<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>
	Komentarze do: Wzgórze Rudno i ruiny zamku Tenczyńskich &#8211; Niesamowite Wołanie Swarożyca-Słońca 3 maja 2013, godzina 12.00-12.30 oraz nadanie imion bliźniaczym sosnom na wzgórzu; Kira i Sawa z Rudna	</title>
	<atom:link href="https://bialczynski.pl/2013/07/13/wzgorze-rudno-i-ruiny-zamku-tenczynskich-niesamowite-wolanie-swarozyca-slonca-3-maja-2013-godzina-12-00-12-30-oraz-nadanie-imion-blizniaczym-sosnom-na-wzgorzu-kira-i-sawa-z-rudna/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://bialczynski.pl/2013/07/13/wzgorze-rudno-i-ruiny-zamku-tenczynskich-niesamowite-wolanie-swarozyca-slonca-3-maja-2013-godzina-12-00-12-30-oraz-nadanie-imion-blizniaczym-sosnom-na-wzgorzu-kira-i-sawa-z-rudna/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=wzgorze-rudno-i-ruiny-zamku-tenczynskich-niesamowite-wolanie-swarozyca-slonca-3-maja-2013-godzina-12-00-12-30-oraz-nadanie-imion-blizniaczym-sosnom-na-wzgorzu-kira-i-sawa-z-rudna</link>
	<description>oficjalna strona Czesława Białczyńskiego</description>
	<lastBuildDate>Mon, 23 Oct 2017 14:21:13 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.7.4</generator>
	<item>
		<title>
		Autor: papamobile		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2013/07/13/wzgorze-rudno-i-ruiny-zamku-tenczynskich-niesamowite-wolanie-swarozyca-slonca-3-maja-2013-godzina-12-00-12-30-oraz-nadanie-imion-blizniaczym-sosnom-na-wzgorzu-kira-i-sawa-z-rudna/#comment-9592</link>

		<dc:creator><![CDATA[papamobile]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 14 Jul 2013 13:24:45 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=33855#comment-9592</guid>

					<description><![CDATA[W odpowiedzi do &lt;a href=&quot;https://bialczynski.pl/2013/07/13/wzgorze-rudno-i-ruiny-zamku-tenczynskich-niesamowite-wolanie-swarozyca-slonca-3-maja-2013-godzina-12-00-12-30-oraz-nadanie-imion-blizniaczym-sosnom-na-wzgorzu-kira-i-sawa-z-rudna/#comment-9590&quot;&gt;bialczynski&lt;/a&gt;.

