<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>
	Komentarze do: 13 02 2015 Ruch Kukiza &#8211; O programie 500+ w duchu Wolnych Ludzi! (Wilk i Wójcikowski)	</title>
	<atom:link href="https://bialczynski.pl/wielka-zmiana-w-polityce/0-26-10-2015-pelnia-i-wielka-zmiana-w-polsce/15-01-2015-ruch-kukiza-bez-zmian-w-duchu-wolnych-ludzi-sukces-niezalezna-pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://bialczynski.pl</link>
	<description>oficjalna strona Czesława Białczyńskiego</description>
	<lastBuildDate>Fri, 05 Feb 2016 18:47:17 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.7.4</generator>
	<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/wielka-zmiana-w-polityce/0-26-10-2015-pelnia-i-wielka-zmiana-w-polsce/15-01-2015-ruch-kukiza-bez-zmian-w-duchu-wolnych-ludzi-sukces-niezalezna-pl/#comment-23029</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 05 Feb 2016 18:47:17 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?page_id=55965#comment-23029</guid>

					<description><![CDATA[W pełni popeiram ten krok - CB:
Do Sejmu trafi wniosek ws. rozpisania referendum o wystąpieniu Polski z UE? &quot;To może być nasza broń&quot;
• Ruch Kukiz&#039;15 rozważa złożenie w Sejmie wniosku o rozpisanie referendum ws. wystąpienia Polski z Unii Europejskiej
• Paweł Kukiz dla WP: chodzi o broń w postaci odpowiedniej uchwały
• R. Winnicki: to byłaby adekwatna odpowiedź Polski na ewentualne sankcje UE
• Piotr Apel: nie chcemy wychodzić z UE, chcemy wzmocnić naszą pozycję
• Prof. Edward Haliżak: zwykły folklor polityczny i kabaret. Wpycha nas w sidła Rosji
Kukiz&#039;15 rozważa referendum ws. wystąpienia Polski z UE
00:09 / 03:34
LQ
W połowie stycznia Komisja Europejska po raz pierwszy w historii uruchomiła procedurę wyjaśniającą ws. podejrzeń łamania zasad praworządności w Polsce. Jej podstawą są uchwalone w 2014 roku &quot;ramy dotyczące ochrony państwa prawnego&quot;.

Wszczęcie procedury może teoretycznie doprowadzić do zastosowania przez Wspólnotę wobec Polski Artykułu 7 Traktatu o Unii Europejskiej, określanego w Brukseli jako &quot;opcja nuklearna&quot;. W efekcie nasz kraj mógłby zostać zawieszony w prawach członka UE. W praktyce jest to niemal niemożliwe do zrealizowania, gdyż zgodę na takie kroki musiałoby wyrazić 4/5 wszystkich państw UE.

Mocna karta przetargowa?

Zdaniem posła Pawła Kukiza Polska w rozmowach z UE nie dysponuje obecnie wystarczającą siłą przebicia. Dlatego stworzony przez niego Ruch Kukiz&#039;15 rozważa wystąpienie w Sejmie z wnioskiem o rozpisanie referendum ws. wystąpienia Polski ze Wspólnoty.

- Polska nie została przyjęta do Unii Europejskiej, by zadośćuczynić nam za krzywdy doznane podczas II Wojny Światowej, a dlatego, że jest ważnym podmiotem w polityce państw zachodniej Europy. Brytyjczycy od dawna posiadają argumenty w postaci rozpisania referendum na temat ich wyjścia ze Wspólnoty. Nie chcemy straszaka, tylko broni w postaci odpowiedniej uchwały - mówi w rozmowie z WP lider Ruchu Kukiz&#039;15.

W opinii naszego rozmówcy odpowiednią uchwałę można by podjąć jeszcze przed decyzją UE ws. ewentualnego nałożenia na Polskę sankcji. - Wtedy mogłaby zostać wykorzystana w każdej chwili. Podejście państw UE do Polski byłoby wówczas inne, niż jest obecnie. To z kolei ułatwiłoby nam rozmowy i negocjacje - tłumaczy poseł Kukiz, który przyznaje jednak, że nie wie dokładnie, kiedy wniosek mógłby trafić do Sejmu. - Musimy to skonsultować z innymi posłami Ruchu Kukiz&#039;15. Trzeba wziąć pod uwagę, że obecnie sytuacja pomiędzy Polską a UE jest tak napięta, że nie mamy pewności, czy taki ruch przyczyniłby się do jej uspokojenia. Jestem ostatnią osobą, która chciałaby, by ten konflikt się nasilał. Nie chcemy nikogo straszyć. Mówię tylko, że warto jest taką broń posiadać - tłumaczy.

W podobnym tonie wypowiadają się inni posłowie Ruchu Kukiz&#039;15, którzy wskazują na przypadek Wielkiej Brytanii, która z referendum ws. wystąpienia z UE uczyniła bardzo mocną i skuteczna kartę przetargową w negocjacjach z unijnymi politykami.

- Myślę, że byłaby to adekwatna odpowiedź Polski przy ewentualnym nałożeniu na nasz kraj sankcji. Pokazanie Unii Europejskiej asertywności jest dobrą metodą na realizowanie swoich interesów. W ten sposób działają m.in. Włochy czy Wielka Brytania. Dlaczego my mielibyśmy rezygnować z takich instrumentów? Bruksela rozumie jedynie język siły i twardych interesów narodowych, więc należy je stosować. Wniosek ws. referendum nie jest więc wykluczony, ale wszystko będzie zależało od ogólnego rozwoju sytuacji w UE - mówi WP poseł Robert Winnicki.

W jego opinii Wspólnota przechodzi obecnie ewolucję, która zmierza w niekorzystnym dla naszego kraju kierunku.- Jest to dążenie do budowy federacji i stworzenia superrządu zdominowanego przez Niemcy. To nie jest w naszym interesie. Albo Unia Europejska zacznie się reformować w kierunku wspólnoty gospodarczej na wzór dawnej EWG, albo będzie dążyła do coraz bardziej autorytarnego, totalitarnego modelu państwa federalnego. Jeśli będzie realizowany drugi model, to trzeba UE zdemontować i powołać na nowo wspólnotę gospodarczą - tłumaczy poseł Ruchu Kukiz&#039;15.

Dużo łagodniej w tej kwestii wypowiada się inny poseł tej partii - Piotr Apel. - Przede wszystkim nałożenie na Polskę sankcji jest mało realnym scenariuszem. Gdyby jednak do tego doszło, to świadczyłoby o bardzo dużym zaangażowaniu różnych opcji politycznych w antypolskie działania. To byłaby czysta gra polityczna. Wówczas warto mieć pod ręką amunicję w postaci referendum. Chcę jednak podkreślić, że nie jesteśmy zainteresowani wychodzeniem Polski z UE. Chcemy jedynie, by nasza pozycja we Wspólnocie była jak najsilniejsza - tłumaczy.

Obaj posłowie przyznają, że Polska ma nieco inną pozycję w UE, niż Wielka Brytania, jednak argument o wystąpieniu naszego kraju ze Wspólnoty miałby podobny wydźwięk. - Jesteśmy wielkim rynkiem zbytu dla firm zachodnich. Dlatego nasze referendum mogłoby być nawet mocniejszym argumentem, niż to brytyjskie. UE zależy na tym, byśmy byli członkiem Wspólnoty - przekonuje poseł Apel.

Przesunięcie w stronę Rosji?

Pomysł o zgłoszeniu do Sejmu wniosku ws. rozpisania referendum o wystąpieniu Polski z UE spotkał się z miażdżącą krytyką dyrektora Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW prof. Edwarda Haliżaka.

- Podnoszenie takich argumentów to zwykły folklor polityczny i kabaret. Dowodzi, że część naszej klasy politycznej nie ma pojęcia o uprawianiu polityki europejskiej. To nie jest tak, że my nie mamy żadnej broni. Swoje stanowisko możemy wyrażać poprzez negocjacje. Straszenie referendum prowadzi nasz kraj na manowce. Weszliśmy do UE, by coś w niej znaczyć i osiągnąć, a nie działać na zasadzie szantażu. Tego rodzaju głosy są w interesie Rosji i ludzie, którzy wypowiadają takie tezy muszą zdawać sobie sprawę, że wpychają nas w sidła tego kraju - komentuje w rozmowie z WP ekspert.

