<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>
	Komentarze do: Winicjusz Kossakowski &#8211; CZY POLACY ZNALI PISMO IDEOGRAFICZNE?	</title>
	<atom:link href="https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne</link>
	<description>oficjalna strona Czesława Białczyńskiego</description>
	<lastBuildDate>Mon, 10 Jul 2017 07:22:22 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.7.4</generator>
	<item>
		<title>
		Autor: Ręce Boga, prawdziwe znaczenie symbolu. &#124; falkonidas		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/#comment-3446</link>

		<dc:creator><![CDATA[Ręce Boga, prawdziwe znaczenie symbolu. &#124; falkonidas]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 25 Mar 2015 14:08:03 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23760#comment-3446</guid>

					<description><![CDATA[[&#8230;] https://bialczynski.wordpress.com/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideografic&#8230; [&#8230;]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>[&#8230;] <a href="https://bialczynski.wordpress.com/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideografic&#038;#8230" rel="nofollow ugc">https://bialczynski.wordpress.com/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideografic&#038;#8230</a>; [&#8230;]</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: ORLICKI		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/#comment-3445</link>

		<dc:creator><![CDATA[ORLICKI]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 11 Oct 2013 07:05:34 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23760#comment-3445</guid>

					<description><![CDATA[Odniosę się jeszcze do zarzutu &quot;wymyślenia&quot; odwrotnego kształtowania   morfemów języka. Przykładów tego faktu jest wiele, ale tutaj posłużę się ciekawszym, którego podobnie wyjaśnianego nie spotkałem. Jest to więc autorskie spojrzenie. :  
Ten dawny, słowiański zwyczaj budowania składni morfemicznej języka w lewą stronę, dobrze obrazuje przykład układu rdzeni w oparciu o słowo ‘wino’. Według słownika A. Brucknera,  ’wino’ wywodzi się od łacińskiego słowa ‘vinum’. Ja natomiast uważam, że skoro Etruskowie uprawiali i spożywali obficie wino zanim na ich krainie zapanowali Celtowie i inne ludy napływowe, zanim zrodziła się łacina na bazie j. etruskiego i celtyckiego, to słowo to, musiało już istnieć! Wino bowiem, było bardzo ważnym składnikiem kultury etruskiej, co widzimy na pozostawionych przez nich freskach. Zabawa i pijaństwo było w ich życiu ważną czynnością, niemalże świętą. Skoro Etruskowie to po części potomkowie Słowian, ‘wino/wine/winu/wini’, to więc termin starosłowiański, w którym dwa rdzenie; ‘1)wi-2)no’ znaczyły ‘2)nie-1)widzi/widzenie’. Czuli utratę świadomości, pod wpływem dużej ilości tego trunku. Podobne pochodzenie i bliskoznaczne znaczenie ma słowo ‘wina’, od ‘1)wi-2)na’; ‘widzenie-na/ma’, czyli ‘2)zna/posiada/ma-1)widzenie/wiedzę/świadomość’. Dlatego, przez stworzenie zaprzeczenia do tego słowa opartego na dwóch pra wyrazach, w postaci ‘ne/nie’ a więc; ktoś ‘nie winny’, to osoba która ‘nie miała wiedzy/świadomości’.R.K.ORLICKI]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Odniosę się jeszcze do zarzutu &#8222;wymyślenia&#8221; odwrotnego kształtowania   morfemów języka. Przykładów tego faktu jest wiele, ale tutaj posłużę się ciekawszym, którego podobnie wyjaśnianego nie spotkałem. Jest to więc autorskie spojrzenie. :<br />
Ten dawny, słowiański zwyczaj budowania składni morfemicznej języka w lewą stronę, dobrze obrazuje przykład układu rdzeni w oparciu o słowo ‘wino’. Według słownika A. Brucknera,  ’wino’ wywodzi się od łacińskiego słowa ‘vinum’. Ja natomiast uważam, że skoro Etruskowie uprawiali i spożywali obficie wino zanim na ich krainie zapanowali Celtowie i inne ludy napływowe, zanim zrodziła się łacina na bazie j. etruskiego i celtyckiego, to słowo to, musiało już istnieć! Wino bowiem, było bardzo ważnym składnikiem kultury etruskiej, co widzimy na pozostawionych przez nich freskach. Zabawa i pijaństwo było w ich życiu ważną czynnością, niemalże świętą. Skoro Etruskowie to po części potomkowie Słowian, ‘wino/wine/winu/wini’, to więc termin starosłowiański, w którym dwa rdzenie; ‘1)wi-2)no’ znaczyły ‘2)nie-1)widzi/widzenie’. Czuli utratę świadomości, pod wpływem dużej ilości tego trunku. Podobne pochodzenie i bliskoznaczne znaczenie ma słowo ‘wina’, od ‘1)wi-2)na’; ‘widzenie-na/ma’, czyli ‘2)zna/posiada/ma-1)widzenie/wiedzę/świadomość’. Dlatego, przez stworzenie zaprzeczenia do tego słowa opartego na dwóch pra wyrazach, w postaci ‘ne/nie’ a więc; ktoś ‘nie winny’, to osoba która ‘nie miała wiedzy/świadomości’.R.K.ORLICKI</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: ORLICKI		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/#comment-3444</link>

		<dc:creator><![CDATA[ORLICKI]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 10 Oct 2013 08:32:09 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23760#comment-3444</guid>

					<description><![CDATA[Na temat zapożyczeń wziętych przez Żydów od pra Słowian wypowiedział się krótko i trafnie powyżej p.C.Białczyński. Nie będę więc tego powtarzał.  Podając cytaty z książki &quot;Dwunasta planeta&quot;, dałem tylko te, które są oparte na faktach archeologicznych i piśmienniczych. Pismo Święte znam całkiem nieżle.  W innym materiale pisałem już że uważam je za zbiór symbolicznych przekazów, przenośni i często celowo zmanipulowanych w celach religijno-politycznych, wydarzeń. Jednak są tam też opisane zdarzenia które potwierdzłla archeologia, nauka. słowo &#039;wiara&#039; a dawniej &#039;wira&#039; pochodzi od rdzeni: &#039;wi-ra&#039; czyli: &#039;widzenia-moc&#039;. Wiara, jak wskazuje ten dawny słowiański wyraz oraz jak naucza nawet teologia niektórych wyznań chrześcijańskich, to nie jest ślepe zaufanie. To jest &#039;widzenie umysłem&#039;. To poznawanie po strępach informacji, szukanie prawdy w morzy kłamstw,zlepianie poszlak. Co tez czynie. Te poszlaki przemawiają do mnie że  Jezus miał misję od Boga. Może był posłany tylko do domu Izraela bo ten najbardziej zbłądził? Może nie do Samarian bo tam byli ludzie wiary, najbardziej dobrzy? (&#039;Sam-aria&#039; , czyżby zjudaizowani Arjowie? &#039;Są-Arja&#039;). To oni pierwsi poznawali misje Jezusa. O interpretację zdarzeń Biblijnych tutaj się nie kłóćmy. Żydzi chcieliby mieć wyłązność na kontakt z Bogiem, widzenie jego pleców czy ręki - to pewne. Tak jak to, że bardziej dzisiaj wyznają Talmud (niż Torę) który gojów skazuje na rolę ich niewolników. To rasizm i tyrania religijna ukuta dla celów politycznych. Pozdrawiam.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na temat zapożyczeń wziętych przez Żydów od pra Słowian wypowiedział się krótko i trafnie powyżej p.C.Białczyński. Nie będę więc tego powtarzał.  Podając cytaty z książki &#8222;Dwunasta planeta&#8221;, dałem tylko te, które są oparte na faktach archeologicznych i piśmienniczych. Pismo Święte znam całkiem nieżle.  W innym materiale pisałem już że uważam je za zbiór symbolicznych przekazów, przenośni i często celowo zmanipulowanych w celach religijno-politycznych, wydarzeń. Jednak są tam też opisane zdarzenia które potwierdzłla archeologia, nauka. słowo 'wiara&#8217; a dawniej 'wira&#8217; pochodzi od rdzeni: 'wi-ra&#8217; czyli: 'widzenia-moc&#8217;. Wiara, jak wskazuje ten dawny słowiański wyraz oraz jak naucza nawet teologia niektórych wyznań chrześcijańskich, to nie jest ślepe zaufanie. To jest 'widzenie umysłem&#8217;. To poznawanie po strępach informacji, szukanie prawdy w morzy kłamstw,zlepianie poszlak. Co tez czynie. Te poszlaki przemawiają do mnie że  Jezus miał misję od Boga. Może był posłany tylko do domu Izraela bo ten najbardziej zbłądził? Może nie do Samarian bo tam byli ludzie wiary, najbardziej dobrzy? (&#8217;Sam-aria&#8217; , czyżby zjudaizowani Arjowie? 'Są-Arja&#8217;). To oni pierwsi poznawali misje Jezusa. O interpretację zdarzeń Biblijnych tutaj się nie kłóćmy. Żydzi chcieliby mieć wyłązność na kontakt z Bogiem, widzenie jego pleców czy ręki &#8211; to pewne. Tak jak to, że bardziej dzisiaj wyznają Talmud (niż Torę) który gojów skazuje na rolę ich niewolników. To rasizm i tyrania religijna ukuta dla celów politycznych. Pozdrawiam.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: ORLICKI		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/#comment-3443</link>

		<dc:creator><![CDATA[ORLICKI]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 10 Oct 2013 07:54:31 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23760#comment-3443</guid>

					<description><![CDATA[Oczywiście chodzi sobór w Nicei w 325r.  Za Wikipedią: „Jego głównym osiągnięciem doktrynalnym było zdefiniowanie zagadnienia relacji Jezusa do Boga Ojca, ogłoszenie symbolu wiary; ustalenie sposobu obliczania daty Wielkanocy; i wydanie pierwszych kanonów”. Natomiast w Konstancji w 1414-18r : „Jego głównym celem było zakończenie wielkiej schizmy zachodniej. Benedykt XIII wciąż odmawiający zrzeczenia się tytułu został ogłoszony schizmatykiem  i ekskomunikowany z Kościoła rzymskokatolickiego. Pierwszy cel, jakim było przełamanie schizmy, został osiągnięty. Drugim celem soboru było kontynuowanie reform rozpoczętych podczas soboru w Pizie. Reformy te były skierowane przede wszystkim przeciwko Johnowi Wyclifowi (wyklętemu na ósmej sesji 4 maja 1415), Janowi Husowi i ich następcom. Jan Hus pomimo listu żelaznego wydanego przez Zygmunta Luksemburskiego został podczas soboru skazany, a następnie spalony na stosie 6 lipca 1415.Jan Falkenberg, krakowski dominikanin, działający w interesie Krzyżaków wykładowca Akademii Krakowskiej, przekazał uczestnikom swoje dziełko Tractatus doctoris cuiusdam de Prutenis contra Polonos et paganos de potestate papae et imperatoris respectu infidelium (Satyra na herezje i inne nikczemności Polaków oraz ich króla Jagiełły). Oskarżał w nim Polskę o „nikczemne przestępstwo” korzystania ze wsparcia wojskowego pogan w wojnie prowadzonej z Zakonem. Argumentował, że wolno zabijać pogan tylko dlatego, że są poganami – natomiast Polaków tym bardziej, bo z poganami się sprzymierzają. Według Falkenberga Polacy powinni być eksterminowani, pozbawieni suwerenności i sprowadzeni do roli niewolników”. (A więc juz wtedy Niemcy zamierzali eksterminować Polaków! Na pięćset lat przed wybuchem II wojny światowej! wcześniej, uczynili to ze Słowianami zachodnimi nad Łaba i nad górnym oraz środkowym Dunajem. )]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Oczywiście chodzi sobór w Nicei w 325r.  Za Wikipedią: „Jego głównym osiągnięciem doktrynalnym było zdefiniowanie zagadnienia relacji Jezusa do Boga Ojca, ogłoszenie symbolu wiary; ustalenie sposobu obliczania daty Wielkanocy; i wydanie pierwszych kanonów”. Natomiast w Konstancji w 1414-18r : „Jego głównym celem było zakończenie wielkiej schizmy zachodniej. Benedykt XIII wciąż odmawiający zrzeczenia się tytułu został ogłoszony schizmatykiem  i ekskomunikowany z Kościoła rzymskokatolickiego. Pierwszy cel, jakim było przełamanie schizmy, został osiągnięty. Drugim celem soboru było kontynuowanie reform rozpoczętych podczas soboru w Pizie. Reformy te były skierowane przede wszystkim przeciwko Johnowi Wyclifowi (wyklętemu na ósmej sesji 4 maja 1415), Janowi Husowi i ich następcom. Jan Hus pomimo listu żelaznego wydanego przez Zygmunta Luksemburskiego został podczas soboru skazany, a następnie spalony na stosie 6 lipca 1415.Jan Falkenberg, krakowski dominikanin, działający w interesie Krzyżaków wykładowca Akademii Krakowskiej, przekazał uczestnikom swoje dziełko Tractatus doctoris cuiusdam de Prutenis contra Polonos et paganos de potestate papae et imperatoris respectu infidelium (Satyra na herezje i inne nikczemności Polaków oraz ich króla Jagiełły). Oskarżał w nim Polskę o „nikczemne przestępstwo” korzystania ze wsparcia wojskowego pogan w wojnie prowadzonej z Zakonem. Argumentował, że wolno zabijać pogan tylko dlatego, że są poganami – natomiast Polaków tym bardziej, bo z poganami się sprzymierzają. Według Falkenberga Polacy powinni być eksterminowani, pozbawieni suwerenności i sprowadzeni do roli niewolników”. (A więc juz wtedy Niemcy zamierzali eksterminować Polaków! Na pięćset lat przed wybuchem II wojny światowej! wcześniej, uczynili to ze Słowianami zachodnimi nad Łaba i nad górnym oraz środkowym Dunajem. )</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: ORLICKI		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/#comment-3442</link>

		<dc:creator><![CDATA[ORLICKI]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 10 Oct 2013 07:36:34 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23760#comment-3442</guid>

					<description><![CDATA[Krzyż, co widać w tym pradawnym znaku słowiańskim, oznacza pierwotnie nie jedynego Boga, czy jakieś bóstwo, lecz trójwymiarowe a może i czwórwymiarowe współdziałanie natury w jakiej ludzie dostrzegali moc Boską; 
1) sprawczą moc światła w procesie tworzenia życia, (ciepło, sprzyjanie plonom,  życiu ludzi, budowanie ruchomych światów),
2) swobodne przenikanie przestrzeni we wszystkich kierunkach,
3) rządzenie czasem, wyznaczanie pór i miesięcy roku,
4) niedostępność, tajemniczość, duchowość, groźną potęgę odstraszającą mrok. 
Może dlatego, znak ten posiada cztery ramiona. Nic dziwnego, że taki zestaw atrybutów został podkreślony pięciopalczastymi dłońmi oraz nazwany „rękoma Boga”. Tak jednak, jak w starym drzewie Słowianie nie widzieli Boga tylko jedną z jego żyjących własnym bytem istot, będącą jego przedstawicielem i narzędziem, tak zapewne postrzegali i słońce, i wszelkie światło. Tak, jak figury przedstawiające słowiańskich bogów, były jedynie ich personifikacją, zaledwie wyobrażeniem. A kto wie, czy i oni sami nie byli jedynie pomocniczym, symbolicznym wyobrażeniem wielorakich mocy jednego Boga. Boga, którego nie ważyli się nawet nazwać. Nie posiadamy żadnych jednoznacznych dowodów, że ten czy tamten słowiański bóg, był tym bogiem największym. Dlatego,  najważniejsza personifikacja boga słowiańskiego, to światło. Lecz to nie sam Bóg, a zaledwie „ręce” Boga. Za to chrześcijanie trzeciego wieku nowej ery po soborze w Konstancji, zarządcy ich organizacji religijnej, zawodowy stan kapłański, ustalili (co prawda wcale nie zgodnie), że ludzie fizycznego Boga  ujrzeli. W osobie Jezusa, który sam nigdy nie miał się za niego a jedynie za przedstawiciela Boga. Za niosącego przekaz Boga – słowo. Za duchowy obraz postawy i dążeń Boga wobec człowieka. Jednak niektórzy wrócą do czystego pogaństwa, do tej nagości umysłowej, w którym będą ponownie czcili martwe posągi i się im kłaniali. Bo pomagają im w tym wyznania chrześcijańskie za wyjątkiem nielicznych, jak wypędzeni z polski Arjanie a wcześniej plemię Wandali, które uczyniły z Jezusa wprost, fizyczny obraz Boga. Rzekomo objawiony ludziom. Umieścili jego wizerunek na krzyżu, jako na narzędziu jego męki, by łatwiej zyskać przychylność pogan czczących ten pradawny symbol. Kłamiąc, że ma im teraz przypominać postać prawdziwego Boga, który wstąpił do nieba. Postęp zamierzony niegdyś przez Stwórcę dla umysłowości człowieka, aby wyzwolił się spod fałszywych wyobrażeń, aby w siłach natury na nowo widział tylko synów, córki i inne dzieci Boga, Jego dzieła, powołane do życia a nie Jego samego, a najwyżej cząstkę Boga, został zatracony. Zamiast lekceważyć w swym sercu posągi pogańskie i traktować je jedynie jako pamiątkę kultury, wstawiać je do muzeów, postawiono nowe. Figury świętych, rzeźby Jezusa, w którego osobiście wierzę, jako Syna Bożego i Zbawiciela, lecz jako przedstawiciela Boga a nie Jego samego. Tak pogaństwo, które utkwiło w człowieku i z rozmaitych personifikacji uczyniło pozornie żywych i samodzielnych bogów, przeniosło się na czasy współczesne ze zdwojoną siłą. Dumny człowiek, nie potrafił przyjąć do swojej świadomości, że Boga ujrzeć nie może, a co najwyżej jego dzieła. Szczególnie włodarze kościołów, musieli postawić przed ludźmi namacalny wizerunek Boga, aby pod jego sztandarem zdobywać mieczem i stosem, nowe obszary, bogactwa, wpływy i wyznawców. Jakże się cofnęliśmy w rozwoju. Odeszliśmy od szacunku i czci do mocy Boga, do jego dzieł, będących cząstkowym przejawem tej mocy; słońca, gwiazd, gór, starych dębów, źródeł wody, ognia, na rzecz dostrzegania jej w wytworach rąk ludzkich. W martwym kawałku drzewa, metalu czy kamienia, w kształcie ukrzyżowanego Chrystusa, który nie biega jak zwierzę, nie mówi, nie widzi jak człowiek, ciepła nie daje jak słońce ni cienia jak drzewo, nie budzi respektu wysokością wzniesień czy ciał niebieskich jasnością, nie wyzwala nawet wiatru powiewu. A przecież moc Boga jest w tym wszystkim, nie tylko w jednej osobie czy trzech, bądź siedmiu. Po co ją umniejszać?
- Kto widział fizyczny obraz Boga? 
- Ten, kto Jego całą postać widział! 
- Jest ktoś taki wśród ludzi? Ktoś, kto swoim wzrokiem ogarnął cały wszechświat? 
Jakże więc kłamiemy, całując rzeźbę Jezusa i wołając; - Boże mój! 
Już lepiej byłoby uklęknąć i zawołać; - O słońce! Tyś mocą Bożą! Tyś jest „rękami Boga”! Tak, jak czuli to i wyrażali Słowianie.     

