<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	
	>
<channel>
	<title>
	Komentarze do: Mezamir Snowid: Poga(n)duszki &#8211; o życiu i śmierci,o snach,o smokach i Naturze &#8211; rodzimozofia	</title>
	<atom:link href="https://bialczynski.pl/2011/11/18/mezamir-snowid-poganduszki-o-zyciu-i-smiercio-snacho-smokach-i-naturze-rodzimozofia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://bialczynski.pl/2011/11/18/mezamir-snowid-poganduszki-o-zyciu-i-smiercio-snacho-smokach-i-naturze-rodzimozofia/?utm_source=rss&#038;utm_medium=rss&#038;utm_campaign=mezamir-snowid-poganduszki-o-zyciu-i-smiercio-snacho-smokach-i-naturze-rodzimozofia</link>
	<description>oficjalna strona Czesława Białczyńskiego</description>
	<lastBuildDate>Tue, 21 Nov 2023 14:26:08 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.7.4</generator>
	<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2011/11/18/mezamir-snowid-poganduszki-o-zyciu-i-smiercio-snacho-smokach-i-naturze-rodzimozofia/#comment-84872</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 21 Nov 2023 14:26:08 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=21161#comment-84872</guid>

					<description><![CDATA[Ciekawym przykładem jest kult La Santa Muerte.
Lokalne bóstwo w przebraniu katolickim,katolickie bóstwo w przebraniu lokalnym?
Brak bóstwa,jedynie personifikacja śmierci?

Wielu wyznawców ma różne zdanie na ten temat i twierdzi że Święta Śmierć nikogo nie ocenia
a jej skuteczność w wysłuchiwaniu modlitw jest niespotykana i natychmiastowa
Tymczasem mieszkańcy Meksyku żyją w przerażającej biedzie,
w kraju korupcji i sami siebie wyniszczają(wojny gangów).

Nieco lepiej jest w przypadku wyznawców Vodou
aczkolwiek ich też nie ominęło nieszczęście i żaden Loa nie przeszkodził w tym
aby cały naród wyznawców stał się celem ataku i zniewolenia.

Vodou,Hoodoo,Rootwork,Santeria,wszystko z elementami religii która stałą się przyczyną niewolnictwa czarnych.

Hoodoo Gullah Geechee and Ifa Lukumi Santeria : Our Roots Podcast
https://youtu.be/QEKRk7S3j5A?si=q78VXuzcbi1u7QIJ

Vodou, Hoodoo i Rootwork to nie są synonimy,warto o tym pamiętać.
 
Rootwork to praca z korzeniami,praktyka ściśle powiązana z przodkami
powiedzmy że to takie Rodowe Czarostwo,każda rodzina ma swój system 
przekazywany krewnym z pokolenia na pokolenie.
Rootwork nie posiada elementów kultu czyli czczenia Loa czy Orisha.
To nie jest religia.

Vodou jest a raczej są praktykami religijnymi
istnieje gałąź vodou powiązana z katolicyzmem(niekoniecznie chrześcijaństwem)
z powodu Świętych oraz ich podobieństwa do Loa.
Loa i Orisha są czczone w vodou.


Hoodoo to system magiczny łączący elementy Rootwork,magii ludowej z siłami natury, 
czasem korzysta się z pomocy duchów i Loa, jednak nie czczi się ich.

Siły natury,bogowie i duchy też nie są synonimami.
Można odwoływać się do bogów(Vodou) lub do sił natury(Hoodoo) albo duchów przodków(Rootwork)
lub wszystko na raz bo nic niczego nie wyklucza.

Tak czy owak bogowie,duchy i siły natury nie uchroniły czarnoskórych przed zniewoleniem
czerwonoskórzy też są gośćmi we własnym domu od lat
chociaż winnymi tego wszystkiego byli biali,biali Europejczycy też podzielili los poprzedników
Azjaci niczym się tutaj nie wyróżniają,zwłaszcza Tybet maltretowany przez Chiny.

Wystarczy się wczytać w ich teksty aby odkryć legiony bogów,duchów i sił natury
wspaniałych mistrzów tantrycznych,niezwykłe praktyki duchowe,przeniesienie świadomości,tulpa etc etc
no ale wszystko to okazało się za mało aby ochronić naród i wyzznawców i tradycję.

Coś jest mocno nie tak z tą planetą i strefą sacrum,bogów legiony ale ich działanie i skuteczność
zdecydowanie homeopatyczne żeby nie powiedzieć bezobjawowe.


PS. i żeby nie było że Chiny są jakieś anty religijne,też mają swój politeizm i magię.

How to See Ghosts with Taoist Magic - Taoism Secret You Don&#039;t Know
https://youtu.be/wGhNeDdEV-U?si=p4bFjn8qLRgxU5L4

Learning Your First FU Talisman For Protection - Saam Law Taoist Magic
https://youtu.be/FOzAyFQUaj4?si=SJSn6tFUIRGR2y8N


Patrząc na świat wychodzi na to że tylko bogowie taoistyczni słuchają modlitw swoich wyznawców :)

What are Gods in Taoism
https://www.youtube.com/watch?v=6CUNPlVnInw]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ciekawym przykładem jest kult La Santa Muerte.<br />
Lokalne bóstwo w przebraniu katolickim,katolickie bóstwo w przebraniu lokalnym?<br />
Brak bóstwa,jedynie personifikacja śmierci?</p>
<p>Wielu wyznawców ma różne zdanie na ten temat i twierdzi że Święta Śmierć nikogo nie ocenia<br />
a jej skuteczność w wysłuchiwaniu modlitw jest niespotykana i natychmiastowa<br />
Tymczasem mieszkańcy Meksyku żyją w przerażającej biedzie,<br />
w kraju korupcji i sami siebie wyniszczają(wojny gangów).</p>
<p>Nieco lepiej jest w przypadku wyznawców Vodou<br />
aczkolwiek ich też nie ominęło nieszczęście i żaden Loa nie przeszkodził w tym<br />
aby cały naród wyznawców stał się celem ataku i zniewolenia.</p>
<p>Vodou,Hoodoo,Rootwork,Santeria,wszystko z elementami religii która stałą się przyczyną niewolnictwa czarnych.</p>
<p>Hoodoo Gullah Geechee and Ifa Lukumi Santeria : Our Roots Podcast<br />
<a href="https://youtu.be/QEKRk7S3j5A?si=q78VXuzcbi1u7QIJ" rel="nofollow ugc">https://youtu.be/QEKRk7S3j5A?si=q78VXuzcbi1u7QIJ</a></p>
<p>Vodou, Hoodoo i Rootwork to nie są synonimy,warto o tym pamiętać.</p>
<p>Rootwork to praca z korzeniami,praktyka ściśle powiązana z przodkami<br />
powiedzmy że to takie Rodowe Czarostwo,każda rodzina ma swój system<br />
przekazywany krewnym z pokolenia na pokolenie.<br />
Rootwork nie posiada elementów kultu czyli czczenia Loa czy Orisha.<br />
To nie jest religia.</p>
<p>Vodou jest a raczej są praktykami religijnymi<br />
istnieje gałąź vodou powiązana z katolicyzmem(niekoniecznie chrześcijaństwem)<br />
z powodu Świętych oraz ich podobieństwa do Loa.<br />
Loa i Orisha są czczone w vodou.</p>
<p>Hoodoo to system magiczny łączący elementy Rootwork,magii ludowej z siłami natury,<br />
czasem korzysta się z pomocy duchów i Loa, jednak nie czczi się ich.</p>
<p>Siły natury,bogowie i duchy też nie są synonimami.<br />
Można odwoływać się do bogów(Vodou) lub do sił natury(Hoodoo) albo duchów przodków(Rootwork)<br />
lub wszystko na raz bo nic niczego nie wyklucza.</p>
<p>Tak czy owak bogowie,duchy i siły natury nie uchroniły czarnoskórych przed zniewoleniem<br />
czerwonoskórzy też są gośćmi we własnym domu od lat<br />
chociaż winnymi tego wszystkiego byli biali,biali Europejczycy też podzielili los poprzedników<br />
Azjaci niczym się tutaj nie wyróżniają,zwłaszcza Tybet maltretowany przez Chiny.</p>
<p>Wystarczy się wczytać w ich teksty aby odkryć legiony bogów,duchów i sił natury<br />
wspaniałych mistrzów tantrycznych,niezwykłe praktyki duchowe,przeniesienie świadomości,tulpa etc etc<br />
no ale wszystko to okazało się za mało aby ochronić naród i wyzznawców i tradycję.</p>
<p>Coś jest mocno nie tak z tą planetą i strefą sacrum,bogów legiony ale ich działanie i skuteczność<br />
zdecydowanie homeopatyczne żeby nie powiedzieć bezobjawowe.</p>
<p>PS. i żeby nie było że Chiny są jakieś anty religijne,też mają swój politeizm i magię.</p>
<p>How to See Ghosts with Taoist Magic &#8211; Taoism Secret You Don&#8217;t Know<br />
<a href="https://youtu.be/wGhNeDdEV-U?si=p4bFjn8qLRgxU5L4" rel="nofollow ugc">https://youtu.be/wGhNeDdEV-U?si=p4bFjn8qLRgxU5L4</a></p>
<p>Learning Your First FU Talisman For Protection &#8211; Saam Law Taoist Magic<br />
<a href="https://youtu.be/FOzAyFQUaj4?si=SJSn6tFUIRGR2y8N" rel="nofollow ugc">https://youtu.be/FOzAyFQUaj4?si=SJSn6tFUIRGR2y8N</a></p>
<p>Patrząc na świat wychodzi na to że tylko bogowie taoistyczni słuchają modlitw swoich wyznawców 🙂</p>
<p>What are Gods in Taoism<br />
<a href="https://www.youtube.com/watch?v=6CUNPlVnInw" rel="nofollow ugc">https://www.youtube.com/watch?v=6CUNPlVnInw</a></p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Pola Dec		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2011/11/18/mezamir-snowid-poganduszki-o-zyciu-i-smiercio-snacho-smokach-i-naturze-rodzimozofia/#comment-84871</link>

