniniem dzwonków dźwięczących u ich kapot, pasów i portek. Kiedy łazarowie zatrzymują się przy kręgu chorych, wtedy pozostali obrzędnicy tworzą wokół nich własny krąg i chwytając się za ręce, zamykają zewnętrzny obwód życiodajnej mocy.
Tak zaczyna się właściwy Tan Uzdrawiania.
Na początek łazarowie wykonują Tan Żurawia, który – jak wiadomo – odwraca Śmierć, przemieniając ją w Odnowienie Ciała i Ducha.
Potem wedowin podchodzi do każdego chorego i umieszcza wkoło zioła odpowiednie do jego schorzenia.
Pod kociołkiem z żywą wodą rozpala ogień szczapą z Ogniszcza, a w tym czasie łazarowie zbierają naszykowane przez niego zioła do glinianych dzbaneczków, które stawiają przy chorych. Kiedy woda będzie wrzała, zaleją zioła w dzbankach i nakryją je wieczkiem, czyniąc przy tym zaklęcia odpowiednie do choroby.
Wedowin Strzałami wytycza następnie Zamknięty Krąg Bożego Uzdrawiania, a łazarowie zaczynają tańczyć, kręcąc się wokół strzał i chorych. Tak tworzą żywy Wir i Koło Mocy.
Grajba jaka nieustannie wszystkim tym zabiegom towarzyszyła, teraz narasta, wzmaga się i przyspiesza, a z nią Tan Uzdrawiania nabiera rozpędu. Tak obtańcowują po kolei chorych, a kręcą się przy tym wokół własnej osi niemal do zatracenia zmysłów.
Tan tego rodzaju jest najdoskonalszym sposobem złączenia własnego umysłu i serca w jednej wibracji z wyższymi wymiarami. To jest jedna z najpewniejszych dróg do osiągnięcia jedności z siłami boskimi w Prawi. Toż oni właśnie czynią.
Na dany Laską Łaski przez wedowina znak, gdy uzna on, iż krąg nabrał najwyższych wibracji, dopadają do poszczególnych chorych i poprzez silne tknięcie przekazują im całą swoją mogtę (moc mogtyczną).
Zdarza się, iż chorzy popadną przy tym w drżenie, że dostaną mocarnych drgawek lub mogtycznej trzęsiączki albo nawet, że stracą przytomność.
Bywa też, że niektórzy łazarowie tak są po tym zabiegu wyczerpani, iż sami odpływają w malignę, popadają w odrętwienie i całkowity bezruch, osłupienie, otępienie bądź w stupor.
Wtedy wkracza znowu wedowin i przywraca swoimi zabiegami wszystkich nieprzytomnych do życia. Podchodzi do każdego z osobna i przekazuje mu swoją mogtę: nakłada ręce na czoło i chore części ciała, rozmasowuje bolące miejsca, poprzez ucisk właściwych pól na głowie, dłoniach, stopach i w różnych zakątkach ciała przywraca krążenie krwi i życiowych prądów. Wedowin i łazarowie dotykają też osłabionych organów ciała ludzkiego ostrym końcem laski, którą dobierają zależnie od rodzaju schorzenia.
Najciężej chorych wedowin osobiście tyka Świętą Strzałą (Grotem lub Lotką) albo Świętym Łukiem (Łęczyskiem lub samą Cięciwą).
Wszystko to wykonują oni w zgodzie z głęboką wiedą, jaką im przekazano. Wieda ta przechodzi w rodach łazarskich z ojca na syna i z matki na córkę przez pokolenia, gdyż wiąże się ze szczególną wrażliwością i osobistym uzdolnieniem. Z każdym pokoleniem jest też przez nich coraz bardziej wzbogacana, więc nie ma na świecie głębszej wiedy o uzdrawianiu i o uzdrowieniu niż ta łazarska.
Jeśli wedowin czy wedowina uzna, że wszystkie te zabiegi to jeszcze za mało, aby nastąpiło uzdrowienie, bo choroba zbyt przewlekła była i ciężka, wtedy „odstrzeliwuje ją” od chorego Świętą Strzałą, która puszczona ze Świętego Łuku, przelatując nagle ze świstem tuż obok niego, porywa ze sobą owo choróbsko.
Chorych, którzy jednak mimo wszystko nie ozdorowieli, co może dotyczyć najcięższych przypadków, łazarowie nacierają dokładnie octem, po czym ruszają w kolejny tan, tym razem przeskakując ponad leżącymi.
Po dziewięciu przeskoczeniach całe ciało chorego namaszcza się masłem lub olejem z czosnkiem, rumiankiem i pokrzywą. Ząbek czosnku daje się choremu też do pogryzienia.