ORLICKI]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Krzyż, co widać w tym pradawnym znaku słowiańskim, oznacza pierwotnie nie jedynego Boga, czy jakieś bóstwo, lecz trójwymiarowe a może i czwórwymiarowe współdziałanie natury w jakiej ludzie dostrzegali moc Boską;<br />
1) sprawczą moc światła w procesie tworzenia życia, (ciepło, sprzyjanie plonom,  życiu ludzi, budowanie ruchomych światów),<br />
2) swobodne przenikanie przestrzeni we wszystkich kierunkach,<br />
3) rządzenie czasem, wyznaczanie pór i miesięcy roku,<br />
4) niedostępność, tajemniczość, duchowość, groźną potęgę odstraszającą mrok.<br />
Może dlatego, znak ten posiada cztery ramiona. Nic dziwnego, że taki zestaw atrybutów został podkreślony pięciopalczastymi dłońmi oraz nazwany „rękoma Boga”. Tak jednak, jak w starym drzewie Słowianie nie widzieli Boga tylko jedną z jego żyjących własnym bytem istot, będącą jego przedstawicielem i narzędziem, tak zapewne postrzegali i słońce, i wszelkie światło. Tak, jak figury przedstawiające słowiańskich bogów, były jedynie ich personifikacją, zaledwie wyobrażeniem. A kto wie, czy i oni sami nie byli jedynie pomocniczym, symbolicznym wyobrażeniem wielorakich mocy jednego Boga. Boga, którego nie ważyli się nawet nazwać. Nie posiadamy żadnych jednoznacznych dowodów, że ten czy tamten słowiański bóg, był tym bogiem największym. Dlatego,  najważniejsza personifikacja boga słowiańskiego, to światło. Lecz to nie sam Bóg, a zaledwie „ręce” Boga. Za to chrześcijanie trzeciego wieku nowej ery po soborze w Konstancji, zarządcy ich organizacji religijnej, zawodowy stan kapłański, ustalili (co prawda wcale nie zgodnie), że ludzie fizycznego Boga  ujrzeli. W osobie Jezusa, który sam nigdy nie miał się za niego a jedynie za przedstawiciela Boga. Za niosącego przekaz Boga – słowo. Za duchowy obraz postawy i dążeń Boga wobec człowieka. Jednak niektórzy wrócą do czystego pogaństwa, do tej nagości umysłowej, w którym będą ponownie czcili martwe posągi i się im kłaniali. Bo pomagają im w tym wyznania chrześcijańskie za wyjątkiem nielicznych, jak wypędzeni z polski Arjanie a wcześniej plemię Wandali, które uczyniły z Jezusa wprost, fizyczny obraz Boga. Rzekomo objawiony ludziom. Umieścili jego wizerunek na krzyżu, jako na narzędziu jego męki, by łatwiej zyskać przychylność pogan czczących ten pradawny symbol. Kłamiąc, że ma im teraz przypominać postać prawdziwego Boga, który wstąpił do nieba. Postęp zamierzony niegdyś przez Stwórcę dla umysłowości człowieka, aby wyzwolił się spod fałszywych wyobrażeń, aby w siłach natury na nowo widział tylko synów, córki i inne dzieci Boga, Jego dzieła, powołane do życia a nie Jego samego, a najwyżej cząstkę Boga, został zatracony. Zamiast lekceważyć w swym sercu posągi pogańskie i traktować je jedynie jako pamiątkę kultury, wstawiać je do muzeów, postawiono nowe. Figury świętych, rzeźby Jezusa, w którego osobiście wierzę, jako Syna Bożego i Zbawiciela, lecz jako przedstawiciela Boga a nie Jego samego. Tak pogaństwo, które utkwiło w człowieku i z rozmaitych personifikacji uczyniło pozornie żywych i samodzielnych bogów, przeniosło się na czasy współczesne ze zdwojoną siłą. Dumny człowiek, nie potrafił przyjąć do swojej świadomości, że Boga ujrzeć nie może, a co najwyżej jego dzieła. Szczególnie włodarze kościołów, musieli postawić przed ludźmi namacalny wizerunek Boga, aby pod jego sztandarem zdobywać mieczem i stosem, nowe obszary, bogactwa, wpływy i wyznawców. Jakże się cofnęliśmy w rozwoju. Odeszliśmy od szacunku i czci do mocy Boga, do jego dzieł, będących cząstkowym przejawem tej mocy; słońca, gwiazd, gór, starych dębów, źródeł wody, ognia, na rzecz dostrzegania jej w wytworach rąk ludzkich. W martwym kawałku drzewa, metalu czy kamienia, w kształcie ukrzyżowanego Chrystusa, który nie biega jak zwierzę, nie mówi, nie widzi jak człowiek, ciepła nie daje jak słońce ni cienia jak drzewo, nie budzi respektu wysokością wzniesień czy ciał niebieskich jasnością, nie wyzwala nawet wiatru powiewu. A przecież moc Boga jest w tym wszystkim, nie tylko w jednej osobie czy trzech, bądź siedmiu. Po co ją umniejszać?<br />
&#8211; Kto widział fizyczny obraz Boga?<br />
&#8211; Ten, kto Jego całą postać widział!<br />
&#8211; Jest ktoś taki wśród ludzi? Ktoś, kto swoim wzrokiem ogarnął cały wszechświat?<br />
Jakże więc kłamiemy, całując rzeźbę Jezusa i wołając; &#8211; Boże mój!<br />
Już lepiej byłoby uklęknąć i zawołać; &#8211; O słońce! Tyś mocą Bożą! Tyś jest „rękami Boga”! Tak, jak czuli to i wyrażali Słowianie.     </p>
<p>ORLICKI</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/#comment-3441</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 10 Oct 2013 06:22:03 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23760#comment-3441</guid>

					<description><![CDATA[W odpowiedzi do &lt;a href=&quot;https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/#comment-3440&quot;&gt;opolczykpl&lt;/a&gt;.

Zgadza się. I takie rozwiązania są w zasadzie możliwe w świetle niepewności wspólczesnej nauki. 

Z tym jednak drobnym zastrzeżeniem co do samego słowa &quot;Jahwe&quot;, że Wedy i sanskryt (swiety skryt - skarb, sens skryty)są przyniesione od Scytów czyli Prasłowian - hg R1a1, przez Kszatrijów (Koszetyrsów) z Bharatu (Haratu - z gór Kharpackich albo znad Aralu). Zatem poza wymyśloną przez żydów etymologią mamy już dwa źródła wskazujące na Prasłowian jako dawców Wiary Przyrodzonej, która następnie została wykoślawiona na użytek Systemu Pan - Niewolnik, władzy pośredników-klechów-kapłanów nad ludem. Idąc dalej tym tropem żydowska etymologia jest duplikatem etymologii słowiańskiej. Bo cóż to znaczy &quot;Jest, który jest&quot; - &quot;ten który istnieje&quot;, a istniejący jest ten który się Jawi, istnieje Jawnie, w Jawi - ma byt materialny. Zatem nie rozumiejąc do końca przekazu załapanego w Sumerze (skołocko-semickim środowisku po migracji częściowej na południe znad Aralu przez Scytów) zrobili z Jawii (Świata Materialnego - Srodkowo-Dolnego, bo nad nim jest Prawia i nad nią z kolei Sławia-Świadomość Nieskończona, Światło-Świata, a pod Jawią jest Nawia - Zaświaty, Świat Dolny) boga Osobowego - Materialny Byt, Istotę. U nas to raczej odpowiada Kosmosowi i Matce Ziemi- osobowej Gaji. Na bazie tej przekręconej pojęciowości i błędu ustanowiono wpierw Zaratusztrianizm, a z niego żydzi zaszczepili świat rozdwojony na dobro i zło.

pozdrowienia]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W odpowiedzi do <a href="https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/#comment-3440">opolczykpl</a>.</p>
<p>Zgadza się. I takie rozwiązania są w zasadzie możliwe w świetle niepewności wspólczesnej nauki. </p>
<p>Z tym jednak drobnym zastrzeżeniem co do samego słowa &#8222;Jahwe&#8221;, że Wedy i sanskryt (swiety skryt &#8211; skarb, sens skryty)są przyniesione od Scytów czyli Prasłowian &#8211; hg R1a1, przez Kszatrijów (Koszetyrsów) z Bharatu (Haratu &#8211; z gór Kharpackich albo znad Aralu). Zatem poza wymyśloną przez żydów etymologią mamy już dwa źródła wskazujące na Prasłowian jako dawców Wiary Przyrodzonej, która następnie została wykoślawiona na użytek Systemu Pan &#8211; Niewolnik, władzy pośredników-klechów-kapłanów nad ludem. Idąc dalej tym tropem żydowska etymologia jest duplikatem etymologii słowiańskiej. Bo cóż to znaczy &#8222;Jest, który jest&#8221; &#8211; &#8222;ten który istnieje&#8221;, a istniejący jest ten który się Jawi, istnieje Jawnie, w Jawi &#8211; ma byt materialny. Zatem nie rozumiejąc do końca przekazu załapanego w Sumerze (skołocko-semickim środowisku po migracji częściowej na południe znad Aralu przez Scytów) zrobili z Jawii (Świata Materialnego &#8211; Srodkowo-Dolnego, bo nad nim jest Prawia i nad nią z kolei Sławia-Świadomość Nieskończona, Światło-Świata, a pod Jawią jest Nawia &#8211; Zaświaty, Świat Dolny) boga Osobowego &#8211; Materialny Byt, Istotę. U nas to raczej odpowiada Kosmosowi i Matce Ziemi- osobowej Gaji. Na bazie tej przekręconej pojęciowości i błędu ustanowiono wpierw Zaratusztrianizm, a z niego żydzi zaszczepili świat rozdwojony na dobro i zło.</p>
<p>pozdrowienia</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: opolczykpl		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/#comment-3440</link>

		<dc:creator><![CDATA[opolczykpl]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 09 Oct 2013 21:21:48 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23760#comment-3440</guid>

					<description><![CDATA[W odpowiedzi do &lt;a href=&quot;https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/#comment-3438&quot;&gt;bialczynski&lt;/a&gt;.

Filon z Aleksandrii nie wymyślił żydowskiej biblii, jak to błędnie podaje Ważyk. Był zhellenizowanym żydowskim bankierem-filozofem-teologiem. Jego &quot;dziełem&quot; była  jedna z pierwszych prób stworzenia synkretyku łączącego judaizm, żydo-chrześcijaństwo i filozofię grecką.

Większa część żydowskiej biblii Tanach powstała wcześniej niż pisze A. Ważyk. Tora z dużą domieszką sumeryjskich mitów powstała podczas tzw. &quot;niewoli babilońskiej&quot; (VI w. pne.), kiedy to elitę żydowską (w tym i kapłanów) trzymano w Babilonie jako &quot;gości-zakładników&quot;. Mieli oni czas na zapoznanie się z literaturą Sumeru i na napisanie Tory. I stąd w Torze znajdują się mity sumeryjskie. Sama zaś niewola wywołała kompleks niższości u uprowadzonych &quot;gości-zakładników&quot; i zaowocowała na zasadzie kompensacji komleksu niższości wymyśloną &quot;na przekór&quot; losowi ideologią &quot;narodu wybranego&quot;.

Co do imienia Jahwe - niekoniecznie jest to zapożyczenie słowiańskie. Do dzisiaj nie ustalono jego pochodzenia i znaczenia. Mogło to być zapożyczenie, choćby z hinduizmu. Ale mógł być to też akrostych, np. - od słów (naturalnie po starohebrajsku - jam jest który jest - JHWH.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W odpowiedzi do <a href="https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/#comment-3438">bialczynski</a>.</p>
<p>Filon z Aleksandrii nie wymyślił żydowskiej biblii, jak to błędnie podaje Ważyk. Był zhellenizowanym żydowskim bankierem-filozofem-teologiem. Jego &#8222;dziełem&#8221; była  jedna z pierwszych prób stworzenia synkretyku łączącego judaizm, żydo-chrześcijaństwo i filozofię grecką.</p>
<p>Większa część żydowskiej biblii Tanach powstała wcześniej niż pisze A. Ważyk. Tora z dużą domieszką sumeryjskich mitów powstała podczas tzw. &#8222;niewoli babilońskiej&#8221; (VI w. pne.), kiedy to elitę żydowską (w tym i kapłanów) trzymano w Babilonie jako &#8222;gości-zakładników&#8221;. Mieli oni czas na zapoznanie się z literaturą Sumeru i na napisanie Tory. I stąd w Torze znajdują się mity sumeryjskie. Sama zaś niewola wywołała kompleks niższości u uprowadzonych &#8222;gości-zakładników&#8221; i zaowocowała na zasadzie kompensacji komleksu niższości wymyśloną &#8222;na przekór&#8221; losowi ideologią &#8222;narodu wybranego&#8221;.</p>
<p>Co do imienia Jahwe &#8211; niekoniecznie jest to zapożyczenie słowiańskie. Do dzisiaj nie ustalono jego pochodzenia i znaczenia. Mogło to być zapożyczenie, choćby z hinduizmu. Ale mógł być to też akrostych, np. &#8211; od słów (naturalnie po starohebrajsku &#8211; jam jest który jest &#8211; JHWH.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: ORLICKI		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/#comment-3439</link>

		<dc:creator><![CDATA[ORLICKI]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 09 Oct 2013 16:20:30 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23760#comment-3439</guid>

					<description><![CDATA[Słowiańskie wątki w książce Zacherii Sytchina „Dwunasta planeta” 
„Wszystkie starożytne ludy wierzyły w bogów, którzy zstąpili na ziemię z nieba i którzy mogli się wedle własnej woli wznosić w sfery niebieskie. Lecz tym opowieściom, napiętnowanym przez uczonych od samego początku, jako mity, nigdy nie dawano wiary. Piśmiennictwo starożytnego Bliskiego Wschodu, obfitujące w traktaty astronomiczne, wyraźnie zaświadcza o pewnej planecie, z której ci astronauci czy „bogowie” przybyli. Jednakże sto pięćdziesiąt lat temu, kiedy uczeni odszyfrowali i przetłumaczyli starożytny wykaz ciał niebieskich, nasi astronomowie nie uświadamiali sobie jeszcze istnienia Plutona, (który został zaledwie zlokalizowany w roku 1930). Jak zatem można było od nich oczekiwać, że przyjmą świadectwo o jeszcze jednej planecie w Układzie Słonecznym? Wiemy już teraz, jak starożytni, o planetach za Saturnem, dlaczego więc nie uznać tego dawnego przekazu o istnieniu dwunastej planety?
Podobne podejście do astronomii wykazują Wedy. Te starożytne pisma zostały spisane starą wersją sanskrytu. Sanskryt, to pismo, którego morfologiczna budowa oraz brzmienie jak i znaczenie wyrazów, jest bardziej zbliżona do języków słowiańskich niż germańskich czy innych. Otóż Wedy, wskazują wyraźnie, że rasy ludzkie zostały stworzone odrębnie przez istoty przybyłe z gwiazd. Ponadto symbolika indyjskiej swastyki ściśle związanej z kulturą Wedyjską, wskazuje na zaczerpniecie jej wizerunku ze światła układów planetarnych w ruchu wirowym. Stąd, powiązanie symboliki światła i słońca – krzyża, z zakrzywionymi ramionami swastyki. Taka obserwacja układów planetarnych, nie była możliwa przez ludzi z obszaru ziemi. Chyba, że przy użyciu nowoczesnych teleskopów.
Hinduizm, starożytna religia Indii, uważa Wedy – zbiory hymnów, formuł ofiarnych i innych wypowiedzi odnoszących się do bogów – za pisma święte, „niepochodzące od człowieka”. Hinduskie tradycje utrzymują, że Wedy zostały ułożone przez samych bogów w okresie poprzedzającym obecną epokę. Lecz w miarę upływu czasu coraz większa część z oryginalnych 100 000 wersetów, przekazywanych ustnie z pokolenia na pokolenie, ulegała zagubieniu lub zniekształceniu. Ostatecznie, pewien mędrzec (dop. autora: Wijasa) spisał ocalałe w przekazach ustnych wersety dzieląc je na cztery części i powierzył czterem najlepszym uczniom, by je zachowali, każdy jedną Wedę… Kiedy w dziewiętnastym wieku uczeni zaczęli rozszyfrowywać i rozumieć zapomniane języki oraz śledzić związki między nimi, uświadomili sobie, że Wedy zostały zapisane bardzo starożytnym językiem indoeuropejskim, poprzedzającym klasyczny język Indii – sanskryt – oraz grekę, łacinę i inne języki europejskie. 

Mamy więc tutaj w postaci zapisanych Wed, naoczny dowód, że Prasłowianie dysponowali bardzo stara kulturą, odrębnym językiem oraz pismem. Pismo to przetrwało w Indiach i Tybecie, lecz zapewne nie było jedyne i pierwotne dla Słowian. Sanskryt, niezwykle przypomina w kształtach liter jak też ciągłości górnej linii, znaki sznurowe odciskane przez Słowian na glinianych naczyniach, połączone podobnie, jedną, górną linią. Oczywiście, termin „Słowianie” zapewne jeszcze nie istniał. Mogli to być Arjowie lub zupełnie inna nazwa dla protosłowiańskiego ludu. 
 
Gdy zdołali w końcu odczytać i zanalizować Wedy, byli niezwykle zaskoczeni niesamowitym podobieństwem między wedyjskimi a greckimi opowieściami o bogach. Wszyscy bogowie – twierdziły Wedy – byli członkami jednej, wielkiej, lecz niekoniecznie pokojowo nastawionej rodziny. W opowieściach o wstąpieniach do nieba i zstąpieniach na ziemię, bitwach powietrznych, cudownych broniach, przyjaźniach i rywalizacjach, małżeństwach i nie wierności, daje się zauważyć zasadnicza dbałość o zachowanie kroniki genealogicznej – kto kogo spłodził i kto był czyim pierworodnym. Bogowie ziemi pochodzili z nieba, a główne bóstwa, nawet na ziemi, pozostawały reprezentantami ciał niebieskich.

Zasięg wpływu kultury Wedyjskiej (tak ją nazwijmy, bo niewątpliwie była to kultura) był więc ogromny. Od Tybetu i Chin poprzez Indie do Grecji. Kto wie czy nie do Sumeru i Egiptu? Jeśli był ów wpływ kulturowy, to musiał być również wpływ językowy jaki wywarła potężna cywilizacja, stojąca za przekazem Wedyjskim. Skoro jej nośnikiem, przedstawicielami byli Prasłowianie, to właśnie ich mowa, w tym język werbalny, wiele slow, zostało zapożyczonych do licznych języków narodów żyjących w wymienionych krainach. A jeśli jest tak jak twierdzą naukowcy, że Wedy zostały spisane znacznie później niż powstały? To jeszcze wcześniej miało miejsce silne oddziaływanie kultury wedyjskiej poprzez przekaz ustny i cywilizacyjne osiągnięcia tej kultury. Wówczas, ten wpływ trwał tysiąclecia, zanim niektóre nacje okrzepły i stworzyły własne imperia.  W takiej sytuacji, język Grecki oraz języki innych ludów Europy, mogły wyrastać wprost na tej kulturze i mowie „Prasłowian”. 
 
W pradawnych czasach Riszi („pierwotnie płynący”) „pływali niebiańsko” w prądach nieprzepartych mocy. Siedmiu z nich było wielkimi przodkami. Bogowie Rahu („demon”) i Ketu („odłączony”) stanowili kiedyś jedno ciało niebieskie, które usiłowało przyłączyć się do bogów bez pozwolenia, ale bóg burzy cisnął w nie płomiennym dyskiem i przeciął je na dwie części – Rahu, „głowę smoka”, która nieustannie zygzakuje po niebie w poszukiwaniu zemsty, i Ketu, „ogon smoka”. Marici, protoplasta dynastii słońca, był ojcem Kaśyapy („tronującego”). Wedy opisują go jako bardzo płodnego; jednak dynastyczna sukcesja była kontynuowana tylko przez dziesięcioro jego dzieci urodzonych przez Prythiwi („niebiańską matkę”). Jako głowa dynastii, Kaśyapa był także przywódcą dewów („jaśniejących”) i nosił tytuł Djaus-pitam („jaśniejący ojciec”). Razem ze swoją małżonką i dziesięciorgiem dzieci tworzył boską rodzinę dwunastu Aditjów, bogów, z których każdy miał przypisany znak zodiaku i ciało niebieskie. Ciałem niebieskim Kaśyapy była „jaśniejąca gwiazda”, Prythiwi reprezentowała Ziemię. Potem następowali bogowie, których odpowiedniki niebieskie obejmowały Słońce, Księżyc, Marsa, Merkurego, Jowisza, Wenus i Saturna.
Z czasem przywództwo tego panteonu przeszło na Warunę, boga przestrzeni nieba. Był wszechobecny i wszechwidzący; jeden z hymnów adresowanych do niego brzmi niemalże jak psalm biblijny:
„On jest tym, który sprawia, że słońce świeci w niebie.
A wiatry, które wieją, są jego oddechem.
On wyżłobił koryta rzek; na jego rozkaz płyną.
On uczynił głębiny mórz”.
Jego panowanie po jakimś czasie też dobiegło końca. Indra, bóg, który ściął
niebiańskiego „smoka”, przywłaszczył sobie tron, zgładziwszy swojego ojca. Był nowym panem nieba i bogiem burzy. Błyskawica i grzmot były jego orężem, nazywano go panem panów domu. Musiał jednak podzielić się zwierzchnictwem z dwoma swoimi braćmi – z Vivaswanem, który był przodkiem pierwszego człowieka, Manu, i z Agnim („ogniem”), który przyniósł na ziemię z nieba ogień, by ludzkość mogła go używać do swych celów.

