<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>
	Komentarze do: Łukasz Łuczaj: Coraz więcej ciekawych przetworów z dzikich roślin jadalnych na polskich targowiskach	</title>
	<atom:link href="https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach</link>
	<description>oficjalna strona Czesława Białczyńskiego</description>
	<lastBuildDate>Mon, 21 Nov 2022 20:55:10 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.7.4</generator>
	<item>
		<title>
		Autor: J		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/#comment-79475</link>

		<dc:creator><![CDATA[J]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 21 Nov 2022 20:55:10 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=137075#comment-79475</guid>

					<description><![CDATA[W odpowiedzi do &lt;a href=&quot;https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/#comment-79470&quot;&gt;Pola Dec&lt;/a&gt;.

Polu, ja powoli &quot;odkrycia&quot; kanadyjskich i hamerykanskich naukawców zaczynam traktować, jak te, które były za dawnych, słusznie minionych czasów dokonywane przez radzieckich naukoznawców i podawane nam jako prawdy objawione.Tylko niestety zazwyczaj były one nam już powszechnie znane, często, gęsto jako tak zwane mądrości ludowe. 
Czy  wiadomo jest, ze miód ma właściwości lecznicze? Tak.
Czy  wiadomo nam jest, że każdy gatunek (w sensie zbierany z poszczególnych roślin) ma nieco inne właściwości? Lipowy na przeziębienie, gryczany na gardło, itp, itd? Tak.
Czy wiadomo jest, ze należy go spożywać w umiarze, tak zresztą, jak wszystko inne? Tak
Czy wiadomo jest, ze miód jako jedyna substancja wytwarzana przez zwierzęta nie potrzebuje konserwacji w żaden sposób i swoje dobroczynne  właściwości, pomimo np. scukrzenia utrzymuje latami? Tak
Czy wiadomo jest, że wszelkie podgrzewanie, by stal się na powrót płynny, a już o pasteryzacji nie mówiąc, która jest zbrodnią wobec prawdziwego miodu,  niszcząc wszelkie jego dobroczynne własności i zamienia boski nektar - konglomerat substancji roślinno-zwierzęcych, który połączony przez pszczoły znaczy coś coś więcej niż poszczególne jego części - w zwyczajne cukry proste bez żadnych leczniczych właściwości? Tak? Pewnie, że tak.
No, ale jeśli powiedzą to kanadyjscy naukowcy, to dopiero wtedy staje się prawdą naprawdzistą. 
Pozdrawiam]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W odpowiedzi do <a href="https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/#comment-79470">Pola Dec</a>.</p>
<p>Polu, ja powoli &#8222;odkrycia&#8221; kanadyjskich i hamerykanskich naukawców zaczynam traktować, jak te, które były za dawnych, słusznie minionych czasów dokonywane przez radzieckich naukoznawców i podawane nam jako prawdy objawione.Tylko niestety zazwyczaj były one nam już powszechnie znane, często, gęsto jako tak zwane mądrości ludowe.<br />
Czy  wiadomo jest, ze miód ma właściwości lecznicze? Tak.<br />
Czy  wiadomo nam jest, że każdy gatunek (w sensie zbierany z poszczególnych roślin) ma nieco inne właściwości? Lipowy na przeziębienie, gryczany na gardło, itp, itd? Tak.<br />
Czy wiadomo jest, ze należy go spożywać w umiarze, tak zresztą, jak wszystko inne? Tak<br />
Czy wiadomo jest, ze miód jako jedyna substancja wytwarzana przez zwierzęta nie potrzebuje konserwacji w żaden sposób i swoje dobroczynne  właściwości, pomimo np. scukrzenia utrzymuje latami? Tak<br />
Czy wiadomo jest, że wszelkie podgrzewanie, by stal się na powrót płynny, a już o pasteryzacji nie mówiąc, która jest zbrodnią wobec prawdziwego miodu,  niszcząc wszelkie jego dobroczynne własności i zamienia boski nektar &#8211; konglomerat substancji roślinno-zwierzęcych, który połączony przez pszczoły znaczy coś coś więcej niż poszczególne jego części &#8211; w zwyczajne cukry proste bez żadnych leczniczych właściwości? Tak? Pewnie, że tak.<br />
No, ale jeśli powiedzą to kanadyjscy naukowcy, to dopiero wtedy staje się prawdą naprawdzistą.<br />
Pozdrawiam</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Pola Dec		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/#comment-79470</link>

		<dc:creator><![CDATA[Pola Dec]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 21 Nov 2022 11:03:20 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=137075#comment-79470</guid>

					<description><![CDATA[Miód na serce i cukrzycę

https://www.tvp.info/64639129/miod-sluzy-zdrowiu-kardiometabolicznemu-nowe-badania-naukowcow-]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Miód na serce i cukrzycę</p>
<p><a href="https://www.tvp.info/64639129/miod-sluzy-zdrowiu-kardiometabolicznemu-nowe-badania-naukowcow-" rel="nofollow ugc">https://www.tvp.info/64639129/miod-sluzy-zdrowiu-kardiometabolicznemu-nowe-badania-naukowcow-</a></p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: ORLICKI		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/#comment-79460</link>

		<dc:creator><![CDATA[ORLICKI]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 20 Nov 2022 17:11:30 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=137075#comment-79460</guid>

					<description><![CDATA[Wiśni u mnie nic nie atakuje. Czasami tylko szpaki, ale mało, bo duże drzewa im przeszkadzają z nalotami. Czereśnie ptaki i szerszenie lubią, ale mam ich mało. Ja unikam dużej roboty w ogrodzie, bo chory kręgosłup i lata, na to nie pozwalają. Ograniczam pracę do przyjemności i minimum koniecznej. Bardziej się bawię, po intensywnych początkach. Podcinki gałęzi na wiosnę, czy wczesną jesienią, to zabawa i drzewo na ognisko czy do wędzenia. Myślę, że nawet w wielkoobszarowej produkcji, można wykorzystywać rozwiązania z tej małoobszarowej. A poza tym, nie musi być tak, że tylko wielki obrót towarowy da godny zarobek. Ale i  małe gospodarstwo rodzinne. Dzisiaj, wyłączają je z rolnictwa dopłaty unijne za nieuprawianie pól i zero hodowli. Licząc ile nas one kosztują w podatkach, ile kosztuje dorabianie rolników w innych zawodach przez obniżanie wynagrodzeń, ile kosztuje później leczenie ludzi, jest to raczej polityka obłędnie zła. Przed wojną uczono rolników kompostowania. Teraz, znowu na pola wylewa się po kryjomu gnojowicę, bo ceny nawozów wzrosły - jaką ograniczono do 30% jej produkcji, rzekomo w ochronie naszego zdrowia. Uznając, że chemiczne nawożenie jest zdrowsze. Paranoja.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wiśni u mnie nic nie atakuje. Czasami tylko szpaki, ale mało, bo duże drzewa im przeszkadzają z nalotami. Czereśnie ptaki i szerszenie lubią, ale mam ich mało. Ja unikam dużej roboty w ogrodzie, bo chory kręgosłup i lata, na to nie pozwalają. Ograniczam pracę do przyjemności i minimum koniecznej. Bardziej się bawię, po intensywnych początkach. Podcinki gałęzi na wiosnę, czy wczesną jesienią, to zabawa i drzewo na ognisko czy do wędzenia. Myślę, że nawet w wielkoobszarowej produkcji, można wykorzystywać rozwiązania z tej małoobszarowej. A poza tym, nie musi być tak, że tylko wielki obrót towarowy da godny zarobek. Ale i  małe gospodarstwo rodzinne. Dzisiaj, wyłączają je z rolnictwa dopłaty unijne za nieuprawianie pól i zero hodowli. Licząc ile nas one kosztują w podatkach, ile kosztuje dorabianie rolników w innych zawodach przez obniżanie wynagrodzeń, ile kosztuje później leczenie ludzi, jest to raczej polityka obłędnie zła. Przed wojną uczono rolników kompostowania. Teraz, znowu na pola wylewa się po kryjomu gnojowicę, bo ceny nawozów wzrosły &#8211; jaką ograniczono do 30% jej produkcji, rzekomo w ochronie naszego zdrowia. Uznając, że chemiczne nawożenie jest zdrowsze. Paranoja.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: J		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/#comment-79459</link>

