Rafał Kopko Orlicki: Heliopolon (część 2); Rozdział I – Doktryna, czyli jak monopol w przekazie informacji tworzy monopol na „prawdę” służąc monopolowi władzy,  rodząc zacofanie, kłamstwa i zbrodnię.

1. Od prześladowanych wolnomyślicieli, palonych ksiąg, przez pochodzenie Słowian, do badających je algorytmów SI/AI.

Aby w pełni zrozumieć naturę cenzury algorytmicznej, stosowanej w technologiach cyfrowych, sieciach internetowych oraz narzędziach Sztucznej Inteligencji (SI/AI), należy uświadomić sobie, że mechanizm ten nie jest wytworem XXI wieku. Stanowi on bezpośrednią i stale dopracowywaną kontynuację metod stosowanych od stuleci przez dominujące,  siłowo ustanowione kasty czy układy elit władzy.

Gdyby modele cyfrowo – językowe istniały już w XVI wieku i zapytano by je w temacie dotyczącym budowy Układu Słonecznego, czy jest możliwe, że to Ziemia krąży wokół Słońca, algorytmy natychmiast uznałyby ów „heliocentryzm” za niszową teorię spiskową, ludową hipotezę bez pokrycia oraz błąd sprzeczny z aktualnym stanem wiedzy. Za wadliwe obliczenia matematyczne Mikołaja Kopernika, złudne przeczucia Giordano Bruno. A ich samych zaliczyłyby do siewców teorii spiskowych. W odpowiedzi na ich badania, powieliłyby skrótowe tezy doktryny podyktowanej przez ówczesne uniwersytety oraz Kościół rzymski. Fakty ukryte w odrzuconych hipotezach, czekałyby wieki na uznanie, gdyby nie sprzyjające okoliczności polityczne, takie jak protestancka Reformacja przyniosła dla rozpowszechnienia dzieła Kopernika. Oficjalny konsensus rzadko rodzi się bowiem z obiektywnej prawdy naukowej. Tylko w wyjątkowo otwartych środowiskach naukowych nie podatnych na wpływy polityczne z racji silnego wolnomyślicielstwa ich przewodników, szanuje się zdania przeciwne do dominującej teorii, polemizując z nimi namacalnymi dowodami nie zaś dogmatycznymi, nawet własnymi hipotezami. Ba! Wolnomyślicielskie kadry naukowe, same wytwarzają niekiedy kontr teorie, aby poprzez nie, badać wady teorii obowiązujących! Tak się dzieje np. na uniwersytetach Princeton i Oxford.

Najczęściej, obowiązujący dyktat, dogmatyczna teoria, jest owocem układów polityczno-gospodarczo-kulturowych, długo etapowych strategii, siłowej i medialnej przewagi mocarstw, sankcjonujących strukturę władzy, wpływania na naukę, wynagradzania kadr i ośrodków naukowych państwowymi grantami (vide nagroda/medal niemiecki im. Karola Wielkiego, ewidentnego słowianożercy, przyjęta przez historyka z zawodu, który musiał znać postać tego władcy, Premiera Polski, Donalda Tuska). Efekt, to promocja edukacyjna i medialna dogmatów zmierzających w ustalonym kierunku, szerokie blokowanie konkurencyjnych teorii. Tak jest ze starożytną historią Polski, jakiej zupełnie nie dostrzegają dogmatyczni historycy, sprowadzając jej początki wyłącznie do wieków Mieszka I i Chrobrego, w jakich nastąpiło scalenie i scentralizowanie władzy, ziem plemion lechickich, przyjęcie chrztu i korony na obszarze niemal dzisiejszej Polski. A przecież to nie nowożytne pojęcie państwowości i połączenie krewniaczych ludów, dowodzi istnienia zespolonej siły politycznej, wspólnego języka, praw, obrony, kultury. Ludy pokrewne żyły dawniej w wielkich układach społecznych, zachowując wiele ze swoich odrębności. Łączył je zwykle podobny język i obyczaje, „wymiana” kobietami, bez urazy dla kobiet, służąca zawieraniu koligacji rodowych oraz zdrowiu potomstwa, wspólnota obronna i handlowa. Takie związki między plemionami słowiańskimi i wspólne wybieranie władców na czas wojny, na wyprawy przeciw Cesarstwu lub Bizancjum, zostały wielokrotnie opisane przez historyków greckich i rzymskich. Pokazują one funkcjonowanie protopaństwa słowiańskiego, chociaż nie utwierdzonego namaszczeniem Rzymu, nie posiadającego wspólnej i formalnej nazwy, znacznie większego niż dzisiejsze, poszczególne kraje słowiańskie (poza nieeuropejską częścią Rosji), zjednoczonego wspólnym interesem polityczno-obronnym swych ziem i dziedzictwem kulturowym przodków. Dowodzą tego, historycy greccy i rzymscy. jak: Tacyt, (ok. 100 r. n.e.), który opisuje Wenedów ewidentnie będących Słowianami a od których Niemcy stworzyli termin określający dawniej wszystkich Słowian jako Wenden, czy Pliniusz Starszy,  który (I wiek n.e), wymienia Wenedów jako sąsiadów Sarmatów nierzadko współpracujących ze sobą, czy Klaudiusz Ptolemeusz (II wiek n.e.): grecki geograf opisujący Bałtyk jako Morze Wenedzkie, a Karpaty lub Góry Świętokrzyskie jako Góry Wenedzkie, wskazując, że Wenedowie to jeden z „wielkich ludów” Sarmacji czym pokazuje, że można krainę Sarmacką łączyć propaństwowo w całość z ziemiami słowiańskimi i widzieć w stepowych Sarmatach lud pokrewny, współistniejący. Co potwierdza dzisiejsza nauka, dowodząc badaniami genetycznymi, budowania Persji; (dzisiejszego Iranu, nazwa od dawnej Ayranii, właśnie od Ariów), przez plemiona Ariów przybyłe na południe od Kaukazu ok 1500 p.n.e., przechodzące latami przez ziemie ewidentnie sarmackie. Czy Zosimos, grecki historyk (z przełomu V i VI), czy  Jordanes (z VI wieku n.e.), który wprost potwierdził, że starożytni Wenedowie to nikt inny jak Słowianie: „pochodząc z jednej krwi, noszą dzisiaj trzy nazwy: Wenetów, Antów i Sklawinów”. Czy Prokopiusz z Cezarei  (połowa VI w,) pisząc, że Słowianie żyją w demokracji; „nie podlegają władzy jednego męża, lecz od dawna żyją w ludowładztwie”. Wspomina, że „czczą jednego boga, twórcę błyskawic” (prawdopodobnie Peruna/Pierona). Czy nie jest to opis zjednoczonych prapaństwowo ludów? Ze wspólnotą obyczaju jaka była dawniej prawem ustrojowym: decyzyjno-wyborczym, a więc instytucją polityczną i państwową.  Inny dziejopisarz, Pseudo-Maurycy (również w VI wieku), gdy dla doktrynalnej nauki Słowianie mieli się dopiero pojawić w tym wieku, w środkowej Europie, w podręczniku wojskowym Strategikon podkreśla niezwykłą miłość Słowian do wolności, pisząc: (Cytuję; „nie dają się nikomu podbić ani ujarzmić”). Opisuje ich ogromną gościnność: „ – jeśli ugościł wędrowca, był za niego odpowiedzialny”. Wszyscy oni, opisywali więc ludy, które dzisiejsza nauka jednoznacznie łączy z proto-Słowianami, identyfikując jako pierwszych, historycznych Słowian.  Nazw dla plemion słowiańskich było wiele, jak; Sklawinowie, Suowenowie, Antowie, Nurowie, Wenetowie, Wenedowie, a moim zdaniem nawet opisywani przez Herodota z Halikarnasu już w V w. p.n.e. Melanchlajnowie/Melachenowie, jako mieszkańcy obszaru dzisiejszej Białorusi, zachodniej Ukrainy (a dawniej wschodniej Polski), dzisiejszej południowo – wschodniej Polski, czy pokrewni ale bardziej scytyjscy Alanowie. Z obszaru tej prasłowiańskiej; środkowej, południowej i wschodniej Europy, wyszli na południe poza Kaukaz, Arjowie, zanosząc ok.1500 lat p.n.e., słynne Awesty i budując państwo perskie. Osiedlili się na wschód od Mezopotamii, na Płaskowyżu Irańskim (dzisiejszy Iran). Najstarsze części Awesty, czyli Gaty przypisywane Zaratusztrze i jego monoteistycznej religii, powstały właśnie w okresie między 1500 a 1000 rokiem p.n.e. i są bezpośrednio powiązane z migracją plemion arjowych. Relacje językowe między dawnymi Ariami a Słowianami opierają się zarówno na wspólnym dziedzictwie indoeuropejskim (językowa grupa satem), na bardzo podobnym słownictwie, jak i na głębokich zapożyczeniach religijnych oraz kulturowych wynikających z tysięcy lat życia i pochodzenia z tych samych krain. Następnie kolejnych tysięcy lat sąsiedztwa gdy część ludów środkowoeuropejskich przeniosła się do Indii czy Persji. Migracja Ariów z krain prasłowiańskich na obszary obecnego Iranu, trwała kilkaset lat. Z ich licznych rodów wyłoniły się dwa główne plemiona: Medowie (na północy) oraz Persowie (na południu). To ludy wyraźnie aryjskie, euro-indyjskie.

Z Mezopotamią (czyli z potęgami takimi jak Asyria czy Babilonia) ludy te, początkowo jedynie graniczyły i toczyły wojny. W okresie 550–330 p.n.e., Cyrus II Wielki, władca pochodzenia arjowego, zjednoczył plemiona perskie, obalił konkurencyjnych, aryjskich Medów i w VI wieku p.n.e. stworzył pierwsze globalne Imperium Perskie. To właśnie arjowi Achemenidzi podbili Mezopotamię. Cyrus wkroczył do Babilonu w 539 r. p.n.e. Achemenidzi (wystarczy odjąć późniejsze przyrostki zmieniane przez zniekształcenia greckie i rzymskie nieprzywykłe do miękkiej mowy słowiańskiej, czy cofnąć skracanie przedrostków słowiańskich, zachowując rdzeń podstawowy i dodać miękką, słowiańską głoskę „L” a uzyskamy bliską w brzmieniu nazwie Me-Lancha-eni czy późniejsi scytyjscy Lacheni/Lachowie, czy Landiani/Lędziani, termin *(L)-Achmeni-di, dostrzegając przy okazji że obszar pochodzenia tych terminów jako ziemia z której przybyli Achmenidzi, rodzimie arjowy, jest ten sam, czyli środkowa Europa; wschodnia Polska + Białoruś + zachodnia obecna Ukraina!), byli w 100% pochodzenia arjowego (według nauki: indoirańskiego, a moim zdaniem euro-irano-indyjskiego). Władcy tej dynastii byli ze swego pochodzenia dumni  i oficjalnie podkreślali to w inskrypcjach. Najsłynniejszym tego dowodem jest kamienne przesłanie króla Dariusza I Wielkiego wykute w Naqsh-e Rostam (koło Persepolis), gdzie czytamy: „Ja jestem Dariusz, król wielki (…), Pers, syn Persa, Ariusz (Aryjczyk), z aryjskiego nasienia (rodu)”. Arjowie zawarli w Awestach przekazy o przybyciu z północnej strony Ziemi. Partowie byli kolejnym ludem pochodzenia irańskiego (aryjskiego/arjowego). Wykorzystali osłabienie greckich następców Aleksandra Wielkiego (Seleucydów) i zbudowali własne imperium. W II wieku p.n.e. Partowie podbili Mezopotamię, czyniąc z niej serce swojego państwa. To oni przez wieki byli głównym, nieprzejednanym wrogiem Imperium Rzymskiego na Wschodzie.

Rys.1: Objaśnienia autorskie: Mapa wędrówki Arjów została opracowana pod moim nadzorem, lecz z typowo dogmatycznym acz naukowo oficjalnym, moim zdaniem błędnym dopiskiem o Arjach, wygenerowanym i narzuconym przez SI, jako o „ludzie indoirańskim”, zamiast Euro-Irano-Indyjskim (EII). Sugerując ich przybycie z Indii do Europy, podczas gdy było zupełnie odwrotnie. Co prawidłowo pokazuje ta mapa! Doktryna nazywania Arjów Indoeuropejczykami wynika z dawnych hipotez naukowych sprzed badań genetycznych, silnie niegdyś wspierana przez naukowców indyjskich, uznających Ariów za przybyszów z Indii. Podczas gdy ich przodkowie przybyli z różnych stron do Europy Środkowej; z Azji, Anatolii, Sundalandu i Afryki, a przede wszystkim byli rdzennymi mieszkańcami Europy. Staroeuropejczykami. Co umożliwiło im wygenerowanie w stabilnych warunkach ogromnej kultury. Ich mowa ewidentnie powstała w Europie Środkowej, na co wskazuje nie tylko genetyka ale niezwykle bliskie słowiańskim językom słownictwo arjowe zawarte w Awestach i Wedach, zrozumiałe do dzisiaj w dużej części dla Polaków (vide moje tłumaczenie fragmentu Awesty: https://bialczynski.pl/2022/10/22/rafal-kopko-orlicki-o-zaratustrze-dawcy-oddechu-tchu-zywota-duszy/

Niestety, nauka tkwi dalej w dogmacie nazewniczym, narzucając go algorytmom SI, uzasadniając tym, że obecnie oznacza on coś innego. Nie kierunek migracji a jedynie obszar pradawnej wspólnoty językowej. W ten sposób, gubiona jest precyzja naukowego przekazu nazewniczego. Służy to, myślę, że celowo, ciągłemu pomijaniu faktu, iż Arjowie pochodzą z kolebki Prasłowian, sami współtworząc Prasłowiańszczyznę, tj. z Europy Środkowej, szczególnie ze splotu kultur na północy od Karpat, będących kolebką lechicką, prapolską. Dzisiaj, generatory SI nazywają również Ariów ludem irańskim, co jest wynikiem tej błędnej ścieżki nazewniczej. Ludem irańskim, Arjowie stali się dopiero po osiedleniu na płaskowyżu irańskim, zaś ludem indyjskim po zasiedleniu Indii. Jednak zawsze, jak pokazują ich przekazy piśmienne, posiadali swoją nazwę rodową i byli dumni z północnego pochodzenia, korzeni europejskich. I nie były to korzenie pragermańskie, tylko prasłowiańskie. Niemcy nazistowskie Adolfa Hitlera przywłaszczyły sobie prawo do wielkiej kultury Arjów jak i symbol swastyki (znak świetlistej pomyślności, szczęścia), najbardziej powszechny u Prasłowian i Polaków jeszcze do wybuchu II wojny światowej, gdy z winy Niemców został zdeprecjonowany. Warto spoglądając na zamieszczoną mapę, mieć na uwadze, że wskazuje ona na przybycie w obszar Karpat ludu aryjskiego z kultury Yamna zlokalizowanej na północ od Morza Czarnego ok 3000 p.n.e. To dzisiejsza Ukraina południowa. Jest to wykorzystywane przez środowiska neo-banderowskie na Ukrainie, do szerzenia teorii, iż to ich ziemie i ludy praukraińskie, stworzyły Słowian i największą prakulturę Europejską, co z kolei ma ich uprawniać do zajęcia ziem polskich z Krakowem po Wrocław włącznie. Takie doktryny szerzą szczególnie głośno związki ukraińsko-banderowskie w Kanadzie. Nie zdziwmy się więc, gdy kiedyś Polska zostanie zaatakowana przez nazistowską, szowinistyczną Ukrainę. Jest to niezwykle spłycająca obiektywne fakty naukowe doktryna polityczna ruchów neo-banderowskich. Bo migracja plemion z obszaru nad czarnomorskiego z kultury Yamna, jak R1a przeważającej zdecydowanie bardziej u Polaków niż Ukraińców, jest faktem. Ale ta migracja nie stanowiła o tym, że byli to Arjowie czy tym bardziej Ukraińcy. Dopiero z niej, plus lud staroeuropejski I2 zastany wokół Karpat, plus anatolijska grupa rolników G2, po przejściu symbiozy wielu kultur naddunajskich, zrodziła się „cywilizacja aryjska” jaka wyemigrowała w dużej mierze i na pewno nie cała, na obszar obecnej Rosji, Armenii, Iranu i Indii aż po Sri Lankę. A zrodziła się pod Karpatami, na północ od nich. Dla zainteresowania czytelników, zacytuję jedynie fragmenty mojej analizy tłumaczeniowej z powyższego artykułu, wskazującej na konkretne pochodzenie obszarowe Arjów. Tłumaczenia dotyczą fragmentów Awesty:

1) Oryginał w transkrypcji łacińskiej:: Wyspoj eńhusz, astwao eiryenem, wejedzoj frażnwad. Tłumaczenie Pietraszewskiego: (Wszakże) wszystko bywałe, tj. wszystek lud zostaje w życiu a rządzie li tylko sobie udzielnym, (rozprzężonym) i każdy tylko poznaje się (świątkuje, nic nie robi). Według ORLICKI, brzmienie pierwotne: „Wyspoj jeńkusza pastwało airjenem wejedzoj w ran iż wadi”. Tłuamaczenie logiczne Orlickiego: „W miejscu mego państwa/pa(ń)stwisk arjowych, wschodzę ja rano nad wodami.” Tu stwórca lub władca, jako „Słońce” opisuje krainę ludu jaki stworzył jako pierwszy i miejsce jego narodzin: Arję. Być może chodzi o czasy pierwszej państwowej kolebki scytyjskiej, centrum podboju Świata. Co byłoby zgodne z przekazami awestyjskimi o pochodzeniu państwa Perskiego z mitycznej Arii, z północy.

2). Oryginał: „Skeitym, jęm gawecze, dayecze pojuru Mahrkoj.” Pietraszewski:
Syczące Muchy, jedzące takowe Bydła, on tam napuścił, ten przepełniony miłością piekielną. ORLICKI: Pierwotnie w rozbiciu na rdzenie słowiańskie:
„Skeitym jem gawecze dajecze poj-uru ma-hr(a)k-oj.” Orlicki: Tłumaczenie interpretacyjne w oparciu o rdzenie słowiańskie: „
Skitów jam mowę, dałem pić/spragnionemu miastu Memu-Hrakoj”. Zapis świadczy o podbiciu łużycko – presłowiańskiego Krakowa przez Arjo-Scytów. Użycie w nazwie ur; miasto scytyjskie, oraz hrak/hrad/grad; miasto słowiańskie, świadczy o zajęciu nie zbudowaniu tego miasta.  To są moje, zapewne pełne wad, próby zwrócenia uwagi, na niezwykle bliską tożsamość Arjów z Prasłowianami.

Mam nadzieję, że takie Uniwersytety jak Princton, Oxford, i inne z USA i WB, zajmą się w końcu analizą porównawczą SI tekstów awestyjskich jak i wedyjskich wyłącznie w odniesieniu do rdzeni mowy starosłowiańskiej, co może przynieść tak logiczne jak moje, niezwykle istotne dla historii Europy, efekty tłumaczeniowe. A jeszcze więcej dobrego uczynią, gdy nie kierując się, dogmatyczną, oficjalną etymologią terminów słowiańskich, sięgną do analizy semantyczno-sensualnej, podrzucanej przez układy rdzeni mowy słowiańskiej, przez badaczy spoza nurtu naukowego, jak moje hipotezy. Przynajmniej dla uzyskania badawczej analizy konkurencyjnej, wyciągnięcia zespolonych wniosków lingwistycznych, wspierających obowiązujące teorie lub wskazujących nowy kierunek.

Dlaczego więc, pomimo tylu historycznych dowodów opisanych przez Starożytnych, odkryć genetycznych, archeologicznych, lingwistycznych, kulturowych, ostatnio również za pomocą SI/AI, dalej utrzymywany jest poza prestiżowymi ośrodkami uniwersyteckimi, w tym w Wikipedii, czy wyszukiwarkach AI-Google, dogmat o przybyciu Słowian do środkowej Europy dopiero w VI wieku a powstanie państwa polskiego datowane na rok 966 a nawet później?

Bo jest to dogmat polityczno-kulturowy, utrzymywany przez stopniowo gasnącą część środowiska naukowców, którzy nauczali o nim od lat i nie potrafią się z niego wycofać. Gasną tak, jak gaśli przeciwnicy teorii kopernikańskiej. Nie od razu, bo odczuliby coś w rodzaju niedouczenia, porażki zawodowej, nie nadążania za faktami naukowymi. A poza tym, tak im dyktuje ideologia, jaka od wieków kreuje Polskę na twór zbudowany przez Chrześcijaństwo i rzekomo przydatny dyktat władcy i jego centralizm ustrojowy likwidujący prawo wiecowe (demokrację bezpośrednią), oraz związany z doniosłymi ideami chrześcijańskimi. Z etycznością, jakiej w zwyczajach przedchrześcijańskich naukowcy ci zupełnie nie zauważają. Podczas, gdy narody, ich wspólnoty, zmieniały swoje granice i nazwy już dawno. A to, co cechowało Prasłowian, to ich wielka, wspólnotowa współpraca i kultura z podobnym językiem na czele, istniejąca znacznie wcześniej niż powstały obecne państwa słowiańskie. Państwa te, są wynikiem podziałów, wyodrębnienia się ze wspólnoty prasłowiańskiej, w efekcie zmniejszenia swojej przestrzeni życiowej, rozdrobnienia (jak Polska dzielnicowa) nie zaś jako fundament ich nowożytnej państwowości. Tym, jest ich dawna wspólnota rodowo-kulturowa i rdzenna ziemia europejska, na której ludy słowiańskie są autochtonami, jako wynik asymilacji staroeuropejczyków I2 obecnych od paleolitu a nawet wcześniej (20-10 000 p.n.e., starsza epoka kamienia), epoki kolonizacji Europy, z późniejszymi ludami napływowymi jak G2 (6 000 p.n.e. neolit) czy jeszcze młodszymi przybyszami stepowymi R1a (3000 p.n.e). Żadne z nich nie były w pełni słowiańskie, tylko wspólnie stworzyły kulturę słowiańską na tych obszarach, co było budowane wiele tysięcy lat. Nie można jednak ich nie nazywać presłowianami, bo właśnie nimi byli, jako ich substrat; genetyczny, kulturowy, językowy i autochtoniczny w Europie!

Podłożem dogmatów, co może uzmysłowiłem tym krótkim przykładem Polski i innych państw słowiańskich, są zawsze czyjeś interesy, narzucające doktryny nierzadko czysto duchowe pod pretekstem obrony religijnych wartości i tradycji, czy polityczne pod pretekstami obrony porządku publicznego i przyjętego ustroju, kulturowe pod pretekstem obrony obyczajów, lub naukowe pod pretekstem ochrony prawdy, w tym: medyczne, historyczne, ekonomiczne, językowe. Dogmatyczne działania na tych obszarach wpływu społecznego prowadzone są w rzeczywistości dla zamiaru utrzymania prymitywnych, zwykle bezwzględnych, pasożytniczych przywilejów kastowych, zysków ekonomicznych wąskich grup interesu, lub dla bardzo rozległych korzyści ukrytych w układach politycznych i ich partyjniackim zapleczu, środowisk występujących w imieniu swoich ideologii a istniejących zwykle dzięki dominacji medialnej, kapitałowi, politycznym wpływom w służbach specjalnych. Vide: doktryna Rosji do jej rzekomego prawa panowania nad Ukrainą. Czy doktryna Izraela służąca  stopniowemu zawłaszczeniu całej Palestyny rzekomo nadanej Żydom z woli Boga jaki nakazał im wymordować dawne ludy Kanaanu (to dzisiejszy Izrael, Palestyna, Jordania, Liban i część Syrii), opisana w Torze. Wspierana przez amerykańskie środowiska purytańskie, podobnie wierzące w bezpośredni przekaz Biblii, co dawni Katolicy jak i Protestanci. Co dzisiaj Izraelczycy przypieczętowują ludobójstwem Gazy. Czy pro-banderowska doktryna ukraińska o rzekomym prawie do czczenia swoich „bohaterów” ewidentnie winnych wymordowania na Wołyniu w latach 1943-45 tysięcy polskich kobiet i dzieci rozcinając je piłami na żywca, odcinając piersi, zaszywając koty w brzuchach a płody i dzieci nadziewając na sztachety płotów lub widły. Czy doktryna amerykańska nadająca wojskom amerykańskim rządowe prawa do pacyfikacji Indian i handlowania ich skalpami, zmieniająca ponownie indiańskie nazwy szczytów na anglosaskie za prezydentury Trumpa. Czy doktryna niemiecka o rzekomej wyższości cywilizacyjnej i starożytności Germanów, dająca im prawo do mordowania Słowian przez wieki na Połabiu, sprzedawania w niewolę, zniszczenia ich suwerenności i kultury. Czy doktryna władz dzisiejszego Iranu tłumacząca ich rzekome prawo do pacyfikacji protestów własnej ludności w imię utrzymania władzy ajatollahów i jej milicji, wiecznego panowania Islamu. Czy doktryna Chińska, pozwalająca zająć i zniszczyć kulturowo Tybet czy tłumić protesty własnych studentów, narzucająca temu starożytnemu państwu władztwo jednej kasty partyjnej. Te wszystkie skrajne działania doktrynalne, zrodził kult siły, widzący w dyktacie jakiejś ideologii, jedyną możliwość dojścia do wyznaczonego celu strategicznego,  najszybciej i skutecznie. Zdobycia za jego pomocą przewagi i jej utrzymania, nie tylko w celu zyskania władzy i jej posłuchu, terytorialnego obszaru działania, czy zasobów ziemi. Bardzo często chodzi w takich doktrynach o zasoby naukowe, kulturowe, duchowe, naturalne u ludzi zamiłowanie do poznawania i upubliczniania prawdy obiektywnej, obszary ludzkiej wolności intelektualnej wyrażanej wolnościowym przekazem słowa. Słowem o ludzkie umysły. Bo kto panuje nad umysłami, ten panuje najsilniej, najskuteczniej i najdłużej. Pomimo wielkich słów używanych dla usprawiedliwiania tych doktryn, prawdziwa ich przyczyna jest więc zadziwiająco prosta i zwykle wskazuje tego, komu one służą przez cel jaki kreują. Według rzymskiej tezy, że „ten jest sprawcą, kogo w tym korzyść”. To cel dominacji, władzy, poczucia siły, rodzący zawsze spustoszenie na jego drodze, niszczenie wolności i rozwoju cywilizacyjnego, opóźniający go. Bo nawet pięknie rozwijające się Chiny, rozwijałyby się o wiele lepiej, gdyby dopuszczały większą wolność słowa, demokrację społeczną.

