<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>
	Komentarze do: Taka sobie bajka – czyli 12. 12. 2012 – Nowy Świat, Nowy Świętowit i Nowe Słowo	</title>
	<atom:link href="https://bialczynski.pl/2016/01/27/taka-sobie-bajka-czyli-12-12-2012-nowy-swiat-nowy-swietowit-i-nowe-slowo/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://bialczynski.pl/2016/01/27/taka-sobie-bajka-czyli-12-12-2012-nowy-swiat-nowy-swietowit-i-nowe-slowo/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=taka-sobie-bajka-czyli-12-12-2012-nowy-swiat-nowy-swietowit-i-nowe-slowo</link>
	<description>oficjalna strona Czesława Białczyńskiego</description>
	<lastBuildDate>Sun, 23 Nov 2025 09:43:58 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.7.4</generator>
	<item>
		<title>
		Autor: Aqua		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2016/01/27/taka-sobie-bajka-czyli-12-12-2012-nowy-swiat-nowy-swietowit-i-nowe-slowo/#comment-23153</link>

		<dc:creator><![CDATA[Aqua]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 07 Feb 2016 18:46:46 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=55872#comment-23153</guid>

					<description><![CDATA[Apokalipsa nawet rozumiana w typowy sposób nie jest wsparciem dla pewnych planów, ale przed nimi ostrzega na swój własny prosty sposób. Ale doktrynalne, takie bardzo dosłowne rozumienie nie jest prawidłowe. Prawidłowe jest bliskie temu, co tu kiedyś niedawno jeszcze pisał laxim. To księga, którą trzeba umieć zinterpretować. Nie zinterpretuje kto nie widzi, że NT i apokalipsa są tak daleko od Watykanu i jego pomysłów, że dalej już nie można. Kto to ze sobą zestawia, nie rozumie tych tekstów. Też nie wszystko jest równie rzetelne. Za niektóre doktryny odpowiada nauka apostoła Pawła, ale on to nie uczeń Chrystusa, ale były faryzeusz, który sam siebie wybrał twierdząc, że miał widzenie. Tyle na temat apokalipsy.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Apokalipsa nawet rozumiana w typowy sposób nie jest wsparciem dla pewnych planów, ale przed nimi ostrzega na swój własny prosty sposób. Ale doktrynalne, takie bardzo dosłowne rozumienie nie jest prawidłowe. Prawidłowe jest bliskie temu, co tu kiedyś niedawno jeszcze pisał laxim. To księga, którą trzeba umieć zinterpretować. Nie zinterpretuje kto nie widzi, że NT i apokalipsa są tak daleko od Watykanu i jego pomysłów, że dalej już nie można. Kto to ze sobą zestawia, nie rozumie tych tekstów. Też nie wszystko jest równie rzetelne. Za niektóre doktryny odpowiada nauka apostoła Pawła, ale on to nie uczeń Chrystusa, ale były faryzeusz, który sam siebie wybrał twierdząc, że miał widzenie. Tyle na temat apokalipsy.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2016/01/27/taka-sobie-bajka-czyli-12-12-2012-nowy-swiat-nowy-swietowit-i-nowe-slowo/#comment-23152</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 06 Feb 2016 06:53:04 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=55872#comment-23152</guid>

					<description><![CDATA[„Kark Putina w końcu zostanie skręcony”
352
Dodano: 05.02.2016 [21:21]
„Kark Putina w końcu zostanie skręcony” - niezalezna.pl	
foto: kremlin.ru
– Jeżeli Putin upadnie w wyniku swojej agresywnej polityki i niepohamowanych ambicji w polityce zagranicznej, to będziemy świadkami dalszego podziału imperium (Federacji Rosyjskiej). W mgnieniu oka odłączą się wszystkie tereny, gdzie są silne nastroje narodowe i jako pierwsza z FR wystąpi Czeczenia. Ukraina zajmie (odzyska) obszary wschodnie oraz Krym. Szczególny status otrzyma obwód kaliningradzki. Naddniestrze wróci w skład Mołdawii. Zabrane przez ZSRS po drugiej wojnie światowej Wyspy Kurylskie nareszcie wrócą do Japonii – uważa współautor głośnych publikacji „Wysadzić Rosję” oraz „Korporacja zabójców. Rosja, KGB i prezydent Putin”, historyk, dr hab. Jurij Felsztyński.

W opinii Felsztyńskiego, spokojniejszy charakter walk między ukraińskimi żołnierzami a rosyjskimi najemnikami w Donbasie jest tymczasowy.

    Niestety, to, że Władimir Putin rozpoczął działania wojskowe w Syrii, nie oznacza, że zostawi w spokoju Ukrainę. Właśnie wystąpił z kolejnym oświadczeniem, dotyczącym Donbasu. Kilka dni wcześniej w telewizji rosyjskiej pokazano film propagandowy „Porządek świata”. W tym samym czasie trwa wywieranie nacisku na Ukrainę, aby zmienić ukraińską konstytucję. Miałoby to pozwolić na formalne uznanie przez Kijów tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych. Dla Ukrainy takie zmiany konstytucji są równoznaczne z samobójstwem. Mam nadzieję że Rada Najwyższa, rząd oraz naród Ukrainy nigdy do tego nie dopuszczą. Ale mińskie porozumienia zostały sporządzone pod dyktando Rosji, tak, aby można je było traktować zupełnie dowolnie. W związku z czym, można oczekiwać, że Rosja prędzej czy później wznowi działania wojenne na wschodniej Ukrainie pod pretekstem niespełnienia przez Ukrainę porozumień z Mińska. 

W opinii historyka, „Putin również nie ma zamiaru zwracać Ukrainie kontroli nad odcinkami granicy między Rosją a tzw. republikami ludowymi”.

    On zamierza podtrzymywać na wschodzie Ukrainy odskocznię dla dalszych ofensywnych działań wojskowych, kiedy i jeżeli do nich dojdzie. Ostatecznie zależy to również od ogólnej równowagi sił, zaangażowanych w konflikt państw Europy i Bliskiego Wschodu. Jeżeli Putin zobaczy, że Ukraińcy nie są gotowi nadal umierać za swoją wolność, to będzie kontynuował podbój Ukrainy. Również jeżeli Putin zrozumie, że Zachód nie będzie zapewniał wsparcia Ukrainie, wtargnie tam, bowiem absolutnie nie obchodzi go, ilu swoich, lub innych ludzi zginie w walce. Podczas dwóch wojen czeczeńskich Rosja straciła wielu żołnierzy i zabiła jeszcze więcej Czeczenów, wliczając w to cywilów. Ale w Rosji to nikogo nie oburzało i nie oburza nadal. Więc problemy Ukrainy mogą się skończyć tylko z upadkiem reżimu Putina. 

    Jeżeli Putin upadnie w wyniku swojej agresywnej polityki i niepohamowanych ambicji w polityce zagranicznej, to będziemy świadkami dalszego podziału imperium (Federacji Rosyjskiej). W mgnieniu oka odłączą się wszystkie tereny, gdzie są silne nastroje narodowe i jako pierwsza z FR wystąpi Czeczenia. Ukraina zajmie (odzyska) obszary wschodnie oraz Krym. Szczególny status otrzyma obwód kaliningradzki. Naddniestrze wróci w skład Mołdawii. Zabrane przez ZSRS po drugiej wojnie światowej Wyspy Kurylskie nareszcie wrócą do Japonii. Nie można wykluczyć, że dojdzie do działań wojennych w Naddniestrzu, na wschodniej Ukrainie i Krymie. Ale wynikiem tego będzie to, że Rosja straci te tereny, a Rosjanie będą musieli je opuścić 

– stwierdza Felsztyński

Jednak w jego opinii, w Rosji nie dojdzie do wojny domowej.

    Wojna domowa zakłada istnienie dwóch przeciwstawnych sił, jak to było w Rosji po rewolucji październikowej, na „czerwonych” i „białych”. Z łatwością mogę wskazać siły, które wystąpią przeciwko Putinowi i FSB (Federalna Służba Bezpieczeństwa – przyp. red.). Jednak nie widzę niezbędnej dla wojny domowej siły – która będzie broniła w Rosji reżimu Putina. Takiej siły nie ma. (…) Z tego samego powodu nie bardzo wierzę w rewolucję w Rosji. W Rosji nie ma sił, gotowych do zjednoczenia się, uzbrojenia się i przypuszczenia szturmu na Kreml, co skutkowałoby śmierciami setek lub tysięcy rewolucjonistów. Takich sił nie ma i nie będzie. Jak zawsze w rosyjsko-sowieckiej historii, reżim w Rosja padnie sam pod ciężarem własnych nierealnych, imperialistycznych zadań. 

    Nie widzę, aby obecnie Rosjanie masowo uciekali z Rosji. Większość potencjalnych uciekinierów uważa, że uciec zawsze zdążą, z kolei zarobić (czy ukraść) pieniądze szybko i łatwo można tylko w Rosji. Dlatego większość statystycznie aktywnej populacji martwi się przede wszystkim zarabianiem pieniędzy. Następnie – uzyskaniem drugiego obywatelstwa czy pozwolenia na pobyt w każdym mniej lub bardziej cywilizowanym kraju. Interesuje ich także – zakup nieruchomości poza granicami, bowiem z tą myślą jest psychologiczne łatwiej żyć w Rosji. Czyli myśl o tym, że ma się paszport Łotwy, Chorwacji, Izraela, czy innego kraju oraz mieszkanie lub willę w tych państwach, sprawia że życie w Rosji staje się dla tych ludzi swojego rodzaju „delegacją”. Oddzielną kwestią jest wysłanie za granicę, gdziekolwiek, członków swoich rodzin, przede wszystkim dzieci. Bowiem swoje dzieci wszyscy kochają i życzą im „normalnego życia”, którego w Rosji nie da się kupić za żadne pieniądze. 

Felsztyński zaznacza, że takie zachowanie Rosjan go nie dziwi.

