<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>
	Komentarze do: Mezamir Snowid – Niebieski Ptak	</title>
	<atom:link href="https://bialczynski.pl/2012/04/03/mezamir-snowid-niebieski-ptak/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://bialczynski.pl/2012/04/03/mezamir-snowid-niebieski-ptak/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=mezamir-snowid-niebieski-ptak</link>
	<description>oficjalna strona Czesława Białczyńskiego</description>
	<lastBuildDate>Thu, 14 Sep 2017 07:19:13 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.7.4</generator>
	<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/03/mezamir-snowid-niebieski-ptak/#comment-3308</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 30 May 2013 12:07:43 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23311#comment-3308</guid>

					<description><![CDATA[Niedawno śniło mi się że będąc w kosmosie,siedziałem w jakimś tunelu
pole widzenia miałem ograniczone krawędzią wylotową tego tunelu.
Ponieważ był to okrąg,na brzegach okręgu wirowały małe niebieskie planety
małe Ziemie.

Zbliżałem się do nich coraz bardziej 
aż w końcu znalazły się poza konturami okręgu(utworzonego przez wyjście z tunelu).
Wtedy zobaczyłem przed sobą jedną niebieską planetę,chyba Ziemię
była na tyle duża że zasłaniała większość czarnego nieba pełnego gwiazd
widziałem czerń tunelu wokół siebie,w nim wąski pierścień czarnego nieba z gwiazdami 
a na środku niebieską planetę...
 
****

Przestrzeni w której byłem nie da się opisać słowami,to trzeba poczuć
takie słowa którymi mógłbym opisać to czego doświadczyłem nie istnieją w naszym języku,
to była jakby...przestrzeń była substancją
Trójwymiarowa i na tyle gęsta że można było ją chwycić
jednocześnie na tyle niesubstancjalna że można się było w niej przemieszczać
ale żeby lecieć w jakimś kierunku musiałem chwycić kawałek tej przestrzeni 
i przyciągnąć się do niej/ją do siebie,lub odepchnąć od niej żeby się cofnąć

Byłem w przestrzeni kosmicznej,widziałem wiele kolorowych obłoków
mgławice itp,mogłem dowolnie ustawiać przestrzeń,pod dowolnym kątem
To jak ustawiłem przestrzeń,decydowało o tym czy zobaczę w oddali jakiś świat

Widziałem fragment miasta,potem odepchnąłem się od przestrzeni w tył
miasto zniknęło w obłokach które zawierały w sobie inne większe miasto
którego częścią było to mniejsze,tak jakby najmniejszą częścią materii miasta X
był ogromny wszechświat Y

Obracałem obłoki i przestrzeń szukając światów tak długo 
aż wreszcie zobaczyłem schody w górę
do jakiejś budowli przypominającej piramidę,kopiec lub świątynie Szintoistyczną

Pamiętam że ktoś dyktował mi współrzędne i nazwy,próbowałem coś pisać
najpierw bazgrałem  bez ładu i składu ale w pewnym momencie 
zaczęły pojawiać się litery(koślawe ale czytelne)
i pamiętam że rysowałem ósemkę poziomo.
W miejscu przecięcia linii  rosło chyba jakieś drzewo
nie pamiętam dokładnie co pisałem 
ale chyba była mowa o jakiejś strzale,nie mogę sobie przypomnieć

Po raz pierwszy znajdując się w przestrzeni,nie spadałem i nie latałem
tylko podobnie jak przestrzeń byłem jakby zatrzymany w czasie
chociaż nie zupełnie bo życie wewnątrz ciągle trwało
a ja byłem jakby poza czasem dlatego miałem wrażenie bezruchu w ruchu.
Pamiętam też jakieś samochody i miasto w którym przebywałem zwyczajnie z resztą mieszkańców
tylko że to trwało chwilę,potem znów wychodziłem poza światy 
i znajdowałem się w tej kolorowej substancjalno-niesubstancjalnej przestrzeni

PS.We śnie rozmawiałem z kimś o mieszkańcach Saturna
Pytanie: W jednym z wykładów powiedziałeś, że dźwięk „Sam” odwraca zło i że słowo to jest inwokacją do Saturna. Czy zechcesz to wyjaśnić?
 

Odpowiedź: Tak. Dźwięk „Sam” jest drugim po „OM” świętym słowem. OM jest tobą  samym, czystym duchem, „Ja jestem” w tobie. Zstępuje w formie twego oddechu, który zawiera wdech i wydech. Wdech wytwarza dźwięk „s”, podczas gdy wydech – dźwięk „H”.
Dlatego mantrę oddechu opisuje się jako „SO-HAM”. Święte słowo „SAM” zawiera „s”, ducha wdechu. Wiemy, że nasz wdech oznacza zstąpienie czystego powietrza z tlenem, który z każdym oddechem spala wszelkie twe nieczystości. Tlen jest tylko fizycznym ciałem oczyszczającego czynnika, którym jest duch powietrza. „Sam” wzywa Boga Wdechu i dlatego oznacza ochronę i bezpieczeństwo. Ponieważ każdy wdech oczyszcza cię, wskazuje ścieżkę czystości i doskonałości.
W astrologii Saturn oznacza świadomość wskazującą na niedoskonałości. Dlatego „s” tworzy pierwszeą sylabę nazwy Saturn i jest tak w wielu językach. W Sanskrycie nazywa się to Sanaischara, w języku angielskim – Saturn, a w języku Świętej Biblii jest to Szatan, najbardziej źle rozumiane stworzenie. Chociaż Kościół Chrześcijański wyklął Szatana, wciąż się go obawia i pamięta. W Biblii Świętej jest tylko cieniem Boga. Innymi słowy jest to grzech albo indywidualna świadomość stworzonej istoty. Wszystko to wskazuje na stworzone niedoskonałe ega, które mają być oczyszczone. Człowiek rozumie taki świat, jaki widzi, dlatego nie jest doskonały i musi czekać na dzień, gdy zobaczy świat takim, jaki jest (Słowo Boga), a nie jakim się mu wydaje. w tym celu słowo „Sam” oczyszcza człowieka i czyni go doskonałym. Dlatego Wedy wysławiają je tuż obok słowa „OM”. Na intelektualnym planie dźwięk „Sam” to spokój i powodzenie. Ta intelektualna interpretacja pozwala połączyć różne aspekty inteligencji z jej źródłem na wyższym planie.
Jakkolwiek byś nie wymawiał i nie traktował dźwięku „Sam”, mantra ta oczyszcza cię i napełnia duchem Boga i życiem, które wdychasz poprzez swe nozdrza. Wielu ludzi uważa samą  planetę Saturn za złą. Dzieje się tak, ponieważ powszechne opinie nie opierają się na mądrości Wed. Popularna astrologia jest tylko cieniem prawdy skrywające j się za nią.
Pod wpływem Saturna wielu ludzi odczuwa trudności i niedogodności. Prawdą zaś jest to, że przyczyną kłopotów są indywidualne motywy, a nie Saturn. Saturn jedynie przyspiesza ujawnianie zła i zmusza osobę, aby się go pozbyła. Zatem siła kryjąca się za planetarnym symbolem Saturna jest zawsze oczyszczająca i chroniąca. Ten sam oczyszczający aspekt stymulujemy  wymawiając i medytując nad „Sam”. Im bardziej próbujemy zrozumieć w sobie aspekt Saturna, tym bardziej uwalniamy się od własnej ograniczającej natury, a rezultatem jest „Sam”, stan doskonałego spokoju i powodzenia.


Inwokacja
Niech światło we Mnie będzie światłem przede mną,
Nie nauczę się widzieć je we wszystkim.
Niech dźwięk wypowiadany ukaże światło we mnie,
Niech słucham go podczas, gdy inni mówią.
Niech cisza we mnie i dookoła mnie pojawi się,
Cisza, którą przerywamy w każdej chwili,
Niech wypełni ciemność hałasu, który czynimy
I przekształci ją w Światło naszego środowiska.
Niech cnota będzie siłą mojej inteligencji,
Niech spełnienie będzie moją zdobyczą,
Niech mój cel kształtuje cel naszej ziemi,
Niech mój plan będzie uosobieniem Boskiego Planu.
Mówmy ciszą bez przełamywania jej,
Żyjemy w świadomości środowiska,
Twórzmy światło w radości,
Bądźmy warci odnalezienia miejsca w Wewnętrznym królestwie.
OM
Mistrz E. K.

Tekst pochodzi z Rozdział I książki Nasze dziedzictwo Kulapatiego Ekkirala Krishnamacharya
wyd. w 1983 przez The World Teacher Trust Visakhapatnam –India
http://yogin.pl/wszystko-o-jodze/wedy/782-wedy-kulapati-ekkirala-krishnamacharya.html
 
****

W jednym ze snów widziałem małą złośliwą dziewczynkę
Jej złośliwość nie oznaczała wrogości do mnie,raczej chęć droczenia się ze mną
dokuczania na zasadzie &#039;kto się czubi ten się lubi&#039;.
Możliwe że właśnie w ten sposób chciała na siebie zwrócić uwagę.

Usiadłem przy niej i zacząłem pisać to co mi dyktowała.
Początkowo nie byłem w stanie tego zrobić,zamiast liter wychodziły mi jakieś bazgroły.
Z trudem udało mi się połączyć linie w ten sposób by udało mi się odczytać to co pisałem.

To co napisałem brzmiało mniej więcej tak:Miri Kiri lub Iri Kiri.
Obudziłem się i niczego więcej nie pamietałem poza tymi słowami
Zacząłem więc szukać znaczenia,oto co znalazłęm:
Kiri to imię pochodzące z Indii.
Oznacza Amarontowy Kwiat lub Skóra z Drzewa(u Maorysów).


Kiri jest imieniem żeńskim właśnie.

Indian names or Hindu names are listed in Our Baby Namer under Indian, Hindi and Sanskrit. Other names which may be used my Muslim Indians would be listed under Arabic or Iranian names.
Indian names generally contain a given name followed by some number of secondary names. Secondary names are often patronyms, names derived from the father, grandfather or other paternal ancestor, village names, occupation names, or names of gods.

Hindu given names are from Sanskrit. Given names derive from a number of sources including religion, nature, family names, and sanskrit vocabulary words. Sacred Hindu texts are the source of most names.