		<dc:creator><![CDATA[Pola Dec]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 21 Nov 2023 10:43:10 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=21161#comment-84871</guid>

					<description><![CDATA[Modlitwa, to nie klepanie pacierzy, jeśli jest się świadomym tego co się mówi, po co i z jaką intencją. Ja nie modle się codziennie, jeśli wiem, że nie będę miała na modlitwę odpowiedniego skupienia.
Klepanie pacierzy nic nie daje, ale modlitwa i wiara może uratować życie - ja mam takie doświadczenia, każdy ma swoje.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Modlitwa, to nie klepanie pacierzy, jeśli jest się świadomym tego co się mówi, po co i z jaką intencją. Ja nie modle się codziennie, jeśli wiem, że nie będę miała na modlitwę odpowiedniego skupienia.<br />
Klepanie pacierzy nic nie daje, ale modlitwa i wiara może uratować życie &#8211; ja mam takie doświadczenia, każdy ma swoje.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Białczyński		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2011/11/18/mezamir-snowid-poganduszki-o-zyciu-i-smiercio-snacho-smokach-i-naturze-rodzimozofia/#comment-84866</link>

		<dc:creator><![CDATA[Białczyński]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 21 Nov 2023 07:01:40 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=21161#comment-84866</guid>

					<description><![CDATA[W odpowiedzi do &lt;a href=&quot;https://bialczynski.pl/2011/11/18/mezamir-snowid-poganduszki-o-zyciu-i-smiercio-snacho-smokach-i-naturze-rodzimozofia/#comment-84864&quot;&gt;Mezamir&lt;/a&gt;.

Bogowie nie są ludźmi lecz Siłami Przyrodzonymi Świata. Nie jest sensowne przykładanie miary ludzkiej, a zwłaszcza uczuć do świata boskiego, który jest Światem Gry Sił Wyższych kierujących Jednią = Jawią, Prawią i Nawią, w sensie zjawisk jakie człowiek może zaobserwować. 
Modlitwa to coś zupełnie innego niż modła, niż mądowanie, mąd(r)o-dobywanie. Klepanie pacierzy do niczego nie prowadzi, a modła prowadzi do zmiany fizycznej w przestrzeni materialno-duchowej i ściśle wibracyjnie twardo-materialnej.

Wciąż mało ludzi przeszło przemianę w głębokim zrozumieniu Nowego Paradygmatu - tego kantowsko-sedlakowskiego (P_KS) - i mało ludzi potrafi powodować siłą myśli zmiany fizycznej przestrzeni dookoła siebie. Trzeba się tego uczyć, obserwować skutki, wzmacniać w sobie tę zdolność i nieustannie ją praktykować - także UWAŻNOŚĆ. Sytuacja społeczności jest wypadkową świadomości osobistej jej członków, a nie siły pojedynczych jednostek. Kto nie potrafi słyszeć i ze słyszanych rzeczy wyciągać praktycznych wniosków ten stoi w miejscu albo sie cofa, albo mu się nic nie zmienia albo się tylko pogarsza.

Dlatego nie lekceważę w moim działaniu ani sektora Informacji - Mediów ani Polityki, która kształtuje ramy dla naszej codzienności i ogranicza możliwość godnego życia albo to życie godne ułatwia, poszerza ramy naszych możliwości. Skrajnie opresyjny system społeczno-polityczny wyradza się i prowadzi do potworkowatości własnej i potworności jakie stwarza ludziom w nim żyjącym.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W odpowiedzi do <a href="https://bialczynski.pl/2011/11/18/mezamir-snowid-poganduszki-o-zyciu-i-smiercio-snacho-smokach-i-naturze-rodzimozofia/#comment-84864">Mezamir</a>.</p>
<p>Bogowie nie są ludźmi lecz Siłami Przyrodzonymi Świata. Nie jest sensowne przykładanie miary ludzkiej, a zwłaszcza uczuć do świata boskiego, który jest Światem Gry Sił Wyższych kierujących Jednią = Jawią, Prawią i Nawią, w sensie zjawisk jakie człowiek może zaobserwować.<br />
Modlitwa to coś zupełnie innego niż modła, niż mądowanie, mąd(r)o-dobywanie. Klepanie pacierzy do niczego nie prowadzi, a modła prowadzi do zmiany fizycznej w przestrzeni materialno-duchowej i ściśle wibracyjnie twardo-materialnej.</p>
<p>Wciąż mało ludzi przeszło przemianę w głębokim zrozumieniu Nowego Paradygmatu &#8211; tego kantowsko-sedlakowskiego (P_KS) &#8211; i mało ludzi potrafi powodować siłą myśli zmiany fizycznej przestrzeni dookoła siebie. Trzeba się tego uczyć, obserwować skutki, wzmacniać w sobie tę zdolność i nieustannie ją praktykować &#8211; także UWAŻNOŚĆ. Sytuacja społeczności jest wypadkową świadomości osobistej jej członków, a nie siły pojedynczych jednostek. Kto nie potrafi słyszeć i ze słyszanych rzeczy wyciągać praktycznych wniosków ten stoi w miejscu albo sie cofa, albo mu się nic nie zmienia albo się tylko pogarsza.</p>
<p>Dlatego nie lekceważę w moim działaniu ani sektora Informacji &#8211; Mediów ani Polityki, która kształtuje ramy dla naszej codzienności i ogranicza możliwość godnego życia albo to życie godne ułatwia, poszerza ramy naszych możliwości. Skrajnie opresyjny system społeczno-polityczny wyradza się i prowadzi do potworkowatości własnej i potworności jakie stwarza ludziom w nim żyjącym.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2011/11/18/mezamir-snowid-poganduszki-o-zyciu-i-smiercio-snacho-smokach-i-naturze-rodzimozofia/#comment-84864</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 20 Nov 2023 18:58:47 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=21161#comment-84864</guid>

					<description><![CDATA[W odpowiedzi do &lt;a href=&quot;https://bialczynski.pl/2011/11/18/mezamir-snowid-poganduszki-o-zyciu-i-smiercio-snacho-smokach-i-naturze-rodzimozofia/#comment-84837&quot;&gt;ORLICKI&lt;/a&gt;.

