<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>
	Komentarze do: Tajemity: Drzewa i ich społeczność	</title>
	<atom:link href="https://bialczynski.pl/2021/01/22/tajemity-drzewa-i-ich-spolecznosc/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://bialczynski.pl/2021/01/22/tajemity-drzewa-i-ich-spolecznosc/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=tajemity-drzewa-i-ich-spolecznosc</link>
	<description>oficjalna strona Czesława Białczyńskiego</description>
	<lastBuildDate>Thu, 04 Mar 2021 11:32:34 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.7.4</generator>
	<item>
		<title>
		Autor: Ina		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2021/01/22/tajemity-drzewa-i-ich-spolecznosc/#comment-68464</link>

		<dc:creator><![CDATA[Ina]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 04 Mar 2021 11:32:34 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=115135#comment-68464</guid>

					<description><![CDATA[Niestety odrzuca mnie od Anastazji. Nie jestem w stanie tego czytać.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Niestety odrzuca mnie od Anastazji. Nie jestem w stanie tego czytać.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: JAN		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2021/01/22/tajemity-drzewa-i-ich-spolecznosc/#comment-68451</link>

		<dc:creator><![CDATA[JAN]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 04 Mar 2021 05:58:48 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=115135#comment-68451</guid>

					<description><![CDATA[&quot;Widzę Ludzi, jako Drzewa chodzące&quot;
Fargment  z ANASTAZJI[kopia z PDF]:
TWOJE PIERWSZE POJAWIENIE SI¢
Ziemia! Jako jàdro caΠego wszechÊwiata i centrum wszystkiego powstaΠa widzialna planeta – Ziemia!
6
Momentalnie staΠy si´ widoczne dookoΠa gwiazdy, sΠoƒce i ksi´˝yc. Tworzàce niewidzialne ÊwiatΠo, idàce
z Ziemi, w nich znalazΠo swe odbicie. Po raz pierwszy we wszechÊwiecie pojawiΠ si´ nowy plan bytu! Materialny
plan, a tak pi´knie jaÊnieje! Nikt i nic od momentu stworzenia Ziemi widocznej materii nie posiadaΠ, Ziemia
miaΠa do czynienia ze wszystkim, co znajduje si´ we wszechÊwiecie, a jednoczeÊnie pozostawaΠa sobà. Jawi-
Πa si´ nam samowystarczalnym stworzeniem. Wszystko, co rosΠo, co ˝yΠo, co pΠywaΠo i lataΠo
– nie umieraΠo i nigdzie nie znikaΠo. Nawet muszka z gnoju wychodziΠa, a muszkà inne ˝ycie si´ od˝ywiaΠo
i w jedno wspaniaΠe ˝ycie to wszystko si´ formowaΠo. W zaskoczeniu i w zachwycie wszystkie stworzenia
wszechÊwiata patrzeç na Ziemi´ pocz´Πy: Ziemia mogΠa dotykaç wszystkiego, ale jej nikt nie mógΠ dotknàç.
W Bogu natchnienie wzrastaΠo nadal. W Êwiecie miΠoÊci wypeΠniajàcej pró˝ni´ Boska Istota zmieniaΠa swój
zarys i form´. T´ form´, którà teraz posiada ciaΠo czΠowieka, przybieraΠa Boska istota. Poza pr´dkoÊcià i czasem
pracowaΠa Boska MyÊl. W pΠomiennym natchnieniu, z bezkresnà pr´dkoÊcià wyprzedzaΠa myÊli wszystkich
energii i tworzyΠa! Na razie jedno, na razie tylko w sobie, niewidoczne stworzenie.
Wtem zabΠysn´Πo olÊnienie i wzdrygn´Πa si´, jak oparzona nowym ˝arem, energia miΠoÊci. I w zachwycie radosnym
wykrzyknàΠ Bóg:
– Popatrz, WszechÊwiecie, popatrz! To syn mój! CzΠowiek! Stoi na ziemi! Jest materialny! I w nim sà czàsteczki
wszystkich energii WszechÊwiata. Na wszystkich poziomach bytu on ˝yje, jest stworzony na obraz
i podobieƒstwo moje. A w nim sà czàsteczki wszystkich waszych energii, wi´c pokochajcie! Pokochajcie Go!
Wszystkiemu, co istnieje, syn mój przyniesie radoÊç. On jest tworzeniem! On jest rodzeniem! On jest
wszystko ze wszystkiego! Stworzy nowe ˝ycie i zmieni si´ w nieskoƒczonoÊç poprzez ciàgΠe swoje odradzanie
si´. Zarówno kiedy b´dzie sam, jak i wtedy, gdy zostanie wielokrotnie pomno˝ony, promieniujàc niewidocznym
ÊwiatΠem, w jednoÊç je zbierajàc, wszechÊwiatem b´dzie wΠadaç. Obdarzy wszystko radoÊcià ˝ycia.
Ja wszystko mu oddaΠem i wszystko, o czym pomyÊl´ w przyszΠoÊci, ju˝ dziÊ mu ofiaruj´.
– I wΠaÊnie tak po raz pierwszy stanàΠeÊ na wspaniaΠej Ziemi.
– O kim ty mówisz, o mnie?
– O tobie i o ka˝dym, kto dotknie tego zapisanego wersu.
– Anastazjo, jak to mo˝liwe? Przecie˝ to w ogóle si´ nie klei. W jaki sposób ka˝dy czytelnik mo˝e staç tam,
gdzie jest powiedziane, ˝e tylko sam Jedyny tam staΠ? ByΠa o tym mowa równie˝ w Biblii. Wpierw byΠ jeden
czΠowiek – nazywaΠ si´ Adam. I ty tak˝e powiedziaΠaÊ, ˝e Bóg stworzyΠ jednego.
– Wszystko si´ zgadza, WΠadimirze, ale popatrz: od jednego wszyscyÊmy powstali. Jego czàsteczka, informacja
w niej zawarta, zamieszkiwaΠa we wszystkich nast´pnych zrodzonych na Ziemi. I jeÊli siΠà woli odrzucisz
ci´˝ar swoich codziennych trosk, to b´dziesz doÊwiadczaΠ tego uczucia, które w maΠej czàsteczce do dziÊ
jest zachowane. Ona tam byΠa i pami´ta wszystko. Jest i teraz w tobie i w ka˝dym na Ziemi ˝yjàcym czΠowieku.
Daj si´ jej otworzyç, poczuj, co ujrzaΠeÊ i ty, w tym momencie czytajàcy ten wers. Co ujrzaΠeÊ u êródΠa swej
drogi.
– Niesamowite! Przecie˝ z tego wynika, ˝e ci wszyscy ˝yjàcy teraz tam na tej Ziemi byli od samego poczàtku?
– Tak. Tylko nie “na tamtej”, ale na tej Ziemi. Po prostu miaΠa tylko inne oblicze.
– Ale jak mo˝na wszystkich nas okreÊliç jednoczeÊnie?
– Z pewnoÊcià spodziewasz si´, ˝e usΠyszysz sΠowo “Adam”. B´d´ z niego korzystaΠa, ale wyobraê sobie,
˝e to ty nim jesteÊ. I niech ka˝dy sobie wyobrazi pod tym imieniem siebie. A ja pomog´ temu wyobra˝aniu delikatnie
sΠowami.
– OczywiÊcie, ˝e musisz pomóc, bo ja w tamtych czasach jeszcze doÊç sΠabo si´ widz´.
– ˚eby byΠo Πatwiej, zobacz siebie wchodzàcego do sadu na przeΠomie wiosny i lata. W sadzie tym sà jeszcze
