Klub Jagielloński: Taras Myszljajew – Ukraińcy bronili Polski w 1939 r. Zapomniała o nich i Polska, i Ukraina

Tytułem własnego wstępu Rafała Kopko Orlickiego:

„Mój dziadek Krasicki, z 5 Kresowej Dywizji Piechoty, walczyl pod Monte Cassino z Ukraińcami u boku i mniejszą częścią Żydów polskich, którzy nie zdezerterowali w Palestynie z Armii Gen. Andersa. Dziadek stracił możliwość chodzenia, ciężko ranny w nogi. Ci Ukrańcy jak  i Żydzi, którzy pozostali w tej Armii, uważali hitlerowskie Niemcy za największego wroga w tamtych czasach. Ukraińcy, podobnie traktowali Rosję. Zostali u boku Polaków, bo traktowali ich pomimo wzajemnych animozji, jako bratnich zołnierzy, jednej krwi słowiańskiej, czy podobnej kultury, języka. Niekiedy za wspólny naród tworzony jak to w dawnej Rzeczypospolitej, przez kilka narodów. Jak to opisał Wańkowicz. Nie wszyscy byli więc fanatycznie antypolscy. Gdyby tak było, nie byłoby wśród Ukraińców oddających życie za ratowanie Polaków przed oprawcami z UPA. W czym więc tkwi zasadniczy problem obecnych napięć miedzy nami? W tym, że Polacy mają całkowitą rację krytykując neobanderyzm na Ukrainie, od dawna kształtowany, wspierany przez oligarchię, ustawianą przez nią Wierchowną Radę i samego Prezydenta Zełenskiego. Na Ukrainie jest budowane od wielu lat, państwo oparte tak jak Niemcy htlerowskie, na nazizmie, na wspominaniu tworców jego zbrodni, czyli lekceważeniu ludobójstwa. Ukraińcy i Zydzi w polskim wojsku, tworzyli w istocie armię wymierzoną w każdy nazizm. Bo każdy, morduje i szykuje kolejne zagłady licznych ludzi, lekceważy cierpienie wychowuje w duchu wrogości i mordu. Dlatego, ten artykuł nie powinien uspokajać nas przez banderyzmem na Ukrainie, tylko właśnie przestrzegać w wyłuskiwać jak perły, tych Zydów i Ukraińców, którzy nazistowskich żołnierzy niemeickich nie witali kwiatami jak Żydzi w Łodzi czy Ukraińcy we Lwowie, tylko strzelali do nich i tłukli granatami, czym się dało przez cały okres wojny. Tak, jak byli Kozaci omamieni przez zdrajcę Rzeczypospolitej, B.Chmielnickiego, jaki za ochronę przed karą za swe zbrodnie jak ta pod Batohem, sprzedał Ukrainę Moskiwie, tylko szanując umowę w Hadziaczu, oszukaniu układem perejesławskim, widząc co Chwilnicki i Moskwa wyczynia z kozacką Siczą, walczyli u boku Polaków do końca, z rosyjską nawałą.  Potem, u boku Piłsudskiego i Petlury. Były ich dziesiątki tysięcy i należy ich przedstawiać jako hwałę Rusi – Ukrainy, w kontrze do UPA i Bandery. Pamiętajmy, że banderowcy z odłamu UPA, mordowali nawet własne oddziały sojusznicze jak OUN, deklarujące potrzebę wspólpracy z Polakami i sprzeciwiające się rzeziom na Polakach!. Tego Zełenski nie pamięta bo buduje z oligarchami zwykle określonego pochodzenia, trwałe podziały między Polską a Ukrainą, abyśmy zablokowali im wejście do UE i NATO. Oligarchia nie pragnie demokracji! A oligarchia nacjonalna nastawiona na przejęcie zemi ukrainskiej, zrobi wszystko aby nie dopuścić do powstania Intermarum / Międzymorza!.”

