<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>
	Komentarze do: Wakacyjnie: Peter Russell &#8211; Od Nauki Do Boga	</title>
	<atom:link href="https://bialczynski.pl/2013/08/04/wakacyjnie-peter-russell-od-nauki-do-boga/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://bialczynski.pl/2013/08/04/wakacyjnie-peter-russell-od-nauki-do-boga/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=wakacyjnie-peter-russell-od-nauki-do-boga</link>
	<description>oficjalna strona Czesława Białczyńskiego</description>
	<lastBuildDate>Mon, 23 Oct 2017 15:10:47 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.7.4</generator>
	<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2013/08/04/wakacyjnie-peter-russell-od-nauki-do-boga/#comment-9954</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 16 Aug 2013 12:42:02 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=35348#comment-9954</guid>

					<description><![CDATA[http://forum.waisznawa.pl/viewtopic.php?f=25&#038;t=1890]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://forum.waisznawa.pl/viewtopic.php?f=25&#038;t=1890" rel="nofollow ugc">http://forum.waisznawa.pl/viewtopic.php?f=25&#038;t=1890</a></p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2013/08/04/wakacyjnie-peter-russell-od-nauki-do-boga/#comment-9953</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 14 Aug 2013 14:41:17 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=35348#comment-9953</guid>

					<description><![CDATA[IV Świadomość nie podzielona

Świadomość jedyna to po prostu świadomość rzeczywistego terytorium nie podzielonego. Aby ją wytłumaczyć, nie potrzebujemy żadnych sztuczek, szarlatanerii, mistycznego żargonu ani okultystycznych miazmatów. Jeżeli rzeczywistość w istocie nie jest podzielona granicami -- a żeby temu zaprzeczyć, musielibyśmy zlekceważyć teorię względności, nauki ekologiczne, filozofię organizmu i mądrość Wschodu -- jeżeli więc rzeczywistość nie jest podzielona, świadomość jedyna jest naturalnym stanem świadomości, która tę rzeczywistość uznaje. Krótko mówiąc, świadomość jedyna to świadomość nie podzielona. Choć brzmi to bardzo prosto, skuteczna analiza świadomości jedynej czy świadomości nie podzielonej jest niezwykle trudna. Przyczyną tej trudności jest nasz język -- środek przekazu, w obrębie którego musi się poruszać wszelka dyskusja słowna -- który jest językiem granic. Jak już widzieliśmy, słowa, symbole i myśli to w istocie nic innego jak granice, ponieważ za każdym razem, gdy myślisz czy wypowiadasz jakieś słowo lub nazwę, stwarzasz granice. Nawet stwierdzenie, że ,,rzeczywistość nie jest podzielona granicami&quot;, wprowadza rozróżnienie na granice i brak granic! Musimy więc cały czas mieć w pamięci olbrzymią trudność, która rodzi się z dualistycznej natury języka. Stwierdzenie, że ,,rzeczywistość nie jest podzielona granicami&quot;, jest prawdziwe, o ile pamiętamy, że świadomość jedyna jest świadomością bezpośrednią i pozajęzykową, nie zaś tylko kolejną teorią filozoficzną. Z tych właśnie powodów mistyczni mędrcy podkreślają, iż rzeczywistość leży poza nazwami i formami, słowami i myślami, podziałami i granicami. Poza wszelkimi granicami znajduje się świat Takości, Pustki, Dharmakaya, Tao, Brahmana, Bóstwa. W świecie takości nie ma dobra i zła, świętych i grzeszników, narodzin i śmierci, ponieważ w świecie takości nie ma granic. Przede wszystkim nie ma granicy pomiędzy podmiotem i przedmiotem, ja i nie-ja, widzącym i widzianym. Podkreślam tę kwestię i zajmę się nią w tym rozdziale bardziej szczegółowo, ponieważ ze wszystkich granic, konstruowanych przez człowieka, granica pomiędzy ja i nie-ja jest najbardziej podstawowa. Jest to granica, z którą z największą niechęcią się rozstajemy. Była to przecież pierwsza granica, jaką kiedykolwiek ustanowiliśmy, dlatego najbardziej ją hołubimy. Poświęciliśmy całe lata na jej umacnianie i obronę. Jest to granica, na której zasadza się nasze poczucie odrębnego ja. Na stare lata, gdy pełni doświadczeń i wspomnień zaczynamy się rozpływać w ostatecznej nicości śmierci, jest to ostatnia granica, której się pozbywamy. Granica pomiędzy ja i nie-ja jest pierwszą, którą wytyczamy, i ostatnią, którą skreślamy.

Ze wszystkich granic, jakie stwarzamy, ta jest najbardziej pierwotna.
Od istnienia tej pierwotnej granicy pomiędzy ja i nie-ja zależą wszystkie pozostałe granice. Nie potrafimy rozróżniać granic pomiędzy przedmiotami, dopóki nie odróżnimy przedmiotów od siebie samych.
 Ponieważ to ty stwarzasz granice, są one zależne od twego odrębnego istnienia, to jest od istnienia pierwotnej granicy pomiędzy ja i nie-ja. Przeszkodę w osiągnięciu świadomości jedynej stanowi oczywiście każda granica, ale ponieważ wszystkie granice zależą od pierwotnej, usunięcie jej powoduje likwidację wszystkich pozostałych. W pewnym sensie mamy szczęście, że tak jest, ponieważ gdybyśmy musieli się zajmować wszystkimi granicami z osobna, osiągnięcie ,,wyzwolenia od par&quot; zajęłoby nam całe życie, albo i dłużej.
Możliwość skoncentrowania się na pierwotnej granicy niezmiernie upraszcza nam zadanie.
To tak, jakby nasze rozmaite granice tworzyły odwróconą piramidę z klocków, opartą o podłoże tylko jednym klockiem.
Wystarczy wyszarpnąć ten klocek, a cała budowla legnie w gruzach. Możemy patrzeć na pierwotną granicę z wielu punktów widzenia i nadawać jej rozmaite nazwy, zawsze pozostanie ona jednak nieredukowalnym do niczego innego rozdzieleniem pomiędzy tym, co nazywam moim ja, a zewnętrznymi wobec ja przedmiotami. Jest to rozszczepienie na poznający podmiot i poznawany przedmiot. Jest to przestrzeń pomiędzy moim organizmem a otoczeniem. Jest to pęknięcie pomiędzy ja, które w tej chwili czyta, a czytaną stroną.

Razem wziąwszy, jest to pęknięcie pomiędzy tym, kto doświadcza, a doświadczanym światem. Wydaje się zatem, że wewnątrz pierwotnej granicy istnieje moje ja, podmiot myślący, czujący i postrzegający, po drugiej zaś stronie istnieje nie-ja, świat przedmiotów, wrogie i odrębne wobec mnie otoczenie. W świadomości jedynej, w świadomości nie podzielonej, poczucie ja rozszerza się i ogarnia wszystko, co poprzednio było postrzegane jako nie-ja. Poczucie tożsamości obejmuje cały wszechświat, wszystkie światy, boski i ziemski, przejawiony i nieprzejawiony, święty i świecki. Oczywiste jest, że dopóki pierwotna granica -- która o d d z i e l a jaźń od wszechświata -- uchodzi za realną, tego poczucia jedności nie da się osiągnąć. Kiedy się jednak zrozumie, że pierwotna granica jest złudna, poczucie własnego ja obejmuje Całość -- na zewnątrz jaźni nie pozostaje już nic, przeto nie ma gdzie poprowadzić jakiejkolwiek granicy. Kiedy więc złudność pierwotnej granicy znajdzie się w zasięgu naszego pojmowania, świadomość jedyna również nie będzie odległa. Przeczytawszy powyższy fragment, można wyciągnąć pochopny i błędny wniosek, że wystarczy znieść pierwotną granicę, aby z honorami wprowadzić świadomość jedyną.


Z grubsza biorąc, to prawda, lecz w istocie sytuacja jest o wiele prostsza. Tak naprawdę nie musimy zadawać sobie trudu znoszenia pierwotnej granicy, a to z niezwykle prostego powodu: pierwotna granica nie istnieje. Jak wszystkie granice, jest ona tylko złudzeniem. Tylko wydaje się, że istnieje. Udajemy, że istnieje, przyjmujemy, że istnieje, pod każdym względem zachowujemy się tak, jakby istniała. Mimo to nie istnieje. Kiedy udamy się na poszukiwania pierwotnej granicy, nic nie znajdziemy, ponieważ zjawy nie pozostawiają po sobie żadnych śladów. W tym konkretnym momencie, kiedy czytasz te słowa, nie istnieje rzeczywista pierwotna granica, więc już w tej chwili nie stoi żadna przeszkoda na drodze do świadomości jedynej. Nie będzie więc tak, że znajdziemy pierwotną granicę, a następnie spróbujemy ją usunąć.

Faktycznie byłby to poważny błąd, a w każdym razie kolosalna strata czasu, ponieważ nie da się zniszczyć tego, co w ogóle nie istnieje. Próbować zniszczyć pierwotną granicę to tak, jakby machać rozpaczliwie rękoma, aby rozwiać miraż, który nam się ukazał -- czynność ta jest wprawdzie niezwykle pobudzająca,
lecz całkowicie daremna. Nie można wykorzenić złudzenia. Można tylko zrozumieć jego złudność i stracić je z oczu.
Kiedy przyjmie się ten punkt widzenia, okazuje się, że nawet takie rozbudowane techniki znoszenia pierwotnej granicy, jak joga, koncentracja umysłu, modlitwa, rytuał, liturgia czy post prowadzą tylko do umocnienia i utrwalenia pierwotnej granicy, ponieważ zakładają na wstępie, że nie jest ona złudzeniem. Jak to ujął Fenelon, arcybiskup Cambrai: ,,Nie ma złudzeń bardziej niebezpiecznych nad te, za pomocą których ludzie starają się uniknąć złudzeń&quot;. Zamiast zakładać, że pierwotna granica jest rzeczywista, a następnie podejmować kroki w celu jej usunięcia, najpierw udamy się na poszukiwanie pierwotnej granicy. Jeżeli rzeczywiście jest złudzeniem, nie znajdziemy żadnego jej śladu. Być może zrozumiemy wtedy samorzutnie, że to, co uważaliśmy za przeszkodę na drodze do świadomości jedynej, w ogóle nigdy nie istniało. A jak się wkrótce okaże, już samo to zrozumienie wystarczy, aby przynajmniej chwilowo doświadczyć świadomości jedynej.

 Co to dokładnie znaczy: szukać pierwotnej granicy? Szukać pierwotnej granicy to próbować dotrzeć do poczucia, że jesteś odrębnym ja, osobnym podmiotem doświadczającym i czującym, oddzielonym od doświadczanych i odczuwanych przedmiotów. Sugeruję tutaj, że choćbyśmy jak nąjskrupulatniej szukali tego ja, nie znajdziemy go. A ponieważ to poczucie bycia odrębnym ja sprawia wrażenie najpoważniejszej przeszkody na drodze do świadomości jedynej, szukać go i nie znaleźć oznacza zaznać przez chwilę świadomości jedynej. Posłuchaj wielkiego mędrca buddyjskiego, Padmy Sambhavy: ,,Jeżeli poszukujący nie może znaleźć poszukującego, osiągnięty zostaje cel i kres poszukiwania&quot;. Podejmując taki eksperyment, musimy sobie bardzo wyraźnie powiedzieć, co oznacza ta nieobecność jaźni czy nieobecność pierwotnej granicy.
Nie oznacza utraty wrażliwości na bodźce zewnętrzne; nie oznacza stanu transu, chaosu, pomieszania, utraty panowania nad sobą. Nie chodzi o to, aby mój umysł i ciało eksplodowały, wyparowały i stopiły się w jedno z Wielkim Kawałem Czegoś Tam.


Nie ma to nic wspólnego ze schizofreniczną regresją,podczas której granica pomiędzy ja i nie-ja wcale nie zostaje przekroczona, a jedynie rozmyta. Kiedy mówimy o ,,utracie ja&quot;, mamy na myśli rzecz następującą: poczucie bycia odrębnym ja jest błędnie rozumiane i błędnie interpretowane, toteż dążymy do rozwikłania tego nieporozumienia. Wszyscy doznajemy tego poczucia, najzupełniej podstawowego, że jesteśmy czymś osobnym wobec strumienia doświadczenia i otaczającego nas świata. Wszyscy mamy poczucie, że istnieje z jednej strony nasze ja, z drugiej świat zewnętrzny. Kiedy jednak przyjrzymy się uważnie wrażeniu wewnętrznego ja i zewnętrznego świata, stwierdzimy, że jest to w istocie jedno i to samo wrażenie. Innymi słowy, to, co obecnie odczuwam jako obiektywny świat na zewnątrz, jest identyczne z tym, co odczuwam jako subiektywne ja wewnątrz. Pęknięcie pomiędzy podmiotem doświadczającym i światem doświadczeń nie istnieje, toteż nie można go znaleźć... Ponieważ tak bardzo przywykliśmy wierzyć w granice, powyższe stwierdzenie z początku brzmi bardzo osobliwie. Wydaje się takie oczywiste, że to ja jestem słyszącym, który słyszy dźwięki, doznającym, który doznaje wrażeń, widzącym, który widzi obrazy. Ale czy to nie dziwne, że określam się jako w i d z ą c y , który w i d z i rzeczy wi dz i a ne ? Bądź też jako słyszący, który s łys zy rzeczy słyszane? Czy postrzeganie naprawdę jest aż tak skomplikowane? Czy rzeczywiście wymaga aż trzech odrębnych bytów -- widzącego, widzenia i widzianego? Z całą pewnością w postrzeganiu nie ma trzech odrębnych bytów. Bo czy kiedykolwiek istnieje coś takiego, jak widzący bez widzenia lub rzeczy widzianej? W istocie widzący, widzenie i widziane to różne aspekty tego samego procesu, z których żaden nigdy nie występuje bez pozostałych dwóch. Nasz problem polega na tym, że mamy trzy słowa -- widzący, widzi, widziane -- na oznaczenie jednej czynności, doświadczenia widzenia. Równie dobrze moglibyśmy określić jeden strumień wody jako ,,płynący płynie płynięte&quot;. Jest to konstrukcja całkowicie redundantna, która wprowadza trzy elementy tam, gdzie istnieje tylko jeden. A jednak, zaczarowani Adamową magią słów, zakładamy, że odrębny byt, widzący, za pośrednictwem procesu zwanego  widzeniem, zyskuje wiedzę o innym bycie, widzianym.

 Potem siłą rzeczy wnioskujemy, że my jesteśmy tylko widzącym, całkowicie osobnym od widzianego. Nasz świat, który dany jest tylko raz, rozpada się na dwie części, z widzącym, który staje naprzeciwko widzianego, po drugiej stronie ziejącej przepaści. Powróćmy więc do samego początku procesu doświadczania i sprawdźmy, czy doświadczający jest rzeczywiście aż tak odrębny od tego, co doświadczane. Zacznijmy od zmysłu słuchu. Zamknij oczy i skup się na faktycznym procesie słuchania. Zwróć uwagę na unoszący się w powietrzu chaos dźwięków -- śpiew ptaków, warkot samochodów, cykanie świerszczy, śmiech dzieci, jazgot telewizora. Zauważ jednak, że choćbyś jak najusilniej natężał słuch, wśród tych wszystkich dźwięków nie usłyszysz jednej rzeczy: nie usłyszysz słyszącego. Słyszysz wszystkie wymienione dźwięki, ale nie słyszysz tego, kto je słyszy. Nie słyszysz słyszącego, ponieważ on nie istnieje. To, co nauczono cię nazywać słyszącym, jest w istocie tylko samym doświadczeniem słyszenia, a nie można usłyszeć słyszenia. W rzeczywistości jest tylko strumień dźwięków, nie rozczłonkowany na podmiot i przedmiot. Nie istnieje tu żadna granica. Jeżeli pozwolisz, by wrażenie bycia słyszącym wewnątrz czaszki rozproszyło się w samym słyszeniu, być może twoje ja rozpłynie się w całości świata zewnętrznych dźwięków. Doznawszy oświecenia, jeden z mistrzów zen oznajmił: ,,Kiedy usłyszałem dźwięk dzwonu świątyni, nagle nie było żadnego dzwonu i żadnego ja, tylko dzwonienie&quot;. Podobno właśnie dzięki tego rodzaju eksperymentowi Avalokiteśvara doznał oświecenia, ponieważ skupiwszy świadomość na procesie słyszenia, zdał sobie sprawę, że nie istnieje odrębna, słysząca jaźń, zewnętrzna wobec strumienia samego słyszenia. Kiedy usiłujesz usłyszeć s u b i e k t y w n e g o słyszącego, znajdujesz jedynie o b i e k t y w n e dźwięki.


Co oznacza, że nie s ł y s z y s z dźwięków, lecz j e s t e ś dźwiękami.
Słyszący jest tożsamy z każdym słyszanym dźwiękiem. Nie ma odrębnego bytu, który stawia się na zewnątrz i słyszy słyszenie.
To samo dotyczy procesu widzenia.
Gdy rozglądam się uważnie po mym polu widzenia, wydaje się ono niemal zawieszone w przestrzeni, w nicości.



A jednak składa się z nieskończenie bogatego wzoru wzajemnie się przenikających świateł, barw i cieni, przyjmujących formę to góry, to chmury, to strumienia. Choćbym jednak godzinami wytężał wzrok, wśród wszystkich tych widoków nie ujrzę jednego: nie ujrzę widzącego.
Im usilniej staram się zobaczyć widzącego, tym bardziej zdumiewa mnie jego nieobecność. Przez całe lata zupełnie naturalne wydawało się założenie, że widoki widzi widzący. A jednak z chwilą, gdy wyruszam na poszukiwania widzącego, nie znajduję ani śladu takiego bytu.
Zamiast widzącego widzę tylko widziane. Co oznacza, że ja, widzący, nie widzę widoków --ja, widzący, jestem tożsamy ze wszystkimi zaistniałymi obecnie widokami. Kiedy patrzę na drzewo, nie istnieje jedno doświadczenie zwane drzewem oraz drugie doświadczenie zwane widzeniem drzewa. Istnieje tylko jedno doświadczenie widzenia -- drzewa. Nie mogę zobaczyć widzenia, tak jak nie mogę powąchać wąchania ani skosztować kosztowania. Wydaje się, że gdy szukamy odrębnej od doświadczenia jaźni, rozmywa się ona zawsze w doświadczeniu.

Kiedy szukamy doświadczającego, znajdujemy tylko jeszcze jedno doświadczenie -- podmiot i przedmiot zawsze okazują się jednym i tym samym. Ponieważ jest to przeżycie dość irytujące, być może czujesz się teraz cokolwiek skołowany, gdy siedzisz i zastanawiasz się nad tym wszystkim. Wytrzymaj jednak jeszcze chwilę. Skoro już rozmyślasz nad tą kwestią, czy potrafisz znaleźć myślącego, który rozmyśla? Innymi słowy, czy istnieje myślący, który myśli myśl: ,,Jestem skołowany&quot;, czy też istnieje tylko myśl: ,,Jestem skołowany&quot;? Z pewnością istnieje tylko myśl, ponieważ gdyby istniał także myślący myśl, wtedy myślałbyś o myślącym, który myśli myśl. Wydaje się oczywiste, że to, co błędnie bierzemy za myślącego, jest w istocie niczym innym jak strumieniem obecnie zaistniałych myśli. Kiedy więc obecnie zaistniała myśl brzmiała: ,,Jestem skołowany&quot;, nie byłeś jednoc ześ ni e świadomy myślącego, który myślał: ,,Jestem skołowany&quot;. Była tylko obecnie zaistniała myśl -- ,,Jestem skołowany&quot;. Dopiero wtedy, gdy zacząłeś się rozglądać za myślącym tę myśl, znalazłeś tylko kolejną obecnie zaistniałą myśl, a mianowicie, ,,Myślę, że jestem skołowany&quot;.

Nigdy nie znalazłeś myślącego, który znajdowałby się poza obecnie zaistniałą myślą, co dowodzi, że myślący i myśl są ze sobą tożsame. Właśnie dlatego mędrcy nie doradzają nam, abyśmy spróbowali zniszczyć jaźń, lecz tylko jej poszukali, ponieważ gdziekolwiek się zwrócimy, stwierdzimy, że jaźni nigdy tam nie było. Lecz nawet gdy już zaczniemy rozumieć, że nie istnieje odrębny słyszący, wąchający, widzący i myślący, prawdopodobnie nadal znajdziemy w sobie nieredukowalne, nieusuwalne poczucie bycia odrębną, odizolowaną jaźnią. Nadal pozostanie wrażenie bycia odrębnym od świata. Nadal pozostanie to instynktowne poczucie, że tak czy inaczej znam się jako swoje wewnętrzne ja. Nawet jeśli nie potrafię zobaczyć, skosztować ani usłyszeć mego ja, niewątpliwie potrafię je odczuć. No dobrze, ale czy oprócz odczucia tego, co nazywasz swoim ja, potrafisz znaleźć odczuwającego, który to odczucie odczuwa? A jeśli ci się wydaje, że tak, czy potrafisz odczuć odczuwającego, który odczuwa odczucie odczuwającego? Znów się okazuje, że to nieredukowalne, nieusuwalne odczucie bycia odczuwającym, który odczuwa odczucia, jest tylko kolejnym odczuciem. Odczuwający jest niczym innym jak tylko obecnie zaistniałym odczuciem, podobnie jak myślący jest tylko obecnie zaistniałą myślą, a smakujący tylko obecnie zaistniałym smakiem. Również w tym przypadku nie istnieje odczuwający odrębny od obecnie zaistniałych odczuć -- i nigdy nie istniał. Zaczyna nam więc wreszcie świtać nieuchronny wniosek: nie istnieje odrębna, zewnętrzna wobec świata jaźń. Zawsze zakładałeś, że jesteś odrębnym doświadczającym, lecz z chwilą, gdy udasz się na poszukiwania doświadczającego, rozmywa się on w doświadczeniu. Jak to ujął Alan Watts:




Istnieje tylko doświadczenie. Nie ma czegoś lub kogoś doświadczającego doświadczenie! Nie odczuwasz odczuwania ani nie myślisz myślenia, tak samo jak nie słyszysz słyszenia, nie widzisz widzenia ani nie wąchasz wąchania. ,,[Ja] czuję się dobrze&quot; oznacza, że odczucie to jest obecne. Nie oznacza jednak, że istnieje coś, co nazywa się ,,ja&quot;, oraz odrębna rzecz,zwana ,,czuciem się&quot;, a kiedy je połączyć razem, powstanie ,,ja, które czuje się dobrze&quot;. Nie ma odczuć prócz obecnych odczuć, a wszelkie obecne odczucia tworzą ,,ja&quot;. Nikt nigdy nie znalazł ,,ja&quot; odrębnego od jakiegoś obecnego doświadczenia ani doświadczenia odrębnego od ,,ja&quot; -- co oznacza, że ,,ja&quot; i doświadczenie są tym samym.




Teraz, kiedy już rozumiesz, że nie istnieje pęknięcie pomiędzy tobą a twymi doświadczeniami, czy zaczyna być dla ciebie oczywiste, że nie istnieje pęknięcie pomiędzy tobą a doświadczanym światem? Jeżeli jesteś swymi doświadczeniami, jesteś również doświadczanym w ten sposób światem. Nie odbierasz wrażenia ptaka, lecz jesteś wrażeniem ptaka. Nie odbierasz doświadczenia stołu, lecz jesteś doświadczeniem stołu. Nie słyszysz dźwięku grzmotu, lecz jesteś dźwiękiem grzmotu. Wewnętrzne wrażenie, zwane tobą, i zewnętrzne wrażenie, zwane światem, są jednym i tym samym wrażeniem. Wewnętrzny podmiot i zewnętrzny przedmiot to dwie nazwy jednego odczucia, przy czym nie jest to coś, co powinieneś odczuwać, lecz jedyna rzecz, jaką możesz odczuwać. Oznacza to, że stan świadomości, w jakim się obecnie znajdujesz, niezależnie od tego, czy sobie z tego zdajesz sprawę, czy też nie, jest świadomością jedyną. Już w tej chwili jesteś kosmosem, już w tej chwili jesteś całością swego obecnego doświadczenia. Twój obecny stan jest zawsze świadomością jedyną, ponieważ odrębna jaźń, która wydaje się poważną przeszkodą na drodze do świadomości jedynej, to zawsze złudzenie. Nie musisz podejmować starań, by usunąć odrębne ja, ponieważ ono od samego początku nie istnieje. Tak naprawdę wystarczy, byś go poszukał, ponieważ go nie znajdziesz. Ten akt nieznalezienia już sam w sobie jest uznaniem świadomości jedynej. Innymi słowy, zawsze kiedy wyruszasz na poszukiwanie swego ja i nie znajdujesz go, natychmiast zanurzasz się w pierwotny i prawdziwy stan świadomości jedynej. Choć początkowo wszystko to może wydawać się osobliwe, stwierdzenie, że nie istnieje odrębna jaźń, było oczywiste dla mistyków i mędrców wszystkich czasów i stanowi jedną z podstawowych tez philosophiae perennis. Można by przytoczyć wiele

63 cytatów, ilustrujących tę mądrość, lecz jest ona w całości zawarta w słynnym streszczeniu nauk Buddy: Istnieje tylko cierpienie, a nie cierpiący; Istnieje czyn, a nie czyniący; Istnieje nirwana, a nie ten, kto jej szuka; Istnieje Droga, a nie ten, kto nią podąża.