		<dc:creator><![CDATA[J]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 20 Nov 2022 16:13:47 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=137075#comment-79459</guid>

					<description><![CDATA[W odpowiedzi do &lt;a href=&quot;https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/#comment-79455&quot;&gt;ORLICKI&lt;/a&gt;.

Ja wiem o czym mówię. Mój tato ma działkę, którą uprawia. Sam robi kompost, nie pryska drzew, itp. Oczywiście, że w lokalnym ogrodzie na własne potrzeby  to wychodzi, szczególnie z owocami. Przy pewnych staraniach z warzywami też, jak Pan mówi  - pod folią. Ale też nie wiem, czy folia ochroni  przed śmietką cebulanką, czy drutowcami w marchewce.
To  z  kapustnymi i pomidorami jest szczególny problem, te ostatnie bez pryskania potrafią w jedną noc zczernieć do cna mimo wielu starań i zachodu.  
Podobnie bywa z ogórkami, które są do pierwszego deszczu, potem ogarnia je zaraza i po ptakach bywa już po pierwszym zbiorze. 
A bielinki są piękne, jak się unoszą w locie godowym nad zagonkiem kapusty czy kalafiorów, niestety potem trudno takie robaczywe zjeść.  Owszem z kilku główek w ogródku można zebrać gąsienice na bieżąco, ale nie z kilku czy kilkunastu arów, o czym mowa przy uprawie na sprzedaż nawet bezpośrednio przez producentów.
No i niestety wolę nasze pryskane &quot;Koszerne&quot; czereśnie czy bób  &quot;jeść w piątek&quot; bez strachu :) i obrzydzenia. Jeszcze nie jestem taka głodna by jeść robale, choć niektórym to nie przeszkadza w konsumpcji, wszak one jedzą to, co i my zjadamy wraz z zawartością :). 
Pozdrawiam]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W odpowiedzi do <a href="https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/#comment-79455">ORLICKI</a>.</p>
<p>Ja wiem o czym mówię. Mój tato ma działkę, którą uprawia. Sam robi kompost, nie pryska drzew, itp. Oczywiście, że w lokalnym ogrodzie na własne potrzeby  to wychodzi, szczególnie z owocami. Przy pewnych staraniach z warzywami też, jak Pan mówi  &#8211; pod folią. Ale też nie wiem, czy folia ochroni  przed śmietką cebulanką, czy drutowcami w marchewce.<br />
To  z  kapustnymi i pomidorami jest szczególny problem, te ostatnie bez pryskania potrafią w jedną noc zczernieć do cna mimo wielu starań i zachodu.<br />
Podobnie bywa z ogórkami, które są do pierwszego deszczu, potem ogarnia je zaraza i po ptakach bywa już po pierwszym zbiorze.<br />
A bielinki są piękne, jak się unoszą w locie godowym nad zagonkiem kapusty czy kalafiorów, niestety potem trudno takie robaczywe zjeść.  Owszem z kilku główek w ogródku można zebrać gąsienice na bieżąco, ale nie z kilku czy kilkunastu arów, o czym mowa przy uprawie na sprzedaż nawet bezpośrednio przez producentów.<br />
No i niestety wolę nasze pryskane &#8222;Koszerne&#8221; czereśnie czy bób  &#8222;jeść w piątek&#8221; bez strachu 🙂 i obrzydzenia. Jeszcze nie jestem taka głodna by jeść robale, choć niektórym to nie przeszkadza w konsumpcji, wszak one jedzą to, co i my zjadamy wraz z zawartością :).<br />
Pozdrawiam</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: J		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/#comment-79457</link>

		<dc:creator><![CDATA[J]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 20 Nov 2022 15:42:38 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=137075#comment-79457</guid>

					<description><![CDATA[W odpowiedzi do &lt;a href=&quot;https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/#comment-79451&quot;&gt;Białczyński&lt;/a&gt;.

