Czy Polacy mogą wywołać wojnę chińsko-rosyjską, czyli krótkie dzieje Królestwa Jaksa nad Amurem

Quantcast

Trochę prehistorii

Na początek należy dla porządku wspomnieć, że już mniej więcej 20.000 lat p.n.e. ziemie Ałtaju, Kazahstanu, ziemie nad jeziorem Bajkał i Bałhasz a także nas Styr-darią, Amu-darią i jeziorem Aralskim a także Ural zamieszkiwała ludność o haplogrupie R1a1a1, którą dzisiejsza wiedza z zakresu nauki ścisłej jaką jest genetyka, łączy jednoznacznie z Prasłowianami, których niekiedy nazywa się też Słowiano-Indo-Irańczykami. Już około 7000 lat p.n.e tworzyli oni tutaj wyrafinowane cywilizacje, między innymi w Gonurze ( o czym można przeczytać w innym artykule tego blogu) a także w Arkajammie-Arkaimie i wielu innych miejscach. Hodowlę konia, uprawę zbóż i sposoby pieczenia chleba, wyrób pierogów, makaronu i wiele innych wynalazków wprowadzili oni do Chin poprzez te właśnie tereny nad Amurem i poprzez ziemie Tocharów, których my nazywamy Harami Toka Maga Wielkiego – czyli Toka Harami, ale nazywano ich w starożytności także Karopanami lub Czaropanami i od nich pochodzi nazwa Karopaty (Karpącie, Harpącie – Wharat). Krowie mleko się w Chinach nie przyjęły, bo okazało się że mają oni nietolerancję na mleko krowie, ale inne kiszonki słowiano-skołockie, już zdecydowanie tak.

Ciż Tokharowie rządzili nie tylko nad Jeziorem Hara (dzisiaj Aral), ale i nad rzeką Tarym oraz na pustyni Toka Uciekły Maga – dziś nazywanej Takla Mahan, a także na Dachu Świata – w Himalajach i po ich drugiej stronie nad rzeką Widjusz (Indus) w dzisiejszych Indiach i Pakistanie . Trzeba o tym pamiętać kiedy Rosja w imieniu tej samej ludności o haplogrupie R1a1a1 sięgnęła po te ziemie o tysiące lat później, bo jest ona kontynuatorką całego łańcuszka archeologicznych kultur, które władały tymi ziemiami do roku 600 n.e. – kiedy to jak pisze się poniżej na krótkie 300 lat opanowali je Chińczycy.

Trochę wczesnej historii i dalszej

Fragment artykułu ze strony Geopolityka.org: http://www.geopolityka.org/pl/analizy/250-geopolityczne-znaczenie-syberii?start=1

Na początek repetytorium z historii. Za dynastii Tang (618-907 n.e.) władza cesarzy chińskich sięgała po Morze Kaspijskie (Pe Hoj). Panowali nad ziemiami dzisiejszej Mongolii, Tuwy, Kazachstanu, Chakasji, Republiki Ałtaj, Tadżykistanu, Uzbekistanu, Kirgistanu i całego Dalekiego Wschodu. Ich władza obejmowała wiele milionów kilometrów kwadratowych.

Carska Rosja w ten czy inny sposób weszła w posiadanie blisko połowy terytorium chińskiego dopiero pod koniec XIX w. Atlasy historyczne są dostępne w ambasadach Chińskiej Republiki Ludowej na całym świecie. Podzielają tę opinię chińscy historycy, m.in. prof. Wang Ji Wej z Instytutu Nauki Społecznej w prowincji Hei Lung Kiang. Odkąd Tataro-Mongołowie, za Czyngis-chana i jego następców, władających Chinami, jako dynastia Juan (1279-1368), ucywilizowali na swój sposób opanowaną przez Waregów wschodniosłowiańską dzicz, minęło wiele wieków. Dla najeźdźców ze wschodu Wielki Step stanowił wspaniałą autostradę. Dysponowali wojennym know-how na ówcześnie najwyższym światowym poziomie. Dysponowali gazami bojowymi, rakietami i bronią psychotropową. W XIII w. nosili jedwabną bieliznę, przesyconą środkami odkażającymi. Warto odnotować, że czterysta lat później królowie Francji do tępienia wszy, jakie gnieździły się w ich perukach, używali specjalnych złotych młoteczków. Imperium Mongołów zintegrowało politycznie ponad 1/5 ziemskiego globu – na południe od wiecznej zmarzliny syberyjskich tundr. Oni też wprowadzili na ziemiach, na których władali, jednolity system administracyjny i prawo nazywane jasa. Posiadali znakomitą łączność w postaci poczty urtonowej, której relikty przetrwały do XIX w. Żadne imperium w dziejach nie panowało nigdy wcześniej, ani później nad tak wielkimi obszarami i w żadnym nie panowała, tak jak pod władaniem Mongołów, powszechna religijna tolerancja. Strategicznym jądrem tego imperium była Syberia, odgraniczona na południu Wielkim Stepem, który ciągnie się od brzegów Oceanu Spokojnego po węgierską pusztę. Dzięki niemu konne armie następców Czyngis Chana były w stanie niezwykle szybko i skutecznie opanowywać coraz to nowe obszary. Powierzchnia Syberii, w zależności od przyjmowanej linii granic, wynosi od 10 do 12,7 mln km2. Rozpoczyna się na dziale wodnym, przebiegającym wzdłuż Uralu ca 1777 km na wschód od Moskwy.Słowo sabir i seber łączono z etnonimami, określającymi plemiona Hunów. Tunguskie sidur oznacza błoto, bagno, trzęsawisko, mongolskie sziber lub sziwir zarośla nad rzekami, buriackie zaś sibjer – groźnego psa, a sabr sibr lub subrmoskwa, to strumień płynący przez bagna.

W IV i III wieku p.n.e. sarmackie koczowiska znajdowały się na zachód od doliny rzeki Ural, stanowiącej umowną granicę Azji i Europy. Warto pamiętać, że zajmująca obszar, równy połowie Polski, część Kazachstanu leży jednak na naszym kontynencie. Coraz częściej, przy herbacianych rozmowach w tym kraju, można usłyszeć, że większość nazw syberyjskich miast i rzek ma tureckie korzenie. Omsk to „dużo śniegu”, Orienburg „miasto, które leży niżej”, Orzeł – „erjoł” to „droga w górę”, Tiumeń-to „nizina”, a Saratow, to Sar-at, czyli „żółty koń”. Pod koniec naukowo-lingwinistycznej debaty zebrani dochodzą zwykle do zgodnego wniosku, że nazwę stolicy groźnego północnego sąsiada nadali po zdobyciu ich przodkowie, sojusznicy Czyngis-chana. Bo „moskoo”, oznacza „dużo pijanych”.

A.D. 2009 Rosja jest nadal krajem kolonialnym. Tak uważa większość mieszkańców Azji. Dopiero pod koniec XVI w. Rosjanie, w pogoni za futrami, zajmują dorzecze Obu, Jeniseju i Leny. W 1665 r. pierwszy warowny ostróg nad Amurem, w ruinach mandżurskiego Ałbazino, wzniosła wataha zbuntowanych jeńców, wziętych do niewoli w czasie wojen z Rzeczpospolitą. Na jej czele stał Nicefor Czernichowski. Ostróg nazwał Jaksą – od herbu swojej rodziny. Używał pieczęci z koronowanym orłem, mającym w lewo odwróconą głowę, co jest najlepszym przykładem nawiązania do polskiej tradycji heraldycznej. Traktat w Nerczyńsku, kończący pierwszy konflikt rosyjsko-chiński, podpisano 28 sierpnia 1689 r.

[Tutaj jak się za chwilę przekonacie artykuł dopuszcza się drobnych nieścisłości nie tylko dlatego że wcześniej zbudowano Chabarowsk, bo epizod z królestwem Jaksa i polityka Czernichowskiego miały istotne znaczenie jako odnowienie pretensji chińskich i istota nowego konfliktu. C.B.]

Jeszcze w początkach XIX wieku za Bajkałem, w krainie bujnych, soczystych traw, pokrywających łagodne stoki gór, sięgających krańców syberyjskich tajg, roli prawie nie uprawiano. Dumni panowie stepów pracę na niej uważali za hańbę. Plemiona Buriatów, Mongołów, Oroczenów od prawieków koczowały, hodowały konie, reny, owce. Zajmowały się łowiectwem. W Dacanie nad Gęsim Jeziorem rezydował czwarty w hierarchii, po tybetańskim Dalaj Lamie i Panczen Lamie oraz mongolskim Bogdo-Gegenie, dostojnik lamaizmu. Ziemię uważano za świętą. Kopać i kaleczyć jej nie było wolno. Nawet buty noszono z zadartymi do góry nosami, aby się przykazaniu nie sprzeniewierzyć. Za pług chwycili dopiero nasi bałtyccy sąsiedzi, zesłani tu w XVIII w. Masło mieszkańcy Czyty i Ułan Ude do dziś nazywają „czuchońskim”. Pierwszą gramatykę języka buriackiego „Versuch einer buriatischen Sprachlehre” napisał Kastren – Szwed z Finlandii. Po latach Skandynawów zaliczono w stan kozaczy. Tak samo, jak osiedleńców z Ukrainy, Buriatów, rosyjskich sekciarzy, no i oczywiście Polaków. Tych na Zabajkalu trafiało się coraz więcej. Tylko w 1839 r., do pułku, utrzymującego straż na granicy z Mongolią, w dolinie rzeki Dzidy, zaliczono 140 byłych żołnierzy Powstania Listopadowego. Stłumienie powstania kosztowało Rosję więcej niż odparcie napoleońskiego najazdu. Buntownicy ciężką służbą odpłacali carowi darowanie im życia, wcześniejsze rozkucie od taczek, zmniejszenie ilości pałek, jaką by do śmierci musieli jeszcze otrzymać. Służyli wiernie. Do czasu, a raczej do pierwszej okazji. Wzięci do niewoli konfederaci barscy, na zesłaniu poparli powstanie, wywołane przez Jemieliana Pugaczowa w marcu 1774 r. Im pozostało tylko oczekiwanie. Z Europy sprowadzali nasiona nieznanych przedtem roślin, narzędzia rolnicze, lepsze odmiany zbóż, szczepy drzew owocowych. Ziemia rodziła hojnie. Żyło się dostatnio, znacznie lepiej niż nad Wisłą, czy Niemnem.

Dalsza ekspansja Rosji w kierunku Morza Ochockiego i Sachalinu wydała się być zablokowana. Dopiero 170 lat później car rosyjski, wykorzystując postępujący upadek dynastii mandżurskiej, traktatem w Aiguniu (28 maja 1858 r.) wymusił oddanie mu we władanie północnego dorzecza Amuru. W 1860 r. zajęto Primorski Kraj. W 1881 r. Wschodni Kazachstan. W 1898 r. półwysep Kwantung, a w 1911 r. Urianchajski Kraj. Każdy zabór miał na wieki utrwalać traktaty. W dziejach Chin uzyskały one miano „Nierównoprawne”.Na długo przed podbojem Syberii, ekspansja na wschód, w stronę Wielkiej Wody była celem wypraw kupców z Nowogrodu Wielkiego, w poszukiwaniu cennych futer. Pod koniec XVII w. kozacy atamanów Pojarkowa, Chabarowa, czy Semenowa zaczęli na dobre panoszyć się na ziemi niczyjej, czyli „ruskiej” i bezlitośnie łupić plemiona Daurów. W Tobolsku, Omsku, Tomsku, Krasnojarsku, Jenisejsku, Kiachcie odbywają się wielkie jarmarki. Pojawiają się na nich pierwsze towary z Japonii i Chin. Meble i intarsjowane, ozdobne pudełka z laki, porcelana i herbata. W latach 1762-64 żyło na ziemiach Syberii Zachodniej ok. 200 tys. Rosjan, a Syberii Wschodniej – 160 tys. Coraz też mocniej usadawiają się nad Amurem i Ussuri. Generał gubernator Syberii hrabia Nikołaj Murawiew-Amurski (kuzyn Michaiła Murawiowa – Wieszatiela pacyfikatora Powstania Styczniowego) często powtarzał: „Nad Syberią panuje ten kto włada lewym brzegiem Amuru”….

Witold Szirin Michałowski

Autor jest redaktorem naczelnym czasopisma Rurociągi.

Tekst zawiera, obszerne fragmenty referatu wygłoszonego na II Zjeździe Geopolityków Polskich w październiku 2009 r.

[I znów warto tutaj przypomnieć, że to nie tureckie ludy i mongolskie były odwiecznym gospodarzem tej ziemi, który się jej uprawy nie tykał, lecz ludność o haplogrupie R1a1a1 nazywana też Sarmatami albo Scytami (Skołotami) albo Sakami, albo Toharami, albo Słowianami. Dzisiaj już o tym wiemy dzięki genetyce i trzeba tę wiedze wprowadzać jednak do artykułów internetowych i innych. C.B.]

Amur – miłe złego początki

Amur (ros. Амур, mong. Хара-Мурэн „Czarna Rzeka”, chiń. Heilong Jiang „Rzeka Czarnego Smoka”) – rzeka we wschodniej Azji. Dorzecze Amuru leży na terytoriach Rosji, Mongolii i Chin. Powierzchnia dorzecza 1855 tys. km². Amur powstaje ze złączenia rzek Szyłki i Arguni. Wpada do Morza Ochockiego. Długość Amuru wynosi 2824 km (od źródła Arguni 4444 km).

[Powiem wprost: bardziej mnie przekonuje słowiano-skołockie lub słowiano-guńskie (huńskie, bo Hunowie to słowiano-turcy) wywodzenie nazwy Amuru: Hara Muren, co znaczyło zapewne Czarna rzeka Harów, albo Rzeka Czarnych Harów, albo Rzeka Czaropanów, albo Kara rzeka Mora, Harska rzeka Mora. Zwłaszcza że jeszcze wiele wieków później, pochodzących od słowiańskich Harów-Karopanów i skołockich Saków – Guniów-Hunów, nazywano wciąż Czarnymi Heftalitami. C.B.]

Sungari to rzeka w Mandżurii w Chinach, prawobrzeżny, największy dopływ Amuru o długości 1927 km. W okresie od listopada do marca pozostaje zamarznięta. Przepływa przez Harbin, Jilin i Jiamusi. Do Harbinu mogą nią dopłynąć średniej wielkości statki.

Górny bieg rzeki (do Błagowieszczeńska) ma głównie górski charakter. Odcinek do Chabarowska nazywany jest Środkowym Amurem; tam rzeka płynie wolniej, brzegi niekiedy są zabagnione. Wyjątkiem jest odcinek przebiegający kanionem przez Mały Chingan. Od Chabarowska rzeka płynie szeroką doliną przez Nizinę Dolnoamurską (Нижнеамурская низменность). Przy brzegach rzeki jest dużo jezior o powierzchni kilkudziesięciu km² np. Bołoń, Udyl, Orel.

Przy ujściu rzeka niesie średnio 10800 m³ wody na sekundę. W Chabarowsku 7549 m³/s.

Występują silne wahania poziomu wody; w górnym biegu może się on podnieść nawet o 10 m. Częste powodzie (największe w 1897, 1928 i 1956). Najniższy poziom wody w końcu zimy.

Ważniejsze miasta nad Amurem: Chabarowsk, Błagowieszczeńsk, Komsomolsk nad Amurem, Nikołajewsk nad Amurem.

O Amurze zasłyszeli Rosjanie po raz pierwszy w 1636 roku. W trzy lata później rozpoczęli penetrację doliny Witimu, na wschód od jeziora Bajkał, po czym podjęli próby znalezienia drogi do Amuru. Pierwsi Rosjanie pojawili się nad Amurem w roku 1644, kiedy z Jakucka na polecenie gubernatora irkuckiego wyruszył oddział Kozaków. Źle zorganizowana wyprawa poniosła poważne straty. Tylko jej część pod dowództwem Pojarkowa przedostała się rzeką Ałdan do Gór Stanowych, gdzie natrafiła na źródła Zei, a potem płynąc nią, dotarła w końcu do brzegów Amuru. Stąd Kozacy pożeglowali w dół rzeki, aż do jej ujścia. Posuwając się wzdłuż wybrzeża Morza Ochockiego przybyli do Ochocka. Następcy Pojarkowa, zachęceni jego odkryciem, znaleźli dogodniejszą drogę wzdłuż rzek Olekmy i Uranu. W latach 1650-1653 Jerofiej Chabarow na czele małego oddziału przedarł się aż nad dolny Amur.

W kilku punktach założył forty i obsadził je Kozakami. Malowniczy widok, roztaczający się ze szczytów górskich w okolicy ujścia rzeki Ussuri do Amuru, zachwycił Chabarowa. Pasmo gór Sichote Alin, biegnące w Kraju Ussuryjskim z południa na północ i oddzielające wybrzeże morskie od dorzecza rzeki Ussuri, w północnej swej partii stopniowo zniżało się ku zachodowi i ostatnią skalistą wyniosłością, dotykało bezpośrednio brzegów Amuru i Ussuri. Wyniosłość ta tarasami zniżała się ku nabrzeżu, otwierając wspaniałą panoramę na doliny obydwóch rzek. W tym miejscu dwieście lat później Nikołaj Murawiow założył osadę Chabarówkę, przemianowaną na Chabarowsk na cześć zdobywcy tego kraju. Do oddziału Chabarowa przyłączyły się grupy awanturników, grasujące nad Zeją i Ussuri. Krajowcy oraz sąsiadujący przez rzekę Mandżurowie stawiali zacięty opór żywiołowej brutalności awanturników. Chińczycy zaczęli wnosić skargi na grabieże Kozaków nad dolnym Amurem.


Ałbazin

Ałbazin (ros. Албазино) – wioska leżąca w Rosji, nad Amurem w Syberii, na terenie obwodu amurskiego. W 2005 liczyła kilkaset osób. Stacja kolejowa kolei transsyberyjskiej.

Chińskie wojska szturmujące Ałbazin w 1685 roku

Była to pierwsza osada założona przez Rosjan nad Amurem. Powstała w 1651 założona przez Chabarowa w czasie jego wyprawy w Kraj Nadamurski. Osada kozacka powstała na miejscu wcześniejszego gródka Daurów księcia o imieniu Ałbaza. Ekspansja Rosji nad Amurem spowodowały zbrojną reakcję Chin. Od 1652 nad Amurem działały znaczne oddziały wojsk chińskich, które stopniowo zniszczyły lub zmusiły do ucieczki wszystkie garnizony rosyjskie. W 1655 do zrujnowanego i opuszczonego Ałbazinu przybyła wyprawa zbrojna Polaka Czernichowskiego, który po zabiciu wojewody carskiego szukał wraz ze swoimi ludźmi bezpiecznego schronienia. Ponieważ wojska chińskie już odstąpiły z tego rejonu Czernichowski odbudował fort, nazwał go Jaxą (od swego przydomka) i do 1669 utrzymywał praktyczną niezależność swego państewka.


Nicefor Czernichowski

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii

Nicefor Czernichowski, Nicefor Jaxa-Czernichowski, Nicefor Czernihowski (ur. w Czernichowie na Wołyniu[1], żył w XVII w) – polski szlachcic, zesłaniec, przywódca praktycznie niepodległego państwa Jaxa nad Amurem w XVII w.

Około 1632 dostał się do niewoli rosyjskiej wraz z ojcem Romanem i być może z siostrą i braćmi. Zesłany jako jeniec wojenny na Syberię, wkrótce uwolniony pod warunkiem zostania na służbie carskiej. Jako setnik kozacki służył w Jenisejsku, potem w Ilimsku (obecnie miasto Ilimsk nie istnieje), a później był w Kireńsku dowódcą oddziału strzegącego bezpieczeństwa szlaków handlowych w rejonie górnej Leny. W osadzie Ust Kuta (Ust Kutsk) nad Leną założył warzelnię soli w 1652.

Wojewoda ilimski Wawrzyniec Obuchow w 1660 zgwałcił żonę (wg innych źródeł siostrę) Czernichowskiego. W odwecie Czernichowski w 1665 współorganizował bunt przeciwko wojewodzie, dognał ze swoimi Kozakami uciekającego Leną Obuchowa i zabił go.

Następnie, by uniknąć kary za atak na carskiego dostojnika, na czele 84 Kozaków popłynął na Amur, gdzie na ziemiach spornych między Państwem Moskiewskim a Chinami zbudował twierdzę i osadę nazwaną Jaxa, na miejscu wcześniejszego fortu rosyjskiego Ałbazin zniszczonego przez Chińczyków. Twierdza miała 40 x 30 m, 3 baszty, otaczał ją częstokół i fortyfikacje ziemne. Zawarł sojusze z miejscową ludnością, zwłaszcza z Daurami; po jakimś czasie wokół głównego fortu powstały mniejsze osady podporządkowane Czernichowskiemu. Nawiązał korespondencję dyplomatyczną z Pekinem.

W dokumentach chińskich tego okresu nazywano obszar rządzony przez Polaka państwem Jaxa lub Jaksa, a część korespondencji prowadzono po polsku. Kilka razy odparł wyprawy rosyjskie, prowadząc jednocześnie negocjacje z Rosją i płacąc carowi dobrowolną daninę (wg niektórych źródeł płacił dopiero od 1669).

W ich wyniku doszło do porozumienia, na podstawie którego Czernichowski ze swoimi ziemiami w 1669 przyjął poddaństwo rosyjskie i wyraził skruchę za zabójstwo wojewody carskiego, natomiast car ukazem z 15 marca 1672 skazał Czernichowskiego wraz ze współtowarzyszami na śmierć za morderstwo, a ukazem wydanym dwa dni później ułaskawił wszystkich i dał im nagrodę pieniężną. W tym samym roku mianował Czernichowskiego wicewojewodą ałbazińskim. W 1675 Czernichowski stanął na czele wyprawy rosyjskiej przeciwko Chinom w północnej Mandżurii. Zmarł tuż po tej wyprawie. W różnych źródłach podaje się datę śmierci (i wyprawy do Mandżurii) na 1674 lub 1675.

Czernichowski miał trzech synów, którzy po pokoju andruszowskim zyskali możność powrotu do Polski, jednak dobrowolnie postanowili zostać na Syberii. Osadę Jaxa (Ałbazin) Rosja zmuszona była oddać Chinom w 1689 wraz z całym rejonem nadamurskim. Ostatni dokument po polsku, władze chińskie skierowały do ludności osady w 1685, już po śmierci Czernichowskiego. Były to warunki proponowanego pokoju.

Черниговский Никифор

Черниговский Никифор – ссыльный поляк, пятидесятник, приказной человек солеварни в Усть-кутском остроге.

В 1638 году Никифор Черниговский в числе других военнопленных попал в Сибирь в Енисейск. Из Енисейска он был направлен в Илимск. В 1650 году Никифор служил на Чечуйском волоке (будущий Чечуйский острог), где был  назначен казенным прикащиком деревень. В 1652 году переведён в Усть-Кутский острог, где был приказным в солеварне.

В 1665 году после убийства в на Лене в устье р. Киренги Илимского воеводы Лаврентия Обухова. («… за невозможное свое терпение, что он Лаврентей, приезжая к нам в Усть-Киренскую волость, жен их насильничал, а животы их вымучивал») со своим отрядом, насчитывавшим 84 человека бежал с Лены на Амур. Казаки поставили на месте Албазинского городища острог и взяли на себя функции сбора ясака с местного населения. Весь собранный ясак они исправно переправляли через Нерчинск в Москву. За убийство воеводы царская администрация заочно приговорила Н.Р.Черниговского с семнадцатью товарищами к смертной казни. Однако они настолько преуспели в сборе ясака, что по указу царя 1672 г. Черниговский с товарищами были прощены и поверстаны на службу в Албазинском остроге.

Летом 1670 г. Албазинский острог впервые был осажден маньчжурами. Серьезность их положения была очевидной, и в Москву поспешили доложить, что Черниговский с товарищами побиты. Однако острог выстоял.

Спустя четыре года Н.Р.Черниговский сдал Албазин под начало присланного из Нерчинска приказчика С.М. Вешнякова.

В январе 1675 г. Никифор Черниговский снова приказной человек Албазинского острога. В 1675 г. по просьбе даурского населения ходил в поход по р. Ган, для того чтобы помочь возвращению на Амур населения, насильственно уведенного оттуда маньчжурами.  В конце 70-х гг.  Никифор побывал в Москве, где его за прежнюю службу в 1680 г. определили в Красноярск сыном боярским.

Видный специалист по истории географических знаний о Сибири Б. П. Полевой считает, что Никифор Черниговский составил несохранившееся описание своих вольных и невольных странствий по Сибири, которое в выдержках опубликовал в 1706 г. в своей книге голландец Н. Витзен.”

Сын Никифора Романовича – Фёдор Никифорович сын Черниговский служил в Иркутске.

Анисим Черниговский еще один сын Никифора Черниговского служил десятником Идинского острога. 1687 году в составе пополнения набранного окольничим и воеводой Ф. А. Головиным был направлен на службу в Даурские остроги.

Возможно его внук – Егор Черниговской, упоминается по Иркутску во 2-ой и 3-ей ревизии.

 

Jaksa – królestwo Nicefora Czernichowskiego

Jaxa – państwo ze stolicą w dzisiejszym Ałbazinie, w guberni amurskiej stworzone w XVII wieku.

Założycielem i jedynym władcą był Nicefor Jaxa Czernihowski (wg Wojciecha Sulejewskiego – „Czernichowski”), polski zesłaniec. W roku 1665 Czernihowski wraz z kozakami syberyjskimi zamordował Wawrzyńca Obuchowa, wojewodę ilimskiego. Zabójcy schronili się nad Amurem, na pograniczu ziem Tunguzów i Daurów gdzie odbudowali opuszczoną warownię Ałbazino. Stworzono państwo, utrzymujące kontakty dyplomatyczne z Chinami. W 1685 Jaxa stała się częścią Chin.

Historię Jaxy opisał unicki mnich, opat Hermogenes. Do dziś w Abłazinie znajduje się obraz Matki Boskiej Abłazińskiej, przywiezionej tam przez Hermogenesa. Potomków Nicefora po kądzieli spotkał na Syberii autor biografii Traugutta, Marian Dubiecki.

Literatura

  • Marian Dubiecki, Obrazy i studia historyczne, Kraków 1884
  • Wojciech Sulewski, Konterfekty dziwnych Polaków, Iskry, Warszawa 1973

Jak Nicefor Czernichowski wywołał spór

Z Wikipedii

Syberia w XVII wieku

Podboje prowadzone były w większości z inicjatywy prywatnej, przez kupców i grupy kozaków. Ich obowiązkiem było uznawanie władzy cara i zbieranie jasaku od miejscowych plemion. Spontaniczna i w dużej części pozbawiona nadzoru państwa ekspansja pozwoliła jeszcze przed połową XVII wieku dotrzeć do brzegów Oceanu Spokojnego. Moskale kolonizowali kolejno ujścia wielkich rzek syberyjskich: Obu, Jeniseju i Leny. Ze względu na klimat główny prąd ekspansji przesuwał się przez Syberię południową. Tam też jednak najsilniejszy opór stawiały miejscowe ludy koczownicze: Kirgizi, Kałmucy i Buriaci.

W 1604 roku założono Tomsk nad Tomem, dopływem Obu, w 1619 Jenisejsk w środkowym biegu Jeniseju a w 1632 Jakuck nad Leną. W XVII wieku to w tych 3 miastach znajdowały się siedziby wojewodów obwodowych. Siedzibą czwartego wojewody był Tobolsk, który stał się de facto stolicą Syberii. Rolą wojewodów było przede wszystkim dbanie o regularny pobór jasaku i przekazywanie go do Moskwy. Wojewoda tobolski dodatkowo sprawował zwierzchność nad moskiewskimi siłami zbrojnymi na Syberii i regulacja handlu. W Tobolsku od 1621 roku znajdowała się także siedziba arcybiskupstwa syberyjskiego.

Niższy stopień podziału terytorialnego Syberii stanowiły powiaty. W XVII wieku było ich 20. Nad cała Syberią jurysdykcję sprawował Prikaz Syberyjski utworzony w 1637 roku.

Do najważniejszych miast założonych w XVII wieku należały jeszcze Irkuck nad Bajkałem (1652) i Ochock nad morzem Ochockim (1649). Wraz z końcem wieku Włodzimierz Ałbazow odkrył Kamczatkę (1697).

W 1643 roku ruszyła pierwsza wyprawa nad Amur, dowodzona przez Jerofieja Chabarowa. W tym rejonie Moskwa weszła w kontakt z innym Imperium – Chinami dynastii Qing. Do pierwszych potyczek doszło w 1652, co jednak nie powstrzymało kozaków przed założeniem Nerczyńska w 1659 roku. Pierwszy poseł moskiewski do Chin, wysłany w 1656 roku, został potraktowany obcesowo i wrócił do Moskwy z niczym. Spór między mocarstwami zaostrzył się w latach 60., gdy renegat Nicefor Czernichowski na własną rękę odbudował twierdzę nad Amurem, Ałbazin, którą kilka lat wcześniej zniszczyli Chińczycy. Doprowadziło to do wojny, ostatecznie zakończonej dopiero w latach 1689 traktatem nerczyńskim. Moskwa, przymuszona chińską demonstracją siły, zgodziła się zrezygnować z żyznych terenów nad Amurem, a granica został a przesunięta na rzekę Argun. Zgodnie z założeniami polityki chińskiej Nadamurze miało pozostać strefą buforową. W 1728 roku traktat ten został przypieczętowany w Kiachcie pokojem wieczystym.

Przez cały XVII wiek władza Moskwy nad Syberią była stosunkowo słaba, co prowadziło do częstych i krwawo tłumionych buntów. Ruchy wyzwoleńcze były szczególnie silne na początku wieku, w okresie tzw. Wielkiej Smuty. Również później, przez cały wiek XVIII buntowali się m.in. Koriacy i Czukcze. Pierwszym udało się wywalczyć pewne ustępstwa – władze moskiewskie przestały brać od nich zakładników (instytucja tzw. amanatu). Dodatkowo Koriacy mieli sami zbierać jasak i przekazywać go lokalnym władzom. Źródłem powstań były przede wszystkim nadużycia przy pobieraniu jasaku, napady na autochtonów i niewolnictwo, wprawdzie formalnie zabronione w 1599 roku, ale jednak kwitnące. Specyficznym problemem we wczesnym okresie kolonizacji Syberii był brak kobiet, który prowadził do gwałtów i porwań, dokonywanych przez moskiewskich osadników wśród miejscowej ludności.

W XVII wieku Syberia stała się jednym z najbardziej dochodowych regionów Wielkiego Księstwa. Z jasaku budżet carski zyskiwał około 1/3 swoich dochodów.

Ponowna zależność od Rosji

W 1669 roku przyjął powtórnie poddaństwo carskie w zamian za amnestię i pieniądze, ustanowiono też w 1672 Ałbazin stolicą województwa ałbazińskiego. Po śmierci Czernichowskiego Chiny powtórnie wysłały ekspedycję wojskową nad Amur w celu likwidacji rosyjskich osad. Od 1682 pod Ałbazinem operowały oddziały chińskie, które w marcu 1685 rozpoczęły regularne oblężenie twierdzy. 5200 Chińczyków z 25 armatami oblegało 450 Kozaków z 3 armatami. Po 11 dniach Kozacy skapitulowali i opuścili fort. Chińczycy osadę spalili i wycofali się. Jesienią do Ałbazina przybyła wyprawa rosyjska z 514 Kozakami i odbudowała twierdzę. W lipcu 1686 kolejna wyprawa chińska w sile 10 tys. żołnierzy i 40 armat obległa Ałbazin z jego garnizonem 826 żołnierzy dowodzonym przez Tołbuzina. Po półrocznym oblężeniu Chińczycy zmuszeni byli odstąpić, choć obrońców pozostało tylko 150. Jednakże negocjacje pokojowe między Chinami a Rosją w Nerczyńsku doprowadziły do zawarcia między oboma państwami traktatu nerczyńskiego w 1689. Na jego mocy rejon Ałbazina znalazł się w obrębie państwa chińskiego, choć Chiny zobowiązały się nie zasiedlać tego obszaru, a twierdzę zburzono.

Przez 200 lat Ałbazin stał bezludny, Chińczycy dotrzymali słowa.

Ałbazin był więc niezasiedlony aż do połowy XIX w

W dwieście lat później gubernator Wschodniej Syberii, słynny Nikołaj Murawiow, po raz drugi rozpoczął podbój bogatej, pięknej Krainy Nadamurskiej.

Drugi podbój rosyjski Amuru – Czarnej Rzeki Harów

W 1849 Rosjanie odkryli ujście Amuru. W 1854 roku wojna krymska spowodowała konieczność szybkiego zaopatrzenia w żywność i amunicję rosyjskiej floty na Oceanie Spokojnym. Droga wodna – Amurem – była najtańsza i najdogodniejsza, dlatego Murawiow postanowił zdobyć krainy leżące nad rzeką. Przewieziony w częściach parowiec montuje na Szyłce, każe zbijać setki promów, na których rusza z tysiącem Kozaków w dół rzeki. Buduje liczne stanice, zakłada Błagowieszczeńsk i Chabarowsk, rozpoczyna systematyczną kolonizację. Nikołaj Murawiow realizuje zamiar zajęcia całego obszaru amurskiego dla Rosji.

W wyniku tego w 1858 obydwa kraje podpisały dwa traktaty ustanawiające granicę na Amurze. Wkrótce zaczęto też budować nową osadę w Ałbuzinie, która na początku XX w. liczyła 600 osób. Od 1891 zaczęto budować kolej transsyberyjską. Przechodziła ona przez Ałbuzin, gdzie powstała stacja kolejowa, przyczyniając się do rozwoju osady. Ałbuzin był też portem amurskim. W 1930 założono w osadzie muzeum krajoznawcze.

Pisarz Zbigniew Nienacki opublikował w 1958 w łódzkich „Odgłosach” cykl reportaży Na tropie tajemniczego Ałbazina, rozwinięty następnie w powieść dla młodzieży Pozwolenie na przywóz lwa (Pierwsza przygoda Pana Samochodzika) wydaną w 1961. Fikcyjna akcja powieści, jak w wielu książkach tego autora, oparta jest częściowo na faktach a w treści zawarte są informacje dotyczące historii Ałbazina i biografii Czernichowskiego.

Krótki epizod Polsko-rosyjsko-chiński z roku 1956

Kiedy w roku 1956 w Polsce władze objął Gomułka a ZSRR i osobiście Chruszczow straszyli Polskę wejściem wojsk Układu Warszawskiego i pacyfikacją, Mao Zedong (Mao Tse Tung) oświadczył Kremlowi, że jeżeli dokonają inwazji spotkają się z bardzo ostrą reakcją Chin. Był to znaczący, wcale nie lekceważony przez Moskwę element oceny sytuacji, który być może powstrzymał ją od interwencji i inwazji zbrojnej. Chiny poprały Polskę i uznały to co się w niej dzieje za jej wewnętrzną sprawę. Władysław Gomułka tego poparcia nie wykorzystał do uniezależnienia Polski, a potem sam spacyfikował przemiany demokratyczne po 1956 roku .W konsekwencji stłumienia przez Rosję i jej satelitów zarówno powstania Węgierskiego jak ruchu wolnościowego w Polsce Chiny opuściły tak zwaną Wspólnotę Socjalistyczną i nastała wrogość między Chinami i Rosją.

Ussuri – Wojna Chińsko-Rosyjska

Z Wikipedii

Konflikt nad Ussuri – konflikt radziecko-chiński mający miejsce w 1969 roku.

Po śmierci Stalina zarysowała się rywalizacja polityczna między ZSRR i Chinami. Przybrała na sile pod koniec lat 50. XX wieku (jedną z pierwszych jego oznak było chińskie poparcie dla Gomułki w momencie, gdy Kreml był skłonny do interwencji w Polsce). Od 1960 zaczęły się pojawiać wzajemne oskarżenia o „rewizjonizm” i „odchylenia”, wycofano większość specjalistów radzieckich z Chin. W lipcu 1964 Mao Zedong zgłosił pierwsze chińskie pretensje terytorialne wobec ZSRR (Kraj Nadmorski, Władywostok). W 1966 rozpoczęła się rewolucja kulturalna w Chinach, podczas której ogłoszono ZSRR „wrogiem nr 1″ Chin.

Od 23 stycznia 1969 zaczęły narastać incydenty graniczne nad rzeką Ussuri: niewielkie oddziały chińskie wkraczały na skutą lodem rzekę, dochodziło do wymiany ognia z pogranicznikami radzieckimi w rejonie wyspy Damanskij. Strona radziecka użyła BTR-60, BM-21 oraz czołgów T-62[1].

Konflikt ten rozszerzył się aż na pustynny teren Kirgistanu, gdzie chińska jednostka pancerna wdarła się na odległość 10 km, po czym – bez wymiany ognia – wycofała się na własne terytorium[2]. W ZSRR rozważano możliwość prewencyjnego ataku rakietowego na chińskie instalacje jądrowe[3]. Walki chińsko-radzieckie trwały do końca kwietnia 1969. Zginęło co najmniej 48 żołnierzy radzieckich i być może nawet 1000 Chińczyków. Jesienią 1969 podjęto rokowania pokojowe, a układ kończący spory terytorialne podpisano 16 maja 1991, w efekcie wyspa Damanskij przypadła Chinom.

W grudniu 2004 Władimir Putin wyraził wstępną zgodę na zwrot całego spornego terenu w rejonie ujścia Ussuri do Amuru – także Yinlong (Wyspy Srebrnego Niedźwiedzia, dla Rosjan – Wyspy Tarabarowa) i połowy Heixiazi (Wyspy Czarnego Niedźwiedzia, dla Rosjan – Wielkiej Wyspy Ussuryjskiej). Zwrócono go Chinom 20 lipca 2008[4], a oficjalne przekazanie 340 km² nastąpiło 14 października 2008[5].

[Czy zatem Polska powinna szukać w Chinach oparcia w swojej polityce z Rosją? A może Rosja powinna się zastanowić co się stanie jeśli Chińczycy znajdą sojusznika w Europie własnie w Polsce? C. B. ]


I jeszcze fragment innego artykułu o Wojnie Chińsko-Rosyjskiej z 1969 roku

Ze strony: WWW.historia.org.pl

http://www.historia.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=943:konflikt-radziecko-chiski-w-latach-60-tych-xx-wieku&catid=151:konflikty-i-wojny&Itemid=580

Odczyt Chruszczowa na XX zjeździe KPZR w 1955 r., krytykujący Stalina, nie spotkał się ze zbyt przychylnym oddźwiękiem w Pekinie, który chcąc zamanifestować swoją niezależność i niezadowolenie, poparł Gomułkę w październiku 1956 r.21. Jednak przemowa Mao podczas jego wizyty w Moskwie z okazji czterdziestej rocznicy rewolucji październikowej, swoją kwiecistością i skalą pochlebstw pod adresem pierwszego państwa socjalistycznego, zaskoczyła włodarzy Kremla22. Podczas tej wizyty doszło do podpisania licznych umów o współpracy technicznej, przysłanie przez Związek Radziecki 10 tys. specjalistów oraz udzielenie pomocy przy budowie bomby atomowej.

W omawianym okresie nie poruszano we wzajemnych relacjach kwestii granic, pewne pretensje wynikające z ich niedokładnego wytyczenia zgłaszano jedynie na poziomie władz ochrony pogranicza. Układ z 14.02.1950 r. nie wspominał słowem kwestii granic, również układy z lat 1951 i 1956, dotyczące kwestii korzystania i badania rzek granicznych, omawiały sprawy takie jak walka z powodziami czy rybołówstwo, w ogóle nie zajmując się dokładnym wytyczeniem granicy. W tym samym czasie zaczęły pojawiać się w Chinach mapy przedstawiające wszystkie terytoria, jakie kiedykolwiek wchodziły w skład Chin. Zaznaczenie na tych mapach Pamiru i Nadamurza jako części ChRL wywołało zrozumiałe zaniepokojenie Moskwy.

Stosunki zaczęły się pogarszać pod koniec lat 50-tych. W 1958 miał miejsce poważny kryzys grożący globalną konfrontacją. Chińska Armia Ludowo – Wyzwoleńcza rozpoczęła ostrzeliwanie wysp Quemcy i Matsu znajdujących się pod kontrolą Czang Kaj-szeka, a władze pekińskie otwarcie groziły inwazją Tajwanu. Mao Zedong uważał, że jest to wewnętrzna sprawa Chin, jednak USA i ZSRR uważały inaczej. Konfrontacji na większą skalę udało się uniknąć, jednak kryzys miał poważne implikacje dla stosunków radziecko – chińskich. Chruszczow uznał Mao za niebezpiecznego idealistę, zdolnego do rozpętania III wojny światowej i wstrzymał pomoc przy produkcji chińskiej bomby atomowej. Kierownictwo radzieckie nie było także zachwycone prowadzoną w Chinach polityką Wielkiego Skoku. Z kolei Mao był wściekły brakiem poparcia w trakcie kryzysu. Podczas wizyt Chruszczowa w Pekinie w roku 1958 i 1959, obaj przywódcy nie znaleźli wspólnego języka.

