Kamienne Kule na Ziemi i znowu w Visoko

Bośnia kryje wiele tajemnic. Znajdują się tam nie tylko domniemane piramidy, lecz odnaleźć też można także wiele tajemniczych kamiennych kul, podobnych do tych, jakie występują w Kostaryce. Tajemnicze twory o nieznanym pochodzeniu pozostają prawdziwym wyzwaniem dla nauki. Jak na razie nikt nie potrafił wyjaśnić pochodzenia ani celu istnienia kamiennych kul. Czy odkrycie podobnych tworów w Bośni może jakoś pomoc w rozwikłaniu zagadki?

__________________________

Philip Coppens

Starożytne tajemnice bywają jak nieszczęścia – czasem pojawiają się w parach. Toteż wkrótce po tym, jak w Bośni odkryto domniemaną Dolinę Piramid, znaleziono także inne miejsce, w którym znajdowały się enigmatyczne kamienne kule. Choć uwaga większości skupiła się na budowlach z Visoko, kule nie są wcale mniej interesujące.

Należy na początku zauważyć jednak, że kule występują nie tylko na Bałkanach. Pierwsza „tajemnicza” kolekcja kamiennych kul odkryta została w delcie rzeki Diquis w Kostaryce w latach 30-tych XX wieku. Największe z obiektów mierzyły do 2.5 m. średnicy. Choć odnaleziono ich od tego czasu setki, nikt nie był niestety w stanie wyjaśnić jak powstały, ani jakie mogły mieć znaczenie.

W Bośni największa koncentracja kamiennych kul występuje niedaleko miasta Zavidovici, leżącego na północny-zachód od Doliny Piramid (Visoko) i około 100 km od stolicy kraju – Sarajewa. Jedna z kul została przeniesiona na plac jednego z miast w regionie, gdzie zrobiono z niej fontannę.

Najwięcej kul znajduje się w Grabie, leżącym w bezpośrednim sąsiedztwie Zavidovici. W niegłębokiej dolinie na obrzeżach wioski znajdują się dziesiątki z nich. Część jest uszkodzona.

Jak na razie odnaleziono tam 15 nietkniętych i 20 rozpołowionych kul. Ich wymiary różnią się od 5 cm do 2 metrów. Każda jest wypolerowana i choć uważa się, że są naturalnego pochodzenia, wyglądają na wycięte, obrobione i wypolerowane. Znajdujące się w ich pobliżu kamienie tego samego typu, choć oczywiście nie ruszane ręką człowieka wykazują właściwości bardzo korzystne do ich obróbki, w tym homogeniczne wnętrze, co oznacza, że każda osoba zabierająca się za obróbkę takiego kamienia nie spotka na swej drodze niemiłych przeciwności.

Wiele z kamiennych bośniackich kul wykonanych jest z granodiorytu. W Teocaku na północnym-wschodzie Bośni znajduje się 8 kul wykonanych z granitu. Choć istnieją wątpliwości co do tego, czy kul z Zavidovici nie stworzyła przypadkiem natura, te z Teocaku musiały być wykonane ludzką ręką, gdyż natura nie tworzy podobnych kształtów w granicie. Jeśli tak jest, pojawia się możliwość, że i kule z okolic pierwszej miejscowości mogły być wykonane przez ludzi, co potwierdził swą opinią egiptolog dr Aly Barakat.

Ale kamienne kule znajdują się także w osadzie Ponikve niedaleko Vares. Jeden z tamtejszych kamieni waży ok. 4 ton. We wsi Ziokuce niedaleko miasta Kakanj odnaleźć można kilka kul, które znajdują się niedaleko kamiennych megalitów, jakie wedle wierzeń miejscowych mają moc uzdrawiającą. Możemy wyliczać dalej. W bibliotece klasztoru Franciszkanów w Kraljevej Sutjeskiej niedaleko Kakanja znajduje się inna mniejsza kamienna kula. Kamienną kulę odkryli również kilka lat temu pracownicy fabryki z Visoko.

Jasne jest jednak, że „stolicą” kul jest Grab, w którym natrafić można na kilka legend związanych z kamieniami. Mogą one po części pozwolić odpowiedzieć na związane z nimi pytania.

Jedna z legend mówi, że w 1936 roku przyszła powódź. Dzień był ciemny jak noc i padało tak mocno, że rzeki wyszły ze swych koryt. Mówi się, że to właśnie to zdarzenie spowodowało pojawienie się kul, co sugeruje jednocześnie, że znajdowały się kiedyś znacznie wyżej. Widząc kule umieszczone dziś wewnątrz małego potoku dojść można do wniosku, że w legendzie zawiera się część prawdy.