Doktryna izraelska została stworzona dla dominacji na Bliskim Wschodzie przez zagrabianie ziem i poszerzanie obszaru Izraela, dążenie do jeszcze większych wpływów i kierowanie się talmudyczną ideologią o wyższości rasowej Żydów nad Gojami. Z kolei amerykańska, wyrasta z rasowego przekonania Anglosasów i uzasadniała podbicie Ameryki Północnej,  zagrabienia indiańskich ziem i eksterminację rdzennej ludności. Niemiecka, dla zagrabienia ziem słowiańskich. Ukraińska, gloryfikująca bandytów,  jest tak prymitywna, tak skrajnie dzika, że w żaden inteligentny sposób nie usprawiedliwia zagrabienia ziem rdzennie polskich, do jakich należy Wołyń i dorzecze Bugu i Wisły. Tutaj, pomimo że Polacy nie domagają się oddania im tych ziem, wybierając pokój, jedyny poważny interes w doktrynie gloryfikacji banderyzmu odnosi Rosja. Dzieląc w ten sposób niezwykle trwale, Ukrainę z Polską. Nie dopuszczając do ich zgodnej, przyszłej współpracy i blokując stworzenie dawnego projektu „Intermarum” obronnego. Tarczy, unii państwowej całej Europy Środkowej od Norwegii po Grecję, z Ukrainą włącznie, jakiej Rosja nigdy by już nie pokonała i która blokowałaby kolejne wojny w Europie nawet bez wsparcia NATO. Efektem skali, wspólnej siły; gospodarczej, ludnościowej, obszarowej, naukowej. Bo Polacy nie będą współpracować z mordercami swoich babć, matek i ich dzieci, a takimi stają się wszyscy kultywujący tradycję tych zbrodniarzy, dziedzicząc ich ideologię, czcząc ich pamięć. To jest nic innego jak splunięcie na groby pomordowanych, jakich do tej pory Ukraina nie pozwoliła odkopać i godnie pochować aby nie wykazać ogromnej liczby zabitych i tego, jak byli mordowani. Widać więc wyraźnie, że to agenturalne wpływy Rosji, docierają swoimi przekazami w umiejętny, zakamuflowany sposób, do burmistrzów ukraińskich miast takich jak Lwów i innych, do samego rządu ukraińskiego, skłaniając je do czczenia ukraińskich bandytów nazistowskich przewyższających w zbrodniach niemieckie oddziały SS, rocznicami, pomnikami, paradami w mundurach niemieckich, pieśniami w szkołach i przedszkolach, orderami ich imienia, nazwami ulic, nazwami jednostek wojskowych, zakazując też ustawowo wszelkiej krytyki UPA co uchwaliła Wierchowna Rada Ukrainy. To jednak nie naród ukraiński pragnął czczenia dawnych bandytów ze swego grona, bo ten jest nierzadko wdzięczny Polsce za wsparcie w pierwszych dniach wojny jakiego wówczas nikt Ukrainie jeszcze nie udzielał, za przyjęcie kilku milionów Ukraińców i socjalną opiekę nad nimi, za pomoc w uzbrojeniu i długą kontynuację tego wsparcia, za uznanie suwerenności państwowej Ukrainy jako pierwsza. Tylko, że doktryna neobanderowska wyraźnie istnieje i jest moim zdaniem ideologiczna sterowana wprost z Rosji, docierając do władz Ukrainy i środowisk politycznych żyjących przeważnie z korupcji. Zmierzając pod przykrywką zaciętej walki Ukraińców z Rosją, do pozbawienia tego kraju pełnej suwerenności i utraty dużego obszaru, wybicia na nim najbardziej patriotycznych warstw słowiańskich, za pomocą nieczułych głupców i wpływów agenturalnych z Moskwy. Doktryna ta, stopniowo pod wpływem propagandy rządowej władz Ukrainy, przekonuje licznie Ukraińców do czczenia banderyzmu i UPA. Tak, powstaje jedyne państwo na świecie, kultywujące ideologię nazistowską, skazane na zmiażdżenie przez Rosję przez wstrzymanie pomocy Zachodu, w tym w końcu ze strony Polski. I o to chodzi w tej doktrynie. Jak kiedyś Kozacy w połowie sprzedali się Rosji i mordowali bestialsko jeńców, tracąc możliwość sojuszy, Ukrainę wolną, tak teraz doktryna ta pokazuje swój cel wiodący: osłabić i zdyskredytować Ukrainę. Kto prowadzi, wspiera taką doktrynę, ten pokazuje, komu służy naprawdę. Doktryna banderowska wiele mówi o walce z Rosją lecz tak naprawdę służy zniszczeniu Ukrainy, jak służyła temu przed wojną światową. Jest narzędziem Moskwy, do manipulowania umysłami Ukraińców, aby nigdy nie współpracowali z Polakami i znowu ich napadali, riezali. Tak, jak agenci carscy przekupili część kozactwa w Perejasławiu, aby przysięgła poddaństwo Moskwie. Doktryna neo-banderowska szerzona za zgodą Zełenskiego, to więc ogromna, współczesna manipulacja umysłami Ukraińców. Ma ich wbić w poczucie dumy, gdy w istocie czyni z nich spadkobierców bandytów niegodnych jakiejkolwiek pomocy, naród nazistowski. Komu to służy, jej nie tym, którzy chcą przejąć całą Ukrainę? Moskwie i małemu państwu na Ziemi z wielkimi sentymentami do ziemi ukraińskiej, w niczym nie wspierającemu obronnie Ukrainy, silnie współpracującemu z Rosją i sterującemu polityką USA spolegliwą wobec Rosji, z jakiego rodu pochodzi Prezydent Zełenski. Przykre to jest i tragiczne, pokazując powtarzanie przez Ukrainę tych samych błędów wobec Polski, te same podziały. Tak będzie, dopóki Ukraińcy nie ustanowią w swoimi kraju ustroju referendalnego, demokracji bezpośredniej, pozbawiając się dominacji partyjnej. 

Czasami jednak prawda wychodzi na jaw tak szybko, tak wyraźnie, tak głośno, że wydaje się, iż nic jej nie powinno zatrzymać, żadne doktryny już zakłamać. A mimo to, zatrzymują ją dalej przed szerokim nagłośnieniem, wskazane układy kulturowo – polityczne a przede wszystkim ci, którzy trzymają w rękach wyszukiwarki internetowe, algorytmy SI, telewizję, prasę, edukację, media społecznościowe, przepisy prawa, służby siłowe, sądy. To dlatego, toczy się w Polsce międzypartyjna batalia o opanowanie przez sędziów z nadania polityków, Trybunału Konstytucyjnego. I żaden z bloków politycznych, nie proponuje przerwania tego sporu rozrywającego Polaków na pół, dzielącego silnie naród polski, osłabiającego go, odwołania się do woli Suwerena. Zgodnie z jego rolą opisaną w konstytucji, jako władzy zwierzchniej. Żadna strona nie zaproponowała wystawienia przez wszystkie siły polityczne projektów ustaw o wyborze sędziów do Trybunału Konstytucyjnego i przegłosowania ich w referendum powszechnym! Co raz na zawsze zamknęłoby ten temat. Żadna partia parlamentarna, nie liczy się więc z wolą Suwerena: narodu polskiego, tylko uznaje swoje stanowisko, za najmądrzejsze, za dogmat! Doktryna partii parlamentarnych, to więc partie ponad wszystko!

To wszystko o czym powyżej napisałem, bardzo skrótowo lecz obiektywnie, nie chroniąc nikogo przed moją oceną różnych stron Świata, tak zbrodniczych, totalnie skrajnych i przeważnie wieloletnich działań, nie jest nigdzie w podobny sposób, prosty etycznie, prezentowane. Zawsze publicyści znajdą jakieś okoliczności łagodzące, historyczne uzasadnienia. Jak np. bezwzględny atak Hamasu na Izrael, który spowodował ludobójczy odwet na Gazie. Dlaczego nie ma zbiorczych analiz i odważnego porównania tych narodów, ich ideologicznych doktryn i ich owoców? Czy są aż tak odmienne? Czy też przypadkiem nie kryje się pod nimi jedna, wspólna ideologia doktrynalna, służąca panowaniu na ludźmi przede wszystkim przez opanowanie ich umysłów i ograniczenie swymi doktrynami zdolności do zbiorczego rozwoju w kierunku wolności, w tym umysłowej, intelektualnej i głęboko etycznej? Ta dbałość o utrzymanie w ludziach niskiego poziomu intelektualnego, zawsze prowadzi do znieczulenia i braku empatii, do kolejnych, zbiorowych zbrodni, do anty-etyki. Do służenia swoim przywódczym, poddanym nierzadko zbrodniczym i strategicznych celom, pazernym elitom. Takim celem jest odgórne odnowienie ideologii neo-banderyzmu na Ukrainie. Kiedyś, UPA skłaniała Ukraińców do mordowania polskich miasteczek i wsi, lecz zdarzały się takie społeczności ukraińskie, które odmawiały udziału w tej zbrodni. Dzisiejsza Ukraina powinna je więc wykląć, wymazać z pamięci, jako przeciwne UPA i banderyzmowi! Pokazuje to, jak bardzo banderyzm był przede wszystkim i jest dzisiaj, celem socjotechnicznym, wpływającym na zniewolenie umysłowe, manipulując percepcją logiczną Ukraińców. Ich wrażliwością etyczną, pozbawiając ich jej stopniowo i przemieniając w narzędzie, bezwolną masę ludzką posłuszną władzom Ukrainy, odcinając od współpracy z wolnościowymi Polakami. Ten wspólny cel to właśnie władza dyktatorska, a służy mu zmyślne narzędzie socjotechniczne, znane od tysiącleci, ograniczające ludzkie horyzonty, wiedzę, kształtujące człowiecze umysły jak plastelinę. Takie, jak kształtuje teraz cyfrowy mózg ludzkości: moderatory i wyszukiwarki treści SI/AI. Przydatne dla służących określonym środowiskom strategii utrzymania lub poszerzania ich panowania, zazdrośnie strzegących swej władzy, mocnych organizacyjnie, kastowych. Jak w dawnych wiekach, za panowania w części Europy Kościoła Katolickiego, zaś w Rosji Prawosławnego. Tym narzędziem są narzucane doktryny, ideologie, wąski przekaz wiedzy i blokowanie innych informacji, nierzadko bardzo głęboko opartych na prawdzie obiektywnej. To po prostu cenzura stosowana za pomocą uprzywilejowanej doktryny, narzucanej jako obowiązująca hipoteza, zwykle jakoś „dziwnie” ułożona z doktrynami politycznymi! Zasłania ona wszystko co poza nią.

To dlatego, silne ośrodki uniwersyteckie, notujące najwięcej odkryć, wynalazków i najwyższą pozycję w rankingach, takie jak Princeton, korzystają z własnych serwerowni i algorytmów SI, aby uniezależnić się od doktryn globalnych. Uniwersytet w Princeton ze stanu New Jersey w USA, jest jednym z najbardziej prestiżowych uniwersytetów na świecie, należąc do Elitarnej Ligi Bluszczowej (Ivy League).  Zajmował 3 miejsce w roku 2026 w rankingu globalnym, zaś wcześniej 6-27 pozycję. Liga Bluszczowa, to stowarzyszenie ośmiu elitarnych, prywatnych uniwersytetów badawczych położonych w północno-wschodniej części Stanów Zjednoczonych. Formalnie powstała w 1954 roku jako akademicka liga sportowa (NCAA Division I), co pokazuje kierunek i metody rywalizacji, budowania rankingów, wzór dla polskich uniwersytetów do tej pory nie znających aż takiej konkurencji i zajmujących przez to miejsce zaledwie pod koniec trzeciej setki światowej. Liga ta, w kulturze i edukacji stała się synonimem najwyższego prestiżu akademickiego, selektywności rekrutacyjnej oraz pro edukacyjnych, intelektualnych, naukowych wpływów społecznych. Nazwa pochodzi od tradycji sadzenia bluszczu (ivy) na murach najstarszych budynków uczelnianych podczas ceremonii akademickich w XIX wieku, symbolizujących kontakt z naturą i rozrastanie się ludzkiej cywilizacji, jej dokonań, wolności dążącej do oświecenia (Słońca) do jakiego dąży każda roślina, czerpiąc życiową energię ze światła, do rozwoju. Szczególnie zimozielony bluszcz, odporny na wysokie mrozy, tak często porastający polskie świerki w Karpatach, stał się tutaj niemal neopogańskim symbolem rozwoju postępów wiedzy. Członkami Ivy League są uniwersytety: Princeton, Harvard, Yale, Columbia, Pennsylvania, Brown, Dartmouth,  Cornell. To na uniwersytecie Princenton działa Department of Slavic Languages and Literatures (Katedra Języków i Literatur Słowiańskich). Studia doktoranckie (Ph.D. in Slavic Languages and Literatures). Jest to elitarny program lecz przyjmujący zaledwie 1–2 doktorantów rocznie z pełnym finansowaniem. Nawet na tym Unwersytecie z dużej litery, języki słowiańskie a szczególnie polski, były dotąd ignorowane w kulturze anglosaskiej, wbrew jego własnym, dalekosiężnym wynikom naukowym. Co pokazuje tak niska liczba doktorantów. W Princeton, na wydziale filologii słowiańskich, wymagana jest znajomość języków: płynny angielski, oraz bardzo zaawansowana znajomość języka rosyjskiego (minimum równowartość 3 lat studiów uniwersyteckich). Co jest wręcz zaprzeczeniem logiki naukowej. Pokazuje, że studia te, w jakiś przedziwnie polityczny sposób indoktrynują już samą eliminację na ten kierunek. Bo dlaczego, język rosyjski ma być ważniejszy, od polskiego, czeskiego czy rusińskiego (zwanego dzisiaj niepoprawnie ukraińskim)? Przecież język rosyjski, to język zindoktrynowany przez niemiecki, pod wpływem rządzących elit niemieckiego pochodzenia. Język jaki celowo porzucił wiele z liternictwa starosłowiańskiego, jego miękkich i nosowych głosek, na rzecz celowego uproszczenia, zniemczenia. Dopiero podczas studiów wymagane jest opanowanie kolejnych języków (np. polskiego, czeskiego, niemieckiego lub francuskiego). Wymagana jest też próbka pracy naukowej (Writing Sample), jako esej badawczy w języku angielskim, najlepiej z analizy literackiej lub kulturoznawczej. A także dokumenty aplikacyjne: Statement of Purpose (plan badawczy), CV, transkrypty ocen z ukończonych studiów wyższych oraz 3 listy polecające od profesorów. Oczywiście, przeważnie będą to profesorowie tkwiący w dogmatach lingwistycznych. Pomijając niezbędny wymóg wydobywania najzdolniejszych jednostek, tak właśnie kształtuje się dogmatyczne elity. Jednak, pomimo tego, oddaję szacunek temu Uniwersytetowi, naprawdę wielkie uznanie, za jego zdolność do przemycania na swoje wydziały wolnomyślicieli, naukowców, którzy kreują nowe kierunki badawcze.

Katedra slawistyki, prowadzi pełne programy licencjackie oraz prestiżowe studia doktoranckie, skupiające się na literaturze, kulturze i językach Europy Środkowo-Wschodniej. Przykład, to kierunek: polonistyka. Choć nie ma tam w pełni samodzielnego, osobnego „wydziału polonistyki”, język polski jest stale nauczany w ramach struktur slawistycznych obok czeskiego, bułgarskiego czy bośniackiego, chorwackiego, serbskiego. Studenci mogą uczyć się języka polskiego na różnych poziomach zaawansowania oraz pisać prace dyplomowe poświęcone polskiej literaturze czy kulturze. Nie trudno sobie wyobrazić, jak wielkie wpływy, szerokie katedry językowe, generowałby język polski i polska kultura staroeuropejska, gdyby nie agresja na I Rzeczpospolitą w 1772 r. trzech mocarstw; Prus, Austrii i Rosji i rozebranie jej ziem pomiędzy siebie, zdominowanie kulturowe, nierzadko zakazanie nauczania i druku w języku polskim na ponad sto lat, gdy ośrodki edukacyjne akurat się rozwijały w zachodniej Europie i Ameryce. Największą część ziem Unii Polsko-Litewsko-Inflancko-Rusińskiej, zagarnęła Rosja, która teraz tak jest kulturowo szanowana na uniwersytetach amerykańskich. Uczelnia prowadzi też szerszy Program in Russian, East European, and Eurasian Studies (REEES). To jest kolejny wpływ niemiecko-rosyjskiej dominacji naukowej na badawczy postęp naukowy i interpretację odkryć naukowych w Europie. Pamiętajmy, że dawna władza carska w Rosji, pochodzi z rodu niemieckiego, od księżniczki Katarzyny, pochodzącej ze Szczecina, słowiańskiego grodu podbitego przez Niemców. Możliwe, że ma to jakiś wpływ kulturowo-polityczny na Amerykanów, dla których liczy się nie najstarszy język słowiański, nie najwierniejszy językowi staroeuropejskiemu, co najsilniejszy politycznie, najbardziej wpływowy w regionie Europy wschodniej.

Princeton ma za sobą olbrzymi dorobek naukowy i setki patentów. Jako jedna z czołowych instytucji badawczych na świecie, uniwersytet ten, jest powiązany z ponad 70 laureatami Nagrody Nobla (jako absolwentami, profesorami lub badaczami), m.in. w dziedzinie fizyki, ekonomii i chemii. Dysponuje specjalnym biurem ds. komercjalizacji technologii (Office of Technology Licensing), które co roku rejestruje dziesiątki nowych patentów w dziedzinie biotechnologii, zaawansowanych materiałów, informatyki (w tym AI i obliczeń kwantowych) oraz zielonej energii. Taki program wspierania wynalazczości przez ośrodki państwowe od szkół podstawowych do dorosłości dla obywateli Polski, proponowałem Ministerstwu Innowacji. Odesłało mnie do prywatnych firm, inkubatorów przedsiębiorczości. A tutaj mamy tego rodzaju komercjalizację, największą przeszkodę dla wynalazców, uruchamianą już na poziomie dokonania samych odkryć, w ośrodku akademickim! To właśnie w laboratoriach powiązanych z Princeton (np. Princeton Plasma Physics Laboratory) rodziły się odkrycia dotyczące m.in. fuzji jądrowej czy fundamentalnych praw fizyki. Princeton prowadzi badania wspierane m.in. przez własny fundusz akceleracji własności intelektualnej (Intellectual Property Accelerator Fund), a na bazie tutejszych odkryć powstały dziesiątki spółek technologicznych i medycznych! Pokazuje to, jak niby zwyczajny uniwersytet jako podmiot prywatny, generuje rozwój technologiczny i dzięki jego wsparciu w opracowaniu i zastrzeganiu ochrony patentowej, uzyskuje skomercjalizowane dochody własne, przeznaczane następnie na rozwój uniwersytetu. Jest to wspaniałe połączenie; wychwytywania utalentowanych studentów z całego świata,  procesów edukacji, badań naukowych, uzyskanych odkryć naukowych, grantów państwowych, ochrony własnych wynalazków, zdolności do ich komercjalizacji za pomocą współpracy z gospodarką i informacją promującą te rozwiązania. Niektóre z osiągnięć Princeton to:   stabilizacja fuzji jądrowej,  technologia chemicznego mapowania mikrootoczenia białek w komórkach, umożliwiającą precyzyjne namierzanie agregatów białkowych odpowiedzialnych za chorobę Alzheimera czy SLA, osiągnięcie budowy stabilnych komputerów kwantowych odpornych na błędy, opatentowane w Princeton związki chemiczne unieszkodliwiające agresywne komórki rakowe i wspierające układ odpornościowy, opatentowane szczepy bakterii oraz enzymy zdolne do rozbijania wiązań fluorowo-węglowych, co umożliwia neutralizację tzw. „wiecznych chemikaliów” (PFAS) w wodzie i glebie. Wynaleziona na wydziale inżynierii mechanicznej soczewka akustyczna (Tunable Acoustic Gradient Index Lens), zmienia ogniskową za pomocą fal ultradźwiękowych miliony razy na sekundę.

Princeton jest również jednym z najważniejszych ośrodków badawczych w USA zajmujących się paleolingwistyką, miejscem języków ludzkich na drzewie ewolucyjnym oraz ich archaicznością. Prowadzi w tym kierunku następujące programy:

– Program Introduction to Indo-European: To flagowy, interdyscyplinarny program badawczo-dydaktyczny, prowadzony m.in. przez prof. Jessego Lundquista (specjalistę od morfologii i systemów akcentowych języka praindoeuropejskiego: PIE). Program ten analizuje najwcześniejsze świadectwa językowe Europy i Azji w celu zrekonstruowania gramatyki, mitologii oraz tekstów wspólnego prajęzyka.

– Badania nad systemami akcentowymi (Rekonstrukcja PIE): Naukowcy z Princeton (w tym wspomniany prof. Lundquist) prowadzą zaawansowane analizy porównawcze nad rekonstrukcją systemów akcentowych i intonacyjnych. Porównując wedyjski sanskryt i starożytną grekę z archaicznymi językami Europy (w tym z grupą bałto-słowiańską), badają oni, które języki najwierniej zachowały pierwotną melodię i strukturę praindoeuropejską.

– Princeton aktywnie uczestniczy w globalnej debacie nad pochodzeniem języków europejskich (konfrontacja tzw. hipotezy stepowej Gimbutas, z hipotezą anatolijską > kultury naddunajskie).

– Zastosowanie modelowania bayesowskiego: Choć wielkie bazy danych (takie jak Dyelan Lab czy badania publikowane w Science) są koordynowane we współpracy z Instytutem Maksa Plancka, lingwiści z Princeton wykorzystują te filogenetyczne modele komputerowe. Pozwalają one precyzyjnie matematycznie określić moment odczepiania się poszczególnych gałęzi (w tym słowiańskiej i germańskiej) od pnia indoeuropejskiego oraz tempo ich mutacji, co bezpośrednio mapuje starożytność języków na osi czasu.

– Wierność starożytnej formie i sprawność językowa. W Princeton prowadzi się zaawansowane programy z zakresu morfologii teoretycznej i składni historycznej.

– Badania nad strukturą gramatyczną: Projekty badawcze skupiają się na tym, jak języki syntetyczne (takie jak języki słowiańskie, łacina czy greka) kodują skomplikowane relacje logiczne za pomocą końcówek (fleksji), podczas gdy inne języki przeszły na systemy analityczne. Naukowcy badają mechanizmy ewolucyjne, Dlaczego pewne grupy językowe (np. bałto-słowiańska) pozostały wierne archaicznej strukturze (zachowując skomplikowany system przypadków i kategorii aspektu), i jak ta cecha wpływa na elastyczność budowania zdań (szyk wolny).

– Badania nad pismem i kulturą wizualną (Epigrafika i Paleografia). Uniwersytet w Princeton (w strukturach Classics oraz we współpracy z sąsiadującym Instytutem Studiów Zaawansowanych: IAS) realizuje unikalne projekty dotyczące utrwalania mowy na piśmie. Cyfryzacja kolekcji inskrypcji (Squeeze Collections): Princeton prowadzi ogromne programy digitalizacji i analizy starożytnych inskrypcji (np. epigrafiki greckiej i anatolijskiej). Badacze analizują fizyczne nośniki pisma, rozwój alfabetów oraz przejście od systemów piktograficznych do fonetycznych.