***

Ukraińcy bronili Polski w 1939 r. Zapomniała o nich i Polska, i Ukraina

W ukraińskiej pamięci II Rzeczpospolita często przedstawiana jest przede wszystkim jako państwo, które ograniczało rozwój ukraińskiej wspólnoty narodowej. Polacy zaś pamiętają głównie problemy związane z działalnością ruchu nacjonalistycznego zza wschodniej granicy. Obie te perspektywy pomijają jednak fakt, że we wrześniu 1939 r. II RP powołała pod broń także Ukraińców. W tym mojego pradziada.

W historii mojej rodziny zachowała się opowieść, która nie pasuje do dominujących narracji o polsko-ukraińskiej przeszłości. Mój pradziad stryjeczny zginął we wrześniu 1939 r. podczas obrony Warszawy. Był Ukraińcem, służył w Wojsku Polskim i poległ na Grotach, na zachodnich przedmieściach stolicy, kiedy sytuacja militarna Polski stawała się już niemal beznadziejna.

Nie był politykiem, generałem ani człowiekiem, którego nazwisko mogłoby znaleźć się w podręcznikach. Nie pozostawił po sobie pamiętników. Nie stał się bohaterem oficjalnego panteonu. Był jednym z wielu żołnierzy zmobilizowanych przez państwo, którego był obywatelem.

Jednym z wielu Ukraińców, którzy we wrześniu 1939 r. walczyli w mundurach Wojska Polskiego przeciwko III Rzeszy. Właśnie dlatego ta historia jest ważna. Nie pozwala bowiem sprowadzić polsko-ukraińskiej przeszłości do zestawu politycznych haseł i narodowych oskarżeń.

Trudna historia

W ukraińskiej pamięci II Rzeczpospolita często przedstawiana jest przede wszystkim jako państwo, które ograniczało rozwój ukraińskiej wspólnoty narodowej, nie ufało swoim ukraińskim obywatelom i stosowało wobec nich politykę administracyjnego oraz policyjnego nacisku. W polskiej pamięci wrzesień 1939 r. pozostaje natomiast przede wszystkim tragedią polskiego państwa i polskiego narodu.

Obie perspektywy mają swoje historyczne uzasadnienie. Obie jednak często pomijają fakt, że II Rzeczpospolita była państwem wielonarodowym, a jej armia nie składała się wyłącznie z etnicznych Polaków. We wrześniu 1939 r. Polski bronili także Ukraińcy, Białorusini, Żydzi, Litwini, Czesi, Niemcy oraz przedstawiciele innych wspólnot zamieszkujących przedwojenne państwo.

Ludzie ci posługiwali się różnymi językami, należeli do różnych Kościołów i mieli różny stosunek do polskiej państwowości. Nie wszyscy utożsamiali się z polską ideą narodową. Nie wszyscy uważali II Rzeczpospolitą za własne państwo w sensie emocjonalnym.

Jednak w chwili wojny znaleźli się w jednej armii, podlegali temu samemu dowództwu i uczestniczyli w obronie tego samego terytorium. Według szacunków polskiego historyka Waldemara Rezmera, w kampanii wrześniowej mogło służyć około 110 000 obywateli II Rzeczypospolitej narodowości ukraińskiej.

Nie była to zatem obecność symboliczna ani kilka wybranych postaci, które można przywołać przy okazji rocznicowych uroczystości. Ukraińcy stanowili istotną część zmobilizowanej armii. Wielu z nich poległo, zostało rannych albo trafiło do niemieckiej i sowieckiej niewoli.

Nie należy przy tym tworzyć nowej, wyidealizowanej opowieści o bezproblemowym polsko-ukraińskim braterstwie broni. Relacje pomiędzy państwem polskim a jego ukraińskimi obywatelami były trudne i pełne napięć. Za Ukraińcami zamieszkującymi II Rzeczpospolitą stało doświadczenie wojny polsko-ukraińskiej lat 1918–1919, klęski Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej oraz utraty Lwowa.

Pamiętano o pacyfikacji z 1930 r., ograniczeniach ukraińskiego szkolnictwa, konfliktach dotyczących ziemi, języka, Kościoła oraz reprezentacji politycznej. Polska administracja i część elit państwowych często postrzegały ukraiński ruch narodowy jako zagrożenie dla integralności kraju.