Podobieństwa w nazwach bóstw wedyjskich do słowiańskich wyrazów a przynajmniej morfologii i brzmienia języka sanskrytu do mowy słowiańskiej, są uderzające. Nauka zachodnia która wiele lat ignorowała badania porównawcze sanskrytu z językami starosłowiańskimi, wykazała czysto propagandowe podejście. Nie uznawała Słowian za ludy starożytne ale dzikusów i z tego powodu nie liczyli się oni w takiej analizie. Za to Germanie, uznani zostali za potomków Wed i sanskrytu, chociaż odstają od tego języka tak daleko, że wyraźnie widać, iż od kogoś zapożyczyli tylko niektóre jego terminy. Dzisiaj wiemy, że wzięli je od Słowian zamieszkujących wcześniej od nich Europę. Wskazane przez autora podobieństwa do eposów Biblijnych są również wyraźne. W tym miejscu możemy się tylko zastanawiać jak wcześnie Żydzi sięgnęli do kultury wedyjskiej i czy na ich morfologię języka miał wpływ język Prasłowian. Myślę, że miał i to bezsprzecznie, co dostrzegam w podobnym znaczeniu wielu rdzeni. Jednak język Judejczyków przechodził pod wpływem zmiany miejsca pobytu i przyjmowania zupełnie innych języków ludów u których osiedli, formy odlegle od pierwotnej. Dzisiaj np. piszą po hebrajsku które to pismo jak nasza łacina, nie jest ich pierwotnym pismem. Wcześniejszy był j. aramejski. Stąd tłumaczenia współczesne wielu słów rzekomo żydowskiego pochodzenia, są odległe od tłumaczenia tych wyrazów w oparciu o dawne znaczenie ich części składowych – morfemów. Dzisiaj, są to przeważnie tłumaczenie symboliczne, domyślne, nawiązujące do zdarzeń i postaci w których występuje dane słowo. Stąd Żydzi, posiadają szereg wyrazów takich samych lub bardzo podobnych o zupełnie innym znaczeniu, zależnym wyłącznie od kontekstu i przekazu historycznego, gdy dotyczy to słów występujących w pismach starożytnych. Ogromny wpływ na taki rodzaj tłumaczenia znaczeń wyrazów, odgrywa ideologia religijno-polityczna. Zaciera ona ich dawny, prawdziwy przekaz. 


Podobieństwa między panteonem wedyjskim a greckim są oczywiste. Opowieści dotyczące głównych bogów oraz wersety opisujące mnóstwo pomniejszych bóstw –synów, żony, córki, kochanki – są wyraźnymi replikami (czy pierwowzorami?) greckich podań. Nie ma wątpliwości, że Djaus stał się Zeusem; Djaus-pitar – Jowiszem (Jupiter), Waruna – Uranusem i tak dalej. I w obu przypadkach bez względu na zmiany, jakie następowały w boskiej sukcesji, krąg wielkich bogów określała liczba dwanaście. W jaki sposób te panteony mogły się tak upodobnić na dwóch obszarach tak odległych od siebie czasowo i geograficznie? Uczeni przypuszczają, że w jakimś okresie w drugim tysiącleciu prz. Chr. jakiś lud mówiący językiem indoeuropejskim i skupiony w północnym Iranie czy rejonie Kaukazu przedsięwziął wielkie migracje. Jedna grupa poszła w kierunku południowo-wschodnim, do Indii. Hindusi nazwali ją Ariami („szlachetni”). 
	

Tak więc wpływ kultury prasłowiańskiej (wedyjskiej oraz innych niespisanych kultur słowiańskich) na Grecką, miał miejsce bardzo długo i wyszedł co najmniej z sześciu kierunków/obszarów, w różnym czasie. 

1) Cały obszar od dalekiej Azji, Indie, przez Mezopotamie po południowe obrzeża Europy aż do nizin nad Rodanem, zdominowany był przez pra społeczności mówiące bliskim sobie językiem. Byli to bardziej protoplaści Prasłowian (indoeuropejczyków) a na północnym wschodzie Bałtów i Finów niż pokrewnych Słowianom, Germanów. Udowodniło to datowanie haplogrup genetycznych narodów, wśród których słowiańska okazała się być starsza o parę tysięcy lat od niemieckiej. Niewątpliwie, semickie nacje również zaliczają się do rasy białej, ale kształtowały się one w niszach na dalekim południu (wczesna epoka cywilizacji Sumeryjskiej) być może właśnie pod wpływem cywilizacji z północy, pra indoeuropejskiej. Po ustąpieniu lodowca, cywilizacja północy (Arjowie) przesunęła się jeszcze bardziej w stronę bieguna północnego a rasa żółta żyjąca najbliżej cieśniny Beringa, ruszyła do Ameryki. Chociaż i drogą typowo morską ruszyły do niej ludy północy Europy poprzez Islandię i wyspy Grenlandzkie.   

2) Wpływ wewnętrzny. Wpierw było to osadnictwo prasłowiańskie zastane na obszarze Grecji, w tym, na takich wyspach o odrębnej kulturze jak Kreta i Rodos. Na jego bazie, mieszane ludy, stworzyły później naród Grecki. 

3) Od strony Anatolii (dzisiejsza Turcja) trwał długookresowy wpływ kultury wedyjskiej niesionej poprzez osadnictwo Arjów i ich podboje Indii, Persji, a później przez ich spadkobierców kulturowych; Hetytów, Hurytów i częściowo nawet Egipcjan oraz Żydów.
  
4) Z półwyspu Apenińskiego, silny wpływ wywierała na Grecję kultura słowiańsko-hurycko-hetycka, a więc mieszanina kultury arjo-semickiej (co widać po wizerunkach postaci na ocalałych rzeźbach Etruskich), wymieszanej z tubylczymi Prasłowianami, znana jako Etruska a właściwie Raseńska – bo tak nazywali się on sami (od terminu ‘Rasa’, czyli ‘biali ludzie’). 

5) Z nizin nad Dunajskich, nastąpił napływ Achajów (L-achaje) którzy zdominowali substrat Grecki, szczególnie na zachodzie i w centrum, jeszcze w początkowym okresie tworzenia się nacji greckiej. Ich język stał się właściwie językiem Greków. 

6) Przez Morze Czarne, następowały silne wypady Słowian ruskich czasami sprzymierzonych z Wikingami, włącznie z uderzaniami na Konstantynopol.  

7) Siódmy wpływ będzie dopiero miał miejsce – czego jestem pewien, na całą Europę. Będzie widoczny w nauce i wyłącznie kulturowy. Nauka w końcu wyłowi i uwidoczni światu, całe bogactwo prasłowiańskiej kultury, bazę na której zbudowana została Grecja i jej potęga kulturowa. Wzorzec humanistyczny Europy.  Nie da się dłużej ukryć tej prawdy. 


Ariowie przynieśli ze sobą Wedy w ustnym przekazie około 1500 roku prz. Chr. Inna fala tej indoeuropejskiej migracji ruszyła w kierunku zachodnim, do Europy. Część okrążyła Morze Czarne i przybyła do Europy przez stepy Rosji. Jednak główną trasą, jaką ten lud wraz ze swą tradycją i religią dotarł do Grecji, była trasa najkrótsza: przez Azję Mniejszą. Ale kim byli ci Indoeuropejczycy, którzy wybrali na swoją siedzibę Anatolię? Wiedza Zachodu rzuca niewiele światła na ten temat. Jeszcze raz jedynym łatwo dostępnym – i wiarygodnym – źródłem okazał się Stary Testament. Uczeni znaleźli w nim kilka wzmianek o Hetytach, ludziach zamieszkujących góry Anatolii. W odróżnieniu od wrogości przebijającej ze Starego Testamentu wobec Kanaanejczyków i innych sąsiadów, których zwyczaje uważane były za „obrzydliwość”, Hetyci postrzegani byli jako przyjaciele i sprzymierzeńcy Izraela. Batszeba, której pożądał król Dawid, była żoną Uriasza Hetyty, oficera w armii króla Dawida. Król Salomon, który wykuwał alianse, pojmując za żony córki cudzoziemskich władców, poślubił córki faraona egipskiego, a także córki hetyckiego króla. Innym razem napastnicza armia syryjska pierzchła, usłyszawszy pogłoskę, że „król izraelski wynajął sobie przeciwko nam królów hetyckich i królów egipskich”. Te napomknienia o Hetytach sugerują, że ich walory militarne były wysoko oceniane przez inne ludy starożytnego Bliskiego Wschodu. Wraz z odszyfrowaniem egipskich hieroglifów – a później mezopotamskich inskrypcji – uczeni natrafili na liczne wzmianki o „kraju Hatti”, wielkim i potężnym królestwie w Anatolii. Czy takie mocarstwo mogło przeminąć bez śladu? Uzbrojeni we wskazówki zaczerpnięte z egipskich i mezopotamskich tekstów uczeni przystąpili do odgrzebywania starożytnych osad w górzystym rejonie Anatolii. Wysiłek się opłacił: znaleźli hetyckie miasta, pałace, królewskie skarby i grobowce, świątynie, obiekty kultowe, narzędzia, broń, dzieła sztuki. Znaleźli nade wszystko wiele inskrypcji – tworzonych zarówno pismem piktograficznym, jak i klinowym. Biblijni Hetyci wrócili do życia….  Kiedy Hetyci dotarli do Babilonu po 1600 roku prz. Chr., Sumerowie dawno już zniknęli z bliskowschodniej sceny. Jak zatem doszło do tego, że ich język, literatura i religia zdominowały inne wielkie królestwo, w innym tysiącleciu i w innej części Azji? Mostem, co niedawno odkryli uczeni, był lud nazywany Hurytami. Wzmiankowani w Starym Testamencie jako Choryci („wolni ludzie”), panowali nad szerokim obszarem między Sumerem a Akadem w Mezopotamii oraz w królestwie hetyckim w Anatolii. Na północy ich ziemie były starożytnymi „krajami cedru”, skąd bliżsi i dalsi importerzy otrzymywali najlepsze drewno. Na wschodzie ich skupiska obejmowały współczesne pola naftowe Iraku; w samym mieście Nuzi archeologowie znaleźli nie tylko typowe budowle i artefakty, lecz także tysiące dokumentów urzędowych i prywatnych o ogromnej wartości. Na zachodzie ich władza i wpływy rozciągały się do wybrzeży Morza Śródziemnego i ogarniały takie starożytne centra handlowe, przemysłowe i naukowe, jak Karkemisz i Alalach. 

Tak więc wpływ kulturowy po wedyjski, ciągle jednak pochodzący od Prasłowian, był wywierany na kulturę Żydowską a tym samym i język tej nacji, niezwykle długotrwale. Nawet wiązał się z polityką i wspólnymi działaniami zbrojnymi Judejczyków z Arjo-Hetytami. Przypomniała mi się legenda słowiańska o trzech braciach. W wersji polskiej, występował w niej; Lech, Czech i Rus. W wersji ruskiej; Kij (zapewne odniesienie do ‘lecha’ w sensie ‘prawy człowiek’ gdyż rdzenie ‘la-ha’ jakie pochodzą od nazwy stosowanej przez Rusów do Polan, czyli ‘Lachy’, oznaczają ‘równy/nizinny/prosty-życie/ciepło’. Jak w wyrazie ‘las’ od ‘la-sa’; ‘proste-jest’, odnoszonym dawniej do pojedyńczego drzewa gdyż las nazywano ‘drewo’. W języku szwedzkim istniało słowo oznaczające życiowego przewodnika, mentora, a później nadane zawodowi prawnika i spisane w starych słownikach, jako ‘lach-man’), Sczek, (zapewne wyraz ten oznacza nie, że ktoś ‘szczeka’ tylko zanikła w nim miękka głoska ‘l’ gdy brzmiał on jako ‘sczlek’ czyli ‘z człowieka’. Jeśli termin ‘lachy’ oznaczał więc ludzi żyjących na równinie, to słowo ‘sczlek’ może posiadać zmienioną końcówkę gdzie ‘k’ zastąpili Celtowie i Niemcy twardym ‘k’ i tak przyjęli ten wyraz Rusini.  Wcześniej, była tam głoska miękka ‘ch’. Wówczas, ‘czech’ znaczyloby ‘z lech’. A więc ludzi, pochodzących wspólnie z Polanami, Łużyczanami, Połabianami, jako odnogę Słowian laskich o bliskiej sobie mowie, z nizin nad Dunajskich), oraz Choryń (wyraz ten podobny jest niezwykle do Biblijnych Chorytów). Możliwe, że przekaz Biblijny wierniej zachował tłumaczenie tej nazwy niż interpretacyjnie odczytywane pismo klinowe podające ich jako Hurytów. Jeśli następnie pod pojęciem Choryń zauważymy współczesny Goryń czyli podobnie jak w słowie Hora dzisiejsze słowo Góra, to sprawa staje się jasna. Choryci mogli być ludem gór (Kaukazu bądź wschodnio-południowych Karpat, pochodząc z centrum kolebki Arjów. Ale zapewne Arjowe imperium nie było tylko skrawkiem Kaukazu), skąd eposy ruskie wywodzą Hrobatów (Chorwatów) i Rusinów. Choryń, to więc zapewne nazwa ludu gór, południowy odłam Słowian, przyszłych Scytów i przyszłych Rusów a później Biełorusów i Ukraińców. 


Jednak siedlisko hu ryckiej potęgi – główne ośrodki na starożytnych szlakach
handlowych, miejsca budowy najbardziej czczonych świątyń znajdowało się w sercu kraju „między dwiema rzekami”, w biblijnym Naharaimie. Ich najdawniejsza stolica (do tej pory nie odkryta) położona była gdzieś nad rzeką Kabur. Największe centrum handlowe nad rzeką Balich to biblijny Haran – miasto, w którym rodzina patriarchy Abrahama zatrzymała się w drodze z Ur w południowej Mezopotamii do kraju Kanaan. Egipskie i mezopotamskie dokumenty państwowe nazywały królestwo Hurytów - Mitanni i odnosiły się do niego jak do równorzędnej potęgi – kraju, którego wpływ sięgał daleko poza jego granice. Hetyci nazywali swoich huryckich sąsiadów Hurri. Niektórzy uczeni zauważyli jednak, że to słowo może być też czytane „Har”, i (jak G. Contenau w La Civilisation des Hittites et des Hurrites du Mitanni) doszli do przekonania, że w nazwie „Harri” można „widzieć nazwę »Ari«, czyli lud Ariów”. Nie ma wątpliwości, że Huryci byli Ariami, czyli Indoeuropejezykami z pochodzenia. Ich inskrypcje wzywają kilka bóstw pod wedyjskimi, „aryjskimi” imionami, ich królowie nosili indoeuropejskie imiona, a ich terminologia militarna i dotycząca konnicy jest w swych korzeniach indoeuropejska. B. Hrozny, który w latach dwudziestych XX w. kierował wysiłkami rozwikłania hetyckich i huryckich zapisów, posunął się nawet tak daleko, że nazwał Hurytów „najstarszymi Hindusami”. Ci Huryci dominowali nad Hetytami kulturowo i religijnie. Hetyckie teksty mitologiczne okazały się mieć hurycką proweniencję, nawet epickie opowieści o prehistorycznych, półboskich herosach są pochodzenia huryckiego. Nie ma już żadnej wątpliwości, że Hetyci przyswoili sobie kosmologię, „mity”, bogów…
Potrójny związek – między aryjskim pochodzeniem, hetyckim kultem a huryckimi źródłami – jest szczególnie wyraźnie udokumentowany w hetyckiej modlitwie kobiety, która prosi o życie dla swojego chorego męża. Kierując modlitwę do bogini Hebat, żony Teszuba, kobieta intonowała:
„O bogini wschodzącej tarczy Arinny,
Pani moja, pani krajów Hatti,
Królowo nieba i ziemi [...],
W kraju Hatti twoim imieniem jest
Bogini wschodzącej tarczy Arinny,
Ale w kraju, który stworzyłaś,
W kraju cedru,
Nosisz imię Hebat”.


Jak widzimy, wpływy Arjów i kultury wedyjskiej, w zasadzie stworzyły hinduizm a wymieszane i przekazane przez Hetytów oraz Hurytów, musiały wpływać na kulturę a nawet język ludów semickich z południowej Mezopotamii. Skąd przyszły naród żydowski zawędrował do ziemi Egipskiej oraz Kananejskiej. Tam, czekały już na nich te same wpływy wedyjskie a oni sami dodatkowo je utrwalili.  


Mimo to kultury i religii przyjętej i przekazywanej przez Hurytów, nie można zaliczyć do indoeuropejskich. Nawet ich język nie był prawdziwie indoeuropejski. W huryckimi języku, kulturze i tradycjach niewątpliwie tkwiły elementy akadyjskie. Nazwa ich stolicy, Waszuganni, (dopisek autora: bliska nazwie naszej stolicy jest pradawna nazwa ludu i fragmentu ziemi Hetyckiej „Wazawa”) była wariantem semickiego resz-eni („gdzie wody mają swój początek”). Rzekę Tygrys nazywano Aranzach, co (jak przypuszczamy) pochodziło od akadyjskiego słowa oznaczającego „rzekę cedrów”. Bogowie Szamasz i Taszmetum stali się huryckimi Szimegim i Taszimmetiszem – i tak dalej. Ponieważ akadyjska kultura i religia były jednak tylko rozwinięciem oryginalnych sumeryjskich wierzeń i tradycji, Huryci w istocie wchłonęli i przekazywali religię Sumeru. Wynikało to w sposób oczywisty również z częstego używania oryginalnych, sumeryjskich imion bogów, tematów słowotwórczych i znaków pisma. Te epickie opowieści okazały się opowieściami Sumeru – „miejsca zamieszkania” dawnych bogów były sumeryjskimi miastami, a „dawny język” jego językiem. Nawet hurycka sztuka powielała sztukę sumeryjską – jej formę, tematy i symbole. Kiedy i jak Huryci zostali „zmutowani” sumeryjskim „genem”? Są dowody, że Huryci, którzy byli północnymi sąsiadami Sumeru i Akadu w drugim tysiącleciu prz. Chr., w poprzednim tysiącleciu zmieszali się z Sumerami. Ustalono, że byli obecni i aktywni w Sumerze w trzecim tysiącleciu prz. Chr., że zajmowali ważne stanowiska w tym państwie w jego ostatnim okresie świetności, za czasów trzeciej dynastii z Ur. Są dowody wskazujące na to, iż Huryci stanowili siłę roboczą i kierowniczą przemysłu odzieżowego, z jakiego Sumer (a szczególnie Ur) słynął w starożytności. Znani kupcy z Ur byli prawdopodobnie w większości Hurytami. 