Wszystko zależy od tego co się robi we dwoje.
W czarostwie np,pewne rytuały wymagają pierwiastków przeciwnych
i ja nie wiem jak sobie z tym radzą np Wiccanie którzy mają swój odłam homoseksualny
ale gdy ktoś chce np żyć we dwoje,robić sobie herbatę i coś do jedzenia
to tutaj homoseksualizm nie ma żadnego znaczenia.

Co do praw natury i śmierci,drugim imieniem śmierci jest wszechobecność
ale mnie zastanawia coś innego.

Kompletna bezradność i bezczynność bogów wobec cierpienia wyznawców.
Dlaczego garstka ludzi bezwzględnych i materialistycznych żyje jak w niebie
podczas gdy większość ludzkości,uduchowieni wyznawcy tej czy innej tradycji duchowej
cierpi i klepie biedę?

1 - nie ma żadnych bogów którzy mogą wysłuchać naszych modlitw
2 - bogowie nie są tak potężni jak się wydaje ich wyznawcom
3 - bogowie są źli i dlatego wspierają samozwańczą elitę,
a my jesteśmy niewolnikami o których ta elita prosiła i otrzymała ich

Większość ludzi na świecie się modli lub praktykuje inne ścieżki duchowe,nie religijne
więc Ziemia powinna być rajem,tymczasem jest piekłem,dla większości i niebem dla garstki 
być może dlatego że bogowie żywią się nami?
Chcą żebyśmy modlili się jeszcze bardziej,żebyśmy produkowali jeszcze więcej pokarmu dla nich?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W odpowiedzi do <a href="https://bialczynski.pl/2011/11/18/mezamir-snowid-poganduszki-o-zyciu-i-smiercio-snacho-smokach-i-naturze-rodzimozofia/#comment-84837">ORLICKI</a>.</p>
<p>Wszystko zależy od tego co się robi we dwoje.<br />
W czarostwie np,pewne rytuały wymagają pierwiastków przeciwnych<br />
i ja nie wiem jak sobie z tym radzą np Wiccanie którzy mają swój odłam homoseksualny<br />
ale gdy ktoś chce np żyć we dwoje,robić sobie herbatę i coś do jedzenia<br />
to tutaj homoseksualizm nie ma żadnego znaczenia.</p>
<p>Co do praw natury i śmierci,drugim imieniem śmierci jest wszechobecność<br />
ale mnie zastanawia coś innego.</p>
<p>Kompletna bezradność i bezczynność bogów wobec cierpienia wyznawców.<br />
Dlaczego garstka ludzi bezwzględnych i materialistycznych żyje jak w niebie<br />
podczas gdy większość ludzkości,uduchowieni wyznawcy tej czy innej tradycji duchowej<br />
cierpi i klepie biedę?</p>
<p>1 &#8211; nie ma żadnych bogów którzy mogą wysłuchać naszych modlitw<br />
2 &#8211; bogowie nie są tak potężni jak się wydaje ich wyznawcom<br />
3 &#8211; bogowie są źli i dlatego wspierają samozwańczą elitę,<br />
a my jesteśmy niewolnikami o których ta elita prosiła i otrzymała ich</p>
<p>Większość ludzi na świecie się modli lub praktykuje inne ścieżki duchowe,nie religijne<br />
więc Ziemia powinna być rajem,tymczasem jest piekłem,dla większości i niebem dla garstki<br />
być może dlatego że bogowie żywią się nami?<br />
Chcą żebyśmy modlili się jeszcze bardziej,żebyśmy produkowali jeszcze więcej pokarmu dla nich?</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: ORLICKI		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2011/11/18/mezamir-snowid-poganduszki-o-zyciu-i-smiercio-snacho-smokach-i-naturze-rodzimozofia/#comment-84837</link>

		<dc:creator><![CDATA[ORLICKI]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 18 Nov 2023 14:37:59 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=21161#comment-84837</guid>