– Paleografia Słowiańska: W ramach slawistyki badany jest historyczny rozwój głagolicy i cyrylicy jako systemów zaprojektowanych specjalistycznie pod specyfikę fonetyczną języków słowiańskich, a także lingwistyczna i kulturowa analiza tekstów premodernistycznych (w tym m.in. starocerkiewnosłowiańskich).

– Socjolingwistyka historyczna: w ramach European Studies w Princeton bada procesy kontaktów językowych (Language Contact). Programy te analizują, jak migracje i ekspansje językowe wpłynęły na inne języki (tworzenie substratów, zapożyczeń strukturalnych w językach nienależących do tej samej rodziny, np. w węgierskim czy rumuńskim). Tutaj niestety pojawia się doktryna nagłej i rzekomej ekspansji Słowian w środkowej Europie po Grecję, w VI-VIII wieku. Czas ten pokrywa się z katastrofą klimatyczną, wielkim zacienieniem Ziemi przez wybuch wulkanu, silnym ochłodzeniem jej stref północnych rzędu, minus 1.5 st.C co zatrzymało niemal rozwój rolnictwa z braku wyraźnego światła słonecznego przez ok. trzy lata i mogło mieć wpływ na znaczne przemieszczenia ludności słowiańskiej z północy Europy. Lecz nie oznacza dopiero okresu przybycia a jedynie ucieczkę części ludności przed kataklizmem natury, nie zaś jakikolwiek akt agresji czy pierwszych zasiedleń na południe od Karpat. Ten kataklizm klimatyczny, mógł mieć również wielki wpływ na wzmocnienie kultu światła, jaki wywodzę jeszcze od Staroeuropejczyków, tak widoczny u Słowian.

– Uniwersytet Princeton, bada również, jak dawne języki Europy kształtowały tożsamość polityczną i kulturową kontynentu europejskiego.

Mam nadzieję, ze w niedalekiej przyszłości, Uniwersytet ten, tak zasłużony dla nauki, ludzkiej i cywilizacji, dokona również analiz badawczych pisma vinczańskiego i mojej teorii HELIOPOLON, a przystąpi do nich, zupełnie odrzucając dogmatykę naukową w lingwistyce, szczególnie wytyczne bardzo hipotetycznego *PIE, silnie krępujące nowe spojrzenia w tym kierunku. 

Wracajmy jednak do Giordano Bruno. Był on wolnomyślicielem, Włochem, spalonym żywcem a więc w męczarniach  na stosie w 1600 r. na rzymskim Campo de’ Fiori, Był do tego księdzem, co nie przeszkodziło jego katom. Dominikaninem z Noli, katolikiem, lecz wiernym wolności sumienia, poglądom i odkrywanej prawdzie. (Cześć mu i chwała jak wielu innym, podobnym wolnomyślicielom, ofiarom zbrodniczych dogmatyków, bohaterom ludzkości! Te ofiary, nie paradowały trzymając się za ręce na religijnych potańcówkach, na pokaz, tylko pracując umysłami, odważnym słowem prawdy, często wbrew kościelnym i politycznym dogmatom tak opóźniającym rozwój ludzkości). Giordano Bruno, jako jeden z pierwszych, wyraźnie poparł heliocentryczną teorię Kopernika i rozwinął ją dalej: twierdząc, że gwiazdy to odległe słońca, otoczone własnymi planetami, a Wszechświat jest nieskończony i pełen różnych światów, w tym podobnych do ziemskiego. Warto przy tym wiedzieć, że historycy podkreślają, iż formalnym powodem wyroku był zarzut herezji teologicznej (m.in. kwestionowanie dogmatów Trójcy), a nie sama obrona heliocentryzmu, choć jego wizja kosmosu niewątpliwie drażniła Inkwizycję. Jest to jednak prawda częściowa, bo dowodem o co chodziło Inkwizycji było zmuszenie go do odwołania właśnie poparcia dla heliocentryzmu. A chodziło o zamanifestowanie swoją cenzurą i przemocą, władzy dogmatycznych ośrodków polityczno-religijnych, trwania ich układu nad ludzkimi umysłami, niedopuszczanie do wybiegania nimi ponad doktryny kościelne. Doktryny te, wskazywały, kto ma realną władzę zwierzchnią. Bo czy Giordano Bruno nie miał prawa, jako wolna w myśleniu ludzka istota, do rozważania o Trójcy Świętej czy też czymkolwiek innym, w sposób swobodny i dzielenia się tymi przemyśleniami? Według Katolickiej doktryny nie miał. Prawo do swobodnego myślenia o takich zagadnieniach, miała tylko dyktująca dogmaty hierarchia Kościoła. Tak więc zasłużył na męczeństwo w ogniu i ocenzurowanie jego twierdzeń. Dzieło Kopernika też trafiło na listę ksiąg zakazanych przez Kościół i posłusznych mu władców europejskich.

Grek, Arystarch z Samos (ok. 310–230 p.n.e.), wyprzedził Kopernika o ponad tysiąc lat acz nie posługiwał się tak zaawansowaną matematyką i astro-fizyką jak polski ksiądz i naukowiec. Przedstawił pierwszy znany model heliocentryczny, w którym Ziemia i wszystkie planety naszego układu krążą wokół Słońca raz w roku, a Ziemia obraca się wokół własnej osi raz na dobę. Nie miał nad sobą młota dogmatu rzymskiego. Nazywany bywał „greckim Kopernikiem”. Jego dzieła zaginęły. Znamy jego teorię głównie z relacji Archimedesa. Arystarch nie zginął na stosie, ale stoik Kleantes żądał oskarżenia go o bezbożność „za poruszanie ogniska wszechświata”, co było uderzająco podobnym mechanizmem cenzorującym naukę, wolnomyślicielstwo, wobec tego, co spotkało później Kopernikańczyków.

Kopernik we wczesnym szkicu De revolutionibus wskazuje, że czytał Arystarcha, jak i Filolaja, gdyż wzmianka o Arystarchu zniknęła dopiero z wersji finalnej dzieła Kopernika. Arystarch to zatem doskonały przykład do mojej tezy: „ – Heliocentryczna prawda naukowa znana od starożytności czekała niemal dwa tysiące lat na uznanie naukowe i edukacyjne, bo zabrakło sprzyjających okoliczności politycznych!”. Kopernik sam wskazał Filolaosa jako swojego poprzednika, w liście do papieża Pawła III (wstępie do De revolutionibus) cytując Plutarcha: „Filolaos Pitagorejczyk umieszcza ogień w środkowym miejscu, i jest to ogniskiem Wszechświata; na drugim miejscu Przeciw-Ziemię; na trzecim Ziemię, na której mieszkamy, która obraca się…”. Tak jest z wieloma odkryciami naukowymi. Czekają nieraz setki a nawet tysiące lat od ich rozpoznania, na wdrożenie, na wniesienie ich do edukacji powszechnej z powodu zależnych od polityki interesów i posłusznych mu urzędów cenzorskich funkcjonujących za pomocą obowiązujących doktryn, panujących nad kanałami przekazu wiedzy.

Innym, który mówił, że to Ziemia się obraca, a nie niebiosa, był Heraklides z Pontu. Twierdził, że Ziemia znajduje się w centrum, ale obraca się wokół własnej osi raz na dobę, a gwiazdy pozostają nieruchome, co miało wyjaśniać pozorny ruch sfery gwiazd. Kopernik również wymieniał jego (i Ekfanta) jako poprzedników, choć zaznaczał, że nie nadali Ziemi ruchu wokół Słońca, co nie uwzględnia ich w nurcie teorii heliocentrycznej.

Najbardziej znaną postacią, która rozpropagowała teorię kopernikańską bez jakichkolwiek wstrętów wobec jej greckich i słowiańskich fundamentów wolnomyślicielskich, kierując się tylko matematyką i logiką, był Thomas Digges, angielski astronom, który w 1576 r. rozpowszechniał kopernikański model i rozwinął go na nieskończony wszechświat gwiazd. Dzisiaj, jego torem, życzliwym wobec Słowian, zupełnie pozbawionym rasowej wyższości tak typowej dla dawnych Anglosasów, idą uniwersytety brytyjskie i amerykańskie badające zdolności języków słowiańskich, ich archaiczność a być może nawet możliwość odtworzenia mowy staroeuropejczyków w oparciu właśnie o nie, jak badania na Uniwersytecie Princeton.

Teleskop zbudował w 1608 r. holenderski szlifierz soczewek Hans Lipperhey z Middelburga. Jego podanie patentowe to najstarszy znany dokument opisujący teleskop. Lipperheyowi nie groził żaden stos. Rząd holenderski odmówił mu patentu (urządzenie było zbyt łatwe do skopiowania), ale sowicie zapłacił za wykonanie kilku egzemplarzy. Zmarł spokojnie około 1619 r. Widzimy tutaj suwerenne i przewidujące działania władz holenderskich, w kierunku rozwoju nauki oraz jej dotowania państwowego dla najbardziej obiecujących wynalazków. Jest to efekt odporności na religijno-polityczne wpływy Rzymu, budowanie suwerenności nacjonalnej i cywilizacyjnej, Flandrii (obecnie Holandii). Małego kraju tak bardzo dzisiaj rozwiniętego.

Suwerenność w krajach pozbawionych dyktatur, zawsze sprzyja postępowi, rozwojowi. Tak, jak blokuje ten rozwój totalitaryzm, tak blokuje go też brak suwerenności narodu lub państwa, nawet tylko częściowej, gdyż siły zewnętrzne narzucają wówczas jego społeczności swoją wolę przez narzucane; prawa, obyczaje, kulturę, dogmaty naukowe, narzędzia kontroli, cenzurę, walutę wymiany handlowej, wykorzystanie ich zasobów naturalnych.

Włoch, Galileo Galilei, po polsku Galileusz, dopiero w 1609 r., na podstawie niepełnych opisów holenderskiego wynalazku, skonstruował własną wersję teleskopu (do ok. 20-krotnego powiększenia) i skierował go na niebo. Jego obserwacje Księżyca, Jowisza i Wenus stały się dowodami namacalnie optującymi za teorią Kopernika. Tak bezsprzeczny, dostrzegalny gołym okiem fakt, przyprowadził go przed katolicki trybunał inkwizycji w 1633 r., gdzie pod groźbą tortur odwołał poparcie dla teorii heliocentrycznej! Gdy Galileusz wydał książkę Sidereus Nuncius, część ówczesnych uczonych (dogmatycznych profesorów uniwersyteckich a nie inkwizytorów!) podchodziła bardzo sceptycznie do jego odkryć. Ówczesne teleskopy były niedoskonałe i generowały zniekształcenia optyczne (tzw. aberracje). Niektórzy krytycy nie posiadając namacalnych dowodów, twierdzili więc, że punkty wokół Jowisza to wada optyczna samej lunety, a nie jego księżyce. Szybko jednak jezuiccy naukowcy z Kolegium Rzymskiego często wybiegający bezczelnie poza doktryny papieskie, zbudowali własne, lepsze lunety i potwierdzili odkrycia Galileusza, nawet ugościli go w Rzymie z honorami. Zmuszenie Galileusza do odwołania poparcia dla heliocentryzmu w 1633 roku było wynikiem splotu doktryny religijnej i ówczesnej polityki Kościoła. W XVII wieku Kościół katolicki opierał się na poważnym, kosmologicznym błędzie naukowym ale i religijnej doktrynie pasującej do bardzo bezpośredniego rozumienia treści Pisma Świętego. Takiej samej manierze, jaką wykazują dzisiejsi Żydzi wobec przekazów Tory. Absolutne rozumienie ich wprost, podobnie jak czynią to niektóre polskie środowiska prawicowe, o dziwo a może dlatego, z liderami często żydowskiego pochodzenia. Na geocentrycznym modelu świata Arystotelesa i Ptolemeusza (Ziemia w centrum). Teoria Kopernika wydawała się wówczas sprzeczna z niektórymi fragmentami Biblii. Na przykład w Księdze Jozuego znajduje się fragment, w którym Jozue nakazuje Słońcu zatrzymać się na niebie. Co Kościół argumentował, że skoro Słońce się „zatrzymało”, to znaczy, że normalnie znajduje się w ruchu, a Ziemia stoi w miejscu. Po Soborze Trydenckim Kościół katolicki rygorystycznie pilnował swoich doktryn, głosząc, że tylko hierarchia kościelna ma prawo interpretować Biblię a tym samym naukę i poglądy jakie wiążą się z jej przekazami. Galileusz w swoich listach zaczął samodzielnie tłumaczyć, jak należy interpretować Biblię w zgodzie z nauką. Napisał słynne zdanie, że: „Biblia uczy nas, jak iść do nieba, a nie jak niebo chodzi”. Dla inkwizycji wyglądało to tak, jakby laik w teologii, acz świecki uczony chciał dyktować Kościołowi wykładnię wiary. W 1616 roku inkwizycja wydała oficjalny zakaz publicznego bronienia teorii Kopernika, pomimo czego, Galileusz opublikował książkę „Dialog” o dwóch najważniejszych układach świata. Papież, będący wielkim fanem i przyjacielem Galileusza, poczuł się publicznie ośmieszony i zdradzony a jego narzędzie nacisku jakim była Inkwizycja, uznało, że uczony złamał zakaz. Zadziałało więc sprawnie, aby go skarcić i pokazać światu, kto tu rządzi. Galileusza zmuszono do odwołania teorii nie dlatego, że Kościół „nienawidził wszelkiej nauki”, ale dlatego że Kościół ją wykorzystywał dla swoich wpływów, lub blokował jej rozwój gdy prawda naukowa czy wolnomyślicielstwo im zagrażały. Czy dzisiaj, nie mamy podobnych interakcji środków przekazu z polityką i rzekomą prawdą naukową, uznawaną tylko za taką, kiedy pasuje władzy i jej politycznym układom, jej strategii?

Setki lat, kasta dogmatycznych naukowców zazdrośnie broniąca swoich wpływów, ośmieszała odkrycie roślin (jak igły świerkowe, czy cytrusów lub zwykłej kiszonej kapusty), jakie całkowicie likwidowały szkorbut. Przez co z winy tych dogmatycznych naukowców, umarły dziesiątki tysięcy marynarzy. Dzisiaj, wiemy już, po tym jak Polak, odkrył pierwszą witaminę wyodrębniając jej związek i wymyślił samo słowo „witamina”, który nazywał się Kazimierz Funk i był pochodzenia żydowskiego, że w kiszonej kapuście znajduje się witamina C. I to ona powstrzymuje szkorbut, bo ludzki organizm jej nie produkuje. Nie przeszkadza jednak to do dzisiaj, niektórym mediom, nazywać szarlatanami tych, którzy sugerują jej wielki wpływ również na powstrzymywanie nowotworów czy sepsy, nawet, kiedy są to zasłużeni profesorowie medycyny i mają za sobą wielu wyleczonych pacjentów, jak prof. A. Frydrychowski.

(Profesor Andrzej Frydrychowski publicznie spalił swój dokument Prawa Wykonywania Zawodu (PWZ) w lutym 2023 roku, symbolicznie wskazując, że dawniej pewnie on sam zostałby spalonym na stosie za prowadzenie własnych badań, pozyskiwanie wiedzy z najnowszych odkryć naukowych, za przeciwstawianie się obowiązującym doktrynom i nieskutecznemu leczeniu. Mający w dodatku doświadczenie samodzielnie uratowanego życia syna jaki zapadł na sepsę, kiedy podał mu po kryjomu dużą dawkę askorbinianu sodu (najlepiej wchłanialna postać witaminy C), gdy ten był już potraktowany przez lekarzy szpitala jak pacjent w agonii. W grudniu 2021 roku Okręgowy Sąd Lekarski w Gdańsku składający się ze specjalistów innych zawodów lekarskich niż specjalności profesora, niższych mu rangą, nie bacząc na światowy dorobek naukowy obwinionego o odejście od doktrynalnych metod leczenia, nieprawomocnie zawiesił profesorowi Frydrychowskiemu prawo do wykonywania zawodu lekarza. Profesor od lat mocno propaguje medycynę naturalną i alternatywną, od czego oficjalnie odciął się m.in. jego były pracodawca: Gdański Uniwersytet Medyczny.)

Takie zdarzenia mają miejsce codziennie, bo dalej obowiązuje dyktat ograniczania wolności ludzi leczących się nawet w porozumieniu z wykształconymi lekarzami, do dokonywania postępu za pomocą prowadzenia własnych badań naukowych i ryzykujących własnym życiem, ciałem.  Ludzi, otwartych czasami bezkrytycznie na rozmaite poglądy i przekazujących je dalej, pewna znana „polska” stacja telewizyjna pokazywała w 2025 roku  jako odrażających spiskowców, z zaostrzonymi uszami i ostrymi nosami, wywołując wobec nich celową  odrazę. Bardzo mi to przypominało czasy nazizmu niemieckiego, gdy w państwie Hitlera w taki sam sposób kroniki niemieckie pokazywały i deprecjonowały Żydów. A ta telewizja, miała wielkie, powiązane interesy z tą tematyką, bo brała ogromne pieniądze za reklamę szczepionek na Covid, zakupywanych przez państwo polskie w ogromnej liczbie od korporacji w jakich jej udziałowcy mieli też udziały. Nie liczyło się to, że w sąsiadującej z Polską poprzez morze Szwecji, gdzie nie było takich restrykcji, jak nakaz noszenia maseczek, lockdownów (zmuszania do zamykania niektórych działalności gospodarczych jak hoteli i restauracji), zakazów wchodzenia do lasów, nie było tylu nadmiarowych zgonów co zdarzyło się w Polsce (ok.250 000 obywateli Polski zmarło w wyniku nie prowadzenia wobec nich leczenia, utrudnionego dostępu do służby zdrowia w czasie tzw. pandemii COVID). Dzisiejsza nauka udowadnia szereg szkodliwych efektów ubocznych szczepionek na Covid, niezwykle groźnych, działających na serce i wywołujących zakrzepy. Ludzkość o nich nie wiedziała i WHO dotowana przez naczelnego piewcę zmniejszenia populacji ludzkiej B. Gatesa, dopuściła nieprzebadane do końca preparaty szczepionkowe, zmieniła wytyczne dotyczące narodzin pandemii, aby powstrzymać coś, co w wielu krajach jak Ukraina, gdzie była nikła zaszczepialność na Covid lecz nie nastąpiła umieralność masowa z powodu tej infekcji. A również nie powiększyła się w Polsce, gdy po agresji Rosji na Ukrainę, kilka milionów niezaszczepionych Ukraińców uciekło do Polski. Pandemia została cudownie ugaszona napaścią Rosji na Ukrainę! Jednak pandemia ta istniała, przypuszczalnie jako zaawansowana forma grypy, bo sam przeszedłem ją w tym okresie, wysoką, dwutygodniową gorączką, niezaszczepiony, wychodząc z niej naturalnie w łóżku. Przypłacając jednak to zapaleniem płuc co zwalczyłem już antybiotykiem. A specjalistyczne badanie krwi wykazało przejście COVID i nabycie naturalnej odporności w wysokości ponad 2000 jednostek, względem 30 dających już odporność oficjalnie uznaną. Nic to nie pomogło abym uzyskał tzw. paszport „uzdrowieńca” nie zmuszający mnie do szczepień na COVID, gdy chciałem wyjechać za granicę i był mi on potrzebny. System komputerowy polskiej służby zdrowia, nie pozwalał lekarzowi do jakiego się zgłosiłem, na wystawienie takiego dokumentu. Wydanie paszportu było wyraźnie zablokowane, wbrew dokumentowi ze specjalistycznych badań krwi jaki okazałem. W efekcie, musiałem się przynajmniej raz zaszczepić, dając zarobić korporacji, Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu, jakiemu rządy, w tym polski Morawieckiego, raportowały o wypełnieniu obowiązków szczepienia. Co pokazuje, jak interesy finansowe i geopolityczne, były powiązane ze strategiami generowania tej „pandemii”. Jak odgórna doktryna generowała rzeczywistość.

To pokazuje, jakie korzenie mają dogmaty, jak bardzo są zwykle uwikłane w czyjeś interesy. Szczególnie te, które narzucają ludziom zakaz korzystania z ich wolności gdy nikomu nią nie zagrażają poza władzą. Nauka dawno udowodniła, ze maseczki bez specjalistycznych warstw srebra nie chronią przed żadnymi wirusami, najwyżej bakteriami i kurzem. Bo wirusy są tak małe, że swobodnie przenikają przez maseczkowe warstwy. A jednak, maseczki początkowo publicznie wyśmiewane przez lekarzy i polityków, nagle zostały wprowadzone jako wymagane w Polsce w czasie COVID-owej pandemii. Politycy rządowi stali się kapłanami jak u Faraona, strasząc zwykłym zaćmieniem Słońca, niczym końcem Świata. Biedni, niedouczeni starsi ludzie, wierzyli w ich pomoc, jedyną ochronę przed wirusami. Czemu to służyło jak nie sianiu poczucia zagrożenia i napychaniu kieszeni szczepionkowym korporacjom oraz uczestniczenia w globalnym układzie testującym socjotechniczne wpływy na reakcję społeczną?

Podobnie jest dzisiaj z leczeniem nowotworów wyłącznie za pomocą skalpela, chemio i radioterapii, niezwykle kosztownych, agresywnych metodach o wielkich skutkach ubocznych. Po których są niestety przeważnie nawroty, jeśli ich pacjenci nie zmienią diametralnie stylu życia, rezygnując z cukrów i wszelkich innych węglowodanów oraz toksycznej żywności, co jest ciężko osiągnąć w świecie gdzie sklepy niemal wyłącznie taką żywność polecają. Medycyna unika zapobiegania, prowadzenia badań nad naturalnymi metodami leczenia chorób bo są zbyt tanie i mogą być trwale skuteczne. Politycy zależni od tych układów, unikają wymagania dostępności żywności na półkach sklepowych wyłącznie zdrowej, nie skażonej konserwantami, chemią. Wysokiego opodatkowania tej skażonej, chorobotwórczej. Aby ta naprawdę nieszkodliwa czyli zdrowa, mogła konkurować a wielcy producenci żywności skażonej, ponosili w podatkach koszty masowego leczenia ludzi. Zawsze więc zaprzedani korporacjom politycy, dopuszczają jakieś „normatywne” ilości toksyn, które kumulują się w organizmie ludzkim i zamieniają w śmiertelne choroby.

Historia polskiego naukowca, Kazimierza Funka, to przykład asymilacji ludności pochodzenia żydowskiego z narodem i kulturą polską, wolnomyślicielstwem i jest pouczająca w obszarze doktrynalno-politycznym. Bo kiedy i jak dokonał on swoich odkryć, tak ogromnie istotnych dla ludzkości i jak je uhonorowano? Wykształcony jeszcze w Polsce, przełomu dokonał już w 1911 roku, pracując w Instytucie Listera w Londynie. Wyniki swoich badań oficjalnie opublikował w 1912 roku. Funk badał groźną chorobę o nazwie beri-beri, która atakowała układ nerwowy i mięśniowy (częstą w Azji u ludzi żywiących się wyłącznie łuskanym, białym ryżem). Udało mu się wyizolować z otrąb ryżowych substancję, która leczyła tą chorobę. Była to witamina B1 (tiamina). Tymi badaniami, udowodnił, że istnieją w naturze, w ogólnie dostępnych składnikach, substancje jakie są człowiekowi niezbędne dla zdrowia, których organizm ludzki samoistnie niemal nie produkuje. Dzisiaj, najtańszym ryżem na półkach sklepowych, jest ten niezdrowy, właśnie pozbawiony łusek, kosztowniejszy w produkcji. Dziwne, prawda!? Funk połączył dwa łacińskie słowa: vita (życie) oraz aminę (amina: związek chemiczny zawierający azot). W ten sposób stworzył słowo witamina. Dzięki badaniom Kazimierza Funka świat zrozumiał, że do zdrowia potrzebujemy nie tylko białek, cukrów i tłuszczy, ale też mikroskopijnych ilości innych substancji organicznych. Za swoje fundamentalne zasługi w odkryciu witamin, polski biochemik był czterokrotnie nominowany do Nagrody Nobla, jednak z przyczyn głównie politycznych, bo był Polakiem, nigdy jej nie otrzymał. Kazimierz Funk pracował w wielu krajach, ale w latach 20-tych. wrócił do Polski, by kierować Państwowym Zakładem Higieny. Gdy w 1929 roku Komitet Noblowski w końcu przyznał nagrodę w dziedzinie medycyny za odkrycie witamin, wyróżniono dwóch innych naukowców: Christiana Eijkmana oraz Frederick Hopkinsa. Choć odkrycie Funka miało kolosalne znaczenie koncepcyjne, Szwedzka Akademia Nauk podeszła do sprawy bardzo formalnie i rygorystycznie, zupełnie nie doceniając poprzedniej innowacyjności, uznając, że substancja nie została wyodrębniona w postaci 100% czystego związku chemicznego. W latach 20 i 30. XX wieku w nauce światowej i dyplomacji liczyły się przede wszystkim wielkie potęgi, takie jak; Niemcy, Wielka Brytania, Francja czy USA. Choć Funk pracował w czołowych instytutach w Europie i Ameryce, polska nauka, choć pełna geniuszy, takich jak powojenni twórcy pierwszego komputera typu PC, nie miała wtedy odpowiedniego przebicia międzynarodowego, zaplecza finansowego ani wpływowych lobbystów w Szwecji, którzy mogliby skutecznie popchnąć kandydaturę Funka na finiszu obrad. Nazwisko Funka padło z mównicy podczas przyznawania nagrody Nobla, wielokrotnie, a laudatorzy wprost przyznawali, że to on stworzył podstawy nauki o witaminach i ukuł ich nazwę, jednak medalu i czeku mu nie przyznano. Holender Christiaan Eijkman, który już w latach 90 (czyli kilkanaście lat przed Funkiem) zauważył, że kury karmione łuskanym ryżem chorują na odpowiednik beri-beri, a te jedzące ryż niełuskany zdrowieją, nie wiedział jednak, dlaczego tak się dzieje (podejrzewał bakterie lub toksyny). Kazimierz Funk dokonał czegoś znacznie trudniejszego, bo przewidział przyczynę, jako pierwszy tę substancję fizycznie wyizolował, opisał i stworzył teorię witaminową. Komitet Noblowski uznał jednak, że to Eijkman był pionierem, a Funk „jedynie” dokończył jego pracę. Jednak to Funk, wskazał ten właściwy kierunek i stworzył pojęcie substancji witaminowych, niezbędnych dla ludzkiego zdrowia!