Z tak ostrą oceną nie zgadza się jednak Paweł Kukiz. - Polska powinna układać sobie dobre stosunki zarówno z Rosją, jak i UE. Stoję na stanowisku, że nasz kraj nie powinien zaostrzać konfliktów z Rosją oraz nie ulegać nakazom unijnym. Zawsze byłem zwolennikiem UE, ale rozumianej jako wspólnota ojczyzn, a nie eurokołchoz. Natomiast takie ostre rozumowanie, że jak nie będziemy z UE, to Rosja nas będzie gnębić, nie przystoi profesorowi - kończy lider Ruchu Kukiz&#039;15.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W pełni popeiram ten krok &#8211; CB:<br />
Do Sejmu trafi wniosek ws. rozpisania referendum o wystąpieniu Polski z UE? &#8222;To może być nasza broń&#8221;<br />
• Ruch Kukiz&#8217;15 rozważa złożenie w Sejmie wniosku o rozpisanie referendum ws. wystąpienia Polski z Unii Europejskiej<br />
• Paweł Kukiz dla WP: chodzi o broń w postaci odpowiedniej uchwały<br />
• R. Winnicki: to byłaby adekwatna odpowiedź Polski na ewentualne sankcje UE<br />
• Piotr Apel: nie chcemy wychodzić z UE, chcemy wzmocnić naszą pozycję<br />
• Prof. Edward Haliżak: zwykły folklor polityczny i kabaret. Wpycha nas w sidła Rosji<br />
Kukiz&#8217;15 rozważa referendum ws. wystąpienia Polski z UE<br />
00:09 / 03:34<br />
LQ<br />
W połowie stycznia Komisja Europejska po raz pierwszy w historii uruchomiła procedurę wyjaśniającą ws. podejrzeń łamania zasad praworządności w Polsce. Jej podstawą są uchwalone w 2014 roku &#8222;ramy dotyczące ochrony państwa prawnego&#8221;.</p>
<p>Wszczęcie procedury może teoretycznie doprowadzić do zastosowania przez Wspólnotę wobec Polski Artykułu 7 Traktatu o Unii Europejskiej, określanego w Brukseli jako &#8222;opcja nuklearna&#8221;. W efekcie nasz kraj mógłby zostać zawieszony w prawach członka UE. W praktyce jest to niemal niemożliwe do zrealizowania, gdyż zgodę na takie kroki musiałoby wyrazić 4/5 wszystkich państw UE.</p>
<p>Mocna karta przetargowa?</p>
<p>Zdaniem posła Pawła Kukiza Polska w rozmowach z UE nie dysponuje obecnie wystarczającą siłą przebicia. Dlatego stworzony przez niego Ruch Kukiz&#8217;15 rozważa wystąpienie w Sejmie z wnioskiem o rozpisanie referendum ws. wystąpienia Polski ze Wspólnoty.</p>
<p>&#8211; Polska nie została przyjęta do Unii Europejskiej, by zadośćuczynić nam za krzywdy doznane podczas II Wojny Światowej, a dlatego, że jest ważnym podmiotem w polityce państw zachodniej Europy. Brytyjczycy od dawna posiadają argumenty w postaci rozpisania referendum na temat ich wyjścia ze Wspólnoty. Nie chcemy straszaka, tylko broni w postaci odpowiedniej uchwały &#8211; mówi w rozmowie z WP lider Ruchu Kukiz&#8217;15.</p>
<p>W opinii naszego rozmówcy odpowiednią uchwałę można by podjąć jeszcze przed decyzją UE ws. ewentualnego nałożenia na Polskę sankcji. &#8211; Wtedy mogłaby zostać wykorzystana w każdej chwili. Podejście państw UE do Polski byłoby wówczas inne, niż jest obecnie. To z kolei ułatwiłoby nam rozmowy i negocjacje &#8211; tłumaczy poseł Kukiz, który przyznaje jednak, że nie wie dokładnie, kiedy wniosek mógłby trafić do Sejmu. &#8211; Musimy to skonsultować z innymi posłami Ruchu Kukiz&#8217;15. Trzeba wziąć pod uwagę, że obecnie sytuacja pomiędzy Polską a UE jest tak napięta, że nie mamy pewności, czy taki ruch przyczyniłby się do jej uspokojenia. Jestem ostatnią osobą, która chciałaby, by ten konflikt się nasilał. Nie chcemy nikogo straszyć. Mówię tylko, że warto jest taką broń posiadać &#8211; tłumaczy.</p>
<p>W podobnym tonie wypowiadają się inni posłowie Ruchu Kukiz&#8217;15, którzy wskazują na przypadek Wielkiej Brytanii, która z referendum ws. wystąpienia z UE uczyniła bardzo mocną i skuteczna kartę przetargową w negocjacjach z unijnymi politykami.</p>
<p>&#8211; Myślę, że byłaby to adekwatna odpowiedź Polski przy ewentualnym nałożeniu na nasz kraj sankcji. Pokazanie Unii Europejskiej asertywności jest dobrą metodą na realizowanie swoich interesów. W ten sposób działają m.in. Włochy czy Wielka Brytania. Dlaczego my mielibyśmy rezygnować z takich instrumentów? Bruksela rozumie jedynie język siły i twardych interesów narodowych, więc należy je stosować. Wniosek ws. referendum nie jest więc wykluczony, ale wszystko będzie zależało od ogólnego rozwoju sytuacji w UE &#8211; mówi WP poseł Robert Winnicki.</p>
<p>W jego opinii Wspólnota przechodzi obecnie ewolucję, która zmierza w niekorzystnym dla naszego kraju kierunku.- Jest to dążenie do budowy federacji i stworzenia superrządu zdominowanego przez Niemcy. To nie jest w naszym interesie. Albo Unia Europejska zacznie się reformować w kierunku wspólnoty gospodarczej na wzór dawnej EWG, albo będzie dążyła do coraz bardziej autorytarnego, totalitarnego modelu państwa federalnego. Jeśli będzie realizowany drugi model, to trzeba UE zdemontować i powołać na nowo wspólnotę gospodarczą &#8211; tłumaczy poseł Ruchu Kukiz&#8217;15.</p>
<p>Dużo łagodniej w tej kwestii wypowiada się inny poseł tej partii &#8211; Piotr Apel. &#8211; Przede wszystkim nałożenie na Polskę sankcji jest mało realnym scenariuszem. Gdyby jednak do tego doszło, to świadczyłoby o bardzo dużym zaangażowaniu różnych opcji politycznych w antypolskie działania. To byłaby czysta gra polityczna. Wówczas warto mieć pod ręką amunicję w postaci referendum. Chcę jednak podkreślić, że nie jesteśmy zainteresowani wychodzeniem Polski z UE. Chcemy jedynie, by nasza pozycja we Wspólnocie była jak najsilniejsza &#8211; tłumaczy.</p>
<p>Obaj posłowie przyznają, że Polska ma nieco inną pozycję w UE, niż Wielka Brytania, jednak argument o wystąpieniu naszego kraju ze Wspólnoty miałby podobny wydźwięk. &#8211; Jesteśmy wielkim rynkiem zbytu dla firm zachodnich. Dlatego nasze referendum mogłoby być nawet mocniejszym argumentem, niż to brytyjskie. UE zależy na tym, byśmy byli członkiem Wspólnoty &#8211; przekonuje poseł Apel.</p>
<p>Przesunięcie w stronę Rosji?</p>
<p>Pomysł o zgłoszeniu do Sejmu wniosku ws. rozpisania referendum o wystąpieniu Polski z UE spotkał się z miażdżącą krytyką dyrektora Instytutu Stosunków Międzynarodowych UW prof. Edwarda Haliżaka.</p>
<p>&#8211; Podnoszenie takich argumentów to zwykły folklor polityczny i kabaret. Dowodzi, że część naszej klasy politycznej nie ma pojęcia o uprawianiu polityki europejskiej. To nie jest tak, że my nie mamy żadnej broni. Swoje stanowisko możemy wyrażać poprzez negocjacje. Straszenie referendum prowadzi nasz kraj na manowce. Weszliśmy do UE, by coś w niej znaczyć i osiągnąć, a nie działać na zasadzie szantażu. Tego rodzaju głosy są w interesie Rosji i ludzie, którzy wypowiadają takie tezy muszą zdawać sobie sprawę, że wpychają nas w sidła tego kraju &#8211; komentuje w rozmowie z WP ekspert.</p>
<p>Z tak ostrą oceną nie zgadza się jednak Paweł Kukiz. &#8211; Polska powinna układać sobie dobre stosunki zarówno z Rosją, jak i UE. Stoję na stanowisku, że nasz kraj nie powinien zaostrzać konfliktów z Rosją oraz nie ulegać nakazom unijnym. Zawsze byłem zwolennikiem UE, ale rozumianej jako wspólnota ojczyzn, a nie eurokołchoz. Natomiast takie ostre rozumowanie, że jak nie będziemy z UE, to Rosja nas będzie gnębić, nie przystoi profesorowi &#8211; kończy lider Ruchu Kukiz&#8217;15.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/wielka-zmiana-w-polityce/0-26-10-2015-pelnia-i-wielka-zmiana-w-polsce/15-01-2015-ruch-kukiza-bez-zmian-w-duchu-wolnych-ludzi-sukces-niezalezna-pl/#comment-23028</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 05 Feb 2016 18:15:02 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?page_id=55965#comment-23028</guid>

					<description><![CDATA[Biznes › Wiadomości › Świat Obserwuj319
Onet
2 lut, 16:12
Koniec biedy? Europa eksperymentuje z dochodem podstawowym
Paweł Strawiński Dziennikarz Onetu, Biznes.pl i Forbesa
Obserwuj703

500 zł na dziecko? Czemu tak skromnie? Fiński rząd myśli o przekazywaniu na konto każdego obywatela ok. 800 euro co miesiąc bez żadnych warunków. W tej samej sprawie odbędzie się w tym roku referendum w Szwajcarii. Z dochodem podstawowym flirtują też holenderskie miasta. Zwolennicy przekonują, że pewnej formie tego rozwiązania powinna przyjrzeć się również Polska.
Udostępnij
1223
Skomentuj
Komentarze
1544
Foto: Shutterstock
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]

Preriowe miasteczko Dauphin w kanadyjskiej prowincji Manitoba. Zimy są tu srogie, a lata gorące. Wielu mieszkańców trudni się rolnictwem. Co trzeci z nich to potomek imigrantów z Ukrainy. I poza corocznym ukraińskim festiwalem, Dauphin nie wyróżnia się zupełnie niczym. Mimo to, a może właśnie dlatego, to tu przeprowadzono jeden z najciekawszych eksperymentów społecznych w XX wieku.
REKLAMA

W latach 70. lewicujące władze Manitoby postanowiły zbadać, czy przekazywanie ludziom biednym co miesiąc czeków bez żadnych warunków nie osłabi ich chęci do pracy. Mincome (od słów „minimum income” – ang. dochód minimalny) wypłacano od 1974 roku przed pięć lat. Co miesiąc każde gospodarstwo domowe bez żadnego innego dochodu otrzymywało określoną kwotę np. ok. 2 tys. ówczesnych dolarów dostawał singiel, a 3 tys. – bezdzietne małżeństwo. Od tej kwoty odejmowano 50 centów za każdego zarobionego dolara. Im więcej się więc pracowało, tym dodatek był mniejszy. Tym samym najwięcej zarabiający nie otrzymywali dodatku, choć również byli do niego uprawnieni. Eksperyment został zakończony, gdy zmieniła się władza. Pieniądze się skończyły, a konserwatywni politycy nakazali badaczom rzucić w kąt całą dokumentację. Żadnych wniosków nie wyciągnięto.