Mądrość ta powszechnie uchodzi za drogę do wyzwolenia od wszelkiego cierpienia. W ujęciu pozytywnym: kiedy zdasz sobie sprawę, że twoje ja jest Całością, na zewnątrz twego ja nie pozostaje nic, co by mogło zadać ci cierpienie. Na zewnątrz wszechświata nie ma nic, z czym wszechświat mógłby się zderzyć. W ujęciu negatywnym: mądrość ta wyzwala od cierpienia, ponieważ wyzwala od poglądu, że istnieje jakieś ja, które w ogóle może doznawać cierpienia. Jak to powiedział Wei Wu Wei:

Dlaczego jesteś nieszczęśliwy? Ponieważ 99,9 procent Tego, co myślisz, i Tego, co czynisz, Myślisz i czynisz dla swego ja -- Które nie istnieje.

Cierpią tylko części, nie Całość. W negatywnym ujęciu mistyków jest to równoważne ze stwierdzeniem, że jesteś wyzwolony od cierpienia, gdy zdasz sobie sprawę, że część jest złudzeniem -- nie istnieje odrębne ja, które mogłoby cierpieć. W ujęciu pozytywnym mistycy mówią, że jesteś zawsze Całością, która zna tylko wolność i radość.

Wcielić się w Całość to ujść losu części, który polega wyłącznie na cierpieniu i śmierci.

Za ujęciem negatywnym opowiada się buddyzm hinajana, za pozytywnym hinduizm i chrześcijaństwo,
szczęśliwym zaś wypośrodkowaniem jest buddyzm mahajana. Wszystkie te religie zaświadczają wszakże o jednej i tej samej prawdzie.

Kiedy zdamy sobie sprawę, że nie istnieją części, wtapiamy się w Całość.
Kiedy zdamy sobie sprawę, że nigdy nie istnieje ja (także w tej chwili!), wiemy, że nasza tożsamość jest zawsze Tożsamością Najwyższą.
W wiecznie obecnym świetle świadomości nie podzielonej to, co kiedyś przedstawialiśmy sobie jako odizolowane wewnętrzne ja, okazuje się zespolone z zewnętrznym kosmosem. Jeżeli w ogóle istnieje jakieś ja, to właśnie to.


Pewien mistrz zen w następujący sposób opisał swoje spotkanie ze świadomością nie podzieloną:

Wróciłem do świątyni i miałem udać się na swoje miejsce, lecz nagle wszystko zmieniło zabarwienie
rozglądałem się cały wszechświat z całkowicie dokoła, Kiedy jegoniepoliczonymi przedmiotami zmysłowymi jawił się zupełnie inaczej;
 co uprzednio było odrażające, łącznie z niewiedzą i namiętnościami, teraz postrzegałem jako wykwit mojej najgłębszej natury,
która sama w sobie pozostała jasna, prawdziwa i przejrzysta.


Tat twam asi, powiadają hindusi. ,,To jesteś ty. Twoje prawdziwe ja jest tożsame z Energią, która jest istotą całego wszechświata&quot;.

Temu prawdziwemu ja różne tradycje mistyczne i metafizyczne w historii ludzkości nadały dziesiątki różnych nazw. Prawdziwe ja znane było jako Syn Boży, al-insan al-Kamil, Adam-kadmon, ruarch adonai, Nous, Pneuma, Purusza, Tathagatagarbha, Człowiek Uniwersalny, Gospodarz Brahman-Atman. Z trochę innego punktu widzenia prawdziwe ja jest tożsame z Dharmadhatu, Pustką, Takością i Bóstwem. Wszystkie te słowa są po prostu symbolami prawdziwego świata nie podzielonego. W naszych czasach prawdziwe ja określa się niekiedy za pomocą nazw, które sugerują, iż jest to najgłębsza istota człowieka, czyli byt w najwyższym stopniu subiektywny, wewnętrzny, osobowy. Mistycy mówią nam jednomyślnie, że ,,królestwo niebieskie jest w nas&quot;, że winniśmy zgłębić otchłanie naszej duszy, aby dotrzeć do naszej najgłębszej istoty, do prawdziwego sedna naszego istnienia.

Jak mawiał Swami Prabhavananda: ,,Jak sądzisz, kim, czym jesteś? Absolutnie, dogłębnie, u podstaw?&quot;


 Prawdziwe ja często określane jest takimi sformułowaniami, jak ,,wewnętrzny obserwator&quot; (witness)
,,wszechwidzący i wszechwiedzący&quot;, ,,najgłębsza natura&quot;, ,,absolutna subiektywność&quot; itd. Siankara, mistrz wedanty, mawiał: ,,Istnieje samoistna rzeczywistość, która jest podstawą świadomości naszego ja. Rzeczywistość ta jest obserwatorem trzech stanów świadomości [jawy, marzenia i snu], różnych od pięciu stanów cielesnych. Rzeczywistość ta jest wiedzącym we wszystkich stanach świadomości. Jest świadoma obecności lub nieobecności umysłu. Rzeczywistość ta to Atman, Najwyższa Istota, prazasada&quot;.


 Albo weźmy ten znakomity cytat z mistrza zen Shibyamy:

To [rzeczywistość] jest absolutną subiektywnością, która transcenduje zarówno subiektywność, jak i obiektywność, swobodnie je stwarzając i pożytkując. Ta fundamentalna subiektywność nie może być zobiektywizowana ani ujęta poglądowo, jest zupełna i samowystarczalna, sama sobie nadając znaczenie. Stosowanie do niej tych nazw już jest błędem, krokiem w stronę jej obiektywizacji i wtłoczenia w strukturę pojęć. Dlatego mistrz Eisai powiedział: ,,To jest wiecznie nienazywalne&quot;. Absolutna subiektywność, której nie można zobiektywizować ani wtłoczyć w strukturę pojęć, jest wolna od ograniczeń czasoprzestrzennych; nie podlega życiu i śmierci; wykracza poza podmiot i przedmiot, a choć żyje w jednostce, nie jest do jednostki ograniczona.

Stwierdzenie, że prawdziwe ja jest prawdziwym widzącym, wewnętrznym obserwatorem czy absolutną subiektywnością, może wydać się sprzeczne z tym, co zostało wcześniej powiedziane na temat świadomości jedynej. Bo przecież przekonaliśmy się, że prawdziwe ja jest stale obecną świadomością nie podzieloną, w której podmiot i przedmiot, widzący i widziane, doświadczający i doświadczane stanowią kontinuum, teraz zaś określamy prawdziwe ja mianem wewnętrznego obserwatora bądź absolutnego wiedzącego.



Teraz mówimy tylko o widzącym, a nie widzianym, o tym, co wewnątrz, nie o tym, co na zewnątrz. Jak rozwikłać tę sprzeczność? Najpierw musimy zdać sobie sprawę, jakie trudności napotyka mistyk, usiłując opisać niewyrażalne w słowach doświadczenie świadomości jedynej. Przede wszystkim staje mu na przeszkodzie fakt, że prawdziwe ja to świadomość nie podzielona granicami, wszystkie zaś nasze słowa i myśli to nic innego jak granice. Usterka ta dotyczy wszystkich języków, z racji samej ich natury. Język jest użyteczny tylko o tyle, o ile potrafi budować umowne granice. Język pozbawiony granic wcale nie jest językiem, toteż mistyk, który usiłuje mówić o świadomości jedynej, z konieczności popada w paradoksy i sprzeczności. Problem polega na tym, że struktura żadnego języka nie pozwala uchwycić natury świadomości jedynej, tak jak dłoń nie może uchwycić wody. Mistyk musi się zatem zadowolić wskazaniem drogi ku samodzielnemu przeżyciu świadomości jedynej. W tym sensie ścieżka mistyczna jest ścieżką czysto eksperymentalną. Mistyk nie każe ci nic przyjmować na wiarę, nie odwołuje się do żadnych autorytetów prócz autorytetu twego własnego pojmowania i doświadczenia. Prosi cię tylko, byś spróbował kilku eksperymentów ze świadomością, byś przyjrzał się uważnie swemu obecnemu istnieniu i sam spróbował zobaczyć siebie i świat z jak największą jasnością. Nie myśl, tylko patrz! -- jak postulował Wittgenstein. No tak, ale g d z i e mamy patrzeć? Mistycy odpowiadają na to pytanie jednomyślnie: ,,Patrz do wewnątrz. Głęboko do wewnątrz. Ponieważ prawdziwe ja znajduje się we wnętrzu&quot;. Nie należy z tego wnioskować, że mistyk określa jaźń jako znajdującą się wewnątrz -- on tylko kieruje cię ku wnętrzu. Mówi, byś spojrzał w siebie nie dlatego, że tam właśnie znajduje się ostateczna odpowiedź. Mistyk kieruje cię do wewnątrz dlatego, że jeśli uważnie i konsekwentnie przeszukasz swe wnętrze, prędzej czy później znajdziesz tam to samo, co na zewnątrz. Innymi słowy, zdasz sobie sprawę, że wnętrze i zewnętrze, podmiot i przedmiot, widzący i widziany to jedno, po czym samoczynnie zanurzysz się w przyrodzonym ci stanie.


 Chociaż więc mistyk wyraża się o prawdziwym ja w sposób, który zaprzecza wszystkim naszym wcześniejszym rozważaniom, jeżeli jednak pójdziemy aż do końca za jego poradą, ostateczny wniosek okaże się identyczny. Na początek zastanów się, co mogą oznaczać sformułowania typu absolutna subiektywność czy wewnętrzny obserwator, przynajmniej w znaczeniu, jakie nadaje im mistyk.
Absolutna subiektywność to coś, co o żadnym czasie i w żadnych okolicznościach nie przybiera formy przedmiotu (obiektu), który można zobaczyć, usłyszeć, odczuć czy którego można w jakikolwiek sposób doznać. Jako absolutny widzący nigdy nie jest ona widziana. Jako absolutny poznający nigdy nie jest poznawana.
Oto jak o absolutnej subiektywności, nazywanej przezeń Tao, mówi Lao Tsy:

Patrzymy nań, lecz nie dostrzegamy. Przeto zwiemy je niewidzialnym. Nasłuchujemy go, lecz nie słyszymy. Przeto zwiemy je niesłyszalnym. Pragniemy je ująć w dłonie, ale nie możemy go dosięgnąć. Przeto zwiemy je nieuchwytnym*



Aby dotrzeć do prawdziwego ja czy absolutnej subiektywności, mistyk wychodzi od jakiejś wersji stwierdzenia poczynionego przez Sri Ramanę Maharshi&#039;ego: ,,Zwierzęce ciało, które składa się z siedmiu płynów organicznych, to n i e j a; pięć narządów zmysłów, które postrzegają właściwe im przedmioty, to n i e j a; nawet umysł, który myśli, to nie ja&quot;. Czymże zatem mogłoby być prawdziwe ja? Jak orzekł Ramana, prawdziwe ja nie może być moim ciałem, ponieważ odczuwam je i poznaję, a co może być poznane, nie jest absolutnym poznającym. Prawdziwe ja nie może być moimi pragnieniami, nadziejami, lękami i emocjami, ponieważ w pewnym stopniu mogę je postrzegać i odczuwać, a co może być postrzegane, nie jest absolutnym postrzegającym. Prawdziwe ja nie może być moim umysłem, osobowością, myślami, gdyż te można obserwować, a co może być obserwowane, nie jest absolutnym obserwatorem.



Kiedy uporczywie szukam prawdziwej jaźni w swym wnętrzu, zaczynam zdawać sobie sprawę, że wcale jej tam nie ma. Niegdyś myślałem o sobie jako o małym podmiocie w środku, który patrzy na wszystkie przedmioty na zewnątrz.
Mistyk wykazał mi jednak ponad wszelką wątpliwość, że ten mały podmiot można w istocie postrzegać jako przedmiot!
Nie jest to wcale prawdziwy podmiot, moje prawdziwe ja.
Zdaniem mistyka właśnie na tym polega nasz główny problem życiowy.

Większość z nas wyobraża sobie, że potrafi w jakiś sposób odczuwać, poznawać czy postrzegać samych siebie,
bądź przynajmniej mieć świadomość siebie.
Nawet w tej chwili odnosimy takie wrażenie.
Mistyk odpowiada jednak, że jeżeli widzę, poznaję lub odczuwam moje ja, dowodzi to tylko w sposób oczywisty,
że nie jest to moje prawdziwe ja.
To, co widzę, poznaję lub odczuwam, to fałszywe ja, pseudo-ja, urojenie lub psikus ze strony naszej świadomości.

 Mimowolnie utożsamiliśmy się z zespołem przedmiotów, które znamy lub możemy poznać, a poznawalne przedmioty nie są prawdziwym poznającym, czyli prawdziwym ja. Utożsamiliśmy się z naszym ciałem, umysłem, osobowością, wyobrażając sobie, że te przedmioty stanowią nasze prawdziwe ja, po czym poświęcamy całe życie, broniąc czegoś i troszcząc się o coś, co jest tylko złudzeniem. Jesteśmy ofiarami epidemii fałszywej świadomości, a tymczasem świadomość najwyższa cierpliwie czeka na odkrycie. Mistyk pragnie tylko, byśmy się przebudzili ku temu, czym prawdziwie i odwiecznie jesteśmy, poza, ponad czy przed naszym pseudo-ja. Każe nam zatem, byśmy przestali się utożsamiać z tym fałszywym ja, zdawszy sobie sprawę, że cokolwiek możemy poznać, pomyśleć lub odczuć, nie jest naszym prawdziwym ja. Mój umysł, moje ciało, moje myśli, moje pragnienia należą do mego prawdziwego ja w nie większym stopniu niż drzewa, gwiazdy, chmury i wzgórza, ponieważ z równą łatwością doświadczam ich wszystkich jako przedmiotów. Dokonując takiej eliminacji, staję się dla siebie przejrzysty i pojmuję, że to, czym jestem, daleko wykracza poza ten wyobcowany, zamknięty w granicach skóry organizm. Im głębiej pogrążam się w jego wnętrzu, tym bardziej wydostaję się na zewnątrz.



 Jeżeli pójdziemy w tych badaniach o krok dalej, następuje osobliwy ruch świadomości, który Lankavatara Sutra nazywa ,,obróceniem się w najgłębszych posadach świadomości&quot;. Im dłużej się rozglądam za absolutnym widzącym, tym wyraźniej zdaję sobie sprawę, że go nie znajdę jako przedmiotu. Nie mogę go zaś znaleźć jako konkretnego przedmiotu z tej prostej przyczyny, że absolutny widzący jest każdym przedmiotem! Nie mogę go odczuć, gdyż jest wszystkim, co odczuwane. Nie mogę go doświadczyć, gdyż jest wszystkim, co doświadczane. Kiedy udaję się do wnętrza na poszukiwania mego prawdziwego ja, znajduję tylko świat.

Zdarzyła się jednak dziwna rzecz, zdaję sobie bowiem sprawę, że prawdziwe ja wewnątrz jest tożsame z prawdziwym światem na zewnątrz.

 Podmiot i przedmiot, wnętrze i zewnętrze są i zawsze były jednym i tym samym. Nie istnieje pierwotna granica. Świat jest moim ciałem, a miejsce, z którego patrzę, jest jednocześnie tym, na co patrzę. Ponieważ prawdziwe ja nie mieści się ani wewnątrz, ani na zewnątrz, ponieważ podmiot i przedmiot są niedwoiste, mistyk może mówić o rzeczywistości na różne, tylko pozornie sprzeczne ze sobą sposoby. Może powiedzieć, że w istocie nie istnieją żadne przedmioty, orzec, że rzeczywistość nie zawiera żadnych podmiotów, lub też zaprzeczyć istnieniu zarówno podmiotów, jak i przedmiotów. Może też oznajmić, iż absolutna subiektywność jest transcendentna wobec relatywnych podmiotów i relatywnych przedmiotów, a jednocześnie zawiera je w sobie.

 Są to tylko różne warianty tego samego stwierdzenia, że świat zewnętrzny i wewnętrzny to tylko dwie różne nazwy jednego, wiecznie obecnego stanu świadomości nie podzielonej. Teraz powinno już stać się oczywiste, że chociaż philosophiae perennis często przyjmuje postać skomplikowanych sformułowań teoretycznych, istota mistycznego przesłania jest prosta i jednoznaczna.
Reasumując: w rozdziale II stwierdziliśmy, że rzeczywistość jest niedwoistą unią przeciwieństw.

 Ponieważ wyodrębnianie przeciwieństw i czynienie z nich nieprzejednanych wrogów jest skutkiem stosowania przez nas symboli, map i granic, teza o rzeczywistości niedwoistej jest równoznaczna z tezą o rzeczywistości nie podzielonej. W rozdziale III przekonaliśmy się, że rzeczywistość nie jest zbiorem odrębnych, niezależnych przedmiotów, oddzielonych od siebie w przestrzeni i czasie. Wszystkie przedmioty i zdarzenia w kosmosie są współzależne i wzajemnie ze sobą powiązane. I znów, ponieważ złudzenie odrębnych bytów to wytwór symboli, map i granic, stwierdzenie, że rzeczywisty świat nie zawiera odrębnych bytów, jest jeszcze jednym ujęciem tezy o rzeczywistości nie podzielonej. W tym rozdziale przekonaliśmy się, że odkrycie rzeczywistego świata pozbawionego granic to świadomość jedyna. Nie chodzi o to, by dotrzeć do rzeczywistego terytorium nie podzielonego p o p r z e z świadomość jedyną: świadomość jedyna i rzeczywiste terytorium nie podzielone są ze sobą tożsame.

Według wszelkich danych rzeczywistość to świadomość nie podzielona, identyczna z twoim prawdziwym ja. ,,A zatem -- zacytujmy jednego z twórców mechaniki kwantowej , Erwina Schrödingera -- możesz się położyć, wyciągnąć na plecach na Matce Ziemi z całkowitym przekonaniem, że jesteście ze sobą nawzajem zespoleni.