Kula z Grabia

Jednakże druga z legend, oparta bardziej na intuicyjnych przypuszczeniach, mówi o gościach weselnych, którzy zmienili się w kamienne kule. Nie jest ona zbyt prawdopodobna, choć przypomina legendy z innych miejsc, np. francuskiego Carnac, gdzie megality miały być zmienionymi w kamień ludźmi.

Zatem jeśli Bośnia nie dostarcza wyjaśnień odnośnie kamiennych kul, w poszukiwaniu wyjaśnień zwróćmy się w inną stronę. David Hatcher-Childress, amerykański pisarz, nazwał podobne obiekty kulkami bogów, odnosząc się w szczególności do kamieni z Kostaryki. Pierwsze naukowe badania nad nimi przeprowadzono wkrótce po ich odkryciu. Doris Stone – córka pracownika United Fruit Co. opublikowała swój raport w piśmie „American Antiquity”. Zwrócił on uwagę Samuela Lothropa z Muzeum Peabody przy Harvard University. Przybył on w 1948 roku do Kostaryki odnajdując więcej podobnych kul i przeprowadzając na miejscu ich znalezienia wykopaliska, aby móc ustalić ich pochodzenie.

Większość z odkrytych przez niego kamieni mierzyła 2.4 m. średnicy. Jedna z nich została przeniesiona przed budynek w San Jose. Lothrop opublikował ostatecznie swe wniosku w „Archaeology of the Diquís Delta, Costa Rica” w 1963 roku, jednak ich cel, jak i sposób powstania nigdy nie zostały bliżej wyjaśnione. Większość autorów opisuje jedynie ten fenomen, ale nie mierzy się z tajemnicą, nie będąc w stanie dostarczyć dalszych wniosków.

Zatem kamienne kule nie są rzadkim zjawiskiem. Podobnie jak w Bośni tak i w Kostaryce ich występowanie nie ogranicza się do jednego miejsca. Odkrywano je w różnych rejonach, w tym na Isla del Cano, a także w Papagayo na Półwyspie Nicoya – 300 km na północ od ujścia Diquis.

Poza Bałkanami i Ameryką Środkową, podobne kamienie znajdowano także na Wyspie Wielkanocnej, w Peru oraz w Meksyku.

Kule z Visoko

Kto gra z nami w kulki?

Kamienna kula z Wyspy Wielkanocnej znajduje się w jej północnej część. Okrągły głaz wedle podań używany był przez „panów” wyspy do skupiania swych mentalnych sił, które niczym swego rodzaju soczewka sprawiały, że słynne posągi lewitowały i „chodziły” po wyspie. Oczywiście jest to wysoce fantastyczne założenie. Jeśli podobne rozwiązanie odniesiemy do Bośni i jej kul, nie będzie ono miało większego sensu. Podobnie w Kostaryce, gdzie uważa się, że kamienie zostały wyciosane w kamieniołomie odległym o 48 km. Zwraca to jednak uwagę na to, jaki trud w ich wykonanie musieli włożyć domniemani twórcy. Niemały kłopot sprawiać musiał transport, przy czym miejsce ich przeznaczenia miało zapewne charakter święty. Poszukiwano także specjalnego rodzaju kamienia, gdyż w przeciwnym wypadku użyte zostałyby inne miejscowe materiały.

Większość kostarykańskich kul powstała z kamienia zwanego gabbro, przypominającego granit, z którego powstały bośniackie kule. Lothrop i inni sugerowali, że kamienie zostały wyciosane z naturalnych bloków, potem zaś polerowane przy pomocy mniejszych kamieni, mokrego piasku i innych ściernych materiałów, które nadały im połysk. Zauważono także, że po podgrzaniu granodiorytu a następnie jego szybkim ochłodzeniu, cienka warstwa kamienia odpada w postaci płatków. Być może technikę tą wykorzystywano przy nadawaniu kamieniom okrągłego kształtu.

Ale interesujący jest nie tylko fakt istnienia, ale także dalszego polerowania kamieni z Bośni i Kostaryki. W Ameryce Środkowej kamienie często umieszczano grupowo – w prostych lub zakrzywionych liniach, być może podobnie jak w przypadku megalitów z Zachodniej Europy. Podobieństwa odnoszą się także do Zavidovici i innych miejsc w Bośni, gdzie kamienie również występują grupowo.

Zatem mimo tak interesujących korelacji, jak na razie nie dostarczono wielu odpowiedzi, co do kostarykańskich kamieni. Znajdowano je jednak nad grobami, lecz mimo to ich przeznaczenie pozostaje nieznane. Jeśli miały one pewne związki z ceremonią pochówku, należy przypomnieć sobie historie o martwych gościach weselnych, która łączy się z kulami z Bośni.

