Stanisław Florian: Trzaskowszczyzna, Grupa Bilderberg i trzaśnięcie Polaków w… twarz!

Trzaskowszczyzna, Grupa Bilderberg i trzaśnięcie Polaków w… twarz

Pod koniec maja, gdy stało się jasne, że wykidaną kandydatkę POstKOmuny na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zastąpi trzaśnięty prezydent warszawskich salonów, któremu ręki nie chciała podać nawet poprzednia prezydent tych salonów – postanowiłem sprawdzić kto zacz?

 

 

Najpierw trafiłem na ciekawą socjologicznie analizę Stanisława Janeckiego z tygodnika „Sieci”. Zdefiniował on nowego kandydata POKO poprzez jego elektorat, „trzaskowszczyznę”, jako „doświadczenie pokoleniowe (czterdziestolatków), środowiskowe ze względu na status (inteligencja, twórcy), wielkomiejskie, obyczajowe (to nie są eksperymentatorzy, choć nastawieni liberalnie) i kulturowe (tzw. syndrom europejczyka). Najwięcej osób dotkniętych syndromem trzaskowszczyzny znalazło zajęcie w korporacjach, pracują jako twórcy, są obecni w wolnych zawodach, a najmniej jest ich w polityce. Przede wszystkim dlatego, że uważają się od przeciętnych polityków za inteligentniejszych, lepiej wykształconych, kulturowo bogatszych, mających lepsze pochodzenie, przygotowanych do bycia elitą. No i w polityce, jak dla nich, za mało się zarabia”. Według niego „Przedstawiciele trzaskowszczyzny to kolekcjonerzy: sprawności, tytułów, dyplomów, certyfikatów, stanowisk, znajomości i koligacji. Nastawienie na sukces przedstawicieli trzaskowszczyzny oraz ich dążenie do zastąpienia tych, którzy zajęli ważne stanowiska w pierwszych dwóch dekadach istnienia III RP, sprawia, że są wyjątkowo poprawni politycznie, sformatowani na centrum, choć z liberalnym wychyleniem. Z tego powodu w ogromnej większości są też konformistami, bardzo rzadko decydującymi się na ryzykowne wybory. W polityce są równie sformatowani jak w korporacjach, gdzie „wychylanie się” uniemożliwia awans. (…) Trzaskowszczyzna to” lobby nowoczesnych klasowych prymusów, którzy nie znoszą, gdy ktoś lub coś ich przyćmiewa; ich – „bywałych, mających wpływowych znajomych i kolegów oraz równie wpływowych mentorów”. „Prymusa wszyscy mają lubić, bo jest fajny, z dobrego domu, ustosunkowany, otoczony wianuszkiem równie fajnych i ustosunkowanych kolegów i stosownie zblazowany”. Od ponad dekady owi „prymusi” „byli oni odsuwani od pierwszego szeregu polskiej polityki i wpływu na życie społeczne przez starszą, znacznie radykalniejszą, bardziej rewolucyjną michnikowszczyznę. Jednak michnikowszczyzna straciła znaczenie, więc szanse ma trzaskowszczyzna (…). Trzaskowszczyzna to nierewolucyjna wersja pokolenia marcowych i pomarcowych komandosów, wykorzystujących pozycję swoich rodziców i ich grupowe powiązania oraz świadczone sobie przysługi. (…) jest próbą przełamania hierarchii społecznych ustanowionych przez michnikowszczyznę, choć korzysta ze wsparcia bardzo osłabionej michnikowszczyzny wszędzie tam, gdzie ta się jeszcze liczy. Trzaskowszczyzna jest efektem filozofii ciepłej wody w kranie Donalda Tuska. Tworzą ją ludzie wygodni, przyzwyczajeni do wysokiego poziomu życia, trochę dandysi, którzy nie doświadczyli walki o byt w strukturach partii, korporacji, instytucji czy organizacji. Trzaskowszczyzna jest elitarystyczna, zamknięta i odwołuje się do statusu, dlatego ma trudności z trafieniem do przeciętnych ludzi. Jest elitą tzw. warszawki i bardzo imponuje „słoikom”, które chciałyby być jej częścią.”

Ponieważ „portret zbiorowy” elektoratu kandydata POKO wydał mi się adekwatny do rzeczywistości, postanowiłem sprawdzić, co o nim piszą w Wikipedii. A tam: szok i niedowierzanie – informacja z czerwca 2019 r., że „był uczestnikiem spotkania Grupy Bilderberg”.

