<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>
	Komentarze do: Na Święto Kresu Bogowie Wód doszczętnie zalali Lourdes!	</title>
	<atom:link href="https://bialczynski.pl/wielka-zmiana-nauka-i-spoleczenstwo/wielka-zmiana-a-wiara-przyrody-i-chrzescijanstwo-czyli-polakow-powazna-rozmowa-o-dziejach-i-przyszlosci/22-06-na-swieto-kresu-bogowie-wod-doszczetnie-zalali-lourdes/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://bialczynski.pl</link>
	<description>oficjalna strona Czesława Białczyńskiego</description>
	<lastBuildDate>Sun, 07 Jul 2013 05:02:57 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.7.4</generator>
	<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/wielka-zmiana-nauka-i-spoleczenstwo/wielka-zmiana-a-wiara-przyrody-i-chrzescijanstwo-czyli-polakow-powazna-rozmowa-o-dziejach-i-przyszlosci/22-06-na-swieto-kresu-bogowie-wod-doszczetnie-zalali-lourdes/#comment-9411</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 07 Jul 2013 05:02:57 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?page_id=34733#comment-9411</guid>

					<description><![CDATA[W odpowiedzi do &lt;a href=&quot;https://bialczynski.pl/wielka-zmiana-nauka-i-spoleczenstwo/wielka-zmiana-a-wiara-przyrody-i-chrzescijanstwo-czyli-polakow-powazna-rozmowa-o-dziejach-i-przyszlosci/22-06-na-swieto-kresu-bogowie-wod-doszczetnie-zalali-lourdes/#comment-9410&quot;&gt;Luna13&lt;/a&gt;.

To bardzo dobry tekst z zeszytów Zielonych Brygad, ale jednak się zestarzał. Pochodzi z 1994 roku i wiele się od tego czasu zmieniło. Obecnie rozpowszechnia się po świecie gigantyczny ruch nowej etyki oparty o drugi korzeń, który nie jest korzeniem biblijnym, a prowadzi wprost do ładności miedzy człowiekiem a środowiskiem i do jego ochrony.

Tekst powyższy pełen jest pesymizmu typowego dla przejściowego okresu, a właściwie schyłkowego okresu Kalijugi, kiedy nie widać światełka w tunelu, a głos wołającego o ochronę Przyrody i Matki Ziemi, naszej Gaji, Dawczyni Wszystkiego, zdaje się być głosem w Dżungli, któremu odpowiadają jedynie małpie prześmiewcze wrzaski.

Przebija z niego poczucie samotności w działaniu ratującym planetę i jej zasoby. Sytuacja od tamtego momentu radykalnie się zmieniła, a świadomość koniecznego samoograniczenia owocuje dzisiaj szeregiem działań w cywilizacji człowieka, które budzą czasami uśmiech politowania, ale niekiedy zadziwiają masowością i radykalizmem.

Ja jako wyznawca Wiary Przyrod(zone)y Słowian wierzę, że człowiek, jako Indywidualna Świadoma Istota Materialna oraz ludzkość, jako Zbiorowa Materialna Istota Świadoma Ziemska, są zdolne do pełnej empatii z Materialną Istotą Świadomą &quot;Ziemia&quot; dzięki temu, iż posiadają w sobie Świadomość Nieskończoną i uzyskały świadomość tego faktu.

Eksperyment przyrodniczy jakim jest Człowiek może mieć różny końcowy wynik i jego negatywny finał rzeczywiście pogrąży planetę Ziemia w gigantycznej przemianie, która będzie też dla niej gigantycznym &quot;oczyszczeniem&quot;. Scenariusz taki łatwo sobie wyobrazić, ponieważ już dzisiaj widać jak zaniedbane/nieprzemyślane obiekty technologiczne degradująco wpływają na środowisko.

Być może podejmowane przez ludzi działania okażą się chybione, ale być może okażą się trafne i wystarczające. Pokaże to czas.

Z punktu widzenia filozofii i etyki judeo-chrześcijańskiej istotnie nie widać żadnego wyjścia. Nie widać. bo ta filozofia i etyka jest oparta na błędnym założeniu u podstawy. To błędne założenie zachęcało skutecznie człowieka, przez stulecia do nieograniczonej eksploatacji zasobów Ziemi. Paradoksalnie te majace Człowieka uczłowieczyć założenia i prawa boskie głoszone z Góry przez Yahwe, były tylko zbiorem zasad wymyśłonych przez samego Człowieka w całym jego ograniczeniu percepcji i umysłu.

Spisane jako Przykazania zasady boskie sam,e w sobie zdradzają dzisiaj ograniczoność umysłu ich twórców. Są one nieadekwatmne do zaistniałej sytuacji, której twórcy dekalogu nie przewidzieli.

Rozmiar wywołanej przez Ludzkość Zmiany sam w sobie obala nie tylko religię judeo-chrześcijańską z jej zasadami, ale wszystkie religie z pośrednikami w roli głównej oraz cały system społeczny oparty na zasadach Pan - Niewolnik, który to system owe religie swoimi dekalogami wspierały.

Pełna zgoda z Ireneuszem Kanią co do tego, że jeśli weźmiemy jakikolwiek system religijny już istniejący, to jego analiza zaprowadzi nas do tych samych wniosków pesymistycznych co analiza judeo-chrześcijaństwa (w tym oczywiście mahometanizmu również). Dlatego to &quot;jak wierzymy&quot; i &quot;w co wierzymy&quot; musi ulec zmianie. Rodzi się nowa Wiara, która nie jest religią i w której nie ma żadnych Pośredników żerujących na wyznawcach, a przez to fałszujących  obraz świata w celu czerpania korzyści z pozycji pośrednika.

To Wiara całkowicie indywidualistyczna, polegająca na bezpośrednim kontakcie Świadomości Człowieka z Świadomością Nieskończoną i Zbiorową Świadomością Ludzkości oraz Świadomością Ziemi. To Wiara wypływająca z Natury , a więc z Przyrody, a więc z Istoty Człowieczeństwa/Zwierzęcości.