Mimo odkrycia w Bośni rzekomych piramid, nie istnieje związek między nimi a kulami, za wyjątkiem jednego znaleziska, które zdaje się potwierdzać regułę. Odnajdywano je w wielu miejscach i wniosek, do jakiego można dojść wskazuje, że znajdowały się one w zasięgu kultury Vinca. Trudno jednak powiedzieć, czy są one jej tworem, bowiem nie istnieją metody pozwalające określić ich wiek. Podobne trudności zachodzą w związku z kulami z Kostaryki, choć uważa się, że powstały między rokiem 200 p.n.e. a XV stuleciem naszej ery.

Ostatecznie w Zavidovici nie odnaleziono jak dotąd większych ruin, czy zaginionego miasta. To samo odnosi się to Kostaryki, gdzie kule nie oznaczają widocznych związków z cywilizacją. Być może kamienne kule oznaczały oddziaływanie na pewne cechy krajobrazu – jedyny wpływ człowieka  na coś, co uważane było za miejsce święte? To oczywiście czyste spekulacje.

Tajemnica kamiennych kul nie polega na odnalezieniu odpowiedzi na to, kto wykonał te kule, lub jak to zrobił. Wiadomo, że używając technologii z epoki kamienia, możliwe było ich wycięcie i jak ukazują nam przykłady z Bośni i Kostaryki, położenie dużego nacisku na szczegóły wykończenia.

Kule z Visoko

Prawdziwą tajemnicą pozostaje to, czemu służyły i co miały oznaczać. Ponieważ znajdowano je w okolicach rzek, były być może ozdobnikami związanymi z ich kultem. Ponadto pojawia się pytanie, dlaczego tworzyły je różne, nie mające ze sobą nic wspólnego cywilizacje.

Jedno z wyjaśnień dotyczy ich kształtu. Czy kula nie symbolizuje jaja związanego w pewien sposób z narodzinami lub odradzaniem się? Jeśli tak, może mieć to pewne znaczenie z rytuałami pogrzebowymi, lecz nie ma większych powodów ani dowodów, aby tworzyć podobne wnioski. W ten sposób, nie wiedząc czym są kule, stoimy przed prawdziwą starożytną tajemnicą.

Od odkrycia na Ziemi pierwszych niesamowitych kul minęło już sporo okrągłych rocznic. A dyskusja nad ich pochodzeniem toczy się, toczy i toczy…

Na największą z dziwnych kul zbudowaną z litego granitu nie można wdrapać się bez sprzętu do wspinaczki. Najmniejsze mieszczą się w dłoni. Wystają ze zwartych skał jak skamieniałe piłki, sterczą na wierzchołku góry sugerując, że Syzyfowi jednak się udało, leżą porozrzucane w dżungli.

W 1945 r. w meksykańskim stanie Veracruz trwała wyprawa badawcza do ruin porośniętego dżunglą miasta Olmeków, ludu znanego z upodobania do wielkich kamiennych „wampirzych” głów. Doktor Matthew W. Stirling przywykł do rzeźbiarskiego rozmachu Olmeków, którzy „zaminowali” tropikalny las kamiennymi rzeźbami.

Jednak nawet na znawcy tematu zrobiła wrażenie grupa starannie wytoczonych bazaltowych kul blisko metrowej średnicy. Kolejne kule, jeszcze większe, granitowe, doktor Stirling znalazł w Kostaryce, w pobliżu Palmar Sur. I to właśnie zrobione tam zdjęcie odkrywcy na ogromnej kuli zelektryzowało archeologów i geologów w Europie.

Kule z Visoko

Fortuna kulą się toczy

Położenie kul naniesiono w odpowiedniej skali na kartkę i wtedy okazało się, że nawet jeśli nie zostały zrobione przez ludzi, nie porozmieszczały się z własnej nieprzymuszonej woli. Ktoś musiał je przeturlać. Układy kul bez wątpienia nie były przypadkowe.

Wici rozpuszczone wśród tubylczych przewodników pozwoliły na gromadzenie wszelkich doniesień o podobnych kulach. Jednak największego odkrycia najliczniejszych jak dotąd kamiennych kul dokonano bez „wchodzenia w krzaki”.

Jezus wśród profesorów

W 1967 roku ekipa Stirlinga podczas kolejnej ekspedycji odkryła tyle kamiennych kul, że najpracowitszy lud nie zdołałby ich wykuć i wypolerować, nawet tyrając po godzinach, w niedziele, święta i wolne soboty.

Po telefonie od znajomego uczony udał się do meksykańskiego stanu Jalisco. Tam, w sąsiedztwie kopalni srebra Piedra Bola, doliczył się 22 kul ułożonych w prostokąt. Największa miała średnicę ok. 2,5 m.