 Jesteś równie trwały i niewzruszony jak ona, ba, tysiąckroć trwalszy i bardziej niewzruszony.
Jutro znów cię ogarnie i znów napełni mocą, która pozwoli ci stawić czoło cierpieniu. Nie stanie się to «kiedyś»: już teraz, dzisiaj, codziennie napełnia cię mocą, nie raz, lecz tysiące razy, tak samo jak co dnia tysiące razy cię ogarnia. Zawsze bowiem i na wieki istnieje tylko teraz, jedno i to samo teraz; teraźniejszość to jedyna rzecz, która nie ma końca&quot;.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>IV Świadomość nie podzielona</p>
<p>Świadomość jedyna to po prostu świadomość rzeczywistego terytorium nie podzielonego. Aby ją wytłumaczyć, nie potrzebujemy żadnych sztuczek, szarlatanerii, mistycznego żargonu ani okultystycznych miazmatów. Jeżeli rzeczywistość w istocie nie jest podzielona granicami &#8212; a żeby temu zaprzeczyć, musielibyśmy zlekceważyć teorię względności, nauki ekologiczne, filozofię organizmu i mądrość Wschodu &#8212; jeżeli więc rzeczywistość nie jest podzielona, świadomość jedyna jest naturalnym stanem świadomości, która tę rzeczywistość uznaje. Krótko mówiąc, świadomość jedyna to świadomość nie podzielona. Choć brzmi to bardzo prosto, skuteczna analiza świadomości jedynej czy świadomości nie podzielonej jest niezwykle trudna. Przyczyną tej trudności jest nasz język &#8212; środek przekazu, w obrębie którego musi się poruszać wszelka dyskusja słowna &#8212; który jest językiem granic. Jak już widzieliśmy, słowa, symbole i myśli to w istocie nic innego jak granice, ponieważ za każdym razem, gdy myślisz czy wypowiadasz jakieś słowo lub nazwę, stwarzasz granice. Nawet stwierdzenie, że ,,rzeczywistość nie jest podzielona granicami&#8221;, wprowadza rozróżnienie na granice i brak granic! Musimy więc cały czas mieć w pamięci olbrzymią trudność, która rodzi się z dualistycznej natury języka. Stwierdzenie, że ,,rzeczywistość nie jest podzielona granicami&#8221;, jest prawdziwe, o ile pamiętamy, że świadomość jedyna jest świadomością bezpośrednią i pozajęzykową, nie zaś tylko kolejną teorią filozoficzną. Z tych właśnie powodów mistyczni mędrcy podkreślają, iż rzeczywistość leży poza nazwami i formami, słowami i myślami, podziałami i granicami. Poza wszelkimi granicami znajduje się świat Takości, Pustki, Dharmakaya, Tao, Brahmana, Bóstwa. W świecie takości nie ma dobra i zła, świętych i grzeszników, narodzin i śmierci, ponieważ w świecie takości nie ma granic. Przede wszystkim nie ma granicy pomiędzy podmiotem i przedmiotem, ja i nie-ja, widzącym i widzianym. Podkreślam tę kwestię i zajmę się nią w tym rozdziale bardziej szczegółowo, ponieważ ze wszystkich granic, konstruowanych przez człowieka, granica pomiędzy ja i nie-ja jest najbardziej podstawowa. Jest to granica, z którą z największą niechęcią się rozstajemy. Była to przecież pierwsza granica, jaką kiedykolwiek ustanowiliśmy, dlatego najbardziej ją hołubimy. Poświęciliśmy całe lata na jej umacnianie i obronę. Jest to granica, na której zasadza się nasze poczucie odrębnego ja. Na stare lata, gdy pełni doświadczeń i wspomnień zaczynamy się rozpływać w ostatecznej nicości śmierci, jest to ostatnia granica, której się pozbywamy. Granica pomiędzy ja i nie-ja jest pierwszą, którą wytyczamy, i ostatnią, którą skreślamy.</p>
<p>Ze wszystkich granic, jakie stwarzamy, ta jest najbardziej pierwotna.<br />
Od istnienia tej pierwotnej granicy pomiędzy ja i nie-ja zależą wszystkie pozostałe granice. Nie potrafimy rozróżniać granic pomiędzy przedmiotami, dopóki nie odróżnimy przedmiotów od siebie samych.<br />
 Ponieważ to ty stwarzasz granice, są one zależne od twego odrębnego istnienia, to jest od istnienia pierwotnej granicy pomiędzy ja i nie-ja. Przeszkodę w osiągnięciu świadomości jedynej stanowi oczywiście każda granica, ale ponieważ wszystkie granice zależą od pierwotnej, usunięcie jej powoduje likwidację wszystkich pozostałych. W pewnym sensie mamy szczęście, że tak jest, ponieważ gdybyśmy musieli się zajmować wszystkimi granicami z osobna, osiągnięcie ,,wyzwolenia od par&#8221; zajęłoby nam całe życie, albo i dłużej.<br />
Możliwość skoncentrowania się na pierwotnej granicy niezmiernie upraszcza nam zadanie.<br />
To tak, jakby nasze rozmaite granice tworzyły odwróconą piramidę z klocków, opartą o podłoże tylko jednym klockiem.<br />
Wystarczy wyszarpnąć ten klocek, a cała budowla legnie w gruzach. Możemy patrzeć na pierwotną granicę z wielu punktów widzenia i nadawać jej rozmaite nazwy, zawsze pozostanie ona jednak nieredukowalnym do niczego innego rozdzieleniem pomiędzy tym, co nazywam moim ja, a zewnętrznymi wobec ja przedmiotami. Jest to rozszczepienie na poznający podmiot i poznawany przedmiot. Jest to przestrzeń pomiędzy moim organizmem a otoczeniem. Jest to pęknięcie pomiędzy ja, które w tej chwili czyta, a czytaną stroną.</p>
<p>Razem wziąwszy, jest to pęknięcie pomiędzy tym, kto doświadcza, a doświadczanym światem. Wydaje się zatem, że wewnątrz pierwotnej granicy istnieje moje ja, podmiot myślący, czujący i postrzegający, po drugiej zaś stronie istnieje nie-ja, świat przedmiotów, wrogie i odrębne wobec mnie otoczenie. W świadomości jedynej, w świadomości nie podzielonej, poczucie ja rozszerza się i ogarnia wszystko, co poprzednio było postrzegane jako nie-ja. Poczucie tożsamości obejmuje cały wszechświat, wszystkie światy, boski i ziemski, przejawiony i nieprzejawiony, święty i świecki. Oczywiste jest, że dopóki pierwotna granica &#8212; która o d d z i e l a jaźń od wszechświata &#8212; uchodzi za realną, tego poczucia jedności nie da się osiągnąć. Kiedy się jednak zrozumie, że pierwotna granica jest złudna, poczucie własnego ja obejmuje Całość &#8212; na zewnątrz jaźni nie pozostaje już nic, przeto nie ma gdzie poprowadzić jakiejkolwiek granicy. Kiedy więc złudność pierwotnej granicy znajdzie się w zasięgu naszego pojmowania, świadomość jedyna również nie będzie odległa. Przeczytawszy powyższy fragment, można wyciągnąć pochopny i błędny wniosek, że wystarczy znieść pierwotną granicę, aby z honorami wprowadzić świadomość jedyną.</p>
<p>Z grubsza biorąc, to prawda, lecz w istocie sytuacja jest o wiele prostsza. Tak naprawdę nie musimy zadawać sobie trudu znoszenia pierwotnej granicy, a to z niezwykle prostego powodu: pierwotna granica nie istnieje. Jak wszystkie granice, jest ona tylko złudzeniem. Tylko wydaje się, że istnieje. Udajemy, że istnieje, przyjmujemy, że istnieje, pod każdym względem zachowujemy się tak, jakby istniała. Mimo to nie istnieje. Kiedy udamy się na poszukiwania pierwotnej granicy, nic nie znajdziemy, ponieważ zjawy nie pozostawiają po sobie żadnych śladów. W tym konkretnym momencie, kiedy czytasz te słowa, nie istnieje rzeczywista pierwotna granica, więc już w tej chwili nie stoi żadna przeszkoda na drodze do świadomości jedynej. Nie będzie więc tak, że znajdziemy pierwotną granicę, a następnie spróbujemy ją usunąć.</p>
<p>Faktycznie byłby to poważny błąd, a w każdym razie kolosalna strata czasu, ponieważ nie da się zniszczyć tego, co w ogóle nie istnieje. Próbować zniszczyć pierwotną granicę to tak, jakby machać rozpaczliwie rękoma, aby rozwiać miraż, który nam się ukazał &#8212; czynność ta jest wprawdzie niezwykle pobudzająca,<br />
lecz całkowicie daremna. Nie można wykorzenić złudzenia. Można tylko zrozumieć jego złudność i stracić je z oczu.<br />
Kiedy przyjmie się ten punkt widzenia, okazuje się, że nawet takie rozbudowane techniki znoszenia pierwotnej granicy, jak joga, koncentracja umysłu, modlitwa, rytuał, liturgia czy post prowadzą tylko do umocnienia i utrwalenia pierwotnej granicy, ponieważ zakładają na wstępie, że nie jest ona złudzeniem. Jak to ujął Fenelon, arcybiskup Cambrai: ,,Nie ma złudzeń bardziej niebezpiecznych nad te, za pomocą których ludzie starają się uniknąć złudzeń&#8221;. Zamiast zakładać, że pierwotna granica jest rzeczywista, a następnie podejmować kroki w celu jej usunięcia, najpierw udamy się na poszukiwanie pierwotnej granicy. Jeżeli rzeczywiście jest złudzeniem, nie znajdziemy żadnego jej śladu. Być może zrozumiemy wtedy samorzutnie, że to, co uważaliśmy za przeszkodę na drodze do świadomości jedynej, w ogóle nigdy nie istniało. A jak się wkrótce okaże, już samo to zrozumienie wystarczy, aby przynajmniej chwilowo doświadczyć świadomości jedynej.</p>
<p> Co to dokładnie znaczy: szukać pierwotnej granicy? Szukać pierwotnej granicy to próbować dotrzeć do poczucia, że jesteś odrębnym ja, osobnym podmiotem doświadczającym i czującym, oddzielonym od doświadczanych i odczuwanych przedmiotów. Sugeruję tutaj, że choćbyśmy jak nąjskrupulatniej szukali tego ja, nie znajdziemy go. A ponieważ to poczucie bycia odrębnym ja sprawia wrażenie najpoważniejszej przeszkody na drodze do świadomości jedynej, szukać go i nie znaleźć oznacza zaznać przez chwilę świadomości jedynej. Posłuchaj wielkiego mędrca buddyjskiego, Padmy Sambhavy: ,,Jeżeli poszukujący nie może znaleźć poszukującego, osiągnięty zostaje cel i kres poszukiwania&#8221;. Podejmując taki eksperyment, musimy sobie bardzo wyraźnie powiedzieć, co oznacza ta nieobecność jaźni czy nieobecność pierwotnej granicy.<br />
Nie oznacza utraty wrażliwości na bodźce zewnętrzne; nie oznacza stanu transu, chaosu, pomieszania, utraty panowania nad sobą. Nie chodzi o to, aby mój umysł i ciało eksplodowały, wyparowały i stopiły się w jedno z Wielkim Kawałem Czegoś Tam.</p>
<p>Nie ma to nic wspólnego ze schizofreniczną regresją,podczas której granica pomiędzy ja i nie-ja wcale nie zostaje przekroczona, a jedynie rozmyta. Kiedy mówimy o ,,utracie ja&#8221;, mamy na myśli rzecz następującą: poczucie bycia odrębnym ja jest błędnie rozumiane i błędnie interpretowane, toteż dążymy do rozwikłania tego nieporozumienia. Wszyscy doznajemy tego poczucia, najzupełniej podstawowego, że jesteśmy czymś osobnym wobec strumienia doświadczenia i otaczającego nas świata. Wszyscy mamy poczucie, że istnieje z jednej strony nasze ja, z drugiej świat zewnętrzny. Kiedy jednak przyjrzymy się uważnie wrażeniu wewnętrznego ja i zewnętrznego świata, stwierdzimy, że jest to w istocie jedno i to samo wrażenie. Innymi słowy, to, co obecnie odczuwam jako obiektywny świat na zewnątrz, jest identyczne z tym, co odczuwam jako subiektywne ja wewnątrz. Pęknięcie pomiędzy podmiotem doświadczającym i światem doświadczeń nie istnieje, toteż nie można go znaleźć&#8230; Ponieważ tak bardzo przywykliśmy wierzyć w granice, powyższe stwierdzenie z początku brzmi bardzo osobliwie. Wydaje się takie oczywiste, że to ja jestem słyszącym, który słyszy dźwięki, doznającym, który doznaje wrażeń, widzącym, który widzi obrazy. Ale czy to nie dziwne, że określam się jako w i d z ą c y , który w i d z i rzeczy wi dz i a ne ? Bądź też jako słyszący, który s łys zy rzeczy słyszane? Czy postrzeganie naprawdę jest aż tak skomplikowane? Czy rzeczywiście wymaga aż trzech odrębnych bytów &#8212; widzącego, widzenia i widzianego? Z całą pewnością w postrzeganiu nie ma trzech odrębnych bytów. Bo czy kiedykolwiek istnieje coś takiego, jak widzący bez widzenia lub rzeczy widzianej? W istocie widzący, widzenie i widziane to różne aspekty tego samego procesu, z których żaden nigdy nie występuje bez pozostałych dwóch. Nasz problem polega na tym, że mamy trzy słowa &#8212; widzący, widzi, widziane &#8212; na oznaczenie jednej czynności, doświadczenia widzenia. Równie dobrze moglibyśmy określić jeden strumień wody jako ,,płynący płynie płynięte&#8221;. Jest to konstrukcja całkowicie redundantna, która wprowadza trzy elementy tam, gdzie istnieje tylko jeden. A jednak, zaczarowani Adamową magią słów, zakładamy, że odrębny byt, widzący, za pośrednictwem procesu zwanego  widzeniem, zyskuje wiedzę o innym bycie, widzianym.</p>
<p> Potem siłą rzeczy wnioskujemy, że my jesteśmy tylko widzącym, całkowicie osobnym od widzianego. Nasz świat, który dany jest tylko raz, rozpada się na dwie części, z widzącym, który staje naprzeciwko widzianego, po drugiej stronie ziejącej przepaści. Powróćmy więc do samego początku procesu doświadczania i sprawdźmy, czy doświadczający jest rzeczywiście aż tak odrębny od tego, co doświadczane. Zacznijmy od zmysłu słuchu. Zamknij oczy i skup się na faktycznym procesie słuchania. Zwróć uwagę na unoszący się w powietrzu chaos dźwięków &#8212; śpiew ptaków, warkot samochodów, cykanie świerszczy, śmiech dzieci, jazgot telewizora. Zauważ jednak, że choćbyś jak najusilniej natężał słuch, wśród tych wszystkich dźwięków nie usłyszysz jednej rzeczy: nie usłyszysz słyszącego. Słyszysz wszystkie wymienione dźwięki, ale nie słyszysz tego, kto je słyszy. Nie słyszysz słyszącego, ponieważ on nie istnieje. To, co nauczono cię nazywać słyszącym, jest w istocie tylko samym doświadczeniem słyszenia, a nie można usłyszeć słyszenia. W rzeczywistości jest tylko strumień dźwięków, nie rozczłonkowany na podmiot i przedmiot. Nie istnieje tu żadna granica. Jeżeli pozwolisz, by wrażenie bycia słyszącym wewnątrz czaszki rozproszyło się w samym słyszeniu, być może twoje ja rozpłynie się w całości świata zewnętrznych dźwięków. Doznawszy oświecenia, jeden z mistrzów zen oznajmił: ,,Kiedy usłyszałem dźwięk dzwonu świątyni, nagle nie było żadnego dzwonu i żadnego ja, tylko dzwonienie&#8221;. Podobno właśnie dzięki tego rodzaju eksperymentowi Avalokiteśvara doznał oświecenia, ponieważ skupiwszy świadomość na procesie słyszenia, zdał sobie sprawę, że nie istnieje odrębna, słysząca jaźń, zewnętrzna wobec strumienia samego słyszenia. Kiedy usiłujesz usłyszeć s u b i e k t y w n e g o słyszącego, znajdujesz jedynie o b i e k t y w n e dźwięki.</p>
<p>Co oznacza, że nie s ł y s z y s z dźwięków, lecz j e s t e ś dźwiękami.<br />
Słyszący jest tożsamy z każdym słyszanym dźwiękiem. Nie ma odrębnego bytu, który stawia się na zewnątrz i słyszy słyszenie.<br />
To samo dotyczy procesu widzenia.<br />
Gdy rozglądam się uważnie po mym polu widzenia, wydaje się ono niemal zawieszone w przestrzeni, w nicości.</p>
<p>A jednak składa się z nieskończenie bogatego wzoru wzajemnie się przenikających świateł, barw i cieni, przyjmujących formę to góry, to chmury, to strumienia. Choćbym jednak godzinami wytężał wzrok, wśród wszystkich tych widoków nie ujrzę jednego: nie ujrzę widzącego.<br />
Im usilniej staram się zobaczyć widzącego, tym bardziej zdumiewa mnie jego nieobecność. Przez całe lata zupełnie naturalne wydawało się założenie, że widoki widzi widzący. A jednak z chwilą, gdy wyruszam na poszukiwania widzącego, nie znajduję ani śladu takiego bytu.<br />
Zamiast widzącego widzę tylko widziane. Co oznacza, że ja, widzący, nie widzę widoków &#8211;ja, widzący, jestem tożsamy ze wszystkimi zaistniałymi obecnie widokami. Kiedy patrzę na drzewo, nie istnieje jedno doświadczenie zwane drzewem oraz drugie doświadczenie zwane widzeniem drzewa. Istnieje tylko jedno doświadczenie widzenia &#8212; drzewa. Nie mogę zobaczyć widzenia, tak jak nie mogę powąchać wąchania ani skosztować kosztowania. Wydaje się, że gdy szukamy odrębnej od doświadczenia jaźni, rozmywa się ona zawsze w doświadczeniu.</p>
<p>Kiedy szukamy doświadczającego, znajdujemy tylko jeszcze jedno doświadczenie &#8212; podmiot i przedmiot zawsze okazują się jednym i tym samym. Ponieważ jest to przeżycie dość irytujące, być może czujesz się teraz cokolwiek skołowany, gdy siedzisz i zastanawiasz się nad tym wszystkim. Wytrzymaj jednak jeszcze chwilę. Skoro już rozmyślasz nad tą kwestią, czy potrafisz znaleźć myślącego, który rozmyśla? Innymi słowy, czy istnieje myślący, który myśli myśl: ,,Jestem skołowany&#8221;, czy też istnieje tylko myśl: ,,Jestem skołowany&#8221;? Z pewnością istnieje tylko myśl, ponieważ gdyby istniał także myślący myśl, wtedy myślałbyś o myślącym, który myśli myśl. Wydaje się oczywiste, że to, co błędnie bierzemy za myślącego, jest w istocie niczym innym jak strumieniem obecnie zaistniałych myśli. Kiedy więc obecnie zaistniała myśl brzmiała: ,,Jestem skołowany&#8221;, nie byłeś jednoc ześ ni e świadomy myślącego, który myślał: ,,Jestem skołowany&#8221;. Była tylko obecnie zaistniała myśl &#8212; ,,Jestem skołowany&#8221;. Dopiero wtedy, gdy zacząłeś się rozglądać za myślącym tę myśl, znalazłeś tylko kolejną obecnie zaistniałą myśl, a mianowicie, ,,Myślę, że jestem skołowany&#8221;.</p>
<p>Nigdy nie znalazłeś myślącego, który znajdowałby się poza obecnie zaistniałą myślą, co dowodzi, że myślący i myśl są ze sobą tożsame. Właśnie dlatego mędrcy nie doradzają nam, abyśmy spróbowali zniszczyć jaźń, lecz tylko jej poszukali, ponieważ gdziekolwiek się zwrócimy, stwierdzimy, że jaźni nigdy tam nie było. Lecz nawet gdy już zaczniemy rozumieć, że nie istnieje odrębny słyszący, wąchający, widzący i myślący, prawdopodobnie nadal znajdziemy w sobie nieredukowalne, nieusuwalne poczucie bycia odrębną, odizolowaną jaźnią. Nadal pozostanie wrażenie bycia odrębnym od świata. Nadal pozostanie to instynktowne poczucie, że tak czy inaczej znam się jako swoje wewnętrzne ja. Nawet jeśli nie potrafię zobaczyć, skosztować ani usłyszeć mego ja, niewątpliwie potrafię je odczuć. No dobrze, ale czy oprócz odczucia tego, co nazywasz swoim ja, potrafisz znaleźć odczuwającego, który to odczucie odczuwa? A jeśli ci się wydaje, że tak, czy potrafisz odczuć odczuwającego, który odczuwa odczucie odczuwającego? Znów się okazuje, że to nieredukowalne, nieusuwalne odczucie bycia odczuwającym, który odczuwa odczucia, jest tylko kolejnym odczuciem. Odczuwający jest niczym innym jak tylko obecnie zaistniałym odczuciem, podobnie jak myślący jest tylko obecnie zaistniałą myślą, a smakujący tylko obecnie zaistniałym smakiem. Również w tym przypadku nie istnieje odczuwający odrębny od obecnie zaistniałych odczuć &#8212; i nigdy nie istniał. Zaczyna nam więc wreszcie świtać nieuchronny wniosek: nie istnieje odrębna, zewnętrzna wobec świata jaźń. Zawsze zakładałeś, że jesteś odrębnym doświadczającym, lecz z chwilą, gdy udasz się na poszukiwania doświadczającego, rozmywa się on w doświadczeniu. Jak to ujął Alan Watts:</p>
<p>Istnieje tylko doświadczenie. Nie ma czegoś lub kogoś doświadczającego doświadczenie! Nie odczuwasz odczuwania ani nie myślisz myślenia, tak samo jak nie słyszysz słyszenia, nie widzisz widzenia ani nie wąchasz wąchania. ,,[Ja] czuję się dobrze&#8221; oznacza, że odczucie to jest obecne. Nie oznacza jednak, że istnieje coś, co nazywa się ,,ja&#8221;, oraz odrębna rzecz,zwana ,,czuciem się&#8221;, a kiedy je połączyć razem, powstanie ,,ja, które czuje się dobrze&#8221;. Nie ma odczuć prócz obecnych odczuć, a wszelkie obecne odczucia tworzą ,,ja&#8221;. Nikt nigdy nie znalazł ,,ja&#8221; odrębnego od jakiegoś obecnego doświadczenia ani doświadczenia odrębnego od ,,ja&#8221; &#8212; co oznacza, że ,,ja&#8221; i doświadczenie są tym samym.</p>
<p>Teraz, kiedy już rozumiesz, że nie istnieje pęknięcie pomiędzy tobą a twymi doświadczeniami, czy zaczyna być dla ciebie oczywiste, że nie istnieje pęknięcie pomiędzy tobą a doświadczanym światem? Jeżeli jesteś swymi doświadczeniami, jesteś również doświadczanym w ten sposób światem. Nie odbierasz wrażenia ptaka, lecz jesteś wrażeniem ptaka. Nie odbierasz doświadczenia stołu, lecz jesteś doświadczeniem stołu. Nie słyszysz dźwięku grzmotu, lecz jesteś dźwiękiem grzmotu. Wewnętrzne wrażenie, zwane tobą, i zewnętrzne wrażenie, zwane światem, są jednym i tym samym wrażeniem. Wewnętrzny podmiot i zewnętrzny przedmiot to dwie nazwy jednego odczucia, przy czym nie jest to coś, co powinieneś odczuwać, lecz jedyna rzecz, jaką możesz odczuwać. Oznacza to, że stan świadomości, w jakim się obecnie znajdujesz, niezależnie od tego, czy sobie z tego zdajesz sprawę, czy też nie, jest świadomością jedyną. Już w tej chwili jesteś kosmosem, już w tej chwili jesteś całością swego obecnego doświadczenia. Twój obecny stan jest zawsze świadomością jedyną, ponieważ odrębna jaźń, która wydaje się poważną przeszkodą na drodze do świadomości jedynej, to zawsze złudzenie. Nie musisz podejmować starań, by usunąć odrębne ja, ponieważ ono od samego początku nie istnieje. Tak naprawdę wystarczy, byś go poszukał, ponieważ go nie znajdziesz. Ten akt nieznalezienia już sam w sobie jest uznaniem świadomości jedynej. Innymi słowy, zawsze kiedy wyruszasz na poszukiwanie swego ja i nie znajdujesz go, natychmiast zanurzasz się w pierwotny i prawdziwy stan świadomości jedynej. Choć początkowo wszystko to może wydawać się osobliwe, stwierdzenie, że nie istnieje odrębna jaźń, było oczywiste dla mistyków i mędrców wszystkich czasów i stanowi jedną z podstawowych tez philosophiae perennis. Można by przytoczyć wiele</p>
<p>63 cytatów, ilustrujących tę mądrość, lecz jest ona w całości zawarta w słynnym streszczeniu nauk Buddy: Istnieje tylko cierpienie, a nie cierpiący; Istnieje czyn, a nie czyniący; Istnieje nirwana, a nie ten, kto jej szuka; Istnieje Droga, a nie ten, kto nią podąża.</p>
<p>Mądrość ta powszechnie uchodzi za drogę do wyzwolenia od wszelkiego cierpienia. W ujęciu pozytywnym: kiedy zdasz sobie sprawę, że twoje ja jest Całością, na zewnątrz twego ja nie pozostaje nic, co by mogło zadać ci cierpienie. Na zewnątrz wszechświata nie ma nic, z czym wszechświat mógłby się zderzyć. W ujęciu negatywnym: mądrość ta wyzwala od cierpienia, ponieważ wyzwala od poglądu, że istnieje jakieś ja, które w ogóle może doznawać cierpienia. Jak to powiedział Wei Wu Wei:</p>
<p>Dlaczego jesteś nieszczęśliwy? Ponieważ 99,9 procent Tego, co myślisz, i Tego, co czynisz, Myślisz i czynisz dla swego ja &#8212; Które nie istnieje.</p>
<p>Cierpią tylko części, nie Całość. W negatywnym ujęciu mistyków jest to równoważne ze stwierdzeniem, że jesteś wyzwolony od cierpienia, gdy zdasz sobie sprawę, że część jest złudzeniem &#8212; nie istnieje odrębne ja, które mogłoby cierpieć. W ujęciu pozytywnym mistycy mówią, że jesteś zawsze Całością, która zna tylko wolność i radość.</p>
<p>Wcielić się w Całość to ujść losu części, który polega wyłącznie na cierpieniu i śmierci.</p>
<p>Za ujęciem negatywnym opowiada się buddyzm hinajana, za pozytywnym hinduizm i chrześcijaństwo,<br />
szczęśliwym zaś wypośrodkowaniem jest buddyzm mahajana. Wszystkie te religie zaświadczają wszakże o jednej i tej samej prawdzie.</p>
<p>Kiedy zdamy sobie sprawę, że nie istnieją części, wtapiamy się w Całość.<br />
Kiedy zdamy sobie sprawę, że nigdy nie istnieje ja (także w tej chwili!), wiemy, że nasza tożsamość jest zawsze Tożsamością Najwyższą.<br />
W wiecznie obecnym świetle świadomości nie podzielonej to, co kiedyś przedstawialiśmy sobie jako odizolowane wewnętrzne ja, okazuje się zespolone z zewnętrznym kosmosem. Jeżeli w ogóle istnieje jakieś ja, to właśnie to.</p>
<p>Pewien mistrz zen w następujący sposób opisał swoje spotkanie ze świadomością nie podzieloną:</p>
<p>Wróciłem do świątyni i miałem udać się na swoje miejsce, lecz nagle wszystko zmieniło zabarwienie<br />
rozglądałem się cały wszechświat z całkowicie dokoła, Kiedy jegoniepoliczonymi przedmiotami zmysłowymi jawił się zupełnie inaczej;<br />
 co uprzednio było odrażające, łącznie z niewiedzą i namiętnościami, teraz postrzegałem jako wykwit mojej najgłębszej natury,<br />
która sama w sobie pozostała jasna, prawdziwa i przejrzysta.</p>
<p>Tat twam asi, powiadają hindusi. ,,To jesteś ty. Twoje prawdziwe ja jest tożsame z Energią, która jest istotą całego wszechświata&#8221;.</p>
<p>Temu prawdziwemu ja różne tradycje mistyczne i metafizyczne w historii ludzkości nadały dziesiątki różnych nazw. Prawdziwe ja znane było jako Syn Boży, al-insan al-Kamil, Adam-kadmon, ruarch adonai, Nous, Pneuma, Purusza, Tathagatagarbha, Człowiek Uniwersalny, Gospodarz Brahman-Atman. Z trochę innego punktu widzenia prawdziwe ja jest tożsame z Dharmadhatu, Pustką, Takością i Bóstwem. Wszystkie te słowa są po prostu symbolami prawdziwego świata nie podzielonego. W naszych czasach prawdziwe ja określa się niekiedy za pomocą nazw, które sugerują, iż jest to najgłębsza istota człowieka, czyli byt w najwyższym stopniu subiektywny, wewnętrzny, osobowy. Mistycy mówią nam jednomyślnie, że ,,królestwo niebieskie jest w nas&#8221;, że winniśmy zgłębić otchłanie naszej duszy, aby dotrzeć do naszej najgłębszej istoty, do prawdziwego sedna naszego istnienia.</p>
<p>Jak mawiał Swami Prabhavananda: ,,Jak sądzisz, kim, czym jesteś? Absolutnie, dogłębnie, u podstaw?&#8221;</p>
<p> Prawdziwe ja często określane jest takimi sformułowaniami, jak ,,wewnętrzny obserwator&#8221; (witness)<br />
,,wszechwidzący i wszechwiedzący&#8221;, ,,najgłębsza natura&#8221;, ,,absolutna subiektywność&#8221; itd. Siankara, mistrz wedanty, mawiał: ,,Istnieje samoistna rzeczywistość, która jest podstawą świadomości naszego ja. Rzeczywistość ta jest obserwatorem trzech stanów świadomości [jawy, marzenia i snu], różnych od pięciu stanów cielesnych. Rzeczywistość ta jest wiedzącym we wszystkich stanach świadomości. Jest świadoma obecności lub nieobecności umysłu. Rzeczywistość ta to Atman, Najwyższa Istota, prazasada&#8221;.</p>
<p> Albo weźmy ten znakomity cytat z mistrza zen Shibyamy:</p>
<p>To [rzeczywistość] jest absolutną subiektywnością, która transcenduje zarówno subiektywność, jak i obiektywność, swobodnie je stwarzając i pożytkując. Ta fundamentalna subiektywność nie może być zobiektywizowana ani ujęta poglądowo, jest zupełna i samowystarczalna, sama sobie nadając znaczenie. Stosowanie do niej tych nazw już jest błędem, krokiem w stronę jej obiektywizacji i wtłoczenia w strukturę pojęć. Dlatego mistrz Eisai powiedział: ,,To jest wiecznie nienazywalne&#8221;. Absolutna subiektywność, której nie można zobiektywizować ani wtłoczyć w strukturę pojęć, jest wolna od ograniczeń czasoprzestrzennych; nie podlega życiu i śmierci; wykracza poza podmiot i przedmiot, a choć żyje w jednostce, nie jest do jednostki ograniczona.</p>
<p>Stwierdzenie, że prawdziwe ja jest prawdziwym widzącym, wewnętrznym obserwatorem czy absolutną subiektywnością, może wydać się sprzeczne z tym, co zostało wcześniej powiedziane na temat świadomości jedynej. Bo przecież przekonaliśmy się, że prawdziwe ja jest stale obecną świadomością nie podzieloną, w której podmiot i przedmiot, widzący i widziane, doświadczający i doświadczane stanowią kontinuum, teraz zaś określamy prawdziwe ja mianem wewnętrznego obserwatora bądź absolutnego wiedzącego.</p>
<p>Teraz mówimy tylko o widzącym, a nie widzianym, o tym, co wewnątrz, nie o tym, co na zewnątrz. Jak rozwikłać tę sprzeczność? Najpierw musimy zdać sobie sprawę, jakie trudności napotyka mistyk, usiłując opisać niewyrażalne w słowach doświadczenie świadomości jedynej. Przede wszystkim staje mu na przeszkodzie fakt, że prawdziwe ja to świadomość nie podzielona granicami, wszystkie zaś nasze słowa i myśli to nic innego jak granice. Usterka ta dotyczy wszystkich języków, z racji samej ich natury. Język jest użyteczny tylko o tyle, o ile potrafi budować umowne granice. Język pozbawiony granic wcale nie jest językiem, toteż mistyk, który usiłuje mówić o świadomości jedynej, z konieczności popada w paradoksy i sprzeczności. Problem polega na tym, że struktura żadnego języka nie pozwala uchwycić natury świadomości jedynej, tak jak dłoń nie może uchwycić wody. Mistyk musi się zatem zadowolić wskazaniem drogi ku samodzielnemu przeżyciu świadomości jedynej. W tym sensie ścieżka mistyczna jest ścieżką czysto eksperymentalną. Mistyk nie każe ci nic przyjmować na wiarę, nie odwołuje się do żadnych autorytetów prócz autorytetu twego własnego pojmowania i doświadczenia. Prosi cię tylko, byś spróbował kilku eksperymentów ze świadomością, byś przyjrzał się uważnie swemu obecnemu istnieniu i sam spróbował zobaczyć siebie i świat z jak największą jasnością. Nie myśl, tylko patrz! &#8212; jak postulował Wittgenstein. No tak, ale g d z i e mamy patrzeć? Mistycy odpowiadają na to pytanie jednomyślnie: ,,Patrz do wewnątrz. Głęboko do wewnątrz. Ponieważ prawdziwe ja znajduje się we wnętrzu&#8221;. Nie należy z tego wnioskować, że mistyk określa jaźń jako znajdującą się wewnątrz &#8212; on tylko kieruje cię ku wnętrzu. Mówi, byś spojrzał w siebie nie dlatego, że tam właśnie znajduje się ostateczna odpowiedź. Mistyk kieruje cię do wewnątrz dlatego, że jeśli uważnie i konsekwentnie przeszukasz swe wnętrze, prędzej czy później znajdziesz tam to samo, co na zewnątrz. Innymi słowy, zdasz sobie sprawę, że wnętrze i zewnętrze, podmiot i przedmiot, widzący i widziany to jedno, po czym samoczynnie zanurzysz się w przyrodzonym ci stanie.</p>
<p> Chociaż więc mistyk wyraża się o prawdziwym ja w sposób, który zaprzecza wszystkim naszym wcześniejszym rozważaniom, jeżeli jednak pójdziemy aż do końca za jego poradą, ostateczny wniosek okaże się identyczny. Na początek zastanów się, co mogą oznaczać sformułowania typu absolutna subiektywność czy wewnętrzny obserwator, przynajmniej w znaczeniu, jakie nadaje im mistyk.<br />
Absolutna subiektywność to coś, co o żadnym czasie i w żadnych okolicznościach nie przybiera formy przedmiotu (obiektu), który można zobaczyć, usłyszeć, odczuć czy którego można w jakikolwiek sposób doznać. Jako absolutny widzący nigdy nie jest ona widziana. Jako absolutny poznający nigdy nie jest poznawana.<br />
Oto jak o absolutnej subiektywności, nazywanej przezeń Tao, mówi Lao Tsy:</p>
<p>Patrzymy nań, lecz nie dostrzegamy. Przeto zwiemy je niewidzialnym. Nasłuchujemy go, lecz nie słyszymy. Przeto zwiemy je niesłyszalnym. Pragniemy je ująć w dłonie, ale nie możemy go dosięgnąć. Przeto zwiemy je nieuchwytnym*</p>
<p>Aby dotrzeć do prawdziwego ja czy absolutnej subiektywności, mistyk wychodzi od jakiejś wersji stwierdzenia poczynionego przez Sri Ramanę Maharshi&#8217;ego: ,,Zwierzęce ciało, które składa się z siedmiu płynów organicznych, to n i e j a; pięć narządów zmysłów, które postrzegają właściwe im przedmioty, to n i e j a; nawet umysł, który myśli, to nie ja&#8221;. Czymże zatem mogłoby być prawdziwe ja? Jak orzekł Ramana, prawdziwe ja nie może być moim ciałem, ponieważ odczuwam je i poznaję, a co może być poznane, nie jest absolutnym poznającym. Prawdziwe ja nie może być moimi pragnieniami, nadziejami, lękami i emocjami, ponieważ w pewnym stopniu mogę je postrzegać i odczuwać, a co może być postrzegane, nie jest absolutnym postrzegającym. Prawdziwe ja nie może być moim umysłem, osobowością, myślami, gdyż te można obserwować, a co może być obserwowane, nie jest absolutnym obserwatorem.</p>
<p>Kiedy uporczywie szukam prawdziwej jaźni w swym wnętrzu, zaczynam zdawać sobie sprawę, że wcale jej tam nie ma. Niegdyś myślałem o sobie jako o małym podmiocie w środku, który patrzy na wszystkie przedmioty na zewnątrz.<br />
Mistyk wykazał mi jednak ponad wszelką wątpliwość, że ten mały podmiot można w istocie postrzegać jako przedmiot!<br />
Nie jest to wcale prawdziwy podmiot, moje prawdziwe ja.<br />
Zdaniem mistyka właśnie na tym polega nasz główny problem życiowy.</p>
<p>Większość z nas wyobraża sobie, że potrafi w jakiś sposób odczuwać, poznawać czy postrzegać samych siebie,<br />
bądź przynajmniej mieć świadomość siebie.<br />
Nawet w tej chwili odnosimy takie wrażenie.<br />
Mistyk odpowiada jednak, że jeżeli widzę, poznaję lub odczuwam moje ja, dowodzi to tylko w sposób oczywisty,<br />
że nie jest to moje prawdziwe ja.<br />
To, co widzę, poznaję lub odczuwam, to fałszywe ja, pseudo-ja, urojenie lub psikus ze strony naszej świadomości.</p>
<p> Mimowolnie utożsamiliśmy się z zespołem przedmiotów, które znamy lub możemy poznać, a poznawalne przedmioty nie są prawdziwym poznającym, czyli prawdziwym ja. Utożsamiliśmy się z naszym ciałem, umysłem, osobowością, wyobrażając sobie, że te przedmioty stanowią nasze prawdziwe ja, po czym poświęcamy całe życie, broniąc czegoś i troszcząc się o coś, co jest tylko złudzeniem. Jesteśmy ofiarami epidemii fałszywej świadomości, a tymczasem świadomość najwyższa cierpliwie czeka na odkrycie. Mistyk pragnie tylko, byśmy się przebudzili ku temu, czym prawdziwie i odwiecznie jesteśmy, poza, ponad czy przed naszym pseudo-ja. Każe nam zatem, byśmy przestali się utożsamiać z tym fałszywym ja, zdawszy sobie sprawę, że cokolwiek możemy poznać, pomyśleć lub odczuć, nie jest naszym prawdziwym ja. Mój umysł, moje ciało, moje myśli, moje pragnienia należą do mego prawdziwego ja w nie większym stopniu niż drzewa, gwiazdy, chmury i wzgórza, ponieważ z równą łatwością doświadczam ich wszystkich jako przedmiotów. Dokonując takiej eliminacji, staję się dla siebie przejrzysty i pojmuję, że to, czym jestem, daleko wykracza poza ten wyobcowany, zamknięty w granicach skóry organizm. Im głębiej pogrążam się w jego wnętrzu, tym bardziej wydostaję się na zewnątrz.</p>
<p> Jeżeli pójdziemy w tych badaniach o krok dalej, następuje osobliwy ruch świadomości, który Lankavatara Sutra nazywa ,,obróceniem się w najgłębszych posadach świadomości&#8221;. Im dłużej się rozglądam za absolutnym widzącym, tym wyraźniej zdaję sobie sprawę, że go nie znajdę jako przedmiotu. Nie mogę go zaś znaleźć jako konkretnego przedmiotu z tej prostej przyczyny, że absolutny widzący jest każdym przedmiotem! Nie mogę go odczuć, gdyż jest wszystkim, co odczuwane. Nie mogę go doświadczyć, gdyż jest wszystkim, co doświadczane. Kiedy udaję się do wnętrza na poszukiwania mego prawdziwego ja, znajduję tylko świat.</p>
<p>Zdarzyła się jednak dziwna rzecz, zdaję sobie bowiem sprawę, że prawdziwe ja wewnątrz jest tożsame z prawdziwym światem na zewnątrz.</p>
<p> Podmiot i przedmiot, wnętrze i zewnętrze są i zawsze były jednym i tym samym. Nie istnieje pierwotna granica. Świat jest moim ciałem, a miejsce, z którego patrzę, jest jednocześnie tym, na co patrzę. Ponieważ prawdziwe ja nie mieści się ani wewnątrz, ani na zewnątrz, ponieważ podmiot i przedmiot są niedwoiste, mistyk może mówić o rzeczywistości na różne, tylko pozornie sprzeczne ze sobą sposoby. Może powiedzieć, że w istocie nie istnieją żadne przedmioty, orzec, że rzeczywistość nie zawiera żadnych podmiotów, lub też zaprzeczyć istnieniu zarówno podmiotów, jak i przedmiotów. Może też oznajmić, iż absolutna subiektywność jest transcendentna wobec relatywnych podmiotów i relatywnych przedmiotów, a jednocześnie zawiera je w sobie.</p>
<p> Są to tylko różne warianty tego samego stwierdzenia, że świat zewnętrzny i wewnętrzny to tylko dwie różne nazwy jednego, wiecznie obecnego stanu świadomości nie podzielonej. Teraz powinno już stać się oczywiste, że chociaż philosophiae perennis często przyjmuje postać skomplikowanych sformułowań teoretycznych, istota mistycznego przesłania jest prosta i jednoznaczna.<br />
Reasumując: w rozdziale II stwierdziliśmy, że rzeczywistość jest niedwoistą unią przeciwieństw.</p>
<p> Ponieważ wyodrębnianie przeciwieństw i czynienie z nich nieprzejednanych wrogów jest skutkiem stosowania przez nas symboli, map i granic, teza o rzeczywistości niedwoistej jest równoznaczna z tezą o rzeczywistości nie podzielonej. W rozdziale III przekonaliśmy się, że rzeczywistość nie jest zbiorem odrębnych, niezależnych przedmiotów, oddzielonych od siebie w przestrzeni i czasie. Wszystkie przedmioty i zdarzenia w kosmosie są współzależne i wzajemnie ze sobą powiązane. I znów, ponieważ złudzenie odrębnych bytów to wytwór symboli, map i granic, stwierdzenie, że rzeczywisty świat nie zawiera odrębnych bytów, jest jeszcze jednym ujęciem tezy o rzeczywistości nie podzielonej. W tym rozdziale przekonaliśmy się, że odkrycie rzeczywistego świata pozbawionego granic to świadomość jedyna. Nie chodzi o to, by dotrzeć do rzeczywistego terytorium nie podzielonego p o p r z e z świadomość jedyną: świadomość jedyna i rzeczywiste terytorium nie podzielone są ze sobą tożsame.</p>
<p>Według wszelkich danych rzeczywistość to świadomość nie podzielona, identyczna z twoim prawdziwym ja. ,,A zatem &#8212; zacytujmy jednego z twórców mechaniki kwantowej , Erwina Schrödingera &#8212; możesz się położyć, wyciągnąć na plecach na Matce Ziemi z całkowitym przekonaniem, że jesteście ze sobą nawzajem zespoleni.</p>
<p> Jesteś równie trwały i niewzruszony jak ona, ba, tysiąckroć trwalszy i bardziej niewzruszony.<br />
Jutro znów cię ogarnie i znów napełni mocą, która pozwoli ci stawić czoło cierpieniu. Nie stanie się to «kiedyś»: już teraz, dzisiaj, codziennie napełnia cię mocą, nie raz, lecz tysiące razy, tak samo jak co dnia tysiące razy cię ogarnia. Zawsze bowiem i na wieki istnieje tylko teraz, jedno i to samo teraz; teraźniejszość to jedyna rzecz, która nie ma końca&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2013/08/04/wakacyjnie-peter-russell-od-nauki-do-boga/#comment-9952</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 14 Aug 2013 13:56:14 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=35348#comment-9952</guid>