W 2011 roku jechaliśmy do Miećmierza (niedaleko góra Trygława) i przechodziła nad Lubelszczyzną burza (Perun i Perperuna:), niektórzy chcieli się wycofać, droga pozornie była nieprzejezdna (ta za przeproszeniem asfaltowa), szukałem innych ścieżek. Gospodarze (Galeria Klimaty), kiedy nas zobaczyli, nie wierzyli własnym oczom, jak się udało przyjechać.
 Przez dwie doby nie było prądu elektrycznego, ale Energia i owszem ;) &quot;... Hmm, z mojej strony dziękuję za przeżycie takich chwil,...&quot;, chciałem przez to powiedzieć, że kiedy znajduję się w podobnych okolicznościach, wiem, że &quot;...  jest praprzyczyna, czyli ich działanie jest wplecione w warkocz- splecionych nieci (nici żywota) i zdarzeń. ...&quot; Dlatego kłaniam się codziennie Swarogowi, Swarożycowi i Daźbogowi, Perunowi i Perperunie, Chorsowi i Matce Ziemii, Wiatrowi i Wodzie, Boginiom i Bogom, Bogunkom i Bogunom, Bogowi Bogów i Pierw Nicy.
Ta wiedza jest we mnie od zawsze (takie mam wrażenie), ale to dzięki m.in. Pańskiej pracy znajduję ślady i prowadzą do wnętrza mnie człowieka.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W odpowiedzi do <a href="https://bialczynski.pl/2013/07/13/wzgorze-rudno-i-ruiny-zamku-tenczynskich-niesamowite-wolanie-swarozyca-slonca-3-maja-2013-godzina-12-00-12-30-oraz-nadanie-imion-blizniaczym-sosnom-na-wzgorzu-kira-i-sawa-z-rudna/#comment-9590">bialczynski</a>.</p>
<p>W 2011 roku jechaliśmy do Miećmierza (niedaleko góra Trygława) i przechodziła nad Lubelszczyzną burza (Perun i Perperuna:), niektórzy chcieli się wycofać, droga pozornie była nieprzejezdna (ta za przeproszeniem asfaltowa), szukałem innych ścieżek. Gospodarze (Galeria Klimaty), kiedy nas zobaczyli, nie wierzyli własnym oczom, jak się udało przyjechać.<br />
 Przez dwie doby nie było prądu elektrycznego, ale Energia i owszem 😉 &#8222;&#8230; Hmm, z mojej strony dziękuję za przeżycie takich chwil,&#8230;&#8221;, chciałem przez to powiedzieć, że kiedy znajduję się w podobnych okolicznościach, wiem, że &#8222;&#8230;  jest praprzyczyna, czyli ich działanie jest wplecione w warkocz- splecionych nieci (nici żywota) i zdarzeń. &#8230;&#8221; Dlatego kłaniam się codziennie Swarogowi, Swarożycowi i Daźbogowi, Perunowi i Perperunie, Chorsowi i Matce Ziemii, Wiatrowi i Wodzie, Boginiom i Bogom, Bogunkom i Bogunom, Bogowi Bogów i Pierw Nicy.<br />
Ta wiedza jest we mnie od zawsze (takie mam wrażenie), ale to dzięki m.in. Pańskiej pracy znajduję ślady i prowadzą do wnętrza mnie człowieka.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2013/07/13/wzgorze-rudno-i-ruiny-zamku-tenczynskich-niesamowite-wolanie-swarozyca-slonca-3-maja-2013-godzina-12-00-12-30-oraz-nadanie-imion-blizniaczym-sosnom-na-wzgorzu-kira-i-sawa-z-rudna/#comment-9591</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 14 Jul 2013 08:39:49 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=33855#comment-9591</guid>

					<description><![CDATA[W odpowiedzi do &lt;a href=&quot;https://bialczynski.pl/2013/07/13/wzgorze-rudno-i-ruiny-zamku-tenczynskich-niesamowite-wolanie-swarozyca-slonca-3-maja-2013-godzina-12-00-12-30-oraz-nadanie-imion-blizniaczym-sosnom-na-wzgorzu-kira-i-sawa-z-rudna/#comment-9588&quot;&gt;Joanna&lt;/a&gt;.

Jestem pewien że tak właśnie było. Ślęża to góra naprawdę niezwykła, ale niezwykłe są tez góry dookoła niej. Jest to stwierdzony przez geologów &quot;kocioł elektromagnetyczny&quot; i &quot;uskok&quot;. Tak do końca nie wiadomo co jest we wnętrzu tej góry. jest to niej wiele wejść, w większości pozamykanych, część to sztolnie niemieckie, część wydaje się znacznie starsza, zawaliska robią wrażenie jakiejś gigantycznej wysadzonej w powietrze piramidy z potężnych ciosów kamiennych.