					<description><![CDATA[Ciekawi mnie zdanie czytelników, jak się ma sprawa związków płciowych, typu; mężczyzna + wiele kobiet; równoczesnych żon &#062; lub odwrotnie; poligamia, kobieta + kobieta, mężczyzna + mężczyzna, kilku mężczyzn + kilka kobiet naraz, dorosły + przedwcześnie pobudliwe i seksualnie rozwinięte dziecko do 15 roku życia,  matka + syn, siostra + brat, człowiek + zwierzę, skoro są one wcale nie takie wyjątkowe, i co dziwne, bardzo często spotykane w naturze, w świecie zwierząt? 
Czy też istnieje tu pełna wolność, oddanie się instynktowi popędu, miłości bez ograniczeń? 
Czy wszelkie normy, są sztuczne, wyniesione nie ze świata natury przyrodzonej, roślin i zwierząt, ale kultury ludzkiej, obyczaju?
Czy szanując prawa przyrodzone, prawa natury, powinniśmy akceptować więc wolność na wszystko co dwoje ludzi czyni ze sobą, lub co czyni zwierzętom gdy one się temu poddają, czy też rozmaite, wymienione odmiany takich przypadków uznawanych obecnie prawnie za zakazane, nieetyczne lub tabu? 
Bo mnie się wydaje, że człowiek zawsze czerpie z doświadczeń natury, przez setki tysięcy lat zdobywając wiedzę o swojej naturze. Niekoniecznie z doktryn religijnych, tylko wrzucając te doświadczenia z natury właśnie w owe doktryny, pod szyldem Boga lub bożków.
Człowiek traktuje siebie od tysięcy lat, jak pszczołę - członka większego bytu, społeczności.
Widząc co służy rodowi, nie koniecznie zaś już pojedynczym ludziom. Wobec nich, tych jednostek, wymyśliło społeczeństwo szereg obyczajów a dzisiaj spisanych w prawo, które mają za zadanie służyć bardziej ogółowi (kłania się dowód na pradawną demokrację bezpośrednią), niż bardziej jednostkom. 
Stąd zniosło zdarzającą się u Słowian dawniej poligamię władców, czy ich śluby w wieku dziecięcym. Wydaje mi się, że nowożytnio, zniosło wiele rzeczy pod wpływem judaizmu, często błędnie. Bo nie mam nic przeciwko ślubom ratującym samotne, starsze kobiety przed popadnięciem w brak opieki czy nędzą, gdy umiera ich mąż a jego żonaty brat,  (jak taki Mieszko), mógłby wziąć ją za żonę kolejną. Za jej zgodą oczywiście. 
Wszystko zostało wpierw zniszczone, a potem się wypominało Poganom - Słowianom, brak zasad, etyki. Gdy te, najpewniej były znacznie wcześniej, wynikające z obserwacji natury. Jak tego np. że kontakty kazirodcze, skutkują wyginięciem całych rodów, deformacjami cielesnymi, chorobami psychicznymi. Jak to z kolei, że kontakty ze zwierzętami, to nowe choroby, nieznane ludziom, często tak podle niewdzięczne iż za nie karano już bardzo dawno. Nie potrzeba było tutaj Jahwe, aby ich zakazywać, bo zakazywała ich sama natura!  A to, co mamy na ścianach w świątyniach indyjskich, jest pewną fantazją do jakiej ludzie maja zawsze prawo, lub świadectwem biologicznego (dzisiaj wiemy że genetycznego) upadku całych rodów książęcych Indii, podobnie jak w Finlandii gdzie pół narodu zniszczył gen kazirodczy. 
Jak się ma też prawo natury, do zabijania dzieci poczętych?
Zgodnie z prawami natury, człowiek ma prawo zabijać; w obronie życia, dla życia (posiłek), dla ukrócenia swojego cierpienia (nie ma kary za samobójstwo tylko za pomocniczość)...
Czy jest to dopuszczalne w prawach natury, która zwykle chroni wszelkie życie w obrębie danego rodzaju, lecz już nie na zewnątrz - bo przecież młode osobniki są często pokarmem dla innych rodzajów zwierząt. Czy człowiek, kierując się więc wartościami wyższymi, w tym ochroną bezbronnego dziecka przed cierpieniem,  ma obowiązek dopuścić do jego narodzin i życia w cierpieniu, często izolacji, jak roślina, gdy wie, że ciąża jest ciężko ułomna? Czy też gdy jeszcze nie są zawiązane nerwy, gdy cierpienia z powodu zabicia dziecka w łonie matki będzie mniejsze, powinien zakończyć jego życie biorąc jednak na siebie pełną odpowiedzialność, w świadomości takiego aktu zabicia? Aby nie był on środkiem antykoncepcyjnym, aby &quot;płód&quot; czyli dziecko w brzuchu kobiety nie był jej własnością - bo to nie jest brzuch tylko człowiek, aby nie był to sposób na zachowanie przyjemności życia tylko myślenie właśnie o tym dziecku. Lecz bez zdania go na łaskę losu, na ślepy traf, gdy nauka, nowoczesne technologie jakie dzisiaj mamy w ręku, pomagały nam podejmować bardziej świadomie takie decyzje. Dawni Słowianie, raczej nie wiedzieli, jak zdrowe dziecko urodzą, czy będzie ono cierpiało niemiłosiernie po narodzinach czy nie? Nie mieli takiego dylematu. Jak się mają więc prawa natury do tego problemu dzisiaj?
Gdzie jest Miłość międzyludzka, chyba jedno z ważniejszych praw natury ludzkiego rodzaju, jeśli nie mamy myśleć o zablokowaniu cierpienia dziecka z rozszczepem głowy i kazać mu się naturalnie urodzić, czekając, aż łaskawy Bóg ukróci je naturalną śmiercią? Bo takiej etyki uczy nas partia kościelna.  A z drugiej strony, gdzie jest ta sama międzyludzka miłość - prawo natury, gdy kobiety i mężczyźni w imię wolności ideologicznej, partyjnych i środowiskowych wymysłów, pozwalają zabijać każde zdrowe życie poczęte, byle do iluś tam miesięcy tylko!? 
Moim zdaniem poplątano te prawa, jedne zbyt odchylając w prawo, drugie w lewo, gubiąc zwyczajną MIŁOŚĆ!
A ta, jest przecież właśnie prawem natury, nie tylko prawem Jahwe, Chrześcijan, innych religii, grup, kościołów, partii. Tam dotarła wtórnie i została przerobiona często niezgodnie z jej wytycznymi. 
Ale bywały też takie prawa pogańskie, jak zbiorowe zabijanie nałożnic, jak rytualne mordy zbiorowe, jak zabijanie zwierząt rytualne nie na pokarm, jak mordowanie rodów w tym kobiet i dzieci w celach religijnych lub politycznych (np. najazd Polaków z Niemcami na Połabian i palenie wsi), które też nie miały nic wspólnego z prawami natury ale je wymyślono już dawno i pokutują w nas, narodach tej Ziemi do dzisiaj. To co robi Islam/Hamas wobec Izraelczyków i odwrotnie, Izrael wobec Palestyny, to tego przykład. Podobnie, to co czyni Rosja na Ukrainie. A jest w nich, jest jakaś myśl służenia ogółowi, swojemu rodowi. Budowania jego tożsamości na zatraceniu innych wokół, na morderczych oprawach religijnych, co jest rodzajem nie tyle nowego jak i starego Pogaństwa w tym zakresie, co PODDAŃSTWA ZŁU etycznemu, nie mającemu nic wspólnego z prawami natury. Dawniejsze obyczaje, przerwało szeregu nowych religii, jak ofiary dla Celtyckich bogów ucięło chrześcijaństwo. Ale brak praw natury, przyniósł nowe zwyczaje składania ofiar, o wiele krwawsze, jak; wojny globalne, krzyżowe, akty podboju poprzez grupy wpływów i depopulację ekonomiczno - technologiczną.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ciekawi mnie zdanie czytelników, jak się ma sprawa związków płciowych, typu; mężczyzna + wiele kobiet; równoczesnych żon &gt; lub odwrotnie; poligamia, kobieta + kobieta, mężczyzna + mężczyzna, kilku mężczyzn + kilka kobiet naraz, dorosły + przedwcześnie pobudliwe i seksualnie rozwinięte dziecko do 15 roku życia,  matka + syn, siostra + brat, człowiek + zwierzę, skoro są one wcale nie takie wyjątkowe, i co dziwne, bardzo często spotykane w naturze, w świecie zwierząt?<br />