Hotel Bilderberg w Oosterbeek

Jako, że nie wszyscy muszą wiedzieć, o co chodzi – odsyłam najpierw do hasła w Wikipedii o tej Grupie. Tam do kandydata POKO informacja dodatkowa: „Do spotkań grupy spośród obywateli Polski zostali zaproszeni:

Pierwsze co musi uderzać: w spotkaniach tej Grupy się nie uczestniczy, tak po prostu, jak mogłoby wynikać z biogramu Trzaskowskiego w Wikipedii. Nie jest się demokratycznie wybranym przedstawicielem swojej społeczności, narodu, swoich obywateli. Na jej spotkania jest się zapraszanym. Jak onegdaj – na dywanik do Moskwy. Na takie „zaproszenie” niektórzy czekają całe życie, a nie skorzystanie z takiego wezwania do stawiennictwa – może się równać zlekceważeniu zaproszenia na bal u „dobrotliwego cara batiuszki”… Jak bardzo „dobrotliwe” jest to zaproszenie świadczy odpowiedź Radosława Sikorskiego na pytanie Money.pl jak wyglądają takie spotkania. Były szef polskiego MSZ „odpisał krótko: – Nie mogę, bo by mnie zlikwidowali”… Sam neokandydat neoliberalów z POKO na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej przyznał, że zaproszenie otrzymał właśnie od R. Sikorskiego, który od 2016 r. jest członkiem Komitetu Sterującego Grupy.

Wyjaśnijmy sobie zatem, czym jest owa Grupa Bilderberg. Oficjalnie jest to międzynarodowe stowarzyszenie najwyższej rangi osób ze środowisk politycznych i gospodarczych, które organizuje coroczne spotkania za zamkniętymi drzwiami, podczas których zaproszeni uczestnicy omawiają i oceniają najważniejsze z punktu widzenia interesów elit światowych sprawy globalnego bezpieczeństwa, polityki i gospodarki. Jak można przeczytać w Wikipedii „Pierwsze spotkanie zorganizowane przez grupę miało miejsce w holenderskim Hotelu de Bilderberg (stąd pochodzi nazwa grupy) w Oosterbeek w maju 1954 roku. Odbyło się z inicjatywy polskiego emigranta i wpływowego europejskiego polityka Józefa Retingera, który przekonał do swojego pomysłu holenderskiego księcia Bernharda. Retinger był stałym sekretarzem grupy aż do śmierci w 1960 roku. Celem utworzenia grupy było zbliżenie interesów gospodarczych Europy i Stanów Zjednoczonych”. Jak przypomina „Gazeta Warszawska” – Retinger „Skontaktował się z belgijskim księciem Bernhardem of Lippe-Biesterfeld, mężem holenderskiej królowej Juliany. Do grupy dołączyli były belgijski premier Paul van Zeeland i prezes Unilevera Paul Rijkens. Grupa skontaktowała się z Amerykanami i tak oto emigrant z Polski stał się jednym z założycieli Grupy Bilderberg”. Pozostał sekretarzem Grupy do śmierci w 1960 r., chociaż „zmarł w biedzie w Londynie w 1960 r. na raka płuc”.