Jest nieporozumieniem - istotnym filozoficznym błędem rozumowania judeo-chrześcijańskiego - przypisywanie &quot;zwierzęcości&quot; w człowieku niszczycielskiej eksploatacji i degradacji Ziemi. Zwierzęcość jest wolna od ekspansywności i podlega samoregulacji Przyrodzonej (przyrodniczej). To właśnie cechy &quot;niezwierzece&quot;, w umyśle czyli w konstrukcie zwanym człowiekiem są odpowiedzialne za to co widzimy. Pojęcie wojny nie jest znane światu zwierząt, pojecie czystek etnicznych, ekspansji religijnej, rewolucji ideologicznej - to coś ulokowanego poza zwierzęcą nad/pod świadomością/nieświadomością. Zwierzęta nie gromadzą zasobów ponad potrzebę, nie dysponują majątkiem idącym w miliardy dolarów - to nie są cechy &quot;zwierzęcości&quot; w człowieku, ani &quot;roślinności&quot; przyrodzonej. To cechy Człowieczeństwa. I jako takie podlegają one reglamentacji Świadomości Ludzkiej.

Naszą rolą jest wprowadzenie Świadomej Eko-Ekumeny, Ruchu Rozumu i Ruchu Świadomości, opartego na przeświadczeniu o konieczności samoograniczenia i konieczności uładzenia (zharmonizowania) cywilizacji z Przyrodą.

Wynik naszych działań zależał będzie od mocy naszej determinacji i przekonania co do słuszności naszych działań. Dlatego nie wahajmy się, zmieniajmy radykalnie swoje widzenie świata i swoją w nim egzystencję. Koniec systemu wyzysku , koniec Systemu Pan - Niewolnik, koniec udziału w łańcuchu pokarmowym banksterów!  Bo każde nasze wahanie opóźnia realizację niezbędnych elementów Wielkiej Zmiany. Przekonanie że to się dokona bez ofiar jest błędem.

    ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W odpowiedzi do <a href="https://bialczynski.pl/wielka-zmiana-nauka-i-spoleczenstwo/wielka-zmiana-a-wiara-przyrody-i-chrzescijanstwo-czyli-polakow-powazna-rozmowa-o-dziejach-i-przyszlosci/22-06-na-swieto-kresu-bogowie-wod-doszczetnie-zalali-lourdes/#comment-9410">Luna13</a>.</p>
<p>To bardzo dobry tekst z zeszytów Zielonych Brygad, ale jednak się zestarzał. Pochodzi z 1994 roku i wiele się od tego czasu zmieniło. Obecnie rozpowszechnia się po świecie gigantyczny ruch nowej etyki oparty o drugi korzeń, który nie jest korzeniem biblijnym, a prowadzi wprost do ładności miedzy człowiekiem a środowiskiem i do jego ochrony.</p>
<p>Tekst powyższy pełen jest pesymizmu typowego dla przejściowego okresu, a właściwie schyłkowego okresu Kalijugi, kiedy nie widać światełka w tunelu, a głos wołającego o ochronę Przyrody i Matki Ziemi, naszej Gaji, Dawczyni Wszystkiego, zdaje się być głosem w Dżungli, któremu odpowiadają jedynie małpie prześmiewcze wrzaski.</p>
<p>Przebija z niego poczucie samotności w działaniu ratującym planetę i jej zasoby. Sytuacja od tamtego momentu radykalnie się zmieniła, a świadomość koniecznego samoograniczenia owocuje dzisiaj szeregiem działań w cywilizacji człowieka, które budzą czasami uśmiech politowania, ale niekiedy zadziwiają masowością i radykalizmem.</p>
<p>Ja jako wyznawca Wiary Przyrod(zone)y Słowian wierzę, że człowiek, jako Indywidualna Świadoma Istota Materialna oraz ludzkość, jako Zbiorowa Materialna Istota Świadoma Ziemska, są zdolne do pełnej empatii z Materialną Istotą Świadomą &#8222;Ziemia&#8221; dzięki temu, iż posiadają w sobie Świadomość Nieskończoną i uzyskały świadomość tego faktu.</p>
<p>Eksperyment przyrodniczy jakim jest Człowiek może mieć różny końcowy wynik i jego negatywny finał rzeczywiście pogrąży planetę Ziemia w gigantycznej przemianie, która będzie też dla niej gigantycznym &#8222;oczyszczeniem&#8221;. Scenariusz taki łatwo sobie wyobrazić, ponieważ już dzisiaj widać jak zaniedbane/nieprzemyślane obiekty technologiczne degradująco wpływają na środowisko.</p>
<p>Być może podejmowane przez ludzi działania okażą się chybione, ale być może okażą się trafne i wystarczające. Pokaże to czas.</p>
<p>Z punktu widzenia filozofii i etyki judeo-chrześcijańskiej istotnie nie widać żadnego wyjścia. Nie widać. bo ta filozofia i etyka jest oparta na błędnym założeniu u podstawy. To błędne założenie zachęcało skutecznie człowieka, przez stulecia do nieograniczonej eksploatacji zasobów Ziemi. Paradoksalnie te majace Człowieka uczłowieczyć założenia i prawa boskie głoszone z Góry przez Yahwe, były tylko zbiorem zasad wymyśłonych przez samego Człowieka w całym jego ograniczeniu percepcji i umysłu.</p>
<p>Spisane jako Przykazania zasady boskie sam,e w sobie zdradzają dzisiaj ograniczoność umysłu ich twórców. Są one nieadekwatmne do zaistniałej sytuacji, której twórcy dekalogu nie przewidzieli.</p>
<p>Rozmiar wywołanej przez Ludzkość Zmiany sam w sobie obala nie tylko religię judeo-chrześcijańską z jej zasadami, ale wszystkie religie z pośrednikami w roli głównej oraz cały system społeczny oparty na zasadach Pan &#8211; Niewolnik, który to system owe religie swoimi dekalogami wspierały.</p>
<p>Pełna zgoda z Ireneuszem Kanią co do tego, że jeśli weźmiemy jakikolwiek system religijny już istniejący, to jego analiza zaprowadzi nas do tych samych wniosków pesymistycznych co analiza judeo-chrześcijaństwa (w tym oczywiście mahometanizmu również). Dlatego to &#8222;jak wierzymy&#8221; i &#8222;w co wierzymy&#8221; musi ulec zmianie. Rodzi się nowa Wiara, która nie jest religią i w której nie ma żadnych Pośredników żerujących na wyznawcach, a przez to fałszujących  obraz świata w celu czerpania korzyści z pozycji pośrednika.</p>
<p>To Wiara całkowicie indywidualistyczna, polegająca na bezpośrednim kontakcie Świadomości Człowieka z Świadomością Nieskończoną i Zbiorową Świadomością Ludzkości oraz Świadomością Ziemi. To Wiara wypływająca z Natury , a więc z Przyrody, a więc z Istoty Człowieczeństwa/Zwierzęcości.</p>
<p>Jest nieporozumieniem &#8211; istotnym filozoficznym błędem rozumowania judeo-chrześcijańskiego &#8211; przypisywanie &#8222;zwierzęcości&#8221; w człowieku niszczycielskiej eksploatacji i degradacji Ziemi. Zwierzęcość jest wolna od ekspansywności i podlega samoregulacji Przyrodzonej (przyrodniczej). To właśnie cechy &#8222;niezwierzece&#8221;, w umyśle czyli w konstrukcie zwanym człowiekiem są odpowiedzialne za to co widzimy. Pojęcie wojny nie jest znane światu zwierząt, pojecie czystek etnicznych, ekspansji religijnej, rewolucji ideologicznej &#8211; to coś ulokowanego poza zwierzęcą nad/pod świadomością/nieświadomością. Zwierzęta nie gromadzą zasobów ponad potrzebę, nie dysponują majątkiem idącym w miliardy dolarów &#8211; to nie są cechy &#8222;zwierzęcości&#8221; w człowieku, ani &#8222;roślinności&#8221; przyrodzonej. To cechy Człowieczeństwa. I jako takie podlegają one reglamentacji Świadomości Ludzkiej.</p>
<p>Naszą rolą jest wprowadzenie Świadomej Eko-Ekumeny, Ruchu Rozumu i Ruchu Świadomości, opartego na przeświadczeniu o konieczności samoograniczenia i konieczności uładzenia (zharmonizowania) cywilizacji z Przyrodą.</p>
<p>Wynik naszych działań zależał będzie od mocy naszej determinacji i przekonania co do słuszności naszych działań. Dlatego nie wahajmy się, zmieniajmy radykalnie swoje widzenie świata i swoją w nim egzystencję. Koniec systemu wyzysku , koniec Systemu Pan &#8211; Niewolnik, koniec udziału w łańcuchu pokarmowym banksterów!  Bo każde nasze wahanie opóźnia realizację niezbędnych elementów Wielkiej Zmiany. Przekonanie że to się dokona bez ofiar jest błędem.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Luna13		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/wielka-zmiana-nauka-i-spoleczenstwo/wielka-zmiana-a-wiara-przyrody-i-chrzescijanstwo-czyli-polakow-powazna-rozmowa-o-dziejach-i-przyszlosci/22-06-na-swieto-kresu-bogowie-wod-doszczetnie-zalali-lourdes/#comment-9410</link>