jesienne pΠody. Znajdujà si´ tam równie˝ istoty, które widzisz po raz pierwszy. Wszystko razem trudno
ogarnàç wzrokiem. Kiedy wszystko jest nowe i wszystko jest perfekcyjne. Ale przypomnij sobie, Adamie, jak
po raz pierwszy ujrzaΠeÊ kwiatek i skoncentrowaΠeÊ na nim caΠà swojà uwag´. Na jednym maleƒkim kwiatuszku.
ByΠ chabrowy, a jego pΠatki miaΠy doskonaΠy ksztaΠt. PΠatki kwiatka poΠyskiwaΠy, jakby sobà ÊwiatΠo niebios
odbijajàc. I ty, Adamie, kucnàΠeÊ przy kwiatku, podziwiajàc to stworzenie. I jakkolwiek dΠugo byÊ patrzyΠ, on
wcià˝ si´ zmieniaΠ. Wiatr pieszczotliwym powiewem koΠysaΠ kwiatek na Πody˝ce, a pod promieniami sΠoƒca poruszaΠy
si´ pΠatki, zmieniajàc kàt odbicia ÊwiatΠa i barw najdelikatniejsze odcienie. TrzepotaΠy pΠatki na wietrze,
tak jakby na powitanie kΠaniaΠy si´ czΠowiekowi, jakby dyrygowaΠy muzykà brzmiàcà w duszy. NajΠagodniejszy
aromat kwiatka staraΠ si´ otuliç ciebie – czΠowieka. Raptem Adam usΠyszaΠ ryk i powstaΠ. ObróciΠ si´ w kierunku,
z którego dochodziΠ. W oddali staΠ ogromny lew z lwicà, a rykiem lew ogΠaszaΠ okolicy o sobie. Adam popatrzyΠ
na pi´knà i mocnà postaw´ uwieƒczonà g´stà grzywà. Lew równie˝ dostrzegΠ Adama i w tym samym mo-
7
mencie wielkimi susami zwierz´ skierowaΠo si´ ku czΠowiekowi, a lwica krok w krok podà˝aΠa za nim.
Adam si´ zachwyciΠ grà ich okazaΠych mi´Êni. Na trzy metry przed nim zwierz´ta si´ zatrzymaΠy. Wzrok
czΠowieka pieÊciΠ je, pΠyn´Πa od niego miΠoÊç, wi´c lew, obΠaskawiony, osunàΠ si´ w rozkoszy na ziemi´, a lwica
poΠo˝yΠa si´ tu˝ obok, zamierajàc, by nie zakΠóciç boskiego, ciepΠego ÊwiatΠa idàcego od czΠowieka. Adam
palcami czochraΠ lwià grzyw´, oglàdaΠ pazury mocnej Πapy i dotykaΠ ich, muskaΠ biaΠe kΠy i uÊmiechaΠ si´, kiedy
lew mruczaΠ z rozkoszy.
– Anastazjo, co to za ÊwiatΠo w tamtych czasach biΠo od czΠowieka, ˝e nawet lew go nie rozerwaΠ na strz´-
py? I dlaczego dzisiaj tego ÊwiatΠa nikt nie ma? Przecie˝ nikt si´ dzisiaj nie Êwieci.
– WΠadimirze, czy ty nigdy nie zauwa˝yΠeÊ, ˝e i dzisiaj jest wielka ró˝nica? Wzrok czΠowieka odró˝nia
wszystko, co jest ziemskie: traw´ maleƒkà, groêne zwierz´ i kamieƒ, ale troszk´ wolniej. Tajemniczà, zagadkowà
i niewytΠumaczalnà siΠà jest on wypeΠniony. Wzrok czΠowieka pieszczotliwy mo˝e byç, ale mo˝e te˝ chΠodem
zniszczenia ogarnàç wszystko, co ˝yje. Powiedz, czy nie byΠeÊ nigdy ogrzany czyimÊ wzrokiem? Lub byç
mo˝e byΠo ci êle na duszy przez jakieÊ obce oczy?
– OczywiÊcie, zdarzaΠo si´. Czasami jest tak, ˝e czujesz czyjÊ wzrok na sobie. Niekiedy przyjaênie na ciebie
patrzy, a czasami nie za bardzo.
– No, widzisz? To znaczy, ˝e i ty wiesz, i˝ pieszczotliwy wzrok przyjemne ciepΠo wywoΠuje w twoim wn´-
trzu, a inne spojrzenie zniszczenie i chΠód rodzi. Wielokrotnie silniejszy wzrok miaΠ w dniach pierwszych czΠowiek.
Stwórca uczyniΠ tak, aby wszystko, co ˝yje, staraΠo si´ byç ogrzane tym wzrokiem.
– To gdzie si´ teraz podziaΠa ta caΠa siΠa wzroku czΠowieka?
– Nie caΠa. Jeszcze dostatecznie du˝o jej zostaΠo. Jednak krzàtanina, powierzchownoÊç myÊlenia, zupeΠ-
nie inna pr´dkoÊç myÊli: nieprawidΠowe, kΠamliwe wyobra˝enia sedna ˝ycia oraz zwi´dΠa ÊwiadomoÊç màcà
wzrok, nie pozwalajà otworzyç si´ temu, czego wszyscy oczekujà od czΠowieka. CiepΠo duszy ka˝dy przechowuje
w swoim wn´trzu. Och, gdyby u wszystkich mogΠo si´ caΠkowicie otworzyç! CaΠa rzeczywistoÊç mogΠaby
si´ przeksztaΠciç w pierworodny ogród.
– U wszystkich ludzi? Tak jak na poczàtku u Adama? Jak to jest mo˝liwe?
– Wszystko mo˝e si´ udaç, kiedy ludzka myÊl wychodzàca od czΠowieka b´dzie zmierzaç do jednoÊci. Kiedy
Adam byΠ sam jeden, to siΠa jego myÊli byΠa taka, jak teraz u wszystkich ludzi razem.
– Aha, to pewnie dlatego baΠ si´ go nawet lew?
– Lew nie baΠ si´ czΠowieka. Lew hoΠdowaΠ ÊwiatΠu Boskiemu. Wszystkie istoty starajà si´ doznaç tej boskoÊci,
którà obdarzyç jest w stanie tylko czΠowiek. Za to jako przyjaciela, brata, Boga sà gotowe odbieraç czΠowieka
wszystkie stworzenia istniejàce nie tylko na Ziemi. Rodzice zawsze si´ starajà, aby najlepsze zdolnoÊci
przekazaç swoim dzieciom. Tylko rodzice pragnà szczerze, ˝eby zdolnoÊci dzieci przewy˝szaΠy ich wΠasne.
Stwórca czΠowiekowi – synowi swojemu w peΠni oddaΠ wszystko, do czego w porywie natchnienia sam dà˝yΠ.
I je˝eli wszyscy zdoΠajà zrozumieç, ˝e Bóg jest absolutem, to przez uczucia rodziców niech poczujà wszyscy,
jako kogo Rodziciel Bóg pragnàΠ stworzyç dziecko swoje, ukochanego Syna-czΠowieka. Jak nie baΠ si´ odpowiedzialnoÊci,
jak na caΠe wieki obiecaΠ nie wyrzekaç si´ stworzenia swojego, wymawiajàc sΠowa, które dotar-
Πy do nas przez miliony lat: “On jest synem moim, czΠowiekiem, on jest na mój obraz! On jest na podobieƒstwo
moje!”.
– Czy to znaczy, ˝e Bóg pragnàΠ, ˝eby jego syn, jego stworzenie, czyli czΠowiek byΠ od niego silniejszy?
– Pragnienia wszystkich rodziców posΠu˝à do potwierdzenia tego.
– I co? Adam swoim pierwszym dniem speΠniΠ marzenia Boga? Co robiΠ póêniej, po spotkaniu z lwem?
– Adam staraΠ si´ poznaç wszystko, co istnieje. OkreÊlaç nazw´, przeznaczenie dla ka˝dego nowego tworu.
Czasami bardzo szybko wykonywaΠ to zadanie, a bywaΠo, ˝e bardzo dΠugo si´ z nim mierzyΠ. Tak na przykΠad
w dzieƒ pierwszy do wieczora próbowaΠ okreÊliç przeznaczenie prentozaura, jednak nie udaΠo mu si´ rozwiàzaç
tego zadania i wΠaÊnie dlatego wszystkie prentozaury znikΠy z powierzchni ziemi.
– Dlaczego znikΠy?
– Znikn´Πy dlatego, ˝e czΠowiek nie okreÊliΠ ich przeznaczenia.
– To te prentozaury, co byΠy kilkakrotnie wi´ksze od sΠoni?
– Tak, byΠy wi´ksze od sΠoni i miaΠy niewielkie skrzydΠa. Na dΠugiej szyi znajdowaΠa si´ niewielka gΠowa,
a z paszczy zionàΠ ogieƒ.
– Jak w baÊni. Smoki w baÊniach narodowych te˝ zion´Πy ogniem, ale to tylko w baÊniach, nie naprawd´.