W przyszłości opublikuję tutaj reportaż z naszego wejścia 29 czerwca tego roku. To dopiero było, nawet nasz przyjaciel, szaman ognia Marek Wójtowicz odwodził nas od wejścia na górę. Kiedy dojeżdżaliśmy z nim autem, a koniecznie chcieliśmy być tylko we dwoje na górze, padało. Ludzie uciekali i wytwarzali powszechne &quot;świadome ciśnienie na burzę i deszcz&quot;, po prostu &quot;wołali ulewę i gromy&quot;, uciekali z góry całymi stadami. Minął nas górski rowerzysta wrzeszcząc że zaraz będzie potop. Ale szliśmy w ciemnościach przekonani że to się wszystko odwróci. Sto metrów od szczytu przywitał nas Perun salwą i błyskawicami, sto metrów dalej już na płaskim podejściu ale jeszcze w lesie druga salwa i błyskawice. Na szczycie nastąpiła metamorfoza. Z krawędzi było widać odchodzącą na zachód czarną kurtynę z której lały się na płaskowyż strugi ulewnego deszczu. na górze nie spadła ani jedna kropla. Byliśmy tam długo, to znaczy jakieś pół godziny do 40 minut, i wołaliśmy słońce etapami ponieważ spotkaliśmy bardzo miłą parę ludzi, którzy nas rozpoznali i trochę musieliśmy porozmawiać, przerwać medytację, zwłaszcza że przyjechali z daleka na mój wykład i spóźnili się, byli od połowy zdaje się, albo w ogóle na koniec. Słońce wydobywało się z głębiny etapami, najpierw czerwonym odblaskiem na chmurach bo to było między 18 a 19 godziną, potem dziurami, potem dyskiem na ułamki - wszystko fotografowaliśmy już po medytacji i kontakcie. Opóźnienie od medytacji do całkowitego wyjścia słońca wyniosło 20 minut, ale w trakcie medytacji najpierw pojawiły się czerwone odblaski, potem widzialny daleko pod Górami Sowimi świetlisty krąg w jednej wybranej dolinie. Jakby tam został skierowany reflektor słońca. Promienie na niebie - zobaczycie to na zdjęciach - szły we wszystkie możliwe strony jakby za chmurami były słońca w wielu miejscach a nie jedno w jednym. Cały ten spektakl i nasza medytacja i komunia- z dwóch znalezionych poziomek i zajęczej kapusty, i woda źródlana ze świętego źródła - to była najcudowniejsza msza jaką przeżyłem do tej pory a było ich naprawdę przecudownych już wiele.

pozdrowienia dla Was Joanno.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W odpowiedzi do <a href="https://bialczynski.pl/2013/07/13/wzgorze-rudno-i-ruiny-zamku-tenczynskich-niesamowite-wolanie-swarozyca-slonca-3-maja-2013-godzina-12-00-12-30-oraz-nadanie-imion-blizniaczym-sosnom-na-wzgorzu-kira-i-sawa-z-rudna/#comment-9588">Joanna</a>.</p>
<p>Jestem pewien że tak właśnie było. Ślęża to góra naprawdę niezwykła, ale niezwykłe są tez góry dookoła niej. Jest to stwierdzony przez geologów &#8222;kocioł elektromagnetyczny&#8221; i &#8222;uskok&#8221;. Tak do końca nie wiadomo co jest we wnętrzu tej góry. jest to niej wiele wejść, w większości pozamykanych, część to sztolnie niemieckie, część wydaje się znacznie starsza, zawaliska robią wrażenie jakiejś gigantycznej wysadzonej w powietrze piramidy z potężnych ciosów kamiennych.</p>
<p>W przyszłości opublikuję tutaj reportaż z naszego wejścia 29 czerwca tego roku. To dopiero było, nawet nasz przyjaciel, szaman ognia Marek Wójtowicz odwodził nas od wejścia na górę. Kiedy dojeżdżaliśmy z nim autem, a koniecznie chcieliśmy być tylko we dwoje na górze, padało. Ludzie uciekali i wytwarzali powszechne &#8222;świadome ciśnienie na burzę i deszcz&#8221;, po prostu &#8222;wołali ulewę i gromy&#8221;, uciekali z góry całymi stadami. Minął nas górski rowerzysta wrzeszcząc że zaraz będzie potop. Ale szliśmy w ciemnościach przekonani że to się wszystko odwróci. Sto metrów od szczytu przywitał nas Perun salwą i błyskawicami, sto metrów dalej już na płaskim podejściu ale jeszcze w lesie druga salwa i błyskawice. Na szczycie nastąpiła metamorfoza. Z krawędzi było widać odchodzącą na zachód czarną kurtynę z której lały się na płaskowyż strugi ulewnego deszczu. na górze nie spadła ani jedna kropla. Byliśmy tam długo, to znaczy jakieś pół godziny do 40 minut, i wołaliśmy słońce etapami ponieważ spotkaliśmy bardzo miłą parę ludzi, którzy nas rozpoznali i trochę musieliśmy porozmawiać, przerwać medytację, zwłaszcza że przyjechali z daleka na mój wykład i spóźnili się, byli od połowy zdaje się, albo w ogóle na koniec. Słońce wydobywało się z głębiny etapami, najpierw czerwonym odblaskiem na chmurach bo to było między 18 a 19 godziną, potem dziurami, potem dyskiem na ułamki &#8211; wszystko fotografowaliśmy już po medytacji i kontakcie. Opóźnienie od medytacji do całkowitego wyjścia słońca wyniosło 20 minut, ale w trakcie medytacji najpierw pojawiły się czerwone odblaski, potem widzialny daleko pod Górami Sowimi świetlisty krąg w jednej wybranej dolinie. Jakby tam został skierowany reflektor słońca. Promienie na niebie &#8211; zobaczycie to na zdjęciach &#8211; szły we wszystkie możliwe strony jakby za chmurami były słońca w wielu miejscach a nie jedno w jednym. Cały ten spektakl i nasza medytacja i komunia- z dwóch znalezionych poziomek i zajęczej kapusty, i woda źródlana ze świętego źródła &#8211; to była najcudowniejsza msza jaką przeżyłem do tej pory a było ich naprawdę przecudownych już wiele.</p>
<p>pozdrowienia dla Was Joanno.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2013/07/13/wzgorze-rudno-i-ruiny-zamku-tenczynskich-niesamowite-wolanie-swarozyca-slonca-3-maja-2013-godzina-12-00-12-30-oraz-nadanie-imion-blizniaczym-sosnom-na-wzgorzu-kira-i-sawa-z-rudna/#comment-9590</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 14 Jul 2013 04:32:25 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=33855#comment-9590</guid>

