Po obu stronach lustra: Joanna P. Runika – Jak czytać Mitologię Słowian Czesława Białczyńskiego – część V: TRANSCENDENCJA, METAJĘZYK

Czesław Białczyński

KSIĘGA TANÓW, tom II, Taja 27:

– Spirala, ZphiRALA, SpinRAla, SpinraLA, Spindrala, dRAbina, dobrze uzmysławia sens Przygotowań, ich Ciągłość – Koło Godów, Koło Daru, Krąg. Spirala Roków-Ragów w Nieskończoność się ciągnie, powtarzalnością i niepowtarzalnością swoją wiecznobieży.

Ważna to sprawa Kołodar – Kołodun – Kołogod – Koło  Bogów – Koło Darjątu, D-ARji, Darii, D-Ar, Dar Jątu dla Ja. Kołodar – Koło Darowane, Kołodun – Koło Dane, Kołogod – Koło Godowe, Kołobog – Koło Bogów, wszystko to jedno i w Jedni-Sławi w Jedno się Jednoczy, w Darjąt, Dariję, D-AR dLA-JA. W Arję, Orię, Arjąt, w Arieląd, Orzyjąt, Orjąt, w Orlę, Oriona, we zPHIralę-Krąg.

Spojrzyjcie teraz na koło owo, jak w ruchu czasu ono się przemienia. Wszak rok do roku niepodobny, choć podobny. Rok za rokiem bieży, a chociaż przychodzi wciąż to samo, nic nie jest takie samo. Niby Wiosna, a po niej Lato, potem zaś Jesień, a na koniec Zima. I znów od-Nowa. A jednak stale naprzód – lub wstecz – jak kto woli. Bo wstecz w pamięci ludzkiej wszystko się odkłada. Zdaje się, że żyjesz tylko w tu i teraz. Każdy z bogów to właśnie tobie zaleci: Żyj Tu i Teraz!

Ale to wszystko, a ze wszystkim i ty, wciąż się wspina w górę, Drabiną Dziewięciu Uderzeń, Drabiną Dziewięciu Kroków wspinasz się, wspinacie się, wszystko wspina się w Górę, Ku Niebieskim Szczytom i Szczytowaniom. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć… i znów od początku, ale o jeden poziom, o jedną nutę wyżej. Spirala i spindrala. SΦRAla i SΦndRAla, Zϕrala i zϕndrala, zφrala i zφndrala, zOIOrala i zOIOndrala. Oźrala, Oś-Źrała – Oźjądrzała. Oś Jędrna i Jądra Oś – OśJedna i Sfera-Zϕra – Zwora-Zφra.

Niby tu i teraz, lecz widać ciągłość, która jest pod owo Tu i Teraz nieustannym Przygotowaniem. Kiedy wczoraj się zaczyna? W Tu i Teraz. Kiedy jutro nadciąga? Od Tu i Teraz bieży. Koło Godów zatacza się Pełnym Obchodem, ale gdy w punkt początku trafi, wtedy od zera, od poczętku, od dziewiątki, od Nowenny – w górę bije. Matka Ziemia nika w miejscu nie stoi. Ona pędzi, gna pędem niewyobrażalnym.

A dokądż to, dokąd, tak bieży i gna?

A skądże to, jakże to, czemu ten duch?

A co to to, co to to, kto to tak pcha?

To Ist gorejący wyzwolił ów ruch!

Naprzód. Naprzód i Wstecz. Tu i Teraz – Te trzy czasy gołym okiem postrzegasz ty, człowiecze – oto jest Pierwszy Rodzaj Czasu.

TRANSCENDENCJA

U Białczyńskiego transcendencja nie jest dodatkiem do opowieści – jest jej samym jądrem. Jego język, bogaty w neologizmy, przekształcenia i wariacje fonetyczne, działa jak narzędzie, które ma wybić czytelnika z codzienności i przenieść go w wymiar, w którym to, co ziemskie, splata się z kosmicznym. We fragmencie o spirali i kole widać to bardzo wyraźnie: zwykłe doświadczenie upływu czasu – cykl pór roku – zostaje ukazane jako wędrówka po Drabinie Dziewięciu Kroków, wznoszenie się ku „Niebieskim Szczytom”.