		<dc:creator><![CDATA[Luna13]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 06 Jul 2013 21:18:20 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?page_id=34733#comment-9410</guid>

					<description><![CDATA[&quot;wydawajcie owoce i mnóżcie się&quot;

„PERU UREWU
DWA PROGRAMY JAHWE A ŹRÓDŁA WSPÓŁCZESNEGO
KRYZYSU EKOLOGICZNEGO

Częste są obecnie głosy że z naszym światem jest niedobrze; istotnie to że znajduje się on w stanie ostrego egzystencjalnego kryzysu i że pogrąża się weń coraz głębiej każdemu chyba rzuca się w oczy. Światu zagraża między innymi bomba ekologiczna mająca wszelkie dane po temu aby bez wojny upadku na Ziemię planetoidy najazdu kosmitów itp. załatwić naszą poczciwą planetę i nas wespół z nią - na parę co najmniej tysiącleci jeśli nie na zawsze.
Użyłem słowa bomba... Otóż rolę jaką w bombie jądrowej odgrywają dwie półkrytyczne masy ładunku rozszczepialnego w ekologicznej spełnią zapewne dwa czynniki: rosnące lawinowo przeludnienie i fantastycznie szybka destrukcja zasobów atmo- bio- i litosfery.
Pośrednio odpowiedzialna za tę sytuację jest taka a nie inna konfiguracja i dynamika ziemskiego procesu cywilizacyjnego”…..