Józef Retinger

Holenderski jakoby książę Benhard, którego przekonał do pierwszego spotkania Oosterbeek „nasz” jakoby Józef Retinger – był faktycznie arystokratą niemieckim, z rodu Lippe-Biesterfeld. Ród ten, od XVII w. boczna gałąź hrabiów, a później książąt Lippe-Detmold nie posiadał żadnych ziem. Gdy w 1895 r. wygasła linia książąt Lippe-Detmold, po trwającym dziesięć lat sporze rodowym, sąd cesarski w Lipsku wyrokiem z 1905 r. przekazał księstwo linii Lippe-Biesterfeld. Jednak w wyniku rewolucji w Niemczech oraz kapitulacji Niemiec w I wojnie światowej – 12 listopada 1918 r. książę z tego rodu Leopold IV abdykował i utworzone zostało Wolne Państwo Lippe. Zanim do tego doszło w 1911 r. ów ostatni władca tego niemieckiego państewka – w 1911 r. nadał tytuł książęcy swojemu bratankowi Brenhardowi. Ten – po utracie przez ród panowania w Lippe – „spędził młode lata w pruskiej Prowincji Poznańskiej, później Marchii Granicznej Poznańsko-Zachodniopruskiej [czyli na ziemiach zaboru pruskiego, wcześniej Wielkiego Księstwa Poznańskiego – S. F.], w dobrach rodzinnych Reckenwalde  (…), obecnie Wojnowo koło Sulechowa (Züllichau) w Polsce”. Po studiach prawniczych książę bez księstwa żył „rozrywkowo”: „był znany jako miłośnik szybkich samochodów, jazdy konnej i wypraw myśliwskich safari”. Gdy Hitler dochodził do władzy w 1933 r. „odbywał służbę wojskową jako pilot i podjął później pracę w przedsiębiorstwie chemicznym IG Farben”. W latach 1933–1934 firma ta wsparła finansowo niemieckich faszystów łączną kwotą 84,2 mln DM, którą przekazano bezpośrednio na cele NSDAP. Dnia 14 grudnia 1933 roku I.G. Farben podpisało tajne porozumienie w sprawie produkcji syntetyków, stając się przemysłową podporą przygotowań Hitlera do wojny. Zwolniono wówczas naukowców i dyrektorów żydowskiego pochodzenia. Dzięki temu członkowie kierownictwa I.G. Farbenindustrie zajmowali wysokie stanowiska w państwowych instytucjach koordynujących niemiecką gospodarkę wojenną [co doprowadziło do II wojny światowej, holocaustu i ekspansji totalitaryzmu stalinowskiego w Europie środkowej – S. O]. Młodszy brat Bernharda, „Aschwin publicznie poparł politykę Hitlera i NSDAP. On sam – co ujawniono w 1941 i potwierdzają to odtajnione w 2010 roku dokumenty – był członkiem konnej SS. W połowie lat 30. książę Bernhard (…) został zaakceptowany przez królową Holandii Wilhelminę jako kandydat na męża jej córki Juliany, następczyni tronu. (…) przyszły mąż Juliany uchodził za zwolennika polityki niemieckiej, która groziła wybuchem wojny na skalę europejską. W czasie spotkania z Bernhardem Hitler wskazywał na szanse sojuszu niemiecko-holenderskiego, którego osoba księcia miała być gwarantem.”

Książę Bernhard

Po ślubie 7 stycznia 1937 r. „młoda para udała się w podróż poślubną do Polski, przebywając m.in. w Krakowie, Krynicy i w Nawojowej”. Po ataku Niemiec na Holandię „swoimi działaniami ks. Bernard zyskał uznanie Holendrów. Wspomagał rodzinę królewską w wyjeździe do Anglii (…). Sam pozostał w Anglii, gdzie służył jako pilot (nie zaakceptowano jego oferty pracy w wywiadzie), wspierał holenderski ruch oporu w kraju oraz był osobistym sekretarzem królowej Wilhelminy. W 1944 został naczelnym dowódcą wojsk holenderskich, rok później wraz z rodziną powrócił do Holandii. Uczestniczył w rozmowach kapitulacyjnych w maju 1945. Po wojnie pozostał w służbie wojskowej, pełniąc m.in. funkcję szefa połączonych sztabów. (…) W 1948 po abdykacji matki na tron holenderski wstąpiła jego żona Juliana.” Według Wikipedii to ów były członek SS, bohater kilku skandali gospodarczych (m.in. afery łapówkowej firmy Lockhed oraz finansowania reżimu apartheidu w RPA za pośrednictwem znanej fundacji ochrony środowiska World Wildlife Fund [WWF – S. F.], którą współtworzył w 1961 r.) i obyczajowych był inicjatorem Grupy Bilderberg, na spotkaniach której padła m.in. inicjatywa powołania Unii Europejskiej.

