Czwarty Mały Tan – Urodziny – Przyjście na Świat Przejawiony

© copyright by Czesław Białczyński

*

Urodziny, urodziny! – pomyślała Lubka, kiedy ze snu się nagle przecknęła. – Dziś mam urodziny! Co też za niespodziankę Tatko mi sprawią, jakiż to upominek Mateczka naszykowała? Czymż to bracia i siostry z Babką Bogolubą mnie obdarują?!


Nie pierwsze to były jej urodziny, więc wiedziała, że wiele miłego dzisiaj się dla niej dokona. Toteż sen nie chciał się jej trzymać. Serduszko dziecięce rwało się do nowego dnia, chociaż ten jeszcze nie nastał. Pan Nocy na Niebiosach bezwzględnie królował, kiedy Śnik Lubkę opuścił, a Domowik opiekuńczo przy niej przycupnął:


– Śpij dziecinko, Noc Głęboka z Panem Ciemności po świecie się teraz przechadza, nie czas to, żeby małe dziecię oczęta przecierało i do żywota dziennego się brało – rzekł jej.


Nie, nie nie. Nie mogła go przecie słuchać, kiedy serduszko tak mocno biło radością, na myśl o tym, co dzisiaj nadejdzie. Wstała. Nóżki na zimną polepę puściła i przed siebie idzie. Do kuszni (kuchni) ją ciągnie i do biesiadnej izby, gdzie zwykle podarki dla dzieci pod czechołem obrzędowym się kładzie. Bannik, co na zapiecku spał, szeroko oczy otworzył:


– Jakem Bannik-Wannik, jakem Wenik-Trzcienik, jakem Rózgacz-Bijak, dokąd no ty się dziecino po nocy wybierasz?! Jużci marsz ty mi z powrotem, do łożnicy!


– Nie, nie nie, nie. Nie mogę cię słuchać, kiedy podarki na mnie czekają. Radość serce moje rozpiera. Pierwsza Duszyczka mnie ciągnie, jakże mam się jej oprzeć, jakem taka mała? – Lubka dalej dzielnie postępuje, mimo że Żyr się obudził i brzydko na nią łypnął, ale choć nigdy nienażarty zaraz powieki spuścił i paszczę przepastną zawarł, w śnie się pogrążając. Skierka z paleniska złotym palcem Lubce grozi, ale dziecię do niej plecami się odwraca. Żarki tam się żarzą, oczmi
żarliwymi do niej mrugają, czerwień ostrzegawczą w izbę kuchenną rzucając:


– Dokąd idziesz?! Nie idź! Sień ciemna! Noc!


Lecz ona za nic ostrzeżenia te, duszków domowych, ma. W sień weszła, żeby do biesiadnej się przeprawić. Czechół i podłaźnik oczy wyobraźni dziecięcej rozpaliły, skrzące ozdoby pod sufitem i podarki bogate, co pod nim na Lubkę czekają!


– Witaj, dziecko drogie, jakże miło cię widzieć.

Kto to?! Ciemno. Wszak nikogo nocą w sieni być nie może? Kto to? Co to? Kto mówi, kiedy nie a nikogo? Z żywych ci on czy duch jaki? Skąd Lubka o duchach wie? Wie. Bo już parę roków na świecie przejawionym przeżyła, babka Bogoluba niejedno jej powiadała.


– Pójdź dziecię, miło się zabawim! Tam u studni dla ciebie wózek w kwiatki malowany czeka! Co ja prawię, nie wózek to, lecz karoca szczerozłota, w dwa koniki wystrugane zaprzężona. W niej lale strojne, pacyny malowane. Jasieniek w czapeczce, Lubeczka w serdaku cekinami nabijanym, w spódnicy pasiastej, z zapaską białą, z koralami czerwonymi na szyi!

I patrzcie, Lubka miast do biesiadnej, ku wrotom idzie i na dwór wyszła. Ku studni zmierza. Zmrok z lekka szarzeje. Lelek gdzieś w ogrodzie na gruszy zakwilił i nieco lęku w dziecinne serduszko wlał. Stanęła na drodze, ale na chwilkę tylko. Cofnie się, nie cofnie?