…”Właśnie prof. Wierciński znany antropolog ma na temat poruszanej tu problematyki niemało ciekawych rzeczy do powiedzenia. Twierdzi on mianowicie że:
Ogromnie długi czas zbieraczo-łowieckiego trybu życia który sięga górnego paleolitu włącznie byłby przeto &#060;&#062; realizacji człowieczeństwa w małpoludzie. Potem wraz z &#060;&#062; z jej osiadłym trybem życia i przejściem na gospodarkę
rolniczo-hodowlaną rozpoczęło się narastanie dominacji adaptacyjnej strategii technicznej nad inicjacyjną. Wtedy dochodzą do głosu takie czynniki które zmieniają przebieg dalszego &#060;&#062; potencjału człowieczeństwa w kierunku mozaikowej specjalizacji i regresów ku &#060;&#062;3.
Ów hipotetyczny Złoty Wiek człowieka największy rozkwit potencjału człowieczeństwa (prof. Wierciński utożsamia go z ekspansją religii szamanistycznych i technik inicjacyjnych stymulowaną potężnie przez odkrycie halucynogenów4) przypadałby na czas ok. 47 000 lat temu; w jakiś czas potem człowiek dokonał wzmiankowanego wyżej wyboru i poszedł drogą regresu ku małpie. Nieograniczona niepohamowana ciekawość (nazywamy to wzniośle czystym poznaniem) eksploracja świata w celu skonsumowania go (wszystko zobaczyć wszystkiego dotknąć wziąć do ręki nadgryźć) pogoń za ciągle nowymi przyjemnościami - to jawne cechy behawioru małpy raczej niż człowieka5. (Ze swej strony dodałbym tu jeszcze postępującą imaginizację wszelkich idiomów; jak wiadomo małpy są wielkimi miłośniczkami wszelkich obrazków szczególnie ruchomych.) Człowiek wyrzeka się więc jakby swojego człowieczeństwa; brzemię to snadź zbyt mocno go gniecie - łatwiej jednak (a może i przyjemniej?) być zwierzęciem. Zwłaszcza tzw. zwierzęciem wyższym co jednostkom ambitniejszym pozwala zachować miłe złudzenie człowieczeństwa... Człowiek rezygnuje ze swojego kosmicznego powołania.
Na czymże jednak ono polega? Zacytujmy znów prof. Wiercińskiego:
... człowiek stał się gatunkiem predestynowanym do roli centralnego homeostatu w biosferze co przekształciłoby ją z układu samosterownego w układ samodzielny (w sensie Mariana Mazura). (...) Celem ewolucji człowieka i jego kultury jest właśnie pełnienie tej roli6.
Tak się niestety nie dzieje dlatego też ... dalszy rozwój cywilizacyjny w tym samym kierunku ekstensywnej kultury materialnej musi ulec zahamowaniu i kompensacji za pośrednictwem intensyfikacji rozwoju kultury duchowej. Nakazem chwili jest więc ograniczenie zwierzęcego dążenia do maksymalizacji osobniczego komfortu życiowego7.
W przeciwnym bowiem razie ... bardziej prawdopodobna jest niszcząca w skali globalnej katastrofa niż realizacja homeostatycznej funkcji naszego gatunku8.
Człowieczeństwo czyli stanięcie ponad Naturą to obietnica wolności. Uwikłanie się człowieka w sieć własnych zwierzęcych popędów namiętności zachcianek - to rezygnacja z wolności pójście w niewolę Natury ze wszystkimi tego implikacjami zwłaszcza psychologicznymi. Niewolnik czuje się zawsze upokorzony gnębią go resentymenty a więc nienawidzi pana i stara się mu szkodzić. Ten właśnie stosunek łączy obecnie człowieka z Naturą.”…