W 2005 prof. Evelyn Forget ekonomistka z University of Manitoba jako pierwsza od 1979 roku osoba wyciągnęła z czeluści archiwum 1,8 tys. zakurzonych pudeł z dokumentacją. Kilka lat składała dane w całość. W publikacji naukowej „Miasto bez biedy” z 2011 roku przedstawiła wyniki swojej analizy. Były zaskakujące. Okazało się, że tylko dwie grupy pracowały mniej – świeżo upieczone matki i nastolatkowie.

– Kobiety „kupowały” sobie w ten sposób dłuższe urlopy macierzyńskie, które wtedy wynosiły tylko 4 tygodnie. Nastolatkowie z kolei pracowali mniej, bo nie musieli rzucać szkoły, aby rozpocząć życie zawodowe, ale mogli pozwolić sobie na pozostanie w szkole i jej ukończenie – mówi prof. Forget. Jednocześnie zarejestrowano mniej obrażeń doznanych w wypadkach. Spadła liczba wizyt w szpitalach i u lekarzy. – Główną przyczyną było tu polepszenie kondycji psychicznej mieszkańców Dauphin – mówi prof. Forget. Ludzie byli bardziej wypoczęci, mniej zestresowani i nie musieli podejmować się niebezpiecznych zajęć.
Dauphin, Manitoba (fot. DauphinEDT)
Dauphin, Manitoba (fot. DauphinEDT)
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]

Ekonomistka mówi, że wyniki te dadzą się uogólnić. Dauphin nie było jakimś szczególnym przypadkiem. Przyznaje jednak, że ten eksperyment różni się od propozycji, które wysuwane są teraz w Europie. – W Dauphin wysokość dodatku była oparta na dochodzie. Tylko najbiedniejsi otrzymywali pomoc. W konsekwencji koszt był znacznie niższy – zaznacza.

Istotnie, w Finlandii centroprawicowy (sic!) rząd Juhy Sipili planuje eksperyment, który może pójść o krok dalej. – Przeanalizujemy cztery różne modele dochodu podstawowego i ich warianty – mówi prof. Olli Kangas z Kela, fińskiego odpowiednika ZUS-u, który stoi na czele grupy opracowującej szczegóły eksperymentu. Wśród modeli jest propozycja, aby wszyscy obywatele dostawali określoną kwotę co miesiąc (bezwarunkowy dochód podstawowy – BDP). Jednocześnie zniknęłyby niemal wszystkie te świadczenia i zasiłki, które są zależne od poziomu dochodów. Wstępnie mówi się o 800 euro, ale prof. Kangas podkreśla, że to może się jeszcze zmienić. Dla porównania minimalna emerytura gwarantowana wypłacana każdemu niezależnie od dawnych dochodów i wpłaconych składek wynosi w Finlandii ok. 747 euro.

Na podstawie analiz zespołu prof. Kangasa rząd podejmie decyzję, który model lub modele będą przetestowane. – Eksperyment zacznie się w 2017 roku, a skończy w 2018. Weźmie w nim udział kilka tysięcy osób – wyjaśnia prof. Kangas. Impreza ma kosztować 20 mln euro.

– Spośród różnych proponowanych propozycji pełny BDP jest najdroższy i najbardziej radykalny w sensie likwidacji tradycyjnego zabezpieczenia dochodu – przyznaje badacz tematu prof. Ryszard Szarfenberg z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego, ale zaznacza, że wolałby, żeby to właśnie to rozwiązanie poddano testowaniu w Finlandii. – Dowiemy się wtedy, jakie konsekwencje ma najbardziej radykalna wersja w zamożnym kraju europejskim.

Pożegnanie z biedą

– Nawet w bogatej Finlandii nie wszyscy mają szczęście wiązać koniec z końcem – mówi Mikael Hämäläinen, tłumacz z Helsinek. Przez pięć lat męczył się jako freelancer, próbując nie wpaść w bezrobocie. Teraz prowadzi działalność gospodarczą i przez to nie otrzymuje niemal żadnej pomocy państwa. Ale nawet ci, którzy otrzymują, nie mają lekko. – Obecny system stał się skomplikowany i nieefektywny, a nawet wrogi. Opiera się na śledzeniu i stalkowaniu ludzi, odcinaniu ich od pomocy, gdy jest to tylko możliwe. Zmusza się ich, aby przez całe życie walczyli o utrzymanie się na powierzchni, a w najgorszym wypadku oszukiwali państwo – mówi. Chciałby wprowadzenia BDP.

Jest przekonany, że nie pracowałby mniej, bo chciałby podwyższać standard życia dla siebie i swojej rodziny. – Nie musiałbym się tylko ciągle martwić, że będę głodował, że wyląduję na bruku, jeśli nie będę miał zleceń, albo jeśli nie będę pracował po 10 godzin dziennie – stwierdza. Zająłby się tym, co lubi, zdobyłby nowy tytuł, spróbowałby czegoś innego. Może zmieniłby nudną i znienawidzoną pracę na taką, która ma jakiś sens. Mikael nie jest w swojej opinii odosobniony. Ponad dwie trzecie Finów popiera wprowadzenie dochodu podstawowego, przy chcieliby oni, aby BDP wynosił 1 tys. euro (mediana).

Risto Eno z Jyväskylä: Obecny system wymaga wielu biurokratów, którzy weryfikują, kto ma dostać pomoc, a kto nie. Przy BDP na świadczenia wydawalibyśmy podobną sumę pieniędzy, ale bez całej tej papierologii.

Ari-Pekka Pulkkis z Vähäkyrö: BDP może być zachętą do przyjęcia jakiejś pracy. W tej chwili nie ma sensu przyjmować pracy na część etatu albo słabo płatnego etatu, bo pensja jest równa lub mniejsza od świadczenia, które można otrzymać, siedząc w domu. Bo jeśli przyjmiesz taką pracę, tracisz prawo do pomocy. Przy BDP więcej osób ją przyjmie, a do budżetu powędruje więcej podatków.

Ludwig Sandbacka, student projektowania grafiki do gier komputerowych i freelancer z Vaasa, jest co prawda jednym z tych, którym udaje się łączyć zyski z pracy dorywczej z państwowym wsparciem, ale musi uważać, żeby nie zarobić za dużo, bo je straci. – Zdarza się, że muszę odmawiać zleceniodawcom, bo mimo dodatkowego dochodu, bez wsparcia państwa wyszedłbym na minus. Przy BDP mógłbym pracować więcej – stwierdza.
Helsinki, Finlandia
Foto: Shutterstock Helsinki, Finlandia
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]

Prof. Olli Kangas ma świadomość tych wszystkich słabości obecnego systemu. – Chcemy, aby dochód podstawowy zachęcał do pracy, obniżał wysokie efektywne krańcowe stopy podatkowe, upraszczał obecny system opieki społecznej, zmniejszał biurokrację i wspierał osoby w niestandardowych formach zatrudnienia – wylicza. Jeśli wyniki eksperymentu będą pozytywne, dochód podstawowy może stać się w Finlandii rzeczywistością.

Zapowiadany eksperyment z uwagą śledzi Basic Income European Network (BIEN), międzynarodowa platforma propagująca BDP. Prof. Karl Widerquist z Georgetown University-Qatar, jeden z liderów ruchu, jest przekonany, że BDP jest w Europie realny. – W ostatnich latach ta idea bardzo się rozwinęła. Kto wie, dokąd to nas może zaprowadzić – stwierdza. Na pytanie, dlaczego BDP, odpowiada krótko: bo bieda wciąż istnieje. Uważa, że rządy pozwalają jednym odcinać kupony od wspólnych zasobów, a innym nie. BDP zrównuje sytuację wszystkich.

Prof. Szarfenberg dodaje, że BDP nie tylko likwiduje ubóstwo i zwiększa swobodę wyboru sposobu życia, ale też stymuluje przedsiębiorczość, gdyż podejmowanie pracy na własny rachunek jest mniej ryzykowne. Do tego zwiększa bodźce do innowacyjności i uwalnia ludzi od monotonnych prac, które mogłyby być zautomatyzowane. Przyznaje jednak, że wprowadzenie go nawet w zamożnym kraju nie jest łatwe, bo i tak wymagałoby to zapewne dodatkowych źródeł finansowania. Problemem byłaby też wykonalność polityczno-prawna. – Już na przykładzie propozycji 500+ widzimy, że wprowadzenie nowego świadczenia o częściowo powszechnym charakterze jest sporym wyzwaniem zarówno dla finansów publicznych, jak i zastanego systemu prawnego świadczeń rodzinnych i świadczeń z pomocy społecznej z kryteriami dochodowymi.

Dlatego niektórzy zwolennicy BDP chcieliby, aby bogatsze kraje Europy wsparły kraje biedniejsze. W 2013 i 2014 roku zbierano podpisy pod europejską inicjatywą obywatelską wzywającą unijne instytucje do przyjrzenia się idei BDP. Chociaż zebrano 285 tys. podpisów, było to za mało, aby projekt był wiążący dla Komisji Europejskiej. Jasona Burke’a Murphy’ego, nauczyciela w Elms College w Massachusetts i innego leadera BIEN, to nie zniechęca. – Europa tego potrzebuje, aby pobudzić rozwój w uboższych krajach. Każdy Europejczyk powinien otrzymać cząstkę wspólnej gospodarki. Odbudowałoby to europejską tożsamość i zaufanie.