Om Kiri Kiri Swaaha - mantra dzięki której otrzymujemy odpowiedź we śnie.
http://www.youtube.com/watch?v=l-aycZUmwTE]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Niedawno śniło mi się że będąc w kosmosie,siedziałem w jakimś tunelu<br />
pole widzenia miałem ograniczone krawędzią wylotową tego tunelu.<br />
Ponieważ był to okrąg,na brzegach okręgu wirowały małe niebieskie planety<br />
małe Ziemie.</p>
<p>Zbliżałem się do nich coraz bardziej<br />
aż w końcu znalazły się poza konturami okręgu(utworzonego przez wyjście z tunelu).<br />
Wtedy zobaczyłem przed sobą jedną niebieską planetę,chyba Ziemię<br />
była na tyle duża że zasłaniała większość czarnego nieba pełnego gwiazd<br />
widziałem czerń tunelu wokół siebie,w nim wąski pierścień czarnego nieba z gwiazdami<br />
a na środku niebieską planetę&#8230;</p>
<p>****</p>
<p>Przestrzeni w której byłem nie da się opisać słowami,to trzeba poczuć<br />
takie słowa którymi mógłbym opisać to czego doświadczyłem nie istnieją w naszym języku,<br />
to była jakby&#8230;przestrzeń była substancją<br />
Trójwymiarowa i na tyle gęsta że można było ją chwycić<br />
jednocześnie na tyle niesubstancjalna że można się było w niej przemieszczać<br />
ale żeby lecieć w jakimś kierunku musiałem chwycić kawałek tej przestrzeni<br />
i przyciągnąć się do niej/ją do siebie,lub odepchnąć od niej żeby się cofnąć</p>
<p>Byłem w przestrzeni kosmicznej,widziałem wiele kolorowych obłoków<br />
mgławice itp,mogłem dowolnie ustawiać przestrzeń,pod dowolnym kątem<br />
To jak ustawiłem przestrzeń,decydowało o tym czy zobaczę w oddali jakiś świat</p>
<p>Widziałem fragment miasta,potem odepchnąłem się od przestrzeni w tył<br />
miasto zniknęło w obłokach które zawierały w sobie inne większe miasto<br />
którego częścią było to mniejsze,tak jakby najmniejszą częścią materii miasta X<br />
był ogromny wszechświat Y</p>
<p>Obracałem obłoki i przestrzeń szukając światów tak długo<br />
aż wreszcie zobaczyłem schody w górę<br />
do jakiejś budowli przypominającej piramidę,kopiec lub świątynie Szintoistyczną</p>
<p>Pamiętam że ktoś dyktował mi współrzędne i nazwy,próbowałem coś pisać<br />
najpierw bazgrałem  bez ładu i składu ale w pewnym momencie<br />
zaczęły pojawiać się litery(koślawe ale czytelne)<br />
i pamiętam że rysowałem ósemkę poziomo.<br />
W miejscu przecięcia linii  rosło chyba jakieś drzewo<br />
nie pamiętam dokładnie co pisałem<br />
ale chyba była mowa o jakiejś strzale,nie mogę sobie przypomnieć</p>
<p>Po raz pierwszy znajdując się w przestrzeni,nie spadałem i nie latałem<br />
tylko podobnie jak przestrzeń byłem jakby zatrzymany w czasie<br />
chociaż nie zupełnie bo życie wewnątrz ciągle trwało<br />
a ja byłem jakby poza czasem dlatego miałem wrażenie bezruchu w ruchu.<br />
Pamiętam też jakieś samochody i miasto w którym przebywałem zwyczajnie z resztą mieszkańców<br />
tylko że to trwało chwilę,potem znów wychodziłem poza światy<br />
i znajdowałem się w tej kolorowej substancjalno-niesubstancjalnej przestrzeni</p>
<p>PS.We śnie rozmawiałem z kimś o mieszkańcach Saturna<br />
Pytanie: W jednym z wykładów powiedziałeś, że dźwięk „Sam” odwraca zło i że słowo to jest inwokacją do Saturna. Czy zechcesz to wyjaśnić?</p>
<p>Odpowiedź: Tak. Dźwięk „Sam” jest drugim po „OM” świętym słowem. OM jest tobą  samym, czystym duchem, „Ja jestem” w tobie. Zstępuje w formie twego oddechu, który zawiera wdech i wydech. Wdech wytwarza dźwięk „s”, podczas gdy wydech – dźwięk „H”.<br />
Dlatego mantrę oddechu opisuje się jako „SO-HAM”. Święte słowo „SAM” zawiera „s”, ducha wdechu. Wiemy, że nasz wdech oznacza zstąpienie czystego powietrza z tlenem, który z każdym oddechem spala wszelkie twe nieczystości. Tlen jest tylko fizycznym ciałem oczyszczającego czynnika, którym jest duch powietrza. „Sam” wzywa Boga Wdechu i dlatego oznacza ochronę i bezpieczeństwo. Ponieważ każdy wdech oczyszcza cię, wskazuje ścieżkę czystości i doskonałości.<br />
W astrologii Saturn oznacza świadomość wskazującą na niedoskonałości. Dlatego „s” tworzy pierwszeą sylabę nazwy Saturn i jest tak w wielu językach. W Sanskrycie nazywa się to Sanaischara, w języku angielskim – Saturn, a w języku Świętej Biblii jest to Szatan, najbardziej źle rozumiane stworzenie. Chociaż Kościół Chrześcijański wyklął Szatana, wciąż się go obawia i pamięta. W Biblii Świętej jest tylko cieniem Boga. Innymi słowy jest to grzech albo indywidualna świadomość stworzonej istoty. Wszystko to wskazuje na stworzone niedoskonałe ega, które mają być oczyszczone. Człowiek rozumie taki świat, jaki widzi, dlatego nie jest doskonały i musi czekać na dzień, gdy zobaczy świat takim, jaki jest (Słowo Boga), a nie jakim się mu wydaje. w tym celu słowo „Sam” oczyszcza człowieka i czyni go doskonałym. Dlatego Wedy wysławiają je tuż obok słowa „OM”. Na intelektualnym planie dźwięk „Sam” to spokój i powodzenie. Ta intelektualna interpretacja pozwala połączyć różne aspekty inteligencji z jej źródłem na wyższym planie.<br />
Jakkolwiek byś nie wymawiał i nie traktował dźwięku „Sam”, mantra ta oczyszcza cię i napełnia duchem Boga i życiem, które wdychasz poprzez swe nozdrza. Wielu ludzi uważa samą  planetę Saturn za złą. Dzieje się tak, ponieważ powszechne opinie nie opierają się na mądrości Wed. Popularna astrologia jest tylko cieniem prawdy skrywające j się za nią.<br />
Pod wpływem Saturna wielu ludzi odczuwa trudności i niedogodności. Prawdą zaś jest to, że przyczyną kłopotów są indywidualne motywy, a nie Saturn. Saturn jedynie przyspiesza ujawnianie zła i zmusza osobę, aby się go pozbyła. Zatem siła kryjąca się za planetarnym symbolem Saturna jest zawsze oczyszczająca i chroniąca. Ten sam oczyszczający aspekt stymulujemy  wymawiając i medytując nad „Sam”. Im bardziej próbujemy zrozumieć w sobie aspekt Saturna, tym bardziej uwalniamy się od własnej ograniczającej natury, a rezultatem jest „Sam”, stan doskonałego spokoju i powodzenia.</p>
<p>Inwokacja<br />
Niech światło we Mnie będzie światłem przede mną,<br />
Nie nauczę się widzieć je we wszystkim.<br />
Niech dźwięk wypowiadany ukaże światło we mnie,<br />
Niech słucham go podczas, gdy inni mówią.<br />
Niech cisza we mnie i dookoła mnie pojawi się,<br />
Cisza, którą przerywamy w każdej chwili,<br />
Niech wypełni ciemność hałasu, który czynimy<br />
I przekształci ją w Światło naszego środowiska.<br />
Niech cnota będzie siłą mojej inteligencji,<br />
Niech spełnienie będzie moją zdobyczą,<br />
Niech mój cel kształtuje cel naszej ziemi,<br />
Niech mój plan będzie uosobieniem Boskiego Planu.<br />
Mówmy ciszą bez przełamywania jej,<br />
Żyjemy w świadomości środowiska,<br />
Twórzmy światło w radości,<br />
Bądźmy warci odnalezienia miejsca w Wewnętrznym królestwie.<br />
OM<br />
Mistrz E. K.</p>
<p>Tekst pochodzi z Rozdział I książki Nasze dziedzictwo Kulapatiego Ekkirala Krishnamacharya<br />
wyd. w 1983 przez The World Teacher Trust Visakhapatnam –India<br />
<a href="http://yogin.pl/wszystko-o-jodze/wedy/782-wedy-kulapati-ekkirala-krishnamacharya.html" rel="nofollow ugc">http://yogin.pl/wszystko-o-jodze/wedy/782-wedy-kulapati-ekkirala-krishnamacharya.html</a></p>
<p>****</p>
<p>W jednym ze snów widziałem małą złośliwą dziewczynkę<br />
Jej złośliwość nie oznaczała wrogości do mnie,raczej chęć droczenia się ze mną<br />
dokuczania na zasadzie 'kto się czubi ten się lubi&#8217;.<br />
Możliwe że właśnie w ten sposób chciała na siebie zwrócić uwagę.</p>
<p>Usiadłem przy niej i zacząłem pisać to co mi dyktowała.<br />
Początkowo nie byłem w stanie tego zrobić,zamiast liter wychodziły mi jakieś bazgroły.<br />
Z trudem udało mi się połączyć linie w ten sposób by udało mi się odczytać to co pisałem.</p>
<p>To co napisałem brzmiało mniej więcej tak:Miri Kiri lub Iri Kiri.<br />
Obudziłem się i niczego więcej nie pamietałem poza tymi słowami<br />
Zacząłem więc szukać znaczenia,oto co znalazłęm:<br />
Kiri to imię pochodzące z Indii.<br />
Oznacza Amarontowy Kwiat lub Skóra z Drzewa(u Maorysów).</p>
<p>Kiri jest imieniem żeńskim właśnie.</p>
<p>Indian names or Hindu names are listed in Our Baby Namer under Indian, Hindi and Sanskrit. Other names which may be used my Muslim Indians would be listed under Arabic or Iranian names.<br />
Indian names generally contain a given name followed by some number of secondary names. Secondary names are often patronyms, names derived from the father, grandfather or other paternal ancestor, village names, occupation names, or names of gods.</p>
<p>Hindu given names are from Sanskrit. Given names derive from a number of sources including religion, nature, family names, and sanskrit vocabulary words. Sacred Hindu texts are the source of most names.</p>
<p>Om Kiri Kiri Swaaha &#8211; mantra dzięki której otrzymujemy odpowiedź we śnie.<br />
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=l-aycZUmwTE" rel="nofollow ugc">http://www.youtube.com/watch?v=l-aycZUmwTE</a></p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Sceptyk		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/03/mezamir-snowid-niebieski-ptak/#comment-3307</link>

		<dc:creator><![CDATA[Sceptyk]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 07 Apr 2012 05:52:16 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23311#comment-3307</guid>

					<description><![CDATA[Domowiki z naleśnika wprost cudne!!!!

Pozdrawiam]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Domowiki z naleśnika wprost cudne!!!!</p>
<p>Pozdrawiam</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/03/mezamir-snowid-niebieski-ptak/#comment-3306</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 06 Apr 2012 19:18:43 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23311#comment-3306</guid>

					<description><![CDATA[Dostałem właśnie listel z prośbą o rozesłanie informacji gdzie tylko się da,oto ona.


&quot;Drodzy nasi czytelnicy http://e-budda.pl/, na prośbę naszych przyjaciół przekazujemy wam ich apel.