4. Na drodze do konfrontacji

Przełomowy okazał się rok 1960. Jeszcze na jego początku premier ChRL Zhou Enlai stwierdził, że niema problemu granic, a wszelkie rozbieżności można wyjaśnić na drodze pokojowej. Jednak w tym samym roku Pekin skierował do Moskwy dwie noty w sprawie regulacji granic. Wycofanie przez Chruszcowa z Chin wszystkich radzieckich doradców i specjalistów 16. lipca, wpłynęło na dalsze pogorszenie sytuacji. Przewodniczący ChRL Liu Shaoqi podczas swojej wizyty w Moskwie upomniał się o bliżej nieokreśloną wyspę na Ussuri. W tym też roku rozpoczęły się wzajemne oskarżenia o zdradę ideałów marksizmu-leninizmu, nacjonalizm, imperializm, a nawet osobiste przytyki Mao i Chruszczowa. Nastąpił okres wzajemnych oskarżeń. W tym samym roku rozeszły się pogłoski o starciach w Pamirze, które miały nasilić się w dwóch następnych latach.23

Do dalszego pogorszenia stosunków doszło w 1962 r. Miały wtedy miejsce trzy istotne wydarzenia. Najpierw wiosną, granicę z ZSRR w Xinjiangu przekroczyło ok. 80 tys. prześladowanych w Chinach Ujgurów i Kazachów. Władze lokalne wydały zgodę na opuszczanie terytorium ChRL bez wiz, a nawet organizowały transport chętnych do granicy. W odpowiedzi na radziecką notę protestacyjną Pekin zażądał repatriacji wszystkich uciekinierów. Związek Radziecki nie chcąc narazić się światowej opinii publicznej, jak i uchodźcom – odmówił, a wtedy został oskarżony o umyślne zorganizowanie całej akcji i mamienie propagandą obywateli ChRL. Przez Chiny przetoczyła się fala antyradzieckich wystąpień, władze chińskie zamknęły konsulaty w Urumczi (Urumqi), Harbinie i Szanghaju oraz ograniczyły pracę ambasady radzieckiej. Sprawa znalazła swój finał w latach 1962/3, gdy już na podstawie oficjalnej umowy wyjechało do ZSRR ok. 46 tys. osób.

Kolejnym punktem o dużym znaczeniu był konflikt chińsko – indyjski. Powodem starć były niesprecyzowane granice w Himalajach i Ladakhu, pobieżnie wytyczone jeszcze przez Brytyjczyków na przełomie XIX i XX w. Duże znaczenie miała tu także sprawa Tybetu, gdzie w 1959 r. wybuchło antychińskie powstanie. Skierowanie dodatkowych sił ChALW w celu stłumienia powstania poważnie zaniepokoiło Dehli, obawiającego się dalszej ekspansji Chin na południe. Oskarżenia wysuwane przez Pekin pod adresem Indii o wspieranie rebelii nie wpływały łagodząco na sytuację, szczególnie, że obie strony zaczęły coraz mocniej kwestionować istniejącą granicę. Podpisanie przez ChRL i Pakistan porozumienia w kwestii granic, dodatkowo zaogniło sytuację24. W konflikcie tym Związek Radziecki stanął po stronie Indii, potępiając Chiny. Władze w Moskwie uznały, że sojusz z Indiami jest dużo ważniejszy, a wiązanie się z nieobliczalnym Mao zaszkodzi wizerunkowi ZSRR wśród krajów trzeciego świata.

Kolejnym ciosem dla Pekinu był brak poparcia przez Chruszczowa chińskich żądań wobec Hongkongu i Makau.

Rok 1963 upłynął na wzajemnym kwestionowaniu granicy na Dalekim Wschodzie. Chińczycy uważali, że powinna przebiegać wzdłuż nurtu Argonu, Amuru i Ussuri a Rosjanie – że wzdłuż chińskiego brzegu. Rosła liczba zajść nadgranicznych, (prawdopodobnie było ich około 4000 po obu stronach). Chińczycy oskarżali radzieckich WOP-istów o wtargnięcia na terytorium Chin i ostrzeliwanie chińskich pograniczników. Z kolei Rosjanie uskarżali się na chińskich rolników przekraczających granicę i zakładających pola uprawne po radzieckiej stronie. Po raz pierwszy w komunikatach obu stron pojawiła się ussuryjska wyspa Damanskij (Zhenbo). Chiny odmówiły także, w bardzo ostrych słowach, podpisania moskiewskiego układu o częściowym zakazie doświadczeń z bronią jądrową. W ChRL dopiero pracowano nad własną bombą A i poważnie obawiano się, że podpisanie układu uniemożliwi dołączenie do „klubu atomowego”, co trwale zdegraduje pozycję Chin na arenie międzynarodowej i wyraźnie wzmocni pozycję Związku Radzieckiego we wzajemnych relacjach.

Rok 1964 był bardzo bogaty w wydarzenia. Doszło wtedy do pierwszych spotkań mających jakoś uregulować sytuację. W lutym rozpoczęło się pierwsze, z całej serii ciągnących się przez lata, spotkań. Delegacjom przewodniczyli wiceministrowie spraw zagranicznych P. Żyrjanow i ZhengYunjian. Chińczycy zażądali zwrotu obszaru 20000 km² w Pamirze i korekty granicy na Amurze i Ussuri; odpowiedź Rosjan była oczywiście odmowna. Kolejne spotkania, w sierpniu w Pekinie oraz we wrześniu w Moskwie, nie przyniosły nic oprócz wzajemnych oskarżeń o prowokacje i wyliczania kolejnych naruszeń granicy. Mająca miejsce w międzyczasie wizyta w Pekinie delegacji Głównego Zarządu Wojsk Ochrony Pogranicza ZSRR, także nie osiągnęła praktycznie niczego. Z kolei Mao stwierdził: „Rejon na wschód od Bajkału stał się terytorium Rosji prawie sto lat temu (…). Dotychczas jeszcze nie przedstawiliśmy rachunku z tego rejestru(…)”25. Sytuację dodatkowo podgrzewały pogłoski o koncentracji ChALW w Mandżurii, budowaniu tam umocnień i utworzeniu wzdłuż granicy dwustukilometrowej strefy zakazanej. Obie strony rozwijały szeroko zakrojoną akcję propagandową. W październiku tego roku Chińczycy dokonali pierwszej próbnej eksplozji bomby atomowej.

Rozpoczęta jesienią „Rewolucja Kulturalna” podgrzała antyradzieckie nastroje w Chinach, co wywołało reakcję w Związku Radzieckim. Zaczęły się demonstracje pod ambasadami, z czasem zaczęło dochodzić do napadów na dyplomatów i ich rodziny. Od 1967 r. Chińczycy zaczęli zatrzymywać w swoich portach, pod absurdalnymi zarzutami, statki radzieckie, posunęli się nawet do zatrzymania na wodach międzynarodowych statku badawczego „Hydrograf”. Przez cały ten okres odbywały się spotkania mieszanej komisji. Ostatnie, czternaste, odbyło się w lipcu 1967 r. w Harbinie, gdzie Chińczycy odrzucili propozycję kolejnego spotkania w Chabarowsku. W 1967 r. minister spraw zagranicznych Chin Chen Yi zgłosił pretensje do 1,5 mln km² terytorium ZSRR. Liczba wzajemnych oskarżeń stale rosła; w wydanej w 1968 r. broszurze  Precz z nowym carem! Chińczycy oskarżali Rosjan o przeprowadzenie 5.01.1968 ataku z użyciem transporterów opancerzonych na chińskich rybaków. Miejsce zdarzenia nie zostało sprecyzowane.

Stosunki radziecko – chińskie osiągnęły pod koniec 1968 r. taka temperaturę, że na Zachodzie zadawano sobie pytanie nie „czy?”, ale „kiedy?” wybuchnie wojna pomiędzy obu państwami. Przez całe lata 60-te trwały w Chinach przygotowania do III wojny światowej, wojny nuklearnej, która miała przyspieszyć globalne zwycięstwo komunizmu i ostatecznie pogrzebać kapitalizm i wszelki imperializm. Wtedy też właśnie głównym wrogiem ChRL stał się imperializm radziecki, wyprzedzając imperializm amerykański.

5. Rok 1969

Rok 1969 był kulminacyjnym momentem sporu chińsko – radzieckiego. „Dążenie do rozstrzygnięcia sporów granicznych z użyciem środków zbrojnych mogło zarysowującą się azjatycką „zimną wojnę” szybko przekształcić w „wojnę gorącą”. Obawy takie nie były bezpodstawne wobec oświadczeń czołowych osobistości ChRL.”26

Wzrastająca w poprzednich latach liczba incydentów granicznych, takich jak strzelaniny pomiędzy siłami WOP obu krajów, naruszanie chińskiej przestrzeni powietrznej przez radzieckie samoloty i śmigłowce, wzmożona działalność propagandowa, a nawet zatrzymania obywateli obydwu państw, a także coraz wyraźniej rysująca się walka o przywództwo w bloku komunistycznym, postawiło oba państwa na krawędzi militarnej konfrontacji. Konfrontacji tym groźniejszej, że obie strony były wyposażone w broń jądrową.

5.1 Damanskij

Damanskij (chińskie Zhenbo) jest jedną z większych wysp na Ussuri, chociaż przy niskich stanach wód łączy się z lądem po stronie chińskiej. Związek Radziecki zgłaszał do niej stałe pretensje i regularnie wysyłał tam patrole WOP, co wywoływało kontrakcje Chińczyków. To właśnie tam doszło do najcięższych walk w całym konflikcie.

Główne walki były poprzedzone „zwyczajowymi” incydentami w dniach 26. stycznia i 16. lutego, kiedy to na wyspie instalowały się radzieckie patrole WOP, zakładając posterunki. Jednak 2. marca doszło do starcia na niespotykaną dotąd skalę. Są dwie wersje przebiegu zdarzeń.

Według Rosjan chińscy WOP-iści urządzili o 4:10 czasu moskiewskiego zasadzkę na ośmioosobowy patrol ze strażnicy Niżna Michajłowka; w walce poległ dowódca patrolu porucznik Strelnikow. Zaatakowani pogranicznicy wezwali na pomoc grupę porucznika Bubienina ze strażnicy Kulebiaki. Odsiecz, wyposażona w transportery opancerzone, po dwóch godzinach walki wyparła Chińczyków z wyspy. Oficjalne straty radzieckie miały wynieść 31 zabitych i 14 rannych.

Z kolei w wersji chińskiej wydarzenia przebiegały następująco. O godzinie 9:17 czasu pekińskiego chiński patrol został ostrzelany przez silny oddział radzieckiego WOP-u wyposażony w cztery pojazdy pancerne. Było wielu zabitych i rannych.

Biorąc pod uwagę podane przez obie strony godziny27 zajść, można zasugerować że obie wersje wydarzeń się uzupełniają. Chińczycy „rutynowo” ostrzelali patrol radziecki, który wezwał pomoc. Pozostaje jedynie sprawdzić, czy grupa por. Bubienina mogła dotrzeć w swoich transporterach na miejsce walk w siedem minut.

Wydarzenia z 2, marca doprowadziły do wymiany not protestacyjnych, odrzuconych przez obie ambasady, jako sprzeczne z faktami. W obu krajach doszło także do burzliwych demonstracji przeciwko agresorom.

Do kolejnych starć, tym razem na dużo większą skalę, doszło 15. marca. Chińczycy zaatakowali radziecki posterunek na Damanskij siłami co najmniej pułku28 wspartego artylerią i moździerzami. Rosjanie rzucili do kontrataku odwody strażnic i pułk piechoty29. Walki zakończyły się sukcesem Rosjan po 11 godzinach; już na samym początku kontrataku poległ radziecki dowódca, pułkownik Leonow. Żadna ze stron nie podała nawet przybliżonych strat. Źródła zachodnie szacowały je na ok. 600 Chińczyków i 60 Rosjan, w tym aż 12 oficerów. Za walki na Damanskij tytuł „Bohatera Związku Radzieckiego” otrzymali: płk. Leonow, por. Strelnikow, por. Bubienin oraz zastępca por. Strelnikowa młodszy sierżant Babański.

Doszło do kolejnej wymiany not, a 21. marca premier ZSRR Kosygin, osobiście telefonował do Pekinu, proponując wznowienie rozmów granicznych. 29. marca ukazało się obszerne oświadczenie Kremla w sprawie incydentów i stosunków granicznych. Związek Radziecki uznał w nim istniejące granice za nienaruszalne, zaproponował jednak ChRL zwołanie na 26. kwietnia do Chabarowska komisji do spraw żeglugi na rzekach granicznych.

5.2 Dalsze starcia

Zgoda Chin na wznowienie rozmów, jednak nie w kwietniu, a w czerwcu, nie oznaczała spadku napięcia. W kwietniu doszło do kolejnych strzelanin na wyspach na Ussuri, tym razem były to Kirkinskij (Kapozhu) i Bujan (Kapotsu). Pomiędzy 16 a 25 tegoż miesiąca doszło do pierwszych incydentów w rejonie Tachengu (Czuguczak) w Xinjiangu. Tym razem inicjatorami zajść byli Rosjanie, którzy zaczęli porywać obywateli chińskich. Sytuacja na Dalekim Wschodzie zaczęła się dalej pogarszać kiedy stopniały lody i do akcji przystąpiła radziecka Flotylla Amurska. W maju radzieckie okręty przeprowadziły ataki na chińskie posterunki na wyspach Hei-hsia-tsu (Heixiazhu) i Goldinskij (Pazha), zaczęły także poważnie utrudniać chińską żeglugę ostrzeliwując i zatrzymując statki, porywając ich załogi i pasażerów, a nawet atakując przystanie rybackie. Sytuacja zaogniła się do tego stopnia, że „6. czerwca dziennik ReminRibao niedwuznacznie napisał o możliwości wybuchu wojny z ZSRR. Nie wykluczał nawet możliwości użycia w niej broni jądrowej”30. Z kolei Literaturnaja Gazeta opublikowała informacje, według których w latach 1955-65 w obozach koncentracyjnych w Xinjiangu rząd chiński dokonał eksterminacji 25 mln Chińczyków. Natomiast Prawda ostrzegała przed „ekspansjonizmem chińskim” i możliwością wywołania przez ChRL wojny jądrowej”31

Rozmowy w Chabarowsku zostały zerwane 18. czerwca, wznowiono je 14. lipca i zakończono 8. sierpnia. Jedynym wymiernym efektem rozmów było ustalenie, że następne spotkanie odbędzie się w 1970 r. w Chinach. Przez cały okres obrad i przerw Chińczycy zarzucili ZSRR naruszenie granicy 429 razy, a Rosjanie zgłosili 488 naruszeń. Po częstotliwości incydentów na spornych wyspach można przypuszczać, że nie było na nich stałych posterunków, pojawiały się tylko nieregularnie patrole, co zawsze wywoływało reakcję strony przeciwnej….

Zainteresowanych odsyłam na stronę: http://www.historia.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=943:konflikt-radziecko-chiski-w-latach-60-tych-xx-wieku&catid=151:konflikty-i-wojny&Itemid=580

Od lipca uwagę obu stron coraz mocniej zaprzątała granica w Azji Centralnej. W tym miesiącu Chińczycy oskarżyli radziecki WOP o przekraczanie granicy i wznoszenie umocnień po chińskiej stronie. Do poważnych starć doszło 13. sierpnia w rejonie Żałanaszkol – Yumin. Tym razem wersje radziecka i chińska są zupełnie odmienne.

Według Rosjan granicę przekroczyły trzy chińskie oddziały liczące łącznie do 300 ludzi i rozpoczęły okopywać się na terytorium radzieckim. Interweniował oddział ppłk Niikitienki, który po godzinnej walce wyparł przeciwnika z terytorium Związku Radzieckiego, biorąc do niewoli dwóch oficerów.

Chińczycy twierdzili, że radziecki zagon pancerny liczący łącznie kilkadziesiąt czołgów i transporterów opancerzonych, wsparty przez dwa śmigłowce, dokonał rajdu na 2 km w głąb chińskiego terytorium, zabijając lub raniąc wielu chińskich Wopistów. „Oskarżono ZSRR o koncentrację wojsk, w tym czołgów, w celu prowokowania incydentów granicznych.”32

Cały czas rozwijała się wojna propagandowa, 10. września agencja TASS opublikowała rzekomo chińskie dokumenty o zbrojnych przygotowaniach do prowokacji. Oskarżono Chiny o świadome prowokowanie incydentów, organizowanie specjalnych kursów33, na których omawiano szczegółowo plany akcji przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Wśród opublikowanych dokumentów były plany i dzienniki działań, tablice szyfrów oraz film nakręcony podczas incydentu w rejonie Żałaszankol.

Na początku września Chińczycy zadeklarowali gotowość do podjęcia rozmów, chociaż podkreślali, że dalej nie zgadzają się z aktualnym przebiegiem granic. Efektem tej deklaracji była wizyta w Pekinie, wracającego z Wietnamu, Kosygina. Na spotkaniu z Zhou Enlaiem miał przedstawić nieoficjalny plan pokojowy. W jego skład miały wchodzić kwestie wznowienia rozmów granicznych, wycofania wojsk z rejonów nadgranicznych, pouczenie WOP o zapobieganiu otwierania ognia, zaprzestanie wrogich wystąpień w mediach oraz przywrócenie normalnych stosunków ekonomicznych i handlowych. Po spotkaniu faktycznie ograniczono propagandę w ZSRR, przestano także informować o incydentach. Jednak Chińczycy nie zrobili nic podobnego. Zhou Enlai oskarżył nawet 30. wrześnie ZSRR i USA o antychiński spisek i zadeklarował, że w wypadku agresji ChRL nie zawaha się użyć w samoobronie broni jądrowej.

19. października przybyła do Pekinu delegacja radziecka pod przewodnictwem pierwszego zastępcy ministra spraw zagranicznych i ambasadora w Chinach w latach 1953-55 W. M. Kuźniecowa oraz szefa sztabu WOP gen. mjr W. A. Matrosowa. Stronę chińską reprezentowali wiceminister spraw zagranicznych Zhao Guanhua i Ziai Chengwen. Mimo chęci Moskwy do negocjacji przynależności niektórych wysp, jedynym efektem rozmów była akredytacja nowych ambasadorów. Przez cały ten czas chińska prasa nagłaśniała kwestię niesprawiedliwego, zdaniem Pekinu, przebiegu granic i obarczała ZSRR winą za zaostrzanie sytuacji..

Przez cały rok w obu sztabach generalnych opracowywano plany działań wojennych na pełna skalę. Więcej informacji jest dostępnych na temat planów ChALW. Zakładano skierowanie przeciwko ZSRR trzech frontów: Północno-wschodniego na Dalekim Wschodzie, Północnego w Mongolii i na środkowej Syberii oraz Zachodniego w Azji Środkowej. Siły te miały liczyć łącznie 55. do 60. dywizji wspieranych przez bliżej nieokreśloną liczbę jednostek WOP oraz pospolite ruszenie. „Bardziej newralgiczny był zachodni odcinek granicy. Tu po stronie Związku Radzieckiego znajdowały się centra rakietowo-jądrowe i kosmodrom Bajkonur, które były narażone na uderzenie chińskie. Po stronie chińskiej natomiast w Xinjiangu ważne instalacje jądrowe i rakietowe ChRL. Świat miał zatem prawo obawiać się najgorszego.”34 Wiadomo, że po stronie radzieckiej na Dalekim Wschodzie stacjonowało wzdłuż spornej granic 13. do 14. dywizji, w tym 7 pancernych, 5 zmechanizowanych i 1 lub 2 powietrznodesantowe, siły te były wspierane przez bliżej nieokreśloną liczbę jednostek WOP. Kolejnych 8 dywizji stacjonowało między Uralem a Bajkałem, w Azji Centralnej znajdowało się 26 dywizji. Wiadomo też, że radzieccy sztabowcy poważnie rozważali możliwość prewencyjnego ataku na chińskie instalacje nuklearne35. Jeszcze na początku lat 70-tych rozważano możliwość wkroczenia do Chin i zainstalowania tam proradzieckiego rządu.

Absurdalnym wydaje się fakt, że przez cały ten czas układ z 14.02.1950 r. pozostawał w mocy i nie został wypowiedziany przez żadną ze stron.

Konflikt radziecko – chiński w latach 60-tych XX wiekuKonflikt ten, którego kulminacyjnym momentem były starcia nad Ussuri w 1969 roku, należy do najsłabiej znanych w naszym kraju wątków historii świata po drugiej wojnie światowej. Powszechnej uwadze umyka fakt, że dotyczył nie tylko relacji pomiędzy ZSRR a ChRL, ale wywarł także swoje piętno na cały blok wschodni, losy Azji płd-wsch jak i zimnowojenną politykę USA.

Tajga w okolicy jeziora Bajkał. Podobne tereny musiał przemierzać Czernichowski (fot. Christophe Meneboeuf, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Ale przeczytajcie jeszcze koniecznie bardzo pełny, ścisły i piękny artykuł o Niceforze Czernichowskim z WWW.histmag.org

Polski władca na Syberii!

autor: Roman Sidorski

Nicefor Czernichowski – polski zesłaniec, który założył na Syberii własne państwo i prowadził z Chinami korespondencję w języku polskim. Oto niezwykła historia człowieka z iście ułańską fantazją.

70 zbrojnych śmiałków wypłynęło na wody szerokiej na około 0,5 kilometra i niemal legendarnej rzeki. Zbliżał się kres ich długiej i wyczerpującej wędrówki, w czasie której musieli stawić czoła dzikiej syberyjskiej przyrodzie, długiej i mroźnej zimie oraz wrogo nastawionym Ewenkom (Tunguzom) atakującym z grzbietów dosiadanych przez siebie reniferów. Wiosna dodawała im zapewne nadziei, z pewnością nie myśleli jednak o tym, że ich czyny opisywać się będzie z podziwem jeszcze 350 lat później. Skąd wzięli się nad Kara-moren, Czarną Rzeką zwaną dziś Amurem?

Polski jeniec na Syberii

Polacy obecni są w dziejach Syberii od samego początku jej rosyjskiej kolonizacji. Znajdowali się ponoć już w drużynie Jermaka, który w końcu XVI wieku otworzył Rosji wrota do rozległej zauralskiej krainy, podbijając Chanat Syberyjski. Sekretarzem jego ostatniego władcy, Kuczuma, również miał być według rosyjskich źródeł Polak. Poddani króla polskiego nierzadko trafiali do azjatyckiej części Rosji dobrowolnie, częściej jednak osiedlani tam byli jako jeńcy wzięci do niewoli w czasie jednej z licznych wojen między Rzeczpospolitą i państwem carów. Jednym z takich jeńców był Roman Czernichowski, ojciec głównego bohatera tej opowieści, Nicefora.

Pewne kontrowersje może budzić narodowość Czernichowskiego. Imię i prawdopodobne pochodzenie wskazują wyraźnie, że Nicefor, niewątpliwie poddany króla polskiego, był Rusinem, być może spolonizowanym. Trzeba jednak pamiętać, że nie należy postrzegać narodowości ludzi żyjących w XVII wieku według dzisiejszych kryteriów. Wśród szlachty mieszkającej na ziemiach ruskich będących częścią Korony rozpowszechniona była co najmniej dwustopniowa świadomość narodowa, zawierająca się w formule gente Ruthenus, natione Polonus (z łac. „z urodzenia Rusin, z narodowości Polak”) Niewiele wiadomo o rodzinie Czernichowskich i okolicznościach, w jakich znalazła się na Syberii. W 1632 roku Roman przybył z Moskwy do założonego 13 lat wcześniej Jenisejska. Pochodził zapewne z Żytomierszczyzny, a do niewoli mógł zostać wzięty w czasie wojny smoleńskiej z lat 1632–1634 lub jeszcze wcześniej. Nie wiemy, czy przywiózł małżonkę ze sobą, czy też poznał ją dopiero na zesłaniu – żony często dzieliły z mężami jenieckie losy, zaś na Syberii stale odczuwalny był dotkliwy brak kobiet, którymi handlowano przez to dość powszechnie.

Młody Nicefor służył zapewne w oddziałach kozackich w Jenisejsku i Ilimsku, zaś od 1652 roku nadzorował prace w warzelni soli w Ust’-Kutsku nad Leną. Czernichowski znalazł się zatem w okolicy, która żyła wówczas doniesieniami o przebogatej krainie nad rzeką Kara-muren, do której wyruszały liczne wyprawy mające na celu eksplorację i kolonizację na poły mitycznej ziemi. Mógł obserwować nie tylko pierwsze sukcesy, ale i klęskę zdobywców przepędzonych znad Amuru przez Chińczyków, którym nie podobała się obca ekspansja w pobliżu granic cesarstwa.

Być może taki właśnie krajobraz ukazał się Czernichowskiemu, gdy dotarł nad brzeg Amuru (fot. Refrain licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Gwałt, zabójstwo, ucieczka

Czernichowski opiekował się nie tylko starym ojcem, ale też siostrą (lub żoną), jak stwierdza jedno ze źródeł: wielkiej piękności Polką. Stała się ona obiektem pożądania wojewody ilimskiego, Ławrentija Obuchowa, który zauważył urodziwą niewiastę w czasie wizyty w Ust’-kutsku. Nawykły do niegodziwości, nie zawahał się przed porwaniem i zgwałceniem bezbronnej kobiety. Nie spodziewał się, że pięć lat później, w 1665 roku doścignie go zemsta Czernichowskiego, który przyłączył się do buntu (a być może sam go zorganizował) przeciwko znienawidzonemu dostojnikowi, jaki wybuchł w czasie dorocznego targu w leżącym nieopodal Ust’-kutska Kireńsku. Powstańcy doścignęli na rzece uchodzącego Obuchowa i zabili go.

Zamordowanie najwyższego urzędnika carskiego na tym terenie nie mogło oczywiście ujść nikomu na sucho, chwilowo jednak nie było nikogo, kto mógłby ukarać sprawców, musiałby to bowiem zrobić sam wojewoda. Dzięki temu buntownicy z Czernichowskim jako przywódcą mogli zgromadzić odpowiednie zapasy i nieniepokojeni przez nikogo uciec tam, gdzie nie sięgała nawet carska ręka. Kierunek mógł być w zasadzie tylko jeden: Amur.

Desperacja?

Choć kraj nadamurski był zapewne najrozsądniejszym celem, wyprawa i tak musiała jawić się jako desperacka. Jej uczestnicy znali z pewnością losy swoich poprzedników, którzy udawali się w podróż na wschód w grupach liczniejszych i lepiej wyposażonych, a wracali zdziesiątkowani przez głód, zimno i tubylców. Nikomu nie udało się też jak dotąd zbudować nad Czarną Rzeką trwałej osady, która oparłaby się wszystkim czekającym na kolonizatorów przeciwnościom – począwszy od surowej zimy, a skończywszy na chińskich wojskach.

Mapa Google z zaznaczonym punktem początkowym i końcowym wyprawy Czernichowskiego
Wyświetl większą mapę

84 zbrojnych, prawosławnego mnicha Hermogenesa i ikonę Matki Boskiej zabrał ze sobą Czernichowski w podróż mającą liczyć tysiące kilometrów (jak trudne było ich przebycie niech świadczy to, że nawet dziś Google Maps nie potrafi wyznaczyć odpowiedniej trasy). 15 z nich poległo w potyczce z Ewenkami, pozostałym udało się jednak dotrzeć do upragnionego celu. Na miejscu Ałbazina, ostrogu zbudowanego dawniej przez kupca, odkrywcę i „konkwistadora” Jerofieja Chabarowa (to jego imię nosi położony dalej nad Amurem Chabarowsk), a zburzonego później przez Chińczyków, zbudowali nowy umocniony gródek (nazwany od herbu Czernichowskiego Jaksą) i przystąpili do energicznej kolonizacji.

Ikona Matki Boskiej Ałbazińskiej

Nicefor Czernichowski – „Chan” Jaksy

Dalszy rozwój wypadków przerósł zapewne nadzieje większości uczestników wyprawy. Szybko zaczęto zbierać jasak (daninę) od okolicznej ludności tubylczej, jednak dzięki unikaniu okrucieństwa i dzieleniu się wiedzą na temat rolnictwa i rzemieślnictwa uniknięto konfliktów. Nad Amur zaczęli ściągać nowi osadnicy, skuszeni łagodnym jak na Syberię klimatem, dobrymi glebami i względną stabilizacją zapewnianą przez Jaksę, wokół której rozrastały się pola uprawne. Władztwo Czernichowskiego rozciągało się na kilkaset kilometrów w dół rzeki, aż do jej dopływu, Zei i na tym obszarze nic prawie jego woli nie ograniczało. Był najwyższym sędzią, dowódcą wojskowym wysyłającym tworzone przez siebie oddziały w dół i w górę Amuru, prowadził korespondencję dyplomatyczną rządem chińskiego cesarza, podobno również w języku polskim!

Syberyjski krajobraz nad Zeją, lewym dopływem Amuru (Stas Kulesh, na licencji Creative Commons Attribution 2.0 Generic)

Mieszkańcy Jaksy nie mogliby się oczywiście oprzeć chińskiej napaści, a ta stawała się powoli coraz bardziej prawdopodobna. Trudno było też myśleć o długotrwałym utrzymaniu niezależności od Rosji. W 1669 roku polski „chan” zaczął wysyłać do Nerczyńska daninę w skórach sobolich, starając się, by na Kremlu zauważono jego osiągnięcia i doceniono gotowość podporządkowania się carowi. Plan się powiódł. Na początku lat 70. XVII wieku Aleksy Michajłowicz skazał Czernichowskiego na karę śmierci tylko po to, by ułaskawić go już po dwóch dniach, nagradzając dodatkowo za zasługi w kolonizacji nadamurskiej krainy. W 1674 roku władzę nad Jaksą, nazwaną na powrót Ałbazinem (Chińczycy pozostali przy nazwie nadanej przez Polaka), przejął mianowany przez cara wojewoda, którego zastępcą miał być dotychczasowy władca osady.

Fragment francuskiej mapy przedstawiający chińskie posiadłości w dorzeczu Amuru. Zaznaczono na niej między innymi miejscowość Jaxa (Ałbazin) (Jean Baptiste Bourguignon d’Anville, 1734 lub 1737 r., opracowana na podstawie map jezuickich)

W rok później potwierdziła się niezwykłość dokonań Czernichowskiego. Przesiedlone przez Chińczyków w głąb Mandżurii plemiona Daurów postanowiły udać się pod opiekę Ałbazina i wrócić nad Amur, nie mogły bowiem znieść ucisku ze strony cesarskich urzędników. Wicewojewoda wyprawił się wówczas na czele oddziału Kozaków do Mandżurii i jest to ostatnia wiadomość na jego temat, jaka zachowała się w źródłach. Można przypuszczać, że zmarł wkrótce potem, będąc już niewątpliwie w sędziwym wieku.

Epilog

Dalsze losy Ałbazina były dość krótkie i gwałtowne. W 1685 roku liczące ponad 5 tysięcy żołnierzy wojska chińskie podeszły pod miasto i przekazały oferowane przez siebie warunki pokoju, które spisano w trzech językach: mandżurskim, rosyjskim i polskim! Obrońcy (zaledwie 450 ludzi) odrzucili ofertę, ale po 10 dniach oblężenia musieli się poddać i opuścić forteczkę. Agresorzy nie obsadzili jej jednak własnym garnizonem, więc jeszcze w tym samym roku Rosjanie powrócili i odbudowali umocnienia. Latem 1686 roku doszło do kolejnego oblężenia, w czasie którego 826-osobowa załoga stawiła czoła 10 tysiącom atakujących i zdołała obronić gródek, chociaż końca sześciomiesięcznych walk doczekało zaledwie 150 ałbazińczyków.

Oblężenie Ałbazina (holenderska grafika z XVII wieku)

Oblężenie Ałbazina (chiński rysunek z XVII wieku)

W 1689 roku w Nerczyńsku podpisano pierwszy w dziejach traktat pokojowy między Chinami a Rosją. Na jego mocy Ałbazin został zburzony, a jego mieszkańcy przesiedleni na terytorium rosyjskie.

www.youtube.com/watch
Rosyjski reportaż z obchodów 360 rocznicy założenia Ałbazinu (dziś Албазино, wieś nad Amurem)

Bibliografia

  • Ludwik Bazylow, Syberia, Warszawa 1975.
  • Marian Dubiecki, Osadczy w ziemi Mandżu, „Tygodnik Ilustrowany”, t. XIV, serya druga, nr 340-365 (1 lipca–31 grudnia 1874), s. 291, 306, 310, 339, 355, 362, 374.
  • Michał Janik, Dzieje Polaków na Syberji. Z 23 ilustracjami, Kraków 1928 (reprint Wrocław 1991).
  • Antoni Kuczyński, Syberyjskie szlaki, Wrocław – Warszawa – Kraków – Gdańsk 1972.
  • Zygmunt Librowicz, Polacy w Syberji, Kraków 1884 (reprint Wrocław 1993).
  • Zygmunt Łukawski, Historia Syberii, Wrocław – Warszawa – Kraków – Gdańsk – Łódź 1981.
  • Wojciech Sulewski, Konterfekty dziwnych Polaków, Warszawa 1973.

Tekst pierwotnie opublikowano na stronach portalu historycznego Histmag.org – histmag.org, a konkretnie pod adresem: histmag.org/.

Notka o autorze

Roman Sidorski:

Były redaktor naczelny (styczeń-lipiec 2008), a obecnie kierownik działu naukowego „Histmag.org”. Zarazem jeden z założycieli portalu (w redakcji od 2001 roku). Magister historii, absolwent Instytutu Historii UAM w Poznaniu, autor pracy magisterskiej „Kozaczyzna ukrainna w systemie prawnoustrojowym Rzeczpospolitej 1569–1638”. Obecnie doktorant w tym samym instytucie. Jeden z autorów książki „Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych” (2009). Były wiceprzewodniczący Studenckiego Koła Naukowego Historyków przy IH UAM oraz były członek kolegium redakcyjnego „Naszych Historii” – czasopisma naukowego wydawanego przez SKNH przy IH UAM. W roku akademickim 2008/2009 stypendysta Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Interesuje się przede wszystkim historią Polski nowożytnej, ale także np. astrofizyką i fotografią.

O Nikiforze Czernichowskim więcej od Polaków wiedzą Rosjanie. Obszerny artykuł ze strony miłośnika Syberii – Andrieja Kriukowa:

Андрей Крюков : Мои / статьи / О истории Сибири (Иркутской области

Крюков А.В. – НИКИФОР РОМАНОВ ЧЕРНИГОВСКИЙ

ПРЕДИСЛОВИЕ:


Прочитал книгу Г.Б. Красноштанова „Никифор Романов Черниговский” (документальное повествование). И решил поделиться тем, что мне удалось узнать. Книга эта редкая, составлена по документам, обнаруженным в РГАДА (г.Москва).
Про Н.Черниговского много написано, и много как оказалось вымыслов. И ещё книга предоставила мне доказательства, что Никифор Романов мой далёкий предок (пра[11раз?]дед) по линии моей бабушки Крюковой (Черниговской) Варваре Меркурьевне. Расскажу я, что мне удалось узнать о его жизни.

Имя Никифора Черниговского стоит в одном ряду с именами Василия Пояркова, Ерофея Хабарова, Онофрия Степанова Кузнецова. С этими именами связан выход Русского государства на берега Амура. Но степень известности этих людей различна. Наиболее известен Хабаров, а о Никифоре Черниговском даже историки располагают весьма отрывочными и скудными сведениями. Не буду приводить ошибки и легенды которые выдавались за истину многими авторами (можно почитать на моём форуме – всё, что я насобирал ранее из различных источников), лучше расскажу о фактах из книги.