    Dla psychiczne zdrowego człowiek naturalne jest, aby dbać o siebie i swoich bliskich. Dziwi mnie natomiast, że ci sami ludzie, przynajmniej w wystąpieniach publicznych, są nastawienia anty zachodnio i pozostają zwolennikami reżimu Putina. Nawiasem mówiąc, część z tych osób już przeprowadziła się na Zachód, ale zaciekle broni porzuconego przez nich putinowskiego ustroju. To dla mnie jest największą tajemnicą. W swoim czasie opuszczaliśmy ZSRS z różnych powodów i w różnych okolicznościach. Ale wśród nas nie było nikogo, dosłownie żadnej osoby, który w tym samym czasie twierdziłby, że Związek Sowiecki czy ustrój sowiecki jest dobry. Z kolei dziś przeważająca większość osób, która niedawno opuściła Rosję, gorliwie wspiera Putina. Nie rozumiem, po co wtedy wyjeżdżać, jeżeli on jest taki dobry i za jego rządów tak dobrze się żyje. Jednak ci wszyscy ludzie zapomną o Putinie i zmienią zdanie, jak tylko Putin złamie sobie kark (czy kiedy ktoś, swój lub obcy, ten kark mu skręci). Kark Putina w końcu zostanie skręcony i dobrze by było, gdyby wszystko ograniczyło się tylko do karku.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>„Kark Putina w końcu zostanie skręcony”<br />
352<br />
Dodano: 05.02.2016 [21:21]<br />
„Kark Putina w końcu zostanie skręcony” &#8211; niezalezna.pl<br />
foto: kremlin.ru<br />
– Jeżeli Putin upadnie w wyniku swojej agresywnej polityki i niepohamowanych ambicji w polityce zagranicznej, to będziemy świadkami dalszego podziału imperium (Federacji Rosyjskiej). W mgnieniu oka odłączą się wszystkie tereny, gdzie są silne nastroje narodowe i jako pierwsza z FR wystąpi Czeczenia. Ukraina zajmie (odzyska) obszary wschodnie oraz Krym. Szczególny status otrzyma obwód kaliningradzki. Naddniestrze wróci w skład Mołdawii. Zabrane przez ZSRS po drugiej wojnie światowej Wyspy Kurylskie nareszcie wrócą do Japonii – uważa współautor głośnych publikacji „Wysadzić Rosję” oraz „Korporacja zabójców. Rosja, KGB i prezydent Putin”, historyk, dr hab. Jurij Felsztyński.</p>
<p>W opinii Felsztyńskiego, spokojniejszy charakter walk między ukraińskimi żołnierzami a rosyjskimi najemnikami w Donbasie jest tymczasowy.</p>
<p>    Niestety, to, że Władimir Putin rozpoczął działania wojskowe w Syrii, nie oznacza, że zostawi w spokoju Ukrainę. Właśnie wystąpił z kolejnym oświadczeniem, dotyczącym Donbasu. Kilka dni wcześniej w telewizji rosyjskiej pokazano film propagandowy „Porządek świata”. W tym samym czasie trwa wywieranie nacisku na Ukrainę, aby zmienić ukraińską konstytucję. Miałoby to pozwolić na formalne uznanie przez Kijów tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych. Dla Ukrainy takie zmiany konstytucji są równoznaczne z samobójstwem. Mam nadzieję że Rada Najwyższa, rząd oraz naród Ukrainy nigdy do tego nie dopuszczą. Ale mińskie porozumienia zostały sporządzone pod dyktando Rosji, tak, aby można je było traktować zupełnie dowolnie. W związku z czym, można oczekiwać, że Rosja prędzej czy później wznowi działania wojenne na wschodniej Ukrainie pod pretekstem niespełnienia przez Ukrainę porozumień z Mińska. </p>
<p>W opinii historyka, „Putin również nie ma zamiaru zwracać Ukrainie kontroli nad odcinkami granicy między Rosją a tzw. republikami ludowymi”.</p>
<p>    On zamierza podtrzymywać na wschodzie Ukrainy odskocznię dla dalszych ofensywnych działań wojskowych, kiedy i jeżeli do nich dojdzie. Ostatecznie zależy to również od ogólnej równowagi sił, zaangażowanych w konflikt państw Europy i Bliskiego Wschodu. Jeżeli Putin zobaczy, że Ukraińcy nie są gotowi nadal umierać za swoją wolność, to będzie kontynuował podbój Ukrainy. Również jeżeli Putin zrozumie, że Zachód nie będzie zapewniał wsparcia Ukrainie, wtargnie tam, bowiem absolutnie nie obchodzi go, ilu swoich, lub innych ludzi zginie w walce. Podczas dwóch wojen czeczeńskich Rosja straciła wielu żołnierzy i zabiła jeszcze więcej Czeczenów, wliczając w to cywilów. Ale w Rosji to nikogo nie oburzało i nie oburza nadal. Więc problemy Ukrainy mogą się skończyć tylko z upadkiem reżimu Putina. </p>
<p>    Jeżeli Putin upadnie w wyniku swojej agresywnej polityki i niepohamowanych ambicji w polityce zagranicznej, to będziemy świadkami dalszego podziału imperium (Federacji Rosyjskiej). W mgnieniu oka odłączą się wszystkie tereny, gdzie są silne nastroje narodowe i jako pierwsza z FR wystąpi Czeczenia. Ukraina zajmie (odzyska) obszary wschodnie oraz Krym. Szczególny status otrzyma obwód kaliningradzki. Naddniestrze wróci w skład Mołdawii. Zabrane przez ZSRS po drugiej wojnie światowej Wyspy Kurylskie nareszcie wrócą do Japonii. Nie można wykluczyć, że dojdzie do działań wojennych w Naddniestrzu, na wschodniej Ukrainie i Krymie. Ale wynikiem tego będzie to, że Rosja straci te tereny, a Rosjanie będą musieli je opuścić </p>
<p>– stwierdza Felsztyński</p>
<p>Jednak w jego opinii, w Rosji nie dojdzie do wojny domowej.</p>
<p>    Wojna domowa zakłada istnienie dwóch przeciwstawnych sił, jak to było w Rosji po rewolucji październikowej, na „czerwonych” i „białych”. Z łatwością mogę wskazać siły, które wystąpią przeciwko Putinowi i FSB (Federalna Służba Bezpieczeństwa – przyp. red.). Jednak nie widzę niezbędnej dla wojny domowej siły – która będzie broniła w Rosji reżimu Putina. Takiej siły nie ma. (…) Z tego samego powodu nie bardzo wierzę w rewolucję w Rosji. W Rosji nie ma sił, gotowych do zjednoczenia się, uzbrojenia się i przypuszczenia szturmu na Kreml, co skutkowałoby śmierciami setek lub tysięcy rewolucjonistów. Takich sił nie ma i nie będzie. Jak zawsze w rosyjsko-sowieckiej historii, reżim w Rosja padnie sam pod ciężarem własnych nierealnych, imperialistycznych zadań. </p>
<p>    Nie widzę, aby obecnie Rosjanie masowo uciekali z Rosji. Większość potencjalnych uciekinierów uważa, że uciec zawsze zdążą, z kolei zarobić (czy ukraść) pieniądze szybko i łatwo można tylko w Rosji. Dlatego większość statystycznie aktywnej populacji martwi się przede wszystkim zarabianiem pieniędzy. Następnie – uzyskaniem drugiego obywatelstwa czy pozwolenia na pobyt w każdym mniej lub bardziej cywilizowanym kraju. Interesuje ich także – zakup nieruchomości poza granicami, bowiem z tą myślą jest psychologiczne łatwiej żyć w Rosji. Czyli myśl o tym, że ma się paszport Łotwy, Chorwacji, Izraela, czy innego kraju oraz mieszkanie lub willę w tych państwach, sprawia że życie w Rosji staje się dla tych ludzi swojego rodzaju „delegacją”. Oddzielną kwestią jest wysłanie za granicę, gdziekolwiek, członków swoich rodzin, przede wszystkim dzieci. Bowiem swoje dzieci wszyscy kochają i życzą im „normalnego życia”, którego w Rosji nie da się kupić za żadne pieniądze. </p>
<p>Felsztyński zaznacza, że takie zachowanie Rosjan go nie dziwi.</p>
<p>    Dla psychiczne zdrowego człowiek naturalne jest, aby dbać o siebie i swoich bliskich. Dziwi mnie natomiast, że ci sami ludzie, przynajmniej w wystąpieniach publicznych, są nastawienia anty zachodnio i pozostają zwolennikami reżimu Putina. Nawiasem mówiąc, część z tych osób już przeprowadziła się na Zachód, ale zaciekle broni porzuconego przez nich putinowskiego ustroju. To dla mnie jest największą tajemnicą. W swoim czasie opuszczaliśmy ZSRS z różnych powodów i w różnych okolicznościach. Ale wśród nas nie było nikogo, dosłownie żadnej osoby, który w tym samym czasie twierdziłby, że Związek Sowiecki czy ustrój sowiecki jest dobry. Z kolei dziś przeważająca większość osób, która niedawno opuściła Rosję, gorliwie wspiera Putina. Nie rozumiem, po co wtedy wyjeżdżać, jeżeli on jest taki dobry i za jego rządów tak dobrze się żyje. Jednak ci wszyscy ludzie zapomną o Putinie i zmienią zdanie, jak tylko Putin złamie sobie kark (czy kiedy ktoś, swój lub obcy, ten kark mu skręci). Kark Putina w końcu zostanie skręcony i dobrze by było, gdyby wszystko ograniczyło się tylko do karku.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2016/01/27/taka-sobie-bajka-czyli-12-12-2012-nowy-swiat-nowy-swietowit-i-nowe-slowo/#comment-23151</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 06 Feb 2016 06:28:12 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=55872#comment-23151</guid>

					<description><![CDATA[Kredyty, dotacje, złoto. Unijni jurgieltnicy Putina
93
Dodano: 05.02.2016 [22:08]
Kredyty, dotacje, złoto. Unijni jurgieltnicy Putina - niezalezna.pl	
foto: YouTube
Rosja od wielu lat destabilizuje unijną scenę polityczną i osłabia sojusz euroatlantycki przy pomocy skrajnych sił politycznych w Europie. Przede wszystkim w środowiskach skrajnej prawicy, choć na południu także wśród lewackich radykałów w Grecji, Hiszpanii czy we Włoszech. W obecnym Parlamencie Europejskim co piąty deputowany wspiera politykę Moskwy - pisze w najnowszym numerze „Gazeta Polska”.

Europejskie partie skrajnej prawicy i lewicy stają się coraz groźniejszym narzędziem polityki Rosji. Po pierwsze, destabilizują społeczną i polityczną sytuację w swoich krajach. Po drugie, uderzają w integrację europejską, a także rozszerzanie Wspólnoty na wschód. Po trzecie, dążą do zerwania więzi euroatlantyckich. Po czwarte, legitymizują z zewnątrz reżim Putina, choćby poprzez wysyłanie obserwatorów na „wybory” i „referenda” (Krym, Donbas). Po piąte, dostarczają Moskwie użyteczne informacje na temat sytuacji w UE. Po szóste, szerzą dezinformację, transmitując rosyjski przekaz w Unii.

Le Pen bierze kredyt

Bez wątpienia najbardziej alarmująco wygląda skala wpływów rosyjskich we Francji. Szefowa Frontu Narodowego Marine Le Pen, nazajutrz po „referendum” pieczętującym aneksję Krymu, uznała ten fakt, a zaraz potem pojechała do Rosji, gdzie poparła federalizację Ukrainy (rosyjski plan rozbicia tego państwa). Sankcje nałożone na Rosję szefowa FN określiła jako wynik „rusofobii i kampanii antyrosyjskiej, którą podsyca kilka europejskich państw”. Eurodeputowani partii Le Pen walczą też o rosyjskie interesy w Strasburgu – jak choćby Jean-Luc Schaffhauser, który ograniczanie uzależnienia Europy od gazu rosyjskiego nazywa realizacją rozkazów z Waszyngtonu.

Moskwa odwdzięcza się Frontowi Narodowemu wsparciem finansowym. Wiosną 2014 r. zarejestrowana na Cyprze spółka Vernonsia Holdings Ltd. pożyczyła francuskiej partii 2 mln euro. Tropy wiodą do rosyjskiej firmy inwestycyjnej VEB Capital i prokremlowskiego oligarchy Konstantina Małofiejewa. We wrześniu 2014 r. FN uzyskał z kolei 9,4 mln euro kredytu – od Pierwszego Czesko-Rosyjskiego Banku, kontrolowanego przez kolejnego oligarchę, przyjaciela Putina, Giennadija Timczenkę. Le Pen tłumaczyła, że wzięli pożyczkę od rosyjskiego banku, bo inne, w tym francuskie, odmówiły. Te 9 mln dla FN miało być tylko pierwszą transzą kredytu o łącznym wymiarze 40 mln euro. Sprawa stała się głośna, ale kredyt dla Frontu Narodowego jest raczej wyjątkiem niż regułą w polityce Kremla wobec europejskich partii. Rosjanie wolą wspierać finansowo w inny, bardziej zakamuflowany sposób, wykorzystując do tego pojedyncze osoby.

Najlepiej ten schemat widać na przykładzie Jobbiku – otwarcie prorosyjskiej, skrajnie prawicowej partii na Węgrzech. Przez pierwsze pięć lat działalności Jobbik nie chciał ujawniać budżetu, choć był do tego zobligowany przez prawo. Sprawą zajęła się w końcu prokuratura i Jobbik musiał przedstawić swoje rachunki. Okazało się, że partia, która w 2010 r. wprowadziła 47 deputowanych do parlamentu krajowego i trzech europosłów, wydając na kampanię tylko ok. 114 tys. euro, wcześniej rok w rok miała roczny budżet mniejszy od budżetu najmniejszej rodzinnej firmy w Budapeszcie. To wersja oficjalna. Nieoficjalna mówi o pieniądzach płynących z Rosji za pośrednictwem kilku osób. Źródła w prokuraturze generalnej wskazywały przede wszystkim na Belę Kovacsa, szefa polityki zagranicznej partii. Jego kontakty w Moskwie sięgają komunistycznych czasów, kiedy pracował w handlu zagranicznym. Wyjechał do ZSRS, gdzie ukończył Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych, czyli słynne MGIMO (1986 r.), Przez kolejne lata pracował w różnych międzynarodowych spółkach w Rosji i Japonii. W 2003 r. ukończył wydział prawa w rosyjskiej państwowej akademii, jako prawnik ds. inwestycji. W 2005 r. przystąpił do Jobbiku, a trzy lata później zaaranżował wyjazd szefa partii Gabora Vony na konferencję w Moskwie, po której nagle Jobbik z pozycji antyrosyjskich przeszedł na prorosyjskie. Od 2010 r. jest eurodeputowanym. Niewykluczone, że to kluczowa postać w procesie finansowania innych, nie tylko węgierskich, skrajnych nacjonalistów w UE przez Moskwę. Od 2010 r. Kovacs jest bowiem wiceprzewodniczącym i skarbnikiem Sojuszu Europejskich Ruchów Narodowych (AENM) – organizacji skupiającej prorosyjskich radykałów z różnych krajów. Wiosną 2014 r. węgierski prokurator generalny Peter Polt ogłosił zamiar rozpoczęcia śledztwa w sprawie współpracy Kovacsa z Rosjanami i jego roli w transferze środków finansowych dla Jobbiku z Moskwy. Ale wcześniej trzeba było uchylić mu immunitet europosła. Parlament Europejski zrobił to dopiero 15 października 2015 r. Od tamtej pory jednak węgierska prokuratura nic nie robi w tej sprawie.

Złoto i dotacje

Moskwa wykorzystuje do finansowania europejskich radykałów własne skrajne organizacje. Na jesieni ub.r. śledzący związki europejskich populistów z Moskwą Anton Szechowcow ujawnił, że w Szwecji pojawili się przedstawiciele Rosyjskiego Ruchu Imperialnego (RID) z liderem organizacji Stanisławem Worobiowem na czele i spotkali się z działaczami miejscowej faszystowskiej organizacji Nordycki Opór (Nordiska Motståndsrörelsen). Rosjanie przywieźli też „dotację” dla gospodarzy na budowę partii politycznej. RID jest faszystowskim ruchem paramilitarnym. Oficjalnie to przeciwnicy Putina, ale nieoficjalnie wykonują nielegalne zlecenia władz.

W listopadzie 2014 r. „Bild” oskarżył eurosceptyczną Alternatywę dla Niemiec (AfD), że jest finansowana przez Kreml. Niemiecki tabloid, cytując źródła wywiadu niemieckiego i strategiczną analizę moskiewskiego think-tanku Centrum Strategicznych Komunikacji, napisał, że Rosja sprzedaje złoto AfD po cenie dużo niższej niż rynkowa poprzez pośredników. Wszystko dziać się ma bez świadomości AfD. Bernd Lucke, współzałożyciel i europoseł AfD, zaprzeczył: „Nie mamy oznak rosyjskiej ingerencji. Uznaję te doniesienia za nieprawdziwe”. W tym samym czasie „Bild” pisał też, że w Berlinie na konferencji przyjaciół Rosji w Hotel Maritim (15–16 listopada 2014 r.) gościł Władimir Jakunin, osoba z czarnej listy USA (wówczas jeszcze szef Rosyjskich Kolei, były kagiebista, przyjaciel Putina). Wśród uczestników imprezy byli też współzałożyciel AfD Alexander Gauland, Egon Bahr z SPD i dwaj panowie z neonazistowskiej NPD: Frank Franz i Sebastian Schmidtke. Także w listopadzie 2014 r. zarzuty o finansowane wsparcie ze strony Rosji odpierać musiała austriacka FPÖ. Jej lider Heinz-Christian Strache wydał oświadczenie, w którym stwierdził, że „jesteśmy przekonani co do naszej neutralności i nie dostajemy finansowych dotacji ani kredytów” za prorosyjską politykę partii. O stosunki FPÖ z Rosją pytała publicznie lewicowa SPÖ po tym, jak Strache opublikował na Facebooku zdjęcia swoje i innych członków kierownictwa partii na konferencji w Moskwie. Seminarium pod tytułem „Drogi przezwyciężania kryzysu zaufania w Europie” odbyło się pod przewodnictwem Siergieja Ławrowa. Wśród gości byli też ambasador Rosji przy UE Władimir Czyżow i były niemiecki dyplomata, znany rusofil Wolfgang Ischinger. Strache zresztą nie kryje swoich poglądów na relacje z Rosją, zaprzecza tylko, że bierze od niej pieniądze. To lider FPÖ podczas jednej z konferencji oznajmił, że „zamiast grać rolę pachołka Amerykanów w okrążaniu Rosji, Bruksela musi w końcu być zdolna do budowania pozytywnych relacji z Moskwą i wykazać zrozumienie dla rosyjskich interesów”.