					<description><![CDATA[W odpowiedzi do &lt;a href=&quot;https://bialczynski.pl/2013/07/13/wzgorze-rudno-i-ruiny-zamku-tenczynskich-niesamowite-wolanie-swarozyca-slonca-3-maja-2013-godzina-12-00-12-30-oraz-nadanie-imion-blizniaczym-sosnom-na-wzgorzu-kira-i-sawa-z-rudna/#comment-9589&quot;&gt;papamobile&lt;/a&gt;.

To poniekąd prawda, że miejsca &quot;oczyszczają z siebie&quot; poprzez własną świadomość sami ludzie, ale jak to zwykle jest praprzyczyna, czyli ich działanie jest wplecione w warkocz- splecionych nieci (nici żywota) i zdarzeń. W tym wypadku Matka Przyroda daje ludziom i zwierzynie sygnał do ucieczki. Możesz świadomie tego sygnału prostego, typu huk i ciemność i błysk światła nie przyjąć, pominąć go, nie uciekać. Dlatego pisze się potocznie, że to &quot;Matka Przyroda&quot;, że &quot;deszcz&quot; przegonił ludzi, że &quot;burza z piorunami&quot; ich wystraszyła, itp.

Innych przegoniła a nas nie. Nie zareagowaliśmy na sygnał &quot;po zwierzęcemu&quot;, bo mieliśmy przeświadczenie, że to tylko chwila i słońce musi się zaraz pojawić i że tak będzie na 100%. Nie &quot;przeczuwaliśmy&quot;, nie &quot;chcieliśmy&quot;, lecz byliśmy &quot;absolutnie przekonani&quot;.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W odpowiedzi do <a href="https://bialczynski.pl/2013/07/13/wzgorze-rudno-i-ruiny-zamku-tenczynskich-niesamowite-wolanie-swarozyca-slonca-3-maja-2013-godzina-12-00-12-30-oraz-nadanie-imion-blizniaczym-sosnom-na-wzgorzu-kira-i-sawa-z-rudna/#comment-9589">papamobile</a>.</p>
<p>To poniekąd prawda, że miejsca &#8222;oczyszczają z siebie&#8221; poprzez własną świadomość sami ludzie, ale jak to zwykle jest praprzyczyna, czyli ich działanie jest wplecione w warkocz- splecionych nieci (nici żywota) i zdarzeń. W tym wypadku Matka Przyroda daje ludziom i zwierzynie sygnał do ucieczki. Możesz świadomie tego sygnału prostego, typu huk i ciemność i błysk światła nie przyjąć, pominąć go, nie uciekać. Dlatego pisze się potocznie, że to &#8222;Matka Przyroda&#8221;, że &#8222;deszcz&#8221; przegonił ludzi, że &#8222;burza z piorunami&#8221; ich wystraszyła, itp.</p>
<p>Innych przegoniła a nas nie. Nie zareagowaliśmy na sygnał &#8222;po zwierzęcemu&#8221;, bo mieliśmy przeświadczenie, że to tylko chwila i słońce musi się zaraz pojawić i że tak będzie na 100%. Nie &#8222;przeczuwaliśmy&#8221;, nie &#8222;chcieliśmy&#8221;, lecz byliśmy &#8222;absolutnie przekonani&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: papamobile		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2013/07/13/wzgorze-rudno-i-ruiny-zamku-tenczynskich-niesamowite-wolanie-swarozyca-slonca-3-maja-2013-godzina-12-00-12-30-oraz-nadanie-imion-blizniaczym-sosnom-na-wzgorzu-kira-i-sawa-z-rudna/#comment-9589</link>