Widząc ekscytację badaczy, tragarz Jesus Lopez wystawił ich nerwy na próbę. – Też coś! – rzucił przez ramię, zaprzęgając konia.

Zobaczyli, uwierzyli

Wkrótce ekspedycja brnęła na drugą stronę wzgórza, ponieważ, jak stwierdził znudzony Jesus: „Tam to dopiero są kule! „. I rzeczywiście. Zaraz za szczytem przed podróżnikami otworzył się widok na dolinę z setkami kamiennych kul. Przeważnie były jak ze sztancy: miały 1,8 m średnicy.

Tym razem nikomu nie przyszło do głowy, że ktokolwiek mógłby je wyprodukować. Geolodzy zaangażowani w sprawę, po ochłonięciu z wrażenia na widok „alei kul”, orzekli, że ich twórcą jest wulkan. 40 milionów lat temu skały wyrzucone z wnętrza ziemi na skutek równomiernie działającego ciśnienia krystalizowały, tworząc wielkie regularne bryły obsydianu.

A co z granitowymi kulami z Kostaryki? Skoro nie mógł ich „wyprodukować” wulkan, uznano je za dzieło ludzi.

Gdziekolwiek trafiono na kamienne kule, a znajdowano ich jeszcze wiele w różnych rejonach świata, rzadko udawało się bez wątpliwości wyjaśnić, skąd się wzięły.

Rzeźbi na okrągło

Nauka tłumaczy istnienie kamiennych kul na trzy sposoby

1. Mogły się utworzyć na skutek krystalizowania stygnącego materiału wulkanicznego.

2. Mogą być kulistymi konkrecjami, czyli skupiskami minerałów, tworzącymi się w skałach osadowych np. wokół ziarenka piasku.

3. Za powstawanie kul może odpowiadać mało jeszcze zbadany proces wietrzenia kulistego, polegający na odpadaniu kruszejącej skały od twardszego jądra.

Kamienne owoce o rzut kulą stąd

W regionie Kusyce na Słowacji znajdują się skały piaskowcowe, z których na skutek wietrzenia wypadają kamienne kule. Niektóre mają rozmiary piłki nożnej, inne, mające do 3 m średnicy, należą do największych tego typu osobliwości na świecie. Kule można zobaczyć we wsiach Klokocov-Kornica, Klin i Hlavice. Ich mieszkańcy biorą je za skamieniałe owoce pradawnych drzew. W skałach pobliskiego kamieniołomu wyraźnie widać wgłębienia po kulach. Największe mają ponad 5 m średnicy!

Bardzo podobne kule znajdują się w Bośni w okolicach miasta Visoko. Robią ogromne wrażenie, ponieważ leżą na zalesionym urwisku niemal na powierzchni, a przy tym są niezwykle gładkie.

W Afryce, Azji, Australii i Europie

W regionie Laon we Francji w pokładzie węgla odkryto kulę z gipsu.

Pod Ottosdal w RPA znaleziono ponad 200 kul ze związków żelaza, z liniami wyżłobionymi na obwodzie. Miejscowy szaman powiedział o nich: „Mają moc, bo przybyły z nieba”.

Kule średnicy 35 cm, o metalicznej powierzchni, znaleziono w 1963 r. w Australii i amerykańskim stanie Arkansas. Potem identyczne kule odkryto w Meksyku i na Florydzie, a do kul australijskich dołączyły mniejsze, o promieniu do 10 cm.

Kuliste tajemnice ma również Nowa Zelandia. Nawet w przydomowych ogródkach znajduje się tam ciężkie białe lub bladoróżowe kulki wielkości piłki golfowej. Bardzo twardy materiał, z którego powstały, określono jako sprężoną porcelanę.

W Polsce w piaskowni pod Lelowem niedaleko Częstochowy od lat znajduje się ciemne kulki, pokryte grudkowatą powłoką stopionego kwarcu.

Podziel się!

9 komentarzy do “Kamienne Kule na Ziemi i znowu w Visoko

  1. jako dziecko znalazlem dwie biale,ciezkie kule na podworku u mojej babci w Polsce.wygladaly jak z kamienia, dwie wielkosci pilek do pingponga, trzecia wielkosci pilki do tenisa.

    • tego rodzaju kule można znaleźć praktycznie wszędzie, są to mielniki ceramiczne lub cyrkonowe stosowane w młynach kulowych.Stosuje się je w przemyśle spożywczym, metalowym, przy produkcji farb.

      • W artykule chodzi raczej o kule, które są datowane dużo wcześniej niż powstał jakikolwiek młyn kulowy? dziwne jest też by te kule rozrzucać w takich miejscach. Chyba nie stosuje się praktyki wyrzucania takich kul z młyna byle gdzie – na przykład w wysokich górach? Jakie wielkości mają kule z młynów kulowych?