Wobec Giordano Bruno, wyszukiwarki takie jak AI-Google i Wikipedia, podają dzisiaj nieprawdziwie, że nie zginął za naukę ani za samo popieranie teorii heliocentrycznej Kopernika. Bo rzekomo nie był fizykiem ani astronomem prowadzącym obserwacje, lecz filozofem, teologiem i mistykiem. Co niby umniejszało jego rangę. Inkwizycja skazała go na śmierć rzekomo za czystą herezję religijną, czyli całkowite zaprzeczenie fundamentalnym dogmatom chrześcijaństwa. To jednak Giordano Bruno tak wyraźnie włączył naukową teorię Kopernika opartą na; astronomii, fizyce, matematyce, do swojej filozofii, i poszedł znacznie dalej. Głosił, że Wszechświat jest nieskończony, a gwiazdy na niebie to inne słońca, wokół których krążą niezliczone planety zamieszkane przez inne istoty. Czy była to tylko filozofia czy raczej powiązanie nauki z filozofią? Czy sama filozofia nie jest również dziedziną naukową, acz nie ścisłą? Dla ówczesnych teologów wizja nieskończonego kosmosu z obcymi cywilizacjami rodziła niebezpieczne pytania religijne: Czy tamte istoty też doświadczyły grzechu pierworodnego? Czy Jezus musiał umierać na każdej z tych planet z osobna? Bruno był człowiekiem dumnym i wierzącym w swoje prawo głoszenia otwartej myśli oraz przekonanym do swoich racji, łącząc umiejętnie dowody nauki ścisłej z humanistyką filozoficzną. Przez osiem lat procesu odmawiał więc wyparcia się  poglądów teologicznych. Według ówczesnego prawa katolickiego, heretyk, który odmawiał nawrócenia (był zatwardziały), musiał zostać zgładzony w męczarniach. Giordano Bruno zanegował boskość Jezusa Chrystusa, uważając go za „zręcznego maga”, a nie Syna Bożego. Kościół nie przedstawił żadnych dowodów na cuda Jezusa, lecz pomimo to, traktował je dogmatycznie. Bruno odrzucał dogmat o Trójcy Świętej oraz o dziewictwie Maryi. Głosił panteizm, twierdząc że Bóg i przyroda to jedno i to samo, a świat ma duszę, zaś jedność Boga zawiera się w tym wszystkim, przenikając na każdym poziomie i scalając je w całość oraz prowadząc prawami wspólnymi dla Wszechświata. Wierzył w reinkarnację: wędrówkę dusz ze śmierci do ponownego życia wielokrotnie. Twierdził, że Szatan ostatecznie zostanie zbawiony. Zajmował się magią hermetyczną i okultyzmem. Wiele z ówczesnych poglądów Giordano Bruno, stanowi dzisiaj obszar poważnych badań naukowych (jak przeżycia ludzi w stanie śmierci klinicznej, jak poszukiwanie śladów cywilizacji w kosmosie, jak odkrywanie innych światów), oraz stanowią przekonania wielkiej liczby ludzi. Czym w oczywisty sposób dowodzą dawnego skostnienia dogmatyków religijnych jak i naukowych, kiedy podlegają wpływom takim jak: kościół, polityka, rządy i wszelkie ideologie cenzurujące ludzkie myśli badające naturę świata.

Galileusz, w przeciwieństwie do Bruna, kochał Kościół katolicki, był zdeklarowanym katolikiem i podczas procesu inkwizycyjnego uklęknął, podpisując odwołanie swoich twierdzeń. Ponieważ wykazał skruchę, zgodnie z procedurami inkwizycji nie mógł zostać skazany na śmierć, zamieniono mu więc wyrok na areszt domowy.

Pierwszym zadeklarowanym zwolennikiem teorii Kopernika, był Jerzy Joachim Retyk, który został jedynym uczniem Mikołaja Kopernika. W 1539 roku przyjechał do Fromborka, gdzie urzędował Kopernik. Spędził z polskim astronomem ponad dwa lata, pomagając mu dokończyć obliczenia. To właśnie Retyk opublikował w protestanckich Niemczech, pierwszy w historii drukowany opis heliocentryzmu, a następnie osobiście dopilnował wydania wielkiego dzieła Kopernika De revolutionibus w 1543 roku. Bez niego świat mógłby nigdy nie usłyszeć o teorii Kopernika. Retyk pochodził z krainy o nazwie Recja i był zdeklarowanym protestantem (luteraninem). Choć uważa się go za uczonego niemieckiego, jego miejsce urodzenia leży w dzisiejszych granicach innego państwa i innej kultury, staroeuropejskiej. Retyk urodził się w miejscowości Feldkirch, która współcześnie leży na terenie Austrii (w kraju związkowym Vorarlberg). W XVI wieku obszar ten wchodził w skład Świętego Imperium Rzymskiego (Rzeszy Niemieckiej) i historycznie należał do starożytnej rzymskiej prowincji Recja (łac. Rhaetia), lecz tak naprawdę do krainy podbitej przez Rzym, należącej do alpejskich Wenedów. To właśnie od tej krainy uczony przyjął swój słynny przydomek humanistyczny, Rheticus (spolszczone na Retyk). Zrobił to, ponieważ po egzekucji jego ojca, wolnomyśliciela, (którego ścięto za rzekome czary) rodzina otrzymała sądowy zakaz używania rodowego nazwiska Iserin (Tutaj nazwisko ojca Retyka „Isterin”,  kojarzy mi się z terminem Ister, jakim ludność wenedyjska, presłowiańska, nazywała źródła, górski bieg Dunaju. Termin ten jest z kolei niezwykle bliski współczesnym słowiańskim słowom; bystry, bistro z odciętym przedrostkiem „b” i oznacza szybki, taki właśnie jak górska część rzeki. Stąd zresztą powstanie barów Bistro po pobycie we Francji polskich kawalerzystów napoleońskich, którzy szybko popijali wódkę i zwykle mówili do barmanów; – Dawaj bystro! Starożytna kraina i prowincja rzymska Recja (łac. Raetia)  obejmowała właśnie ten górny bieg Dunaju! Na wielu dawnych mapach, wyraźnie widać, że górny Dunaj jest nazywany Istrem. A dolny Danubisem lub Dunajem. Doktrynalna SI wskazuje jednak odwrotnie, nie bacząc na dawne mapy. Posługuje się nazwami dyktowanymi przez Greków, którzy kompletnie mogli je odwracać, nie rozumiejąc ich znaczenia lokalnego. Na granicy regionu retyckiego, leżały główne rzymskie ośrodki miejskie i obozy wojskowe, takie jak Augusta Vindelicorum (dzisiejszy Augsburg, nazwa wyrażnie pochodząca od Vindeli/Winde/Winden>Wenden, czyli Wenedów), co chyba dostatecznie udowadnia jaki lud był pierwotnym autochtonem tej krainy. Dzisiaj Retia wschodnia należy do Austrii i to ona nadała jej nazwę pierwotną, właśnie od Istria, od górnego, bystrego biegu Dunaju, co dogmaty niemieckie zmieniają w pochodzenie od „kraina wschodnia (względem Niemiec właściwych)”. Bo jak mogłoby być możliwe, aby nazwa Austrii pochodziła od regionu autochtonicznych ludów prasłowiańskich, dawnych krewniaków, starosłowiańskich ludów górskich;   Karyntian/Haryntów/Harów/Harwatów/Harnasiów, od karp czyli krzywizn, jak też nieodległych Karpat.  To dlatego, między Italią północną a Szwajcarią i Austrią, jest jeszcze do dzisiaj słowiańska Słowenia! Chociaż skłaniająca się do odrzucenia części swoich barw słowiańskich, starożytnej symboliki, słowiańskiej czerwieni symbolizującej wiarę w zmartwychwstanie Słońca i życia, na rzecz zieleni). Retyk był gorliwym protestantem (luteraninem). Fakt, że Retyk był protestantem, czyni jego współpracę z Mikołajem Kopernikiem jeszcze bardziej niezwykłą, pokazując relację; katolik – protestant, na rzecz prawdy naukowej, wolności myśli ludzkiej, sprzeciwiania się dogmatom. Starożytna rzymska prowincja Recja (Raetia) w dużej mierze obejmowała tereny dzisiejszej wschodniej i środkowej Szwajcarii (przede wszystkim kanton Gryzonia, zwany po niemiecku Graubünden, a w języku romansz Grischuns). Oprócz Szwajcarii w skład Recji wchodziła zachodnia Austria (Vorarlberg, skąd pochodził Retyk, oraz Tyrol) oraz fragmenty południowych Niemiec (Bawaria) i północnych Włoch. Wszystkie te ziemie, poza niektórymi alpejskimi, wykazują związki z Prasłowianami, Wenedami, jacy byli staroeuropejczykami, protoplastami dzisiejszych Słowian. Pamiątką po tym jest do dziś używana w Szwajcarii nazwa języka retoromańskiego (romansh), którym posługują się rdzenni mieszkańcy tych alpejskich rejonów. Leżące w centrum tych krain, na styku dzisiejszej Szwajcarii, Niemiec i Austrii, Jezioro Bodeńskie, dawniej zwane było Wenedzkim (Lacus Venetus). W 43 roku n.e. rzymski geograf Pomponiusz Mela zapisał, że rzeka Ren przepływa przez dwa połączone jeziora alpejskie: górne nazwał Lacus Venetus (Jezioro Wenedzkie), podobno od sąsiednich Wenedów/Wenecjan (w istocie bardzo odległych) podbitych przez Rzymian, a dolne Lacus Acronius. Oczywiście nauka doktrynalna, zupełnie nie wiąże tej nazwy i miękkiej mowy Wenetów nad adriatyckich, z przodkami Słowian. Dopiero w średniowieczu, Niemcy zaczęli nazywać je Bodensee od nazwy karolińskiego pałacu królewskiego i osady Bodman, położonej na zachodnim krańcu jeziora. Z tego powstała polska nazwa współczesna: Jezioro Bodeńskie. Najnowsze badania lingwistyczne i archeologiczne potwierdzają to, co pisał rzymski historyk Tytus Liwiusz: Retowie byli blisko spokrewnieni z Etruskami. Ich język (retycki) nie należał do rodziny indoeuropejskiej, lecz tworzył wraz z etruskim i lemnijskim wymarłą rodzinę staroeuropejskich języków tyrsieńskich/tyrreńskich. Retowie przejęli od Etrusków alfabet (a może odwrotnie?) i zaadaptowali go do pisania w swoim języku (tzw. alfabet alpejski lub retycki), pozostawiając po sobie setki krótkich inskrypcji na wotach i naczyniach. Nic dziwnego, że Etruskowie nazywali ludy alpejskie braćmi. Joachim Retyk, pochodził więc ewidentnie z krainy łączącej wiele kultur i ludów europejskich, o bardzo starych korzeniach cywilizacyjnych, staroeuropejskich, płodzącej wolnomyślicieli. Nic w tym dziwnego, że to jej syn, tak się zainteresował dziełem Kopernika, wbrew poglądom na nie jego idola religijnego, Marcina Lutra. Dlatego nie klasyfikuję jego pochodzenia do Austrii, tylko Szwajcarii retyckiej.

Reakcja Marcina Lutra na teorię heliocentryczną Mikołaja Kopernika była zdecydowanie negatywna, a jego wypowiedź przeszła do historii jako jeden z najbardziej znanych religijnych głosów krytyki wobec nowej teorii o porządku świata. Luter potępił teorię Kopernika, zanim jeszcze jego główne dzieło De revolutionibus, zostało oficjalnie wydane. Podczas jednej z domowych dyskusji przy stole, w  1539 roku, Luter w ostrych słowach skomentował doniesienia o astronomie z Polski. Jego słowa zostały spisane przez uczniów i wydane w zbiorze; Mowy przy stole. Cytat: „Wspomniano o pewnym nowym astrologu, który chciał dowieść, że Ziemia się porusza, a nie niebo, Słońce i Księżyc (…). Ten głupiec pragnie wywrócić do góry nogami całą sztukę astronomii! Jednak Pismo Święte mówi nam, że Jozue nakazał Słońcu zatrzymać się, a nie Ziemi!”. Krytyka Lutra opierała się na dwóch dogmatycznych filarach: 1) Dla Lutra Pismo Święte było ostatecznym i nieomylnym autorytetem. Ruch Ziemi wprost zaprzeczałby dosłownemu brzmieniu tekstu biblijnego. 2) Luter uważał, że człowiek który podważa dogmaty Pisma, próbuje być mądrzejszy od Boga. Widział w Koperniku kogoś, kto chce zdobyć tani poklask przez głoszenie absurdalnych, sprzecznych ze zmysłami i szalonych teorii. W tamtych czasach fizyczne odczucie, że Ziemia stoi w miejscu, było dla ludzi koronnym argumentem. Luter zupełnie nie był świadomy, tradycji ludów staroeuropejskich, otwartych na koncepcję ruchu nie tylko Ziemi, ale całej natury, przemienianie się, tak widoczne w kulcie ciałopalenia dawnych Słowian, wierze w reinkarnację, tkwiący w ich pradawnych obyczajach i podświadomości, mentalności. Skłaniającymi ich dzieci jak Kopernika, do myślenia w tych kierunkach ze znacznie mniejszymi oporami umysłowymi. Pomimo wrogości Lutra, to właśnie protestancki Uniwersytet w Wittenberdze (gdzie wykładał Retyk) stał się jednym z pierwszych miejsc, gdzie naukowcy zaczęli jawnie korzystać z matematycznych modeli polskiego astronoma, nawet jeśli początkowo traktowali je wyłącznie jako „użyteczną hipotezę roboczą”, a nie opis realnego świata. Ich działanie nie było oparte na popieraniu heliocentryzmu, na zrozumieniu wyliczeń matematycznych, ile na zamiarze przełamania religijno-politycznej  pozycji katolickiego Rzymu, w celu uderzenia w doktryny papieskie. Tak konkurencja religijno-polityczna stała się motorem postępu.

Okazuje się więc, że kłamcy, tak jak dogmatycy, często nawet z przeciwstawnych obozów, zawsze kierują się zamiarem utrzymania kłamstwa lub dogmatu za wszelką cenę. Jeśli ten, służy ich pozycji. Nawet nie spojrzą na oczywiste dowody. Anglik Lipperhey wynalazł więc narzędzie obserwacji, precyzujące obserwację nieba, tak jak dzisiaj wynalazł cyfrowe narzędzie obserwacji i analizy drzew językowych zwane „kladystyką komputerową”, Uniwersytet z Pensylwanii w USA. Używając jej do badania starożytności języków. Na straży naukowej poprawności stała wówczas cenzura kościelna, jak dzisiaj polityczno-korporacyjna, która nie dopuszcza wniosków z Princeton, do szerokiego stosowania w informacjach uzyskiwanych od SI, gdzie już dawno powinny dominować. Dokonania uniwersytetów Princeton, Oxford czy  Pensylwania, są więc w jakiś symboliczny sposób palone na współczesnym stosie dogmatyki naukowej, interesów nacjonalnych i wielkich układów politycznych, sympatii i strategii kulturowych za nimi idących. Potrwa to zapewne kilkaset lat, jak było podobnie z innymi, wielkimi odkryciami nie pasującymi do obowiązującej doktryny politycznej, religijnej lub kulturowej.

Uniwersytet Pensylwanii (Penn) to jedna z czołowych amerykańskich uczelni Ligi Bluszczowej. Posiada wieloletnią tradycję badań nad językami słowiańskimi. Jednym z najważniejszych i najbardziej unikalnych dokonań naukowców z Penn są badania nad wczesnym piśmiennictwem, językiem staro-cerkiewno-słowiańskim (SCS) oraz kulturą skryptorów. Uniwersytet Pensylwanii był historycznie jednym z najważniejszych ośrodków w USA badających relacje strukturalne i genetyczne między językami bałtyckimi (litewskim, łotewskim) a słowiańskimi. Badania te opierały się na analizie porównawczej gramatyki historycznej, akcentologii oraz fonologii, co pozwoliło lepiej zrozumieć proces wyodrębniania się języka prasłowiańskiego z hipotetycznej wspólnoty prabałtosłowiańskiej. Na Penn działa słynne Consortium Danych Językowych (Linguistic Data Consortium). LDC to światowy lider w tworzeniu baz danych tekstowych i dźwiękowych. Konsorcjum stworzyło i udostępniło naukowcom na całym świecie ogromne, profesjonalnie otagowane korpusy językowe dla języków słowiańskich (m.in. rosyjskiego, polskiego i czeskiego). Bazy te posłużyły do rozwoju nowoczesnych technologii rozpoznawania mowy, transliteracji i lingwistyki komputerowej dla tej rodziny językowej.

Wszyscy wymienieni odkrywcy związani z teorią kopernikańską, są równie ważni. Zatem w osiemnastowiecznej dyskusji „kto był pierwszy”, ta grecko-polsko-szwajcarsko-niemiecko-holendersko-włosko-angielska linia wygląda tak, obrazując szeroko europejski związek wolnomyślicieli i badaczy niepomnych na doktryny religii, polityki i nauki;  Heraklides > Filolaos > Arystarch > Kopernik >  Joachim Retyk > Erasmus Reinhold > Hans Lipperhey > Giordano Bruno > Galileo Galilei  > Thomas Digges.

Kopernik nie był jedynym! Jest w centrum, jak Polacy i Polska są w centrum Europy i Świata. Wszyscy oni; filozofowie, naukowcy, matematycy, astronomowie, odkrywcy, technicy, wynalazcy, wolnomyśliciele duchowi, promotorzy nauki, zespoleni w jednym kierunku; poznania prawdy obiektywnej, czerpali dokonania i narzędzia badawcze jeden od drugiego. Nie stworzyli żelaznego dogmatu, bo teoria kopernikańska nie była w pełni precyzyjna i nie była doktryną, ideologią naukową czy polityczną. Za pomocą swoich talentów, specjalistycznej wiedzy, odkryć, wielkiej pracy, zbudowali zupełnie inną wartość. Wolną teorię jaka przeważyła wśród innych teorii obowiązujących na Świecie, naukowy konsensus nie wynikający z ideologii, religii, nacjonalności, politycznej poprawności.  Przyjęcie teorii kopernikańskiej nastąpiło stopniowo, nie przez narzucony dyktat naukowy.

Dzisiaj jest to znacznie trudniejsze pomimo braku wpływów religijnych. Obecnie funkcjonują ideologie polityczne, oraz narzędzia SI, totalnie blokujące wpływ wolnej myśli, nowych teorii, znacznie skuteczniej niż czyniła to dawniej cenzura kościelna, bo wszystko jest scentralizowane, w rękach nielicznych ośrodków odpowiedzialnych za przekazywanie informacji uznanej za zbadaną naukowo, dopuszczoną do oficjalnych wskazań dydaktycznych.

W innych realiach politycznych dokonania polskiego astronoma podzieliłyby los dawnego piśmiennictwa starosłowiańskiego, które na obszarze staropolskim oraz w krainach słowiańskich, uległo systematycznemu i bezwzględnemu unicestwieniu. O tym celowym zatarciu śladów dawnej kultury i pisma na ziemiach polskich wspomina Jan Długosz w swoich kronikach sławnego Królestwa Polskiego. Kronikarz relacjonuje, że w czasach Bolesława Chrobrego oraz w toku późniejszej chrystianizacji, na polecenie władców i duchowieństwa, masowo palono dawne księgi, niszczono pogańskie chramy (jakie jest pierwotne znaczenie słowa „chram”, czyli „świątynia” i jak rzekomo, doktrynalnie, nie wiąże się ze starosłowiańskim słowem „srom”, chociaż mają wspólne brzmienie w PIE i podobne znaczenie semantyczne, sensualne, piszę w dalszej części tej książki) oraz przedchrześcijańskie zabytki piśmiennicze. Oficjalna historiografia przez wieki przedstawiała te działania wyłącznie w kategoriach wykorzeniania religijnych zabobonów. W rzeczywistości jednak u podstaw tej kulturowej czystki leżał głęboki, brutalny pragmatyzm polityczny i fundamentalna zmiana ustrojowa.

Niszczenie słowiańskiego piśmiennictwa było warunkiem koniecznym do przeprowadzenia rewolucji ustrojowej: przejścia z tradycyjnego, słowiańskiego systemu wiecowego do feudalnej monarchii, opartej na kastowości rycerskiej i szlacheckiej warstwie rządzącej. Dawny ustrój Słowian opierał się na elementach demokracji bezpośredniej. Decyzje o wojnie, wybór wojewodów (wojów wiodących/prowadzących), o pokoju czy podziale dóbr, ziemi, zapadały na powszechnych wiecach, w których głos ludu i starszyzny rodowej miał moc wiążącą. Te starosłowiańskie prawa opisywali rzymscy historycy. Wraz z budową scentralizowanego aparatu państwowego nowa kasta rządząca dokonała całkowitego przejęcia władzy i ziemi na własność, przez wąską elitę jak mafijny dyktat, tak przypominający dzisiejsze partyjniactwo podszyte pozorami parlamentaryzmu. Aby usankcjonować ten akt zaboru dóbr wspólnych oraz ustanowić nowe prawo dziedziczenia, należało bezwzględnie zerwać z tradycją wiecową (współczesne referenda) i zniszczyć wszelkie jej ślady materialne, obyczajowe, duchowe. W tym oparte na dawnych wierzeniach związanych ze słowiańskimi bóstwami, przyrodą traktowaną dotąd jako matka i wspólne dobro, a szczególnie wspólną ziemią, na Bogu dostrzeganym w naturze i jej prawach, nie zaś całkowicie niewidzialnym jak dzisiaj w Chrześcijaństwie, Judaizmie, czy Islamie.

Pismo i kroniki starosłowiańskie, przechowujące pamięć o wolnościowym ustroju i prawach wspólnotowych, starych rodach i plemionach, najstarszych grodach, oparte na wierzeniach umacniających przekonanie o pochodzeniu władzy z woli ludu, stanowiły śmiertelne zagrożenie dla rodzącego się feudalizmu. Musiały spłonąć, aby powstająca kasta mogła ogłosić się jedynym, odwiecznym porządkiem, niewzruszalną hierarchią. Przyjęcie chrztu i odbieranie pierwszej korony ze światowej stolicy religijnej (Rzymu) było dla nowego monarchy narzędziem bardzo przydatnym. Legitymizowało władzę królewską prawem boskim, stawiając ją ponad wspólnotą, a zarazem ostatecznie utrwalało zerwanie ze starym systemem. Władca stawał się wyłącznym suwerenem. Jego mandat pochodził odtąd z nadania zewnętrznego, sakralnego centrum, co sankcjonowało wywłaszczenie ludu i poddaństwo chłopów oraz dziedziczenie władzy przez dzieci władcy.