Czy też istnieje tu pełna wolność, oddanie się instynktowi popędu, miłości bez ograniczeń?<br />
Czy wszelkie normy, są sztuczne, wyniesione nie ze świata natury przyrodzonej, roślin i zwierząt, ale kultury ludzkiej, obyczaju?<br />
Czy szanując prawa przyrodzone, prawa natury, powinniśmy akceptować więc wolność na wszystko co dwoje ludzi czyni ze sobą, lub co czyni zwierzętom gdy one się temu poddają, czy też rozmaite, wymienione odmiany takich przypadków uznawanych obecnie prawnie za zakazane, nieetyczne lub tabu?<br />
Bo mnie się wydaje, że człowiek zawsze czerpie z doświadczeń natury, przez setki tysięcy lat zdobywając wiedzę o swojej naturze. Niekoniecznie z doktryn religijnych, tylko wrzucając te doświadczenia z natury właśnie w owe doktryny, pod szyldem Boga lub bożków.<br />
Człowiek traktuje siebie od tysięcy lat, jak pszczołę &#8211; członka większego bytu, społeczności.<br />
Widząc co służy rodowi, nie koniecznie zaś już pojedynczym ludziom. Wobec nich, tych jednostek, wymyśliło społeczeństwo szereg obyczajów a dzisiaj spisanych w prawo, które mają za zadanie służyć bardziej ogółowi (kłania się dowód na pradawną demokrację bezpośrednią), niż bardziej jednostkom.<br />
Stąd zniosło zdarzającą się u Słowian dawniej poligamię władców, czy ich śluby w wieku dziecięcym. Wydaje mi się, że nowożytnio, zniosło wiele rzeczy pod wpływem judaizmu, często błędnie. Bo nie mam nic przeciwko ślubom ratującym samotne, starsze kobiety przed popadnięciem w brak opieki czy nędzą, gdy umiera ich mąż a jego żonaty brat,  (jak taki Mieszko), mógłby wziąć ją za żonę kolejną. Za jej zgodą oczywiście.<br />
Wszystko zostało wpierw zniszczone, a potem się wypominało Poganom &#8211; Słowianom, brak zasad, etyki. Gdy te, najpewniej były znacznie wcześniej, wynikające z obserwacji natury. Jak tego np. że kontakty kazirodcze, skutkują wyginięciem całych rodów, deformacjami cielesnymi, chorobami psychicznymi. Jak to z kolei, że kontakty ze zwierzętami, to nowe choroby, nieznane ludziom, często tak podle niewdzięczne iż za nie karano już bardzo dawno. Nie potrzeba było tutaj Jahwe, aby ich zakazywać, bo zakazywała ich sama natura!  A to, co mamy na ścianach w świątyniach indyjskich, jest pewną fantazją do jakiej ludzie maja zawsze prawo, lub świadectwem biologicznego (dzisiaj wiemy że genetycznego) upadku całych rodów książęcych Indii, podobnie jak w Finlandii gdzie pół narodu zniszczył gen kazirodczy.<br />
Jak się ma też prawo natury, do zabijania dzieci poczętych?<br />
Zgodnie z prawami natury, człowiek ma prawo zabijać; w obronie życia, dla życia (posiłek), dla ukrócenia swojego cierpienia (nie ma kary za samobójstwo tylko za pomocniczość)&#8230;<br />
Czy jest to dopuszczalne w prawach natury, która zwykle chroni wszelkie życie w obrębie danego rodzaju, lecz już nie na zewnątrz &#8211; bo przecież młode osobniki są często pokarmem dla innych rodzajów zwierząt. Czy człowiek, kierując się więc wartościami wyższymi, w tym ochroną bezbronnego dziecka przed cierpieniem,  ma obowiązek dopuścić do jego narodzin i życia w cierpieniu, często izolacji, jak roślina, gdy wie, że ciąża jest ciężko ułomna? Czy też gdy jeszcze nie są zawiązane nerwy, gdy cierpienia z powodu zabicia dziecka w łonie matki będzie mniejsze, powinien zakończyć jego życie biorąc jednak na siebie pełną odpowiedzialność, w świadomości takiego aktu zabicia? Aby nie był on środkiem antykoncepcyjnym, aby &#8222;płód&#8221; czyli dziecko w brzuchu kobiety nie był jej własnością &#8211; bo to nie jest brzuch tylko człowiek, aby nie był to sposób na zachowanie przyjemności życia tylko myślenie właśnie o tym dziecku. Lecz bez zdania go na łaskę losu, na ślepy traf, gdy nauka, nowoczesne technologie jakie dzisiaj mamy w ręku, pomagały nam podejmować bardziej świadomie takie decyzje. Dawni Słowianie, raczej nie wiedzieli, jak zdrowe dziecko urodzą, czy będzie ono cierpiało niemiłosiernie po narodzinach czy nie? Nie mieli takiego dylematu. Jak się mają więc prawa natury do tego problemu dzisiaj?<br />
Gdzie jest Miłość międzyludzka, chyba jedno z ważniejszych praw natury ludzkiego rodzaju, jeśli nie mamy myśleć o zablokowaniu cierpienia dziecka z rozszczepem głowy i kazać mu się naturalnie urodzić, czekając, aż łaskawy Bóg ukróci je naturalną śmiercią? Bo takiej etyki uczy nas partia kościelna.  A z drugiej strony, gdzie jest ta sama międzyludzka miłość &#8211; prawo natury, gdy kobiety i mężczyźni w imię wolności ideologicznej, partyjnych i środowiskowych wymysłów, pozwalają zabijać każde zdrowe życie poczęte, byle do iluś tam miesięcy tylko!?<br />
Moim zdaniem poplątano te prawa, jedne zbyt odchylając w prawo, drugie w lewo, gubiąc zwyczajną MIŁOŚĆ!<br />
A ta, jest przecież właśnie prawem natury, nie tylko prawem Jahwe, Chrześcijan, innych religii, grup, kościołów, partii. Tam dotarła wtórnie i została przerobiona często niezgodnie z jej wytycznymi.<br />
Ale bywały też takie prawa pogańskie, jak zbiorowe zabijanie nałożnic, jak rytualne mordy zbiorowe, jak zabijanie zwierząt rytualne nie na pokarm, jak mordowanie rodów w tym kobiet i dzieci w celach religijnych lub politycznych (np. najazd Polaków z Niemcami na Połabian i palenie wsi), które też nie miały nic wspólnego z prawami natury ale je wymyślono już dawno i pokutują w nas, narodach tej Ziemi do dzisiaj. To co robi Islam/Hamas wobec Izraelczyków i odwrotnie, Izrael wobec Palestyny, to tego przykład. Podobnie, to co czyni Rosja na Ukrainie. A jest w nich, jest jakaś myśl służenia ogółowi, swojemu rodowi. Budowania jego tożsamości na zatraceniu innych wokół, na morderczych oprawach religijnych, co jest rodzajem nie tyle nowego jak i starego Pogaństwa w tym zakresie, co PODDAŃSTWA ZŁU etycznemu, nie mającemu nic wspólnego z prawami natury. Dawniejsze obyczaje, przerwało szeregu nowych religii, jak ofiary dla Celtyckich bogów ucięło chrześcijaństwo. Ale brak praw natury, przyniósł nowe zwyczaje składania ofiar, o wiele krwawsze, jak; wojny globalne, krzyżowe, akty podboju poprzez grupy wpływów i depopulację ekonomiczno &#8211; technologiczną.</p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
		<item>
		<title>
		Autor: Mezamir		</title>
		<link>https://bialczynski.pl/2011/11/18/mezamir-snowid-poganduszki-o-zyciu-i-smiercio-snacho-smokach-i-naturze-rodzimozofia/#comment-2631</link>