……” Tak więc obraz jest wyraźny choć i bardzo ponury: człowiek jawi się w nim jako zdrajca świata i samego siebie jako destruktor świata - zatem samego siebie. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego obie komponenty naszej natury - małpia i ludzka - wchodzą w konflikt i czemu z tego konfliktu zwycięsko wychodzi zwierzę? Dalej: czy konflikt ów jest do przezwyciężenia (np. w duchu heglowskiej dialektyki) czy też ma może charakter nieusuwalnej antynomii?
Ten i ów obserwator złagodziłby może nieco taki konterfekt hominis sapientis wymieniając wybitnych przedstawicieli naszego gatunku których wielkie duchowe dokonania są jakby błyskami platońskiej anamnezy przypomnieniem o naszym pierwotnym przeznaczeniu. Nauczyciele wielkich religii mistycy kompozytorowie... Ale byłby to tylko retusz - paroma jaśniejszymi kreskami - portretu w zasadzie wiernego coraz drastyczniej weryfikowanego przez współczesną nam rzeczywistość.
Seria pytań postawionych wyżej sprowadza się w istocie do jednej zasadniczej kwestii: czy naszkicowany dramat naszego gatunku jest rezultatem działania wolnej woli człowieka jego arbitralnego wyboru czy też może wynikiem jakiegoś odgórnego zaprogramowania które człowiek fatalnie musi realizować? Tak sformułowane pytanie ma zatem implikacje ważne dla przyrodnika filozofa religioznawcy historyka kultury.
Przyrodnik uporałby się może z nim najprościej; stwierdziłby że szansa iż człowiek potrafi radykalnie oderwać się od swego małpiego dziedzictwa była znikoma skoro 99% materiału chromosomalnego dzieli on z szympansem potencjał człowieczeństwa zaś to raptem kilka genów będących najprawdopodobniej wynikiem mutacji (a więc przypadku).
Filozof zastanawiając się nad interesującą tu nas kwestią mógłby przypomnieć że już Nietzsche wysoce niezadowolony z realnego kosmicznego statusu człowieka i głoszący konieczność przekroczenia go przezwyciężenia antycypował rozpoznanie współczesnych antropologów - bo przecież jego Nadczłowiek to nic innego jak tylko postulat pełnej realizacji potencjału człowieczeństwa.
Dalej filozof przywołałby też prawdopodobnie szereg myślicieli którzy na przestrzeni wieków badali funkcjonowanie czystego intelektu (Nagardżuna i Dharmakirti w Indiach Kant na Zachodzie) i doszedłby do wniosku że wewnętrzne sprzeczności w ewolucji świata uczłowieczonego (antroposfery) mają może związek ze strukturą ludzkiego umysłu który wykazuje cechy antynomiczne. Filozof mógłby stwierdzić że omawiany tu problem łączy się z trzecią antynomią Kantowską (przyczynowość określona przez wolność i przyczynowość jako wyłącznie efekt praw przyrody) i że wobec tego jest źle postawiony. (Ale nawet problemy źle postawione miewają realny i to twardy żywot ich bękarcie zaś skutki mogą nam się dobrze dać we znaki.)
Jeśli jesteśmy już przy kwestii antynomii ludzkiego rozumu to można rzecz jasna pójść jeszcze dalej. Można zadać sobie pytanie czy w ostatecznej instancji nie odbijają owe antynomie jakichś antynomii rozumu boskiego skoro człowiek urobiony jest na obraz i podobieństwo Boga...
Że intuicja taka była możliwa przekonują nas te oto słowa znanego teologa prawosławnego G. Florowskiego: ... musimy rozróżnić jak gdyby dwa modusy wieczności: istotną wieczność w której żyje tylko Trójca Święta i przypadkową wieczność wolnych aktów Łaski Bożej9. Dlatego też istnienie w Bogu wiecznej nie stworzonej &#039;potencjalności&#039; która nie jest ani istotą Boga ani istotą świata ani istotą samą w sobie lecz która implikuje pewien brak możliwości przewidywania wobec stworzenia zakłada antynomiczną koncepcję Boga która znajduje różne formy w teologii bizantyjskiej10.
Religioznawca-historyk kultury zacznie się natomiast zastanawiać czy w rozmaitych mitach religiach wierzeniach tradycjach przechowały się jakieś ślady odbłyski pamięci o owym tak dramatycznym i brzemiennym w skutki zdarzeniu którym był wybór jednej z dwu ścieżek: pod górę ku statusowi półboskiemu (homeostat...) i w dół - z powrotem ku małpie. W specyficznym idiomie mitów i religii drogi te symbolizowane są respective przez dążenie do nieśmiertelności i przez ześlizgiwanie się w byt śmiertelny; wybór drugiej to upadek grzech.
Tu od razu nasuwa mi się na myśl śliczny mit indonezyjski o tym jak to pierwotni ludzie zostali postawieni przed podobnym egzystencjalnym wyborem. Przytaczam go w wersji M. Eliadego:
Na początku niebo było całkiem blisko ziemi i Stwórca miał zwyczaj spuszczania na sznurze podarków dla ludzi. Któregoś dnia spuścił kamień. Przodkowie nie chcieli go jednak i zwrócili się do Stwórcy: &#039;Na co nam kamień? Daj nam coś innego&#039;. Bóg się zgodził. W kilka dni później spuścił im banana którego ludzie przyjęli z radością. Wówczas z nieba dobiegł ich głos: Skoro wybraliście banana wasze życie będzie takie jak jego. Kiedy bananowiec puszcza nowe pędy główna łodyga obumiera. Tak i wy pomrzecie a wasze miejsca zajmą wasze dzieci. Gdybyście byli wybrali kamień żylibyście tak jak trwa kamień - bez zmiany i bez śmierci11.
Kamień symbolizuje tu nieśmiertelność banan - życie poddane rygorom czasu rozpadowi i śmierci ale za to przyjemne. Godne uwagi w tym micie jest to że o modusie istnienia rodu ludzkiego w świecie zadecydował sam człowiek i jego wolny (choć nie całkiem świadomy bo przodkowie nie wiedzieli o istotnych jego konsekwencjach) wybór. Żaden Zły się w tę sprawę nie wmieszał; co prawda można by jego rolę częściowo przypisać Stwórcy który swoich dzieci nie uprzedził o wszystkich możliwych następstwach ich decyzji (Bóg-oszust? Zły Demiurg u Indonezyjczyków?).
Tym sposobem drogą okrężną dotarliśmy do Arcy-mitu pomieszczonego w Genezis Księdze Ksiąg”….
…..”Świat jest zatem dla syna cywilizacji judeo-chrześcijańskiej polem eksploracji i eksploatacji przy czym o rządzących tą ekspansją kryteriach i ograniczeniach decyduje sam człowiek - jedyna istota rozumna. Jakoż Jahwe tak drobiazgowy i szczegółowy w przepisach i nakazach oraz zakazach rytualnych kultowych był nadzwyczaj wstrzemięźliwy w kwestii relacji człowieka z przyrodą; zostawił te sprawy snadź do uznania człowieka ufając jego rozumowi i poczuciu odpowiedzialności. Ale już św. Augustyn przeczuwał chyba związane z tym niebezpieczeństwa pisał bowiem:
Są nadto inne rozmaite punkty oceny stworzeń stosownie do pożytku ich w różnych kierunkach i wtedy nawet niektóre twory czucia pozbawione wyżej stawiamy od obdarzonych czuciem i to tak dalece że gdyby było w mocy naszej radzi byśmy niektóre istoty czuciem obdarzone zupełnie wyplenić spośród wszech natur bądź dlatego że nie wiemy jaki jest ich cel i zadanie w świecie bądź też - że ten ich cel choć i wiadomy nam lekceważymy mając osobiste wygody na względzie34.
Również u współczesnego egzegety poruszającego omawiane tu zagadnienie wyczuwamy jakieś zakłopotanie i duchową niewygodę gdy czytamy taki oto komentarz do Księgi Rodzaju:
Człowiek może posługiwać się światem materialnym nieożywionym a także roślinami i          zwierzętami ale zgodnie ze swą naturą rozumną i zgodnie z naturą tych istot35.
I trudno się zaiste dziwić temu zakłopotaniu. Cóż to bowiem znaczy korzystać ze zwierząt zgodnie z ich naturą? Czyż to rzeczywiście natura słonia predestynuje go do dźwigania belek w Indiach? Albo jakaż to natura wieprza przesądza o tym że tak często i chętnie gościmy go w postaci szynki bądź kotleta schabowego na naszych stołach? A cóż wspólnego ma natura szczupaka z jego życiową rolą jako zimnej zakąski (w galarecie) do wódeczki? Chyba tylko używanie w Chinach kormoranów do łowienia ryb wydr w dawnej Polsce do tych samych celów sokołów - do polowań na króliki itp. - istotnie uznać można pod pewnymi wszakże zastrzeżeniami za posługiwanie się zwierzętami zgodnie z ich naturą.
W samej rzeczy czcigodny biblista może nieświadomie wypowiedział w zacytowanym zdaniu kwintesencję naszego ludzi cywilizacji judeo-chrześcijańskiej podejścia do świata - do jego bogactw do roślin i zwierząt; o tym czym one naprawdę są my decydujemy; ich naturę określają po prostu nasze doraźne potrzeby i wyobrażenia co do stopnia ich przydatności do naszych celów. Między epoką św. Augustyna a wiekiem dwudziestym - jakiż szmat czasu! I jakże nikły postęp w teologii środowiska naturalnego!”…