					<description><![CDATA[Ta wewnętrzna jedność przeciwieństw jest szczególnie silnie podkreślana w teorii postrzegania proponowanej przez psychologię postaci (Gestaltpsychologie). Zgodnie z psychologią postaci, wszelkie przedmioty, zdarzenia czy figury odbieramy tylko w relacji do kontrastującego z nimi tła. Na przykład coś, co nazywamy jasnym, jest w istocie jasną figurą na ciemnym tle. Kiedy w ciemną noc podnoszę wzrok do góry i dostrzegam świecącą jasno gwiazdę, wówczas tym, co naprawdę widzę -- co moje oko faktycznie ,,odbiera&quot; -- jest nie odrębna gwiazda,
lecz całe pole, czyli postać (Gestalt) ,,jasnej gwiazdy oraz ciemnego tła&quot;.
Choćby kontrast pomiędzy jasną gwiazdą i ciemnym tłem był bardzo jaskrawy, chodzi o to, że bez tła nigdy bym nie zdołał dostrzec figury.
A zatem jasne i ciemne to skorelowane ze sobą aspekty jednej odbieranej zmysłowo postaci. Analogicznie -- nie da się postrzegać ruchu jak tylko w relacji do spoczynku; podobnie jest z takimi przeciwieństwami, jak łatwy i trudny, prosty i złożony, przyciąganie i odpychanie. Również przyjemność odbieramy tylko w relacji do bólu. W danej chwili mogę się czuć bardzo dobrze i przyjemnie, lecz nie byłbym w stanie zdać sobie z tego sprawy, gdyby w tle nie czaiło się istnienie przykrości i bólu. Właśnie dlatego przyjemność i ból zdają się zawsze występować naprzemiennie, ponieważ tylko dzięki ich wzajemnemu kontrastowi można mieć świadomość istnienia jednego i drugiego. Choć zatem nienawidzę bólu, uwielbiam natomiast przyjemność, próba ich rozdzielenia jest daremna. Jak by powiedział Whitehead, przyjemność i ból to nierozdzielny wierzchołek i dół tej samej fali świadomości, a usiłując położyć nacisk na pozytywny wierzchołek kosztem negatywnego dołu, eliminujemy całą falę świadomości. Teraz chyba zaczynasz już rozumieć, dlaczego życie, kiedy patrzeć na nie jako na świat odrębnych przeciwieństw, nie daje żadnego poczucia spełnienia i dlaczego postęp był w istocie marszem do tyłu. Usiłując oddzielić przeciwieństwa i uchwycić się kurczowo tych biegunów, które uważamy za pozytywne, to jest przyjemności, a nie bólu, życia, a nie śmierci, dobra, a nie zła, w istocie gonimy za nie istniejącymi zjawami. Równie dobrze moglibyśmy pragnąć świata, w którym fale mają tylko wierzchołki, w którym są tylko kupujący bez sprzedających, strona lewa bez strony prawej i część wewnętrzna bez zewnętrznej.

A zatem, na co zwrócił uwagę Wittgenstein, ponieważ nasze cele nie są szczytne, lecz iluzoryczne, nasze problemy nie są trudne, lecz niedorzeczne. Większości z nas nadal trudno uwierzyć, że wszystkie przeciwieństwa -- takie jak masa i energia, przedmiot i podmiot, życie i śmierć -- są w takim stopniu do siebie zbliżone, że są całkowicie nierozłączne. Lecz dzieje się tak tylko dlatego, że uznajemy za rzeczywistą linię g r a n i c z n ą pomiędzy przeciwieństwami. Przypomnij sobie, że to granice stwarzają pozornie rzeczywistą odrębność przeciwieństw. Kiedy stwierdzamy, że ostateczna rzeczywistość to jedność przeciwieństw, wypowiadamy w istocie następującą prawdę: w rzeczywistości ostatecznej nie istnieją granice. Żadne. Jesteśmy tak opętani granicami, tak skażeni grzechem Adama, że zupełnie zapomnieliśmy, jaka jest rzeczywista natura linii granicznych. Linie graniczne bowiem, dowolnego rodzaju, nigdy nie występują w realnym świecie, a jedynie w wyobraźni kartografów. Oczywiście l i n i e jako takie można w naturze znaleźć, na przykład linia brzegowa, odgraniczająca kontynent i ocean.

W naturze występują wszelkiego rodzaju linie i powierzchnie -- kontury liści i skóry zwierząt, zarysy budynków i lasów, kontury jezior, sfery światła i cienia, linie odgraniczające przedmioty od ich otoczenia. Oczywiście te powierzchnie i linie nie są złudzeniem, ale, wbrew powszechnemu przekonaniu, linie te, jak na przykład linia brzegowa pomiędzy lądem i wodą, nie tylko o d d z i e 1 a j ą, w tym przypadku ląd od wody. Jak często powtarzał Alan Watts, te tak zwane linie odgraniczające w równym stopniu stanowią m i e j s c a s t y k u , w naszym przykładzie lądu i wody. A zatem linie te w tym samym stopniu łączą i jednoczą, w jakim dzielą i odróżniają. Innymi słowy, linie te nie są granicami! Jak się zaraz przekonamy, istnieje ogromna różnica pomiędzy linią a granicą. Chodzi nam o to, że linie graniczne nie tylko oddzielają przeciwieństwa, ale i łączą je ze sobą. Taka jest właśnie istota i funkcja wszystkich rzeczywistych linii, i powierzchni występujących w przyrodzie.
Choć explicite wyróżniają one przeciwieństwa, implicite je ze sobą jednoczą. Dla przykładu narysujmy linię przedstawiającą figurę wklęsłą

Z pewnością od razu zauważyłeś, że za pomocą tej samej linii stworzyłem jednocześnie figurę wypukłą.
Właśnie to miał na myśli taoistyczny mędrzec Lao Tsy, kiedy powiedział, że wszystkie przeciwieństwa powstają równocześnie i we wzajemnej zależności, jak wypukłość i wklęsłość w naszym przykładzie, które zostały w tej samej chwili powołane do istnienia.
Co więcej, nie możemy nawet powiedzieć, że wykreślona przez nas linia   o d d z i e l a   wklęsłość od wypukłości,
ponieważ linia jest tylko jedna i w całości udziela się obu figurom.

Linia nie tylko nie oddziela figury wklęsłej od wypukłej -- istnienie jednej bez drugiej jest absolutnie niemożliwe.

Rysując figurę wklęsłą, zawsze rysujemy jednocześnie figurę wypukłą, ponieważ wgłębienie figury wklęsłej jest wybrzuszeniem figury wypukłej. Nigdzie zatem nie znajdziesz wklęsłości bez wypukłości, ponieważ los skazał te figury na wieczne współistnienie.
Rzecz w tym, że wszystkie linie, które znajdujemy w przyrodzie, a nawet sami stwarzamy, nie tylko rozróżniają przeciwieństwa, ale także scalają je w nierozerwalną jedność.
Innymi słowy, linia nie jest granicą, ponieważ linia, czy to w umyśle, przyrodzie, czy geometrii, nie tylko oddziela i wyodrębnia, ale również łączy i jednoczy.
Z kolei granice są czystym złudzeniem -- udają, że oddzielają to, co faktycznie jest nierozdzielne.
W tym sensie rzeczywisty świat zawiera linie, ale nie zawiera autentycznych granic.
Rzeczywista linia staje się iluzoryczną granicą wtedy, gdy wyobrażamy sobie jej dwie strony jako osobne i nie powiązane ze sobą,
to jest kiedy uznajemy zewnętrzną różność dwóch przeciwieństw, lecz zapominamy o ich wewnętrznej jedności.

Linia staje się granicą, kiedy nie uświadamiamy sobie, że wnętrze współistnieje z zewnętrzem. Linia staje się granicą, kiedy wyobrażamy sobie, że tylko dzieli, zarazem nie łącząc. Nie ma nic złego w wykreślaniu linii, pod warunkiem że nie bierzemy ich za granice.

 Nie ma nic złego w odróżnianiu przyjemności od bólu, lecz odseparowanie ich od siebie jest niemożliwe.
Złudzenia granic wytwarzamy metodą zbliżoną do pierwotnej metody Adama, ponieważ grzechy ojców spadły na synów i córki.
Zaczynamy bądź od utrwalania w umyśle kształtów natury -- linii brzegowych, linii lasów, sylwetek domów, powierzchni kamieni, powierzchni skóry--bądź też konstruowania własnych form (czyli idei i pojęć).

W procesie tym porządkujemy i klasyfikujemy różne aspekty świata. Uczymy się rozpoznawać różnice pomiędzy poszczególnymi klasami przedmiotów: pomiędzy tym, co jest, a co nie jest kamieniem; pomiędzy tym, co jest, a co nie jest przyjemnością; pomiędzy tym, co jest, a co nie jest wysokie; pomiędzy tym, co jest, a co nie jest dobre...
Już w tym momencie naszym liniom grozi niebezpieczeństwo przeistoczenia się w granice, ponieważ rozpoznajemy jawne różnice, a zapominamy o ukrytej jedności.
Błąd ten tym łatwiej popełnić, im dalej sięga proces nadawania nazw przedmiotom, pozostającym wewnątrz i na zewnątrz danej klasy.
 Nazwy bowiem, czyli słowa, które przyporządkowujemy przedmiotom, znajdującym się wewnątrz danej klasy, takie jak ,,jasny&quot;, ,,góra&quot;, ,,przyjemność&quot;, z całą pewnością są odrębne od słów, które przyporządkowujemy przedmiotom, znajdującym się na zewnątrz danej klasy, takich jak ,,ciemny&quot;, ,,dół&quot;, ,,ból&quot;. Od tego momentu możemy operować nazwami i symbolami niezależnie od istniejących w sposób konieczny przeciwieństw.

Mogę na przykład utworzyć zdanie typu: ,,Pragnę przyjemności&quot;, w którym nie ma żadnego odniesienia do koniecznego przeciwieństwa przyjemności, czyli bólu. W słowach, jak również w myślach, mogę oddzielić od siebie rozkosz i ból, chociaż w rzeczywistym świecie zawsze występują one łącznie. W tym momencie linia pomiędzy przyjemnością i bólem staje się granicą:

złudzenie ich odrębności wydaje się przekonujące. Nie dostrzegając, że przeciwieństwa to tylko dwie różne nazwy tego samego procesu, wyobrażam sobie, że są to dwa różne, zwaśnione ze sobą procesy.

L. L. Whyte skomentował ten fakt następująco: ,,Przeto niedojrzały umysł, niezdolny do wyjścia poza swe uprzedzenia (...)
jest skazany na miotanie się w pętach swych dwoistości: podmiot/przedmiot, czas/przestrzeń, duch/materia, wolność/konieczność, wolna wola/prawo. Prawdę, która musi być jedna, toczą wewnętrzne sprzeczności.
Człowiek nie wie już, gdzie się znajduje, ponieważ stworzył dwa ś wi aty z   j e d n e g o&quot;.

Jak się wydaje, nasz problem polega na tym, że sporządzamy umowną, poznaczoną granicami mapę rzeczywistego terytorium natury, która nie zna granic, a następnie zaczynamy brać tę mapę za rzeczywistość.
Jak zwrócił uwagę Korzybski i inni specjaliści od semantyki ogólnej, nasze słowa, symbole, znaki, myśli i idee to tylko mapy rzeczywistości,
 a nie sama rzeczywistość, ponieważ ,,mapa to nie terytorium&quot;. Słowo ,,woda&quot; nie zaspokoi naszego pragnienia.

Mimo to traktujemy mapy i słowa tak, jakby stanowiły rzeczywisty świat.

 Poszliśmy w ślady Adama i zupełnie się zagubiliśmy w wyimaginowanych mapach i granicach.
Te zaś złudne granice, wraz z parami przeciwieństw, które stwarzają, dają nam pole do zażartych walk.
Większość naszych problemów życiowych wywodzi się zatem ze złudzenia,
że przeciwieństwa można i trzeba wyodrębnić i odseparować od siebie.

 Ponieważ jednak wszystkie przeciwieństwa są w istocie różnymi aspektami tej samej rzeczywistości, która leży u ich podłoża, dążność ta przypomina próbę oddzielenia dwóch końców tej samej tasiemki elastycznej: można tylko coraz mocniej ciągnąć, dopóki nie pęknie.
 Być może pozwoli nam to zrozumieć, dlaczego we wszystkich tradycjach mistycznych na całym świecie osoba, która pojmuje, że przeciwieństwa są złudzeniem, nosi miano wyzwolonej.
Osoba ta wyzwoliła się bowiem od par przeciwieństw, jest wolna od w gruncie rzeczy nonsensownych problemów
i konfliktów wynikłych z wojny przeciwieństw. Nie próbuje już obracać przeciwieństwami na wszystkie strony, aby osiągnąć spokój duszy,
lecz wykracza poza przeciwieństwa. Nie dobro przeciwko złu, lecz poza dobrem i złem.

Nie życie przeciwko śmierci, lecz świadomość, która wykracza poza życie i śmierć.
Nie chodzi o to, aby oddzielić przeciwieństwa i dokonać postępu w kierunku pozytywnego bieguna,
lecz aby zjednoczyć i zestroić ze sobą oba bieguny, odkrywszy wspólne im podłoże, które zarazem zawiera je w sobie i wykracza poza nie. Podłożem tym, jak się wkrótce przekonamy, jest świadomość jedyna.