		<dc:creator><![CDATA[papamobile]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 13 Jul 2013 21:32:26 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=33855#comment-9589</guid>

					<description><![CDATA[&quot;...Wzgórze zostało przez siły Matki Przyrodzonej oczyszczone z ludzi...&quot;, &quot;...Byłem przekonany, że to co obserwujemy jest wyłącznie wynikiem działania naszej świadomości i woli. ...&quot; i teraz z komentarza P. Joanny &#039;...Taka miejscowo-czasowo-wymiarowa… Nie wiem. W każdym razie było to niezwykłe, dziwne i wspaniałe...&quot; .
Hmm, z mojej strony dziękuję za przeżycie takich chwil, przed moimi oczami Księga Tura i Księga Ruty, a wyżej na półce Stworze i Zdusze. Dziękuję P. Białczyńskiemu, Panu Przybyłowi i Wszystkim, którzy przyczynili się za czas poświęcony w tej sprawie. Antycypuję ( a propos Wiśniewskiego-Snerga), że to co najważniejsze jest możliwe tylko w MY.
Myślomowa, myślokształty.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8222;&#8230;Wzgórze zostało przez siły Matki Przyrodzonej oczyszczone z ludzi&#8230;&#8221;, &#8222;&#8230;Byłem przekonany, że to co obserwujemy jest wyłącznie wynikiem działania naszej świadomości i woli. &#8230;&#8221; i teraz z komentarza P. Joanny '&#8230;Taka miejscowo-czasowo-wymiarowa… Nie wiem. W każdym razie było to niezwykłe, dziwne i wspaniałe&#8230;&#8221; .<br />
Hmm, z mojej strony dziękuję za przeżycie takich chwil, przed moimi oczami Księga Tura i Księga Ruty, a wyżej na półce Stworze i Zdusze. Dziękuję P. Białczyńskiemu, Panu Przybyłowi i Wszystkim, którzy przyczynili się za czas poświęcony w tej sprawie. Antycypuję ( a propos Wiśniewskiego-Snerga), że to co najważniejsze jest możliwe tylko w MY.<br />
Myślomowa, myślokształty.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Joanna		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2013/07/13/wzgorze-rudno-i-ruiny-zamku-tenczynskich-niesamowite-wolanie-swarozyca-slonca-3-maja-2013-godzina-12-00-12-30-oraz-nadanie-imion-blizniaczym-sosnom-na-wzgorzu-kira-i-sawa-z-rudna/#comment-9588</link>

		<dc:creator><![CDATA[Joanna]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 13 Jul 2013 20:09:38 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=33855#comment-9588</guid>

					<description><![CDATA[Ja wciąż wspominam wejście na Ślężę 2 kwietnia tego roku, z okazji pierwszej rocznicy ślubu. Marzyłam o ślubie u jej stóp, nie było to możliwe, bardzo więc chciałam być tam dokładnie w tym czasie, tyle że rok później. Lekko się nam to obsunęło, bo akurat w tym roku rocznica zbiegła się nam z &quot;katolicką&quot; Wielkanocą więc dojazd był praktycznie niemożliwy. Pojechaliśmy więc 2 kwietnia.
Wyjazd planowaliśmy od dawna. TEN dzień na TEJ górze… No i Kumir, którego nie miałam okazji wcześniej widzieć. Bardzo ważna dla mnie wyprawa.

Rok temu, kiedy braliśmy ślub, wiosnę mieliśmy już, może nie w pełni, ale w rozkwicie.
Tegoroczny marzec był inny. Zimno, chmury, śniegi, deszcze.