ПОЛЬША – МОСКВА – ЕНИСЕЙСК – ИЛИМСК – КИРЕНСК – АЛБАЗИН – НЕРЧИНСК
«И сыскано в Разряде – в записной тетрате прошлого 141 [1633] году написано: августа в 21 день присланы ис-под Смоленска от Михаила Шеина с товарищи в языцех [пленные] литовские люди:
…, Микифор Черниговский
и по государеву указу посланы с Москвы
…, Микифор Черниговский – на Вологду».
После окончания войны по условиям мирного договора пленных должны были отпустить на родину. Но не все этого пожелали. В челобитной воеводы Вологды Петра Сабурова от “Генваря в 7 день” написано про Никифора:
«Взят де он под Новым Городком Северским и сослан на Вологду в тюрьму. И ноне де он в Польшу идти не хочет, а хочет служить государю на Вологды с черкасы. А в роспросе сказался черкашенин Брягильского повету. А хочет служить государю, в Литву идти не хочет».
Новый Городок Северский – это нынешний Новгород Северский в Украине. Черкасами в то время называли украинских казаков и украинцев вообще. Повет – административно-территориальная единица.
Лета 7143 [1635], генваря в 11 день, по государеву указу память: Микифору Романову сыну Черниговскому, что был на корму на Вологде служить государеву службу с ыноземцы вместе.
В разрядной выписке есть краткие сведения, составленные по расспросам в 1633 году. О Никифоре Черниговском записано: «Микифор Черниговской сказал: родом поляк Киевского повету, служилого отца сын. Служил польскому королю казатцкую службу на 3-х конях». Запись эта помечена 16 января 1635 года. Прошло всего лишь несколько дней – и Н.Черниговский из черкашенина превратился в поляка, притом другого повета, не Брягинского, а Киевского.
Здесь следует пояснить, что такое служба на трёх конях. Этот способ позаимствован у кочевников. С успехом его применяли крымские татары. Вот как его красочно описал А.Бушков: «Любой воин кочевого племени отправляется в поход, имея три лошади. Одна везёт поклажу (небольшой сухой паёк, подковы, запасные ремни для уздечки, всякую мелочь, вроде запасных стрел, доспеха, который нет нужды надевать на марше, и т.д.). Со второй на третью время от времени нужно пересаживаться, чтобы один конь всё время был чуточку отдохнувшим – мало ли что стрясётся, порой приходится вступать в бой с “колёс”, т.е. с копыт».
Для службы отослан в Иноземецкой приказ был и Микифор Романов. Из Иноземного приказа его отправили 24 мая 1635 года для крещения в Патриарший дворцовый приказ, который, в свою очередь, направил их в Андроньев (Андронников) монастырь (ныне Музей Андрея Рублёва в Москве, недалеко от Курского вокзала). Но дело с крещением затянулось из-за смерти архимандрита.
«И выписано в Розряде: … крестить их июля в 9 день». Перечислены волошане, за ними – поляки. О Черниговском написано: «Микифор Романов сын Черниговской. Сказался шляхтич Брестского повету. Служил королю на 3 кони. Взят в языцех под Новым Городком Северским. Остался на государево имя. За выход дано ему государева жалованья 7 рублев да сукно доброе». «Остался на государево имя» означает, что принял русское подданство. Черниговскому было также дано жалованье за крещение: 3,5 рубля и сукно доброе.
Крестил Никифора дьяк Гаврило Левонтьев, который служил в 1635 году в Стрелецком приказе. При крещении многим полякам поменяли имена на православные, но Черниговскому имя не поменяли, т.к. оно вполне было православным.
После крещения Н.Черниговский был направлен служить в Тулу, где стоял полк гусар и рейтаров из числа иноземцев. Черниговского зачислили в роту ротмистра Василия Обруцкого (Овруцкого). Точная дата прибытия в Тулу неизвестна. Известно, что он прибыл туда после 15 августа 1635 года. Вплоть до июля 1636 года документов о его службе в Туле не обнаружено. А затем появляются документы о его попытке бежать за рубеж. Точно день побега не указан, но по смыслу документов вытекает, что побег состоялся 3 июля 1636 года.
Из восьми бежавших – четверо было поймано калужскими служилыми людьми. Среди них был и Черниговский. Причиной побега названо скудное жалованье.
16 июля 1636 года Черниговский был доставлен в Москву в Разрядный приказ и допрошен. В документах его называют литвином. «Литвин» – это не литовец. Литвинами называли русских людей, проживающих на территории Польско-Литовского государства. Часто по вере они были католиками.
В выписках о расспросных речах Черниговского приведено: «… И в прошлом де во 143 [1635] году женился он на Москве, старого выезду у литвина у Петра Дубовского взял патчерицу девку Аноску. И жена ево про бег в Литву не ведала, и ей не сказался…». Падчерица – дочь одного из супругов по отношению к другому супругу.
Из Разрядного приказа беглые были переданы в приказ Казанского дворца, который в то время кроме понизовых городов также ведал и Сибирью. В приказе Казанского дворца записали:
«144 [1636] году, июля в 29 день присланы… Микифорко Черниговской. …про жёны и про дети допрашиваны… Микифорко Черниговской в допросе показал: жена де у него есть, зовут её Оносьицею. Стоит на Покровке в Калашном переулке у плотника у Петрушки [на Москве]. А чей он сын, Петрушка, того он, Микифорка, не упомнит. А детей у него нет». 2 августа ссыльные отосланы в тюрьму.
22 августа 1636 года в грамоте из приказа Казанского дворца: «По нашему указу посланы от нас с Москвы на Казань … литовские люди … да Микифорко Черниговской з женою с Оносьицею… Сослать в сибирские городы…, з женами в Енисейский острог на житье». А велено тех ссыльных людей вести скованных. Были куплены «трои железа ножные» за 20 алтын по гривне за железа. И кому-то из «счастливцев» повезло: на пять человек было только трое кандалов.
Путь ссыльных был длинен: «…от Москвы до Коломны и до Переславля-Резанского [Рязань], и до Мурома, и до Нижнево Новагорода, и до Кузьмодемьянска, и до Казани. От Казани до Лаишева, и до Осы, и до Соли Камские, и до сибирских городов, до Верхотурья и до Туринского острогу, и до Тюмени, и до Тобольска, и до Сургута, и до Нарымского, и до Кетцкого, и до Енисейского острогу, воденым путем… ».
В Енисейск, Никифор Черниговский, прибыл вдвоём, с женою в сентябре 1637 года. Никифор был поверстан в казачью службу. А государева им жалованья учинено оклады против енисейских казаков по 5 чети с осминою ржи, по 4 чети овса.
Позднее, в одной из челобитных, Никифор рассказал о своей службе в Енисейске:
«Служил я, холоп ваш, в Енисейском остроге блаженныя памяти отцу твоему, государеву, великому государю, царю и великому князю Михаилу Федоровичу всеа Руси лет с пятнадцать всякие ваши государевы службы; на Байкалово ходил по соболиной ясак, и из тех ясашных зборов прибыль чинил. И под Ленской волок с хлебами запасы ходил, и по многим рекам на службы ходил для ясашного збору».
Более точный срок службы Черниговского в Енисейске исчисляется с 1637 по 1649 год, т.е. около 12 лет. Затем Никифор попадает на реку Лену.
При образовании Илимского воеводства в 1649 году Никифор был переведён из Енисейска в Илимск. В 1648-1649 году Никифор числился рядовым казаком.
В 1649-1650 году на Чичюйской Тунгуской волок приходили Мучугирские тунгусы, что платят ясак в Тазовцкой острог. И про тех тунгусов сказывают, что де они своровали и тазовицких служилых людей побили же. И как те тунгусы пришли на Чичюйской Тунгуской волок, Илимского острогу служивой человек Микифорко Романов Черниговцкой с тех тунгусов взял государев ясак, з двадцати семи человек. А тех тунгусов было ста с полтора. И он, Микиферко Чернеговцкой, тем государевом ясаком лишь славу свел. И к тем тунгусам с торгами отпущал за Чичюйской Тунгуской волок. Тазовской острог – это Мангазея.
В 1653 году Никифор числится казачьим десятником. Воевода Оладьин посылал его поимать беглецов, воров. И служилой человек Микифорко Черниговской с товарыщи тово вора Васку Черкашенина поимали. И на поимке те беглецы, ево, Васку, у Микифорко Черниговского отбили, и ушли в Даурскую землю, собрався с ворами, с прихожими промышленными и служилыми людьми.
В 1654 году Никифор также числится десятником.
Летом 1655 года случился ещё один побег с реки Лены в Даурскую землю во главе со служилым человеком Верхоленского острожка Мишкой Сорокиным. Бежало несоколько сотен человек. Черниговский жил в это время в Киренске. Вот что он рассказал:
«… А меня, Микифорка, те воры искали и хотели убить досмерти, и в воду посадить [т.е. утопить]. А женишко мое и детишка хотели с собой воровски взять в Даурскую землю. И я де от тех воров жил в побегах».
В окладной книге жалованья за 164 [1655-1656] год написано: «Десятник Микифорко Романов Черниговской … И за службы велено ему, Микифорку, быть в пятидесятниках казачьих».
В книге «Илимского острогу всякому строению», составленной в 164 [1655-1656] году, в разделе «Да за речкою дворов», т.е. на другой стороне реки Илима, напротив Илимского острога, значится «Двор служилого человека, пятидесятника Микифора Черниговского. … А владеет по закладной».
В 1656 году в отписке воеводы упоминается и сын Никифора – рядовой казак Федька Черниговской. Родился он значит в Енисейске.
5 февраля 1657 года Микифор с сыном Федькой, атаманом Микифором Качиным и рядовым Ивашкой Качиным прибыли в Москву с отпиской воеводы и з государевою соболиною казною илимских служилых людей. Вместе с отпиской воеводы была и челобитная Черниговского. В конце этой челобитной Никифор просил: «Велите, государи, меня, холопа своего, в вашу, государеву, службу поверстать против моей братьи, поляков, во что я, холоп ваш, годен».
Значит, недоволен был Черниговский своим служебным положением. Ссыльные поляки, как правило, служили в чине детей боярских. И снова назвал он себя поляком. Однако же Черниговский до конца службы на Лене оставался пятидесятником казачьим. Не затаил ли Никифор обиду?
Выехали они из Москвы после 12 апреля 1657 года. Когда Никифор вернулся на Лену, неизвестно. В следующем по времени документе сообщается о том, как он отводил в 1659 году покосы киренской церкви Пречистой Богородицы Казанской, расположенные по берегам реки Киренги.
Сохранились окладные книги за 168 [1659-1660], 169 [1660-1661] и 170 [1661-1662] годы. В них указаны: «Пятидесятник Микифорко Романов сын Черниговской» и «Федька Микифоров сын Черниговской» (в разделе Илимские служилые люди холостые).
В окладной книге 173 [1664-1665] года есть особая статья: «Ссыльные литовские люди, челядники». Первым там записан Пронька Черниговской. Челядь, челядники – это домочадцы, слуги, работники. Отцом Проньки был второй сын Никифора Анисимко.
Никифор Черниговский был видимо неграмотный, т.к. на документах всегда за него «руку прикладывали» другие.
В сметной книге 172 [1663-1664] года о Никифоре Черниговской упоминается как об усть-киренском приказчике.
В 1665 году Н.Черниговский и другие хотели «бити челом великому государю о всяких изгонях и обидах на воеводу на Лаврентья Обухова». Да изменил Никифор решение своё на побег в Даурскую землю по весне. Видимо, не очень надеялся найти в Москве правду. Да и путь на Амур был гораздо проще, чем дорога в Москву (которая контролировалась воеводой).
Из рассказа Федьки Черниговского: «И как де воевода Л.Обухов с Киренги пошол в Ылимский острог, и он де, Федька, пошол с ним же на дощанике. И отец ево, Микифорко Черниговской приказывал Федотку Лукьянову и Мишке Сапожникову и Оське Подкаменному воеводу Л.Обухова грабить, а самово жива велел привести на Киренгу».
Здесь открывается интересное обстоятельство: Федька Черниговский был женат на дочери пашенного крестьянина Оськи Васильева Подкаменного.
Всё произошло 28 июня у острова, впоследствии названного – Обухов.
Из рассказа Федьки Черниговского: «… на воевоцкой дощаник напустились в дву лотках окриком, и бечеву достали крюком, и к берегу дощаник притянули. И почали по дощанику и по людям стрелять, и на дощаник взошли, и велели с тово дощаника сторонним людем сотти. … воевода Л.Обухов в воду бросился [через проём в борту судна для вычерпывания воды]… А хто де ево у берегу или на воде заколол, про то он, Федька, не ведает…».
В нападении участвовали все три сына Никифора Черниговского: Федька з братьями с Онискою да с Ваською Черниговскими.
Пострадавшие при воеводе Обухове писали про нападавших: «… А на розбое они, воры и разбойники, говорили, что де итти в Даурскую землю. А быть де у них атаману Киренские волости Никольского погосту прикащику Илимского острогу пятидесятнику Микифорку Черниговскому. … и уберечь нам от смерти воеводы Лаврентия Обухова было немочно и нечем… И подняв на судне твое великого государя илимское знамя на дощанике они, воры, от берега отвалили, и поплыли наниз по Лене реке…».
Продвижение по Лене реке сопровождалось грабежом пашенных крестьян, приказных людей, о чём было много отписок. Справедливости ради следует сказать, что это был не чистый грабёж, кое за что люди Черниговского расплачивались (и иногда очень неплохо).
Миновав Нижне-Киренскую волость, Никифор Черниговской со своими людьми приплыл в Якутское воеводство на Чечуйский волок.
Ещё одно предположение о том, почему Черниговские напали на воеводу Обухова можно сделать из челобитной: «Да он же, воевода Л.Обухов, приехав на Киренгу в прошлом во 172 [1664] году, своим воровским умыслом, выслав ево, попа, с Киренги за приставом на низ, и без него, попа Фомы, изнасильничал сильно жену ево, Фомину, Пелагейку Никифорову дочь блудным грехом». Можно предположить, что Пелагейка – это дочь Никифора Черниговкого, а поп Фома Кириллов – зять.
Покинув Чечуйск, Никифор Черниговский и его люди приплыли на Захаровскую заимку (сейчас Петропавловск), побывали на Сполошенном лугу где Черниговский заплатил приказному человеку Ивану Бурлаку за награбленное имущество. Потом они были в деревне Федора Пущина, спустились к усть Пеледуя речки. Доплыли до усть Олёкмы речки и побывали в Олёкминском острожке. «И по Олёкме реке шли они до усть Тугиря реки на семи дощаниках. А собралося де их всех, воровского войсково, на тех семи дощаниках восемьдесят четыре человека. А на воевоцком грабежу и убийстве только было дватцать два человека». «И пришед де они на усть Тугиря, з дощаников вон сносились и пошли за волок по Тугирю реке нартами».
Сыновья Черниговского дальше «в Дауры» не пошли: «Федька, з братьями зимовал тут же на усть Тугиря реки. И по весне поплыли на нис по Олёкме реке, и выплыли на Лену реку. А на Лене де реке взял их, Федьку з братьями, якуцкий сын боярской Тимофей Чернышёв».
Якутский воевода Иван Федорович большой Голенишев-Кутузов сообщил в Сибирский приказ: «В нынешнем, великий государь, во 174 [1666] году, июня в 10 день, поймали воров изменничьих, против Каменки реки, Илимского острогу пятидесятника казачья Микифорка Черниговского, трёх человек, Федьку да Ониску, да Васку Черниговских … И яз, холоп твой, их, Федьку и Ониску, и Васку пытал в застенке накрепко. И они, Федька и Ониска, и Васка, с пытки мне, холопу твоему, сказали, что де отец их, Микифорко, Илимского острогу воеводу Л.Обухова грабить с ними умышлял, а не убить; что де ево, Лаврентия, везти до Чечуйского волоку и на Чечуйском де волоку отпустить ево, Лаврентия, назад. А закололи де ево, Лаврентия, пальмою у берегу на Лене реке… служилой человек Федотко Лукиянов да с ним … Матюшка Максимов. А было де, великий государь, их всех в заговоре, что ево, Лаврентия, пограбить, дватцать два человека».
В показаниях Федьки Черниговского упоминается дочь Н. Черниговского, которая была замужем за Петрушкой. Это был целовальник Петрушка Якимов Осколков, которого вёз скованным в Илимский острог воевода Л.Обухов за какие-то прегрешения. Может быть, и это было одной из причин нападения на воеводу.
Сыновья Черниговского были отправлены из Якутского острога в Илимский острог.
Никифор Черниговский с людьми же спустились вниз по Амуру и обосновались в разрушенном со времён Ерофея Хабарова городке Албазине.
В это время не простая ситуация была у Нерченского воеводы Лариона Толбузина, в трёх острогах «в Нерченском да в Ыргенском и в Телембинском» осталось только сорок шесть человек, «и те нужны и бедны, служат вам, великим государем, шесть лет без вашего государева жалованья».
Из отписок Л.Толбузина известно: во-первых, уже к осени 1666 года Н.Черниговский со своими людьми отстроили Албазинский острог. Во-вторых, обложили ясаком местное население. В-третьих, завели пашню и сняли первый урожай. Но самое интересное, что в то время, как на Лене людей Н.Черниговского называли не иначе как «воры и даурские беглецы», у Л.Толбузина они – «служилые люди», а Никифор – «приказной человек».
Со стороны Л.Толбузина это, несомненно, был смелый шаг. Видимо непросто далось Л.Толбузину такое решение. Было из чего выбирать. Или получить в подкрепление готовый острожек со служилыми людьми, прикрывающий подступы к Нерческому острогу со стороны Амура, или вступить в борьбу с Н.Черниговским, попытаться схватить его. И это в то время, когда у него людей почти в два раза меньше чем у Черниговского, а среди ясачного населения была «шатость».
Даже после смены воеводы Л.Толбузина на сына боярского Данило Аршинского, в документах 1669 года Н.Черниговский именуется по-прежнему как «приказной человек». «Приказными людьми» называли начальников, назначенных властями. Неназначенных называли «выборными», «атаманами».
Чем больше Албазин попадал под власть Нерчинска, тем сильнее становился страх наказания за убийство воеводы Л.Обухова и заставлял главных участников убийства искать выход из положения. И выход нашли. Вот что сообщил Данило Аршинский: «В прошлом, великие государи, во 178 [1670] году, июня в 20 день, писал мне из Албазинского острогу приказной человек Микифорко Черниговской: изменили де вам, великим государем, в Олбазинском остроге черкасы, которые на великой реке Лене, на Киренге, убили воеводу Л.Обухова, Микулка Пан да Оска Подкаменной с товарищи, восмь человек, убежали в Богдойскую землю».
А дальше Данило Акшинский писал: «во 179 [1670] году, декабря в 15 день, писали ко мне из Олбазинского острогу албазинские охочие служилые люди, Петрушка Екимов [зять Н.Черниговского] с товарищи: сказала де ему казачья жена Анница: в прошлом де во 178 [1670] году, после побегу черкас Микулки и Оски с товарыщи, в третий день, Микифорко Черниговской хотел де бежать в Даурскую землю к богдойскому царю. А тое казачью жену Анницу звал он, Микифорко, бежать с собою. И она де, Анница, бежать не похотела. … их обоих прислали ко мне в Нерчинский острог. И я, холоп ваш, великих государей, Микифорка Черниговкого в том даурском побеге пытал. И он, Микифорко, в том даурском побеге повинился. И я ево, Микифорка, сковав, хотел держать в Нерчинском остроге до вашего, великих государей, указу».
Поскольку Данило Аршинский не получил ответа из Москвы, как поступить с Никифором Черниговским за попытку побега в Китай, то он, видимо, не нашёл ничего лучшего, чем отпустить Черниговского в Албазин. В 1673 году Черниговский в документах снова упоминается как приказчик.
В Нерчинск прибывает тобольский сын боярский Павел Шульгин, и вскоре он смещает Черниговского и назначает другого приказчика Сеньку Вешняка. Н.Черниговский после сдачи Албазинского острога находился в Нерчинском остроге. Сам ли он приехал туда или был вызван, неизвестно. Там он принял участие в походе на «табунуцких людей» (монгольский род), вот что пишет Шульгин: «… И мая де в 1 день [1674] по тому их, служилых и ясачных людей, челобитью отпущал он, Павел, из Нерчинского острогу сына своего Василья да сына боярского Григорья Лоншакова, да албазинского пятидесятника Микифорка Черниговского, а с ними служилых и охочих и ясачных людей с Еравинской степи збить. И мая ж де в 1 день ратные люди пришли в Нерчинской острог в целости, а собою привезли табуницкого погрому баб и робят 61 человека. … А побили де у них человек со 100…».
В январе 1675 года снова о Н.Черниговском упоминается как о приказчике Албазинского острога, о чём свидетельсвует наказная память ему от П.Шульгина: «183 [1675] году, генваря в 23 день. По указу великих государей память в Олбазинской острог прикащику Микифору Черниговскому…». И хотя данная память ограничивала самостоятельность Никифора, полностью самостоятельности он ещё не лишился, о чём свидетельствует его поход на реку Ган: «…И прикащик де албазинской Микишка Черниговской, взяв с собою служилых и промышленных людей 300 человек, и пошел в китайские улусы на Ган реку…».
Вот что об этом походе писали: «…подлинно слышал, что из Албазина Черниговский, собрав 300 человек казаков и гулящих людей, и пошел в марте месяце на подданных Китайского государства, которые живут на реке Науне, чрез которых людей в прошлых годех китайской хан послал к тебе, великому государю… А тот сотник, который живет в селе по Гану реке, к албазинцам приходил [просил, чтоб взяли они ево и людей ево, сто человек, в Албазинский острог] и корм им привёз, и велел им себя подождать. А приехав назад, запустошил село свое и бежал на Наун. И казаки, видя ево обман, возвратились назад и никово ничем не вредили».
На челобитную Н.Черниговского и албазинцев, которую привезли в Сибирский приказ Ивашко Перелешин и Ярко Тварогов, долгое время не было ответа. Наконец в 1675 году Н.Черниговский, его сыновья и товарищи получили от царя Алексея Михайловича прощение. Это известно из грамоты царя Федора Алексеевича красноярскому воеводе Дмитрию Степановичу Римскому-Кораскову от 19 апреля 1689 года. В грамоте сообщалось:
«В прошлом во 182 [1674] году писал ко отцу нашему, государеву… из Даур… Данило Аршинский и прислал Албазинского острогу Микифорка Черниговского с товарыщи, сто одного человека, челобитную…
И во 183 [1675] году, марта в 15 день, отец наш, государев…, указал: Микифорка Черниговского с детьми, с Федькою, с Онисимкою, с Васкою, да Ивашка Перелешина с товарыщи, семнатцать человек, за их воровство казнить смертью. А которые к ним после убийства приставали по дороге и торговых и промышленных людей грабили, сороку шти [46] человек, учинить наказание – бить кнутом и отсечь по руке.
И марта ж в 17 день отец наш, государев…, пожаловал их, Микифорка Черниговского с товарыщи, что они, пришед в Дауры, вины свои принесли и на Албазинском городище острог поставили, и ясашных людей призвали, и аманатов поимали, и пашню завели, казнить и наказание им чинить не велел. А указал им, Микифорку с товарищи, быть в Албазинском. А Микифорковых детей Черниговского и товарищей их, которые сидят в Илимском и в Якутцком в тюрьмах, сослати с женами и с детьми в розные сибирские городы, Микифорковых детей в Енисейской да в Красноярской, а товарищей их – в Томской и пешую стрелецкую службу».
В конце июля 1675 года Павел Шульгин отправил память в Албазин: «183 [1675] году, июля в 28 день. По государеву указу память в Албазинской острог… ». Далее следует вставка, написанная на обороте: «По твоей отписке ведомо учинилось в Нерчинском остроге Павлу Шульгину, что в Албазинском остроге самовольной и само[о]хотной атаман Микифор Черниговский умер. …». Умер, видимо он, в июне.

Rosyjskie plany

Artykuł z Głosu Rosji:

Nad Amurem pojawi się „rosyjski Bajkonur”

Tagi: kosmos, Społeczeństwo, Komentarze, W Rosji

28.08.2010, 18:19
Zdjęcie: EPA

Federacja Rosyjska potrzebuje nowego, nowoczesnego kosmodromu. Ma on być zbudowany przy zastosowaniu najbardziej nowoczesnych osiągnięć nauki i techniki i być jednym z najbardziej ambitnych projektów państwa. W ten sposób scharakteryzował budowę kosmodromu „Wostocznyj” w obwodzie amurskim premier Rosji Władimir Putin.

Po rozpadzie Związku Radzieckiego podstawowy kosmodrom supermocarstwa, które przestało wówczas istnieć, pozostał na terytorium Kazachstanu. Według Władimira Putina, kosmodrom w Bajkonurze znajduje się w przyjaznym wobec Rosji państwie, tym nie mniej, jest na terenie innego kraju. Oczywiście, współprca z Kazachstanem i partnerami francuskimi będzie kontynuowana. Jednakże Federacja Rosyjska potrzebuje nowego, własnego placu dla wystrzeliwania rakiet. Skłania do tego rozwój tej branży w Rosji, a także rosnący popyt na usługi kosmiczne, poczynając od wystrzeliwania satelitów łączności i rakiet nośnych do celów pokojowych i militarnych, a kończąc na turystyce kosmicznej. W ciągu kilku najbliższych lat podstawowym projektem na tym kierunku stanie się budowa zespołu urządzeń dla wystrzeliwania próbników kosmicznych w obwodzie amurskim. Przy tym budowa kosmodromu ma wykonywać nie tylko zadanie geostrategiczne i gospodarcze, lecz również socjalne, – uważa Władimir Putin.

„Ma tu być zbudowane absolutnie nowe, nowoczesne, komfortowe pod każdym względem miasto. Mają tu być komfortowe mieszkania, domy, nowe szpitale, przychodnie lekarskie, szkoły, przedszkola, obiekty sportowe. Praca do wykonania jest duża, jednakże ciekawa. Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że specjaliści wykonają ją na dobrym poziomie jakości i w należytym terminie”.

Ponadto, zbudowanie kosmodromu nada potężnego bodźca dla rozwoju całego Dalekiego Wschodu. Jest bowiem sprawą oczywistą, że wokół tego obiektu będzie aktywnie rozbudowywana infrastruktura, nazywana niekiedy „systemem krwionośnym” gospodarki.

Jednakże budowa kosmodromu „Wostocznyj” w pierwszej kolejności jest projektem z zakresu jak najbardziej nowoczesnych technologii, mający sprzyjać rozwojowi potencjału intelektualnego i przemysłowego Rosji, a także potwierdzać jej wysoki status mocarstwa kosmicznego. Zdaniem premiera, pozwoli to tysiącom ludzi na wykazanie się w chartakterze specjalistów wysokiej klasy, poszukiwanych, na realizację przez nich twórczych i technicznych pomysłów.

Ponadto, Rosja ma do czynienia z pewnymi trudnościami natury biurokratycznej i innej przy użytkowaniu Bajkonuru, – podkreśla dyrektor generalny Funduszu na rzecz Efektywnej Polityki Kiriłł Tanajew.

„Wykorzystujemy przecież kosmodrom w Kazachstanie nie tylko do wystrzeliwania orbitalnych statków kosmicznych i obsługiwania międzynarodowej stacji kosmicznej. Rosja wykorzystuje go do celów naukowych i militarnych, a także dla potrzeb gospodarki narodowej. Nie przypadkowo w sposób aktywniejszy zaczęliśmy wykorzystywać kosmodrom w Plesiecku. Jednakże nie pozwala on na rozstrzyganie wszystkich zadań w dziedzinach obronności i gospodarki”.

Już obecnie istnieje jak najbardziej konkretny plan działań w zakresie realizacji projektu w obwodzie amurskim. Na przykład, za rok zostanie sformowana struktura organizacyjna do zarządzania kosmodromem. Przed 2015 rokiem wykonawcy prac oddadzą do użytku pierwszy kompleks startowy, na który wydana będzie kwota około 800 milionów dolarów amerykańskich. Po upływie dalszych dwóch czy trzech lat ma być oddana do użytku druga część obiektów, a maksymalnie w 2020 roku zaczną odbywać się pierwsze loty załogowe z kosmodromu w obwodzie amurskim. Dodać wypada, że według szefa Roskosmosu Anatolija Pierminowa, nowy kosmodrom będzie super technologiczny i zajmie powierzchnię dziesięć razy mniejszą, niż w Bajkonurze i trzy razy mniejszą, niż w Plesiecku.

Wypada zaznaczyć raz jeszcze, że decyzja w sprawie zbudowania nowego kosmicznego placu startowego w Rosji jest jak najbardziej aktualna, gdyż branża zwiększa swoją potęgę dosłownie w naszych oczach. Tylko przed listopadem 2010 roku mają wystartować ponad dziesięć obiektów rosyjskich z trzech kosmodromów, a w jeden dzień przypadają aż dwa starty rakiet.


Jackowi Bromskiemu w 2003 roku przyśnił się film o Niceforze Czernichowskim, ale nic z tego nie wyszło


Z Gazety Wyborczej

Polski film w Chinach

kog
2003-09-22, ostatnia aktualizacja 2003-09-22 20:13

Jacek Bromski przymierza się do produkcji filmu w Chinach – dowiedziała się ?Gazeta”. Producentami mają być Studio Filmowe ?Zebra? i Vision

– Będzie to historia polskiego zesłańca, który przeprawia się przez Amur i ucieka z Syberii do Mandżurii – mówi reżyser. Po drodze jego towarzysze giną od rosyjskich kul, a on sam zostaje uratowany przez chińskiego myśliwego i trafia do mandżurskiej wioski. – Kiedy dostałem propozycję zrobienia filmu w Chinach, odmówiłem. Ale kilka dni później przyśniła mi się ta historia – wyjaśnia Jacek Bromski.

[foto by Petr Szarow]

Alternatywna historia w książce Konrada Lewandowskiego Bursztynowe Królestwo

Omówienie powieści ze strony: http://konradgodlewski.com/?p=639

Konrada Godlewskiego

Konrad T. Lewandowski (vel Przewodas) to z pewnością jedna z najbardziej niezwykłych postaci polskiej literatury, nie tylko tej fantastycznej. O nim samym można by napisać powieść, dlatego zainteresowanych odsyłam do źródeł (fora internetowe) i z miejsca przechodzę do głównego tematu tej notki, czyli „Bursztynowego Królestwa„.

Jestem pod miłym wrażeniem tej powieści, będącej de facto tzw. historią alternatywną.

Za arcydzieło tego gatunku uważam „Człowieka z wysokiego zamku”, w którym Philip Dick przedstawia USA pod okupacją III Rzeszy i  Cesarstwa Japonii, bawiąc się przy tym samą konwencją i każąc bohaterom oraz czytelnikom dociekać, czym tak naprawdę jest świat, w którym się znaleźli. Kluczem do prawdy jest Yijing – starochińska księga wróżb i traktat filozoficzny w jednym.

Przewodas nie bawi się metafizkę. Przedstawia jednak opowieść równie prawdopodobną jak u Dicka. Oto w dalekiej Mandżurii powstaje II Rzeczpospolita Obojga Narodów, w której Litwinów zastąpili… Chińczycy. Rola Jagiełły przypada tym razem Władysławowi V, synowi przywódcy powstania tajpingów, ocalonemu z klęski. Poddani nowego władcy mają też całkiem sensowny plan, jak królestwu przwrócić dawną świetność…

Zabawa historią to bodaj największa zaleta „Bursztynowego królestwa”. Mimo swej egzotyki, pomysł Rzeczpospolitej polsko-chińskiej wcale nie jest wzięty z sufitu.

Po pierwsze, uciekinierzy z Syberii faktycznie trafiali do Chin. We wspomnieniach Witolda Urbanowicza, dowódcy dywizjonu 303., który walczył z Japończykami w Chinach, znalazła się wzruszająca, choć tajemnicza historia Białego Li. W Chinach został on ogrodnikiem, bo człowiek, który przyjął go na służbę zachwycił się, że cudzoziemiec ciężko pracuje, zna poezję i życzliwie  interesuje się Chinami – były to w owym czasie cechy rzadkie u bladych twarzy za Wielkim Murem. Biały Li ożenił się z latoroślą Chińczyka i doczekał się nią córeczki. To ona właśnie – już jako dojrzała kobieta – opowiedziała całą historię polskiemu lotnikowi, kiedy ten leżał ranny w szpitalu.

Położenie Jaksy na współczesnej mapie

Po drugie, Polacy na Syberii skutecznie realizowali państwotwórcze plany. Przykładem Nicefor Czernichowski, który w połowie XVII wieku stanął na czele zbuntowanych kozaków i założył nad Amurem niezależne państewko. Polak skutecznie rządził zbiegami i rebeliantami z Rosji, a także miejscowymi ludami – Tunguzami i Daurami. Doszło nawet do tego, że prowadził korespondencję dyplomatyczną z dworem w Pekinie. A że część not słał po polsku, mandarynom przyszło się uczyć nowej, szeleszczącej mowy. Naprawdę!

Po trzecie, chrześcijaństwo faktycznie zbliżyło Polaków i Chińczyków (przypominam, że tajpingowie uważali się za chrześcijan). Nieco przed awanaturą Czernichowskiego, polski jezuita, Michał Boym, zaczął służbę na dworze tzw. Południowej Dynastii Ming. Były to niedobitki z najazdu Mandżurów, które schroniły się w pobliżu Kantonu. Cały dwór, poza cesarzem, przeszedł na katolicyzm, a Polak ruszył do Europy jako ambasador chińskiego władcy, by prosić papieża i innych katolickich monarchów o pomoc w walce z pogańskim najeźdzcą z Mandżurii. Boym, odziany w szaty mandaryna, stawił się u weneckiego doży, wywołując sensację nawet wśród Wenecjan, przywykłym do rozmaitych dziwactw… Kiedy zapytali go narodowość, odpowiedział, że jest Polakiem.

Po czwarte, w Mandżurii, gdzie rozwija się akcja, osiedliła się na początku XX wieku spora, polska diaspora. Byli to ludzie, którzy próbowali robić karierę na Kolei Wschodniochińskiej budowanej właśnie przez carską Rosję. Największe skupisko Polaków żyło w Harbinie.  To z tej społeczności wywodzą się m.in.: dr Jerzy Sie-Grabowski, jeden z moich pierwszych nauczycieli chińskiego na warszawskiej sinologii; oraz Edward Kajdański, autor licznych, świetnych książek o Polsce i Chinach.

Charbińczycy (przed wojną pisano Harbin przez „Ch”) mieli patriotyczne nastawienie. W czasie II wojny światowej wysłali własny oddział do Europy, by ten bił się za wolną Polskę. Nie ma wątpliwości, że przy sprzyjących okolicznościach mandżurscy Polacy mogliby zacząć konspirować przeciw Rosji, tak jak w powieści.

Drugą rzeczą, prócz historii, którą cenię w powieści Lewandowskiego, jest wątek stosunków międzykulturowych. To taka dziedzina, która w Polsce raczkuje, a która w Rzeczpospolitej Polsko-Chińskiej musiałaby rozwiązywać realne, palące problemy. Autor rzecz opisał wnikliwie i interesująco, porównując psyche obu narodów, a także szczegółowo przedstawiając problem na przykładzie dworu królewskiego, zmuszonego do łączenia obyczajów tak różnych, jak ogień i woda.

Wątek różnic międzykulturowych blado wypada w literaturze polskiego mainstreamu. W fantastyce jest natomiast obecny od dawna, pod postacią zderzenia cywilizacji (ludzie i obcy), czy też ras (ludzie i elfy). To moim zdaniem może tłumaczyć, czemu akurat pisarz wywodzący się z tej szkoły umiał się zmierzyć z wyzwaniem.

Rzecz ostatnia – to „czytliwość”. „Bursztynowe królestwo” to prawdziwa powieść przygodowa, którą można połknąć w jeden wieczór. Jest tu cała galeria wyrazistych postaci, a także odwieczny polski dylemat: żyć i służyć zaborcy, czy też walczyć i paść, ale z honorem.

Mam tylko trochę żal, że w powieści zabrakło przekonywającego, chińskiego bohatera z krwi i kości. Żaden polski pisarz nie byłby jednak w stanie sensownie skonstruować takiej postaci bez  co najmniej półrocznego pobytu za Wielkim Murem. Przewodasa nikt tam nie wysłał, więc tym bardziej chylę czoło przed jego pisarskim kunsztem.

Być może on po prostu musi się głęboko wczuwać w to, co pisze, by osiągać tak znakomite efekty?

Teraz czekam, aż ktoś przetłumaczy „Bursztynowe  królestwo” na chiński.

Podziel się!

21 komentarzy do “Czy Polacy mogą wywołać wojnę chińsko-rosyjską, czyli krótkie dzieje Królestwa Jaksa nad Amurem

  1. Bardzo niebezpieczny pomysł. Byłaby to z naszej strony zdrada Słowian i Rosjan, dzięki którym żyjemy oto w Polsce, mówiąc po polsku. To ni, ofiarą 600 tysięcy padłych przy wyzwalaniu ziem polskich od Niemców w ostatnią wojnę, wskrzesili Polskę, zabitą i zakopaną przez Niemców we wrześniu ’39. Wskrzesili niesłychanym i bohaterskim, godnym braci słowiańskiej wysiłkiem wojennym całego rosyjskiego narodu bez mała. Niech nas Bóg chroni przed zdradzeniem Rosjan. Przestańmy słuchać syrenich śpiewów tych co wyrośli na łaskawym chlebie zachodnich stypendiów i ŻAŁOSNYCH DOWODZEŃ POSTPIŁSUDCZYKÓW, którzy mają na sumieniu hańbę Polski we wrześniu, mimo tak oddanego wolności polskiego narodu.
    Naszą drogą, drogą godną i właściwą, jest popieranie Rosjan, naszych bliskich słowiańskich braci i dobrodziejów. Chwałą im! Niech nikt nigdy nie zrobi im krzywdy! A jeśli Rosja będzie w potrzebie, a jest, niech nie zbraknie polskiej, naszej, pomocy. Ich musimy wspierać, otu,maniony narodzie.
    Rudra

    • Przecież piłsudczycy to syjonistyczni zdrajcy. Po co słuchac pogrobowców smieci szkolacych w Bieszczadach semickich zwyrodnialców dokonujacyh późnień rezań Polaków na Wołyniu czy po „zadaniowej emigracji” w iscie starotestamentowo-nazistowskim stylu pacyfikacji palestyńskich wsi.

      Błedem polskiej polityki było zwrócenie Piłsudzkiemu stanowiska jak ten po wznieceniu na zamównienie miedzynarodówki bolszewickiej wojny z Rosją zrzekł się stanowiska. Nalezało go pogonić precz albo dozywotnio zamknąć w „domowym więzieniu”. To jemu Polska zawdzięcza niesnaski takiego samego kalibru jak robione przez chociazby kłamczyńskich. Wszystko ma na celu skłócanie Narodów „zarządzanych” przez semicką hydre. Skłocanie do wzajemnych mordów w ramach NOWEJ PRZESTRZENI ZYCIOWEJ DLA ODWIECZNEJ RZESZY SEMICKO-NAZISTOWSKIEJ. Której kolejnego ataku własnie doswiadczamy poprzez zagładzanie społeczeństwa w ramach budowania „światowego dobrobytu” przez „partie grubej kreski”. Zagładzania i okradania ze wszelkiego majątku by po kilku latach mozna było niewygodnych pozamykac w gettach które staraniami nazistów są pieczołowicie konserwowane chociażby w Oswięcimiu. Nie dla pamięci ale dla zapowiedzianego przez nich samych późniejszgo wykorzystania bo Polacy jako PRAWDZIWY NARÓD WYBRANY mają staraniem semicko-nazistowskiej bestii z siedziba w Londynie zniknąć z powierzchni ziemi. I to znikanie przy milczącej aprobacie się ynteligientów zauroczonych zachodemwłasnie dokonuje.
      Takich małych kainów okradających, dla wiekszej prowizji, swoich krajan z dobytku. Judaszy nowej ery.

      • Ten wpis – sformułowany jest w tonie obraźliwym i poniżającym wobec wielu osób i „optyk” politycznych, bez poparcia jakąkolwiek argumentacją czy umocowaniem w faktach. Proszę na przyszłość o uzasadnienie twierdzeń. Nie posługujmy się też na tym blogu zawoalowanymi atakami personalnymi na osoby żyjące.

        Prosimy unikać w przyszłości wypowiedzi emocjonalnych, które nie opierają się na dokumentacji i nie przywołują odpowiednich faktów – także z historii. Przypisywanie Piłsudskiemu intencji niszczenia narodu polskiego na Kresach jest co najmniej nadużyciem – to była intencja Rosji i Niemiec a nie Piłsudskiego. Takie wypowiedzi w sposób oczywisty nieuzasadnione logicznie będą w przyszłości usuwane z blogu, a informacja czyją wypowiedź usunięto z tego powodu będzie podawana do publicznej wiadomości na tym blogu.

        Nie rozładowujmy tutaj napięć i osobistych frustracji – lecz dyskutujmy rzeczowo.

        Nie ma pewności kto kłamie w sprawie katastrofy samolotu prezydenckiego, a raczej jest coraz większa pewność co do wybuchu na pokładzie samolotu.
        Dalsze wnioski jakie wynikną z prawdziwego śledztwa na ten temat mogą wskazać jako głównego współwinnego po polskiej stronie raczej postać z bajek z Dinseylandu a po rosyjskiej głównego Nieomylnego Wodza Rosji.

        Ostatnie wydarzenia w czasie EURO 2012 wskazują również, że to tych dwóch realizuje scenariusz skłócenia narodów w imię obcych, a nie słowiańskich, interesów.

        Wpisy pod tym tematem jak widzę układają się dosyć dziwnie. Kreowanie Kaczyńskich na głównych wrogów Polski jest mocno podejrzane zwłaszcza w świetle faktów niezależnej od Moskwy polityki jaką prowadził Lech Kaczyński, a wasalnej jaką prowadzi nieustannie od wielu lat obecny polski prezydent, na różnych stanowiskach jakie zajmował. Proniemieckości PO nie trzeba udowadniać, dowodów jest dosyć w rządowych mediach.

        Mam nadzieję, że rosyjska agentura uczestnicząca bez wątpienia w dyskusji pod tym artykułem, przekaże swojej stolicy wniosek zasadniczy płynący z jego treści: Razem na zasadach Współpracy, albo pożegnajcie się bracia ze swoim marzeniem raz na zawsze. Partnerstwo a nie uległość Moskwie. Do tego drugiego nikt tutaj nad Wisłą nigdy nie dopuści. Jeśli Moskwa tego nie zrozumie partnerem Polski staną się Chińczycy.

        Pozdrawiam dyskutantów

  2. Gdzie jest honor Polaka, który plwa na Rosjan? Tych, co setkami tysięcy poległych mężczyzn wskrzesili Polskę! To dzięki nim jest Szczecin, Olsztyn, Wrocław. Ktoś pisał o cierpiących rodzinach od UB… Ale to UB to w dużym stopniu żydowscy kaci, nie Polacy. A socjaliści to Warszawa, podniesiona z ruiny, to odbudowa kraju, to wykształcenie milionów gospodarzy, to usunięcie bezdomności i żebractwa, to upomnienie się rzeczywiste o godność robotników. Czy postpiłsudczycy i cała ta gromada cyników-słabeuszy, podłączonych pod każdą zmianę ‚wiatru’ wie, kto dźwignął Polskę? Plwają na komuchód, na ‚ruskich’, co odzyskali im wolność. Kto zapomniał o nędzy przedwojnia i Korfantym, bohaterze powstania śląskiego, siedzącym w piłsudczykowskim więzieniu, o tysiąca więźniów politycznych? O rzeszach ubogich rodzin na 2-hektarowych gospodarstwach? Socjalizm w Polsce miał poparcie, rozgrzebywanie Katynia jak obłodne handlowanie Żydó przedsiębiorstwem Holokaust, jest jeszcze bardziej od tamtego godne pogardy (choć szanuję i kocham każdego Żyda zabitego w rzezi niemieckiej).Żydzi handlują tragedią swoich współziomków (ku zniesmaczeniu choćby żydowskiego, szlachetnego prof. Normana Finkelsteina), podczas gdy naiwni, pozbawieni wiedzy Polacy niektórzy szermują Katyniem dla obcych interesów skócania dwóch potężnych narodów Słowiańszczyzny. Czy nie wiesz, Ludu, leżący mi na sercu, żę ci sami NKWD-owscy kaci, wśróa których pono roiło się od Żydów, wybili w Katyniu, jak czytam 200 tys. Rosjan? Czy nie wiesz, że ci kaci wymordowali miliony Rosjan? Wciąż roicie, że to zbrodnia Rosjan przeciwko Polakom? Poszukajcie źróeł tej zbrodni w finansjerze w USA i Niemiec? Kto opłacił ponad 200 żydowskich rewolwerowców Trockiego? Jakie ‚elity’ miały zastąpić mordowaną elitę słowiańską w Rosji? Kto był wykształcony i kto miał pieniądze na rewolucję? Kto miał kamienne serce do tego co robiła CZEKa , UB? Słowianie, nie mordujemy z zimną krwią.

    następcy tchórzy z września ’39 czekali długo, podgryzając dobre imię Polski wznoszonej naprawdę uczciwie i wspaniale przez wielu. Łudzili kraj wizjami ‚zachodniej wojny z ruskim’, podjudzali do wzgardzania ‚made in Poland’, wyśmiewali wszystko co związane z komunizmem. Atakowali Polskę, byi jak zachowane bakterie. Doczekali sie, w ’89 roku, kiedy po latach udało sie Zachodowi podejść Polaków na marchewkę ‚tanich kredytów’, których obawiał się słusznie Gomułka, którego jako trzydziestoparolatek szanuję i jestem mu wdzięćzny.
    Doczekawszy się po ’89 co dokonali? Łatwa jest krytyka, ‚bohaterowie’ i ich poplecznicy, kłaniający się Sorosom i komu jeszcze nie! doprowadzili nas do tak ośmieszającej ruiny w 20 lat, że śmiech ogarnia, kiedy wspomnę to wlewane nam do głów po ’89 roku, w liceum, dodatnie mówienie o ‚Marszałku’ (co dostał buławę od własnych żołnierzy, legitymujących się jak Rydz-Śmigły Ajkademią Sztuk Pięknych czy jak Wieniawa -Długoszowski, szkołą lekarską). Jacy ‚żołnierze’, taki ‚Marszałek’. Wstyd. Wstyd i ból.