Tymczasem zwróćmy uwagę, za hinduskim tekstem Bhagawadgita,
że wyzwolenie to nie przynosi wolności od negatywnego bieguna, lecz w ogóle od par przeciwieństw:

Zadowala się tym, co przynosi mu jego los; nie dotyczy go żadna z par przeciwieństw; wolny od zawiści, w powodzeniu jednaki w klęsce, nawet, jeśli spełnia czyn, nie więżą go [jego pęta]. (...) Tego, kto czyn porzucił na zawsze, poznać po tym, że nie pragnie i nie nienawidzi. Kto bowiem wzniósł się ponad pary przeciwieństw, (...) ten łatwo wyzwala się z więzów*

W pojęciach zachodnich to ,,wyzwolenie od par&quot; jest równoznaczne z odkryciem królestwa Bożego na ziemi, chociaż telewizyjni ewangeliści zdają się o tym nie pamiętać. Wbrew naukom populistycznej religii, Raj nie jest bowiem stanem, w którym istnieją same pozytywy bez negatywów, lecz stanem, w którym nie ma przeciwieństw, stanem niedwoistości, przynajmniej zgodnie z gnostycką Ewangelią według św. Tomasza: Wejdziecie [do Królestwa], jeśli macie zwyczaj czynić dwa jednością i stronę wewnętrzną czynić tak jak stronę

*zewnętrzną, a stronę zewnętrzną tak jak wewnętrzną, stronę górną jak stronę dolną, i jeśli macie zwyczaj czynić to, co  męskie i żeńskie, jednością, aby to, co jest męskie, nie było męskie, a to, co jest żeńskie, nie było żeńskie, będziecie mieli zwyczaj czynić oczy jednym okiem,
a jedną rękę dacie w miejsce ręki i nogę w miejsce nogi, i obraz w miejsce obrazu -- wtedy wejdziecie do Królestwa*

Idea braku przeciwieństw i niedwoistości stanowi istotę hinduizmu advaita (,,advaita&quot; oznacza ,,nie rozdwojony&quot; lub ,,niedwoisty&quot;)
i buddyzmu mahajana. Idea ta znajduje piękny wyraz w jednym z najważniejszych tekstów buddyjskich, Lankavatara Sutra:

Fałszywa wyobraźnia uczy, że takie rzeczy jak światło i cień, długie i krótkie, czarne i białe są osobne i należy je od siebie odróżniać;
lecz one nie istnieją niezależnie od siebie; są tylko różnymi aspektami tej samej rzeczy, posiadają charakter relacyjny, a nie rzeczywisty. Warunki istnienia nie wykluczają się wzajemnie; w swej istocie świat nie jest dwójnią, lecz jednią.
Cytaty te moglibyśmy mnożyć w nieskończoność, lecz wszystkie sugerowałyby przeciwieństw. to samo:
Ponieważ rzeczywistość zaś ostateczna to jedność niezliczone pary przeciwieństw stwarzamy sami, nakładając na rzeczywistość granice, wspólną dla tych tradycji tezę:

,,rzeczywistość jest wolna od par przeciwieństw&quot; można też ująć następująco: ,,rzeczywistość nie jest podzielona granicami&quot;.

Rzeczywistość niedwoista oznacza rzeczywistość nie podzieloną.
Pomyślne zakończenie wojny przeciwieństw wymaga zatem poddania wszystkich granic, a nie ,,postępowego&quot; operowania przeciwieństwami.
Wojna przeciwieństw jest symptomem choroby, polegającym na traktowaniu granic jako rzeczywistych.
Jeżeli pragniemy uzdrowienia, musimy dotrzeć do korzeni tej choroby: do naszych urojonych granic.
Zadajemy sobie jednak pytanie, co się stanie z naszym dążeniem do postępu, kiedy ujrzymy, że wszystkie przeciwieństwa są jednym?
No cóż, przy odrobinie szczęścia dążenie to zaniknie -- a wraz z nim to szczególne niezadowolenie, które żywi się złudnym przekonaniem,
że ,,inni mają lepiej&quot;. Chcę jednak wyraźnie podkreślić, że nie będzie to wcale oznaczać kresu różnego rodzaju dokonań w dziedzinie medycyny, rolnictwa czy technologii. Zniknie tylko złudzenie, że od tych dokonań zależy nasze szczęście.

 Kiedy bowiem wyzbędziemy się złudzenia granic, tu i teraz ujrzymy wszechświat takim, jakim go widział Adam przed upadkiem:
ujrzymy wszechświat jako jedność, polifonię przeciwieństw, zestrój pozytywów i negatywów i będziemy się rozkoszować naszym wibrującym istnieniem.
Kiedy zdać sobie sprawę, że przeciwieństwa są jednym, waśń przechodzi w zgodę, walka w taniec, dawni zaś wrogowie zostają kochankami. Możemy się wtedy zaprzyjaźnić z całym wszechświatem, a nie tylko z jedną jego połową.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ta wewnętrzna jedność przeciwieństw jest szczególnie silnie podkreślana w teorii postrzegania proponowanej przez psychologię postaci (Gestaltpsychologie). Zgodnie z psychologią postaci, wszelkie przedmioty, zdarzenia czy figury odbieramy tylko w relacji do kontrastującego z nimi tła. Na przykład coś, co nazywamy jasnym, jest w istocie jasną figurą na ciemnym tle. Kiedy w ciemną noc podnoszę wzrok do góry i dostrzegam świecącą jasno gwiazdę, wówczas tym, co naprawdę widzę &#8212; co moje oko faktycznie ,,odbiera&#8221; &#8212; jest nie odrębna gwiazda,<br />
lecz całe pole, czyli postać (Gestalt) ,,jasnej gwiazdy oraz ciemnego tła&#8221;.<br />
Choćby kontrast pomiędzy jasną gwiazdą i ciemnym tłem był bardzo jaskrawy, chodzi o to, że bez tła nigdy bym nie zdołał dostrzec figury.<br />
A zatem jasne i ciemne to skorelowane ze sobą aspekty jednej odbieranej zmysłowo postaci. Analogicznie &#8212; nie da się postrzegać ruchu jak tylko w relacji do spoczynku; podobnie jest z takimi przeciwieństwami, jak łatwy i trudny, prosty i złożony, przyciąganie i odpychanie. Również przyjemność odbieramy tylko w relacji do bólu. W danej chwili mogę się czuć bardzo dobrze i przyjemnie, lecz nie byłbym w stanie zdać sobie z tego sprawy, gdyby w tle nie czaiło się istnienie przykrości i bólu. Właśnie dlatego przyjemność i ból zdają się zawsze występować naprzemiennie, ponieważ tylko dzięki ich wzajemnemu kontrastowi można mieć świadomość istnienia jednego i drugiego. Choć zatem nienawidzę bólu, uwielbiam natomiast przyjemność, próba ich rozdzielenia jest daremna. Jak by powiedział Whitehead, przyjemność i ból to nierozdzielny wierzchołek i dół tej samej fali świadomości, a usiłując położyć nacisk na pozytywny wierzchołek kosztem negatywnego dołu, eliminujemy całą falę świadomości. Teraz chyba zaczynasz już rozumieć, dlaczego życie, kiedy patrzeć na nie jako na świat odrębnych przeciwieństw, nie daje żadnego poczucia spełnienia i dlaczego postęp był w istocie marszem do tyłu. Usiłując oddzielić przeciwieństwa i uchwycić się kurczowo tych biegunów, które uważamy za pozytywne, to jest przyjemności, a nie bólu, życia, a nie śmierci, dobra, a nie zła, w istocie gonimy za nie istniejącymi zjawami. Równie dobrze moglibyśmy pragnąć świata, w którym fale mają tylko wierzchołki, w którym są tylko kupujący bez sprzedających, strona lewa bez strony prawej i część wewnętrzna bez zewnętrznej.</p>
<p>A zatem, na co zwrócił uwagę Wittgenstein, ponieważ nasze cele nie są szczytne, lecz iluzoryczne, nasze problemy nie są trudne, lecz niedorzeczne. Większości z nas nadal trudno uwierzyć, że wszystkie przeciwieństwa &#8212; takie jak masa i energia, przedmiot i podmiot, życie i śmierć &#8212; są w takim stopniu do siebie zbliżone, że są całkowicie nierozłączne. Lecz dzieje się tak tylko dlatego, że uznajemy za rzeczywistą linię g r a n i c z n ą pomiędzy przeciwieństwami. Przypomnij sobie, że to granice stwarzają pozornie rzeczywistą odrębność przeciwieństw. Kiedy stwierdzamy, że ostateczna rzeczywistość to jedność przeciwieństw, wypowiadamy w istocie następującą prawdę: w rzeczywistości ostatecznej nie istnieją granice. Żadne. Jesteśmy tak opętani granicami, tak skażeni grzechem Adama, że zupełnie zapomnieliśmy, jaka jest rzeczywista natura linii granicznych. Linie graniczne bowiem, dowolnego rodzaju, nigdy nie występują w realnym świecie, a jedynie w wyobraźni kartografów. Oczywiście l i n i e jako takie można w naturze znaleźć, na przykład linia brzegowa, odgraniczająca kontynent i ocean.</p>
<p>W naturze występują wszelkiego rodzaju linie i powierzchnie &#8212; kontury liści i skóry zwierząt, zarysy budynków i lasów, kontury jezior, sfery światła i cienia, linie odgraniczające przedmioty od ich otoczenia. Oczywiście te powierzchnie i linie nie są złudzeniem, ale, wbrew powszechnemu przekonaniu, linie te, jak na przykład linia brzegowa pomiędzy lądem i wodą, nie tylko o d d z i e 1 a j ą, w tym przypadku ląd od wody. Jak często powtarzał Alan Watts, te tak zwane linie odgraniczające w równym stopniu stanowią m i e j s c a s t y k u , w naszym przykładzie lądu i wody. A zatem linie te w tym samym stopniu łączą i jednoczą, w jakim dzielą i odróżniają. Innymi słowy, linie te nie są granicami! Jak się zaraz przekonamy, istnieje ogromna różnica pomiędzy linią a granicą. Chodzi nam o to, że linie graniczne nie tylko oddzielają przeciwieństwa, ale i łączą je ze sobą. Taka jest właśnie istota i funkcja wszystkich rzeczywistych linii, i powierzchni występujących w przyrodzie.<br />
Choć explicite wyróżniają one przeciwieństwa, implicite je ze sobą jednoczą. Dla przykładu narysujmy linię przedstawiającą figurę wklęsłą</p>
<p>Z pewnością od razu zauważyłeś, że za pomocą tej samej linii stworzyłem jednocześnie figurę wypukłą.<br />
Właśnie to miał na myśli taoistyczny mędrzec Lao Tsy, kiedy powiedział, że wszystkie przeciwieństwa powstają równocześnie i we wzajemnej zależności, jak wypukłość i wklęsłość w naszym przykładzie, które zostały w tej samej chwili powołane do istnienia.<br />
Co więcej, nie możemy nawet powiedzieć, że wykreślona przez nas linia   o d d z i e l a   wklęsłość od wypukłości,<br />
ponieważ linia jest tylko jedna i w całości udziela się obu figurom.</p>
<p>Linia nie tylko nie oddziela figury wklęsłej od wypukłej &#8212; istnienie jednej bez drugiej jest absolutnie niemożliwe.</p>
<p>Rysując figurę wklęsłą, zawsze rysujemy jednocześnie figurę wypukłą, ponieważ wgłębienie figury wklęsłej jest wybrzuszeniem figury wypukłej. Nigdzie zatem nie znajdziesz wklęsłości bez wypukłości, ponieważ los skazał te figury na wieczne współistnienie.<br />
Rzecz w tym, że wszystkie linie, które znajdujemy w przyrodzie, a nawet sami stwarzamy, nie tylko rozróżniają przeciwieństwa, ale także scalają je w nierozerwalną jedność.<br />
Innymi słowy, linia nie jest granicą, ponieważ linia, czy to w umyśle, przyrodzie, czy geometrii, nie tylko oddziela i wyodrębnia, ale również łączy i jednoczy.<br />
Z kolei granice są czystym złudzeniem &#8212; udają, że oddzielają to, co faktycznie jest nierozdzielne.<br />
W tym sensie rzeczywisty świat zawiera linie, ale nie zawiera autentycznych granic.<br />
Rzeczywista linia staje się iluzoryczną granicą wtedy, gdy wyobrażamy sobie jej dwie strony jako osobne i nie powiązane ze sobą,<br />
to jest kiedy uznajemy zewnętrzną różność dwóch przeciwieństw, lecz zapominamy o ich wewnętrznej jedności.</p>
<p>Linia staje się granicą, kiedy nie uświadamiamy sobie, że wnętrze współistnieje z zewnętrzem. Linia staje się granicą, kiedy wyobrażamy sobie, że tylko dzieli, zarazem nie łącząc. Nie ma nic złego w wykreślaniu linii, pod warunkiem że nie bierzemy ich za granice.</p>
<p> Nie ma nic złego w odróżnianiu przyjemności od bólu, lecz odseparowanie ich od siebie jest niemożliwe.<br />
Złudzenia granic wytwarzamy metodą zbliżoną do pierwotnej metody Adama, ponieważ grzechy ojców spadły na synów i córki.<br />
Zaczynamy bądź od utrwalania w umyśle kształtów natury &#8212; linii brzegowych, linii lasów, sylwetek domów, powierzchni kamieni, powierzchni skóry&#8211;bądź też konstruowania własnych form (czyli idei i pojęć).</p>
<p>W procesie tym porządkujemy i klasyfikujemy różne aspekty świata. Uczymy się rozpoznawać różnice pomiędzy poszczególnymi klasami przedmiotów: pomiędzy tym, co jest, a co nie jest kamieniem; pomiędzy tym, co jest, a co nie jest przyjemnością; pomiędzy tym, co jest, a co nie jest wysokie; pomiędzy tym, co jest, a co nie jest dobre&#8230;<br />
Już w tym momencie naszym liniom grozi niebezpieczeństwo przeistoczenia się w granice, ponieważ rozpoznajemy jawne różnice, a zapominamy o ukrytej jedności.<br />
Błąd ten tym łatwiej popełnić, im dalej sięga proces nadawania nazw przedmiotom, pozostającym wewnątrz i na zewnątrz danej klasy.<br />
 Nazwy bowiem, czyli słowa, które przyporządkowujemy przedmiotom, znajdującym się wewnątrz danej klasy, takie jak ,,jasny&#8221;, ,,góra&#8221;, ,,przyjemność&#8221;, z całą pewnością są odrębne od słów, które przyporządkowujemy przedmiotom, znajdującym się na zewnątrz danej klasy, takich jak ,,ciemny&#8221;, ,,dół&#8221;, ,,ból&#8221;. Od tego momentu możemy operować nazwami i symbolami niezależnie od istniejących w sposób konieczny przeciwieństw.</p>
<p>Mogę na przykład utworzyć zdanie typu: ,,Pragnę przyjemności&#8221;, w którym nie ma żadnego odniesienia do koniecznego przeciwieństwa przyjemności, czyli bólu. W słowach, jak również w myślach, mogę oddzielić od siebie rozkosz i ból, chociaż w rzeczywistym świecie zawsze występują one łącznie. W tym momencie linia pomiędzy przyjemnością i bólem staje się granicą:</p>
<p>złudzenie ich odrębności wydaje się przekonujące. Nie dostrzegając, że przeciwieństwa to tylko dwie różne nazwy tego samego procesu, wyobrażam sobie, że są to dwa różne, zwaśnione ze sobą procesy.</p>
<p>L. L. Whyte skomentował ten fakt następująco: ,,Przeto niedojrzały umysł, niezdolny do wyjścia poza swe uprzedzenia (&#8230;)<br />
jest skazany na miotanie się w pętach swych dwoistości: podmiot/przedmiot, czas/przestrzeń, duch/materia, wolność/konieczność, wolna wola/prawo. Prawdę, która musi być jedna, toczą wewnętrzne sprzeczności.<br />
Człowiek nie wie już, gdzie się znajduje, ponieważ stworzył dwa ś wi aty z   j e d n e g o&#8221;.</p>
<p>Jak się wydaje, nasz problem polega na tym, że sporządzamy umowną, poznaczoną granicami mapę rzeczywistego terytorium natury, która nie zna granic, a następnie zaczynamy brać tę mapę za rzeczywistość.<br />
Jak zwrócił uwagę Korzybski i inni specjaliści od semantyki ogólnej, nasze słowa, symbole, znaki, myśli i idee to tylko mapy rzeczywistości,<br />
 a nie sama rzeczywistość, ponieważ ,,mapa to nie terytorium&#8221;. Słowo ,,woda&#8221; nie zaspokoi naszego pragnienia.</p>
<p>Mimo to traktujemy mapy i słowa tak, jakby stanowiły rzeczywisty świat.</p>
<p> Poszliśmy w ślady Adama i zupełnie się zagubiliśmy w wyimaginowanych mapach i granicach.<br />
Te zaś złudne granice, wraz z parami przeciwieństw, które stwarzają, dają nam pole do zażartych walk.<br />
Większość naszych problemów życiowych wywodzi się zatem ze złudzenia,<br />
że przeciwieństwa można i trzeba wyodrębnić i odseparować od siebie.</p>
<p> Ponieważ jednak wszystkie przeciwieństwa są w istocie różnymi aspektami tej samej rzeczywistości, która leży u ich podłoża, dążność ta przypomina próbę oddzielenia dwóch końców tej samej tasiemki elastycznej: można tylko coraz mocniej ciągnąć, dopóki nie pęknie.<br />
 Być może pozwoli nam to zrozumieć, dlaczego we wszystkich tradycjach mistycznych na całym świecie osoba, która pojmuje, że przeciwieństwa są złudzeniem, nosi miano wyzwolonej.<br />
Osoba ta wyzwoliła się bowiem od par przeciwieństw, jest wolna od w gruncie rzeczy nonsensownych problemów<br />
i konfliktów wynikłych z wojny przeciwieństw. Nie próbuje już obracać przeciwieństwami na wszystkie strony, aby osiągnąć spokój duszy,<br />
lecz wykracza poza przeciwieństwa. Nie dobro przeciwko złu, lecz poza dobrem i złem.</p>
<p>Nie życie przeciwko śmierci, lecz świadomość, która wykracza poza życie i śmierć.<br />
Nie chodzi o to, aby oddzielić przeciwieństwa i dokonać postępu w kierunku pozytywnego bieguna,<br />
lecz aby zjednoczyć i zestroić ze sobą oba bieguny, odkrywszy wspólne im podłoże, które zarazem zawiera je w sobie i wykracza poza nie. Podłożem tym, jak się wkrótce przekonamy, jest świadomość jedyna.</p>
<p>Tymczasem zwróćmy uwagę, za hinduskim tekstem Bhagawadgita,<br />
że wyzwolenie to nie przynosi wolności od negatywnego bieguna, lecz w ogóle od par przeciwieństw:</p>
<p>Zadowala się tym, co przynosi mu jego los; nie dotyczy go żadna z par przeciwieństw; wolny od zawiści, w powodzeniu jednaki w klęsce, nawet, jeśli spełnia czyn, nie więżą go [jego pęta]. (&#8230;) Tego, kto czyn porzucił na zawsze, poznać po tym, że nie pragnie i nie nienawidzi. Kto bowiem wzniósł się ponad pary przeciwieństw, (&#8230;) ten łatwo wyzwala się z więzów*</p>
<p>W pojęciach zachodnich to ,,wyzwolenie od par&#8221; jest równoznaczne z odkryciem królestwa Bożego na ziemi, chociaż telewizyjni ewangeliści zdają się o tym nie pamiętać. Wbrew naukom populistycznej religii, Raj nie jest bowiem stanem, w którym istnieją same pozytywy bez negatywów, lecz stanem, w którym nie ma przeciwieństw, stanem niedwoistości, przynajmniej zgodnie z gnostycką Ewangelią według św. Tomasza: Wejdziecie [do Królestwa], jeśli macie zwyczaj czynić dwa jednością i stronę wewnętrzną czynić tak jak stronę</p>
<p>*zewnętrzną, a stronę zewnętrzną tak jak wewnętrzną, stronę górną jak stronę dolną, i jeśli macie zwyczaj czynić to, co  męskie i żeńskie, jednością, aby to, co jest męskie, nie było męskie, a to, co jest żeńskie, nie było żeńskie, będziecie mieli zwyczaj czynić oczy jednym okiem,<br />
a jedną rękę dacie w miejsce ręki i nogę w miejsce nogi, i obraz w miejsce obrazu &#8212; wtedy wejdziecie do Królestwa*</p>
<p>Idea braku przeciwieństw i niedwoistości stanowi istotę hinduizmu advaita (,,advaita&#8221; oznacza ,,nie rozdwojony&#8221; lub ,,niedwoisty&#8221;)<br />
i buddyzmu mahajana. Idea ta znajduje piękny wyraz w jednym z najważniejszych tekstów buddyjskich, Lankavatara Sutra:</p>
<p>Fałszywa wyobraźnia uczy, że takie rzeczy jak światło i cień, długie i krótkie, czarne i białe są osobne i należy je od siebie odróżniać;<br />
lecz one nie istnieją niezależnie od siebie; są tylko różnymi aspektami tej samej rzeczy, posiadają charakter relacyjny, a nie rzeczywisty. Warunki istnienia nie wykluczają się wzajemnie; w swej istocie świat nie jest dwójnią, lecz jednią.<br />
Cytaty te moglibyśmy mnożyć w nieskończoność, lecz wszystkie sugerowałyby przeciwieństw. to samo:<br />
Ponieważ rzeczywistość zaś ostateczna to jedność niezliczone pary przeciwieństw stwarzamy sami, nakładając na rzeczywistość granice, wspólną dla tych tradycji tezę:</p>
<p>,,rzeczywistość jest wolna od par przeciwieństw&#8221; można też ująć następująco: ,,rzeczywistość nie jest podzielona granicami&#8221;.</p>
<p>Rzeczywistość niedwoista oznacza rzeczywistość nie podzieloną.<br />
Pomyślne zakończenie wojny przeciwieństw wymaga zatem poddania wszystkich granic, a nie ,,postępowego&#8221; operowania przeciwieństwami.<br />
Wojna przeciwieństw jest symptomem choroby, polegającym na traktowaniu granic jako rzeczywistych.<br />
Jeżeli pragniemy uzdrowienia, musimy dotrzeć do korzeni tej choroby: do naszych urojonych granic.<br />
Zadajemy sobie jednak pytanie, co się stanie z naszym dążeniem do postępu, kiedy ujrzymy, że wszystkie przeciwieństwa są jednym?<br />
No cóż, przy odrobinie szczęścia dążenie to zaniknie &#8212; a wraz z nim to szczególne niezadowolenie, które żywi się złudnym przekonaniem,<br />
że ,,inni mają lepiej&#8221;. Chcę jednak wyraźnie podkreślić, że nie będzie to wcale oznaczać kresu różnego rodzaju dokonań w dziedzinie medycyny, rolnictwa czy technologii. Zniknie tylko złudzenie, że od tych dokonań zależy nasze szczęście.</p>
<p> Kiedy bowiem wyzbędziemy się złudzenia granic, tu i teraz ujrzymy wszechświat takim, jakim go widział Adam przed upadkiem:<br />
ujrzymy wszechświat jako jedność, polifonię przeciwieństw, zestrój pozytywów i negatywów i będziemy się rozkoszować naszym wibrującym istnieniem.<br />
Kiedy zdać sobie sprawę, że przeciwieństwa są jednym, waśń przechodzi w zgodę, walka w taniec, dawni zaś wrogowie zostają kochankami. Możemy się wtedy zaprzyjaźnić z całym wszechświatem, a nie tylko z jedną jego połową.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2013/08/04/wakacyjnie-peter-russell-od-nauki-do-boga/#comment-9951</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 14 Aug 2013 13:45:43 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=35348#comment-9951</guid>

					<description><![CDATA[Metametagranica przekształca pomiary we wnioski, liczby w zasady. Każdy krok, każda nowa granica przynosi ze sobą bardziej uogólnioną wiedzę, a co za tym idzie, większą władzę. Wiedza, władza i podporządkowanie natury człowiekowi zostały jednak okupione pewną ceną, ponieważ granica jest zawsze bronią obosieczną i owoce, jakie można za jej pomocą wydrzeć naturze, mają gorzko-słodki smak. Człowiek podporządkował sobie naturę, jednak zapłacił za to całkowitym z natury wykorzenieniem.

Minęło zaledwie kilkanaście pokoleń, a człowiek po raz pierwszy w historii mógł sobie przypisać wątpliwy zaszczyt,
że potrafi zniszczyć całą planetę, siebie samego nie wyłączając.
Niebo zaczęło się dławić od ziemskich wyziewów, ptaki wymierały; woda w niektórych jeziorach stała się tak oleista, że można ją było podpalić; oceany zamieniły się w gęstą chemiczną zupę, po której powierzchni pływały martwe ryby; deszcze, które zraszały ziemię,
potrafiły niekiedy skorodować stalową blachę.



Mimo to na przestrzeni tych kilkunastu pokoleń zaczęła kiełkować nowa rewolucja naukowa. Nikt się nie domyślał, i nie mógł się domyślać, że ta rewolucja, której punkt szczytowy nastąpił około 1925 roku, doprowadzi do przekroczenia granic, metagranic i metametagranic fizyki klasycznej.