Po tym moim przydługim wpisie dopiero zobaczyłam, że jeszcze nie zareklamowałam naszego lokalnego roztoczańskiego złota czyli kilku gatunków miodku i produktów pszczelich jak pyłek,pierzga, propolis oraz wosk prosto od pszczelarzy mających tu swoje stanowiska. Są też tu i Panie z ciętymi kwiatami z przydomowych czy działkowych upraw, które w piątki i soboty od wiosny niemal do Bożego Narodzenia przynoszą swoje bukiety, które cieszą oczy i dają mieszczuchom możliwość choć w ten sposób zaniesienia do domów piękna.
Do tej pory i ja miałam wrażenie, że coraz więcej ludzi zaczyna doceniać targ i  woli przykładowo polskie marchewki, pietruszkę własnego chowu i kartofle w kilku odmianach do wyboru, hodowane lokalnie od tych greckich czy hiszpańskich wodnistych ziemniaków z supermarketu, czy też podobno naszych &#039;no name&#039;, tylko  targanych tu na przykład spod Elbląga, oczywiście i w detalu wiele tańszych. O czym innym to może świadczyć jak nie o wykorzystywaniu producentów do cna i płaceniu im dosłownie groszy, co po doliczeniu kosztów transportu i tak daje niższą cenę w dużym sklepie. Dla jedzących paszę - kartofel, to kartofel. Dla tych dbających o zdrowie i przy okazji o ekologię, lokalne jedzenie jest pierwszym wyborem, a  ziemniaki mogą się różnic  nie tylko wyglądem (białe, żółte i fioletowe, duże, małe, itp.) ale i smakiem, czy przeznaczeniem. 
Od września widzę, że zaczyna być o wiele mniej klientów niż dotychczas o tej porze widywałam w &quot;Łamańcach&quot;, bo tak się na ten targ mówi. Jest coraz biedniej, a moje miasto to wschodnia ściana, więc nie było i nie jest tu za bogato, a  i perspektywy chyba nie są zachwycające przy tym poziomie inflacji. Było już trochę lepiej, można było chlebek posmarować  &quot;grubiej masełkiem&quot; ale to już było. Kilka piekarni w mieście już się zamknęło. Piekarni.
Pozdrawiam.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W odpowiedzi do <a href="https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/#comment-79451">Białczyński</a>.</p>
<p>Po tym moim przydługim wpisie dopiero zobaczyłam, że jeszcze nie zareklamowałam naszego lokalnego roztoczańskiego złota czyli kilku gatunków miodku i produktów pszczelich jak pyłek,pierzga, propolis oraz wosk prosto od pszczelarzy mających tu swoje stanowiska. Są też tu i Panie z ciętymi kwiatami z przydomowych czy działkowych upraw, które w piątki i soboty od wiosny niemal do Bożego Narodzenia przynoszą swoje bukiety, które cieszą oczy i dają mieszczuchom możliwość choć w ten sposób zaniesienia do domów piękna.<br />
Do tej pory i ja miałam wrażenie, że coraz więcej ludzi zaczyna doceniać targ i  woli przykładowo polskie marchewki, pietruszkę własnego chowu i kartofle w kilku odmianach do wyboru, hodowane lokalnie od tych greckich czy hiszpańskich wodnistych ziemniaków z supermarketu, czy też podobno naszych 'no name&#8217;, tylko  targanych tu na przykład spod Elbląga, oczywiście i w detalu wiele tańszych. O czym innym to może świadczyć jak nie o wykorzystywaniu producentów do cna i płaceniu im dosłownie groszy, co po doliczeniu kosztów transportu i tak daje niższą cenę w dużym sklepie. Dla jedzących paszę &#8211; kartofel, to kartofel. Dla tych dbających o zdrowie i przy okazji o ekologię, lokalne jedzenie jest pierwszym wyborem, a  ziemniaki mogą się różnic  nie tylko wyglądem (białe, żółte i fioletowe, duże, małe, itp.) ale i smakiem, czy przeznaczeniem.<br />
Od września widzę, że zaczyna być o wiele mniej klientów niż dotychczas o tej porze widywałam w &#8222;Łamańcach&#8221;, bo tak się na ten targ mówi. Jest coraz biedniej, a moje miasto to wschodnia ściana, więc nie było i nie jest tu za bogato, a  i perspektywy chyba nie są zachwycające przy tym poziomie inflacji. Było już trochę lepiej, można było chlebek posmarować  &#8222;grubiej masełkiem&#8221; ale to już było. Kilka piekarni w mieście już się zamknęło. Piekarni.<br />
Pozdrawiam.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: ORLICKI		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/#comment-79455</link>

		<dc:creator><![CDATA[ORLICKI]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 20 Nov 2022 14:56:10 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=137075#comment-79455</guid>

					<description><![CDATA[Ja uprawiam ekologicznie, bo daje się. Nie stosuje chemicznych oprysków poza tymi na bukszpan przeciw ćmie. Kiedyś stosowałem, ale to trzeba powtarzać kilka razy w roku i przyjemność z jedzenia owoców pryskanych jest znikoma. Tylko dla smaku, zero dla zdrowia. 
Teraz nie pryskam jabłek. A że pomieszałem nasadzeniowo gatunki, to prawie nie mają robaków. I poinstalowałem budki dla ptaków, na co piątym dużym drzewie. Przez co, pomimo ich zagęszczenia, mają dość pokarmu i się nie kłócą. Ptasie budki lęgowe, dla różnych gatunków. Większość owadów niszczących, pojawia się w porze rozrodu ptaków. Przed chorobami grzybowymi chronię drzewka bieleniem wapnem. Problem miałem z niektórymi odmianami śliw, których owoce atakuje muszka. Ptaki jej nie wydziobują, bo jest mikra. Od tego roku zawalczę z nią opaskami lepiącymi nakładanymi na pień, w marcu. Bo jej larwy idą z ziemi na wiosnę. Sadzę dużo zapachowych roślin wieloletnich, oregano szwajcarskie - wytrzymuje najlepiej, rozmaryn, mięta. Dużo roślin iglastych, świerków, bo kuszą inne ptaki w okolicy.  Do tego mikoryza z grzybni, gdzie popadnie. Starych pni nie usuwam, tylko szczepię opieńki. Liści nie zbieram i trawy, tylko raz w roku do dwóch kosze. Liście leżą, robią nawóz. Dzięki nim, pełno rosówek. Niekiedy podgarniam pod słabsze drzewka. Świetnie rosną małe brzoskwinie kolumnowe. Pełno owoców. W tym roku 120 sztuk z siedmiu. Ptaki ich nie jedzą, ani owady. Tylko jak spadną na trawę, same, to po kilku dniach jakiś ślimak dopadnie.  Ślimaków nie ganiam. Jedzą ich małe ropuchy, tak jak larwy komarów. Może dlatego, dzięki grupom wilgotnych gałęzi jakich nie zbieram, są małe ptaszki i pełno ropuch. Muszę uważać na nie przy koszeniu. Są sowy, jastrzębie, nawet nadlatuje duży orzeł. A wszystko pod Warszawą. Najwięcej roboty jest z warzywami. Te jak widzę u sąsiada, należy uprawiać w podniesionych komorach pod folią, wtedy są większe i nie atakują ich ślimaki, dobrze nawodniane. Myślę, że ekologia wymaga pełnego wsparcia i całkowicie pozbawiona agresywnej chemii wnikającej w rośliny, szczególnie w owoce, jest możliwa.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ja uprawiam ekologicznie, bo daje się. Nie stosuje chemicznych oprysków poza tymi na bukszpan przeciw ćmie. Kiedyś stosowałem, ale to trzeba powtarzać kilka razy w roku i przyjemność z jedzenia owoców pryskanych jest znikoma. Tylko dla smaku, zero dla zdrowia.<br />
Teraz nie pryskam jabłek. A że pomieszałem nasadzeniowo gatunki, to prawie nie mają robaków. I poinstalowałem budki dla ptaków, na co piątym dużym drzewie. Przez co, pomimo ich zagęszczenia, mają dość pokarmu i się nie kłócą. Ptasie budki lęgowe, dla różnych gatunków. Większość owadów niszczących, pojawia się w porze rozrodu ptaków. Przed chorobami grzybowymi chronię drzewka bieleniem wapnem. Problem miałem z niektórymi odmianami śliw, których owoce atakuje muszka. Ptaki jej nie wydziobują, bo jest mikra. Od tego roku zawalczę z nią opaskami lepiącymi nakładanymi na pień, w marcu. Bo jej larwy idą z ziemi na wiosnę. Sadzę dużo zapachowych roślin wieloletnich, oregano szwajcarskie &#8211; wytrzymuje najlepiej, rozmaryn, mięta. Dużo roślin iglastych, świerków, bo kuszą inne ptaki w okolicy.  Do tego mikoryza z grzybni, gdzie popadnie. Starych pni nie usuwam, tylko szczepię opieńki. Liści nie zbieram i trawy, tylko raz w roku do dwóch kosze. Liście leżą, robią nawóz. Dzięki nim, pełno rosówek. Niekiedy podgarniam pod słabsze drzewka. Świetnie rosną małe brzoskwinie kolumnowe. Pełno owoców. W tym roku 120 sztuk z siedmiu. Ptaki ich nie jedzą, ani owady. Tylko jak spadną na trawę, same, to po kilku dniach jakiś ślimak dopadnie.  Ślimaków nie ganiam. Jedzą ich małe ropuchy, tak jak larwy komarów. Może dlatego, dzięki grupom wilgotnych gałęzi jakich nie zbieram, są małe ptaszki i pełno ropuch. Muszę uważać na nie przy koszeniu. Są sowy, jastrzębie, nawet nadlatuje duży orzeł. A wszystko pod Warszawą. Najwięcej roboty jest z warzywami. Te jak widzę u sąsiada, należy uprawiać w podniesionych komorach pod folią, wtedy są większe i nie atakują ich ślimaki, dobrze nawodniane. Myślę, że ekologia wymaga pełnego wsparcia i całkowicie pozbawiona agresywnej chemii wnikającej w rośliny, szczególnie w owoce, jest możliwa.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Białczyński		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/#comment-79451</link>