To w Wiedniu w maju 2014 r. wspomniany już oligarcha Małofiejew zorganizował półtajne spotkanie z delegatami m.in. z FPÖ, FN, Ataki. Partie te krytykują integrację europejską i bronią wojny Rosji z Ukrainą. Ataka, FPÖ, FN, Jobbik i Latvijas Krievu savieniba (prorosyjska partia na Łotwie) wysłały też obserwatorów na „referenda” i „wybory” na Krymie (marzec 2014 r.) i w Donbasie (listopad 2014 r.). Dołączyli do nich działacze Forza Italia, Ligi Północnej, Vlaams Belang. Ale też przedstawiciele skrajnie lewicowych Die Linke (Niemcy) i KKE (Grecja). Prorosyjska jest oczywiście skrajna lewica francuska, od komunistów po eurosceptyczną Partię Lewicy. Wyraźnie prorosyjska jest skrajnie lewicowa Syriza w Grecji. Swoją pierwszą zagraniczną wizytę poza UE nowy szef MSZ Nikos Kotzias złożył właśnie w Moskwie. Prorosyjski jest też Podemos w Hiszpanii. Jego lider oskarża Zachód o stosowanie podwójnych standardów wobec Rosji.

Więcej w najnowszym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska”]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kredyty, dotacje, złoto. Unijni jurgieltnicy Putina<br />
93<br />
Dodano: 05.02.2016 [22:08]<br />
Kredyty, dotacje, złoto. Unijni jurgieltnicy Putina &#8211; niezalezna.pl<br />
foto: YouTube<br />
Rosja od wielu lat destabilizuje unijną scenę polityczną i osłabia sojusz euroatlantycki przy pomocy skrajnych sił politycznych w Europie. Przede wszystkim w środowiskach skrajnej prawicy, choć na południu także wśród lewackich radykałów w Grecji, Hiszpanii czy we Włoszech. W obecnym Parlamencie Europejskim co piąty deputowany wspiera politykę Moskwy &#8211; pisze w najnowszym numerze „Gazeta Polska”.</p>
<p>Europejskie partie skrajnej prawicy i lewicy stają się coraz groźniejszym narzędziem polityki Rosji. Po pierwsze, destabilizują społeczną i polityczną sytuację w swoich krajach. Po drugie, uderzają w integrację europejską, a także rozszerzanie Wspólnoty na wschód. Po trzecie, dążą do zerwania więzi euroatlantyckich. Po czwarte, legitymizują z zewnątrz reżim Putina, choćby poprzez wysyłanie obserwatorów na „wybory” i „referenda” (Krym, Donbas). Po piąte, dostarczają Moskwie użyteczne informacje na temat sytuacji w UE. Po szóste, szerzą dezinformację, transmitując rosyjski przekaz w Unii.</p>
<p>Le Pen bierze kredyt</p>
<p>Bez wątpienia najbardziej alarmująco wygląda skala wpływów rosyjskich we Francji. Szefowa Frontu Narodowego Marine Le Pen, nazajutrz po „referendum” pieczętującym aneksję Krymu, uznała ten fakt, a zaraz potem pojechała do Rosji, gdzie poparła federalizację Ukrainy (rosyjski plan rozbicia tego państwa). Sankcje nałożone na Rosję szefowa FN określiła jako wynik „rusofobii i kampanii antyrosyjskiej, którą podsyca kilka europejskich państw”. Eurodeputowani partii Le Pen walczą też o rosyjskie interesy w Strasburgu – jak choćby Jean-Luc Schaffhauser, który ograniczanie uzależnienia Europy od gazu rosyjskiego nazywa realizacją rozkazów z Waszyngtonu.</p>
<p>Moskwa odwdzięcza się Frontowi Narodowemu wsparciem finansowym. Wiosną 2014 r. zarejestrowana na Cyprze spółka Vernonsia Holdings Ltd. pożyczyła francuskiej partii 2 mln euro. Tropy wiodą do rosyjskiej firmy inwestycyjnej VEB Capital i prokremlowskiego oligarchy Konstantina Małofiejewa. We wrześniu 2014 r. FN uzyskał z kolei 9,4 mln euro kredytu – od Pierwszego Czesko-Rosyjskiego Banku, kontrolowanego przez kolejnego oligarchę, przyjaciela Putina, Giennadija Timczenkę. Le Pen tłumaczyła, że wzięli pożyczkę od rosyjskiego banku, bo inne, w tym francuskie, odmówiły. Te 9 mln dla FN miało być tylko pierwszą transzą kredytu o łącznym wymiarze 40 mln euro. Sprawa stała się głośna, ale kredyt dla Frontu Narodowego jest raczej wyjątkiem niż regułą w polityce Kremla wobec europejskich partii. Rosjanie wolą wspierać finansowo w inny, bardziej zakamuflowany sposób, wykorzystując do tego pojedyncze osoby.</p>
<p>Najlepiej ten schemat widać na przykładzie Jobbiku – otwarcie prorosyjskiej, skrajnie prawicowej partii na Węgrzech. Przez pierwsze pięć lat działalności Jobbik nie chciał ujawniać budżetu, choć był do tego zobligowany przez prawo. Sprawą zajęła się w końcu prokuratura i Jobbik musiał przedstawić swoje rachunki. Okazało się, że partia, która w 2010 r. wprowadziła 47 deputowanych do parlamentu krajowego i trzech europosłów, wydając na kampanię tylko ok. 114 tys. euro, wcześniej rok w rok miała roczny budżet mniejszy od budżetu najmniejszej rodzinnej firmy w Budapeszcie. To wersja oficjalna. Nieoficjalna mówi o pieniądzach płynących z Rosji za pośrednictwem kilku osób. Źródła w prokuraturze generalnej wskazywały przede wszystkim na Belę Kovacsa, szefa polityki zagranicznej partii. Jego kontakty w Moskwie sięgają komunistycznych czasów, kiedy pracował w handlu zagranicznym. Wyjechał do ZSRS, gdzie ukończył Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych, czyli słynne MGIMO (1986 r.), Przez kolejne lata pracował w różnych międzynarodowych spółkach w Rosji i Japonii. W 2003 r. ukończył wydział prawa w rosyjskiej państwowej akademii, jako prawnik ds. inwestycji. W 2005 r. przystąpił do Jobbiku, a trzy lata później zaaranżował wyjazd szefa partii Gabora Vony na konferencję w Moskwie, po której nagle Jobbik z pozycji antyrosyjskich przeszedł na prorosyjskie. Od 2010 r. jest eurodeputowanym. Niewykluczone, że to kluczowa postać w procesie finansowania innych, nie tylko węgierskich, skrajnych nacjonalistów w UE przez Moskwę. Od 2010 r. Kovacs jest bowiem wiceprzewodniczącym i skarbnikiem Sojuszu Europejskich Ruchów Narodowych (AENM) – organizacji skupiającej prorosyjskich radykałów z różnych krajów. Wiosną 2014 r. węgierski prokurator generalny Peter Polt ogłosił zamiar rozpoczęcia śledztwa w sprawie współpracy Kovacsa z Rosjanami i jego roli w transferze środków finansowych dla Jobbiku z Moskwy. Ale wcześniej trzeba było uchylić mu immunitet europosła. Parlament Europejski zrobił to dopiero 15 października 2015 r. Od tamtej pory jednak węgierska prokuratura nic nie robi w tej sprawie.</p>
<p>Złoto i dotacje</p>
<p>Moskwa wykorzystuje do finansowania europejskich radykałów własne skrajne organizacje. Na jesieni ub.r. śledzący związki europejskich populistów z Moskwą Anton Szechowcow ujawnił, że w Szwecji pojawili się przedstawiciele Rosyjskiego Ruchu Imperialnego (RID) z liderem organizacji Stanisławem Worobiowem na czele i spotkali się z działaczami miejscowej faszystowskiej organizacji Nordycki Opór (Nordiska Motståndsrörelsen). Rosjanie przywieźli też „dotację” dla gospodarzy na budowę partii politycznej. RID jest faszystowskim ruchem paramilitarnym. Oficjalnie to przeciwnicy Putina, ale nieoficjalnie wykonują nielegalne zlecenia władz.</p>
<p>W listopadzie 2014 r. „Bild” oskarżył eurosceptyczną Alternatywę dla Niemiec (AfD), że jest finansowana przez Kreml. Niemiecki tabloid, cytując źródła wywiadu niemieckiego i strategiczną analizę moskiewskiego think-tanku Centrum Strategicznych Komunikacji, napisał, że Rosja sprzedaje złoto AfD po cenie dużo niższej niż rynkowa poprzez pośredników. Wszystko dziać się ma bez świadomości AfD. Bernd Lucke, współzałożyciel i europoseł AfD, zaprzeczył: „Nie mamy oznak rosyjskiej ingerencji. Uznaję te doniesienia za nieprawdziwe”. W tym samym czasie „Bild” pisał też, że w Berlinie na konferencji przyjaciół Rosji w Hotel Maritim (15–16 listopada 2014 r.) gościł Władimir Jakunin, osoba z czarnej listy USA (wówczas jeszcze szef Rosyjskich Kolei, były kagiebista, przyjaciel Putina). Wśród uczestników imprezy byli też współzałożyciel AfD Alexander Gauland, Egon Bahr z SPD i dwaj panowie z neonazistowskiej NPD: Frank Franz i Sebastian Schmidtke. Także w listopadzie 2014 r. zarzuty o finansowane wsparcie ze strony Rosji odpierać musiała austriacka FPÖ. Jej lider Heinz-Christian Strache wydał oświadczenie, w którym stwierdził, że „jesteśmy przekonani co do naszej neutralności i nie dostajemy finansowych dotacji ani kredytów” za prorosyjską politykę partii. O stosunki FPÖ z Rosją pytała publicznie lewicowa SPÖ po tym, jak Strache opublikował na Facebooku zdjęcia swoje i innych członków kierownictwa partii na konferencji w Moskwie. Seminarium pod tytułem „Drogi przezwyciężania kryzysu zaufania w Europie” odbyło się pod przewodnictwem Siergieja Ławrowa. Wśród gości byli też ambasador Rosji przy UE Władimir Czyżow i były niemiecki dyplomata, znany rusofil Wolfgang Ischinger. Strache zresztą nie kryje swoich poglądów na relacje z Rosją, zaprzecza tylko, że bierze od niej pieniądze. To lider FPÖ podczas jednej z konferencji oznajmił, że „zamiast grać rolę pachołka Amerykanów w okrążaniu Rosji, Bruksela musi w końcu być zdolna do budowania pozytywnych relacji z Moskwą i wykazać zrozumienie dla rosyjskich interesów”.</p>
<p>To w Wiedniu w maju 2014 r. wspomniany już oligarcha Małofiejew zorganizował półtajne spotkanie z delegatami m.in. z FPÖ, FN, Ataki. Partie te krytykują integrację europejską i bronią wojny Rosji z Ukrainą. Ataka, FPÖ, FN, Jobbik i Latvijas Krievu savieniba (prorosyjska partia na Łotwie) wysłały też obserwatorów na „referenda” i „wybory” na Krymie (marzec 2014 r.) i w Donbasie (listopad 2014 r.). Dołączyli do nich działacze Forza Italia, Ligi Północnej, Vlaams Belang. Ale też przedstawiciele skrajnie lewicowych Die Linke (Niemcy) i KKE (Grecja). Prorosyjska jest oczywiście skrajna lewica francuska, od komunistów po eurosceptyczną Partię Lewicy. Wyraźnie prorosyjska jest skrajnie lewicowa Syriza w Grecji. Swoją pierwszą zagraniczną wizytę poza UE nowy szef MSZ Nikos Kotzias złożył właśnie w Moskwie. Prorosyjski jest też Podemos w Hiszpanii. Jego lider oskarża Zachód o stosowanie podwójnych standardów wobec Rosji.</p>
<p>Więcej w najnowszym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska”</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2016/01/27/taka-sobie-bajka-czyli-12-12-2012-nowy-swiat-nowy-swietowit-i-nowe-slowo/#comment-23150</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 05 Feb 2016 19:42:37 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=55872#comment-23150</guid>

					<description><![CDATA[Koniec biedy? Europa eksperymentuje z dochodem podstawowym
Paweł Strawiński Dziennikarz Onetu, Biznes.pl i Forbesa
Obserwuj703

500 zł na dziecko? Czemu tak skromnie? Fiński rząd myśli o przekazywaniu na konto każdego obywatela ok. 800 euro co miesiąc bez żadnych warunków. W tej samej sprawie odbędzie się w tym roku referendum w Szwajcarii. Z dochodem podstawowym flirtują też holenderskie miasta. Zwolennicy przekonują, że pewnej formie tego rozwiązania powinna przyjrzeć się również Polska.
Udostępnij
1227
Skomentuj
Komentarze
1559
Foto: Shutterstock
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]

Preriowe miasteczko Dauphin w kanadyjskiej prowincji Manitoba. Zimy są tu srogie, a lata gorące. Wielu mieszkańców trudni się rolnictwem. Co trzeci z nich to potomek imigrantów z Ukrainy. I poza corocznym ukraińskim festiwalem, Dauphin nie wyróżnia się zupełnie niczym. Mimo to, a może właśnie dlatego, to tu przeprowadzono jeden z najciekawszych eksperymentów społecznych w XX wieku.
REKLAMA

W latach 70. lewicujące władze Manitoby postanowiły zbadać, czy przekazywanie ludziom biednym co miesiąc czeków bez żadnych warunków nie osłabi ich chęci do pracy. Mincome (od słów „minimum income” – ang. dochód minimalny) wypłacano od 1974 roku przed pięć lat. Co miesiąc każde gospodarstwo domowe bez żadnego innego dochodu otrzymywało określoną kwotę np. ok. 2 tys. ówczesnych dolarów dostawał singiel, a 3 tys. – bezdzietne małżeństwo. Od tej kwoty odejmowano 50 centów za każdego zarobionego dolara. Im więcej się więc pracowało, tym dodatek był mniejszy. Tym samym najwięcej zarabiający nie otrzymywali dodatku, choć również byli do niego uprawnieni. Eksperyment został zakończony, gdy zmieniła się władza. Pieniądze się skończyły, a konserwatywni politycy nakazali badaczom rzucić w kąt całą dokumentację. Żadnych wniosków nie wyciągnięto.