Tydzień przed wyjazdem na przemian padał deszcz ze śniegiem i deszcz, wisiały ciężkie, szare mgły. Ale nawet nie przyszło nam do głowy, żeby rezygnować z planów. Śmialiśmy się tylko, że niewielu jest chyba takich szaleńców, co się w takich warunkach upierają na wędrówkę.
Mnie zresztą ekstremalne warunki nigdy nie odstraszały – uwielbiam słoneczną pogodę, ale lubię ją także, kiedy ma swoje kaprysy; widzi się wtedy jej siłę, jej życie… a i zauważyłam, że gdy robi się ekstremalnie, w ludziach coś pęka, zaczynają się zupełnie inaczej zachowywać, stają się sobie bliżsi. Zwłaszcza, kiedy zaskakuje ich ulewa albo grad. Przemoczeni, zmarznięci – a śmieją się jak rzadko kiedy. Obcy ludzie zaczynają się do siebie nawzajem uśmiechać, zaczynają rozmawiać...

2 kwietnia rano była taka mgła, że nie widziało się końca własnego nosa. Jadąc pociągiem do Wrocławia za oknami widzieliśmy jedynie szarawą, brudną biel. Potem spadł deszcz. Było bardzo zimno. Na dworcu wypiłam gorącą herbatę, żeby się zagrzać. Potem wsiedliśmy do autobusu.
W Sobótce przywitała nas całkiem ładna pogoda, co aż nas zadziwiło. Zanieśliśmy torby do pensjonatu i wyruszyliśmy. Byliśmy tak szczęśliwi, że nie zniechęciłaby nas nawet trąba powietrzna.
Ale trąby nie było. Pan, Panie Czesławie widział zdjęcia, które zrobiliśmy. Tak bajeczne widoki widziałam po raz ostatni wiele lat temu w Tatrach. Śniegu – po pas. Krajobraz jak w środku zimy. Jak z pocztówki, upiększonej w fotoshopie. Drzewa – jak zaczarowane, niektóre przypominały bardziej śniegowe kopce niż rośliny. Niebo – idealnie błękitne, chabrowe wręcz. Słońce… Było z nami do późnego popołudnia, praktycznie do momentu zejścia z góry. Zachowywaliśmy się jak dzieci, po prostu pękaliśmy z radości, szczęścia i – chyba najbardziej – z zachwytu. Mój mąż, katolicki ateista, jak go nazywam, zaczął ni stąd ni zowąd rozprawiać o Matce Ziemi - aż oczy wytrzeszczyłam ze zdumienia; a kiedy schodząc z góry otworzyliśmy naszą rocznicową butelkę cytrynówki, zaskoczył mnie po raz drugi – wznosząc toast za Słońce i Pogodę, mówiąc o nich z taką czcią, że aż miło było słuchać :)

Nie chcieliśmy „mieć” Słońca za wszelką cenę, zwłaszcza że nie pokazywało się cały miesiąc. Bylibyśmy zadowoleni z każdej pogody. Ale pojawiło się i mieliśmy nieodparte wrażenie, że pojawiło się tam dla nas, tak jakby chciało być z nami w TYM dniu na TEJ górze, błogosławiąc nam i naszemu związkowi.
Kiedy dotarliśmy z powrotem do pensjonatu, pogoda znów była, jak to się potocznie mówi – „brzydka”. Kolejnego dnia – od rana do nocy ciągły deszcz. Zresztą cały następny tydzień lało i chmurzyło się.

To chyba też była jakaś szczelina. Taka miejscowo-czasowo-wymiarowa… Nie wiem. W każdym razie było to niezwykłe, dziwne i wspaniałe.