Cały świat klasycznych granic runął w gruzy pod ciosami takich fizyków, jak Einstein, Schrödinger, Eddington, de Broglie, Bohr i Heisenberg. Kiedy czyta się relacje, dotyczące dwudziestowiecznej rewolucji naukowej, sporządzone przez samych jej uczestników, trudno powstrzymać się od zdziwienia, że tak potężna intelektualna zawierucha odbyła się w przeciągu jednego pokolenia,
w latach 1905 1925, począwszy od teorii względności Einsteina, a skończywszy na zasadzie nieoznaczoności Heisenberga.

W 1925 roku Whitehead oznajmił:
,,Postęp nauki osiągnął punkt zwrotny. Trwałe podstawy fizyki załamały się (...) Dawne założenia myśli naukowej tracą zrozumiałość.
Czas, przestrzeń, materia, materialność, eter, elektryczność, mechanizm, organizm, układ, struktura, schemat,
funkcja  wszystkie te pojęcia wymagają ponownej interpretacji.

Jaki jest sens mechanicznego wytłumaczenia świata, skoro nie wiadomo, co się rozumie przez mechaniczność?&quot;
Louis de Broglie napisał zaś:

,,W dniu, w którym ukradkiem wprowadzono pojęcie kwantu, ogromny i okazały gmach fizyki klasycznej zadrżał w posadach.
W całej historii intelektualnej świata niewiele było wstrząsów na porównywalną skalę&quot;.

Aby zrozumieć, dlaczego ,,rewolucja kwantowa&quot; stanowiła aż taki kataklizm, należy pamiętać, że przez prawie sto czterdzieści lat, poprzedzających przełom XIX i XX wieku, świat nauki odnosił oszałamiające sukcesy.

Fizycy klasyczni patrzyli na wszechświat jako na wspaniały, lecz pozbawiony wewnętrznych powiązań zbiór odrębnych przedmiotów i zdarzeń, doskonale od siebie oddzielonych precyzyjnymi granicami w przestrzeni i czasie.
Co więcej, te odrębne byty -- planety, kamienie, meteory, jabłka, ludzie -- uważano za podlegające ścisłym pomiarom i obliczeniom, następstwem zaś procesu pomiaru były prawa i zasady naukowe.
Procedura ta przynosiła tak wielkie osiągnięcia, że naukowcy zapragnęli,aby cała natura okazała się podległa tym prawom.

Na świat patrzono jak na gigantyczny newtonowski stół bilardowy, na którym wszystkie odrębne byty zachowywały się jak kule bilardowe, pędzące na ślepo i niekiedy zderzające się ze sobą.
Gdy naukowcy zaczęli badać świat atomów, przyjęli za pewnik, że protony, neutrony i elektrony będą się stosować do starych praw mechaniki Newtona, a przynajmniej praw do nich zbliżonych. Cząstki te okazały się jednak zupełnie nieposłuszne.
Wstrząs, jakiego doznali naukowcy, można porównać do zdjęcia rękawiczki i odkrycia, że zamiast dłoni mieliśmy krabie kleszcze.
Co gorsza, te ,,ostateczne zaistnienia&quot;, na przykład elektrony, nie tylko, że nie spełniały starych praw fizycznych: nie dało się ich nawet umiejscowić! Jak to ujął Heisenberg: ,,Nie możemy już rozpatrywać «samych w sobie» tych cegiełek materii, które pierwotnie uchodziły za ostateczną rzeczywistość obiektywną, ponieważ nie podlegają one żadnym formom obiektywnego umiejscowienia w przestrzeni i czasie&quot;.

Atomowe kule bilardowe nie tylko nie stosowały się do przyjętych praw: okazało się, że kule bilardowe nie istnieją, a w każdym razie nie jako odrębne byty. Innymi słowy, atom nie zachowywał się jak samodzielna rzecz. Dla dawnej fizyki metaforą atomu był miniaturowy układ słoneczny, w którym jądro (protony i neutrony) stanowiło centralnie położone Słońce, a elektrony krążyły po orbitach jak planety.
Teraz jednak atom zaczął przypominać strzępiastą chmurę, która rozmywa się w swym otoczeniu.

Jak to ujął Henry Stapp: ,,Cząstka elementarna nie jest niezależnie istniejącym bytem, nierozkładalnym na bardziej podstawowe elementy.
W swej istocie jest to zespół relacji z innymi, zewnętrznymi wobec cząstki bytami&quot;.
Atomów -- podstawowej materii, z której miała być zbudowana wszelka rzeczywistość -- nie dało się umiejscowić, ponieważ mówiąc krótko, nie posiadały granic.
Co więcej, ponieważ te ,,ostateczne zaistnienia&quot; wszechświata nie były podzielone granicami, nie dało się ich odpowiednio zmierzyć.
Dla fizyków stanowiło to potężny cios, ponieważ ich specjalnością było naukowe mierzenie, liczenie -- metagranice.
Fakt, że tych podstawowych bytów nigdy, w żadnych okolicznościach nie da się całkowicie zmierzyć, Heinsenberg określił mianem zasady nieoznaczoności, która przypieczętowała klęskę fizyki klasycznej.

Stare granice legły w gruzach. Ponieważ cząstki elementarne nie posiadały granic, wykluczone zostało istnienie metagranic, a zatem możliwość pomiaru, oraz metametagranic, co z kolei nie pozwala na formułowanie praw.
Do dziś nie odkryto żadnego prawa, nie sporządzono żadnej metamapy, określającej zachowanie pojedynczego elektronu
ponieważ elektron nie posiada pierwotnych granic, w związku z czym nie można nadbudować na nim metagranic,
a tym bardziej metametagranic.

Fizyka jądrowa musi się zadowolić rachunkiem prawdopodobieństwa i statystyką.
Oznacza to, że do wykonania pomiarów fizycy muszą zebrać taką liczba cząstek, która może uchodzić za określony byt z postulowaną metagranice, granicą.



Na tej podstawie mogą konstruować na rachunku następnie wysnuwać oparte prawdopodobieństwa hipotezy mówiące,
jak zachowuje się taki system jako całość. Ważne jest jednak, że teraz fizycy już   w i e d z ą
iż granice są tylko postulowane i hipotetyczne, podstawowe zaś elementy badanych przez nich bytów nie są podzielone granicami.
Mając świadomość tego wszystkiego, łatwiej zrozumieć, dlaczego dawna fizyka pobłądziła.
Sukces metagranic i metametagranic wprawił ją w taki zachwyt, że zupełnie zapomniała o umowności pierwotnych granic.
Metagranice i metametagranice były tak użyteczne, niosły ze sobą tak ogromną władzę polityczną i technologiczną
że przedstawicielom fizyki klasycznej w ogóle nie przyszło do głowy, iż pierwotne granice mogłyby być fałszywe.

Ujmując rzecz inaczej, fizycy klasyczni ustalili prawa rządzące odrębnymi bytami, aby odkryć, że te odrębne byty nie istnieją.
Fizycy kwantowi byli zmuszeni uznać umowność pierwotnych granic z tej prostej przyczyny, że nie potrafili znaleźć żadnych rzeczywistych granic. Okazało się, że granice nie są wytworem rzeczywistości, którego każdy może dotknąć i który każdy może zmierzyć, lecz wytworem naszych metod opisywania i ,,redagowania&quot; rzeczywistości.

Jak powiedział fizyk Arthur Eddington: ,,Stwierdziliśmy, że tam, gdzie nauka zaszła najdalej
umysł jedynie odebrał naturze to, co uprzednio w niej umieścił. Na brzegach nieznanego znaleźliśmy odcisk obcej stopy.
Wymyślaliśmy kolejne wyrafinowane teorie, aby wyjaśnić jego pochodzenie.
Nareszcie udało nam się zrekonstruować stwór, który ów ślad pozostawił.
Przecież to ślad naszej własnej stopy!&quot; Nie oznacza to jednak, że świat rzeczywisty jest wytworem naszej wyobraźni
(jak mówi subiektywny idealizm).



Wytworem naszej wyobraźni są granice. Dlatego Wittgenstein powiedział:

,,U podstaw całego nowożytnego światopoglądu leży złudzenie, że tak zwane prawa przyrody dostarczają wyjaśnienia naturalnych zjawisk&quot;. Prawa bowiem te nie opisują rzeczywistości, a jedynie granice, nakładane przez nas na rzeczywistość. Jak to ujął Wittgenstein, ,,Prawa, takie jak prawo przyczyny i skutku, dotyczą struktury [granic], a nie tego, co owa struktura opisuje&quot;.


 Krótko mówiąc, fizyka kwantowa odkryła, że nie można już postrzegać rzeczywistości jako systemu odrębnych przedmiotów i granic.
Okazało się, że nasze ograniczone ,,przedmioty&quot; to w istocie wzajemnie się przenikające aspekty jednej rzeczywistości.
Z jakiejś dziwnej przyczyny każdy przedmiot i zdarzenie we wszechświecie wydaje się powiązane z każdym innym przedmiotem i zdarzeniem. Świat -- terytorium rzeczywistości -- przestał wyglądać jak zbiór kuł bilardowych, a zaczął przypominać jedno, ogromne, uniwersalne pole, które Whitehead nazwał ,,bezszwową szatą wszechświata&quot;.

Wydaje się, że fizycy kwantowi zdołali dotrzeć do rzeczywistego świata, do terytorium nie podzielonego, do krainy, jaką widział Adam przed swą zgubną zabawą w kartografię. Dotarli do świata takiego, jaki jest, a nie świata sklasyfikowanego, ujętego w karby granic, map i metamap.

Teilhard de Chardin tak pisze o bezszwowej szacie:

Rozpatrywane w swej konkretnej rzeczywistości tworzywo wszechświata nie daje się dzielić, lecz niby gigantyczny atom tworzy jedną, niepodzielną realność (...) Im głębiej wnikamy w materię, za pomocą coraz potężniejszych metod, tym bardziej nas zdumiewa wzajemna zależność poszczególnych jej elementów (...) Niemożliwością jest wykroić z tej struktury jakąś cząstkę, która nie byłaby postrzępiona i poszarpana na brzegach.

Co ciekawe, wysuwana przez współczesną fizykę koncepcja świata jako gigantycznego atomu przypomina buddyjską doktrynę dharmadhatu, czyli uniwersalnego pola rzeczywistości. Naczelna zasada dharmadhatu nosi nazwę shih shih wu ai. Shih oznacza ,,rzecz, zdarzenie, byt, zjawisko, przedmiot, proces&quot;; wu znaczy ,,nie, bez&quot;; ai znaczy ,,przeszkoda, granica, rozdzielenie&quot;. Shih shih wu ai tłumaczy się zatem następująco: ,,Pomiędzy żadną rzeczą i zdarzeniem we wszechświecie nie ma granicy&quot;. Ponieważ pomiędzy rzeczami nie przebiegają rzeczywiste granice, każdy byt w świecie przenika każdy inny byt. Jak wyjaśnia Garma Chang:

W nieskończonym dharmadhatu każda rzecz równocześnie zawiera wszystkie inne rzeczy w doskonałej pełni, bez reszty i bez wyjątku, o każdym czasie. Ujrzeć przeto jeden przedmiot to ujrzeć wszystkie przedmioty, i na odwrót. Innymi słowy, maleńka pojedyncza cząstka w mikrokosmosie atomu zawiera w sobie w doskonałej pełni i bez wyjątku nieskończoną liczbę przedmiotów i zasad, należących do nieskończonych wszechświatów przyszłości i najodleglejszej przeszłości.

W buddyzmie mahajana wszechświat jest zatem przyrównywany do ogromnej struktury klejnotów: każdy klejnot zawiera odbicia wszystkich innych klejnotów. Jak to ujmują buddyści: ,,Wszystko w jednym i jedno we wszystkim&quot;. Brzmi to bardzo mistycznie i niejasno, dopóki nie usłyszysz, w jaki sposób współczesny fizyk przedstawia obecny pogląd na cząstki elementarne: ,,Przekładając to na zwyczajny język, należy powiedzieć, że każda cząstka składa się ze wszystkich innych cząstek, z których każda na takiej samej zasadzie i w tym samym czasie jest wszystkimi innymi cząstkami razem wziętymi&quot;. Tego rodzaju podobieństwa powodują, że wielu naukowców zgadza się z fizykiem Fritjofem Caprą: ,,Dwie podstawowe teorie współczesnej fizyki przejawiają zatem wszystkie główne cechy  światopoglądu Wschodu.

 Teoria kwantowa zarzuciła pojęcie zasadniczo odrębnych przedmiotów, pojęcie obserwatora zastąpiła pojęciem uczestnika i ujrzała wszechświat jako wzajemnie powiązaną strukturę relacji, której części są określone tylko poprzez swój stosunek do całości&quot;.
Sedno wielkiego podobieństwa pomiędzy współczesną fizyką a filozofią Wschodu polega na tym, że w obu przypadkach rzeczywistość postrzegana jest nie jako zbiór odizolowanych od siebie przedmiotów, lecz jako niedwoista sieć struktur, gigantyczny atom, bezszwowa, nie podzielona szata. Wschód doszedł do tego znacznie wcześniej niż zachodnia nauka, ponieważ nigdy nie traktował granic poważnie.
Ludziom Wschodu granice nigdy do tego stopnia nie uderzyły do głowy, żeby umysł i rzeczywistość zmuszone były pójść każde swoją drogą. Dla Wschodu istniała tylko jedna droga -- tao, dharma -- jedność u podłoża stworzonych przez człowieka granic i map rzeczywistości. Dostrzegając, że rzeczywistość jest niedwoista, nie podzielona, Wschód rozumiał zarazem, że granice są złudzeniem.

Ludzie Wschodu nigdy zatem nie ulegli sofizmatowi błędnego identyfikowania map z terytorium, granic z rzeczywistością, symboli z tym, co symbolizowane, nazw z tym, co nazywane. Wystarczy otworzyć pierwszą lepszą buddyjską sutrę  a większość została napisana setki lat temu aby przeczytać coś takiego:

,,Przez pozór rozumie się to, co się przejawia zmysłom i rozróżniającemu umysłowi, a postrzegane jest jako kształt, dźwięk, zapach, smak i dotyk. Z pozorów tych tworzą się idee, takie jak glina, woda, dzban itd.; mówimy zatem: [ten przedmiot] jest taką, a nie inną rzeczą, a oto jego nazwa. Kiedy zestawi się ze sobą pozory i porówna nazwy -- na przykład gdy powiemy: to jest słoń, to jest koń, wóz, przechodzień, mężczyzna, kobieta, bądź też: to jest umysł ze wszystkim, co doń należy -- mówimy, że rzeczy tak nazwane uległy rozróżnieniu. Ludzie mądrzy wiedzą jednak, że rozróżnienia te [tj. granice] pozbawione są własnej substancji, toteż przestają uważać pozory i nazwy za rzeczywistość. Kiedy odsunie się od siebie pozory, nazwy i wszelkie rozróżnianie, pozostaje prawdziwa, istotowa natura rzeczy, ponieważ zaś o naturze istotowości nie da się nic orzec, nosi ona nazwę Takości  Rzeczywistości.
Ta uniwersalna, nie zróżnicowana, nieprzenikniona Takość to jedyna Rzeczywistość&quot; (Lankavatara Sutra).


Jeżeli spojrzeć na to z innej perspektywy, mamy tu do czynienia z głęboką buddyjską doktryną Pustki, zgodnie z którą świat jest pusty, ponieważ nie zawiera myśli ani przedmiotów.
Świat nie zawiera przedmiotów, ponieważ, jak odkryli nasi fizycy, przedmioty to tylko abstrakcyjne granice, nadbudowane na doświadczeniu. Nie zawiera też myśli, ponieważ myślenie, czyli nasza symboliczna kartografia, to właśnie proces, który nadbudowuje na rzeczywistości granice. Ujrzeć rzecz to ją pomyśleć; myśleć to przedstawiać sobie przedmioty. Myślenie to przydawanie granic rzeczywistości, która oddaje nam w zamian przedmioty.

 Kiedy więc buddysta mówi, że rzeczywistość to pustka, chodzi mu o to, że rzeczywistość jest nie podzielona granicami. Nie chce powiedzieć, że wszelkie byty rozmywają się, zostawiając po sobie doskonałą próżnię nicości, niezróżnicowaną monistyczną papkę.

D. T. Suzuki pisze: ,,Pustka nie neguje świata wielości; piętrzą się góry, wiśnie okrywają się kwieciem, księżyc jasno opromienia jesienną noc; lecz góry, wiśnie i księżyc to coś więcej niż poszczególności: przejawiają się nam głębszym znaczeniem, można je rozumieć tylko w relacji do tego, czym nie są&quot;. Chodzi o to, że kiedy ujrzymy świat jako nie podzielony, wszystkie przedmioty i zdarzenia -- podobnie jak wszystkie przeciwieństwa -- postrzegamy jako współzależne i przenikające się.

Tak jak przyjemność pozostaje w relacji z bólem, dobro ze złem, a życie ze śmiercią, wszystkie przedmioty pozostają ,,w relacji do tego, czym nie są&quot;. Większości z nas trudno to pojąć, ponieważ nadal ciąży na nas grzech pierworodny Adama, toteż trzymamy się granic równie kurczowo jak samego życia. Jednakże spostrzeżenie, że rzeczywistość nie posiada granic, jest w swej istocie bardzo proste. Właśnie ta prostota utrudnia zrozumienie. Jako przykład weźmy twoje własne pole widzenia. Gdy przebiegasz wzrokiem terytorium natury, czy kiedykolwiek widzisz pojedynczy, samotny, osobny przedmiot? Czy kiedykolwiek widziałeś tylko drzewo, tylko falę, tylko ptaka?