		<dc:creator><![CDATA[Mezamir]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 22 Nov 2011 18:21:52 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">https://bialczynski.pl/?p=21161#comment-2631</guid>

					<description><![CDATA[Mózg człowieka – przekrój (grafika przestrzenna)
http://nowaatlantyda.com/wp-content/uploads/2011/11/brain_animation.gif

co nieco o tzw. gadzim mózgu:

    * zwany też gadzim kompleksem;
    * z punktu widzenia ewolucji: najstarsza część ludzkiego móżgu, analogicznie zbudowana jak mózgi gadów współczesnych i dinozaurów;
    * anatomicznie: podwzgórze, ze szczególnie wyróżnionymi gruczołami przysadki, szyszynki i migdałowatymi, rdzeniem przedłużonym i móżdżkiem;
    * część mózgu odpowiedzialna za odczuwanie i generację stanów emocjonalnych, podświadoma, prelogiczna, rządząca się własnymi prawami, w dużym stopniu niezależna od świadomości i poza jej kontrolą, najsilniej aktywna i dominująca w chwilach stresu, zagrożenia życia;
    * część mózgu najsilniej pracująca i aktywowana w procesie wewnętrznej transformacji i inicjacji Kundalini, daoistycznych praktykach alchemii wewnętrznej, szczególnie w formułach Kan Li;
    * „wewnętrzny smok” budzi się, gdy przetransformowana energia seksualna dochodzi wzdłuż kręgosłupa do gadziego kompleksu i zaczyna go zasilać, związane są z tym niezmiernie silne doświadczenia mistyczne, transpersonalne, transcendencji, a także wzmocnienie wszystkich psychicznych procesów, doświadczania i wyrażania emocji – z tego powodu osoby doświadczające go są obiektem zdystansowanych badań psychologów, obiektem bardzo ścisłej kontroli dla teologów i organizacji religijnych, oraz obiektem naśladownictwa dla gorliwych poszukiwaczy swojej wewnętrznej prawdy i sensu życia.



niezwykłe doświadczenie Michaela Harnera które opisał w książce „DROGA SZAMANA”

Indianie nałożyli kagańce wszystkim psom w wiosce, żeby nie szczekały. Powiedziano mi, że hałas szczekajàcych psów może spowodować obłęd u człowieka, który wypił ayahuaskę. Dzieciom nakazano być cicho. Wraz z zachodem słońca w całej tej niewielkiej społeczności zapadła cisza. Kiedy krótki, równikowy zmierzch zmienił się w ciemność, Tomas przelał mniej więcej jedną trzecią tego, co było w butelce, do naczynia z tykwy i podał mi je. Wszyscy Indianie się temu przyglądali. Poczułem się jak Sokrates przyjmujàcy cykutę od Ateńczyków – przypomniało mi się, że jedną z nazw, jakà ludy znad peruwiańskiej Amazonki nadajà ayahuasce, jest „mała śmierć”. Szybko wypiłem wywar. Miał dziwny, lekko gorzki smak. Potem czekałem, aż Tomas wypije swoją porcję, ale on oznajmił, że tym razem zdecydował się nie brać w tym udziału. Kazali mi si´ położyć na bambusowym podeście pod wielkim, krytym palmowymi liśćmi dachem wspólnego domu. W całej wiosce panowała cisza, słychać było tylko cykady i dalekie nawoływania małp głęboko w dżungli. Kiedy, leżąc na plecach, wpatrywałem się w górę, w ciemność, ukazały się tam delikatne smugi światła. Stawały się stopniowo wyraźniejsze, ostrzejsze, a potem wybuchły jaskrawymi kolorami. Z daleka zaczął napływać dźwięk, jakby szumiàcego wodospadu. Stawał się coraz głośniejszy i mocniejszy, aż całkowicie wypełnił moje uszy. Zaledwie kilka minut wcześniej byłem już zawiedziony i pewny, że ayahuaska nie wywrze na mnie żadnego wpływu. Teraz dźwięk spadajàcej wody wypełnił mój mózg. Szczęka zaczęła mi drętwieć, zdrętwienie przesuwało si´ w kierunku skroni. Jasne smugi nad moją głową stały się jaśniejsze i stopniowo połączyły się i splotły tworząc baldachim, który przypominał geometryczną mozaikę z witrażowego szkła. Wyraziste fioletowe refleksy utworzyły nade mną wciąż powiększajàcy się dach. W tej niebiańskiej jaskini słyszałem narastajàcy bez przerwy dźwięk wody i widziałem niewyraźne postaci, poruszajàce się jak cienie. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do tego przyciemnionego światła, cała poruszajàca się scena zmieniła się w coś, co przypominało jakby ogromny jarmark, nieziemski karnawał demonów. W samym środku rezydowała gigantyczna, szczerząca się krokodylopodobna głowa, jakby przewodniczyła wszystkim tym działaniom i patrzyła wprost na mnie. To z jej ogromnych szczęk wypływały rwące kaskady wody. Powoli poziom wody się podnosił, a wraz z nim unosił się też baldachim, aż cała scena przemieniła się w prosty obraz błękitnego nieba u góry i morza pod nim. Wszystkie stwory zniknęły.