W 2005 prof. Evelyn Forget ekonomistka z University of Manitoba jako pierwsza od 1979 roku osoba wyciągnęła z czeluści archiwum 1,8 tys. zakurzonych pudeł z dokumentacją. Kilka lat składała dane w całość. W publikacji naukowej „Miasto bez biedy” z 2011 roku przedstawiła wyniki swojej analizy. Były zaskakujące. Okazało się, że tylko dwie grupy pracowały mniej – świeżo upieczone matki i nastolatkowie.

– Kobiety „kupowały” sobie w ten sposób dłuższe urlopy macierzyńskie, które wtedy wynosiły tylko 4 tygodnie. Nastolatkowie z kolei pracowali mniej, bo nie musieli rzucać szkoły, aby rozpocząć życie zawodowe, ale mogli pozwolić sobie na pozostanie w szkole i jej ukończenie – mówi prof. Forget. Jednocześnie zarejestrowano mniej obrażeń doznanych w wypadkach. Spadła liczba wizyt w szpitalach i u lekarzy. – Główną przyczyną było tu polepszenie kondycji psychicznej mieszkańców Dauphin – mówi prof. Forget. Ludzie byli bardziej wypoczęci, mniej zestresowani i nie musieli podejmować się niebezpiecznych zajęć.
Dauphin, Manitoba (fot. DauphinEDT)
Dauphin, Manitoba (fot. DauphinEDT)
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]

Ekonomistka mówi, że wyniki te dadzą się uogólnić. Dauphin nie było jakimś szczególnym przypadkiem. Przyznaje jednak, że ten eksperyment różni się od propozycji, które wysuwane są teraz w Europie. – W Dauphin wysokość dodatku była oparta na dochodzie. Tylko najbiedniejsi otrzymywali pomoc. W konsekwencji koszt był znacznie niższy – zaznacza.

Istotnie, w Finlandii centroprawicowy (sic!) rząd Juhy Sipili planuje eksperyment, który może pójść o krok dalej. – Przeanalizujemy cztery różne modele dochodu podstawowego i ich warianty – mówi prof. Olli Kangas z Kela, fińskiego odpowiednika ZUS-u, który stoi na czele grupy opracowującej szczegóły eksperymentu. Wśród modeli jest propozycja, aby wszyscy obywatele dostawali określoną kwotę co miesiąc (bezwarunkowy dochód podstawowy – BDP). Jednocześnie zniknęłyby niemal wszystkie te świadczenia i zasiłki, które są zależne od poziomu dochodów. Wstępnie mówi się o 800 euro, ale prof. Kangas podkreśla, że to może się jeszcze zmienić. Dla porównania minimalna emerytura gwarantowana wypłacana każdemu niezależnie od dawnych dochodów i wpłaconych składek wynosi w Finlandii ok. 747 euro.

Na podstawie analiz zespołu prof. Kangasa rząd podejmie decyzję, który model lub modele będą przetestowane. – Eksperyment zacznie się w 2017 roku, a skończy w 2018. Weźmie w nim udział kilka tysięcy osób – wyjaśnia prof. Kangas. Impreza ma kosztować 20 mln euro.

– Spośród różnych proponowanych propozycji pełny BDP jest najdroższy i najbardziej radykalny w sensie likwidacji tradycyjnego zabezpieczenia dochodu – przyznaje badacz tematu prof. Ryszard Szarfenberg z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego, ale zaznacza, że wolałby, żeby to właśnie to rozwiązanie poddano testowaniu w Finlandii. – Dowiemy się wtedy, jakie konsekwencje ma najbardziej radykalna wersja w zamożnym kraju europejskim.

Pożegnanie z biedą

– Nawet w bogatej Finlandii nie wszyscy mają szczęście wiązać koniec z końcem – mówi Mikael Hämäläinen, tłumacz z Helsinek. Przez pięć lat męczył się jako freelancer, próbując nie wpaść w bezrobocie. Teraz prowadzi działalność gospodarczą i przez to nie otrzymuje niemal żadnej pomocy państwa. Ale nawet ci, którzy otrzymują, nie mają lekko. – Obecny system stał się skomplikowany i nieefektywny, a nawet wrogi. Opiera się na śledzeniu i stalkowaniu ludzi, odcinaniu ich od pomocy, gdy jest to tylko możliwe. Zmusza się ich, aby przez całe życie walczyli o utrzymanie się na powierzchni, a w najgorszym wypadku oszukiwali państwo – mówi. Chciałby wprowadzenia BDP.

Jest przekonany, że nie pracowałby mniej, bo chciałby podwyższać standard życia dla siebie i swojej rodziny. – Nie musiałbym się tylko ciągle martwić, że będę głodował, że wyląduję na bruku, jeśli nie będę miał zleceń, albo jeśli nie będę pracował po 10 godzin dziennie – stwierdza. Zająłby się tym, co lubi, zdobyłby nowy tytuł, spróbowałby czegoś innego. Może zmieniłby nudną i znienawidzoną pracę na taką, która ma jakiś sens. Mikael nie jest w swojej opinii odosobniony. Ponad dwie trzecie Finów popiera wprowadzenie dochodu podstawowego, przy chcieliby oni, aby BDP wynosił 1 tys. euro (mediana).

Risto Eno z Jyväskylä: Obecny system wymaga wielu biurokratów, którzy weryfikują, kto ma dostać pomoc, a kto nie. Przy BDP na świadczenia wydawalibyśmy podobną sumę pieniędzy, ale bez całej tej papierologii.

Ari-Pekka Pulkkis z Vähäkyrö: BDP może być zachętą do przyjęcia jakiejś pracy. W tej chwili nie ma sensu przyjmować pracy na część etatu albo słabo płatnego etatu, bo pensja jest równa lub mniejsza od świadczenia, które można otrzymać, siedząc w domu. Bo jeśli przyjmiesz taką pracę, tracisz prawo do pomocy. Przy BDP więcej osób ją przyjmie, a do budżetu powędruje więcej podatków.

Ludwig Sandbacka, student projektowania grafiki do gier komputerowych i freelancer z Vaasa, jest co prawda jednym z tych, którym udaje się łączyć zyski z pracy dorywczej z państwowym wsparciem, ale musi uważać, żeby nie zarobić za dużo, bo je straci. – Zdarza się, że muszę odmawiać zleceniodawcom, bo mimo dodatkowego dochodu, bez wsparcia państwa wyszedłbym na minus. Przy BDP mógłbym pracować więcej – stwierdza.
Helsinki, Finlandia
Foto: Shutterstock Helsinki, Finlandia
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]

Prof. Olli Kangas ma świadomość tych wszystkich słabości obecnego systemu. – Chcemy, aby dochód podstawowy zachęcał do pracy, obniżał wysokie efektywne krańcowe stopy podatkowe, upraszczał obecny system opieki społecznej, zmniejszał biurokrację i wspierał osoby w niestandardowych formach zatrudnienia – wylicza. Jeśli wyniki eksperymentu będą pozytywne, dochód podstawowy może stać się w Finlandii rzeczywistością.

Zapowiadany eksperyment z uwagą śledzi Basic Income European Network (BIEN), międzynarodowa platforma propagująca BDP. Prof. Karl Widerquist z Georgetown University-Qatar, jeden z liderów ruchu, jest przekonany, że BDP jest w Europie realny. – W ostatnich latach ta idea bardzo się rozwinęła. Kto wie, dokąd to nas może zaprowadzić – stwierdza. Na pytanie, dlaczego BDP, odpowiada krótko: bo bieda wciąż istnieje. Uważa, że rządy pozwalają jednym odcinać kupony od wspólnych zasobów, a innym nie. BDP zrównuje sytuację wszystkich.

Prof. Szarfenberg dodaje, że BDP nie tylko likwiduje ubóstwo i zwiększa swobodę wyboru sposobu życia, ale też stymuluje przedsiębiorczość, gdyż podejmowanie pracy na własny rachunek jest mniej ryzykowne. Do tego zwiększa bodźce do innowacyjności i uwalnia ludzi od monotonnych prac, które mogłyby być zautomatyzowane. Przyznaje jednak, że wprowadzenie go nawet w zamożnym kraju nie jest łatwe, bo i tak wymagałoby to zapewne dodatkowych źródeł finansowania. Problemem byłaby też wykonalność polityczno-prawna. – Już na przykładzie propozycji 500+ widzimy, że wprowadzenie nowego świadczenia o częściowo powszechnym charakterze jest sporym wyzwaniem zarówno dla finansów publicznych, jak i zastanego systemu prawnego świadczeń rodzinnych i świadczeń z pomocy społecznej z kryteriami dochodowymi.

Dlatego niektórzy zwolennicy BDP chcieliby, aby bogatsze kraje Europy wsparły kraje biedniejsze. W 2013 i 2014 roku zbierano podpisy pod europejską inicjatywą obywatelską wzywającą unijne instytucje do przyjrzenia się idei BDP. Chociaż zebrano 285 tys. podpisów, było to za mało, aby projekt był wiążący dla Komisji Europejskiej. Jasona Burke’a Murphy’ego, nauczyciela w Elms College w Massachusetts i innego leadera BIEN, to nie zniechęca. – Europa tego potrzebuje, aby pobudzić rozwój w uboższych krajach. Każdy Europejczyk powinien otrzymać cząstkę wspólnej gospodarki. Odbudowałoby to europejską tożsamość i zaufanie.

Odbezpieczony granat

146 głosów za, 14 przeciw, 12 posłów się wstrzymało. Jesienią zeszłego roku szwajcarski parlament poparł wezwanie do obywateli, aby w referendum dotyczącym wprowadzenia BDP zagłosowali „nie”. Obywatelski projekt został zmiażdżony przez wszystkie partie, choć najbardziej przez te prawicowe. Nazwano go „odbezpieczonym granatem, który może rozwalić cały system na strzępy” i „najbardziej niebezpieczną i szkodliwą inicjatywą w historii”. Mimo to referendum się odbędzie i to już za kilka miesięcy. Opinia publiczna jest podzielona mniej więcej po połowie.

Gdyby takie referendum miało odbyć się w Finlandii, Jenni Pasanen, studentka grafiki z Lahti, zagłosowałaby przeciwko. – W Finlandii jest pełno pracy i zbyt wielu bezrobotnych. Ci pracujący musieliby ich dodatkowo wspierać. Podniesiono by podatki, szczególnie odczułyby to rodzinne biznesy, które i tak są wysoko opodatkowane. Wiele małych firm mogłoby paść, a duże korporacje tylko by urosły. Jednocześnie ci najlepiej zarabiający mogliby się wynieść za granicę.
Premier Finlandii, Juha Sipilä
Foto: Reuters Premier Finlandii, Juha Sipilä
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]

W podobnym tonie wypowiada się prezydent Centrum im. Adama Smitha, Andrzej Sadowski. Podkreśla, że finansowanie BDP będzie pochodziło z realnej gospodarki i od wytwarzających wartość dodaną obywateli, a nie urzędników. Jest zdania, że BDP jest nowym opakowaniem starego systemu socjalnego. Bycie na socjalu nie będzie już tylko wprost stygmatyzujące. Żyjący na garnuszku podatników będzie mówił, że „ma dochód”, a nie że „żyje z zasiłku”. – BDP będzie zniechęcał do pracy tak samo, jak zasiłki. W Unii Europejskiej żyją wyłącznie z zasiłków kolejne już pokolenia, które nie chcą doświadczyć pracy. Takie zachowania potwierdzają też przykłady z bogatych krajów arabskich. Gdy w części z nich wprowadzono zasiłki dla niepracujących rdzennych obywateli na poziomie kilku tysięcy dolarów miesięcznie, nie chcieli oni iść do pracy.

Krytycy BDP boją się też o ceny. Wyobrażają sobie sytuację, że to rozwiązanie zasadniczo zwiększy ilość pieniądza w gospodarce, a skutkiem będzie hiperinflacja, czyli skokowy wzrost cen. Prof. Forget nie odnotowała co prawda wpływu eksperymentu na ceny, ale zasięg badań był w końcu minimalny, a do tego Kanada w ogóle miała wówczas problem z inflacją.

Wreszcie, niepewne jest, jak zareaguje rynek. Prof. Forget uważa, że jeśli wprowadzenie dochodu podstawowego miałoby jakikolwiek wpływ na poziom pensji, to należałoby się spodziewać ich wzrostu. – Ludzie nie będą musieli przyjmować słabo opłacanych zajęć. A ponadto transfer od bogatszych do uboższych zwiększyłby konsumpcję, a przez to wytworzyłby nowe miejsca pracy.

Jednak według prof. Szarfenberga sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. – Wyobraźmy sobie, że pracujemy za 1,4 tys. zł netto i wprowadzony zostaje BDP w wysokości 1 tys. zł. Co zrobi w takiej sytuacji zatrudniający, który jako osoba fizyczna też dostanie BDP? Czy zaproponuje on pracownikowi obniżkę, argumentując, że wystarczy mu na życie poprzednie 1,4 tys. zł? Może zagrozi, że jeżeli pracownik nie przyjmie jego nowej oferty płacowej, to go zwolni i straci on netto 400 zł? Co pomyśli i zrobi w takiej sytuacji pracownik, pewny, że ma 1000 zł niezależnie od wyniku negocjacji? – pyta. Dodaje, że jeżeli poziom płac ustalany jest w rokowaniach zbiorowych, to pracownicy zbiorowo zapewne nie będą chętni do tego, aby zgodzić się na obniżki płac.