Nie wynikało to wyłącznie z uprzedzeń narodowych. Państwo polskie mierzyło się także z realną działalnością części ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego, w tym z zamachami terrorystycznymi i próbami destabilizacji państwa.

Nie było więc żadnej bezchmurnej wspólnoty. Były nierówność, wzajemna nieufność, konflikty polityczne i doświadczenie przemocy. Była jednak również wspólna przynależność państwowa oraz wynikające z niej obowiązki. Ukraińców powoływano do wojska jako obywateli II Rzeczypospolitej.

Pod jedną, polską flagą

Obowiązek wojskowy nie zależał od pochodzenia etnicznego. Ukraińscy chłopi, robotnicy, rzemieślnicy, studenci i mieszkańcy miast odbywali służbę zasadniczą, przechodzili do rezerwy, a latem i jesienią 1939 r. otrzymywali karty mobilizacyjne.

Dalszy przebieg wydarzeń był zwykle pozbawiony podniosłej symboliki. Punkt mobilizacyjny, koszary, transport kolejowy, batalion zapasowy, przydział do jednostki i wyjazd na front. Wojna sprowadzała wielkie pytania o naród, państwo i lojalność do bardzo konkretnych decyzji podejmowanych przez pojedynczych ludzi.

W Wojsku Polskim nie tworzono odrębnych ukraińskich jednostek narodowych. Ukraińskich poborowych rozpraszano pomiędzy różnymi oddziałami, między innymi dlatego, że władze nie chciały powstawania zwartych formacji złożonych z przedstawicieli mniejszości narodowych.

Ukraińcy byli potrzebni jako żołnierze, lecz zdecydowanie rzadziej dopuszczano ich do stanowisk dowódczych. Państwo oczekiwało od nich lojalności, choć samo często nie obdarzało ich pełnym zaufaniem. Właśnie w tym zawiera się jeden z największych paradoksów września 1939 r.

Państwo, które przez wiele lat traktowało znaczną część ukraińskiej ludności jako potencjalny problem bezpieczeństwa, w chwili śmiertelnego zagrożenia powołało ją do własnej obrony. Wielu ukraińskich obywateli, mimo wszystkich powodów do krytycznego stosunku wobec polskiej polityki, wykonało rozkaz mobilizacyjny, pozostało w swoich jednostkach i walczyło.

Nie wszyscy czynili to z entuzjazmem. Nie każdy walczył dlatego, że uważał II Rzeczpospolitą za realizację własnych narodowych aspiracji. Lojalność państwowa nie musi jednak oznaczać zachwytu nad państwem. Może wynikać z przyjętej przysięgi, poczucia obowiązku, więzi z towarzyszami broni, wojskowej dyscypliny albo przekonania, że agresor stanowi jeszcze większe zagrożenie.

Historia zna wiele przypadków, w których ludzie bronili państw niedoskonałych, niesprawiedliwych albo nie w pełni uznawanych za własne. Nie odbiera to znaczenia ich decyzjom. Przeciwnie, czyni te wybory bardziej skomplikowanymi i bardziej ludzkimi.

Ukraińcy służyli w jednostkach mobilizowanych na obszarze południowo-wschodnich województw II Rzeczypospolitej. Znaczną część żołnierzy narodowości ukraińskiej można było znaleźć między innymi w pułkach piechoty związanych z Tarnopolem, Stanisławowem, Stryjem, Kołomyją i innymi miastami regionu.

Walczyli na południu kraju, w Galicji, na Lubelszczyźnie, w obronie Lwowa, a także na innych odcinkach kampanii. Po 17 września 1939 r. część z nich znalazła się również wśród żołnierzy stawiających opór Armii Czerwonej. Fakt ten podważa sowiecką narrację o wkroczeniu do wschodnich województw Polski jako prostym „wyzwoleniu” ludności ukraińskiej i białoruskiej.