Potem z mojego miejsca blisko powierzchni wody zacząłem dostrzegać dwie dziwne łodzie, które jakby kołysały się w powietrzu i płynęły w moim kierunku, coraz to bliżej i bliżej. Powoli złàczyły się i stworzyły jeden statek z ogromnym dziobem w kształcie smoka, który trochę przypominał mi łodzie wikingów. Statek miał jeden prostokątny żagiel. W czasie, gdy spokojnie kołysał się nade mną, zacząłem słyszeć rytmiczny dźwięk i zobaczyłem, że jest to w istocie gigantyczna galera, a kilkaset wioseł porusza się w jednostajnym rytmie. Wtedy też uświadomiłem sobie, że dochodzi do mnie najcudowniejszy śpiew, jaki słyszałem w życiu, wysoki i niebiański, wydawany jakby przez niezliczone głosy z tej galery. Kiedy bliżej przyjrzałem się pokładowi, mogłem teraz rozróżnić wiele postaci z głowami sójek i ludzkimi ciałami. Te stwory przypominały mi bogów z ptasimi głowami na starożytnych egipskich malowidłach. W tym samym czasie z mojej klatki piersiowej w kierunku tej łodzi zaczęła płynàç jakby esencja mojej życiowej energii. Choć uważałem siebie za ateistę, byłem absolutnie przekonany, że właśnie umieram, a ci ludzie o ptasich głowach przybyli po to, by zabrać moją duszę na swoją łódź. W miarę, jak upływ duszy z mojej piersi trwał coraz dłużej, miałem świadomość, że całe moje ciało zaczyna stopniowo drętwieć. Poczynajàc od ràk i nóg, ciało jakby zamieniało się w stężały beton. Nie moglem ani się poruszyć, ani nic powiedzieć. Odrętwienie przesuwało się stopniowo w kierunku moich piersi i dążyło do serca. Usiłowałem otworzyć usta, żeby zawołać o pomoc, poprosić Indian o antidotum. Jednak choç sie wysilalem, jak moglem, nie potrafilem zebraç tyle sily, by wydobyç glos. Równoczesnie mój brzuch zaczynal sie juz zamieniaç w kamien i musialem dokonywaç nadludzkich wysilków, by utrzymywaç bicie serca. Zaczàlem nazywaç serceswoim przyjacielem, moim najdrozszym przyjacielem i z calàlmocà, jaka mi jeszcze pozostala, zaczàlem do niego przemawiaç, zachecaç je, by dalej bilo. Stalem sie swiadomy swojego mózgu. Czulem – fizycznie – ze zostal on podzielony na cztery oddzielne, wyrazne poziomy. Najwyzszym poziomem byl obserwator i dowódca, swiadomy kondycji mojego ciala i odpowiedzialny za moje wysilki, by utrzymaç bicie serca. Byl on tez swiadom, ale jedynie jako bierny obserwator, wszystkich wizji emanujàcych z nizszych poziomów mojego mózgu. Zaraz pod tym najwyzszym poziomem czulem jakby odretwialà warstwe, która zdawala sie byç wylàczona z akcji przez zazyty przeze mnie narkotyk – po prostu nikogo tam nie bylo. Nastepny poziom byl wsasnie zródlem moich wizji, wlàczajàc w to łódź z duszà. Teraz bylem juz pewien, ze za chwile umre. Kiedy usilowalem pogodziç sie ze swoim losem, jeszcze nizsze poziomy mojego mózgu zaczely wysylaç kolejne wizje i informacje. „Powiedziano” mi, ze zobacze pewne rzeczy tylko dlatego, ze wlasnie umieram i w zwiàzku z tym mozna mi „bezpiecznie”
pokazaç te tajemnice. „Poinformowano mnie”, ze sà to sekrety zarezerwowane jedynie dla umierajàcych i juz martwych. Bardzo mgliscie zdawalem sobie spraw´ z tego, kto mi te mysli wysyla: byly to gigantyczne gadzie stwory, wylegujàce sie leniwie gdzies w samej glebi mojego mózgu, w tym miejscu, gdzie styka si´ on z tyΠu gΠowy ze szczytem krelgoslupa. Widzialem je bardzo niewyraznie w czyms, co byo jak ciemne, posepne glebiny. Potem te stwory wyswietlily przede mnà wyraznà scene. Najpierw pokazaly mi planete Ziemie eony lat temu, nim pojawilo sie na niej jakiekolwiek zycie. ZobaczyΠem ocean, nagi làd i jasne, niebieskie niebo. Nastepnie wprost z nieba zaczely spadaç ciemne kropki. Làdowaly tu˝ przede mnà na tej nagiej ziemi. Wtedy zobaczylem, ze te „kropki” to tak naprawde duze, blyszczàce monstra z ostrymi skrzydlami, jak u pterodaktyli i ogromnymi cialami przypominajàcymi wieloryby. Ich glowy byly dla mnie niewidoczne. Opadaly na ziemi´, wyraźnie wykonczone podrózà, i odpoczywaly przez cale eony czasu. Wytlumaczyly mi w jezyku mysli, ze uciekly przed czyms z przestworzy. Przylecialy na planete Ziemia, by sie schroniç przed swoim wrogiem. Potem pokazaly mi, w jaki sposób stworzyly zycie na planecie, zeby móc ukryç sie wsród milionów innych, róznorodnych istot. Przed moimi oczami rozegral sie spektakl tworzenia roslin i zwierzàt, ich podzialu na gatunki, rozwoju – bylo to setki milionów lat aktywnego istnienia – a wszystko to dzialo sie na takà skale, tak wyraziscie i zywo, ze nie sposób tego w ogóle opisaç. Dowiedzialem sie ze te podobne do smoków stworzenia znajdujà sie teraz wewnàtrz wszelkich form zycia, wlàczajàc w to czlowieka. (Teraz moge stwierdziç, ze byly niemal jak DNA, choç w tamtym czasie, czyli w roku 1961, nic jeszcze o DNA nie wiedzialem). Powiedzialy mi, ze to one sà prawdziwymi panami ludzkosci i calej planety. Zas my, ludzie, jestesmy jedynie przechowujàcymi je „pojemnikami” i slugami. I wlasnie dlatego mogà do mnie przemawiaç z wnetrza mojego mózgu. Te wizje przeplataly sie wciàz z obrazem łodzi, która juz niemal zakonczyla proces pobierania na poklad mojej duszy. Teraz łódź ze swojà ptasiogowà zalogà zaczela powoli odplywaç, zabierajàc ze sobà mojà zyciowà sile. Plynela w kierunku wielkiego fiordu otoczonego nagimi, ostrymi skalami. Wiedzialem, ze zostala mi zaledwie chwila zycia. To dziwne, ale nie czulem leku przed tymi ptasioglowymi ludzmi; jesli chcà, mogà zatrzymaç mojà dusze, prosze bardzo. Jednak balem sie, ze w jakis sposób moja dusza nie utrzyma sie na poziomie wody, ale w nieznany mi, ale mozliwy sposób, zostanie wchlonieta przez te potworne stwory z glebi mojego mózgu. Nagle poczulem odrebnosç swego czlowieczenstwa, kontrast pomiedzy moim gatunkiem a tymi gadzimi przodkami. Zaczàlem walczyç, by nie powróciç do nich, a one zaczely czuç sie obco i stawaly sie zle. Kazde uderzenie serca przychodzilo z ogromnym trudem. Znów zwrócilem sie po pomoc do ludzi. Niewyobrazalnym ostatnim wysilkiem udalo mi sie jakos wydusiç z siebie jedno slowo: „Lekarstwo!”. Zobaczylem, jak Indianie zaczynajà sie szybko krzàtaç, by sporzàdziç odtrutke i wiedzialem, ze nie zdàzà jej zrobiç na czas. Potrzebowalem opiekuna, który umialby zwycieyç smoki i z calych sil staralem sie przywolaç jakàs pelnà mocy istote, by ochronila mnie przed tymi strasznymi gadami. A jeden z nich stanàl wlasnie tuz przede mnà; dokladnie w tym samym momencie Indianie silà otworzyli mi usta i wlali w nie odtrutke. Smoki powoli wycofaly się w glebiny; łódź z duszàli skaΠy fiordu zniknely. Odetchnàlem z ulgà. Antidotum radykalnie polepszylo mój stan, ale nie przeszkodzilo mi w calej serii dodatkowych wizji, tym razem bardziej powierzchownej natury. Byly nawet przyjemne i latwe do zniesienia. Odbylem fantastyczne podróze do odleglych krain, a nawet jednà pozaziemskà, po calej Galaktyce; tworzylem niesamowite budowle; kazalem sardonicznie usmiechnietym demonom wykonywaç moje polecenia i realizowaç moje fantazje. Czesto stwierdzalem, ze smieje sie w glos z niedorzecznosci tych przygód. W koncu usnàlem. Kiedy sie obudzilem, przez pokryty palmowymi lisçmi dach przeswitywaly promienie slonca. Wciàz lezalem na bambusowym podescie i slyszalem normalne dzwieki poranka: rozmowy Indian, placz niemowlàt, pianie koguta. Ze zdumieniem stwierdzilem, ze jestem wypoczety i spokojny…….