W tym miejscu, zwróćmy uwagę na antropologiczne, dawne cechy górali polskich. Ta społeczność niewątpliwie pochodzi z innego ludu niż Słowianie lecz uległa silnej z nimi symbiozie. Górale Karpaccy posiadali głęboką, własną kulturę już bardzo dawno zasiloną przez elementy kultury słowiańskiej (słynne swastyki na domach) lecz nawet rysy ich twarzy, w tym duże, orle nosy i kruczo czarne włosy, wskazują na pochodzenie pustynne z południowej Azji. Być może właśnie z obszaru Sumeru czy państwa Hurytów. Jeśli już tam byli udziałowcami kultury wedyjskiej, to ich osadnictwo wśród Słowian nie stanowiło dla nich problemu. O silnych związkach Hetytów ze Słowianami, wspominali już dawno polscy naukowcy. 

W XIII wieku prz. Chr. pod naciskiem potężnych migracji i inwazji (włącznie z izraelickim naporem z Egiptu do Kanaanu) Huryci wycofali się do północno-wschodniej części swojego królestwa. Zakładając nową stolicę w pobliżu jeziora Wan, nazwali swoje królestwo Urartu („Ararat”). Czcili tam panteon, którego głównym bóstwem był Teszub, przedstawiając go jako boga pełnego wigoru, noszącego czapkę z rogami i stojącego na symbolu kultowym, byku. … 
Według starożytnej opowieści ta walka nie zakończyła się całkowitym zwycięstwem. Mimo tak poważnego zubożenia Anu zdołał dolecieć do swojej niebiańskiej siedziby, pozostawiając Kumarbiemu władzę nad ziemią. Tymczasem „męskość” Anu spłodziła we wnętrzu Kumarbiego kilka bóstw, które (tak jak Kronos w greckiej legendzie) Kumarbi był zmuszony uwolnić. Jednym z tych bóstw był Teszub, główny bóg hetycki. Zanim Teszub spokojnie zapanował, miała się jednak, według eposu, rozegrać jeszcze jedna bitwa. Dowiedziawszy się o tym, że Anu doczekał się potomka w Kummija („niebiańska siedziba”), Kumarbi obmyślił plan „przeciwstawienia rywala bogu burzy”. „Wziął berło w rękę, na nogi włożył buty szybkie jak wiatr” i udał się do miasta Ur-Kisz, siedziby pani Wielkiej Góry. Gdy przybył do niej:
„Obudziło się w nim pragnienie;	
Spał z panią Górą;
Jego męskość wpłynęła do niej.
Wziął ją pięć razy [...].
Wziął ją dziesięć razy”.
Czy Kumarbi był po prostu lubieżny? Mamy powody przypuszczać, że chodziło o coś więcej. Domyślamy się, że według praw sukcesji bogów syn Kumarbiego mógł rościć pretensje do prawowitego dziedziczenia niebiańskiego tronu i że Kumarbi „wziął” boginię pięć i dziesięć razy, ażeby upewnić się, iż poczęła, co rzeczywiście się stało. Urodziła syna, którego Kumarbi nazwał symbolicznie Ullikummi („pogromca Kummiji” – siedziby Teszuba). Kumarbi przewidywał, że walka o sukcesję wywoła wojnę w niebie; wyznaczywszy swego syna na pogromcę beneficjantów w Kummiji, obwieścił jego posłannictwo:
„Niech wstąpi do nieba po królestwo!
Niech podbije Kummiję, piękne miasto!
Niech spadnie na boga burzy
I rozerwie go w strzępy jak śmiertelnika!
Niech zestrzeli wszystkich bogów z nieba”.
Czy ta szczególna kampania, prowadzona przez Teszuba na ziemi i w niebie, odbyła się w czasie, gdy zaczynała się era Byka, około 4000 roku prz. Chr.? Czy właśnie dlatego zwycięzcę wiązano z bykiem? I czy te wydarzenia były w jakiś sposób styczne z początkiem nagłej cywilizacji Sumeru, który nastąpił właśnie wtedy? Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że hetycki panteon i opowieści o bogach wyrastały w gruncie rzeczy z Sumeru, jego cywilizacji i jego bogów. Historia rywalizacji o boski tron, podjętej przez Ullikummiego, przedstawia w dalszej części przebieg heroicznych bitew, nieprzynoszących jednak rozstrzygnięcia. Doszło nawet do tego, że niepowodzenia, jakich doznawał Teszub w swych próbach pokonania przeciwnika, doprowadziły jego żonę Hebat do samobójstwa. Ostatecznie zaapelowano do walczących o negocjacje i zwołano w tej sprawie zgromadzenie bogów. Przewodniczyli w nim „dawni bogowie”, Enlil i Ea, których wezwano do wydobycia „starych tablic głoszących słowa przeznaczenia” – pewnych starożytnych zapisów, jakie mogły widocznie pomóc w rozstrzygnięciu sporu dotyczącego boskiej sukcesji. Kiedy i te zapisy nie pomogły w dojściu do porozumienia, Enlil posłużył radą, by stoczyć jeszcze jedną bitwę, lecz tym razem z użyciem bardzo starożytnych broni. „Słuchajcie, wy, dawni bogowie, którzy rozumiecie znaczenie przedwiecznych słów” – powiedział Enlil do swoich stronników: „Otwórzcie starodawne skarbnice
Ojców i praojców! Dobądźcie z otchłani czasu miedzianą włócznię, Którą niebo oddzielono od ziemi; I oddzielcie tak stopy Ullikummiego”. Kim byli ci „dawni bogowie”? Odpowiedź jest oczywista, ponieważ wszyscy oni – Anu, Antu, Enlil, Ninlil, Ea, Iszkur – noszą sumeryjskie imiona. Nawet imię Teszub oraz imiona innych „hetyckich” bogów pisano często pismem sumeryjskim. Starożytnymi
sumeryjskimi osadami były też niektóre miejsca wymienione w eposie. Uczeni zaczęli sobie uświadamiać, że Hetyci czcili w istocie panteon pochodzący z Sumeru i że sceną tych opowieści o „dawnych bogach” był Sumer. To jednak tylko część o wiele większego odkrycia. Okazało się, że język hetycki rozwinął się nie tylko z kilku indoeuropejskich dialektów, lecz stał się także obiektem poważnego wpływu akadyjskiego, zarówno w mowie, jak w piśmie. Jako że akadyjski był językiem międzynarodowym starożytnego świata w drugim tysiącleciu prz. Chrystusem.

Kiedy analizujemy teksty Huryckie pod kątem wpływów wedyjskich i Arjo-Słowian, bóstwo Teszub od razu nam się kojarzy z nazwą jednego z większych plemion Słowian Lechickich; Kaszubi. W prawidłowym, ich własnym brzmieniu, Kaszub to Keszeb/Kaszeba. Czyżby było to tylko przypadkowe podobieństwo? Znamy już bezsprzeczne związki Słowian-Arjów z Hurytami i Hetytami. Znamy blisko brzmiące w tekście Biblijnym nazewnictwo ludu z północy - czyli Choryń, podobne do jednego z plemion słowiańskich zawartych w legendzie Ruskiej i pochodzących prawdopodobnie z Karpat lub Kaukazu. Znamy podobną nazwę plemiona słowiańskiego Chorwaci zamieszkującego niegdyś Karpaty. A teraz, zwróćmy jeszcze uwagę na fakt, że język Kaszebski ma więcej wspólnego z mową Słowian żyjących w pobliżu Karpat, jak Ślązacy czy Łużyczanie bądź Czesi, niż Słowian Wielkopolskich którzy oddzielają jednych od drugich. Bo prawdopodobnie, Kaszubi pochodzą z późniejszego „rzutu” słowiańskiego jaki z koliby naddunajskiej po ustąpieniu lodowca zamieszkał nad wybrzeżem Bałtyku. Dorzucamy jeszcze do tego taki drobiazg, jak niezwykle wysokie czapy harnasi góralskich, którymi podkreślali swoją zwierzchność podobnie jak czapy z rogami występujące wśród Hurytów i Sumeryjczyków. Skoro ‘Teszub’ znaczyć miał ‘Pan wiatru’ (‘ten-szeb’ stąd nasz; ‘szum, szept, szmer, szelest’ a ‘szeba, szata, szal’ to występujące w różnych językach słowiańskich określenia dla części ubioru chroniącego przed wiatrem ) to może nazwa plemienna ‘Kaszebi’ nie wywodzi się wcale od znacznie młodszej nazwy ich barwnego ubioru, tylko od rdzeni ‘kaj-szeb’ czyli ‘gdzie-wiatr’ bądź od ‘kaj-sze-ba(t)’ czyli ‘gdzie-wiatru-dom’? Wcześniej był to wiatr górski, później znad morza.  Znając fakty o arjosłowiańskich wędrówkach oraz powiązaniach kulturotwórczych a więc i językowych między odległymi sobie krainami, sięgajmy śmielej do wyjaśniania rdzeni naszych pradawnych nazw.   

Hetyckie teksty, zbliżone do późniejszych greckich legend, relacjonują walkę, jaką ich główne bóstwo musiało stoczyć z pewnym potworem, by utrwalić swoje panowanie. Tekst, nazwany przez uczonych „Mitem o zgładzeniu smoka”, utożsamia przeciwnika Teszuba z bogiem Illujanką. Nie mogąc go pokonać w walce, Teszub zaapelował do innych bogów o pomoc, ale tylko jedna bogini okazała mu wsparcie i rozprawiła się z Illujanką upijając go podczas biesiady.
Rozpoznając w podobnych opowieściach źródło legendy o świętym Jerzym i smoku, uczeni powołują się na przeciwnika – „smoka” – rozgromionego przez „dobrego” boga. Jest jednak faktem, że Illujanka oznaczał „węża” i że starożytne ludy w tej postaci przedstawiały „złego” boga – jak widać to na płaskorzeźbie z hetyckiej osady. Także Zeus, o czym była mowa, walczył nie ze „smokiem”, lecz z bogiem-wężem. Jak wykażemy to później, w tych starożytnych legendach o zmaganiach boga wiatru z bóstwem-wężem ukryte jest głębokie znaczenie. W tym miejscu możemy tylko podkreślić, że walki pomiędzy bogami o boskie królestwo były relacjonowane w starożytnych tekstach jako nie ulegające wątpliwości fakty.

Kiedy przyrównamy legendę o zabiciu węża przez Teszuba do legendy o zabiciu smoka wawelskiego, wiele wątków zdaje się być niezwykle podobnych. Wąż to przecież smok. Smok wawelski również został zabity podstępem i w praktyce przez upicie, bo musiał tyle wypić po siarczystym posiłku, że pękł. Teraz zwróćmy uwagę, że ta legenda w polskiej wersji bez wątpienia ubarwiona w wątki ludowe, pochodzi z gór które zamieszkuje obecnie polski lud góralski, dalekiego, kaukaskiego lub semickiego pochodzenia. Z tych właśnie gór pochodzi plemię Kaszebów bliskie swoją nazwą rodową do nazwy bóstwa Huryckiego a przynajmniej wspólnych rdzeni mowy słowiańskiej i huryckiej. Legenda hurycka o wężu jest podobna do legendy o smoku wawelskim. Czyżby więc jakiś władca Teszuba/Keszeba/Keszuba zabił niegdyś innego władcę o nazwie Illujanka? A może cała ta historia pochodzi wprost z Karpat, gdzie w bratobójczej walce jeden władca słowiański zabił potężnego władcę Słowian Serbskich (nazwa Serb pochodzi od Sirb podobnie jak dawne narzędzie do ścinania zboża ‘sierp’ czyli ‘krzywy, wężowy’), co spowodowało wyzwolenie miejscowego ludu spod jego tyranii? Jeśli tak, to jakże musi być to stara legenda, świadcząca o wpływie kultury już Słowian środkowoeuropejskich na odległe ludy Azji za pośrednictwem Słowiano-Arjów. Prawdziwe echa tego przekazu wychwycimy przez traktowanie go jako tej samej informacji i wyciągnięciu elementów wspólnych oraz analizy elementów zupełnie odrębnych. Nazwy bohaterów mogły przetrwać w Huryckim eposie. Prawdziwy sens, w Laskim. Jeśli owa legenda została zaniesiona do Azji w okresie,  gdy Arjowie górowali kulturowo nad Sumerem, to nic dziwnego, że ich władcy mogli być traktowani jak bogowie. Jest jeszcze jeden wspólny wątek. Huryci, byli uważani za mistrzów w wyrobie odzieży. A przecież nasz Szewczyk Dratewka który zabił smoka, jak wskazuje jego miano, był właśnie z tej branży. Może więc owa legenda świadczy o pochodzeniu Hurytów (przynajmniej częściowo) od Arjo-Słowian z Europy centralnej? Zastanawiająca jest nazwa węża ‘Ilujanka’. Być może pochodząca od starosłowiańskiego określenia zastępczego rodzica, podobnie jak w dzisiejszym słowie ‘niańka’ a dawniej ‘nijanka’ i podobnie. Czyżby chodziło tutaj o zabójstwo dokonane w słowiańskiej rodzinie?

Długi i dobrze zachowany hetycki epos, zatytułowany „Królestwo w niebie”, dotyczy właśnie tego tematu – niebiańskiego pochodzenia bogów. Szczegółowa opowieść o wydarzeniach z czasów, kiedy śmierci jeszcze nie było, wzywa najpierw dwunastu „potężnych, dawnych bogów”, by go wysłuchali. Ten długi i dobrze zachowany hetycki epos, zatytułowany „Królestwo w niebie”, dotyczy
właśnie tego tematu – niebiańskiego pochodzenia bogów. Szczegółowa opowieść o wydarzeniach z czasów, kiedy śmierci jeszcze nie było, wzywa najpierw dwunastu „potężnych, dawnych bogów”, by wysłuchali tej opowieści i byli świadkami jej ścisłości:
„Słuchajcie bogowie, którzy jesteście w niebie,
I ci, którzy jesteście na mrocznej ziemi!
Słuchajcie potężni i dawni bogowie”.
Ustalając w ten sposób, że dawni bogowie byli zarówno w niebie, jak i na ziemi, epos wymienia dwunastu „potężnych dawnych” przodków bogów; skupiając na sobie ich uwagę, narrator przedstawia okoliczności, w jakich bóg, który był „królem nieba”, zszedł na „mroczną ziemię”. 

Widzimy tu wyraźny związek liczby dwanaście ze słowiańskimi miesiącami występującymi w takiej samej liczbie, ujętymi już w wedyjskim kalendarzu długo znanym na Rusi, oraz z wedyjską symboliką oparta na cyfrze dwanaście. Ta cyfra, dotarła w końcu na karty Nowego Testamentu w osobach dwunastu apostołów.   

Główną świątynię (Huryci) nazywali Bitanu („dom Anu”) i poświęcili się misji uczynienia ze swojego królestwa „fortecy doliny Anu”. … A co z drugim szlakiem, którym kult bogów i opowieści o nich dotarły do Grecji ze wschodnich wybrzeży Morza Śródziemnego przez Kretę i Cypr? Kraje, które są dzisiejszym Izraelem, Libanem i południową Syrią – tworzące południowo-zachodni pas starożytnego żyznego półksiężyca – były wtedy miejscem zamieszkania narodów, które można określić jednym wspólnym mianem: Kanaanejczycy. Źródłem wszystkiego, co do niedawna wiedziano na ich temat, były wzmianki (na ogół sprzeczne) znajdywane w Starym Testamencie oraz w rozproszonych fenickich inskrypcjach. Archeologowie zaledwie zaczynali rozumieć kanaanejski, gdy dokonano dwóch odkryć: znaleziono teksty egipskie w Luksorze i Sakkara oraz, co znacznie ważniejsze, odgrzebano historyczne, literackie i religine teksty w głównym mieście kanaanejskim. Tym położonym na syryjskim wybrzeżu miastem, nazywanym obecnie Ras Szamra, okazało się starożytne Ugarit. Język napisów z Ugarit, język kanaanejski, określany przez uczonych jako zachodniosemicki, uznany został za odgałęzienie rodziny języków, w której skład wchodzi najdawniejszy akadyjski i współczesny hebrajski. I rzeczywiście, każdy kto zna dobrze hebrajski, może czytać kanaanejskie inskrypcje ze względną łatwością. Ten język, styl literacki i terminologia przypominają Stary Testament. Panteon, jaki wyłania się z kanaanejskich tekstów, wykazuje wiele podobieństw do późniejszego greckiego. Na jego czele stało również bóstwo najwyższe, nazywane słowem El, (Dopisek autora: ‘El’ jest w zasadzie bliskoznacznym odpowiednikiem terminu ‘Al’. ‘El’ tak naprawdę oznacza ‘wybraniec’ co możemy zauważyć w słowiańskim terminie ‘ci-el’ pochodnym od ‘ti-el’ czyli ‘to – te/wybrane/wskazane/miejsce’. Termin ‘Al’ oznacza natomiast ‘wyniosly, wysoki’ i stąd był używany zamiennie z ‘El’ na określenie bóstwa. Oba podobnie brzmiące terminy były i są dzisiaj używane przez różne ludy dla tytułowania bogów, jak choćby ‘Allah’ z Koranu czy ‘Elohim’ ze Starego Testamentu. W pojęciu ‘wybraniec’ dostrzegamy jednak wyraźniej atrybut władcy zamiast atrybutu boga), oznacza Ibędącym zarówno imieniem boga, jak też ogólnym terminem oznaczającym „wzniosłe bóstwo”. Był najwyższym autorytetem we wszelkich sprawach, boskich czy ludzkich. Jego tytuł brzmiał Ab Adam („ojciec człowieka”) i określano go słowami: życzliwy, łaskawy. Był „stwórcą rzeczy stworzonych i tym, który sam jeden mógł obdarzyć królestwem”. Kanaanejskie teksty (dla większości uczonych „mity”) przedstawiały Ela jako mędrca, starego boga, nie mieszającego się do spraw codzienności. Jego siedziba była odległa, znajdowała się w „dorzeczu dwóch rzek” – Tygrysu i Eufratu. Tam zasiadał na tronie, przyjmował wysłanników, rozważał problemy i rozsądzał spory, z jakimi zwracali się do niego inni bogowie.


Epos ten, świadczy o istnieniu jakiegoś starożytnego zwierzchnika, który posiadał wielkie wpływy nad ziemią Sumeru. Jeśli ‘El’ oznaczał w rzeczywistości wybrańca, nie boga. Jeśli przekaz ten odnosi się do zwykłych ludzi i został później ubarwiony atrybutami bogów. Jeśli tak, to władca ‘El’ jakby  nie był potężny, miał gdzieś na północy swoich zwierzchników. Bo na południu, miał już tylko morze.  Tym bardziej że miasto Ur, leżało dawniej nad jego samym brzegiem. 


Znaleziona w Palestynie stela przedstawia starsze bóstwo siedzące na tronie, któremu młodsze bóstwo podaje napój. Siedzące bóstwo ma na głowie stożkowatą czapkę ozdobioną rogami – jak widzieliśmy, oznaką bogów z czasów prehistorycznych – a nad tą sceną góruje symbol skrzydlatej gwiazdy – wszechobecne godło, z jakim będziemy spotykać się coraz częściej. Jest ogólnie przyjęte przez uczonych, że ta płaskorzeźba przedstawia Ela, najstarsze rangą bóstwo kanaanejskie … 

Skrzydlata gwiazda występuje również w mitologii egipskiej gdzie jest zwana ‘horusem’. Wyraz ten może pochodzić od kultu Arjów, w jakim czcili oni stepowego ptaka, raroga, uznawanego za ziemską personifikację „żar ptaka, płonącego ptaka”. Sokoła a w zasadzie gadożera, atakującego często węże. Może dlatego właśnie, to jego wybrali sobie na ten symbol, gdyż wąż był dawno uosobieniem potęgi boskiej, duchowej, jaką chciał posiąść dla siebie człowiek. Sama nazwa ‘horus’ wywodzi się zapewne od możliwych znaczeń rdzeni; ‘ha-ru-di-si’ czyli ‘wiatr/oddech/życie-rodzący-ostry-jasny(płonący)’ stad podobny wyraz ‘rudy’ co znaczyło tyle co ‘płonący’. Ten mit o odradzaniu się i umieraniu owego ognistego ptaka, dotyczy najprawdopodobniej słońca. Gwiazdy, która wschodzi i zachodzi. A nie jakiejś planety która dopiero przybędzie w okolice ziemi czy pojazdu kosmicznego. Skrzydła umieszczone na jej okręgu, wskazują wyraźnie, że porusza się ona na nieboskłonie. Wpływ mitów aryjskich na kulturę Sumeru jest tutaj jednoznaczny i pokazuje, że na północy od nich, istniała cywilizacja jeszcze potężniejsza. 