        Pozdrawiam

    • Przedstawiliśmy ten materiał jako ciekawostkę – niezwykłe zjawisko do wyjaśnienia. Dla nas to taki uboczny nurt który jakoś się wiąże z megalitami i menhirami, a też akurat wiąże się z Visoko – gdzie nagromadzenie dziwnych artefaktów wydaje się znaczące. Są w Internecie grupy które się tym tematem zajmują dogłębniej. Pisał o tym chyba też Daeniken, mówi się o źródle naturalnym, że takie kule miałyby wylatywać z wulkanów – mnie się wydaje na oko to raczej niemożliwe, ale cóż – nie takie rzeczy Ziemia nosi.

      Pozdrawiam

      CB

  2. mam na mysli kule znajdowane w przydomowych ogrodkach nowej zelandii:-)
    natomiast opisywanych wczesniej w artykule kamienych kul datowac nie sposob, poniewaz nie ma metod datowania kamieni. prawdopodobnie istnieje naturalne zjawisko powodujace powstawanie takich kul (jakis rodzaj erozji?)

    • Próbują to datować przez kontekst – to znaczy to co znajdują z towarzystwie np. z tego samego kamienia. W Visoko w Bośni są kule które są wykute częściowo, jeszcze nie gotowe a częściowo już gotowe – to jest dziwne – jakby przerwano robotę. Olbrzymie niedokończone kule w kamieniołomie, a raczej w „naturalnym” rozwalisku w górach. Mieszka pan w Nowej Zelandii? mamy tu na stronach stałych bywalców z różnych części świata, spoza Polski

      pozdrawiam

      CB

  3. witam,
    mieszkam w polsce, czy moge zapoznac sie z materialem dotyczacym tych niedokonczonych kul?
    macie Panstwo jakes zdjecia lub opracowania?
    rozumiem ze znaleziono porzucone narzedzia sluzace do obrobki kamieni?

  4. Kamienie na zdjęciach nie są kulami nie licząc zdjęć 2 i 3, reszta zdjęć przedstawia okrągłe kamienie ale nie kule, różnica między okrągłym kamieniem a kulą jest taka że kula ma w każdym miejscu taką samą średnicę a zaokrąglony kamień nie. Na pierwszy rzut oka widać że to twory naturalne.