Podatek w negatywie

„Najbardziej spójna i dalekowzroczna ze wszystkich form socjalizmu” – napisał w końcu XIX wieku John Stuart Mill w „Podstawach ekonomii politycznej”. Mill jest jednym z ojców liberalizmu, a mimo to uznał za wartą uwagi propozycję utopijnego socjalisty – Charlesa Fouriera – aby zapewnić uboższym obywatelom BDP. Mill nie jest jednak jedynym znanym liberałem, który wdał się z tą ideą we flirt. Ostatnio zrobił to Milton Friedman, noblista i ortodoksyjny zwolennik wolnego rynku. Zaproponował likwidację dotychczasowego przestarzałego systemu zasiłków opartych na uporczywej kontroli i wprowadzenie czegoś, co nazwał podatkiem negatywnym, a co nazywa się również minimalnym dochodem gwarantowanym (MDG). MDG – wprowadzony notabene w Dauphin i rozważany również jako jeden z modeli w Finlandii – to łagodniejsza forma BDG, łatwiejsza do przełknięcia dla środowisk liberalnych.
Milton Friedman
Foto: www.edchoice.org © Creative Commons Milton Friedman
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]

To właśnie w tym kierunku, wbrew doniesieniom prasowym, dryfują miasta holenderskie na czele z Utrechtem, który chce wystartować z własnym eksperymentem jeszcze w tym roku. – Nie planujemy wprowadzania BDP. Chcemy przede wszystkim uprościć skomplikowany system świadczeń – tłumaczy Peter-Paul Hellings z urzędu miasta.

Wśród zwolenników tego rozwiązania jest dr Jacek Warda, politolog z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. – Skoro powyżej pewnej kwoty obywatel płaci podatek państwu, to czemu poniżej pewnej kwoty państwo nie miałoby płacić obywatelowi? – pyta. I tłumaczy. – Wyobraźmy sobie, że wprowadzamy kwotę zwolnioną z opodatkowania wynoszącą 1 tys. zł miesięcznie. Jednocześnie wprowadzamy 40-proc. dochodowy podatek liniowy. Ktoś, kto zarabia 1 tys. zł miesięcznie, nie płaci żadnego podatku, a osoba zarabiająca 2 tys. zł płaci 40 proc. od nadwyżki ponad 1 tys. zł, a więc efektywnie płaci 20 proc. podatku od całości swoich dochodów. Zauważmy, że podatek tylko formalnie jest liniowy, a faktycznie jest progresywny, ale bezprogowy. Zbliża się bowiem stopniowo do stawki 40 proc. dla osób najbogatszych, ale jej nigdy nie osiąga.

– Teraz załóżmy, że ktoś zarobił 500 zł. Nie wykorzystał więc połowy swojego limitu kwoty wolnej 500 zł, od których państwo zapłaci mu 40 proc. podatku negatywnego, co stanowić będzie 200 zł. Tak więc jego łączny dochód wyniesie 700 zł. W końcu, w przypadku, gdy ktoś w danym miesiącu nie uzyskał żadnego dochodu, uzyska od państwa maksymalną wysokość podatku negatywnego wynoszącą 400 zł, a więc 40 proc. od 1 tys. zł.

Dr Warda chciałby powiązać MDG z likwidacją zasiłków pomocy społecznej związanych z minimum dochodowym oraz likwidacją zasiłków dla bezrobotnych. To fundamentalne uproszczenie systemu. Do tego rozwiązałoby też częściowo problem tzw. prekariatu. Wreszcie, udałoby się zmniejszyć szarą strefę, bo osobom znajdującym pracę świadczenia nie byłyby odbierane, jak jest teraz. Według niego wprowadzenie MDG w Polsce jest pomysłem, który warto analizować.

Krytycznie odnosi się do tej idei Andrzej Sadowski. Nie widzi większej różnicy między MDG a BDP. – Podatek negatywny to kolejna po BDP forma świadczenia socjalnego, być może ładniej nazwana. Zmiana ta pozostawiałaby fundamenty obecnego systemu ze wszystkimi owocami z zatrutego drzewa, jakim jest obecny zły system podatkowy, w którym trzeba kontrolować i śledzić dochód każdego obywatela. W PRL-u teczki w tajnej policji politycznej mieli tylko nieliczni przeciwnicy systemu. Dziś ma ją każdy w urzędzie skarbowym i to on sam na siebie musi pisać donos w postaci zeznania podatkowego i to pod groźbą grzywny – przekonuje. - A prawdziwe uproszczenie systemu nastąpiłoby dopiero przy likwidacji dotychczasowego podatku dochodowego i zastąpieniem go podatkiem od funduszu płac w firmie lub podatkiem ryczałtowym dla małych przedsiębiorców.

Widerquist i Murphy z BIEN uważają, że BDP i MDG są bardzo podobne, ale pierwszy jest łatwiejszy do administrowania i pewniejszy dla osoby, która nagle traci dochody.

Prof. Szarfenberg nie mówi na razie, który system sprawdziłby się lepiej. Czeka na Finlandię.

Mikael czeka na pierwszy przelew.