		<dc:creator><![CDATA[Białczyński]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 20 Nov 2022 07:03:58 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=137075#comment-79451</guid>

					<description><![CDATA[W odpowiedzi do &lt;a href=&quot;https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/#comment-79450&quot;&gt;J&lt;/a&gt;.

Mamy też takie place w Krakowie, zwłaszcza Imbramowski (koło mnie) i Stary Kleparz. Mam wrażenie że rozwijają się a nie zwijają. Od jakiegoś czasu pojawiają się też na nich sprzedawcy tacy jak Grecy, Syryjczycy, Turcy, Arabowie i inni, którzy sprzedają oliwki i pasty różnego rodzaju czy hałwę i bakławę (arabskie lub tureckie ciasteczka).]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W odpowiedzi do <a href="https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/#comment-79450">J</a>.</p>
<p>Mamy też takie place w Krakowie, zwłaszcza Imbramowski (koło mnie) i Stary Kleparz. Mam wrażenie że rozwijają się a nie zwijają. Od jakiegoś czasu pojawiają się też na nich sprzedawcy tacy jak Grecy, Syryjczycy, Turcy, Arabowie i inni, którzy sprzedają oliwki i pasty różnego rodzaju czy hałwę i bakławę (arabskie lub tureckie ciasteczka).</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: J		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/#comment-79450</link>

		<dc:creator><![CDATA[J]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 19 Nov 2022 21:13:12 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=137075#comment-79450</guid>

					<description><![CDATA[Wracając do straganiku ze zdrową żywnością. 
Mieszkam w wojewódzkim mieście i mamy tu naw okolicy nie tylko straganik, ale cały targ. Położony zresztą kilkadziesiąt metrów pod bokiem Leclerca, kilkaset metrów od Biedronki  i Lidla. Nie zaszkodziło mu to sąsiedztwo jak do tej pory wcale. Ale obecnie może być rozmaicie, bo klientelę stanowią w znakomitej większości ludzie w moim wieku i starsi. Młodych tu raczej nie widać.
Moja córka wybierała do tej pory sklepy wielkopowierzchniowe, bo jak twierdzi tam nabywa za jednym zamachem i produkty do obiadu, jak i bluzę od dresu, a przy okazji ziemię oraz młot udarowy. Choć ostatnio jednak zauważyła różnicę w jakości mięsa pomiędzy tym kupowanym od miejscowego rzeźnika, u którego po 14.00 już mięska i wędlin zaczyna brakować,  od tych kawałków czegoś różowego, pięknie zapakowanych na tackach w folii np. z Lidla... podobnie było i z jajkami od prawdziwej, szczęśliwej kurki nabytymi od pani, która ma ich najwyżej kilkadziesiąt na tydzień do zaoferowania w odróżnieniu od tych biednych, fermowych ze sklepu. Biedra i inne duże i małe sklepy są czynne do upojenia, a na targu  handel odbywa się tylko w określonych godzinach przy dniu jasnym i pogodnym. Czy moja córka wybierze targ i w miarę zdrowe jedzenie do nabycia od producentów, kosztem straty cennego czasu, tego nie wiem. 
Ja kupuję od znanych sobie sprzedawców, którzy przeważnie sami hodują to, czym handlują. A przynajmniej tak twierdzą. :) Oczywiście, że są tez detalarze, którzy biorą towar z giełdy. To nieuniknione, że wszystkiego nie da się produkować, ale przeważnie tak bywa. Przy tym nie łudźmy się, że owoce i warzywa tam sprzedawane nie są pryskane, bo są. Inaczej nic z tego by nie było. A kto wierzy w ekologiczne uprawy, to niech dobrze poczyta, to zobaczy, jaka to ci ekologia i jak jest naiwny. A najlepiej niech sam spróbuje sobie pouprawiać i czy mu się to uda całkiem bez niczego.
Mam znajomą panią, która przyjeżdża aż z ościennego województwa kilka razy w tygodniu i jej asortyment to sezonowe dary natury, a więc grzyby i owoce leśne oraz dzikie. Tu mam tę niezbitą pewność, że nie pryskane, choć nie wiem, czy nie spod jakiejś drogi, czy &quot;Czarnobyla&quot;. Na wiosnę i wczesnym latem pani ma sadzonki roślin do zaoferowania. Latem i jesienią ma wszystkiego po trochu: czernice, owoce głogu, tarniny, rokitnika, kalinę, aronię i wiele innych, a przede wszystkim grzyby. Ma od wczesnego lata kurki, później kanie, borowiki, podgrzybki, maślaki (na życzenie obierane ze skóry), opieńki, baraniuchy, kominki, no i rydze. Pycha.  A po sezonie pyszne przetwory z tych rzeczy, susze, itp. Inni sprzedawcy też mają ciekawy asortyment, ale nikt się nie umywa do tej pani. Można od niej nabyć też kilka rodzajów mięty, lubczyk i inne dziwy. Na przykład przearomatyczne gałązki mirry do wstawienia do wonnego bukietu, czy włożenia w pończosze do szafy na zapach. Polecam. 
Jak się coś ma na co dzień, to wydaje się to oczywiste. Teraz  zaczynam się zastanawiać, a co będzie, jak tej pani nie stanie?
Inne stoisko oferuje suszone przyprawy oraz wszelkiego rodzaju nasiona i kasze własnej roboty, prosto z kaszarni, oraz oleje z rozmaitych nasion  z tłoczenia na zimno, nierafinowane, z lodówki.
Na targu wielu sprzedawców  ma własne ogórtasy i kapustę kiszoną na kilka sposobów, każdy nieco inaczej przyprawia, więc można sobie wybrać ulubione smaki na znajomym straganie u jednej pani, a inne u drugiego pana, czy kupić w piątek lub sobotę pierogi nadziewane rozmaicie, jak od babci oraz prawdziwy domowy pasztet. Czy też nabyć jeszcze ciepłą polędwiczkę oraz szyneczkę czy kiełbaskę prosto z przydomowej wędzarenki, o smaku jak dawniej, z dzieciństwa, wędzoną prawdziwym drzewnym dymem jak PAMBUK przykazał, a nie smarowaną jakimśić sztucznym mazidłem, co ma niby być zdrowsze od naturalnej metody konserwacji znanej od tysięcy lat. 