– O minionym w bajkach mówi si´ zazwyczaj alegoriami, a bywa, ˝e opowiada si´ bezpoÊrednio, dokΠadnie.
– Ale˝?! To jak ten potwór mógΠ byç zbudowany? Jak ˝ywy organizm mo˝e z paszczy zionàç ogniem?
A mo˝e ten ogieƒ to metafora? No, powiedzmy, ˝e ten potwór dyszaΠ zΠoÊcià.
8
– Ogromny prentozaur byΠ dobry, a nie zΠy. Jego zewn´trzny rozmiar sΠu˝yΠ do zmniejszenia wagi.
– Jak olbrzymi rozmiar mo˝e sΠu˝yç do zmniejszenia wagi? – Im wi´kszy balon gazowy, im bardziej wypeΠ-
niony tym, co jest l˝ejsze od powietrza, tym jest równie˝ l˝ejszy.
– Przecie˝ prentozaur nie byΠ powietrznym balonem.
– Prentozaur byΠ wΠaÊnie takim ogromnym ˝ywym balonem. Przy tym miaΠ lekkà konstrukcj´ szkieletu i ma-
Πe organy wewn´trzne. W Êrodku, tak jak w kuli, byΠa pustka nieustannie wypeΠniajàca si´ gazem l˝ejszym od
powietrza. Odbijajàc si´ i machajàc skrzydΠami, prentozaur mógΠ troch´ pofrunàç. Kiedy pojawiaΠ si´ nadmiar
gazu, wydychaΠ go paszczà. Z paszczy natomiast wystawaΠy krzemowe kΠy i potarcie ich powodowaΠo iskr´,
a gaz wydobywajàcy si´ z jamy brzusznej zapalaΠ si´ i ogniem z paszczy wyrywaΠ.
– Nie do wiary! No, dobra, ale kto w takim razie stale wypeΠniaΠ go gazem?
– Przecie˝ tΠumacz´ ci, WΠadimirze, gaz tworzyΠ si´ sam, wewnàtrz, podczas trawienia pokarmu.
– To niemo˝liwe. Gaz jest tylko w gΠ´bi ziemi. Wydobywa si´ go, a nast´pnie wypeΠnia nim butle gazowe
lub doprowadza si´ rurociàgiem do maszynek gazowych. A tu nagle z pokarmu – to zbyt proste! – Tak, to jest
wΠaÊnie takie proste.
– Nie uwierz´ w takie Πatwe wytΠumaczenie i myÊl´, ˝e nikt w nie nie uwierzy. I wszystko, co powiedziaΠaÊ,
b´dzie podane w wàtpliwoÊç. Nie tylko w to o prentozaurach, ale i we wszystko inne, o czym opowiadaΠaÊ,
równie˝ zwàtpià. Dlatego nie b´d´ w ogóle o tym pisaΠ.
– WΠadimirze, czy ty podejrzewasz, ˝e ja mog´ si´ myliç albo kΠamaç?
– No, kΠamaç nie kΠamaç, ale to, ˝e si´ pomyliΠaÊ z tym gazem, to fakt.
– Nie pomyliΠam si´. – Udowodnij zatem.
– WΠadimirze, zarówno twój, jak i innych ludzi ˝oΠàdek produkuje taki sam gaz.
– Jak to mo˝liwe?
– A sprawdê sobie. Weê i podpal, kiedy z ciebie wychodzi.
– Jak: ze mnie? Skàd? Gdzie podpaliç? Anastazja zaÊmiaΠa si´ i przez Êmiech powiedziaΠa:
– Jak dziecko, pomyÊl sam, przecie˝ to jest bardzo intymne doÊwiadczenie.
Od czasu do czasu myÊlaΠem o tym gazie i sam nie wiem dlaczego tak bardzo mnie to zaj´Πo. W koƒcu
zdecydowaΠem si´ zrobiç doÊwiadczenie. WykonaΠem je po powrocie od Anastazji. Pali si´!!!
Wszystkie jej sΠowa o pierwszych dniach Adama, czyli te˝ o naszych pierwszych dniach, przypominam sobie
z coraz wi´kszym zainteresowaniem. I nie wiem dlaczego powstaje we mnie takie uczucie, jakbyÊmy i ja,
i ty, czytelniku, zapomnieli czegoÊ z nich ze sobà zabraç. Albo tylko ja zapomniaΠem. Mo˝e niech ka˝dy zadecyduje
o sobie, kiedy si´ dowie, jak przebiegaΠ dzieƒ pierwszy CzΠowieka. WΠaÊnie tak opowiadaΠa o tym Anastazja:
DZIE¡ PIERWSZY
Adama wszystko ciekawiΠo. Ka˝de êdêbΠo trawy, ka˝dy dziwny robaczek, podniebne ptaki oraz woda. Kiedy
zobaczyΠ po raz pierwszy rzek´, zachwyciΠ si´ pΠynàcà przezroczystà wodà, lÊniàcà w promieniach sΠoƒca.
I dostrzegΠ w niej rozmaitoÊç ˝ycia. Adam dotknàΠ r´kà wody i w tym samym momencie nurt objàΠ jego dΠoƒ
i pieÊciΠ wszystkie komórki jego skóry, zach´cajàc do siebie. ZanurzyΠ si´ wi´c w wodzie i ciaΠo jego staΠo si´
l˝ejsze, woda utrzymywaΠa go i, przyjemnie szumiàc, pieszczotliwie gΠadziΠa. PrysnàΠ wodà w gór´ i zachwyciΠ
si´, kiedy promienie sΠoneczka graΠy w ka˝dej kropli, póki nurt ich nie przyjàΠ z powrotem. I z uczuciem radoÊci
piΠ wod´ z rzeki. I a˝ do zachodu sΠoƒca podziwiaΠ i kàpaΠ si´, i rozmyÊlaΠ.
– Poczekaj, Anastazjo, powiedziaΠaÊ przed chwilà, ˝e Adam si´ napiΠ, a czy coÊ zjadΠ w ciàgu dnia? Czym
si´ od˝ywiaΠ?
– NaokoΠo byΠo mnóstwo pΠodów ziemi o ró˝nych smakach, jagód i nadajàcych si´ do spo˝ycia zióΠ. Jednak
w dni pierwsze Adam nie odczuwaΠ gΠodu. Syty byΠ powietrzem samym.
– Samym powietrzem? Przecie˝ nie samym powietrzem ˝yje czΠowiek. Jest nawet takie przysΠowie.
– Tym powietrzem, którym dzisiaj oddycha czΠowiek, faktycznie si´ nie da, a co wi´cej, nawet nie wolno si´
od˝ywiaç. DziÊ powietrze jest na wpóΠ martwe i cz´sto szkodliwe dla ciaΠa i duszy. PowiedziaΠeÊ o istniejàcym
przysΠowiu: “Nie samym powietrzem ˝yje czΠowiek”, jest jednak inne przysΠowie: “Ja samym powietrzem ˝yj´”.
WΠaÊnie ono odpowiada temu, co byΠo dane czΠowiekowi na samym poczàtku. Adam urodziΠ si´ w najpi´kniejszym
ogrodzie i w otaczajàcym go powietrzu nie znajdowaΠ si´ ani jeden szkodliwy pyΠek. W powietrzu tym by-
Πy rozproszone pyΠki i najczystsze kropelki rosy.
– PyΠek? Jaki pyΠek?
9
– Eteryczny kwiatowy pyΠek byΠ wydzielany z zióΠ, z drzew, z pΠodów. Z tych, co byΠy tu˝ obok, i z dalszych
miejsc wiatrem byΠ przynoszony. W ˝aden sposób od dzieΠ wielkich nie odciàgaΠa czΠowieka potrzeba zdobywania
po˝ywienia. CaΠe otoczenie ˝ywiΠo czΠowieka poprzez powietrze. Stwórca tak wszystko pomyÊlaΠ od poczàtku,
˝e wszystko, co ˝ywe na ziemi, w miΠoÊci natchnieniu staraΠo si´ sΠu˝yç czΠowiekowi: i powietrze, i woda,
i wiatr byΠy ˝ywicielami.
– Tu masz racj´, powietrze mo˝e byç szkodliwe, i to bardzo, ale czΠowiek wymyÊliΠ klimatyzacj´. Ona
oczyszcza powietrze ze wszystkich szkodliwych skΠadników. A wod´ mineralnà sprzedaje si´ w butelkach.
Dzisiaj wi´c dla tych, których na to staç, problemy z wodà i powietrzem sà rozwiàzane.
– Niestety, WΠadimirze, klimatyzacja nie rozwiàzuje problemu. Szkodliwe czàsteczki zatrzymuje, ale powietrze
przy tym jeszcze bardziej martwieje, a butelkowana woda obumiera od tego zamkni´cia. Wówczas od˝ywia