***

Nazwisko jednego z bohaterów zostało zmienione.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Koniec biedy? Europa eksperymentuje z dochodem podstawowym<br />
Paweł Strawiński Dziennikarz Onetu, Biznes.pl i Forbesa<br />
Obserwuj703</p>
<p>500 zł na dziecko? Czemu tak skromnie? Fiński rząd myśli o przekazywaniu na konto każdego obywatela ok. 800 euro co miesiąc bez żadnych warunków. W tej samej sprawie odbędzie się w tym roku referendum w Szwajcarii. Z dochodem podstawowym flirtują też holenderskie miasta. Zwolennicy przekonują, że pewnej formie tego rozwiązania powinna przyjrzeć się również Polska.<br />
Udostępnij<br />
1227<br />
Skomentuj<br />
Komentarze<br />
1559<br />
Foto: Shutterstock<br />
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]</p>
<p>Preriowe miasteczko Dauphin w kanadyjskiej prowincji Manitoba. Zimy są tu srogie, a lata gorące. Wielu mieszkańców trudni się rolnictwem. Co trzeci z nich to potomek imigrantów z Ukrainy. I poza corocznym ukraińskim festiwalem, Dauphin nie wyróżnia się zupełnie niczym. Mimo to, a może właśnie dlatego, to tu przeprowadzono jeden z najciekawszych eksperymentów społecznych w XX wieku.<br />
REKLAMA</p>
<p>W latach 70. lewicujące władze Manitoby postanowiły zbadać, czy przekazywanie ludziom biednym co miesiąc czeków bez żadnych warunków nie osłabi ich chęci do pracy. Mincome (od słów „minimum income” – ang. dochód minimalny) wypłacano od 1974 roku przed pięć lat. Co miesiąc każde gospodarstwo domowe bez żadnego innego dochodu otrzymywało określoną kwotę np. ok. 2 tys. ówczesnych dolarów dostawał singiel, a 3 tys. – bezdzietne małżeństwo. Od tej kwoty odejmowano 50 centów za każdego zarobionego dolara. Im więcej się więc pracowało, tym dodatek był mniejszy. Tym samym najwięcej zarabiający nie otrzymywali dodatku, choć również byli do niego uprawnieni. Eksperyment został zakończony, gdy zmieniła się władza. Pieniądze się skończyły, a konserwatywni politycy nakazali badaczom rzucić w kąt całą dokumentację. Żadnych wniosków nie wyciągnięto.</p>
<p>W 2005 prof. Evelyn Forget ekonomistka z University of Manitoba jako pierwsza od 1979 roku osoba wyciągnęła z czeluści archiwum 1,8 tys. zakurzonych pudeł z dokumentacją. Kilka lat składała dane w całość. W publikacji naukowej „Miasto bez biedy” z 2011 roku przedstawiła wyniki swojej analizy. Były zaskakujące. Okazało się, że tylko dwie grupy pracowały mniej – świeżo upieczone matki i nastolatkowie.</p>
<p>– Kobiety „kupowały” sobie w ten sposób dłuższe urlopy macierzyńskie, które wtedy wynosiły tylko 4 tygodnie. Nastolatkowie z kolei pracowali mniej, bo nie musieli rzucać szkoły, aby rozpocząć życie zawodowe, ale mogli pozwolić sobie na pozostanie w szkole i jej ukończenie – mówi prof. Forget. Jednocześnie zarejestrowano mniej obrażeń doznanych w wypadkach. Spadła liczba wizyt w szpitalach i u lekarzy. – Główną przyczyną było tu polepszenie kondycji psychicznej mieszkańców Dauphin – mówi prof. Forget. Ludzie byli bardziej wypoczęci, mniej zestresowani i nie musieli podejmować się niebezpiecznych zajęć.<br />
Dauphin, Manitoba (fot. DauphinEDT)<br />
Dauphin, Manitoba (fot. DauphinEDT)<br />
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]</p>
<p>Ekonomistka mówi, że wyniki te dadzą się uogólnić. Dauphin nie było jakimś szczególnym przypadkiem. Przyznaje jednak, że ten eksperyment różni się od propozycji, które wysuwane są teraz w Europie. – W Dauphin wysokość dodatku była oparta na dochodzie. Tylko najbiedniejsi otrzymywali pomoc. W konsekwencji koszt był znacznie niższy – zaznacza.</p>
<p>Istotnie, w Finlandii centroprawicowy (sic!) rząd Juhy Sipili planuje eksperyment, który może pójść o krok dalej. – Przeanalizujemy cztery różne modele dochodu podstawowego i ich warianty – mówi prof. Olli Kangas z Kela, fińskiego odpowiednika ZUS-u, który stoi na czele grupy opracowującej szczegóły eksperymentu. Wśród modeli jest propozycja, aby wszyscy obywatele dostawali określoną kwotę co miesiąc (bezwarunkowy dochód podstawowy – BDP). Jednocześnie zniknęłyby niemal wszystkie te świadczenia i zasiłki, które są zależne od poziomu dochodów. Wstępnie mówi się o 800 euro, ale prof. Kangas podkreśla, że to może się jeszcze zmienić. Dla porównania minimalna emerytura gwarantowana wypłacana każdemu niezależnie od dawnych dochodów i wpłaconych składek wynosi w Finlandii ok. 747 euro.</p>
<p>Na podstawie analiz zespołu prof. Kangasa rząd podejmie decyzję, który model lub modele będą przetestowane. – Eksperyment zacznie się w 2017 roku, a skończy w 2018. Weźmie w nim udział kilka tysięcy osób – wyjaśnia prof. Kangas. Impreza ma kosztować 20 mln euro.</p>
<p>– Spośród różnych proponowanych propozycji pełny BDP jest najdroższy i najbardziej radykalny w sensie likwidacji tradycyjnego zabezpieczenia dochodu – przyznaje badacz tematu prof. Ryszard Szarfenberg z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego, ale zaznacza, że wolałby, żeby to właśnie to rozwiązanie poddano testowaniu w Finlandii. – Dowiemy się wtedy, jakie konsekwencje ma najbardziej radykalna wersja w zamożnym kraju europejskim.</p>
<p>Pożegnanie z biedą</p>
<p>– Nawet w bogatej Finlandii nie wszyscy mają szczęście wiązać koniec z końcem – mówi Mikael Hämäläinen, tłumacz z Helsinek. Przez pięć lat męczył się jako freelancer, próbując nie wpaść w bezrobocie. Teraz prowadzi działalność gospodarczą i przez to nie otrzymuje niemal żadnej pomocy państwa. Ale nawet ci, którzy otrzymują, nie mają lekko. – Obecny system stał się skomplikowany i nieefektywny, a nawet wrogi. Opiera się na śledzeniu i stalkowaniu ludzi, odcinaniu ich od pomocy, gdy jest to tylko możliwe. Zmusza się ich, aby przez całe życie walczyli o utrzymanie się na powierzchni, a w najgorszym wypadku oszukiwali państwo – mówi. Chciałby wprowadzenia BDP.</p>
<p>Jest przekonany, że nie pracowałby mniej, bo chciałby podwyższać standard życia dla siebie i swojej rodziny. – Nie musiałbym się tylko ciągle martwić, że będę głodował, że wyląduję na bruku, jeśli nie będę miał zleceń, albo jeśli nie będę pracował po 10 godzin dziennie – stwierdza. Zająłby się tym, co lubi, zdobyłby nowy tytuł, spróbowałby czegoś innego. Może zmieniłby nudną i znienawidzoną pracę na taką, która ma jakiś sens. Mikael nie jest w swojej opinii odosobniony. Ponad dwie trzecie Finów popiera wprowadzenie dochodu podstawowego, przy chcieliby oni, aby BDP wynosił 1 tys. euro (mediana).</p>
<p>Risto Eno z Jyväskylä: Obecny system wymaga wielu biurokratów, którzy weryfikują, kto ma dostać pomoc, a kto nie. Przy BDP na świadczenia wydawalibyśmy podobną sumę pieniędzy, ale bez całej tej papierologii.</p>
<p>Ari-Pekka Pulkkis z Vähäkyrö: BDP może być zachętą do przyjęcia jakiejś pracy. W tej chwili nie ma sensu przyjmować pracy na część etatu albo słabo płatnego etatu, bo pensja jest równa lub mniejsza od świadczenia, które można otrzymać, siedząc w domu. Bo jeśli przyjmiesz taką pracę, tracisz prawo do pomocy. Przy BDP więcej osób ją przyjmie, a do budżetu powędruje więcej podatków.</p>
<p>Ludwig Sandbacka, student projektowania grafiki do gier komputerowych i freelancer z Vaasa, jest co prawda jednym z tych, którym udaje się łączyć zyski z pracy dorywczej z państwowym wsparciem, ale musi uważać, żeby nie zarobić za dużo, bo je straci. – Zdarza się, że muszę odmawiać zleceniodawcom, bo mimo dodatkowego dochodu, bez wsparcia państwa wyszedłbym na minus. Przy BDP mógłbym pracować więcej – stwierdza.<br />
Helsinki, Finlandia<br />
Foto: Shutterstock Helsinki, Finlandia<br />
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]</p>
<p>Prof. Olli Kangas ma świadomość tych wszystkich słabości obecnego systemu. – Chcemy, aby dochód podstawowy zachęcał do pracy, obniżał wysokie efektywne krańcowe stopy podatkowe, upraszczał obecny system opieki społecznej, zmniejszał biurokrację i wspierał osoby w niestandardowych formach zatrudnienia – wylicza. Jeśli wyniki eksperymentu będą pozytywne, dochód podstawowy może stać się w Finlandii rzeczywistością.</p>
<p>Zapowiadany eksperyment z uwagą śledzi Basic Income European Network (BIEN), międzynarodowa platforma propagująca BDP. Prof. Karl Widerquist z Georgetown University-Qatar, jeden z liderów ruchu, jest przekonany, że BDP jest w Europie realny. – W ostatnich latach ta idea bardzo się rozwinęła. Kto wie, dokąd to nas może zaprowadzić – stwierdza. Na pytanie, dlaczego BDP, odpowiada krótko: bo bieda wciąż istnieje. Uważa, że rządy pozwalają jednym odcinać kupony od wspólnych zasobów, a innym nie. BDP zrównuje sytuację wszystkich.</p>
<p>Prof. Szarfenberg dodaje, że BDP nie tylko likwiduje ubóstwo i zwiększa swobodę wyboru sposobu życia, ale też stymuluje przedsiębiorczość, gdyż podejmowanie pracy na własny rachunek jest mniej ryzykowne. Do tego zwiększa bodźce do innowacyjności i uwalnia ludzi od monotonnych prac, które mogłyby być zautomatyzowane. Przyznaje jednak, że wprowadzenie go nawet w zamożnym kraju nie jest łatwe, bo i tak wymagałoby to zapewne dodatkowych źródeł finansowania. Problemem byłaby też wykonalność polityczno-prawna. – Już na przykładzie propozycji 500+ widzimy, że wprowadzenie nowego świadczenia o częściowo powszechnym charakterze jest sporym wyzwaniem zarówno dla finansów publicznych, jak i zastanego systemu prawnego świadczeń rodzinnych i świadczeń z pomocy społecznej z kryteriami dochodowymi.</p>
<p>Dlatego niektórzy zwolennicy BDP chcieliby, aby bogatsze kraje Europy wsparły kraje biedniejsze. W 2013 i 2014 roku zbierano podpisy pod europejską inicjatywą obywatelską wzywającą unijne instytucje do przyjrzenia się idei BDP. Chociaż zebrano 285 tys. podpisów, było to za mało, aby projekt był wiążący dla Komisji Europejskiej. Jasona Burke’a Murphy’ego, nauczyciela w Elms College w Massachusetts i innego leadera BIEN, to nie zniechęca. – Europa tego potrzebuje, aby pobudzić rozwój w uboższych krajach. Każdy Europejczyk powinien otrzymać cząstkę wspólnej gospodarki. Odbudowałoby to europejską tożsamość i zaufanie.</p>
<p>Odbezpieczony granat</p>
<p>146 głosów za, 14 przeciw, 12 posłów się wstrzymało. Jesienią zeszłego roku szwajcarski parlament poparł wezwanie do obywateli, aby w referendum dotyczącym wprowadzenia BDP zagłosowali „nie”. Obywatelski projekt został zmiażdżony przez wszystkie partie, choć najbardziej przez te prawicowe. Nazwano go „odbezpieczonym granatem, który może rozwalić cały system na strzępy” i „najbardziej niebezpieczną i szkodliwą inicjatywą w historii”. Mimo to referendum się odbędzie i to już za kilka miesięcy. Opinia publiczna jest podzielona mniej więcej po połowie.</p>
<p>Gdyby takie referendum miało odbyć się w Finlandii, Jenni Pasanen, studentka grafiki z Lahti, zagłosowałaby przeciwko. – W Finlandii jest pełno pracy i zbyt wielu bezrobotnych. Ci pracujący musieliby ich dodatkowo wspierać. Podniesiono by podatki, szczególnie odczułyby to rodzinne biznesy, które i tak są wysoko opodatkowane. Wiele małych firm mogłoby paść, a duże korporacje tylko by urosły. Jednocześnie ci najlepiej zarabiający mogliby się wynieść za granicę.<br />
Premier Finlandii, Juha Sipilä<br />
Foto: Reuters Premier Finlandii, Juha Sipilä<br />
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]</p>
<p>W podobnym tonie wypowiada się prezydent Centrum im. Adama Smitha, Andrzej Sadowski. Podkreśla, że finansowanie BDP będzie pochodziło z realnej gospodarki i od wytwarzających wartość dodaną obywateli, a nie urzędników. Jest zdania, że BDP jest nowym opakowaniem starego systemu socjalnego. Bycie na socjalu nie będzie już tylko wprost stygmatyzujące. Żyjący na garnuszku podatników będzie mówił, że „ma dochód”, a nie że „żyje z zasiłku”. – BDP będzie zniechęcał do pracy tak samo, jak zasiłki. W Unii Europejskiej żyją wyłącznie z zasiłków kolejne już pokolenia, które nie chcą doświadczyć pracy. Takie zachowania potwierdzają też przykłady z bogatych krajów arabskich. Gdy w części z nich wprowadzono zasiłki dla niepracujących rdzennych obywateli na poziomie kilku tysięcy dolarów miesięcznie, nie chcieli oni iść do pracy.</p>
<p>Krytycy BDP boją się też o ceny. Wyobrażają sobie sytuację, że to rozwiązanie zasadniczo zwiększy ilość pieniądza w gospodarce, a skutkiem będzie hiperinflacja, czyli skokowy wzrost cen. Prof. Forget nie odnotowała co prawda wpływu eksperymentu na ceny, ale zasięg badań był w końcu minimalny, a do tego Kanada w ogóle miała wówczas problem z inflacją.</p>
<p>Wreszcie, niepewne jest, jak zareaguje rynek. Prof. Forget uważa, że jeśli wprowadzenie dochodu podstawowego miałoby jakikolwiek wpływ na poziom pensji, to należałoby się spodziewać ich wzrostu. – Ludzie nie będą musieli przyjmować słabo opłacanych zajęć. A ponadto transfer od bogatszych do uboższych zwiększyłby konsumpcję, a przez to wytworzyłby nowe miejsca pracy.</p>
<p>Jednak według prof. Szarfenberga sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. – Wyobraźmy sobie, że pracujemy za 1,4 tys. zł netto i wprowadzony zostaje BDP w wysokości 1 tys. zł. Co zrobi w takiej sytuacji zatrudniający, który jako osoba fizyczna też dostanie BDP? Czy zaproponuje on pracownikowi obniżkę, argumentując, że wystarczy mu na życie poprzednie 1,4 tys. zł? Może zagrozi, że jeżeli pracownik nie przyjmie jego nowej oferty płacowej, to go zwolni i straci on netto 400 zł? Co pomyśli i zrobi w takiej sytuacji pracownik, pewny, że ma 1000 zł niezależnie od wyniku negocjacji? – pyta. Dodaje, że jeżeli poziom płac ustalany jest w rokowaniach zbiorowych, to pracownicy zbiorowo zapewne nie będą chętni do tego, aby zgodzić się na obniżki płac.</p>
<p>Podatek w negatywie</p>
<p>„Najbardziej spójna i dalekowzroczna ze wszystkich form socjalizmu” – napisał w końcu XIX wieku John Stuart Mill w „Podstawach ekonomii politycznej”. Mill jest jednym z ojców liberalizmu, a mimo to uznał za wartą uwagi propozycję utopijnego socjalisty – Charlesa Fouriera – aby zapewnić uboższym obywatelom BDP. Mill nie jest jednak jedynym znanym liberałem, który wdał się z tą ideą we flirt. Ostatnio zrobił to Milton Friedman, noblista i ortodoksyjny zwolennik wolnego rynku. Zaproponował likwidację dotychczasowego przestarzałego systemu zasiłków opartych na uporczywej kontroli i wprowadzenie czegoś, co nazwał podatkiem negatywnym, a co nazywa się również minimalnym dochodem gwarantowanym (MDG). MDG – wprowadzony notabene w Dauphin i rozważany również jako jeden z modeli w Finlandii – to łagodniejsza forma BDG, łatwiejsza do przełknięcia dla środowisk liberalnych.<br />
Milton Friedman<br />
Foto: <a href="http://www.edchoice.org" rel="nofollow ugc">http://www.edchoice.org</a> © Creative Commons Milton Friedman<br />
[Przypnij na Pinterest] [Podziel się]</p>
<p>To właśnie w tym kierunku, wbrew doniesieniom prasowym, dryfują miasta holenderskie na czele z Utrechtem, który chce wystartować z własnym eksperymentem jeszcze w tym roku. – Nie planujemy wprowadzania BDP. Chcemy przede wszystkim uprościć skomplikowany system świadczeń – tłumaczy Peter-Paul Hellings z urzędu miasta.</p>
<p>Wśród zwolenników tego rozwiązania jest dr Jacek Warda, politolog z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. – Skoro powyżej pewnej kwoty obywatel płaci podatek państwu, to czemu poniżej pewnej kwoty państwo nie miałoby płacić obywatelowi? – pyta. I tłumaczy. – Wyobraźmy sobie, że wprowadzamy kwotę zwolnioną z opodatkowania wynoszącą 1 tys. zł miesięcznie. Jednocześnie wprowadzamy 40-proc. dochodowy podatek liniowy. Ktoś, kto zarabia 1 tys. zł miesięcznie, nie płaci żadnego podatku, a osoba zarabiająca 2 tys. zł płaci 40 proc. od nadwyżki ponad 1 tys. zł, a więc efektywnie płaci 20 proc. podatku od całości swoich dochodów. Zauważmy, że podatek tylko formalnie jest liniowy, a faktycznie jest progresywny, ale bezprogowy. Zbliża się bowiem stopniowo do stawki 40 proc. dla osób najbogatszych, ale jej nigdy nie osiąga.</p>
<p>– Teraz załóżmy, że ktoś zarobił 500 zł. Nie wykorzystał więc połowy swojego limitu kwoty wolnej 500 zł, od których państwo zapłaci mu 40 proc. podatku negatywnego, co stanowić będzie 200 zł. Tak więc jego łączny dochód wyniesie 700 zł. W końcu, w przypadku, gdy ktoś w danym miesiącu nie uzyskał żadnego dochodu, uzyska od państwa maksymalną wysokość podatku negatywnego wynoszącą 400 zł, a więc 40 proc. od 1 tys. zł.</p>
<p>Dr Warda chciałby powiązać MDG z likwidacją zasiłków pomocy społecznej związanych z minimum dochodowym oraz likwidacją zasiłków dla bezrobotnych. To fundamentalne uproszczenie systemu. Do tego rozwiązałoby też częściowo problem tzw. prekariatu. Wreszcie, udałoby się zmniejszyć szarą strefę, bo osobom znajdującym pracę świadczenia nie byłyby odbierane, jak jest teraz. Według niego wprowadzenie MDG w Polsce jest pomysłem, który warto analizować.</p>
<p>Krytycznie odnosi się do tej idei Andrzej Sadowski. Nie widzi większej różnicy między MDG a BDP. – Podatek negatywny to kolejna po BDP forma świadczenia socjalnego, być może ładniej nazwana. Zmiana ta pozostawiałaby fundamenty obecnego systemu ze wszystkimi owocami z zatrutego drzewa, jakim jest obecny zły system podatkowy, w którym trzeba kontrolować i śledzić dochód każdego obywatela. W PRL-u teczki w tajnej policji politycznej mieli tylko nieliczni przeciwnicy systemu. Dziś ma ją każdy w urzędzie skarbowym i to on sam na siebie musi pisać donos w postaci zeznania podatkowego i to pod groźbą grzywny – przekonuje. &#8211; A prawdziwe uproszczenie systemu nastąpiłoby dopiero przy likwidacji dotychczasowego podatku dochodowego i zastąpieniem go podatkiem od funduszu płac w firmie lub podatkiem ryczałtowym dla małych przedsiębiorców.</p>
<p>Widerquist i Murphy z BIEN uważają, że BDP i MDG są bardzo podobne, ale pierwszy jest łatwiejszy do administrowania i pewniejszy dla osoby, która nagle traci dochody.</p>
<p>Prof. Szarfenberg nie mówi na razie, który system sprawdziłby się lepiej. Czeka na Finlandię.</p>
<p>Mikael czeka na pierwszy przelew.</p>
<p>***</p>
<p>Nazwisko jednego z bohaterów zostało zmienione.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2016/01/27/taka-sobie-bajka-czyli-12-12-2012-nowy-swiat-nowy-swietowit-i-nowe-slowo/#comment-23149</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 05 Feb 2016 19:37:32 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=55872#comment-23149</guid>

					<description><![CDATA[niezalezna.pl - strefa wolnego słowa

5 lutego 2016
Gazeta Polska &#124; Nowe Państwo &#124; Gazeta Polska Codziennie &#124; VOD
Wydarzenia Wideo Blogi Opinie

Polska Świat Gospodarka Sport Historia Kultura Media
Imigranci zgwałcili w Belgii nastolatkę. &quot;Kobiety muszą być posłuszne&quot;
221
Dodano: 05.02.2016 [20:07]
Imigranci zgwałcili w Belgii nastolatkę. &#034;Kobiety muszą być posłuszne&#034; - niezalezna.pl	
foto: Alexas_Fotos (pixabay)
W Ostendzie imigranci grupowo zgwałcili nastolatkę. Jeden z napastników po tym czynie powiedział, że dziewczyna nie powinna się skarżyć, bo &quot;kobiety powinny być posłuszne&quot;. Przestępstwo ujawniono przez przypadek.

Do gwałtu doszło w listopadzie 2015 r., ale dopiero teraz dowiedziała się o nim belgijska opinia publiczna. Wszystko dzięki przypadkowi.

Wykładowca w szkole technicznej w Ostendzie zwrócił uwagę na 14-letniego ucznia arabskiego pochodzenia, a dokładniej na zdjęcie, którym się chwalił: w mundurze wojskowym i z karabinem maszynowym. Chłopakiem zainteresowały się organa ścigania. W jego telefonie komórkowym znaleziono filmik, na którym imigrant wraz z sześcioma innymi kolegami wykorzystują seksualnie nieprzytomną 17-latkę. Oprawcy - zdejmując bieliznę z dziewczyny, rozkładając jej uda i gwałcąc - śmiali się, tańczyli i śpiewali po arabsku.