    • Nie przesadzałbym z tym rosyjskim dobrodziejstwem. Spróbujmy we wszystkim zachować zdrowy rozsądek i równowagę. Nie zapominajmy, że Rosjanie zajęli 3/4 terytorium Polski – Rzeczypospolitej Obojga Narodów – zajęli to eufemizm – po prostu zabrali, ukradli i tyle. Nie wiem czy mam to traktować jako akt dobrodziejstwa – zwłaszcza że zaraz zaczęli na tym obszarze uprawiać normalne kolonialne praktyki, łącznie z usunięciem języka polskiego z urzędów i szkół. Potem, kiedy Polska w 1918 odzyskała niepodległość i nawet udało jej się na chwilę odzyskać Kijów gdzie wciąż mieszkało jeszcze 50% Polaków, ubzdurali sobie że ruszą na podbój Europy, no ale nie przeszli Polski w 1920. Katyń , Smoleńsk – trzeba pamiętać że to nie są obojętne miejsca. To stąd ruszyli Polacy w 1611 i zdobyli Moskwę i Kreml. Wtedy to była ostatnia szansa na Rzeczpospolitą Trojga Narodów. Czyżby IV Rozbiór Polski w 1939 dokonany przez Niemcy i Sowiety był kolejnym aktem za jaki mamy im podziękować?! To że Polska jest po tym akcie dobrodziejskiego oddania Szczecina i Wrocławia mniejsza o dalsze 80.000 km2 – to też jakieś dobrodziejstwo? Powinni byli dodać to co na zachodzie do tego cośmy mieli na wschodzie i oddać Ukrainę z Białorusią. To byłoby dobrodziejstwo – tu byłoby za co dziękować , a nawet buty całować.

      A co to ma być za pocieszenie, że Rosjanie mordowali też Rosjan oprócz Polaków. Polscy oficerowie to nie byli rosyjscy poddani, których można traktować „po rosyjsku” – bez wyroku kulą. W akcie zemsty za Smoleńsk i 1920-ty – strzelano im pod Smoleńskiem w tył głowy.

      Teraz podsumujmy komunizm – jako trzydziestoparolatek w ogóle pan nie liznął prawdziwego komunizmu polskiego, bo dwadzieścia lat żyje pan w III RP która jest karykaturą PRL -mimo, że gdybym te słowa napisał w PRL dzisiaj o 17.55. to jutro przed 9.00 rano byłbym już po wyroku, a jeśli nie to na pewno już bym do domu nie wrócił. 15 lat jakie pan przeżył w PRL to śmichy chichy – 2 lata Solidarności i 8 lat Stanu Wojennego – to już prawie że demokracja, a wcześniejsze 5 – to okres gierkowski z dowodami osobistymi i paszportami dla niektórych wybranych.

      Prawdziwy Komunizm to tysiące zabitych przez UB – i co to ma być za pocieszenie znowu że Sowieci do UB kierowali Żydów?! Kierowali kogo chcieli. Jak by im byli tam potrzebni Murzyni to ich by tam usadzili. Na tym polegało właśnie życie w DEMOludach, czyli krajach gdzie demokracja była rozumiana inaczej z przymiotnikiem „ludowa” – ludowa to znaczy Moskiewska.

      To prawda że komuna miała tutaj swoich zwolenników, że postawiła przemysł, że robotników wywyższyła niesłychanie i chłopów doceniła – to dobrze – jej też zawdzięczamy co niemodne jakoś – emancypację kobiet, równość materialną obywateli – tak równość ta była ważną rzeczą ale się nie sprawdziła, no bo była równością w „biedzie” a nie w „bogactwie”. I może by się to nawet wszystko udało gdyby Rosja raz nareszcie zrozumiała, że niczego tutaj nie wygra siłą. Teraz mamy znów kolejny wspólny polsko-rosyjski powód do żalów bo to Polska rozwaliła Moskiewskie Imperium XX wieku. trzeba było dać Polakom swobodę – tylko tyle i aż tyle, a to imperium nie tylko że trwałoby nadal ale rozrosłoby się jeszcze bardziej. Kiedy Rosja zrozumie, że Polska leży w sercu świata i że kto włada sercem ten włada światem – i kiedy dotrze do tego serca – nie buciorem i batem tylko tak jak się do serca dociera w miłości, wtedy zacznie się zupełnie inny rozdział historii. Tylko że Rosja nie dojrzała do tego, nie rozumie, że nie ten rządzi kto silny tylko ten kto siedzi w CENTRUM w samym środku.

      Polecam artykuł na bocznym pasku: „11.11.11. – Czy Polska zadecyduje o losach Świata?” w dziale „Zbliżenie Polska – Rosja”.

      Pozdrawiam
      CB

  3. Witam,

    odpowiem z chęcią. Wpierw jednak o ‚Polsce janczarów’, Polsce z odebraną tożsamością. poznamy się nieco bliżej, Bracie.

    POLSKA JANCZARÓW

    „Ten, którego muzułmanie czczą jako Allaha, chrześcijanie jako Jahwe, hindusi jako Siwę – ten Jeden Bóg jest Bogiem całej ludzkości. Religie usiłują zaszczepić w sercu człowieka święte ideały, ale człowiek nie pozwala im wyrosnąć. Jego samolubne pragnienie władzy i powodzenia w konkurencji z innymi, skłoniły go w większości przypadków do wykorzystania religii jako narzędzia tortur i prześladowań. Zamiast jednoczyć ludzkość we wspólnym wysiłku, religia stała się systemem zagród na świecie, strzeżonych przez nienawiść i fanatyzm. Dlatego religię potępia się jako korzeń zamętu i walki oraz złości religijnej, jaskrawo widocznej na świecie.
    Trzeba podkreślić, że religia nie jest źródłem tego stanu rzeczy. Walki te i fanatyczna nienawiść są spowodowane ego, pozbawione ograniczeń, ego, któremu dano wolną rękę. Religia stara się ową występną skłonność niszczyć. Dlatego też musi być wspierana, a nie potępiana. Tym, co należy potępiać, jest ciasna, wypaczona postawa nienawidzenia tych, którzy się z nami nie zgadzają, lub mają inne od naszego zdanie o tajemniczej sile, ożywiającej wszechświat. Ten proces rozszczepiania się na różne punkty widzenia zaszedł we wszystkich głównych religiach. Islam ma sekty sunnitów i szyitów. Chrześcijaństwo [sekty] katolików i protestantów. Hinduizm ma sekty Wisznu i Siwy. Bez względu na to jednak, jak głęboka jest osiągnięta rozpadlina, żadna sekta nie zaprzecza istnieniu Boga. I żadna sekta nie wychwala przemocy i kłamliwości (fałszu). Imiona mogą być różne, podkreślane oblicza (Boskości) mogą być różne, jednak ta wszechpotężna Opatrzność jest określana jako absolutna i wieczna. Nazewnictwo może być różne, ale Pojęcie nie. Pana nazywa się Bhagawanem, Allahem, Jahwe, ale podłożem, ożywiającą Siłą jest we wszystkich przypadkach Miłość.
    Każdy założyciel religii miał na oku jedność wszelkiego życia i stopniowy marsz ludzkości […] na wyżyny boskości.
    *
    zmuszanie do czegokolwiek przemocą
    w sprawach ducha jest ohydnym grzechem
    Sathya Sai