Drodzy przyjaciele w Dharmie,
Z ogromną przykrością odkryliśmy, że dzieją się rzeczy smutne - że osoby mające stanowić wsparcie dla osób poszukujących swojej ścieżki duchowej dopuszczają się wobec praktykujących czynów niegodnych. Co gorsza, ich współpracownicy i przełożeni nie reagują na to. Nie ma pewności, czy prawda o tych wydarzeniach dociera do nauczycieli. Nie ma pewności, w jaki sposób mistrzom przedstawiają te fakty członkowie lokalnych administracji. Ofiary molestowania są pozostawione sobie. Nie wiedzą, co mają robić. Nie wiedzą nawzajem o swoim istnieniu. Być może myślą, że tylko im się to przydarzyło.
Dlatego powstała strona www.molestowanie.org aby ofiary molestowania seksualnego mogły zgłosić co je spotkało i określić, jakich działań w tej sprawie oczekują. Celem jest udzielenie pomocy ofiarom, odsunięcie sprawców od piastowanych funkcji, uzdrowienie sytuacji w rodzinie, jaką jest Sanga. Co ważne chodzi także o samodzielne oczyszczenie struktur polskiego buddyzmu ze zła, zanim zajmą się nim media oraz policja i sądy.
Dlatego zwracamy się z prośba do wszystkich Sang oraz portali buddyjski o udostępnienie informacji o tej inicjatywie. Prosimy o powiadomienie waszych członów, praktykujących, sympatyków o adresie strony www.molestowanie.org. Jeśli jest to możliwe prosimy o zamieszczenie na waszej stronie baneru informacyjnego który jest w kilku wersjach pod adresem: http://www.molestowanie.org/pomoc.php Jeśli zgłosiła się do was ofiara molestowania a udzielona jej pomoc nie była satysfakcjonująca to prosimy o z kontaktowanie jej z nami.
Jeśli nasza aktywność jest godna wsparcia prosimy również o wyrażenie poparcia dla tej inicjatywy w postaci oficjalnego listu który umieścimy na stronie www.molestowanie.org aby dodać odwagi ofiarom w mówieniu prawdy.
siostry i bracia dharmy

Aby ta aktywność zmniejszyła ilość cierpienia !&quot;


Widać że krety ryją wszędzie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dostałem właśnie listel z prośbą o rozesłanie informacji gdzie tylko się da,oto ona.</p>
<p>&#8222;Drodzy nasi czytelnicy <a href="http://e-budda.pl/" rel="nofollow ugc">http://e-budda.pl/</a>, na prośbę naszych przyjaciół przekazujemy wam ich apel.</p>
<p>Drodzy przyjaciele w Dharmie,<br />
Z ogromną przykrością odkryliśmy, że dzieją się rzeczy smutne &#8211; że osoby mające stanowić wsparcie dla osób poszukujących swojej ścieżki duchowej dopuszczają się wobec praktykujących czynów niegodnych. Co gorsza, ich współpracownicy i przełożeni nie reagują na to. Nie ma pewności, czy prawda o tych wydarzeniach dociera do nauczycieli. Nie ma pewności, w jaki sposób mistrzom przedstawiają te fakty członkowie lokalnych administracji. Ofiary molestowania są pozostawione sobie. Nie wiedzą, co mają robić. Nie wiedzą nawzajem o swoim istnieniu. Być może myślą, że tylko im się to przydarzyło.<br />
Dlatego powstała strona <a href="http://www.molestowanie.org" rel="nofollow ugc">http://www.molestowanie.org</a> aby ofiary molestowania seksualnego mogły zgłosić co je spotkało i określić, jakich działań w tej sprawie oczekują. Celem jest udzielenie pomocy ofiarom, odsunięcie sprawców od piastowanych funkcji, uzdrowienie sytuacji w rodzinie, jaką jest Sanga. Co ważne chodzi także o samodzielne oczyszczenie struktur polskiego buddyzmu ze zła, zanim zajmą się nim media oraz policja i sądy.<br />
Dlatego zwracamy się z prośba do wszystkich Sang oraz portali buddyjski o udostępnienie informacji o tej inicjatywie. Prosimy o powiadomienie waszych członów, praktykujących, sympatyków o adresie strony <a href="http://www.molestowanie.org" rel="nofollow ugc">http://www.molestowanie.org</a>. Jeśli jest to możliwe prosimy o zamieszczenie na waszej stronie baneru informacyjnego który jest w kilku wersjach pod adresem: <a href="http://www.molestowanie.org/pomoc.php" rel="nofollow ugc">http://www.molestowanie.org/pomoc.php</a> Jeśli zgłosiła się do was ofiara molestowania a udzielona jej pomoc nie była satysfakcjonująca to prosimy o z kontaktowanie jej z nami.<br />
Jeśli nasza aktywność jest godna wsparcia prosimy również o wyrażenie poparcia dla tej inicjatywy w postaci oficjalnego listu który umieścimy na stronie <a href="http://www.molestowanie.org" rel="nofollow ugc">http://www.molestowanie.org</a> aby dodać odwagi ofiarom w mówieniu prawdy.<br />
siostry i bracia dharmy</p>
<p>Aby ta aktywność zmniejszyła ilość cierpienia !&#8221;</p>
<p>Widać że krety ryją wszędzie.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/03/mezamir-snowid-niebieski-ptak/#comment-3305</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 05 Apr 2012 16:33:54 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23311#comment-3305</guid>

					<description><![CDATA[Dezintegracja: tradycja szamańska a psychiatria

&quot;O podobieństwach szamańskiej inicjacji i przebiegu rozpadu osobowości u osób, u których zdiagnozowano schizofrenię, napisano już niejeden artykuł. Ostatnio trafiłem też na tekst autorstwa Jacka Sieradzana &quot;Psychologia, wychowanie a obłęd&quot;. Tu chciałbym skupić się tylko na kwestii, której przyglądam się od jakiegoś czasu, a mianowicie na samym zjawisku dezintegracji i ponownej integracji osobowości&quot;.

Jacek Sieradzan pisze:

&quot;Cywilizacja współczesna uważa ich za obłąkanych i izoluje w szpitalach dla umysłowo chorych. W dawnych, tzw. prymitywnych kulturach, kierowano ich do szamana, pod kierunkiem którego mogli kształtować i doskonalić swoje odmienne widzenie świata. Potem sami stawali się szamanami, pełnoprawnymi członkami społeczności, którzy nie tylko nie oczekują od innych pomocy, ale sami tą pomocą służą&quot;

&quot;Problem, o którym pisał Andrzej Skulski w swoim artykule &quot;Od inkwizycji do psychiatrii - niechciana prawda&quot; zwrócił moją uwagę na tendencję traktowania przez współczesną psychiatrię czarowników, czarownic i szamanów jako schizofreników. Tę tendencję zauważyłem już kilka lat temu, jednakże nie zdawałem sobie sprawy z podobieństw przeciwnych obozów inkwizycji i psychiatrii jako takiej. Sądziłem, że podejście psychiatrii do tzw. chorych psychicznie bierze się z niewiedzy typowej dla samej nauki, która ma manierę odrzucania wszystkiego, co ma jakikolwiek związek z życiem duchowym. Jako że mam doświadczenie zarówno psychiatryczne jak i szamańskie, łatwo było mi dostrzec pewne prawidłowości występujące w obu grupach - szamanów i schizofreników. Jedyna różnica jest taka, że współcześni szamani żyjący w naszej kulturze, u których zdiagnozowano schizofrenię, nie mają oparcia w mapie, jaką dysponują szamani w tradycjach, która kultywowała lub wciąż kultywuje to zjawisko. W kulturze plemiennej, w której istnieje funkcja szamana, człowiek przechodzący proces rozpadu (śmierci) i ponownych narodzin ma oparcie w całej tradycji jak i w przewodnikach - starszych szamanach lub duchach (np. tzw. głosy). W naszej kulturze, jak zauważył pan Skulski, skutecznie wytępiono tę linię przekazu, przez co ludzie predysponowani do funkcji szamana zostali pozbawieni korzeni, wsparcia w bardzo trudnym procesie inicjacyjnym. Mało tego, wmówiono im, w co uwierzyli (jakżeby inaczej, skoro mają tylko dwa źródła nie-wiedzy - religię i jej następczynię, psychiatrię), że proces, który przechodzą, jest chorobą, czymś nienormalnym i szkodliwym dla ich zdrowia. Sami psychiatrzy odcinając się od wielotysiącletniej tradycji szamańskiej odcięli się też od kopalni wiedzy na temat samego zjawiska inicjacji szamańskiej. Oczywiście szamanizm bada się, ale są to badania z punktu widzenia osób, które nie doświadczają samego procesu inicjacyjnego. Tym czasem istotne jest w tym procesie, by osobę doświadczającą dezintegracji przeprowadzał ktoś doświadczony, kto sam wcześniej przeszedł ten sam proces. Psychiatria od początku podeszła do zagadnienia z postawą potępiającą, nie rozumiejącą zjawiska i z góry zakładającą, że proces transformacji, któremu towarzyszą takie zjawiska jak głosy i wizje, jest chorobą. Doszło do absurdu - osoby doświadczone w tej materii, które zostały wyszkolone w linii przekazu mającej korzenie w prehistorii, zostały uznane za niekompetentne i niegodne zaufania. Jaki był tego efekt? Tradycja szamańska została niemal doszczętnie wytępiona w kulturze Zachodu. Linia przekazu, tak istotna dla tej tradycji, została przerwana przez wielowiekowy holokaust. Dziś osoby, które są ze swej natury powołane do funkcji szamana, są napiętnowane, pozbawione szansy na zdrowe przejście procesu inicjacyjnego do końca, zawieszone gdzieś pomiędzy fazą rozpadu a niemocy. Tylko nielicznym udaje się przejść proces do końca, nie mając oparcia w tradycji, która dawałaby odpowiednie techniki i przygotowanych do tego przewodników.

Nie twierdzę, że wszyscy, którym przyczepiono etykietkę schizofrenika to potencjalni szamani, zawieszeni w połowie procesu i skazani na dożywotnie uzależnienie od systemu psychiatrycznego. Twierdzę, że współczesna psychiatria popełnia karygodny błąd, żeby nie powiedzieć - zbrodnię, lecząc coś, czego sama nie rozumie. Oczywiście wiem, że psychiatria nie przyzna się do błędu, tylko będzie dalej brnąć w swoim samouwielbieniu&quot;.

Podobieństwa i różnice

Między procesem inicjacji szamańskiej a objawami tzw. schizofrenii zachodzi szereg podobieństw. Oto niektóre z nich:

1. Głosy i wizje;

2. Stan psychotyczny (z tą różnicą, że schizofrenik nie panuje nad psychozą, w odróżnieniu od szamana, który wchodzi w odmienne stany świadomie i celowo);

3. Zmiana osobowości;

4. Odmienne stany osobowości;

5. Ból i ekstaza.

&quot;Przede wszystkim wyjść z kieszeni firm farmaceutycznych. To krok pierwszy. Leczenie farmaceutykami to usuwanie objawów, ale nie przyczyn. Każda schizofrenia jest inna (błędnie wrzuca się wszystkich do tego samego worka, bo tak wygodniej - leczyć objawowo), a z moich obserwacji i relacji chorych dzisiejsze leczenie (przynajmniej w Polsce) wygląda tak:
Pierwsza wizyta u psychiatry - 30-60 min, każda kolejna 5-15. Lek działa? Nie działa? Zwiększymy dawkę.
Miesiąc później. Lek działa? Nie działa? Zmienimy lek.
Po roku i kilku neuroleptykach, jednej hospitalizacji (oddział zamknięty, kraty w oknach, personel siedzi sobie gdzieś w swoim pokoiku ogląda tv, traktuje pacjentów jak ludzi drugiej albo i trzeciej kategorii, pacjenci cały dzień snują się po korytarzu zostawieni sami sobie, jedna rozmowa z ordynatorem w trakcie całego &quot;leczenia&quot;) wracamy do początku, z nowymi lekami (akurat był przedstawiciel firmy XYZ z nowym superlekiem entej generacji).
Aha, no jeszcze czasem ktoś ma tego pecha, że trafi na &quot;mądrego&quot; psychiatrę, który zaleci elektrowstrząsy. ;)
Po kilku latach mamy warzywo, które nie jest w stanie samo funkcjonować.
Współczesna psychiatria to mit oparty na chemii częściowo refundowanej z budżetu państwa. Hospitalizacja to sieć więzień, gdzie przetrzymuje się ludzi często na ich własną prośbę, bo nie są w stanie sami poradzić sobie z tym przez co przechodzą. W końcu są chorzy, więc kto miałby ich leczyć, jeśli nie lekarz (a za lekarzy podają się psychiatrzy)?