….”POSTSCRIPTUM
Ażeby zapobiec wykorzystywaniu konkluzji tego eseju do celów ideowych zupełnie mi obcych (jak. np. propaganda antysemicka), dopowiadam co następuje:

analizę biblijnych uwarunkowań zachodniej cywilizacji przedsięwziąłem dlatego, że jest mi ona najbliższa i najlepiej znana, nie zaś dlatego, iżbym ten paradygmat uważał za gorszy od innych, w tym również hipotetycznych; celem analizy była egzemplifikacja mego przeświadczenia, iż w każdym paradygmacie cywilizacyjnym tkwią wewnętrzne sprzeczności o charakterze antynomicznym; innymi słowy sądzę, że jakikolwiek paradygmat alternatywny w końcu doprowadziłby do skutków podobnych, a więc przekonanie, iż możliwa jest zupełna, rewolucyjna zamiana naszego paradygmatu na inny, lepszy, uważam za iluzję, ponieważ przyczyna współczesnego kryzysu naszej cywilizacji tkwi ostatecznie nie w takiej bądź innej konfiguracji wzorca cywilizacyjnego, lecz w samej ontycznej strukturze człowieka, który biologicznie (pod względem ewolucyjnym) jest gatunkiem udanym, pod względem wszakże moralnym jest gatunkiem chybionym.”
Kraków, wrzesień&#039;94,     Ireneusz Kania

http://www.zb.eco.pl/bzb/8/czesc1.htm
http://www.zb.eco.pl/bzb/index.htm
http://zb.eco.pl/