Transcendencja u Białczyńskiego polega na ukazaniu, że każde powtarzalne zjawisko – jak wiosna, lato, jesień, zima – nie jest prostą sekwencją, lecz ruchem spirali, który prowadzi ku coraz wyższym poziomom istnienia. „Raz, dwa, trzy… dziewięć… i znów od początku, ale o jeden poziom wyżej” – to metafora ludzkiego życia i duchowej drogi, w której codzienność jest bramą do czegoś ponadczasowego. Autor pokazuje, że transcendencja nie odrywa nas od ziemi, lecz odsłania wymiar nieskończoności w tym, co zwyczajne.

Transcendencję widać również w językowych eksperymentach – np. w ciągach „SΦRAla, Zϕrala, zφrala, zOIOdrala”. Dla zwykłego czytelnika to tylko wariacje brzmienia, ale ich rytm i powtarzalność działają jak mantra. Uderzają w inne rejestry świadomości, podobnie jak w tradycjach wschodnich powtarzanie świętych sylab ma moc otwierania umysłu na wymiar boski. Białczyński nie tylko opisuje transcendencję – on ją inscenizuje poprzez formę tekstu, sprawiając, że sama lektura staje się doświadczeniem rytmicznym, niemal rytualnym.

Wreszcie, transcendencja w jego dziele przejawia się w wizji jedności. Wszystkie rozszczepienia językowe – Kołodar, Kołogod, Kołobog – prowadzą do jednego źródła: Jedni, w której wszystko się jednoczy. To wyraźne echo mistycznej intuicji, obecnej w wielu tradycjach – od hinduizmu po chrześcijańską mistykę – że różnorodność świata nie jest sprzeczna z jednością, ale ją odsłania. U Białczyńskiego ta jednia jest zarazem kosmiczna i intymna, bo łączy się z pytaniem o „dar dla Ja” – dar, jaki człowiek otrzymuje w swoim tu i teraz.

Dlatego, gdy pisze: „Żyj Tu i Teraz!”, nie chodzi mu jedynie o psychologiczną radę, ale o mistyczne przebudzenie. Transcendencja w jego twórczości nie jest bowiem „ucieczką od świata”, lecz uświadomieniem, że każda chwila, każdy krąg roku, każda sylaba może być bramą ku nieskończoności.

METAJĘZYK

W twórczości Czesława Białczyńskiego język staje się czymś znacznie więcej niż narzędziem opisu czy komunikacji. Jego fragmenty, takie jak przytoczony z Księgi Tanów, ukazują, że mamy tu do czynienia z metajęzykiem – językiem, który nie tylko opowiada, ale jednocześnie odsłania mechanizmy własnego działania. Autor pokazuje czytelnikowi, jak z pojedynczych słów, z ich brzmień i wariantów, rodzi się mit. To proces, w którym język sam staje się kosmogonią – zasadą twórczą, zdolną budować i wyjaśniać rzeczywistość.

Ale przeanalizujmy to sobie dokładnie, krok po kroku, na przykładzie zacytowanego fragmentu. 

1. Gra słów i warianty językowe jako narzędzie poznawcze

Autor zestawia różne formy tego samego rdzenia: Spirala, ZphiRALA, SpinRAla, SpinraLA, Spindrala, dRAbina.
To nie są zwykłe warianty ortograficzne – to celowe rozszczepianie brzmień, sylab i rdzeni, aby odsłonić wielość znaczeń. „Spinrala” czy „Spindrala” sugerują ruch, wirowanie (spin), „dRAbina” wskazuje kierunek ku górze, wznoszenie się. W ten sposób Białczyński pokazuje, że samo brzmienie słowa niesie sens, a język nie jest tylko etykietą, ale żywym kluczem do rzeczywistości.