Natomiast Józef Hieronim Retinger, ps. okupacyjny „Salamandra”, „Brzoza”, znany też jako „kuzynek diabła” urodził się 17 kwietnia 1888 r. w Krakowie, jako syn adwokata Józefa Stanisława i Marii Krystyny z d. Czyrniańskiej. Jak można przeczytać w Wikipedii „Jego dziad Stanisław pochodził z rodziny żydowskiej, która przyjęła chrzest w 1827 roku w Tarnowie”, a dziadek ze strony matki, Emilian Czyrniański (łem. Емілиян Чырняньскій, ur. 1824 we Florynce, zm. 1888 w Krakowie) – był synem Hryhorija, proboszcza cerkwi grekokatolickiej we Florynce i Chrystyny z d. Kaniuk, czyli wychował się w rodzinie łemkowskiej [Łemkowie, Rusini, Rusnacy – wschodniosłowiańska grupa etniczna, część  narodu rusińskiego, czyli karpatoruskiego, który w Galicji pod panowaniem zaborców austriackich ulegał wpływom nacjonalistycznej propagandy wielkoukraińskiej – S. F.].

Po nagłej śmierci ojca w 1897 r. małym J. H. Retingerem zaopiekował się hr. Władysław Zamoyski, fundator Zakładów Kórnickich, dla którego ojciec chłopca wylicytował w Tatrach teren wokół Morskiego Oka, co w 1902 r. przesądziło w sądzie polubownym między autonomiczną Galicją a habsburskim Królestwem Węgier o pozostawieniu tej części Tatr po stronie polskiej. Hrabia Zamoyski zapewnił mu nie tylko wszechstronne wykształcenie – m. in. studia w paryskiej Sciences Po i na Sorbonie, zwieńczone uzyskanym w wieku dwudziestu lat doktoratem z literatury – ale i wejście do tzw. haute société, wysokiego społeczeństwa, czyli europejskich elit politycznych, arystokracji, wyższego kleru, wielkiej burżuazji czy nobilitowanych kręgów artystycznych. W Paryżu Retinger poznał m.in. Francois Mauriaca, André Gidea, Maurice Ravela. Gdy w 1911 r. wyjechał do Anglii i podjął studia w London School of Economics, poznał lorda Horatio Kitchenera, a za pośrednictwem Arnolda Benneta nawet Josepha Conrada Korzeniowskiego, który – według Normana Dawisa – miał go wprowadzić do kręgu agentów wywiadu brytyjskiego. Poznał też późniejszych premierów: Wielkiej Brytanii – Winstona Churchilla i Francji – Georgesa Clemanceau, a w późniejszych latach – pierwszego prezydenta Izraela Chaima Weizmana. Pod wrażeniem tragedii I Wojny Światowej „ze swoim angielskim przyjacielem, capt. Arthur „Boy” Capelem (amantem Coco Chanel) zaczął pisać książkę „Świat na warsztacie”, w której po raz pierwszy pojawił się pomysł, by utworzyć rząd światowy, oparty na przewodnictwie Anglii i Francji. Po II Wojnie Światowej „Retinger był orędownikiem zjednoczenia Europy”. Gdy podczas debat w budynku parlamentu w Hadze klarowała się koncepcja Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali „opartej na założeniu, że nic nie zapobiega wojnie lepiej niż wspólne interesy potencjalnych przeciwników”, Retinger omawiał swoje koncepcje nie tylko z politykami, ale również z ważnymi duchownymi, w tym m.in. z „kardynałem Giovannim Montini, późniejszym papieżem Pawłem VI. W tym czasie miał wolny wstęp zarówno na Downing Street 10, jak i do Białego Domu. W maju 1954 zorganizował spotkanie ponad setki koronowanych głów, prezydentów i magnatów przemysłowych w hotelu Bilderberg” (Wikipedia).

Już w 1995 r. ukazała się w Polsce książka Mathisa Bortnera „W drodze do upadku ekonomii światowej. Jak dobija się gospodarkę polską od 1989 roku. List otwarty do mojego przyjaciela Lecha Wałęsy” (Nicea 1995), w której wskazano wcześniejsze korzenie Grupy Bilderberg. Retinger – słynny burzyciel „suwerenności państw narodowych” – jeszcze w 1948 r. założył w Genewie Centrum Kultury Europejskiej, które „czerpało idee z Unii Federalnej Narodów [austriackiego – S. F.] hrabiego Ryszarda Coudenhove-Kalergi (1926).”, czyli  Międzynarodowej Unii Paneuropejskiej i ruchu Pan-europejskiego. Według M. Bortnera utworzone przez Retingera Centrum atakuje „cywilizację techniczno-przemysłową, państwo narodowe, suwerenność narodową, republikę, rozum, postęp i emancypację obywateli. (…) zachwala regionalizm, separatyzm, federalizm”. Przy tworzeniu Grupy Bilderberg „poważnej pomocy udzielił twórca [późniejszej, założonej w 1973 r. w celu promowania bliższej współpracy między Europą, Japonią i Ameryką Północną a następnie przejęcia kontroli nad polityką rządu USA – S. F.] Komisji Trójlateralnej i duchowy przywódca CFR [Rady Stosunków Zagranicznych, założonej już w 1921 r. – S. F.] David Rockefeller”. W Grupie Bilderberg spotyka się „większość członków Komisji Trójlateralnej i CFR.