Wilber Ken - Niepodzielone]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Metametagranica przekształca pomiary we wnioski, liczby w zasady. Każdy krok, każda nowa granica przynosi ze sobą bardziej uogólnioną wiedzę, a co za tym idzie, większą władzę. Wiedza, władza i podporządkowanie natury człowiekowi zostały jednak okupione pewną ceną, ponieważ granica jest zawsze bronią obosieczną i owoce, jakie można za jej pomocą wydrzeć naturze, mają gorzko-słodki smak. Człowiek podporządkował sobie naturę, jednak zapłacił za to całkowitym z natury wykorzenieniem.</p>
<p>Minęło zaledwie kilkanaście pokoleń, a człowiek po raz pierwszy w historii mógł sobie przypisać wątpliwy zaszczyt,<br />
że potrafi zniszczyć całą planetę, siebie samego nie wyłączając.<br />
Niebo zaczęło się dławić od ziemskich wyziewów, ptaki wymierały; woda w niektórych jeziorach stała się tak oleista, że można ją było podpalić; oceany zamieniły się w gęstą chemiczną zupę, po której powierzchni pływały martwe ryby; deszcze, które zraszały ziemię,<br />
potrafiły niekiedy skorodować stalową blachę.</p>
<p>Mimo to na przestrzeni tych kilkunastu pokoleń zaczęła kiełkować nowa rewolucja naukowa. Nikt się nie domyślał, i nie mógł się domyślać, że ta rewolucja, której punkt szczytowy nastąpił około 1925 roku, doprowadzi do przekroczenia granic, metagranic i metametagranic fizyki klasycznej.</p>
<p>Cały świat klasycznych granic runął w gruzy pod ciosami takich fizyków, jak Einstein, Schrödinger, Eddington, de Broglie, Bohr i Heisenberg. Kiedy czyta się relacje, dotyczące dwudziestowiecznej rewolucji naukowej, sporządzone przez samych jej uczestników, trudno powstrzymać się od zdziwienia, że tak potężna intelektualna zawierucha odbyła się w przeciągu jednego pokolenia,<br />
w latach 1905 1925, począwszy od teorii względności Einsteina, a skończywszy na zasadzie nieoznaczoności Heisenberga.</p>
<p>W 1925 roku Whitehead oznajmił:<br />
,,Postęp nauki osiągnął punkt zwrotny. Trwałe podstawy fizyki załamały się (&#8230;) Dawne założenia myśli naukowej tracą zrozumiałość.<br />
Czas, przestrzeń, materia, materialność, eter, elektryczność, mechanizm, organizm, układ, struktura, schemat,<br />
funkcja  wszystkie te pojęcia wymagają ponownej interpretacji.</p>
<p>Jaki jest sens mechanicznego wytłumaczenia świata, skoro nie wiadomo, co się rozumie przez mechaniczność?&#8221;<br />
Louis de Broglie napisał zaś:</p>
<p>,,W dniu, w którym ukradkiem wprowadzono pojęcie kwantu, ogromny i okazały gmach fizyki klasycznej zadrżał w posadach.<br />
W całej historii intelektualnej świata niewiele było wstrząsów na porównywalną skalę&#8221;.</p>
<p>Aby zrozumieć, dlaczego ,,rewolucja kwantowa&#8221; stanowiła aż taki kataklizm, należy pamiętać, że przez prawie sto czterdzieści lat, poprzedzających przełom XIX i XX wieku, świat nauki odnosił oszałamiające sukcesy.</p>
<p>Fizycy klasyczni patrzyli na wszechświat jako na wspaniały, lecz pozbawiony wewnętrznych powiązań zbiór odrębnych przedmiotów i zdarzeń, doskonale od siebie oddzielonych precyzyjnymi granicami w przestrzeni i czasie.<br />
Co więcej, te odrębne byty &#8212; planety, kamienie, meteory, jabłka, ludzie &#8212; uważano za podlegające ścisłym pomiarom i obliczeniom, następstwem zaś procesu pomiaru były prawa i zasady naukowe.<br />
Procedura ta przynosiła tak wielkie osiągnięcia, że naukowcy zapragnęli,aby cała natura okazała się podległa tym prawom.</p>
<p>Na świat patrzono jak na gigantyczny newtonowski stół bilardowy, na którym wszystkie odrębne byty zachowywały się jak kule bilardowe, pędzące na ślepo i niekiedy zderzające się ze sobą.<br />
Gdy naukowcy zaczęli badać świat atomów, przyjęli za pewnik, że protony, neutrony i elektrony będą się stosować do starych praw mechaniki Newtona, a przynajmniej praw do nich zbliżonych. Cząstki te okazały się jednak zupełnie nieposłuszne.<br />
Wstrząs, jakiego doznali naukowcy, można porównać do zdjęcia rękawiczki i odkrycia, że zamiast dłoni mieliśmy krabie kleszcze.<br />
Co gorsza, te ,,ostateczne zaistnienia&#8221;, na przykład elektrony, nie tylko, że nie spełniały starych praw fizycznych: nie dało się ich nawet umiejscowić! Jak to ujął Heisenberg: ,,Nie możemy już rozpatrywać «samych w sobie» tych cegiełek materii, które pierwotnie uchodziły za ostateczną rzeczywistość obiektywną, ponieważ nie podlegają one żadnym formom obiektywnego umiejscowienia w przestrzeni i czasie&#8221;.</p>
<p>Atomowe kule bilardowe nie tylko nie stosowały się do przyjętych praw: okazało się, że kule bilardowe nie istnieją, a w każdym razie nie jako odrębne byty. Innymi słowy, atom nie zachowywał się jak samodzielna rzecz. Dla dawnej fizyki metaforą atomu był miniaturowy układ słoneczny, w którym jądro (protony i neutrony) stanowiło centralnie położone Słońce, a elektrony krążyły po orbitach jak planety.<br />
Teraz jednak atom zaczął przypominać strzępiastą chmurę, która rozmywa się w swym otoczeniu.</p>
<p>Jak to ujął Henry Stapp: ,,Cząstka elementarna nie jest niezależnie istniejącym bytem, nierozkładalnym na bardziej podstawowe elementy.<br />
W swej istocie jest to zespół relacji z innymi, zewnętrznymi wobec cząstki bytami&#8221;.<br />
Atomów &#8212; podstawowej materii, z której miała być zbudowana wszelka rzeczywistość &#8212; nie dało się umiejscowić, ponieważ mówiąc krótko, nie posiadały granic.<br />
Co więcej, ponieważ te ,,ostateczne zaistnienia&#8221; wszechświata nie były podzielone granicami, nie dało się ich odpowiednio zmierzyć.<br />
Dla fizyków stanowiło to potężny cios, ponieważ ich specjalnością było naukowe mierzenie, liczenie &#8212; metagranice.<br />
Fakt, że tych podstawowych bytów nigdy, w żadnych okolicznościach nie da się całkowicie zmierzyć, Heinsenberg określił mianem zasady nieoznaczoności, która przypieczętowała klęskę fizyki klasycznej.</p>
<p>Stare granice legły w gruzach. Ponieważ cząstki elementarne nie posiadały granic, wykluczone zostało istnienie metagranic, a zatem możliwość pomiaru, oraz metametagranic, co z kolei nie pozwala na formułowanie praw.<br />
Do dziś nie odkryto żadnego prawa, nie sporządzono żadnej metamapy, określającej zachowanie pojedynczego elektronu<br />
ponieważ elektron nie posiada pierwotnych granic, w związku z czym nie można nadbudować na nim metagranic,<br />
a tym bardziej metametagranic.</p>
<p>Fizyka jądrowa musi się zadowolić rachunkiem prawdopodobieństwa i statystyką.<br />
Oznacza to, że do wykonania pomiarów fizycy muszą zebrać taką liczba cząstek, która może uchodzić za określony byt z postulowaną metagranice, granicą.</p>
<p>Na tej podstawie mogą konstruować na rachunku następnie wysnuwać oparte prawdopodobieństwa hipotezy mówiące,<br />
jak zachowuje się taki system jako całość. Ważne jest jednak, że teraz fizycy już   w i e d z ą<br />
iż granice są tylko postulowane i hipotetyczne, podstawowe zaś elementy badanych przez nich bytów nie są podzielone granicami.<br />
Mając świadomość tego wszystkiego, łatwiej zrozumieć, dlaczego dawna fizyka pobłądziła.<br />
Sukces metagranic i metametagranic wprawił ją w taki zachwyt, że zupełnie zapomniała o umowności pierwotnych granic.<br />
Metagranice i metametagranice były tak użyteczne, niosły ze sobą tak ogromną władzę polityczną i technologiczną<br />
że przedstawicielom fizyki klasycznej w ogóle nie przyszło do głowy, iż pierwotne granice mogłyby być fałszywe.</p>
<p>Ujmując rzecz inaczej, fizycy klasyczni ustalili prawa rządzące odrębnymi bytami, aby odkryć, że te odrębne byty nie istnieją.<br />
Fizycy kwantowi byli zmuszeni uznać umowność pierwotnych granic z tej prostej przyczyny, że nie potrafili znaleźć żadnych rzeczywistych granic. Okazało się, że granice nie są wytworem rzeczywistości, którego każdy może dotknąć i który każdy może zmierzyć, lecz wytworem naszych metod opisywania i ,,redagowania&#8221; rzeczywistości.</p>
<p>Jak powiedział fizyk Arthur Eddington: ,,Stwierdziliśmy, że tam, gdzie nauka zaszła najdalej<br />
umysł jedynie odebrał naturze to, co uprzednio w niej umieścił. Na brzegach nieznanego znaleźliśmy odcisk obcej stopy.<br />
Wymyślaliśmy kolejne wyrafinowane teorie, aby wyjaśnić jego pochodzenie.<br />
Nareszcie udało nam się zrekonstruować stwór, który ów ślad pozostawił.<br />
Przecież to ślad naszej własnej stopy!&#8221; Nie oznacza to jednak, że świat rzeczywisty jest wytworem naszej wyobraźni<br />
(jak mówi subiektywny idealizm).</p>
<p>Wytworem naszej wyobraźni są granice. Dlatego Wittgenstein powiedział:</p>
<p>,,U podstaw całego nowożytnego światopoglądu leży złudzenie, że tak zwane prawa przyrody dostarczają wyjaśnienia naturalnych zjawisk&#8221;. Prawa bowiem te nie opisują rzeczywistości, a jedynie granice, nakładane przez nas na rzeczywistość. Jak to ujął Wittgenstein, ,,Prawa, takie jak prawo przyczyny i skutku, dotyczą struktury [granic], a nie tego, co owa struktura opisuje&#8221;.</p>
<p> Krótko mówiąc, fizyka kwantowa odkryła, że nie można już postrzegać rzeczywistości jako systemu odrębnych przedmiotów i granic.<br />
Okazało się, że nasze ograniczone ,,przedmioty&#8221; to w istocie wzajemnie się przenikające aspekty jednej rzeczywistości.<br />
Z jakiejś dziwnej przyczyny każdy przedmiot i zdarzenie we wszechświecie wydaje się powiązane z każdym innym przedmiotem i zdarzeniem. Świat &#8212; terytorium rzeczywistości &#8212; przestał wyglądać jak zbiór kuł bilardowych, a zaczął przypominać jedno, ogromne, uniwersalne pole, które Whitehead nazwał ,,bezszwową szatą wszechświata&#8221;.</p>
<p>Wydaje się, że fizycy kwantowi zdołali dotrzeć do rzeczywistego świata, do terytorium nie podzielonego, do krainy, jaką widział Adam przed swą zgubną zabawą w kartografię. Dotarli do świata takiego, jaki jest, a nie świata sklasyfikowanego, ujętego w karby granic, map i metamap.</p>
<p>Teilhard de Chardin tak pisze o bezszwowej szacie:</p>
<p>Rozpatrywane w swej konkretnej rzeczywistości tworzywo wszechświata nie daje się dzielić, lecz niby gigantyczny atom tworzy jedną, niepodzielną realność (&#8230;) Im głębiej wnikamy w materię, za pomocą coraz potężniejszych metod, tym bardziej nas zdumiewa wzajemna zależność poszczególnych jej elementów (&#8230;) Niemożliwością jest wykroić z tej struktury jakąś cząstkę, która nie byłaby postrzępiona i poszarpana na brzegach.</p>
<p>Co ciekawe, wysuwana przez współczesną fizykę koncepcja świata jako gigantycznego atomu przypomina buddyjską doktrynę dharmadhatu, czyli uniwersalnego pola rzeczywistości. Naczelna zasada dharmadhatu nosi nazwę shih shih wu ai. Shih oznacza ,,rzecz, zdarzenie, byt, zjawisko, przedmiot, proces&#8221;; wu znaczy ,,nie, bez&#8221;; ai znaczy ,,przeszkoda, granica, rozdzielenie&#8221;. Shih shih wu ai tłumaczy się zatem następująco: ,,Pomiędzy żadną rzeczą i zdarzeniem we wszechświecie nie ma granicy&#8221;. Ponieważ pomiędzy rzeczami nie przebiegają rzeczywiste granice, każdy byt w świecie przenika każdy inny byt. Jak wyjaśnia Garma Chang:</p>
<p>W nieskończonym dharmadhatu każda rzecz równocześnie zawiera wszystkie inne rzeczy w doskonałej pełni, bez reszty i bez wyjątku, o każdym czasie. Ujrzeć przeto jeden przedmiot to ujrzeć wszystkie przedmioty, i na odwrót. Innymi słowy, maleńka pojedyncza cząstka w mikrokosmosie atomu zawiera w sobie w doskonałej pełni i bez wyjątku nieskończoną liczbę przedmiotów i zasad, należących do nieskończonych wszechświatów przyszłości i najodleglejszej przeszłości.</p>
<p>W buddyzmie mahajana wszechświat jest zatem przyrównywany do ogromnej struktury klejnotów: każdy klejnot zawiera odbicia wszystkich innych klejnotów. Jak to ujmują buddyści: ,,Wszystko w jednym i jedno we wszystkim&#8221;. Brzmi to bardzo mistycznie i niejasno, dopóki nie usłyszysz, w jaki sposób współczesny fizyk przedstawia obecny pogląd na cząstki elementarne: ,,Przekładając to na zwyczajny język, należy powiedzieć, że każda cząstka składa się ze wszystkich innych cząstek, z których każda na takiej samej zasadzie i w tym samym czasie jest wszystkimi innymi cząstkami razem wziętymi&#8221;. Tego rodzaju podobieństwa powodują, że wielu naukowców zgadza się z fizykiem Fritjofem Caprą: ,,Dwie podstawowe teorie współczesnej fizyki przejawiają zatem wszystkie główne cechy  światopoglądu Wschodu.</p>
<p> Teoria kwantowa zarzuciła pojęcie zasadniczo odrębnych przedmiotów, pojęcie obserwatora zastąpiła pojęciem uczestnika i ujrzała wszechświat jako wzajemnie powiązaną strukturę relacji, której części są określone tylko poprzez swój stosunek do całości&#8221;.<br />
Sedno wielkiego podobieństwa pomiędzy współczesną fizyką a filozofią Wschodu polega na tym, że w obu przypadkach rzeczywistość postrzegana jest nie jako zbiór odizolowanych od siebie przedmiotów, lecz jako niedwoista sieć struktur, gigantyczny atom, bezszwowa, nie podzielona szata. Wschód doszedł do tego znacznie wcześniej niż zachodnia nauka, ponieważ nigdy nie traktował granic poważnie.<br />
Ludziom Wschodu granice nigdy do tego stopnia nie uderzyły do głowy, żeby umysł i rzeczywistość zmuszone były pójść każde swoją drogą. Dla Wschodu istniała tylko jedna droga &#8212; tao, dharma &#8212; jedność u podłoża stworzonych przez człowieka granic i map rzeczywistości. Dostrzegając, że rzeczywistość jest niedwoista, nie podzielona, Wschód rozumiał zarazem, że granice są złudzeniem.</p>
<p>Ludzie Wschodu nigdy zatem nie ulegli sofizmatowi błędnego identyfikowania map z terytorium, granic z rzeczywistością, symboli z tym, co symbolizowane, nazw z tym, co nazywane. Wystarczy otworzyć pierwszą lepszą buddyjską sutrę  a większość została napisana setki lat temu aby przeczytać coś takiego:</p>
<p>,,Przez pozór rozumie się to, co się przejawia zmysłom i rozróżniającemu umysłowi, a postrzegane jest jako kształt, dźwięk, zapach, smak i dotyk. Z pozorów tych tworzą się idee, takie jak glina, woda, dzban itd.; mówimy zatem: [ten przedmiot] jest taką, a nie inną rzeczą, a oto jego nazwa. Kiedy zestawi się ze sobą pozory i porówna nazwy &#8212; na przykład gdy powiemy: to jest słoń, to jest koń, wóz, przechodzień, mężczyzna, kobieta, bądź też: to jest umysł ze wszystkim, co doń należy &#8212; mówimy, że rzeczy tak nazwane uległy rozróżnieniu. Ludzie mądrzy wiedzą jednak, że rozróżnienia te [tj. granice] pozbawione są własnej substancji, toteż przestają uważać pozory i nazwy za rzeczywistość. Kiedy odsunie się od siebie pozory, nazwy i wszelkie rozróżnianie, pozostaje prawdziwa, istotowa natura rzeczy, ponieważ zaś o naturze istotowości nie da się nic orzec, nosi ona nazwę Takości  Rzeczywistości.<br />
Ta uniwersalna, nie zróżnicowana, nieprzenikniona Takość to jedyna Rzeczywistość&#8221; (Lankavatara Sutra).</p>
<p>Jeżeli spojrzeć na to z innej perspektywy, mamy tu do czynienia z głęboką buddyjską doktryną Pustki, zgodnie z którą świat jest pusty, ponieważ nie zawiera myśli ani przedmiotów.<br />
Świat nie zawiera przedmiotów, ponieważ, jak odkryli nasi fizycy, przedmioty to tylko abstrakcyjne granice, nadbudowane na doświadczeniu. Nie zawiera też myśli, ponieważ myślenie, czyli nasza symboliczna kartografia, to właśnie proces, który nadbudowuje na rzeczywistości granice. Ujrzeć rzecz to ją pomyśleć; myśleć to przedstawiać sobie przedmioty. Myślenie to przydawanie granic rzeczywistości, która oddaje nam w zamian przedmioty.</p>
<p> Kiedy więc buddysta mówi, że rzeczywistość to pustka, chodzi mu o to, że rzeczywistość jest nie podzielona granicami. Nie chce powiedzieć, że wszelkie byty rozmywają się, zostawiając po sobie doskonałą próżnię nicości, niezróżnicowaną monistyczną papkę.</p>
<p>D. T. Suzuki pisze: ,,Pustka nie neguje świata wielości; piętrzą się góry, wiśnie okrywają się kwieciem, księżyc jasno opromienia jesienną noc; lecz góry, wiśnie i księżyc to coś więcej niż poszczególności: przejawiają się nam głębszym znaczeniem, można je rozumieć tylko w relacji do tego, czym nie są&#8221;. Chodzi o to, że kiedy ujrzymy świat jako nie podzielony, wszystkie przedmioty i zdarzenia &#8212; podobnie jak wszystkie przeciwieństwa &#8212; postrzegamy jako współzależne i przenikające się.</p>
<p>Tak jak przyjemność pozostaje w relacji z bólem, dobro ze złem, a życie ze śmiercią, wszystkie przedmioty pozostają ,,w relacji do tego, czym nie są&#8221;. Większości z nas trudno to pojąć, ponieważ nadal ciąży na nas grzech pierworodny Adama, toteż trzymamy się granic równie kurczowo jak samego życia. Jednakże spostrzeżenie, że rzeczywistość nie posiada granic, jest w swej istocie bardzo proste. Właśnie ta prostota utrudnia zrozumienie. Jako przykład weźmy twoje własne pole widzenia. Gdy przebiegasz wzrokiem terytorium natury, czy kiedykolwiek widzisz pojedynczy, samotny, osobny przedmiot? Czy kiedykolwiek widziałeś tylko drzewo, tylko falę, tylko ptaka?</p>
<p>Wilber Ken &#8211; Niepodzielone</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2013/08/04/wakacyjnie-peter-russell-od-nauki-do-boga/#comment-9950</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 13 Aug 2013 09:08:41 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=35348#comment-9950</guid>

					<description><![CDATA[http://www.youtube.com/watch?v=vDhmMf2KGb4]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=vDhmMf2KGb4" rel="nofollow ugc">http://www.youtube.com/watch?v=vDhmMf2KGb4</a></p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2013/08/04/wakacyjnie-peter-russell-od-nauki-do-boga/#comment-9949</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 07 Aug 2013 11:06:41 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=35348#comment-9949</guid>

					<description><![CDATA[http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&#038;v=nsjDnYxJ0bo


Zespół naukowców z University of California zastosował kombinację obrazowania mózgu i komputerowej symulacji, żeby stworzyć wizualną rekonstrukcję aktywności mózgu, podczas oglądania przez uczestników eksperymentu trailerów filmowych. Wykorzystano do tego technologię funkcjonalnego magnetycznego rezonansu jądrowego (fMRI), mierzącego przepływ krwi przez korę wzrokową. Natomiast trójwymiarowy model mózgu, zbudowany z wokseli (odpowiedników pikseli w przestrzeni trójwymiarowej), pozwolił komputerowi na przeanalizowanie, które części mózgu są odpowiedzialne za widziane obrazy. Wprawdzie na tym etapie technologia jest w stanie zrekonstruować jedynie obrazy, które były już widziane, ale efekt jest i tak niezły, o czym możecie przekonać się na własne oczy, oglądając wideo.

Można już śmiało myśleć o praktycznych zastosowaniach tego rozwiązania, takich jak dotarcie do obrazów przechowywanych w umysłach osób znajdujących się w śpiączce albo ofiar udaru, które straciły możliwość komunikacji ze światem. Widać więc, że mamy do czynienia z potencjalnym nowym kanałem komunikacji. Nie wspominając o tak oczywistych rzeczach, jak kontrolowanie komputera za pomocą fal mózgowych. Wyobrażacie sobie kolejną generację Photoshopa, w której będziemy po prostu wklejać scenki znajdujące się w naszych głowach?


pej.cz/Zobaczyc-nasze-mysli-na-ekranie-To-juz-mozliwe-WIDEO-a7213?utm_source=o2_SG&#038;utm_medium=Tech&#038;utm_campaign=o2]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&#038;v=nsjDnYxJ0bo" rel="nofollow ugc">http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&#038;v=nsjDnYxJ0bo</a></p>
<p>Zespół naukowców z University of California zastosował kombinację obrazowania mózgu i komputerowej symulacji, żeby stworzyć wizualną rekonstrukcję aktywności mózgu, podczas oglądania przez uczestników eksperymentu trailerów filmowych. Wykorzystano do tego technologię funkcjonalnego magnetycznego rezonansu jądrowego (fMRI), mierzącego przepływ krwi przez korę wzrokową. Natomiast trójwymiarowy model mózgu, zbudowany z wokseli (odpowiedników pikseli w przestrzeni trójwymiarowej), pozwolił komputerowi na przeanalizowanie, które części mózgu są odpowiedzialne za widziane obrazy. Wprawdzie na tym etapie technologia jest w stanie zrekonstruować jedynie obrazy, które były już widziane, ale efekt jest i tak niezły, o czym możecie przekonać się na własne oczy, oglądając wideo.</p>
<p>Można już śmiało myśleć o praktycznych zastosowaniach tego rozwiązania, takich jak dotarcie do obrazów przechowywanych w umysłach osób znajdujących się w śpiączce albo ofiar udaru, które straciły możliwość komunikacji ze światem. Widać więc, że mamy do czynienia z potencjalnym nowym kanałem komunikacji. Nie wspominając o tak oczywistych rzeczach, jak kontrolowanie komputera za pomocą fal mózgowych. Wyobrażacie sobie kolejną generację Photoshopa, w której będziemy po prostu wklejać scenki znajdujące się w naszych głowach?</p>
<p>pej.cz/Zobaczyc-nasze-mysli-na-ekranie-To-juz-mozliwe-WIDEO-a7213?utm_source=o2_SG&amp;utm_medium=Tech&amp;utm_campaign=o2</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2013/08/04/wakacyjnie-peter-russell-od-nauki-do-boga/#comment-9948</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 07 Aug 2013 10:29:25 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=35348#comment-9948</guid>

					<description><![CDATA[Współczesny mistrz dzogczen Sogjal Rinpocze w swojej &quot;Tybetańskiej księdze życia i umierania&quot; opisuje[9]:
&quot;Pojawienie się Jasności Podstawy (Przejrzyste Światło pod koniec procesu umierania) jest jak przejrzystość nieba przed świtem... teraz, stopniowo, zaczyna się wyłaniać w całym przepychu &quot;słońce&quot; dharmaty, oświetlając kontury pejzażu... &quot;Spontanicznie urzeczywistnia się&quot;, wybuchając energią i światłem, naturalna promienność rigpy. W rzeczywistości zachodzi tu proces odsłonięcia, podczas którego stopniowo ujawnia się Umysł.

Wiele dają tu do myślenia odkrycia współczesnej fizyki, według której materia jawi się jako ocean energii i światła... wszelka materia to kondensacja światła... stwierdza David Bohm.


Bardo dharmaty ma cztery fazy; każda z nich ma szansę na osiągnięcie wyzwolenia. Muszę podkreślić, że słowa dają jedynie konceptualny obraz. Zjawiska bardo dharmaty pozostaną jedynie wyobrażeniami, dopóki adept (dzogczen) nie osiągnie rezultatów praktyki tögal (tj. realizując tzw. Cztery Wizje; wylie: snang ba bzhi):
Świetlistość - pejzaż światła... gdy przestrzeń rozpuszcza się w światłość... we wszechprzenikającym pejzażu światła - olśniewająca czystym i promieniującym... w ciągłym ruchu.

Zjednoczenie - &quot;bóstwa&quot;... jeżeli nie rozpoznaliście (pierwszej fazy) &quot;spontanicznego urzeczywistnienia&quot; rigpy, promienie swiatła i kolory zaczną łączyć się i zlewać w punkty lub kule światła różnej wielkości (tyb. tikle). Wewnątrz nich pojawiają się &quot;mandale łagodnych i gniewnych bóstw&quot; jako olbrzymie, kuliste skupiska światła, które zdają się zajmować całą przestrzeń... Wizje te odbierana są wszystkimi zmysłami, są tak intensywne, że jeśli nie rozpoznacie w nich tego czym są (ich &quot;spontanicznego urzeczywistnienia&quot; poza dualizmem, w jedności doświadczeń i doświadczającego, wylie. Lhun-Grub) &quot;śmiertelnie&quot; was przerażą. Owładnięci strachem i paniką, stracicie przytomność.

Mądrość... rozpuszczenie się jedności w mądrość. Z twego serca płynie kolejny snop światła. Jest to manifestacja różnych aspektów mądrości, które ukazują się w grze rozpostarych kobierców światła i oślepiająco jasnych, kulistych tikle. Jeżeli nie osiągniecie tu wyzwolenia, spoczywając bez rozproszenia w naturze umysłu, kobierce światła i tikle, a wraz z nimi wasza rigpa, roztopią się w promieniującej kuli światła, która przypomina baldachim z pawich piór.

Spontaniczna obecność... rozpuszczenie się mądrości w spontaniczna obecność. Teraz w oszałamiającym spektaklu, manifestuje się cała rzeczywistość. Pojawiają się łagodne i gniewne &quot;bóstwa&quot;, potem czyste krainy buddów i poniżej sześć światów samsarycznego istnienia. Bezmiar owej wizji przekracza wszelkie zwyczajne wyobrażenia.
Przedstawiają się wszystkie możliwości: od mądrości i wyzwolenia po pomieszanie i odrodzenie (w samsarze). W jednej chwili przypomnicie sobie wszystkie nauki, jakie kiedykolwiek otrzymaliście, w waszych umysłach obudzą się nawet nauki, o których nigdy nie słyszeliście, a potem cała wizja roztopi się w swej pierwotnej esencji (w czasie &quot;samowyzwolenia się&quot; w &quot;pierwotnej czystości&quot; wylie. Ka-dak), jak namiot padający po przecięciu podtrzymujących go linek (wg nauk dzogczen istnieje osiem sposobów manifestowania się spontanicznego urzeczywistnienia (wylie. Lhun-Grub) w nirwanie, lub w samsarze[4]).


Tybetańska Księga Umarłych dzieli (owe) doświadczenia bardo dharmaty na dni... poza ograniczeniami czasu i przestrzeni. Bez stabilności w praktyce (tögal; wylie: thod-rgal) dni te mogą być nieprawdopodobnie krótkie. Łagodne i gniewne &quot;bóstwa&quot; znikną tak szybko, że nawet nie zauważymy, iż się pojawiły (gdyż nawykowo następuje owe nierozpoznanie, przekształcenie zjawisk i przechodzi się natychmiast do drugiego stanu bardo &quot;odradzania się&quot; (wylie. Sidpai bardo) w celu narodzenia się po nim w świecie, np. aby świadomość &quot;umiejscowiła się&quot; w łonie przyszłej matki i nastąpiły kolejne narodziny reinkarnacja jako człowiek lub zwierzę, więcej czytaj artykuł bardo (stan)).]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Współczesny mistrz dzogczen Sogjal Rinpocze w swojej &#8222;Tybetańskiej księdze życia i umierania&#8221; opisuje[9]:<br />
&#8222;Pojawienie się Jasności Podstawy (Przejrzyste Światło pod koniec procesu umierania) jest jak przejrzystość nieba przed świtem&#8230; teraz, stopniowo, zaczyna się wyłaniać w całym przepychu &#8222;słońce&#8221; dharmaty, oświetlając kontury pejzażu&#8230; &#8222;Spontanicznie urzeczywistnia się&#8221;, wybuchając energią i światłem, naturalna promienność rigpy. W rzeczywistości zachodzi tu proces odsłonięcia, podczas którego stopniowo ujawnia się Umysł.</p>
<p>Wiele dają tu do myślenia odkrycia współczesnej fizyki, według której materia jawi się jako ocean energii i światła&#8230; wszelka materia to kondensacja światła&#8230; stwierdza David Bohm.</p>
<p>Bardo dharmaty ma cztery fazy; każda z nich ma szansę na osiągnięcie wyzwolenia. Muszę podkreślić, że słowa dają jedynie konceptualny obraz. Zjawiska bardo dharmaty pozostaną jedynie wyobrażeniami, dopóki adept (dzogczen) nie osiągnie rezultatów praktyki tögal (tj. realizując tzw. Cztery Wizje; wylie: snang ba bzhi):<br />
Świetlistość &#8211; pejzaż światła&#8230; gdy przestrzeń rozpuszcza się w światłość&#8230; we wszechprzenikającym pejzażu światła &#8211; olśniewająca czystym i promieniującym&#8230; w ciągłym ruchu.</p>
<p>Zjednoczenie &#8211; &#8222;bóstwa&#8221;&#8230; jeżeli nie rozpoznaliście (pierwszej fazy) &#8222;spontanicznego urzeczywistnienia&#8221; rigpy, promienie swiatła i kolory zaczną łączyć się i zlewać w punkty lub kule światła różnej wielkości (tyb. tikle). Wewnątrz nich pojawiają się &#8222;mandale łagodnych i gniewnych bóstw&#8221; jako olbrzymie, kuliste skupiska światła, które zdają się zajmować całą przestrzeń&#8230; Wizje te odbierana są wszystkimi zmysłami, są tak intensywne, że jeśli nie rozpoznacie w nich tego czym są (ich &#8222;spontanicznego urzeczywistnienia&#8221; poza dualizmem, w jedności doświadczeń i doświadczającego, wylie. Lhun-Grub) &#8222;śmiertelnie&#8221; was przerażą. Owładnięci strachem i paniką, stracicie przytomność.</p>
<p>Mądrość&#8230; rozpuszczenie się jedności w mądrość. Z twego serca płynie kolejny snop światła. Jest to manifestacja różnych aspektów mądrości, które ukazują się w grze rozpostarych kobierców światła i oślepiająco jasnych, kulistych tikle. Jeżeli nie osiągniecie tu wyzwolenia, spoczywając bez rozproszenia w naturze umysłu, kobierce światła i tikle, a wraz z nimi wasza rigpa, roztopią się w promieniującej kuli światła, która przypomina baldachim z pawich piór.</p>
<p>Spontaniczna obecność&#8230; rozpuszczenie się mądrości w spontaniczna obecność. Teraz w oszałamiającym spektaklu, manifestuje się cała rzeczywistość. Pojawiają się łagodne i gniewne &#8222;bóstwa&#8221;, potem czyste krainy buddów i poniżej sześć światów samsarycznego istnienia. Bezmiar owej wizji przekracza wszelkie zwyczajne wyobrażenia.<br />
Przedstawiają się wszystkie możliwości: od mądrości i wyzwolenia po pomieszanie i odrodzenie (w samsarze). W jednej chwili przypomnicie sobie wszystkie nauki, jakie kiedykolwiek otrzymaliście, w waszych umysłach obudzą się nawet nauki, o których nigdy nie słyszeliście, a potem cała wizja roztopi się w swej pierwotnej esencji (w czasie &#8222;samowyzwolenia się&#8221; w &#8222;pierwotnej czystości&#8221; wylie. Ka-dak), jak namiot padający po przecięciu podtrzymujących go linek (wg nauk dzogczen istnieje osiem sposobów manifestowania się spontanicznego urzeczywistnienia (wylie. Lhun-Grub) w nirwanie, lub w samsarze[4]).</p>
<p>Tybetańska Księga Umarłych dzieli (owe) doświadczenia bardo dharmaty na dni&#8230; poza ograniczeniami czasu i przestrzeni. Bez stabilności w praktyce (tögal; wylie: thod-rgal) dni te mogą być nieprawdopodobnie krótkie. Łagodne i gniewne &#8222;bóstwa&#8221; znikną tak szybko, że nawet nie zauważymy, iż się pojawiły (gdyż nawykowo następuje owe nierozpoznanie, przekształcenie zjawisk i przechodzi się natychmiast do drugiego stanu bardo &#8222;odradzania się&#8221; (wylie. Sidpai bardo) w celu narodzenia się po nim w świecie, np. aby świadomość &#8222;umiejscowiła się&#8221; w łonie przyszłej matki i nastąpiły kolejne narodziny reinkarnacja jako człowiek lub zwierzę, więcej czytaj artykuł bardo (stan)).</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2013/08/04/wakacyjnie-peter-russell-od-nauki-do-boga/#comment-9947</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 07 Aug 2013 09:29:10 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=35348#comment-9947</guid>