Odbezpieczony granat

146 głosów za, 14 przeciw, 12 posłów się wstrzymało. Jesienią zeszłego roku szwajcarski parlament poparł wezwanie do obywateli, aby w referendum dotyczącym wprowadzenia BDP zagłosowali „nie”. Obywatelski projekt został zmiażdżony przez wszystkie partie, choć najbardziej przez te prawicowe. Nazwano go „odbezpieczonym granatem, który może rozwalić cały system na strzępy” i „najbardziej niebezpieczną i szkodliwą inicjatywą w historii”. Mimo to referendum się odbędzie i to już za kilka miesięcy. Opinia publiczna jest podzielona mniej więcej po połowie.

Gdyby takie referendum miało odbyć się w Finlandii, Jenni Pasanen, studentka grafiki z Lahti, zagłosowałaby przeciwko. – W Finlandii jest pełno pracy i zbyt wielu bezrobotnych. Ci pracujący musieliby ich dodatkowo wspierać. Podniesiono by podatki, szczególnie odczułyby to rodzinne biznesy, które i tak są wysoko opodatkowane. Wiele małych firm mogłoby paść, a duże korporacje tylko by urosły. Jednocześnie ci najlepiej zarabiający mogliby się wynieść za granicę.
Premier Finlandii, Juha Sipilä
Foto: Reuters Premier Finlandii, Juha Sipilä
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]

W podobnym tonie wypowiada się prezydent Centrum im. Adama Smitha, Andrzej Sadowski. Podkreśla, że finansowanie BDP będzie pochodziło z realnej gospodarki i od wytwarzających wartość dodaną obywateli, a nie urzędników. Jest zdania, że BDP jest nowym opakowaniem starego systemu socjalnego. Bycie na socjalu nie będzie już tylko wprost stygmatyzujące. Żyjący na garnuszku podatników będzie mówił, że „ma dochód”, a nie że „żyje z zasiłku”. – BDP będzie zniechęcał do pracy tak samo, jak zasiłki. W Unii Europejskiej żyją wyłącznie z zasiłków kolejne już pokolenia, które nie chcą doświadczyć pracy. Takie zachowania potwierdzają też przykłady z bogatych krajów arabskich. Gdy w części z nich wprowadzono zasiłki dla niepracujących rdzennych obywateli na poziomie kilku tysięcy dolarów miesięcznie, nie chcieli oni iść do pracy.

Krytycy BDP boją się też o ceny. Wyobrażają sobie sytuację, że to rozwiązanie zasadniczo zwiększy ilość pieniądza w gospodarce, a skutkiem będzie hiperinflacja, czyli skokowy wzrost cen. Prof. Forget nie odnotowała co prawda wpływu eksperymentu na ceny, ale zasięg badań był w końcu minimalny, a do tego Kanada w ogóle miała wówczas problem z inflacją.

Wreszcie, niepewne jest, jak zareaguje rynek. Prof. Forget uważa, że jeśli wprowadzenie dochodu podstawowego miałoby jakikolwiek wpływ na poziom pensji, to należałoby się spodziewać ich wzrostu. – Ludzie nie będą musieli przyjmować słabo opłacanych zajęć. A ponadto transfer od bogatszych do uboższych zwiększyłby konsumpcję, a przez to wytworzyłby nowe miejsca pracy.

Jednak według prof. Szarfenberga sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. – Wyobraźmy sobie, że pracujemy za 1,4 tys. zł netto i wprowadzony zostaje BDP w wysokości 1 tys. zł. Co zrobi w takiej sytuacji zatrudniający, który jako osoba fizyczna też dostanie BDP? Czy zaproponuje on pracownikowi obniżkę, argumentując, że wystarczy mu na życie poprzednie 1,4 tys. zł? Może zagrozi, że jeżeli pracownik nie przyjmie jego nowej oferty płacowej, to go zwolni i straci on netto 400 zł? Co pomyśli i zrobi w takiej sytuacji pracownik, pewny, że ma 1000 zł niezależnie od wyniku negocjacji? – pyta. Dodaje, że jeżeli poziom płac ustalany jest w rokowaniach zbiorowych, to pracownicy zbiorowo zapewne nie będą chętni do tego, aby zgodzić się na obniżki płac.

Podatek w negatywie

„Najbardziej spójna i dalekowzroczna ze wszystkich form socjalizmu” – napisał w końcu XIX wieku John Stuart Mill w „Podstawach ekonomii politycznej”. Mill jest jednym z ojców liberalizmu, a mimo to uznał za wartą uwagi propozycję utopijnego socjalisty – Charlesa Fouriera – aby zapewnić uboższym obywatelom BDP. Mill nie jest jednak jedynym znanym liberałem, który wdał się z tą ideą we flirt. Ostatnio zrobił to Milton Friedman, noblista i ortodoksyjny zwolennik wolnego rynku. Zaproponował likwidację dotychczasowego przestarzałego systemu zasiłków opartych na uporczywej kontroli i wprowadzenie czegoś, co nazwał podatkiem negatywnym, a co nazywa się również minimalnym dochodem gwarantowanym (MDG). MDG – wprowadzony notabene w Dauphin i rozważany również jako jeden z modeli w Finlandii – to łagodniejsza forma BDG, łatwiejsza do przełknięcia dla środowisk liberalnych.
Milton Friedman
Foto: www.edchoice.org © Creative Commons Milton Friedman
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]

To właśnie w tym kierunku, wbrew doniesieniom prasowym, dryfują miasta holenderskie na czele z Utrechtem, który chce wystartować z własnym eksperymentem jeszcze w tym roku. – Nie planujemy wprowadzania BDP. Chcemy przede wszystkim uprościć skomplikowany system świadczeń – tłumaczy Peter-Paul Hellings z urzędu miasta.

Wśród zwolenników tego rozwiązania jest dr Jacek Warda, politolog z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. – Skoro powyżej pewnej kwoty obywatel płaci podatek państwu, to czemu poniżej pewnej kwoty państwo nie miałoby płacić obywatelowi? – pyta. I tłumaczy. – Wyobraźmy sobie, że wprowadzamy kwotę zwolnioną z opodatkowania wynoszącą 1 tys. zł miesięcznie. Jednocześnie wprowadzamy 40-proc. dochodowy podatek liniowy. Ktoś, kto zarabia 1 tys. zł miesięcznie, nie płaci żadnego podatku, a osoba zarabiająca 2 tys. zł płaci 40 proc. od nadwyżki ponad 1 tys. zł, a więc efektywnie płaci 20 proc. podatku od całości swoich dochodów. Zauważmy, że podatek tylko formalnie jest liniowy, a faktycznie jest progresywny, ale bezprogowy. Zbliża się bowiem stopniowo do stawki 40 proc. dla osób najbogatszych, ale jej nigdy nie osiąga.

– Teraz załóżmy, że ktoś zarobił 500 zł. Nie wykorzystał więc połowy swojego limitu kwoty wolnej 500 zł, od których państwo zapłaci mu 40 proc. podatku negatywnego, co stanowić będzie 200 zł. Tak więc jego łączny dochód wyniesie 700 zł. W końcu, w przypadku, gdy ktoś w danym miesiącu nie uzyskał żadnego dochodu, uzyska od państwa maksymalną wysokość podatku negatywnego wynoszącą 400 zł, a więc 40 proc. od 1 tys. zł.

Dr Warda chciałby powiązać MDG z likwidacją zasiłków pomocy społecznej związanych z minimum dochodowym oraz likwidacją zasiłków dla bezrobotnych. To fundamentalne uproszczenie systemu. Do tego rozwiązałoby też częściowo problem tzw. prekariatu. Wreszcie, udałoby się zmniejszyć szarą strefę, bo osobom znajdującym pracę świadczenia nie byłyby odbierane, jak jest teraz. Według niego wprowadzenie MDG w Polsce jest pomysłem, który warto analizować.

Krytycznie odnosi się do tej idei Andrzej Sadowski. Nie widzi większej różnicy między MDG a BDP. – Podatek negatywny to kolejna po BDP forma świadczenia socjalnego, być może ładniej nazwana. Zmiana ta pozostawiałaby fundamenty obecnego systemu ze wszystkimi owocami z zatrutego drzewa, jakim jest obecny zły system podatkowy, w którym trzeba kontrolować i śledzić dochód każdego obywatela. W PRL-u teczki w tajnej policji politycznej mieli tylko nieliczni przeciwnicy systemu. Dziś ma ją każdy w urzędzie skarbowym i to on sam na siebie musi pisać donos w postaci zeznania podatkowego i to pod groźbą grzywny – przekonuje. - A prawdziwe uproszczenie systemu nastąpiłoby dopiero przy likwidacji dotychczasowego podatku dochodowego i zastąpieniem go podatkiem od funduszu płac w firmie lub podatkiem ryczałtowym dla małych przedsiębiorców.

Widerquist i Murphy z BIEN uważają, że BDP i MDG są bardzo podobne, ale pierwszy jest łatwiejszy do administrowania i pewniejszy dla osoby, która nagle traci dochody.

Prof. Szarfenberg nie mówi na razie, który system sprawdziłby się lepiej. Czeka na Finlandię.

Mikael czeka na pierwszy przelew.