    O Duchowej Historii Polski – Wpływ broni na umysł

    Jest na Ziemi miejsce o wiedzy promieniejącej na cały świat. To Indie. Cywilizacja trwająca od tysięcy lat, oparta na niewzruszonym fundamencie Sanathana Dharmy – Odwiecznej Prawości. Sathyam Vada, Dharmam Ćara – powiada jedno z jej podstawowych zaleceń: mów prawdę, postępuj zgodnie z prawością. To tam, poprzez wieki, jak do wielkiego tygla wpływały kolejne fale ludności, szukając ratunku albo z nadzieją na podbój tej krainy. Znajdowali tam schronienie prześladowani; jak wielka Matka, Indie przyjmowały, dając chleb i poszanowanie ludziom. Przyszli np. Żydzi i do dzisiaj ponoć ich potomkowie żyją w indyjskim stanie Dźammu i Kaszmir; przyszli Parsowie, wyznawcy religii Zoroastra, zapewne z Persji, gdzie króluje obecnie islam; Parsowie pozostali w Indiach do dziś jako nieliczna i zamożna grupa.
    Bogactwem Indii jest jednak duchowość, wiedza duchowa o Jaźni, czyli o Bogu. Szczyt wszystkich nauk. To tam od niepamiętnych czasów osiągano wiedzę, o której gdzie indziej nie wiedziano, że podobna w ogóle istnieje! Mędrcy i święci, szanowani bardziej niż królowie, zdobywali rozumienie Boskości poprzez osobiste Jej doświadczenie . To dziedzictwo Indii uczy świat: Tat Twam Asi, co w sanskrycie znaczy ogólnie – Ty jesteś Tym, co nazywa się Bogiem. Jesteś Bogiem, w głębi swojej istności i najczęściej nic o tym nie wiesz. I rodzisz się po to, żeby zrozumieć, kim jesteś naprawdę. Indusi-mędrcy zbadali rzecz do głębi i obwieścili świata poznanie – Boga. Ale nie w otaczającym świecie. Tam Go nie znaleźli, zwrócili więc uwagę do własnego wnętrza, zastanowili się nad sobą. Zbadali umysł. Szukając Ojca – gdzie jest ukryty? – zadali pytanie o „ja’. Do czego doszli? Stwierdzili, że człowiek nie jest ciałem, on u ż y w a ciała podczas podróży życia. Skoro nie jest ciałem, bo ono się rozpadnie, to czym? Dociekali tysiąclecia temu jogini, medytujący nad Boskością. Nie jest też umysłem, bo ten jest ciągle zmienny, a kiedy nie jest używany i nie ma w człowieku pragnień – jak w wielkich świętych – to umysł znika. Dopiero przywołany wolą podejmuje działanie, jak w potrzebie włączony odkurzacz. U większości ludzi umysł jest włączony cały czas, myśl lata, rwie się, przeskakuje… nie daje odpoczynku, czepia się strachów, pożądań, ciągnie gdzieś, nie daje zadowolenia z tego, co człowiek zdobył, gna dalej. Rządzi człowiekiem.
    Mędrcy rozpoznali, że odpowiednio prowadzony, umysł jest również narzędziem człowieka, tak jak ciało. Więc skoro człowiek, szczyt stworzenia, nie jest ciałem ani umysłem, to czym jest? Dociekają. I coraz nowe pokolenia joginów w tym świętym kraju osiągają ostatecznie wgląd, będący nagrodą za dobre życie i tęsknotę do Boga. I ogłaszają światu, z każdym osiągniętym wglądem w Prawdę, że to dociekający jest ostatecznie Tym, czego poszukuje. Że jest Nim, Bogiem. I tu Boska Gra się kończy. Stworzenie rozpoznało, że jest Stworzycielem, jednością. „Człowiek” opuszcza grę poprzez świadomość, że jest Boskością, działającą poprzez ciało, doświadczającą wcześniej poprzez ciało.
    To przebudzenie człowieka do wiedzy, że nie jest workiem mięsa, ani skaczącym z tematu na temat umysłem, a Boskością schowaną w głębi osoby, prawie nie do odnalezienia, a jednak…, nazywane jest to Oświeceniem. Do tej wiedzy o Sobie dotarł Budda, spośród znanych osób, właśnie w Indiach, oraz rzesze błogosławionych ludzi we wszystkich czasach. Są tam o ś w i e c e n i ludzie również dzisiaj.
    To nie wszystko. Indie, latarnia duchowa świata ( bo za mało powiedzieć religijna, religia to zbiór zasad postępowania, prowadzących do oświeconej świadomości) cieszą się wyjątkowym zaszczytem na Ziemi. O tym, jak i o powyższym, w Polsce, na Zachodzie nikt prawie nie wie. Nie wie ogólna świadomość społeczna, stąd również potrzeba napisania tego tekstu, będącego także hołdem dziedzictwu Indii za to co odkryłem w sobie.
    Człowiek rozwija swą świadomość, idąc do rozumienia, że j e s t Boską Iskrą, odrobiną Boskości, a więc Boskością , a nie, że m a Boską Iskrę. Bo czy to co mniejsze może obejmować sobą to co większe? Czy cokolwiek n i e b o s k i e g o mogłoby mieć dość obszaru w sobie, by pomieścić coś Boskiego? Stąd więc człowiek nie może mieć w sobie Iskry Boskiej, on J E S T Iskrą Boską i która ma wszystko w sobie, powiedzmy symbolicznie. Kim jest więc człowiek? Jest Boskością, działającą zza ciała i umysłu. To umysł i ciało ‘nazywają się’ jakoś – Kowalski, Nowak itp. Ale ja ‘Kowalskiego’, czyli prawdziwy On, śmieje się z tego. W teatrze życia, Autor sztuki jest bowiem niepostrzeżenie przebrany za aktora. Nagrodą, wybawieniem, zbawieniem – jak chcecie – jest nie pójście do jakiegoś raju, tylko uświadomienie sobie prawdy, że jesteśmy Boską Iskrą, Boskością, wieczną, używającą starzejących się ciał. I uświadomienie sobie tej własnej Boskości jest najwyśmienitszą przygodą i zabawą dla Samego Boga, nas. To JEDNO. Tylko Jedność istnieje. Stąd cudowny spokój i nieopisana błogość na twarzy wielu świętych, joginów i ich śmiech z bogactw. Bo ‘Ja’ jest wszystkim, używa wszystkiego, cieszy się wszystkim we wszystkich ciałach, bo ‘Ja’ przeżywa nawet śmierć, jest Sobą. Jest właścicielem tego wszystkiego. Świadomość mędrca mieszka we wszystkim, nie w M-2, choćby to ciało „posiadało” M-2. Dlatego mędrzec nie niepokoi się śmiercią ciała i jest niewzruszony w każdym czasie, tzw. powodzenia i tzw. klęski. To część jego samego, jego który jest Tym, część Boskości, a wiec cała Boskość, bo Boskość nie dzieli się na kawałki. Ona jest. Zobaczyć to oznacza Oświecenie. Trochę jak zobaczyć trójwymiarowy obraz, gdzie inni widzą tylko kreski.
    Tat Tvam Asi. Nie sposób o tym należycie opowiadać, to jest tak jak opowiadać o smaku miodu.
    Prawie dwa i pół tysiąca lat temu, na południe od Polski, Aleksander Macedoński wyprawił się na Wschód dla podbojów. Podobno był ostatnim – na jakiś czas, miejmy nadzieję – z wielkich wodzów, który po przygotowaniu planu bitwy rzucał się osobiście do walki… Jego słynny nauczyciel, Arystoteles powiedział mu jasnowidząco, że dotrze do Indii. A na drodze leżała, zważmy, cała przeogromna Persja, najpotężniejsze mocarstwo w tamtej części świata! Stało się jednak zgodnie ze słowami mądrego starca. Arystoteles miał pewne oczekiwanie wobec wychowanka – wychowanka na wyższym duchowo poziomie niż dotąd się sądziło. Sathya Sai określił go jako rozwiniętą istotę. Później napiszę, KIM jest Sathya Sai. Na razie powróćmy do Macedonii IV wieku przed Jezusem, w kórej właśnie trwają przygotowania do wojennej podróży. Arystoteles chciał, aby Aleksander przywiózł mu z Indii egzemplarz Pisma Świętego o nazwie Bhagawatham, a o ile to będzie możliwe, również żywego sannjasina – mądrego starca, który odrzucił wszelkie materialne dążenia i oddał się medytacji nad Boskością.
    Do Indii też skierował się około dwóch tysięcy lat temu pewien młody Żyd, Joszua ben Josif, znany dzisiaj jako Jezus. Czego się tam nauczył?
    Jezus wędrował i gromadził od indyjskich joginów wiedzę duchową. Jest to rodzaj wiedzy niepodobny do żadnej innej i o niebo, niebo ciekawszy. Wiedzy tej nie sposób się bowiem nauczyć, będzie to klepanie słów, tymczasem duchowość jest w całości ponad słowami; teoria o Bogu jest d r o g o w s k a z e m do postępu ‘w górę’ i doświadczania słodyczy Ducha, nie gdzieś na tamtym świecie! I jeśli człowiek doświadczył swej błogości Ja lub choćby fazy poprzedzającej odkrycie Boskiego Ja, doświadczenie to jest dopiero wiedzą duchową, Wiedzą o Jaźni, królową nauk… – człowiek może opisać uczciwie tylko to, do czego dotarł osobiście. Wówczas jego słowa przekonują, otwierają ludzi. Nie w odwrotnej kolejności – recytowanie „Prawd” bez osobistego doświadczenia będzie męczącym moralizowaniem, suchym, trudnym. Sami oceńmy, ile jest tego na co dzień…
    Jezus stopniowo poznawał więc wiedzę duchową i postępował w osobistym rozwoju duchowym w Indiach, a więc najlepszym do tego miejscu. Będąc rozwiniętą duszą, o wysokim poziomie, stopniowo osiągnął Oświecenie, rozbłysła w nim Boska Świadomość. Osiągnął cel rozwoju ludzkiego, cel naszego istnienia w ludzkiej postaci. Dotarł do Boskości w sobie i zrozumiał, że Nią jest. Powrócił do Izraela, do ziemi swych ojców i ciąg dalszy historii jego życia ogólnie już znamy. Po drodze –a przebył wiele krajów – znany był jako Issa. Między innymi w podhimalajskim indyjskim Kaszmirze odnotowano ‘białoskórego proroka’, który przyszedł z Zachodu.
    Dalsze dzieje to pośmiertny dramat Joszuy lub dokładniej, pamięci Joszuy.
    Jak powiedział Sathya Sai, najlepszym nauczycielem jest życie. Król Prus Fryderyk Wilhelm mówił, że uczy się na błędach… ale cudzych. Również prawdą i to milszą, jest odwrotność – uczyć się patrząc na drogę innych do wielkich osiągnięć. Spoglądać na to, jak postępowali święci a zwłaszcza A v a t a r o w i e, czyli ucieleśniona Boskość.
    Tu zatrzymajmy się. Awatarowie… Właśnie, boscy Awatarowie. Powiedziałem, że Indie posiadają pewien zaszczyt. Jaki? Kraj ten, odwieczny nauczyciel ludzkości wszystkich krajów, ma przyjemność doświadczania obecności Ojca w ludzkiej postaci. Europa dotychczas nie wie nawet, że coś takiego – narodziny Ojca – ma czasem miejsce na Ziemi. Później wyjaśnię, jak to możliwe.
    Dla ochrony sprawiedliwych, dla zagłady nieprawość czyniących, w niektórych stuleciach przychodzę Ja Sam – oto Boskie oświadczenie. Krajem, który On wybiera do narodzin z łona ludzkiego, są zawsze Indie.
    Ojciec przyszedł wielokrotnie, czasem z pełnią Mocy Bezpostaciowego Boga. Schodził jako Rama – nic o tym polski lud nie wie; schodził jako Kriszna – ogół nic nie wiedział, schodził jako Shirdi Vasi, w Indiach, podobnie. Dziś jest inaczej – On przyszedł, znany pod imieniem Sathya Sai. Byłem u Niego wielokrotnie; potoki tych, co się DOWIEDZIELI, płyną ze wszystkich chyba krajów.
    Po Polsce tymczasem ktoś od paru lat skutecznie rozpuszcza diabolicznie słuchy, bez wyraźnego powodu, że: ‘sekty, sekty, uwaga…! ‘. A gdzie, co? – spyta roztropniejszy słuchacz owych ‘przestróg’… Bo czy chodzi o grupki idealistów spod znaku Świadków Jehowy, działających na rzecz moralnego życia, to te niby ‘sekty’? Co to słowo w ogóle oznacza? Otóż, jak się dowiedziałem, znaczy ono po prostu część całości. Ktoś dorobił mu „lewe”, fikcyjne znaczenie. Powtórzmy, sekta oznacza część całości. Katolicyzm jest więc sektą chrześcijańską, buddyzm mahajany sektą buddyjską, siwaizm sektą hinduistyczną… Co jest więc celem owego wywoływania wymyślonych strachów? Ktoś próbuje nadać wyrazowi inne znaczenie i potem, po tej manipulacji, tym „lewym” słowem jak fałszywym pistoletem straszyć naród. Zastraszyć, czy może od czegoś odstraszać?
    Któż jeszcze może paść ofiarą owych działań? Czy chodzi o grupki wspaniałych osób – żyjących bez alkoholu, mięsa i narkotyków ludzi z tzw. Hare Kriszna? Jest to jednoznacznie chluba Polski i jeden z czynników jej ratowania obecnie, ci oddani ludzie. Sądząc po skutkach społecznych, „ktoś”, kogo nie wiadomo jak pozwać do sądu, choć należałoby to uczynić za łamanie konstytucji i zwodzenie ludzi, wpaja coś podstępnie, od kuchni, umysłom Polaków. I to od pokoleń. Doznałem tych skutków też na własnej skórze. Dobrze, że byłem sześciokrotnie w Indiach, a każdą z pielgrzymek do tego świętego kraju Ducha i do Stóp Sathya Sai odbyłem będąc już dorosłym człowiekiem, po obronie pracy magisterskiej. Trochę mi tę wolność poglądów o dziwie nad dziwy życia próbowano ograniczyć, choć to było grubo po ’89 roku, kiedy podobno zapanowała wolność ! Oto ‘ktosie’ usiłowały mnie wygryźć, a to z jednego miejsca pobytu i pracy, a to z drugiego, i z drugiej pracy, posługując się oszukańczymi oskarżeniami skierowanymi do pracodawców, a było to grubo po ’89 roku, kiedy podobno zapanowała wolność i było to wbrew konstytucji, która daje prawo do pracy i do poszanowania własnych poglądów i wolności sumienia ! Dawniej robiono to brutalnym mordem na stosie i po torturach, potem i dziś – próbą wykluczenia społecznego i odebrania pracy. Ale On widzi. Dla tego, kto nie ma żadnej ochrony, On Sam, Bóg, jest ochroną. Uruchomili oszczerstwa na poziomie lokalnym, potem białostockim, potem stołecznym. Jednak prawda zawsze wychodziła na jaw i chroniła mnie. I wyjdzie ona teraz w skali Polski, już nie jednostkowa, o niewinności wobec oszczerstw, ale ta olbrzymia Prawda Prawd, której tak bardzo obawiają się „ktosie” – o tym, że ON jest obecnie na Ziemi w postaci ludzkiej, że Ojciec, co posłał kiedyś Jezusa, zwany Jahwe, Kriszna lub Allah, przyjął W OBECNYCH CZASACH postać ludzką, co od czasu do czasu czyni. A ja już wkrótce po studiach byłem tam gdzie On mieszka, w Indiach, widziałem Go, rozmawiałem z Nim i widziałem Znaki. Otrzymałem przywilej, nie dający się opisać żadnymi słowy, gdy dwukrotnie spytał, czego chcę? W pewnej chwili zapytałem Go o Polskę, aby potwierdzić swoje odczucia, że powinniśmy być w jak najściślejszym związku z Rosją, wbrew nagonce prounijnej, prozachodniej, wykorzeniającej ze Słowiańszczyzny. Potwierdził. Widziałem potoki ludzi z całego świata, z wielu religii, płynące, aby oddać hołd NAJWYŻSZEMU PANU, co jest Ojcem WSZYSTKICH każdej religii. Odtąd mówię ludziom i publikuję reportaże. Ludzie otwierają oczy i oznacza to koniec zniewolenia, jakie spadło na ten kraj i inne przed wiekami. Najwścieklejszy atak przypuszczony został, gdy pracowałem jako nauczyciel historii i trener szybkiego czytania.
    Powracam do Jezusa. Pozostawiwszy widoczne drogowskazy rozwoju – działajcie, idźcie po moich śladach! Osiągniecie to samo, osiągniecie Boskość! – został znowu przez ‘ktosiów’ oddalony od ludzi, których tak kochał, tak wykrzywiony, że dziś… Cóż, może nazwać to lepiej nieporozumieniem. Może ‘ktosie’ sami nie rozumieją, na pewno zresztą tak jest, więc aż tak nie wińmy, darujcie – jak mogą oni dobrze oddać sens? Na czym on polega? Nawiasem mówiąc i mnie wypada złagodnieć wobec wspomnianych ‘ktosiów’, oby otwierały się im oczy i serca. Karę jednak powinni ponieść, bo ‘ktosie’ prowadzą na manowce wielu w tym kraju, w Polsce. Od stuleci, w niektórych dziedzinach.
    Kiedy coraz to nowi entuzjaści snuli swoje baśnie – że użyję zwrotu Joachima Lelewela – o Jezusie, sprawa stała się bardzo poważna. Odstępstwa od Prawdy owocowały zbrodniami wewnątrz samego siedmiusetletniego chrześcijaństwa, Bóg objaśnił więc to i poprawił. Oto posłał nowe Pismo Święte w obszarze ludów Morza Śródziemnego, w Arabii Saudyjskiej, gdzie szlaki karawanowe gwarantowały spotkania żydów z chrześcijanami i innymi i gdzie Słowo dzięki temu mogło rozejść się z wędrowcami, kupcami po całym obszarze Europy i tej części Azji. Archanioł pojawił się dobremu człowiekowi o imieniu Muhammad i zaczął dyktować mu Pismo Objawione od Pana. W tym czasie ludzie skomponowali już Nowy Testament i on był objaśniany, jak tylko chcieli kapłani. A kapłani chcieli i prestiżu, i władzy nad ludem.
    Bóg zaczął więc poprawiać. Powstały głosy, czy Koran, jak określamy Objawione w Arabii Słowo Ojca, jest rzeczywiście głosem Ojca. Bóg odpowiedział na to w samym Piśmie. Koran dzieli się na sury (rozdziały). W jednej z sur Ojciec podjął ten temat, odpowiedział wątpiącym – do dziś ta sura jest wyjątkowym, niesamowitym zapisem rozmowy Boskości z ludzkimi wątpliwościami. Zanim streszczę to jedno z najbardziej zadziwiających zdarzeń – Boską odpowiedź na wątpliwości, czy Boski jest Koran, najpierw słowo o Koranie i języku arabskim.
    Arabowie to poeci pustyni, rycerze przestrzeni, wydali oni wspaniałą poezję. Już samo hasło – poezja arabska tchnie liryzmem. Są wspaniali. Oczywiście odpowiednio wiele być musi w tym języku arcydzieł słowa. Do dziś jednak nikt nie napisał po arabsku dzieła, które mogłoby być porównane z doskonałością literacką Koranu. Do dziś ta Święta Ksiega ludzkości jest recytowana po arabsku.
    W surze, o której wspominam, Ojciec daje do zrozumienia, że wie iż niektórzy ludzie wątpią, by wersety dyktowane Muhammadowi przez archanioła pochodziły od Niego. W odpowiedzi rzucił wyzwanie – dowód na to, któremu dotąd nikt nie sprostał. Stwierdza, że jeśli ktoś wątpi czy te wersety są Boskie, niechaj napisze surę, która mogłaby się równać z dyktowaną. Upłynęło około 1400 lat od tego dnia, poezją arabską zadziwiał się świat i żaden twórca z ludu poetów nie stworzył dzieła doskonalszego niż Koran. I nie stworzy, o czym zapewnił Bóg dawno temu. (Koran, Sura II, wersety 23 – 24)
    Prorok Muhammad zaś, któremu dyktowane było Boskie Słowo, nie umiał czytać i pisać, podaje tradycja muzułmańska! Archanioł, objawiając Boskie Słowo, powiedział mu: zikhr!– recytuj! Tak narodził się islam, religia poddania się woli Boga, religia posłuszeństwa Ojcu.
    Co Bóg, Ojciec poprawił w dogmatach ułożonych przez kapłanów wiele lat po życiu Jezusa? Sama Boska poprawka jest szokującym świadectwem tego, jak daleko zaszło odstępstwo od Prawdy. I jak groźne były tego konsekwencje. Wspomniałem o wzajemnym mordowaniu się chrześcijan w amoku i wrogich rozmów o Jezusie. Religia stawała się groteskowym przedstawieniem. Boskie przesłanie zostało wynaturzone do diabolicznej roli zapalnika walk człowieka z człowiekiem, a żaden z nich, powołujących się na Jezusa nie podążał drogą rozwoju, jaką on podał i uwiarygodnił swoim własnym doświadczeniem.
    Bóg odciął się od tego, jednoznacznie rozsądził zbrodniczy spór poprzez wyjaśnienie podyktowane Muhammadowi w nieodległej od Palestyny Arabii. Do dziś jest to źródło dla pytających o to, kim był Jezus.
    „Jezus był tylko prorokiem Boga’’.
    Przez setki lat pozostaje to źródło dostępne do rozmyślań i wyrobienia sobie zdania. Niestety, odcięte dla chrześcijan dotychczas z powodu wrogości kleru do islamu. Być może był to sposób na zablokowanie tych wieści w świecie nadzorowanym przez kościoły chrześcijańskie, gdzie dogmatyka wytyczała swoje własne, jak najbardziej ludzkie drogi. Dwa, wojny zwycięsko toczone przez muzułmanów, które przyniosły powstanie olbrzymiego państwa, rozciągającego sie na trzech kontynentach: W Azji, Europie i Afryce. Naciskane przez muzułmanów państwa o chrześcijańskiej większości nie miały powodów lub czasu, by zagłębiać się w ich wiarę. Później zaś blokować to – zrozumienie błędu dogmatyki – blokowała jak można sądzić zwykła pycha kapłanów, którym nie mogło się pewnie pomieścić w głowie, że gmach wznoszony przez stulecia miał rozstępy z Prawdą tak potężne, że sam Bóg interweniował i poprawił fantastyczne teorie, które przekładały się na prawdziwy rozlew krwi ludzkiej.
    Jezus więc jak widać już choćby tylko z Koranu wcale nie był wcieloną Boskością w sensie Avatara, który schodzi na Ziemię nie po to, by się rozwijać w swej świadomości do poziomu Boskiego – Avatar jest Świadomością Boską i tym różni się od innych ludzi. Jeśli ogół porównać do zapałek, Avatar jest zapałką która płonie, jak powiedział Sathya Sai.
    Tu – opiszmy pewną rzecz, za której prawdziwością stoi autorytet pewnego byłego księdza katolickiego, osoby o nadzwyczajnych zdolnościach z północnej Polski, która odszedłszy z szeregów Kościoła Katolickiego dysponuje znaczącą wiedzą na temat tej instytucji. Nie jestem pewien, czy chciałby abym go ujawnił z mazwiska, więc tego nie uczynię.
    W Watykanie istniała i istnieje grupa dostojników katolickich, która świadomie podaje do wierzenia kłamstwa na temat osoby Jezusa. Sprawują oni dużą władzę w Kościele; oni to m.in. otaczali Jana Pawła II. Ludzie ci nauczają, że założyciel chrześcijaństwa, Joszua, był jedynym (jednorodzonym) synem Boga. Wiedzą, że jest to kłamstwo i świadomie go uczą, dla swoich korzyści. Bo jeśli lud przyjmuje, że Jezus był Jedynym synem, to znaczy że pomiędzy Ojcem a tzw. zwykłymi ludźmi nie ma innego pomostu.
    Oprócz… kapłanów.
    Podobnie jak starożytni żydowscy kapłani, zazdrośni o pozycję i korzyści od ludu wydali na śmierć Jezusa, bo zagrażał ich władzy, tak watykańscy kapłani od setek lat ukrywają prawdę, a podają do wierzenia celowo fałsz, dla utrzymania swojej pozycji – w takim układzie uwiarygodnionych – pośredników pomiędzy ludem a Jezusem. Oczywiście nie są to wszyscy kardynałowie, są jeszcze i tacy, którzy są łudzeni podobnie jak lud i oni w i e r z ą w dogmaty lub innymi słowy: wierzą w Kościół. W Polsce taką osobą był kardynał Stefan Wyszyński.
    Dogmat o jednorodzonym synostwie i Boskości Jezusa nie pojawił się od razu. W pierwszych wiekach naszej ery toczono na temat natury Joszuy zacięte dyskusje; powstawały różne odłamy w obrębie ruchu wielbicieli Jezusa, jedni domniemywali, że miał naturę boską, inni, że bosko-ludzką. Oczywiście prawda jest taka, że każdy człowiek ma w sobie naturę boską, którą tak długo kler przypisywał później jedynie Jezusowi, sam mieniąc się jego nazwijmy, przedstawicielami. Ta natura boska, o czym Jezus dowiedział się i co sam w procesie rozwoju własnego potwierdził, jest obecna w człowieku podobnie jak masło jest obecne w mleku, a olej w rzepaku – domaga sie ona pewnego procesu wydobycia na wierzch. Procesem tym jest jakakolwiek praktyka duchowa, którą należy iść. Jezus odbył praktykę duchową, osiągnął boskość i pozostawił sposoby, dzięki którym inni mogą dojść do tego samego, przejawić we własnym duchowym doświadczeniu własną Boskość. Droga Jezusa jest bezpieczna i dobra – streszcza ją Kazanie na Górze. To jest praktyka, która prowadzi do oczyszczenia się poważnego praktykanta duchowego i docelowo oświecenia, odkrycia własnej Boskości przez odpowiednio dojrzałą duszę.
    Jezus był bowiem człowiekiem jak każdy, wysoko rozwiniętym, który podczas swego życia w ciele dwa tysiące lat temu osiągnął cel każdego człowieka – osiągnął świadomość tego kim jest – Boskością. Jego zwycięstwo na tej drodze dało przykład i zachętę dla innych, by podjęli duchowy wysiłek doskonalenia się i wznieśli się do poziomu boskiej tożsamości, wrodzonej człowiekowi jako prawo, jako dziedzictwo synostwa oraz jako jego rzeczywistość. Wymowne i dobrze opisujące rozwój każdego świadomości człowieka są trzy etapy rozwoju Joszuy: najpierw uważał się za ciało – twierdził, że jest synem człowieczym (wszystko to będzie oczywiście przeróżnie tłumaczone, zależnie od stopnia niewiedzy), potem za istotę jednak pochodzącą od Ducha, Boskości, jednak od Ojca – od Boskości – różną. Stąd stwierdzenie o sobie, że jest Synem Bożym. Wreszcie stan oświecenia, koniec drogi dojrzewania świadomości do ostatecznej prawdy – okazało się – pojął, doświadczył, zrozumiał – że on i Ojciec to to jedno, że jest N i m! Tym, którego szanował, uważając za różnego od siebie. Na tym poziomie zobaczył że mówiąc o Ojcu – widząc Ojca – zobaczył po prostu własne odbicie w lustrze. Że o n jest Boskością.
    Boska Gra, którą Boskiej cząstce pozwala na pewien czas zapominać, że jest Boska cząstką, ta Gra jest ponad słowem.
    Struktura duchowieństwa katolickiego w Polsce odzwierciedla watykańską – część biskupów zna prawdę i świadomie oszukuje wiernych, część pokłada wiarę w tym, co podaje z ambon.
    Przenieśmy się jednak tysiąc lat wcześniej. Władcy plemion germańskich, które na gruzach Imperium Rzymskiego wznosiły swoje nieokrzesane państwa, m.in. byli to Frankowie, zrozumieli, że dobrze jest mieć poparcie chrześcijańskich kapłanów, papieża z Rzymu. Wśród dziczejących mieszkańców po-rzymskiej Europy Zachodniej oni zachowali bowiem jakąś wiedzę. Czytali i pisali, gdy barbarzyńcy tego nie potrafili; Rzym dał im też wzór ogólnej organizacji – Kościół był dobrze zorganizowany. Pozyskany sojusznik w postaci duchownych stał się świetną podporą władzy królów – prowadził im kancelarię, pisał listy itp. Niósł jedyną wówczas dostępną postać kultury choćby trochę przypominającej antyczną. Po drugie: papież był autorytetem, po tym, jak plemiona germańskie szybko przyjęły wiarę chrześcijańską, oficjalną wiarę Imperium Rzymskiego. Rzym imponował kulturowo pomimo, iż upadł, a wydźwięk życia i nauczania Jezusa imponować musiał podwójnie. Ta część świata bodaj nie otrzymała dotąd tak wzniosłego Posłańca Ojca. Przesłanie duchowe porusza bowiem ludzi, choćby gruboskórnych.
    Papież rzymski jednak, a z nim cały kierunek później nazwany katolicyzmem, najwyraźniej chciał wziąć i wziął doprawdy z Rzymu więcej niż tylko wiedzę jak budować swoje wyznanie od strony organizacyjnej. Późny Rzym to bowiem despotyzm, często skrajny, cesarzy. Imiona takie jak Neron czy Kaligula tchną odwrotnością porządku i szacunku. W tej machinie wszystko zależało od władcy i późniejszy katolicyzm to odbił dokładnie – wszystko miało zależeć od papieża, religia wychodząca z italskiej stolicy zbudowała sobie schemat taki sam. Dwór, kurtyzany, morderstwa na najwyższym szczeblu władzy – oni, czasem i c h . Dość powiedzieć, że otwarcie się podaje, że w XX wieku poprzednik poprzednika Jana Pawła II, Albino Luciani został ni mniej ni wiecej tylko usunięty z tego świata, a w czyn ten, za który do dziś nikogo nie skazano i nawet za głośno o tym nie mówi się, zamieszani byli – jeśli nie zań odpowiedzialni – dostojnicy katoliccy z otoczenia papieża, godnej pamięci Lucianiego. Zatrzymajmy się na krótko – czym zagroził? Otóż dowiedział się szczegółów m.in. o działalności banku watykańskiego, czyli własności papieskiej, który to bank prowadzi działalność w części przestępczą, służąc kontami głośnym rodzinom mafii włoskich. Wiedząc o rzeczach podnoszących prawie włos na głowach, odważny papież czynnie zabrał się za tą stajnię Augiasza i nakazał następnego ranka zwolnić kierownika banku, biskupa Marcinkusa. Parę godzin później… papież nie żył i Marcinkus nie został zwolniony. Papież ten zdecydowanie wziął się też do innego dzieła – oczyszczania swego otoczenia z kardynałów i biskupów z członków tzw. P2, czyli masonów. Sprawa jego śmierci została zatuszowana, choć była szokiem dla części kardynałów, wiedziano, że Lucianiemu nic nie dolegało przed śmiercią. Wiedzę o tym zaczerpnąłem z kupionej w Anglii, a wydanej w 2007 roku książki reportera śledczego, Davida Yallopa pt. The Power and The Glory. In the Dark Heart of John Paul II’s Vatican. (Władza i świetność. W ciemnym Sercu Watykanu Jana Pawła II).
    Wracając do Lucianiego, zdarzało się, że cesarze imperium rzymskiego również kończyli życie nagłą śmiercią.
    Dodajmy nadto, istnieje podobieństwo i w innym względzie pomiędzy machiną rzymskiej religii, a wcześniejszego pierwowzoru. Aby scalić różne ludy jakimś dodatkowym poza siłą wspólnym mianownikiem pod swą władzą, cesarz ogłosił się bogiem dogmatycznie i oficjalna religia budowała danemu władcy świątynie. Kościół… ogłosił, że Jezus rzekomo był jednorodzonym synem i Bogiem. Jest to prawdą o tyle, że jak wspomniano, każdy człowiek jest Bogiem w swej istocie, bo nie jest rozpadającym się ciałem, ani płochym umysłem, a Iskrą Boską i do tej świadomości można dojść i warto dochodzić przez duchowe rośnięcie w cnotach. Jezus, który sobą samym dał drogowskaz, j a k osiągać kolejne stopnie świadomości czyli zbliżać się do swej Boskości, Jezus który w tej części świata w odróżnieniu od Indii był nieocenionym, bo może jedynym, który posiadł tą wiedzę, Jezus ten został jako postać skoślawiony. Jemu nic nie ujęto, dodano tylko fałsz jednorodzoności, a ludzi poniżono do poziomu domniemanych… grzeszników. I kolejne ludy obejmowano tą szkodliwą bzdurą i wpędzano na stulecia ludzi – do dziś się to robi – w niedorzeczne i niezawinione poczucie winy. Sathya Sai stwierdził, że człowiek przypomina dziś słonia, przekonanego o tym, że jest myszką, który czasem jedynie, od święta, cieszy się niezmiernie, mogąc zachwalać siebie jako małego kotka.
    W tym układzie prysł sens znacznej części rozwoju osobistego Jezusa, który może być świetnym podręcznikiem dla duchowych, dojrzałych osób. Pozostawiono co prawda nauczanie sposobu życia z cudownym Kazaniem na Górze, czyli tym, co Jezus przyniósł Żydom jako ducha zmiany. Jednak osiągnięcie świadomości ‘to ja jestem Nim, co Go szukałem’, ja jestem Boską Zasadą, reszta to iluzja, bo nie jest trwała… ta pełnia słodyczy i chwała, należna dzieciom Boskości stała się niedostępna, ba, byłaby obecnie napiętnowana. Kto by się w reżimie katolickim nadchodzących wieków podobnie rozwinął i opowiedział o tym, doświadczyłby działania Inkwizycji, morderców działających w imię Boga i Kościoła. Doszło do diabolicznego skoślawienia religii. Zakaz czytania Pisma Świętego, które tu oznaczało jedynie Biblię, zabijanie z polecenia papieża tych, co wyrobili inny pogląd na chrześcijaństwo i religię, rabowanie ich majątków, ileż tego było. Podajmy przykład – rzeź ludzi o innych poglądach w Prowansji w średniowieczu, gdzie mordy na nich ogłoszone były krucjatą w imię wiary.
    Pozbawieni wiedzy o Jezusa jako o drogowskazie, pokazującym ludzkości, kim jest człowiek, ludzie pod władzą fałszywych dogmatów służyli watykańskiej machinie pseudoreligijnej pieniędzmi, pokorą, wszystkim. Księża byli częścią tej machiny. Była jedna wielka szkoła janczarów. Powtarzano hasła ‘jedynie słuszne’ – rzecz godna śmiechu w Indiach – wpierano, że Boga można osiągnąć tylko w jednej, tej religii. Janczarzy działali, słuchali, powtarzali. Niszczyli innych, którzy wygłaszali inne zdania. Później zrodził się gorzki owoc – blokada myślenia z powodu strachu przed „popadnięciem w herezję”, dziś ‘sektę’. Przyjrzyjmy się tym owom. Co się dzieje z tak zniewolonym umysłem?
    Człowiek duchowo nie rozwija się tak jak powinien, nie osiąga błogości w medytacji, nie kosztuje miodu Ducha, dostępnego, gdy Ojca szuka w sobie. Nie dotrze do niego że on to ON i że osiągnięcie tego objawienia to cel życia w postaci ludzkiej. I Frajda dla Boga, że ktoś z Gry uświadomił Autora Gry, docenił Jego wielkość. Bóg w ten sposób wybawia się z własnej Gry.
    Miast tego, słodkiej wiedzy, Ponad słowami i myślą, powtarza zamiast tego regułki i to nazywa się ‘wiedzą o Duchu’. Nie rozpoznaje prawdy, zblokowany przed podążaniem przeznaczoną dla niego ścieżką rozwoju i d o ś w i a d c z e n i a, wyżywa więc swoje niezaspokojenie w rozwijaniu umysłu. Ale Atmana, Boga, Ducha, nie da się zrozumieć, on jest ponad pojęciem, dokładnie jak z wodą dla spragnionego. Po co opisywać jej smak spragnionemu i dawać tytuł naukowy znawcy smaku wody temu, który jak i jego poprzednicy znał to jedynie z opisów. Najlepiej podać, że pierwszy z linii opisujących, na którego się powołują, sam był Wodą…
    Nic dziwnego, że tak się rozrosła koncepcja raju. Oryginalnie to miejsce gdzie dobrzy ludzie w nagrodę trafiają po śmierci, by cieszyć się nim dopóki nie wyczerpie się ilość ich zasług, potem powracają na Ziemię i rodzą się w kolejnych ciałach. Jakich? Stosownych do ich rozwoju i przeszłych uczynków. Dobrzy dostają szczodrze, łobuzy – odpłatę. Stąd obserwowane nierówności urodzenia czy ciała –nie stąd, że Bóg jednemu dał z dziwnych powodów więcej, a drugiemu kalectwo… Tak rzecz wyjaśniają logicznie Pisma Indii. Raj, mimo iż przyjemnie się o nim słucha, pociąga jednak powrót stamtąd, nazwijmy – „w dół”. Jogini obierają za cel coś niezrównanego, a dostępnego jedynie ludziom: osiągnięcie świadomości własnej Boskości oraz związanej z tym błogości i rozkoszy już na ziemi, w tym ciele, podczas jednego życia. Wielu mędrców, w Indiach nazywanych riszi, sadhu albo muni osiąga to, część również w innych religiach. W chrześcijaństwie prawdę o własnej Boskości odkrył, o ile mi wiadomo, Mistrz Ekhart i tzw. Św. Jan od Krzyża. Ale czy można osiągnąć ten stan świadomości, jeśli janczarsko jesteśmy programowani od dziecka, że jest się grzesznikiem? A oni tego uczą konsekwentnie. Nie Boskością do odsłonięcia, ale… grzesznikiem. Fałsz ten, pompowany przez stulecia, kontroluje dziś ludzi będących w obszarze chrześcijaństwa. Boska istota człowieka jako punkt dojścia dla każdego z nas została dowiedziona m. in. przez Jezusa, za którym po prostu trzeba było podążać. Podążać od świadomości, że ‘jestem synem człowieczym’, do ‘jestem Synem (córką) Boga’, wreszcie osiągnąć praktyką duchową wyżyny cudowne świadomości, że jest się jednym z Ojcem. To jest Boskie Dziedzictwo człowieka, to skarb, jaki nosi każdy w sercu, jak zapis w testamencie. Dziś, dzięki upublicznieniu tej najwyższej i uwalniającej prawdy przez Sai Avatara, spełnia się Jezusowe słowa, że prawda nas wyzwoli. Odsłonięcie tej prawdy, znanej wcześniej nielicznym mistrzom oświeconym Boska Postać Sai przeprowadza w wymiarze ogólnoludzkim, dla całej ludzkości. Tat Tvam Asi.
    Spoglądasz ku Bogu, nazywając Go Ojcem. Ty i Ojciec, ja i Ojciec – jedno jesteśmy.
    Obecnie jest już czas osiągnięć tego dla wszystkich.
    Młodzież zachodnia czuje suchość swoich dogmatów, nie czuje w tym rzeczywistej wiedzy, która bije z doświadczenia Boskości. W Indiach tego doświadczają , kosztują i rozpływają się w oceanie błogości czyli Swojej naturze.
    Jak to, powie ktoś, piją słodycz Boskości za życia? Przecież u nich bieda, sami zobaczcie.
    Do niedawna Indie były biedne, dziś jednak idą szybko w górę, rozwijają się gospodarczo. 10-20 mln ludzi rocznie awansuje materialnie do klasy średniej, której już jest pewnie tyle, co wszystkich mieszkańców USA.. Indie były przysłowiowo biedne, bo przez ostatnie stulecia znajdowały się pod okupacją angielską i byli wyzyskiwani! Odzyskały wolność dopiero pod koniec lat czterdziestych. Kraj ten pracuje dla siebie raptem 50 lat, po co więc dziwić się, że dopiero teraz (to już teraz!) bogaci się.
    Poza tym, co ważne dla świadomości ludzkiej w Polsce: odkąd to do uświadomienia Boskości w sobie człowiek potrzebuje samochodu? Uświadomienie Ja jest możliwe, gdy odpowiednio skupimy się na dociekaniu wewnątrz. Czy nie jest logiczne, że jeśli się ma mniej pragnień zewnętrznych, wówczas łatwiej odczuć w sobie Błogość Boską? Ciało przecież i tak będzie trzeba zostawić, odejść z pustą ręką… Wymownie pokazał to otoczeniu umierający Aleksander Wielki, władca połowy świata, pokazując właśnie pustą dłoń. Opisał to dopiero Sathya Sai. Aleksander pojął, co jest w życiu ważne i jaką wartość mają dobra… Ciało, rodzinę oczywiście trzeba utrzymać za życia, ważne jest natomiast nieprzywiązywanie się do dóbr doczesnych.
    Koran, jedna z Ksiąg, mówi, że ‘w religii nie ma przymusu’. W Indiach oczywistością jest szanowanie poglądów i religii innych ludzi; jak stwierdził Sathya Sai – wyznawca Boga ogarnięty żarliwością mógłby skoczyć w ogień, dokonując ofiary ze swego ciała, jednak nigdy nie spaliłby na stosie bliźniego, gdy tamten ma inne poglądy … W historię chrześcijaństwa wpisane jest ludobójstwo tysięcy lub milionów ludzi okrutnie zamordowanych, a wcześniej nierzadko torturowanych z powodu odmienności poglądów. Ludobójstwo to domaga się rozliczenia, które dotychczas nie nastąpiło. Hitler i z nim Niemcy zapłacili cenę za ludobójstwo II wojny, podobnie Stalinowcy, do dziś potępiani. Podobnie okrutna starożytna Asyria, po której stolicy Niniwie nie pozostało nic; to samo z dzikim w swoim okrucieństwie Rzymem. Jednak ludobójca wciąż cieszący się pomyślnością – chrześcijański kościół, nadal nie został pociągnięty do odpowiedzialności, jeszcze nie nazwany zgodnie z prawdą – instytucją o tradycjach okrucieństwa i obłudy. Stalingrad jest ciągle jeszcze przed Hitlerem, prawda? Co nie znaczy, że ów Stalingrad go nie dosięgnie.
    Powróćmy do rzeczywistej wzorowej wykładni – kultura Indii nigdy nie wypowie bluźnierstwa, że ‘jedynie moja wiara prowadzi do Boga’. Indie czerpią wiedzę od swych mędrców i świętych przekazywaną w Wedach, Pismach Świętych i nauczali też, że drogi do Boga, na sam Szczyt są liczne. Boski CEL jest wspólny, on dopiero czyni z nas, wędrowców po licznych ścieżkach, braci i siostry. Oczywiście istnieje powszechna, jedna religia, ale to nie jest ani islam, ani chrześcijaństwo ani buddyzm. Sathya Sai określił ją jako religię Miłości. Wszystkie religie, jeśli stać je na szacunek dla innych, są jej częścią. Sathya Sai, który obecnie jednoczy ludzkość na skalę niespotkaną w całej znanej historii dotychczas, w Polsce blokowany informacyjnie przez zachowanie milczenia o Nim, jeżeli można, albo w duchu janczarskiego urabiania wprzódy ludu – przez obmyśloną kampanię pod sprytnym hasłem – odstraszaczem – ‘sekty’. I z palcem na Indie, ale … cicho. Bo nazwany po imieniu Ojciec przyciągałby uwagę. Zamiast tego rozpętano pełzającą akcję straszenia ‘sektami’. Pchnie się do tego worka to, co podnosi poziom ludzki, a więc nie jedzenie mięsa, wszystko ogólnie co kojarzy się z Indiami. Produkuje się więc zastraszonych ludzi bez wiedzy, ale za to z uprzedzeniami, nie do wytłumaczenia nawet dla nich. Krótkie ma to nogi, zwłaszcza gdy wychodzą na światło dzienne szczegóły, brzydkie, dotyczące przeszłości tych co sieją sami ten fałszywy zasiew, ‘sektowy’. Ci, którzy wiedzą w czym rzecz są zawstydzeni sromotą akcji – i nazwijmy rzecz po imieniu, głupotą akcji – ci, co nie wiedzą, później przekonają się, jakim jadem i wobec K O G O byli pojeni. Zwłaszcza – wobec K O G O – Samego Ojca. Przykro mi z ich powodu i tego, co robią i ogarnia mnie i żal, i oburzenie. Niech ohydni inicjatorzy dadzą spokój. Ostatecznie robią z siebie ofiarę swoich własnych niegodziwości.
    Długo można rozwijać ten ponury temat – o czortowskim zmuszaniu do bełkotania obcych poglądów, na całe gardło, w imię Jezusa. Niewolenie w imię Jezusa, gwałty, tortury, rabunek, ludobójstwo w imię Jezusa. Powędrujmy w odmęty przeszłości, dotąd zakłamywanej, niedostrzeganej; historii słowiańskiego podwórka.
    Katolicyzm, przyjmujący wzorce despotyzmu rzymskiego, powielił na ogromną skalę również rzymskie postawy: okrucieństwo i wyniosłość. Doświadczyli tego nie tylko chrześcijanie z Prowansji, eksterminowani za odmienne rozumienie religii w wiekach średnich; zbrodni na nich, hitlerowskiej iście, do dziś nie rozliczono, do dziś nie ma budzących grozę, oświecimio-podobnych muzeów ówczesnego „holokaustu”, rozpętanego na polecenie rzymskiego papieża.
    Co więcej, w takim razie? Przede wszystkim zaczęto posługując się diabolicznym cynizmem służby Jezusowi, podbijać i niewolić ludy, dotąd wolne i posiadające odmienne podejście do spraw Boskich. Znaleźli się królowie, cesarze, którzy ogłosili się bojownikami o wiarę. Ludzi innych religii odarli z godności, skutecznie przypinając im z początku obojętną (bo oznaczającą mieszkańca wsi), a potem obraźliwą nazwę pogan. I ta propaganda (komunizm miał się od kogo uczyć polityki zniesławiania) do dziś podtrzymuje „pogańskie” oszczerstwo w podręcznikach szkolnych w krajach dotkniętych popromiennym skutkiem okrutnych chrześcijańskich „kultur”. Czas na zabranie się za to dla obrony Prawdy a także dla prawa człowieka do poszanowania i do wolności sumienia, deptanej przez wydźwięk słowa „poganin”.
    Władcy zatem ruszyli po trupach wolnych dotąd plemion i działając we współpracy z papiestwem szerzyli podbój i zniewolenie. Watykan i cała hierarchia chciwe były nowych ludów do ujarzmienia i wyzysku – ludom narzucono 10 procentowy podatek od plonów, tzw. dziesięcinę, kościół dostawał też nadania ziemi dla klasztorów itp.) I tak się toczył po Europie od Zachodu walec zniszczenia. Karol Wielki, przywódca Franków zmusił swoimi morderstwami germańskie plemię Sasów, by z nożem na gardle i przerażającą zdradą swoich poglądów bełkotało o Jezusie, niby bogu pokoju i miłosierdzia (cóż na to powiedziałby Jezus…?) Kilkaset lat później walec śmierci i wydziedziczenia przesunął się na wschód, do dzisiejszej północno – wschodniej Polski: Krzyżacy mordowali z krzyżem na płaszczach (dosłownie) bałtyjskie plemiona Prusów i Jadźwingów, potem rabowali ich ziemię. Diabolizm rozszalał się w chciwości i ludobójstwie walki za wiarę. Prusowie opierali się i zniknęli z historii ponosząc klęskę w walce z przeważającym wrogiem, odnieśli jednak sukces w tym, że nie znalazł się wśród nich żaden Mieszko, który by zdradził wiarę ojców, by uchronić to, co niewarte uchronienia. Być może Ziemia nie widziała dotąd takiego upodlenia.
    W X wieku na drodze mroku znalazła się nasza dzisiejsza Ojczyzna. Po śmierci Karola nazwano Wielkim. Tak, za podobne przestępstwa jak krwawy „chrzest” Sasów usłużne pióra kościelnych dziejopisów zapłaciły mu Judaszowskie srebrniki , czyli wprowadziły go do historii pod mianem „Wielkiego”. Państwo jego rozpadło się ostatecznie na państwo francuskie i niemieckie na północy Europy. Niemcy mieli za sąsiadów Słowian od wschodu: plemiona wieleckie, czyli Słowian mieszkających do rzeki Łaby oraz dalej na wschód plemiona później tworzące już Polskę. Korzystając z lekcji bezkarnej zbrodni na Sasach, zaczęli mordować Wieletów, bo mieli ‘niesłuszne’ poglądy i trzeba ich zmusić do posiadania ‘słusznych’. Barbarzyństwo totalitaryzmu chrześcijańskiego w imię wiary rozszalało się z niszczącą siłą. Skutek jest do dziś widoczny – Słowianie osiadli na ziemiach po Łabę, mający gród na miejscu m.in. dzisiejszego Berlina, zostali pozabijani, wyparci, dziś rozciągają się tam Niemcy…
    W zasięg groźby dostały się plemiona lechickie, późniejsza Polska. Zanim koło propagandy ogłosiło na dobre mordowanie kolejnych Słowian ‘dla Jezusa”, książę polański Mieszko, nasz przodek, odstąpił od wiary i kultury swych ojców, poddał kark pod nadchodzące diaboliczne fale. I zmuszał do tego swój lud.
    Barbarzyńcy pod podbiciu ziem naszych ojców, rękoma w dużej mierze ich władców – odstępców, napisali podbitym historię. Kulturę Słowian wymazali z pamięci potomnych, przemilczeli, podmienili na inną, dotychczas znaną. Ta kradzież, zniszczenie właściwie kompletne kultury i duchowości naszych przodków, dotąd nie spotkała się z potępieniem w Polsce, poza piórem znakomitego Joachima Lelewela, historyka z XIX wieku i nauczyciela Adama Mickiewicza, który pojął – i wyraził osamotniony głos – że wejście chrześcijaństwa odbyło się ze szkodą dla Polski . Do dziś nie potępiona, do dziś niewola chrześcijańska w Polsce nie została również odrzucona przez Polaków. Dlaczego? Lud poddano praniu mózgu, powtarzając mu chrześcijańskie wymysły. Władca Polan przyjął ‘dobrowolnie’ chrzest.
    Wnioski ze znajomości historii i rozsądnego myślenia nasuwają się inne, odsłaniają one fałsz i oświetlają obraz tysiącletniego spodlenia Polski, której słowiańskiemu ludowi skradziono tożsamość. Cofnijmy się do pierwszych Piastów.
    Dziś, w dobie uznania dla demokracji, jak mówią publicyści – budowanej dopiero w Polsce – przypomnijmy, jak rządzili się Słowianie przed czasami Mieszka? Mówi się, że była to demokracja wiecowa. Stąd Lelewel w naszej własnej historii odnalazł to, do czego w XIX wieku dążyły dopiero państwa Zachodu z Francją przecierającą drogę – do demokracji. I to zostało zniszczone, stracone. Po co nam szukać wzorców rozwoju gdzieś poza naszą przeszłością, jeśli chcemy rządzić się demokracją? Nic jednak dziwnego. Barbarzyński i zawiniony zdradą z wewnątrz najazd wymazał późniejszym pokoleniom dziedzictwo ich przodków. Zniszczył też ich religię i kulturę, podrzucając coś innego – od razu pranie mózgu w stronę: jedynie słuszne!! – aż zniewoleni pra-Polacy, jak wcześniej pra-Czesi uznali obce za własne i dotąd idą cudzą drogą. I czują się ze sobą nieswojo. Podświadomość, zmartwiała wiedza boli gdzieś, gdzieś oddycha.
    Oczywiście, były próby odzyskania wolności, ujęcia się za dobrym imieniem przodków, otrząśnięcia się z potworności baśni o „grzeszności natury ludzkiej” i widoku zamordowanego ciała jako świętości, którą trzeba oglądać i trzymać na ścianie jako dowód wiary. Szok. Na co się patrzy, to później się robi, niestety… Dwie wojny światowe, rozpętane przez ludzi, oglądających krzyże z zamordowanym ciałem Jesusa w jadalniach, sypialniach swoich domów… Pojona ponuro (a w imię Jezusa!!) podświadomość rodzi owoce. Na początku kochający dobro przodkowie z odrazą prawdopodobnie patrzyli na rzeczy, które pod karą kazano im uznawać za „święte”. Powstanie do wolności – a podziękowanie potwornościom narzucania poglądów – wybuchło w Czechach w X wieku, w Polsce po rządach Mieszka II, kiedy obca niewola została zrzucona na długie lata. Powstanie objęło wówczas większość kraju, jeśli nie cały. Domniemuje się, że niewolę tę strząsnął, bądź po strząśnięciu jej przewodził krajem syn Mieszka II, Bolesław, zamordowany po latach. Potem – skoro Watykan ku swemu niezadowoleniu stracił dochody z dopiero co opanowanego kraju – nastąpił kolejny atak a mianowicie ściągnięto do kraju młodszego syna Mieszka II, Kazimierza Mnicha, pół Niemca po matce Rychezie. Kazimierz wcześniej, prawdopodobnie losem młodszych synów królewskich, trafił do szeregów duchowieństwa w Niemczech. Teraz przy najeździe na oswobodzoną Polskę przydał się do podboju na nowo. Mimo walk, jakie się rozpętały, bo pra-Polacy walczyli o wiarę i dziedzictwo ojców – wolność została zdławiona przez siepaczy z Niemiec, których wysłano na podbój kraju pod chorągwiami Kazimierza. Ów, zostawszy królem, dostał przydomek Odnowiciela.
    Niszczyciel ogłoszony Odnowicielem. Tymczasem prawdziwego Syna Tej Ziemi, Bolesława, skazano na zagładę poprzez wytarcie go z kronik. Jedna go wspomniała, długo potem i nazwano go w niej Zapomnianym. Jego wizerunek nie pasował do ówczesnej twórczości politycznej, którą tworzyli dla potomków Gall Anonim i inni. Jak widzimy, Polska tego okresu prawdopodobnie miała Bohaterów, prowadzonych przez Bohatera królewskiego rodu. Dodać trzeba, że Czesi w X wieku również tylko przejściowo odrzucili niewolę i popadli w nią znowu, zapłaciwszy żniwem śmierci i cierpień. I tu również – chwała bohaterom!
    Broniła się również dzielnie, jak Westerplatte w 1939 roku, słowiańska Połabszczyna. Ponury Cień z Zachodu zmógł i ich też.
    Powracam do roku 966, kiedy nad Ojczyzną zapadła pierwsza żelazna kurtyna, chrześcijaństwa, jak już wiemy, zerwana jasnymi rękoma słowiańskimi na szereg lat w połowie XI wieku.
    Mieszko I, patrząc z perspektywy historii, niewątpliwie zdradził swój lud (tak jak Konrad Mazowiecki, co potem ściągnął Prusom na kark Krzyżaków – krzyż z Jezusem, mordy i ogień). W słowiańskiej demokracji plemiennej jego przodek, Piast, został podniesiony z ludu, przez lud, do godności przywódcy. Zaufano mu i uznano odpowiednim do prowadzenia narodu. Jego władza, a potem władza jego dzieci opierała się na na pewno na uznaniu jej przez lud. Szanował on swoich przywódców, Piastowiczów, dając im prawo do przewodzenia sobie. W chrześcijaństwie, trochę bardziej barbarzyńskiej kulturze, było inaczej. Lud był do słuchania! Nie był swoim ludem – był swoimi „poddanymi”.
    Póki co kurtyna ciemności nie zapadła jeszcze na wschód od Odry. Lud dowodzony przez Piastowiczów był wolny, pokojowy oraz w potrzebie bitny.
    Totalitaryzm pod nazwą chrześcijaństwo nie miał temu ludowi nic do zaproponowania poza groźbą i niższością cywilizacyjną – żelazny walec przemocy i barbarzyńskiego rządzenia siłą. Słowianie niższość chrześcijańską widzieli wyraźnie – kapłani chrześcijańscy napuszeni władzą i pasieni przez „poddane owieczki” dziesięcinami itp. byli groteskowi w swej nieuczciwości dla naszych przodków, którzy wskazali raz w wymianie zdań (bodaj Szczecinianie), że u nich kapłani zarabiają na utrzymanie pracą własnych rąk…. Kto również z kochających życie, radość, przyrodę przodków dałby też ucha upiornościom chrześcijańskich wymysłów: wpieraniu groźnych dla psychiki społeczeństw kłamstw w rodzaju , że człowiek – dziecko Światłości to… grzesznik, że miłość kobiety i mężczyzny dająca nowe życie, jak wiosna radość, jest grzeszna, że człowiek jest skażony jakimś wymyślonym grzechem ojców. W kraju zielonych drzew i kwietnych łąk i pięknych, upajających dźwięków ptaków, przyrody sławionej, w kraju pokojowego działania i radości, podobne słowa odbierano poprawnie – jak trupy za życia, jak potworności spotworniałych, straszonych od setek lat społeczności. Ludzi wypowiadających podobne „choroby” omijano, oddalano, aby się od nich nie zarazić niewdzięcznością za dary wspaniałego świata wokół, Boskiego daru.
    Cynizm Watykanu, który chciał zawłaszczyć kraj i poddać sobie umysły ludzi a w części ich dobra, objawił się w – najwyraźniej – próbie obałamucenia ich władcy. Zaproponował mu większą władzę, dużo większą od posiadanej, jeśli odstąpi od dziedzictwa Słowian, jasnego plemienia. Od kultury, od życia swych ojców. Jeśli zdradzi tych, których za ich zgodą prowadzi. Judaszową nagrodą – prowadzenie ludu odgórnie, despotycznie, bez jego zgody. Oni, co przyjdą mu ‘pomóc’ nauczą już lud, że władza księcia pochodzi od ‘Boga’, tak, dosłownie, a nie, że jest ona wyrazem zaufania towarzyszy, więc nie powinno się ich zawieść bo poza wszystkim lud ten wówczas powierzyć może władzę nad sobą innemu człowiekowi, cenionemu przez rody za prawość i mądrość.
    Jeśli, co prawdopodobne, posłańcy w czerni dotarli cicho do Mieszka i wsączyli tą pokusę niczym nie ograniczonej władzy, mogli osiągnąć ponury skutek. Jeśli zdradzi lud i będzie szerzył nową wiarę, wówczas nie będzie się musiał z tego co robi w kraju rozliczać z ludem w ogóle. Lud będzie skazany na poddanie jego woli. Z szanowanych współbraci, ludzie staną sie poddanymi, jego synowie będą widzieli już ich zgięte karki. Koledzy będą trzymać w przyszłości czapki w ręce, przed jego synami. ‘Władza nad ludem od Boga!’ A o tym, co Bóg mówi i że właśnie słusznie mówi, powiedzą ci czarni kapłani. Ale Bóg tego nie mówi! … No to odrzucimy to, powiemy, że to co czarni kapłani mówią tobie jest dobre, a świat nasz jest grzeszny. Ale to przecież śmieszne kłamstwo… i brak wdzięczności Ojcu, który dał nam tak wspaniały świat do działania, radowania się… Trzeba usunąć więc radość, zastraszać nieprzerwanie piekłem, a tych co są wierni ojcom, prawdzie, naszemu uświęconemu działaniu, nimi zajmować się będą ci czarni kapłani. Oni też dadzą pieniądze, dużo pieniędzy, najmie się obce wojska, myślące już w określony sposób, pomogą zdusić lud, jeśli będzie się zbytnio buntował.
    Dobito targu, zdrajca, który oddał swój lud w niewolę jednak przeliczył się. Własny lud stracił wolność i godność, został sprowadzony do miejsca przedmiotu, do którego sie wlewa do woli nowe doktryny. Był opór, władca Polan kazał więc wybijać zęby tym, co nie chcieli odstąpić od swej kultury, pokłonić się bożkowi napierających doktryn, zamieniających ludzi w zastraszone, przekonane o swej grzesznej naturze, ogłupione dzieci Boga. Ogłupione przez kapłanów w imię Boga! Na wybijaniu zębów na pewno się nie kończyło, a lud dawał odpór jeszcze kilkaset lat potem, w skrytych miejscach. Barbarzyństwo katolicyzmu, który domagał się uznania za jedyną religię i jego okrucieństwo wyrażają się same przez się – ludzi którzy byli wierni drodze swego życia, swoim ojcom, Bogu, ten system mordował ich. O ileż lepsi byli wojujący potem muzułmanie – oni w podbitych państwach uszanowali religię chrześcijan i żydów, ich wspólnoty oczywiście miały wolność pielęgnowania takiego życia. Chrześcijańskie żniwo w Polsce i innych krajach słowiańskich niszczyło również pamięć niechrześcijańskich przodków, Otępieńczo pozbawiało ich godności w oczach swoich dzieci, po dzień dzisiejszy. Uczono bowiem, korzystając z ukutej broni słownej, że ojcowie byli ‘poganami’, czyli de facto czymś gorszym; podobnie komunizm uczył potem swoje dzieci o niższej wartości poprzednich pokoleń.
    Księża postarali się by podbój i niewola dla słowiańskich ludów były bez końca; Słowianie byli uczeni, że są gorsi od barbarzyńców z Zachodu. Jedyna droga – niszczono im wolność myślenia – to całkowicie wyprzeć się ojców i dziedzictwa swego ludu i słuchać czarnych księży, oni teraz są dla nich księdzami – książętami… ! A jak nie, to…. No właśnie, co? Możemy przez wnioskowanie domyślić się. Kim były mordowane później kobiety i mężczyźni, obrzucani obelżywymi zniewagami „czarownice’, czy ‘czarownicy’? Straszliwe kaźnie na stosie świadczą o tym, co jeszcze robili w podbitym przez zdradę Mieszka kraju i innych słowiańskich przestrzeniach mordercy w imię Jezusa.
    Jak widać, postać Jezusa posłużyła do wytworzenia ideologii mającej na celu to, aby ludzie nie bronili się przed tymi, co ich podbijają i wykorzystują. Ludzie zaczęli bać się myśleć w sposób wolny, z troski o własne życie. Utracić je można było na przykład za nazwanie morderców mordercami! Zabijanych należało w takim wypadku odrzeć z czci zniewagami. Przykładem jest wyraz ‘heretyk’ a także dzisiejsza przeróbka ‘sekty’, ‘sekciarz’. Ktoś nazwany jednym z tych zwrotów mógł poczuć się wykluczonym ze społeczeństwa wytresowanego w jednokierunkowym sposobie odbierania rzeczywistości. Czy świat widział totalitaryzm tak straszliwy i odczłowieczający , że atakował nie tylko wolnych ludzi ale i ich myśl? Do dziś Polacy znajdują się pod działaniem tego odruchu, który przez stulecia wytworzył myślowe kajdany, klatkę myślową. Chwalić klatkę, nigdy nie nazwać tego klatką, nigdy nie myśleć o tym że to jest więzienie, że to może być klatka. Inne totalitaryzmy poszły potem tą pokazaną drogą. Propaganda na wielką skalę, niszczenie wizerunku ojców, oszczerstwa o ich sposobie życia, perwersyjnie wpajane wnukom, którzy mieli następnie przez stulecia kalać sami swoje gniazdo. Uruchomiono samonapędzający sie mechanizm. Dziś nie ma już prawa, które dopuszczałoby spalenie na stosie. Barbarzyństwo i mord przeniesiono więc na płaszczyznę psychiczną. Straszliwe ciśnienie strachu, nienawiści, samozniszczenia działa poprzez potępianie samego zamiaru przemyślenia doktryny. Włączana jest zaprogramowana świadomości ludu broń pod hasłem „heretyk” czy „sekciarz” i po sprawie. Ludzie jak ognia boją sie wyjścia poza granice klatki, na otwarte pole. Jest to piętnowane przez pozostających w klatce, bo tak ich zaprogramowano myślowo. Bo ich odważni przodkowie ginęli w męczarniach i inni to widzieli i stopniowo coraz bardziej bali się m y ś l e ć. Dzisiejsza blokada, powtórzmy, jest już tylko następstwem tresury z użyciem śmierci włącznie. Dobrze, że to widzimy. Prawda nas wyzwoli – to nareszcie prawdziwy Jezus, nie ten wykorzystany do stworzenia jednego z najgorszych systemów totalitarnych, który dotąd rządził, przez tysiąc lat w Polsce. Wcale nie komunizm! I nikt nawet zbrodniczej dyktatury nie dostrzegł. Może nikt, co przeżył, kiedy dostrzeżono, że on dostrzegł. I to już robili potem sami Polacy, zmienieni przez program indoktrynacyjny barbarzyńców, którzy zniszczyli ich kulturę i janczarsko szkolili ich w obcej odtąd po roku 966.
    Dlaczego napisałem, że Mieszko się przeliczył? Odpowiedziała na to późniejsza historia Polski, przyjrzyjmy jej się.
    Władca chciał przez wpuszczenie chrześcijaństwa na swój teren wzmocnić swoją władzę i uniezależnić ją od woli ludu w słowiańskiej demokracji wiecowej. Zdeptał więc godność swego ludu i ściągnął na niego najazd barbarzyńców idących z imieniem Jezusa na ustach i fałszywymi naukami odbierającymi radość ze świata i podmiotową pozycję człowieka w społeczeństwie. Oni zaś, jak Krzyżacy potem, tylko w innej dziedzinie nieco, ukrzepili swój nadzór nad ludem i stali się dla indoktrynowanych, odurzonych tym ludzi, pozbawionych dziedzictwa przodków ważniejsi od władcy! Faktycznie więc posłużyli się wybiegiem, by zdobyć władzę nad ludem i to władca był potem ich poddanym. Oni go ‘koronowali’, dawali mu władzę. Rzucili go na kolana, przestał być bowiem wolny. I stał się niewolnikiem księży. Miarą ich władzy nad wolnym wcześniej ludem było to, że biskupi – nadal wymawiając imię Jezusa, pochwalajacego ubóstwo i prostotę – osiągnęli pozycję równą wojewodom i kasztelanom, stali się senatorami w nadchodzących wiekach, a prymas w okresie bezkrólewia zyskiwał miano interreksa, głowy państwa do czasu wyboru nowego króla.
    Już wcześniej Piastowie ponieśli skutki zdrady polskiego ludu przez Mieszka, ściągającego czarną religię, która zniszczyła naszą kulturę i społeczeństwo. Mowa o wydarzeniach XI wieku. Król Bolesław Śmiały, o którym mówi sam przydomek, musiał zmierzyć się z siłą totalitaryzmu, religii na której działanie wydał nas jeden z jego bliskich poprzedników. Otóż powstała przeciw niemu opozycja możnych, spisek w który włączył się biskup krakowski, Stanisław. Król dowiedział się o spisku i rozprawił się ze zdrajcami. O winie i stopniu zamieszania biskupa mówi wyrok – śmierć. Wyrok wykonano, cała sprawa jak się skończyła? Król został zniszczony przez tych, od których uznania uzależnił swoją władzę. Mieszko i teraz oni zdradzili jego potomka. Zdrajca króla, biskup został poprzez rozprzestrzenianie propagandy uczyniony świętym i do teraz modli się do niego część ludu w Polsce (!). Zachwalał to Jan Paweł II.
    Zdrada obraca się przeciw zdrajcy. Bóg udzielił jasnej lekcji rękoma Dziejów. Mieszko chciał, jak wnioskujemy, uwolnić się od tego, że władza słowiańska pochodziła od ludu. Chciał być władcą, decydować o losie ludu bez żadnego ludowego potwierdzenia prawomocności swego stanowiska. Jednakowoż Lud jest mądry, jego powiedziałbym podświadomość przechowuje chyba sedno rzeczy…
    Rzućmy okiem na następców Mieszka kilkaset lat potem: co się stało z tą władzą, do której tak pewnie dążył – nadrzędnej? Oto działają skrępowani elekcyjni królowie, całkowicie w y b i e r a l n i przez część ludu, szlachtę. Władza króla była nie dość silna, poddani buntowali się, nie chcąc ich władzy, jak choćby podczas tzw. rokoszu Lubomirskiego w XVII wieku. Bunt Zebrzydowskiego, na początku tego samego wieku. Płakać się chce, Książę… Ściągnąłeś biedę na kraj, ogromna. Bracie, pokój z Tobą, pokój Twojej władzy, pokój Twojej smutnej chwale. Można gniewać się na szlachtę za tę niepokorę, jeśli nie widzi się tego, że odlegli poprzednicy ich malowanych królów zdradzili wcześniej ten naród, lud po prostu oddał cios. Jednakże lud nie zobaczył, do naszych czasów, prawdziwych sprawców niewoli.
    Wróćmy do okresu po roku 966 i tego co przebiegli napastnicy przynieśli społeczności. Było to zniszczenie światopoglądu, bez najmniejszych wątpliwości. To wykorzenienie słowiańskiego dziedzictwa naszych praojców było rozciągnięte na kilkaset lat. Użyto tutaj społecznego chwytu narzucania ludziom nowego, bynajmniej nie dowartościowującego sposobu myślenia o sobie. Zapanowała ciemna religia, korzystająca z promiennej postaci Jezusa(!). Co ogłosiła jasnemu ludowi słowiańskiemu? Jesteś owcą, [zwierzęciem, które idzie owczym pędem, bez myślenia za kimś, kto je pogania], a ksiądz to pasterz [różnica jest nie tylko w roli: poddany doktrynie jest zwierzęciem, ksiądz dopiero – człowiekiem]. Zatem –nie możesz decydować o sobie owieczko, pasterz wie w jaką stronę cię gnać, żebyś się nakarmiła i spała potulnie. Polacy dali narzucić sobie to jarzmo na tysiąc lat. Nie wińmy naszych ojców, zasoby Mroku były dość duże, nie mogli dostatecznie uchronić się przed nim. Jednak przegrywa on i oczywiście przegra, jak przegrywał niepoliczalne już bitwy w dziejach.
    Obrazy myślenia „bezwolnego” pokutują nadal, choć czysty totalitaryzm chrześcijański musiał się rozpaść. Owoce są liche. Widać to w sposobach widzenia świata na Zachodzie, który stoczył się do ‘używania’, zupełnie jak owca o podstawowych instynktach. Odrzucono już kościół chrześcijański przez wielu, ale zniszczony przez wieki lud ‘używa’ jak owce, k

  4. którym pasterze już nie zabraniają. Opasłe brzuchy, sprośne obyczaje. Odrzucono księży, skoro przez kilkaset ostatnich lat nie mogli już karać i niszczyć za nie stosowanie się do swoich wymagań. Ale wpojony przez pranie mózgu ‘pasterz’ nie odszedł całkiem z umysłu owcy. Ona dalej boi się myśleć, więc nowi pasterze weszli w miejsce księdza. Machina została, kto inny siadł tylko za jej sterem – nazista, potem w jakimś stopniu komunista, dziś ‘naukowiec’ i ‘nauka’.
    ***
    Tymczasem prawdziwy autorytet płynie z cnotliwego, odpowiedzialnego życia. I tu zróbmy duży skok do przodu, do pocz. XXI wieku. Polska. Odetchnijmy na chwilę od wydarzeń z X i XI wieku.