James Warburg

Niektórzy są jednocześnie członkami tych trzech stowarzyszeń naraz”. Członek Grupy afiliowany też przy CFR i Komisji Trójlateralnej, urodzony w Niemczech bankier James Warburg, syn bankiera Paula Warburga, z wybitnego rodu niemieckich i amerykańskich bankierów żydowskiego pochodzenia, doradca finansowy prezydenta Franklina D. Roosevelta oraz „ojciec” systemu Rezerwy Federalnej – podczas przesłuchania 17 lutego 1950 r. przed Senacką Komisją Spraw Zagranicznych USA w chwili szczerości ogłosił: „We shall have world government, whether or not we like it. The question is only whether world government will be achieved by consent or by conquest/ Będziemy mieć światowy rząd, niezależnie od tego, czy nam się to podoba. Pytanie dotyczy tylko tego, czy światowy rząd zostanie osiągnięty za zgodą, czy poprzez podbój”. Dobrowolnie lub przemocą…                Według M. Bortnera „ostatecznym zamiarem grupy de Bilderberg jest bez żadnej wątpliwości, by przy tworzeniu rządu światowego jego członkowie byli wszechwładni. (…) Bez żadnych legalnych praw ludzie z Bilderbergu kupczą wpływami w celu mianowania polityków wyższej rangi, prezydentów, ministrów ważnych resortów w szczególności w służbach bezpieczeństwa oraz resortach spraw zagranicznych, w handlu i komunikacji bez względu na formację polityczną, z której się wywodzą, republikanów, demokratów czy monarchistów na całym świecie. Wygląda na to, że ich ulubioną metodą byłoby zarządzanie kryzysami, aby nie dopuścić (…) narodów świata do wyjścia z kryzysu, przedłużenie nieporządku, konfliktów, wojen, aż poddadzą się one same tym naciskom, znieruchomiałe, zagłodzone, bez pracy, w łapach tyranii mondialistycznej. Stworzono okoliczności analogiczne do tych, które pozwoliły Stalinowi zawładnąć Polską w 1945.”

Wprawdzie Stanislas Balcerac na łamach „Gazety Warszawskiej” pisał w 2019 r., że w 1999 r. przewodniczącym Grupy „został urodzony w Budapeszcie Belg, baron Étienne Davignon. W 2012 r. po raz pierwszy przewodniczącym został Francuz, książę Henri de La Croix de Castries, były prezes francuskiego ubezpieczeniowego giganta: koncernu AXA”; i dodawał z przekąsem: „Był to widoczny sygnał zmiany profilu Grupy Bilderberg. O ile podczas trwania zimnej wojny głównymi celami Grupy Bilderberg było wzmacnianie transatlantyckiego aliansu z USA i obrona Europy przed ewentualną sowietyzacją, to po upadku ZSRR i muru berlińskiego Grupa Bilderberg straciła na strategicznym znaczeniu i zdryfowała stopniowo w stronę grupy patrycjuszy zatroskanych o stabilność rynków finansowych (czyli o ich pieniądze).” Jednak w 2015 r. ukazała się książka Daniela Estulina „Prawdziwa historia Klubu Bilderberg”, w której czytamy: „Jak się tworzy utopijny świat, idealny świat Davida Rockefellera, gdzie „ponadnarodowa suwerenność światowej finansjery wypiera narodowe systemy prawne wypracowane w poprzednich wiekach”?  Okazuje się, że jest to całkiem proste. Obecna demokracja parlamentarna działa w oparciu o „obieralny” rząd – głowę państwa i spore ciało opiniodawcze – który można obalić w dowolnym momencie za pomocą wyreżyserowanego kryzysu, oraz trzecią siłę (nazywaną „niezależnym systemem banku centralnego”) zajmującą się finansami. W Stanach Zjednoczonych ten „niezależny” system bankowy jest znany jako System Rezerwy Federalnej, prywatny bank powiązany z Grupą Bilderberg. W Europie niezależny system bankowy jest kierowany przez Europejski Bank Centralny, którego politykę monetarną determinują członkowie elity Bilderbergu, tacy jak Jean-Claude Trichet. W Wielkiej Brytanii niezależny system bankowy opiera się na Bank of England, którego zwierzchnicy należą również do wewnętrznego kręgu Bilderbergu. „Niezależny system banku centralnego” kontroluje emisję pieniądza, krajowy system kredytowy i stopy procentowe i za każdym razem , kiedy rząd zadziała niezgodnie z jego wolą, używa swojej władzy, by doprowadzić do jego upadku. Margaret Thatcher, brytyjska premier została usunięta ze stanowiska przez własną partię, ponieważ była przeciwna dobrowolnemu poddaniu suwerenności brytyjskiej europejskiemu superpaństwu stworzonemu przez Bilderberg.” Bogdan Zalewski na łamach rmf.24 kwituje to krótkim stwierdzeniem: „Globaliści naprawdę mają arystokrację decydentów”.