Tym czasem jest alternatywa - Głos Wewnętrzny Poradnik praktyczny dla osób słyszących Głosy
Tych alternatyw jest więcej lub można opracować więcej.Jedną z alternatyw, grup wsparcia i ośrodków nowych badań jest właśnie Intervoice The International Community for Hearing Voices. Niestety przemysł farmaceutyczny to potężny biznes i nie będzie sam sobie kopał dołka finansując badania alternatywne dla farmaceutyków. A farmakologiczne &quot;leczenie&quot; to dziś najpowszechniejsza metoda postępowania z chorymi.Polecam też film Chemiczny Spokój&quot;. 
http://www.taraka.pl/schizofreniczny_szaman


&quot;Marzenie o zdrowiu psychicznym usprawiedliwia dzisiaj prawie każdy środek zapobiegawczy, praktycznie tak samo, jak prawdziwa wiara usprawiedliwiała inkwizycję&#039;&#039; (Prof. Thomas S. Szasz, 1963)

Kiedyś inkwizycja, dzisiaj psychiatria


W dyskusjach na temat natychmiastowej potrzeby zakazu przymusu psychiatrycznego oraz stosowanych w psychiatrii ,,metod leczenia&#039;&#039; chętnie przypominam, iż ta ,,gałąź medycyny&#039;&#039; medycyną nie jest, a jest następczynią średniowiecznej inkwizycji kościelnej, która wbrew ogólnie przyjętemu poglądowi wciąż istnieje. Przypomnijmy, że inkwizycja krwawo wpisała się do ksiąg historii świata wymordowaniem wciąż nieokreślonej ilości ludzi; ilu zakatowano, potopiono i spalono na stosach do dziś nie wiadomo, gdyż rozbieżność danych sięga tu od 100 tysięcy do 9 milionów ofiar! Ludzi tych po torturach pozbawiano życia, ponieważ nie chcieli dostosować się do narzuconego przez chrześcijaństwo systemu wiary. Instytucji tej co prawda dla zmyłki dwukrotnie zmieniono już nazwę: w 1908 papież Pius X przekształcił ją w ,,Kongregację Świętego Oficjum&#039;&#039;, zaś w 1965 Paweł VI w ,,Kongregację Nauki Wiary&#039;&#039;, ale sama instytucja nadal istnieje, funkcjonuje i wciąż czyni swoją powinność. Gdyby ktoś pytał o adres? Ależ proszę: Congregatio Pro Doctrina Fidei, Palazzo del Sant’ Uffizio, 00120 Città del Vaticano. O szefa inkwizycji oczywiście tam nie pytajcie, bo przez to raczej wylądować można w psychiatryku, a w najlepszym wypadku odpowiedzą, że inkwizytorów już nie ma! I nawet nie będzie to kłamstwo! Inkwizycji też przecież nie ma, nieprawdaż?

Od 1965 roku inkwizy... sorry... ,,kongrega...cją&#039;&#039; zarządza nie sam papież, jak miało to miejsce od początku istnienia tej instytucji, czyli od pierwszych lat XIII wieku, a tzw. prefekt... Domyślam się, iż tylko nieliczni wiedzą, że od roku 1981 do 2005 funkcję tą piastował znany w Polsce bardziej ze swojej przynależności do Hitlerjugend, aniżeli do inkwizycji, prof. Joseph Ratzinger. Tak, tak... Ten sam ,,zastępca Jezusa na ziemi&#039;&#039;, którego dzisiaj tytułujemy ,,Benedykt XVI&#039;&#039;, ,,Ojciec Święty&#039;&#039;, ,,Papież&#039;&#039;...

Po przytoczeniu tego faktu moi rozmówcy przez chwilę patrzą z niedowierzaniem i najpierw słyszę: ,,To nieprawdopodobne!&#039;&#039; Po chwili pojawia się oczywiście kontrargument, że przecież poziom wiedzy w tamtych czasach był, jaki był, do czynienia mieliśmy więc z „masową ciemnotą”, ale dzisiaj jest... na pewno... inaczej: ani dzisiejszego społeczeństwa, ani psychiatrii nie można przecież porównać do ,,ciemnej masy&#039;&#039;, a ci drudzy to wręcz sami ,,wykształceni&#039;&#039; ludzie... Ba! ,,Naukowcy&#039;&#039;! Tylko... skąd ta pewność i na czym ma polegać owa naukowość psychiatrii, nikt oczywiście nie potrafi powiedzieć. ,,No przecież wiadomo&#039;&#039;, słyszę wtedy, ,,że chodzi tam o jakąś chemię w mózgu czy coś-tam... Chyba wiedzą, co robią, w końcu uczą się tego, studiują, praktykują itd...&#039;&#039; Ale kto zastanawia się głębiej nad tą materią? Kto zagląda do tych ,,naukowych&#039;&#039; prac? Kto je weryfikuje i dlaczego powtarza się, że jest tam jakakolwiek wiedza, skoro napisane tam, jak byk, że nie o wiedzę chodzi, a o hipotezy? Słowo hipoteza pochodzi z języka greckiego (hypóthesis) i oznacza przypuszczenie, osąd, który podlega weryfikacji!...

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/od_inkwizycji_do_psychiatrii_niechciana_prawda_175256-1--1-d.html


Pseudopacjenci Rosenhana - jak łatwo zostać schizofrenikiem
&quot;Zdrowy w chorym otoczeniu&#039;&#039; - tak brzmiał tytuł pracy prof. Rosenhana, opublikowanej w magazynie naukowym &quot;Science&#039;&#039;. Mowa w niej o ośmiu uczestnikach niebywałego dotąd eksperymentu, który po opublikowaniu nieźle wstrząsnął psychiatrią.
W otchłani chłodu / Fot. a.skulskiProf. David Rosenhan był amerykańskim profesorem psychologii na Uniwersytecie Stanford i już w 1968 roku jako 40-latek zadał sobie pytanie, czy rzeczywiście istnieje różnica pomiędzy byciem ,,normalnym&#039;&#039; i kimś potocznie nazywanym ,,wariatem&#039;&#039;. Aby poszukać odpowiedzi na to pytanie zorganizował on 4-letnie badania, które przeszły do historii psychologii, jako „Eksperyment Rosenhana”. W tej iście szerlokoholmskiej pracy towarzyszyło mu 7 osób (czterech mężczyzn i trzy kobiety): trzech psychologów, jeden lekarz pediatra, student psychologii, malarz i gospodyni domowa. Francuski filozof Michel Foucault po zakończeniu badań życzył Rosenhanowi ,,Nagrody Nobla za humor naukowy&#039;&#039;...

Plan Rosenhana wydawał się w miarę prosty i miał odpowiedzieć na pytanie, jak długo psychiatria będzie potrzebowała aby orzec, że w przypadku tej ósemki ma do czynienia z ,,normalnymi&#039;&#039; ludźmi, którzy faktycznie nigdy wcześniej nie mieli żadnych form tzw. zaburzeń psychicznych. ,,To pytanie nie jest ani niepotrzebne, ani zwariowane&#039;&#039; napisze on później we wspomnianej publikacji. ,,Nawet jeżeli jesteśmy osobiście przekonani, że potrafimy rozgraniczyć, co jest normalne, a co nienormalne, to nie ma na to przekonywujących dowodów.&#039;&#039;

Co prawda Księga Diagnostyczna (DSM) Zjednoczenia Psychiatrów Amerykańskich dzieli pacjentów na kategorie według symptomów, co ma umożliwić odróżnienie osoby zdrowej od ,,chorej psychicznie&#039;&#039;, ale w Rosenhanie pojawiło i umocniło się zwątpienie w sens tak stawianych diagnoz. Stwierdził on, że ,,choroba psychiczna&#039;&#039; nie jest diagnozowana na bazie obiektywnych symptomów, a na subiektywnym postrzeganiu ,,pacjenta&#039;&#039; przez obserwującego lekarza. Wierzył, że do rozjaśnienia problemu przyczyni się właśnie jego eksperyment, w którym sprawdzone będzie, czy ludzie nigdy nie cierpiący na żadne ,,choroby psychiczne&#039;&#039; zostaną w szpitalu rozpoznane, jako zdrowe i jeśli tak, to na jakiej zasadzie to się odbędzie.

Przygotowania do eksperymentu

Wyglądały zawsze tak samo: pan profesor oraz współuczestnicy projektu przez kilka dni nie myli zębów, panowie się nie golili, następnie pseudopacjenci ubierali się w nieco przybrudzone ciuchy, pod fałszywym nazwiskiem umawiali telefonicznie z wybraną kliniką psychiatryczną i krótko po tym pojawiali się tam twierdząc podczas przyjęcia, że... słyszą głosy. Było to oczywiście nieprawdą, tak jak nieprawdziwe były podane przez nich nazwiska i zawody. Mało tego, nawet opisywane przez pseudopacjentów ,,głosy&#039;&#039; nie miały odniesienia do znanych w psychiatrii opisów, gdyż nie ma głosów ,,pustych&#039;&#039;, ,próżnych&#039;&#039; i ,,głuchych&#039;&#039;, jak to z premedytacją przedstawili uczestnicy eksperymentu w pierwszej rozmowie z lekarzem...

Po diagnozie, która w siedmiu przypadkach brzmiała ,,schizofrenia&#039;&#039;, a w jednym ,,zespół depresyjno-maniakalny&#039;&#039;, nasi ,,pacjenci&#039;&#039; zaczynali zachowywać się już tak, jak na co dzień w normalnym życiu, o głosach więcej nie wspominali, przestrzegali regulaminu, byli kooperatywni wobec lekarzy i personelu oraz mili i rzeczowi w swoich wypowiedziach. Ich zadaniem było przecież jak najszybsze przekonanie lekarzy i personelu szpitalnego o swoim zdrowiu psychicznym i wyjście z kliniki bez pomocy z zewnątrz.

Jak się szybko okazało ich wzorowe zachowanie nie zmieniło niestety postaci rzeczy, a raz wypowiedziana diagnoza okazała się już nieodłączną i stygmatyzującą etykietą pacjenta. Naukowcy z niepokojem obserwowali nagminnie pojawiającą się psychiczną i fizyczną brutalność personelu wobec hospitalizowanych. Eksperyment okazał się więc już w początkowej fazie bardzo niebezpieczny, przez co część jego uczestników poczuła wyraźny strach ,,przed pobiciem lub gwałtem&#039;&#039;. W efekcie tych pierwszych doświadczeń do projektu dokooptowano prawnika, z którym ustalono plan ewentualnego działania na wypadek okaleczenia lub śmierci któregoś z uczestników eksperymentu i dopiero wtedy grupa ,,ruszyła&#039;&#039; na kolejne kliniki. Ogólnie eksperyment przeprowadzono w 12 szpitalach, po części tych starszych, o ściśle konwencjonalnym podejściu do ,,pacjenta&#039;&#039;, a po części w nowoczesnych, nastawionych badawczo.
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/pseudopacjenci_rosenhana_jak_latwo_zostac_schizofrenikiem_106217.html

Petycja psychiatrów wymaga naszego „NIE POPIERAM!”
Psychiatria, instytucja łamiąca nagminnie prawa człowieka, chce pozyskać jeszcze więcej funduszy na kontynuację nielegalnego procederu „przymusowego leczenia psychiatrycznego”. Swoim &quot;Nie popieram&quot; i Ty możesz wyrazić swój sprzeciw.