ona jedynie stare komórki ciaΠa. Dla ich odnawiania si´, po to, aby komórki twego ciaΠa przez caΠy czas si´
tworzyΠy, niezb´dne sà ˝ywe powietrze i woda.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>&#8222;Widzę Ludzi, jako Drzewa chodzące&#8221;<br />
Fargment  z ANASTAZJI[kopia z PDF]:<br />
TWOJE PIERWSZE POJAWIENIE SI¢<br />
Ziemia! Jako jàdro caΠego wszechÊwiata i centrum wszystkiego powstaΠa widzialna planeta – Ziemia!<br />
6<br />
Momentalnie staΠy si´ widoczne dookoΠa gwiazdy, sΠoƒce i ksi´˝yc. Tworzàce niewidzialne ÊwiatΠo, idàce<br />
z Ziemi, w nich znalazΠo swe odbicie. Po raz pierwszy we wszechÊwiecie pojawiΠ si´ nowy plan bytu! Materialny<br />
plan, a tak pi´knie jaÊnieje! Nikt i nic od momentu stworzenia Ziemi widocznej materii nie posiadaΠ, Ziemia<br />
miaΠa do czynienia ze wszystkim, co znajduje si´ we wszechÊwiecie, a jednoczeÊnie pozostawaΠa sobà. Jawi-<br />
Πa si´ nam samowystarczalnym stworzeniem. Wszystko, co rosΠo, co ˝yΠo, co pΠywaΠo i lataΠo<br />
– nie umieraΠo i nigdzie nie znikaΠo. Nawet muszka z gnoju wychodziΠa, a muszkà inne ˝ycie si´ od˝ywiaΠo<br />
i w jedno wspaniaΠe ˝ycie to wszystko si´ formowaΠo. W zaskoczeniu i w zachwycie wszystkie stworzenia<br />
wszechÊwiata patrzeç na Ziemi´ pocz´Πy: Ziemia mogΠa dotykaç wszystkiego, ale jej nikt nie mógΠ dotknàç.<br />
W Bogu natchnienie wzrastaΠo nadal. W Êwiecie miΠoÊci wypeΠniajàcej pró˝ni´ Boska Istota zmieniaΠa swój<br />
zarys i form´. T´ form´, którà teraz posiada ciaΠo czΠowieka, przybieraΠa Boska istota. Poza pr´dkoÊcià i czasem<br />
pracowaΠa Boska MyÊl. W pΠomiennym natchnieniu, z bezkresnà pr´dkoÊcià wyprzedzaΠa myÊli wszystkich<br />
energii i tworzyΠa! Na razie jedno, na razie tylko w sobie, niewidoczne stworzenie.<br />
Wtem zabΠysn´Πo olÊnienie i wzdrygn´Πa si´, jak oparzona nowym ˝arem, energia miΠoÊci. I w zachwycie radosnym<br />
wykrzyknàΠ Bóg:<br />
– Popatrz, WszechÊwiecie, popatrz! To syn mój! CzΠowiek! Stoi na ziemi! Jest materialny! I w nim sà czàsteczki<br />
wszystkich energii WszechÊwiata. Na wszystkich poziomach bytu on ˝yje, jest stworzony na obraz<br />
i podobieƒstwo moje. A w nim sà czàsteczki wszystkich waszych energii, wi´c pokochajcie! Pokochajcie Go!<br />
Wszystkiemu, co istnieje, syn mój przyniesie radoÊç. On jest tworzeniem! On jest rodzeniem! On jest<br />
wszystko ze wszystkiego! Stworzy nowe ˝ycie i zmieni si´ w nieskoƒczonoÊç poprzez ciàgΠe swoje odradzanie<br />
si´. Zarówno kiedy b´dzie sam, jak i wtedy, gdy zostanie wielokrotnie pomno˝ony, promieniujàc niewidocznym<br />
ÊwiatΠem, w jednoÊç je zbierajàc, wszechÊwiatem b´dzie wΠadaç. Obdarzy wszystko radoÊcià ˝ycia.<br />
Ja wszystko mu oddaΠem i wszystko, o czym pomyÊl´ w przyszΠoÊci, ju˝ dziÊ mu ofiaruj´.<br />
– I wΠaÊnie tak po raz pierwszy stanàΠeÊ na wspaniaΠej Ziemi.<br />
– O kim ty mówisz, o mnie?<br />
– O tobie i o ka˝dym, kto dotknie tego zapisanego wersu.<br />
– Anastazjo, jak to mo˝liwe? Przecie˝ to w ogóle si´ nie klei. W jaki sposób ka˝dy czytelnik mo˝e staç tam,<br />
gdzie jest powiedziane, ˝e tylko sam Jedyny tam staΠ? ByΠa o tym mowa równie˝ w Biblii. Wpierw byΠ jeden<br />
czΠowiek – nazywaΠ si´ Adam. I ty tak˝e powiedziaΠaÊ, ˝e Bóg stworzyΠ jednego.<br />
– Wszystko si´ zgadza, WΠadimirze, ale popatrz: od jednego wszyscyÊmy powstali. Jego czàsteczka, informacja<br />
w niej zawarta, zamieszkiwaΠa we wszystkich nast´pnych zrodzonych na Ziemi. I jeÊli siΠà woli odrzucisz<br />
ci´˝ar swoich codziennych trosk, to b´dziesz doÊwiadczaΠ tego uczucia, które w maΠej czàsteczce do dziÊ<br />
jest zachowane. Ona tam byΠa i pami´ta wszystko. Jest i teraz w tobie i w ka˝dym na Ziemi ˝yjàcym czΠowieku.<br />
Daj si´ jej otworzyç, poczuj, co ujrzaΠeÊ i ty, w tym momencie czytajàcy ten wers. Co ujrzaΠeÊ u êródΠa swej<br />
drogi.<br />
– Niesamowite! Przecie˝ z tego wynika, ˝e ci wszyscy ˝yjàcy teraz tam na tej Ziemi byli od samego poczàtku?<br />
– Tak. Tylko nie “na tamtej”, ale na tej Ziemi. Po prostu miaΠa tylko inne oblicze.<br />
– Ale jak mo˝na wszystkich nas okreÊliç jednoczeÊnie?<br />
– Z pewnoÊcià spodziewasz si´, ˝e usΠyszysz sΠowo “Adam”. B´d´ z niego korzystaΠa, ale wyobraê sobie,<br />
˝e to ty nim jesteÊ. I niech ka˝dy sobie wyobrazi pod tym imieniem siebie. A ja pomog´ temu wyobra˝aniu delikatnie<br />
sΠowami.<br />
– OczywiÊcie, ˝e musisz pomóc, bo ja w tamtych czasach jeszcze doÊç sΠabo si´ widz´.<br />
– ˚eby byΠo Πatwiej, zobacz siebie wchodzàcego do sadu na przeΠomie wiosny i lata. W sadzie tym sà jeszcze<br />
jesienne pΠody. Znajdujà si´ tam równie˝ istoty, które widzisz po raz pierwszy. Wszystko razem trudno<br />
ogarnàç wzrokiem. Kiedy wszystko jest nowe i wszystko jest perfekcyjne. Ale przypomnij sobie, Adamie, jak<br />
po raz pierwszy ujrzaΠeÊ kwiatek i skoncentrowaΠeÊ na nim caΠà swojà uwag´. Na jednym maleƒkim kwiatuszku.<br />
ByΠ chabrowy, a jego pΠatki miaΠy doskonaΠy ksztaΠt. PΠatki kwiatka poΠyskiwaΠy, jakby sobà ÊwiatΠo niebios<br />
odbijajàc. I ty, Adamie, kucnàΠeÊ przy kwiatku, podziwiajàc to stworzenie. I jakkolwiek dΠugo byÊ patrzyΠ, on<br />
wcià˝ si´ zmieniaΠ. Wiatr pieszczotliwym powiewem koΠysaΠ kwiatek na Πody˝ce, a pod promieniami sΠoƒca poruszaΠy<br />
si´ pΠatki, zmieniajàc kàt odbicia ÊwiatΠa i barw najdelikatniejsze odcienie. TrzepotaΠy pΠatki na wietrze,<br />
tak jakby na powitanie kΠaniaΠy si´ czΠowiekowi, jakby dyrygowaΠy muzykà brzmiàcà w duszy. NajΠagodniejszy<br />
aromat kwiatka staraΠ si´ otuliç ciebie – czΠowieka. Raptem Adam usΠyszaΠ ryk i powstaΠ. ObróciΠ si´ w kierunku,<br />
z którego dochodziΠ. W oddali staΠ ogromny lew z lwicà, a rykiem lew ogΠaszaΠ okolicy o sobie. Adam popatrzyΠ<br />