Społeczeństwo Zachodniej Ukrainy nie było jednolitą zbiorowością, która zgodnie oczekiwała przyjścia Moskwy. Ludzie mieli różne tożsamości, doświadczenia, interesy i wybory polityczne. Jedni odnosili się do polskiej państwowości wrogo, inni pozostawali wobec niej obojętni, jeszcze inni byli gotowi wykonywać wynikające z obywatelstwa obowiązki. Niektórzy zginęli w polskich mundurach, walcząc zarówno z Niemcami, jak i z Sowietami.

Pamięć nieobecna

Ukraiński żołnierz Wojska Polskiego jest postacią niewygodną dla kilku konkurujących ze sobą polityk pamięci. Nie pasował do pamięci sowieckiej, ponieważ burzył obraz ukraińskiej ludności kresów jako biernej masy oczekującej na wkroczenie Armii Czerwonej. Ukrainiec walczący w obronie polskiego państwa komplikował podział na polskich „ciemiężycieli” oraz ludność ukraińską rzekomo jednogłośnie witającą władzę sowiecką.

Historia ta nie zawsze znajduje również miejsce w polskiej pamięci. Określenie „polski żołnierz września” bywa bowiem rozumiane nie jako żołnierz państwa polskiego, lecz automatycznie jako etniczny Polak. W takim ujęciu znikają ukraińskie nazwiska, greckokatolickie i prawosławne rodziny, wsie wschodnich województw oraz biografie ludzi, którzy walczyli za Polskę, nie przestając być Ukraińcami.

Nie chodzi o odbieranie polskiego charakteru obronie państwa w 1939 r. Polska była podmiotem agresji, polskie społeczeństwo poniosło zasadniczy ciężar wojny, a Wojsko Polskie stanowiło armię polskiego państwa.

Uznanie obecności Ukraińców i innych mniejszości nie osłabia tej prawdy. Przeciwnie, pokazuje, że II Rzeczpospolita była realną wspólnotą polityczną, choć wspólnotą głęboko niedoskonałą i wewnętrznie skonfliktowaną.

Również w ukraińskiej pamięci żołnierze ci pozostają na marginesie. Ukraińskie doświadczenie XX w. posiada własne centralne punkty odniesienia: Ukraińską Republikę Ludową, Zachodnioukraińską Republikę Ludową, Wielki Głód, represje sowieckie, OUN, UPA, deportacje i walkę o niepodległość.

Ukrainiec w mundurze Wojska Polskiego nie mieścił się w tym panteonie. Nie walczył pod ukraińską flagą. Nie był częścią sowieckiego mitu zwycięstwa. Nie pasował również do narodowej narracji skupionej na walce przeciwko obcym państwom. Jego pamięć pozostawała więc często wyłącznie w rodzinie.

Jednym z najbardziej znanych przykładów takiej złożonej biografii jest Pawło Szandruk, były generał Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej, który w okresie międzywojennym służył jako oficer kontraktowy Wojska Polskiego. We wrześniu 1939 r. uczestniczył w walkach przeciwko Niemcom.

Po wojnie władze Rzeczypospolitej na uchodźstwie odznaczyły go Srebrnym Krzyżem Orderu Virtuti Militari. Jego późniejsza działalność pozostaje przedmiotem sporów i nie powinna być przemilczana.

Nie zmienia to jednak faktu, że we wrześniu 1939 r. ukraiński oficer walczył w szeregach Wojska Polskiego. Biografia Szandruka, podobnie jak losy tysięcy anonimowych żołnierzy, nie mieści się w prostych podziałach na narodowych bohaterów i narodowych wrogów.

Historii ukraińskiej obecności w Wojsku Polskim nie tworzyli jednak przede wszystkim oficerowie. Tworzyli ją mobilizowani chłopi, rzemieślnicy, robotnicy, urzędnicy, studenci i rezerwiści. Ludzie bez pamiętników, bez portretów w muzeach i bez nazwisk znanych opinii publicznej.