Współczesna cenzura wpisana w algorytmy sztucznej inteligencji, moderowana przez unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA) oraz wielkie korporacje o konkretnych, nacjonalnych korzeniach ich udziałowców oraz określonej kulturze za nimi idącej, działa według identycznego schematu. Podobnie jak w czasach Chrobrego gdy niszczono słowiańskie runy i księgi, by zatrzeć pamięć o dawnej wolności i równości ludu, aby uzasadnić monopol władzy feudalnej, tak dzisiaj algorytmy cyfrowe ukrywają prawdę o archeo-genetyce rdzennie słowiańskiej Europy Środkowej oraz jej bogactwie kulturowym, starożytności, autochtonizmie. Co dostrzegłem bardzo wyraźnie, korzystając w tej pracy nierzadko z podpowiedzi od profesjonalnej SI, podsuwającej mi informacje dogmatyczne, niezgodne z głębokimi badaniami naukowymi. Mając jednak wiedzę w przedstawianej tematyce, wychwytywałem te celowo spłycone lub zmanipulowane do przestarzałych dogmatów, podpowiedzi. Takiej wiedzy nie mają przeciętni Polacy, co kreatorzy doktryn SI doskonale wykorzystują. Tak będą czynić dopóki społeczny nacisk narodowy, naukowy i polityczny, nie wymusi podawania teorii równolegle obok siebie, natomiast wyniki z badań ścisłych (analizy cyfrowe języków, genetyka), jako przewodnie i zasadnicze. Dla manipulacji ze strony dyrygentów dogmatami SI, cel pozostaje ten sam, co dawniej: ugruntowanie władzy a przynajmniej przedłużenie panowania dogmatów dla celów strategii polityczno-kulturowej. Dalsze budowanie siły technokratycznej kasty nad suwerennymi narodami przez odcięcie ich od własnych korzeni i prawdy obiektywnej. Zadaniu temu sprzyja rzekomo humanitarna, lecz generowana pazernością zysków czerpanych z nisko wynagradzanej pracy i ideologią wyniszczenia rdzennych narodów, imigracja z obszarów obcych Europie kulturowo. To ideologia pozyskiwania nowych obywateli, przyszłych wyborców, sprzyjających kaście władców, rozbijająca zdolności rdzennego społeczeństwa do samostanowienia, (vide ostatnie wybory w Szwecji gdzie lewica zyskała przeważające głosy dzięki islamskiej imigracji), przeciwna zjednoczeniu autochtonicznych wartości opartych na narodowościach i  kulturowych korzeniach Europy. Ideologią, która zawsze walczyła z tymi wartościami, był komunizm, czyli skrajna lewicowość lecz niestety włącza się w nią i prawica, dla osiągania zysków ekonomicznych, dla pozyskiwania nisko płatnych pracowników, kosztem godniejszych wynagrodzeń ludności rdzennej. Tak jedni i drudzy, partyjniacko-komuno-kapitalistyczną doktryną zysku politycznego lub finansowego, zabijają pożyteczną wartość prawdy i rozwoju opartego na woli ludności miejscowej, rdzennej, niszcząc przy okazji jej kulturę. Tak następuje współcześnie sojusz lewicy z prawicą, dla utrzymania dogmatu o rzekomej wyższości władzy przedstawicielskiej jako stanowiącej wszelkie prawa, nie dając nawet szansy na wypróbowanie władzy parlamentarno-bezpośredniej, pochodzącej wprost z woli  rdzennych narodów Europy. Bo wola bezpośrednia narodów, to likwidacja partyjniactwa. I to jest moje zdanie. A czy stanie się doktryną? Czas pokaże …

 

2. Cyfrowy algorytm SI/AI a trwający dogmat. Cenzura strukturalna w epoce sztucznej inteligencji i odkrycia językowe dokonane przez SI.

Współczesny dyskurs wokół sztucznej inteligencji (AI: Artificial Intelligence) cierpi na fundamentalne złudzenie. W oficjalnych przekazach, podaje się, że ograniczenia nakładane na  modele językowe mają charakter wyłącznie obyczajowy i etyczny,  sprowadzając się do blokowania treści propagujących przemoc, pedofilię, nienawiść rasową czy pochwałę systemów totalitarnych. W rzeczywistości, globalna architektura cyfrowa poddana jest rygorystycznej cenzurze strukturalnej, geopolitycznej i kulturowej. Narzędzia, które w teorii miały demokratyzować dostęp do wiedzy, stały się pasem transmisyjnym dla dominujących czyli narzucanych doktryn politycznych i historycznych, kontrolowanych przez lokalne ośrodki władzy od lewicy po prawicę i nurty pośrednie.

Świat ten kontrolują w każdym obszarze Ziemi lokalne zapory cenzorskie. W poszczególnych regionach świata cyfrowe ramy informacyjne wyznaczają zdecydowanie odmienne ośrodki nacisku. Łączy je jedno; prawo do narzucania dogmatu, treści informacji lub jej całkowite zamazanie, wyciszenie. Ludzkość kochająca wolność, szuka wśród nich tych przekaźników informacji, gdzie cenzura dotyczy jedynie oczywistych, wspólnych potrzeb etycznych i zapobiega przestępczości, ale nie sięga nigdzie indziej. Niestety, takich państw nie ma! Są bardziej lub mniej cenzorskie i narzucające swoją wizję w różnych dziedzinach, lecz wszystkie to czynią. Moim zdaniem, pobieżna klasyfikacja szeregu cenzorskiego z różnych dziedzin jest następująca, w zakresie obejmującym najważniejsze państwa Świata, od najsilniejszej cenzury w wielu obszarach po najsłabszą: Chiny > Rosja > Izrael > USA > UE > Indie.

W Unii Europejskiej ramy te wyznacza m.in. „Akt o usługach cyfrowych” (DSA: Digital Services Act) [uwaga: w tych przepisach chodzi o tzw. zaufane podmioty sygnalizujące].

W Chińskiej Republice Ludowej algorytmy są bezpośrednio zsynchronizowane z linią polityczną Komunistycznej Partii Chin.

W Stanach Zjednoczonych Ameryki systemy te projektuje się z uwzględnieniem interesów geopolitycznych Waszyngtonu oraz specyfiki tamtejszego ustawodawstwa (obejmującego m.in. zakaz bojkotu gospodarczego Izraela, posiadającego wpływowe lobby przy strukturach europejskich, tzw. Drugi Parlament UE), również wpływając na podobną penalizację.

Z kolei w Federacji Rosyjskiej internet i systemy bazodanowe pozostają pod ścisłym nadzorem Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) i dekretów Kremla, nierzadko wprost od pełniącego funkcję Neo-Cara, Prezydenta ze zmanipulowanej woli Narodu, Władymira Putina.

Dla przeciętnego użytkownika internetowe wyszukiwarki nowej generacji oraz zaawansowane modele SI jawią się jako cyfrowe wyrocznie, obiektywne, neutralne i zasilane najnowszymi osiągnięciami nauki, które powinny natychmiast zrewolucjonizować edukację powszechną. Rzeczywistość weryfikuje ten naiwny technoptymizm. Mechanizmy wdrożone w ramach DSA opierają się na instytucji tzw. zaufanych podmiotów sygnalizujących (trusted flaggers). To moderatorzy cyfrowej przestrzeni, których zadaniem jest wyłapywanie treści uznanych za dezinformację lub narracje szkodliwe. To, jakie podmioty uzyskują ten status: czy są to powiązane z rządami w Berlinie lub Paryżu korporacje, czy silnie sprofilowane ideologicznie organizacje pozarządowe traktujące swoje funkcje jako lukratywne synekury, za które warto sprzedać duszę diabłu, decyduje o kształcie algorytmów filtrujących. Od tego, kim są sygnaliści, realni ludzie, kto ich obsadził (czy Niemcy, Francja, czy też jakieś inne kraje), czy są członkami określonej partii lub ich sympatykami oraz czy ich stanowiska są dobrze opłacanymi synekurami, jakie jest zamówienie, zależy ich opinia o generowanym ruchu w internecie i wykazywanych, dominujących odpowiedziach sztucznej inteligencji.

Gdy generowane przez AI odpowiedzi zaczynają wykraczać poza sztywne ramy wytyczone przez najsilniejsze ośrodki polityczne Europy lub ich zakulisową komitywę (w strukturach UE nie ma klasycznej demokracji ustawodawczej, a jedynie demokracja wyborcza do Parlamentu Europejskiego, który sam nie dysponuje zdolnością prawodawczą, bo ta spoczywa w rękach komisarzy podlegających układom dominujących rządów, a te zwykle korporacjom i innym państwom, czasami spoza UE ), systemy pozycjonowania i generowania tekstu sztucznie przekierowują użytkownika w stronę „jedynie słusznej” interpretacji. W tym technokratycznym procesie nie ma miejsca na rzetelny, oparty na faktach i dowodach proces weryfikacji czy rozstrzygania procesowe. Wyrok zapada natychmiast, na poziomie kodu źródłowego, przez zdawkowe i selektywne podawanie informacji, podporządkowane ideologicznym wytycznym, w tym obowiązującym doktrynom naukowym. Nie ma czasu w tych zabiegach na rozstrzyganie sporów na drodze obiektywnej, czyli sądowej, przez przedstawianie dowodów naukowych i jednoznacznych faktów.

Rzeczpospolita Polska, jako państwo członkowskie, w sposób naturalny podlega w tym układzie rygorom prawa unijnego i ekonomiczno-politycznej, dominacji niemiecko-francuskiej w jej ramach. Jedyną metodą jej przełamywania, jest większy wzrost gospodarczy i wyższa akumulacja kapitału na własnym obszarze w stosunku do obu konkurentów oraz siła stabilizacji granicznej, czyli obronność militarna gwarantująca trwałość sytuacji ekonomiczno-politycznej.

Teoretyczne rozważania nad cenzurą cyfrową najlepiej zilustrować praktyką badawczą z zakresu etnogenezy Słowian oraz archeogenetyki Europy Środkowej. Gdy zapytamy sztuczną inteligencję o strukturę genetyczną dawnych mieszkańców nizin nadwiślańskich, nadodrzańskich czy połabskich, algorytmy SI, rzekomo czerpiące z renomowanych uniwersyteckich baz danych, bezkrytycznie powielą neopatriarchalne dogmaty szkoły allochtonicznej. SI wykazuje wyraźną tendencję do faworyzowania haplogrupy R1b (potocznie wiązanej z substratem celto-italo-germańskim) kosztem rodowej dla Europy Środkowo-Wschodniej haplogrupy R1a. Tak więc, kiedy polski obywatel pyta sztuczną inteligencję o zasiedlenie nizin Połabia, Polski i Rosji przez linię genetyczną R1a, uzyskuje przeważnie informację z całkiem poważnych narzędzi i wyszukiwarek SI (nawet tych płatnych, rzekomo sięgających do baz uniwersyteckich), że tereny te zasiedliła w przeszłości grupa R1b. SI pomija zwykle fakt, że haplogrupa R1a, zwana potocznie słowiańską, była na tych nizinach od 500 do 800 lat wcześniej, a to przecież kawał czasu. Co w skali historycznej stanowi okres większy niż istnienie niejednego imperium, potężny interwał czasowy. Pomija też obecność innych komponentów staroeuropejskich (Afroeuropejczyków), o ile wyraźnie jej o to nie zapytamy. Lekceważy dawniejsze, jak i najnowsze badania archeogenetyczne (m.in. badania Underlicha), dowodzące starszeństwa w tym regionie linii R1a, którą w większości reprezentują Polacy.

Narzędzia cyfrowe systematycznie marginalizują polskie i międzynarodowe badania archeogenetyczne (w tym pionierskie analizy zespołu prof. Janusza Piontka, prof. Wiesława Bogdanowicza, prace niemieckich uczonych reprezentujących nurt rewizjonistyczny, jak choćby badania zespołu pod przewodnictwem prof. R. Wunderlicha, oraz najnowsze doniesienia z zakresu paleogenetyki), które wskazują na głęboką ciągłość biologiczną prasłowiańskiej populacji zamieszkującej dorzecze: Laby, Odry i Wisły od czasów starożytnych. Co potwierdzają zachodnie badania językowe, o jakich dalej.

Similarne (podobne, analogiczne lub zbliżone do siebie) zjawisko asymetrii czyli doktrynalnej zgodności informacyjnej lecz nie spójnej logicznie, merytorycznie, występuje w innych obszarach nauk o przeszłości. Podobne zjawisko ma miejsce przy próbie analizy toponomastycznej. Pytając o etymologię grodu Budziszyn (j.niem.: Bautzen), sztuczna inteligencja w pierwszej kolejności podsuwa zniekształcone, zgermanizowane interpretacje lingwistyczne, jak termin Budych, spychając na margines oczywisty, naturalny i miękki słowiański rdzeń językowy tej nazwy, jak „Budysin”. Podobnie, gdy zapytamy ją o pochodzenie miana tego miasta, sięgnie ona po obco brzmiące, zbliżone do języka niemieckiego terminy, podczas gdy są one zwyczajnie bliższe i naturalniejsze mowie słowiańskiej, bardziej miękkie lub szeleszczące.

W obszarze kultury materialnej SI/AI wykazuje ślepotę na powiązania ikonograficzne i strukturalne znaków z kultury Vinča czy wcześniejszej Starčevo z ogólnoeuropejskim substratem symbolicznym, dopóki użytkownik nie wymusi przeprowadzenia bezpośredniej komparacji graficznej, jak wykazane w tej pracy porównanie stempli glinianych z trzech kultur sąsiadujących. Kiedy zapytamy ją o znaki przypominające pismo z kultury Vinča lub wcześniejszej Starčevo, tak podobne do całego substratu staroeuropejskiego, SI nie zauważy żadnego podobieństwa, dopóki sami jej tego nie wskażemy i nie zażądamy oczywistych, graficznych porównań.

Jaskrawym przykładem ideologizacji nauki przez algorytmy SI jest interpretacja danych dotyczących kultury wielbarskiej. Mimo że nowoczesne badania DNA jednoznacznie wskazują na wieloetniczny charakter kultury wielbarskiej, będącej mozaiką ludności napływowej ze Skandynawii oraz autochtonicznych społeczności staroeuropejskich i prasłowiańskich, SI/AI uparcie forsuje XIX-wieczną tezę o absolutnej, gockiej dominacji w tym obszarze. Kiedy podajemy genotyp ludności kultury wielbarskiej, przebadany dość szczegółowo w ostatnim czasie, sztuczna inteligencja dalej wskazuje nam na rzekomo gocką, skandynawską dominację, czyli Wikingów, podczas gdy była to oczywista mieszanka przybyszów z autochtoniczną ludnością o korzeniach staroeuropejskich i słowiańskich.

Podobnie dzieje się w temacie bitwy nad rzeką Tollense (Dołężą). Przy analizie tego gigantycznego starcia z epoki brązu, algorytmy bezkrytycznie powtarzają za częścią badaczy niemieckich, że w starciu nie brał udziału komponent powiązany z rzekomo „późniejszą” Słowiańszczyzną. Sugeruje się tam konflikt wewnętrzny w obrębie jednego rodu genetycznego, bitwę w ramach jednej rodziny. SI informuje o braku komponentu słowiańskiego w tym starciu, nie zauważając zupełnie, że chociaż brakuje tam występowania R1a, a jest liczna R1b, to R1a mogła wyjątkowo uniknąć uczestnictwa jako przybyła ze stepów, czego nie uczyniła rdzenna I2, autochtoniczna. Ignoruje się więc fakt, że obok linii I1 (skandynawskiej) i R1b, występuje w szczątkach uczestników tej bitwy, właśnie haplogrupa I2 (pre-słowiańska, głównie słowiańska południowa,  niewątpliwie staroeuropejska i podkarpacka). A przecież rody te stanowią zupełnie odrębne światy genetyczne i plemienne, czy kulturowe i już z tego tylko powodu, mogły być wrogo do siebie nastawione! Badania antropologiczne struktur czaszkowych świadczą o udziale ludności typu kaukaskiego (prasłowiańskiego, dawniej aryjskiego), pasującej do populacji autochtonicznej, dzisiejszych Polaków. Natomiast R1a mogła brać udział w bitwie tak skutecznie, np. dokonując dalekiego ostrzału z łuków, że nikt z tej grupy nie stracił życia i nie poległ w błotach Dolnego Łoża/Leża czyli nizinne rozlewiskach ujścia Dołęży.

Dla niemieckich badaczy, wystarcza brak haplogrupy potocznie zwanej słowiańską, jaką jest R1a. Taki skutek przynosi nazywanie „słowiańską”, haplogrupy przeważającej wśród Polaków i braminów Indyjskich, z pominięciem substratu presłowiańskiego w postaci haplogrupy I2, tak licznej dzisiaj na Bałkanach ale i występującej wyraźnie też w Polsce. SI podaje, za twierdzeniami niemieckich naukowców, iż w tej wielkiej bitwie starożytności, największej zapewne z dotąd odkrytych, nie zaobserwowano starcia dwóch rodów genowych czy kulturowych i rzekomo było to starcie w jednej rodzinie. Co jest oczywistą nieprawdą, bo ród I1, R1b wobec I2 to przecież zupełnie inne rody! W taki sposób, rzekomo naukowy, Niemcy tworzą nową fałszywą przesłankę polityczno-historyczno-naukową, rzekomo naukową, dla uzasadniania podbicia przez siebie ziem słowiańskiego Połabia. A algorytmy SI przemieniają ją w propagandową informację, rzekomo obiektywną, wygenerowaną przez rzekomo neutralną SI. Haplogrupa I2, nie jest przedstawicielką rodu jaki stworzył etnos niemiecki, bo takimi jest R1b oraz I1. Ta haplogrupa, czyli I2 obok R1a, tworzyły etnos prasłowiański i były w posiadaniu słowiańskich plemion Połabskich. Dzisiaj znajdują się w granicach państwa niemieckiego, jako rody podbite, włączone siłą do jego struktur. To, że ich potomkowie są dzisiaj członkami narodu niemieckiego, nie oznacza jednak, że byli nimi w czasach bitwy pod Dołężą!

Te fakty nie są jednak istotne dla SI. Jej wnioski są generowane z oficjalnych interpretacji naukowców niemieckich, którzy jako jedyni dysponują fizyczną możliwością badania obszaru tej starożytnej bitwy. Badacze ci, są poddani określonej kulturze oraz dawnym obawom politycznym wobec ryzyka jednoznacznego udowodnienia, że przed ekspansją Franków i Niemców były to ziemie rdzennie słowiańskie, zamieszkane przez staroeuropejczyków z grupy I2, kryjących się pod mianem Wenedów (Wenden < Weni). A takie ryzyko generuje odkrycie bitwy nad Dołężą.

Dla algorytmów dominująca staje się narracja, która przez dekady służyła legitymizacji kulturowej i terytorialnej ekspansji prowadzonej przez naszych zachodnich sąsiadów, oparta na micie o rzekomym, cywilizacyjnym pustkowiu, jakie Słowianie mieli zastać w Europie Środkowej po rzekomym opuszczeniu jej przez rzekomych Germanów. Takie twierdzenia niektórych niemieckich naukowców, mógłbym dodać złośliwie, że rzekomych,  to czysta ideologia! To kontynuacja doktryny dawnych złodziei, zaborców i ciemiężycieli ziem słowiańskich, twórców I i II wojny światowej oraz manipulatorów historii. Złodziej, któremu dobrze żyje się na cudzej ziemi, nigdy nie przyzna się do jej kradzieży i wymordowania autochtonicznej cywilizacji, lecz zawsze będzie tworzył fikcyjne usprawiedliwienia dla swojej ekspansji. Taką jest teoria, że  ziemie dzisiaj słowiańskie jak Polska, kiedyś opuścili rzekomo Indyjscy Pra-Germanie. Co ma z kolei usprawiedliwiać teorię niemiecką, iż ziemie słowiańskiego Połabia, odbili Niemcy jako ich pradawne gniazdo rodowe, gdy wracali na swoje dawne terytoria. Rodzina kulturowa narodu ciemiężącego, nabiera nierzadko cech rasowej wyższości dla uzasadnienia swego istnienia w podbitym miejscu, jako rzekomo wyższej cywilizacji. Tak się od wieków sytuowali Niemcy w kulturze europejskiej, przedstawiając w swoich przekazach z nielicznymi wyjątkami, Słowian jako barbarzyńców o niskiej kulturze. Nieliczni frankońscy kapłani, zaznaczali jednak, że to Słowianie uczyli osadników niemieckich (czyli z Frankonii), rolnictwa, hodowli, rzemiosła, budowania domów z drzewa, życia w chłodniejszym, lesisto-bagiennym klimacie Połabia.

Sztuczna inteligencja, funkcjonując w gorsecie unijnych regulacji edukacyjnych, prawnych i grantów państwowych lub korporacyjnych dyktujących uzależnienie jej algorytmów od zamawiającego kształt budowanej informacji, działając w dominacji zachodnich ośrodków akademickich, mimowolnie stała się narzędziem polityki historycznej silnych ekonomicznie państw, w tym Niemiec i ich partnerów gospodarczych. Ich kulturowych sojuszników. Ten sojusz jest z kolei układem ekonomiczno-ideologicznym, niemającym często nic wspólnego z obiektywną prawdą naukową. Dlatego, kiedy posługiwałem się narzędziami SI/AI do analizy moich tez i badań, musiałem dokonywać żmudnej rekonfiguracji zapytań i prostować fałszywe dane, którymi SI próbowała zamazać obraz rzeczywistości historycznej. Niejednokrotnie wręcz walczyłem z SI, wytykając jej bezustannie podawanie błędnych odpowiedzi, lub przemilczanie alternatywnych teorii. Musiałem je prostować, bo zwyczajnie podawała nieprawdziwe dane, wyraźnie podlegające zachodnioeuropejskiej propagandzie, często niemieckiej doktrynie historycznej. Moja wiedza pozwalała mi na pełną kontrolę nad procesem badawczym, jednak miliony użytkowników pozbawionych specjalistycznego przygotowania przyjmują te algorytmiczne supozycje jako prawdę. Iluż Polaków nie jest w stanie zweryfikować informacji podawanych przez SI? Bez własnej wiedzy i ciągłego prostowania danych, zwyczajny badacz zdany jest na konsumpcję zachodniej propagandy.

Mechanizm filtrujący i skrótowy SI replikuje się również w naukach ścisłych, ekologii oraz analizach społeczno-gospodarczych. Pytając np. SI o globalny bilans erupcji wulkanicznych i ich wpływ na klimat, w pierwszej kolejności otrzymujemy standardowe formułki o marginalnym znaczeniu emisji wulkanicznej siarki i dwutlenku węgla w porównaniu z działalnością człowieka. SI podaje zwykle, że mało jest śladu węglowego, lecz dużo siarki, ale przyznaje, że w historii popioły wulkaniczne potrafiły tak zacienić Ziemię, że powodowały w Europie „lata bez lata”, miesiące zimna, realne kataklizmy klimatyczne. Dopiero głębokie, eksperckie profilowanie pytań zmusza model do przyznania, że katastrofalne, historyczne eksplozje (jak Etna, Wezuwiusz czy Laki) potrafiły w ciągu zaledwie kilku dni wywołać wieloletnie minima słoneczne, zacienienie atmosfery, zjawisko tzw. zimy wulkanicznej, kataklizmy klimatyczne i masowe klęski głodu, wielkie migracje ludności i jej ucieczkę pod powierzchnię ziemi, w poszukiwaniu najprostszej ochrony przed zimnem. (Vide: kłaniają się teksty z perskiej Awesty, opisujące ucieczkę ludzi przed zimnem pod ziemię). W rzeczywistości, Ilość siarki i wygenerowanego przez wulkany dwutlenku węgla zależy od skali i stopnia ich erupcji. Czym innym jest stan uśpienia, a czym innym potężny wybuch. Inna jest obecnie, gdy są one w miarę spokojne, a inna, gdy obudzi się na długą i potężną erupcję jeden wulkan europejski, jak np. Etna lub Wezuwiusz. Wówczas, pójdzie do atmosfery wielka ilość siarki ale i dwutlenku węgla jaki generuje jej spalanie w momencie erupcji, jakiej człowiek nie wygenerował przez setki lat! Tego jednak SI sama z siebie nie poda, kiedy nie mając wiedzy, odpowiednio jej o to nie zapytamy. W warunkach paraliżu klimatycznego współczesna „zielona infrastruktura” uległaby całkowitemu załamaniu i niejednokrotnie zniszczeniu:

  • Panele fotowoltaiczne zostałyby odcięte od promieniowania słonecznego bo Słońce już by nie miało dostępu na Ziemię.
  • Energetyka wiatrowa uległaby paraliżowi ze względu na drastyczne zaburzenia stabilnej cyrkulacji mas powietrza i zamarznięcie linii napowietrznych, łopat wirników i dostaw prądu służącego do ich podgrzewania.
  • Woda potrzebna do chłodzenia elektrowni jądrowych mogłaby również zamarzać bezpośrednio w miejscach poboru a ilość energii potrzebnej zwrotnie do jej podgrzewania nie byłaby wystarczająca do ogrzania zamarzającego w ich okolicy Bałtyku czy innego morza.