na pi´knà i mocnà postaw´ uwieƒczonà g´stà grzywà. Lew równie˝ dostrzegΠ Adama i w tym samym mo-<br />
7<br />
mencie wielkimi susami zwierz´ skierowaΠo si´ ku czΠowiekowi, a lwica krok w krok podà˝aΠa za nim.<br />
Adam si´ zachwyciΠ grà ich okazaΠych mi´Êni. Na trzy metry przed nim zwierz´ta si´ zatrzymaΠy. Wzrok<br />
czΠowieka pieÊciΠ je, pΠyn´Πa od niego miΠoÊç, wi´c lew, obΠaskawiony, osunàΠ si´ w rozkoszy na ziemi´, a lwica<br />
poΠo˝yΠa si´ tu˝ obok, zamierajàc, by nie zakΠóciç boskiego, ciepΠego ÊwiatΠa idàcego od czΠowieka. Adam<br />
palcami czochraΠ lwià grzyw´, oglàdaΠ pazury mocnej Πapy i dotykaΠ ich, muskaΠ biaΠe kΠy i uÊmiechaΠ si´, kiedy<br />
lew mruczaΠ z rozkoszy.<br />
– Anastazjo, co to za ÊwiatΠo w tamtych czasach biΠo od czΠowieka, ˝e nawet lew go nie rozerwaΠ na strz´-<br />
py? I dlaczego dzisiaj tego ÊwiatΠa nikt nie ma? Przecie˝ nikt si´ dzisiaj nie Êwieci.<br />
– WΠadimirze, czy ty nigdy nie zauwa˝yΠeÊ, ˝e i dzisiaj jest wielka ró˝nica? Wzrok czΠowieka odró˝nia<br />
wszystko, co jest ziemskie: traw´ maleƒkà, groêne zwierz´ i kamieƒ, ale troszk´ wolniej. Tajemniczà, zagadkowà<br />
i niewytΠumaczalnà siΠà jest on wypeΠniony. Wzrok czΠowieka pieszczotliwy mo˝e byç, ale mo˝e te˝ chΠodem<br />
zniszczenia ogarnàç wszystko, co ˝yje. Powiedz, czy nie byΠeÊ nigdy ogrzany czyimÊ wzrokiem? Lub byç<br />
mo˝e byΠo ci êle na duszy przez jakieÊ obce oczy?<br />
– OczywiÊcie, zdarzaΠo si´. Czasami jest tak, ˝e czujesz czyjÊ wzrok na sobie. Niekiedy przyjaênie na ciebie<br />
patrzy, a czasami nie za bardzo.<br />
– No, widzisz? To znaczy, ˝e i ty wiesz, i˝ pieszczotliwy wzrok przyjemne ciepΠo wywoΠuje w twoim wn´-<br />
trzu, a inne spojrzenie zniszczenie i chΠód rodzi. Wielokrotnie silniejszy wzrok miaΠ w dniach pierwszych czΠowiek.<br />
Stwórca uczyniΠ tak, aby wszystko, co ˝yje, staraΠo si´ byç ogrzane tym wzrokiem.<br />
– To gdzie si´ teraz podziaΠa ta caΠa siΠa wzroku czΠowieka?<br />
– Nie caΠa. Jeszcze dostatecznie du˝o jej zostaΠo. Jednak krzàtanina, powierzchownoÊç myÊlenia, zupeΠ-<br />
nie inna pr´dkoÊç myÊli: nieprawidΠowe, kΠamliwe wyobra˝enia sedna ˝ycia oraz zwi´dΠa ÊwiadomoÊç màcà<br />
wzrok, nie pozwalajà otworzyç si´ temu, czego wszyscy oczekujà od czΠowieka. CiepΠo duszy ka˝dy przechowuje<br />
w swoim wn´trzu. Och, gdyby u wszystkich mogΠo si´ caΠkowicie otworzyç! CaΠa rzeczywistoÊç mogΠaby<br />
si´ przeksztaΠciç w pierworodny ogród.<br />
– U wszystkich ludzi? Tak jak na poczàtku u Adama? Jak to jest mo˝liwe?<br />
– Wszystko mo˝e si´ udaç, kiedy ludzka myÊl wychodzàca od czΠowieka b´dzie zmierzaç do jednoÊci. Kiedy<br />
Adam byΠ sam jeden, to siΠa jego myÊli byΠa taka, jak teraz u wszystkich ludzi razem.<br />
– Aha, to pewnie dlatego baΠ si´ go nawet lew?<br />
– Lew nie baΠ si´ czΠowieka. Lew hoΠdowaΠ ÊwiatΠu Boskiemu. Wszystkie istoty starajà si´ doznaç tej boskoÊci,<br />
którà obdarzyç jest w stanie tylko czΠowiek. Za to jako przyjaciela, brata, Boga sà gotowe odbieraç czΠowieka<br />
wszystkie stworzenia istniejàce nie tylko na Ziemi. Rodzice zawsze si´ starajà, aby najlepsze zdolnoÊci<br />
przekazaç swoim dzieciom. Tylko rodzice pragnà szczerze, ˝eby zdolnoÊci dzieci przewy˝szaΠy ich wΠasne.<br />
Stwórca czΠowiekowi – synowi swojemu w peΠni oddaΠ wszystko, do czego w porywie natchnienia sam dà˝yΠ.<br />
I je˝eli wszyscy zdoΠajà zrozumieç, ˝e Bóg jest absolutem, to przez uczucia rodziców niech poczujà wszyscy,<br />
jako kogo Rodziciel Bóg pragnàΠ stworzyç dziecko swoje, ukochanego Syna-czΠowieka. Jak nie baΠ si´ odpowiedzialnoÊci,<br />
jak na caΠe wieki obiecaΠ nie wyrzekaç si´ stworzenia swojego, wymawiajàc sΠowa, które dotar-<br />
Πy do nas przez miliony lat: “On jest synem moim, czΠowiekiem, on jest na mój obraz! On jest na podobieƒstwo<br />
moje!”.<br />
– Czy to znaczy, ˝e Bóg pragnàΠ, ˝eby jego syn, jego stworzenie, czyli czΠowiek byΠ od niego silniejszy?<br />
– Pragnienia wszystkich rodziców posΠu˝à do potwierdzenia tego.<br />
– I co? Adam swoim pierwszym dniem speΠniΠ marzenia Boga? Co robiΠ póêniej, po spotkaniu z lwem?<br />
– Adam staraΠ si´ poznaç wszystko, co istnieje. OkreÊlaç nazw´, przeznaczenie dla ka˝dego nowego tworu.<br />
Czasami bardzo szybko wykonywaΠ to zadanie, a bywaΠo, ˝e bardzo dΠugo si´ z nim mierzyΠ. Tak na przykΠad<br />
w dzieƒ pierwszy do wieczora próbowaΠ okreÊliç przeznaczenie prentozaura, jednak nie udaΠo mu si´ rozwiàzaç<br />
tego zadania i wΠaÊnie dlatego wszystkie prentozaury znikΠy z powierzchni ziemi.<br />
– Dlaczego znikΠy?<br />
– Znikn´Πy dlatego, ˝e czΠowiek nie okreÊliΠ ich przeznaczenia.<br />
– To te prentozaury, co byΠy kilkakrotnie wi´ksze od sΠoni?<br />
– Tak, byΠy wi´ksze od sΠoni i miaΠy niewielkie skrzydΠa. Na dΠugiej szyi znajdowaΠa si´ niewielka gΠowa,<br />
a z paszczy zionàΠ ogieƒ.<br />
– Jak w baÊni. Smoki w baÊniach narodowych te˝ zion´Πy ogniem, ale to tylko w baÊniach, nie naprawd´.<br />
– O minionym w bajkach mówi si´ zazwyczaj alegoriami, a bywa, ˝e opowiada si´ bezpoÊrednio, dokΠadnie.<br />
– Ale˝?! To jak ten potwór mógΠ byç zbudowany? Jak ˝ywy organizm mo˝e z paszczy zionàç ogniem?<br />
A mo˝e ten ogieƒ to metafora? No, powiedzmy, ˝e ten potwór dyszaΠ zΠoÊcià.<br />
8<br />
– Ogromny prentozaur byΠ dobry, a nie zΠy. Jego zewn´trzny rozmiar sΠu˝yΠ do zmniejszenia wagi.<br />
– Jak olbrzymi rozmiar mo˝e sΠu˝yç do zmniejszenia wagi? – Im wi´kszy balon gazowy, im bardziej wypeΠ-<br />
niony tym, co jest l˝ejsze od powietrza, tym jest równie˝ l˝ejszy.<br />
– Przecie˝ prentozaur nie byΠ powietrznym balonem.<br />