  5. Przedstawione w artykule zdjęcie, z mężczyzną przy tej pięknej, kamiennej kuli, jest niesamowite! Nie tylko z uwagi na jej wielkość jak i bliski ideałowi kształt. Fotograf ujął nad nią dwa drzewa, chyba buki, jakby symbolicznie skrzyżowane nad kulą w prasłowiańskim geście, znaku słońca; ‚x’, (takim samym, jaki mamy wyryty na głazach na Ślęży)… Jak słońce i światłość nad planetą Ziemia. … Ludzka pomysłowość i ręka nie takie rzeczy potrafiła stworzyć. Może więc to ludzie je wykonali i ułożyli niegdyś w układy gwiezdne? Może po to właśnie były tak ciężkie i różnej wielkości? Należałoby ich położenie i proporcje zmierzyć. Nie dowiemy się tego chyba nigdy, skoro je przeniesiono, a cześć jest pewnie jeszcze ukryta w ziemi. Ciekawi mnie też, czy poddano je prześwietleniu? … Jeśli wykonała je wysoko postawiona cywilizacja, to niewątpliwie miała wpływ na późniejsze kultury lokalne (tak jak kultura Vinca), jeśli tylko jeden jej osobnik przetrwał kataklizm, który zniszczył. Na możliwe pochodzenie ludzkości wprost z kosmosu, z pominięciem procesu głębokiej ewolucji (nie wykluczając ewolucji małej a w zasadzie drobnych mutacji), wskazuje bardzo wiele poszlak. Również symbolika znaków solarnych. Weźmy jeszcze pod uwagę, że wysoko rozwiniętą cywilizacyjnie w niektórych rejonach ziemi – ludzkość, mogły nawiedzać tak potężne kataklizmy (mówią o nich Wedy jak i teksty sumeryckie), że kultury te uległy zniszczeniu i pozostały po nich jedynie największe obiekty. Niektórzy poważni naukowcy, dają ludzkości aż 2 miliony lat istnienia (wspierając sie śladami istot człekokształtnych odnajdywanych przy śladach prazwierząt z tego okresu), zaprzeczając ewolucji – gdyż nie odnaleziono dotąd wyraźnych śladów przejścia od szympansów do postaci człowieka. Inni, dają nam 600 tysięcy a jeszcze inni zaledwie 200 tys. Również możemy więc sobie pozwolić śmiało na różne hipotezy i wcale nie będą one niepoważne. … Skały się datuje, ale metodami porównawczymi, do tabeli warstw historycznych okresów Ziemi. Jest to bardzo nieprecyzyjne, tym bardziej, że w różnych miejscach Ziemi, procesy kształtowania się warstw skalnych jak i osadzania węgla z wybuchów wulkanów czy wpływ wody, następowały w rożnym tempie i okresie. … Kule uczynione ludzką ręką, mogą posiadać ślady narzędzi, mikrocząstki materiału z jakiego je wykonano, startego na powierzchni. Czy też naskórka bądź ziaren polerskich w porach kamienia. Wystarczy je wziąć pod mikroskop i dobrze przebadać. Jednakże nauka działa w sposób niezbyt zorganizowany, niezbyt pospieszny i nie zawsze dysponuje sponsorami, którzy pragną zaszokować świat. Uniwersytety, wolą raczej utrwalać dotychczasowe poglądy na historie ziemi i cywilizacji. Szereg artefaktów chowa się raczej w ich piwnicach. … Zauważmy, że postacie figurek z Vinca, są często barwy czerwonej. Jakby wtarto w nie ochrę lub wykonano specjalnie z takiej barwy glinki lub czerwonych kamieni. To kolor odradzania się życia, jaki silnie przeniknął do kultury słowiańskiej. Postacie te mają zwykle głowy wydłużone w poziomie oraz duże oczy po bokach, jak ptaki. Nie muszą jednak wcale symbolizować kultu ptaków, jako rzekomo stworzeń przebywających blisko słońca. Przecież ptaki tez śpią bezbronnie jak ludzie i można je na różne sposoby chwytać. Ptaki to tylko zastępstwo wyobrażeniowe dla czegoś (ludzi z nieba) którego sobie ludzie nie potrafili wyobrazić. Tak jak nasze godło, zapewne pochodzi od pierwotnie zwróconego głowa w prawo raroga – gadożercy, polującego na węże a zarazem będącego symbolem odradzania się życia przez ogień słońca i ogień stosu – żar ptaka. W figurkach Vincia mamy podobne ptakom twarze, ale reszta jednak bardzo ludzka! To istoty człekokształtne a jednak nie do końca nam podobne. Takie niby zwierzęce postacie, nazywane są często przez naukę; wyobrażeniami bóstw, fantazją ludzką. Bo nauka boi się śmiałych hipotez. Możliwe, że są w wielu kulturach odniesieniem do dawnych epok, gdy był czas, że ludziom podobne istoty lub sami ludzie, przybywali z gwiazd. Być może bierzemy je teraz wyłącznie za elementy kultowe.… Otwórzmy umysły i nie tkwijmy w schematach, w naukowych teoriach które są tylko teoriami. Genetyka nie kłamie, ale historia kultów i ich interpretacja już często – tak.
    Malo jest prawdziwych naukowców, takich jak małżeństwo Ran i Rose Flem-Ath, którzy mają odwagę odchodzić od schematów będących tylko teoriami. H. Szchliemann nie odkryłby Troi, gdyby kierował się zabetonowanymi teoriami i nie dostrzegł w eposach greckich ziarna prawdy.
    Wikipedia: „Antarktyda. Istnieje też pogląd, jakoby Atlantydą była Antarktyda przed jej zlodowaceniem[8]. Jego zwolennicy, wśród których był amerykański geolog Charles Hapgood, powoływali się na mapę osmańskiego kartografa Piri Reisa z 1513 roku. To samo dotyczy też mapy pochodzącej z 1531 roku, sporządzonej przez francuskiego geografa Orontiusa Fineusa. Zawierała ona nie tylko kształt linii brzegowej ale i powierzchnię samego kontynentu, które obecnie są pod lodem. Obie mapy przedstawiają zarys linii brzegowej lądu Antarktydy, ukrytego pod pokrywą lodową. Wiedza ta nie była znana w owych czasach (stało się to w 1820 roku) i nie była naukowo potwierdzona. Sugeruje się, że sporządzając mapy Fineus i Reis korzystali ze starożytnych źródeł greckich, które z kolei mogły być zaczerpnięte od potomków mieszkańców zaginionego lądu. Sam Hapgood doszedł do wniosku, że za zniknięciem Atlantydy mogło stać zjawisko dryfowania kontynentów (w 1953 ogłosił on teorię wędrówki kontynentów). Pod wpływem rozrostu czapy lodowej zjawisko to miało szybszy rozmiar. Tropem Hapgooda poszło kanadyjskie małżeństwo historyków – Ran i Rose Flem-Ath. Odrzucili oni dominujące wcześniej teorie istnienia Atlantydy w centrum Oceanu Atlantyckiego bądź na Morzu Śródziemnym. Wysnuli hipotezę, że w czasach ostatniej epoki lodowcowej Antarktyda była wolna od lodowca i panował na niej klimat umożliwiający powstanie zaawansowanej kultury i jej wyżywienie. Zniszczenie przez lodowiec miało nastąpić ok. 10 000 r. p.n.e. Teoria ta nie wyjaśnia ostatecznie dalszych losów Atlantów. Istnieje prawdopodobieństwo, że część z nich zdołała ocaleć i została rozsiana na całym świecie dając zalążek późniejszym cywilizacjom – tłumaczy to istnienie najstarszych kultur rolniczych z okolic Titicaca, Etiopii i Tajlandii datowanych na 9600 rok p.n.e. Teoria ta ma też wyjaśniać genezę monumentalnych budowli istniejących do dziś jak egispkie piramidy czy starożytne miasta Majów i Azteków.”