Nie, nie nie, nie, nie! Nie mogłaż ci ona się zatrzymać o krok od sutego podarunku! Nie mogła, kiedy już rżenie koników słyszała. Nie mogła, kiej ją Jesieniek przyzywał. Nie mogła w dzień urodzin swoich po łożnicy z boku na bok się wywracać, nie mogła ci ona snu dłużej znieść, kiej karoca złocona na nią czekała. Serce mocniej zabiło i krok następny zrobiła. Tak przy studni stanęła.


– Tu ci ja dla ciebie ten wózeczek barwny, karocę złoconą, z wstążeczkami serdaczek, w pasy spódnicę, zapaskę białą, korale czerwone, koronę kwietną, tu ci ja dla ciebie wszystko owo zgotowałem, tu ci to mam! Spójrz, spojrzyj w wody lustro! Jak ty pięknie w strojach onych wyglądasz, jaka z ciebie dorodna panna wyrośnie, spójrz! Patrzaj, koniki czekają, kopytami przebierają, grzywami potrząsają, prężą się! Spojrzyj się, Jasieniek cię czeka, chłopak jak malowanie! Wejrzyjże w źrenice jego, spojrzyj, jak cię on pokocha, jak cię kochał zawsze będzie! Na śmierć i życie! Na życie i śmierć!


Lubka nad głębiną się nachyla, przez krawędź w toń wodną spoziera. Gwiazda Zaranna tam się odbija i kołysze wodami. Wtem ktoś ją za dłoń uchwycił, ku sobie pociągnął i trzyma!
Woda, Woda Czysta, Woda Przejrzysta, prosto ze Źródła Woda Bijąca, Woda Wszystkowiedząca, Woda Wodząca! Powiedz, Lustereczko, przecie… kto jest…?

Miesiąc Pełny na niebo wzszedł, spod chmur w głąb studni zajrzał, lustereczko owo rozjaśnił.


– Och, jakie twe lico krasne. Najkraśniejsze! Och, jakie twe oczy błękitne. Najbłękitniejsze. Ach, jaka twa skóra gładka, meszkiem lubym okryta jak u brzoskwinki! Najgładziejsza! Najbrzoskiniowsza! Spojrzyj.

Więc Lubka spoziera, jeszcze głębiej się wychyla. – A co to? Zwierciadło nagle ku niej się przybliżyło, nagle jej twarz powiększyło, twarzy odbicie coraz wyraźniejsze, oczy większe i większe… Chlup!… Jasieniek to w ramiona ją wziął?

Nie, to Wodna Pani za rękę ją bierze, za sobą w głębinę ją pociąga… W objęciach chłodnych ją tuli.


– Chodź, chodź. Pójdź w Królestwo Moje, jam Słodkich Wód Królowa! Lubko moja kochana, do ciebie przemawiam w twoje Przyjście na Świat Przejawiony, w dzień twojego urodzenia, którego rocznica na dzisiaj przypada. A pamiętasz ty, dziecino, jakeś się w wodach pławiła? Jakże to miłe było, czyż nie?! Pójdź, pokażę ci pałace moje… Z wód wyrosłaś i do wód wracasz. Cała wodą jesteś! Mojaś ty, Moja! Wejdź w Królestwo Moje.


O Urodzeniu, a nie o Narodzinach, wszystko ci powiem. Do twojej Drugiej Duszyczki dzisiaj mówię, tej wiedzącej, widzącej, tej wodzącej, tej zwiedliwej. Urodziny a Narodziny to dwie różne sprawy. A jedna ważniejsza od drugiej. Mało ludziom zwykłym o tym wiadomo. A skoro ja – Pani Wód Słodkich, Pani Płytkowodzi, ciebie na słuchaczkę swoją wybrałam, ty w Jawi zwykłego żywota mieć już nie będziesz. Pójdź, wstąp w Królestwo Moje! Jak onegdaj Sadko w Podmorskie Pałace męża mego, Wodo-Wełma-Udyna wszedł, tak ty też. Pójdź dziecino, ja prawdę całą ci wyjawię. Od Pana Ciemności, który majakiem Jasieńka Malowanego i jego Konika Bułanego zwodzi, ja ciebie ochronię. Mojaś ty, Moja! Wejdź w Królestwo Moje!

W rzeczy samej Królowa Wód srebrzystym ogonem łuskowanym niczym welonem falując, ku Złotym Wrotom dziecię kieruje, a cały czas mową słodszą niż najsłodsze karmele przemawia.