Jak powiedział Jan „piniendzy nie ma i nie będzie” Vincent-Rostowski dla Money.pl: „- W tych spotkaniach uczestniczy wielu ciekawych i inteligentnych ludzi. I niewątpliwie powołanie grupy przysłużyło się powstaniu NATO, a więc pośrednio rozwiązaniu Związku Radzieckiego. Poza tym spotkania grupy Bilderberg nie różnią się niczym od wielu innych konferencji. Dlatego uważam, że genialnym posunięciem PR-owym było wprowadzeniem poufności, ponieważ to sprawiło, że zainteresowanie pracami grupy wzrosło dziesięciokrotnie”.

Dlatego, kiedy po odkryciu udziału Trzaskowskiego w ubiegłorocznym spotkaniu Grupy Bilderberg rozesłałem informację o tym do kilku fejsbukowych znajomych, ciekaw byłem reakcji. W odpowiedzi „znajomy” z kręgów radykalnego związku zawodowego odpisał, że to stara informacja i że ten kandydat już się z tego tłumaczył. Zapytałem, czy się wytłumaczył. Odpowiedź brzmiała – nie. Na moje dalsze pytanie, czy większość ludzi o tym wie – odpowiedział, że według niego, niewielu.

Ciekaw byłem reakcji innego znajomego z fb, który zwykle wykazuje się daleko idącym krytycyzmem do internetowych sensacji. W odpowiedzi na moją wiadomość odpisał: „Rozumiem że szok polega na tym kogo nie zaprosili ”. Następnie dodał: „Nie chciałem głosować na Trzaskowskiego. Ale przekonałeś mnie. Widzę że liczy się w polityce światowej”. Na moją reakcję: „Jako pionek, to są fatalne dla Polaków rekomendacje” – „znajomy” ripostował: „Fatalnie jest wtedy kiedy cię nie ma przy stole. Nie ma gorszych rekomendacji. Tym bardziej jeśli to jest grupa nieformalna fatalne jest to że się rozmontowuje państwo prawa jeśli miałbym Ci przesłać co mnie bulwersuje to bym musiał zasypać Twoją skrzynkę”. Odpowiedziałem: „Rozumiem Twój punkt widzenia, ale go nie podzielam: dopuszczenie takiego masońskiego nominata do urzędu prezydenta RP oznacza likwidację suwerenności państwa i narodu, który je tworzy”. Odpowiedź brzmiała: „Pomijam wątek tzw. masonerii bo tu moglibyśmy długo i bez skutku. Ale prosto. Uważasz, że to gremium ma jakiś wpływ politykę światową? Zakładam, że tak bo inaczej byś uznał, że nie warto się tym zajmować. OK, to w takim razie jak mamy realizować nasze cele? Są dwie drogi albo z nimi rozmawiać albo się z nimi bić (cokolwiek by to miało znaczyć). Oni nie mają obowiązku zapraszać „przedstawiciela” jakiegoś kraju. Zapraszają tych którzy mogą być partnerem w rozmowie. Popatrz na tę listę, jakie uczelnie skończyli, na ich kompetencje negocjacyjne, kontakty międzynarodowe. Jakoś z narodowo-prawicowego grajdoła nikogo tam nie widzę. No bo niby kogo mieliby zaprosić? Fotygę? Zagrożenie dla Polski? No proszę Cię  Do niczego go nie zmuszą bo niby jak? Zagrożeniem dla Polski jest ustalanie strategicznych tematów bez nas. Zagrożeniem jest sytuacja kiedy rządzą nami gówniarze z którymi nikt nie chce rozmawiać. I tego się naprawdę obawiam.” Moje kolejne pytanie: „o jakim partnerstwie Ty mówisz? Chodzi o ich nominata, aby podpisywał akty prawne przywracające rolę Polaków, jako taniej siły roboczej i służebną pozycję Polski w duecie Rosja-Niemcy. Zdecydowanie się tu nie dogadamy”. Znajomy odpowiedział: „Chyba różnie rozumiemy co znaczy nominat. Nominata mamy teraz, który podpisuje co mu podsuną. Różnie też rozumiemy rolę prezydenta. Prezydent ma stać straży konstytucji i to jest jego główna rolą. Nie kształtuje polityki gospodarczej.”