To jest metajęzyk w działaniu: nie tylko używa słów, ale komentuje ich brzmienie i znaczenie, ukazując, że poprzez warianty lingwistyczne czytelnik może doświadczać metafizycznej głębi.


2. Wyjaśnianie symboliki i odsyłanie do wielu nazw

„Kołodar – Kołodun – Kołogod – Koło Bogów – Koło Darjątu, D-ARji, Darii, D-Ar, Dar Jątu dla Ja.”
Tutaj widać, jak autor odsłania przed nami proces tworzenia mitu. Każde słowo rozpisuje, rozkłada na części, pokazuje różne możliwości odczytania. W efekcie czytelnik widzi, że za jednym pojęciem kryje się sieć powiązań.

To nie jest narracja stricte mitologiczna – to narracja o narracji. Białczyński komentuje słowo, rozplata je i pokazuje, że można je rozumieć jako „Koło Bogów”, „Koło Darowane”, „Koło Dane”. Właśnie to stanowi metajęzykowy wymiar – opowieść o tym, jak opowieść (i język) wytwarza znaczenie.


3. Oscylacja między opowieścią a komentarzem

Fragment przechodzi od obrazów mitycznych („Drabiną Dziewięciu Uderzeń… wspinacie się w Górę”) do refleksji bardziej filozoficzno-lingwistycznej („Spirala i spindrala. SΦRAla i SΦndRAla…”).
Mamy tu rytm: mit – meta-mit. Raz dostajemy narrację o wspinaniu się ku niebu, a raz eksperyment językowy, w którym brzmienia sylab same stają się bohaterami.

To sprawia, że czytelnik nie tylko poznaje opowieść o bogach i kosmosie, ale jednocześnie widzi mechanizm tworzenia mitu przez język.


4. Język jako kosmogonia

„Oś Jędrna i Jądra Oś – OśJedna i Sfera-Zϕra – Zwora-Zφra.”
Tutaj metajęzyk osiąga poziom kosmologii. Język nie jest opisem rzeczywistości – on ją konstytuuje. Rozpisywanie słów na różne warianty ukazuje, że sama struktura języka jest odbiciem struktury świata: osi, sfer, spiral, zwór.

Można powiedzieć, że Białczyński traktuje język jak świętą geometrię: fonemy i sylaby układają się w kosmogram, który odsłania prawdę o istnieniu.


5. Bezpośredni komentarz do czasu i doświadczenia

Końcowe zdania: „Naprzód. Naprzód i Wstecz. Tu i Teraz – Te trzy czasy gołym okiem postrzegasz ty, człowiecze – oto jest Pierwszy Rodzaj Czasu.”
To jest przykład czystej metajęzykowej autorefleksji – autor przechodzi z mitycznego obrazu wprost do wyjaśnienia: to właśnie miałem na myśli.

Nie tylko opowiada o cykliczności czasu, ale też komentuje, jak należy to rozumieć, porządkuje narrację i nazywa ją („Pierwszy Rodzaj Czasu”).


Podsumowanie

W tym fragmencie widać, że metajęzyk Białczyńskiego działa na kilku poziomach:

  • gra brzmieniami i wariantami słów otwiera kolejne warstwy znaczeń,
  • komentarze lingwistyczne wplecione w narrację odsłaniają proces tworzenia mitu,
  • język nie jest tu narzędziem opisu, lecz narzędziem kreacji kosmicznej – samym rdzeniem rzeczywistości,
  • autor świadomie przechodzi od opowieści do komentarza, od mitu do meta-mitu, pokazując czytelnikowi, jak działa cały proces.

Dlatego czytając Białczyńskiego, jesteśmy jednocześnie w micie i nad mitem, w języku i nad językiem – i właśnie to jest istota metajęzykowości jego twórczości.

stycznia 18, 2026

czytaj też u źródła: https://po-obu-stronach.blogspot.com/2026/01/jak-czytac-mitologie-sowian-czesawa.html

Podziel się!