<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>
	Komentarze do: Prometej Wyzwolony:  [Cymatyka] [Kryształ] [Rana Ojca] 324. Dobre lekarstwo bywa gorzkie	</title>
	<atom:link href="https://bialczynski.pl/2024/08/11/prometej-wyzwolony-cymatyka-krysztal-rana-ojca-324-dobre-lekarstwo-bywa-gorzkie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://bialczynski.pl/2024/08/11/prometej-wyzwolony-cymatyka-krysztal-rana-ojca-324-dobre-lekarstwo-bywa-gorzkie/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=prometej-wyzwolony-cymatyka-krysztal-rana-ojca-324-dobre-lekarstwo-bywa-gorzkie</link>
	<description>oficjalna strona Czesława Białczyńskiego</description>
	<lastBuildDate>Sun, 11 Aug 2024 18:43:48 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.7.4</generator>
	<item>
		<title>
		Autor: J.G.D.		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2024/08/11/prometej-wyzwolony-cymatyka-krysztal-rana-ojca-324-dobre-lekarstwo-bywa-gorzkie/#comment-90013</link>

		<dc:creator><![CDATA[J.G.D.]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 11 Aug 2024 18:43:48 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=153225#comment-90013</guid>

					<description><![CDATA[&quot;Jest coś niezwykle poruszającego w tych zdjęciach, ujawnionych ostatnich dniach przez Survival International. Oto grupa leśnych ludzi niczym stado gazeli wyszła z lasu na brzeg rzeki w poszukiwaniu... no właśnie? pożywienia, schronienia... Ludzie bez telefonów komórkowych, bez dostępu do internetu, bez kart kredytowych, a nawet, jak widać na zbliżeniach, bez gaci. Avatar Jamesa Camerona w ziemskim realu, na naszych oczach. 

Rozgrywa się scenariusz z Pandory: obcy przylecieli z odległej planety na swoich maszynach latających, przywieźli buldożery i rżną matczyny las, nie zważając na miejscowych. Dla obcych ten las nie ma żadnej opowieści: jest tylko ekonomicznym zasobem, który trzeba pozyskać, a mieszkający tu ludzie przyrodniczą ciekawostką: bez peseli, prawników i instytucji nie mają ludzkich praw. Obcy nadali im swoją obraźliwą nazwę: Mashco Piro - Dziki Lud, gdyż nie pytali jak sami siebie nazywają. 

Etnolodzy mówią na nich Nomole lub Cujareño i opisują jako rdzenne plemię koczowniczych łowców-zbieraczy zamieszkujących odległe regiony lasów deszczowych Peru w pobliżu granicy z Brazylią. To też największe na świecie plemię, z którym nie nawiązano jeszcze kontaktu. Największe bo liczące około 750 osób... tyle co moja stara podstawówka. 

Z tym &quot;nienawiązaniem kontaktu&quot; było tak, że w 1894 roku większość plemienia Nomole została wymordowana przez prywatną armię Carlosa Fitzcarralda w górnym obszarze rzeki Manú. Nie zadawano im żadnych pytań, więc i nie było kontaktu. Tych, którzy nie uciekali na drzewa połapał w kajdany brygadzista Fitzcarralda, Carlos Scharffa, niech imię jego będzie przeklęte, w latach 1897–1909 wzdłuż rzek Purús i Madre de Dios (Matki naszego Boga). Ci Nomole, którzy potrafili uciekać, wycofali się do odległych obszarów leśnych, wiedząc już z czym wiąże się spotkanie miłosiernego chrześcijanina. 

Ale chrześcijanie nie zadowolili się kauczukiem. Chcieli więcej. Cięli więc las tak uporczywie, że po 100 latach znowu podeszli pod siedziby Nomole i zaczęli im latać nad głowami ciężkim sprzętem hałasującym w poszukiwaniu ropy i gazu. Niby to park narodowy, ale firma wydobywcza Canales Tahuamanu otrzymała pozwolenie na wyręby, a nawet certyfikat Forest Stewardship Council (FSC), który ma oznaczać &quot;zrównoważoną eksploatację&quot;. Za chwilę zacznie rozpieprzać las zaledwie kilka mil od siedzib tych nietkniętych cywilizacją ludzi. 