    Dzisiejsze społeczeństwo jako zbiorowisko grup z przywódcami
    Przyzwyczajano nas do myśli, że obowiązuje hierarchia, od góry do dołu. Być może tak było w złotych czasach: w ogólnym zarysie kapłani-inteligencja (w kulturze wedyjskiej tzw. brahmini), wojownicy-rycerze (w kulturze wedyjskiej zwani kszatrijami), gospodarze i kupcy (wajśowie) i słudzy poprzednich trzech grup (śudrowie). Jest możliwe że kultura wedyjska, odwieczna kultura, kształtowała życie naszych słowiańskich przodków. Język litewski, według językoznawców – „cioteczny brat” języków słowiańskich, ma wiele wspólnego z sanskrytem, boskim językiem kultury wedyjskiej z Indii. Również w języku polskim są ciekawe odniesienia, np. porównajmy sanskryckie słowo ‘nara’ (człowiek) z polskim ‘narodzić się’. Rozciągnęliśmy to na wszystkie gatunki, jednak pierwotnie mogło to dotyczyć tylko pojawienia się dziecka ludzkiego – ‘nara’. Jakie mądre! Narodzić się, odnosząc znaczenie zwrotu do sanskryckiego Języka-Ojca, oznacza „stać się człowiekiem”, odnosi się do sytuacji, gdy jakaś istota pojawia się na Ziemi jako człowiek, przyjmuje narodziny z ludzkiej matki. Można więc nie „narodzić’ się, przyjść na ten świat w innej postaci. Narodzenie się jako człowiek jest czymś wyjątkowym – określa je odrębne wyraz znajdujący się w słowniku. Można być wróblem, koniem i ‘naro’dzić się.
    Przyzna ktoś, że owszem, ale języki Zachodu też pokażą swoje podobieństwo z sanskrytem. Cóż, Omkarananda Saraswati w swoim wykładzie pt. Boski Język i Jak z Niego Korzystać (www.vedism.in) wykłada, że wszystkie języki Ziemi wywodzą się z sanskrytu. Bhagavan Sathya Sai podobno stwierdził, że o ile języków jest wiele, to w głębi swego serca ludzie mówią jednym językiem, i że jest to sanskryt…
    Cudny temat sanskrytu jest polem do rozwoju o olbrzymich możliwościach, mówiąc skrótowo. Powróćmy do hierarchii. Opisana powyżej działała w dobrych okresach rozwoju ludzkości. Powiedzmy zatem o okresach.
    Starożytna literatura grecka daje pomost do tej wiedzy, obejmującej długości czasu, jakich kultura zachodnia nawet nie obejmowała myślą do czasu rozwinięcia się nowoczesnej nauki około sto, dwustu lat temu. W IX wieku przed naszą erą słynny poeta Hellady, Hezjod opisał dzieje ludzkości dzieląc je na „wieki” – wiek złoty, srebrny, brązowy i żelazny, o ile mnie pamięć nie myli. W każdym z wymienionych ludzie zachowywali się inaczej. Najlepiej w dwóch pierwszych, potem coraz gorzej, nazwy tych epok są wymowne.
    Porównajmy z wiedzą wedyjską, od której uczyć się może cała ludzkość. Zgodnie z Wedami, które całkowicie uwiarygadnia dziś światu Sathya Sai, dzieje płyną cyklami, jak poruszające się koło. Epoki są poszczególnymi odcinkami obręczy tego koła, po pełnym obrocie powracają. Cechy poszczególnych epok są więc określone i kiedy nadchodzi ich czas, następują na Ziemi. Dlatego wiemy czego spodziewać się po jednej z nich, jakie cechy dominują wtedy w ludziach, jakie kondycyjnie są czasy – dobre czy też są okresami staczania się ludzkości.
    Epok, nazywanych w sanskrycie Jugami jest cztery. Sathya Juga (Era Prawdy), Treta Juga (Era Obrzędów Ofiarnych), Dwapara Juga (Era Rytuałów) i Kali Juga (Era Wojen i Obłudy). Można tu porównać nazewnictwo Hezjodowe.
    Obecny „wiek” to… jak Państwo myślą? Jak podał Bhagavan, w ciągu ostatnich pięciu tysięcy lat stoczono 15 tysięcy wojen. Ostatnia, przepowiadana przez wielkich jasnowidzów, miała być nuklearnym holokaustem. Boskość narodziła się w ciele w 1926 po to, aby do niego nie doszło. I jak zagwarantowała, nie dojdzie, podobnie jak nie dojdzie do wojny indyjsko-pakistańskiej. Będą mniejsze konflikty, ale do wojny światowej nie dojdzie. Jest to Łaska tego Avatara, któremu w pamiętanej historii ludzkości nie było równego. I być może już nie będzie.
    W Sathya Judze ludzie medytowali nad Boskością w sobie, powszechnie. Zatapiali się w Swojej Boskiej naturze. Doświadczali Siebie, Boskości, niepotrzebne były wtedy odrębne świątynie. Wszystko jest Boskością, postacią Boskości… robili to, co dziś jogini. Ilu ich jest? Gdzieniegdzie jogini są prawie nieznani. To jest cecha Kali Jugi, upadek religii, upadek wartości, niespotykana potęga kobiet, nieposłuszeństwo żon wobec mężów, tchórzostwo wojowników. Krótki okres życia ludzkiego – około100 lat. Niski wzrost ludzi. No i to, że ludzie przez cały czas, jak to powiedział dosadnie w Pismach mędrzec Wjasa, myślą tylko o spółkowaniu.
    W Treta Judze ludzie są już trochę gorsi niż w Erze Prawdy, jeszcze gorsi, jednak znacznie bardziej cywilizowani i rozwinięci niż dziś pozostają w Dwapara Judze, potem nadchodzi Kali. I holokaust. Potem, kiedy Kali Juga dojdzie końca, nastąpi powrót Epoki Sathya.
    Okres jednego cyklu czterech Jug to miliony lat, nasza wiedza historyczna np. obejmuje jedynie w szczegółach obecną Erę Kali. Wszelkie badania porównawcze, wnioskowanie wsteczne na zasadzie, skoro dziś jest tak to wtedy powinno być tak… jest pomyłką stuprocentową i pochodną po prostu niewiedzy. Bez znajomości kultury wedyjskiej jesteśmy tu zabawni w swoich opiniach. Jak dzieci.
    W sprzyjających kulturze i prawości Erach, hierarchia była więc ustalona i dawała spójność społeczeństwom. Niewykluczone, że baśnie naszych ludów jak warstwy piasku na żwirowni zawierają pewne wspomnienia bardzo stare, liczone w setkach tysiącleci. Kołaczą się one w wiedzy ustnej, już bez wyraźnych odniesień, poza – kiedyś, dawno temu… A zapamiętane zostały dla niezwykłości zdarzenia, bądź zrządzeniem Losu. Ktoś zdążył przekazać wspomnienie dzieciom, a potem, w zimowe wieczory, opowieść szła, obrastając w dodatki w miarę jak zatracała się pamięć czasów, jakich dotyczyło dane zdarzenie.
    Jednym z takich podań jest opowieść w Wyrwidębie i Waligurze. Zostawmy to jednak na inną książkę, sądzę.
    Prawda, która spadła o poziom niżej jest już parodią. A Prawda w ludzkiej świadomosci spadła x-poziomów, do dzisiaj. Jakie pojmowanie świata, takie owoce. I świat jest oceniany jako groźny i nie-mój, zatem żeby było bezpieczniej, pojedynczy człowiek jak najwięcej rzeczy chce opatrzyć nalepką ‘moje’. A jak ‘moje’, to nie ‘twoje’! Ty taki, nie owaki! Nie rusz!… Odejdź. Wrogość, poczucie osamotnienia… Chciwość. W oddali od Światła mnożą się strachy i widziadła. Rzymianie w pomroce dziejów Kali Jugi okrzyknęli jeden ze swoich strachów płynących z całkowitego niezrozumienia Ojca – że niby homo homini lupus, człowiek człowiekowi wilkiem. Świat oczywista od tego przysłowiowego dowodu niewiedzy nie przestał być ni o jotę mniej Boski i dobry jak jest. Jedynie przestał tę Boskość dostrzegać człowiek. Stał się w pewnym znaczeniu i obrębie ślepy. Radą na to jest odzyskanie wzroku, a nie pisanie podręczników o tym, że rzeczywistość to ciemność a w niej jakieś kształty, które trzeba chwycić ręką i ściskać, wtedy staną się Twoje” i nie uciekną.
    W międzyczasie braku Światła część uznała, że widzi najwięcej, a więc dodała, że widzi na sto dwa! Inni powinni słuchać… tak zaczął się chocholi taniec, w którym ślepi prowadzą ślepych. Ktoś, kto poszedł w głąb siebie i odnalazł Światło – jeden z takich, bo oni są w każdej Judze na świecie – opowiedział, jak tam dojść i o tym, że to światło jest w sobie, został zamordowany z zazdrości przez ślepców – przewodników. Potem znaleźli się tacy, co zechcieli osiągnięcie tej osoby upowszechnić dla własnych korzyści, (cała sprawa w półmroku), więc ogłosili go Bogiem, siebie jego kapłanami i tłumaczami dla ludu. Ludzi z wadą ‘półmrokowego” postrzegania, którzy w pewnych miejscach świata nie słyszeli o Wedach udało się przekonać, że są w zasadzie istotami mroku. Pomijają milczeniem fakt, że obecnie żyją w mroku, bo jest niesprzyjający czas, ale on minie, powróci blask czynów, dobra i godności).
    Ojciec, Boskość przyjęła ludzką postać i prowadzi do prawdziwej wiedzy i oświetla ludzkie oczy. Pomimo niewybrednych i żenujących ataków istot żerujących na ciemności, głoszących się kapłanami religii (!), Ojciec robi porządek. Krótko i na temat: „dla ochrony sprawiedliwych, dla zagłady nieprawość czyniących, w niektórych wiekach przychodzę Ja Sam” – powiedział. Pokazać, że niezależnie od Jugi człowiek jest Dzieckiem Boga, boskim dzieckiem. Jak inaczej być może? Dziecko słonia będzie słoniem, syn bociana będzie bocianem, Dzieci Boga są jednoznacznie Boskością. Dzieci odpowiednim życiem i czystością mogą to w sobie zobaczyć, w tym życiu, w tej powłoce ludzkiej. Bądźcie szczęśliwi!- płynie wezwanie z Boskiego Dworu Puttaparthi, bo Boskość pojawiła się na wsi, z dala od zgiełku oddalających się od zasad, szacunku dla starszych, miast. Dokuczają Wam złe myśli – a ile czasu wpierano z czarnym katechizmem w ręce, że jesteście tacy z natury? Za tę zbrodnie odpowiedni ludzie odpowiedzą. Teraz tę sadzę nieszczęścia trzeba z komina własnego myślenia o sobie stopniowo wyciągnąć. Śmiechem, spokojem, siłą. Jesteś Boski, osobo! Bądź Boski, bądź spokojny, ciesz się; odważny, by być boskim Ja.
    Hierarchia. Dawniej brahmin cechował się dobrocią, cnotą, wiedzą o Boskości i dyscypliną życia. Utrzymywał się z prośby o pożywienie, a inne warstwy społeczne dawały mu strawę, okazując przy tym pobożność, bo brahmini swoimi modlitwami dbali o pomyślność kraju. Szacunek brahminowi i jego rodzinie okazywali wojownicy a nawet sam król. Słuchano nauk wedyjskich, jakie przekazywali z pokolenia na pokolenie brahmini. Społeczeństwo działało w sposób odpowiedni. Król musiał być odpowiedzialny – jedna szósta grzechów popełnianych w królestwie obciąża bowiem króla. Dbał o porządek i bezpieczeństwo. Podatki jakie nakładał powinny być sprawiedliwe dla wszystkich. Nigdy nie powinien prosić lecz dawać. Powinien być prawdomówny – takiego właśnie szanowano. Przypisana mu też była walka o Dharmę, Prawość, w obronie Dobra.
    Dziś rządzący, poza pieniędzmi i umiejętnością ‘zaczarowania’ opinii publicznej, niewiele posiadają, cnoty są wśród nich, a skutkiem tego i wśród ludów wyśmiewane. Nastąpił upadek prawości. Ojciec po zejściu na Ziemię, odbudowuje więc podstawowe Wartości Ludzie, nie przestrzegane nawet przez tych co je głoszą: Prawdę, Miłość, Pokój, Niekrzywdzenie i Prawość. Pokazuje na nowo głębię wiedzy zawartą w Wedach i szacunek dla nich. Rzeczywiście, wiedza jaka przekazywana jest w Wedach i Puranach, OCZAROWUJE. Jest to coś słodkiego, niesłychanego dla pozbawionego szczęścia materialnie ukierunkowanego człowieka Zachodu.
    Królowie do tego stopnia szanowali prawdę, że dla dotrzymania słowa robili rzeczy heroiczne. Do dziś Indie dzięki sile wyrzeczeń, pokut i Prawości są rajem na planecie. Boskie mleko przesyca powietrze. Dla poważnie medytujących Indie są doświadczeniem niezapomnianym, miejscem do którego się powraca, miejscem świętości. Jak mówi Sai – Joga płynie w żyłach każdej ludzkiej istoty tego kraju Sanathana Dharmy,odwiecznej Religii.
    Hierarchia na Zachodzie jest ponurym zgiełkiem przepychania się do władzy i mówienia sobie – no, wreszcie jestem najlepszy.
    Indie – mam obowiązki, odpowiedzialność za ludy.
    Wedyzm – czy jestem godny przodków zasiadających na tronie? Czy szanowana jest Dharma (Prawość)? Czy szczęśliwi są poddani?
    Zachód – czy wybiorą mnie na drugą kadencję?
    Skupiskowy, poziomy obraz społeczeństwa. Dziś każdy jest równy, chyba tak, bo nikt nie chce dać innym odpowiedzialności za całość, za siebie i swe domy, w końcu za państwo. A jak da, to krępuje ręce za pomocą sondaży popularności i zamiast podejmować decyzje odważne, rozwijające, rządzący jeśli są szlachetni tracą kręgosłup cnoty i zaczynają przypochlebiać się ludowi. Płaszczący się traci szacunek ludu. Podobnie też nauczyciele zaczęli przypochlebiać się uczniom, tracąc szacunek, niewielu walczy o nieprzemijającą godność tej pracy, choć zgodnie z kulturą wedyjską – Aćarja Devo Bhava (traktuj swego nauczyciela jak Boga). Lekarze nie tracą miru, o szacunku nikt nie myśli – bo ludzie widzą w nich groźnych towarzyszy Śmierci, których przychylność jedynie może sprawić, że Ona (na razie) nie przyjdzie.
    Straszę i już się z tego śmieję. Bo hierarchia, mimo że odeszła precz od piramidki: rząd-inteligencja-lud, jest u nas w innej postaci i jednak daje oparcie, trzeba ją tylko rozpoznać, rozpoznać przywódców.
    Przywódcy powinni dawać przykład. Słychać o złodziejstwie wśród klas, uważanych nadal błędnie za wyższe od przeciętnego ludu, powiedzieć trzeba – oni nie mają nic wspólnego z „wyższością”. System piramidy społecznej odnotował porażkę, udowodnił, że jest daleki od prawdy. Bo prawdziwi przywódcy są czyści, oni pokazują drogi postępowania. Pewien Hiszpan stworzył nowy opis szlachcica, arystokraty. Już nie przez urodzenie – przypomnijmy co ze szlacheckości, czyli „szlachetności” mieli kołtuńscy szlachcice, bijący się do ostatka w obronie nietolerancji religijnej w tzw. konfederacji barskiej? Magnaci Branicki i reszta, którzy zdradzili Ojczyznę po uchwaleniu Konstytucji 3 Maja i poprosili wroga, by zajął kraj, ściągając nam na głowę Rosję? Do dziś caryca Katarzyna zza grobu by mogła powiadać – ależ to Polacy mnie poprosili…
    Szlachta to szlachetność, to ludzie szlachetni, oni jedynie są nią dzisiaj, w Polsce i większości krajów, może wszystkich nawet w Kali Judze, epoce kłótni i obłudy. Wspomniany Hiszpan doszedł do wniosku, że arystokratą jest ten, kto potrafi wziąć odpowiedzialność za innych. Zatem, czy nie ów, kto patrzy dalej niż poza koniec własnego nosa? Kto myśli o dobru wspólnym, o tym, jak naprawić obyczaje, jak poprawić poziom moralny młodzieży, jak odbudować szacunek dla starszych w społeczeństwie. Jak doprowadzić do normalności czyli do umierania babć i dziadków- patriarchów rodów w rodzinie, a nie w domach starców czy samotnie opłacających z groszowych emerytur puste mieszkania. Jak sprawić, żeby na spotkania nie szło się z czekoladą, a już ostatnio nawet i własną żywnością, co jest oczywistą hańbą dla gospodarza. Gość jest Bogiem, mówi kultura wedyjska, dawna kultura Polski mówiła również wysoką moralnością, szczęśliwą – „gość w dom, Bóg w dom”; stąd mamy zaszczyt czytać, że Hindusi dostrzegli, że Polska i Indie są w tym szczególe podobne.
    Jak oddzielić płcie w szkołach, co będzie pierwszym krokiem do ochronienia dziewczynek przed poniżeniem, utratą dziewictwa przed ślubem, i nierzadko skazaniem na cynizm typu „taki jest świat”. Wcale taki nie jest. Świat jest dobry!!
    Gdzie jest więc ta hierarchia, ta dobra, co nie zginęła?
    W poziomych grupach społecznych są dobrzy, szlachetni ludzie, co rozświetlają je jak klejnoty rozsypane ręką Ojca do wszystkich rodzajów zawodów. To ci, którzy swoim życiem, pomocą, odwagą, troską zasługują na szacunek otoczenia. Kolejarze, gospodarze, robotnicy. Co poniektórzy inteligenci. Część polityków, Jan Olszewski na przykład.
    Nie patrz do góry, bo nikt nie jest na górze, spójrzmy obok siebie. Załóżmy, że po prawej stronie siedzą lekarze. Czy są przywódcami? Wielu dopomaga swoim pacjentom; są też i tacy, którzy znani są z łapówkarstwa. Co to za autorytety? Twierdze pychy. „Ostatnia szlachta”, jak powiedziała mi kiedyś pani dyrektor szkoły w Olecku, godnej pamięci Pani Anna Iwanowska. Najpierw jednak opowiem jaka przygoda zdarzyła się znanemu mi osobiście renciście z Suwałk. Udał się do szpitala, chory na prostatę. Po wejściu do gabinetu ordynatora, wydał mu się znajomy. Gawędziarz nieprzeciętny, więc ubawiłem się na całego, kiedy mi to opowiadał. Coś w rodzaju: „ja do niego od samych drzwi: A Pan ordynator to mnie poznaje?! On na to – … Człowieku! tyle narodu! [tu się przewija, a Pan chce żebym poznawał każdego, kto miał ze mną kontakt medyczny…] – Ale Pan Ordynator mnie „reperował” [podał czas w przeszłości]. Lekarz na to: Ale że Pan to ma i głowę do pamięci… – Panie Ordynatorze – na to rencista – żebym ja miał [tylko] taką głowę do nauki, tobym był Świętym Ojcem!… ”. Rencista chciał szybkiej operacji, ale wolny termin był odległy. Potem córka położyła ordynatorowi kopertę z 300 czy 400 zł, ordynator odnalazł rychły termin.
    – I co, wziął? – spytałem rencistę z niedowierzaniem, myśląc o łapówce. Ów aż podskoczył, jakbym go żgnął. – Co Ty, mały?… spytał oburzony – tylko łygnął…!! Święta miał pańskie! [zbliżała się chyba wtedy u katolików Wielkanoc]. Potem powiedział (o kopercie) – to by było niepotrzebne… – To b y b y ł o – podkreślił znacząco rencista.
    I tu minął mi przed sekundą dobry humor, choć opowiadanie było przezabawne. Płakać się chce.
    Zatem powtórzmy, hierarchia typu: robotnicy, gospodarze, inteligencja, rządzący, już nie istnieje. W głównym stopniu pieniądz wyparł wszystkie wartości. Przywódcy zostali w każdej warstwie, które są obok siebie, skupiskowo, na wspólnym poziomie, a nie jedna nad inną. Bo idąc tym torem wypadałoby wnioskować, że najmniej zepsuty lud gospodarski jest najwyżej. Choć nie obronię tego twierdzenia do końca, a może?… Socjalizm w swoim wykoślawieniu kombinatorskim pozostawił ślady, które trzeba wyprać Odwieczną Religią, odbudowaniem Ludzkich Wartości. Kuracja jest niezbędna całemu społeczeństwu i nam osobiście, po kolei, tak zresztą jedynie może dokonać się odbudowa. Cnotliwe dzieci, zachęcane przez rodziców by wyrosły na dobrych ludzi – a nie dobrze s y t u o w a n y c h, jak by podkreślił wspomniany rencista suwalski. Zastanawiam się z przykrością nad tym, co sam zrobiłbym wcześniej inaczej, gdyby wartości te od dawna byłyby pokazywane (nie tylko paplane) w społeczeństwie. Co było, minęło – nam wszystkim oby ta myśl dodała otuchy i wiary, że wszystko jest do naprawienia jeszcze. Om.
    Otoczenie tych przywódców w każdej z grup, co jak latarnia rozświetlają skupiska ludzkie dobrym życiem i siłą własnej prawości, otrzymuje korzyść życia ze świadomością, że istnieje jeszcze ktoś dobry, że on całe życie jest taki, że dobro istnieje namacalnie. Prawi ludzie, cisi często, oddani zasadom, które mają we krwi, w dobrych, pobożnych domach są skarbem dla społeczeństwa. Pozdrawiam ich serdecznie, pokłaniam się tym, których dotąd poznałem. Chwała, Dobrzy!