Pan Orlicki uświadomił mi z jakiego dobra mogę korzystać i na dodatek to czynię. Natomiast już widzę, że nie jest powszechne, by mieć taki wybór i sklepów i asortymentu nie do nabycia w sieciówkach i nawet u pojedynczych sklepikarzy. Mam tylko nadzieję, że obecny kryzys nie zmusi klientów do zmiany nawyków i i przeniesienia się od pobliskiego supermarketu, bo tam taniej, i  pozwoli temu targowi nadal funkcjonować. Bo okazuje się, że to dobro rzadkie. Tym bardziej zaczynam tę możliwość korzystania z dostępu do takich rzeczy sobie cenić, jak cenię własne zdrowie.
Pozdrawiam]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wracając do straganiku ze zdrową żywnością.<br />
Mieszkam w wojewódzkim mieście i mamy tu naw okolicy nie tylko straganik, ale cały targ. Położony zresztą kilkadziesiąt metrów pod bokiem Leclerca, kilkaset metrów od Biedronki  i Lidla. Nie zaszkodziło mu to sąsiedztwo jak do tej pory wcale. Ale obecnie może być rozmaicie, bo klientelę stanowią w znakomitej większości ludzie w moim wieku i starsi. Młodych tu raczej nie widać.<br />
Moja córka wybierała do tej pory sklepy wielkopowierzchniowe, bo jak twierdzi tam nabywa za jednym zamachem i produkty do obiadu, jak i bluzę od dresu, a przy okazji ziemię oraz młot udarowy. Choć ostatnio jednak zauważyła różnicę w jakości mięsa pomiędzy tym kupowanym od miejscowego rzeźnika, u którego po 14.00 już mięska i wędlin zaczyna brakować,  od tych kawałków czegoś różowego, pięknie zapakowanych na tackach w folii np. z Lidla&#8230; podobnie było i z jajkami od prawdziwej, szczęśliwej kurki nabytymi od pani, która ma ich najwyżej kilkadziesiąt na tydzień do zaoferowania w odróżnieniu od tych biednych, fermowych ze sklepu. Biedra i inne duże i małe sklepy są czynne do upojenia, a na targu  handel odbywa się tylko w określonych godzinach przy dniu jasnym i pogodnym. Czy moja córka wybierze targ i w miarę zdrowe jedzenie do nabycia od producentów, kosztem straty cennego czasu, tego nie wiem.<br />
Ja kupuję od znanych sobie sprzedawców, którzy przeważnie sami hodują to, czym handlują. A przynajmniej tak twierdzą. 🙂 Oczywiście, że są tez detalarze, którzy biorą towar z giełdy. To nieuniknione, że wszystkiego nie da się produkować, ale przeważnie tak bywa. Przy tym nie łudźmy się, że owoce i warzywa tam sprzedawane nie są pryskane, bo są. Inaczej nic z tego by nie było. A kto wierzy w ekologiczne uprawy, to niech dobrze poczyta, to zobaczy, jaka to ci ekologia i jak jest naiwny. A najlepiej niech sam spróbuje sobie pouprawiać i czy mu się to uda całkiem bez niczego.<br />
Mam znajomą panią, która przyjeżdża aż z ościennego województwa kilka razy w tygodniu i jej asortyment to sezonowe dary natury, a więc grzyby i owoce leśne oraz dzikie. Tu mam tę niezbitą pewność, że nie pryskane, choć nie wiem, czy nie spod jakiejś drogi, czy &#8222;Czarnobyla&#8221;. Na wiosnę i wczesnym latem pani ma sadzonki roślin do zaoferowania. Latem i jesienią ma wszystkiego po trochu: czernice, owoce głogu, tarniny, rokitnika, kalinę, aronię i wiele innych, a przede wszystkim grzyby. Ma od wczesnego lata kurki, później kanie, borowiki, podgrzybki, maślaki (na życzenie obierane ze skóry), opieńki, baraniuchy, kominki, no i rydze. Pycha.  A po sezonie pyszne przetwory z tych rzeczy, susze, itp. Inni sprzedawcy też mają ciekawy asortyment, ale nikt się nie umywa do tej pani. Można od niej nabyć też kilka rodzajów mięty, lubczyk i inne dziwy. Na przykład przearomatyczne gałązki mirry do wstawienia do wonnego bukietu, czy włożenia w pończosze do szafy na zapach. Polecam.<br />
Jak się coś ma na co dzień, to wydaje się to oczywiste. Teraz  zaczynam się zastanawiać, a co będzie, jak tej pani nie stanie?<br />
Inne stoisko oferuje suszone przyprawy oraz wszelkiego rodzaju nasiona i kasze własnej roboty, prosto z kaszarni, oraz oleje z rozmaitych nasion  z tłoczenia na zimno, nierafinowane, z lodówki.<br />
Na targu wielu sprzedawców  ma własne ogórtasy i kapustę kiszoną na kilka sposobów, każdy nieco inaczej przyprawia, więc można sobie wybrać ulubione smaki na znajomym straganie u jednej pani, a inne u drugiego pana, czy kupić w piątek lub sobotę pierogi nadziewane rozmaicie, jak od babci oraz prawdziwy domowy pasztet. Czy też nabyć jeszcze ciepłą polędwiczkę oraz szyneczkę czy kiełbaskę prosto z przydomowej wędzarenki, o smaku jak dawniej, z dzieciństwa, wędzoną prawdziwym drzewnym dymem jak PAMBUK przykazał, a nie smarowaną jakimśić sztucznym mazidłem, co ma niby być zdrowsze od naturalnej metody konserwacji znanej od tysięcy lat. </p>
<p>Pan Orlicki uświadomił mi z jakiego dobra mogę korzystać i na dodatek to czynię. Natomiast już widzę, że nie jest powszechne, by mieć taki wybór i sklepów i asortymentu nie do nabycia w sieciówkach i nawet u pojedynczych sklepikarzy. Mam tylko nadzieję, że obecny kryzys nie zmusi klientów do zmiany nawyków i i przeniesienia się od pobliskiego supermarketu, bo tam taniej, i  pozwoli temu targowi nadal funkcjonować. Bo okazuje się, że to dobro rzadkie. Tym bardziej zaczynam tę możliwość korzystania z dostępu do takich rzeczy sobie cenić, jak cenię własne zdrowie.<br />
Pozdrawiam</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: ORLICKI		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2022/11/19/lukasz-luczaj-coraz-wiecej-ciekawych-przetworow-z-dzikich-roslin-jadalnych-na-polskich-targowiskach/#comment-79440</link>

		<dc:creator><![CDATA[ORLICKI]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 19 Nov 2022 13:21:11 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=137075#comment-79440</guid>