– Urodziny to święto, które każdego roku gromko się świętuje. To Tan Mały, lecz godny, godzi się go świętować i przenigdy o onym świętowaniu nie zapomnieć. Ucztować trzeba, podarki przyjmować, ale i kiedy inni urodziny swoje własne czczą, z nimi ucztować i darami ich obsypywać. Wzajem dobrym słowem i uczuciem się dzielić. Kiedy nikt o urodzinach twoich nie pomni, to jakby cię już wśród żywych nie było. Na Drugi Świat pora się przenieść. Pewnaś ty, że mateczka i tatulo o dzisiejszych urodzinach twoich pamiętali?!… Nic to, jeśli oni zapomnieli, zabyli cię, to ja ci to wynagrodzę. Spójrz!

Wrota się rozwierają, a za nimi cały świat jako żywy, jeno pod wodami rozciągnięty, w wodach skryty, w toni zanurzony. Łąki kwieciem pokryte po pagórach rozesłane, droga kamieniem wyłożona między nimi się wije. Drogą karawany sute z towarami, z przyprawami, z kuglarzami, ze zwierzyną ciągną. Drogą tą wojowie srebrno-złoci ze skrzydłami u pleców, z pikami długimi, na wierzchowcach siwych szeregami postępują. Drogą tą orszaki książąt i królów świata ze świtą swoją ku murom grodu rozległego, ku bramom złotym szeroko otwartym idą! A grodzisko to tak ci rozległe, że na wysokim widnokresie we mgłach jego białe domy i czerwone dachy
toną. Lecz pośrodku, niczym niebotyczna biała skała o złotych wierzchołkach, pałac z tysiącem wież stoi. Do niego tak ciągną ci ludzie wszyscy, do niego bieżają. A cóż to za gród pod wodą ukryty?!


Kutajch Gród to jest, dziecko moje. Gród Sławy i Prawy! Tam, pośrodku zamkowej sali, mój tron!

Lecz słuchaj o Urodzeniu… Nad rodzeniem samym pieczę Ródź Rodzica ma. Jednak żeby do Szczęsnego Urodzenia doszło, wpierw Miesiąc Pełny Wodę w Krew Przemienia, Miesiąc Pełny ludziom krew Burzy, Miesiąc Uczuciem Targa jak Falą, Wodami Miesiąc Przypływa, Wodami Łuna-Kniazini Odpływa. Wpierw Wody Noszenie, Wody Wezbranie, Wody Opadanie, Wody Kołysanie, Krew i Woda, krew nie Woda, woda nie krew! Wody Karmienie, Karmą Wód Sycenie, Wody
Dziewięcio-Miesięcznej Królowanie w Łonie Matki. Oto co wpierw miejsce mieć musi.


Poród zawsze stanowi dla życia rodzącej zagrożenie. Po to odbywa się go w łaźniach-baniach, w pirciach, by stare babki – dule, dodóle, miały pieczę nad rodzącą nowe życie położnicą.


Na szczęsne urodzenie darowuje się chlebek Kładziwo, a położnicę przed porodem prowadzi się przez Kładkę lub Mostek nad strumieniem. To odzwierciedla w pełni Kład, Kładbę, Ka dla Ra, przejście Człowieka przez Drabiny i Kładki Welańskie oraz Most-Niemost w Komorze Sowiego. Owo bezpieczne przejście nad oczyszczającą wodą po kładce i dar kładziwa ma dać bezpieczeństwo w czasie porodu.

Święto Urodzin to jest zwieńczenie tego okresu:
Dziewiąta Miesięcznica Słoneczna Bytowania Ziemskiego u człowieka;
Po Dziesięciu Księżycach Przyjście Istoty Boskiej na Świat Przejawiony;
Wejście Istoty w Świat Świetlisty w Nowym Wcieleniu.
Istota ta jest Samym Życiem i Bytem, a jako taka jest Wciąż Bezimienna. Nie jest Zerywanem-Człowiekiem ani Zwirzorem-Zwierzęciem, ani Zróstem-Rośliną. Jest Bytem ino, Byliną albo Bylicą.