– Prentozaur byΠ wΠaÊnie takim ogromnym ˝ywym balonem. Przy tym miaΠ lekkà konstrukcj´ szkieletu i ma-<br />
Πe organy wewn´trzne. W Êrodku, tak jak w kuli, byΠa pustka nieustannie wypeΠniajàca si´ gazem l˝ejszym od<br />
powietrza. Odbijajàc si´ i machajàc skrzydΠami, prentozaur mógΠ troch´ pofrunàç. Kiedy pojawiaΠ si´ nadmiar<br />
gazu, wydychaΠ go paszczà. Z paszczy natomiast wystawaΠy krzemowe kΠy i potarcie ich powodowaΠo iskr´,<br />
a gaz wydobywajàcy si´ z jamy brzusznej zapalaΠ si´ i ogniem z paszczy wyrywaΠ.<br />
– Nie do wiary! No, dobra, ale kto w takim razie stale wypeΠniaΠ go gazem?<br />
– Przecie˝ tΠumacz´ ci, WΠadimirze, gaz tworzyΠ si´ sam, wewnàtrz, podczas trawienia pokarmu.<br />
– To niemo˝liwe. Gaz jest tylko w gΠ´bi ziemi. Wydobywa si´ go, a nast´pnie wypeΠnia nim butle gazowe<br />
lub doprowadza si´ rurociàgiem do maszynek gazowych. A tu nagle z pokarmu – to zbyt proste! – Tak, to jest<br />
wΠaÊnie takie proste.<br />
– Nie uwierz´ w takie Πatwe wytΠumaczenie i myÊl´, ˝e nikt w nie nie uwierzy. I wszystko, co powiedziaΠaÊ,<br />
b´dzie podane w wàtpliwoÊç. Nie tylko w to o prentozaurach, ale i we wszystko inne, o czym opowiadaΠaÊ,<br />
równie˝ zwàtpià. Dlatego nie b´d´ w ogóle o tym pisaΠ.<br />
– WΠadimirze, czy ty podejrzewasz, ˝e ja mog´ si´ myliç albo kΠamaç?<br />
– No, kΠamaç nie kΠamaç, ale to, ˝e si´ pomyliΠaÊ z tym gazem, to fakt.<br />
– Nie pomyliΠam si´. – Udowodnij zatem.<br />
– WΠadimirze, zarówno twój, jak i innych ludzi ˝oΠàdek produkuje taki sam gaz.<br />
– Jak to mo˝liwe?<br />
– A sprawdê sobie. Weê i podpal, kiedy z ciebie wychodzi.<br />
– Jak: ze mnie? Skàd? Gdzie podpaliç? Anastazja zaÊmiaΠa si´ i przez Êmiech powiedziaΠa:<br />
– Jak dziecko, pomyÊl sam, przecie˝ to jest bardzo intymne doÊwiadczenie.<br />
Od czasu do czasu myÊlaΠem o tym gazie i sam nie wiem dlaczego tak bardzo mnie to zaj´Πo. W koƒcu<br />
zdecydowaΠem si´ zrobiç doÊwiadczenie. WykonaΠem je po powrocie od Anastazji. Pali si´!!!<br />
Wszystkie jej sΠowa o pierwszych dniach Adama, czyli te˝ o naszych pierwszych dniach, przypominam sobie<br />
z coraz wi´kszym zainteresowaniem. I nie wiem dlaczego powstaje we mnie takie uczucie, jakbyÊmy i ja,<br />
i ty, czytelniku, zapomnieli czegoÊ z nich ze sobà zabraç. Albo tylko ja zapomniaΠem. Mo˝e niech ka˝dy zadecyduje<br />
o sobie, kiedy si´ dowie, jak przebiegaΠ dzieƒ pierwszy CzΠowieka. WΠaÊnie tak opowiadaΠa o tym Anastazja:<br />
DZIE¡ PIERWSZY<br />
Adama wszystko ciekawiΠo. Ka˝de êdêbΠo trawy, ka˝dy dziwny robaczek, podniebne ptaki oraz woda. Kiedy<br />
zobaczyΠ po raz pierwszy rzek´, zachwyciΠ si´ pΠynàcà przezroczystà wodà, lÊniàcà w promieniach sΠoƒca.<br />
I dostrzegΠ w niej rozmaitoÊç ˝ycia. Adam dotknàΠ r´kà wody i w tym samym momencie nurt objàΠ jego dΠoƒ<br />
i pieÊciΠ wszystkie komórki jego skóry, zach´cajàc do siebie. ZanurzyΠ si´ wi´c w wodzie i ciaΠo jego staΠo si´<br />
l˝ejsze, woda utrzymywaΠa go i, przyjemnie szumiàc, pieszczotliwie gΠadziΠa. PrysnàΠ wodà w gór´ i zachwyciΠ<br />
si´, kiedy promienie sΠoneczka graΠy w ka˝dej kropli, póki nurt ich nie przyjàΠ z powrotem. I z uczuciem radoÊci<br />
piΠ wod´ z rzeki. I a˝ do zachodu sΠoƒca podziwiaΠ i kàpaΠ si´, i rozmyÊlaΠ.<br />
– Poczekaj, Anastazjo, powiedziaΠaÊ przed chwilà, ˝e Adam si´ napiΠ, a czy coÊ zjadΠ w ciàgu dnia? Czym<br />
si´ od˝ywiaΠ?<br />
– NaokoΠo byΠo mnóstwo pΠodów ziemi o ró˝nych smakach, jagód i nadajàcych si´ do spo˝ycia zióΠ. Jednak<br />
w dni pierwsze Adam nie odczuwaΠ gΠodu. Syty byΠ powietrzem samym.<br />
– Samym powietrzem? Przecie˝ nie samym powietrzem ˝yje czΠowiek. Jest nawet takie przysΠowie.<br />
– Tym powietrzem, którym dzisiaj oddycha czΠowiek, faktycznie si´ nie da, a co wi´cej, nawet nie wolno si´<br />
od˝ywiaç. DziÊ powietrze jest na wpóΠ martwe i cz´sto szkodliwe dla ciaΠa i duszy. PowiedziaΠeÊ o istniejàcym<br />
przysΠowiu: “Nie samym powietrzem ˝yje czΠowiek”, jest jednak inne przysΠowie: “Ja samym powietrzem ˝yj´”.<br />
WΠaÊnie ono odpowiada temu, co byΠo dane czΠowiekowi na samym poczàtku. Adam urodziΠ si´ w najpi´kniejszym<br />
ogrodzie i w otaczajàcym go powietrzu nie znajdowaΠ si´ ani jeden szkodliwy pyΠek. W powietrzu tym by-<br />
Πy rozproszone pyΠki i najczystsze kropelki rosy.<br />
– PyΠek? Jaki pyΠek?<br />
9<br />
– Eteryczny kwiatowy pyΠek byΠ wydzielany z zióΠ, z drzew, z pΠodów. Z tych, co byΠy tu˝ obok, i z dalszych<br />
miejsc wiatrem byΠ przynoszony. W ˝aden sposób od dzieΠ wielkich nie odciàgaΠa czΠowieka potrzeba zdobywania<br />
po˝ywienia. CaΠe otoczenie ˝ywiΠo czΠowieka poprzez powietrze. Stwórca tak wszystko pomyÊlaΠ od poczàtku,<br />
˝e wszystko, co ˝ywe na ziemi, w miΠoÊci natchnieniu staraΠo si´ sΠu˝yç czΠowiekowi: i powietrze, i woda,<br />
i wiatr byΠy ˝ywicielami.<br />
– Tu masz racj´, powietrze mo˝e byç szkodliwe, i to bardzo, ale czΠowiek wymyÊliΠ klimatyzacj´. Ona<br />
oczyszcza powietrze ze wszystkich szkodliwych skΠadników. A wod´ mineralnà sprzedaje si´ w butelkach.<br />
Dzisiaj wi´c dla tych, których na to staç, problemy z wodà i powietrzem sà rozwiàzane.<br />
– Niestety, WΠadimirze, klimatyzacja nie rozwiàzuje problemu. Szkodliwe czàsteczki zatrzymuje, ale powietrze<br />
przy tym jeszcze bardziej martwieje, a butelkowana woda obumiera od tego zamkni´cia. Wówczas od˝ywia<br />
ona jedynie stare komórki ciaΠa. Dla ich odnawiania si´, po to, aby komórki twego ciaΠa przez caΠy czas si´<br />
tworzyΠy, niezb´dne sà ˝ywe powietrze i woda.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Pola Dec		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2021/01/22/tajemity-drzewa-i-ich-spolecznosc/#comment-68449</link>