					<description><![CDATA[Piękny wybór i jakie rodzaje roślin! Część dzisiaj zupełnie nieznana, szczególnie w przetworach. ... Czy tak nie mogłoby być na co dzień w sklepach? Przecież masa ludzi, chciałaby sobie dorobić, zbierając te owoce czy z sadzonek na własnych działkach, czy jesiennych łąkach lub lasach. Odpowiedź jest jedna. Tak być obecnie nie może! Straganik tego typu jest dzisiaj wyłącznie przypadkiem i jakimś rodzajem miłości do ludzi tej Pani, chęcią niemal charytatywnego podzielenia się wiedzą i swoją pracą.  
A dlaczego tak być nie może na co dzień?
Podobnie, dlaczego tak ciężko jest dostać w sklepach warzywnych bogaty, naprawdę bogaty wybór dobrych polskich jabłek? Podobnie gruszek. Nie cztery rodzaje, tylko 10 !? Ja na działce zasadziłem 12 najstarszych polskich odmian jabłek i gruszek. Sadzonki są dostępne. 
Dlaczego nie można kupić dobrego, zdrowego kebaba, z nie rozwalającym wątroby sosem, z baraniną? Bo owce są prawie nie wypasane w Polsce, mięso drogie? Nie tylko... 
Dlaczego nie możemy kupić na straganie samych ziół?
Albo szerokiego wyboru ryb, przynajmniej  rzecznych, surowych i przyrządzonych. Ja taki sklepik odwiedzam tylko dlatego, że istnieje i przynależy do restauracji na jej terenie, Złoty Okoń pod Serockiem. Gdzie indziej, nie ma łańcucha dostaw i nie tylko.  
Dlaczego tych straganików, małych sklepików prawie już nie ma w miastach? Szczególnie w dużych miastach?
Dlaczego nie ma chleba słowiańskiego, z grubą, spieczoną skórą, a małym wypełnieniem miąższem?
I innych zdrowych chlebów, na zakwasie nie drożdżach. Ja podobny kupuję o zgrozo w Netto, jak jest. 
Dlaczego nie ma naprawdę zdrowych jajek, z kur bez antybiotyków w ziarnie, smacznych. Też dostaję, czasami, jak są, w sklepiku budce, na osiedlu. 
Wszystkie te rzeczy wynikają z jednego. 
Nikomu z &quot;naszych&quot; rządzących, nie zależy, abyśmy byli zdrowi, abyśmy zapobiegali chorobom. Kasa dla nich i władza, lezy w zarządzaniu wielkimi pieniędzmi, w wiecznym rozwiązywaniu problemów jakie sami tworzą, w uniemożliwianiu zdrowej, konkurencyjnej tam gdzie trzeba - dla zwykłych przedsiębiorców i korporacji, a uprzywilejowanej - dla produkujących zdrową żywność i handlujących nią; rolników i przedsiębiorców.  
Są nawet tacy wśród naczelników państwa, którzy karmiliby nas chętnie, codziennie, wyłącznie miską ryżu. 
Żywność, produkowana, hodowana, przetwarzana, sprzedawana, jako naturalna i zdrowa, powinna być pod szczególną ochroną i nadzorem oraz przywilejem konstytucyjnym państwa polskiego. Każdy samorząd, powinien mieć OBOWIĄZEK, udostępnić na swoim gruncie wraz z dojazdem, w każdej dzielnicy - gminie miejskiej i wiejskiej, odpowiednią liczbę powierzchni na liczbę mieszkańców, za darmo!!! Po to, aby handel nią w tym miejscu, się zakorzenił i trwał. I nie musi to być bazarek, do którego daleko, tylko małe, ale liczne punkty. Samorządy tego nie robią. Nie ma ustaw prowadzenia takiej działalności. Nie ma ochrony konstytucyjnej, przed niszczącymi jej istnienie supermarketami, sieciówkami.
Tak więc, nie powinno być dla handlowców i producentów zdrowej żywności z państwowym, bezpłatnym certyfikatem, pod nadzorem jakościowym ze strony państwa, żadnych opłat placowych. 
Dzisiaj, te małe, ostatnie sklepiki budkowe, istnieją głównie dzięki wspólnotom mieszkaniowym i spółdzielniom, na ich terenie. 
Nie samorządom! A tam, wybieramy przecież radnych oddolnie. Niestety, też zwykle z ludzi partii politycznych. 
Podatki od firm, ich zakładanie, powinny być dla takiej działalności całkowicie zniesione. Podatek od wynagrodzenia, zysku, dochodowy, całkowicie zniesione również. Wystarczy, do pewnej wielkości zysku na udziałowca, stronę zwykłej umowy miedzy wspólnikami, damy zwolnienie np. 10 000zł / miesiąc. Nie płacą nic! Poza kosztami niegruntowymi obsługo sklepiku, jak kanalizacją, prąd. 
I tak płacą, w cenach zakupu przez siebie innych towarów, transportu, inflacją - to też podatek! Zaoszczędzą więcej, to bez podatków szybciej rozbudują swoją działalność. A nawet jeśli nie, to państwo nie zbiednieje bez nich. Ma do dojenia korporacje, wielkie sieciówki, które traktuje dzisiaj odwrotnie - zwalnia z podatków. Płacą ich w Polsce najmniej!
Poza warunkiem bezpłatnej certyfikacji działalności i każdego rodzaju zdrowego produktu - dzięki czemu dopracowalibyśmy się technologii i składu produkcji każdego takiego produktu, ogólnie dostępnej, kontroli jakości (wyrywkowo), zapobiegania oszustwom i zagrożeniom dla zdrowia, 
wstawił bym jeszcze rozłożony w czasie warunek budowy sieci dla producentów zdrowej żywności, w postaci obowiązku tworzenia ich spółdzielni. Gdzie jest np. co najmniej trzech dostawców do punktów sprzedaży. Aby nie można tam było dopuszczać tylko swoich. Bo ilość powierzchni komunalnej, pod nie udostępnionej, będzie ograniczona. Państwo daje zwolnienie z podatków a samorządy grunt, w zamian za; tworzenie takich sieci spółdzielczych lub spółek zapewniających wzrost produkcji zdrowej żywności, za poddanie się certyfikacji i kontroli jakości. Ale z prawem używania na nalepkach każdego produktu, specjalnego oznaczenia państwowego, gwarantującego certyfikację w zakresie ZDROWIA. I z zakazem sprzedawania jakichkolwiek produktów żywnościowych, nie mieszczących się w przepisach certyfikacyjnych dla zdrowej ich produkcji, z naturalnych składników, dla naturalnych konserwantów. Takie przepisy, wymagają ustawy, według której gospodarstwo ekologiczne oraz handel artykułami ekologicznymi, zostaną w polskiej konstytucji zapisane jako podstawowe przedsiębiorstwa rolne Polski. Nie każde, tylko wyłącznie takie. I podlegać będą ochronie przed chemizacja w ich okolicy.  I to sama konstytucja, narzuci samorządom obowiązek udostępniania gruntów pod handel ich produktami. Tylko wówczas, pokonają supermarkety, rozwiną się, zwiększą jakość i ilość zdrowotnych produktów, dadzą szanse na biznesy tysiącom drobnych rolników - Polakom. Supermarkety zaczną w efekcie też zwracać większą wagę na naturalność produktów, lecz skoro nie sprzedają wyłącznie takich, to pozostaną opodatkowane na warunkach ogólnych. Niech sobie tam ludzie kupują, taniej, ale potem chorują z własnego wyboru. A produkty, które powodują choroby z powodu ich technologii produkcji, muszą być wysoko opodatkowane, aby potem z tych chorób nas leczyć. Usprawiedliwienie tej różnicy podatkowej, jest przed UE na dłoni.