Na koniec Tanu Uzdrawiania wedowin czy wedowina poi wszystkich chorych po kolei wywarami, które się w łazarskich dzbankach naparzyły.
Grajba ustaje, obrzędnicy otwierają koło mocy, a chorych zabierają do domów.
Mimo że na tym sam obrzęd uzdrawiający się kończy, wedowin może przykazać rodzinie chorego i jemu samemu dalsze codzienne pożywanie czosnku, nacieranie ciała maściami, używanie na stałe określonych ziół jako naparów, wywarów lub wyciągów – aż do całkowitego uzdrowienia. Może nakazać postne jedzenie albo wstrzymanie się od określonych pokarmów, czy wręcz odżywianie się przez jakiś czas wyłącznie żywą wodą. Jeśli jest taka potrzeba, aby rany opatrywać, chore miejsca uciskać i masować ciało, to mówi, jak to czynić, albo on sam lub jego uczniowie-łazarowie do domów chorych przychodzą i stosowne zabiegi prowadzą. Tan ów nazywa się Tanem Uzdrawiania, a nie Uzdrowienia dlatego, że dojście do całkowitego wyleczenia z choroby jakiś czas po nim jeszcze może trwać.
Całe owo działanie łazarskie, rusalskie, rusłańskie, zaklinackie i zamawiackie najpewniej ze wszystkiego ład w ciele chorego na nowo czyni. Pod tym jednak warunkiem, że chory chce do zdrowia powrócić i mocno wierzy w skuteczność przeprowadzanych przez wedowinów i ich łazarów zabiegów.
Bywa, że chory po zabiegu natychmiast zrywa się na nogi i jest całkiem uzdrowiony. Bywa też, że zdrowie przychodzi do niego w kilka dni po tanie uzdrawiającym.
Bywa, że któryś z łazarów zachoruje, przejmując chorobę na siebie.
Wedowin przywraca pełnię zdrowia i sił także swoim łazarom, stosując wobec nich te same zabiegi i pojąc ich odpowienimi naprami z ziół.
Prawą ręką wedowina jest wielki osiłek, a wedowiny wielka baba – osilica, którzy poza tym, że nastawiają kości i kręgi oraz rwą zęby, znają też doskonale tajemne znaki wedowina. Tymi znakami przekazują innym tancerzom, jaki tan wybrał wedowin do odczynienia danej choroby. Najlepsi wedowinowie znają ponad sto razy po sto tych znaków, a z nimi tyleż samo tanów i kroków uzdrawiających – na każdą chorobę inny.
Wiele tanów wirowych jest tak szybkich i pełnych mocy, że tancerze nie dotykają stopami ziemi. Wedowin dobiera zatem tancerzy do tego obrzędu bardzo starannie, gdyż muszą oni być zdrowi, mocni i odporni na trudy tego szalonego szamańskiego wysiłku.
Łazarowie i łazarki są związani grumadną tajemnicą. Wyróżnia ich od innych ludzi niezwykła wrażliwość, szlachetność serca i czynów oraz wielka życzliwość dla wszystkiego, co żywe.
Mówi się, że w Wielki Maj idą łazarowie z tym Tanem Uzdrawiającym przez świat i nie przerywają go przez całe siedem lub dziewięć dni.
– Członkowie tej gromady, babko Bogolubo – rzecze Wielka Uzdrawiaczka – leczyć będą ludzi ciężko chorych także poza Kołożarem i Wielkim Majem, przez cały rok. Będą wypędzali „złe” duchy z poszczególnych domostw, z obejść, gospodarstw i całych siół. Te złe duchy to najczęściej zdusze, czyli zmarli, których Duch lub któraś z Duszyczek nie odeszła w Zaświaty. Krążą oni wciąż po Ziemi, nie zaznając spokoju i szkodząc wszystkiemu, co żywe. Łazarowie wiedzą, co uczynić, aby owym zduszom ułatwić przejście w Nawie dla całkowitego odnowienia. Otwierają oni Bramy Nawi przed Zbłąkanymi Duchami tanem tajemnym, który odbywają o północy na grobach i smętarzach albo w miejscach, gdzie ci, których ducha odczyniają, stracili życie.

[i] Tego typu zabiegi uzdrawiające zostały opisane w związku z Kaluszarami (Kołożarami) w Bułgariia, Mołdawii i Rumunii, ale podobne sposoby leczenia z ciężkich chorób opisuje w swojej wspaniałej, bardzo szczegółowej i doskonale udokumentowanej pracy etnograficznej Kazimierz Moszyński, w części dotyczącej kultury duchowej Słowian, także z innych obszarów, w tym dzisiejszej i przedwojennej Polski, Ukrainy, Białorusib.
a <https://ru.wikipedia.org/wiki/Калушары>.
b Kazimierz Moszyński, Kultura Ludowa Słowian.