Ten Tan Urodzin dotyczy więc nie tylko ludzi – Zerywanów, ale też Zwirzorów i Zróstów przychodzących na świat. Wszyscy ci oni z urodzeniem, z przybyciem w Jawię Bylicami i Bylinami, Bytami ino są i aż nimi są, bo Bylice to wszak bogunki, a oni to Boginiaki – Cząstki Bożej Nosiciele. Wszyscy oni także już płeć swoją mają. Istota taka jest tylko i aż Życiem Czystym, Żywotem Wiekuistym, Białą Karmą wszczepioną w Ist-Byt Matki Ziemi i posiada już określony rodzaj – męski albo żeński. Jest Żywotem bez Przeznaczenia, bez Przypisania Boskiego, bez Doli, bez Wyroków Boskich i Ziemskich, bez Tytułu Przywiązanego, bez Miana Danego, ale na pewno wyrośnie z niej mężczyzna albo kobieta. To są ino Dwie Dusze Czyste w żywe ciało wwiedzione i aż dwie: jedna czująca, druga zaś wiedząca – obie boskie.

Dlatego do Drugiej Duszyczki Twojej dzisiaj przemawiam – tej wiedzącej, widzącej, wodzącej, która w ciało ziemskie i w Gwiezdną Baję w Urodziny jest wszywana. Trzecia Duszyczka u Człowieka pojawi się i przejawi w Jawi, kiedy Rodzanice, Narecznice i Sądzenice ku dziecięciu wniosą Przeznaczenie, Wyroki i Dolę. Te trzy rzeczy dziecięciu one darowują wyryte na Deszczułkach Niebiańskich, Patyczkami i Nieciami Welskimi w nie wpisane, podczas gdy ich prawzór Władcy Baji pięknie wszywają wikłami w oną Materię Wszego Świata. Niecią Skrzystą wplatają je w nią
i na Niebiosa wynoszą, a Gwiazdą Jasną je zapłoniają. Od tej chwili Duch Święty jest w Jedń scalony.

Urodziny to Święto Matki Rodzicy i Narodzonego Nowo Dziecięcia jej. To szczęsne zwieńczenie porodem długiej Drogi Przeradzania się Czystego Istu Ducha z Macierzy Nieskończonej w Materię Przyrodzoną Matki-Kobiety, a z niej w Przyrodę Ziemi-Matki. To Święto Rodów i Wodów.

Przeto w Dzień Urodzenia, kiedy dla mateczki największym darem jest zdrowe dziecię, tako dla niej i dla dziecięcia ojciec niech swoje dary naszykuje. A chłopcu niech ojciec piękną Strzałę Życia daruje. Niech ją w pięć bajorków barwnych ustroi: w bajorek Boga Działu, który się danym Kołwiekiem Opiekuje (czyli w czarny lub biały), w bajorek Boga Opiekuna Danego Roku, w bajorek danego Brata Miesiąca i w dwa bajorki bogów, którym ojciec i matka poruczeni w opiekę byli. A dziewczynce niech ojciec da Cięciwę ukręconą z konopnego Sznura-Dratwy, w Konopny Motek Mokoszy ułożoną, z takimiż samymi pięcioma bajorkami co dla chłopaka, w Mokosze Węzły Przeznaczenia na Przęśliku przewiązaną.

A dlaczego pięć bajorków? Kapiszty z Mazji Środkowej i Wschodniej spod Gór Karych i z Dachu Świata powiadać będą, iż dlatego, że pięć Żywiołów jest, ale my wiemy, że Żywiołów jest osiem i do tego Mocy dwanaście, a wszech bogów 96, zaś z dwunastoma Braćmi Miesiącami 108.
Jest pięć bajorków, bo 5 to czerta Granicy, a w Urodziny właśnie granica Prawi i Jawi przez Nowonarodzonego została przekroczona. Niech ta Strzała chłopcu, a Cięciwa-Dratwa, czyli Nić razem z Przęślikiem, dziewczynce aż do śmierci we wszystkim towarzyszy.

Tak to jest, Lubko miła, z owym dniem, który dzisiaj świętujesz po raz czwarty. A jak to onego dnia u ciebie, gdyś się rodziła, było?