					<description><![CDATA[zjawisko mirażu
doświadczanie utraty mocy nad ciałem
poczucie jakby miażdżenia i zapadania ciała w podłogę (element ziemi)
nie można zamknąć oczu i widzenie jest niejasne, pociemnione (zdolność wzroku)
wizja jakby fatamorgany wody na pustyni, gdy ciepło unosi się wokół nas





zjawisko kłębów dymu
doświadczanie utraty uczuć (bólu, przyjemności lub bycia obojętnym) niczym jak się zasypia
płyny ciała takie jak ślina, pot, łzy... wysychają (element wody)
poczucie pomieszania myśli i rozdrażnienia, nie słyszy się dźwięków z zewnątrz bądź wewnątrz uszu (zdolność słuchu)
wizja jakby kłębów dymu wokół nas z komina



zjawisko migocących ogników iskier
doświadczanie utraty rozróżniania i poznawania ludzi, imion, miejsca czy rzeczy
poczucie jakby utraty siły by jeść, pić oraz ciepła ciała (element ognia)
oddychanie słabnie, przy czym wdech się skraca, a wydech wydłuża i jest lodowaty, nie można doświadczać zapachów (zdolność węchu)
wizja jakby wielu migocących iskier ognia na tle ciemności wokół nas niczym by ktoś przed chwilą rzucił drewno w żar ogniska




zjawisko płomienia lampki
doświadczanie utraty mentalnych mocy i woli, by się skupić, rozpoznawać cel lub konsekwencje, oszołomienie, halucynacje i zdezorientowanie, aż do braku kontaktu z otoczeniem
ustanie oddychania, pogrubia się język i ciemnieje, oczy wywracają się ku górze, subtelne niewidoczne wiatry ciała opuszczają miejsca swych funkcji i rozpuszczają się w niezniszczalnej esencji w okolicy serca (element wiatru)
nie można odczuwać smaków i dotyku (zdolność smaku i wrażeń dotykowych)
wizja jakby gasnącego płomienia lampki lub pochodni z czerwoną poświatą



zjawisko bieli od księżyca oraz pozostałe zjawiska (czerwoności, czerni-nicości, przejrzystego światła), gdzie ustaje doświadczanie konceptualne (element świadomości)

zjawisko bieli od księżyca jakby na czystym błękitnym jesiennym niebie, gdzie doznaje się klarowności podczas zaniku 33 stanów konceptualnych związanych szczególnie z wytwarzaniem gniewu (subtelne elementy białych esencji opadają do subtelnego centralnego kanału usytuowanego wzdłuż ciała)
zjawisko czerwoności od słońca jakby płonącego na czystym niebie, gdzie doznaje się błogości podczas zaniku 40 stanów konceptualnych związanej szczególnie z wytwarzaniem pożądania (subtelne elementy czerwonych esencji unoszą się do subtelnego centralnego kanału w ciele)




zjawisko czerni-nicości jakby zatracenia się w absolutnej ciemności, jak gdyby niebo i ziemia się spotkały, brak obecności, gdzie doznaje się braku procesu myślowego, stanu wolnego od konceptualności, po zaniku 7 stanów konceptualnych szczególnie związanych z wytwarzaniem niewiedzy (subtelne esencje biała od góry i czerwona od dołu spotykają się w kanale centralnym na poziomie serca zamykając w sobie najsubtelniejszy wiatr/umysł)




zjawisko przejrzystego jesiennego nieba, jakby przejrzyste światło zalało wszędzie czyste błękitne jesienne niebo, niezmierzoną przestrzeń, gdy zaczyna wschodzić słońce, gdzie znowu jest obecność, ale poza wszelkimi stanami konceptualnymi (biała i czerwona subtelna esencja przechodzi i opuszcza kanał centralny poza ciało odpowiednio w dolnym intymnym miejscem i nozdrzami, uwolniony przez to najsubtelniejszy wiatr/umysł opuszcza zwłoki i zaczyna doświadczać stanu pośredniego bardo)




Z chwilą doświadczenia zjawiska bieli od księżyca, dalszy proces przebiegu śmierci nie jest znany zachodniej nauce (niewidoczny system subtelnych kanałów, wiatrów i esencji wg praktyki buddyjskich tantr...), a doświadczanie jest poza zwykłym doczesnym doznawaniem, jest się natomiast całkowicie obecnym w subtelnych wewnętrznych poziomach umysłu (4 doznaniach &quot;pustości&quot;), aż do ostatecznie obecnego zwieńczającego wszystko umysłu Przejrzyste Światło

(terminu &quot;Przejrzyste światło&quot; używa się w celu wyjaśniania, że pomimo nie odnalezienia żadnej inherentnej natury, jest jednak spontanicznie obecna świetlista zjawiskowość)


nieograniczonego niczym przestrzeń i naturalnie wolnego od dualizmu &quot;ja - inne&quot; i konceptualności. Nierozpoznawanie wówczas 4 doznań pustości, a w szczególności stanu Przejrzystego Światła jako natury umysłu i rzeczywistości siunjata (odpowiadającego dharmakai), prowadzi do stanu pośredniego bardo i kolejnego odrodzenia, które nastąpi po nim
http://pl.wikipedia.org/wiki/Proces_umierania_w_teorii_wad%C5%BCrajany

 Czy ktoś z Was zwrócił już uwagę na troistość świata i analogię?

Dharmakaja / Prawia
Sambhogakaja  / Nawia
Nirmanakaja / Jawia]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>zjawisko mirażu<br />
doświadczanie utraty mocy nad ciałem<br />
poczucie jakby miażdżenia i zapadania ciała w podłogę (element ziemi)<br />
nie można zamknąć oczu i widzenie jest niejasne, pociemnione (zdolność wzroku)<br />
wizja jakby fatamorgany wody na pustyni, gdy ciepło unosi się wokół nas</p>
<p>zjawisko kłębów dymu<br />
doświadczanie utraty uczuć (bólu, przyjemności lub bycia obojętnym) niczym jak się zasypia<br />
płyny ciała takie jak ślina, pot, łzy&#8230; wysychają (element wody)<br />
poczucie pomieszania myśli i rozdrażnienia, nie słyszy się dźwięków z zewnątrz bądź wewnątrz uszu (zdolność słuchu)<br />
wizja jakby kłębów dymu wokół nas z komina</p>
<p>zjawisko migocących ogników iskier<br />
doświadczanie utraty rozróżniania i poznawania ludzi, imion, miejsca czy rzeczy<br />
poczucie jakby utraty siły by jeść, pić oraz ciepła ciała (element ognia)<br />
oddychanie słabnie, przy czym wdech się skraca, a wydech wydłuża i jest lodowaty, nie można doświadczać zapachów (zdolność węchu)<br />
wizja jakby wielu migocących iskier ognia na tle ciemności wokół nas niczym by ktoś przed chwilą rzucił drewno w żar ogniska</p>
<p>zjawisko płomienia lampki<br />
doświadczanie utraty mentalnych mocy i woli, by się skupić, rozpoznawać cel lub konsekwencje, oszołomienie, halucynacje i zdezorientowanie, aż do braku kontaktu z otoczeniem<br />
ustanie oddychania, pogrubia się język i ciemnieje, oczy wywracają się ku górze, subtelne niewidoczne wiatry ciała opuszczają miejsca swych funkcji i rozpuszczają się w niezniszczalnej esencji w okolicy serca (element wiatru)<br />
nie można odczuwać smaków i dotyku (zdolność smaku i wrażeń dotykowych)<br />
wizja jakby gasnącego płomienia lampki lub pochodni z czerwoną poświatą</p>
<p>zjawisko bieli od księżyca oraz pozostałe zjawiska (czerwoności, czerni-nicości, przejrzystego światła), gdzie ustaje doświadczanie konceptualne (element świadomości)</p>
<p>zjawisko bieli od księżyca jakby na czystym błękitnym jesiennym niebie, gdzie doznaje się klarowności podczas zaniku 33 stanów konceptualnych związanych szczególnie z wytwarzaniem gniewu (subtelne elementy białych esencji opadają do subtelnego centralnego kanału usytuowanego wzdłuż ciała)<br />
zjawisko czerwoności od słońca jakby płonącego na czystym niebie, gdzie doznaje się błogości podczas zaniku 40 stanów konceptualnych związanej szczególnie z wytwarzaniem pożądania (subtelne elementy czerwonych esencji unoszą się do subtelnego centralnego kanału w ciele)</p>
<p>zjawisko czerni-nicości jakby zatracenia się w absolutnej ciemności, jak gdyby niebo i ziemia się spotkały, brak obecności, gdzie doznaje się braku procesu myślowego, stanu wolnego od konceptualności, po zaniku 7 stanów konceptualnych szczególnie związanych z wytwarzaniem niewiedzy (subtelne esencje biała od góry i czerwona od dołu spotykają się w kanale centralnym na poziomie serca zamykając w sobie najsubtelniejszy wiatr/umysł)</p>
<p>zjawisko przejrzystego jesiennego nieba, jakby przejrzyste światło zalało wszędzie czyste błękitne jesienne niebo, niezmierzoną przestrzeń, gdy zaczyna wschodzić słońce, gdzie znowu jest obecność, ale poza wszelkimi stanami konceptualnymi (biała i czerwona subtelna esencja przechodzi i opuszcza kanał centralny poza ciało odpowiednio w dolnym intymnym miejscem i nozdrzami, uwolniony przez to najsubtelniejszy wiatr/umysł opuszcza zwłoki i zaczyna doświadczać stanu pośredniego bardo)</p>
<p>Z chwilą doświadczenia zjawiska bieli od księżyca, dalszy proces przebiegu śmierci nie jest znany zachodniej nauce (niewidoczny system subtelnych kanałów, wiatrów i esencji wg praktyki buddyjskich tantr&#8230;), a doświadczanie jest poza zwykłym doczesnym doznawaniem, jest się natomiast całkowicie obecnym w subtelnych wewnętrznych poziomach umysłu (4 doznaniach &#8222;pustości&#8221;), aż do ostatecznie obecnego zwieńczającego wszystko umysłu Przejrzyste Światło</p>
<p>(terminu &#8222;Przejrzyste światło&#8221; używa się w celu wyjaśniania, że pomimo nie odnalezienia żadnej inherentnej natury, jest jednak spontanicznie obecna świetlista zjawiskowość)</p>
<p>nieograniczonego niczym przestrzeń i naturalnie wolnego od dualizmu &#8222;ja &#8211; inne&#8221; i konceptualności. Nierozpoznawanie wówczas 4 doznań pustości, a w szczególności stanu Przejrzystego Światła jako natury umysłu i rzeczywistości siunjata (odpowiadającego dharmakai), prowadzi do stanu pośredniego bardo i kolejnego odrodzenia, które nastąpi po nim<br />
<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Proces_umierania_w_teorii_wad%C5%BCrajany" rel="nofollow ugc">http://pl.wikipedia.org/wiki/Proces_umierania_w_teorii_wad%C5%BCrajany</a></p>
<p> Czy ktoś z Was zwrócił już uwagę na troistość świata i analogię?</p>
<p>Dharmakaja / Prawia<br />
Sambhogakaja  / Nawia<br />
Nirmanakaja / Jawia</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2013/08/04/wakacyjnie-peter-russell-od-nauki-do-boga/#comment-9946</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 05 Aug 2013 11:27:09 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=35348#comment-9946</guid>

					<description><![CDATA[http://www.diamentowadroga.pl/dd38/ponadosobiste_wlasciwosci_umyslu

http://www.diamentowadroga.pl/dd38/umysl_jako_nieograniczona_przestrzen

http://www.diamentowadroga.pl/dd37/umysl_jako_ostateczne_schronienie]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.diamentowadroga.pl/dd38/ponadosobiste_wlasciwosci_umyslu" rel="nofollow ugc">http://www.diamentowadroga.pl/dd38/ponadosobiste_wlasciwosci_umyslu</a></p>
<p><a href="http://www.diamentowadroga.pl/dd38/umysl_jako_nieograniczona_przestrzen" rel="nofollow ugc">http://www.diamentowadroga.pl/dd38/umysl_jako_nieograniczona_przestrzen</a></p>
<p><a href="http://www.diamentowadroga.pl/dd37/umysl_jako_ostateczne_schronienie" rel="nofollow ugc">http://www.diamentowadroga.pl/dd37/umysl_jako_ostateczne_schronienie</a></p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2013/08/04/wakacyjnie-peter-russell-od-nauki-do-boga/#comment-9945</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 05 Aug 2013 10:58:19 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=35348#comment-9945</guid>

					<description><![CDATA[Kim są strażnicy? Na Zachodzie, w związku z naszą tednencją do postrzegania zjawisk na sposób dualistyczny, widzimy ich jako coś zewnętrznego. Czy strażnicy to rodzaj istot?

Karmapa: Strażnicy stanowią naturę naszej mądrości. Nie chodzi więc o to, iż my jesteśmy tutaj, a strażnicy „gdzieś tam”, gdzie „robią coś dla nas”. Przebudzenie się natury naszej mądrości staje się ochroną samo przez się. Chodzi tu o aktywność, która pozwala wszystkiemu się wydarzać. Istnieją dwa rodzaje strażników: światowi, żyjący jak czujące istoty i strażnicy Dharmy, będący absolutną mądrością. Oświeceni strażnicy są aspektami mądrości Buddy - przykładem może tu być Mahakala. Ich esencja zaś to nieograniczone współczucie - tak samo jak w przypadku Czenreziga. Wielkie współczucie może się wyrazić albo w łagodniej, albo w gniewnej formie. O Mahakali można powiedzieć więc, że jest gniewną manifestacją współczucia. Słowo „gniewny” odnosi się tu tylko do tego, jak on wygląda. Jego aktywność zaś określamy ściśle jako „ochraniającą w pełen mocy sposób”. Oznacza to, że strażnicy działają bez przeszkadzających emocji. W zachodniej kulturze gniewnym jest się jedynie w związku z ego. Tymczasem strażnicy wyrażają się w gniewny sposób nie posiadając „ja”. Na relatywnym poziomie zwykle ukazują się w gniewnej formie, mogą jednak również manifestować się w łagodnej.
Jak działa aktywność strażnika?

Karmapa: Ogólnie aktywnością światowego strażnika jest ochrona rejonu, kraju czy miejsca przed problemami czy szkodliwymi wpływami. Najważniejszą zaś aktywnością strażników Dharmy pozostaje ochranianie nauk. Główne ich działanie nie dotyczy ochrony przed zewnętrznymi zagrożeniami. Strażnicy Dharmy ochraniają nas przede wszystkim przed „wewnętrznymi wrogami” - przeszkadzającymi emocjami, jak przywiązanie, pomieszanie, zazdrość, gniew i duma. To właśnie oni pomagają nam poskromić i kontrolować te słabości. W ten sposób otaczają praktykujących Dharmę ochroną. Poprzez Strażników Dharmy, tak samo jak poprzez inne aspekty Buddy, wyraża się oświecenie w jego trzech właściwościach: mądrości, mocy i współczuciu. Wszyscy posiadamy naturę Buddy, ale żeby ją rozpoznać, potrzebujemy odpowiednich okoliczności. Do zadań strażników należy właśnie tworzenie ich dla nas - chronią nas przed sytuacjami niekorzystnymi dla naszego rozwoju i pomagają znaleźć najlepsze warunki dla rozpoznania naszej wrodzonej natury Buddy. Innymi słowy, energie te usuwają przeszkody z naszej drogi do oświecenia.


Wielu ludzi myśli, że strażnicy mogą uchronić ich od wypadków. Czy to prawda?
Karmapa: Właściwe zadanie strażnika Dharmy to ochrona wewnętrzna. Pomaga on kontrolować przeszkadzające emocje i pozwala rozwinąć się naszej mądrości. Jego funkcją jest jednak również odsunięcie przeszkód pojawiających się w życiu codziennym, będących skutkiem negatywnej karmy. W tym sensie rzeczywiście chodzi też o ochronę przed wypadkami. Jedną z możliwości w rozwoju pozostaje przedwczesna śmierć, a aktywność Mahakali pozwala jej zapobiec. Poprzez gromadzenie pozytywnej karmy zwiększamy swoją zasługę, a w rezultacie przedłużamy życie. Na tej samej zasadzie medytacja ma pozytywny wpływ na naszą energię życiową. Ochrona strażników poprawia też warunki sprzyjające wykonywaniu pozytywnych działań, dzieki którym znowu gromadzimy dobrą karmę.
Jak wyjaśnić esencję Mahakali ludziom na Zachodzie? Wychowani w chrześcijańskiej kulturze często sądzą, że czcimy szatana - „Wielkiego Czarnego”.
Karmapa: Powinniśmy wyjaśnić im, że formy manifestują się w tak wielkiej różnorodności i wyglądają tak rozmaicie dla pożytku wszystkich istot, jest to po prostu potrzebne. Chociaż niektóre aspekty Buddy są łagodne, a inne wyglądają jak Mahakala, wszystkie stanowią wyrażenie wielkiego współczucia. To określenie w stosunku do gniewnej formy - że pozostaje ona „wyrażeniem współczucia” - jest bardzo dobre dla ludzi z Zachodu, bo pozostaje ono w opozycji do tego, co widzą, kiedy na nią patrzą. Pomaga im zrozumieć, że współczucie nie zawsze oznacza działanie z uśmiechem. Mahakala pojawia się w takiej formie, ponieważ ludzie są, jacy są i na relatywnym poziomie pełne mocy „wyrażenie się” to czasami konieczność.

http://www.diamentowadroga.pl/dd36/straznicy_dharmy

Strażnicy/Stróże
przedstawiani są w postaci gniewnej i drapieżnej nie dlatego że są źli
chodzi o to że im większa jest moc Strażnika
tym więcej kłów i pazurów posiada na obrazie.
Chodzi o symbol jego STRASZNEJ mocy,a nie zła.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kim są strażnicy? Na Zachodzie, w związku z naszą tednencją do postrzegania zjawisk na sposób dualistyczny, widzimy ich jako coś zewnętrznego. Czy strażnicy to rodzaj istot?</p>
<p>Karmapa: Strażnicy stanowią naturę naszej mądrości. Nie chodzi więc o to, iż my jesteśmy tutaj, a strażnicy „gdzieś tam”, gdzie „robią coś dla nas”. Przebudzenie się natury naszej mądrości staje się ochroną samo przez się. Chodzi tu o aktywność, która pozwala wszystkiemu się wydarzać. Istnieją dwa rodzaje strażników: światowi, żyjący jak czujące istoty i strażnicy Dharmy, będący absolutną mądrością. Oświeceni strażnicy są aspektami mądrości Buddy &#8211; przykładem może tu być Mahakala. Ich esencja zaś to nieograniczone współczucie &#8211; tak samo jak w przypadku Czenreziga. Wielkie współczucie może się wyrazić albo w łagodniej, albo w gniewnej formie. O Mahakali można powiedzieć więc, że jest gniewną manifestacją współczucia. Słowo „gniewny” odnosi się tu tylko do tego, jak on wygląda. Jego aktywność zaś określamy ściśle jako „ochraniającą w pełen mocy sposób”. Oznacza to, że strażnicy działają bez przeszkadzających emocji. W zachodniej kulturze gniewnym jest się jedynie w związku z ego. Tymczasem strażnicy wyrażają się w gniewny sposób nie posiadając „ja”. Na relatywnym poziomie zwykle ukazują się w gniewnej formie, mogą jednak również manifestować się w łagodnej.<br />
Jak działa aktywność strażnika?</p>
<p>Karmapa: Ogólnie aktywnością światowego strażnika jest ochrona rejonu, kraju czy miejsca przed problemami czy szkodliwymi wpływami. Najważniejszą zaś aktywnością strażników Dharmy pozostaje ochranianie nauk. Główne ich działanie nie dotyczy ochrony przed zewnętrznymi zagrożeniami. Strażnicy Dharmy ochraniają nas przede wszystkim przed „wewnętrznymi wrogami” &#8211; przeszkadzającymi emocjami, jak przywiązanie, pomieszanie, zazdrość, gniew i duma. To właśnie oni pomagają nam poskromić i kontrolować te słabości. W ten sposób otaczają praktykujących Dharmę ochroną. Poprzez Strażników Dharmy, tak samo jak poprzez inne aspekty Buddy, wyraża się oświecenie w jego trzech właściwościach: mądrości, mocy i współczuciu. Wszyscy posiadamy naturę Buddy, ale żeby ją rozpoznać, potrzebujemy odpowiednich okoliczności. Do zadań strażników należy właśnie tworzenie ich dla nas &#8211; chronią nas przed sytuacjami niekorzystnymi dla naszego rozwoju i pomagają znaleźć najlepsze warunki dla rozpoznania naszej wrodzonej natury Buddy. Innymi słowy, energie te usuwają przeszkody z naszej drogi do oświecenia.</p>
<p>Wielu ludzi myśli, że strażnicy mogą uchronić ich od wypadków. Czy to prawda?<br />
Karmapa: Właściwe zadanie strażnika Dharmy to ochrona wewnętrzna. Pomaga on kontrolować przeszkadzające emocje i pozwala rozwinąć się naszej mądrości. Jego funkcją jest jednak również odsunięcie przeszkód pojawiających się w życiu codziennym, będących skutkiem negatywnej karmy. W tym sensie rzeczywiście chodzi też o ochronę przed wypadkami. Jedną z możliwości w rozwoju pozostaje przedwczesna śmierć, a aktywność Mahakali pozwala jej zapobiec. Poprzez gromadzenie pozytywnej karmy zwiększamy swoją zasługę, a w rezultacie przedłużamy życie. Na tej samej zasadzie medytacja ma pozytywny wpływ na naszą energię życiową. Ochrona strażników poprawia też warunki sprzyjające wykonywaniu pozytywnych działań, dzieki którym znowu gromadzimy dobrą karmę.<br />
Jak wyjaśnić esencję Mahakali ludziom na Zachodzie? Wychowani w chrześcijańskiej kulturze często sądzą, że czcimy szatana &#8211; „Wielkiego Czarnego”.<br />
Karmapa: Powinniśmy wyjaśnić im, że formy manifestują się w tak wielkiej różnorodności i wyglądają tak rozmaicie dla pożytku wszystkich istot, jest to po prostu potrzebne. Chociaż niektóre aspekty Buddy są łagodne, a inne wyglądają jak Mahakala, wszystkie stanowią wyrażenie wielkiego współczucia. To określenie w stosunku do gniewnej formy &#8211; że pozostaje ona „wyrażeniem współczucia” &#8211; jest bardzo dobre dla ludzi z Zachodu, bo pozostaje ono w opozycji do tego, co widzą, kiedy na nią patrzą. Pomaga im zrozumieć, że współczucie nie zawsze oznacza działanie z uśmiechem. Mahakala pojawia się w takiej formie, ponieważ ludzie są, jacy są i na relatywnym poziomie pełne mocy „wyrażenie się” to czasami konieczność.</p>
<p><a href="http://www.diamentowadroga.pl/dd36/straznicy_dharmy" rel="nofollow ugc">http://www.diamentowadroga.pl/dd36/straznicy_dharmy</a></p>
<p>Strażnicy/Stróże<br />
przedstawiani są w postaci gniewnej i drapieżnej nie dlatego że są źli<br />
chodzi o to że im większa jest moc Strażnika<br />
tym więcej kłów i pazurów posiada na obrazie.<br />
Chodzi o symbol jego STRASZNEJ mocy,a nie zła.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
	</channel>
</rss>