***

Nazwisko jednego z bohaterów zostało zmienione.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Biznes › Wiadomości › Świat Obserwuj319<br />
Onet<br />
2 lut, 16:12<br />
Koniec biedy? Europa eksperymentuje z dochodem podstawowym<br />
Paweł Strawiński Dziennikarz Onetu, Biznes.pl i Forbesa<br />
Obserwuj703</p>
<p>500 zł na dziecko? Czemu tak skromnie? Fiński rząd myśli o przekazywaniu na konto każdego obywatela ok. 800 euro co miesiąc bez żadnych warunków. W tej samej sprawie odbędzie się w tym roku referendum w Szwajcarii. Z dochodem podstawowym flirtują też holenderskie miasta. Zwolennicy przekonują, że pewnej formie tego rozwiązania powinna przyjrzeć się również Polska.<br />
Udostępnij<br />
1223<br />
Skomentuj<br />
Komentarze<br />
1544<br />
Foto: Shutterstock<br />
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]</p>
<p>Preriowe miasteczko Dauphin w kanadyjskiej prowincji Manitoba. Zimy są tu srogie, a lata gorące. Wielu mieszkańców trudni się rolnictwem. Co trzeci z nich to potomek imigrantów z Ukrainy. I poza corocznym ukraińskim festiwalem, Dauphin nie wyróżnia się zupełnie niczym. Mimo to, a może właśnie dlatego, to tu przeprowadzono jeden z najciekawszych eksperymentów społecznych w XX wieku.<br />
REKLAMA</p>
<p>W latach 70. lewicujące władze Manitoby postanowiły zbadać, czy przekazywanie ludziom biednym co miesiąc czeków bez żadnych warunków nie osłabi ich chęci do pracy. Mincome (od słów „minimum income” – ang. dochód minimalny) wypłacano od 1974 roku przed pięć lat. Co miesiąc każde gospodarstwo domowe bez żadnego innego dochodu otrzymywało określoną kwotę np. ok. 2 tys. ówczesnych dolarów dostawał singiel, a 3 tys. – bezdzietne małżeństwo. Od tej kwoty odejmowano 50 centów za każdego zarobionego dolara. Im więcej się więc pracowało, tym dodatek był mniejszy. Tym samym najwięcej zarabiający nie otrzymywali dodatku, choć również byli do niego uprawnieni. Eksperyment został zakończony, gdy zmieniła się władza. Pieniądze się skończyły, a konserwatywni politycy nakazali badaczom rzucić w kąt całą dokumentację. Żadnych wniosków nie wyciągnięto.</p>
<p>W 2005 prof. Evelyn Forget ekonomistka z University of Manitoba jako pierwsza od 1979 roku osoba wyciągnęła z czeluści archiwum 1,8 tys. zakurzonych pudeł z dokumentacją. Kilka lat składała dane w całość. W publikacji naukowej „Miasto bez biedy” z 2011 roku przedstawiła wyniki swojej analizy. Były zaskakujące. Okazało się, że tylko dwie grupy pracowały mniej – świeżo upieczone matki i nastolatkowie.</p>
<p>– Kobiety „kupowały” sobie w ten sposób dłuższe urlopy macierzyńskie, które wtedy wynosiły tylko 4 tygodnie. Nastolatkowie z kolei pracowali mniej, bo nie musieli rzucać szkoły, aby rozpocząć życie zawodowe, ale mogli pozwolić sobie na pozostanie w szkole i jej ukończenie – mówi prof. Forget. Jednocześnie zarejestrowano mniej obrażeń doznanych w wypadkach. Spadła liczba wizyt w szpitalach i u lekarzy. – Główną przyczyną było tu polepszenie kondycji psychicznej mieszkańców Dauphin – mówi prof. Forget. Ludzie byli bardziej wypoczęci, mniej zestresowani i nie musieli podejmować się niebezpiecznych zajęć.<br />
Dauphin, Manitoba (fot. DauphinEDT)<br />
Dauphin, Manitoba (fot. DauphinEDT)<br />
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]</p>
<p>Ekonomistka mówi, że wyniki te dadzą się uogólnić. Dauphin nie było jakimś szczególnym przypadkiem. Przyznaje jednak, że ten eksperyment różni się od propozycji, które wysuwane są teraz w Europie. – W Dauphin wysokość dodatku była oparta na dochodzie. Tylko najbiedniejsi otrzymywali pomoc. W konsekwencji koszt był znacznie niższy – zaznacza.</p>
<p>Istotnie, w Finlandii centroprawicowy (sic!) rząd Juhy Sipili planuje eksperyment, który może pójść o krok dalej. – Przeanalizujemy cztery różne modele dochodu podstawowego i ich warianty – mówi prof. Olli Kangas z Kela, fińskiego odpowiednika ZUS-u, który stoi na czele grupy opracowującej szczegóły eksperymentu. Wśród modeli jest propozycja, aby wszyscy obywatele dostawali określoną kwotę co miesiąc (bezwarunkowy dochód podstawowy – BDP). Jednocześnie zniknęłyby niemal wszystkie te świadczenia i zasiłki, które są zależne od poziomu dochodów. Wstępnie mówi się o 800 euro, ale prof. Kangas podkreśla, że to może się jeszcze zmienić. Dla porównania minimalna emerytura gwarantowana wypłacana każdemu niezależnie od dawnych dochodów i wpłaconych składek wynosi w Finlandii ok. 747 euro.</p>
<p>Na podstawie analiz zespołu prof. Kangasa rząd podejmie decyzję, który model lub modele będą przetestowane. – Eksperyment zacznie się w 2017 roku, a skończy w 2018. Weźmie w nim udział kilka tysięcy osób – wyjaśnia prof. Kangas. Impreza ma kosztować 20 mln euro.</p>
<p>– Spośród różnych proponowanych propozycji pełny BDP jest najdroższy i najbardziej radykalny w sensie likwidacji tradycyjnego zabezpieczenia dochodu – przyznaje badacz tematu prof. Ryszard Szarfenberg z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego, ale zaznacza, że wolałby, żeby to właśnie to rozwiązanie poddano testowaniu w Finlandii. – Dowiemy się wtedy, jakie konsekwencje ma najbardziej radykalna wersja w zamożnym kraju europejskim.</p>
<p>Pożegnanie z biedą</p>
<p>– Nawet w bogatej Finlandii nie wszyscy mają szczęście wiązać koniec z końcem – mówi Mikael Hämäläinen, tłumacz z Helsinek. Przez pięć lat męczył się jako freelancer, próbując nie wpaść w bezrobocie. Teraz prowadzi działalność gospodarczą i przez to nie otrzymuje niemal żadnej pomocy państwa. Ale nawet ci, którzy otrzymują, nie mają lekko. – Obecny system stał się skomplikowany i nieefektywny, a nawet wrogi. Opiera się na śledzeniu i stalkowaniu ludzi, odcinaniu ich od pomocy, gdy jest to tylko możliwe. Zmusza się ich, aby przez całe życie walczyli o utrzymanie się na powierzchni, a w najgorszym wypadku oszukiwali państwo – mówi. Chciałby wprowadzenia BDP.</p>
<p>Jest przekonany, że nie pracowałby mniej, bo chciałby podwyższać standard życia dla siebie i swojej rodziny. – Nie musiałbym się tylko ciągle martwić, że będę głodował, że wyląduję na bruku, jeśli nie będę miał zleceń, albo jeśli nie będę pracował po 10 godzin dziennie – stwierdza. Zająłby się tym, co lubi, zdobyłby nowy tytuł, spróbowałby czegoś innego. Może zmieniłby nudną i znienawidzoną pracę na taką, która ma jakiś sens. Mikael nie jest w swojej opinii odosobniony. Ponad dwie trzecie Finów popiera wprowadzenie dochodu podstawowego, przy chcieliby oni, aby BDP wynosił 1 tys. euro (mediana).</p>
<p>Risto Eno z Jyväskylä: Obecny system wymaga wielu biurokratów, którzy weryfikują, kto ma dostać pomoc, a kto nie. Przy BDP na świadczenia wydawalibyśmy podobną sumę pieniędzy, ale bez całej tej papierologii.</p>
<p>Ari-Pekka Pulkkis z Vähäkyrö: BDP może być zachętą do przyjęcia jakiejś pracy. W tej chwili nie ma sensu przyjmować pracy na część etatu albo słabo płatnego etatu, bo pensja jest równa lub mniejsza od świadczenia, które można otrzymać, siedząc w domu. Bo jeśli przyjmiesz taką pracę, tracisz prawo do pomocy. Przy BDP więcej osób ją przyjmie, a do budżetu powędruje więcej podatków.</p>
<p>Ludwig Sandbacka, student projektowania grafiki do gier komputerowych i freelancer z Vaasa, jest co prawda jednym z tych, którym udaje się łączyć zyski z pracy dorywczej z państwowym wsparciem, ale musi uważać, żeby nie zarobić za dużo, bo je straci. – Zdarza się, że muszę odmawiać zleceniodawcom, bo mimo dodatkowego dochodu, bez wsparcia państwa wyszedłbym na minus. Przy BDP mógłbym pracować więcej – stwierdza.<br />
Helsinki, Finlandia<br />
Foto: Shutterstock Helsinki, Finlandia<br />
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]</p>
<p>Prof. Olli Kangas ma świadomość tych wszystkich słabości obecnego systemu. – Chcemy, aby dochód podstawowy zachęcał do pracy, obniżał wysokie efektywne krańcowe stopy podatkowe, upraszczał obecny system opieki społecznej, zmniejszał biurokrację i wspierał osoby w niestandardowych formach zatrudnienia – wylicza. Jeśli wyniki eksperymentu będą pozytywne, dochód podstawowy może stać się w Finlandii rzeczywistością.</p>
<p>Zapowiadany eksperyment z uwagą śledzi Basic Income European Network (BIEN), międzynarodowa platforma propagująca BDP. Prof. Karl Widerquist z Georgetown University-Qatar, jeden z liderów ruchu, jest przekonany, że BDP jest w Europie realny. – W ostatnich latach ta idea bardzo się rozwinęła. Kto wie, dokąd to nas może zaprowadzić – stwierdza. Na pytanie, dlaczego BDP, odpowiada krótko: bo bieda wciąż istnieje. Uważa, że rządy pozwalają jednym odcinać kupony od wspólnych zasobów, a innym nie. BDP zrównuje sytuację wszystkich.</p>
<p>Prof. Szarfenberg dodaje, że BDP nie tylko likwiduje ubóstwo i zwiększa swobodę wyboru sposobu życia, ale też stymuluje przedsiębiorczość, gdyż podejmowanie pracy na własny rachunek jest mniej ryzykowne. Do tego zwiększa bodźce do innowacyjności i uwalnia ludzi od monotonnych prac, które mogłyby być zautomatyzowane. Przyznaje jednak, że wprowadzenie go nawet w zamożnym kraju nie jest łatwe, bo i tak wymagałoby to zapewne dodatkowych źródeł finansowania. Problemem byłaby też wykonalność polityczno-prawna. – Już na przykładzie propozycji 500+ widzimy, że wprowadzenie nowego świadczenia o częściowo powszechnym charakterze jest sporym wyzwaniem zarówno dla finansów publicznych, jak i zastanego systemu prawnego świadczeń rodzinnych i świadczeń z pomocy społecznej z kryteriami dochodowymi.</p>