Nie tylko konflikty

Dla mnie najważniejsza pozostaje właśnie jedna z takich rodzinnych historii. Mój pradziad stryjeczny zginął na Grotach, na zachodnich obrzeżach Warszawy. Nie po prostu „gdzieś pod Warszawą”, lecz w konkretnym miejscu, na jednym z odcinków walk o polską stolicę. W tamtym rejonie polskie oddziały próbowały zatrzymać niemieckie natarcie i utrzymać dostęp do miasta dla jednostek przebijających się w kierunku Warszawy po bitwie nad Bzurą.

Nie znam jeszcze wszystkich szczegółów jego wojskowej drogi. Pozostało do ustalenia, w jakiej dokładnie jednostce służył, kiedy został zmobilizowany i w jakich okolicznościach zginął. Rodzinna pamięć zachowała jednak rzecz najważniejszą.

Był Ukraińcem, żołnierzem Wojska Polskiego i poległ podczas obrony Warszawy. Nie był symbolem idyllicznego polsko-ukraińskiego braterstwa. Był obywatelem skomplikowanego państwa, które miało wobec jego wspólnoty wiele win, ale które w chwili śmiertelnego zagrożenia powołało go pod broń. Ostatecznie to nie wielkie deklaracje polityczne, lecz jego obecność na polu walki stała się świadectwem obywatelskiej lojalności.

Ta historia nie unieważnia trudnych i bolesnych kart polsko-ukraińskiej przeszłości. Nie przekreśla konfliktów, dyskryminacji, przemocy i wzajemnych krzywd. Nie może służyć jako argument przeciwko uczciwej debacie o pacyfikacji, polityce narodowościowej II Rzeczypospolitej ani późniejszych zbrodniach popełnianych przez Ukraińców i Polaków. Pozwala jednak mówić o tej przeszłości precyzyjniej.

Ukraińcy nie byli wyłącznie przeciwnikami polskiego państwa. Polacy nie byli wyłącznie ciemiężycielami Ukraińców. II Rzeczpospolita nie była ani harmonijną wspólnotą narodów, ani wyłącznie „więzieniem narodów”. Była państwem zbudowanym na nierównościach i konfliktach, ale również na wspólnym obywatelstwie, instytucjach oraz obowiązkach wobec wspólnoty politycznej.

We wrześniu 1939 r. państwo to zostało zaatakowane przez dwie totalitarne potęgi. Wśród ludzi, którzy próbowali go bronić, byli również Ukraińcy. Dla współczesnych stosunków polsko-ukraińskich historia ta może mieć znaczenie większe niż kolejny apel o pojednanie.

Pokazuje bowiem, że wspólna historia naszych narodów nie składa się wyłącznie z konfliktów. Zawiera również doświadczenia wspólnego państwa, wspólnej służby, wspólnej wojny i wspólnej klęski. Polska pamięć często patrzy na Ukraińców przez pryzmat zbrodni wołyńskiej.

Ukraińska pamięć patrzy na Polskę przez doświadczenie pacyfikacji, asymilacyjnej presji oraz blokowania ukraińskich aspiracji narodowych. Obie pamięci mają swoje racje. Jeżeli jednak nie ma w nich miejsca dla Ukraińców, którzy bronili Polski w 1939 r., pozostają one niepełne.

Mój krewny zginął w obronie Warszawy. Dla wielkiej historii był jednym z tysięcy nieznanych żołnierzy września. Dla mojej rodziny był konkretnym człowiekiem i konkretną stratą.

Dla polskiej i ukraińskiej pamięci jego los powinien być przypomnieniem, że wśród ludzi, którzy stanęli do walki w obronie Rzeczypospolitej, byli również ukraińscy obywatele Polski. Nie jako dekoracyjny symbol pojednania, lecz jako żołnierze Wojska Polskiego, którzy w chwili próby wypełnili swój obowiązek.

źródło: https://www.onet.pl/informacje/klub-jagiellonski/ukraincy-bronili-polski-w-1939-r-zapomniala-o-nich-i-polska-i-ukraina/n3v1xkl,0666d3f1

Podziel się!