    Mapa topograficzna Antarktydy po odsłonięciu pokrywy lodowej.
    Zauważmy, jak nazwa Antarktyda przypomina Atlantyda. Nic w tym dziwnego, gdyż obie, poprzez język staro grecki (który jest pełen pra słowiańskich wyrazów z epoki osadnictwa indoeuropejskiego a później Achajskiego najazdu, i wpływów etruskich), pochodzi z łaciny która z greki też czerpała. Jeśli pokusilibyśmy się na wyjaśnienie „słowiańsko-aryjskie” słowa Atlantis, morfem po morfemie, uzyskamy ciekawą interpretację w której może tkwić tez ważne ziarno prawdy; ‘at-lant-is’ ; ‘to-ląd-jest’ lub głębiej dzieląc morfemy z wyrazu osobowego; Atlanci/Atlanti; ‘at-la-an-ti’ ; ‘to-ziemia/przestrzeń-ludzi (anów/antów)-l.mnoga’. czyżby cudownym sposobem prawda okrężna droga zaczynała odsłaniać się w takich przykładach?

    Mapa Finaeusa z 1531
    Na tej mapie, zadziwia mnie co innego niż ujęta Antarktyda, którą przedstawiona jest jako olbrzymi ląd, ( znacznie bardziej pokryty lodem niż obecnie). Stykający się z obu Amerykami. Czyżby była wówczas jakaś zamiana temperatur na biegunach? W kocu marynarze podróżujący blisko wybrzeży Afryki (Madagaskar), zauważyliby chyba tak blisko położony kontynent i zmianę temperatury…

    Ale inna rzecz jest ciekawsza!
    Na półkuli północnej, ten świetny jak na owe czasy kartograf, zaznaczył nieoblodzone trzy duże wyspy wokół bieguna, wyspy Brytyjskie praktycznie są połączone z Francją. Obok nich po stronie wschodniej, widzimy wyraźnie jakąś wyspę.
    Zaś północ Skandynawii to szeroki ląd sięgający niemalże bieguna.
    Cieśnina Bosforska między Grecją a Anatolią to nie wąska i krótka cieśnina, a długi przesmyk.

    Fot: Stan obecny
    Bałtyk i Adriatyk są na mapie bardzo wąskie.

    Fot. Bałtyk

    Fot. Adriatyk
    Morze Czarne posiada na północy olbrzymią zatokę.
    Co to za olbrzymia, zaokrąglona zatoka – morze na bliskim wschodzie?

    Fot: Stan obecny
    Czy nie za dużo tych błędów w czasach gdy w Europie już sporo podróżowano? A może w tym okresie nastąpiło silne ochłodzenie klimatu na południowym biegunie i wytworzona tam warstwa lodowa ściągnęła na tyle poziom mórz (obniżyła) ze w pewnych rejonach lad został odsłonięty – szczególnie na północy? Ot, taka ciekawostka. A teraz porównajmy sobie ta mapę do poniższej, płytszych warstw geologicznych ziemi. Szczególnie, gdy patrzymy na Wyspy Brytyjskie. Na mapie wyraźnie widać, jakie obszary zostałyby odsłonięte przy obniżeniu poziomu mórz i oceanów.