		<dc:creator><![CDATA[Pola Dec]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2021 22:45:41 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=115135#comment-68449</guid>

					<description><![CDATA[https://www.youtube.com/watch?v=UM5BgukhpHg]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="https://www.youtube.com/watch?v=UM5BgukhpHg" rel="nofollow ugc">https://www.youtube.com/watch?v=UM5BgukhpHg</a></p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Ina		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2021/01/22/tajemity-drzewa-i-ich-spolecznosc/#comment-67273</link>

		<dc:creator><![CDATA[Ina]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 25 Jan 2021 10:06:51 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=115135#comment-67273</guid>

					<description><![CDATA[Każde drzewo w lesie  każda roślina przez nasiona przekazuje następnym pokoleniom wiedzę i matrycę że źródła. Hm.. myślę, że również wiedzę nabytą, doświadczenie. Tak też następuje rozwój.
Tak też każdy mężczyzna niesie w swoim nasieniu całą wiedzę ze źródła.
Kobieta jest kwiatem, w którym mężczyzna może złożyć swoje nasienie. Przekazać potomstwu swoje geny. Oczywiście cały proces dalszy odbywa się w kobiecie.
Tak jak inne stworzenie nie będące roślinami.
Po prostu inaczej się to odbywa.
Nasiona roślin potrafią wieki przetrwać i w sprzyjających warunkach zakiełkować.
Geny przodków w miejscach pochówku. Czy geny są świadome. Jak bardzo są trwałe. 
Czy geny przodków mogą do nas mówić ?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Każde drzewo w lesie  każda roślina przez nasiona przekazuje następnym pokoleniom wiedzę i matrycę że źródła. Hm.. myślę, że również wiedzę nabytą, doświadczenie. Tak też następuje rozwój.<br />
Tak też każdy mężczyzna niesie w swoim nasieniu całą wiedzę ze źródła.<br />
Kobieta jest kwiatem, w którym mężczyzna może złożyć swoje nasienie. Przekazać potomstwu swoje geny. Oczywiście cały proces dalszy odbywa się w kobiecie.<br />
Tak jak inne stworzenie nie będące roślinami.<br />
Po prostu inaczej się to odbywa.<br />
Nasiona roślin potrafią wieki przetrwać i w sprzyjających warunkach zakiełkować.<br />
Geny przodków w miejscach pochówku. Czy geny są świadome. Jak bardzo są trwałe.<br />
Czy geny przodków mogą do nas mówić ?</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Ina		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2021/01/22/tajemity-drzewa-i-ich-spolecznosc/#comment-67222</link>