Przestępcy to dwaj obywatele Belgii arabskiego pochodzenia i pięciu Irakijczyków, którzy wcześniej postarali się o azyl jako &quot;uchodźcy&quot;. Mają od 14 do 25 lat. Niemal wszyscy, oprócz jednego, przyznali się do wykorzystania seksualnego dziewczyny, która przyjechała ze swoim chłopakiem do Ostendy na odbywający się tam festiwal muzyczny. Ofiara po koncercie poszła na imprezę. Co było dalej, tego nie wiadomo.

Podczas przesłuchania napastnicy zachowywali się arogancko, mówiąc, że to, co zrobili, było całkiem normalne. Twierdzili, że dziewczyna sama o to prosiła, choć na filmie widać wyraźnie, że jest nieprzytomna. Jeden z gwałcicieli - śmiejąc się - powiedział nawet, że dziewczyna nie powinna się skarżyć, bo &quot;kobiety powinny być posłuszne&quot;.

Johan Vande Lanotte, socjaldemokratyczny burmistrz Ostendy, skomentował tę sytuację następująco:

    &quot;Niektórzy nowo przybyli mają problematyczny wizerunek kobiety&quot;.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>niezalezna.pl &#8211; strefa wolnego słowa</p>
<p>5 lutego 2016<br />
Gazeta Polska | Nowe Państwo | Gazeta Polska Codziennie | VOD<br />
Wydarzenia Wideo Blogi Opinie</p>
<p>Polska Świat Gospodarka Sport Historia Kultura Media<br />
Imigranci zgwałcili w Belgii nastolatkę. &#8222;Kobiety muszą być posłuszne&#8221;<br />
221<br />
Dodano: 05.02.2016 [20:07]<br />
Imigranci zgwałcili w Belgii nastolatkę. &quot;Kobiety muszą być posłuszne&quot; &#8211; niezalezna.pl<br />
foto: Alexas_Fotos (pixabay)<br />
W Ostendzie imigranci grupowo zgwałcili nastolatkę. Jeden z napastników po tym czynie powiedział, że dziewczyna nie powinna się skarżyć, bo &#8222;kobiety powinny być posłuszne&#8221;. Przestępstwo ujawniono przez przypadek.</p>
<p>Do gwałtu doszło w listopadzie 2015 r., ale dopiero teraz dowiedziała się o nim belgijska opinia publiczna. Wszystko dzięki przypadkowi.</p>
<p>Wykładowca w szkole technicznej w Ostendzie zwrócił uwagę na 14-letniego ucznia arabskiego pochodzenia, a dokładniej na zdjęcie, którym się chwalił: w mundurze wojskowym i z karabinem maszynowym. Chłopakiem zainteresowały się organa ścigania. W jego telefonie komórkowym znaleziono filmik, na którym imigrant wraz z sześcioma innymi kolegami wykorzystują seksualnie nieprzytomną 17-latkę. Oprawcy &#8211; zdejmując bieliznę z dziewczyny, rozkładając jej uda i gwałcąc &#8211; śmiali się, tańczyli i śpiewali po arabsku.</p>
<p>Przestępcy to dwaj obywatele Belgii arabskiego pochodzenia i pięciu Irakijczyków, którzy wcześniej postarali się o azyl jako &#8222;uchodźcy&#8221;. Mają od 14 do 25 lat. Niemal wszyscy, oprócz jednego, przyznali się do wykorzystania seksualnego dziewczyny, która przyjechała ze swoim chłopakiem do Ostendy na odbywający się tam festiwal muzyczny. Ofiara po koncercie poszła na imprezę. Co było dalej, tego nie wiadomo.</p>
<p>Podczas przesłuchania napastnicy zachowywali się arogancko, mówiąc, że to, co zrobili, było całkiem normalne. Twierdzili, że dziewczyna sama o to prosiła, choć na filmie widać wyraźnie, że jest nieprzytomna. Jeden z gwałcicieli &#8211; śmiejąc się &#8211; powiedział nawet, że dziewczyna nie powinna się skarżyć, bo &#8222;kobiety powinny być posłuszne&#8221;.</p>
<p>Johan Vande Lanotte, socjaldemokratyczny burmistrz Ostendy, skomentował tę sytuację następująco:</p>
<p>    &#8222;Niektórzy nowo przybyli mają problematyczny wizerunek kobiety&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2016/01/27/taka-sobie-bajka-czyli-12-12-2012-nowy-swiat-nowy-swietowit-i-nowe-slowo/#comment-23148</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 05 Feb 2016 19:24:02 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=55872#comment-23148</guid>

					<description><![CDATA[„Zagarnął władzę, zdradził Rosję”. To już koniec rządów Putina? Posłuchaj, co mówi o nim Gorbaczow! (WIDEO)
5 lutego 2016

gorbaczow-putin

Oceniając politykę obecnych władz Rosji, były prezydent ZSRR nie zostawia na nich suchej nitki. „Wstyd mi za nich. Zdradzili Rosję” – mówi autor rosyjskiej pieriestrojki.

W Rosji od 1989 roku nie było wolnych wyborów. Putin nie doszedł do władzy w drodze wyborów, on ją zagarnął. Teraz panuje system czekistowski. Rządzą koledzy Putina. Zachowują się tak, jakby społeczeństwo nie istniało. Uwierzyli, że są zbawcami narodu? Gdzie w tym wszystkim miejsce dla nas – 140 milionów Rosjan? – pyta były prezydent ZSRR.





– Powstały instytucje demokratyczne, ale nie ma demokracji. Przeszliśmy dopiero pół drogi – ocenia Gorbaczow.

Michaił Gorbaczow – ostatni przywódca ZSRR – objął w 1985 r. stanowisko sekretarza generalnego KC KPZR. Prowadzona przez niego polityka pieriestrojki i głasnosti była jednym z czynników, które doprowadziły do zakończenia zimnej wojny, upadku muru berlińskiego i w konsekwencji do zjednoczenia Niemiec w 1990 r. Po rozpadzie Związku Sowieckiego, 25 grudnia 1991 ustąpił ze stanowiska prezydenta, przekazując władzę Borysowi Jelcynowi, który w tym czasie sprawował już urząd prezydenta niezależnej Federacji Rosyjskiej.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>„Zagarnął władzę, zdradził Rosję”. To już koniec rządów Putina? Posłuchaj, co mówi o nim Gorbaczow! (WIDEO)<br />
5 lutego 2016</p>
<p>gorbaczow-putin</p>
<p>Oceniając politykę obecnych władz Rosji, były prezydent ZSRR nie zostawia na nich suchej nitki. „Wstyd mi za nich. Zdradzili Rosję” – mówi autor rosyjskiej pieriestrojki.</p>
<p>W Rosji od 1989 roku nie było wolnych wyborów. Putin nie doszedł do władzy w drodze wyborów, on ją zagarnął. Teraz panuje system czekistowski. Rządzą koledzy Putina. Zachowują się tak, jakby społeczeństwo nie istniało. Uwierzyli, że są zbawcami narodu? Gdzie w tym wszystkim miejsce dla nas – 140 milionów Rosjan? – pyta były prezydent ZSRR.</p>
<p>– Powstały instytucje demokratyczne, ale nie ma demokracji. Przeszliśmy dopiero pół drogi – ocenia Gorbaczow.</p>
<p>Michaił Gorbaczow – ostatni przywódca ZSRR – objął w 1985 r. stanowisko sekretarza generalnego KC KPZR. Prowadzona przez niego polityka pieriestrojki i głasnosti była jednym z czynników, które doprowadziły do zakończenia zimnej wojny, upadku muru berlińskiego i w konsekwencji do zjednoczenia Niemiec w 1990 r. Po rozpadzie Związku Sowieckiego, 25 grudnia 1991 ustąpił ze stanowiska prezydenta, przekazując władzę Borysowi Jelcynowi, który w tym czasie sprawował już urząd prezydenta niezależnej Federacji Rosyjskiej.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2016/01/27/taka-sobie-bajka-czyli-12-12-2012-nowy-swiat-nowy-swietowit-i-nowe-slowo/#comment-23147</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 05 Feb 2016 19:23:15 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=55872#comment-23147</guid>

					<description><![CDATA[Cała rodzina Putina pozmieniała nazwiska! „Czekają już w blokach startowych?”
4 lutego 2016

Putin_rodzina

Pisaliśmy niedawno o zmianie nazwiska byłej żony Władimira Putina – Ludmiły. Okazuje się jednak, że nazwiska Putin nie chcą nosić także jego córki i to bynajmniej nie dlatego, że wyszły za mąż.

Starsza córka Putina – Maria początkowo zmieniła nazwisko na Faassen, co wydawało się naturalne po tym jak poślubiła holenderskiego biznesmena o tym nazwisku. Okazuje się jednak, że Maria już się tak nie nazywa. Teraz nosi nazwisko Woroncowa. Dlaczego? Nie wiadomo, gdyż ponownie za mąż nie wychodziła.





Z kolei młodsza córka prezydenta Jekaterina zmieniła nazwisko na Tichonowa. Również nie wiadomo dlaczego.

Przypomnijmy, że po rozwodzie Ludmiła Putina zmieniła nazwisko najpierw na panieńskie – Szkriebniewa, a potem na Oczeretnaja, gdy ponownie wyszła za mąż za niejakiego Artura Oczeretnego, młodszego od niej o 20 lat szefa jednej z firm PR-owych.





Dziennikarze zauważyli jednak, że wszystkie te decyzje o zmianie nazwisk rodziny Putina nie zostały wydane w normalnym trybie przez lokalne oddziały Federalnej Służby Migracyjnej, ale przez jej główny zarząd w Moskwie. Wskazuje to na jakiś rodzaj operacji specjalnej mającej ukryć tożsamość całej rodziny rosyjskiego prezydenta.

Również nieoficjalnie przedstawiciele służby migracyjnej potwierdzili dziennikarzom, że „chodzi o względy bezpieczeństwa”. „Dlaczego jednak tylko rodzinie prezydenta wolno raz po raz zmieniać nazwiska i posługiwać się kilkoma paszportami, a zwykły obywatel nie prawa do takiej ochrony kiedy jest zagrożony?” – pyta redaktor naczelny pisma „Sobiesiednik” Jurij Pilipienko.

„Najwyraźniej rodzina Władimira Putina znajduje się już w blokach startowych” – ocenił na Facebooku niezależny rosyjski dziennikarz Aleksandr Sotnik.

Kresy24.pl]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Cała rodzina Putina pozmieniała nazwiska! „Czekają już w blokach startowych?”<br />
4 lutego 2016</p>
<p>Putin_rodzina</p>
<p>Pisaliśmy niedawno o zmianie nazwiska byłej żony Władimira Putina – Ludmiły. Okazuje się jednak, że nazwiska Putin nie chcą nosić także jego córki i to bynajmniej nie dlatego, że wyszły za mąż.</p>
<p>Starsza córka Putina – Maria początkowo zmieniła nazwisko na Faassen, co wydawało się naturalne po tym jak poślubiła holenderskiego biznesmena o tym nazwisku. Okazuje się jednak, że Maria już się tak nie nazywa. Teraz nosi nazwisko Woroncowa. Dlaczego? Nie wiadomo, gdyż ponownie za mąż nie wychodziła.</p>
<p>Z kolei młodsza córka prezydenta Jekaterina zmieniła nazwisko na Tichonowa. Również nie wiadomo dlaczego.</p>
<p>Przypomnijmy, że po rozwodzie Ludmiła Putina zmieniła nazwisko najpierw na panieńskie – Szkriebniewa, a potem na Oczeretnaja, gdy ponownie wyszła za mąż za niejakiego Artura Oczeretnego, młodszego od niej o 20 lat szefa jednej z firm PR-owych.</p>
<p>Dziennikarze zauważyli jednak, że wszystkie te decyzje o zmianie nazwisk rodziny Putina nie zostały wydane w normalnym trybie przez lokalne oddziały Federalnej Służby Migracyjnej, ale przez jej główny zarząd w Moskwie. Wskazuje to na jakiś rodzaj operacji specjalnej mającej ukryć tożsamość całej rodziny rosyjskiego prezydenta.</p>
<p>Również nieoficjalnie przedstawiciele służby migracyjnej potwierdzili dziennikarzom, że „chodzi o względy bezpieczeństwa”. „Dlaczego jednak tylko rodzinie prezydenta wolno raz po raz zmieniać nazwiska i posługiwać się kilkoma paszportami, a zwykły obywatel nie prawa do takiej ochrony kiedy jest zagrożony?” – pyta redaktor naczelny pisma „Sobiesiednik” Jurij Pilipienko.</p>
<p>„Najwyraźniej rodzina Władimira Putina znajduje się już w blokach startowych” – ocenił na Facebooku niezależny rosyjski dziennikarz Aleksandr Sotnik.</p>
<p>Kresy24.pl</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2016/01/27/taka-sobie-bajka-czyli-12-12-2012-nowy-swiat-nowy-swietowit-i-nowe-slowo/#comment-23146</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 01 Feb 2016 18:37:08 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=55872#comment-23146</guid>

					<description><![CDATA[Żenujący danse macabre Platformy Obywatelskiej. Największa partia opozycyjna sama wybrała kata – Ryszarda Petru

opublikowano: wczoraj, g. 23:30 · aktualizacja: wczoraj, g. 23:40
Fot. PAP/Marcin Obara
Fot. PAP/Marcin Obara

Trudno o większy masochizm polityczny. Najpierw powierzenie sterów partyjnych i rządowych Ewie Kopacz, później oddanie władzy Grzegorzowi Schetynie, a teraz pakt o nieagresji z Nowoczesną Ryszarda Petru. Platforma dogorywa bez walki.

Donaldowi Tuskowi można było zarzucić wiele, ale jedno trzeba przyznać: był JAKIŚ. Miał swój styl uprawiania polityki, prezentowania stanowiska rządu i samej Platformy. Nawet jeśli nazwiemy to zwykłym partyjniackim cwaniactwem, to jednak wskazywało na pewien polityczny kunszt, jakim niewątpliwie jest obdarzony przewodniczący Rady Europejskiej.

Ocierający się o autoparodię styl Ewy Kopacz był początkiem końca Platformy Obywatelskiej jako partii liderującej. Wpadki byłej szefowej rządu były suplementem kabaretowych wystąpień ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego. Tym sposobem ciotka Ewa i wujek Bronek walnie przyczynili się do zmiany władzy. PiS miał w znacznym stopniu ułatwione zadanie.