List otwarty w sprawie łamania prawa w psychiatrii
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/list_otwarty_w_sprawie_lamania_prawa_w_psychiatrii_182291.html

Rząd chce chronić zdrowie psychiczne Polaków?
W ostatnim czasie w zastraszającym tempie wzrasta liczba wymyślanych przez psychiatrów nowych jednostek chorobowych. To, co kiedyś zwykło uważać się za wynik przeciwności losu i ludzkich problemów – dziś nagle trzeba &quot;leczyć&quot;

Z Watykanu dodatkowo dochodzą wieści, że Benedykt XVI również rozporządza w kwestii szkolenia nowych egzorcystów nie mówi się już o jednostkach, jak jeszcze kilka(naście) lat temu, ani też o 150 egzorcystach rocznie, jak było to napędzone za czasów panowania Jana Pawła II, który zadomowił się na dworach ultrakonserwatywnej Opus Dei... Nie! Niemiecki Benedykt XVI powołał do życia przy tym fundamentalistycznym braterstwie „Papieską Radę Wsparcia dla Nowoewangelizacji” i zapowiedział, że zaplanowane jest wypuszczenie na teren samych Włoch 3 tys. (słownie: trzech tysięcy!) egzorcystów, aby - UWAGA! - &quot;wypędzić diabła z ojczyzny katolicyzmu.&quot;

O „konieczności” współpracy psychiatrów z egzorcystami i w Polsce coraz głośniej oraz coraz... oficjalniej. Powstają już nawet ośrodki, do których odsyłani będą „chorzy psychicznie”, z którymi „psychiatria nie może sobie poradzić”. Piszemy o tym w nadziei, że Polacy jednak nie pozwolą na przeistoczenie nas w PRW, czyli Polską Republikę Watykańską...

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/rzad_chce_chronic_zdrowie_psychiczne_polakow_180499.html