El nie zawsze był starszym panem. Określano go również mianem Tor („byk”), (Dopisek autora: stąd słowiański ‘tur’ czyli dziki byk, jaki zamieszkiwał długo lasy lechickie) co, jak uważają uczeni, miało podkreślać jego szczególny wigor seksualny i rolę ojca bogów. Kanaanejski poemat, zatytułowany „Narodziny uroczych bogów”, umieszcza Ela (prawdopodobnie nagiego) na brzegu morza, gdzie dwie kobiety zostały kompletnie oczarowane rozmiarem jego penisa. El miał stosunek z tymi dwiema kobietami. W ten sposób przyszli na świat dwaj bogowie: Szahar („wschód”) i Szalim („zachód”). Nie były to jego jedyne dzieci ani najważniejsi synowie (których miał jak się zdaje siedmiu). Jego najważniejszym synem był Baal – znowu imię własne bóstwa, jak również ogólny termin oznaczający „pana”. Podobnie jak Grecy w swoich opowieściach Kanaanejczycy rozprawiali o wyzwaniach rzucanych ojcu przez syna i sprzeciwianiu się ojcowskiemu autorytetowi i władzy. Tak jak El, Baal nazywany jest przez uczonych bogiem burzy, bogiem grzmotu i błyskawic. Nosił też przydomek Hadad („ostry”). Jego orężem był topór wojenny i zapalający oszczep, jego zwierzęciem kultowym także byk. Baala, tak jak Ela, przedstawiano w stożkowatym nakryciu głowy zdobionym parą rogów. Nazywano go również Alijan („najwyższy”), tj. uznany książę, prawowity następca tronu. Lecz nie doszedł do tego tytułu bez walki – najpierw ze swoim bratem Jamem („księciem morza”), później zaś ze swoim bratem Motem. Długi i wzruszający poemat, zestawiony z licznych fragmentów tabliczek, zaczyna się od przywołania „mistrza rzemieślnika” do siedziby Ela „u źródeł wód, pośród dorzecza dwóch rzek”….  Jednak wywyższenie Jama nie trwało długo. Uzbrojony w swoje „boskie bronie” Baal ruszył do walki z Jamem i pobił go – tylko po to, by zostać wyzwanym przez Mota (imię to znaczyło „zabijaka”). W tej walce Baal został szybko pokonany, ale jego siostra Anat nie chciała się zgodzić, by Baal stracił prawo do władzy. „Pochwyciła Mota, syna Ela, i rozpruła go ostrzem noża.” Według kanaanejskiej opowieści usunięcie Mota doprowadziło do cudownego zmartwychwstania Baala. 

Wszystkie te nazwy bóstw, znowu przypominają jakiś język prasłowiański; Ela, Mot, Baal, Anat, Hadad, Jam, Tor, Alijan, Szahar, Szalim, niekiedy wzbogacony o semickie naleciałości. Może były to wcześniej rdzenie; ‘El-la’ (wybrany- sprawiedliwy/prawy/równy), ‘Mi-ot’ (‘moje-to’; rodzina, potomstwo chociaż tłumaczenie na „zabijaka” może wskazywac na bojowy ‘młot’), ‘Bat-al’ (dom, mocny-wysoki), An-at (pan/mężczyzna/wojownik-ten/to), Ha-dad (życiowo-stary), Ja-am (‘jama, głęboki’ ), Tor (Ti/to-ra; ‘to-moc’), Al-lij-an (wysoki-prosty-on), Sza-ha-ra (wiatr-życie/ciepły-mocny), Sza-li-ma (wiatr-równinny).


Uczeni próbują racjonalizować tę relację, sugerując, że opowieść ma znaczenie jedynie alegoryczne i nie przedstawia niczego poza historią corocznych zmagań, jakie odbywają się na Bliskim Wschodzie między gorącymi, bezdeszczowymi okresami letnimi, wysuszającymi roślinność a nadchodzącymi deszczowymi sezonami jesiennymi, które ją ożywiają, czyli „wskrzeszają”. Nie ma jednak cienia wątpliwości, że ta kanaanejska opowieść nie posługiwała się żadną alegorią, tylko opisywała to, co uważano wtedy za autentyczne zdarzenia: jak synowie głównego bóstwa walczyli między sobą i jak jeden z nich nie ścierpiał porażki, lecz pojawił się ponownie w roli akceptowanego dziedzica ku radości Ela….  Anat – według tradycji kanaanejskich – stanęła zatem po stronie swego brata (Baala) Pana w walce na śmierć i życie ze złym Motem. Analogia między tą tradycją a greckim podaniem o bogini Atenie, trwającej przy najwyższym bogu Zeusie w jego walce na śmierć i życie z Tyfonem, jest aż nadto oczywista. Atena – jak widzieliśmy – nazywana była „nie tkniętą dziewicą”, miała jednak wiele nieprawych romansów. Również kanaanejskie tradycje używały określenia „dziewica Anat”, a mimo to nie stroniły od opisów jej rozmaitych przygód miłosnych, szczególnie z własnym bratem Baalem. Jeden z tekstów opowiada o przybyciu Anat do siedziby Baala na górze Safon, co spowodowało, że Baal w pośpiechu odprawił swoje żony. Potem padł do stóp siostry, patrzyli sobie w oczy, wzajemnie namaścili olejkami swoje „rogi”… Skąd Kanaanejczycy czerpali swoją kulturę i religię? Stary Testament uważał ich za odłam chamickiej rodziny narodów wywodzącej się z gorących (bo to właśnie znaczyło ham) krajów Afryki, spokrewniony z Egipcjanami. Artefakty i napisy odgrzebane przez archeologów potwierdzają bliskie powinowactwo tych dwóch narodów oraz liczne podobieństwa między kanaanejskimi a egipskimi bóstwami…. Chociaż Egipcjanie posługiwali się w obliczeniach systemem dziesiętnym, ich kwestie religijne podlegały sumeryjskiemu systemowi sześćdziesiętnemu, sprawami nieba zaś rządziła boska liczba dwanaście. Niebiosa dzieliły się na trzy części, każda z nich zawierała dwanaście ciał niebieskich. Państwo umarłych podzielone było na dwanaście okręgów. Dzień i noc dzielono na dwanaście godzin. A wszystkim tym podziałom odpowiadały „kompanie” bogów, z których każda składała się z dwunastu bóstw. Głową egipskiego panteonu był Ra („stwórca”), który przewodniczył radzie bogów złożonej z dwunastu osób. Ra dokonał swoich cudownych dzieł stworzenia w pradawnych czasach, wydając na świat Geb (Ziemię) i Nut (Niebo). (Dopisek autora: Tutaj znowu mamy podobieństwo w wyrazie ‘geb’ do słowa ‘gleba’ pochodzącego z łaciny a ta wzięła się ze starosłowiańskiego ‘gliba, głyba, głyza’ a pierwotnie zapewne ‘golaba’ czyli ‘rola, ziemia’. Zas w wyrazie ‘nut’ nieznacznie tylko blisko jest nam do współczesnego wyrazu ‘niebo’ dawniej ‘nebies’ który oznaczał nieboskłon za dnia, bezchmurny, piękny, czyli ‘nie-ciemny’. Należy przypuszczać, że wyraz określający u Słowian przestrzeń nad głową zarówno za dnia jak i w nocy, był inny i zawierał tylko cześć obecnego słowa ‘niebo’. Porównując go do greckiego słowa ’nefos’, niemieckiego   ‘nebel’ , łacińskiego ,nubes’, ‘nebula’, indyjskiego ‘nubhas’, wydaje się najbliższe powiązanie egipskiego słowa ‘nut’ z dalekim, indyjskim ‘nubhas’ jako skrócona forma tego wyrazu od ‘nu-bi(ti)-ha-as’ czyli; ‘na-zimnej/ostrej-wiatru/życia-wysokości’. Jak bym tych słów nie tłumaczył, to widać w nich wyraznie wspólne pochodzenie z jednego źródła, co indyjski oraz języki słowiańskie ) Potem wywołał wegetację roślin na ziemi, stworzył istoty pełzające – a w końcu człowieka. Ra był niewidzialnym bogiem niebiańskim, objawiającym się jedynie okresowo. Jego manifestacją był Atum – boski dysk, przedstawiany jako skrzydlaty glob….  Pojawienie się i działanie Ra na ziemi było według tradycji egipskiej bezpośrednio związane z królestwem w Egipcie. Utrzymywano, że pierwsi władcy Egiptu nie byli ludźmi, lecz bogami, a pierwszym bogiem rządzącym tym krajem miał być Ra. Potem Ra podzielił królestwo między swoich dwóch synów – Dolny Egipt oddał Ozyrysowi, a Górny Setowi. Ale Set powziął plan obalenia Ozyrysa i w końcu go utopił. Izyda, siostra i żona Ozyrysa, odnalazła jego okaleczone ciało i przywróciła mu życie. Ozyrys przeszedł wtedy przez „tajemne bramy” i połączył się z Ra na niebiańskiej drodze; miejsce na tronie Egiptu zajął jego syn Horus, przedstawiany czasem jako skrzydlate i rogate bóstwo. Chociaż Ra był najwyższy w niebie, na ziemi był synem Ptaha („wytwórcy”, „tego, który ukształtował rzeczy”). Egipcjanie wierzyli, że Ptah rzeczywiście wydobył ziemię egipską z wód potopu, budując tamę w miejscu, gdzie wypływa Nil. Ten wielki bóg – mówili –przyszedł skądś do Egiptu, był założycielem nie tylko tego państwa, lecz także „dalekiego obcego państwa w górzystym kraju”. W przekonaniu Egipcjan wszyscy ich „dawni bogowie” przypłynęli łodzią z południa. Znaleziono wiele prehistorycznych rysunków naskalnych, które ukazują tych dawnych bogów – w charakterystycznym, rogatym nakryciu głowy – przybywających w ten sposób do Egiptu. 

Na zakończenie, pragnę zwrócić uwagę na sumerycki epos o stworzeniu świata. Występuje w nim bóstwo Lach i jego ziemia, która jest lokalizowana w krainie górskiej, między innymi nad rzeką Tybr. Wystepuje w nim również dziwna organizacja, jak Rada Bogów. Gdybyśmy pokusili się o śmiałe skojarzenia, pomijając zupełnie fakt gdzie wykopano zabytek piśmienniczy opisujący bóstwo Lachi (jednego z najwspanialszych bogów w tradycji sumeryjskiej), to:
- rzekę Tybr mamy w Italii, gdzie żyli Hetyto-Arjo-Etruskowie wyrośli na słowiańskiej ludności tubylczej,
- Lachów mamy nawet w Alpach (rzeka Lech), nizinach nad Dunajskich, a później w Polsce znacznie bliższej Italii niż Sumer,
-  styl sprawowania władzy za pomocą ‘rady’, czyli wspólnych obrad, jest starosłowiański.
A teraz pytanie: – Czy sumeryjskie eposy nie mogą pochodzić z krain północnych, skąd je przyniesiono jedynie przekazem ustnym, ubarwionym religijnie i słownictwem semickim? Zapisano je następnie pismem miejscowym, ideograficznym oraz klinowym. Czy rzeczywiście świadkami opisywanych w nich zdarzeń musieli być sami Sumerowie? Jeśli jest możliwe, że eposy wyżej opisane jak też ten o stworzeniu świata pochodzą z innej kultury i cywilizacji niż Sumeryjska, to mogłoby to znaczyć, że kultura Arjo-Słowiańska była niezwykle wielką i starożytną potęgą. (zdaje się potwierdzać to, odkryty niedawno Arkaim i obserwatorium w Gosieku/ Gosseck). Pokojowo panującą nad sąsiadami z południa. Przekazującą im rozległą wiedzę. Dlaczego nie przetrwały jednak po niej takie zabytki jak w Sumerze? Tylko dlatego ze pisma sporządzała na drzewie i je przeważnie zniszczono? Dlatego że była to kultura oparta na koegzystencji z przyrodą i stawiała głównie drewniane budowle? Jak też drewniane, kamienne i megalityczne grobowce starsze od piramid, jak ta w Izbicy Kujawskiej. Jednak Słowianie nie tworzyli licznie kamiennych pomników jakie dłużej by przetrwały. Pod wpływem powracającego okresowo zimnego klimatu, przesuwali się często na gorące południe razem ze swoimi osiągnięciami. A może są inne wyjaśnienia?