    ZNISZCZENIE WOLNYCH SŁOWIAN W IMIĘ JEZUSA
    Powróćmy do WYMAZANIA dziedzictwa naszych Słowian – ojców, dokonanego po 966 roku przez „pasterzy” w imię Jezusa obracających stopniowo dawnych wolnych Słowian w posłuszne owieczki.
    Między owcą a pasterzem mogą przez czas do okresu rzeźni powstać nawet uczucia zrozumienia, przywiązania. Dopóki jej nie zamorduje i nie zje ciała. Potem poprowadzi kolejne owce. Widzimy, do czego prowadzi wykorzystanie ideałów do celu zdobycia władzy na ludźmi i ich umysłami.
    Kiedyś babcia opisywała mi, jak to przyjechali złodzieje, oszuści na wieś, po wojnie. Jeden zagadywał, a kobieta wynosiła co mogła ze spiżarni, mniej więcej tak wyglądała ta zuchwała kradzież; być może kury nawet ukradli.
    Tu, podobnie – wy ludzie patrzcie na ideał, Jezusa, patrzcie, tylko dokładnie na Jezusa! Nie na boki, że was okradniemy, że was prowadzimy gdzieś i nie pytajcie gdzie. Bóg tak kazał i was prowadzimy. Co, Jezus mówił inaczej? Ja ci dam mówił inaczej! Chodzi o to, że ty nie możesz myśleć, co mówił Jezus, bo to my, co Cię wykorzystujemy teraz – ale nie patrz, patrz na Jezusa, Ci mówię – że to my wiemy co on mówił i do czego dążył. Bo my jesteśmy jego następcami. Ty nie możesz myśleć o tym, tylko słuchać. Sekciarze myślą inaczej, dlatego są podejrzanymi, chcesz i ty zostać potraktowany jako podejrzany? Słuchaj, my wiemy, w czym tkwi sedno. A że ci niedobrze… zobacz, tamci nie są chrześcijanami, nie są poniekąd ludźmi, dla nas. Widzisz, już możesz poczuć się lepiej. Zadrzyj nosa, widzisz, jak dobrze, jak o wiele lepszy jesteś od nich. Co, mówisz że cię w międzyczasie okradliśmy, że ty masz inną wolę, co innego zrobisz, gdzie indziej masz ochotę pójść? Poczekaj!
    Zabijano takich. Manipulowano ich frustracją tak by namawiali innych do porzucenia wiary ojców i wyparcia się dziedzictwa przodków, niby w imię Jezusa. By dalej patrząc na Jezusowy Ideał nie dostrzegli dokonywanego w międzyczasie niszczenia dorobku ojców – znowu w Jezusowe imię. I dali się wieść…
    Zwieść.
    Pozbawieni historii (zaczęto im ją pisać w zasadzie od nowa od momentu podboju przez barbarzyństwo chrześcijańskie), swojej kultury, tożsamości byli zdani na łaskę i niełaskę, na wszystkie społeczne chwyty panoszących się niszczycieli. Czy zabijano Słowian, którzy odmówili księciu i jego następcom zdrady? Ponieważ niszczyciele pisali potem w księgach to co uznali za konieczne, można się jedynie tego domyślać. Wszakże znamy powszechne hasło, że historię piszą zwycięzcy. Ale ja mam prawdziwą historię w bólu serca. I dojdę do prawdy, obym doszedł. Oddał cześć ich pamięci. I przytulił do serca ginących i znieważanych, gdy nad krajem zwanym potem Polską zaczęło się piekło. Kraju, gdzie potomkowie bitych ojców mieli za tysiąc lat jeszcze z pokorą spowiadać się następcom oprawców ze swojej rzekomej, zakodowanej w podświadomość przez lat tysiąc „małości”. Lud do dziś nie wstał z kolan w tym państwie. Zmuszono go, by sam zbudował sobie klatkę – a później, jeden przez drugiego – pilnował, by nie było sposobu wydostania się z niej. I że to „polskie’.
    Dobrze, a co działo się wówczas z ludem? Oddawali cześć Ojcu, temu co ponad materialnością, w formie bóstw, czy jeszcze inaczej? Co z ludem?
    Lud zmuszono wolą księcia do przyjęcia chrześcijaństwa. Mógł nakłaniać do tego m.in. ze strachu poddanych przed tym, że jeśli nie wyprą się wiary ojców, kraj zostanie podbity. Był zaznajomiony z najnowszą historią swoich czasów. Słyszał pewnie o władcy plemienia Wiślan, któremu poradzili tzw. misjonarze, by porzucił swą religię na rzecz zachwalanego chrześcijaństwa, bo jeśli nie ochrzci się ‘dobrowolnie’ będzie musiał zostać ochrzczony pod przymusem… To, że dotąd nie komentowano tych wydarzeń w historii w sposób oczywisty, jest nadużyciem i dowodem na zablokowanie umysłów historyków przez rozłożone na stulecia zabiegi prania języka (co najmniej), w tym dopisywanie określenia poganie, po którym już nikt nie spojrzał trzeźwo na ludy tak sprytnie zdegradowane. Kościół najpierw zdegradował ich dopisaniem negatywnej ‘pogańskości’. Następnie dowartościował godnych ludzi zniewalającą diabolicznie ‘chrześcijańskością’. Że podobne rzeczy robiono najbezczelniej w imię Jezusa, jest doprawdy czymś przerażającym. I zdegradowanie i dowartościowanie było bajką, ale jakoś zadziałała poprzez sita późniejszych historyków i dotrwała do dziś powtarzana jako coś oczywistego.
    Bajką, oprócz chrześcijańskich gwałtów, odbierania życia i tortur. Przykładem na to, że nie można było się ustrzec przed takim rodzajem zastraszania jest Polska. Rzuca to dodatkowe światło na sprawę pod hasłem – dobrowolne czy nie? Otóż jeszcze za panowania Bolesława ludziom, którzy trwali wierni swoim przekonaniom religijnym, wybijano zęby, z jego rozkazu. Ludziom więc narzucono coś naruszającego podstawowe prawo człowieka – wolność sumienia i wyznania. Powoływano się przy tym obficie – czyniąc krzywdę – na Boga.
    Jestem ciekaw, czy ten gwałt na psychice i wolności społecznej, jakim było narzucenie naszym wolnym praprzodkom chrześcijaństwa przez ich władcę żyje, jest obecny w psychice narodu teraz. Sądzę, że tak, pozostał jako uraza w polskiej podświadomości. Jako niedowierzanie, niedowierzanie władcy, Który zdradził swój lud. Być może sobiepaństwo szlacheckie, dzisiejsze niesłuchanie nikogo spośród polaków przez ogół Polaków nie wywodzi się korzeniem z okresu walk szlachty z królem o władzę. Może szlachta walczyła z królem na podstawie dla niej samej niewyjaśnialnego poczucia, że król nie rządzi dobrze. Nieufność wobec zamierzeń króla mogła mieć źródła daleko, daleko starsze. Okres władzy szlachty to raptem niecałe trzysta lat. Do dziś jednak jesteśmy raczej anarchiczni, chcemy wolności, a już na pewno nie chcemy żeby decyzje za nas podejmował jeden z nas. Jakby nie miał prawa za nas decydować… Czyżby dalej żył głuchy żal z powodu pewnej decyzji, której ktoś kiedyś nie miał prawa, moralnego podjąć za współbraci, którzy mu zawierzyli jako władcy?
    Spójrzmy na karnych Niemców, którzy są dokładni w wypełnianiu zarządzeń rządu w sposób prawie przysłowiowy. Ich przodkowie sami wybierali religię, spotkawszy się z upadającym imperium, gdzie juz panowała wiara podawana przez biskupów Rzymu. Inaczej było na ziemiach polskich. Może ze snobizmu – znalezienia się pomiędzy królami żelaznej Europy zachodniej, z poparciem Rzymu – bardziej jednak z oczywistego strachu, powtórzmy, porzucił Mieszko swą wiarę na rzecz niesionej na mieczach i przy smrodzie pożarów. Poddanym jednak jeszcze dużo później nakazano wybijać zęby za szlachetność. Mówienie więc o urazie w świadomości całego społeczeństwa i dalszych pokoleń i braku zaufania do władcy, rozżaleniu do niego jest sprawą oczywistą. Tropem tym pójdźmy dalej.
    Przekonania religijne, kontakt z Niematerialną Rzeczywistością to najbardziej wrażliwe i wymagające szacunku części naszej osobowości. Podobnie było wówczas. Do tego należy dodać wolnościowy charakter Słowian. Gwałt na ludzie musiał być odpowiednio szokujący. Pycha księży chyba również. Nasuwa się porównanie z pozycją białych w okupowanej kolonialnej Afryce, bądź Azji a była ona niezwykle wysoka. Podobnie w Polsce! Zamiast pokornego sługi bożego okazali się bowiem być jak panowie w podbitym kraju. Słowo ksiądz – to dowód – pochodzi od słowa książę. Taka była ich pozycja!
    Podbity naród.
    Dali się przekonać, że dzieci Boga nie są Boskie, ba, że są niby grzesznikami. To tak, jakby wciskać komuś, że dziecko bociana nie jest bocianem, a słonia słoniem. Dobre, co?
    Mróz chodzi po kościach. Tym bardziej ciekawią mnie ojcowie Słowianie i ogrnia mnie współczucie dla nich. Modlę się za nich. O wsparcie dla ich dusz po dokonaniu na nich zbrodni. Co czuli, jak myśleli, w czym znajdowali ochronę w tamtych ponurych latach ‘powodzi’, może wielokrotnie rozpaczliwie próbowali bronić się, jak za zaborów, gdy dbano o zachowanie polskości; może wówczas podobnie wieczorami uczono dzieci ich dziedzictwa, radosnego poglądu na świat. Uczono czcić Boga, objawiającego się wiosną, ptasimi głosami, leszczyną. Dziewczęcym śmiechem, wianuszkiem na płowych włosach… Wiarą, że wszystko będzie dobrze, bo jest dobrze, jest dobrze…
    Po kilku s e t k a c h lat ciemność na jakiś czas jednak spadła na wszystkich, lub prawie. Może część jasnowidzów posiada wiedzę, może są tajne szkoły, które podały wiedzę i nadzieję na odnowę ducha słowiańskiego i wyzwolenie spod jarzma niewoli watykańskiej. Zdławił dusze i umysły daleki jakiś Rzym, z którym sprzymierzył się własny książę.
    Więc nie ufamy żadnemu władcy, podświadomie.
    Słowianie są wrażliwi. Z drugiej strony podadzą serce na dłoni, gdy ktoś jest ich druhem.
    Prześladowano ludzi, którzy inaczej, bardziej poprawnie odczytywali poprzez wieki Jezusa, choć wciąż bez wiedzy o Indiach nie potrafili w pełni pojąć Jego przykładu i drogi jaką wytyczył dla wszystkich Odważnych. Przykładem jest profesor Hus z Czech, wspaniała postać z racji na prezentowaną przezeń postawę. Wbrew groźbie śmierci głosił słowa, które uważał za prawdę, a które były przy tym krytykujące stanowiska Kościoła w różnych punktach. Podstawowe prawo – do wolności słowa, cóż się z nim stało? Został spalony żywcem podczas soboru (!) biskupów katolickich w Konstancji w drugim dziesięcioleciu XV wieku. Hus jest męczennikiem za swoją wiarę, to drugi Jezus w tym względzie, dokładnie. Było takich wielu, gdyż diabelskość, raz opanowawszy dawną stolicę Piotrową, pokazała prawdziwe oblicze. Mordując kogoś za głoszone przekonania, posyłano go najpierw na tortury, potem na stos, o grozo, żegnając tak umęczonego człowieka znakiem krzyża w ręku zleceniodawcy tortur, w księżej sutannie. Dodawano jeszcze formułkę , która brzmiała mniej więcej tak: ‘oddaję Cię diabłu’. Zdaje się, że on właśnie porzucając ciało, od diabła go żegnającego właśnie uwalniał się. Takich demonów w ludzkich ciałach, nie skrępowanych niczym, było w rzymskim kościele wielu. Jest to jeden z największych cynizmów ciemnych sił – opanowanie Rzymu i sianie grozy pod płaszczykiem miłosiernych następców świętego Piotra. Jeśli pojawiali się idealiści, którzy zwracali uwagę, ze coś tu nie tak, że Jezus inaczej uczył – cóż, zakaz czytania i komentowania Biblii odstraszał od wolnego myślenia, które w tych upiornych warunkach stawało się wręcz świętokradztwem. Do dziś lud janczarów – katoliccy Polacy, boją się myślenia o Bogu. Ostatnie podstępne sposoby blokowania postępu duchowości, rozbijania więzień myślowych lud ten przyjmuje jak komuniści w Rosji przyjęliby powrót komunizmu, z poczuciem niby normalności, która specjalnie dla nich została zaprojektowana i powtarzana pokoleniom tak długo, aż stworzyła, zamknęła, im kalkę światopoglądu. Poprzez szeptanie ‘sekty’ w razie potrzeby i na zapas, ciemność dalej odwraca katolików od okazji do otrząśnięcia się z wiekowych upodleń w rodzaju ‘jesteś grzesznikiem’. Lud reaguje dobrze – bo istnieje pamięć zbiorowa. Osoby określone podobnym mianem wieki temu marły na żarzących się stosach ognia. Z kolei na innych batem za wolne dociekanie było wyśmiewanie od ‘heretyków’, więc bali się jakiegokolwiek myślenia gdyż mogło zaprowadzić na stos, bądź do szyderstwa we własnym środowisku.
    Stąd do dziś janczarzy z Polski boją się myśleć. Niech ksiądz pomyśli. W zamian za milczenie pewno nie torturowali by i nie zabili, a dziś nie będą próbować prześladowań moralnych – wyzywając od nieznanych ludziom, ale groźnie brzmiących ‘sekt’.
    Najstraszniejsze jest to, że w Kościele i częściowo kontrolowanym przez niego społeczeństwie ludzi straszy się za pomocą kłamstw i podróbek w rodzaju „sekty” właśnie. Pusty śmiech, jak się okazuje – jeśli przyjrzymy się bliżej temu słowu, spytamy co ono znaczy, żeby chociaż wiedzieć, czego się spodziewać. A tu masz Ci los, człowieku! sekta to … część całości. Powtórzmy – w prawdziwym znaczeniu tego słowa, bez oszustw językowych, sekta jest częścią jakiejś ogólnej całości. Dlatego katolicyzm i protestantyzm są sektami chrześcijaństwa – częściami tejże religii. I cóż z tego? Buddyzm mahajana i hinajana to sekty buddyzmu. I cóż z tego.
    Kto ma uszy, niechaj słucha.
    W Watykanie istnieje pewne powiedzenie, znane wtajemniczonym, do których za chwilę należeć będą również i Czytelnicy J Co to za powiedzenie? Wyjaśnia ono ścieżki w świecie katolickiej hierarchii, czyli wszystkich poza janczarami, tymi, którzy nie myślą, bo za nich ktoś inny ma myśleć. Powiem bardziej otwarcie, pilnować, by nie myśleli, a więc nie rozwijali się i nie weszli na ścieżkę doskonalenia się do poziomu Boskiego w środku samego siebie. Wtedy bowiem doświadczalnie odrzuciliby mechanizmy ogłupiania ich.
    Jeśli myślisz, nie mów. Jeśli myślisz i mówisz, nie pisz. Jeśli myślisz, mówisz i piszesz, nie podpisuj swoich słów swoim nazwiskiem. Jeśli myślisz, mówisz, piszesz i podpisujesz to swoim nazwiskiem, potem nie bądź zdziwiony.
    Społeczeństwo polskie jest, zda się, janczarskie od czasów kontrreformacji, kiedy zakon jezuicki zaczął nauczać króla, że tolerancja religijna jest… grzechem. Polscy katolicy są, uważam, poddani praniu mózgu od wieków jaki po kontrreformacji nastąpił. Wyszkoleni do chwalenia klatki watykańskiej i klatkę chwalący jako jedyne dobro. I za to trwanie w klatce nagradzani przez watykańskich władców, mających swych przedstawicieli w każdej parafii. Katolicy z Polski zdradzani przez swych ciemiężycieli, kiedy dodatkowo cięmiężył jeszcze ktoś inny, o kim już nie blokowano myślenia, czyli zaborca. O czym piszę? O tym choćby, że papież potępił powstanie listopadowe Polaków i Litwinów w 1830 roku.
    Mówiąc otwarcie i patrząc głęboko – polscy katolicy są nietolerancyjni wobec innych wyznań i religii, ponieważ chciano, żeby byli nietolerancyjni. Wielowiekowa tresura poprzez szkoły, kazania, spowiedników królewskich, wpływanie na politykę jak się tylko dało, przyniosła takie owoce.
    W Anglii na przykład nie ma tego. Jest inaczej, ludzie są tolerancyjni wobec innowierców. Ktoś powie, no tak, ale tam katolicy musieli dać innym szacunek bo ci inni byli potężni, chodzi o kościół anglikański. Tak. Wiedząc o swojej sile, szanują się nawzajem. W Polsce nie ma liczebnie żadnej religii, z jaką katolicyzm musiałby się porozumiewać na co dzień jak równy z równym, więc usunął zasadę traktowania innych wiar jak równych sobie, co byłoby jedynie powiedzeniem że słońce jest żółte, tak to oczywiste. Wynika to ze szlachetnosci i istoty religii pojmowanej jako dana droga do wspólnego Bytu, zwanego Ojcem. Droga wynikająca z kultury danego obszaru. Z innego oczywiście byłaby inna, drogi się łączą u celu, choć chorym byłoby żądać, by droga z Białegostoku do Warszawy przebiegała trasą Zakopane – Warszawa. Katolicyzm jednak liczy się z innymi wyznaniami w Polsce nie z racji na zasady ludzkie, ale t o l e r u j e je, jeśli inaczej nie może. Jeśli nie są silni, wówczas zamiast Dekalogu idzie w ruch szatańska idea Machiavellego: posłuż się czymkolwiek by osiągnąć cel. Tak więc nietolerancja katolicka w Polsce pokazuje oblicze: powoływanie się na świętość i zasady, jeśli przeciwnik silny, lub nieistotny, nie wchodzący na obszar polski z ciekawą drogą życia, a jeśli tak, to szatańskie niszczenie za pomocą zastraszania, kłamstwa, ‘wygryzania’ ekonomicznego. Diabeł odsłonił swoje oblicze.
    Polacy są w większości katolikami – dotąd nie pojawiła się inna duża religia z racji na odcięcie od Państwa prawosławnych obywateli poprzez ugody mocarstw w Teheranie (’43) i Jałcie (’45), które zabrały Rzeczpospolitej Polskiej 48 % obszaru sprzed II wojny światowej, dodając po wojnie za to Ziemie Pozyskane, wcześniej nazywane Odzyskanymi. To jeden powód, ale też żadna duża religia wyrosnąć nie mogła w kraju, gdzie tolerancja religijna słynna na całą Europę w XVI wieku już stulecie później stała się jedynie baśnią. Druga połowa XVII wieku przyniosła bowiem wygnanie z Rzeczypospolitej protestanckich arian, w kraju zabrakło więc miejsca dla inaczej myślących. Przykładem kazania Skargi do uszu króla, nazywające tolerancję wobec innych wyznań grzechem – czy nie jest to dowodem diabolizmu? – przynosiły przygnębiające owoce, wstydliwe karty historii Polski. Z tego nikt się głośno nie rozlicza w Polsce, głośno do tego nie przyznaje a już na pewno nie wyciąga wniosków w postaci pytania – o Boże, czy w nas zostało coś z takiego podejścia do innowierców, czy był to pojedynczy i okropny błąd, za który przepraszamy cienie arian? Stawiam więc to pytanie nareszcie i znajduję smutne potwierdzenie dla tego, że wygnanie arian było oznaką działania machiny indoktrynacji, demonicznego zaszczepiania nienawiści do wyznań nauczających inaczej niż organizacja katolicka, zwłaszcza do grup niewielkich liczebnie (dziś, jak się rzekło, ciągiem dalszym tego demonizmu w nauczaniu jest odcinanie katolików od pozostałych religii przez negatywne przekłamywanie znaczenia słowa ‘sekty’, a odnośnie muzułmanów, sianie domysłów – też błędnych – że to podejrzani ludzie, niby mordercy. Wówczas i dziś kler katolicki nie przebierając w środkach podchodził i podchodzi do sprawy następująco – miażdżyć słabsze grupy innych wyznań, duże czynić obcymi tak dalece jak się tylko da wyszkolić w takim myśleniu lud. Przykładem prawosławie do 1945 roku, kler liczył się z nim i nigdy nie próbował sztuczki pt. ‘sekta’. Makiawellicznie – bo prawosławie było silną i prastarą religią, a do wykłamanego z palca znaczenia słowa odstraszacza, o jakim tak często tu mowa, ‘sekty’, kler pcha sugestię, że to jakieś… nowe. A prawosławie stare przecież…
    Ponure szkolenie w braku poszanowania dla innych wyznań, trwające przez stulecia wydało żniwo w świadomości polskiej trudne na razie do oszacowania. Sprawa byłaby ciekawa dla wszelkich socjologów i badaczy naukowych. Grunt jest dziewiczy i jeżeli haniebne milczenie – tabu na stawianie pytań w tej dziedzinie nie zostałoby godnie zniesione, pozostałby takim długo. Z wiedzy autora o katolicyzmie i mentalności ludu wiejskiego, z jakiego autor się wywodzi wynika, że stosunek Polaków poddanych najgłębiej wychowaniu katolickiemu do ludzi oddających cześć Bogu w inny sposób niż oni jest nieprawdopodobny. Jest to bastion przesądu i głupoty. Obciąża ona jednak nie lud, on pokazuje politykę tego, komu ufnie powierzył się na wychowanie, komu przez ostatnie wieki oddawał na wychowanie swoje córki i synów.
    Jaka jest ta rzeczywistość, podjudzana dziś dodatkowo, dla nowych zadań, kłamstwem istnienia ‘sekt’? Lud wiejski – wciąż autorytet dla niego to miejscowy ksiądz, lekarz i nauczyciel – do tego stopnia jest źle nastawiony do osób innego wyznania, że każdy z nich jest dla ludu kimś bez mała nierzeczywistym. Nie – katolik to dla człowieka ze wsi w głębokim jego odczuwaniu aż nie-człowiek. Człowiek taki jest jak z pogranicza obrzydliwości, obcość która zatyka, nigdy nie będzie traktowany jako równy. To po prostu dla nich znak zapytania, czy on w ogóle jest człowiekiem jak my? Nie, bo nie-katolik – odbiera podświadomością, szkoloną przez stulecia ludowi, odczuwa nią modelowy katolik w Polsce. Być może równą podejrzliwością i odniesieniem jak do podejrzanej egzotyki kwitowali nie-swoich naziści. Sądzę, ze podobieństwo jest tu olbrzymie.
    Nauczanie katolickie o świecie nazywane hasłowo brzmi – piszę to z całą odpowiedzialnością – człowiek to katolik. Już nawet nie coś w stylu „skoro Polak to musi być katolik”. Jadowicie kler kładł w podświadomość pokoleń jad pod hasłem ‘’nie katolik to nie-człowiek’’. Była to procedura stawiania min z wyprzedzeniem, pod nogi tych, co może ośmieliliby się zrzucić pęta i odeszliby od zdemaskowanych błędów watykańskiej wykładni. Dziś szokuje to piszącego, dwadzieścia lat temu odczuwałby opisane nastawienie do innowierców. Równało się ono ocenie, że skoro ktoś odszedł od katolicyzmu i wierzy w Boga, tylko inaczej, to (rzekomo)odszedł od wiary. Nie katolickiej, tylko (rzekomo) od wiary, (niby) od Boga w ogóle. Przestępstwo popełnione na ludzie i jego łatwowierności jest dlatego straszne. Jest to zasada wilka, który wszedł pomiędzy stado, polskie stado w owczej skórze.
    Tytuł ‘Jak oszukano naród’ już ktoś wymyślił, nie da się napisać drugiej takiej książki. Dotyczy oszustwa komunizmu. Jest przy tym światopoglądowy, a to nikłe teraz.
    W cieniu rzucanym przez wpajane kłamstwa polskiemu katolickiemu ludowi przez Watykan, rośliny innych poglądów nie mogły dostać wystarczającej ilości słońca. A obecnie?
    Dlaczego i w jakim względzie widzę Polskę jako kraj janczarski. Odwrotnie i odwrotnym do Sułtanatu Osmańskiego, choć stamtąd właśnie, z historii wieku XVII wziąłem to określenie. Tu janczarami jest cała rzesza polskich wiernych Watykanowi.
    Kim byli janczarzy? Jak wieść niesie – i do tego obiegowego pojęcia się odnoszę – chłopcami chrześcijańskimi porwanymi w dzieciństwie i siłą wychowanymi w islamie, tak że dali wtłoczyć się w nowe koleiny myślenia i odczuwania. Co więcej, z chłopców tych, gdy dorastali tworzono wspaniałą, słynną z karności, posłuszeństwa i bitności piechotę, działającą w wojnach. Byli janczarzy pod Chocimiem na pewno, pod Wiedniem…
    Trudno nie oddać się rozmyślaniom nad diabelskością zamierzeń i wykorzystywania ludzi w dziejach, co tym lepszą daje zachętę do podążania do Światła, doświadczania go, czyli Go; potem człowiek nazwie ciemność po imieniu, bo ją dostrzega jako odwrotność Boskiej Światłości, jaką odkrył w sobie.. I to nawet, jeśli wcześniej był wychowywany w kłamstwie, nie własnej oczywiście wytwórczosci, tylko w kłamstwie odgórnie, w którym jak należy sądzić, ciemność zachwalana być mogła jako zbawienne – i co diabeł podkreślał – jedyne światło. Mylące, co? Jedynie doświadczenie Światłości w sobie, Atmy, Boga, Siebie, bo to wszystko jest Jedno, To właśnie Tat Tvam Asi. Sprawdzalne, odczuwalne, poprzez drogę, której białymi liniami pokazującymi kierunek są Sathya, Dharma, Śanti, Prema, Ahimsa – w sanskrycie oznaczajacePrawdę, Prawość, Pokój, Miłosć, Nie Krzywdzenie. Joszua po swoim oświeceniu, gdy poznał,że człowiek jest Bogiem, chciał rodakom ułatwić drogę w kierunku wiodącym do tego Odkrycia i ubrał to w słowa Kazania na Górze, które powtórzmy, a nie dwa przykazania miłości, były jego novum dla Izraela. Ale nie dla Indii, Pisma przekazywały to bowiem, oraz niezliczeni święci na odkrytym w sobie Boskim poziomie postrzegania, od długich tysięcy lat przed pojawieniem się Jezusa i jego drogą do świadomości ‘’Jestem Bogiem”. Jak wspomniano, droga ta wiodła również przez stolicę duchową świata, czyli Indie.
    Grób Jezusa – co też należy wreszcie odsłonić chrześcijanom, a potwierdzone zostało przez słowa Sathya Sai – znajduje sie w Indiach, w Kaszmirze. Tam bowiem skierował się ostatecznie Jezus po wydarzeniach określanych skrótowo jako ukrzyżowanie. Tam też, do Indii wyruszył uczeń Jezusa, Tomasz i tam założył pierwsze wspólnoty chrześcijańskie, które w dobie odkryć geograficznych ze zdumieniem spotkali w nieznanych sobie Indiach Portugalczycy, półtora tysiąca lat później.
    Jeden z moich znajomych z Białegostoku, kiedy napisałem mu, że w Indiach żyje dziś w ludzkim ciele Ojciec wszystkiego, znany jest jako Prawdziwy Ojciec i Matka (Sathya Sai), odpowiedział zgodnie z tym, co można było przewidzieć na podstawie dotychczasowych wniosków. Choć i tak mnie zaskoczył, bo ja nie biorę poprawki do końca na ‘janczarstwo’, skoro sam z nim ostatecznie skończyłem i nabieram coraz większego dystansu dzięki odzyskanej wolności myślenia. Znajomy napisał w przenośni, że u nas powinno jeść się jabłka, nie banany, bo to właściwe tutaj; dlatego jesteśmy skazani – jego zdaniem – na swoją wiarę, swój Kościół. Bo to, uważa, historia, bo to w jego opinii tożsamość.
    Doprawdy?
    Od kiedy to 1000 lat temu narzucone społeczności siłą poglądy mają być tożsamością tych komu je narzucono? Watykańskie chrześcijaństwo w Polsce jest wstydliwym dowodem skolonizowania tego kraju przy aktywnym i prawdopodobnie wymuszonym częściowo strachem współudziale ówczesnych władców tego kraju. Podobnie Murzyni, kacykowie, aktywnie pomagali Arabom wywozić z Afryki niewolników i współorganizowali handel własnymi ziomkami-Murzynami, by osiągnąć korzyści i może, by nie zostać zniszczonym przez białych. Dlaczego piszę o skolonizowaniu wczesnej Polski lub społeczeństwa, które później znane było jako Polacy? Oprzyjmy się na języku choćby: napływowi wykładowcy oświadczanych pod batem teorii przyjmują o sobie mniemanie absurdalne: ‘księży’ – czyli książąt. Co to ma wspólnego, by wykazać im odstępstwo od własnych rzekomych źródeł – co to ma wspólnego z Joszuą i jego trybem życia? Jego naśladowcy i rzeczywiści wyznawcy są pokorni w duchu, miłosierni i czyści, miłujący pokój? Dla porównania – ludziom wiernym swoim wierzeniom w czasach próby X- XI wieku, za nie zaparcie się swych przekonań choć to zalecane, wybija sie zęby na rozkaz własnego władcy – odstępcy. Gwałt ten, do dziś gdzieś tkwi, jestem tego pewien i powtórzę to raz jeszcze. Prapolaków pozbawił przymusem swego ‘ja’ każąc im i ich dzieciom paplać coś innego niż mówiły ich zszokowane serca, zmartwiałe na widok poniżenia bóstw. A że bóstwa nie krzyknęły, ktoś powie – czy to nie dowód, że to były ‘bałwany’, to okropna oznaka barbarzyństwa tych którzy dopuścili się zbeszczeszczenia słowiańskich chramów – pielgrzymom do tych świątyń o których nic nie wiem, oddaję im szacunek. Nie dowód, bo czy dowodem na cokolwiek poza prymitywnością i świętokradztwem było zdejmowanie krzyża, symbolu dla chrześcijan na oczach tych chrześcijan przez ateistów w Polsce? Czy krzyż ten wybuchł? Czy zabił pochlebców Partii?
    Czy wybuchły chramy, niszczone jak niszczone były serca słowiańskich wiernych, którzy na to patrzyli?
    Polacy nie mają odtąd tożsamości, skoro własnej, organizującej cały świat i nadajacej im godność przed 966 rokiem, nie ma. Rok ten 966, jest rokiem zdrady.
    Do dziś podświadomie nie wierzymy władzy, po drugie, do dziś Polak czuje się w nie swojej skórze. Nam zabrano tożsamość, jak chłopcom janczarom nie wspominało się pewnie o ich chrześcijańskim pochodzeniu, zasada jest ta sama. Podświadomość polska, słowiańska pamięta gdzieś moim zdaniem to i odzywa się bólem. Kłamano nam o naszej przynależności od Zachodu, dziś wystarczy pojechać na Zachód, do Niemiec, Anglii z polską wrażliwością i dobrym angielskim, by poczuć że to nie dla nas, nie nasze, to nie ubranie dla nas. Gdzie jest nasze ubranie, nasze ja? Zamyte, skazane przez gwałcicieli pod przebraniem Jezusowych sług na zatratę całkowitą, niszczone bronią prześmiewczych słów: ‘pogańscy przodkowie’. Ciepło słowiańskie nas, Rosjan, innych, ono o nas świadczy, gdy wszystko inne o nas, poza językiem słowiańskim, nic już nie mówi. Nam skradziono tożsamość, podmieniono na inną, tylko że czujemy się dalej nie w swojej skórze. My jesteśmy sobą, nie Zachodem. A od swoich, Rosjan, Białorusinów, odcięto nas wciskaniem nam bzdury, że jesteśmy od nich lepsi. I utwierdzaniem narzuconej na nas, recytowanej już przez n-te pokolenie po 966 roku, ‘skóry’.
    Mój znajomy, którego poglądy zabolały mnie, ale którego jako brata kocham, powiada, że ten Kościół jest swój, że jesteśmy na niego skazani. To dobre słowo ‘skazani’, użyłeś go dobrze. I w nim jest wieść krzepiąca nas – bo skazanie jest na czas określony. My zostaliśmy skazani, zdradą Mieszka, na rzymskie poglądy, indoktrynacja potem z Rzymu trwała lat tysiąc, wielu Polaków się w to zagłębiło. Ale skazanie, wyrok kiedyś się kończy. Dlatego od serca dobrze nazwałeś rzecz i dziękuję ci za to. Dla tych, co to sobie uświadamiają i widzą swoją poprzednią janczarskość, wyrok już się skończył. A ponieważ naród to my, skazanie narodu polskiego, odsiadka, właśnie się kończy. Jesteśmy wolni. Nie jesteśmy nic winni Rzymowi. Wolni, poszukajmy, posłuchajmy, kim jesteśmy. I teraz właśnie zacznijmy wybierać, w zgodzie z tym co do nas przemawia, co się nam podoba, bowiem wyrok chrześcijaństwa się skończył. Polska odrzuca okowy. Co za wstyd, że tak długo.
    Religijne poglądy mają prawo do tego przymiotnika jedynie wtedy, gdy głoszą poszanowanie poglądów i wierzeń innych. ‘Nauki’ najeźdźców po roku 966, gwałcące wolność myślenia naszych słowiańskich ojców i ich uświęcone tradycją sposoby oddawania czci Boskości, zamiast szacunku niosły szyderstwo, programowane później prawnukom zniewolonych (do naszych czasów włącznie), bo takie jest działanie trucizny pod hasłem ‘poganie’. Takim kłamstwem – hasłem opatrzono ludzi godnie wiernych swym wierzeniom słowiańskim. One były dla naszych przodków wszystkim. Taktyka szkodzenia przy pomocy sprytnie zaprojektowanych słów-broni używana jest bezczelnie również dzisiaj, w zmienionych warunkach – jest to próba nie dopuszczenia Polaków do odwiecznych prawd poprzez ich blokowanie słowem ‘sekty’… I to wystarczy, będą siedzieli w narzuconej skórze, będą jedni drugich pilnować… liczą podstępni projektodawcy owego ‘sektowego’ straszaka. Komuniści myślących w sposób wolny pozbywali się, produkując dla odmiany idiotyczne hasło z perspektywy dnia dzisiejszego: wróg ludu, wpuszczając w nie truciznę pożądanego znaczenia. Potem podali to w krwiobieg świadomości społecznej, by straszyć ludzi, a straszonymi już łatwiej rządzić: o, boisz się?… tak, dokoła wrogowie ludu. Nikogo nie słuchaj, to podszepty wrogów ludu? Na pewno obronimy Cię. A to sprytni, ci wrogowie ludu… Dobrze, że macie nas. Możesz do nas zawsze przyjść, porozmawiać, my dodamy otuchy, powiemy jak się bronić. Po cichu Pan powie tylko, kto to, my resztę zrobimy. Dziękujemy, że pani powiedziała. No, trzeba się pilnować, takie czasy. A może i do innych by chodzili, ci wrogowie ludu… Ale, że taki świat dziś mamy, co? …
    Obecnie zasada powyższa, rządzenia przez wykorzystanie pustego strachu przed czymś, który to strach się drobiazgowo obmyśliło i potem nim zaszczepiono ludzi odpowiednio sprytnie – ta zasada działa przez słowo – broń: ‘sekty’, zamierzone podstępnie na opowiadających o tym, że na Ziemi żyje dziś w ludzkim ciele On, znany już milionom ludzi na wszystkich kontynentach jako Sathya Sai. Bóg przyjął ciało, m ó w i dziś, c h o d z i po Ziemi. Warto do Niego pojechać, poczytać, co mówi, o tym jak ocalić Ziemię znad nuklearnej przepaści i z nienawiści w rodzinach, pomiędzy religiami. On jest! Jest już na Ziemi. I przed wiedzą o tym, przed zwróceniem się ludzi w Ojca stronę próbują obecnie blokować słowem ‘sekty’ diaboliczni ‘ktosie’. Dotarli nawet w Polsce do szkół. ‘Słyszeliście o czymś nowym? To pewnie jakieś sekty. A wie pani Marciniakowa, że gdzieś, jakaś dziewczynka to od rodziny odeszła przez te sekty. Tak, tak, pani Marciniakowa… Lepiej niech pani uważa…’ – sączy się jad w łatwowierny grunt. Nie wymienia się przy tym za wszelką cenę imienia Sathya Sai, bo ludzie z ciekawości sięgnęliby, z przekory po źródła, poczytali książki, których o Sathya Sai wyszło już bardzo wiele, również Boskiego autorstwa. Łaska dla Ziemi jest przeogromna, tymczasem diabolizm, chwyciwszy chwilę oddechu do swoich niecnych planów, produkuje ‘swoje’ materiały o Ojcu. Oszczercze. Kłamliwe, wyssane z palca, oskarżające Ojca o to, co jest obecnie chwytliwe jako odrażające praktyki współczesności. Po to, żeby móc zarzucić dezinformacją, zmontowanymi fałszywkami ‘filmowymi’ (produktami obecnej technologii), w czasie, gdy lud w końcu i tak dostanie wieść o tym, że Ojciec jest w ludzkim ciele. Że można Go odwiedzić w Indiach, choć z racji na tłumy pielgrzymów raczej nie porozmawiamy już z Nim. Historia zna to, dobrze odnieść się do Joszuy. W początkach naszej ery, gdy opowiadano o naukach Jezusa, opętańczy atak przy pomocy także i nikczemnych metod przypuścili jego wrogowie, czy inaczej: godni współczucia ludzie zatrwożeni o utratę dochodów religijnych przewidywaną po wejściu nowej nauki duchowej. Ponieważ wówczas lud można było skutecznie zaszokować obrazem zabójstw na dzieciach, wyprodukowali broń słowną, podobną jak dziś oszczercze hasło ‘sekty’ – wmawiano szeroko, że coraz bardziej wierzący w nauki Jezusa i naśladujący go rzekomo zabijają dzieci, a może nawet piją ich krew… A może nawet to część ich, dziś ktosie powiedzieliby – sekciarskiej religii.
    Obecnie zabójstwa tak nie szokują, pełno ich w wiadomościach dnia, poza tym, łatwo zweryfikować, sądy itp. Dziś, w dobie otwarcie omawianego, ale nadal jednak szokującego homoseksualizmu oraz pedofilii, uprawianych, jak niesie wieść, wśród m.in. finansjery europejskiej, czy najbardziej wpływowych kół brukselskich, skorzystano z tego wątka – jest bardziej pikantny. Stąd pracowicie produkowane fałszywki wymierzone przeciw Ojcu korzystają. Chwytają się też innych oszczerczych pomysłów, by okłamać ludzi, zanim Ci dostaną swoją szansę poznania, nie dopuścić do jej zaistnienia. Diaboliczne sztuczki. Od artykułów po rzekome ‘filmy’ – filmomontaże. Pożyjemy, zobaczymy. Ojciec jest ponad tym, kłamstwo nigdy trwale nie zaciemniło Boskiego Światła. Puttaparthi w południowych Indiach, gdzie Bóg obecnie uczynił siedzibę podczas swego pobytu w tym ciele ludzkim, już jest duchową stolicą globu, ponad wątpliwość. Mała miejscowość, zaznaczana na mapie olbrzymich Indii obok takich kolosów, jak Delhi czy Mumbai, dawny Bombaj; mapę taką wziąłem z ambasady Indii w Warszawie. To pokazuje, że pomimo diabelskiej propagandy „nie daje się ukryć miasta leżącego na górze”, jak malowniczo mówi Biblia. Potoki pielgrzymów płyną z całego świata i od lat obecni są w Boskiej siedzibie polscy pielgrzymi. Nadejdą czasy, Sai wyraźnie o tym mówi, że zobaczyć Go będzie można jedynie przez lornetkę z powodu tłumów. Jeszcze nie obudził się do wiedzy o Boskim przyjściu islam. Jeśli muzułmanie się powszechnie dowiedzą – a są to oddani ludzie – strumień ich samych wypełniać będzie nie tylko Puttaparthi, ale zapewne i bez mała całą dolinę górską w jakiej to święte obecnie już miasto – i odtąd na wieki – leży. Dobrą sposobnością było i jeszcze jest odwiedzać Pana teraz, gdy są to tysiące ludzi, a nie to co nadchodzi – powódź pielgrzymów. Tym niemniej o roli tego miejsca i jego pozycji mówi wspomniany fakt – parotysięczna pewnie miejscowość na mapie Indii obok Delhi. Jadą tam też przywódcy tej olbrzymiej krainy, pochyla się do Boskich kolan premier, odwiedza prezydent, generałowie; wielcy dostojnicy, nie tylko Indii. Wszystko to dzieje się przy wściekłych przygotowaniach klerów zachodnich, by trzymać to w tajemnicy, sposobiąc w międzyczasie ‘odwodzacze’ – fałszywki filmowe, fałszywi świadkowie, technika komputerowa do produkcji oszczerczych niby-materiałów.
    Głupcy, po trzykroć. I nikczemni. Dostaną swój los, który opętańczo kują. Bluźnierstwo jest samo w sobie okrucieństwem dla nich samych własnymi rękoma gotowanym. Przy pojawieniu się Boga na Ziemi w ludzkiej postaci zaczęto tworzyć propagandę przy pomocy grzechu oszczerstw i kłamstw… których w związku z Sathya Sai polało się w Polsce trochę, również na głowę piszącego te słowa. Oby nie robiono tego chociaż w imię religii…. Próba zabicia Ojca w imię Ojca? Głupcy.
    Ja, dla odreagowania i pragnienia poczucia normalności, wybieram się w siódmą podróż do Sathya Sai, dzięki Jego Łasce.
    Swoją drogą, rządy zachodnie korzystają do woli z mechanizmu broni słownej– stworzyły kolejne słowo-fałsz, słowo-kata, licencję na mordowanie – ‘terrorysta’. Pod tym hasłem niszczeni są ofiarni ludzie.
    Nikt dobry, nikt odpowiedzialny i cnotliwy nie może iść ręka w rekę z tą diabelską grupą i stosować podobnie krzywdzących, fałszywych, ogłupiających świadomość, słów. Żaden intelektualista, inteligent, człowiek dobry nie może bezczynnie przyzwalać na to by słowa te były w społeczeństwie używane, skoślawiały jego orientacji poglądowych.
    Bo zostanie pochwalony przez chwilowych rządzących materialnego świata? To oni w imię religii częstokroć, nadużywając imion Proroków i Boga, sieją zgubę. Czy kiedykolwiek chcecie dojść do Boskiej słodkości w sobie? Niektórzy żartują z Boskości, drwiąc przy tym z godności innych. Ojciec zażartuje z nich.
    Przejrzyjmy je, te wszechobecne fałszywki od początku i zobaczmy ile ich się przyjęło, ile z nich nadal krzywdzi, czasem po wiekach, obok tych nowych, przeznaczonych do niszczenia dziś lub jutro. Odrzućmy je, słowa jadowite. Może uda się rozpoznać inne zarazki w języku, którym mówimy, oczyścić go potem z nich.
    Tak zwany ‘poganin’, tak zwany heretyk, potem ‘wróg ludu’, w dziedzinie społecznej ‘wiechol’, ‘wieśniak’, ‘wsiok’, i inne. Ostatnie słowa masowego rażenia, wojny totalnej to ‘terrorysta’ w wydaniu Zachodu i USA oraz zaprojektowana broń masowej zagłady. Jak widać, niebezpieczna broń wytwarzana jest nie tylko w zakładach śmierci, ale i na polu języka, ta ostatnia trudniejsza może do wykrycia. Jest to mieszanka nie prochu strzelniczego, a ośmieszenia, strachu i wrogości. Efekt = od poczucia obcości do poczucia obrzydzenia wobec osób, jakie ten czy inny system atakuje swą bronią słowną – ona jest dość skuteczna. O ile broń materialna blokuje działanie ciała i niszczy je, broń słowna, wpuszczona przez propagandę do języka blokuje swobodne myślenie po swojej stronie walki. Instytucje i systemy, które produkują takie słowa, czasem z niczego, jak słowa ‘poganin’, czy sekta, traktują się więc jako strona w walce, różniących się od nich traktują jako wrogów oczywiście. Stąd wprowadzenie tych słów. Często te same instytucje, a raczej zawsze, szeroko stosują zarazem słowa o swojej tolerancji, szacunku, chęci pomocy itp. Zakłamanie więc dorównuje jadowi słownych dział.
    Oddziaływanie śmiercionośnych słów jest długotrwałe, sądzę na podstawie wniosków płynących z działania trucizny, uważam, że działanie to jest dłuższe niż popromienne. Jednak tym bardziej należy jasno powiedzieć – świadomy, inteligentny i wolny człowiek nigdy nie może już odtąd kalać ust słowami popromiennymi słowami poganin, czy heretyk. Chrześcijaństwo narzucane jak sie dało, to bomba atomowa, słowa zaś wspomniane to popromienne skutki, niszczące po całych stuleciach od wybuchu. Nikt, kto tych słów używa po przeczytaniu niniejszej książki nie ma już żadnego prawa do miana intelektualisty, inteligenta ani po prostu uczciwego człowieka. Takie jest moje zdanie.
    Nasunęło mi się jeszcze inne sformułowanie tego typu z dziedziny współczesnej polityki, w którym składową jest idiotyzm i który okazuje się skuteczny. Chodzi o wchodzenie Polski i innych krajów Europy do Europy.
    Co można więc dziś zrobić? Polska – dokąd pójść?
    Kto ma uszy, niech słucha. Podałem, reszta należy do polskich, słowiańskich Czytelników.
    Wiara narzucona, to grzech popełniony pod ohydną przykrywką , jej ważność jako wiary ojców się skończyła, gaśnie, jest poza nami. Ojcowie mieli inną wiarę, dla której obrony wielu zapewne stało się męczennikami a ich imię dodatkowo pozbawiono potem czci, dolepiając popromienne oddziaływanie na wieki. Oczywiste, że kłamstwem było nazwanie ich jakimiś poganami.
    Kto chce iść do Boskości drogą wskazaną przez Jezusa, a więc jedną z DRÓG do BOSKOŚCI, dobrze. Bądźcie tylko świadomi, że będzie to dla was nowym doświadczeniem. Należy odkryć sens słów płynących z ust Jezusa, który przekazał nam głębię wiary w Kazaniu na Górze. Słuchajcie Sathya Sai.
    Słuchajcie Sathya Sai. A polityka? Tysiąc lat pognębienia rzuciło nas czasowo na pastwę Zachodu, obszaru barbarzyństwa i barbarzyńskiej pychy opartej na podstawach lotnego piasku. Zachodniej drodze jest więc pisane jedynie ulotne, króciutkie życie. Żegnajmy ją bez żalu. Po rozpoznaniu swojej wartości i wolności, budujmy własne. Niewola polega jedynie na utrzymywaniu myślą nie istniejącej klatki i stosowaniu się do jej nieistniejących granic. Odnieśmy się do kojących Słów Boga. „Jeśli myślisz, że jesteś śmieciem, jesteś śmieciem. Jeśli myślisz, że jesteś Bogiem, jesteś Bogiem”. Sathya Sai wypowiedział to w czasach obecnych, czasach Jego Boskiej Obecności. Kto myśli, że jest wolny, jest rzeczywiście wolny. Jak to możliwe? Przemyślcie, dlaczego to prawda. J

    Bałwan, czyli Świętość

    W wierzeniach słowiańskich, niszczonych przez chrześcijańskich „chrzcicieli” krwią, posągi Boskości nazywane były bałwanami. Chrześcijaństwo chciało wykorzenić ludy, które wpadły pod jego władzę, aby tak jak potem Sowieci stworzyć swoją homo-owieczkę. Dlatego kler zaczął wyśmiewać praojców Słowianom, a z nazwy bałwan czynić coś błahego, śmiesznego. I dziś bałwan to jposąg ze śniegu, dziecinny w swej wymowie, niepoważny oraz wyzwisko. Tak zbrukano świętość.
    Patrząc na to, co zrobiono ze Słowiańszczyną i co wypada zatem odrzucić jako niewolenie, zajrzyjmy do sanskrytu, matki języków, a więc przodkini naszej polszczyzny. Kiedy oprzemy się o sanskryt, przodka polszczyzny, ‚bałwan’ odsłania inne oblicze.
    Okazuje się, że w słowie bałwan można znaleźć dwa połączone słowa sanskryckie. Jedno z nich to bala – siła, moc. Drugie – wana, oznaczające las. Słowianie znali przyrodę, byli jej częścią, kochali ją, byli jej dziećmi. Przyroda zaś jest przejawem Boskości, Jej częścią. Zatem Słowianie darzyli szacunkiem Przyrodę, co w dużym stopniu zatracają dziś ich potomkowie. Co oznacza więc słowo ‚bałwan’?
    Las mocy.
    Posąg, jako symbol Boskości powstał z lasu, był więc Lasem Mocy w zogniskowanej postaci.

    O ZWIĄZKACH
    Oto podstawowe prawdy odnośnie wzorowej żony. Kobieta, która odczuje to sercem, jest jedną z tych wielkich kobiet, prawdziwych pereł ludzkości.
    W słowie ‚prawdziwa’ są dwie części: praw (a więc: prawy, prawa, cnotliwa) i dziwa (dawniej: dziewoja, dziewczyna). Dziewczyna powinna więc być cnotliwa, podobnie jak mężatka (u mężatek cnota to wierność mężowi). Jeśli zabrać dziewczynie dobre cnotę, pozostaje – dziwa… Co zaczęło znaczyć słowo dziwa?
    Nie dla takiego losu powinny się rodzić kobiety. Zrozumiał to m.in. prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka, który podjął walkę z „handlem” białoruskimi dziewczętami, zwabianymi do pracy prostytutek na Zachodzie. Powiedział wyraźnie, że kobiety białoruskie powinny być matkami zdrowych rodzin, a nie skąpo ubrane paradować na wybiegach Zachodu. Godne słowa. Po takich działaniach poznaje się przywódcę, a nie przy-wódce. Wspomnijmy też o godnej wsparcia obronie przez Łukaszenkę interesów Białorusi przeciw szajce finansowej spoza granic Białorusi, chętnej do rozerwania tego kraju pod hasłami „demokracji”. Nic dziwnego, że po mimo okropnej propagandy przeciwko Łukaszence, wśród Białorusinów zasłużył on na miano bat’ki – taty. Oby wszyscy przywódcy bronili kobiet.

    Aum

    Co to jest małżeństwo? Można powiedzieć, że jeśli kobieta i mężczyzna idą do łóżka, to są od razu mężem i żoną. Gdyby każdy wiedział o tym, do wielu głupstw nie doszłoby, czy nie tak jest? Ten rodzaj małżeństwa, wynikający z pociągu do siebie i bez narad z krewnymi, jest jedną z postaci małżeństwa w tradycji hinduskiej, czyli najwyższej kul

  5. kulturze ziemi. Nazywa się to małżeństwem w stylu Gandharva. Oczywiście nie jest ono często spotykane.
    Czyli – nie ma kochania się przedmałżeńskiego, każde jest małżeńskie. Bądźcie tego świadome, kobiety i nie dajcie się oszukiwać facetom. Chcą Was, podobacie im się – niech się z Wami żenią. Ktoś spyta – a jeśli ja się już oddałam, o tym zgoła nie wiedząc? Odpowiedź – co było, to było. Nie wiedziałaś, nie żądałaś godności żony dla siebie. Teraz działaj inaczej. Potępianie się jest wielką stratą i bezdenną głupotą, Boska Istoto.
    Nie paląca, nie pijąca, wegetarianka o wielkim poczuciu godności własnej i godności rodziny, jaka chce stworzyć. Bogini Domu, Pani Domu.
    Kobieta idealna musi przenieść się ponad szkodliwe stereotypy o domniemanej wolności. Powinna, mimo urodzenia i wychowania w Polsce, czuć swą istotą najwyższy ideał małżeński kultury Indii, wcielony w życie przez takie potęgo cnót, oddania i honoru jak Sita, żona Ramy, Draupadi, Anasuya, Savitri, Parvati, żona Siwy. Om. Obyście podobnie zaskarbiły słodkość i dobre imiona, Dobre Istoty
    Kobieta powinna stworzyć Dom. „Karierowiczki” to całkowite pomieszanie pojęć. Obecna obyczajowa przepaść nie wzięła się znikąd, do odkrycia jej źródeł należy spojrzeć wnikliwie, Dobre Istoty o Dobrym Sercu. Żona jest też dobra i współczująca. Dobrze jest, gdy się stosownie ceni.

    Ideał małżeński Indii mówi, że mąż jest Bogiem dla żony. Powinna traktować go jak Boga / a nie tratować 🙂 /. Łagodna i wyrozumiała, powinna zmilczeć, gdy zdarzają się nieporozumienia i żadną miarą nie skakać mu do oczu w kłótni. Pisma indyjskie mówią wyraźnie – żona kłótliwa powinna być zamieniona na inną b e z w ł o c z i e.
    Żona nie ma innego Boga nad swojego męża. Nic innego nie musi robić dla swojego rozwoju. Kobieta dla mnie powinna być bystra i inteligentna, z zamiłowaniem do dobra i obawą przed popełnianiem zła. To cudo. Następnie, gotowa na każde poświęcenie dla podtrzymania honoru męża, broń Boże i nigdy źle o nim nie mówiąca za plecami lub w towarzystwie innych. Przeciwnie, odtrącająca towarzystwo każdego, kto źle mówi o mężu.
    Gospodarna, wesoła, lekka w obejściu, odpowiedzialna. Większą wagę przykładam do cnót i łagodności, oddania mężowi niż do wykształcenia.
    Powinna nie palić, nie pić alkoholu. Mam tez postanowienie nie odwiedzania miejsc, gdzie się pije alkohol i je mięso, ani takich domów. Odpadają więc dyskoteki – może tańczyć dla mnie w domu – znajomi tego typu. Ja tak żyję, żona musi pójść za mną.
    W ogóle oczekuję, ze zawsze bez słowa pójdzie za mną. Żona musi być mi posłuszna, z zasady posłuszna mężowi. Wyznająca wartości wedyjskie, takie właśnie. Uważam, że mężczyzna nie powinien dotykać kobiety innej niż żona, nawet dłoni, czy przy powitaniu i odwrotnie. To jest dopiero właściwe. Lubię myśl o żonie która jest szczera.
    Pozdrawiam, niech się wszystkim wiedzie. Niech spełnia się każde dobre życzenie czytających ten tekst, niech przygnębienie nie może ich dotknąć tak, jak ciemność nie może dotknąć światła.
    Każda kobieta, która przeczyta te słowa, pozbędzie się złudzenia, że jest niepotrzebna na tym świecie, o ile takie posiadała.

    Obowiązkiem mężczyzny jest cnotliwe życie, obrona prawości i zapewnienie bytu rodzinie, to ostatnie streszcza się do – zarobić na rodzinę. Samemu, nie pospołu z żoną. Dom, w którym nie ma żony, jest pustką, straszącą dzieci, odstraszającą jej na ulicę. I tzw. ulica jej kształtuje. Mąż powinien też spełniać pragnienia żony, która jest boginią domowego ogniska. Dom jest dla niej wszystkim: uniwersytetem, salą debat publicznych, świątynią, miejscem zabawy, odpoczynku, miejscem pracy i rozwoju. Tak stworzone zostały płcie. Oczywiście niektórzy spróbowali to odrzucić, powstały ruchy, slogany typu „kura domowa”, oszczerczo napastujące dobre zasady. Jest to jednak chwila; pozostanie krótkotrwałe tak jak „równość” zachwalana przez ruch socjalistyczny. Rodzi rozczarowanie, odwrót od moralności i cynizm, potem osamotnienie.
    Oceńmy bezstronnie obecne położenie społeczeństw krajów tzw. rozwiniętych […technologicznie, a rażąco cofniętych w rozwoju cnót ludzkich i odległych od zadowolenia i błogości]. Piszę o tym i podaję oczywiste prawdy o związkach mając nadzieję na ochronienie od spodlenia przyszłych pokoleń chociażby. Skądinąd ta wiedza jest oczywistością na poziomie głębszego odczuwania.
    Ważne są też rodziny wielopokoleniowe. Do iluż by nie doszło rozwodów, gdyby w ważnej chwili nieporozumień dłoń matki czy babki spoczęła by na ramieniu jednego z dwojga młodych i uspokoiła życiowym: no, tak bywa. Trudno, to nic… Pobraliście się na chwile dobre i na różne, takie jest życie, dzieci. Potrzebuje to przegryźć. Przyjdzie potem z serdecznością, zrobi się przykro. Pozostaw na trochę… Przecież się kochacie….
    Oj, dzieci, dzieci! …
    Z drugiej strony, ileż mniej będzie samotności dla babć, jeśli przypomnimy o ludzkiej naturze, zamiast po prostu dać emeryturę i do widzenia. Starszym osobom nie emerytury potrzeba, a bycia obok. Pieniądze zapewnić powinny dzieci. Oczywiście z pozostawieniem jakiejś szczątkowej postaci ZUS-u, ale zmienionego w skarbiec pomocy wyłącznie dla starszych osób pozostających bez rodziny itp.

    O SŁOWIAŃSZCZYŹNIE (piosenka)

    Zbudować nam Słowiański Kraj słowiański obszar Rosja Polska Niech się świeci – będą jasne dzieci
    hej ! Hej nam! historia gra nam hejnał Słowiański obszar gra więc dołącz siebie sprowadź to na ziemię słowiańska siła jest
    SŁOWIAŃSZCZYZNA
    Ludzkość jest jedną rodziną. Powiązaną ze sobą jak Nowakowie czy inni. Powinowactwa w niej są różne, podobnie jak uczucia. I tak, rodzeństwo bezpośrednie jest bliższe sobie niż rodzeństwo stryjeczne.
    Oczywistym też powinno być, że ludzie życzą sobie dobrze bez względu na wzajemną bliskość i powinowactwa. To, co dziś powinno się więc usunąć to jakakolwiek nieprzyjaźń. To się powinno zmienić. Oby się tak, Dobry Boże, stało.
    Czas na Słowian. Dość chodzenia po obcych. Trzeba budować samemu. Jesteśmy ludem twórczym i pełnym polotu, lekkości, dotąd chyba niespełnionym, no, poza Rosjanami, którzy stworzyli potężne państwo i dali w historii dwie świetne lekcje napastnikom: Napoleonowi i Hitlerowi.
    Co trzeba zrobić? Przydać szacunku słowu ‘Słowianie’. Stworzyć historię – sama się ona nie stworzy J.
    Czas na Słowian. To, co warto obecnie robić, to stworzyć Wspólnotę, która połączy w ogólny organizm Polskę, Rosję, Ukrainę, Białą Ruś, słowiańskie państwa Bałkanów, Czechy, Słowację i Bułgarię. Przy wykorzystaniu doświadczeń innych prób jednoczenia krajów, jak chociażby Unii Europejskiej.
    Wówczas szacunek dla Słowian w ramach pokojowej rodziny ludzkiej będzie owocem tego, co zostało dokonane. I to będziemy mogli przekazać później dzieciom.
    Czasem po okresie rozstań rodzina ponownie się skupia. I jest odzyskana radość. Podobnie – Słowianie, bracia sobie najbliżsi powinni się skupić ponownie i radować się odzyskaną jednością, odzyskaną na znacznie wyższym poziomie. Skupić się, jak kiedyś się rozeszli.
    Wszyscy znamy legendę o Lechu, Czechu i Rusie, prosto opowiadającą o dawnych zdarzeniach.
    Wierzę, że jest o najlepszy czas na budowanie wspólnej płaszczyzny i że może się to powieść. Avatar Sathya Sai Baba, obecny Nauczyciel świata oświadcza, że istotną naturą człowieka jest Boskość i że tę naturę trzeba cnotliwym życiem ujawnić. Oraz Jej moc. Korzystać z niej coraz świadomiej!
    Słowiańskość jako wspólnota kulturowa, gospodarcza i polityczna również jest pomysłem, on powinien zostać rychło sprowadzony na ziemię, obleczony w prawdę na mapach, a najpierw – w umysłach.
    Oby się nam udało.
    W Jedności siła jest, mówią. Moc.
    Po-moc.
    Jak rozpocząć? Po prostu ruszyć naprzód. W Imię OJCA… Jakkolwiek Go nazywamy, jakkolwiek w Niego wierzymy – Sathya Sai, Jahwe, czy – w języku arabskim – Allah … bądź ulubione przeze mnie Imię, Sziwa. Choć lubię i Sai, i Ram. Ale najbardziej chyba Sziwa. Imion jest wiele, ale Boska Rzeczywistość jest Jedna, Jedyna i dobra. Ludzkość jest dobra, Bracia!
    „Hej, ramię do ramienia, spólnymi łańcuchy opaszmy ziemskie kolisko, zestrzelmy myśli w jedno ognisko i w jedno ognisko duchy”, jak pisał kiedyś Adam Mickiewicz.

    Słowiański obszar gra…

    DO ZJEDNOCZENIA GLOBU

    Aum Rudra
    Paramam Pavitram Baba Vibhutim Paramam Vićitram Lila Vibhutim Paramartha Istartha Mokśa Pradhanam Baba Vibhutim Idam Aśrajami
    Sai Baba Vibhutim Idam Aśrajami Aum
    Loka Samastha Sukhino Bhavantu Loka Samastha Sukhino Bhavantu Loka Samastha Sukhino Bhavanthu
    Aum Śaanti Śaanti Śaantihi
    Kriszna
    W miejsce świata z jedną dominującą stroną, próbującą wykorzystywać inne kraje, należy stworzyć świat jako wioskę równych sobie pracowitością i dobrobytem, jakiz niej wypływa. Zamożni gospodarze, którzy znad własnej roli dającej hojne owoce pracy przyjaźnie patrzą na sąsiadów. To wspólnota.
    Dziś – panuje obraz pierwszy, wioski docelowo czapkujących dziedzicowi, pozbawionych wiary we własne możliwości ludzi. Jest to nie g l o b a l i z a c j a, do jakiej chcielibyśmy dojść, jest to dominacja, podszyta propagandą niby-globalizacji.
    Jak osiągnąć bezpieczny świat zasobnych, pracowitych gospodarzy? Ano, każdy musi działać na oddzielnej działce, wolny od zależności od innych. Do tego potrzeba być silnym. Inaczej póki co się z ludźmi nikt mocny nie będzie liczył. Najpierw więc zdobyć siłę.
    Jak?
    W miejsce jednej potęgi, powinno się wyłonić kilka mocnych, dużych państwa, z ufnością patrzących dokoła z powodu swej siły.
    1) Dobrze byłoby więc, gdyby Indie połączyły się z Pakistanem, Bangladeszem, Bhutanem, Nepalem i Afganistanem. Są to pokrewne państwa, zwłaszcza Indie, Pakistan, Bangladesz i Nepal, choć Afganistan kiedyś również wchodził w skład imperium indyjskiego, a ludzie w tym państwie maja śniadą skórę. Być może dołączyć się mógłby również Myanmar (dawniej: Birma).
    2) Państwa słowiańskie powinny połączyć się w Słowiańszczyznę, obejmującą Polskę, Białoruś, Czechy, Słowację, Ukrainę, państwa dawnej Jugosławii, Bułgarię, Rosję. Dla ludów słowiańskich wciągniętych propagandą w Unię Europejską, dobrą drogą jest wyjście z niej dla stworzenia z pozostałą Bracią Słowiańską w opisaną wspólnotę słowiańską. 3) Powinna się zjednoczyć w jeden organizm Czarna Afryka, państwa zamieszkałe głównie przez ludzi rasy czarnej.
    4) Wyznawcy islamu to potężna wspólnota w dziedzinie ducha, która prawdopodobnie będzie czołówką wśród prężnych ziemskich wspólnot, jedną z najbardziej prężnych i władnych działać. Siła w społecznościach muzułmańskich jest olbrzymia.
    5) Chiny będą jednym z kilku „równych”.
    6) USA
    7) Unia Europejska, po wyjściu zwiedzionych wcześniej tam państw słowiańskich. Może się też rozpaść na pomniejsze twory bądź związki państw nordyckich i romańskich, jeśli będzie taka ich wola.
    8) Zjednoczyć mogłaby się również Ameryka Południowa po Meksyk włącznie. Istotnym państwem jest Wenezuela pod przywództwem Hugo Chaveza Friasa, oby rozwijał się i doskonalił pod każdym względem. Dołączyć do niej powinna Kuba.