Schizofrenia - inny punkt widzenia, czyli strona tworzona przez i dla schizofreników i ich sympatyków
http://www.schizofrenicy.info/cms/pages/forum.php]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dezintegracja: tradycja szamańska a psychiatria</p>
<p>&#8222;O podobieństwach szamańskiej inicjacji i przebiegu rozpadu osobowości u osób, u których zdiagnozowano schizofrenię, napisano już niejeden artykuł. Ostatnio trafiłem też na tekst autorstwa Jacka Sieradzana &#8222;Psychologia, wychowanie a obłęd&#8221;. Tu chciałbym skupić się tylko na kwestii, której przyglądam się od jakiegoś czasu, a mianowicie na samym zjawisku dezintegracji i ponownej integracji osobowości&#8221;.</p>
<p>Jacek Sieradzan pisze:</p>
<p>&#8222;Cywilizacja współczesna uważa ich za obłąkanych i izoluje w szpitalach dla umysłowo chorych. W dawnych, tzw. prymitywnych kulturach, kierowano ich do szamana, pod kierunkiem którego mogli kształtować i doskonalić swoje odmienne widzenie świata. Potem sami stawali się szamanami, pełnoprawnymi członkami społeczności, którzy nie tylko nie oczekują od innych pomocy, ale sami tą pomocą służą&#8221;</p>
<p>&#8222;Problem, o którym pisał Andrzej Skulski w swoim artykule &#8222;Od inkwizycji do psychiatrii &#8211; niechciana prawda&#8221; zwrócił moją uwagę na tendencję traktowania przez współczesną psychiatrię czarowników, czarownic i szamanów jako schizofreników. Tę tendencję zauważyłem już kilka lat temu, jednakże nie zdawałem sobie sprawy z podobieństw przeciwnych obozów inkwizycji i psychiatrii jako takiej. Sądziłem, że podejście psychiatrii do tzw. chorych psychicznie bierze się z niewiedzy typowej dla samej nauki, która ma manierę odrzucania wszystkiego, co ma jakikolwiek związek z życiem duchowym. Jako że mam doświadczenie zarówno psychiatryczne jak i szamańskie, łatwo było mi dostrzec pewne prawidłowości występujące w obu grupach &#8211; szamanów i schizofreników. Jedyna różnica jest taka, że współcześni szamani żyjący w naszej kulturze, u których zdiagnozowano schizofrenię, nie mają oparcia w mapie, jaką dysponują szamani w tradycjach, która kultywowała lub wciąż kultywuje to zjawisko. W kulturze plemiennej, w której istnieje funkcja szamana, człowiek przechodzący proces rozpadu (śmierci) i ponownych narodzin ma oparcie w całej tradycji jak i w przewodnikach &#8211; starszych szamanach lub duchach (np. tzw. głosy). W naszej kulturze, jak zauważył pan Skulski, skutecznie wytępiono tę linię przekazu, przez co ludzie predysponowani do funkcji szamana zostali pozbawieni korzeni, wsparcia w bardzo trudnym procesie inicjacyjnym. Mało tego, wmówiono im, w co uwierzyli (jakżeby inaczej, skoro mają tylko dwa źródła nie-wiedzy &#8211; religię i jej następczynię, psychiatrię), że proces, który przechodzą, jest chorobą, czymś nienormalnym i szkodliwym dla ich zdrowia. Sami psychiatrzy odcinając się od wielotysiącletniej tradycji szamańskiej odcięli się też od kopalni wiedzy na temat samego zjawiska inicjacji szamańskiej. Oczywiście szamanizm bada się, ale są to badania z punktu widzenia osób, które nie doświadczają samego procesu inicjacyjnego. Tym czasem istotne jest w tym procesie, by osobę doświadczającą dezintegracji przeprowadzał ktoś doświadczony, kto sam wcześniej przeszedł ten sam proces. Psychiatria od początku podeszła do zagadnienia z postawą potępiającą, nie rozumiejącą zjawiska i z góry zakładającą, że proces transformacji, któremu towarzyszą takie zjawiska jak głosy i wizje, jest chorobą. Doszło do absurdu &#8211; osoby doświadczone w tej materii, które zostały wyszkolone w linii przekazu mającej korzenie w prehistorii, zostały uznane za niekompetentne i niegodne zaufania. Jaki był tego efekt? Tradycja szamańska została niemal doszczętnie wytępiona w kulturze Zachodu. Linia przekazu, tak istotna dla tej tradycji, została przerwana przez wielowiekowy holokaust. Dziś osoby, które są ze swej natury powołane do funkcji szamana, są napiętnowane, pozbawione szansy na zdrowe przejście procesu inicjacyjnego do końca, zawieszone gdzieś pomiędzy fazą rozpadu a niemocy. Tylko nielicznym udaje się przejść proces do końca, nie mając oparcia w tradycji, która dawałaby odpowiednie techniki i przygotowanych do tego przewodników.</p>
<p>Nie twierdzę, że wszyscy, którym przyczepiono etykietkę schizofrenika to potencjalni szamani, zawieszeni w połowie procesu i skazani na dożywotnie uzależnienie od systemu psychiatrycznego. Twierdzę, że współczesna psychiatria popełnia karygodny błąd, żeby nie powiedzieć &#8211; zbrodnię, lecząc coś, czego sama nie rozumie. Oczywiście wiem, że psychiatria nie przyzna się do błędu, tylko będzie dalej brnąć w swoim samouwielbieniu&#8221;.</p>
<p>Podobieństwa i różnice</p>
<p>Między procesem inicjacji szamańskiej a objawami tzw. schizofrenii zachodzi szereg podobieństw. Oto niektóre z nich:</p>
<p>1. Głosy i wizje;</p>
<p>2. Stan psychotyczny (z tą różnicą, że schizofrenik nie panuje nad psychozą, w odróżnieniu od szamana, który wchodzi w odmienne stany świadomie i celowo);</p>
<p>3. Zmiana osobowości;</p>
<p>4. Odmienne stany osobowości;</p>
<p>5. Ból i ekstaza.</p>
<p>&#8222;Przede wszystkim wyjść z kieszeni firm farmaceutycznych. To krok pierwszy. Leczenie farmaceutykami to usuwanie objawów, ale nie przyczyn. Każda schizofrenia jest inna (błędnie wrzuca się wszystkich do tego samego worka, bo tak wygodniej &#8211; leczyć objawowo), a z moich obserwacji i relacji chorych dzisiejsze leczenie (przynajmniej w Polsce) wygląda tak:<br />
Pierwsza wizyta u psychiatry &#8211; 30-60 min, każda kolejna 5-15. Lek działa? Nie działa? Zwiększymy dawkę.<br />
Miesiąc później. Lek działa? Nie działa? Zmienimy lek.<br />
Po roku i kilku neuroleptykach, jednej hospitalizacji (oddział zamknięty, kraty w oknach, personel siedzi sobie gdzieś w swoim pokoiku ogląda tv, traktuje pacjentów jak ludzi drugiej albo i trzeciej kategorii, pacjenci cały dzień snują się po korytarzu zostawieni sami sobie, jedna rozmowa z ordynatorem w trakcie całego &#8222;leczenia&#8221;) wracamy do początku, z nowymi lekami (akurat był przedstawiciel firmy XYZ z nowym superlekiem entej generacji).<br />
Aha, no jeszcze czasem ktoś ma tego pecha, że trafi na &#8222;mądrego&#8221; psychiatrę, który zaleci elektrowstrząsy. 😉<br />
Po kilku latach mamy warzywo, które nie jest w stanie samo funkcjonować.<br />
Współczesna psychiatria to mit oparty na chemii częściowo refundowanej z budżetu państwa. Hospitalizacja to sieć więzień, gdzie przetrzymuje się ludzi często na ich własną prośbę, bo nie są w stanie sami poradzić sobie z tym przez co przechodzą. W końcu są chorzy, więc kto miałby ich leczyć, jeśli nie lekarz (a za lekarzy podają się psychiatrzy)?</p>
<p>Tym czasem jest alternatywa &#8211; Głos Wewnętrzny Poradnik praktyczny dla osób słyszących Głosy<br />
Tych alternatyw jest więcej lub można opracować więcej.Jedną z alternatyw, grup wsparcia i ośrodków nowych badań jest właśnie Intervoice The International Community for Hearing Voices. Niestety przemysł farmaceutyczny to potężny biznes i nie będzie sam sobie kopał dołka finansując badania alternatywne dla farmaceutyków. A farmakologiczne &#8222;leczenie&#8221; to dziś najpowszechniejsza metoda postępowania z chorymi.Polecam też film Chemiczny Spokój&#8221;.<br />
<a href="http://www.taraka.pl/schizofreniczny_szaman" rel="nofollow ugc">http://www.taraka.pl/schizofreniczny_szaman</a></p>
<p>&#8222;Marzenie o zdrowiu psychicznym usprawiedliwia dzisiaj prawie każdy środek zapobiegawczy, praktycznie tak samo, jak prawdziwa wiara usprawiedliwiała inkwizycję&#8221; (Prof. Thomas S. Szasz, 1963)</p>
<p>Kiedyś inkwizycja, dzisiaj psychiatria</p>
<p>W dyskusjach na temat natychmiastowej potrzeby zakazu przymusu psychiatrycznego oraz stosowanych w psychiatrii ,,metod leczenia&#8221; chętnie przypominam, iż ta ,,gałąź medycyny&#8221; medycyną nie jest, a jest następczynią średniowiecznej inkwizycji kościelnej, która wbrew ogólnie przyjętemu poglądowi wciąż istnieje. Przypomnijmy, że inkwizycja krwawo wpisała się do ksiąg historii świata wymordowaniem wciąż nieokreślonej ilości ludzi; ilu zakatowano, potopiono i spalono na stosach do dziś nie wiadomo, gdyż rozbieżność danych sięga tu od 100 tysięcy do 9 milionów ofiar! Ludzi tych po torturach pozbawiano życia, ponieważ nie chcieli dostosować się do narzuconego przez chrześcijaństwo systemu wiary. Instytucji tej co prawda dla zmyłki dwukrotnie zmieniono już nazwę: w 1908 papież Pius X przekształcił ją w ,,Kongregację Świętego Oficjum&#8221;, zaś w 1965 Paweł VI w ,,Kongregację Nauki Wiary&#8221;, ale sama instytucja nadal istnieje, funkcjonuje i wciąż czyni swoją powinność. Gdyby ktoś pytał o adres? Ależ proszę: Congregatio Pro Doctrina Fidei, Palazzo del Sant’ Uffizio, 00120 Città del Vaticano. O szefa inkwizycji oczywiście tam nie pytajcie, bo przez to raczej wylądować można w psychiatryku, a w najlepszym wypadku odpowiedzą, że inkwizytorów już nie ma! I nawet nie będzie to kłamstwo! Inkwizycji też przecież nie ma, nieprawdaż?</p>
<p>Od 1965 roku inkwizy&#8230; sorry&#8230; ,,kongrega&#8230;cją&#8221; zarządza nie sam papież, jak miało to miejsce od początku istnienia tej instytucji, czyli od pierwszych lat XIII wieku, a tzw. prefekt&#8230; Domyślam się, iż tylko nieliczni wiedzą, że od roku 1981 do 2005 funkcję tą piastował znany w Polsce bardziej ze swojej przynależności do Hitlerjugend, aniżeli do inkwizycji, prof. Joseph Ratzinger. Tak, tak&#8230; Ten sam ,,zastępca Jezusa na ziemi&#8221;, którego dzisiaj tytułujemy ,,Benedykt XVI&#8221;, ,,Ojciec Święty&#8221;, ,,Papież&#8221;&#8230;</p>
<p>Po przytoczeniu tego faktu moi rozmówcy przez chwilę patrzą z niedowierzaniem i najpierw słyszę: ,,To nieprawdopodobne!&#8221; Po chwili pojawia się oczywiście kontrargument, że przecież poziom wiedzy w tamtych czasach był, jaki był, do czynienia mieliśmy więc z „masową ciemnotą”, ale dzisiaj jest&#8230; na pewno&#8230; inaczej: ani dzisiejszego społeczeństwa, ani psychiatrii nie można przecież porównać do ,,ciemnej masy&#8221;, a ci drudzy to wręcz sami ,,wykształceni&#8221; ludzie&#8230; Ba! ,,Naukowcy&#8221;! Tylko&#8230; skąd ta pewność i na czym ma polegać owa naukowość psychiatrii, nikt oczywiście nie potrafi powiedzieć. ,,No przecież wiadomo&#8221;, słyszę wtedy, ,,że chodzi tam o jakąś chemię w mózgu czy coś-tam&#8230; Chyba wiedzą, co robią, w końcu uczą się tego, studiują, praktykują itd&#8230;&#8221; Ale kto zastanawia się głębiej nad tą materią? Kto zagląda do tych ,,naukowych&#8221; prac? Kto je weryfikuje i dlaczego powtarza się, że jest tam jakakolwiek wiedza, skoro napisane tam, jak byk, że nie o wiedzę chodzi, a o hipotezy? Słowo hipoteza pochodzi z języka greckiego (hypóthesis) i oznacza przypuszczenie, osąd, który podlega weryfikacji!&#8230;</p>
<p><a href="http://www.wiadomosci24.pl/artykul/od_inkwizycji_do_psychiatrii_niechciana_prawda_175256-1--1-d.html" rel="nofollow ugc">http://www.wiadomosci24.pl/artykul/od_inkwizycji_do_psychiatrii_niechciana_prawda_175256-1&#8211;1-d.html</a></p>
<p>Pseudopacjenci Rosenhana &#8211; jak łatwo zostać schizofrenikiem<br />
&#8222;Zdrowy w chorym otoczeniu&#8221; &#8211; tak brzmiał tytuł pracy prof. Rosenhana, opublikowanej w magazynie naukowym &#8222;Science&#8221;. Mowa w niej o ośmiu uczestnikach niebywałego dotąd eksperymentu, który po opublikowaniu nieźle wstrząsnął psychiatrią.<br />
W otchłani chłodu / Fot. a.skulskiProf. David Rosenhan był amerykańskim profesorem psychologii na Uniwersytecie Stanford i już w 1968 roku jako 40-latek zadał sobie pytanie, czy rzeczywiście istnieje różnica pomiędzy byciem ,,normalnym&#8221; i kimś potocznie nazywanym ,,wariatem&#8221;. Aby poszukać odpowiedzi na to pytanie zorganizował on 4-letnie badania, które przeszły do historii psychologii, jako „Eksperyment Rosenhana”. W tej iście szerlokoholmskiej pracy towarzyszyło mu 7 osób (czterech mężczyzn i trzy kobiety): trzech psychologów, jeden lekarz pediatra, student psychologii, malarz i gospodyni domowa. Francuski filozof Michel Foucault po zakończeniu badań życzył Rosenhanowi ,,Nagrody Nobla za humor naukowy&#8221;&#8230;</p>
<p>Plan Rosenhana wydawał się w miarę prosty i miał odpowiedzieć na pytanie, jak długo psychiatria będzie potrzebowała aby orzec, że w przypadku tej ósemki ma do czynienia z ,,normalnymi&#8221; ludźmi, którzy faktycznie nigdy wcześniej nie mieli żadnych form tzw. zaburzeń psychicznych. ,,To pytanie nie jest ani niepotrzebne, ani zwariowane&#8221; napisze on później we wspomnianej publikacji. ,,Nawet jeżeli jesteśmy osobiście przekonani, że potrafimy rozgraniczyć, co jest normalne, a co nienormalne, to nie ma na to przekonywujących dowodów.&#8221;</p>
<p>Co prawda Księga Diagnostyczna (DSM) Zjednoczenia Psychiatrów Amerykańskich dzieli pacjentów na kategorie według symptomów, co ma umożliwić odróżnienie osoby zdrowej od ,,chorej psychicznie&#8221;, ale w Rosenhanie pojawiło i umocniło się zwątpienie w sens tak stawianych diagnoz. Stwierdził on, że ,,choroba psychiczna&#8221; nie jest diagnozowana na bazie obiektywnych symptomów, a na subiektywnym postrzeganiu ,,pacjenta&#8221; przez obserwującego lekarza. Wierzył, że do rozjaśnienia problemu przyczyni się właśnie jego eksperyment, w którym sprawdzone będzie, czy ludzie nigdy nie cierpiący na żadne ,,choroby psychiczne&#8221; zostaną w szpitalu rozpoznane, jako zdrowe i jeśli tak, to na jakiej zasadzie to się odbędzie.</p>
<p>Przygotowania do eksperymentu</p>
<p>Wyglądały zawsze tak samo: pan profesor oraz współuczestnicy projektu przez kilka dni nie myli zębów, panowie się nie golili, następnie pseudopacjenci ubierali się w nieco przybrudzone ciuchy, pod fałszywym nazwiskiem umawiali telefonicznie z wybraną kliniką psychiatryczną i krótko po tym pojawiali się tam twierdząc podczas przyjęcia, że&#8230; słyszą głosy. Było to oczywiście nieprawdą, tak jak nieprawdziwe były podane przez nich nazwiska i zawody. Mało tego, nawet opisywane przez pseudopacjentów ,,głosy&#8221; nie miały odniesienia do znanych w psychiatrii opisów, gdyż nie ma głosów ,,pustych&#8221;, ,próżnych&#8221; i ,,głuchych&#8221;, jak to z premedytacją przedstawili uczestnicy eksperymentu w pierwszej rozmowie z lekarzem&#8230;</p>
<p>Po diagnozie, która w siedmiu przypadkach brzmiała ,,schizofrenia&#8221;, a w jednym ,,zespół depresyjno-maniakalny&#8221;, nasi ,,pacjenci&#8221; zaczynali zachowywać się już tak, jak na co dzień w normalnym życiu, o głosach więcej nie wspominali, przestrzegali regulaminu, byli kooperatywni wobec lekarzy i personelu oraz mili i rzeczowi w swoich wypowiedziach. Ich zadaniem było przecież jak najszybsze przekonanie lekarzy i personelu szpitalnego o swoim zdrowiu psychicznym i wyjście z kliniki bez pomocy z zewnątrz.</p>
<p>Jak się szybko okazało ich wzorowe zachowanie nie zmieniło niestety postaci rzeczy, a raz wypowiedziana diagnoza okazała się już nieodłączną i stygmatyzującą etykietą pacjenta. Naukowcy z niepokojem obserwowali nagminnie pojawiającą się psychiczną i fizyczną brutalność personelu wobec hospitalizowanych. Eksperyment okazał się więc już w początkowej fazie bardzo niebezpieczny, przez co część jego uczestników poczuła wyraźny strach ,,przed pobiciem lub gwałtem&#8221;. W efekcie tych pierwszych doświadczeń do projektu dokooptowano prawnika, z którym ustalono plan ewentualnego działania na wypadek okaleczenia lub śmierci któregoś z uczestników eksperymentu i dopiero wtedy grupa ,,ruszyła&#8221; na kolejne kliniki. Ogólnie eksperyment przeprowadzono w 12 szpitalach, po części tych starszych, o ściśle konwencjonalnym podejściu do ,,pacjenta&#8221;, a po części w nowoczesnych, nastawionych badawczo.<br />
<a href="http://www.wiadomosci24.pl/artykul/pseudopacjenci_rosenhana_jak_latwo_zostac_schizofrenikiem_106217.html" rel="nofollow ugc">http://www.wiadomosci24.pl/artykul/pseudopacjenci_rosenhana_jak_latwo_zostac_schizofrenikiem_106217.html</a></p>
<p>Petycja psychiatrów wymaga naszego „NIE POPIERAM!”<br />
Psychiatria, instytucja łamiąca nagminnie prawa człowieka, chce pozyskać jeszcze więcej funduszy na kontynuację nielegalnego procederu „przymusowego leczenia psychiatrycznego”. Swoim &#8222;Nie popieram&#8221; i Ty możesz wyrazić swój sprzeciw.</p>
<p>List otwarty w sprawie łamania prawa w psychiatrii<br />
<a href="http://www.wiadomosci24.pl/artykul/list_otwarty_w_sprawie_lamania_prawa_w_psychiatrii_182291.html" rel="nofollow ugc">http://www.wiadomosci24.pl/artykul/list_otwarty_w_sprawie_lamania_prawa_w_psychiatrii_182291.html</a></p>
<p>Rząd chce chronić zdrowie psychiczne Polaków?<br />
W ostatnim czasie w zastraszającym tempie wzrasta liczba wymyślanych przez psychiatrów nowych jednostek chorobowych. To, co kiedyś zwykło uważać się za wynik przeciwności losu i ludzkich problemów – dziś nagle trzeba &#8222;leczyć&#8221;</p>
<p>Z Watykanu dodatkowo dochodzą wieści, że Benedykt XVI również rozporządza w kwestii szkolenia nowych egzorcystów nie mówi się już o jednostkach, jak jeszcze kilka(naście) lat temu, ani też o 150 egzorcystach rocznie, jak było to napędzone za czasów panowania Jana Pawła II, który zadomowił się na dworach ultrakonserwatywnej Opus Dei&#8230; Nie! Niemiecki Benedykt XVI powołał do życia przy tym fundamentalistycznym braterstwie „Papieską Radę Wsparcia dla Nowoewangelizacji” i zapowiedział, że zaplanowane jest wypuszczenie na teren samych Włoch 3 tys. (słownie: trzech tysięcy!) egzorcystów, aby &#8211; UWAGA! &#8211; &#8222;wypędzić diabła z ojczyzny katolicyzmu.&#8221;</p>
<p>O „konieczności” współpracy psychiatrów z egzorcystami i w Polsce coraz głośniej oraz coraz&#8230; oficjalniej. Powstają już nawet ośrodki, do których odsyłani będą „chorzy psychicznie”, z którymi „psychiatria nie może sobie poradzić”. Piszemy o tym w nadziei, że Polacy jednak nie pozwolą na przeistoczenie nas w PRW, czyli Polską Republikę Watykańską&#8230;</p>
<p><a href="http://www.wiadomosci24.pl/artykul/rzad_chce_chronic_zdrowie_psychiczne_polakow_180499.html" rel="nofollow ugc">http://www.wiadomosci24.pl/artykul/rzad_chce_chronic_zdrowie_psychiczne_polakow_180499.html</a></p>
<p>Schizofrenia &#8211; inny punkt widzenia, czyli strona tworzona przez i dla schizofreników i ich sympatyków<br />
<a href="http://www.schizofrenicy.info/cms/pages/forum.php" rel="nofollow ugc">http://www.schizofrenicy.info/cms/pages/forum.php</a></p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/03/mezamir-snowid-niebieski-ptak/#comment-3304</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 04 Apr 2012 12:46:32 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23311#comment-3304</guid>