ORLICKI]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Słowiańskie wątki w książce Zacherii Sytchina „Dwunasta planeta”<br />
„Wszystkie starożytne ludy wierzyły w bogów, którzy zstąpili na ziemię z nieba i którzy mogli się wedle własnej woli wznosić w sfery niebieskie. Lecz tym opowieściom, napiętnowanym przez uczonych od samego początku, jako mity, nigdy nie dawano wiary. Piśmiennictwo starożytnego Bliskiego Wschodu, obfitujące w traktaty astronomiczne, wyraźnie zaświadcza o pewnej planecie, z której ci astronauci czy „bogowie” przybyli. Jednakże sto pięćdziesiąt lat temu, kiedy uczeni odszyfrowali i przetłumaczyli starożytny wykaz ciał niebieskich, nasi astronomowie nie uświadamiali sobie jeszcze istnienia Plutona, (który został zaledwie zlokalizowany w roku 1930). Jak zatem można było od nich oczekiwać, że przyjmą świadectwo o jeszcze jednej planecie w Układzie Słonecznym? Wiemy już teraz, jak starożytni, o planetach za Saturnem, dlaczego więc nie uznać tego dawnego przekazu o istnieniu dwunastej planety?<br />
Podobne podejście do astronomii wykazują Wedy. Te starożytne pisma zostały spisane starą wersją sanskrytu. Sanskryt, to pismo, którego morfologiczna budowa oraz brzmienie jak i znaczenie wyrazów, jest bardziej zbliżona do języków słowiańskich niż germańskich czy innych. Otóż Wedy, wskazują wyraźnie, że rasy ludzkie zostały stworzone odrębnie przez istoty przybyłe z gwiazd. Ponadto symbolika indyjskiej swastyki ściśle związanej z kulturą Wedyjską, wskazuje na zaczerpniecie jej wizerunku ze światła układów planetarnych w ruchu wirowym. Stąd, powiązanie symboliki światła i słońca – krzyża, z zakrzywionymi ramionami swastyki. Taka obserwacja układów planetarnych, nie była możliwa przez ludzi z obszaru ziemi. Chyba, że przy użyciu nowoczesnych teleskopów.<br />
Hinduizm, starożytna religia Indii, uważa Wedy – zbiory hymnów, formuł ofiarnych i innych wypowiedzi odnoszących się do bogów – za pisma święte, „niepochodzące od człowieka”. Hinduskie tradycje utrzymują, że Wedy zostały ułożone przez samych bogów w okresie poprzedzającym obecną epokę. Lecz w miarę upływu czasu coraz większa część z oryginalnych 100 000 wersetów, przekazywanych ustnie z pokolenia na pokolenie, ulegała zagubieniu lub zniekształceniu. Ostatecznie, pewien mędrzec (dop. autora: Wijasa) spisał ocalałe w przekazach ustnych wersety dzieląc je na cztery części i powierzył czterem najlepszym uczniom, by je zachowali, każdy jedną Wedę… Kiedy w dziewiętnastym wieku uczeni zaczęli rozszyfrowywać i rozumieć zapomniane języki oraz śledzić związki między nimi, uświadomili sobie, że Wedy zostały zapisane bardzo starożytnym językiem indoeuropejskim, poprzedzającym klasyczny język Indii – sanskryt – oraz grekę, łacinę i inne języki europejskie. </p>
<p>Mamy więc tutaj w postaci zapisanych Wed, naoczny dowód, że Prasłowianie dysponowali bardzo stara kulturą, odrębnym językiem oraz pismem. Pismo to przetrwało w Indiach i Tybecie, lecz zapewne nie było jedyne i pierwotne dla Słowian. Sanskryt, niezwykle przypomina w kształtach liter jak też ciągłości górnej linii, znaki sznurowe odciskane przez Słowian na glinianych naczyniach, połączone podobnie, jedną, górną linią. Oczywiście, termin „Słowianie” zapewne jeszcze nie istniał. Mogli to być Arjowie lub zupełnie inna nazwa dla protosłowiańskiego ludu. </p>
<p>Gdy zdołali w końcu odczytać i zanalizować Wedy, byli niezwykle zaskoczeni niesamowitym podobieństwem między wedyjskimi a greckimi opowieściami o bogach. Wszyscy bogowie – twierdziły Wedy – byli członkami jednej, wielkiej, lecz niekoniecznie pokojowo nastawionej rodziny. W opowieściach o wstąpieniach do nieba i zstąpieniach na ziemię, bitwach powietrznych, cudownych broniach, przyjaźniach i rywalizacjach, małżeństwach i nie wierności, daje się zauważyć zasadnicza dbałość o zachowanie kroniki genealogicznej – kto kogo spłodził i kto był czyim pierworodnym. Bogowie ziemi pochodzili z nieba, a główne bóstwa, nawet na ziemi, pozostawały reprezentantami ciał niebieskich.</p>
<p>Zasięg wpływu kultury Wedyjskiej (tak ją nazwijmy, bo niewątpliwie była to kultura) był więc ogromny. Od Tybetu i Chin poprzez Indie do Grecji. Kto wie czy nie do Sumeru i Egiptu? Jeśli był ów wpływ kulturowy, to musiał być również wpływ językowy jaki wywarła potężna cywilizacja, stojąca za przekazem Wedyjskim. Skoro jej nośnikiem, przedstawicielami byli Prasłowianie, to właśnie ich mowa, w tym język werbalny, wiele slow, zostało zapożyczonych do licznych języków narodów żyjących w wymienionych krainach. A jeśli jest tak jak twierdzą naukowcy, że Wedy zostały spisane znacznie później niż powstały? To jeszcze wcześniej miało miejsce silne oddziaływanie kultury wedyjskiej poprzez przekaz ustny i cywilizacyjne osiągnięcia tej kultury. Wówczas, ten wpływ trwał tysiąclecia, zanim niektóre nacje okrzepły i stworzyły własne imperia.  W takiej sytuacji, język Grecki oraz języki innych ludów Europy, mogły wyrastać wprost na tej kulturze i mowie „Prasłowian”. </p>
<p>W pradawnych czasach Riszi („pierwotnie płynący”) „pływali niebiańsko” w prądach nieprzepartych mocy. Siedmiu z nich było wielkimi przodkami. Bogowie Rahu („demon”) i Ketu („odłączony”) stanowili kiedyś jedno ciało niebieskie, które usiłowało przyłączyć się do bogów bez pozwolenia, ale bóg burzy cisnął w nie płomiennym dyskiem i przeciął je na dwie części – Rahu, „głowę smoka”, która nieustannie zygzakuje po niebie w poszukiwaniu zemsty, i Ketu, „ogon smoka”. Marici, protoplasta dynastii słońca, był ojcem Kaśyapy („tronującego”). Wedy opisują go jako bardzo płodnego; jednak dynastyczna sukcesja była kontynuowana tylko przez dziesięcioro jego dzieci urodzonych przez Prythiwi („niebiańską matkę”). Jako głowa dynastii, Kaśyapa był także przywódcą dewów („jaśniejących”) i nosił tytuł Djaus-pitam („jaśniejący ojciec”). Razem ze swoją małżonką i dziesięciorgiem dzieci tworzył boską rodzinę dwunastu Aditjów, bogów, z których każdy miał przypisany znak zodiaku i ciało niebieskie. Ciałem niebieskim Kaśyapy była „jaśniejąca gwiazda”, Prythiwi reprezentowała Ziemię. Potem następowali bogowie, których odpowiedniki niebieskie obejmowały Słońce, Księżyc, Marsa, Merkurego, Jowisza, Wenus i Saturna.<br />
Z czasem przywództwo tego panteonu przeszło na Warunę, boga przestrzeni nieba. Był wszechobecny i wszechwidzący; jeden z hymnów adresowanych do niego brzmi niemalże jak psalm biblijny:<br />
„On jest tym, który sprawia, że słońce świeci w niebie.<br />
A wiatry, które wieją, są jego oddechem.<br />
On wyżłobił koryta rzek; na jego rozkaz płyną.<br />
On uczynił głębiny mórz”.<br />
Jego panowanie po jakimś czasie też dobiegło końca. Indra, bóg, który ściął<br />
niebiańskiego „smoka”, przywłaszczył sobie tron, zgładziwszy swojego ojca. Był nowym panem nieba i bogiem burzy. Błyskawica i grzmot były jego orężem, nazywano go panem panów domu. Musiał jednak podzielić się zwierzchnictwem z dwoma swoimi braćmi – z Vivaswanem, który był przodkiem pierwszego człowieka, Manu, i z Agnim („ogniem”), który przyniósł na ziemię z nieba ogień, by ludzkość mogła go używać do swych celów.</p>
<p>Podobieństwa w nazwach bóstw wedyjskich do słowiańskich wyrazów a przynajmniej morfologii i brzmienia języka sanskrytu do mowy słowiańskiej, są uderzające. Nauka zachodnia która wiele lat ignorowała badania porównawcze sanskrytu z językami starosłowiańskimi, wykazała czysto propagandowe podejście. Nie uznawała Słowian za ludy starożytne ale dzikusów i z tego powodu nie liczyli się oni w takiej analizie. Za to Germanie, uznani zostali za potomków Wed i sanskrytu, chociaż odstają od tego języka tak daleko, że wyraźnie widać, iż od kogoś zapożyczyli tylko niektóre jego terminy. Dzisiaj wiemy, że wzięli je od Słowian zamieszkujących wcześniej od nich Europę. Wskazane przez autora podobieństwa do eposów Biblijnych są również wyraźne. W tym miejscu możemy się tylko zastanawiać jak wcześnie Żydzi sięgnęli do kultury wedyjskiej i czy na ich morfologię języka miał wpływ język Prasłowian. Myślę, że miał i to bezsprzecznie, co dostrzegam w podobnym znaczeniu wielu rdzeni. Jednak język Judejczyków przechodził pod wpływem zmiany miejsca pobytu i przyjmowania zupełnie innych języków ludów u których osiedli, formy odlegle od pierwotnej. Dzisiaj np. piszą po hebrajsku które to pismo jak nasza łacina, nie jest ich pierwotnym pismem. Wcześniejszy był j. aramejski. Stąd tłumaczenia współczesne wielu słów rzekomo żydowskiego pochodzenia, są odległe od tłumaczenia tych wyrazów w oparciu o dawne znaczenie ich części składowych – morfemów. Dzisiaj, są to przeważnie tłumaczenie symboliczne, domyślne, nawiązujące do zdarzeń i postaci w których występuje dane słowo. Stąd Żydzi, posiadają szereg wyrazów takich samych lub bardzo podobnych o zupełnie innym znaczeniu, zależnym wyłącznie od kontekstu i przekazu historycznego, gdy dotyczy to słów występujących w pismach starożytnych. Ogromny wpływ na taki rodzaj tłumaczenia znaczeń wyrazów, odgrywa ideologia religijno-polityczna. Zaciera ona ich dawny, prawdziwy przekaz. </p>
<p>Podobieństwa między panteonem wedyjskim a greckim są oczywiste. Opowieści dotyczące głównych bogów oraz wersety opisujące mnóstwo pomniejszych bóstw –synów, żony, córki, kochanki – są wyraźnymi replikami (czy pierwowzorami?) greckich podań. Nie ma wątpliwości, że Djaus stał się Zeusem; Djaus-pitar – Jowiszem (Jupiter), Waruna – Uranusem i tak dalej. I w obu przypadkach bez względu na zmiany, jakie następowały w boskiej sukcesji, krąg wielkich bogów określała liczba dwanaście. W jaki sposób te panteony mogły się tak upodobnić na dwóch obszarach tak odległych od siebie czasowo i geograficznie? Uczeni przypuszczają, że w jakimś okresie w drugim tysiącleciu prz. Chr. jakiś lud mówiący językiem indoeuropejskim i skupiony w północnym Iranie czy rejonie Kaukazu przedsięwziął wielkie migracje. Jedna grupa poszła w kierunku południowo-wschodnim, do Indii. Hindusi nazwali ją Ariami („szlachetni”). </p>
<p>Tak więc wpływ kultury prasłowiańskiej (wedyjskiej oraz innych niespisanych kultur słowiańskich) na Grecką, miał miejsce bardzo długo i wyszedł co najmniej z sześciu kierunków/obszarów, w różnym czasie. </p>
<p>1) Cały obszar od dalekiej Azji, Indie, przez Mezopotamie po południowe obrzeża Europy aż do nizin nad Rodanem, zdominowany był przez pra społeczności mówiące bliskim sobie językiem. Byli to bardziej protoplaści Prasłowian (indoeuropejczyków) a na północnym wschodzie Bałtów i Finów niż pokrewnych Słowianom, Germanów. Udowodniło to datowanie haplogrup genetycznych narodów, wśród których słowiańska okazała się być starsza o parę tysięcy lat od niemieckiej. Niewątpliwie, semickie nacje również zaliczają się do rasy białej, ale kształtowały się one w niszach na dalekim południu (wczesna epoka cywilizacji Sumeryjskiej) być może właśnie pod wpływem cywilizacji z północy, pra indoeuropejskiej. Po ustąpieniu lodowca, cywilizacja północy (Arjowie) przesunęła się jeszcze bardziej w stronę bieguna północnego a rasa żółta żyjąca najbliżej cieśniny Beringa, ruszyła do Ameryki. Chociaż i drogą typowo morską ruszyły do niej ludy północy Europy poprzez Islandię i wyspy Grenlandzkie.   </p>
<p>2) Wpływ wewnętrzny. Wpierw było to osadnictwo prasłowiańskie zastane na obszarze Grecji, w tym, na takich wyspach o odrębnej kulturze jak Kreta i Rodos. Na jego bazie, mieszane ludy, stworzyły później naród Grecki. </p>
<p>3) Od strony Anatolii (dzisiejsza Turcja) trwał długookresowy wpływ kultury wedyjskiej niesionej poprzez osadnictwo Arjów i ich podboje Indii, Persji, a później przez ich spadkobierców kulturowych; Hetytów, Hurytów i częściowo nawet Egipcjan oraz Żydów.</p>
<p>4) Z półwyspu Apenińskiego, silny wpływ wywierała na Grecję kultura słowiańsko-hurycko-hetycka, a więc mieszanina kultury arjo-semickiej (co widać po wizerunkach postaci na ocalałych rzeźbach Etruskich), wymieszanej z tubylczymi Prasłowianami, znana jako Etruska a właściwie Raseńska – bo tak nazywali się on sami (od terminu ‘Rasa’, czyli ‘biali ludzie’). </p>
<p>5) Z nizin nad Dunajskich, nastąpił napływ Achajów (L-achaje) którzy zdominowali substrat Grecki, szczególnie na zachodzie i w centrum, jeszcze w początkowym okresie tworzenia się nacji greckiej. Ich język stał się właściwie językiem Greków. </p>
<p>6) Przez Morze Czarne, następowały silne wypady Słowian ruskich czasami sprzymierzonych z Wikingami, włącznie z uderzaniami na Konstantynopol.  </p>
<p>7) Siódmy wpływ będzie dopiero miał miejsce – czego jestem pewien, na całą Europę. Będzie widoczny w nauce i wyłącznie kulturowy. Nauka w końcu wyłowi i uwidoczni światu, całe bogactwo prasłowiańskiej kultury, bazę na której zbudowana została Grecja i jej potęga kulturowa. Wzorzec humanistyczny Europy.  Nie da się dłużej ukryć tej prawdy. </p>
<p>Ariowie przynieśli ze sobą Wedy w ustnym przekazie około 1500 roku prz. Chr. Inna fala tej indoeuropejskiej migracji ruszyła w kierunku zachodnim, do Europy. Część okrążyła Morze Czarne i przybyła do Europy przez stepy Rosji. Jednak główną trasą, jaką ten lud wraz ze swą tradycją i religią dotarł do Grecji, była trasa najkrótsza: przez Azję Mniejszą. Ale kim byli ci Indoeuropejczycy, którzy wybrali na swoją siedzibę Anatolię? Wiedza Zachodu rzuca niewiele światła na ten temat. Jeszcze raz jedynym łatwo dostępnym – i wiarygodnym – źródłem okazał się Stary Testament. Uczeni znaleźli w nim kilka wzmianek o Hetytach, ludziach zamieszkujących góry Anatolii. W odróżnieniu od wrogości przebijającej ze Starego Testamentu wobec Kanaanejczyków i innych sąsiadów, których zwyczaje uważane były za „obrzydliwość”, Hetyci postrzegani byli jako przyjaciele i sprzymierzeńcy Izraela. Batszeba, której pożądał król Dawid, była żoną Uriasza Hetyty, oficera w armii króla Dawida. Król Salomon, który wykuwał alianse, pojmując za żony córki cudzoziemskich władców, poślubił córki faraona egipskiego, a także córki hetyckiego króla. Innym razem napastnicza armia syryjska pierzchła, usłyszawszy pogłoskę, że „król izraelski wynajął sobie przeciwko nam królów hetyckich i królów egipskich”. Te napomknienia o Hetytach sugerują, że ich walory militarne były wysoko oceniane przez inne ludy starożytnego Bliskiego Wschodu. Wraz z odszyfrowaniem egipskich hieroglifów – a później mezopotamskich inskrypcji – uczeni natrafili na liczne wzmianki o „kraju Hatti”, wielkim i potężnym królestwie w Anatolii. Czy takie mocarstwo mogło przeminąć bez śladu? Uzbrojeni we wskazówki zaczerpnięte z egipskich i mezopotamskich tekstów uczeni przystąpili do odgrzebywania starożytnych osad w górzystym rejonie Anatolii. Wysiłek się opłacił: znaleźli hetyckie miasta, pałace, królewskie skarby i grobowce, świątynie, obiekty kultowe, narzędzia, broń, dzieła sztuki. Znaleźli nade wszystko wiele inskrypcji – tworzonych zarówno pismem piktograficznym, jak i klinowym. Biblijni Hetyci wrócili do życia….  Kiedy Hetyci dotarli do Babilonu po 1600 roku prz. Chr., Sumerowie dawno już zniknęli z bliskowschodniej sceny. Jak zatem doszło do tego, że ich język, literatura i religia zdominowały inne wielkie królestwo, w innym tysiącleciu i w innej części Azji? Mostem, co niedawno odkryli uczeni, był lud nazywany Hurytami. Wzmiankowani w Starym Testamencie jako Choryci („wolni ludzie”), panowali nad szerokim obszarem między Sumerem a Akadem w Mezopotamii oraz w królestwie hetyckim w Anatolii. Na północy ich ziemie były starożytnymi „krajami cedru”, skąd bliżsi i dalsi importerzy otrzymywali najlepsze drewno. Na wschodzie ich skupiska obejmowały współczesne pola naftowe Iraku; w samym mieście Nuzi archeologowie znaleźli nie tylko typowe budowle i artefakty, lecz także tysiące dokumentów urzędowych i prywatnych o ogromnej wartości. Na zachodzie ich władza i wpływy rozciągały się do wybrzeży Morza Śródziemnego i ogarniały takie starożytne centra handlowe, przemysłowe i naukowe, jak Karkemisz i Alalach. </p>
<p>Tak więc wpływ kulturowy po wedyjski, ciągle jednak pochodzący od Prasłowian, był wywierany na kulturę Żydowską a tym samym i język tej nacji, niezwykle długotrwale. Nawet wiązał się z polityką i wspólnymi działaniami zbrojnymi Judejczyków z Arjo-Hetytami. Przypomniała mi się legenda słowiańska o trzech braciach. W wersji polskiej, występował w niej; Lech, Czech i Rus. W wersji ruskiej; Kij (zapewne odniesienie do ‘lecha’ w sensie ‘prawy człowiek’ gdyż rdzenie ‘la-ha’ jakie pochodzą od nazwy stosowanej przez Rusów do Polan, czyli ‘Lachy’, oznaczają ‘równy/nizinny/prosty-życie/ciepło’. Jak w wyrazie ‘las’ od ‘la-sa’; ‘proste-jest’, odnoszonym dawniej do pojedyńczego drzewa gdyż las nazywano ‘drewo’. W języku szwedzkim istniało słowo oznaczające życiowego przewodnika, mentora, a później nadane zawodowi prawnika i spisane w starych słownikach, jako ‘lach-man’), Sczek, (zapewne wyraz ten oznacza nie, że ktoś ‘szczeka’ tylko zanikła w nim miękka głoska ‘l’ gdy brzmiał on jako ‘sczlek’ czyli ‘z człowieka’. Jeśli termin ‘lachy’ oznaczał więc ludzi żyjących na równinie, to słowo ‘sczlek’ może posiadać zmienioną końcówkę gdzie ‘k’ zastąpili Celtowie i Niemcy twardym ‘k’ i tak przyjęli ten wyraz Rusini.  Wcześniej, była tam głoska miękka ‘ch’. Wówczas, ‘czech’ znaczyloby ‘z lech’. A więc ludzi, pochodzących wspólnie z Polanami, Łużyczanami, Połabianami, jako odnogę Słowian laskich o bliskiej sobie mowie, z nizin nad Dunajskich), oraz Choryń (wyraz ten podobny jest niezwykle do Biblijnych Chorytów). Możliwe, że przekaz Biblijny wierniej zachował tłumaczenie tej nazwy niż interpretacyjnie odczytywane pismo klinowe podające ich jako Hurytów. Jeśli następnie pod pojęciem Choryń zauważymy współczesny Goryń czyli podobnie jak w słowie Hora dzisiejsze słowo Góra, to sprawa staje się jasna. Choryci mogli być ludem gór (Kaukazu bądź wschodnio-południowych Karpat, pochodząc z centrum kolebki Arjów. Ale zapewne Arjowe imperium nie było tylko skrawkiem Kaukazu), skąd eposy ruskie wywodzą Hrobatów (Chorwatów) i Rusinów. Choryń, to więc zapewne nazwa ludu gór, południowy odłam Słowian, przyszłych Scytów i przyszłych Rusów a później Biełorusów i Ukraińców. </p>
<p>Jednak siedlisko hu ryckiej potęgi – główne ośrodki na starożytnych szlakach<br />
handlowych, miejsca budowy najbardziej czczonych świątyń znajdowało się w sercu kraju „między dwiema rzekami”, w biblijnym Naharaimie. Ich najdawniejsza stolica (do tej pory nie odkryta) położona była gdzieś nad rzeką Kabur. Największe centrum handlowe nad rzeką Balich to biblijny Haran – miasto, w którym rodzina patriarchy Abrahama zatrzymała się w drodze z Ur w południowej Mezopotamii do kraju Kanaan. Egipskie i mezopotamskie dokumenty państwowe nazywały królestwo Hurytów &#8211; Mitanni i odnosiły się do niego jak do równorzędnej potęgi – kraju, którego wpływ sięgał daleko poza jego granice. Hetyci nazywali swoich huryckich sąsiadów Hurri. Niektórzy uczeni zauważyli jednak, że to słowo może być też czytane „Har”, i (jak G. Contenau w La Civilisation des Hittites et des Hurrites du Mitanni) doszli do przekonania, że w nazwie „Harri” można „widzieć nazwę »Ari«, czyli lud Ariów”. Nie ma wątpliwości, że Huryci byli Ariami, czyli Indoeuropejezykami z pochodzenia. Ich inskrypcje wzywają kilka bóstw pod wedyjskimi, „aryjskimi” imionami, ich królowie nosili indoeuropejskie imiona, a ich terminologia militarna i dotycząca konnicy jest w swych korzeniach indoeuropejska. B. Hrozny, który w latach dwudziestych XX w. kierował wysiłkami rozwikłania hetyckich i huryckich zapisów, posunął się nawet tak daleko, że nazwał Hurytów „najstarszymi Hindusami”. Ci Huryci dominowali nad Hetytami kulturowo i religijnie. Hetyckie teksty mitologiczne okazały się mieć hurycką proweniencję, nawet epickie opowieści o prehistorycznych, półboskich herosach są pochodzenia huryckiego. Nie ma już żadnej wątpliwości, że Hetyci przyswoili sobie kosmologię, „mity”, bogów…<br />
Potrójny związek – między aryjskim pochodzeniem, hetyckim kultem a huryckimi źródłami – jest szczególnie wyraźnie udokumentowany w hetyckiej modlitwie kobiety, która prosi o życie dla swojego chorego męża. Kierując modlitwę do bogini Hebat, żony Teszuba, kobieta intonowała:<br />
„O bogini wschodzącej tarczy Arinny,<br />
Pani moja, pani krajów Hatti,<br />
Królowo nieba i ziemi [&#8230;],<br />
W kraju Hatti twoim imieniem jest<br />
Bogini wschodzącej tarczy Arinny,<br />
Ale w kraju, który stworzyłaś,<br />
W kraju cedru,<br />
Nosisz imię Hebat”.</p>
<p>Jak widzimy, wpływy Arjów i kultury wedyjskiej, w zasadzie stworzyły hinduizm a wymieszane i przekazane przez Hetytów oraz Hurytów, musiały wpływać na kulturę a nawet język ludów semickich z południowej Mezopotamii. Skąd przyszły naród żydowski zawędrował do ziemi Egipskiej oraz Kananejskiej. Tam, czekały już na nich te same wpływy wedyjskie a oni sami dodatkowo je utrwalili.  </p>
<p>Mimo to kultury i religii przyjętej i przekazywanej przez Hurytów, nie można zaliczyć do indoeuropejskich. Nawet ich język nie był prawdziwie indoeuropejski. W huryckimi języku, kulturze i tradycjach niewątpliwie tkwiły elementy akadyjskie. Nazwa ich stolicy, Waszuganni, (dopisek autora: bliska nazwie naszej stolicy jest pradawna nazwa ludu i fragmentu ziemi Hetyckiej „Wazawa”) była wariantem semickiego resz-eni („gdzie wody mają swój początek”). Rzekę Tygrys nazywano Aranzach, co (jak przypuszczamy) pochodziło od akadyjskiego słowa oznaczającego „rzekę cedrów”. Bogowie Szamasz i Taszmetum stali się huryckimi Szimegim i Taszimmetiszem – i tak dalej. Ponieważ akadyjska kultura i religia były jednak tylko rozwinięciem oryginalnych sumeryjskich wierzeń i tradycji, Huryci w istocie wchłonęli i przekazywali religię Sumeru. Wynikało to w sposób oczywisty również z częstego używania oryginalnych, sumeryjskich imion bogów, tematów słowotwórczych i znaków pisma. Te epickie opowieści okazały się opowieściami Sumeru – „miejsca zamieszkania” dawnych bogów były sumeryjskimi miastami, a „dawny język” jego językiem. Nawet hurycka sztuka powielała sztukę sumeryjską – jej formę, tematy i symbole. Kiedy i jak Huryci zostali „zmutowani” sumeryjskim „genem”? Są dowody, że Huryci, którzy byli północnymi sąsiadami Sumeru i Akadu w drugim tysiącleciu prz. Chr., w poprzednim tysiącleciu zmieszali się z Sumerami. Ustalono, że byli obecni i aktywni w Sumerze w trzecim tysiącleciu prz. Chr., że zajmowali ważne stanowiska w tym państwie w jego ostatnim okresie świetności, za czasów trzeciej dynastii z Ur. Są dowody wskazujące na to, iż Huryci stanowili siłę roboczą i kierowniczą przemysłu odzieżowego, z jakiego Sumer (a szczególnie Ur) słynął w starożytności. Znani kupcy z Ur byli prawdopodobnie w większości Hurytami. </p>
<p>W tym miejscu, zwróćmy uwagę na antropologiczne, dawne cechy górali polskich. Ta społeczność niewątpliwie pochodzi z innego ludu niż Słowianie lecz uległa silnej z nimi symbiozie. Górale Karpaccy posiadali głęboką, własną kulturę już bardzo dawno zasiloną przez elementy kultury słowiańskiej (słynne swastyki na domach) lecz nawet rysy ich twarzy, w tym duże, orle nosy i kruczo czarne włosy, wskazują na pochodzenie pustynne z południowej Azji. Być może właśnie z obszaru Sumeru czy państwa Hurytów. Jeśli już tam byli udziałowcami kultury wedyjskiej, to ich osadnictwo wśród Słowian nie stanowiło dla nich problemu. O silnych związkach Hetytów ze Słowianami, wspominali już dawno polscy naukowcy. </p>
<p>W XIII wieku prz. Chr. pod naciskiem potężnych migracji i inwazji (włącznie z izraelickim naporem z Egiptu do Kanaanu) Huryci wycofali się do północno-wschodniej części swojego królestwa. Zakładając nową stolicę w pobliżu jeziora Wan, nazwali swoje królestwo Urartu („Ararat”). Czcili tam panteon, którego głównym bóstwem był Teszub, przedstawiając go jako boga pełnego wigoru, noszącego czapkę z rogami i stojącego na symbolu kultowym, byku. …<br />
Według starożytnej opowieści ta walka nie zakończyła się całkowitym zwycięstwem. Mimo tak poważnego zubożenia Anu zdołał dolecieć do swojej niebiańskiej siedziby, pozostawiając Kumarbiemu władzę nad ziemią. Tymczasem „męskość” Anu spłodziła we wnętrzu Kumarbiego kilka bóstw, które (tak jak Kronos w greckiej legendzie) Kumarbi był zmuszony uwolnić. Jednym z tych bóstw był Teszub, główny bóg hetycki. Zanim Teszub spokojnie zapanował, miała się jednak, według eposu, rozegrać jeszcze jedna bitwa. Dowiedziawszy się o tym, że Anu doczekał się potomka w Kummija („niebiańska siedziba”), Kumarbi obmyślił plan „przeciwstawienia rywala bogu burzy”. „Wziął berło w rękę, na nogi włożył buty szybkie jak wiatr” i udał się do miasta Ur-Kisz, siedziby pani Wielkiej Góry. Gdy przybył do niej:<br />
„Obudziło się w nim pragnienie;<br />
Spał z panią Górą;<br />
Jego męskość wpłynęła do niej.<br />
Wziął ją pięć razy [&#8230;].<br />
Wziął ją dziesięć razy”.<br />