avoir de l&#039;or de Toulouse]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8222;wydawajcie owoce i mnóżcie się&#8221;</p>
<p>„PERU UREWU<br />
DWA PROGRAMY JAHWE A ŹRÓDŁA WSPÓŁCZESNEGO<br />
KRYZYSU EKOLOGICZNEGO</p>
<p>Częste są obecnie głosy że z naszym światem jest niedobrze; istotnie to że znajduje się on w stanie ostrego egzystencjalnego kryzysu i że pogrąża się weń coraz głębiej każdemu chyba rzuca się w oczy. Światu zagraża między innymi bomba ekologiczna mająca wszelkie dane po temu aby bez wojny upadku na Ziemię planetoidy najazdu kosmitów itp. załatwić naszą poczciwą planetę i nas wespół z nią &#8211; na parę co najmniej tysiącleci jeśli nie na zawsze.<br />
Użyłem słowa bomba&#8230; Otóż rolę jaką w bombie jądrowej odgrywają dwie półkrytyczne masy ładunku rozszczepialnego w ekologicznej spełnią zapewne dwa czynniki: rosnące lawinowo przeludnienie i fantastycznie szybka destrukcja zasobów atmo- bio- i litosfery.<br />
Pośrednio odpowiedzialna za tę sytuację jest taka a nie inna konfiguracja i dynamika ziemskiego procesu cywilizacyjnego”…..</p>
<p>…”Właśnie prof. Wierciński znany antropolog ma na temat poruszanej tu problematyki niemało ciekawych rzeczy do powiedzenia. Twierdzi on mianowicie że:<br />
Ogromnie długi czas zbieraczo-łowieckiego trybu życia który sięga górnego paleolitu włącznie byłby przeto &lt;&gt; realizacji człowieczeństwa w małpoludzie. Potem wraz z &lt;&gt; z jej osiadłym trybem życia i przejściem na gospodarkę<br />
rolniczo-hodowlaną rozpoczęło się narastanie dominacji adaptacyjnej strategii technicznej nad inicjacyjną. Wtedy dochodzą do głosu takie czynniki które zmieniają przebieg dalszego &lt;&gt; potencjału człowieczeństwa w kierunku mozaikowej specjalizacji i regresów ku &lt;&gt;3.<br />
Ów hipotetyczny Złoty Wiek człowieka największy rozkwit potencjału człowieczeństwa (prof. Wierciński utożsamia go z ekspansją religii szamanistycznych i technik inicjacyjnych stymulowaną potężnie przez odkrycie halucynogenów4) przypadałby na czas ok. 47 000 lat temu; w jakiś czas potem człowiek dokonał wzmiankowanego wyżej wyboru i poszedł drogą regresu ku małpie. Nieograniczona niepohamowana ciekawość (nazywamy to wzniośle czystym poznaniem) eksploracja świata w celu skonsumowania go (wszystko zobaczyć wszystkiego dotknąć wziąć do ręki nadgryźć) pogoń za ciągle nowymi przyjemnościami &#8211; to jawne cechy behawioru małpy raczej niż człowieka5. (Ze swej strony dodałbym tu jeszcze postępującą imaginizację wszelkich idiomów; jak wiadomo małpy są wielkimi miłośniczkami wszelkich obrazków szczególnie ruchomych.) Człowiek wyrzeka się więc jakby swojego człowieczeństwa; brzemię to snadź zbyt mocno go gniecie &#8211; łatwiej jednak (a może i przyjemniej?) być zwierzęciem. Zwłaszcza tzw. zwierzęciem wyższym co jednostkom ambitniejszym pozwala zachować miłe złudzenie człowieczeństwa&#8230; Człowiek rezygnuje ze swojego kosmicznego powołania.<br />
Na czymże jednak ono polega? Zacytujmy znów prof. Wiercińskiego:<br />
&#8230; człowiek stał się gatunkiem predestynowanym do roli centralnego homeostatu w biosferze co przekształciłoby ją z układu samosterownego w układ samodzielny (w sensie Mariana Mazura). (&#8230;) Celem ewolucji człowieka i jego kultury jest właśnie pełnienie tej roli6.<br />
Tak się niestety nie dzieje dlatego też &#8230; dalszy rozwój cywilizacyjny w tym samym kierunku ekstensywnej kultury materialnej musi ulec zahamowaniu i kompensacji za pośrednictwem intensyfikacji rozwoju kultury duchowej. Nakazem chwili jest więc ograniczenie zwierzęcego dążenia do maksymalizacji osobniczego komfortu życiowego7.<br />
W przeciwnym bowiem razie &#8230; bardziej prawdopodobna jest niszcząca w skali globalnej katastrofa niż realizacja homeostatycznej funkcji naszego gatunku8.<br />
Człowieczeństwo czyli stanięcie ponad Naturą to obietnica wolności. Uwikłanie się człowieka w sieć własnych zwierzęcych popędów namiętności zachcianek &#8211; to rezygnacja z wolności pójście w niewolę Natury ze wszystkimi tego implikacjami zwłaszcza psychologicznymi. Niewolnik czuje się zawsze upokorzony gnębią go resentymenty a więc nienawidzi pana i stara się mu szkodzić. Ten właśnie stosunek łączy obecnie człowieka z Naturą.”…</p>
<p>……” Tak więc obraz jest wyraźny choć i bardzo ponury: człowiek jawi się w nim jako zdrajca świata i samego siebie jako destruktor świata &#8211; zatem samego siebie. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego obie komponenty naszej natury &#8211; małpia i ludzka &#8211; wchodzą w konflikt i czemu z tego konfliktu zwycięsko wychodzi zwierzę? Dalej: czy konflikt ów jest do przezwyciężenia (np. w duchu heglowskiej dialektyki) czy też ma może charakter nieusuwalnej antynomii?<br />
Ten i ów obserwator złagodziłby może nieco taki konterfekt hominis sapientis wymieniając wybitnych przedstawicieli naszego gatunku których wielkie duchowe dokonania są jakby błyskami platońskiej anamnezy przypomnieniem o naszym pierwotnym przeznaczeniu. Nauczyciele wielkich religii mistycy kompozytorowie&#8230; Ale byłby to tylko retusz &#8211; paroma jaśniejszymi kreskami &#8211; portretu w zasadzie wiernego coraz drastyczniej weryfikowanego przez współczesną nam rzeczywistość.<br />
Seria pytań postawionych wyżej sprowadza się w istocie do jednej zasadniczej kwestii: czy naszkicowany dramat naszego gatunku jest rezultatem działania wolnej woli człowieka jego arbitralnego wyboru czy też może wynikiem jakiegoś odgórnego zaprogramowania które człowiek fatalnie musi realizować? Tak sformułowane pytanie ma zatem implikacje ważne dla przyrodnika filozofa religioznawcy historyka kultury.<br />
Przyrodnik uporałby się może z nim najprościej; stwierdziłby że szansa iż człowiek potrafi radykalnie oderwać się od swego małpiego dziedzictwa była znikoma skoro 99% materiału chromosomalnego dzieli on z szympansem potencjał człowieczeństwa zaś to raptem kilka genów będących najprawdopodobniej wynikiem mutacji (a więc przypadku).<br />
Filozof zastanawiając się nad interesującą tu nas kwestią mógłby przypomnieć że już Nietzsche wysoce niezadowolony z realnego kosmicznego statusu człowieka i głoszący konieczność przekroczenia go przezwyciężenia antycypował rozpoznanie współczesnych antropologów &#8211; bo przecież jego Nadczłowiek to nic innego jak tylko postulat pełnej realizacji potencjału człowieczeństwa.<br />
Dalej filozof przywołałby też prawdopodobnie szereg myślicieli którzy na przestrzeni wieków badali funkcjonowanie czystego intelektu (Nagardżuna i Dharmakirti w Indiach Kant na Zachodzie) i doszedłby do wniosku że wewnętrzne sprzeczności w ewolucji świata uczłowieczonego (antroposfery) mają może związek ze strukturą ludzkiego umysłu który wykazuje cechy antynomiczne. Filozof mógłby stwierdzić że omawiany tu problem łączy się z trzecią antynomią Kantowską (przyczynowość określona przez wolność i przyczynowość jako wyłącznie efekt praw przyrody) i że wobec tego jest źle postawiony. (Ale nawet problemy źle postawione miewają realny i to twardy żywot ich bękarcie zaś skutki mogą nam się dobrze dać we znaki.)<br />