    O BOSKOŚCI

    Atma (Boskość) jest ponad opisem.
    Jeśli między najmniejszymi cząsteczkami atomów nie byłoby żadnej przestrzeni, jeśli nie byłoby żadnej przestrzeni pomiędzy drobinkami w ogóle, to trochę oddaje promienną jedyną Jedyność.
    12 lutego 2008 14:47

    ***
    Na powstanie powyższej książki złożyło się szereg spraw. Choć ojciec tego ciała chciał, aby syn został oficerem armii lub policji, studiowałem i ukończyłem historię, odbierając magisterski dyplom w 1999 roku. Już wcześniej dotarła do mnie dobra nowina o tym,że żyjemy w najpomyślniejszym czasie – obecności Boga na Ziemi, wcielonego w ludzkiej postaci. Powiedział mi o tym już chyba w 1994 roku ksiądz katolicki z północnej Polski. Człowiek ten, wspaniały, błyskotliwy umysł, dowiedział się wcześniej, że oto w Indiach żyje pewna niesłychana postać, czyniąca cuda nieznane tutaj od czasów Jezusa. Będąc zapewne z natury zwolennikiem podejścia „ja muszę sam sprawdzić”, ksiądz ten w 1994 roku pojechał tam osobiście. Po powrocie spotkał się ze mną na moją prośbę. Pokazał oprawione zdjęcie Sathya Sai, którego wówczas po raz pierwszy dane mi było zobaczyć na własne oczy. Oświadczył, że pojechał do Indii, myśląc, że O n jest joginem. Ale – dodał – O n jest Bogiem. Tym, którego nazywamy Jahwe, a inne religie po swojemu. Przybył, przybierając ludzką postać. Mróz przeszedł mi po plecach, bo gdyby powiedział to ktoś inny… ale słyszałem to od jednoznacznego autorytetu. Przeczytałem potem książkę „Misterium Sai”, z naukami Ojca. Przekonałem się, ze jest to doskonała nauka. I odtąd wiem o Jego obecności, o drodze duchowej. Później potoczył się duchowy wzrost. KSIĄŻKA JEST JEGO OWOCEM.
    Ważnymi książkami do przemyśleń były dla mnie dzieła Włodzimierza Megre z cyklu „Dzwoniące cedry Rosji”, fragment pozycji Marii Janion „Niesamowita Słowiańszczyzna”, fakt, że Joachim Lelewel, nauczyciel Mickiewicza, źle oceniał pojawienie się chrześcijaństwa w Polsce. Wszystkie te rzeczy były odżywką dla myśli.
    Pozdrawiam wszystkich Czytelników. Oby każdy z Was osiągnął wiedzę o Boskości w sobie, bo jest Nią. Atmą – Paramatmą, jak mówi się w sanskrycie i w Indiach, najwyższej duchowości na Ziemi.
    Aum Siwoham.

  6. Odpowiadam Cz. Białczyńskiemu:
    miałem kiedyś wujka. Starszy był znacznie niż moje doświadczenie PRL-u, które Pan wskazał jako czynnik mało uprawniający do sądów o tamtym. Wujek nazywał się Eugeniusz Pypłacz i znacznie przewyższał wiekiem także i Pana, panie Czesiu. Zatem obu nam wypada mu się pokłonić, prawda? O ile Dziadek był prosolidarnościowy i antyPRL-owy, o tyle Pypłacz budował Polskę jako jeden z wodzów, na poziomie miejscowym gdzieś, po wojnie. Pypłacz pamiętał to, czega Pan nie pamiętał, bo jakże? Biedę przedwojenną, baaardzo trudne warunki życia. Wyrósł bodaj na Śląsku. Do pracy na rodzinę poszedł mając lat 14. Pan wspomniał w tekście o Rafale, że biedy nigdy nie zaznał. Tak, m.in. dzięki takim ludziom jak Pypłacz. Założyć mogę jeszcze, że wspomni Pan, iż być możę Panu by się żyło dobrze, załóżmy, że miał Pan rodziców ustawionych przed wojną. No ale i wtedy nic z tego, bo wybuchła wojna i pewnie by nie przeżyli w dalszym rzucie planów zniszczenia Polaków przez Niemców, albo gdyby przeżyli, toby – odpukać – musieli walczyć z pokusą spodlenia się i pod bagnetem zniemczenia… Gdyby nie Sowieci, bo Anglicy i Amerykanie … – sądzi Pan, że kiedykolwiek by uronili jedną kroplę krwi za Polaków? ‚Śmieszna wojna’, ‚papierowa wojna’ Anglii z Niemcami we wrześniu ’39 roku zagrała po raz męcząco kolejny na nosie polskiej naiwności.
    Czy wie Pan dlaczego pewne kręgi Polaków tak się bały Sowietów przed wojną i przechodziły w palcie obok żebrzących czy kładących głowy na torach biednych naszych braci? Bo bali się, że stracą stanowiska i majątki. I ani rusz, ani bolesne rusz nie chcieli się pogodzić z myślą o ich uszczupleniu. Zwłaszcza ci z Kresów. gdzie policjant polski bił go gębie Ukraińca, jeśli ten nie zdjął czapki na jego widok. Czy o pozyskaniu tej Ukrainy Pan pisał, twierdząc że wówczas – gdyby Sowieci ją dali – byłoby za co dziękować?
    Pomyślna Postaci! Pisze Pan, że Rosjanie powinni podchodzić do nas, Polaków z sercem, że to jest droga. Ale Ukraińców z Chełmszczyzny, którym rząd polski w końcówce lat trzydziestych XX wieku palił cerkwie dziesiątkami i setkami, zdaje się, chciałby Pan widzieć w Polsce razem z Ukrainą nawet, podając jako koronny argument, że było tam ok. 1920 roiku 50 % Polaków. Dobra, Odpowiedzialna Osobo, zniechęca myślenie w rodzaju ‚Kali kraść to dobrze, Kalemu – źle’. Bo wówczas po co Łokietek i jakim prawem chciał Kraków, skoro po wiekach napływu Niemców było w nim tak dużo Niemców. W imię czego na Gdańsk patrzyliśmy jako na swój? Obaj wiemy ilu tam było Niemców ok. początkó XX wieku. Owszem, powiedzieć można, że sposób pojawienia się tam Niemczyzny odstawał od sprawy z Kijowem – miasto podstępnie zdobyli Polsce i zniszczyli jego ludzi w 1308 roku Krzyżacy, Niemcy. Dobrze, ale Kraków to już mała różnica. Zatem żaden to, przyznajmy, argument, żeby mieszać się w rosyjskie sprawy w 1920 roku, idąc z chybioną, ale w interesie Niemców wyprawą, grzebiącą widoki na dobrą współpracę słowiańską narodów, za to doskonale służąc stronie niemieckiej, bo szykowały się plebiscyty, a uwikłana w trudną wojnę Polska co dopiero ożywała, nie stanowiła dla wielu korzystnej i wiarygodnej propozycji.
    Nic nam do Ukrainy, Bracie, ale dużo do obrony polskości Zachodnich Ziem, bo tam zarysowuje się śmiertelne niebezpieczeństwo.
    Piszę ostro, wybacz Waszmość i z pokorą pozdrawiam,. po bratersku, z czcią teraz dla siwych włosów i korzystnego dla Słowian dzieła tego bloga. Prowadźmy możę tę rozmowę, bo czym mają mówić Polacy. A rozmówcą jest Pan dobrym.
    Z uściskiem dłoni i troską o Ojczyznę

    Siwam

    • Jak napisałem poprzednio – chociaż są tacy, którzy negują wszystko co przyniósł moskiewski komunizm, bo patrzą na sprawy wyłącznie przez pryzmat dalszych 50 lat kolonializmu rosyjskiego (co jest faktem niezaprzeczalnym, bo decyzje zapadały w Moskwie, nie gdzie indziej za PRLu) – ja nie neguję osiągnięć tamtego ustroju, które polegały na zrównaniu ludzi, zniwelowaniu różnic miedzy biednymi i bogatymi, upodmiotowieniu wreszcie kobiet po katolickiej 1000-letniej niewoli, nie neguję sensu odebrania Niemcom Ziem Zachodnich, wręcz żałuję, że Stalin okazał się krótkowzroczny na tyle, że nie pozwolił zrobić państwa Łużyckiego, przez co dzisiaj już są Łużyczanie wynarodowieni. Było też bezpieczeństwo socjalne – ale była też świadomość niewoli (ZAMIAST Świadomości Współrządzenia) i ta świadomość rozwaliła całe Moskiewskie przedsięwzięcie raz jeszcze. Ile razy trzeba wejść do tej samej wody żeby wyciągnąć mądre wnioski? Rosja niczego się nie uczy? Trzeba zrozumieć wreszcie że Centrum Słowiańszczyzny wokół Moskwy rzeki i Moskwy miasta jest nie więcej niż od 500 lat (od 1650 roku mniej więcej a właściwie tak naprawdę od 1770 więc jeszcze mniej), a centrum Słowiańszczyzny między Odrą a Wisłą jest od 5000 lat! Nie można powiedzieć Polakom siedźcie cicho i poddajcie się nam. Jeżeli się przyjmuje optykę historyczną Romy i Watykanu i Cesarstwa Zachodniego i Rzeszy i w Moskwie myśli się kategoriami nauki berlińskiej to skutki są opłakane. Brak świadomości korzeni scytyjsko-sarmackich w Moskwie, brak świadomości słowiano-indo-aryjskiej!

      Nawet jak się świadomości pochodzenia scytyjsko-sarmackiego już nie ma bo się zgłupiało na punkcie roli III Rzymu, to starczy dobrze policzyć iż centrum spraw Słowian było w Krakowie od 900 do 1700, a w Moskwie od 1700 do 2000. Więc tak naprawdę nad Wisłą 800 lat nawet licząc po watykańsku, a nad Moskwą 300. Jak można liczyć ,że to będzie bez znaczenia???!!! No chyba że się działa z premedytacją przeciw jedności Słowian – co nie dziwi w świetle wiedzy o chazarsko-żydowskim charakterze wierchuszki partii leninowskiej KPZR i jej zbrojnego ramienia KGB, a co za tym idzie takim samym składzie polskiego oddziału KGB – UB/SB.

      Zamiast odbierać Rosji wiarę prawosławną trzeba było im dać wiarę wedyjską – nie stwarzać pustki – to też inny błąd.No, ale łatwo mówić po fakcie, z perspektywy bolszewickiej tego może nie było widać?! A może było widać bardzo dobrze – bo Lenin tak jak i Piłsudski, jak diabeł z pudełka wyskoczył z Niemiec i ustanowił bolszewicko-chazarskie porządki w Moskwie razem z Zinowiewem. Czy bolszewia i jej następcy byli i działali w interesie Rosjan? To czemu ich tak zapiekle mordowali?! Czemu nie dali im uprawiać wiary wedyjskiej? Bo jedyna ważna była dla nich jednak judejska odmiana wolnomularstwa? Warto poznać dokładnie życiorys Lenina i Zinowiewa, a także Trockiego. Mnie życie seksualne wodzów wielkiej rewolucji w ogóle nie szokuje ani obchodzi – to katolików może ono bulwersować, ale już czy ktoś był członkiem B’nai B’rith, od 1908 roku i dlaczego zależało mu na zlikwidowaniu w ogóle wiary w Boga, zamiast wprowadzenia wiary niezależnej od Rzymu czy innego ośrodka zagranicznego, to już ma znaczenie. Warto też poznać opinię Dzierzyńskiego na temat wiary w Boga i zastąpienia jej inną wiarą,a także zdanie na temat podobno przeprowadzonego w 1918 dowodu matematycznego na istnienie boga. Polecam:

      http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1471&Itemid=46%20%20MD%5D

      #

      Co było dobre było dobre a co było złe to było złe. Rosja jest słowiańską pięścią a Polska jest sercem nie tylko słowiańskim – jest Sercem Świata. Co się tutaj dzieje ma znaczenie dla każdego najdalszego zakichanego zakątka globu – chociaz tam nie mają świadomości tego faktu. Czy Niemcy zmądrzeli już i zaczynają się „wlizywać” w to serce zamiast je kopać swoim buciorem? Jeszcze na szczęście, moim zdaniem, nie do końca, choć niestety są blisko.
      Może kiedyś świat się przesunie i Polska przestanie leżeć w centrum, ale na razie wciąż tutaj jest to centrum, niezależnie od wielkości różnych kolosów które się przewalają na bokach: Rosji, Chin, USA za oceanem, Iranu i całego islamu – tutaj jest centrum zmagań i centrum w związku z tym interesów.

      Ubolewam nad rosyjską nieświadomością faktu, że Polski nie da się zdobyć przy pomocy pięści. 1000 lat starań lekko licząc powinno starczyć mądremu za doświadczenie. Przecież Moskwa widziała w 1939 roku co osiągnęli tutaj Niemcy po 2000 lat Drang nach Osten – osiągnęli tylko poprzysięgłego zapiekłego wroga jakiego sobie było trudno wyobrazić ludziom na Zachodzie – dziwili się Anglicy kiwając głowami nad lotnikami Dywizjonu 303 =- „Co oni robią oni nie chcą zestrzeliwać samolotów, nie po to lecą tylko po to żeby zabić jak najwięcej Niemców” (koniec cytatu). Czy to z powodu antyżydowskich haseł głoszonych przez Hitlera Polacy byli tak nienawistni i zapiekli, czy przez 2000 lat drangu?! Jaki mógł być sens i cel w ogłaszaniu i zastępowaniu tego innym drangiem, „nach westen”?!

      Wielokrotnie na tych stronach dowodziłem, że przez uleganie tzw elit (królów i magnatów) w ciągu historii okupacji Watykanu i wykorzenieniu z wiary przyrodzonej (naturalnej) – stracone zostały wszelkie szanse na Rzeczpospolitą Trzech Narodów w latach 1600- 1660 i od tego czasu zaczęły się na dużą skalę bratobójcze walki na wszelkich możliwych płaszczyznach, które trwają już ponad 350 lat. Przez opętanie katolicyzmem palono cerkwie swoim braciom i nie doprowadzono do unii wtedy ani tym bardziej później – z tych samych powodów.

      Pisałem też wielokrotnie – więc proszę przejrzeć dokładnie artykuły inne na tym blogu, że według mnie ta wojna o owo centrum toczy się już wiele tysiącleci – także w czasach kultury łużyckiej, napaści Celtów, potem Skandynawów (Germanów). Pisałem o tym, ze z głupiego politycznego wyboru zaprzepaszczono też szansę podziału Europy między Polskę i Turcję – czego echem jest 11 września w USA – to kolejny dowód gdzie leży i leżał klucz do panowania nad światem. Nie liczy się wielkość tylko kluczowe położenie – o tym pisze też Norman Davis – dziwne że to Anglik pisze jaśniej o historii Polski – chociaż oczywiście w interesie Germańskim pisze i z optyki germańskiej widzi sprawy – ale jaśniej niż jakakolwiek autor książek do historii w Polsce. Tutaj albo się uprawia kult Berlina, albo kult Watykanu albo kult Moskwy zamiast kultu Warszawy.

      To że sam nie zaznałem biedy nie znaczy że nic o niej nie wiem, że moja rodzina nie przechodziła różnych zawirowań i że nie zaznała biedy. Mam jasną optykę – mój ojciec i stryj to PPSowcy od przedwojny i okupacji a potem po wojnie obaj w Czytelniku i spółdzielczości. Stryj uwikłał się w PZPR aż do 1981 roku i był tam bardzo ceniony. Piszę uwikłał się bo pobudki ideowe były tam przecież bez znaczenia – on naiwnie sądził że mają znaczenie – tam, jednak chodziło o ustanowienie w Polsce bolszewizmu a nie socjalizmu. Za socjalizmem było tutaj w Polsce wiele osób, bo wielka była bieda – choć w Niemczech wtedy o wiele większa niż w Polsce o czym mało kto dzisiaj wie, tam była taka jak w Rosji bieda stąd rewolucja w Berlinie – ale za utratą niepodległości nikogo tutaj w Polsce poza zdrajcami, nie było. Oni obaj -stryj i ojciec- mieli na uwadze zawsze wyniesione z Łobzowa krakowskiego tradycje samoorganizacji społecznej i samopomocy, i tolerancji religijnej (tu była i Jadwiga z Łobzowa i mój dziadek i Tetmajer i inni i cała SSŚŚŚ przed II wojną i Koło Światowida także i Wiciowcy z PSL) – ale to coś innego, tworzyć niezawisłe społeczeństwo i spółdzielczość, niż stosować ubeckie metody zniewolenia w jedynym celu – podporządkowania ateistycznej Moskwie. To był błąd Moskwy. Gdyby byli tam ludzie naprawdę daleko i głęboko widzący to oni doprowadziliby do równoprawnej unii. Proszę się zastanowić co by było dzisiaj gdyby stworzyli Oś Moskwa Warszawa zamiast Paktu Warszawskiego. Nie byłoby odszczepionej Jugosławii, neutralnej Austrii, neutralnej Finlandii ani odszczepionej Albanii.

      Ruch i możliwość jest po stronie siły – i dzisiaj też – tylko Rosjanie jak dzieci potrząsają szabelkami zamiast coś zaproponować. Nie ma tam na szczycie wielkich umysłów – nadal wierzą w siłę i tylko w siłę. Czas dorosnąć – to młodość zachłystuje się siłą i sądzi że siłą da się wszystkie sprawy ułożyć. Dorośli wiedzą że nie.

      Proszę potraktować serio tę rubrykę – Pojednanie Polska -Rosja – temu ta rubryka i artykuły tutaj zamieszczane służą. Rosja musi s sobie zdać sprawę z tego kto nią rządzi, gdzie się znajduje i jakie kroki czyni – jej przywództwo zwłaszcza powinno być tego świadome.

      Pan też zapewne dobrze wie o tym, że nie liczy się wielkość i siła (a raczej liczy się tylko do pewnego momentu), bo każdy kto usiłuje zapanować nad Polską natyka się na o wiele potężniejsze siły niż samego tego kraju – ściera się z największymi potęgami nie Europy ale świata. Tak – to prawda, że Polska może wywołać wojnę między Rosją a Chinami. Wojna między Zachodem a Islamem już właśnie trwa, a Islamiści mają o wiele większą świadomość daty 11 września i klęski wiedeńskiej niż to się Polakom zdaje. Czy wojna z Chinami czeka w kolejce? I w czyim jest interesie?! Polski, Rosji?!

      Pozdrawiam

      CB

  7. Oby ta Boskość obmyła Pana z wszelkich niegodziwości i bólu. Oby obmyła z niej w pełni osobę piszącego, która nie jest różna od Boga, jak i Pan nie jest różny od Ojca. Jak różny nie był Jezus, z tym że On to pojął, jak wielu joginów.
    Po co dużo pisać? Bój nie idzie o to dziś, czy Słowian jednoczyć ma Polska wokół ośrodka, jaki Pan wzmiankuje, a jakiego ja nie widzę, w kraju który nie ma swojej polskiej kultury od 966 roku, z przerwą na godnego Bolesława Zapomnianego i toczone prawdopodobnie przez niego jedyne wolne powstanie w pamiętanych dziejach Polski, to w XI wieku. Wykreślono go potem z kronik,. oprócz jednej, ponad sto lat później wspominającej, że jeden dzielny władca został wykreślony ze spisu władców Polski. Jego zaś młodszy brat, Kazimierz, syn Niemki i Mieszka II, którego Watykan wykorzystał do zdławienia Polaków z pomocą siepaczy z Niemiec, tenże Kazimierz otrzymał za to od zwycięskiej ciemności watykańskiej, piszącej nam oficjalne dziej, miano Odnowiciela. Można mu to miano zostawić, po uzupełnieniu o: Niewoli Polski. Kazimierz Odnowiciel Niewoli Polski.
    Czy taki kraj, wykorzeniany i z zaklętą w niepamięć duszą – prawdziwą duszą – chce Pan widzieć jakimś słowiańskim centrum, Słowiańszczyzny?
    Dzięki Bogu udało się paru narodom od tego ‚polskiego’ panowania i ‚kultury’ wyratować – Ukraińcom, Białym Rusinom, Rosjanom…
    Rosji udało się uniknąć tego losu i może dlatego stała się i jest mocarstwem. Rosja to najlepsze co mamy w sobie w miarę pod ręką na dziś, my, Słowianie. Silna władza państwowa, istnienie jakiejś przewidywalności przy dłuższym okresie sprawowania rządów przez jedną siłę. Ktoś, kto może powiedzieć, ‚to jest moje państwo’. W naszej ‚demokracji’ mówią raczej – ‚miejsce, gdzie się pisze ‚nasze ustawy’ i gdzie sprowadzić się ma 3 mln Żydów i drugie tyle Niemców.
    Rosja to duma nas, Słowian, to przyjaciel, to ostoja.
    Bój toczy się dziś o to, czy Rosja zostanie zniszczona, czy ocaleje. W tym pierwszym przypadku Polska nie miałaby przyszłości. Jeśli Rosja przetrwa, to jest szansa dla nas, że przetrwamy, a oby się Ona, Rosja, jeszcze wzmocniła, bo coraz więcej ludzi wie tam o Sathya Sai i ponadreligijnej duchowości, jaką wyłożył i nauczył miliony ze wszystkich wiar: Jest tylko jedna religia – religia miłości, jest tylko jedna rasa – rasa ludzkości, jest tylko jeden Bóg – jest On wszechobecny.’ Putin jest ciekawym, dobrym człowiekiem, oceniam, niesie Rosję do góry, gdy Polska tonie i wystarczy oderwać się od nadających po polsku kanałów i gazet, żeby po jakimś czasie to zrozumieć. Czy wie Pan, co znaczy dla nas Ruch Autonomii Śląska? Skąd i w czyje żagle odrywanie Kaszub przez tworzenie narodowości ‚kaszubskiej’?

    Jeśli Rosja padnie, nie będzie Polski na pewno. Jedyną siłą, jaka jest zdolna obronić granicę na Odrze i Nysie , jest Rosja. Miejmy nadzieję, że uda się odwrócić niszczenie Rosji i Bóg pomoże tej nadziei Słowian – Matce Rosji – przez powrót Białorusi i Ukrainy do Rosji – na Ukrainie bodaj otrzeźwieli, przynajmniej część, ta nie wychowana i opłacana przez Niemców (UPA czy banderowcy) dla samobójczej dla Słowian walki z Rosją i Polską?
    Nasza Matka, Polska, ma jedną siostrę, wspomożycielkę – Rosję. My, Polacy mamy jeden ród braci, którzy mimo proniemieckich polityk, w rodzaju wyprawy kijowskiej – ród Rosjan, na których możemy liczyć i oni mogą na nas, na takich Polaków jak ja i mi podobni, już ocknięci po oszustwie ‚odzyskania wolności’ po ’89, a będącej wstępem do cynicznego przehandlowania wolności Polski w zamian za o b i e t ni c ę srebrników z Brukseli. Baczniej patrzę na dzieje PRL i znajduję tam ludzi bardzo godnych szacunku, jak Pypłacz, jak częściowo Gierek (szkoda, że dał się podejść na marchewkę ‚tanich kredytów’ i pozwolił zawiązać Polsce przez Zachód pętlę kredytową na szyi. Jak znacznie wspanialsza sądzę postać, jaka był Gomułka, opluwany przez pokolenia tych, co dostali wszystko od socjalizmu, ale ulegali cynikom i haniebnym ‚Polakom’ z Londynu, którzy swoją winę za Polskę przed ’39 zawrzaskiwali dziesięcioleciami ‚Katyniem’.
    Siwam
    Dobrych dróg.

    • Niestety takich faktów sprokurowanych przez Rosję jak Katyń jest o wiele więcej, a Kijów był częścią I Rzeczpospolitej i Litwy przez 500 lat więc próba jego odzyskania nie miała nic wspólnego z polityką proniemiecką lecz z odbudową państwa polskiego. Rosja musi zrozumieć swoje winy i ułożyć z Polską stosunki na zasadach równości, albo te stosunki Polska ułoży z kim innym w imię swojego istnienia – w imię bytu rodzin, kobiet, dzieci, następnych pokoleń. To nie jest wybór na zasadzie widzi mi się, lecz „być albo nie być” polskości, a polskość jest najgłębszym POKŁADEM SŁOWIAŃSKOŚCI i niszczenie Polski przez Rosję jest dziejowym błędem (a zwłaszcza ręka w rękę z Niemcami).

  8. Jest pewne, ze u ponad 80% populacji ludzkiej uczucia górują nad rozumem. Na tej zasadzie zbudowane sa wszystkie ideologie i religie. Za obietnicę wiecznego życia czlowiek uwierzy w największe bzdury. Im większa bzdura tym silniejsza wiara. Ta zasada daje władzę i panowanie. Wszystkie religie, bez wyjatku, były i są wykorzystywane przez politykę.
    Problem polega w rozpoznaniu, czyim interesom służy aktualna polityka?
    Trzeba wyłączyć wszelkie uczucia a zaprządz do roboty czysty umysł.
    Sadzę, że Siwamowi to się udało. Zaczadzenie odległą religią nie zaciemnia jego zmysłu politycznego i ostrości widzenia.

  9. Rudram. Kossakowski pojął część tego co napisałem, oby takich osób więcej było (a jeszcze lepiej takich co pojmą całość, zamiast huczeć nieuctwem i kompletną niekompetencją o rzekomych ‚zaczadzeniach’. Z czasem się i do Kossaka naszego los bardziej uśmiechnie. Tyle, że czasem człowiek aż westchnie, widząc kwiatki takowe. Siwa OM
    Na bok waśnie, Bóg jest jeden, Ojczyzna prosi w pierwszy szereg.

  10. Ojczyzna czeka i ojczyzna prosi, lecz nie po to by poddać kraj dyktatowi jakiejkolwiek stolicy, ale po to by uczynić Polskę równym partnerem dla Tych Którzy Jej Potrzebują i Rozumieją jej przeszłość. Nie – dla prób rusyfikacji i germanizacji!!! Nigdy do tego nie dopuśćmy!

    Rosja sprzedała Niemocom Łużyce – jeszcze po II Wojnie można było uratować całe Nadłabie dla Słowian! Pamiętajmy o tym. Tylko Równość Rosji w stosunkach z Polską jest dopuszczalna – to co widzimy na Białorusi ze strony Rosji i na Ukrainie, w Czeczenii i w Gruzji jest agresją a nie aktem PRZYJAŹNI. Taka polityka Moskwy do niczego nie prowadzi.

  11. „Ojczyzna czeka i ojczyzna prosi, lecz nie po to by poddać kraj dyktatowi jakiejkolwiek stolicy, ale po to by uczynić Polskę równym partnerem dla TYch Którzy Jej Potrzebują”

    – Ładne słowa. Co do Czeczenii i Gruzji, ja tam widzę brutalną, zawoalowaną rękę obcego mocarstwa, kopiącego rękoma swoich sług w południe Rosji, nie zaś agresywną Rosję. Dlatego normalni, rozsądni Czeczeni odcinają się od najemników, dosyłanych z zewnątrz, muzułmanów nie mówiących po rosyjsku i mówią, że nie chcą odrwyać się od Rosji. Ci, co wypominają stracone ziemie przez Rosję pod 2 wojnie powinni wspomnieć, dzięki komu dziś piszą po polsku i są w odrębnej Polsce. Ano dzięki Rosjanom głównie, ich ofierze 600 tysięcy padłych w zaciętym boju z Niemcami o odbicie Polski żołnierzy, bohaterów sowieckich. Uniżone taka tak proamerykańskie jest godne wstydu, jak i postawa ‚na Ruskich’, jakże obłudna, o ile podlewana prozachodniością, z uwagi na to jak oszukał nas ten Zachód z początkiem września 1939.

    • zachód nasz oszukał i we wrześniu 1939 oddając nas niemcom i zsrr. chyba wszyscy wiedzą że 17września sojusznicy III rzeszy stalin i zsrr najechali/napdali/zaatakowali (forma do wyboru) polskę, a potem dwa totalitarne systemy, dwa narody i dwa państwa niemcy i zsrr rozebrali, niszczyli, mordowali polskę i polaków. zsrr to państwo związkowę ale główną rolę grali w nich rosjanie „bracia” słowianie. dosadniej przypomne KATYŃ jako symbol „uścusku miłosnego” Moskwy wobec Polski i Polaków. tak w rodzinie postępuje brat wobec brata. pisałem forma do wyboru, bo nie było to wyzwalanie zach. Ukrainy i zach. Białorusi. zachód Polaków i Polske oszukał i na początku II wojny św. i w połowie i na końcu. przez całą wojnę zachód nasz oszukiwał i sprzedał/oddał/przehandlował Polskę miłującemu POKÓJ Stalinowi i zsrr. To Stalin pomógł Hitlerowi w tej wojnie i był wiernym sojusznikiem III rzeszy. I III rzesza i zsrr są odopwiedzialni za niszczenie Polski i Polaków. Oba narody NIEMIEC I ROSJI nie odpokutowały sowich wielich grzechów z czasów wojny.
      Polska i Polacy nie mają żadnych zobowiązań wobec Rosji (kontynuatorki zsrr) i nic nie są jej winni za „wyzwolenie”
      Bohaterzy sowieccy (te 600tys.) co padli w Polsce w dorodze do Niemiec, to bohaterzy sowieccy a nie polscy. padli w imię radzieckiego(rosyjskiego) imperializmu. może zwykli żołnierze radzieccy wierzyli, że niosą europie wolność i wyzowlonie, ale zarazem byli maszyną dla imperializmu, komunizmu i stalinizmu.
      Padli tutaj bo: 1. tutaj była gegoraficznie najkrótsza droga do niemiec 2. bo stalin i całe państwo radzieckie chciało zająć jak największą część europy 3. to nie było „wyzwalanie” krajów europy środkowowschodniej tyklo zamiana jednego okupanta drugim, jednego zła drugim.
      Zachód wygrał II wojnę św, Rosja (zsrr) też, a Polska i Polacy przegrali. Który kraj z wygranej wojny wychodzi terytorialnie zmniejszony i okupowany przez sojusznkia. dostaliśmy szczecin, wrocław, gdańsk jak najbardziej to Polsce i Polakom się należało, ale strata Lwowa, Wilna i Grodna to strata nie do wybaczenia.

      Nie podoba mi się że dzisiejsza Polska prawie na kolanach jest przed zachodem szególnie przed USA, ale to m.in. wynika z naszych wielowiekowych doświadczeń z sąsiadami z zachodu Niemcami i wschodu Rosją.
      Nie chcę żeby Polska przed kimkolwiek klękała zachodem, USA, Rosją, Niemcami, Chinami, Mozambikiem itd. itp. Problemem Polski jest jej gosopdarcza i militarna słabość (nie tylko się liczą siła i potęga, ale w tym świecie przedewszystkim i dobrze jest być silnym by być podmiotem w polityce a nie przedmiotem). Jedynym rozwiązaniem dla Polski jest sojusz międzymorza, wtedy nie tylko Polska, ale i cały region tej części Europy może być relatywnie zabezpieczony i w rozwijać się w oparciu o swoje intersy, i nie będzie realizował żadnych obcych interesów np: Berlina, Moskwy czy Waszyngtonu.

  12. Nowy: to co Pan pisze, napawa smutkiem. Oznacza bowiem, że nie pojmuje Pan dziejów i ich nie zna, a nie znając ich, jak dojść do wniosków innych niż ‚ja tam mam swoje zdanie i tyle, na wszelki wypadek się nie zgadzam, to znaczy że jestem coś warty, inaczej nic’.

    • Popieram stanowisko Sthanu. Bez dobrej znajomości historii każda diagnoza musi być błędna. Na błędy nas już nie stać, na uleganie bałamuceniu też nie ma czasu.Podobno powstaje jakaś niezależna telewizja w której środowisko Gazety Polskiej chce udzielić miejsca wszystkim siłom, Ewangelikom i Narodowcom i wszystkim patriotom. Czekam czy udzielą tam miejsca także nam Rodzimowiercom. Mam nadzieję, że zwrócą się i do nas, że nie jest to fałszywa inicjatywa – tylko dla opcji chrześcijańskiej narodowej. Niech dadzą tam też miejsce Patriotom Agnostykom. Wtedy wszystko jest możliwe, bo można przecież Uwłaszczyć Naród według tego planu jaki proponuje się na łamach portalu Opolczyk.pl.

      O tej telewizji jest w dzisiejszej – piątek 21 12 2012 – Codziennej, ma tam być Ziemkiewicz, Gmyz, Wildstein i inni.

      pozdrawiam

      CB

  13. Dodam: wraz z rewolucją bolszewicką zaczął się koniec Rosji Rosjan, 3 milionowa pewna mniejszość nartodowa, co się nie zlewa z gospodarzami, a przy dogodnej okazji gotowa poderżnąć im gardło, właśnie to zrobiła wszystkim grupom przywódczym Rosji i objeła rządy nad zwiedzionym rewolucyjno-rabunkową gadką mas robotniczych Rosjan, wzniecając wojneę domową. Owa mniejszość obsadziłą wszystkie prawie miejsca dowodzenia. W Polsce stało się podobnie, tyle że po II wojnie. Ktoś kto więc piszę, że katyń zrobili nam Ruscy, nie jest podstawowych rzeczy świadom. Ruski naród został zamordowany w postaci elit, a Katyń zlecali nie Rosjanie, synu. Rosjanie sami podlegali zniszczeniu, a ich wrogowie, co objęli poprzez morderczy bełkot rewolucyjny i wojnę domową władzę w Rosji, zniszczyli nawet nazwę Rosja, robiąc ZSRR. Obudź się, bracie i przemyśl. Dopiero może Putin robi znowu Rosję, choć naród został, bo zdradzieckiej mniejszośći liczbowo nie stało by rozpuścić Ruskich, choć długo rządzili, Raam

    W Polsce sądzę, że rządzą dotąd, po wymordowaniu czy zastraszeniu / kupieniu ocalałych wolnych elit po II wojnie, z pewną chyba przerwą po 56/68 roku, ale bodaj czy nie częściową.
    Ba, po I wojnie domagali się autonomii takiej, że określa się ich pomysł, odrzucony przez Piłsudskiego chyba, jako ‚państwo w państwie’. Część z tej mniejszości była dobrymi wszak Polakami, ale nkie wiem czy wielka, Dobry. Smutne to. I dalej widno trwa. A przeciętny Rodak dalej wierzy w zrzucanie winy na naród rosyjski i brednie że Polak to katolik (nasuwa mi się tu porównanie do wiary, że ogień to woda). Tym kto nas kłócił, nas z bracią najbliższą słowiańską, był Watykan.

  14. do Białczyńskiego: bierny pacyfizm jako pozostałość watykańskiego wychowania, musi ustąpić miejsca sile, bez której nic nie zrobimy. Ona zaś opiera się na rodzinach i sile jednostek. A właściwie tez na rodach, które globalizm najchętniej wymazałby z pamięci społecznej, że w ogóle istniały, pewnie, choć pociągający za sznurki swoje rody rozwijają dbale od całych setek lat, tak? Jakiś czas temu, z 3-4 tysiące lat temu, wykorzystywacze ludzkości wybrali grupkę ludzi i zaprogramowali ją jako wirusa: zamiast miłości i współpracy wpajali jej przez pokolenia i w trudnych warunkach skrajny indywidualizm narodowy (jeśli tak można ująć) i wmawiali, że mogą innych bezkarnie mordować, kraść im, grabić, że nie-oni to coś gorszego. Wyszkolili więc sobie ludzkich gladiatorów do meczu grupka o wypranych mózgach przeciw reszcie swojej rasy. Jest to zasada dziel i rządź. Zadbali o to, by ta grupka miała pieniądz i trwała, stąd być może przekazywanie tożsamości nie po mieczu, a po kądzieli. matka oznacza, że uznaje go owa grupka za swego, ojciec może być innej krwi. Sprytne, bo to oznaczało, że będą się rozpowszechniać, nikt przecież z rasy ludzkiej na ogól, nawet w wojnach, nie zabija kobiet. A brani rodzą dzieci…
    W komentarzu do swego wypaczonego, a pierwotnie świętego rzeczywiście Pisma, a komentarz ten jest dla nich nieraz cenniejszy niż Pismo, wykładają swoja ponurą linię i prześladują świat i rasę własną od stuleci. To oni stali za straszliwą i niepotrzebną rewolucją francuską, z nich był Ataturk w Turcji, oni zabili białą Rosję i oni korzystają na dogmatycznym chrześcijańskie, które ich naród mimowolnie winduje na niedorzeczny zważywszy na ich małość, piedestał w kulturze.
    Część z nich zaczęła się budzić i już wie, że wszyscy ludzie są jedną rodzina i u nich niszczycielski program został zniszczony, kiedy na Ziemie zszedł w naszych czasach Bóg w postaci ludzkiej w Indiach, co przemilczają i oni, i Watykan, dla którego dogmatycznych kłamstw Dobre Słowo z Indii, jednoczące ludzkość i wszystkie religie jako płatki jednego kwiatu Boga, oznacza koniec pasożytowania i wykorzystywania narodów. Boskie Przyjście – Sathya Sai – otworzyło jednak oczy wielu z owej grupy na braterstwo ludzkie niezależnie od barwy skóry, wyznania czy narodowości, bo to właśnie ukazał Bóg, gdy przemilczany przez tamtych w Polsce, dokonał wspaniałego dzieła, które przybierze na sile, a już jest słodkie i godne, jak zresztą mogłoby być inaczej?
    Blokując wiedzę o tym, bądź produkując bezkarnie oszczerstwa na Boska Postać w Internecie, zarazem próbują razem ze swoimi pachołkami w różnych krajach na tzw. stołkach czy w mediach, urzeczywistnić swoją linię. Opanowawszy główna wytwórnię filmową Zachodu, poprzez ukryte programowanie w postaci filmów, usiłują sprowadzić ludzi do poziomu zwierząt, za jakie uczono ich uważać innych ludzi. Stąd i filmy i internet powoli ściąga narody do kazirodztwa, nagłaśniając takie przypadki, kręcąc filmy z tym, oswajając z tym, ponieważ tu jest granica pomiędzy zwierzęciem a człowiekiem, między innymi.
    To tłumaczy, dlaczego pojawił się ostatnio film w Polsce o kazirodczym zejściu się rodzeństwa i gorsze rzeczy.
    Jest to uderzenie w dom i rodzinę. To również stoi za rozwodami.
    Droga wyjścia jest prosta, gdy skupiamy na niej umysł: ‚nie jestem zwierzęciem, jestem człowiekiem”. ‚Nie jestem zwierzęciem, jestem człowiekiem’, ‚jestem człowiekiem’. Tak właśnie uczył Bóg teraz, na te czasy.
    Ludzie to nie zwierzęta. Choćby chore instynkty próbowały niewolić innych. Oni sami są godni pożałowania.
    zatem walka jest we własnej duszy, erotyzowanej bilbordami, internetem, filmami, sztucznie nakręconym zwyczajem rozwodów.
    Rośnie siła światła, godności i jasności.
    Część chorej grupy odeszła od tamtych i jest z nami, rośnie braterstwo, w miejsce skrajnego indywidualizmu, z jakim między innymi musimy zmierzyć się my, Polacy. Dbajmy o siebie.

Dodaj komentarz

Zaloguj się lub zarejestruj aby komentować bez podpisywania i oczekiwania na moderację (od drugiego komentarza).

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.