Czy Kumarbi był po prostu lubieżny? Mamy powody przypuszczać, że chodziło o coś więcej. Domyślamy się, że według praw sukcesji bogów syn Kumarbiego mógł rościć pretensje do prawowitego dziedziczenia niebiańskiego tronu i że Kumarbi „wziął” boginię pięć i dziesięć razy, ażeby upewnić się, iż poczęła, co rzeczywiście się stało. Urodziła syna, którego Kumarbi nazwał symbolicznie Ullikummi („pogromca Kummiji” – siedziby Teszuba). Kumarbi przewidywał, że walka o sukcesję wywoła wojnę w niebie; wyznaczywszy swego syna na pogromcę beneficjantów w Kummiji, obwieścił jego posłannictwo:<br />
„Niech wstąpi do nieba po królestwo!<br />
Niech podbije Kummiję, piękne miasto!<br />
Niech spadnie na boga burzy<br />
I rozerwie go w strzępy jak śmiertelnika!<br />
Niech zestrzeli wszystkich bogów z nieba”.<br />
Czy ta szczególna kampania, prowadzona przez Teszuba na ziemi i w niebie, odbyła się w czasie, gdy zaczynała się era Byka, około 4000 roku prz. Chr.? Czy właśnie dlatego zwycięzcę wiązano z bykiem? I czy te wydarzenia były w jakiś sposób styczne z początkiem nagłej cywilizacji Sumeru, który nastąpił właśnie wtedy? Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że hetycki panteon i opowieści o bogach wyrastały w gruncie rzeczy z Sumeru, jego cywilizacji i jego bogów. Historia rywalizacji o boski tron, podjętej przez Ullikummiego, przedstawia w dalszej części przebieg heroicznych bitew, nieprzynoszących jednak rozstrzygnięcia. Doszło nawet do tego, że niepowodzenia, jakich doznawał Teszub w swych próbach pokonania przeciwnika, doprowadziły jego żonę Hebat do samobójstwa. Ostatecznie zaapelowano do walczących o negocjacje i zwołano w tej sprawie zgromadzenie bogów. Przewodniczyli w nim „dawni bogowie”, Enlil i Ea, których wezwano do wydobycia „starych tablic głoszących słowa przeznaczenia” – pewnych starożytnych zapisów, jakie mogły widocznie pomóc w rozstrzygnięciu sporu dotyczącego boskiej sukcesji. Kiedy i te zapisy nie pomogły w dojściu do porozumienia, Enlil posłużył radą, by stoczyć jeszcze jedną bitwę, lecz tym razem z użyciem bardzo starożytnych broni. „Słuchajcie, wy, dawni bogowie, którzy rozumiecie znaczenie przedwiecznych słów” – powiedział Enlil do swoich stronników: „Otwórzcie starodawne skarbnice<br />
Ojców i praojców! Dobądźcie z otchłani czasu miedzianą włócznię, Którą niebo oddzielono od ziemi; I oddzielcie tak stopy Ullikummiego”. Kim byli ci „dawni bogowie”? Odpowiedź jest oczywista, ponieważ wszyscy oni – Anu, Antu, Enlil, Ninlil, Ea, Iszkur – noszą sumeryjskie imiona. Nawet imię Teszub oraz imiona innych „hetyckich” bogów pisano często pismem sumeryjskim. Starożytnymi<br />
sumeryjskimi osadami były też niektóre miejsca wymienione w eposie. Uczeni zaczęli sobie uświadamiać, że Hetyci czcili w istocie panteon pochodzący z Sumeru i że sceną tych opowieści o „dawnych bogach” był Sumer. To jednak tylko część o wiele większego odkrycia. Okazało się, że język hetycki rozwinął się nie tylko z kilku indoeuropejskich dialektów, lecz stał się także obiektem poważnego wpływu akadyjskiego, zarówno w mowie, jak w piśmie. Jako że akadyjski był językiem międzynarodowym starożytnego świata w drugim tysiącleciu prz. Chrystusem.</p>
<p>Kiedy analizujemy teksty Huryckie pod kątem wpływów wedyjskich i Arjo-Słowian, bóstwo Teszub od razu nam się kojarzy z nazwą jednego z większych plemion Słowian Lechickich; Kaszubi. W prawidłowym, ich własnym brzmieniu, Kaszub to Keszeb/Kaszeba. Czyżby było to tylko przypadkowe podobieństwo? Znamy już bezsprzeczne związki Słowian-Arjów z Hurytami i Hetytami. Znamy blisko brzmiące w tekście Biblijnym nazewnictwo ludu z północy &#8211; czyli Choryń, podobne do jednego z plemion słowiańskich zawartych w legendzie Ruskiej i pochodzących prawdopodobnie z Karpat lub Kaukazu. Znamy podobną nazwę plemiona słowiańskiego Chorwaci zamieszkującego niegdyś Karpaty. A teraz, zwróćmy jeszcze uwagę na fakt, że język Kaszebski ma więcej wspólnego z mową Słowian żyjących w pobliżu Karpat, jak Ślązacy czy Łużyczanie bądź Czesi, niż Słowian Wielkopolskich którzy oddzielają jednych od drugich. Bo prawdopodobnie, Kaszubi pochodzą z późniejszego „rzutu” słowiańskiego jaki z koliby naddunajskiej po ustąpieniu lodowca zamieszkał nad wybrzeżem Bałtyku. Dorzucamy jeszcze do tego taki drobiazg, jak niezwykle wysokie czapy harnasi góralskich, którymi podkreślali swoją zwierzchność podobnie jak czapy z rogami występujące wśród Hurytów i Sumeryjczyków. Skoro ‘Teszub’ znaczyć miał ‘Pan wiatru’ (‘ten-szeb’ stąd nasz; ‘szum, szept, szmer, szelest’ a ‘szeba, szata, szal’ to występujące w różnych językach słowiańskich określenia dla części ubioru chroniącego przed wiatrem ) to może nazwa plemienna ‘Kaszebi’ nie wywodzi się wcale od znacznie młodszej nazwy ich barwnego ubioru, tylko od rdzeni ‘kaj-szeb’ czyli ‘gdzie-wiatr’ bądź od ‘kaj-sze-ba(t)’ czyli ‘gdzie-wiatru-dom’? Wcześniej był to wiatr górski, później znad morza.  Znając fakty o arjosłowiańskich wędrówkach oraz powiązaniach kulturotwórczych a więc i językowych między odległymi sobie krainami, sięgajmy śmielej do wyjaśniania rdzeni naszych pradawnych nazw.   </p>
<p>Hetyckie teksty, zbliżone do późniejszych greckich legend, relacjonują walkę, jaką ich główne bóstwo musiało stoczyć z pewnym potworem, by utrwalić swoje panowanie. Tekst, nazwany przez uczonych „Mitem o zgładzeniu smoka”, utożsamia przeciwnika Teszuba z bogiem Illujanką. Nie mogąc go pokonać w walce, Teszub zaapelował do innych bogów o pomoc, ale tylko jedna bogini okazała mu wsparcie i rozprawiła się z Illujanką upijając go podczas biesiady.<br />
Rozpoznając w podobnych opowieściach źródło legendy o świętym Jerzym i smoku, uczeni powołują się na przeciwnika – „smoka” – rozgromionego przez „dobrego” boga. Jest jednak faktem, że Illujanka oznaczał „węża” i że starożytne ludy w tej postaci przedstawiały „złego” boga – jak widać to na płaskorzeźbie z hetyckiej osady. Także Zeus, o czym była mowa, walczył nie ze „smokiem”, lecz z bogiem-wężem. Jak wykażemy to później, w tych starożytnych legendach o zmaganiach boga wiatru z bóstwem-wężem ukryte jest głębokie znaczenie. W tym miejscu możemy tylko podkreślić, że walki pomiędzy bogami o boskie królestwo były relacjonowane w starożytnych tekstach jako nie ulegające wątpliwości fakty.</p>
<p>Kiedy przyrównamy legendę o zabiciu węża przez Teszuba do legendy o zabiciu smoka wawelskiego, wiele wątków zdaje się być niezwykle podobnych. Wąż to przecież smok. Smok wawelski również został zabity podstępem i w praktyce przez upicie, bo musiał tyle wypić po siarczystym posiłku, że pękł. Teraz zwróćmy uwagę, że ta legenda w polskiej wersji bez wątpienia ubarwiona w wątki ludowe, pochodzi z gór które zamieszkuje obecnie polski lud góralski, dalekiego, kaukaskiego lub semickiego pochodzenia. Z tych właśnie gór pochodzi plemię Kaszebów bliskie swoją nazwą rodową do nazwy bóstwa Huryckiego a przynajmniej wspólnych rdzeni mowy słowiańskiej i huryckiej. Legenda hurycka o wężu jest podobna do legendy o smoku wawelskim. Czyżby więc jakiś władca Teszuba/Keszeba/Keszuba zabił niegdyś innego władcę o nazwie Illujanka? A może cała ta historia pochodzi wprost z Karpat, gdzie w bratobójczej walce jeden władca słowiański zabił potężnego władcę Słowian Serbskich (nazwa Serb pochodzi od Sirb podobnie jak dawne narzędzie do ścinania zboża ‘sierp’ czyli ‘krzywy, wężowy’), co spowodowało wyzwolenie miejscowego ludu spod jego tyranii? Jeśli tak, to jakże musi być to stara legenda, świadcząca o wpływie kultury już Słowian środkowoeuropejskich na odległe ludy Azji za pośrednictwem Słowiano-Arjów. Prawdziwe echa tego przekazu wychwycimy przez traktowanie go jako tej samej informacji i wyciągnięciu elementów wspólnych oraz analizy elementów zupełnie odrębnych. Nazwy bohaterów mogły przetrwać w Huryckim eposie. Prawdziwy sens, w Laskim. Jeśli owa legenda została zaniesiona do Azji w okresie,  gdy Arjowie górowali kulturowo nad Sumerem, to nic dziwnego, że ich władcy mogli być traktowani jak bogowie. Jest jeszcze jeden wspólny wątek. Huryci, byli uważani za mistrzów w wyrobie odzieży. A przecież nasz Szewczyk Dratewka który zabił smoka, jak wskazuje jego miano, był właśnie z tej branży. Może więc owa legenda świadczy o pochodzeniu Hurytów (przynajmniej częściowo) od Arjo-Słowian z Europy centralnej? Zastanawiająca jest nazwa węża ‘Ilujanka’. Być może pochodząca od starosłowiańskiego określenia zastępczego rodzica, podobnie jak w dzisiejszym słowie ‘niańka’ a dawniej ‘nijanka’ i podobnie. Czyżby chodziło tutaj o zabójstwo dokonane w słowiańskiej rodzinie?</p>
<p>Długi i dobrze zachowany hetycki epos, zatytułowany „Królestwo w niebie”, dotyczy właśnie tego tematu – niebiańskiego pochodzenia bogów. Szczegółowa opowieść o wydarzeniach z czasów, kiedy śmierci jeszcze nie było, wzywa najpierw dwunastu „potężnych, dawnych bogów”, by go wysłuchali. Ten długi i dobrze zachowany hetycki epos, zatytułowany „Królestwo w niebie”, dotyczy<br />
właśnie tego tematu – niebiańskiego pochodzenia bogów. Szczegółowa opowieść o wydarzeniach z czasów, kiedy śmierci jeszcze nie było, wzywa najpierw dwunastu „potężnych, dawnych bogów”, by wysłuchali tej opowieści i byli świadkami jej ścisłości:<br />
„Słuchajcie bogowie, którzy jesteście w niebie,<br />
I ci, którzy jesteście na mrocznej ziemi!<br />
Słuchajcie potężni i dawni bogowie”.<br />
Ustalając w ten sposób, że dawni bogowie byli zarówno w niebie, jak i na ziemi, epos wymienia dwunastu „potężnych dawnych” przodków bogów; skupiając na sobie ich uwagę, narrator przedstawia okoliczności, w jakich bóg, który był „królem nieba”, zszedł na „mroczną ziemię”. </p>
<p>Widzimy tu wyraźny związek liczby dwanaście ze słowiańskimi miesiącami występującymi w takiej samej liczbie, ujętymi już w wedyjskim kalendarzu długo znanym na Rusi, oraz z wedyjską symboliką oparta na cyfrze dwanaście. Ta cyfra, dotarła w końcu na karty Nowego Testamentu w osobach dwunastu apostołów.   </p>
<p>Główną świątynię (Huryci) nazywali Bitanu („dom Anu”) i poświęcili się misji uczynienia ze swojego królestwa „fortecy doliny Anu”. … A co z drugim szlakiem, którym kult bogów i opowieści o nich dotarły do Grecji ze wschodnich wybrzeży Morza Śródziemnego przez Kretę i Cypr? Kraje, które są dzisiejszym Izraelem, Libanem i południową Syrią – tworzące południowo-zachodni pas starożytnego żyznego półksiężyca – były wtedy miejscem zamieszkania narodów, które można określić jednym wspólnym mianem: Kanaanejczycy. Źródłem wszystkiego, co do niedawna wiedziano na ich temat, były wzmianki (na ogół sprzeczne) znajdywane w Starym Testamencie oraz w rozproszonych fenickich inskrypcjach. Archeologowie zaledwie zaczynali rozumieć kanaanejski, gdy dokonano dwóch odkryć: znaleziono teksty egipskie w Luksorze i Sakkara oraz, co znacznie ważniejsze, odgrzebano historyczne, literackie i religine teksty w głównym mieście kanaanejskim. Tym położonym na syryjskim wybrzeżu miastem, nazywanym obecnie Ras Szamra, okazało się starożytne Ugarit. Język napisów z Ugarit, język kanaanejski, określany przez uczonych jako zachodniosemicki, uznany został za odgałęzienie rodziny języków, w której skład wchodzi najdawniejszy akadyjski i współczesny hebrajski. I rzeczywiście, każdy kto zna dobrze hebrajski, może czytać kanaanejskie inskrypcje ze względną łatwością. Ten język, styl literacki i terminologia przypominają Stary Testament. Panteon, jaki wyłania się z kanaanejskich tekstów, wykazuje wiele podobieństw do późniejszego greckiego. Na jego czele stało również bóstwo najwyższe, nazywane słowem El, (Dopisek autora: ‘El’ jest w zasadzie bliskoznacznym odpowiednikiem terminu ‘Al’. ‘El’ tak naprawdę oznacza ‘wybraniec’ co możemy zauważyć w słowiańskim terminie ‘ci-el’ pochodnym od ‘ti-el’ czyli ‘to – te/wybrane/wskazane/miejsce’. Termin ‘Al’ oznacza natomiast ‘wyniosly, wysoki’ i stąd był używany zamiennie z ‘El’ na określenie bóstwa. Oba podobnie brzmiące terminy były i są dzisiaj używane przez różne ludy dla tytułowania bogów, jak choćby ‘Allah’ z Koranu czy ‘Elohim’ ze Starego Testamentu. W pojęciu ‘wybraniec’ dostrzegamy jednak wyraźniej atrybut władcy zamiast atrybutu boga), oznacza Ibędącym zarówno imieniem boga, jak też ogólnym terminem oznaczającym „wzniosłe bóstwo”. Był najwyższym autorytetem we wszelkich sprawach, boskich czy ludzkich. Jego tytuł brzmiał Ab Adam („ojciec człowieka”) i określano go słowami: życzliwy, łaskawy. Był „stwórcą rzeczy stworzonych i tym, który sam jeden mógł obdarzyć królestwem”. Kanaanejskie teksty (dla większości uczonych „mity”) przedstawiały Ela jako mędrca, starego boga, nie mieszającego się do spraw codzienności. Jego siedziba była odległa, znajdowała się w „dorzeczu dwóch rzek” – Tygrysu i Eufratu. Tam zasiadał na tronie, przyjmował wysłanników, rozważał problemy i rozsądzał spory, z jakimi zwracali się do niego inni bogowie.</p>
<p>Epos ten, świadczy o istnieniu jakiegoś starożytnego zwierzchnika, który posiadał wielkie wpływy nad ziemią Sumeru. Jeśli ‘El’ oznaczał w rzeczywistości wybrańca, nie boga. Jeśli przekaz ten odnosi się do zwykłych ludzi i został później ubarwiony atrybutami bogów. Jeśli tak, to władca ‘El’ jakby  nie był potężny, miał gdzieś na północy swoich zwierzchników. Bo na południu, miał już tylko morze.  Tym bardziej że miasto Ur, leżało dawniej nad jego samym brzegiem. </p>
<p>Znaleziona w Palestynie stela przedstawia starsze bóstwo siedzące na tronie, któremu młodsze bóstwo podaje napój. Siedzące bóstwo ma na głowie stożkowatą czapkę ozdobioną rogami – jak widzieliśmy, oznaką bogów z czasów prehistorycznych – a nad tą sceną góruje symbol skrzydlatej gwiazdy – wszechobecne godło, z jakim będziemy spotykać się coraz częściej. Jest ogólnie przyjęte przez uczonych, że ta płaskorzeźba przedstawia Ela, najstarsze rangą bóstwo kanaanejskie … </p>
<p>Skrzydlata gwiazda występuje również w mitologii egipskiej gdzie jest zwana ‘horusem’. Wyraz ten może pochodzić od kultu Arjów, w jakim czcili oni stepowego ptaka, raroga, uznawanego za ziemską personifikację „żar ptaka, płonącego ptaka”. Sokoła a w zasadzie gadożera, atakującego często węże. Może dlatego właśnie, to jego wybrali sobie na ten symbol, gdyż wąż był dawno uosobieniem potęgi boskiej, duchowej, jaką chciał posiąść dla siebie człowiek. Sama nazwa ‘horus’ wywodzi się zapewne od możliwych znaczeń rdzeni; ‘ha-ru-di-si’ czyli ‘wiatr/oddech/życie-rodzący-ostry-jasny(płonący)’ stad podobny wyraz ‘rudy’ co znaczyło tyle co ‘płonący’. Ten mit o odradzaniu się i umieraniu owego ognistego ptaka, dotyczy najprawdopodobniej słońca. Gwiazdy, która wschodzi i zachodzi. A nie jakiejś planety która dopiero przybędzie w okolice ziemi czy pojazdu kosmicznego. Skrzydła umieszczone na jej okręgu, wskazują wyraźnie, że porusza się ona na nieboskłonie. Wpływ mitów aryjskich na kulturę Sumeru jest tutaj jednoznaczny i pokazuje, że na północy od nich, istniała cywilizacja jeszcze potężniejsza. </p>
<p>El nie zawsze był starszym panem. Określano go również mianem Tor („byk”), (Dopisek autora: stąd słowiański ‘tur’ czyli dziki byk, jaki zamieszkiwał długo lasy lechickie) co, jak uważają uczeni, miało podkreślać jego szczególny wigor seksualny i rolę ojca bogów. Kanaanejski poemat, zatytułowany „Narodziny uroczych bogów”, umieszcza Ela (prawdopodobnie nagiego) na brzegu morza, gdzie dwie kobiety zostały kompletnie oczarowane rozmiarem jego penisa. El miał stosunek z tymi dwiema kobietami. W ten sposób przyszli na świat dwaj bogowie: Szahar („wschód”) i Szalim („zachód”). Nie były to jego jedyne dzieci ani najważniejsi synowie (których miał jak się zdaje siedmiu). Jego najważniejszym synem był Baal – znowu imię własne bóstwa, jak również ogólny termin oznaczający „pana”. Podobnie jak Grecy w swoich opowieściach Kanaanejczycy rozprawiali o wyzwaniach rzucanych ojcu przez syna i sprzeciwianiu się ojcowskiemu autorytetowi i władzy. Tak jak El, Baal nazywany jest przez uczonych bogiem burzy, bogiem grzmotu i błyskawic. Nosił też przydomek Hadad („ostry”). Jego orężem był topór wojenny i zapalający oszczep, jego zwierzęciem kultowym także byk. Baala, tak jak Ela, przedstawiano w stożkowatym nakryciu głowy zdobionym parą rogów. Nazywano go również Alijan („najwyższy”), tj. uznany książę, prawowity następca tronu. Lecz nie doszedł do tego tytułu bez walki – najpierw ze swoim bratem Jamem („księciem morza”), później zaś ze swoim bratem Motem. Długi i wzruszający poemat, zestawiony z licznych fragmentów tabliczek, zaczyna się od przywołania „mistrza rzemieślnika” do siedziby Ela „u źródeł wód, pośród dorzecza dwóch rzek”….  Jednak wywyższenie Jama nie trwało długo. Uzbrojony w swoje „boskie bronie” Baal ruszył do walki z Jamem i pobił go – tylko po to, by zostać wyzwanym przez Mota (imię to znaczyło „zabijaka”). W tej walce Baal został szybko pokonany, ale jego siostra Anat nie chciała się zgodzić, by Baal stracił prawo do władzy. „Pochwyciła Mota, syna Ela, i rozpruła go ostrzem noża.” Według kanaanejskiej opowieści usunięcie Mota doprowadziło do cudownego zmartwychwstania Baala. </p>
<p>Wszystkie te nazwy bóstw, znowu przypominają jakiś język prasłowiański; Ela, Mot, Baal, Anat, Hadad, Jam, Tor, Alijan, Szahar, Szalim, niekiedy wzbogacony o semickie naleciałości. Może były to wcześniej rdzenie; ‘El-la’ (wybrany- sprawiedliwy/prawy/równy), ‘Mi-ot’ (‘moje-to’; rodzina, potomstwo chociaż tłumaczenie na „zabijaka” może wskazywac na bojowy ‘młot’), ‘Bat-al’ (dom, mocny-wysoki), An-at (pan/mężczyzna/wojownik-ten/to), Ha-dad (życiowo-stary), Ja-am (‘jama, głęboki’ ), Tor (Ti/to-ra; ‘to-moc’), Al-lij-an (wysoki-prosty-on), Sza-ha-ra (wiatr-życie/ciepły-mocny), Sza-li-ma (wiatr-równinny).</p>
<p>Uczeni próbują racjonalizować tę relację, sugerując, że opowieść ma znaczenie jedynie alegoryczne i nie przedstawia niczego poza historią corocznych zmagań, jakie odbywają się na Bliskim Wschodzie między gorącymi, bezdeszczowymi okresami letnimi, wysuszającymi roślinność a nadchodzącymi deszczowymi sezonami jesiennymi, które ją ożywiają, czyli „wskrzeszają”. Nie ma jednak cienia wątpliwości, że ta kanaanejska opowieść nie posługiwała się żadną alegorią, tylko opisywała to, co uważano wtedy za autentyczne zdarzenia: jak synowie głównego bóstwa walczyli między sobą i jak jeden z nich nie ścierpiał porażki, lecz pojawił się ponownie w roli akceptowanego dziedzica ku radości Ela….  Anat – według tradycji kanaanejskich – stanęła zatem po stronie swego brata (Baala) Pana w walce na śmierć i życie ze złym Motem. Analogia między tą tradycją a greckim podaniem o bogini Atenie, trwającej przy najwyższym bogu Zeusie w jego walce na śmierć i życie z Tyfonem, jest aż nadto oczywista. Atena – jak widzieliśmy – nazywana była „nie tkniętą dziewicą”, miała jednak wiele nieprawych romansów. Również kanaanejskie tradycje używały określenia „dziewica Anat”, a mimo to nie stroniły od opisów jej rozmaitych przygód miłosnych, szczególnie z własnym bratem Baalem. Jeden z tekstów opowiada o przybyciu Anat do siedziby Baala na górze Safon, co spowodowało, że Baal w pośpiechu odprawił swoje żony. Potem padł do stóp siostry, patrzyli sobie w oczy, wzajemnie namaścili olejkami swoje „rogi”… Skąd Kanaanejczycy czerpali swoją kulturę i religię? Stary Testament uważał ich za odłam chamickiej rodziny narodów wywodzącej się z gorących (bo to właśnie znaczyło ham) krajów Afryki, spokrewniony z Egipcjanami. Artefakty i napisy odgrzebane przez archeologów potwierdzają bliskie powinowactwo tych dwóch narodów oraz liczne podobieństwa między kanaanejskimi a egipskimi bóstwami…. Chociaż Egipcjanie posługiwali się w obliczeniach systemem dziesiętnym, ich kwestie religijne podlegały sumeryjskiemu systemowi sześćdziesiętnemu, sprawami nieba zaś rządziła boska liczba dwanaście. Niebiosa dzieliły się na trzy części, każda z nich zawierała dwanaście ciał niebieskich. Państwo umarłych podzielone było na dwanaście okręgów. Dzień i noc dzielono na dwanaście godzin. A wszystkim tym podziałom odpowiadały „kompanie” bogów, z których każda składała się z dwunastu bóstw. Głową egipskiego panteonu był Ra („stwórca”), który przewodniczył radzie bogów złożonej z dwunastu osób. Ra dokonał swoich cudownych dzieł stworzenia w pradawnych czasach, wydając na świat Geb (Ziemię) i Nut (Niebo). (Dopisek autora: Tutaj znowu mamy podobieństwo w wyrazie ‘geb’ do słowa ‘gleba’ pochodzącego z łaciny a ta wzięła się ze starosłowiańskiego ‘gliba, głyba, głyza’ a pierwotnie zapewne ‘golaba’ czyli ‘rola, ziemia’. Zas w wyrazie ‘nut’ nieznacznie tylko blisko jest nam do współczesnego wyrazu ‘niebo’ dawniej ‘nebies’ który oznaczał nieboskłon za dnia, bezchmurny, piękny, czyli ‘nie-ciemny’. Należy przypuszczać, że wyraz określający u Słowian przestrzeń nad głową zarówno za dnia jak i w nocy, był inny i zawierał tylko cześć obecnego słowa ‘niebo’. Porównując go do greckiego słowa ’nefos’, niemieckiego   ‘nebel’ , łacińskiego ,nubes’, ‘nebula’, indyjskiego ‘nubhas’, wydaje się najbliższe powiązanie egipskiego słowa ‘nut’ z dalekim, indyjskim ‘nubhas’ jako skrócona forma tego wyrazu od ‘nu-bi(ti)-ha-as’ czyli; ‘na-zimnej/ostrej-wiatru/życia-wysokości’. Jak bym tych słów nie tłumaczył, to widać w nich wyraznie wspólne pochodzenie z jednego źródła, co indyjski oraz języki słowiańskie ) Potem wywołał wegetację roślin na ziemi, stworzył istoty pełzające – a w końcu człowieka. Ra był niewidzialnym bogiem niebiańskim, objawiającym się jedynie okresowo. Jego manifestacją był Atum – boski dysk, przedstawiany jako skrzydlaty glob….  Pojawienie się i działanie Ra na ziemi było według tradycji egipskiej bezpośrednio związane z królestwem w Egipcie. Utrzymywano, że pierwsi władcy Egiptu nie byli ludźmi, lecz bogami, a pierwszym bogiem rządzącym tym krajem miał być Ra. Potem Ra podzielił królestwo między swoich dwóch synów – Dolny Egipt oddał Ozyrysowi, a Górny Setowi. Ale Set powziął plan obalenia Ozyrysa i w końcu go utopił. Izyda, siostra i żona Ozyrysa, odnalazła jego okaleczone ciało i przywróciła mu życie. Ozyrys przeszedł wtedy przez „tajemne bramy” i połączył się z Ra na niebiańskiej drodze; miejsce na tronie Egiptu zajął jego syn Horus, przedstawiany czasem jako skrzydlate i rogate bóstwo. Chociaż Ra był najwyższy w niebie, na ziemi był synem Ptaha („wytwórcy”, „tego, który ukształtował rzeczy”). Egipcjanie wierzyli, że Ptah rzeczywiście wydobył ziemię egipską z wód potopu, budując tamę w miejscu, gdzie wypływa Nil. Ten wielki bóg – mówili –przyszedł skądś do Egiptu, był założycielem nie tylko tego państwa, lecz także „dalekiego obcego państwa w górzystym kraju”. W przekonaniu Egipcjan wszyscy ich „dawni bogowie” przypłynęli łodzią z południa. Znaleziono wiele prehistorycznych rysunków naskalnych, które ukazują tych dawnych bogów – w charakterystycznym, rogatym nakryciu głowy – przybywających w ten sposób do Egiptu. </p>
<p>Na zakończenie, pragnę zwrócić uwagę na sumerycki epos o stworzeniu świata. Występuje w nim bóstwo Lach i jego ziemia, która jest lokalizowana w krainie górskiej, między innymi nad rzeką Tybr. Wystepuje w nim również dziwna organizacja, jak Rada Bogów. Gdybyśmy pokusili się o śmiałe skojarzenia, pomijając zupełnie fakt gdzie wykopano zabytek piśmienniczy opisujący bóstwo Lachi (jednego z najwspanialszych bogów w tradycji sumeryjskiej), to:<br />
&#8211; rzekę Tybr mamy w Italii, gdzie żyli Hetyto-Arjo-Etruskowie wyrośli na słowiańskiej ludności tubylczej,<br />
&#8211; Lachów mamy nawet w Alpach (rzeka Lech), nizinach nad Dunajskich, a później w Polsce znacznie bliższej Italii niż Sumer,<br />
&#8211;  styl sprawowania władzy za pomocą ‘rady’, czyli wspólnych obrad, jest starosłowiański.<br />
A teraz pytanie: – Czy sumeryjskie eposy nie mogą pochodzić z krain północnych, skąd je przyniesiono jedynie przekazem ustnym, ubarwionym religijnie i słownictwem semickim? Zapisano je następnie pismem miejscowym, ideograficznym oraz klinowym. Czy rzeczywiście świadkami opisywanych w nich zdarzeń musieli być sami Sumerowie? Jeśli jest możliwe, że eposy wyżej opisane jak też ten o stworzeniu świata pochodzą z innej kultury i cywilizacji niż Sumeryjska, to mogłoby to znaczyć, że kultura Arjo-Słowiańska była niezwykle wielką i starożytną potęgą. (zdaje się potwierdzać to, odkryty niedawno Arkaim i obserwatorium w Gosieku/ Gosseck). Pokojowo panującą nad sąsiadami z południa. Przekazującą im rozległą wiedzę. Dlaczego nie przetrwały jednak po niej takie zabytki jak w Sumerze? Tylko dlatego ze pisma sporządzała na drzewie i je przeważnie zniszczono? Dlatego że była to kultura oparta na koegzystencji z przyrodą i stawiała głównie drewniane budowle? Jak też drewniane, kamienne i megalityczne grobowce starsze od piramid, jak ta w Izbicy Kujawskiej. Jednak Słowianie nie tworzyli licznie kamiennych pomników jakie dłużej by przetrwały. Pod wpływem powracającego okresowo zimnego klimatu, przesuwali się często na gorące południe razem ze swoimi osiągnięciami. A może są inne wyjaśnienia?</p>
<p>ORLICKI</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: bialczynski		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/#comment-3438</link>