<p>Dlatego niektórzy zwolennicy BDP chcieliby, aby bogatsze kraje Europy wsparły kraje biedniejsze. W 2013 i 2014 roku zbierano podpisy pod europejską inicjatywą obywatelską wzywającą unijne instytucje do przyjrzenia się idei BDP. Chociaż zebrano 285 tys. podpisów, było to za mało, aby projekt był wiążący dla Komisji Europejskiej. Jasona Burke’a Murphy’ego, nauczyciela w Elms College w Massachusetts i innego leadera BIEN, to nie zniechęca. – Europa tego potrzebuje, aby pobudzić rozwój w uboższych krajach. Każdy Europejczyk powinien otrzymać cząstkę wspólnej gospodarki. Odbudowałoby to europejską tożsamość i zaufanie.</p>
<p>Odbezpieczony granat</p>
<p>146 głosów za, 14 przeciw, 12 posłów się wstrzymało. Jesienią zeszłego roku szwajcarski parlament poparł wezwanie do obywateli, aby w referendum dotyczącym wprowadzenia BDP zagłosowali „nie”. Obywatelski projekt został zmiażdżony przez wszystkie partie, choć najbardziej przez te prawicowe. Nazwano go „odbezpieczonym granatem, który może rozwalić cały system na strzępy” i „najbardziej niebezpieczną i szkodliwą inicjatywą w historii”. Mimo to referendum się odbędzie i to już za kilka miesięcy. Opinia publiczna jest podzielona mniej więcej po połowie.</p>
<p>Gdyby takie referendum miało odbyć się w Finlandii, Jenni Pasanen, studentka grafiki z Lahti, zagłosowałaby przeciwko. – W Finlandii jest pełno pracy i zbyt wielu bezrobotnych. Ci pracujący musieliby ich dodatkowo wspierać. Podniesiono by podatki, szczególnie odczułyby to rodzinne biznesy, które i tak są wysoko opodatkowane. Wiele małych firm mogłoby paść, a duże korporacje tylko by urosły. Jednocześnie ci najlepiej zarabiający mogliby się wynieść za granicę.<br />
Premier Finlandii, Juha Sipilä<br />
Foto: Reuters Premier Finlandii, Juha Sipilä<br />
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]</p>
<p>W podobnym tonie wypowiada się prezydent Centrum im. Adama Smitha, Andrzej Sadowski. Podkreśla, że finansowanie BDP będzie pochodziło z realnej gospodarki i od wytwarzających wartość dodaną obywateli, a nie urzędników. Jest zdania, że BDP jest nowym opakowaniem starego systemu socjalnego. Bycie na socjalu nie będzie już tylko wprost stygmatyzujące. Żyjący na garnuszku podatników będzie mówił, że „ma dochód”, a nie że „żyje z zasiłku”. – BDP będzie zniechęcał do pracy tak samo, jak zasiłki. W Unii Europejskiej żyją wyłącznie z zasiłków kolejne już pokolenia, które nie chcą doświadczyć pracy. Takie zachowania potwierdzają też przykłady z bogatych krajów arabskich. Gdy w części z nich wprowadzono zasiłki dla niepracujących rdzennych obywateli na poziomie kilku tysięcy dolarów miesięcznie, nie chcieli oni iść do pracy.</p>
<p>Krytycy BDP boją się też o ceny. Wyobrażają sobie sytuację, że to rozwiązanie zasadniczo zwiększy ilość pieniądza w gospodarce, a skutkiem będzie hiperinflacja, czyli skokowy wzrost cen. Prof. Forget nie odnotowała co prawda wpływu eksperymentu na ceny, ale zasięg badań był w końcu minimalny, a do tego Kanada w ogóle miała wówczas problem z inflacją.</p>
<p>Wreszcie, niepewne jest, jak zareaguje rynek. Prof. Forget uważa, że jeśli wprowadzenie dochodu podstawowego miałoby jakikolwiek wpływ na poziom pensji, to należałoby się spodziewać ich wzrostu. – Ludzie nie będą musieli przyjmować słabo opłacanych zajęć. A ponadto transfer od bogatszych do uboższych zwiększyłby konsumpcję, a przez to wytworzyłby nowe miejsca pracy.</p>
<p>Jednak według prof. Szarfenberga sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. – Wyobraźmy sobie, że pracujemy za 1,4 tys. zł netto i wprowadzony zostaje BDP w wysokości 1 tys. zł. Co zrobi w takiej sytuacji zatrudniający, który jako osoba fizyczna też dostanie BDP? Czy zaproponuje on pracownikowi obniżkę, argumentując, że wystarczy mu na życie poprzednie 1,4 tys. zł? Może zagrozi, że jeżeli pracownik nie przyjmie jego nowej oferty płacowej, to go zwolni i straci on netto 400 zł? Co pomyśli i zrobi w takiej sytuacji pracownik, pewny, że ma 1000 zł niezależnie od wyniku negocjacji? – pyta. Dodaje, że jeżeli poziom płac ustalany jest w rokowaniach zbiorowych, to pracownicy zbiorowo zapewne nie będą chętni do tego, aby zgodzić się na obniżki płac.</p>
<p>Podatek w negatywie</p>
<p>„Najbardziej spójna i dalekowzroczna ze wszystkich form socjalizmu” – napisał w końcu XIX wieku John Stuart Mill w „Podstawach ekonomii politycznej”. Mill jest jednym z ojców liberalizmu, a mimo to uznał za wartą uwagi propozycję utopijnego socjalisty – Charlesa Fouriera – aby zapewnić uboższym obywatelom BDP. Mill nie jest jednak jedynym znanym liberałem, który wdał się z tą ideą we flirt. Ostatnio zrobił to Milton Friedman, noblista i ortodoksyjny zwolennik wolnego rynku. Zaproponował likwidację dotychczasowego przestarzałego systemu zasiłków opartych na uporczywej kontroli i wprowadzenie czegoś, co nazwał podatkiem negatywnym, a co nazywa się również minimalnym dochodem gwarantowanym (MDG). MDG – wprowadzony notabene w Dauphin i rozważany również jako jeden z modeli w Finlandii – to łagodniejsza forma BDG, łatwiejsza do przełknięcia dla środowisk liberalnych.<br />
Milton Friedman<br />
Foto: <a href="http://www.edchoice.org" rel="nofollow ugc">http://www.edchoice.org</a> © Creative Commons Milton Friedman<br />
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]</p>
<p>To właśnie w tym kierunku, wbrew doniesieniom prasowym, dryfują miasta holenderskie na czele z Utrechtem, który chce wystartować z własnym eksperymentem jeszcze w tym roku. – Nie planujemy wprowadzania BDP. Chcemy przede wszystkim uprościć skomplikowany system świadczeń – tłumaczy Peter-Paul Hellings z urzędu miasta.</p>
<p>Wśród zwolenników tego rozwiązania jest dr Jacek Warda, politolog z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. – Skoro powyżej pewnej kwoty obywatel płaci podatek państwu, to czemu poniżej pewnej kwoty państwo nie miałoby płacić obywatelowi? – pyta. I tłumaczy. – Wyobraźmy sobie, że wprowadzamy kwotę zwolnioną z opodatkowania wynoszącą 1 tys. zł miesięcznie. Jednocześnie wprowadzamy 40-proc. dochodowy podatek liniowy. Ktoś, kto zarabia 1 tys. zł miesięcznie, nie płaci żadnego podatku, a osoba zarabiająca 2 tys. zł płaci 40 proc. od nadwyżki ponad 1 tys. zł, a więc efektywnie płaci 20 proc. podatku od całości swoich dochodów. Zauważmy, że podatek tylko formalnie jest liniowy, a faktycznie jest progresywny, ale bezprogowy. Zbliża się bowiem stopniowo do stawki 40 proc. dla osób najbogatszych, ale jej nigdy nie osiąga.</p>
<p>– Teraz załóżmy, że ktoś zarobił 500 zł. Nie wykorzystał więc połowy swojego limitu kwoty wolnej 500 zł, od których państwo zapłaci mu 40 proc. podatku negatywnego, co stanowić będzie 200 zł. Tak więc jego łączny dochód wyniesie 700 zł. W końcu, w przypadku, gdy ktoś w danym miesiącu nie uzyskał żadnego dochodu, uzyska od państwa maksymalną wysokość podatku negatywnego wynoszącą 400 zł, a więc 40 proc. od 1 tys. zł.</p>
<p>Dr Warda chciałby powiązać MDG z likwidacją zasiłków pomocy społecznej związanych z minimum dochodowym oraz likwidacją zasiłków dla bezrobotnych. To fundamentalne uproszczenie systemu. Do tego rozwiązałoby też częściowo problem tzw. prekariatu. Wreszcie, udałoby się zmniejszyć szarą strefę, bo osobom znajdującym pracę świadczenia nie byłyby odbierane, jak jest teraz. Według niego wprowadzenie MDG w Polsce jest pomysłem, który warto analizować.</p>
<p>Krytycznie odnosi się do tej idei Andrzej Sadowski. Nie widzi większej różnicy między MDG a BDP. – Podatek negatywny to kolejna po BDP forma świadczenia socjalnego, być może ładniej nazwana. Zmiana ta pozostawiałaby fundamenty obecnego systemu ze wszystkimi owocami z zatrutego drzewa, jakim jest obecny zły system podatkowy, w którym trzeba kontrolować i śledzić dochód każdego obywatela. W PRL-u teczki w tajnej policji politycznej mieli tylko nieliczni przeciwnicy systemu. Dziś ma ją każdy w urzędzie skarbowym i to on sam na siebie musi pisać donos w postaci zeznania podatkowego i to pod groźbą grzywny – przekonuje. &#8211; A prawdziwe uproszczenie systemu nastąpiłoby dopiero przy likwidacji dotychczasowego podatku dochodowego i zastąpieniem go podatkiem od funduszu płac w firmie lub podatkiem ryczałtowym dla małych przedsiębiorców.</p>
<p>Widerquist i Murphy z BIEN uważają, że BDP i MDG są bardzo podobne, ale pierwszy jest łatwiejszy do administrowania i pewniejszy dla osoby, która nagle traci dochody.</p>
<p>Prof. Szarfenberg nie mówi na razie, który system sprawdziłby się lepiej. Czeka na Finlandię.</p>
<p>Mikael czeka na pierwszy przelew.</p>
<p>***</p>
<p>Nazwisko jednego z bohaterów zostało zmienione.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/wielka-zmiana-w-polityce/0-26-10-2015-pelnia-i-wielka-zmiana-w-polsce/15-01-2015-ruch-kukiza-bez-zmian-w-duchu-wolnych-ludzi-sukces-niezalezna-pl/#comment-23027</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 20 Jan 2016 06:56:48 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?page_id=55965#comment-23027</guid>