					<description><![CDATA[MOST MIĘDZY DWOMA ŚWIATAMI -Odette Nightsky

Odette Nightsky miała odwagę i pomysł , by zaproponować odmienne spojrzenie na schizofrenię i inne choroby psychiczne. Uważa ona, że osoby uznane za schizofreników to ludzie głęboko zaburzeni duchowo i, jak ich nazywa, boleśnie wrażliwi.

 

Drogi uzdrawiania jakie proponuje, pomagają ludziom znaleźć oparcie w ich własnej jaźni, osiągnąć harmonię i równowagę wewnętrzną. Choroby psychiczne są tajemnicze nawet dla ludzi takich jak ja, wychowanych racjonalnie, lecz poszukujących odpowiedzi w różnych dziedzinach na pytanie na czym ów sekret polega.

Cenię w książce Odette &quot;Most Między Dwoma Światami&quot; to, że autorka nie narzuca swego podejścia ani nie wyklucza innego. Wyjaśnia szczerze, jak widzi doświadczenie psychozy i otwarta jest na różne drogi zdrowienia, włączając w to również tradycyjną terapię lekami odpowiednią dla kogoś, kto czuje się z nimi bezpiecznie.

Uważam, że jest to podejście bardzo odpowiedzialne.

Anne Deveson

 

Anne Deveson jest pisarką, prezenterką telewizyjną, twórcą filmów dokumentalnych, zaangażowaną od lat w ruch obrony praw człowieka. Pracowała jako dziennikarka dla BBC w Londyńskim biurze New York Times&#039;a. Zyskała międzynarodowe uznanie popularyzując problematykę zdrowia psychicznego w mediach, za co została odznaczona Officer of the Order of Australia. W uznaniu za swą pracę otrzymała doktoraty honorowe Uniwersytetów w Nowej Południowej Walii i Południowej Australii.

Dedykacja Autorki:

 

Książkę tę dedykuję wszystkim wrażliwym

 

duszom, by wiedziały, że nie są samotne.

 

Zawarte tu treści są sumą podejścia holistycznego i szamańskiego dla lepszego zrozumienia tzw. chorób psychicznych. Pisałam ją z myślą o wszystkich z natury wrażliwych lub &quot;boleśnie wrażliwych&quot; (schizofrenikach) oraz o każdym pragnącym poszerzyć swój punkt widzenia na ten temat .

 

Jestem Australijką z urodzenia, szanuję Aborygenów jako spadkobierców i opiekunów tej starożytnej ziemi. Przyszłam na świat z silną domieszką celtyckiej krwi, mam duchowy związek z Indianami północnoamerykańskimi oraz tradycją buddyjską.
Totemicznie należę do rodziny pum. Przyjęłam najlepiej służące mi wartości z różnych kultur, ale świadoma jestem tego, że mam jeszcze długą drogę do przebycia.

 

Odszukaj w tej książce drogocenne klejnoty do Twej własnej świętej uzdrowicielskiej torby.
Szczęśliwej drogi.Bądź błogosławiony w tej podróży.

AUTORKA O SOBIE

 

Przeszłam przez ciemność duszy z początkiem lat 90-tych. Nie przebyłam jednak psychiatrycznej drogi zdrowienia, lecz podążyłam ścieżką szamana. Poszukiwałam, doradzałam i uczyłam innych zrozumienia świata &quot;boleśnie wrażliwych&quot; ponad siedem lat. Książka ta jest wynikiem współpracy między mną samą i światem ducha; jest kompilacją mych własnych pomysłów i poglądów innych ludzi, nauk inspirujących do życia pomiędzy dwoma światami, które pomogły mi znaleźć równowagę wewnętrzną. Miałam szczęście... Nie jestem ani naukowcem, ani cudotwórcą, który może w nadzwyczajny sposób uzdrowić wrażliwą duszę. Jestem przewodnikiem do zrównoważonego życia między dwoma światami. Zawsze gdy sama tracę równowagę, wkraczam na ścieżkę uzdrawiania szamańskiego. Skupiam się na nim by uporać się z największymi nawet wstrząsami życiowymi. Wiem, że muszę się jeszcze wiele nauczyć, ale wierzę, że robiąc to, daję narzędzia i wsparcie zarówno zagubionym jak i kochającym ich bliskim, a także tym wszystkim, którzy zawodowo pragną przyczynić się do ich uzdrowienia i spełnionego życia.

 

Odette jest wyszkolonym szamańskim przewodnikiem idługoletnim członkiem The College of Past Life Healing i Stowarzyszenia Terapeutów UK (od czasu, gdy jego fundator przeszedł na &quot;tamtą&quot; stronę jest ona spadkobircą i reprezentantem wielu szamańskich szkół). Jest także przedstawicielką The Flower Essence Society w Newadzie, Kalifornia. Pracuje również w Community Awerness Task Force i często współpracuje jako kierująca grupą pomocy psychiatrycznej w lokalnym ośrodku, wnosząc głębszą świadomość i zrozumienie.

 

Podstawowym celem Odette jest wypełnianie luki na polu świadomości zdrowia psychicznego, co wydaje się dziś niesłychanie ważne. Jej rodzinnym miastem jest Byron Shire, Nowa Południowa Walia w Australii.


Książka do pobrania ZA DARMO,na stronie

http://uzdrowionaschizofrenia.pl/index.php?option=com_content&#038;view=section&#038;id=7&#038;Itemid=56]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>MOST MIĘDZY DWOMA ŚWIATAMI -Odette Nightsky</p>
<p>Odette Nightsky miała odwagę i pomysł , by zaproponować odmienne spojrzenie na schizofrenię i inne choroby psychiczne. Uważa ona, że osoby uznane za schizofreników to ludzie głęboko zaburzeni duchowo i, jak ich nazywa, boleśnie wrażliwi.</p>
<p>Drogi uzdrawiania jakie proponuje, pomagają ludziom znaleźć oparcie w ich własnej jaźni, osiągnąć harmonię i równowagę wewnętrzną. Choroby psychiczne są tajemnicze nawet dla ludzi takich jak ja, wychowanych racjonalnie, lecz poszukujących odpowiedzi w różnych dziedzinach na pytanie na czym ów sekret polega.</p>
<p>Cenię w książce Odette &#8222;Most Między Dwoma Światami&#8221; to, że autorka nie narzuca swego podejścia ani nie wyklucza innego. Wyjaśnia szczerze, jak widzi doświadczenie psychozy i otwarta jest na różne drogi zdrowienia, włączając w to również tradycyjną terapię lekami odpowiednią dla kogoś, kto czuje się z nimi bezpiecznie.</p>
<p>Uważam, że jest to podejście bardzo odpowiedzialne.</p>
<p>Anne Deveson</p>
<p>Anne Deveson jest pisarką, prezenterką telewizyjną, twórcą filmów dokumentalnych, zaangażowaną od lat w ruch obrony praw człowieka. Pracowała jako dziennikarka dla BBC w Londyńskim biurze New York Times&#8217;a. Zyskała międzynarodowe uznanie popularyzując problematykę zdrowia psychicznego w mediach, za co została odznaczona Officer of the Order of Australia. W uznaniu za swą pracę otrzymała doktoraty honorowe Uniwersytetów w Nowej Południowej Walii i Południowej Australii.</p>
<p>Dedykacja Autorki:</p>
<p>Książkę tę dedykuję wszystkim wrażliwym</p>
<p>duszom, by wiedziały, że nie są samotne.</p>
<p>Zawarte tu treści są sumą podejścia holistycznego i szamańskiego dla lepszego zrozumienia tzw. chorób psychicznych. Pisałam ją z myślą o wszystkich z natury wrażliwych lub &#8222;boleśnie wrażliwych&#8221; (schizofrenikach) oraz o każdym pragnącym poszerzyć swój punkt widzenia na ten temat .</p>
<p>Jestem Australijką z urodzenia, szanuję Aborygenów jako spadkobierców i opiekunów tej starożytnej ziemi. Przyszłam na świat z silną domieszką celtyckiej krwi, mam duchowy związek z Indianami północnoamerykańskimi oraz tradycją buddyjską.<br />
Totemicznie należę do rodziny pum. Przyjęłam najlepiej służące mi wartości z różnych kultur, ale świadoma jestem tego, że mam jeszcze długą drogę do przebycia.</p>
<p>Odszukaj w tej książce drogocenne klejnoty do Twej własnej świętej uzdrowicielskiej torby.<br />
Szczęśliwej drogi.Bądź błogosławiony w tej podróży.</p>
<p>AUTORKA O SOBIE</p>
<p>Przeszłam przez ciemność duszy z początkiem lat 90-tych. Nie przebyłam jednak psychiatrycznej drogi zdrowienia, lecz podążyłam ścieżką szamana. Poszukiwałam, doradzałam i uczyłam innych zrozumienia świata &#8222;boleśnie wrażliwych&#8221; ponad siedem lat. Książka ta jest wynikiem współpracy między mną samą i światem ducha; jest kompilacją mych własnych pomysłów i poglądów innych ludzi, nauk inspirujących do życia pomiędzy dwoma światami, które pomogły mi znaleźć równowagę wewnętrzną. Miałam szczęście&#8230; Nie jestem ani naukowcem, ani cudotwórcą, który może w nadzwyczajny sposób uzdrowić wrażliwą duszę. Jestem przewodnikiem do zrównoważonego życia między dwoma światami. Zawsze gdy sama tracę równowagę, wkraczam na ścieżkę uzdrawiania szamańskiego. Skupiam się na nim by uporać się z największymi nawet wstrząsami życiowymi. Wiem, że muszę się jeszcze wiele nauczyć, ale wierzę, że robiąc to, daję narzędzia i wsparcie zarówno zagubionym jak i kochającym ich bliskim, a także tym wszystkim, którzy zawodowo pragną przyczynić się do ich uzdrowienia i spełnionego życia.</p>
<p>Odette jest wyszkolonym szamańskim przewodnikiem idługoletnim członkiem The College of Past Life Healing i Stowarzyszenia Terapeutów UK (od czasu, gdy jego fundator przeszedł na &#8222;tamtą&#8221; stronę jest ona spadkobircą i reprezentantem wielu szamańskich szkół). Jest także przedstawicielką The Flower Essence Society w Newadzie, Kalifornia. Pracuje również w Community Awerness Task Force i często współpracuje jako kierująca grupą pomocy psychiatrycznej w lokalnym ośrodku, wnosząc głębszą świadomość i zrozumienie.</p>
<p>Podstawowym celem Odette jest wypełnianie luki na polu świadomości zdrowia psychicznego, co wydaje się dziś niesłychanie ważne. Jej rodzinnym miastem jest Byron Shire, Nowa Południowa Walia w Australii.</p>
<p>Książka do pobrania ZA DARMO,na stronie</p>
<p><a href="http://uzdrowionaschizofrenia.pl/index.php?option=com_content&#038;view=section&#038;id=7&#038;Itemid=56" rel="nofollow ugc">http://uzdrowionaschizofrenia.pl/index.php?option=com_content&#038;view=section&#038;id=7&#038;Itemid=56</a></p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/03/mezamir-snowid-niebieski-ptak/#comment-3303</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 04 Apr 2012 12:30:07 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23311#comment-3303</guid>