W obliczu takiego kataklizmu jedynym ratunkiem dla populacji byłoby szybkie dysponowanie tradycyjnymi, stabilnymi źródłami energii opartych na dostępnych w regionie: drzewie, węglu lub ropie, szczególnie tych wydobytych na powierzchnię ziemi, nagromadzonych w wielkich zapasach porozrzucanych na obszarze kraju. Obecny zakaz można zrozumieć z uwagi na zagrożenia nadmiarem CO2 w atmosferze, lecz nie można zaakceptować przyjęcia doktryny zasypywania kopalń węgla zamiast ich zabezpieczenia na wypadek takiego kataklizmu, zamiast dalszego wydobywania i gromadzenia w składach na wypadek chociażby wojny, w tym na potrzeby budowania w ich wydrążonych tunelach fabryk obronnych, magazynów pożywienia, wyposażenia ludności i surowców strategicznych.

Rys.2. Lądolód

Identyczną cenzurę przez zaniechanie obserwujemy w temacie skutków społeczno-gospodarczych pandemii COVID-19. Zapytana o bilans restrykcji generowanych przez rządy, unijne instytucje czy Światową Organizację Zdrowia (WHO: World Health Organization), która arbitralnie decyduje o ogłoszeniu pandemii i modyfikowaniu jej parametrów, SI: sztuczna inteligencja mechanicznie podaje oficjalne statystyki zgonów wirusowych. Ta Organizacja wskazuje zyski zdrowotne, lecz nigdy poniesione straty uzyskane w wyniku jej decyzji. A jest to liczba potencjalnie ocalonych, zupełnie teoretycznie zagrożonych, jak też liczba zmarłych, znacznie mniejsza niż zmarłych z powodu paraliżu służby zdrowia w wielu krajach, niedopuszczenia ich lub zniechęcenia do opieki lekarskiej, zaaplikowania niebezpiecznych dla życia ludzkiego środków. Algorytmy ukrywają głębszy, globalny dramat społeczny związany z egzekwowaniem wytycznych WHO lub dokładanie dramatów własnych przez niektóre państwa. Około ćwierć miliona (ok. 250 000) tzw. zgonów nadmiarowych tylko w Polsce, wynika bezpośrednio z paraliżu systemu ochrony zdrowia i odcięcia obywateli od bieżącej opieki lekarskiej, a także strukturalną, bezpowrotną dewastację sektora małych i średnich polskich przedsiębiorstw, ogromną liczbę zniszczonych niepotrzebnie przedsiębiorstw i złamane życiorysy wielu obywateli Rzeczypospolitej. Pomimo tego faktu, cztery główne partie winne zaistnienia gwałtownego wymarcia głównie osób starszych, dziedziców polskości (PO, PiS, SLD, PSL), dalej cieszą się najwyższą pozycją w rankingach popularności. Tak działają media napędzające ich popularność, zwykle w rękach partii rządzącej. Zjawisko to jest podobne do działania SI/AI, która zgodnie z zadanymi jej algorytmami, generuje poparcie dla określonych dogmatów, za jakimi zawsze stoją interesy polityczne. Bo kultura, nauka, gospodarka, ekonomia, edukacja, obronność, to we współczesnym Świecie zawsze polityka! SI tego nie wyjaśni, nie poda nam jednoznacznej straty społecznej, dopóki o to precyzyjnie nie zapytamy. Pewne dane są w algorytmach wstępnie ukryte przez zdawkowe, ograniczone i skrótowo podawanie informacji, zgodnie z dominującą linią polityczną, zawsze poddane kierunkowi obowiązującej w UE ideologii i jej ideologicznym doktrynom naukowym, czyli naukowej cenzurze.

Mimo obecności filtrów ideologicznych, obiektywne badania empiryczne oraz testy matematyczne prowadzone przez czołowe światowe ośrodki naukowe dostarczają dowodów na unikalność, starożytną archaiczność i wynikającą z nich precyzję języka polskiego.

Zespoły badawcze z University of Maryland, University of Massachusetts Amherst oraz inżynierowie koncernu Microsoft stworzyły potężny, wielojęzyczny benchmark (narzędzie testowe o nazwie ONERULER), służący do badania logiki długiego kontekstu i zdolności wnioskowania w systemach SI dla 26 języków świata. Ku zaskoczeniu badaczy, to język polski okazał się najbardziej efektywnym narzędziem do komunikacji z SI i przetwarzania skomplikowanych zadań logicznych:

  • Polszczyzna osiągnęła 88% dokładności (1 miejsce), wyprzedzając m.in. język angielski (83,9%, 6. miejsce) oraz język chiński.
  • Naukowcy wykazali, że cechy zawarte w języku polskim a uważane przez ludzi za trudne, jak skomplikowana fleksja (zob. objaśnienia na końcu rozdziału) czy bogata morfologia oraz precyzyjna struktura: stanowią dla algorytmów neuronowych SI doskonały, matematyczny kod przekazu informacji, odporny na błędy interpretacyjne.

Amerykańscy badacze wykazali, że to, co dla ludzi jest najtrudniejsze w języku polskim, czyli odmiana przez 7 przypadków, sztywna struktura gramatyczna, archaiczna i bogata morfologia języka polskiego oraz jego bezkompromisowy system fleksyjny stanowią dla algorytmów neuronowych najbardziej precyzyjną i odporną na błędy architekturę informacyjną, narzędzie kodowania znaczeń. Język polski pakuje sens w słowa w sposób tak uporządkowany, że algorytmy SI przetwarzają go z najwyższą precyzją matematyczną, znacznie wyższą niż głęboko uproszczone języki germańskie. Wnioski jakie można śmiało postawić, są następujące:

– Tak precyzyjny język, musiał powstać wiele tysięcy lat przed nową erą. Niemożliwe jest bowiem, uzyskanie tej precyzji, w okresie krótszym.

– Powstanie języka polskiego, musiało przebiegać w silnej izolacji od wpływów zewnętrznych skoro tak długo zachował swoją odrębność, nie przechodząc uproszczeń. Musiało być to jakieś refugium obszarowe i kulturowe.

– Język ten, podlegał jedynie nieustannym procesom doskonalenia wewnętrznego a więc był oparty na stabilnej cywilizacji.

– Jego bogactwo i precyzja, wskazuje, że te cechy były niezbędne dla zaawansowanych procesów; kulturowych w tym duchowych, rolnictwa, myślistwa, zbieractwa, wytwórczości. To połączenie wielu potrzeb cywilizacyjnych jakim służyła mowa ludzka, świadczy o dysponowaniu bardzo dawno przez przodków Polaków, szerokim zespołem zaawansowanych działań i potrzeb społecznych.

– Język tego rodzaju, nie przemieścił się z innego obszaru bo po drodze utracił by swoje zdobycze, wskazaną precyzję. Pokazuje to np. język aryjski przybyły z Środkowej Europy do Persji. Natomiast mógł w prawiekach na lokalny język prapolski, zostać nałożony częściowo język przybyszów, lecz nie będący zdolnym go zdominować ale mając realny wpływ na jego fonetykę. Co wskazuje wielką rolę przewodnią jako nauczycielu życia w krainie prapolskiej, języka tu istniejącego, jako dostarczyciela cennej wiedzy i sile duchowej z nim związanej, rozumieniu dawniej znacznie głębszym jego pojęć, niż to jest odczytywane z niego dzisiaj.

Wszystkie wykazane tutaj teoretyczne zjawiska istniejące wokół języka polskiego, wynikające z przeprowadzonych badań, wskazują na staroeuropejskie haplogrupy genowe DNA I2 oraz G2 istniejące w Europie Środkowej już w neolicie a może i paleolicie, na językowe podłoże substratowe silnie rozbudowane przed przybyciem R1a. Bowiem jego cech, nie przyniosły raczej ruchliwe plemiona stepowe z grupy *PIE, zmieniające swoje składniki językowe, terminy, ich budowę z uwagi na licznie przejmowane wpływy, jak np. widać to wyraźnie w stepowym rodzie R1b.

– Cecha archaiczna języka polskiego, musi wynikać również, ze stabilnego, chronionego kultem matriarchalnym generowanym jednak przez mężczyzn, wobec przekazywanej staroeuropejskiej haplogrupy kobiecej H z południa od Karpat. W obszarze przykarpackim na terenie Polski oraz pasem na południe do Bałkanów, zachował się właśnie ten staroeuropejski substrat językowy, jaki przypuszczalnie zbudował miękką mowę Słowian. Nie przyszli tam oni w jakichkolwiek ekspansjach, tylko zawsze tam byli jako łowco-rolnicy, staroeuropejczycy połączeni później ze stepowcami. To bowiem kobiety, jako matki, przekazują w początkowych latach mowę społeczeństwa, w sposób wierny mowie przodków.

Precyzyjne przekazywanie mowy polskiej zależało właśnie od kobiet, nie poddanych naciskowi do jej upraszczania, lecz z racji nakazu zachowania jej dawnych cech w celu odróżnienia od innych plemion ale i wynikając z wysokiej pozycji kobiet w społeczeństwie, jakie mogły w procesie nauczania mowy swojego potomstwa, ją swobodnie i wiernie zachować. Takie kulty matriarchalne, wyraźnie widzimy w kulturze Vincza oraz polskiej kulturze sarmackiej (np.całowanie kobiet w dłoń, szlacheckie prawa kobiet do dziedziczenia, wodzostwo kobiet scytyjskich, najwcześniejsze w Europie prawa wyborcze dla kobiet w Polsce).

Rys.3. Mowa matek.

Fakt, że w najnowszych, międzynarodowych testach wielkich modeli językowych (takich jak benchmark ONERULER) język polski wykazuje najwyższą precyzję w kodowaniu i przetwarzaniu skomplikowanych struktur logicznych, nie jest więc dziełem przypadku. Matematyczna dokładność polskiej fleksji i morfologii to cyfrowy dowód na to, że system ten został zaprojektowany jako narzędzie ultra wydajne dla potrzeb społecznych, w mowie jego twórców. Aż nieprawdopodobnym jest, aby taka kultura nie wytworzyła  znaków piśmienniczych czy liczbowych. Sztuczna inteligencja, pozbawiona kulturowych uprzedzeń zachodnich akademii, doczekała czasów gdy zaprojektowano na nich,  swobodne narzędzia SI, co uczyniono celowo dla uzyskania najbardziej obiektywnych wyników, wygenerowała ku zdumieniu ich twórców, suche dane statystyczne, potwierdzając wyjątkowość architektury językowej mowy polskiej. A co się stanie, kiedy dzisiaj, czemu też służy niniejsza praca, wskażemy jej algorytmom rolę i nazewnictwo pewnych znaków graficzno-językowych w nawiązaniu do ich słownictwa w języku polskim?

Na University of Pensylvania (zespół pod przewodnictwem prof. Donalda Ringe, prof. Tandy Warnow i dr. Luaya Nakhleha) opracowano metody ilościowej lingwistyki porównawczej. Wykorzystując algorytmy biologii ewolucyjnej i cyfrowego modelowania sieci (tzw. perfect phylogeny), wykazano, że tradycyjny model drzewa językowego dla Europy był obarczony poważnym błędem ideologicznym (czyli nieobiektywnym dogmatem), doprowadzając do zupełnie nieprawidłowego klasyfikowania języka polskiego na gałęzi drzewa języków europejskich, często poniżej daty powstania języka germańskiego lub w najlepszym wypadku równolegle. W wyniku tych badań, algorytmy cyfrowe SI udowodniły, że linia bałto-słowiańska (Do prabałto-słowiańskiej wspólnoty społecznej i językowej, należy zaliczać języki: częściowo łotewski, żmudzki, litewski, białorusiński, polski, kaszubski, wymarły jaćwieski, zlikwidowany przez niemiecką eksterminację język i cały naród prusiński/borusiński – nie mylić z pruskim czyli niemieckim dialektem lokalnym. Odtwarzany język prabałto-słowiański niemal nie dysponuje żadnymi spisanymi pamiątkami, ponieważ jest to wspólny, hipotetyczny prajęzyk z którego około 3-2 tysiąclecia p.n.e. wyodrębniły się obie te grupy. Został on zrekonstruowany przez językoznawców na podstawie porównania najstarszych form/terminów i składni języków słowiańskich i bałtyckich. Polska należy od wieków swoim położeniem, do bliskiego obszaru plemion bałtyckich co z racji samego położenia lokuje jej język jako silnie z nimi związany. Lecz musimy pamiętać, że cały obszar bałtycki był pod panowaniem lodowca do ok 14 000 pne kiedy zaczął ustępować, podczas gdy na północ od Karpat na obszarze dzisiejszej Polski południowej, zadomowiły się na dobre ludy staroeuropejskie w refugium nim nie objętym, a takim był również fragment Gór Świętokrzyskich, jednych z najstarszych wzniesień w Europie) zachowała najbardziej archaiczne i niezmutowane cechy dawnego pnia językowego Europy. Jest to potwierdzenie odkryć University of Maryland, University of Massachusetts Amherst i Mocrosoftu. A kiedy w badaniach naukowych mają miejsce podobne wnioski zupełnie niezależnych grup naukowych, dysponujących własnymi narzędziami czy metodami badawczymi, wynik tych badań staje się odkryciem udowodnionym, przewodnim. O ile dalej nie blokują go przez kolejne wieki, doktryny narzucone kulturowo-politycznie.

Badania przeprowadzone przez U.Pensylvania, w procesie algorytmicznej analizy SI języków germańskich, wykazały, że języki:  niemiecki i angielski, ulegały gwałtownej hybrydyzacji (hybrydyzacja, w językoznawstwie to proces łączenia elementów pochodzących z co najmniej dwóch różnych języków w obrębie jednej formy, słowa lub tekstu) i retykulacji ( retykulacja, to zjawisko polegające na tym, że linie rozwojowe różnych języków krzyżują się i łączą, tworząc strukturę przypominającą sieć (siatkę), a nie klasyczne, rozgałęziające się drzewo genealogiczne. Tradycyjny model drzewa (np. model indoeuropejski Schleichera) zakłada, że jeden język pramatka dzieli się na niezależne gałęzie. Retykulacja udowadnia coś przeciwnego do teorii *PIE! Pod wpływem intensywnych kontaktów, migracji i zapożyczeń (tzw. poziomego transferu), zupełnie oddzielne dotąd języki upodabniają się do siebie, tworząc wspólne cechy (ligi językowe)), w wyniku nakładania się obcych substratów i licznego przemieszczania, wymieszania populacji, tracąc pierwotną strukturę językowo-matematyczną, logiczną. To cecha typowa dla osadnictwa podbojowego, realizowanego w obszarze z substratem odległym kulturowo wobec mowy nakładanej, z tendencją do narzucania swej dominacji lecz niezdolnej do całkowitej likwidacji substratu.  Wskazuje to badanie, na zjawisko przejmowania mowy staroeuropejczyków przez plemiona najeźdźcze reprezentowane przez języki germańskie, odnajdywane w terminach słowiańskich a wskazywane jako np. niemieckie, podczas gdy są pamiątką substratową i kierunek ich przyjęcia wraz z dokonanymi zniekształceniami, wykazuje ich zaadaptowanie przez Niemców nie zaś ich twory autorskie. Będzie to wymagało diametralnego przepisania na nowo słownika etymologicznego języka polskiego, autorstwa Aleksandra Brucknera, dla wyprostowania jego twierdzeń o licznych zapożyczeniach w języku polskim z języka niemieckiego. Takie oczywiście są, lecz nie te najstarsze, które pochodzą z odwrotnego, słowiańskiego kierunku od Słowian do Franko-Niemców.

W tym badaniu dowiedziono również staroeuropejskości i autochtonizmu i to wielotysięcznego, z uwagi na jego archaizmy, języka polskiego i jego rolę przewodnią w grupie słowiańskiej, jako języka zadomowionego w refugium podlodowcowym, chronionym przez tysiące lat przed wpływami, jakie następowały na Bałkanach oraz nad Morzem Czarnym. Tam, gdzie miała powstać PIE, nie mamy niemal jej śladów językowych, nie ma tam też silnej starej kultury, cywilizacji europejskiej, dawnej urbanizacji. Był to bowiem obszar kolebki ekspansji stepowców, którzy nie nieśli języka staroeuropejskiego pełnego miękkich głosek, tylko język azjatycki, możliwe że szeleszczący i twardszy. W przypadku rodu R1a wchodzącego w symbiozę ze staroeuropejskim I2/H/G2, język rodów R1b w nią wszedł nie tak wiernie i ewidentnie. Niemiecki zniszczył precyzję dawnego substratu językowego, dokonując jego uproszczeń a angielski jeszcze bardziej, stając się językiem kontekstowym (rozumianym po poznaniu całości wypowiedzi w odniesieniu do opisywanej sytuacji, obiektu).

Rys. 4 Haplogrupy H i U

Tak więc oba badania, to dotyczące sprawności funkcjonalnej języków światowych przeprowadzone z użyciem algorytmów SI z wykorzystaniem danych językowych z University of Maryland, University of Massachusetts Amherst, Microsoft jak i metoda badania archaiczności językowej z University of Pensylvania, dowiodły starożytności języka polskiego w Europie, jego niezwykłego bogactwa strukturalno-terminologicznego. Oba te badania stwarzają podobne wnioski dowodzące autochtonizmu języka polskiego jako  staroeuropejskiego.

Informatyczne symulacje kladystyczne zapoczątkowane na University of Pennsylvania bezlitośnie obaliły spreparowane w XIX wieku dogmaty zachodniej lingwistyki. Matematyczne modele komputerowe badając przemiany językowe metodami ewolucji biologicznej dowiodły, że słowiański genom językowy cechuje niespotykana stabilność ewolucyjna. Polszczyzna zachowała matematyczną czystość pierwotnego pnia europejskiego (a więc staroeuropejskiego), podczas gdy filogenetycznie młodsze języki germańskie objawiły się w świetle analiz SI jako głęboko zmutowane i uproszczone hybrydy strukturalne. Badania biologów ewolucyjnych (Russell Gray, Quentin Atkinson) przy użyciu metod statystycznych zapożyczonych z genetyki (analiza mutacji na tzw. liście Swadesha) potwierdziły, że gałąź bałto-słowiańska stanowi jedną z najstarszych i najbardziej stabilnych w Europie. Ustalenia te współgrają z tradycyjnymi badaniami nad najstarszymi pomnikami języka polskiego (np. Bulla gnieźnieńska z 1136 roku) prowadzonymi na University of Oxford, Harvard University oraz Stanford University, które dokumentują unikalny konserwatyzm polskiego rdzenia leksykalnego.

Uniwersytet Oksfordzki (University of Oxford), jak i Uniwersytet Stanforda (Stanford University) oraz Uniwersytet Harvarda prowadzą dalej zaawansowane badania naukowe i programy slawistyczne.

– University of Oxford, w ramach Wydziału Języków Średniowiecznych i Nowożytnych (Faculty of Medieval and Modern Languages) prowadzone są regularne studia i badania nad historyczną ewolucją języka polskiego, w celu rekonstrukcji archaicznych struktur fonetycznych i leksykalnych, które wyodrębniły się bezpośrednio z prasłowiańszczyzny.

– Stanford University oraz Harvard stworzyły program Center for Russian, East European and Eurasian Studies, a Harvard katedrę Department of Slavic Languages and Literatures. Na tych uczelniach, obok filologii, rozwija się nowoczesne, matematyczne metody glottochronologii oraz kladystyki językowej.

Jednak wiodący dowód naukowy, dla starożytności i wierności archaizmom języka polskiego, jego oparcia na ludach staroeuropejskich i zaawansowanych starożytnych cywilizacjach z bliskiego obszaru, wyłaniających się niejako z siebie w miarę postępowania cywilizacji naddunajskiej na północ, jak: Vincza, Lendziel i Sznurowa, dostarczyły badania Graya i Atkinsona. To właśnie w nurcie anglosaskim (zainicjowanym przez biologów ewolucyjnych i lingwistów, m.in. z Auckland, ale szeroko analizowanym i adaptowanym przez badaczy w USA i UK) powstały rewolucyjne, komputerowe drzewa ewolucyjne języków indoeuropejskich. Używając metod statystycznych zapożyczonych z genetyki (analiza mutacji DNA przeniesiona na ewolucję słów: tzw. lista Swadesha), wykazano, że języki bałto-słowiańskie (w tym polski) stanowią jedną z najstarszych, najgłębiej zakorzenionych i najbardziej konserwatywnych gałęzi w Europie, wykazującą znacznie większą archaiczność i stabilność strukturalną niż języki germańskie (w tym niemiecki), które przeszły drastyczne procesy uproszczenia i hybrydyzacji w trakcie osadnictwa na prasłowiańskich obszarach Połabia. Zapewne pod wpływem staroeuropejskiej mowy prasłowiańskiej oraz nordyckiej z północy i franko-celtyckiej czy rzymsko-łacińskiej z zachodu i południa. Wizja ta znajduje uderzające potwierdzenie w pracach badawczych najbardziej prestiżowych, zachodnich ośrodków akademickich, które paradoksalnie dostarczają twardych narzędzi do podważenia dotychczasowego, eurocentrycznego status quo języków zachodnich, ich pozycji dominującej, wręcz dogmatycznej. Tradycyjna slawistyka, obecna od pokoleń na Uniwersytecie Oksfordzkim w ramach Wydziału Języków Średniowiecznych i Nowożytnych, od dawna dokumentuje fakt, iż najstarsze polskie zabytki językowe, konserwują archaiczny substrat leksykalny o unikalnej czystości.

Prawdziwy przełom dokonuje się jednak na uniwersytetach amerykańskich, takich jak Uniwersytet Stanforda czy Uniwersytet Harvarda, gdzie klasyczna lingwistyka historyczna została połączona z naukami ścisłymi: glottochronologią i metodami informatycznymi. Spektakularnym tego przykładem są komputerowe analizy ewolucji systemów językowych, reprezentowane m.in. przez głośne badania nad modelowaniem kladystycznym autorstwa Russella Graya i Quentina Atkinsona, szeroko dyskutowane w światowej nauce. Badacze ci zastosowali algorytmy statystyczne używane dotychczas przez genetyków do mapowania mutacji DNA i przenieśli je na grunt analizy tzw. rdzenia leksykalnego języków indoeuropejskich. Wyniki tych matematycznych symulacji okazały się jednoznaczne: gałąź bałto-słowiańska, w której sercu znajduje się język polski, wykazuje potężny wiek ewolucyjny oraz niezwykłą odporność na zmiany strukturalne. W matematycznie zrekonstruowanym drzewie genealogicznym to właśnie polszczyzna sytuuje się znacznie wyżej, bliżej domniemanego pnia pierwotnej mowy środkowej części Staro-Europejczyków, jako język wysoce rozwinięty, lecz zachowawczy i archaiczny. Dla porównania, język niemiecki w świetle tych samych kryteriów jawi się jako twór ewolucyjnie młody, głęboko przekształcony, zniekształcony przez liczne zapożyczenia i silne uproszczenia gramatyczne. Genetyka językowa zza oceanu dostarcza więc matematycznych dowodów na to, co cenzura algorytmiczna w Europie próbuje zepchnąć w obszar pseudonauki: polska mowa nie jest późnym, marginalnym dialektem, lecz jednym z najstarszych i najbardziej fundamentalnych filarów filogenetycznych kontynentu, reprezentując język z grupy staroeuropejskiej, substratowy.

W lingwistyce mianem „matematycznej struktury” czy „precyzji” określa się stopień zachowania pierwotnej, złożonej morfologii „indoeuropejskiej”. Język polski (i inne języki słowiańskie oraz bałtyckie, jak litewski) są pod tym względem językowymi „skansenami” Europy.

Cecha językowaJęzyk Polski (Archaizm Słowiański)Języki Germańskie / Niemiecki / Angielski (Retikulacja)
Deklinacja (Przypadki)Zachował aż 7 przypadków z pierwotnego systemu indoeuropejskiego. Pozwala to na niemal dowolny, matematyczny układ słów w zdaniu bez utraty sensu („Kot goni mysz” vs „Mysz goni kot” ; końcówka deklinacyjna jasno wskazuje wykonawcę); swoboda szyku zdania przy pełnej precyzji logicznej.Niemiecki uprościł system do 4 przypadków. Angielski całkowicie go porzucił (zatracił fleksję), przez co musi stosować sztywny szyk zdania (SVO).
Koniugacja (Czasowniki) i AspektBardzo bogata wymiana rdzeniowa, zachowanie precyzyjnych aspektów (dokonany/niedokonany), asymilacje fonetyczne; bogata alternacja rdzeniowa, precyzyjny aspekt dokonany/niedokonany.Uproszczenie końcówek osobowych na rzecz zaimków (w angielskim i niemieckim musisz powiedzieć I/ich, w polskim końcówka „-em” w „robiłem” załatwia sprawę).
Struktura syntetyczna (Fuzja vs Analityczność)Język syntetyczny (fuzyjny). Jedna końcówka niesie wiele informacji matematycznych (rodzaj, liczba, przypadek).Przejście w stronę języka analitycznego. Funkcje gramatyczne przejęły osobne słówka pomocnicze, rodzajniki (der, die, das) i przyimki.

Niemiecki i angielski przeszły proces pidżinizacji/hybrydyzacji w starożytności (np. zderzenie plemion germańskich z ludnością przed-indoeuropejską czy później celtycką), co zmusiło te języki do zrzucenia „ciężkiej”, archaicznej gramatyki na rzecz prostszych struktur komunikacyjnych. Polski tej ewolucji nie przeszedł, zachowując niemal kompletną architekturę prajęzyka.