_______
P.S. Piękne zdjęcia i wspaniałe sosny!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ja wciąż wspominam wejście na Ślężę 2 kwietnia tego roku, z okazji pierwszej rocznicy ślubu. Marzyłam o ślubie u jej stóp, nie było to możliwe, bardzo więc chciałam być tam dokładnie w tym czasie, tyle że rok później. Lekko się nam to obsunęło, bo akurat w tym roku rocznica zbiegła się nam z &#8222;katolicką&#8221; Wielkanocą więc dojazd był praktycznie niemożliwy. Pojechaliśmy więc 2 kwietnia.<br />
Wyjazd planowaliśmy od dawna. TEN dzień na TEJ górze… No i Kumir, którego nie miałam okazji wcześniej widzieć. Bardzo ważna dla mnie wyprawa.</p>
<p>Rok temu, kiedy braliśmy ślub, wiosnę mieliśmy już, może nie w pełni, ale w rozkwicie.<br />
Tegoroczny marzec był inny. Zimno, chmury, śniegi, deszcze.</p>
<p>Tydzień przed wyjazdem na przemian padał deszcz ze śniegiem i deszcz, wisiały ciężkie, szare mgły. Ale nawet nie przyszło nam do głowy, żeby rezygnować z planów. Śmialiśmy się tylko, że niewielu jest chyba takich szaleńców, co się w takich warunkach upierają na wędrówkę.<br />
Mnie zresztą ekstremalne warunki nigdy nie odstraszały – uwielbiam słoneczną pogodę, ale lubię ją także, kiedy ma swoje kaprysy; widzi się wtedy jej siłę, jej życie… a i zauważyłam, że gdy robi się ekstremalnie, w ludziach coś pęka, zaczynają się zupełnie inaczej zachowywać, stają się sobie bliżsi. Zwłaszcza, kiedy zaskakuje ich ulewa albo grad. Przemoczeni, zmarznięci – a śmieją się jak rzadko kiedy. Obcy ludzie zaczynają się do siebie nawzajem uśmiechać, zaczynają rozmawiać&#8230;</p>
<p>2 kwietnia rano była taka mgła, że nie widziało się końca własnego nosa. Jadąc pociągiem do Wrocławia za oknami widzieliśmy jedynie szarawą, brudną biel. Potem spadł deszcz. Było bardzo zimno. Na dworcu wypiłam gorącą herbatę, żeby się zagrzać. Potem wsiedliśmy do autobusu.<br />
W Sobótce przywitała nas całkiem ładna pogoda, co aż nas zadziwiło. Zanieśliśmy torby do pensjonatu i wyruszyliśmy. Byliśmy tak szczęśliwi, że nie zniechęciłaby nas nawet trąba powietrzna.<br />
Ale trąby nie było. Pan, Panie Czesławie widział zdjęcia, które zrobiliśmy. Tak bajeczne widoki widziałam po raz ostatni wiele lat temu w Tatrach. Śniegu – po pas. Krajobraz jak w środku zimy. Jak z pocztówki, upiększonej w fotoshopie. Drzewa – jak zaczarowane, niektóre przypominały bardziej śniegowe kopce niż rośliny. Niebo – idealnie błękitne, chabrowe wręcz. Słońce… Było z nami do późnego popołudnia, praktycznie do momentu zejścia z góry. Zachowywaliśmy się jak dzieci, po prostu pękaliśmy z radości, szczęścia i – chyba najbardziej – z zachwytu. Mój mąż, katolicki ateista, jak go nazywam, zaczął ni stąd ni zowąd rozprawiać o Matce Ziemi &#8211; aż oczy wytrzeszczyłam ze zdumienia; a kiedy schodząc z góry otworzyliśmy naszą rocznicową butelkę cytrynówki, zaskoczył mnie po raz drugi – wznosząc toast za Słońce i Pogodę, mówiąc o nich z taką czcią, że aż miło było słuchać 🙂</p>
<p>Nie chcieliśmy „mieć” Słońca za wszelką cenę, zwłaszcza że nie pokazywało się cały miesiąc. Bylibyśmy zadowoleni z każdej pogody. Ale pojawiło się i mieliśmy nieodparte wrażenie, że pojawiło się tam dla nas, tak jakby chciało być z nami w TYM dniu na TEJ górze, błogosławiąc nam i naszemu związkowi.<br />
Kiedy dotarliśmy z powrotem do pensjonatu, pogoda znów była, jak to się potocznie mówi – „brzydka”. Kolejnego dnia – od rana do nocy ciągły deszcz. Zresztą cały następny tydzień lało i chmurzyło się.</p>
<p>To chyba też była jakaś szczelina. Taka miejscowo-czasowo-wymiarowa… Nie wiem. W każdym razie było to niezwykłe, dziwne i wspaniałe.</p>
<p>_______<br />
P.S. Piękne zdjęcia i wspaniałe sosny!</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
	</channel>
</rss>