					<description><![CDATA[W odpowiedzi do &lt;a href=&quot;https://bialczynski.pl/wielka-zmiana-w-polityce/0-26-10-2015-pelnia-i-wielka-zmiana-w-polsce/15-01-2015-ruch-kukiza-bez-zmian-w-duchu-wolnych-ludzi-sukces-niezalezna-pl/#comment-23026&quot;&gt;bialczynski&lt;/a&gt;.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=JrT-NAT0KUA&amp;w=640&amp;h=360]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W odpowiedzi do <a href="https://bialczynski.pl/wielka-zmiana-w-polityce/0-26-10-2015-pelnia-i-wielka-zmiana-w-polsce/15-01-2015-ruch-kukiza-bez-zmian-w-duchu-wolnych-ludzi-sukces-niezalezna-pl/#comment-23026">bialczynski</a>.</p>
<p>[youtube <a href="https://www.youtube.com/watch?v=JrT-NAT0KUA&#038;w=640&#038;h=360%5D" rel="nofollow ugc">https://www.youtube.com/watch?v=JrT-NAT0KUA&#038;w=640&#038;h=360%5D</a></p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/wielka-zmiana-w-polityce/0-26-10-2015-pelnia-i-wielka-zmiana-w-polsce/15-01-2015-ruch-kukiza-bez-zmian-w-duchu-wolnych-ludzi-sukces-niezalezna-pl/#comment-23026</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 19 Jan 2016 11:10:55 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?page_id=55965#comment-23026</guid>

					<description><![CDATA[&quot;Rz&quot;: PiS chce zmienić ordynację wyborczą
Dzisiaj, 19 stycznia (06:31)

Prawo i Sprawiedliwość przygotowuje zespół, który zajmie się reformą prawa wyborczego. Może zmienić się sposób wyłaniania posłów - informuje dzisiejsza &quot;Rzeczpospolita&quot;.

Sala obrad podczas posiedzenia Sejmu /Jacek Turczyk /PAP
Sala obrad podczas posiedzenia Sejmu
/Jacek Turczyk /PAP

Według wicemarszałka Sejmu i szefa klubu PiS Ryszarda Terleckiego, zespół będzie złożony z posłów i ekspertów. Ma pracować nad &quot;zbliżeniem ordynacji do propozycji Klubu Kukiz&#039;15&quot;. Oznaczałoby to wprowadzenie w wyborach do Sejmu systemu mieszanego.

Obecnie 460 posłów wybieranych jest w systemie proporcjonalnym, tzn. podział mandatów dokonuje się odpowiednio do liczby zebranych głosów. System mieszany oznaczałby podział posłów na dwie pule. Pierwsza byłaby wybierana w systemie proporcjonalnym, a druga w jednomandatowych okręgach wyborczych


Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/prasa/news-rz-pis-chce-zmienic-ordynacje-wyborcza,nId,1964628#utm_source=paste&#038;utm_medium=paste&#038;utm_campaign=firefox]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8222;Rz&#8221;: PiS chce zmienić ordynację wyborczą<br />
Dzisiaj, 19 stycznia (06:31)</p>
<p>Prawo i Sprawiedliwość przygotowuje zespół, który zajmie się reformą prawa wyborczego. Może zmienić się sposób wyłaniania posłów &#8211; informuje dzisiejsza &#8222;Rzeczpospolita&#8221;.</p>
<p>Sala obrad podczas posiedzenia Sejmu /Jacek Turczyk /PAP<br />
Sala obrad podczas posiedzenia Sejmu<br />
/Jacek Turczyk /PAP</p>
<p>Według wicemarszałka Sejmu i szefa klubu PiS Ryszarda Terleckiego, zespół będzie złożony z posłów i ekspertów. Ma pracować nad &#8222;zbliżeniem ordynacji do propozycji Klubu Kukiz&#8217;15&#8221;. Oznaczałoby to wprowadzenie w wyborach do Sejmu systemu mieszanego.</p>
<p>Obecnie 460 posłów wybieranych jest w systemie proporcjonalnym, tzn. podział mandatów dokonuje się odpowiednio do liczby zebranych głosów. System mieszany oznaczałby podział posłów na dwie pule. Pierwsza byłaby wybierana w systemie proporcjonalnym, a druga w jednomandatowych okręgach wyborczych</p>
<p>Czytaj więcej na <a href="http://fakty.interia.pl/prasa/news-rz-pis-chce-zmienic-ordynacje-wyborcza,nId,1964628#utm_source=paste&#038;utm_medium=paste&#038;utm_campaign=firefox" rel="nofollow ugc">http://fakty.interia.pl/prasa/news-rz-pis-chce-zmienic-ordynacje-wyborcza,nId,1964628#utm_source=paste&#038;utm_medium=paste&#038;utm_campaign=firefox</a></p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/wielka-zmiana-w-polityce/0-26-10-2015-pelnia-i-wielka-zmiana-w-polsce/15-01-2015-ruch-kukiza-bez-zmian-w-duchu-wolnych-ludzi-sukces-niezalezna-pl/#comment-23025</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 18 Jan 2016 17:30:46 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?page_id=55965#comment-23025</guid>

					<description><![CDATA[W odpowiedzi do &lt;a href=&quot;https://bialczynski.pl/wielka-zmiana-w-polityce/0-26-10-2015-pelnia-i-wielka-zmiana-w-polsce/15-01-2015-ruch-kukiza-bez-zmian-w-duchu-wolnych-ludzi-sukces-niezalezna-pl/#comment-23024&quot;&gt;bialczynski&lt;/a&gt;.

Reporterka Polsat News demaskuje manifestację KOD w Brukseli: To w dużej mierze unijni urzędnicy
demonstracja KOD w Brukseli, unijni urzędnicy, reporterka Polsat News
	polsat news screen

Dzisiejsza wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Brukseli wywołała spore emocje. Ich wyrazem były dwie manifestacje zorganizowane przed gmachem Rady Unii Europejskiej, w którym odbyło się spotkanie Donalda Tuska z polskim prezydentem. Inicjatorami jednej z demonstracji byli &quot;Solidarni 2010&quot;, drugiej - przynajmniej oficjalnie - Komitetu Obrony Demokracji. Tę drugą zdaje się zupełnie przypadkowo zdemaskowała dziennikarka Polsat News Dorota Bawołek.

Reporterka Polsat News w Brukseli, która relacjonowała sytuację sprzed budynku Rady UE wskazując na antyrządową manifestację, powiedziała: &quot;To w dużej mierze z tego co rozpoznaję - bo wielu z nich osobiście znam - są unijni urzędnicy, z którymi bardzo często rozmawiamy, od których zbieramy różne informacje na temat tego, co dzieje się w Europie&quot;.

Dziennikarka dodała, że właśnie w związku z wizytą Andrzeja Dudy, przyszli oni na rondo Shumanna, a by zaprezentować swój sprzeciw wobec zmian zaprowadzanych przez rząd Prawa i Sprawiedliwości.