Zapytałem więc: „A jak to jest zapisane w Konstytucji, której ma strzec? Jakie tam są zapisy odnośnie prerogatyw Prezydenta?” Wobec braku reakcji – zabrakło merytorycznych argumentów? – dopisałem: „ja jestem z takich, którzy uważają, że prezydentura, jako instytucja, jest reliktem monarchii, a zatem w republice, jaką jest Rzeczpospolita, nie ma racji bytu. Dlatego albo należy zlikwidować ten urząd, albo – konsekwentnie stosując monteskiuszowski trójpodział władzy – usunąć urząd pierwszego ministra/premiera i rząd, jak w USA, podporządkować odpowiednio silnemu urzędowi prezydenta.

Póki to jednak nie nastąpiło i Konstytucja stanowi inaczej, należy przestrzegać jej zapisów w całości, a nie wybiórczo. A tam nie jest napisane, że Prezydent Rzeczypospolitej „ma stać na straży Konstytucji i to jest jego główna rola”. Tam jest napisane tak: „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej. Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium.” Dlatego uważam, że o ile może być prezydent z takiej czy innej partii politycznej – bo są prawnym elementem systemu politycznego w Polsce – albo mieć poparcie, którejś z partii, a do żadnej nie należeć, to niezgodne z Konstytucją jest, aby prezydent był reprezentantem masońskiej organizacji ponadnarodowych hochsztaplerów, bo tego w Konstytucji nie mamy.

Bo ktoś taki nie będzie „najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej”, a tej pozapolskiej formacji, ani nie będzie „gwarantem ciągłości władzy państwowej”, bo ta mafijna struktura nie liczy się z poszczególnymi państwami, a realizuje interesy ponadpaństwowych lobbys ponadnarodowych grup interesów wielkich kapitalistów. Dlatego nie będzie czuwać „nad przestrzeganiem Konstytucji”, bo ma ją w głębokim poważaniu, jeśli nie zapewnia im realizacji nadzwyczajnych zysków i przywilejów. Nie będzie też stać „na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa oraz nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium”, bo granice i niepodzielne terytorium są przeszkodami w realizacji ich ponadnarodowych, neokolonialnych konszachtów, dla niepoznaki nazywanych interesami i inwestycjami.

Dlatego uważam, że nie wolno, jeśli się jest lojalnym obywatelem Rzeczypospolitej oddawać głosu na kogoś takiego jak Trzaskowski. Można, a nawet trzeba krytykować obecnego prezydenta, można na niego nie głosować, wybierać innego kandydata, ale jeśli się uczciwie mówi o przestrzeganiu Konstytucji RP – nie można ze względów prawnych i moralnych wybierać Trzaskowskiego.

Takie jest moje – może przydługie – uzasadnienie, dlaczego sprawa udziału w grupie Bilderberg, w mojej ocenie, dyskwalifikuje tę kandydaturę na prezydenta”.

I z tą opinią – oraz głuchym milczeniem „znajomego” z fb – pozostawiam wszystkich zainteresowanych kandydaturą prezydenta warszawskich salonów i słoików na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

Stanisław Florian

Podziel się!