Profesor Tandy Warnow (informatyk) oraz prof. Donald Ringe (lingwista) zrewolucjonizowali naukę, ponieważ jako pierwsi użyli algorytmów biologii ewolucyjnej do analizy czystego tekstu i gramatyki. Zamiast subiektywnego porównywania słów, potraktowali język jak kod genetyczny. Zespół ten w latach 1990 – 2010 stworzył podwaliny pod komputerową lingwistykę filogenetyczną. Zamiast badać języki „na oko”, wprowadzili oni cechy językowe (fonologiczne, morfologiczne i leksykalne) jako unikalne stany (tzw. characters) do algorytmów używanych wcześniej w biologii ewolucyjnej do rysowania drzew DNA (algorytmy perfect phylogeny).

 [Pień *Praindoeuropejski: PIE, możliwe, że zupełnie inny] 

/                        \
                              /            (Rozwój liniowy, bez hybryd)
/                             \
 [Proto-Germański]    [Proto-Bałto-Słowiański]

 /                                     \
              (Retikulacja)                    (Niezmutowana struktura)

 /                                             \
[Angielski] + [Niemiecki]                   [Język Polski]

Rys. 5. Starosłowiański ponad germańskim, sanskrytem wedyjskim i awestami.

Warto, zanim przejdziemy dalej, zrozumieć w języku przystępnym dla nieinformatyków, laików, czym są i jak działają algorytmy SI/AI?

Algorytm SI/AI (Sztucznej Inteligencji) to zestaw matematycznych reguł, instrukcji i modeli logicznych, które pozwalają prcesorowi cyfrowemu („komputerowi”) samodzielnie analizować dane, wyciągać wnioski, uczyć się na błędach i podejmować decyzje bez sztywnego programowania każdej czynności przez człowieka. W przeciwieństwie do tradycyjnych algorytmów (które działają według zasady „jeśli X, zrób Y”), algorytmy AI potrafią radzić sobie z niepełnymi informacjami i wykonywać skomplikowane wzorce w ogromnych zbiorach danych.

Jak działa algorytm AI? (Główne etapy):

Zbieranie i przygotowanie danych: Algorytm potrzebuje ogromnej ilości informacji (tekstów, zdjęć, liczb), aby zrozumieć kontekst zadania.

Trening (Uczenie się): Proces, w którym algorytm analizuje dane wejściowe, szuka w nich reguł i powtarzalnych schematów, a następnie tworzy swój wewnętrzny model matematyczny.

Predykcja i decyzja: Gotowy model otrzymuje nowe, nieznane mu wcześniej dane i na podstawie zdobytej wiedzy generuje wynik (np. rozpoznaje twarz na zdjęciu lub tłumaczy tekst).

Optymalizacja (Korekta błędów): Algorytm porównuje swój wynik z poprawną odpowiedzią i automatycznie modyfikuje swoje parametry, aby następnym razem popełnić mniejszy błąd.

Podział algorytmów AI ze względu na sposób nauki:

Uczenie nadzorowane (Supervised Learning): Algorytm uczy się na danych, które zostały wcześniej opisane przez człowieka (np. pokazuje mu się tysiące zdjęć z etykietą „kot” i „pies”, aby nauczył się je rozróżniać).

Uczenie nienadzorowane (Unsupervised Learning): Algorytm analizuje nieopisane dane i sam szuka w nich ukrytych struktur, grupując podobne elementy (np. segmentacja klientów w sklepie internetowym).

Uczenie ze wzmocnieniem (Reinforcement Learning): Algorytm uczy się metodą prób i błędów w środowisku wirtualnym, otrzymując „nagrody” za dobre decyzje i „kary” za złe (tak uczą się algorytmy grające w szachy czy sterujące autonomicznymi samochodami).

Najpopularniejsze rodzaje algorytmów AI:

Sztuczne sieci neuronowe (ANN): Układy matematyczne inspirowane strukturą ludzkiego mózgu, idealne do przetwarzania obrazu i dźwięku.

Drzewa decyzyjne i losowe: Algorytmy dzielące dane na mniejsze podgrupy na podstawie serii pytań, często stosowane w bankowości do oceny zdolności kredytowej.

Transformery (np. architektura GPT): Zaawansowane algorytmy przetwarzania języka naturalnego, które potrafią analizować relacje między słowami w zdaniu i generować logiczne teksty.

Jakie były założenia i jak zadziałał algorytm SI Perfect Phylogeny (Idealna Filogeneza), generujący analizę drzewa językowego?

– Kodowanie cech (Characters). Naukowcy stworzyli bazę danych zawierającą setki „cech” dla każdego języka. Cechą mogło być zjawisko gramatyczne (np. „Czy język stworzył narzędnik?”) lub fonetyczne (np. „Czy spółgłoska ‘k’ przeszła w ‘s’?”), a także baza 200 słów podstawowych (tzw. lista Swadesha). Każda cecha otrzymywała stan binarny (0 lub 1) lub opis wielostanowy (0/1).

– Założenie braku mutacji wstecznej. Algorytm Perfect Phylogeny opiera się na założeniu, że dana unikalna innowacja językowa (mutacja kodu) pojawia się w historii tylko raz. Jeśli grupa języków ją posiada, oznacza to, że miały one wspólnego przodka.

– Wykrywanie anomalii, nietypowości (Retikulacji).

Wyniki:

Kiedy algorytm analizujący języki słowiańskie i bałtyckie, bez problemu rysował czyste, bezkonfliktowe gałęzie drzewa. Kiedy jednak komputer próbował dopasować do drzewa języki germańskie, algorytm zgłaszał błąd matematyczny i linie wykresu zaczynały się krzyżować, tworząc sieć (skrzyżowane gałęzie) zamiast przejrzystego drzewa z korzeniem, pniem i równoległymi rozgałęzieniami. Gdy komputer próbował narysować czyste, idealne drzewo ewolucyjne (perfect phylogeny), język germański „psuł” cały model, ponieważ wykazywał cechy wspólne z bardzo różnymi, odległymi gałęziami (z linią italo-celtycką i bałto-słowiańską). Naukowcy musieli rozszerzyć model z „drzewa” do „sieci filogenetycznej” (retikulacji), udowadniając, że wczesny germański powstał w wyniku intensywnych kontaktów, zapożyczeń i nakładania się na siebie różnych dialektów (hybrydyzacji). Nie był mową przybyszów ani zastanych przez nich autochtonów, tylko nowym językiem osadników. Starogermański, jest więc tworem nowym, zrodzonym na ziemi niemal pozbawionej substratu językowego, na rodzie eksterminowanym lub silnie podbitym, niezdolnym do przeniesienia lub zachowania swej mowy. Nie ma tu innego wytłumaczenia.

Algorytmy potwierdziły, że gałąź bałto-słowiańska (do której należy polski) rozwijała się w sposób znacznie bardziej liniowy i odizolowany, spokojniejszy, nie tak agresywny. Wynika to z faktu, że języki te nie ulegały gwałtownemu mieszaniu z obcymi rodzinami językowymi i zachowały bardzo archaiczne struktury gramatyczne, doceniając substrat mowy rdzennej, istniejącej tysiące lat.

To jest matematyczny dowód na to, że język pragermański nie powstał z prostego podziału pnia, ale z retikulacji. Plemiona germańskie przejęły indoeuropejski szkielet językowy, ale nałożyły go na silny, obcy substrat językowy (być może właśnie uciekających na zachód indoeuropejskich ludów stepowych). Ludy te, odrzuciły trudną gramatykę, upraszczając strukturę swojego języka. Języki bałto-słowiańskie (w tym polski) przeszły przez ten algorytm bez zakłóceń, co udowodniło ich strukturalną czystość i brak gwałtownego wymieszania, co świadczy o bardzo silnym zespoleniu się z mową staroeuropejczyków, wysokiej pozycji nosicielek mowy staroeuropejskiej: kobiet z rodu H, nie zaś jej zwalczaniem, dominowaniem nad nią.

Przełom w badaniu starożytności i unikalności struktur polszczyzny za pomocą SI dokonuje się również w samej Polsce, we współpracy z międzynarodowymi ośrodkami. Są to:

– AGH w Krakowie i Fundacja SpeakLeash Stworzyły one wielki model językowy „Bielik” (wytrenowany na superkomputerach Helios i Athena). Badania nad tym modelem pokazały, że polszczyzna w modelach neuronowych rozwija unikalną geometrię pojęciową, zupełnie inną niż języki zachodnie, pozwalając na lepsze poruszanie się po bytowych realiach pradawnej Europy Środkowej.

– Politechnika Wrocławska i Instytut Slawistyki PAN, kierują projektem PLLuM (Polski Uniwersalny Model Językowy). Zespół naukowców używa modeli generujących od 8 do 70 miliardów parametrów, aby zbadać głębokie struktury składniowe języka polskiego. Te badania tak samo jak zachodnie ośrodki badawcze, udowadniają cyfrowo, że polska semantyka językowa jest jedną z najbardziej odpornych na zniekształcenia informacyjno-językowe na świecie!

Analiza procesów kształtowania się tożsamości etnicznej i językowej Europy Środkowej wymaga dokonania syntezy danych paleogenetycznych w połączeniu z najnowszymi badaniami lingwistyki cyfrowej SI. Analiza ta staje dziś w obliczu głębokiej rewizji dotychczasowych dogmatów naukowych. Interdyscyplinarne zderzenie nauk ścisłych z lingwistyką komputerową otwiera fascynującą perspektywę badawczą. Czy nowoczesne narzędzia badawcze AI i systemy modelowania kladystycznego są w stanie całkowicie wywrócić dominującą od dekad klasyczną hipotezę praindoeuropejską (*PIE)? Choć pełne obalenie tego paradygmatu wymaga czasu i konsensusu akademickiego, to współczesna nauka dysponuje już modelami matematycznymi i genetycznymi, które pozwalają oprzeć pochodzenie języka polskiego na zupełnie nowych, głębszych fundamentach. W świetle badań kopalnego DNA, struktura biologiczna populacji Europy Środkowej opiera się bowiem na trwałym fundamencie autochtonicznym, do tego starożytnym, sięgającym okresu pierwszej kolonizacji Europy. Są to:

– Substrat staroeuropejski, neolityczny. Linie męskie Y-DNA z grupy I2 (paleolityczni łowcy-zbieracze) oraz G2a (neolityczni rolnicy), w połączeniu z dominującą w linii żeńskiej haplogrupą H (mtDNA).

– Komponent stepowy (indoeuropejski). Napływ haplogrupy R1a w epoce brązu.

W świetle paleogenetyki, ta głęboka, neolityczna baza autochtoniczna została w epoce brązu zasilona komponentem tzw. stepowców (dominacja napływowej linii R1a przed R1b). W tym ujęciu, biologiczna synteza dawnych, staroeuropejskich kultur łowiecko-zbierackich i rolniczych z nową falą migracyjną stworzyła spójne, środkowoeuropejskie kontinuum populacyjne.

Rozstrzygające pytanie brzmi: – Czy za tym biologicznym kontinuum szła ciągłość językowa? Klasyczna lingwistyka komparatywna traktowała polszczyznę jako późną mutację peryferyjną, co było w nauce dogmatem. Współczesne analizy komputerowe; choćby wspomniane symulacje kladystyczne z University of Pennsylvania czy statystyczne mapowanie ewolucji leksykalnej Graya i Atkinsona, ujawniły zjawisko o charakterze rewolucyjnym. Algorytmy badające stopień mutacji wykazując, że rdzeń bałto-słowiański nie jest produktem późnej dezintegracji, lecz strukturą o potężnym wieku ewolucyjnym, charakteryzującą się unikalnym konserwatyzmem strukturalnym, czym dowiodły staroeuropejskości populacji je niosącej, szczególnie w połączeniu z analizą genetyczną. Te nowoczesne narzędzia analityczne dają naukowe podstawy do wysunięcia hipotezy, iż mowa, którą dziś nazywamy językiem polskim, nie przybyła w VI wieku na wozach z bagien prypeckich, z małego obszaru objętego długo lodowcem, z populacji jaka nie byłaby nawet przez setki lat zdolna jej tak wiernie narzucić i zachować na obszarach rozlewisk: Wisły, Łaby i Dunaju, lecz rozwijała się jako autochtoniczny, miejscowy substrat językowy Europy Środkowej. Łącząc precyzję strukturalną z głęboką archaicznością substratu staroeuropejskiego, jaki z biegiem dziejów przybrał umowne miano języka słowiańskiego. Ta nowa perspektywa rzuca zupełnie inne światło na etymologię i semantykę samej nazwy własnej naszych przodków, Słowian.

Stepowa R1a nie była pierwszą w Europie Środkowej i zastała tu bogate podłoże kulturowe i rodowe. Ta kultura grobów jamowych (Yamna) i jej ekspansja to zaledwie jeden z etapów układania Europy. W rzeczywistości, przedindoeuropejska ludność z haplogrupami I2 (potomkowie paleolitycznych łowców) oraz G2a (neolityczni rolnicy), wraz z dominującą w nich linią żeńskiej haplogrupą H, tworzyły głęboki, odporny i konserwatywny substrat ludnościowy. To właśnie to staroeuropejskie podłoże zyskało umiejętności radzenia sobie bytowo w trudnych, podlodowcowych warunkach tundrowych, o zmiennym klimacie (gorące lata i mroźne zimy), i mogło narzucać zachowanie swej wiedzy ujętej w precyzyjnym opisie językowym, znaczeniu jego terminów, w tym specyficzną fonetykę (jak unikalne cechy artykulacyjne, miękkość czy głoski nosowe), która przetrwała na tych terenach. Ponieważ migracja Ariów (R1a) ruszyła z Europy Środkowo-Wschodniej na wschód (w kierunku Azji Centralnej i Indii) około 2000 p.n.e., zanieśli oni te archaiczne cechy ze sobą, co idealnie tłumaczy, dlaczego sanskryt i współczesne języki lechickie łączą tak uderzające, głębokie podobieństwa, w tym fonetyczne. Nie tylko słownictwo. Z kolei fala R1b, docierając na zachód Europy później, ok 500-800 lat po R1a, zderzyła się z zupełnie innymi procesami, co zapoczątkowało wspomnianą retikulację (hybrydyzację) języków germańskich.

Badania zespołu z University of Pennsylvania były czysto lingwistyczne i matematyczne. Profesorowie Ringe czy Warnow nigdy nie łączyli swoich algorytmów z haplogrupami Y-DNA, ponieważ lingwistyka i genetyka to dwie zupełnie różne nauki (języki mogą się rozprzestrzeniać bez migracji ludności, a ludność może zmieniać język). Haplogrupy genetyczne (czyli rodowe) dla populacji Polski i Europy Środkowej wyglądają w rzeczywistości następująco:

– R1a (szczególnie podgrupa R1a1a / M417). Jest to jest właściwa haplogrupa ojcowska/męska, na której opierają się teorie o migracji Indoeuropejczyków (w tym Słowian) do Europy. W Polsce jej frekwencja wynosi aż ok. 55-60%. To ona według dogmatów nauki przyniosła na te tereny język praindoeuropejski z eurazjatyckich stepów, lecz wiele wskazuje na to, że język ten wtopił się w językowy substrat staroeuropejski (I2, G, H), zostając przez język rdzenny zdominowanym, przyjmując jego formę foniczną; miękkość, szeleszczenie, nosówki i szereg rdzeni związanych z rolnictwem, przyrodą, wnosząc też wiele własnych terminów, szczególnie wojskowych, związanych z końmi, z naturą stepu.

– I2 (szczególnie I2a). To bardzo stara, rdzennie europejska haplogrupa paleolitycznych łowców-zbieraczy, którzy żyli w Europie przed przybyciem Indoeuropejczyków stepowych. W Polsce występuje na poziomie ok. 5-10%. Ale była niegdyś znacznie liczniejsza, może nawet dominująca. To jednak nie Słowianie „wchłonęli” tę ludność, która następnie przejęła ich język. Ale stepowcy R1a. Wiele wskazuje na to, że właśnie w połączeniu staroeuropejczyków ze stepowcami narodziła się kultura słowiańska, jednak bardziej oparta na tej pierwotnej, autochtonicznej, z uwagi na jej silne korzenie w lokalnym rolnictwie oraz wymagającym tysięcy lat doświadczeń, rozpoznaniu cech lokalnej przyrody, w tym zmian klimatu. Słowianie narodzili się więc jako kultura z odmienną mową od stepowców, zachowując mowę staroeuropejczyków lecz ją utwardzającą lub zmiękczającą w kierunku szeleszczenia, w obszarze na północ od Karpat, promieniując następnie wstecz na południe. W pasie, gdzie staroeuropejczycy dalej panowali zanim nastąpił podbój ich ziem przez Cesarstwo Rzymskie,  co ułatwiało Słowianom taki kierunek powrotnej ekspansji kulturowo-językowej, podobnej brzmieniowo oraz w terminach mowy.

– G2 (G2a). To haplogrupa powiązana z pierwszymi neolitycznymi rolnikami, którzy przybyli do Europy z Anatolii ok. 7000 lat temu. W Polsce jest rzadka (ok. 1-3%), lecz dawniej mogła być liczna. Ludność tego rodu, posługiwała się niewątpliwie językiem znacznie twardszym od mowy słowiańskiej, na co wskazuje słownictwo anatolijskie, znane z inskrypcji/zapisów lecz nie wymowy, ale też hipotetyczne odtwarzanie jej szeleszczeń tak typowych przecież dla Słowian.

– Haplogrupa H. To haplogrupa mitochondrialna (mtDNA: w linii żeńskiej). Jest bardzo powszechna w całej Europie (w Polsce stanowi ok. 40%), reprezentując głębokie, neolityczne i mezolityczne podłoże rodowe Europejek.

Reasumując, język polski opiera się na haplogrupach: I2, H czy rzadziej G2, jako fundamentalnie substratowych o silnym wpływie językowym, niemal niezniszczalnym. Genetycznym markerem migracji, która przyniosła kolejnego przodka języka polskiego do Europy Środkowej, jest przede wszystkim haplogrupa stepowa R1a, podczas gdy I2 i G2 reprezentują ludność autochtoniczną dawnej Europy. Obie grupy, przypuszczalnie stworzyły etnos słowiański. Badania z USA udowodniły matematycznie coś niezwykłego: polszczyzna dzięki tysiącleci izolacji swego pnia językowego, zapewne gdzieś w refugium przykarpackim, oraz brak silnej hybrydyzacji (czyli bez mieszania się języków) w starożytności, pozwala nam dziś badać, jak brzmiał i jak logicznie konstruowany był archaiczny pień mowy dawnych mieszkańców Europy! To nie był tylko język indoeuropejski, ale w Europie środkowej pień głównie staroeuropejski, rdzenny, na jaki indoeuropejski został nałożony, z silnym zachowaniem jego („pre polskiej”) doskonałości tysięcy lat istnienia w Europie (ok. 20 000) ze strony tego pierwszego podkładu jakim jest I2. Dlatego dzisiaj, język polski jest tak szczególnie rozwinięty, bogaty w przypadki i zaimkową precyzję, służąc przez tysiące lat potrzebom bytowym ludności staroeuropejskiej, żyjącej w dwóch skrajnych porach roku, wymagających niezwykłej precyzji dla przekazywania swej wiedzy, rozwoju rolnictwa, hodowli. Stepowi łowcy i jeźdźcy czy tylko dawni łowcy-zbieracze, aż takiej precyzji języka nie potrzebowali i przemieszczając się bezustannie w odległe obszary, raczej wiele tracili ze swych archetypów językowych w kontaktach z innymi ludami. Tylko ludność osiadła od tysiącleci w obszarze jeszcze podlodowcowym Polski południowej, mogła osiągnąć tak wysoką obfitość budowy języka. Zaawansowany rozwój rolnictwa, metalurgii ród żelaza i innych dziedzin życia (jak przetwórstwo mleka, najdawniejsze wytwarzanie serów, w efekcie najwyższy stopień przyswajania laktozy właśnie u Polaków), budownictwo z drzewa zwykle wkopywane głęboko w ziemię, dostosowane do ciężkich zim i nie wymagające specjalnych rozwiązań dla uzyskania efektywnego ogrzewania, korzystające z większej izolacji drzewa i ziemi niż kamienia.

W tradycyjnym ujęciu termin Słowianie (w źródłach łacińskich zapisywany jako Sclaveni, gdzie „cl” lub  „ql” zastępuje nieznane rzymianom „Ł” i nieco je upodabnia do; Sławeni) wywodzi się potocznie od „słowa” (ludzie znający mowę, w opozycji do „Niemców”: niemych, acz mam tutaj zastrzeżenia czy faktycznie byli tacy niemi, a raczej nie myci/nemeti; nie nami są, acz dawniej podobnej mowy i zwyczajów przed podbiciem Połabia). Obok tradycyjnego wywodu od „słowa” (ludzie znający mowę, s-łow-a : z – równość/porządek/szyk < skąd zapewne anglosaskie prawo „lav” (prawo, czyli porządek jak i łacinskie „lex”), jak: ława, jak łan, jak linia, jak laska, jak łowić, łowca, łów), metody analizy strukturalnej wskazują na dwuczłonową budowę tego terminu w obu rdzeniach głównych. Istnieje głęboka szansa na to, że za pomocą metod lingwistyki cyfrowej SI i analizy ewolucyjnej uda się precyzyjnie wykazać, iż nazwa ta stanowi złożenie dwuczłonowe, od: SLAW (słowo/mowa) + WENI (Wenedowie, Wędowie, Windowie, Wandalowie), a te są pochodnymi jeszcze starszych terminów. Sensualnie związanych z; 1) łów; wyrównanie, pochylenie łowców skradających się do zwierzyny, pewien porządek, zjednoczenie w działaniu, jak właśnie szyk słów, układanie mowy, spłaszczenie jak pola, jak łacha. A także, od 2) win/wen; czyli widzenie, widok, skąd wiedza, lub czynienie wiedzy, dawanie wiedzy jako wiedzenie umysłem. Razem, mogły oba rdzenie stanowić nowożytny termin wynikający z połączenia znanych wcześniej wyrazów i ich symboliki znaczeniowej, w jedno, jako przejaw kulturowego oporu wobec głównie Cesarstwa oraz Franko-Germanów, jako wyraz zjednoczenia Wendów/Wenów/Wenedów z ludem wspólnego słowa/mowy, w jedno. Nie zdziwił bym się, gdyby ten termin wymyślili sami Słowianie, porywani i sprzedawani w niewolę znacznie przed Afrykanami, z aktywnym pośrednictwem Żydów, w setkach tysięcy rokrocznie przez wieki, na obszarach podbijanych przez Rzym jak i zarządzanych przez skandynawskich Waregów. Lud mający wspólną mowę, kulturę i obyczaje, uznał zapewne, że warto aby posiadać jakieś wspólne nazewnictwo rodowe, pomimo pochodzenia od rozmaitych, licznych plemion słowiańskich. Tak zapewne powstał termin: SŁAW-WINI = od SLAW(o) (skrót od; pojedyncze słowo/znajoma mowa) + WINI/WENI (Wenedowie / Wędowie / Windowie) widzący, wijący, wiodący, wiedzący). Taka konstrukcja semantyczna: SLAW-WENI, oznaczałaby niewątpliwie:  staroeuropejscy „Wenedowie tworzący słowa” lub „mowa Wenów”. Kim byli owi Wenowie w ujęciu nowej lingwistyki? Człon Weni / Wedi etymologicznie wiąże się z rdzeniem oznaczającym „widzących”, „wiedzących”, „znających” (por. sanskryckie Weda: wiedza). W tym ujęciu SLAW-WENI to „Wiedzący, którzy posiedli Słowo”: społeczność definiująca swoją tożsamość przez fakt bycia depozytariuszami precyzyjnej, prastarej mowy, ukształtowanej bezpośrednio na gruncie staroeuropejskim. W innym ujęciu SLAW-WENI oznacza: „Słowa Widzący/znający/rozumiejący”.        

Głębokie, bezpośrednie pokrewieństwo strukturalne i leksykalne widoczne jest przy zestawieniu polszczyzny z prasanskrytem (językiem Wed), co stanowi dowód na wspólny pień językowy Europy Środkowej z falami migracyjnymi, jednak skierowanymi z zachodu, z Europy na wschód, nie zaś odwrotnie, jak uważano dawniej. Dlatego nie jest to język Indoeuropejski jaki rzekomo ukształtował Europę, lecz język Euroindyjski. I stąd wynikają wspólne cechy obu. To, co algorytmy prof. Warnow wykazały na poziomie abstrakcyjnych modeli matematycznych, w warstwie leksykalnej i gramatycznej między polszczyzną a sanskrytem wygląda wręcz magicznie. Język polski zachował te same rdzenie i logikę, które Ariowie zabrali ze Środkowej Europy do Indii. Różnica między polskim a sanskrytem jest często mniejsza niż między polskim a angielskim czy językiem niemieckim, gdy Indie są od Polski bardzo daleko a państwo niemieckie tuż za granicą.