I chociaż 20-kilkuprocentowy wynik i drugie miejsce w ostatnich wyborach należy uznać za wynik przyzwoity, zwłaszcza jeżeli weźmiemy renesans afer za rządów PO, tak cała sekwencja późniejszych wydarzeń zaczęła obnażać powolną agonię Platformy. Agonię bez godności i choćby najmniejszych oznak chęci stoczenia boju.

Trudno bowiem uznać za wolę walki wysuwanie bezbarwnych kandydatur Tomasza Siemoniaka i Borysa Budki czy wreszcie oddanie walkowerem zwycięstwa Grzegorzowi Schetynie, który zapytany o posiadanie charyzmy, przerywa wywiad jak nastolatka rzucająca fochem. Polityk, który wrócił niedawno na świeczniku, mógł być sprawnym sekretarzem, rozgrywającym z drugiego szeregu. Trudno jednak oczekiwać, że z trudem klecący składne formułki Schetyna, pozbawiony umiejętności odczytywania rozmaitych kontekstów sytuacyjnych, może stać się liderem opozycji.

Doskonale zdaje sobie z tego sprawę Ryszard Petru. Lider Nowoczesnej buńczucznie ogłosił się liderem opozycji, a Platforma Obywatelska zamiast postawić na konfrontację ze swoją najgroźniejszą konkurencją, idzie z Nowoczesną ramię w ramię. Głównym spoiwem tej absurdalnej koalicji jest krytyka Prawa i Sprawiedliwości.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Żenujący danse macabre Platformy Obywatelskiej. Największa partia opozycyjna sama wybrała kata – Ryszarda Petru</p>
<p>opublikowano: wczoraj, g. 23:30 · aktualizacja: wczoraj, g. 23:40<br />
Fot. PAP/Marcin Obara<br />
Fot. PAP/Marcin Obara</p>
<p>Trudno o większy masochizm polityczny. Najpierw powierzenie sterów partyjnych i rządowych Ewie Kopacz, później oddanie władzy Grzegorzowi Schetynie, a teraz pakt o nieagresji z Nowoczesną Ryszarda Petru. Platforma dogorywa bez walki.</p>
<p>Donaldowi Tuskowi można było zarzucić wiele, ale jedno trzeba przyznać: był JAKIŚ. Miał swój styl uprawiania polityki, prezentowania stanowiska rządu i samej Platformy. Nawet jeśli nazwiemy to zwykłym partyjniackim cwaniactwem, to jednak wskazywało na pewien polityczny kunszt, jakim niewątpliwie jest obdarzony przewodniczący Rady Europejskiej.</p>
<p>Ocierający się o autoparodię styl Ewy Kopacz był początkiem końca Platformy Obywatelskiej jako partii liderującej. Wpadki byłej szefowej rządu były suplementem kabaretowych wystąpień ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego. Tym sposobem ciotka Ewa i wujek Bronek walnie przyczynili się do zmiany władzy. PiS miał w znacznym stopniu ułatwione zadanie.</p>
<p>I chociaż 20-kilkuprocentowy wynik i drugie miejsce w ostatnich wyborach należy uznać za wynik przyzwoity, zwłaszcza jeżeli weźmiemy renesans afer za rządów PO, tak cała sekwencja późniejszych wydarzeń zaczęła obnażać powolną agonię Platformy. Agonię bez godności i choćby najmniejszych oznak chęci stoczenia boju.</p>
<p>Trudno bowiem uznać za wolę walki wysuwanie bezbarwnych kandydatur Tomasza Siemoniaka i Borysa Budki czy wreszcie oddanie walkowerem zwycięstwa Grzegorzowi Schetynie, który zapytany o posiadanie charyzmy, przerywa wywiad jak nastolatka rzucająca fochem. Polityk, który wrócił niedawno na świeczniku, mógł być sprawnym sekretarzem, rozgrywającym z drugiego szeregu. Trudno jednak oczekiwać, że z trudem klecący składne formułki Schetyna, pozbawiony umiejętności odczytywania rozmaitych kontekstów sytuacyjnych, może stać się liderem opozycji.</p>
<p>Doskonale zdaje sobie z tego sprawę Ryszard Petru. Lider Nowoczesnej buńczucznie ogłosił się liderem opozycji, a Platforma Obywatelska zamiast postawić na konfrontację ze swoją najgroźniejszą konkurencją, idzie z Nowoczesną ramię w ramię. Głównym spoiwem tej absurdalnej koalicji jest krytyka Prawa i Sprawiedliwości.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2016/01/27/taka-sobie-bajka-czyli-12-12-2012-nowy-swiat-nowy-swietowit-i-nowe-slowo/#comment-23145</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 01 Feb 2016 18:28:35 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=55872#comment-23145</guid>

					<description><![CDATA[31 stycznia 2016 16:46
Dotacja z budżetu dla szkoły ojca Rydzyka. Kukiz do PiS: Jeśli taki był deal wyborczy, to zapłaćcie to ze swojej subwencji
Paweł Kukiz, subwencja wyborcza, Szkoła ojca Rydzyka
Paweł Kukiz	Telewizja Republika

PiS zawdzięcza dużą część swojego elektoratu Radiu Maryja i Telewizji Trwam. Jeżeli był deal wyborczy to oddajcie ze swoich 100 mln z subwencji 20 mln ojcu Rydzykowi – w ten sposób Paweł Kukiz skomentował zapowiedz rządu przyznania szkole ojca Tadeusza Rydzyka dofinansowania

Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu otrzyma wsparcie finansowe z budżetu państwa. W piątek poprawkę w Senacie zapowiedziała premier Beata Szydło, dziś na antenie Radia Zet potwierdzał to poseł PiS Jacek Sasin.

Sasin zapowiedział, że „zostanie wskazany mechanizm”, by przyznać taką pomoc zgodnie z prawem. – Ta uczelnia służy dobrze interesowi publicznemu, szkoli bardzo dobrych dziennikarzy – podkreślał polityk. – Myślę, że będzie (...) mechanizm wskazany, który zgodnie z prawem pozwoli na to wsparcie – zaznaczył. CZYTAJ WIĘCEJ

Do pomysłu Prawa i Sprawiedliwości odniósł się Paweł Kukiz, który również był gościem Radia Zet. – PiS zawdzięcza dużą część swojego elektoratu Radiu Maryja i Telewizji Trwam. Jeżeli był deal wyborczy to oddajcie ze swoich 100 mln z subwencji 20 mln ojcu Rydzykowi – powiedział lider Kukiz&#039;15.
ap]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>31 stycznia 2016 16:46<br />
Dotacja z budżetu dla szkoły ojca Rydzyka. Kukiz do PiS: Jeśli taki był deal wyborczy, to zapłaćcie to ze swojej subwencji<br />
Paweł Kukiz, subwencja wyborcza, Szkoła ojca Rydzyka<br />
Paweł Kukiz	Telewizja Republika</p>
<p>PiS zawdzięcza dużą część swojego elektoratu Radiu Maryja i Telewizji Trwam. Jeżeli był deal wyborczy to oddajcie ze swoich 100 mln z subwencji 20 mln ojcu Rydzykowi – w ten sposób Paweł Kukiz skomentował zapowiedz rządu przyznania szkole ojca Tadeusza Rydzyka dofinansowania</p>
<p>Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu otrzyma wsparcie finansowe z budżetu państwa. W piątek poprawkę w Senacie zapowiedziała premier Beata Szydło, dziś na antenie Radia Zet potwierdzał to poseł PiS Jacek Sasin.</p>
<p>Sasin zapowiedział, że „zostanie wskazany mechanizm”, by przyznać taką pomoc zgodnie z prawem. – Ta uczelnia służy dobrze interesowi publicznemu, szkoli bardzo dobrych dziennikarzy – podkreślał polityk. – Myślę, że będzie (&#8230;) mechanizm wskazany, który zgodnie z prawem pozwoli na to wsparcie – zaznaczył. CZYTAJ WIĘCEJ</p>
<p>Do pomysłu Prawa i Sprawiedliwości odniósł się Paweł Kukiz, który również był gościem Radia Zet. – PiS zawdzięcza dużą część swojego elektoratu Radiu Maryja i Telewizji Trwam. Jeżeli był deal wyborczy to oddajcie ze swoich 100 mln z subwencji 20 mln ojcu Rydzykowi – powiedział lider Kukiz&#8217;15.<br />
ap</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2016/01/27/taka-sobie-bajka-czyli-12-12-2012-nowy-swiat-nowy-swietowit-i-nowe-slowo/#comment-23144</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 01 Feb 2016 18:27:23 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=55872#comment-23144</guid>

					<description><![CDATA[1 lutego 2016 13:05
&quot;Taśmy&quot; wicepremiera Morawieckiego
Mateusz Morawiecki, taśmy, wicepremier
	FLICKR/KANCELARIA PREZESA RADY MINISTRÓW/domena publiczna

Minister rozwoju i wicepremier Mateusz Morawiecki jest jedynym członkiem rządu premier Szydło, który znalazł się na nagraniach z restauracji &quot;Sowa i Przyjaciele&quot; – podaje dzisiaj tygodnik &quot;Newsweek&quot;. Nagranych rozmów z Morawickim podobno jest kilka, ale prokuratura posiada zapis tylko jednej.

Nagrana rozmowa o której pisze tygodnik odbyła się wiosną 2014 roku, a udział w niej wzięli szef PKO BP Zbigniew Jagiełło, Krzysztof Kilian (za czasów rządu PO-PSL stał na czele spółki PGE - red.), oraz jego zastępczyni Bogusława Matuszewska.
Kontakty z rządem premiera Tuska i krytyka młodych

W rozmowach słychać m.in. jak minister opowiada o swoich kontaktach z politykami PO, w tym o propozycjach współpracy z poprzednim rządem. Na nagraniach słychać też jak Morawiecki mówi o swoich kontaktach z szefem Kancelarii Premiera (za czasów Donalda Tuska - red.) Tomaszem Arabskim oraz pozytywnie ocenia część dokonań ekipy rządowej premiera Tuska.

Obecny wicepremier chwali też politykę międzynarodową kanclerz Angeli Merkel, byłego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozego i obecnego prezydenta Francji François Hollanda. – Natomiast jedna taka rzecz, że mam absolutnie pozytywne zdanie o Merklowej, Sarkozym czy, jak tam się ten nowy nazywa, Hollande – mówi polski polityk na nagraniach.

Jedne z ostrzejszych wypowiedzi ministra na taśmach dotyczą młodego pokolenia, które Morawiecki ocenia bardzo krytycznie. – Będziemy zap******** i rowy, k****, kopać, a drudzy będą zasypywać, będziemy zadowoleni (…). W tym młodszym pokoleniu to ja widzę zjawisko niebezpieczne (…). Oczekiwania. Nic nie robić, dużo zarabiać, nie? (…) Oni jakby nie rozumieją, że idą ciężkie czasy – mówi Morawiecki.

Według informacji &quot;Newsweeka&quot; jest więcej rozmów obecnego wicepremiera, które zostały nagrane w restauracji &quot;Sowa i Przyjaciele&quot;, ale prokuratura posiada zapis tylko z jednej z nich. Jak wynika jednak z zeznań kelnerów, nagranych spotkań  było dwa albo trzy.

 

 
zm]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>1 lutego 2016 13:05<br />
&#8222;Taśmy&#8221; wicepremiera Morawieckiego<br />
Mateusz Morawiecki, taśmy, wicepremier<br />
	FLICKR/KANCELARIA PREZESA RADY MINISTRÓW/domena publiczna</p>
<p>Minister rozwoju i wicepremier Mateusz Morawiecki jest jedynym członkiem rządu premier Szydło, który znalazł się na nagraniach z restauracji &#8222;Sowa i Przyjaciele&#8221; – podaje dzisiaj tygodnik &#8222;Newsweek&#8221;. Nagranych rozmów z Morawickim podobno jest kilka, ale prokuratura posiada zapis tylko jednej.</p>
<p>Nagrana rozmowa o której pisze tygodnik odbyła się wiosną 2014 roku, a udział w niej wzięli szef PKO BP Zbigniew Jagiełło, Krzysztof Kilian (za czasów rządu PO-PSL stał na czele spółki PGE &#8211; red.), oraz jego zastępczyni Bogusława Matuszewska.<br />
Kontakty z rządem premiera Tuska i krytyka młodych</p>
<p>W rozmowach słychać m.in. jak minister opowiada o swoich kontaktach z politykami PO, w tym o propozycjach współpracy z poprzednim rządem. Na nagraniach słychać też jak Morawiecki mówi o swoich kontaktach z szefem Kancelarii Premiera (za czasów Donalda Tuska &#8211; red.) Tomaszem Arabskim oraz pozytywnie ocenia część dokonań ekipy rządowej premiera Tuska.</p>
<p>Obecny wicepremier chwali też politykę międzynarodową kanclerz Angeli Merkel, byłego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozego i obecnego prezydenta Francji François Hollanda. – Natomiast jedna taka rzecz, że mam absolutnie pozytywne zdanie o Merklowej, Sarkozym czy, jak tam się ten nowy nazywa, Hollande – mówi polski polityk na nagraniach.</p>
<p>Jedne z ostrzejszych wypowiedzi ministra na taśmach dotyczą młodego pokolenia, które Morawiecki ocenia bardzo krytycznie. – Będziemy zap******** i rowy, k****, kopać, a drudzy będą zasypywać, będziemy zadowoleni (…). W tym młodszym pokoleniu to ja widzę zjawisko niebezpieczne (…). Oczekiwania. Nic nie robić, dużo zarabiać, nie? (…) Oni jakby nie rozumieją, że idą ciężkie czasy – mówi Morawiecki.</p>
<p>Według informacji &#8222;Newsweeka&#8221; jest więcej rozmów obecnego wicepremiera, które zostały nagrane w restauracji &#8222;Sowa i Przyjaciele&#8221;, ale prokuratura posiada zapis tylko z jednej z nich. Jak wynika jednak z zeznań kelnerów, nagranych spotkań  było dwa albo trzy.</p>
<p>zm</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
	</channel>
</rss>