Bawołek odniosła się też do drugiej manifestacji. – Po drugiej stronie, kilka metrów obok jest grupa Polonii, zwolenników rządów PiS. To tzw. ruch Solidarni 2010. Oni tu przyszli głównie po to, aby przywitać prezydenta – mówiła.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W odpowiedzi do <a href="https://bialczynski.pl/wielka-zmiana-w-polityce/0-26-10-2015-pelnia-i-wielka-zmiana-w-polsce/15-01-2015-ruch-kukiza-bez-zmian-w-duchu-wolnych-ludzi-sukces-niezalezna-pl/#comment-23024">bialczynski</a>.</p>
<p>Reporterka Polsat News demaskuje manifestację KOD w Brukseli: To w dużej mierze unijni urzędnicy<br />
demonstracja KOD w Brukseli, unijni urzędnicy, reporterka Polsat News<br />
	polsat news screen</p>
<p>Dzisiejsza wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Brukseli wywołała spore emocje. Ich wyrazem były dwie manifestacje zorganizowane przed gmachem Rady Unii Europejskiej, w którym odbyło się spotkanie Donalda Tuska z polskim prezydentem. Inicjatorami jednej z demonstracji byli &#8222;Solidarni 2010&#8221;, drugiej &#8211; przynajmniej oficjalnie &#8211; Komitetu Obrony Demokracji. Tę drugą zdaje się zupełnie przypadkowo zdemaskowała dziennikarka Polsat News Dorota Bawołek.</p>
<p>Reporterka Polsat News w Brukseli, która relacjonowała sytuację sprzed budynku Rady UE wskazując na antyrządową manifestację, powiedziała: &#8222;To w dużej mierze z tego co rozpoznaję &#8211; bo wielu z nich osobiście znam &#8211; są unijni urzędnicy, z którymi bardzo często rozmawiamy, od których zbieramy różne informacje na temat tego, co dzieje się w Europie&#8221;.</p>
<p>Dziennikarka dodała, że właśnie w związku z wizytą Andrzeja Dudy, przyszli oni na rondo Shumanna, a by zaprezentować swój sprzeciw wobec zmian zaprowadzanych przez rząd Prawa i Sprawiedliwości.</p>
<p>Bawołek odniosła się też do drugiej manifestacji. – Po drugiej stronie, kilka metrów obok jest grupa Polonii, zwolenników rządów PiS. To tzw. ruch Solidarni 2010. Oni tu przyszli głównie po to, aby przywitać prezydenta – mówiła.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/wielka-zmiana-w-polityce/0-26-10-2015-pelnia-i-wielka-zmiana-w-polsce/15-01-2015-ruch-kukiza-bez-zmian-w-duchu-wolnych-ludzi-sukces-niezalezna-pl/#comment-23024</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 18 Jan 2016 17:20:22 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?page_id=55965#comment-23024</guid>

					<description><![CDATA[Szymon Giżyński: komisje sejmowe nic nie zmienią w stanowisku PiS wobec Ślązaków

    Autor: Michał Wroński 18 stycznia 2016 13:28	

Szymon Giżyński: komisje sejmowe nic nie zmienią w stanowisku PiS wobec Ślązaków
Stanowisko PiS ws uznania Ślązaków za mniejszość etniczną jest i było jednoznacznie negatywne (Fot. : RAŚ)

    Udostępnij 0 Tweetnij 0
    Drukuj Wyślij

• Poseł Szymon Giżyński stawia sprawę jasno: ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych nie leży w polskim interesie.
• Obiecaliśmy jednak, że będziemy szanować wszystkie obywatelskie projekty, niezależnie od naszego stosunku do nich - przypomina zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych.
• W piątek (15 stycznia) nad projektem ustawy odbyła się w sejmie burzliwa debata.

Podczas piątkowego (15 stycznia) posiedzenia sejmu posłowie zadecydowali o skierowaniu do dalszych prac w komisjach obywatelskiego projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych. Zakładał on dopisanie do tejże ustawy śląskiej mniejszości etnicznej. Kluby PSL i Kukiz’15 złożył wnioski o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu, posłowie PiS, PO oraz Nowoczesnej byli zdania, że projekt należy odesłać do komisji. Postawa PiS wzbudziła zastanowienie wśród części obserwatorów, pojawiły się nawet sugestie, czy aby jednak PiS nie zamierza sprawić Ślązakom niespodziewanego prezentu. Zapytaliśmy o to posła Szymona Giżyńskiego (PiS), zastępcę przewodniczącego sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych.

poseł Szymon Giżyński (fot.www.parlamentarny.pl)

Część osób spodziewała się, że PiS złoży wniosek o odrzucenie obywatelskiego projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w pierwszym czytaniu. Tak się jednak nie stało, choć wasze stanowisko wydawało się jednoznacznie negatywne. Czyżby jednak uległo ono zmianie?

Szymon Giżyński: Nie. Nic się nie zmieniło. Nasze stanowisko jest i było jednoznacznie negatywne. Moje wystąpienie pokazało kompletny fałsz argumentacji, którą przedstawił Jerzy Gorzelik (lider Ruchu Autonomii Śląska – przyp. red.). Tam nie było ani jednego sensownego faktu. I to jest oficjalne stanowisko naszego klubu. Ustawa w takim kształcie nie leży w polskim interesie. Ona jest obraźliwa dla polskich Ślązaków, a innych nie ma.

A jednak nie wystąpiliście o odrzucenie tego projektu w pierwszym czytaniu jak zrobił to PSL i Kukiz’15. Dlaczego?

- Na początku tej kadencji obiecaliśmy, że będziemy szanować wszystkie obywatelskie projekty, niezależnie od naszego stosunku do nich. I dlatego także w tym przypadku będziemy cedować ten projekt do pracy w komisji, mimo że z powodów pryncypialnych całkowicie się z nim nie zgadzamy. Robimy to z zaciśniętymi zębami, ale skoro obiecaliśmy szanować wszystkie obywatelskie projekty , to tego będziemy się trzymać.

I na etapie prac w komisji nie ma miejsca na żaden kompromis?

- Tu nie będzie żadnego kompromisu, bo kompromis to fikcja antypolska. A my na taką fikcję nie możemy się zgodzić.

A zatem gdy przyjdzie do głosowania, to zagłosujecie przeciwko ustawie?

- Tak jest, na pewno będziemy głosować za jej odrzuceniem.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Szymon Giżyński: komisje sejmowe nic nie zmienią w stanowisku PiS wobec Ślązaków</p>
<p>    Autor: Michał Wroński 18 stycznia 2016 13:28	</p>
<p>Szymon Giżyński: komisje sejmowe nic nie zmienią w stanowisku PiS wobec Ślązaków<br />
Stanowisko PiS ws uznania Ślązaków za mniejszość etniczną jest i było jednoznacznie negatywne (Fot. : RAŚ)</p>
<p>    Udostępnij 0 Tweetnij 0<br />
    Drukuj Wyślij</p>
<p>• Poseł Szymon Giżyński stawia sprawę jasno: ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych nie leży w polskim interesie.<br />
• Obiecaliśmy jednak, że będziemy szanować wszystkie obywatelskie projekty, niezależnie od naszego stosunku do nich &#8211; przypomina zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych.<br />
• W piątek (15 stycznia) nad projektem ustawy odbyła się w sejmie burzliwa debata.</p>
<p>Podczas piątkowego (15 stycznia) posiedzenia sejmu posłowie zadecydowali o skierowaniu do dalszych prac w komisjach obywatelskiego projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych. Zakładał on dopisanie do tejże ustawy śląskiej mniejszości etnicznej. Kluby PSL i Kukiz’15 złożył wnioski o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu, posłowie PiS, PO oraz Nowoczesnej byli zdania, że projekt należy odesłać do komisji. Postawa PiS wzbudziła zastanowienie wśród części obserwatorów, pojawiły się nawet sugestie, czy aby jednak PiS nie zamierza sprawić Ślązakom niespodziewanego prezentu. Zapytaliśmy o to posła Szymona Giżyńskiego (PiS), zastępcę przewodniczącego sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych.</p>
<p>poseł Szymon Giżyński (fot.www.parlamentarny.pl)</p>
<p>Część osób spodziewała się, że PiS złoży wniosek o odrzucenie obywatelskiego projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w pierwszym czytaniu. Tak się jednak nie stało, choć wasze stanowisko wydawało się jednoznacznie negatywne. Czyżby jednak uległo ono zmianie?</p>
<p>Szymon Giżyński: Nie. Nic się nie zmieniło. Nasze stanowisko jest i było jednoznacznie negatywne. Moje wystąpienie pokazało kompletny fałsz argumentacji, którą przedstawił Jerzy Gorzelik (lider Ruchu Autonomii Śląska – przyp. red.). Tam nie było ani jednego sensownego faktu. I to jest oficjalne stanowisko naszego klubu. Ustawa w takim kształcie nie leży w polskim interesie. Ona jest obraźliwa dla polskich Ślązaków, a innych nie ma.</p>
<p>A jednak nie wystąpiliście o odrzucenie tego projektu w pierwszym czytaniu jak zrobił to PSL i Kukiz’15. Dlaczego?</p>
<p>&#8211; Na początku tej kadencji obiecaliśmy, że będziemy szanować wszystkie obywatelskie projekty, niezależnie od naszego stosunku do nich. I dlatego także w tym przypadku będziemy cedować ten projekt do pracy w komisji, mimo że z powodów pryncypialnych całkowicie się z nim nie zgadzamy. Robimy to z zaciśniętymi zębami, ale skoro obiecaliśmy szanować wszystkie obywatelskie projekty , to tego będziemy się trzymać.</p>
<p>I na etapie prac w komisji nie ma miejsca na żaden kompromis?</p>
<p>&#8211; Tu nie będzie żadnego kompromisu, bo kompromis to fikcja antypolska. A my na taką fikcję nie możemy się zgodzić.</p>
<p>A zatem gdy przyjdzie do głosowania, to zagłosujecie przeciwko ustawie?</p>
<p>&#8211; Tak jest, na pewno będziemy głosować za jej odrzuceniem.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
	</channel>
</rss>