Aby takie rozwiązania zaistniały,  musi w Polsce zostać zmieniony ustrój, na demokrację bezpośrednią. 
Wówczas, nie ostaną się wśród zarządzających państwem, osoby potrafiące powiedzieć &quot;(Ci) Polacy to powinni zapierdalać za miskę ryżu!&quot;. Tak o rzekomo swoim narodzie, mówią tylko ludzie, którzy są polsko języczni, oraz są obywatelami polskiego państwa. Którzy mylą obywatelstwo z narodowością. Oni na pewno nie są członkami tego narodu. Do tej pory się nie spolonizowali. Niestety! Polonizacja, to swoista lechizacja. To przyjęcie etnosu polskiego do swego serca, sięgającego znacznie przed czasy chrześcijańskie. To kochanie kultury słowiańskiej i jej krzewienie, jako tożsamości rodowej. Można być pochodzenia żydowskiego jak pr. Morawiecki, bo o niego tutaj chodzi - spoloniozowanym obywatelem. Można nawet zachować swoją wiarę, obiecującą rządzenie innymi narodami jako wybrańcy Boga! Ale trzeba mieć w sercu tą ogromna czułość do Polaków, która każe nam mówić że nie miska ryżu tylko godne wynagrodzenia są również motorem napędu gospodarki - bo zwiększają obroty pieniądza i zdolności obywateli do akumulacji kapitału i zaczynanie własnej działalności gospodarczej, do rozwoju. Ale tez wyswobodzenie przedsiębiorców od nadmiernych podatków i biurokracji państwowej. Taki spolonizowany obywatel obcego pochodzenia, nie słowiańskiego, musi uzyskać prawa wyborcze, prawa ustawodawcze w systemie referendalnym, dopiero wówczas, gdy się spolonizuje. Nie wykluczajmy go! Dajmy mu szansę. Jeśli nie chce w Polsce tylko mieszkać, jako zwyczajny obywatel, ale i Polską współrządzić. To już poważniejsza sprawa. Nie pozwalajmy Polską rządzić każdemu, na kogo popadnie, wypromowanemu przez bankowe czy partyjne korporacje.  W systemie demokracji bezpośredniej, aby taki system właściwie działał, liczyć się będzie również jego jakość. A ta, tkwić będzie w wielu szczegółach konstytucyjnych. Nie jest to proste, lecz do zrobienia!
I tak, od zwykłego straganiku z naturalną żywnością, przeszedłem do spraw demokracji i konstytucji, kwestii zasadniczych, najwyższej rangi prawnej. Te kwestie, zapewnią nam właśnie to, że będzie dobrze na podstawowym a tak ważnym dla naszego zdrowia, poziomie żywienia! Nie zapewni tych zmian, zarząd kraju, który sprzyja mordowaniu Polaków niebezpiecznymi szczepionkami, sztuczną pandemią i maskami a teraz elektrowniami atomowymi i cenami energii, zamiast geotermii i czystym spalaniem węgla i wodoru. Podobnie jest w każdej dziedzinie gospodarki. Od zmiany ustroju i konstytucji, zależeć będzie powodzenie ich rozwoju.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Piękny wybór i jakie rodzaje roślin! Część dzisiaj zupełnie nieznana, szczególnie w przetworach. &#8230; Czy tak nie mogłoby być na co dzień w sklepach? Przecież masa ludzi, chciałaby sobie dorobić, zbierając te owoce czy z sadzonek na własnych działkach, czy jesiennych łąkach lub lasach. Odpowiedź jest jedna. Tak być obecnie nie może! Straganik tego typu jest dzisiaj wyłącznie przypadkiem i jakimś rodzajem miłości do ludzi tej Pani, chęcią niemal charytatywnego podzielenia się wiedzą i swoją pracą.<br />
A dlaczego tak być nie może na co dzień?<br />
Podobnie, dlaczego tak ciężko jest dostać w sklepach warzywnych bogaty, naprawdę bogaty wybór dobrych polskich jabłek? Podobnie gruszek. Nie cztery rodzaje, tylko 10 !? Ja na działce zasadziłem 12 najstarszych polskich odmian jabłek i gruszek. Sadzonki są dostępne.<br />
Dlaczego nie można kupić dobrego, zdrowego kebaba, z nie rozwalającym wątroby sosem, z baraniną? Bo owce są prawie nie wypasane w Polsce, mięso drogie? Nie tylko&#8230;<br />
Dlaczego nie możemy kupić na straganie samych ziół?<br />
Albo szerokiego wyboru ryb, przynajmniej  rzecznych, surowych i przyrządzonych. Ja taki sklepik odwiedzam tylko dlatego, że istnieje i przynależy do restauracji na jej terenie, Złoty Okoń pod Serockiem. Gdzie indziej, nie ma łańcucha dostaw i nie tylko.<br />
Dlaczego tych straganików, małych sklepików prawie już nie ma w miastach? Szczególnie w dużych miastach?<br />
Dlaczego nie ma chleba słowiańskiego, z grubą, spieczoną skórą, a małym wypełnieniem miąższem?<br />
I innych zdrowych chlebów, na zakwasie nie drożdżach. Ja podobny kupuję o zgrozo w Netto, jak jest.<br />
Dlaczego nie ma naprawdę zdrowych jajek, z kur bez antybiotyków w ziarnie, smacznych. Też dostaję, czasami, jak są, w sklepiku budce, na osiedlu.<br />
Wszystkie te rzeczy wynikają z jednego.<br />
Nikomu z &#8222;naszych&#8221; rządzących, nie zależy, abyśmy byli zdrowi, abyśmy zapobiegali chorobom. Kasa dla nich i władza, lezy w zarządzaniu wielkimi pieniędzmi, w wiecznym rozwiązywaniu problemów jakie sami tworzą, w uniemożliwianiu zdrowej, konkurencyjnej tam gdzie trzeba &#8211; dla zwykłych przedsiębiorców i korporacji, a uprzywilejowanej &#8211; dla produkujących zdrową żywność i handlujących nią; rolników i przedsiębiorców.<br />
Są nawet tacy wśród naczelników państwa, którzy karmiliby nas chętnie, codziennie, wyłącznie miską ryżu.<br />
Żywność, produkowana, hodowana, przetwarzana, sprzedawana, jako naturalna i zdrowa, powinna być pod szczególną ochroną i nadzorem oraz przywilejem konstytucyjnym państwa polskiego. Każdy samorząd, powinien mieć OBOWIĄZEK, udostępnić na swoim gruncie wraz z dojazdem, w każdej dzielnicy &#8211; gminie miejskiej i wiejskiej, odpowiednią liczbę powierzchni na liczbę mieszkańców, za darmo!!! Po to, aby handel nią w tym miejscu, się zakorzenił i trwał. I nie musi to być bazarek, do którego daleko, tylko małe, ale liczne punkty. Samorządy tego nie robią. Nie ma ustaw prowadzenia takiej działalności. Nie ma ochrony konstytucyjnej, przed niszczącymi jej istnienie supermarketami, sieciówkami.<br />