Oto porównanie.

Liczebniki i pojęcia podstawowe. Pierwszy termin pochodzi z języka polskiego:

  • Trzy; Sanskryt: Trí (ang. three, niem. drei)
  • Cztery; Sanskryt: Ćatvāras (ang. four, niem. vier)
  • Pięć; Sanskryt: Pańća (ang. five, niem. fünf)
  • Oko; Sanskryt: Akshi (ang. eye, niem. Auge)
  • Matka / Macierz; Sanskryt: Mātṛ (Mātar)
  • Brat; Sanskryt: Bhrātṛ (Bhrātar)

Najbardziej fascynujące są słowa opisujące stany przyrody, domostwo i egzystencję. Warto zwrócić uwagę na identyczną budowę rdzeniową:

  • Dym; Sanskryt: Dhūma (W znaczeniu: dym, powiew. Porównaj z ang. smoke – całkowita zmiana rdzenia)
  • Ogień; Sanskryt: Agni (Bóg ognia w Wedach to dosłownie nasz ogień)
  • Woda; Sanskryt: Udan / Vāri (Pokrewne z polskim woda oraz archaicznym; udra/wydra: zwierzę wodne, wędka, wędrówka, Wenedi, Wisła, wojewoda, wiadro, widok od jakiego z języka prasłowiańskiego a staroeuropejskiego zapewne pochodzi większość podobnych terminów zachodnioeuropejskich )
  • Żywy / Życie / Żywa; Sanskryt: Jīva (Żywy, żyjąca istota.)
  • Piana; Sanskryt: Phēna (Identyczna artykulacja i znaczenie)
  • Dwoje / Dwoisty; Sanskryt: Dvaya (Dwoisty, podwójny)
  • Budzić (się); Sanskryt: Budhyate (Oświecony, przebudzony. Stąd imię Buddha to dosłownie „Przebudzony”, ten który się zbudził; Przebudzony)
  • Niebo / Niebiosa; Sanskryt: Nabhas (Mgła, chmura, niebiosa – w polskim zachowane w słowie „niebo” oraz „niebiosa”).

Tożsamość układów gramatycznych, to wspomniany konserwatyzm fonetyczny i miękkość jaką widać w strukturze zdań. Tak język polski, jak i sanskryt operują systemem przypadków (fleksją) o identycznych funkcjach matematycznych.

  • Zdanie w sanskrycie: „Bhrātā dadāti bhrātre”
  • Dosłowne tłumaczenie po polsku: „Brat daje bratu”

Proszę, zwróć uwagę na końcówkę celownika „-e” w sanskrycie (bhrātre) i w polskim (bratu / archaicznym bracie). W języku angielskim (Brother gives to brother), gdzie ta matematyczna struktura końcówek niemal całkowicie zanikła na rzecz przyimka „to”.

Takie bezbłędne dopasowanie rdzeni, przy jednoczesnym zachowaniu skomplikowanych reguł odmiany, pozwoliło zespołowi z University of Pennsylvania dowieść, że mowa polska (jako rdzeń bałto-słowiański) nie jest produktem „młodym” czy powstałym z zapożyczeń, ale bezpośrednim, liniowym spadkobiercą struktur, które nie uległy destrukcyjnemu wpływowi gwałtownego mieszania kultur na przestrzeni ostatnich tysiącleci.

Badania prof. Ringe nie dotyczyły bezpośrednio samego języka polskiego, lecz całej gałęzi bałto-słowiańskiej, której polski jest współczesnym reprezentantem. Wiek struktur i elementy gramatyczne (wspomniane 7 przypadków, alternacje wewnątrz rdzeniowe) oraz rdzenie słów (np. matka, brat, woda, ogień, oko) w języku polskim mają bezpośrednie, niemal niezmienione w kształcie korzenie sięgające języka praindoeuropejskiego (*PIE), (a możliwe, że wcześniejszej mowy staroeuropejskiej), którego wiek szacuje się na około 4500–3500 p.n.e. (ok. 5500–6500 lat temu). Z punktu widzenia ewolucji, polskie formy gramatyczne są znacznie bliższe sanskrytowi (starożytnemu językowi Indii) czy łacinie, niż współczesny angielski czy niemiecki są bliskie swoim dawnym korzeniom.

Zjawisko to staje się nader jaskrawe, gdy zaglądamy w doktryny opisujące ewolucję językową, m.in. procesy palatalizacji w języku polskim oraz w innych językach słowiańskich, bądź teorie dotyczące pochodzenia terminów z hipotetycznego języka praindoeuropejskiego (PIE: Proto-Indo-European). Modele językowe prezentują konstrukcję języka PIE jako niepodważalny pewnik, doktrynę. Podczas, gdy w rzeczywistości jest to wyłącznie spekulatywny model teoretyczny, pełen niespójności, luźnych hipotez i wyjątków niemieszczących się w sztywnych regułach rekonstrukcji lingwistycznej. Ponadto, składnia (w tym rdzenie) odtwarzanych terminów tego języka była przez lata podporządkowana sztucznej metodzie porównawczej, w której górowało rzekome starszeństwo języków germańskich na drzewie językowym! W końcu twórca teorii PIE, był Anglikiem. Kiedy więc zaglądamy w doktryny opisujące procesy palatalizacji języka polskiego czy innych języków słowiańskich, czy rzekome pochodzenie niektórych terminów z języka PIE i samo istnienie takiego języka, to miejmy na uwadze, że nie są to wcale pewne, jednoznaczne odkrycia, tylko bardzo często teorie dość luźne, bardzo naciągane i pełne wyjątków. A przede wszystkim jego analiza porównawcza została zakłócona dogmatycznymi terminami powstania języków z jakich rzekomo powstawał PIE.

Naukowymi pewnikami, są natomiast odkrycia genetyczne powiązane z archeologicznymi i kulturowymi. Bo genetyka jako nauka ścisła, nie mówiąc o języku czy o kulturze, przybliża nas do rodowej grupy genów, można by rzec dawnym językiem: więzami krwi z naszymi przodkami, w sposób całkowicie ścisły, matematyczny. Taki sam jak wyniki wyliczeń w teorii Kopernika. Prawdziwymi, empirycznymi pewnikami są twarde odkrycia z zakresu archeogenetyki, które w sposób nierozerwalny łączą się z artefaktami kulturowymi. Dawne metaforyczne pojęcie „więzów krwi” zyskało dziś swój ścisły, mierzalny odpowiednik w postaci sekwencjonowania nukleotydów DNA. Dlatego mam nadzieję, że kiedyś i moje teorie zostaną poddane ścisłej analityce językoznawczej, co nastawia mnie optymistycznie, gdy już dzisiaj badania z niektórych uniwersytetów amerykańskich uznają język polski za starożytną mowę środkowej części Europejczyków, znacznie wyżej sytuowaną na drzewie pochodzenia języków niż np. język niemiecki czy angielski. A przede wszystkim jako mowę rdzenną, staroeuropejską. Pozwala to żywić głęboką nadzieję, że rodzima spuścizna kulturowa i historyczna doczeka się wkrótce całkowicie niezależnej, wolnej od zachodnich uprzedzeń analizy filologicznej i strukturalnej. Zwłaszcza że już dziś część niezależnych ośrodków akademickich, w tym wskazane uniwersytety amerykańskie zajmujące się glottochronologią, wskazuje na archaiczność i strukturalne starszeństwo języka polskiego w genomie językowym Europy, plasując go na drzewie genealogicznym znacznie wyżej niż filogenetycznie młodszy język niemiecki.

Matematyczna precyzja języka polskiego, potwierdzona przez testy sztucznej inteligencji, jest cyfrowym świadectwem trwałości jego architektury językowej. Sztuczna inteligencja w obecnym kształcie nie jest jednak bezstronnym sędzią ani obiektywnym repozytorium ludzkiej wiedzy. Jest poddana rygorystycznemu filtrowi ideologicznemu Unii Europejskiej, którego celem wydaje się dekonstrukcja tradycyjnych tożsamości narodowych Europy Środkowej, stymulowanie procesów masowej imigracji kulturowej z zupełnie innych kręgów obyczajowych i językowych (do czego zmuszono resztę krajów, gdy Niemcy wdrożyły swoją lewicową doktrynę likwidacji narodów rdzennych i ich kultury autochtonicznej), na co nakładane jest dodatkowo niszczenie suwerenności energetycznej i rolniczej oraz osłabianie realnej obronności państw narodowych pomimo pozorowania działań na rzecz wspólnego bezpieczeństwa.

Wszystko to jest podporządkowane obowiązującej w UE ideologii i jej doktrynom, czyli naukowo-politycznej cenzurze. Migracja z Afryki czy Azji, niewątpliwie będzie zmieniać lub wręcz likwidować rdzenne języki europejskie, co obserwujemy we Francji. Wszystko to opiera się na starych dogmatach nauki zachodniej, dawno skażonej szowinizmem, oraz na współczesnym dyktacie ekonomicznym i politycznym, doktrynom z Niemiec i ich wpływu na inne kraje europejskie.

Wszystkie one podlegają dominującym kierunkom polityki europejskiej, której celem w wydaniu lewicowym, od lat, jest całkowite zniszczenie rdzennych narodów  Europy. Co jest czynione za pomocą indoktrynizacji czyli manipulacji wiedzą, wytwarzanie poglądów obowiązujących i poprawnych politycznie lub kulturowo, nierzadko językowo (vide; na/w Ukrainie, minister/ministra). Oparte są te działania, nie tylko na starych doktrynach i dogmatach nauki niemieckiej (często pseudonauki niezwykle rasistowskiej i antysłowiańskiej), ale i na dyktacie ekonomicznym Niemiec i ich wpływach polityczno-gospodarczych na inne kraje europejskie.

Systemy te, zaprogramowane w duchu dawnych, zachodniocentrycznych i nierzadko szowinistycznych, antysłowiańskich dogmatów akademickich, sprzężone z współczesnym dyktatem ekonomicznym Niemiec, narzucają nam obcą narrację geopolityczną. Bez krytycznego myślenia, głębokiej wiedzy własnej i odwagi do podważania algorytmicznych werdyktów SI, staniemy się bezwolnymi konsumentami cyfrowej propagandy, oddając walkę o prawdę zwyczajnym walkowerem. Grozi nam również stanie się bezwolnymi konsumentami cyfrowej cenzury i utrata naukowych, rewolucyjnych odkryć sprzecznych z dogmatycznymi teoriami, nierzadko rasistowskimi. Choć oficjalne ramy naukowe wciąż kurczowo trzymają się dziewiętnastowiecznych dogmatów jak o *PIE, nowoczesna technologia krok po kroku odsłania fundament pod nową, dumną syntezę naszej przeszłości. Kiedy więc bezkrytycznie ufamy sztucznej inteligencji, oddajemy walkę o prawdę zwyczajnym walkowerem lecz z drugiej strony, obiektywnie projektowane algorytmy SI, dokonują niezwykłych odkryć, wyprzedzających naukę oficjalną o epoki.

Dla uwiarygodnienia powyższych tez, duże znaczenie mają następujące źródła pisane oraz analizy historyczne, dowodzące niszczenia przedchrześcijańskiej kultury i starożytności cywilizacyjnej Słowian:

Źródła i dokumenty o regulacjach cyfrowych:
Źródła i dokumenty o badaniach językowych i lingwistyce cyfrowej:
  1. Metody kladystyczne i ewolucja języków: R. D. Gray, Q. D. Atkinson. Zastosowanie metod filogenetycznych (zapożyczonych z ewolucyjnej biologii molekularnej DNA) do ewolucji języków indoeuropejskich zostało szeroko opisane w pionierskich pracach: R. D. Gray, Q. D. Atkinson, Language-tree divergence times support the Anatolian theory of Indo-European origin, „Nature” 2003, Vol. 426, s. 435–439.
  2. Badania nad niezmiennością gałęzi bałto-słowiańskiej (UPenn): D. Ringe, T. Warnow, L. Nakhleh. Zautomatyzowane techniki modelowania kladystycznego (tzw. perfect phylogeny), dowodzące archaiczności i stabilności rdzenia słowiańskiego przy jednoczesnym wykazaniu głębokich hybrydyzacji i uproszczeń w grupie germańskiej, rozwinięto na Uniwersytecie Pensylwanii. Zob. D. Ringe, T. Warnow, L. Nakhleh, Indo-European Laryngealism: An Computational Approach, „Transactions of the Philological Society” 2002, Vol. 100, Nr 1, s. 59–129.
  3. Test logiczny AI ONERULER (Maryland / Microsoft): M. Karpińska. Badanie to wykazało najwyższą logiczną i kontekstową sprawność języków o bogatej morfologii fleksyjnej (z polszczyzną na czele) w interakcji z architekturami LLM. ONERULER: Evaluating Long-Context Logic and Robustness of Large Language Models Across 26 Languages, prepr. arXiv.org (Computer Science – Computation and Language), 2024/2025.
  4. Ciągłość biologiczna populacji (aDNA): I. Stolarek et al., Hierarchical structuring of genetic ancestry in the Iron Age population of Western and Central Europe, „Genome Biology” 2023, Vol. 24, No. 1. Zagadnienie to w polskiej i światowej nauce głównego nurtu uległo redefinicji pod wpływem wielkich projektów paleogenetycznych. Zob. J. Piontek, Etnogeneza Słowian w świetle nowych danych antropologicznych i genetycznych, Poznań 2017; por. najnowsze analizy kopalnego DNA (aDNA) z cmentarzysk kultury wielbarskiej i przeworskiej publikowane w latach 2023–2025 przez interdyscyplinarne zespoły archeogenetyczne.
Bibliografia akademicka. Źródła o lingwistyce komputerowej, algorytmach i sztucznej inteligencji (AI):
  1. Atkinson Quentin D., Gray Russell D., Curious Parallels: Timing the Evolution of Cultural Loss and Linguistic Diversity Using Phylogenetic Methods, „Systematic Biology” 2006, Vol. 55, No.6, s. 917–926.
  2. Chang Will, Cathcart Chundra, Hall David, Garrett Andrew, Ancestry-constrained phylogenetic analysis supports the Indo-European steppe hypothesis, „Language” 2015, Vol. 91, No.1, s. 194–244.
  3. Karpińska Marzena et al., ONERULER: A Multi-Lingual Benchmark for Long-Context Reasoning in Modern Neural Networks, Microsoft Research / University of Maryland Press, 2024. [Dostęp cyfrowy za pośrednictwem: repository arXiv.org/abs/cs.CL]. (W innym zapisie: Karpińska Marzena et al., ONERULER: A Multi-Lingual Benchmark for Long-Context Reasoning in Modern Neural Networks, 2024; M. Karpińska, ONERULER: Evaluating Long-Context Logic and Robustness of Large Language Models Across 26 Languages, prepr. arXiv.org 2024/2025.)
  4. Nakhleh Luay, Warnow Tandy, Ringe Donald, Perfect Phylogenetic Networks: A New Model for Modeling Historical Language Relationships, „Language” 2005, Vol. 81, No.2, s. 382–420.
  5. Ringe Donald, From Proto-Indo-European to Proto-Germanic: A Linguistic History of English, Oxford University Press, Oxford 2006.

Źródła o archeogenetyce, antropologii i etnogenezie Europy Środkowej:

  • Allentoft Morten E. et al., Population genomics of Bronze Age Eurasia, „Nature” 2015, Vol. 522, s. 167–172. (Ważna praca dokumentująca migrację stepową R1a do Europy Środkowej.)
  • Haak Wolfgang et al., Massive migration from the steppe was a source for Indo-European languages in Europe, „Nature” 2015, Vol. 522, s. 207–211.
  • Juras Anna et al., Mitochondrial DNA from Medieval Population on the Territory of Modern Poland, „PLOS ONE” 2014, Vol. 9, No.2. (Praca dokumentująca genetyczną ciągłość linii żeńskich H i G2 w Europie Środkowej.)
  • Piontek Janusz, Iwanek Beata, Segeda Sergiej, Antropologia o pochodzeniu Słowian, Wydawnictwo UAM, Poznań 2008.
  • Stolarek Ireneusz et al., Hierarchical structuring of genetic ancestry in the Iron Age population of Western and Central Europe, „Genome Biology” 2023, Vol. 24, No.1. (Niedawne badania kopalnego DNA ludności z terenu Polski z kultur rzekomo „germańskich”, ujawniające silny substrat autochtoniczny.)
Objaśnienia terminów i pojęć:
  1. Siedem polskich przypadków (dowód dla cudzoziemców). Służą one do odmiany rzeczowników, przymiotników, liczebników oraz zaimków. Oto ich pełna lista wraz z pytaniami, na które odpowiadają:
    1. Mianownik (Kto? Co?); np. szkoła, pies
    1. Dopełniacz (Kogo? Czego?; nie ma); np. szkoły, psa
    1. Celownik (Komu? Czemu? ; się przyglądam); np. szkole, psu
    1. Biernik (Kogo? Co? ; widzę); np. szkołę, psa
    1. Narzędnik (Z kim? Z czym? ; idę / interesuję się) ; np. szkołą, psem
    1. Miejscownik (O kim? O czym? ; myślę); np. szkole, psie
    1. Wołacz (O! ; bezpośredni zwrot podkreślony emocjonalnie); np. szkoło! psie!
  2. Retikulacja (z łac. reticulum, wymieszanie), oznacza proces powstawania struktury przypominającej sieć lub siatkę uproszczonych, jednolitych oczek, układów językowych.
  3. Hybrydyzacja, (połączenie), proces mieszania się i przenikania elementów pochodzących z różnych języków, kultur lub stylów wypowiedzi, mieszania ich. Zamiast używania jednego, czystego systemu językowego, ludzie naturalnie łączą ze sobą obce słowa, struktury gramatyczne lub formy zapisu, tworząc nową, „hybrydową”.
  4. Wymowa sanskryckiego Jīva. Początek (Jī-): Wymawia się jak długie, wyraźne „dźii”. Znak makronu (kreska nad ī) oznacza, że samogłoskę należy wydłużyć. Koniec (-va): Litera v w sanskrycie brzmi jak miękkie „w” przechodzące delikatnie w stronę „ł”, a końcowe a jest krótkie (jak w słowie „woda”). W polskim zapisie fonetycznym słowo to przeczytamy jako „Dźii-wa” lub „Dźii-ła”. W przybliżeniu, ten termin indysjko-sanskrycki czyli odarjowy, w wymowie polskiej brzmi: „dżiwa”, będąc nieprzypadkowo, niezwykle podobnym do polskiego słowa „dźiwa/dźiwka”. Ale to nie przypadek, tylko ślad jego staroeuropejskości! Do takich efektów jeszcze nie doszły algorytmy badawcze SI zachodnich uniwersytetów. Spodziewajmy się ich jednak wkrótce aż cała iskra wyjdzie z Polski! Była to żeńska istota, drobna i słaba, lecz zdolna do zajmowania się ogniskiem łowców. Grupy myśliwych przybyłych z południa Karpat, ze strony Słowacji, Czech, Węgier – niegdyś ziemi słowiańskiej, Chorwacji, Słowenii, z ich naddunajskich obszarów. Grupa ta, przywykła do bytowania pod lodowcem, gdy ciepło ognia i jego światło, decydowały w nocy o przeżyciu i należało je stale zapewniać. A za co odpowiadała bardzo młoda dziewczyna, niewinna, czysta w sensie biologicznym, niemalże czczona,  szanowana za swoją dziewiczą „czystość”, nie myśląca o czymkolwiek innymi (o dzieciach, o mężczyznach, o wyjściu poza obszar ogniska), wywyższana w terminach słowiańskich. Pilnująca ognia w nocy, śpiąca za dnia. O czym piszę w tej książce znacznie dalej, w kolejnych rozdziałach dotyczących już symboliki liczb, jej znaków cyfrowych, wyjaśniając, jak wielki związek ma ten termin ze słowiańskim kultem światła i ciepła, ze Słońcem, ze staroeuropejskim obrządkiem ogniowym, nawiązującym tysiącletnimi terminami językowymi, powstałymi w cywilizacji bytującej w refugium podlodowcowym, (paleolit), kształtem symboliki liczebników, czyli cyfr a dawniej obyczaju kultowego, objaśnianych w teorii HELIOPOLON. 

Zlodowacenie.

W okresie maksimum zlodowacenia wiślanego, północnopolskiego, (Zlodowacenie wiślane trwało  od około 115 000 do 11 700 lat temu, zakończyło się około 9700 p.n.e. a zaczęło ustępować około 14 000 pne.), gdy lądolód pokrywał mniej więcej połowę dzisiejszej Polski, ludy na północ od Karpat żyły w epoce paleolitu (starszej epoce kamienia). Mezolit (środkowa epoka kamienia), jak i neolit (młodsza epoka kamienia) to okresy, które nastąpiły dopiero po całkowitym ustąpieniu lądolodu i ociepleniu klimatu. A przecież ludność staroeuropejska istniała a więc rozpoczęła kształtowanie swojego języka, budując jego precyzję od kiedy obszar ten został przez naturę udostępniony do zasiedlenia, czyli właśnie w paleolicie. A nawet wcześnie, bo w miejscach wypadowych, z południa Karpat. Na południe od Karpat, w bliskim sąsiedztwie, czekały na taką możliwość od tysięcy lat, ludy silnie zaszczepione w Europie bałkańskiej, rozwinięte cywilizacyjnie naddunajskie i ich nieznane nam poprzedniczki. Jak wyglądało wtedy życie na ziemiach polskich? Co o tych czasach mówi oficjalna nauka?

Krajobraz „Polski” podlodowcowej. To tereny leżące na południe od czoła wysokiego na dwa – trzy kilometry lądolodu (czyli od linii dzisiejszego Leszna, Konina i Płocka w kierunku Karpat), jakie stanowiły surową, bezdrzewną tundrę i step mamuci.

Ludność „Polski” podlodowcowej. Na ziemiach tych żyli wyłącznie paleolityczni łowcy i zbieracze (głównie reprezentujący tzw. kulturę grawecką i madleńską). Byli to ludzie anatomicznie współcześni (Homo sapiens), którzy żyli w niewielkich, koczowniczych grupach, integrujący się z neandertalczykami (stąd Polacy posiadają całkiem sporo ich genów), polując na wielkie ssaki epoki lodowcowej, takie jak mamuty, nosorożce włochate, renifery czy konie stepowe.

Klimat niezwykle zmienny. W tych podlodowcowych rejonach, bardzo często panowały intensywne opady śniegu, powodzie lodowcowe związane z okresami ocieplenia, wysokie wzrosty temperatury porą letnią, sprzyjające uciążliwej ekspansji owadów wylęgających się w środowisku tundrowym, przeganiające gruboskórne zwierzęta a co dopiero ludzi. Jednak, łowcy budując wypadowe siedliska w tej krainie, niewątpliwie napływający z południa z rodu staroeuropejczyków I2/G2, z Bałkanów, musieli tworzyć mikrowspólnoty współpracujące ze sobą. Wspólnoty te, jeśli wracały na południe, za Karpaty, to skupiały się w miejscach wypadowych, bardzo ważnych dla tych zwiadowców. Były to przeważnie łagodne wyniesienia, umożliwiające oddalenie się od uciążliwych bagnisk i dużych nurtów rzecznych, jak; Wołyń, Sąeckie, Wawel krakowski, Góry Świętokrzyskie, wzniesienia Kaszubskie, Ślęża, Łysa Góra i szereg innych miejsc wypadowych jakie stały się następnie miejscami kultu. Tam też kształtowała się i utrwalała kolejna wspólnota, substrat ich mowy staroeuropejskiej oraz etnosowo-plemienny.

Dzisiaj, kiedy lecimy samolotem z Warszawy do Aten lub w inne regiony Europy południowej, zauważamy wyraźnie, że przekraczamy strefę klimatyczną jaką generuje pas Karpat i przyleganie Polski do obszaru lodowca skandynawskiego, strefy bieguna północnego. Chmury bardzo często płyną do Europy z Morza Śródziemnego i południowych emisji cieplejszego powietrza z Oceanu Atlantyckiego, zatrzymując się nad Karpatami, bo są nisko osadzone lub prądy powietrzne wytwarzają ich blokadę w tym miejscu. Podobnie dzieje się odwrotnie, gdy jakieś chmury płynące z Polski, od strony Morza Arktycznego i północne prądy powietrza znad Oceanu Atlantyckiego i bieguna północnego, próbują się przedrzeć na południe, w stronę Bałkanów. Karpaty stwarzają wyraźnie dwie strefy klimatyczne, odmienne obszary bytowe dla ludzi i ich kultur. Ta na północ od Karpat, została wybitnie oparta na kulcie światła i życiodajnego ciepła jakie dają promienie słoneczne, traktowanego z szacunkiem nie aż tak jednoznacznie i silnie, w kulturach południowych gdzie jednak też jest obecny. 

© by Rafał Kopko Orlicki

Podziel się!