		<dc:creator><![CDATA[bialczynski]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 09 Oct 2013 11:22:47 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23760#comment-3438</guid>

					<description><![CDATA[W odpowiedzi do &lt;a href=&quot;https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/#comment-3437&quot;&gt;opolczykpl&lt;/a&gt;.

Info; Żydzi są &quot;ludem księgi&quot; napisanej na początku naszej ery, jako &quot;Księga starożytna&quot;, przez żydoskiego teologa korzystającego ze starożytnych ksiąg zgromadzonych w bibliotece aleksandryjskiej. Podaje cytat z pracy A. Ważyka &quot;Filozofia polska&quot;: &quot;Żył w Aleksandrii w I w.n.e. teolog hebrajski Philo Iudaeus. On to bezosobowy absolut Greków spersonalizował w postać żydowskiego Jahwe, nazwał go bogiem a na jego syna Chrystusa, przeniósł nazwę i atrybuty stoickiego Logosu&quot;. Od tego czasu mamy judaizację filozofii europejskiej, a od czasów JPII - całkowite zjudaizowanie KK.

Słowo JEWIE może być słowiańskim, zapożyczeniem z religii Zaratustry, a więc z religii słowiańskiej i to musi być zaznaczone. W przeciwnym wypadku rodzi się zamęt myślowy i nagle zaczyna wynikać kwestia pochodzenia Słowian/Scytów od żydów-Semitów albo żydów/Semitów od Słowian/Scytów - podczas gdy są to odmienne haplogrupy Y=DNA.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W odpowiedzi do <a href="https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/#comment-3437">opolczykpl</a>.</p>
<p>Info; Żydzi są &#8222;ludem księgi&#8221; napisanej na początku naszej ery, jako &#8222;Księga starożytna&#8221;, przez żydoskiego teologa korzystającego ze starożytnych ksiąg zgromadzonych w bibliotece aleksandryjskiej. Podaje cytat z pracy A. Ważyka &#8222;Filozofia polska&#8221;: &#8222;Żył w Aleksandrii w I w.n.e. teolog hebrajski Philo Iudaeus. On to bezosobowy absolut Greków spersonalizował w postać żydowskiego Jahwe, nazwał go bogiem a na jego syna Chrystusa, przeniósł nazwę i atrybuty stoickiego Logosu&#8221;. Od tego czasu mamy judaizację filozofii europejskiej, a od czasów JPII &#8211; całkowite zjudaizowanie KK.</p>
<p>Słowo JEWIE może być słowiańskim, zapożyczeniem z religii Zaratustry, a więc z religii słowiańskiej i to musi być zaznaczone. W przeciwnym wypadku rodzi się zamęt myślowy i nagle zaczyna wynikać kwestia pochodzenia Słowian/Scytów od żydów-Semitów albo żydów/Semitów od Słowian/Scytów &#8211; podczas gdy są to odmienne haplogrupy Y=DNA.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: opolczykpl		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/#comment-3437</link>

		<dc:creator><![CDATA[opolczykpl]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 08 Oct 2013 09:37:50 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23760#comment-3437</guid>

					<description><![CDATA[W odpowiedzi do &lt;a href=&quot;https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/#comment-3435&quot;&gt;ORLICKI&lt;/a&gt;.

Czytałem &quot;12 planetę&quot; Zecharii Sitchina. Porywająca, ale tylko bajka!
Taka planeta nie istnieje z przyczyn oczywistych. Wszechobecna grawitacja nie pozwala na to, aby taka planeta przez 4,5 miliarda lat co 3600 lat przelatywałła przez pas planetoid (zajmowałem się długo astronomią, astrofizyką i kosmologią i wiem co mówię). Bo za każdym razem przelatując przez orbity gazowych gigantów, zwłaszcza Jowisza orbita Nibiru ulegałaby zniekształceniu. I prędzej czy później albo Nibiru zderzyłaby się z Jowiszem lub spadłaby na Słońce. Ew. odleciałaby na zawsze w przestrzeń kosmiczną. Ponadto po kilkakrotnym przejści przez pas planetoid wymiotłaby je wszystkie. A ich nadal są miliony. No i jak Nibiru przebija się przez Kuipera?
Ponadto życie na takiej planeci nie mogło powstać z przyczyn oczywistych - przez prawie cały trwający 3600 lat &quot;rok słoneczny&quot; Nibiru pogrążona jest w mroku i zamrożona do -270 stopni Celsjusza. Ananuki to wymysł. Nie mogli rozwinąć się na tak ciemnej i zimnej planecie. Nie mogli się nawet tam osiedlić. Gdyby przybyli z głębi kosmosu, wybraliby sobie na siedzibę życiodajną Ziemię. A nie hipotetyczną zamrożoną i pogrążoną w ciemności Nibiru.

Za bardzo wierzy Pan w &quot;naukowe&quot; bajki.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W odpowiedzi do <a href="https://bialczynski.pl/2012/04/20/winicjusz-kossakowski-czy-polacy-znali-pismo-ideograficzne/#comment-3435">ORLICKI</a>.</p>
<p>Czytałem &#8222;12 planetę&#8221; Zecharii Sitchina. Porywająca, ale tylko bajka!<br />
Taka planeta nie istnieje z przyczyn oczywistych. Wszechobecna grawitacja nie pozwala na to, aby taka planeta przez 4,5 miliarda lat co 3600 lat przelatywałła przez pas planetoid (zajmowałem się długo astronomią, astrofizyką i kosmologią i wiem co mówię). Bo za każdym razem przelatując przez orbity gazowych gigantów, zwłaszcza Jowisza orbita Nibiru ulegałaby zniekształceniu. I prędzej czy później albo Nibiru zderzyłaby się z Jowiszem lub spadłaby na Słońce. Ew. odleciałaby na zawsze w przestrzeń kosmiczną. Ponadto po kilkakrotnym przejści przez pas planetoid wymiotłaby je wszystkie. A ich nadal są miliony. No i jak Nibiru przebija się przez Kuipera?<br />
Ponadto życie na takiej planeci nie mogło powstać z przyczyn oczywistych &#8211; przez prawie cały trwający 3600 lat &#8222;rok słoneczny&#8221; Nibiru pogrążona jest w mroku i zamrożona do -270 stopni Celsjusza. Ananuki to wymysł. Nie mogli rozwinąć się na tak ciemnej i zimnej planecie. Nie mogli się nawet tam osiedlić. Gdyby przybyli z głębi kosmosu, wybraliby sobie na siedzibę życiodajną Ziemię. A nie hipotetyczną zamrożoną i pogrążoną w ciemności Nibiru.</p>
<p>Za bardzo wierzy Pan w &#8222;naukowe&#8221; bajki.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
	</channel>
</rss>