		<dc:creator><![CDATA[Ina]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 23 Jan 2021 12:50:33 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=115135#comment-67222</guid>

					<description><![CDATA[Kiedy Panna była ubrana mama żeby pozbyć się intruza z kuchni kazała mi wystartować następnego gościa. A była to pierwsza gwiazdą na niebie. Wtedy można było zasiąść do stołu.
Więc z przylepionym nosem do szyby wyglądałam gwiazdy. W tamtych czasach był mróz i szyby ukwiecone kwiatami. Trzeba było chuchać ,żeby coś zobaczyć. Podziwiałam te malunki, które dziadek mróz namalował. Kiedy zobaczyłam pierwszą gwiazdę oznajmiałam uroczyście, że jest. 
Ale dla mnie było coś jeszcze ważne. Musiał spaść śnieg. No i co chwila wybiegałam na zewnątrz i sprawdzałam czy pada. W sercu to było.moje największe pragnienie. Bo jak święta bez śniegu ? 
No iii i w końcu pierwsze płatki pojawiły się ! Mówiło się: Królowa nieba trzepie pierzynę, mróz będzie.
Wracałam do domu jak już wszyscy siedzieli przy stole i oznajmiałam uroczyście, że pada śnieg.
Wszystko było jak trzeba. 
Bardzo się tym wszystkim przejmowałam.
Wypieki na twarzy no i jeszcze prezenty pod choinką. Ale to już po wieczerzy. Trzeba było jakoś to przeżyć. 
Dzieci mają swój mały świat, którym żyją.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kiedy Panna była ubrana mama żeby pozbyć się intruza z kuchni kazała mi wystartować następnego gościa. A była to pierwsza gwiazdą na niebie. Wtedy można było zasiąść do stołu.<br />
Więc z przylepionym nosem do szyby wyglądałam gwiazdy. W tamtych czasach był mróz i szyby ukwiecone kwiatami. Trzeba było chuchać ,żeby coś zobaczyć. Podziwiałam te malunki, które dziadek mróz namalował. Kiedy zobaczyłam pierwszą gwiazdę oznajmiałam uroczyście, że jest.<br />
Ale dla mnie było coś jeszcze ważne. Musiał spaść śnieg. No i co chwila wybiegałam na zewnątrz i sprawdzałam czy pada. W sercu to było.moje największe pragnienie. Bo jak święta bez śniegu ?<br />
No iii i w końcu pierwsze płatki pojawiły się ! Mówiło się: Królowa nieba trzepie pierzynę, mróz będzie.<br />
Wracałam do domu jak już wszyscy siedzieli przy stole i oznajmiałam uroczyście, że pada śnieg.<br />
Wszystko było jak trzeba.<br />
Bardzo się tym wszystkim przejmowałam.<br />
Wypieki na twarzy no i jeszcze prezenty pod choinką. Ale to już po wieczerzy. Trzeba było jakoś to przeżyć.<br />
Dzieci mają swój mały świat, którym żyją.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Ina		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2021/01/22/tajemity-drzewa-i-ich-spolecznosc/#comment-67221</link>

		<dc:creator><![CDATA[Ina]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 23 Jan 2021 12:17:14 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=115135#comment-67221</guid>

					<description><![CDATA[No to masz w tym lesie Jan same Jaśnie królewny i Panny z Niebieskiego Dwora.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>No to masz w tym lesie Jan same Jaśnie królewny i Panny z Niebieskiego Dwora.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Ina		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2021/01/22/tajemity-drzewa-i-ich-spolecznosc/#comment-67220</link>

		<dc:creator><![CDATA[Ina]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 23 Jan 2021 12:14:42 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=115135#comment-67220</guid>

					<description><![CDATA[Przed Szczodrymi Godami jak byłam mała moi rodzice mówili, że przyjdzie do nas Królewna albo Panna z Niebieskiego Dwora. Byłam oczarowana i nie mogłam się doczekać. Po czym pojawiała się choinka, którą z tatą ubieraliśmy. Radości było co nie miara. Bo taty zadaniem było ubrać choinkę, a my pomagaliśmy. Mama była w kuchni i przygotowywała potrawy.
Oczywiście wcześniej już w szkole przygotowywaliśmy ozdoby, łańcuchy i gwiazdy.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przed Szczodrymi Godami jak byłam mała moi rodzice mówili, że przyjdzie do nas Królewna albo Panna z Niebieskiego Dwora. Byłam oczarowana i nie mogłam się doczekać. Po czym pojawiała się choinka, którą z tatą ubieraliśmy. Radości było co nie miara. Bo taty zadaniem było ubrać choinkę, a my pomagaliśmy. Mama była w kuchni i przygotowywała potrawy.<br />
Oczywiście wcześniej już w szkole przygotowywaliśmy ozdoby, łańcuchy i gwiazdy.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Ina		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2021/01/22/tajemity-drzewa-i-ich-spolecznosc/#comment-67219</link>

		<dc:creator><![CDATA[Ina]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 23 Jan 2021 11:49:10 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=115135#comment-67219</guid>

					<description><![CDATA[Drzewa iglaste są wiecznie zielone, chociaż też gubią swoje igły. 
Dobrze się czują na piaszczystym terenie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Drzewa iglaste są wiecznie zielone, chociaż też gubią swoje igły.<br />
Dobrze się czują na piaszczystym terenie.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Ina		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2021/01/22/tajemity-drzewa-i-ich-spolecznosc/#comment-67215</link>

		<dc:creator><![CDATA[Ina]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 23 Jan 2021 09:52:08 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=115135#comment-67215</guid>

					<description><![CDATA[Dąb - poczytajcie w Wiki. 
Był czczony i doceniany na całym świecie.
Przy okazji miejscowość Dodona w Grecji.
Były wyrocznie wróżące z Dębu.
ZEUS - miał gaik Dębowy.
Pod Dębem zasiadał też Abraham.
Gdzieś słyszałam, że liście dębowe można dodawać do ogórków kiszonych tak jak liście wiśni lub czarnej porzeczki.
Najlepsza kapusta kiszona z dębowej beczki. Można czasami kupić. Dębowa kapusta hm..
Muszę pojechać na spacer do lasu lub parku.
Chyba pojawiły się już bazie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dąb &#8211; poczytajcie w Wiki.<br />
Był czczony i doceniany na całym świecie.<br />
Przy okazji miejscowość Dodona w Grecji.<br />
Były wyrocznie wróżące z Dębu.<br />
ZEUS &#8211; miał gaik Dębowy.<br />
Pod Dębem zasiadał też Abraham.<br />
Gdzieś słyszałam, że liście dębowe można dodawać do ogórków kiszonych tak jak liście wiśni lub czarnej porzeczki.<br />
Najlepsza kapusta kiszona z dębowej beczki. Można czasami kupić. Dębowa kapusta hm..<br />
Muszę pojechać na spacer do lasu lub parku.<br />
Chyba pojawiły się już bazie.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: JAN		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2021/01/22/tajemity-drzewa-i-ich-spolecznosc/#comment-67191</link>

		<dc:creator><![CDATA[JAN]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 22 Jan 2021 15:38:26 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=115135#comment-67191</guid>

					<description><![CDATA[W odpowiedzi do &lt;a href=&quot;https://bialczynski.pl/2021/01/22/tajemity-drzewa-i-ich-spolecznosc/#comment-67186&quot;&gt;Ina&lt;/a&gt;.

Dla pięknej DUSZY od JANA: Zimowy BÓR
&lt;img src=&quot;https://bialczynski.pl/wp-content/uploads/2021/01/P1150205kompr.jpg&quot; alt=&quot;z bor1&quot; /&gt;

&lt;img src=&quot;https://bialczynski.pl/wp-content/uploads/2021/01/P1160224kompr.jpg&quot; alt=&quot;bor 2&quot; /&gt;


]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W odpowiedzi do <a href="https://bialczynski.pl/2021/01/22/tajemity-drzewa-i-ich-spolecznosc/#comment-67186">Ina</a>.</p>
<p>Dla pięknej DUSZY od JANA: Zimowy BÓR<br />
<img src="https://bialczynski.pl/wp-content/uploads/2021/01/P1150205kompr.jpg" alt="z bor1" /></p>
<p><img src="https://bialczynski.pl/wp-content/uploads/2021/01/P1160224kompr.jpg" alt="bor 2" /></p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
	</channel>
</rss>