Jeśli jesteśmy już przy kwestii antynomii ludzkiego rozumu to można rzecz jasna pójść jeszcze dalej. Można zadać sobie pytanie czy w ostatecznej instancji nie odbijają owe antynomie jakichś antynomii rozumu boskiego skoro człowiek urobiony jest na obraz i podobieństwo Boga&#8230;<br />
Że intuicja taka była możliwa przekonują nas te oto słowa znanego teologa prawosławnego G. Florowskiego: &#8230; musimy rozróżnić jak gdyby dwa modusy wieczności: istotną wieczność w której żyje tylko Trójca Święta i przypadkową wieczność wolnych aktów Łaski Bożej9. Dlatego też istnienie w Bogu wiecznej nie stworzonej 'potencjalności&#8217; która nie jest ani istotą Boga ani istotą świata ani istotą samą w sobie lecz która implikuje pewien brak możliwości przewidywania wobec stworzenia zakłada antynomiczną koncepcję Boga która znajduje różne formy w teologii bizantyjskiej10.<br />
Religioznawca-historyk kultury zacznie się natomiast zastanawiać czy w rozmaitych mitach religiach wierzeniach tradycjach przechowały się jakieś ślady odbłyski pamięci o owym tak dramatycznym i brzemiennym w skutki zdarzeniu którym był wybór jednej z dwu ścieżek: pod górę ku statusowi półboskiemu (homeostat&#8230;) i w dół &#8211; z powrotem ku małpie. W specyficznym idiomie mitów i religii drogi te symbolizowane są respective przez dążenie do nieśmiertelności i przez ześlizgiwanie się w byt śmiertelny; wybór drugiej to upadek grzech.<br />
Tu od razu nasuwa mi się na myśl śliczny mit indonezyjski o tym jak to pierwotni ludzie zostali postawieni przed podobnym egzystencjalnym wyborem. Przytaczam go w wersji M. Eliadego:<br />
Na początku niebo było całkiem blisko ziemi i Stwórca miał zwyczaj spuszczania na sznurze podarków dla ludzi. Któregoś dnia spuścił kamień. Przodkowie nie chcieli go jednak i zwrócili się do Stwórcy: 'Na co nam kamień? Daj nam coś innego&#8217;. Bóg się zgodził. W kilka dni później spuścił im banana którego ludzie przyjęli z radością. Wówczas z nieba dobiegł ich głos: Skoro wybraliście banana wasze życie będzie takie jak jego. Kiedy bananowiec puszcza nowe pędy główna łodyga obumiera. Tak i wy pomrzecie a wasze miejsca zajmą wasze dzieci. Gdybyście byli wybrali kamień żylibyście tak jak trwa kamień &#8211; bez zmiany i bez śmierci11.<br />
Kamień symbolizuje tu nieśmiertelność banan &#8211; życie poddane rygorom czasu rozpadowi i śmierci ale za to przyjemne. Godne uwagi w tym micie jest to że o modusie istnienia rodu ludzkiego w świecie zadecydował sam człowiek i jego wolny (choć nie całkiem świadomy bo przodkowie nie wiedzieli o istotnych jego konsekwencjach) wybór. Żaden Zły się w tę sprawę nie wmieszał; co prawda można by jego rolę częściowo przypisać Stwórcy który swoich dzieci nie uprzedził o wszystkich możliwych następstwach ich decyzji (Bóg-oszust? Zły Demiurg u Indonezyjczyków?).<br />
Tym sposobem drogą okrężną dotarliśmy do Arcy-mitu pomieszczonego w Genezis Księdze Ksiąg”….<br />
…..”Świat jest zatem dla syna cywilizacji judeo-chrześcijańskiej polem eksploracji i eksploatacji przy czym o rządzących tą ekspansją kryteriach i ograniczeniach decyduje sam człowiek &#8211; jedyna istota rozumna. Jakoż Jahwe tak drobiazgowy i szczegółowy w przepisach i nakazach oraz zakazach rytualnych kultowych był nadzwyczaj wstrzemięźliwy w kwestii relacji człowieka z przyrodą; zostawił te sprawy snadź do uznania człowieka ufając jego rozumowi i poczuciu odpowiedzialności. Ale już św. Augustyn przeczuwał chyba związane z tym niebezpieczeństwa pisał bowiem:<br />
Są nadto inne rozmaite punkty oceny stworzeń stosownie do pożytku ich w różnych kierunkach i wtedy nawet niektóre twory czucia pozbawione wyżej stawiamy od obdarzonych czuciem i to tak dalece że gdyby było w mocy naszej radzi byśmy niektóre istoty czuciem obdarzone zupełnie wyplenić spośród wszech natur bądź dlatego że nie wiemy jaki jest ich cel i zadanie w świecie bądź też &#8211; że ten ich cel choć i wiadomy nam lekceważymy mając osobiste wygody na względzie34.<br />
Również u współczesnego egzegety poruszającego omawiane tu zagadnienie wyczuwamy jakieś zakłopotanie i duchową niewygodę gdy czytamy taki oto komentarz do Księgi Rodzaju:<br />
Człowiek może posługiwać się światem materialnym nieożywionym a także roślinami i          zwierzętami ale zgodnie ze swą naturą rozumną i zgodnie z naturą tych istot35.<br />
I trudno się zaiste dziwić temu zakłopotaniu. Cóż to bowiem znaczy korzystać ze zwierząt zgodnie z ich naturą? Czyż to rzeczywiście natura słonia predestynuje go do dźwigania belek w Indiach? Albo jakaż to natura wieprza przesądza o tym że tak często i chętnie gościmy go w postaci szynki bądź kotleta schabowego na naszych stołach? A cóż wspólnego ma natura szczupaka z jego życiową rolą jako zimnej zakąski (w galarecie) do wódeczki? Chyba tylko używanie w Chinach kormoranów do łowienia ryb wydr w dawnej Polsce do tych samych celów sokołów &#8211; do polowań na króliki itp. &#8211; istotnie uznać można pod pewnymi wszakże zastrzeżeniami za posługiwanie się zwierzętami zgodnie z ich naturą.<br />
W samej rzeczy czcigodny biblista może nieświadomie wypowiedział w zacytowanym zdaniu kwintesencję naszego ludzi cywilizacji judeo-chrześcijańskiej podejścia do świata &#8211; do jego bogactw do roślin i zwierząt; o tym czym one naprawdę są my decydujemy; ich naturę określają po prostu nasze doraźne potrzeby i wyobrażenia co do stopnia ich przydatności do naszych celów. Między epoką św. Augustyna a wiekiem dwudziestym &#8211; jakiż szmat czasu! I jakże nikły postęp w teologii środowiska naturalnego!”…</p>
<p>….”POSTSCRIPTUM<br />
Ażeby zapobiec wykorzystywaniu konkluzji tego eseju do celów ideowych zupełnie mi obcych (jak. np. propaganda antysemicka), dopowiadam co następuje:</p>
<p>analizę biblijnych uwarunkowań zachodniej cywilizacji przedsięwziąłem dlatego, że jest mi ona najbliższa i najlepiej znana, nie zaś dlatego, iżbym ten paradygmat uważał za gorszy od innych, w tym również hipotetycznych; celem analizy była egzemplifikacja mego przeświadczenia, iż w każdym paradygmacie cywilizacyjnym tkwią wewnętrzne sprzeczności o charakterze antynomicznym; innymi słowy sądzę, że jakikolwiek paradygmat alternatywny w końcu doprowadziłby do skutków podobnych, a więc przekonanie, iż możliwa jest zupełna, rewolucyjna zamiana naszego paradygmatu na inny, lepszy, uważam za iluzję, ponieważ przyczyna współczesnego kryzysu naszej cywilizacji tkwi ostatecznie nie w takiej bądź innej konfiguracji wzorca cywilizacyjnego, lecz w samej ontycznej strukturze człowieka, który biologicznie (pod względem ewolucyjnym) jest gatunkiem udanym, pod względem wszakże moralnym jest gatunkiem chybionym.”<br />
Kraków, wrzesień&#8217;94,     Ireneusz Kania</p>
<p><a href="http://www.zb.eco.pl/bzb/8/czesc1.htm" rel="nofollow ugc">http://www.zb.eco.pl/bzb/8/czesc1.htm</a><br />
<a href="http://www.zb.eco.pl/bzb/index.htm" rel="nofollow ugc">http://www.zb.eco.pl/bzb/index.htm</a><br />
<a href="http://zb.eco.pl/" rel="nofollow ugc">http://zb.eco.pl/</a></p>
<p>avoir de l&#8217;or de Toulouse</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
	</channel>
</rss>