    Słowo o twórcy starej mapy, do której się odnoszę. Wikipedia: „Oronteus Finaeus (ur. 20 grudnia 1494 w Briançon, zm. 8 sierpnia 1555 w Paryżu) – francuski matematyk, astronom i geograf. Oronteus Finaeus, znany też jako Oronce Fine, był profesorem matematyki na uniwersytecie w Paryżu. Był też jednym z największych kartografów francuskich XVI wieku. Najbardziej znanym jego dziełem jest wydana w 1531 roku mapa Nova et integra universi orbis descriptio (Nowy i pełen opis okrągłego Wszechświata) przedstawiająca odkrytą dopiero ok. 300 lat później Antarktydę bez pokrywy lodowej. Z tego powodu mapa Oronteusa Finaeusa stanowi istotny paranaukowy dowód dla poszukiwaczy prehistorycznych zaginionych cywilizacji utożsamiających niekiedy Antarktydę z mityczną Atlantydą. Oronteus Finaeus był ponadto autorem Traktatu o sferach (1516), Protomathis (1532), O kosmografii albo sfery świata w V księgach (1532) i Sfer świata (1551).”

    1513 – Mapa świata Piri Reisa zawiera opis wybrzeży Brazylii odkrytej w 1500 r.

    Terra Australis na mapie Abrahama Orteliusa z 1570 r., już z przesmykiem Magellana, ale jeszcze bez przylądka Horn.

    Poniżej zamieszczam inną wielką ciekawostkę. Symbol wirującej swastyki (kultu czy plemienia?) Otoczony środowiskiem wodnym i rybami.

    http://aleximreh.wordpress.com/2011/01/03/swastika-in-the-vinca-script-6000-7000-bc/
    The Samarra bowl, at the Pergamon Museum, Berlin. The swastika in the center of the design is a reconstruction.[3]

    Kolejna swastyka, jakby otoczona wodami

    Swastyki pomiędzy ramionami krzyża w kształcie wysp lub planet, otoczone zwierzętami wodnymi (kaczki a może gęsi?)
    Zdęcia swastyk i poniższy tekst, ze strony: http://www.swastika.cba.pl/news/vinca.htm
    „Swastyka występowała we wszystkich ludach Europy. Dotarła tu wraz z napływem plemion indoeuropejskich. Choć używali jej także przed aryjscy mieszkańcy tej części Ziemi. To właśnie tutaj na ziemiach obecnej Ukrainy odnaleziono jedne z najstarszych, obok rysunków z góry Ararat, symbole swastyki – Swastyki z epoki Lodowca, datowane na ok. 10 lub 12 tysięcy lat pne. Swastykę czciły plemiona greckie, romańskie, celtyckie, germańskie i słowiańskie. Dla wszystkich tych plemion miała ona to samo znaczenie. Symbolizowała Słońce, a raczej jego wędrówkę po półkuli północnej. Swastyka dawała szczęścia i powodzenie. Traktowano ją jako symbol religijny, a z czasem jako talizman, umieszczając nad wejściem do domów, czy na dnie naczyń. … W 1939 roku Franz Hancar z Wiednia opisał różne paleolityczne posągi Wenus, czyli posążki Pramatki, które zostały odkryte do tamtego okresu. Opisał on m.in. figurki ptaków z Mezin. Źródłem danych na temat Mezin wydają się artykuły FK Volkova z 1909 roku. Wzory swastyki na figurkach z Mezynia zostały po raz pierwszy uznane przez VA Gorodcova a Franz Hancar nazwał je najstarszymi swastykami znalezionymi do tej pory. Niejaki Campbell datuje znaleziska z Mezynia na starsze niż 10 tysięcy lat pne. Jednak niejaki Abramov, autorytet w sprawie Mezynia, cytowany w książce Kleina stwierdza, że rzeczywista warstwa, w której odnaleziono artefakty może być datowana na 17 tysięcy lat pne, jednak autor strony zastrzega możliwość błędnego odczytu. Żadne z tych źródeł nie zostało dokładnie omówione w pracy FK Volkova. A anglojęzyczne źródła powołujące się na Hancara, określa wiek figurek na 12 – 10 tysięcy lat pne. Najstarszy znaleziony symbol swastyki w Europie i prawdopodobnie na świecie, wyryty na figurce z kości mamuta z przed około 10 – 12 tysięcy lat, a może i więcej. Jak widać najstarsza europejska swastyka jest prawoskrętna.”

    Село Мезин, Десна, пором * Mezyn village, Desna river, ferry
    © Volodymyr Kurylenko (Panoramio)
    Swastyka z Mezin/Ukraina.
    Prawdopodobnie najstarsza!
    Blisko Nas, niedaleko Królewca i stoków Karpat oraz Dunaju– koliby plemion Lechickich.

    Następnym razem, dla ciekawskich, spróbuje na tym blogu zamieścić zdjęcie „kuli” z mojego własnego zbioru, wykopanej własnoręcznie – co zaznaczam, poza obszarem Polski. ORLICKI

Dodaj komentarz

Zaloguj się lub zarejestruj aby komentować bez podpisywania i oczekiwania na moderację (od drugiego komentarza).

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.