http://salontajemnic.wordpress.com/2011/11/17/glowa-weza-w-naszej-glowie/]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mózg człowieka – przekrój (grafika przestrzenna)<br />
<a href="http://nowaatlantyda.com/wp-content/uploads/2011/11/brain_animation.gif" rel="nofollow ugc">http://nowaatlantyda.com/wp-content/uploads/2011/11/brain_animation.gif</a></p>
<p>co nieco o tzw. gadzim mózgu:</p>
<p>    * zwany też gadzim kompleksem;<br />
    * z punktu widzenia ewolucji: najstarsza część ludzkiego móżgu, analogicznie zbudowana jak mózgi gadów współczesnych i dinozaurów;<br />
    * anatomicznie: podwzgórze, ze szczególnie wyróżnionymi gruczołami przysadki, szyszynki i migdałowatymi, rdzeniem przedłużonym i móżdżkiem;<br />
    * część mózgu odpowiedzialna za odczuwanie i generację stanów emocjonalnych, podświadoma, prelogiczna, rządząca się własnymi prawami, w dużym stopniu niezależna od świadomości i poza jej kontrolą, najsilniej aktywna i dominująca w chwilach stresu, zagrożenia życia;<br />
    * część mózgu najsilniej pracująca i aktywowana w procesie wewnętrznej transformacji i inicjacji Kundalini, daoistycznych praktykach alchemii wewnętrznej, szczególnie w formułach Kan Li;<br />
    * „wewnętrzny smok” budzi się, gdy przetransformowana energia seksualna dochodzi wzdłuż kręgosłupa do gadziego kompleksu i zaczyna go zasilać, związane są z tym niezmiernie silne doświadczenia mistyczne, transpersonalne, transcendencji, a także wzmocnienie wszystkich psychicznych procesów, doświadczania i wyrażania emocji – z tego powodu osoby doświadczające go są obiektem zdystansowanych badań psychologów, obiektem bardzo ścisłej kontroli dla teologów i organizacji religijnych, oraz obiektem naśladownictwa dla gorliwych poszukiwaczy swojej wewnętrznej prawdy i sensu życia.</p>
<p>niezwykłe doświadczenie Michaela Harnera które opisał w książce „DROGA SZAMANA”</p>
<p>Indianie nałożyli kagańce wszystkim psom w wiosce, żeby nie szczekały. Powiedziano mi, że hałas szczekajàcych psów może spowodować obłęd u człowieka, który wypił ayahuaskę. Dzieciom nakazano być cicho. Wraz z zachodem słońca w całej tej niewielkiej społeczności zapadła cisza. Kiedy krótki, równikowy zmierzch zmienił się w ciemność, Tomas przelał mniej więcej jedną trzecią tego, co było w butelce, do naczynia z tykwy i podał mi je. Wszyscy Indianie się temu przyglądali. Poczułem się jak Sokrates przyjmujàcy cykutę od Ateńczyków – przypomniało mi się, że jedną z nazw, jakà ludy znad peruwiańskiej Amazonki nadajà ayahuasce, jest „mała śmierć”. Szybko wypiłem wywar. Miał dziwny, lekko gorzki smak. Potem czekałem, aż Tomas wypije swoją porcję, ale on oznajmił, że tym razem zdecydował się nie brać w tym udziału. Kazali mi si´ położyć na bambusowym podeście pod wielkim, krytym palmowymi liśćmi dachem wspólnego domu. W całej wiosce panowała cisza, słychać było tylko cykady i dalekie nawoływania małp głęboko w dżungli. Kiedy, leżąc na plecach, wpatrywałem się w górę, w ciemność, ukazały się tam delikatne smugi światła. Stawały się stopniowo wyraźniejsze, ostrzejsze, a potem wybuchły jaskrawymi kolorami. Z daleka zaczął napływać dźwięk, jakby szumiàcego wodospadu. Stawał się coraz głośniejszy i mocniejszy, aż całkowicie wypełnił moje uszy. Zaledwie kilka minut wcześniej byłem już zawiedziony i pewny, że ayahuaska nie wywrze na mnie żadnego wpływu. Teraz dźwięk spadajàcej wody wypełnił mój mózg. Szczęka zaczęła mi drętwieć, zdrętwienie przesuwało si´ w kierunku skroni. Jasne smugi nad moją głową stały się jaśniejsze i stopniowo połączyły się i splotły tworząc baldachim, który przypominał geometryczną mozaikę z witrażowego szkła. Wyraziste fioletowe refleksy utworzyły nade mną wciąż powiększajàcy się dach. W tej niebiańskiej jaskini słyszałem narastajàcy bez przerwy dźwięk wody i widziałem niewyraźne postaci, poruszajàce się jak cienie. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do tego przyciemnionego światła, cała poruszajàca się scena zmieniła się w coś, co przypominało jakby ogromny jarmark, nieziemski karnawał demonów. W samym środku rezydowała gigantyczna, szczerząca się krokodylopodobna głowa, jakby przewodniczyła wszystkim tym działaniom i patrzyła wprost na mnie. To z jej ogromnych szczęk wypływały rwące kaskady wody. Powoli poziom wody się podnosił, a wraz z nim unosił się też baldachim, aż cała scena przemieniła się w prosty obraz błękitnego nieba u góry i morza pod nim. Wszystkie stwory zniknęły.</p>
<p>Potem z mojego miejsca blisko powierzchni wody zacząłem dostrzegać dwie dziwne łodzie, które jakby kołysały się w powietrzu i płynęły w moim kierunku, coraz to bliżej i bliżej. Powoli złàczyły się i stworzyły jeden statek z ogromnym dziobem w kształcie smoka, który trochę przypominał mi łodzie wikingów. Statek miał jeden prostokątny żagiel. W czasie, gdy spokojnie kołysał się nade mną, zacząłem słyszeć rytmiczny dźwięk i zobaczyłem, że jest to w istocie gigantyczna galera, a kilkaset wioseł porusza się w jednostajnym rytmie. Wtedy też uświadomiłem sobie, że dochodzi do mnie najcudowniejszy śpiew, jaki słyszałem w życiu, wysoki i niebiański, wydawany jakby przez niezliczone głosy z tej galery. Kiedy bliżej przyjrzałem się pokładowi, mogłem teraz rozróżnić wiele postaci z głowami sójek i ludzkimi ciałami. Te stwory przypominały mi bogów z ptasimi głowami na starożytnych egipskich malowidłach. W tym samym czasie z mojej klatki piersiowej w kierunku tej łodzi zaczęła płynàç jakby esencja mojej życiowej energii. Choć uważałem siebie za ateistę, byłem absolutnie przekonany, że właśnie umieram, a ci ludzie o ptasich głowach przybyli po to, by zabrać moją duszę na swoją łódź. W miarę, jak upływ duszy z mojej piersi trwał coraz dłużej, miałem świadomość, że całe moje ciało zaczyna stopniowo drętwieć. Poczynajàc od ràk i nóg, ciało jakby zamieniało się w stężały beton. Nie moglem ani się poruszyć, ani nic powiedzieć. Odrętwienie przesuwało się stopniowo w kierunku moich piersi i dążyło do serca. Usiłowałem otworzyć usta, żeby zawołać o pomoc, poprosić Indian o antidotum. Jednak choç sie wysilalem, jak moglem, nie potrafilem zebraç tyle sily, by wydobyç glos. Równoczesnie mój brzuch zaczynal sie juz zamieniaç w kamien i musialem dokonywaç nadludzkich wysilków, by utrzymywaç bicie serca. Zaczàlem nazywaç serceswoim przyjacielem, moim najdrozszym przyjacielem i z calàlmocà, jaka mi jeszcze pozostala, zaczàlem do niego przemawiaç, zachecaç je, by dalej bilo. Stalem sie swiadomy swojego mózgu. Czulem – fizycznie – ze zostal on podzielony na cztery oddzielne, wyrazne poziomy. Najwyzszym poziomem byl obserwator i dowódca, swiadomy kondycji mojego ciala i odpowiedzialny za moje wysilki, by utrzymaç bicie serca. Byl on tez swiadom, ale jedynie jako bierny obserwator, wszystkich wizji emanujàcych z nizszych poziomów mojego mózgu. Zaraz pod tym najwyzszym poziomem czulem jakby odretwialà warstwe, która zdawala sie byç wylàczona z akcji przez zazyty przeze mnie narkotyk – po prostu nikogo tam nie bylo. Nastepny poziom byl wsasnie zródlem moich wizji, wlàczajàc w to łódź z duszà. Teraz bylem juz pewien, ze za chwile umre. Kiedy usilowalem pogodziç sie ze swoim losem, jeszcze nizsze poziomy mojego mózgu zaczely wysylaç kolejne wizje i informacje. „Powiedziano” mi, ze zobacze pewne rzeczy tylko dlatego, ze wlasnie umieram i w zwiàzku z tym mozna mi „bezpiecznie”<br />
pokazaç te tajemnice. „Poinformowano mnie”, ze sà to sekrety zarezerwowane jedynie dla umierajàcych i juz martwych. Bardzo mgliscie zdawalem sobie spraw´ z tego, kto mi te mysli wysyla: byly to gigantyczne gadzie stwory, wylegujàce sie leniwie gdzies w samej glebi mojego mózgu, w tym miejscu, gdzie styka si´ on z tyΠu gΠowy ze szczytem krelgoslupa. Widzialem je bardzo niewyraznie w czyms, co byo jak ciemne, posepne glebiny. Potem te stwory wyswietlily przede mnà wyraznà scene. Najpierw pokazaly mi planete Ziemie eony lat temu, nim pojawilo sie na niej jakiekolwiek zycie. ZobaczyΠem ocean, nagi làd i jasne, niebieskie niebo. Nastepnie wprost z nieba zaczely spadaç ciemne kropki. Làdowaly tu˝ przede mnà na tej nagiej ziemi. Wtedy zobaczylem, ze te „kropki” to tak naprawde duze, blyszczàce monstra z ostrymi skrzydlami, jak u pterodaktyli i ogromnymi cialami przypominajàcymi wieloryby. Ich glowy byly dla mnie niewidoczne. Opadaly na ziemi´, wyraźnie wykonczone podrózà, i odpoczywaly przez cale eony czasu. Wytlumaczyly mi w jezyku mysli, ze uciekly przed czyms z przestworzy. Przylecialy na planete Ziemia, by sie schroniç przed swoim wrogiem. Potem pokazaly mi, w jaki sposób stworzyly zycie na planecie, zeby móc ukryç sie wsród milionów innych, róznorodnych istot. Przed moimi oczami rozegral sie spektakl tworzenia roslin i zwierzàt, ich podzialu na gatunki, rozwoju – bylo to setki milionów lat aktywnego istnienia – a wszystko to dzialo sie na takà skale, tak wyraziscie i zywo, ze nie sposób tego w ogóle opisaç. Dowiedzialem sie ze te podobne do smoków stworzenia znajdujà sie teraz wewnàtrz wszelkich form zycia, wlàczajàc w to czlowieka. (Teraz moge stwierdziç, ze byly niemal jak DNA, choç w tamtym czasie, czyli w roku 1961, nic jeszcze o DNA nie wiedzialem). Powiedzialy mi, ze to one sà prawdziwymi panami ludzkosci i calej planety. Zas my, ludzie, jestesmy jedynie przechowujàcymi je „pojemnikami” i slugami. I wlasnie dlatego mogà do mnie przemawiaç z wnetrza mojego mózgu. Te wizje przeplataly sie wciàz z obrazem łodzi, która juz niemal zakonczyla proces pobierania na poklad mojej duszy. Teraz łódź ze swojà ptasiogowà zalogà zaczela powoli odplywaç, zabierajàc ze sobà mojà zyciowà sile. Plynela w kierunku wielkiego fiordu otoczonego nagimi, ostrymi skalami. Wiedzialem, ze zostala mi zaledwie chwila zycia. To dziwne, ale nie czulem leku przed tymi ptasioglowymi ludzmi; jesli chcà, mogà zatrzymaç mojà dusze, prosze bardzo. Jednak balem sie, ze w jakis sposób moja dusza nie utrzyma sie na poziomie wody, ale w nieznany mi, ale mozliwy sposób, zostanie wchlonieta przez te potworne stwory z glebi mojego mózgu. Nagle poczulem odrebnosç swego czlowieczenstwa, kontrast pomiedzy moim gatunkiem a tymi gadzimi przodkami. Zaczàlem walczyç, by nie powróciç do nich, a one zaczely czuç sie obco i stawaly sie zle. Kazde uderzenie serca przychodzilo z ogromnym trudem. Znów zwrócilem sie po pomoc do ludzi. Niewyobrazalnym ostatnim wysilkiem udalo mi sie jakos wydusiç z siebie jedno slowo: „Lekarstwo!”. Zobaczylem, jak Indianie zaczynajà sie szybko krzàtaç, by sporzàdziç odtrutke i wiedzialem, ze nie zdàzà jej zrobiç na czas. Potrzebowalem opiekuna, który umialby zwycieyç smoki i z calych sil staralem sie przywolaç jakàs pelnà mocy istote, by ochronila mnie przed tymi strasznymi gadami. A jeden z nich stanàl wlasnie tuz przede mnà; dokladnie w tym samym momencie Indianie silà otworzyli mi usta i wlali w nie odtrutke. Smoki powoli wycofaly się w glebiny; łódź z duszàli skaΠy fiordu zniknely. Odetchnàlem z ulgà. Antidotum radykalnie polepszylo mój stan, ale nie przeszkodzilo mi w calej serii dodatkowych wizji, tym razem bardziej powierzchownej natury. Byly nawet przyjemne i latwe do zniesienia. Odbylem fantastyczne podróze do odleglych krain, a nawet jednà pozaziemskà, po calej Galaktyce; tworzylem niesamowite budowle; kazalem sardonicznie usmiechnietym demonom wykonywaç moje polecenia i realizowaç moje fantazje. Czesto stwierdzalem, ze smieje sie w glos z niedorzecznosci tych przygód. W koncu usnàlem. Kiedy sie obudzilem, przez pokryty palmowymi lisçmi dach przeswitywaly promienie slonca. Wciàz lezalem na bambusowym podescie i slyszalem normalne dzwieki poranka: rozmowy Indian, placz niemowlàt, pianie koguta. Ze zdumieniem stwierdzilem, ze jestem wypoczety i spokojny…….</p>
<p><a href="http://salontajemnic.wordpress.com/2011/11/17/glowa-weza-w-naszej-glowie/" rel="nofollow ugc">http://salontajemnic.wordpress.com/2011/11/17/glowa-weza-w-naszej-glowie/</a></p>
]]></content:encoded>
		
			</item>
	</channel>
</rss>