Tak więc, nie powinno być dla handlowców i producentów zdrowej żywności z państwowym, bezpłatnym certyfikatem, pod nadzorem jakościowym ze strony państwa, żadnych opłat placowych.<br />
Dzisiaj, te małe, ostatnie sklepiki budkowe, istnieją głównie dzięki wspólnotom mieszkaniowym i spółdzielniom, na ich terenie.<br />
Nie samorządom! A tam, wybieramy przecież radnych oddolnie. Niestety, też zwykle z ludzi partii politycznych.<br />
Podatki od firm, ich zakładanie, powinny być dla takiej działalności całkowicie zniesione. Podatek od wynagrodzenia, zysku, dochodowy, całkowicie zniesione również. Wystarczy, do pewnej wielkości zysku na udziałowca, stronę zwykłej umowy miedzy wspólnikami, damy zwolnienie np. 10 000zł / miesiąc. Nie płacą nic! Poza kosztami niegruntowymi obsługo sklepiku, jak kanalizacją, prąd.<br />
I tak płacą, w cenach zakupu przez siebie innych towarów, transportu, inflacją &#8211; to też podatek! Zaoszczędzą więcej, to bez podatków szybciej rozbudują swoją działalność. A nawet jeśli nie, to państwo nie zbiednieje bez nich. Ma do dojenia korporacje, wielkie sieciówki, które traktuje dzisiaj odwrotnie &#8211; zwalnia z podatków. Płacą ich w Polsce najmniej!<br />
Poza warunkiem bezpłatnej certyfikacji działalności i każdego rodzaju zdrowego produktu &#8211; dzięki czemu dopracowalibyśmy się technologii i składu produkcji każdego takiego produktu, ogólnie dostępnej, kontroli jakości (wyrywkowo), zapobiegania oszustwom i zagrożeniom dla zdrowia,<br />
wstawił bym jeszcze rozłożony w czasie warunek budowy sieci dla producentów zdrowej żywności, w postaci obowiązku tworzenia ich spółdzielni. Gdzie jest np. co najmniej trzech dostawców do punktów sprzedaży. Aby nie można tam było dopuszczać tylko swoich. Bo ilość powierzchni komunalnej, pod nie udostępnionej, będzie ograniczona. Państwo daje zwolnienie z podatków a samorządy grunt, w zamian za; tworzenie takich sieci spółdzielczych lub spółek zapewniających wzrost produkcji zdrowej żywności, za poddanie się certyfikacji i kontroli jakości. Ale z prawem używania na nalepkach każdego produktu, specjalnego oznaczenia państwowego, gwarantującego certyfikację w zakresie ZDROWIA. I z zakazem sprzedawania jakichkolwiek produktów żywnościowych, nie mieszczących się w przepisach certyfikacyjnych dla zdrowej ich produkcji, z naturalnych składników, dla naturalnych konserwantów. Takie przepisy, wymagają ustawy, według której gospodarstwo ekologiczne oraz handel artykułami ekologicznymi, zostaną w polskiej konstytucji zapisane jako podstawowe przedsiębiorstwa rolne Polski. Nie każde, tylko wyłącznie takie. I podlegać będą ochronie przed chemizacja w ich okolicy.  I to sama konstytucja, narzuci samorządom obowiązek udostępniania gruntów pod handel ich produktami. Tylko wówczas, pokonają supermarkety, rozwiną się, zwiększą jakość i ilość zdrowotnych produktów, dadzą szanse na biznesy tysiącom drobnych rolników &#8211; Polakom. Supermarkety zaczną w efekcie też zwracać większą wagę na naturalność produktów, lecz skoro nie sprzedają wyłącznie takich, to pozostaną opodatkowane na warunkach ogólnych. Niech sobie tam ludzie kupują, taniej, ale potem chorują z własnego wyboru. A produkty, które powodują choroby z powodu ich technologii produkcji, muszą być wysoko opodatkowane, aby potem z tych chorób nas leczyć. Usprawiedliwienie tej różnicy podatkowej, jest przed UE na dłoni.<br />
Aby takie rozwiązania zaistniały,  musi w Polsce zostać zmieniony ustrój, na demokrację bezpośrednią.<br />
Wówczas, nie ostaną się wśród zarządzających państwem, osoby potrafiące powiedzieć &#8222;(Ci) Polacy to powinni zapierdalać za miskę ryżu!&#8221;. Tak o rzekomo swoim narodzie, mówią tylko ludzie, którzy są polsko języczni, oraz są obywatelami polskiego państwa. Którzy mylą obywatelstwo z narodowością. Oni na pewno nie są członkami tego narodu. Do tej pory się nie spolonizowali. Niestety! Polonizacja, to swoista lechizacja. To przyjęcie etnosu polskiego do swego serca, sięgającego znacznie przed czasy chrześcijańskie. To kochanie kultury słowiańskiej i jej krzewienie, jako tożsamości rodowej. Można być pochodzenia żydowskiego jak pr. Morawiecki, bo o niego tutaj chodzi &#8211; spoloniozowanym obywatelem. Można nawet zachować swoją wiarę, obiecującą rządzenie innymi narodami jako wybrańcy Boga! Ale trzeba mieć w sercu tą ogromna czułość do Polaków, która każe nam mówić że nie miska ryżu tylko godne wynagrodzenia są również motorem napędu gospodarki &#8211; bo zwiększają obroty pieniądza i zdolności obywateli do akumulacji kapitału i zaczynanie własnej działalności gospodarczej, do rozwoju. Ale tez wyswobodzenie przedsiębiorców od nadmiernych podatków i biurokracji państwowej. Taki spolonizowany obywatel obcego pochodzenia, nie słowiańskiego, musi uzyskać prawa wyborcze, prawa ustawodawcze w systemie referendalnym, dopiero wówczas, gdy się spolonizuje. Nie wykluczajmy go! Dajmy mu szansę. Jeśli nie chce w Polsce tylko mieszkać, jako zwyczajny obywatel, ale i Polską współrządzić. To już poważniejsza sprawa. Nie pozwalajmy Polską rządzić każdemu, na kogo popadnie, wypromowanemu przez bankowe czy partyjne korporacje.  W systemie demokracji bezpośredniej, aby taki system właściwie działał, liczyć się będzie również jego jakość. A ta, tkwić będzie w wielu szczegółach konstytucyjnych. Nie jest to proste, lecz do zrobienia!<br />
I tak, od zwykłego straganiku z naturalną żywnością, przeszedłem do spraw demokracji i konstytucji, kwestii zasadniczych, najwyższej rangi prawnej. Te kwestie, zapewnią nam właśnie to, że będzie dobrze na podstawowym a tak ważnym dla naszego zdrowia, poziomie żywienia! Nie zapewni tych zmian, zarząd kraju, który sprzyja mordowaniu Polaków niebezpiecznymi szczepionkami, sztuczną pandemią i maskami a teraz elektrowniami atomowymi i cenami energii, zamiast geotermii i czystym spalaniem węgla i wodoru. Podobnie jest w każdej dziedzinie gospodarki. Od zmiany ustroju i konstytucji, zależeć będzie powodzenie ich rozwoju.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
	</channel>
</rss>