Czy dotrą do Drzewa Domu, które jest ostatnim schronieniem Nomole i odpalą pod nim ładunki wybuchowe? Czy znajdzie się dzielny Jake Sully, który z rdzenną kobietą Naytiri przeciwstawi się dewastacji? Wojownikowi Nomole udało się już zabić jednego pracownika wyrębów za pomocą drewnianej strzały. Można się spodziewać, że jak pułkownik Miles Quaritch go dopadnie, to nie będzie się z nim cackał.&quot;
https://www.facebook.com/share/v/5ixTupMg6MZiGDcS/]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8222;Jest coś niezwykle poruszającego w tych zdjęciach, ujawnionych ostatnich dniach przez Survival International. Oto grupa leśnych ludzi niczym stado gazeli wyszła z lasu na brzeg rzeki w poszukiwaniu&#8230; no właśnie? pożywienia, schronienia&#8230; Ludzie bez telefonów komórkowych, bez dostępu do internetu, bez kart kredytowych, a nawet, jak widać na zbliżeniach, bez gaci. Avatar Jamesa Camerona w ziemskim realu, na naszych oczach. </p>
<p>Rozgrywa się scenariusz z Pandory: obcy przylecieli z odległej planety na swoich maszynach latających, przywieźli buldożery i rżną matczyny las, nie zważając na miejscowych. Dla obcych ten las nie ma żadnej opowieści: jest tylko ekonomicznym zasobem, który trzeba pozyskać, a mieszkający tu ludzie przyrodniczą ciekawostką: bez peseli, prawników i instytucji nie mają ludzkich praw. Obcy nadali im swoją obraźliwą nazwę: Mashco Piro &#8211; Dziki Lud, gdyż nie pytali jak sami siebie nazywają. </p>
<p>Etnolodzy mówią na nich Nomole lub Cujareño i opisują jako rdzenne plemię koczowniczych łowców-zbieraczy zamieszkujących odległe regiony lasów deszczowych Peru w pobliżu granicy z Brazylią. To też największe na świecie plemię, z którym nie nawiązano jeszcze kontaktu. Największe bo liczące około 750 osób&#8230; tyle co moja stara podstawówka. </p>
<p>Z tym &#8222;nienawiązaniem kontaktu&#8221; było tak, że w 1894 roku większość plemienia Nomole została wymordowana przez prywatną armię Carlosa Fitzcarralda w górnym obszarze rzeki Manú. Nie zadawano im żadnych pytań, więc i nie było kontaktu. Tych, którzy nie uciekali na drzewa połapał w kajdany brygadzista Fitzcarralda, Carlos Scharffa, niech imię jego będzie przeklęte, w latach 1897–1909 wzdłuż rzek Purús i Madre de Dios (Matki naszego Boga). Ci Nomole, którzy potrafili uciekać, wycofali się do odległych obszarów leśnych, wiedząc już z czym wiąże się spotkanie miłosiernego chrześcijanina. </p>
<p>Ale chrześcijanie nie zadowolili się kauczukiem. Chcieli więcej. Cięli więc las tak uporczywie, że po 100 latach znowu podeszli pod siedziby Nomole i zaczęli im latać nad głowami ciężkim sprzętem hałasującym w poszukiwaniu ropy i gazu. Niby to park narodowy, ale firma wydobywcza Canales Tahuamanu otrzymała pozwolenie na wyręby, a nawet certyfikat Forest Stewardship Council (FSC), który ma oznaczać &#8222;zrównoważoną eksploatację&#8221;. Za chwilę zacznie rozpieprzać las zaledwie kilka mil od siedzib tych nietkniętych cywilizacją ludzi. </p>
<p>Czy dotrą do Drzewa Domu, które jest ostatnim schronieniem Nomole i odpalą pod nim ładunki wybuchowe? Czy znajdzie się dzielny Jake Sully, który z rdzenną kobietą Naytiri przeciwstawi się dewastacji? Wojownikowi Nomole udało się już zabić jednego pracownika wyrębów za pomocą drewnianej strzały. Można się spodziewać, że jak pułkownik Miles Quaritch go dopadnie, to nie będzie się z nim cackał.&#8221;<br />
<a href="https://www.facebook.com/share/v/5ixTupMg6MZiGDcS/" rel="nofollow ugc">https://www.facebook.com/share/v/5ixTupMg6MZiGDcS/</a></p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
	</channel>
</rss>