Zaraz po wcieleniu Drugiej Duszyczki przyszłaś do świata przejawionego i przedstawiłaś się Wszemu Światowi. A wydawszy pierwsze Dźwięki, które według Głagołady-Głagolicy oznaczają w mowie-głagole AAA, stałaś się Przed-Duchem Świętym częścią PraNyi– Pranicy, z Wielkiej Macierzy zrodziłaś się w Przyrodę. A kiedy wypowiadając AAA, zamknęłaś usta, powstało M.
I wyszło z Ducha Twego AAM – AUM – OM – O˛ M (ĄM). To Aam-Aum powtarzając, mówimy AAMAAMAAMAA i rodzice cieszą się, że już mówimy MAMA. Jak prawi Gładolica Głagołada, występujące na początku SŁOWA samogłoski jotujemy, więc AAM oznacza też JAM, czyli wcielonego w Materię Przed-Ducha Świętego, czyli zrodzone w Miłości Dziecko Boże, Przejawienie Pełni w Świecie, Przejawienie Jedyności, Światła Świata – Jam Jest! JAM JEST!


Orły Welańskie Drugą Duszyczkę oną w ciało Istoty Ziemskiej wnoszą. Miano ich, Orły Welańskie, bierze się stąd, że mają wygląd wielogłowych i wieloskrzydłych obrych orłów, orłów olbrzymów.

Różne Ludy Słowa różnie je widzą i różnie mienią, gdyż nie są to przecie zwykłe ptaki ani proste inogi, tylko Isty Boskie. Mówią więc o nich: Starki, Staroki, (jako że to są byty prastare), Szczerkele, Sztrkoty, Sztorklje, Strasze (jako o wtryskujących or, orch-erg ożywczy-orzywny w ciało), Cziapy, Szcziapy, Boćki, Busioły, Błowesze (jako że błogo w byt żywot wszczapiają, czyli wnoszą), Barze-Warze i Rody (jako że żywot zapalają i rodzą), Ajsty (jako że isty niosą), Sarasy, Karkaty, Krasy (jako RA dające), Lejleki, Leleki, Lelki (jako dusz lejiciele z Weli i w Welę), albo jeszcze inaczej.

Żaden Ist, żaden Inóg tylu mian ziemskich nie ma, co Welański Or (Ariel, Orzeł).
Dusza Odnowiona wchodzi w jeszcze Nienarodzone, kiedy jest ono w łonie matki. Z chwilą, gdy człowiek przyjdzie na świat, opuściwszy owo łono, Lelij-Smęt z Płonem zapala jego znicz-gwiazdę, a Makosz wplata nieć-śnić w Baję – Materię Wszego Świata. Wtedy też Dodola daje wierg Stworzycom – Boginkom Narodzin i Przeznaczenia, a one niosą go dziecku i wkładają pod poduszkę, przypisując tym sposobem miano i dolę na całe życie. Lecz nie od razu one ku dziecięciu przybywają, a dopiero wtedy, kiedy ostatnia część materii, co do noworodka nie przynależy, a z Łożyska Macierzyńskiego pochodzi, od ciała jego odpadnie. Wtedy to wyzwolona Wyrokiem Bożym wydziela się, ukształca i zamyka Trzecia Duszyczka – ta mianująca człowieka, ta która jest wiergiem jego.

Rodzanice, Sądzenice i Narecznice służą nie Bogom Urodzenia – Wodom i Ródzi Rudej, ale
Rodżanie, Mokoszom i Prowom-Czystom, Bogom Narodzenia. Z darami przyniesionymi przez owe
boginki spływa więc od Bogów na człowieka duchowy wierg-wyrok (karma). Stąd dwa osobne
święta się świętuje: Urodzin Czystej Istoty, kiedy ist-byt ona otrzymuje oraz Bożego Narodzenia,
czyli Mianowania Istu Ziemskiego137.
Tak mówiąc, Woda Bogini do pałacu Lubkę wprowadza, podczas gdy Syreny-Czetlice na trąbach
pieśń syrenią grają, a Wodnice… Lecz co to… sen, niesen? Och!!!
– Ja, Rada Zboża, szczęśliwie wyrywam cię, dziecino, z Głębi, z Wód toni. Z nasienia Ragu-Jądra
wydobywam cię w Byt Ziemski przez łono Matki, na Łono Przyrody, na Matkę Ziemię cię kładę,
w ich ramiona cię Dawam.
Co za szczęście… Wszystko to snem jeno było! – Lubka oczęta przeciera, słonko promyk pierwszy
na jasnej grzywce dziewczynki kładzie. – Sen to był tylko czy nie sen?
– Dzisiaj przecie moje urodziny?! – Z radosnym śmiechem zerwała się, z izby do sieni wypadła, przez drzwi na podwórze… i ku studni biegiem popędziła…

Podziel się!