					<description><![CDATA[DUCH I MATERIA

Żyjemy w świecie przejawionej materii będącej tylko częścią rzeczywistości odbieranej przez nas zmysłami. Świat subtelnych energii niewidocznych dla oka, nieodczuwanych dotychczas znanymi urządzeniami, istnieje i ma olbrzymi na nas wpływ. Ludzie zawsze to wiedzieli „wierząc w życie pozagrobowe i duchy”.

 

Potem, bliżej współczesności, ograniczające paradygmaty przejęte od Kartezjusza i Newtona wcisnęły naukę w kanał oddzielający to co widoczne i sprawdzalne doświadczalnie od tego co duchowe i niesprawdzalne. Nauka zajęła się tym pierwszym automatycznie uznając to drugie za nieistniejące i nie zaprzątała sobie tym głowy. Jednak świat nie stawał się przez to szczęśliwszy czy lepszy. Mięliśmy więcej dóbr, byliśmy zdrowsi i lepiej się żyło (wybrańcom), ale pozostawał wciąż niezaspokojony głód wewnętrznego spokoju i spełnienia. Dać je może jedynie zespolenie tych dwóch światów i harmonijne ich współdziałanie. Świadomość naszej duchowości pomału toruje sobie drogę w dobie zaspokojenia podstawowych materialnych potrzeb. Bo przecież jesteśmy duchową cząstką Wszechpotężnej Energii zwanej Bogiem, Stwórcą czy Miłością pozostającą poza wszelkimi systemami religijnymi. Uczymy się wszyscy bezwarunkowej miłości podnosząc wibracje swego ciała na wyższy poziom.

 

Tak zwana choroba psychiczna jest silnym traumatycznym doświadczeniem domagającego się swych praw ducha. Kiedy się to dzieje mamy dostęp do obszarów innej rzeczywistości i już nigdy nie będziemy myśleli jak dawniej i jak większość „normalnych ludzi”. Dotykamy subtelnych pokładów rzeczywistości po to by móc potem pomóc sobie i innym w przekraczaniu ograniczeń fizyczności i dochodzeniu do prawd głębszych decydujących o naszej egzystencji. Czy potrzeba jeszcze wielu Einsteinów byśmy to zrozumieli i zaczęli postrzegać świat oraz siebie samych z innej subtelniejszej perspektywy?

http://uzdrowionaschizofrenia.pl/index.php?option=com_content&#038;view=section&#038;id=8&#038;Itemid=65]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>DUCH I MATERIA</p>
<p>Żyjemy w świecie przejawionej materii będącej tylko częścią rzeczywistości odbieranej przez nas zmysłami. Świat subtelnych energii niewidocznych dla oka, nieodczuwanych dotychczas znanymi urządzeniami, istnieje i ma olbrzymi na nas wpływ. Ludzie zawsze to wiedzieli „wierząc w życie pozagrobowe i duchy”.</p>
<p>Potem, bliżej współczesności, ograniczające paradygmaty przejęte od Kartezjusza i Newtona wcisnęły naukę w kanał oddzielający to co widoczne i sprawdzalne doświadczalnie od tego co duchowe i niesprawdzalne. Nauka zajęła się tym pierwszym automatycznie uznając to drugie za nieistniejące i nie zaprzątała sobie tym głowy. Jednak świat nie stawał się przez to szczęśliwszy czy lepszy. Mięliśmy więcej dóbr, byliśmy zdrowsi i lepiej się żyło (wybrańcom), ale pozostawał wciąż niezaspokojony głód wewnętrznego spokoju i spełnienia. Dać je może jedynie zespolenie tych dwóch światów i harmonijne ich współdziałanie. Świadomość naszej duchowości pomału toruje sobie drogę w dobie zaspokojenia podstawowych materialnych potrzeb. Bo przecież jesteśmy duchową cząstką Wszechpotężnej Energii zwanej Bogiem, Stwórcą czy Miłością pozostającą poza wszelkimi systemami religijnymi. Uczymy się wszyscy bezwarunkowej miłości podnosząc wibracje swego ciała na wyższy poziom.</p>
<p>Tak zwana choroba psychiczna jest silnym traumatycznym doświadczeniem domagającego się swych praw ducha. Kiedy się to dzieje mamy dostęp do obszarów innej rzeczywistości i już nigdy nie będziemy myśleli jak dawniej i jak większość „normalnych ludzi”. Dotykamy subtelnych pokładów rzeczywistości po to by móc potem pomóc sobie i innym w przekraczaniu ograniczeń fizyczności i dochodzeniu do prawd głębszych decydujących o naszej egzystencji. Czy potrzeba jeszcze wielu Einsteinów byśmy to zrozumieli i zaczęli postrzegać świat oraz siebie samych z innej subtelniejszej perspektywy?</p>
<p><a href="http://uzdrowionaschizofrenia.pl/index.php?option=com_content&#038;view=section&#038;id=8&#038;Itemid=65" rel="nofollow ugc">http://uzdrowionaschizofrenia.pl/index.php?option=com_content&#038;view=section&#038;id=8&#038;Itemid=65</a></p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/03/mezamir-snowid-niebieski-ptak/#comment-3302</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 04 Apr 2012 10:35:43 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23311#comment-3302</guid>

					<description><![CDATA[http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&#038;v=VEQySYTXm5M#!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&#038;v=VEQySYTXm5M#" rel="nofollow ugc">http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&#038;v=VEQySYTXm5M#</a>!</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/03/mezamir-snowid-niebieski-ptak/#comment-3301</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 03 Apr 2012 19:34:25 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23311#comment-3301</guid>

					<description><![CDATA[http://www.youtube.com/watch?v=niKilHkFBec&#038;feature=related]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=niKilHkFBec&#038;feature=related" rel="nofollow ugc">http://www.youtube.com/watch?v=niKilHkFBec&#038;feature=related</a></p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2012/04/03/mezamir-snowid-niebieski-ptak/#comment-3300</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 03 Apr 2012 19:25:09 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=23311#comment-3300</guid>

					<description><![CDATA[http://www.youtube.com/watch?v=RdBcJEY_T0I&#038;feature=related
This is a truly memorable and moving documentary on the social and political problems of Lakota life on the Pine Ridge Indian Reservervation in South Dakota. So many people do not know or understand their way of life. Director Oliver Tuthill shows an un-yielding glance into the Lakota&#039;s everyday problems and perseverance in order to survive. He shows the issues factually (such as the mold overtaking their homes, the poverty, and abuse)and lets the viewer see the horrors for themselves. The film is highlighted by insightful interviews by the Lakotas and government officials. After seeing this documentary, one wants to be an activist and try to help make a difference in the hard lives of these remarkable people. This film not only shows the grittiness of their life, but the contrasting richness of their culture, customs, and their will to survive. I would recommend this documentary to anyone who wants to know more about the Lakota way of life as well as be inspired. FOR EDUCATIONAL PUPOSES ONLY NO COPYRIGHT INFRINGEMENT INTENDED DISCLAIMER
&#039;Copyright Disclaimer Under Section 107 of the Copyright Act 1976, allowance is made for &#039;fair use&#039; for purposes such as criticism, comment, news reporting, teaching, scholarship, and research. Fair use is a use permitted by copyright statute that might otherwise be infringing. Non-profit, educational or personal use tips the balance in favor of fair use&#039;.
I do not own this video. All rights go to its rightful owner. No copyright infringement intended. This was uploaded for information and raising awareness only.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.youtube.com/watch?v=RdBcJEY_T0I&#038;feature=related" rel="nofollow ugc">http://www.youtube.com/watch?v=RdBcJEY_T0I&#038;feature=related</a><br />
This is a truly memorable and moving documentary on the social and political problems of Lakota life on the Pine Ridge Indian Reservervation in South Dakota. So many people do not know or understand their way of life. Director Oliver Tuthill shows an un-yielding glance into the Lakota&#8217;s everyday problems and perseverance in order to survive. He shows the issues factually (such as the mold overtaking their homes, the poverty, and abuse)and lets the viewer see the horrors for themselves. The film is highlighted by insightful interviews by the Lakotas and government officials. After seeing this documentary, one wants to be an activist and try to help make a difference in the hard lives of these remarkable people. This film not only shows the grittiness of their life, but the contrasting richness of their culture, customs, and their will to survive. I would recommend this documentary to anyone who wants to know more about the Lakota way of life as well as be inspired. FOR EDUCATIONAL PUPOSES ONLY NO COPYRIGHT INFRINGEMENT INTENDED DISCLAIMER<br />
'Copyright Disclaimer Under Section 107 of the Copyright Act 1976, allowance is made for 'fair use&#8217; for purposes such as criticism, comment, news reporting, teaching, scholarship, and research. Fair use is a use permitted by copyright statute that might otherwise be infringing. Non-profit, educational or personal use tips the balance in favor of fair use&#8217;.<br />
I do not own this video. All rights go to its rightful owner. No copyright infringement intended. This was uploaded for information and raising awareness only.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
	</channel>
</rss>
